Archive | 2019/04/04

Jak otwierała się Szwecja

Jak otwierała się Szwecja

KATARZYNA ANDERSZ


Fragment szwedzkiej okładki „Chiduszu” 2/2017 autorstwa Edyty Marciniak

ŻYDOWSKIMI EMIGRANTAMI Z POLSKI SZWECJA ZAJĘŁA SIĘ TROSKLIWIE, ALE PODJĘCIE DECYZJI, ŻE MA TO ZROBIĆ, NIE BYŁO ANI OCZYWISTE, ANI SZYBKIE.

Katarzyna Andersz: Jak szybko do Szwecji dotarły wieści o tym, co dzieje się w Polsce?

Łukasz Górniok: Dosyć szybko. Szwedzka ambasada w Warszawie informowała o sytuacji, gdy tylko zaczęła się kampania antyizraelska. Wysyłano szczegółowe raporty pisane przez ambasadora Erika Kronvalla lub jego współpracowników. Sztokholm pozostawał jednak na nie obojętny. Ministerstwo spraw zagranicznych przyjmowało te informacje, ale nie odpowiadało na pytania ambasadora: co mamy z tym zrobić, czy jakoś reagujemy?

Informacje o sytuacji Żydów w Polsce musiały też docierać do społeczności żydowskiej w Szwecji.

Gmina żydowska w Sztokholmie wysłała do szwedzkiego MSZ-u prośbę o zajęcie stanowiska w sprawie kampanii antysemickiej w Polsce, o jej skrytykowanie. Ta sama prośba wysłana została również do innych krajów skandynawskich.

Jaka była reakcja?

Z odpowiedzi, jakie napływały, wynikało, że ani Norwegia, ani Finlandia nic nie zrobią, wstrzymują się od komentarza. Dania również odmówiła reakcji, powołując się na brak wystarczających informacji. W szwedzkim MSZ zapadła decyzja, by czekać.

Jednak w czerwcu 1968 roku polskie MSZ odwołało wizytę premiera Cyrankiewicza w Sztokholmie. Jak do tego doszło?

W tym czasie, kiedy szwedzkie władze sondowały, co zrobią inne kraje, w sztokholmskim urzędzie miasta odbył się mały protest. Delegacja składająca się z przedstawicieli wszystkich partii zasiadających w urzędzie miała wkrótce jechać do Warszawy, jednak zaprotestowali przeciwko temu członkowie Folkpartiet. Uważali, że ze względu na antysemickie wydarzenia w Polsce wizyta powinna zostać odwołana. Wiadomość o tym odbiła się szerokim echem w szwedzkich mediach.

Inne partie dołączyły do Folkpartiet?

Zarówno socjaldemokraci, jak i komuniści opowiedzieli się początkowo przeciwko temu protestowi, twierdząc, że mogą jechać do Warszawy. Jednak sytuacja zmieniła się następnego dnia, po publicznym wystąpieniu ministra spraw zagranicznych Torstena Nilssona. Nilsson, socjaldemokrata, musiał zareagować, bo po pierwsze zbliżały się wybory parlamentarne i jego partia nie mogła sobie pozwolić na krytykę opozycji, a po drugie presja mediów była zbyt silna. W końcu wizytę przedstawicieli sztokholmskiego urzędu miasta w Warszawie odwołano.

Co powiedział Nilsson?

Niewiele. Stwierdził, że wydarzenia w Polsce wywołują duże zaniepokojenie szwedzkiego społeczeństwa. Nie była to zatem żadna krytyka kampani antysemickiej. Być może jednak Nilsson na większą krytykę nie mógł sobie pozwolić, bo Polska była drugim co do wielkości – po Związku Radzieckim – partnerem handlowym Szwecji w Europie Wschodniej i rząd nie chciał psuć tych relacji. Gmina żydowska w Sztokholmie na pewno liczyła na ostrzejsze słowa. Jednak i te wystarczyły, żeby polska ambasada w Sztokholmie zwróciła się do szwedzkiego MSZ-u mówiąc, że Nilsson nie powinien wtrącać się w wewnętrzne sprawy Polski i w związku z tym premier Cyrankiewicz odwołuje swoją wizytę w Sztokholmie.

