Archive | August 2017

Żydowscy żołnierze Września

Żydowscy żołnierze Września

ANDRZEJ FEDOROWICZ


W powszechnej opinii w 1939 roku Hitlerowi przeciwstawili się wyłącznie Polacy. Tymczasem aż jedną trzecią wrześniowej armii stanowiły mniejszości narodowe, do walki stanęło m.in. 100 tysięcy Żydów. Mało o nich wiemy.

„Mobilizacja! Słowo, które zelektryzowało cały świat, nie ominęło również mojego miasteczka. Dzień 24 sierpnia zastał je jak gdyby w jakieś uroczyste święto. Na ulicach pełno młodzieży, która entuzjastycznie szykuje się do złożenia ofiary krwi. W mieście, jak gdyby nigdy nie istniało ONR czy inne antysemickie organizacje, zauważyć można całkowite zbratanie między nacjami. Młodzież polska i żydowska, złączona wspólnym celem, ręka w rękę przechadza się i żegna znajomych. Stosunkowo wielu z nas zostało powołanych. Poczucie »równouprawnienia« dodaje nam animuszu. Ja otrzymałem wezwanie do 68. Pułku Piechoty we Wrześni. Ponieważ mundur miałem jeszcze ze służby czynnej, przeobrażenie się z cywila w wojskowego zajęło mi zaledwie kilka minut”.

Ta relacja anonimowego uczestnika kampanii wrześniowej, złożona po kilku latach już w warszawskim getcie (archiwum Emanuela Ringelbluma), jest jedną z wielu pokazujących, jaka przemiana nastąpiła tuż przed wybuchem wojny w relacjach między Polakami i Żydami. Zniknęły dotychczasowe izolacja i nieufność. Autor relacji widzi to nawet po przybyciu do Wrześni, którą uważa za miasto „ultraantysemickie”.

„Dotąd Żydzi, którzy tylko nielicznie je zamieszkiwali, byli jak gdyby więźniami, nie wolno im prawie było ukazywać się na ulicach miasteczka, a o wyjściu wieczorem, by nie natknąć się na czynne zniewagi, mowy być nie mogło. Perspektywa wojny to zmieniła. Sam widziałem, jak ci dotychczas znienawidzeni mieszkańcy z łopatami, kilofami szli w szeregach razem z innymi kopać rowy OPL” – wspominał żołnierz.

1 września 1939 roku w gazecie mniejszości żydowskiej „Nasz Przegląd” ukazuje się oświadczenie: „Organizacja Syjonistyczna i naród żydowski stoją po stronie polskiej, gotowe do walki o swą godność i niepodległość. To oświadczenie powinno być drogowskazem dla światowego żydostwa. Miejsce Żydów całego świata jest po stronie polskiej”.

Dzień później w tym samym dzienniku odezwę publikuje Zarząd i Rada Naczelna Związku Rabinów RP: „Bracia w Izraelu, Obywatele Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej! Odwieczny wróg napadł w niecny, nikczemny sposób na naszą tak gorąco przez nas umiłowaną Ojczyznę, Polskę. (…) My, Żydzi, dzieci tej ziemi od zamierzchłych czasów, stajemy wszyscy w karnym ordynku, zwarci i opanowani na wezwanie Pana Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnego Wodza, aby bronić naszej ukochanej Ojczyzny, każdy na wyznaczonym mu przez władze posterunku, i oddamy, gdy zajdzie tego potrzeba, na ołtarzu Ojczyzny, nasze życie i nasze mienie bez reszty. Jest to naszym najszczytniejszym obowiązkiem obywatelskim i religijnym, według nakazów naszej Świętej Wiary, który z największą radością spełnimy – tak nam i Polsce dopomóż Bóg”.

Izrael Bursztyn dostaje Krzyż Walecznych

W nocy 18 sierpnia 1939 r. Izraela Bursztyna, 31-letniego jubilera mieszkającego przy ulicy Mirowskiej w Warszawie, budzi walenie w drzwi. Kiedy je otwiera, widzi wojskowego żandarma. Ten wręcza mu nakaz mobilizacji. Bursztyn służył w 65. Pułku Piechoty w Grudziądzu, specjalizuje się w ciężkich karabinach maszynowych i walkach przeciw czołgom. Ma przydział do batalionów przeciwpancernych, kilkakrotnie uczestniczył w czterotygodniowych ćwiczeniach rezerwistów. Jednak mimo doskonałej historii służby jako Żyd nie otrzymał dotąd żadnego odznaczenia ani awansu.

