Archive | 2019/07/22

Historia mordu na Żydach w Gniewoszowie

Historia mordu na Żydach w Gniewoszowie [cztery lata po publikacji]

REDAKCJA


Pelagia Radecka i Yaakov Goldstein przy tablicy upamiętniającej mord na Żydach w Gniewoszowie /fot. CHIDUSZ

GDY W 2015 ROKU OPUBLIKOWALIŚMY ŚWIADECTWO PELAGII RADECKIEJ, W KTÓRYM OPOWIADA O TYM, JAK PO WOJNIE ZAMORDOWANO W GNIEWOSZOWIE JEJ ŻYDOWSKICH SĄSIADÓW, WIELE OSÓB NIE CHCIAŁO W TO UWIERZYĆ. NAM RÓWNIEŻ BYŁO TRUDNO ZDECYDOWAĆ SIĘ NA TĘ PUBLIKACJĘ, PONIEWAŻ POZA JEJ SŁOWAMI NIE MIELIŚMY PRAWIE ŻADNYCH ŹRÓDEŁ POTWIERDZAJĄCYCH TĘ ZBRODNIĘ.

PRENUMERATA
Pelagia zgłosiła się do Żydowskiego Instytutu Historycznego, ponieważ chciała odnaleźć Janka – jedynego członka rodziny, który nie został zamordowany (dzień wcześniej wyjechał z Gniewoszowa do Łodzi). Nikt z nas nie przypuszczał, że chłopiec przeżył powojenną zawieruchę, a tym bardziej, że uda się go odnaleźć.

A jednak stało się. Wczoraj Janek przyjechał z Izraela, by spotkać się z Pelagią w ich rodzinnym Gniewoszowie. Stanęli dziś razem na cmentarzu żydowskim, gdzie pochowano jego zamordowaną rodzinę. Pelagia spełniła swoje wolę, by opowiedzieć Jankowi o tym, jak mordowano jego bliskich. Szczegóły tej niesamowitej historii opowiemy Wam w jednym z jesiennych wydań „Chiduszu”.


Świadectwo mordu na Żydach w Gniewoszowie

Wszędzie weszłam, na front chodziłam i nigdy nie byłam ranna.
Szczęście miałam takie.

W czasie wojny rodzice wywieźli nas z Warszawy do Gniewoszowa.

Tam widziałam ofensywę. Za firaną w Garbatce.

Jak utworzyli getto żydowskie, to tyfus straszny panował.

Mamusia umarła w 1942 roku na tyfus. I dlatego to pamiętam.

Przyjechałyśmy do dziadka. Tam było pięć pokoi, po sąsiedzku z Wajnbergami. Tak mieszkaliśmy. To okno i tamto okno po dwóch stronach wąskiej ulicy.

Bardzo niedaleko.

Słyszałam wszystko, jak krzyczeli, jak do nich strzelali.

Gdy Niemcy zrobili getto żydowskie, płot przechodził po środku naszej ulicy.

 Wajnbergów odgrodzili do getta. Czym było getto, nie muszę opowiadać.

Miałam 12 lat. Wszędzie weszłam, wszędzie byłam.

A na dole u Wajnbergów była poczta, posterunek w jednym wejściu od ulicy, a co było w drugim, to nie pamiętam, teraz jest apteka. Jak Janek był parę lat temu w Gniewoszowie, to była tam apteka.

Wajnbergowa miała bławatny sklep. Nie pamiętam, czy mieszkali na dole, czy na górze, bo mało do nich chodziłam, a oni zawsze zajęci pracą.

Widziałam, jak brody rżnął Niemiec, razem z ciałem. Na ulicy złapał kogoś. Żydzi nie wychodzili, wiedzieli, że Niemcy są, to nie wychodzili. Ale jakiś się widocznie plątał i Niemiec  bagnetem, a to tępe jest, razem ze skórą z połowy policzka zgolił mu brodę. Tyle krwi po nim leciało, że aż upadł.

Dużo widziałam wypadków.

Łapankę robią Niemcy w domach żydowskich i polskich. Ludzie mówią: idźcie, zobaczcie, co tam się robi z tymi jatkami, bo jatki żydowskie tam na placu pobudowane były. Zaczym poszłam tam zobaczyć. Widzę, że Niemcy idą, paru Niemców i jeden Żyd niesie tablicę, na której napisano: Kiepskie mięso sprzedawałem. Był zakrwawiony, nie mógł iść.

Idą z nim na koniec Gniewoszowa, gdzie pobudowane były stodoły, kilka, trzy, cztery, jedna przy drugiej. Widziałam to z ogrodu dziadka, z sadu, gdzie duże orzechy rosły. Złapali kilku Żydów, i kazali im wynosić ze stodoły snopki siana. Ja stoję na uboczu, nieco na górce, a oni na dole, w nizinie. Kazali im doły kopać, tym Żydom. A jeszcze innym, co połapali, kazali wykopać jeden czy dwa doły i wejść do środka. Też temu, co kiepskie mięso sprzedawał, kazali wejść. Ja wszystko obserwowałam.