Tymczasem w Polsce kampania antysemicka trwała w najlepsze.

Minęły wakacje i ambasada Szwecji w Warszawie zaczęła przekazywać informacje, że coraz więcej polskich Żydów zgłasza się do nich, pytając o warunki otrzymania wizy. Ambasador Kronvall pytał, co ma w takiej sytuacji zrobić – uważał, że wzrost liczby szukających opcji wyjazdu wskazuje na pogarszającą się sytuację Żydów w Polsce. Te raporty znów pozostały bez jakiejkolwiek konkretnej odpowiedzi. Szwedzi twierdzili, że na razie nie będą zmieniać swojej polityki imigracyjnej, zostawią sprawę tak, jak jest.

Kiedy stanowisko Szwecji zaczęło się zmieniać?

W październiku 1968 roku Dag Halvorsen, korespondent norweskiego dziennika „Arbeiderbladet” w Pradze, napisał list do premierów, ministrów i dziennikarzy z krajów skandynawskich, w którym wezwał do odwołania się do historii i wartości ogólnoludzkich. Proponował, żeby chociaż przyjąć wnioski wizowe tych, którzy w Szwecji mają już rodziny. Jego list spowodował, że po raz pierwszy spotkali się przedstawiciele ministerstwa spraw wewnętrznych oraz instytucji odpowiedzialnej za przyjmowanie imigrantów, Statens Utlänningskommission, i zgodzili się przyjąć trzydziestu uchodźców z Polski.

Byli bardzo hojni…

W tym momencie, czyli w listopadzie 1968 roku, podań o wizy było złożonych już dwa razy więcej. Decyzja nie była więc niczym więcej niż symbolicznym gestem, który nie odpowiadał zupełnie na realne potrzeby. Ambasador Kronvall od razu poprosił o zwiększenie liczby wiz, którymi mógłby dysponować, ale jego prośba została odrzucona.

Dlaczego tak wiele osób zgłaszało się akurat do ambasady Szwecji?

Oficjalnie można było wyjechać tylko do Izraela, natomiast dla osób, które nie do końca były tym zainteresowane, istniały dwie opcje. Pierwszą była zmiana kierunku jazdy w Wiedniu, bo tam właśnie działały dwie amerykańskie instytucje, HIAS (Hebrew Immigrant Aid Society) i Joint, które oferowały pomoc w wyjeździe głównie do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Drugą opcją było zgłoszenie się do którejś z ambasad w Warszawie, już z dokumentem podróży w ręku, z zapytaniem, czy nie można by dostać wizy do tego kraju. Wiadomość, że Szwecja rozważa otwarcie granic, szybko się rozeszła. Atrakcyjna była pomoc, którą po przyjeździe zapewniało państwo. Do tego dochodził fakt, że mieszkała tam już dość duża liczba polskich Żydów, którzy przyjechali po zakończeniu wojny i komunikowali się ze znajomymi w Polsce, oferując im pomoc na miejscu.

Czy gmina żydowska w Sztokholmie próbowała dalej naciskać na MSZ?

Gmina na początku wspierała głównie osoby, które indywidualnie starały się o przyjazd do Szwecji. Kiedy jednak zobaczyli opór ze strony władz, zmienili swoją politykę i zaczęli mocniej lobbować w tej sprawie, głównie kanałami nieoficjalnymi. Ambasada Szwecji w Warszawie informowała z kolei, że Kanada przyjęła już dwa tysiące polskich Żydów, do Stanów Zjednoczonych przyjechało ich między 400 a 500, swoje granice otwiera też Szwajcaria. Ambasador nie przestawał pytać, co dalej. Z czasem pojawiła się też dyskusja wewnątrz rządu, bo MSZ stało się bardziej skłonne wspierać Żydów chcących przyjechać do Szwecji niż mniej przychylne temu pomysłowi ministerstwo spraw wewnętrznych. W styczniu 1969 roku limit wynosił 60 osób, w lutym wiz przyznano już 140.