Bursztyn ubiera się i idzie na dworzec kolejowy, skąd jedzie do pułku w Radomiu. Następnego dnia zostaje mianowany dowódcą drużyny z funkcją kaprala i wysłany na ćwiczenia. 30 sierpnia razem z innymi Żydami składa przysięgę przed majorem Baruchem Steinbergiem, naczelnym rabinem Wojska Polskiego. Tego samego dnia wyjeżdża pod Wieluń, by zająć stanowisko w pobliżu niemieckiej granicy. Jego grupa znajduje się na pierwszej linii natarcia. 1 września o 5 rano przed pozycją drużyny Bursztyna pojawiają się czołgi, a za nimi oddziały liniowe SS.

„Szturm był bardzo ciężki, ale stawiliśmy twardy opór – wspominał później. – Dowodziłem i jednocześnie sam dużo strzelałem z ckm-u. Nasza pozycja pozostała nietknięta, ale padły pierwsze, liczne ofiary. Pamiętam dobrze pierwszego zabitego z naszej grupy, mojego przyjaciela Elenberga, ślusarza. Po ciężkim dniu nieustannych szturmów i ataków nasz front został jednak w wielu miejscach przerwany. Musieliśmy wycofać się do Wierzchlasu”.

Tam Bursztyn i jego oddział biorą udział w jednym z najbardziej zaciętych epizodów bitwy granicznej. „Walczyliśmy trzy dni bez przerwy, bardzo często na bagnety. Nasza grupa prowadziła najbardziej bohaterskie walki. Zostaliśmy jednak rozbici. Wielu oficerów, którzy uratowali się od śmierci z ręki wroga, popełniło tam samobójstwo” – notował. Pluton, w którym służy Bursztyn, rusza w stronę Łodzi, spotykając po drodze inne pozbawione dowództwa grupy. Znajduje ich komendantura polowa, która na nowo organizuje oddziały i przywraca im zdolność bojową. Drużyna Bursztyna, która wciąż ma uratowany z walk ckm, stacza nad rzeką krótką, wygraną potyczkę z Niemcami, po czym zostaje skierowana do pilnowania mostu.

W środku nocy, walcząc ze zmęczeniem i snem, żołnierz zauważa, że ktoś kręci się pod mostem. Mężczyzna ubrany jest jak chłop i na pytanie, co tam robi, odpowiada: „Mam chleb do sprzedania”. Bezsensowna odpowiedź i dziwny akcent wydają się Bursztynowi podejrzane. Chwyta mężczyznę i zaczyna przesłuchanie. „Biłem go tak długo, aż wybiłem z niego prawdę, którą podejrzewałem. Był Niemcem. Pod chłopskim paltem miał wojskowy mundur. Prawdopodobnie był strzelcem spadochronowym. Obiegłem wszystkie miejsca pod mostem i znalazłem tam podłożony dynamit. Faceta kazałem odprowadzić do komendantury polowej. Został zabity na miejscu” – wspominał.

Za ten czyn następnego dnia Izrael Bursztyn został odznaczony Krzyżem Walecznych i otrzymał upragniony awans na plutonowego. Weźmie jeszcze udział w największej bitwie Września, nad Bzurą, i ucieknie razem z kolegami z niewoli, zabijając niemieckiego konwojenta. Po powrocie do Warszawy zostanie przyjęty jak bohater. Organizujący ewakuację polskich żołnierzy do Francji oficerowie wielokrotnie będą namawiali go do wyjazdu. Jednak, ulegając prośbom żony, Bursztyn pozostanie w okupowanej stolicy.


To jedynie fragment tekstu. Cały artykuł “Żydowscy żołnierze Września” przeczytasz w najnowszym numerze “Newsweek Historia“.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Teaching the world how to make the desert bloom

Israel21cTeaching the world how to make the desert bloom

Lin Arison & Diana C. Stoll/The Desert and the Cities Sing


People come to the Ramat Negev Agro-Research Center from all over the world to study how Israel grows things in the desert and how to fight desertification.