A reszta, bo było więcej Żydów, wynosiła słomę ze stodoły, i podpalali ją w tym dole.

Widziałam, jak wyskakiwali. Cały czas stałam i patrzyłam.

Nie pamiętam, czy odeszłam, czy mnie Niemcy później wygonili.

Ten, co to kiepskie mięso sprzedawał, wyskoczył opalony. Później zaczęli rozbierać żydowskie jatki. Przynieśli młotki, siekiery. Połapali Żydów. Ilu tylko mogli, z mieszkań wyciągnęli. A było ich dużo. Kazali rozbierać te jatki, deski wyrywać z gwoździami. Mało tego. Kazali bić tego, co z ognia wyskoczył. Bić tymi deskami; jak który za mało bił, to Niemcy jego. I zabrali go, i zmarł. Rodzina go zabrała, jak Niemcy już odeszli.

I gwoździami, i dechami.

Ja byłam do końca.

Do getta chodziłam warkocze podcinać, ale do kogoś to nie.

 Żydzi byli bardzo załamani. Byli bardzo dobrzy dla Polaków, chcę o tym opowiadać.

Wajnbergowa prosiła, żeby mamusia ukrywała ich w komórkach.

Mamusia nie mogła. Mówiła do ojca, do dziadka, że u nas to za duży ruch.

Boję się was przyjąć, mówiła.

Rodzice musieli dobrze żyć z Wajnbergami. Jeszcze w getcie Wajnbergowa pulpety rybne przez służące przekazywała nam.

Już więcej nie próbowali. Już nawet nie widzieliśmy się z nimi więcej.

Dowiedziałam się od ludzi, że Żydzi przyjechali do Gniewoszowa, że gdzieś przeżyli, że wrócili po wojnie, tak jak my przyjechali.

Jadę więc.

Wchodzę do Wajnbergów. Szyby powybijane, bo to była frontowa linia, powywracane, spalone podwórka, komórki.

Wchodzę. Na parterze Wajnberg, kościotrup, cera ciemna, kości wystające.

Wajnbergowa nie, chustkę ma taką, i z tą chustką ją później zabili. Wełniana chusta. Nieźle wyglądała.

Pamiętam, rurę naprawiał. Oj, kościotrup. Piecyk jakiś wstawali, to był ósmy miesiąc, nie, a może to było wcześniej, po ósmym maja już tam jeździłam. Weszłam do mieszkania.

On nic.

Tylko Wajnbergowa, oj, Helcia, skąd wy się tu wzięliście, gdzie wy jesteście.

A ja mówię, a gdzie wyście byli?

Oj, Helcia, ja ci nie mogę mówić wszystkiego.

I pytam, pani Wajnbergowa, a Janek, Danusia? Oj, Helcia, Janek żyje. 

A w międzyczasie jeszcze, podczas wojny, to dwa, trzy razy się z Wajnbergową widziałam, ale to nie było takie proste, bo jak jest pusto i idzie się ulicą, to wszystko słychać.

Ja ci dam pieniądze, to przynieś mi coś.

A ja mówię, co pani chce?

No, chleb może, może być stary.

Okręcałam się więc kromkami chleba. Ale i tego, gdzie ona była, to nie wiem.

Wajnberdzy brali wodę od mojego dziadka. Dziadek miał studnię, a oni pompę. Przychodziła Wajnbergowa po wodę.

Zobaczyłam kiedyś, że idzie, wychodzi z domu.

Gdzie byliście, pyta.

My w Garbatce, niedaleko stąd, mówię.

A pani gdzie była?

Oj, Helcia! Marchewka trzyma przy życiu, już mieliśmy wyliczone marchewki.

Musiała z nim widocznie być.

Co dalej będziecie robić, pytam.

Oj, Helcia, przyszli do nas, nie chce ci mówić brzydko, tacy bandyci, wiem, że ty nic nie powiesz nikomu, przyszli i powiedzieli, że za kilka dni ma nas nie być. Spotkamy się kiedyś, bo mam dużo do załatwienia, muszę do Łodzi jechać. Nie mam czasu, bo mąż odwiózł wczoraj Janka, czekam dzisiaj na niego, bo wyjeżdżamy do Łodzi.

Janek, trzy lata młodszy ode mnie, był o kulach, miał dwie podpórki, ale ja nie podchodziłam do niego, jak wrócił do Gniewoszowa. Skądś go sprowadzili. Może mnie nie poznał. On nic, ja tak samo nic. Widziałam go może dwa razy, zanim odjechał.

Oj, Helcia, mówi Wajnbergowa, Danusia żyje.

Nie powiedziała mi wcześniej, że podrzuciła ją młynarzowi.

I popatrz, ta kobieta nie chce nam oddać dziecka, a Januszek powiedział, że on musi mieć siostrę. I koniecznie jutro jak pojedziemy, to trzeba sprawę założyć.