W jakim stopniu odpowiadało to rzeczywistym potrzebom?

140 rozpatrzonych pozytywnie wniosków stanowiło jedynie 30% wszystkich złożonych. Natomiast na wiosnę 1969 roku pojawiła się informacja, że polski rząd planuje zatrzymać emigrację z datą 1 września. To spowodowało olbrzymie zamieszanie. Grupa ubiegających się o wizę jeszcze urosła, a Kronvall donosił, że po tej decyzji drzwi ambasady się nie zamykają, wszyscy pracownicy zajmują się tylko tymi podaniami i nie wiedzą, co robić dalej. Z kolei odpowiedzią Danii na tę informację była decyzja, żeby przyjąć wszystkich polskich Żydów, którzy wyrażają chęć wyjazdu.

I tak Dania zmotywowała Szwecję do działania.

Oczywiście, pojawił się element rywalizacji, pokazania, że Szwedzi nie mogą być gorsi niż sąsiedzi, ale było też kilka innych czynników. W świetle planowanego końca emigracji pomoc uznano po prostu za moralny obowiązek. Oprócz tego Szwecja chciała pokazać światu, że ma znaczenie na arenie międzynarodowej, że jest aktywna w polityce zagranicznej. Strategię działania na rzecz uciemiężonych przyjęto już w 1962, kiedy Torsten Nilsson został ministrem spraw zagranicznych, wtedy chodziło głównie o kraje trzeciego świata. W 1968 roku Nilsson w jednym z wywiadów stwierdził jednak wprost, że zaangażowanie w sprawy polsko-żydowskie także wpisuje się w nową politykę aktywnej pomocy. Dodatkowo rząd nie mógł sobie pozwolić na bierność, bo w prasie pojawiało się coraz więcej artykułów na temat Polski, niektóre z nich bardzo drastyczne, jak na przykład ten w „Sydsvenska Dagbladet Snällposten”, w którym zdjęcie bramy prowadzącej do obozu w Auschwitz zostało użyte jako porównanie do tego, co dzieje się z polskimi Żydami. W efekcie w lipcu 1969 zadecydowano o przyznaniu 500 wiz, a po zaledwie kilku dniach liczba ta ponownie wzrosła. W październiku 1969 roku całkowita liczba przyznanych wiz wynosiła 1800. Było ich więcej niż chętnych.

W międzyczasie Żydzi znaleźli inne drogi emigracji?

Okazało się też, że zamknięcie możliwości wyjazdu 1 września 1969 roku wcale nie nastąpiło. Mimo że Szwecja rzeczywiście była w tamtym czasie gotowa przyjąć jak największą liczbę osób, niektórzy wyjechali już gdzieś indziej, inni decydowali się zostać. Gmina żydowska w Sztokholmie naciskała natomiast, że wreszcie jest właściwy czas, żeby rozpatrzyć opóźnione podania – takie jednak oficjalnie nie istniały, media zostały zapewnione, że wszystko działało od początku do końca sprawnie. W marcu 1971 ambasada w Warszawie wysłała raport, że kampania antysemicka tak naprawdę ustąpiła i nie ma już raczej chętnych na wyjazd.

W sumie do Szwecji przyjechało od 1968 roku trochę ponad 2700 Żydów z Polski.

To liczba tych, którym wiza została przyznana w Warszawie, zdecydowana większość z nich przyjechała do Szwecji w 1969 roku. Oprócz tego była jeszcze grupa około stu pięćdziesięciu osób, które przyjechały po selekcji w obozach dla uchodźców w Austrii i we Włoszech. Tam swoją rekrutację prowadziły komisje z różnych krajów, między innymi ze Szwecji. Dwa razy do roku przeprowadzali rozmowy z chętnymi, sprawdzali ich stan zdrowia. Kierowali się głównie prostym kryterium naboru siły roboczej. Wśród tych, którzy zostali wtedy wybrani, byli głównie Włosi, Grecy i Jugosłowianie, polscy Żydzi stanowili 10% całej tej grupy. W papierach wpisywano im adnotację PL-J albo Jew, stąd znamy ich dokładną liczbę.