Growing strawberries at the Ramat Negev Agro-Research Center. Photo courtesy

At the Ramat Negev Agro-Research Center, acacia trees bloom, casting long shadows by the greenhouses, and fat pumpkins ripen on the ground. Everywhere you look, jewel-like cherry tomatoes dangle above the sand, on vines strung to wires, carefully irrigated and nourished.
While tiny tomatoes have been around for centuries, certain varieties of cherry tomatoes – including the popular tomaccio – were developed in Israel back in the 1970s. Here they grow in abundance, as do sweet peppers of all colors – yellow, green, red, chocolaty-brown, and purple.

The Ramat Negev Regional Council oversees this center, and agricultural experiments are conducted by onsite researchers as well as by scientists from Ben-Gurion University, the agriculture faculty of the Hebrew University, the Volcani Center, and elsewhere, in consultation with the Israeli Extension Service. It is a hotbed of innovation and discovery.

“People come here from all over the world to study how we grow things in the desert and how to fight against the desert’s continuing conquest of their land,” Gadi Grinblat explains.

It was here that scientists determined the importance, when irrigating with brackish water, of directing the water underneath the plant, so that it goes directly to the roots and doesn’t touch the upper parts. Otherwise, the salt in the water will harm the plants’ sensitive green leaves.

Like most Israeli agricultural endeavors, the Agro-Research Center makes use of the drip-irrigation system, which was developed by the country’s Netafim company – the headquarters of which are also located in the Negev, at Kibbutz Hatzerim.

Like the Blaustein Institutes for Desert Research, the Ramat Negev Agro-Research Center is happy to spread the word about its findings with the rest of the world.

Israel’s MASHAV (Agency for International Development Cooperation) helps to make that happen through its agricultural/outreach arm, CINADCO (Center for International Agricultural Development Cooperation), and with the scientific research capabilities of the Volcani Center.

Israeli agro-scientists are regularly sent out to demonstrate their findings, in Africa, Asia, Latin America, Central Europe, and the Middle East – and farmers and scientists from abroad are brought into Israel to study and share their knowledge as well.

Not surprisingly, the focus is on Israel’s areas of expertise: growing food in semi-arid and arid zones, combating “desertification,” irrigation and water management, dairy farming, and strategies for the small farmer. The goals are vast and vital: to ensure food security and economic self-sufficiency.

For more information: Ramat Negev Agro-Research Center


Lin Arison & Diana C. Stoll are the creators of The Desert and the Cities Sing: Discovering Today’s Israel, a treasure box that highlights Israel’s creative achievement and innovation.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


incredible performance at a Jewish wedding in Israel

You have to see this incredible performance at a Jewish wedding in Israel

   Kinderlach Official



What do you get when you cross a famous Italian opera song with a Jewish wedding?

A beautiful, one-of-a-kind performance of course!

Italian songwriters Francesco Sartori and Lucio Quarantotto could not have imagined their song, “Con te partirò”, made famous by singer Andrea Bocelli in the English version, “Time to Say Goodbye”, would one day be used at a Jewish wedding ceremony.

This beautiful melody clearly enhances the ceremony, adding a touch of class.

Looking for that something special at your next event? Try an Italian opera performed by a Jewish boys choir!

לפרטים והזמנות : אף די די פרודקשיין בע”מ
ישראל :036165628
USA : 2126603213
אימייל : david@fdd.co.il
ביצוע מקור: Andrea Bocelli
לחן: Lucio Quarantotto
מילים: מתוך ברכות חופה
מילים במקור Francesco Sartori
עיבוד והפקה מוזיקאלית: אבשלום אריאל
מיקס ומאסטרינג: אלי קליין
צילום ועריכה : אבי סולימן
בימוי : דוד פדידה
Kategori
Musik

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wojna z nietolerancją wymaga nietolerancji

Wojna z nietolerancją wymaga nietolerancji

Andrzej Koraszewski


Lektura w elitarnej szkole w Atlancie, USA

George Orwell obawiał się, że nowoczesna technika elektroniczna da w ręce władców narzędzia umożliwiające totalną kontrolę życia jednostki i nieograniczone możliwości cenzurowania wypowiedzi. Stało się dokładnie odwrotnie, technika wybiła zęby państwowej cenzurze i otworzyła drogę do pełnej wolności słowa. Moglibyśmy ogłosić zwycięstwo, gdyby nie drobny problem. Zwycięstwo wolnego słowa może okazać się zwycięstwem totalitarnych idei, przekazywanych dzięki wolnemu słowu i akceptowanych z powodu ich mrocznej atrakcyjności.