Jak przyjmowano ich w Szwecji?

Imigranci przybywali głównie promami ze Świnoujścia do Ystad, gdzie czekał na nich urzędnik agencji zajmującej się rynkiem pracy, Arbetsmarknadsstyrelsen. Pierwszym miejscem, do którego trafiali, z reguły na kilka dni, był tymczasowy ośrodek adaptacyjny, gdzie przebywali, dopóki nie znalazło się miejsce w ośrodku docelowym. Te kolejne punkty były rozrzucone w zasadzie na terenie całej południowej Szwecji. Tam zapewniano imigrantom zajęcia mające przystosować ich do życia w nowym kraju i intensywny, sześciotygodniowy kurs szwedzkiego. Jego długość okazała się zresztą jedną ze spornych kwestii pomiędzy polskimi migrantami a szwedzką administracją.

Liczyli na więcej?

Plan zakładał, że po dwóch miesiącach zostaną przeniesieni do docelowych miejsc zamieszkania i rozpoczną pracę, głównie w ośrodkach przemysłowych. Polscy uchodźcy nie byli jednak do końca zadowoleni z tego, że muszą podjąć zatrudnienie niezgodne ze swoim wykształceniem. Według niektórych z nich nie to im obiecywano w ambasadzie.

Mogli w ogóle z takimi odgórnymi decyzjami dyskutować?

Organizowali protesty. Dotarłem do dokumentów, które pokazują, że szefowie ośrodków donosili swoim przełożonym o problemach z Polakami. Zastanawiano się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Wydelegowano dwie osoby, które odwiedziły kilkanaście różnych ośrodków i próbowały sprawdzić, jakie są potrzeby i możliwe rozwiązania. W tym samym momencie również gmina żydowska w Sztokholmie wysłała swoją delegację, aby sprawdzić, jaką pomoc oni mogą zaoferować. Starano się więc coś zrobić, znaleźć jakieś rozwiązanie, ale zakres możliwości był ograniczony. Osób wykształconych napływało coraz więcej.

Mówimy przecież o bodaj najbardziej wykształconej emigracji w historii Szwecji.

Dariusz Stola pisał, że odsetek osób wysoce wykształconych w grupie polskich Żydów, która wyemigrowała, był ośmiokrotnie wyższy niż wśród całej polskiej populacji w ogóle. Większość z nich przed wyjazdem z Polski pracowała albo uczyła się. Wśród mężczyzn w trakcie studiów był co trzeci, wśród kobiet – co czwarta. Dla studentów integracja w Szwecji była dosyć łatwa, bo mieli możliwość wyboru kilku kursów językowych na uniwersytetach, potem często kontynuowali swoje przerwane w Polsce studia od tego samego poziomu. Wśród grupy osób wykształconych szczególnie ciężko było się natomiast dostosować prawnikom czy osobom, które pracowały na wysokich stanowiskach w administracji w Polsce, ale o szwedzkich realiach nie miały pojęcia.

Jaka przyszłość ich czekała?

Najlepszym rozwiązaniem było znalezienie pracy w archiwach różnych instytucji – to były historie, które można uznać za udane. Jeśli ktoś miał szczęście, mógł trafić na uniwersytet, jeśli ktoś miał duże szczęście, mógł trafić na wydział związany ze swoją specjalizacją. Często natomiast osoby, które posiadały tytuł doktora czy profesora, zostawały na poziomie archiwistów i nie potrafiły wspiąć się wyżej.

Szwedzi nie potrafili wykorzystać ich potencjału?