W krajach o najdłuższej tradycji demokratycznej obserwujemy dziś najbardziej zajadłą walkę o wolność propagowania nienawiści, przemocy i terroru. Ta walka toczy się głównie w imię obrony świętej wolności słowa. Demokratyczne wartości stoją na straży propagatorów idei zmierzających do jej zdławienia.

Zapewne punktem wyjścia jest tu założenie oświeceniowej humanistyki, że ludzie są istotami racjonalnymi, wolność słowa gwarantuje swobodę dyskusji, prawda musi zwyciężyć. Psychologia i neuronauka pokazują nam, że człowiek nie jest istotą tak racjonalną, jakby nam się wydawało, a historia minionego stulecia winna nam uświadomić, że demokracja może być znakomicie wykorzystana do otworzenia bram dyktaturze. Może się okazać, że koszmarna przepowiednia Orwella będzie jednak prawdziwa, a błędne były tylko daty.

Interesującym przyczynkiem do refleksji na temat granic wolności słowa jest niedawny incydent w pewnej szkole w amerykańskiej Atlancie, gdzie poproszono uczniów, żeby podczas wakacji przeczytali Mein Kampf i przygotowali się do dyskusji, czy Hitler był szaleńcem, czy geniuszem.

Sprawa wywołała burzliwe dyskusje i protesty. Przeciwnicy argumentowali, że książka jest rasistowska, antysemicka, i antydemokratyczna, a więc może zatruwać umysły młodzieży. Inni odpowiadali, że po pierwsze wolność słowa jest święta, a po drugie zakazy nie mają najmniejszego sensu, bo kto będzie chciał, to i tak przeczyta, więc może nawet lepiej, żeby po przeczytaniu musiał dyskutować. Często ci sami ludzie, którzy nie widzieli niczego złego w zachęcaniu młodzieży do czytania Mein Kampf, domagali się wcześniej usunięcia z programów szkolnych klasyków literatury, którym zarzucano rasizm, a których rasizm był przy Mein Kampf naprawdę niewinną igraszką. Zarzut podwójnych standardów spływa jednak po dyskutantach jak woda po gęsi, więc tym akurat argumentem nikt się nie przejmował. Ciekawy był argument, że nie możemy wprowadzać cenzury, bo jeśli my będziemy zakazywać jednych książek, oni będą zakazywać innych. (W tym przypadku autor podawał jako przykład możliwość usunięcia z programów nauczania teorii ewolucji.) Ten interesujący argument zakłada zarówno racjonalność zachowań, jak i założenie, że jeśli my będziemy tolerancyjni, to inni też będą tolerancyjni. Obydwa założenia są nieuzasadnione. Racjonalność ludzkich zachowań jest iluzoryczna, ponieważ nasze kalkulacje opierają się na naszej wiedzy, a ta jest zawsze ułomna, a co gorsza daje się nią manipulować, a na domiar złego, mamy skłonność do poszukiwania potwierdzenia naszych wcześniejszych poglądów (uprzedzeń). Zwolennicy nietolerancji nie przestrzegają reguł, albo przestrzegają je tylko do chwili, kiedy mają wystarczającą przewagę, aby narzucić swoje racje siłą.

Czy konieczne są zatem granice wolności słowa i jak o nich dyskutować? W Ameryce gwarantowana przez konstytucję wolność słowa była zdecydowanie dalej posunięta niż w Europie, gdzie do niedawna stawianie granic wolności słowa było oczywiste. Gorzej przedstawiały się definicje tych granic, które były zawsze mętne i uznaniowe. Mein Kampf ukazała się w tym samym roku co Małżeństwo doskonałe. Watykan obłożył cenzurą tylko tę drugą książkę, propagującą kalendarzyk małżeński (który Kościół katolicki obecnie namiętnie propaguje), ale nie widział niczego groźnego w książce, która stwierdzała, że Żydzi to rasa, która powinna być wytępiona, a Francuzi są narodem zatrutym krwią czarnych.

Amerykanie, chyba najbardziej ze wszystkich narodów podkreślający świętość wolnego słowa, właściwie nie ścigali propagandy nazistowskiej, ale z propagandą komunistyczną starali się walczyć, próbując nie naruszać gwarancji konstytucyjnych. W Europie (tej demokratycznej i tej komunistycznej) obowiązywał zakaz propagowania nazizmu, ale z upływem czasu zaczęła przeważać chrześcijańska tolerancja dla nazizmu przy równoczesnym wzroście chrześcijańskiej nietolerancji dla środków antykoncepcyjnych. Próba ustalenia, od którego momentu propaganda idei antydemokratycznych staje się śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji, jest bardzo trudna i może czasem okazać się narzędziem obosiecznym.