W tym samym okresie do Szwecji przyjechała niemal taka sama liczba migrantów z Czechosłowacji. To były zupełnie różne pod wieloma względami grupy, dokumenty sugerują jednak, że były traktowane tak samo. Czechosłowacy, którzy trafiali do przemysłu, byli z takiego biegu wydarzeń całkowicie zadowoleni, bo emigrowali z zupełnie innych powodów niż polscy Żydzi. Szwedzka polityka imigracyjna nie była przygotowana na przyjęcie tak wysoko wykształconej grupy. Instytucje pozostawały głuche na apele różnych środowisk, głównie akademickich, sugerujących odejście od praktyki przydziału pracy w przemyśle i stworzenie stanowisk umożliwiających wykorzystanie kwalifikacji nowo przybyłych osób. Takie procedury, zdaniem komisji parlamentarnej, stanowiłyby zaprzeczenie polityki równouprawnienia wszystkich migrantów.


Dr Łukasz Górniok jest pracownikiem PaideiEuropejskiego Instytutu Studiów Żydowskich w Sztokholmie; w swojej pracy doktorskiej zajmował się m.in. emigracją polskich Żydów do Szwecji w latach 1968–1972

17 marca 2019 – historia / świat / Chidusz 45 – 2/2018

Swedish refugee policymaking in transition? Czechoslovaks and Polish Jews in Sweden, 1968-1972 (cala praca w jez. angielskim “pdf”)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Arab leaders did plan to eliminate Israel in Six-Day War

Arab leaders did plan to eliminate Israel in Six-Day War

Ben-Dror Yemini


Op-ed: During the 1967 war, Israel seized Egyptian and Jordanian operational documents with clear orders to annihilate the civil population. Nevertheless, different academics are distorting the facts in a bid to turn the Arabs into victims and Israel into an aggressor. Here’s the real story.

More than anything else, the Six-Day War has turned into a rewritten war. A sea of publications deal with what happened at the time. Gamal Abdel Nasser’s Egypt, the revisionists assert, had no ability to fight Israel, and anyway, he had no intention to do so.

It’s true that he made threats. It’s true that he sent more and more divisions to Sinai. It’s true that he expelled the United Nations observers. It’s true that he incited the masses in Arab countries. It’s true that the Arab regimes rattled their sabers and prepared for war. It’s true that he closed the Straits of Tiran. It’s true that Israel was besieged from its southern side. It’s true that this was a serious violation of international law. It’s true that it was a “casus belli” (a case of war).

IDF forces at the Western Wall during Six-Day War. When there is a narrative, who needs facts? (Photo: Bamahane)

All that doesn’t matter, however, because there is a mega-narrative that obligates the forces of progress to exempt the Arabs from responsibility and point the accusing finger at Israel. And when there is a narrative, who needs facts? After all, according to the mega-narrative, Israel had expansionist plans, so it seized the opportunity. Different scholars are distorting the facts in a bid to turn the Arabs into victims and Israel into an aggressor.

I was a child, an elementary school student. I remember fear, a lot of fear. There were no shelters in the house I lived in. It was clear that there would be bombings, so we dug pits in the yard.

Occasionally, we are reminded of the sound of thunder from Cairo to remind us of the annihilation threats. But in fact, they were much more serious. Both the Arab League and the leaders of all neighboring states announced in an unequivocal manner that the plan was annihilation. I repeat: Annihilation. Arrogant talk? Considering the fact that the Arab and Muslim world was engaged in endless self and mutual massacres, it was pretty clear that what they were doing to themselves—and it’s still going on—they would also do to Israel.

We must remember one thing, therefore: The alternative to victory was annihilation. So excuse us for winning. Because an occupation without an annihilation is preferable to an annihilation without an occupation.

‘Our goal is clear: To wipe Israel off the map’

The Arab states never accepted the State of Israel’s existence, not for a moment. There was no occupation from 1949 to 1967, but a Palestinian state wasn’t established, because the leaders of the Arab world didn’t want another state. They wanted Israel. They didn’t hide their intentions for a minute.