Teoretycznie pewnych wskazówek moglibyśmy szukać w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Wiadomo jednak, że perwersja prawna jest zjawiskiem nadzwyczaj częstym, a już perwersyjne machanie prawami człowieka jest w XXI wieku wielką pasją dyplomatów, organizacji praw człowieka i dziennikarzy. A jednak (przynajmniej zastanawiając się nad organizacją dyskusji dla młodych czytelników Mein Kampf), kto wie, czy punktem wyjścia nie powinno być kryterium niezgodności treści manifestu Adolfa Hitlera z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka.

Jak dowiadujemy się z reklamy w sprzedającym Mein Kampf Amazonie

Mein Kampf przedstawia się często jako książkę wyłącznie antysemicką, jednak tylko 6 procent jej treści poświęcone jest Żydom. Reszta to idee i przekonania Hitlera na temat wzmocnienia wielkości narodu oraz jego plany jak ten cel osiągnąć.

Kawałek dalej dowiadujemy się, że “Niemcy nie poszli za Hitlerem dlatego, że był rasistą, ale dlatego, że obiecywał wspaniałą przyszłość…”

Oczywiście, patrząc na most możemy powiedzieć, że podtrzymujące go filary stanowią tylko część konstrukcji, ale być może student architektury raczej nie powie tego na egzaminie.

Hitler na 736 stronach wygłasza opinie o Żydach 579 razy, we wszystkich bez wyjątku przypadkach w sposób rażąco sprzeczny z normami przedstawionymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (która spisana została później i poniekąd w reakcji na czyny Adolfa Hitlera i jego wyznawców).

O obecności ludzi z żydowskimi genami w literaturze i sztuce Adolf Hitler pisał:

Tu jest zaraza, moralna zaraza, którą społeczeństwo zostało zainfekowane. Gorsza niż niegdyś czarna śmierć.

Kim są ci straszni ludzie?

…Od niepamiętnych czasów jednakże Żydzi wiedzieli lepiej niż ktokolwiek inny jak wykorzystać fałsz i kłamstwo. Czy ich samo istnienie nie jest oparte na jednym wielkim kłamstwie, mianowicie, że są wspólnotą religijną, chociaż w rzeczywistości są rasą?

Żydzi – orzeka Hitler – to wszy wysysające krew, psujący sztukę, oszukujący w handlu. Wszystkie stare chrześcijańskie mity o Żydach Adolf Hitler powtarza i dodaje inne. Tak więc:

Żydzi byli odpowiedzialni za sprowadzenie czarnuchów do Rhinelandu, mając na celu bastardyzację białej rasy, której nienawidzą, chcą ją politycznie osłabić, żeby Żyd mógł dominować. Jak długo ludzie pozostają rasowo czyści i rasowo świadomi, nigdy nie pozwolą się zdominować przez Żydów. […] Oni są źródłem zgnilizny wśród narodów i ras oraz, w szerokim znaczeniu, niszczycielami ludzkiej cywilizacji.

Możemy dodać tu jeszcze 500 cytatów, być może jednak ta próbka wystarcza na skonfrontowanie tych opinii z normami zawartymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka? Oczywiście nawet jeśli stwierdzimy, iż ratyfikacja tej Deklaracji stanowi zobowiązanie do przestrzegania jej norm, a tym samym do przełożenia ich na krajowe normy prawne, pozostaje pytanie, kiedy słowo staje się czynem karalnym?

Możemy odpowiedzieć, że nigdy, ale taka odpowiedź skłania do pytania, czy jesteśmy gotowi na zaakceptowanie konsekwencji tego stanowiska?

Pisałem już wielokrotnie, że w okresie powojennym Mein Kampf wydawana był w wielomilionowych nakładach w krajach muzułmańskich. W tych krajach Adolf Hitler nazywany jest pieszczotliwie Abu Ali, a wielu autorów uparcie przekonuje, że był kryptomuzułmaninem. Poglądy Adolfa Hitlera czynią nowoczesnymi i „naukowymi” poglądy Mahometa. Antyjudaizm jest w tym samym stopniu filarem ideologii politycznego islamu (tak w jego wydaniu szyickim, jak i w wydaniu sunnickim) jak był i jest filarem nazizmu (czy to w wydaniu świeckim, czy chrześcijańskim). Nikogo nie powinno dziwić, że w tysiącach meczetów ufundowanych i zaopatrzonych w duchownych przez Arabię Saudyjską, Katar, Turcję, Iran i innych, wierni w każdy piątek mogą usłyszeć słowa, które dziwnie przypominają Mein Kampf. Sama Arabia Saudyjska wydała na ten cel dziesiątki miliardów dolarów. Ludzie zajmujący się wojną z terrorem doskonale się orientują, że islamski terroryzm wyrasta właśnie z indoktrynacji prowadzonej w meczetach.

Podobnie jak niemiecki nazizm, polityczny islam dąży do supremacji nad światem, a demokrację uważa za żydowski wymysł i źródło zepsucia.

Praktycznie w tym samym czasie, kiedy wybuchła dyskusja spowodowana zachęcaniem do lektury Mein Kampf w szkole w Atlancie, ujawniono nagranie kazania imama Ammara Shahina wygłoszonego w meczecie w mieście Davis w Kaliforni. Imam powtarzał słowa proroka Mahometa, że

“Ostatnia godzina nie nadejdzie zanim muzułmanie nie będą walczyć z Żydami i muzułmanie zabiją ich, tak że Żydzi będą chować się za kamieniami i drzewami. Wtedy kamienie i drzewa zawołają: O muzułmaninie, O sługo Allaha! Za mną jest Żyd, przyjdź i zabij go, poza drzewem kolcowoju, bo to jest drzewo Żydów”.

Dodając:

“O Allahu, zniszcz ich i nie oszczędzaj ich młodych i ich starców… O Allahu, zamień Jerozolimę w cmentarz dla Żydów”.

Pochodzący z Egiptu badacz amerykański, Maher Gabra przypomina , że muzułmanie słyszą tego rodzaju opinie praktycznie rzecz biorąc w każdy piątek, niezależnie, czy mieszkają w jakimś kraju muzułmańskim, czy na Zachodzie. Opowieści, że Żydzi pochodzą od małp i świń, muzułmanin słyszy od dziecka, że zachodnia demokracja to żydowski wymysł, że Żydzi rządzą światem, a zniszczenie demokracji musi się zacząć od zniszczenia Żydów. Nasilenie tej antyjudaistycznej propagandy w islamie jest związane z powstaniem Bractwa Muzułmańskiego i Maher Gabra przypomina, że ta otwarcie wyrażana nienawiść do demokracji jest silnie obecna w pismach głównego ideologa BM Sajjida Kutba, którego uważa się za ojca chrzestnego wszystkich islamistycznych organizacji terrorystycznych.

Ta totalitarna ideologia jest obecna nie tylko w nauczaniu islamu, przenika do zachodnich mediów, staje sie ponownie częścią mentalności znacznych odłamów społeczeństwa. Coraz częściej pojawiają się głosy, że tolerancja dla nietolerancji może okazać się samobójstwem

Tymczasem kościoły chrześcijańskie bronią wolności głoszenia idei Hitlera/Mahometa w ramach obrony godności (wszelkiej) religii, która z definicji nie może być zła, lewica broni prawa do głoszenia nietolerancji w imię tolerancji (a nawet praw człowieka), prawica w imię wolności słowa jako dogmatu, ale czasem gotowa jest do kompromisu, ale raczej w imię obrony wartości chrześcijańskich niż demokracji. Stosunkowo najczęściej słyszymy otwarty apel o zerwanie z tolerancją dla nietolerancji ze strony dysydentów z muzułmańskiego świata, którzy namawiają do przemyślenia kwestii granic wolności słowa, ponieważ marzą o wolności słowa i wiedzą lepiej niż wielu białych i czerwonych, i różowych demokratów, co oznacza ideologia Mein Kampf (ich społeczeństwa ani na moment nie utraciły z tą ideologią kontaktu).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Muslim country who saved its Jews in WW2

THERE’S HOPE: The little known story of the Muslim country who saved its Jews in WW2

Cloyes DioGuardi


In 1990, the late Congressman Tom Lantos, a Holocaust survivor, and former Congressman Joe DioGuardi, were the first U.S.officials to enter Albania in fifty years. Albania’s last dictator, Ramiz Alia, handed them a thick file from the Communist archives of newspaper clippings about the Albanian rescue of Jews and undelivered letters and photos from Jewish survivors to their Albanian rescuers. This unprecedented story was hidden by brutal Communist rule for 45 years.