The new stage began in 1964. On the backdrop of a conflict over the water sources, the Arab League convened in Cairo and announced: “… collective Arab military preparations, when they are completed, will constitute the ultimate practical means for the final liquidation of Israel.”

Two years went by, and then-defense minister Hafez Assad, who went on to become Syria’s president, declared: “Strike the enemy’s settlements, turn them into dust, pave the Arab roads with the skulls of Jews.” And to erase any doubt, he added: “We are determined to saturate this earth with your (Israeli) blood, to throw you into the sea.”

Six-Day War. Those who rewrite history are winning

Nine days before the war broke out, Nasser said: “The Arab people want to fight. Our basic aim is the destruction of the State of Israel.” Two more days passed before Iraq’s president, Abdul Rahman Arif, joined the threats: “This is our chance…our goal is clear: To wipe Israel off the map.”

Two days before the war broke out, PLO founder and leader Ahmad Shukieri said: “Whoever survives will stay in Palestine, but in my opinion, no one will remain alive.” Yes, that was the atmosphere. Does anyone still seriously think that those were just declarations? Does anyone think that their intention was an enlightened occupation? Does anyone think that there would not have been a mass slaughter like the one Egypt carried out in Yemen and later on in Biafra?

Hussein: No annihilation orders, ‘as far as I know’
In order to understand that these were not false statements, it should be noted that in a meeting held after the war between Israel’s Ambassador to London Aharon Remez and British Foreign Secretary George Brown, Remez said that Israel had seized documents of the Jordanian army on operational orders, from May 25 and 26, about two weeks before the war’s outbreak, which included orders to exterminate the civil population in the communities that were planned to be occupied as well. They believed at the time that it was indeed going to happen.

It isn’t clear, Remez said at the time, whether Hussein was aware of these orders, but they were very similar to the annihilation orders issued by the Egyptian army. This appears both in Michael Oren’s book about the Six-Day war and in Miriam Joyce’s book about Hussein’s relations with the United States and Britain, as well as in Dr. Moshe Elad’s book (“Core Issues in the Israeli-Palestinian conflict”). At first, Hussein rejected the claims about the annihilation orders out of hand, but later added: “As far as I know.”

Clear and simple facts
The days passed. The threats increased. More and more forces were sent to Sinai. More Arab countries joined the war coalition. It’s unclear whether Nasser really wanted a war, Oren wrote in his book. But he and the Arab countries did everything in their power to deteriorate the situation. Nasser’s appetite kept growing, and immediately after blocking the straits, he declared: “If we managed to restore the conditions that existed before 1956 (the Straits of Tiran are blocked), God will surely help us and urge us to restore the situation that existed in 1948.”

The late Yitzhak Rabin, who served as IDF chief of staff at the time, told the government that “it will be a difficult war… There will be many losses.” He estimated that 50,000 people would be killed. And Oren, who had read almost every document that had been declassified, concluded: “The documentation shows that Israel wanted to prevent a war with all its might, and that up to the eve of the battles it tried to stop the war in every possible way—even at a heavy strategic and economic cost for the state.” These are the facts. But those who rewrite history are winning.

The political debate over the Israeli control of the territories has led to a situation in which political opinions disrupt the factual research. The political debate is important. It’s certainly legitimate. But there is no need to rewrite history to justify a political stance. It should be the other way around: Facts should influence political views. And the facts are clear and simple: The Arab states’ leaders did not only settle for declarations on an expected annihilation, they even prepared operational orders.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nie używajcie słowa Żyd, mówcie syjonista

Nie używajcie słowa Żyd, mówcie syjonista

   Malgorzata Koraszewska



Palestyński pisarz, Muszir Al-Farra zaleca ostrożność, bo słowa są ważne. Więc nie należy przyznawać, że zabito bojowców Hamasu, bo to była pokojowa demonstracja i lepiej nie mówić słowa Żyd, bo oni słuchają i potem to idzie na cały świat.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com