When DioGuardi sent these documents through an Israeli friend to Yad Vashem, the Holocaust Martyrs’ and Heroes’ Remembrance Authority in Israel, they were authenticated.

After recognizing 69 Albanians as Righteous among the Nations, the US Holocaust Memorial Museum in Washington, DC, publicly recognized the Albanian rescue in 1995. Yad Vashem did so in 2007, and in 2012, the Albanian rescue was memorialized by two Resolutions introduced by Senator Charles Schumer in the U.S. Senate and by Congressmen Dana Rohrabacher and Jerrold Nadler in the U.S. House of Representatives. The resolutions are part of the effort to bring the Albanian rescue of European Jewry to national and international attention.

The Albanian rescue is unique because of its scale, including not just Jews within their borders but every Jew who sought refuge there during the Holocaust. Though the Nazis had invaded and occupied Albania and expected it to cooperate with Hitler’s “Final Solution,” everyone, from officials to farmers, organized to save Jews. There were approximately 200 Jews in Albania before the war. From the late 1930s, until Allied forces defeated the Nazis, thousands of Jews were smuggled into Albania by Albanians outside the state, primarily by Kosova’s Albanian majority. Once inside, Jews were treated by Albanians as guests that had to be defended, fed, hidden in private homes (often for years), and transported to safety whenever danger threatened.

Why did Albania, a country consisting primarily of Muslims and Christians, rescue Jews? The answer lies in Albanian history. The oldest inhabitants of Southeast Europe, Albanians have survived centuries of invasion, occupation, expulsion, and even genocide. No sooner did they emerge from 435 years of Ottoman Turkish occupation, than they were divided by the “Great Powers” (Austria-Hungary, Britain, France, Germany, Italy, and Russia). Serbia annexed half of Albanian lands, including Kosova, and other parts were given to Montenegro and Greece. Only because of the intervention of U.S. President Woodrow Wilson was the State of Albania created after World War I.

When World War II broke out, and Mussolini’s Italian fascists and then the Nazis invaded, Albanians treated Jews as guests, because religious and ethnic tolerance is part of Albanian history. It is based on the Kanun, a set of customary laws that has regulated Albanian conduct, since their Illyrian ancestors arrived in the Balkan Peninsula thousands of years ago. With its underlying moral code of besa, emphasizing tolerance and compassion, the Kanun was passed down orally and enabled Albanians to survive centuries of persecution. Besa links personal honor to respect for and equality with others. It also involves protection of a guest even to the point of forfeiting one’s own life. The modern Western concept of “foreigner” does not exist in the Kanun, only the concept of the guest. When the Nazis were bent on genocide, it was natural for Albanians to save Jews.

Many of those who did risk their lives have left behind stories that dramatically illustrate the Albanian rescue. There is Ali Alia, a general store owner, who was visited by Nazi soldiers transporting Albanian prisoners to hard labor and one Jew to his death. After plying the soldiers with wine and convincing them that he should give food to the prisoners, Alia handed the Jew a melon in which he concealed a message telling him to flee to the woods and wait at a designated location. When the Nazis finally discovered that the Jew was missing, they pinned Alia against a wall. Four times, the Nazis put a gun to his head and threatened him with death. But he continued to deny what he had done, and when they finally left, he retrieved the Jew in the woods and hid him for two years.

Besa, the driving force behind the Albanian opposition to genocide, today remains the underlying reality in the sovereign states of Albania and Kosova and among Albanians in Macedonia, Montenegro, southern Serbia, and northern Greece. Albanians, whether secular Muslims, Roman Catholics, Orthodox Christians, or Jews, have lived side by side in harmony for centuries, and often intermarry.

The task of preventing genocide in our time benefits from examining why Albanians responded as they did to the Holocaust. While we have made great strides in technological advancement in the 21st century, we are woefully behind in moral advancement. As Gavra Mandil, a Yugoslavian Jew who with his family was saved by Albanians, has said, Albanians “may have not been educated in the heritage of Goethe and Schiller, but they attached the greatest importance to human life.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com