I zabierzemy jej Danusię.

Wyjeżdżamy jutro, przyjechały koleżanki.

Dwie Żydówki z drugiej części miasteczka, jedna z nich to była Chawa, tak, Chawa, wiem, gdzie mieszkała, bo później ludzi się pytałam, gdzie ona mieszkała, widziałam jej dom w Gniewoszowie. Ja z nimi nie rozmawiałam, a może rozmawiałam, może się chciałam spytać coś. Przyjechały z dziewczynką pięcioletnią, przystojne dwie Żydówki, bardzo przystojne, dobrze wyglądały.

Wajnbergowa czekała na męża, żeby wraz z nim i znajomymi pojechać do Łodzi.

Na tym się skończyło.

Byłam wtedy w Gniewoszowie parę dni, też niedługo, bo chodziło o to, żeby zarobić 10, 20 złotych, żeby coś wywieźć i sprzedać, czy zamianę za kartofle zrobić, długo tam nie byłam. Przyjechał brat mój tego dnia.

Pytam go, czy wie, że są Żydzi.

On mówi, że rozmawiał z Elim.

Eli to był brat Wajnbergowej. Miał 20 czy 22 lata. Dobrze wyglądał. Siedzieliśmy z bratem na schodach. Przychodził i rozmawiał z nami.

Eli, mówił brat, zabiera nas do Lublina. Helcia, ty będziesz chodzić do szkoły, a my będziemy jakoś pracować i uczyć się.

No i Wajnbergowa poszła z tą wodą. Zatrzymali ją około siódmej, ósmej. Wtedy przychodził pociąg. Siedliśmy z bratem na schodach. Nie chcieliśmy tam chodzić.

Nie ma co tu siedzieć, mówi brat, bo to jeszcze nas zastrzelą, albo powiedzą, że myśmy oskarżali, chowamy się.

 Ja na to, a czego ja się boję? Ja się nie boję, mówię, a co oni mi zrobią?

Już się szarówka zrobiła, widno, ale szarówka, bo jak strzelali, to też była szarówka.

Prowadzi Maniek R., brat piekarza, te Żydówki dwie przystojne, bez dziewczynki idą szosą, a ja na schodach.

Mówią, Panie Marianie, co to będzie?

A brat mój mówi, choroba ciężka, ‘Panie Marianie’ mówi, do szkoły razem chodzili! I teraz prowadzi je zastrzelić.

Słyszałam, parę razy powtarzała ta Żydówka, jak ją prowadził, nie trzymał broni, nic w ręku, prowadził z miasta ich do Wajnbergów, a odzywała się wciąż.

Panie Marianie, co będzie.

Idź, Żydówo! Krzyczał.

Panie Marianie, co będzie?

I na tym się skończyło.

I siedzimy na schodach. I brat, jak zobaczył, że prowadzi Marian te Żydówki, już musiał wiedzieć, że będą je strzelać.

Choroba, uciekajmy, chowajmy się, mówił. Były takie jakby okiennice, klapy na szklane drzwi, które z jednej strony nie miały szyb, bo to linia frontowa była, a z drugiej miały okiennice drewniane. Szyb nigdzie nie było.

A może ja już nie pamiętam?

Siedzimy nadal, nikt nie wychodzi.

Wychodzi, ale przed bramę u Wajnbergów, bo brama była w poprzek, później za czasów getta chyba drugą zrobili, tak, że jak z bramy wychodził, to widać go było.

Brat mówi, choroba, ja uciekam, jedziemy!  

Czekaj, mówię, zobaczymy, co oni z tymi Żydami zrobią.

Co zrobią?! Pyta. Ja nie chcę słyszeć, nie chcę wiedzieć, mówi.

Broń Boże, nie chcę wiedzieć!

Siedzę, podszedł tam jeden obcy, nie znałam go. Wstałam, i chciałam iść przez tę dróżkę kawałeczek do nich zobaczyć, co to będzie.

Wstałam, a on do mnie.

Ty, Helcia, język za zębami, bo wiesz co cię czeka!

Parę razy powtórzył. A brat w międzyczasie, jak on mówił, już się schował za drzwi. Uchyliliśmy drzwi, okiennice, brat nie chciał wychodzić, bo nieraz ci bandyci, jeden czy drugi, wychodzili na podwórko.

Cisza jest.

Przymknięte, to wszystko słychać. I szparą to też się widzi.

Cisza. Nie ma nic.

Dwoma wozami chyba przyjechali, do dzisiaj nie pamiętam. Dokończę tylko to strzelanie, jak ich zabijali, a potem będę opowiadać o tych koniach. Dwie furmanki przyjechały. I musiało być po dwa konie przy jednej furmance.

No i słyszymy strzał.

Raz, dwa.

Siedzimy na schodach, a strzały były u nich w domu, w środku.

Szyb nie było, bo to linia frontowa, to słychać wszystko.

I potem krzyk: giwałt, giwałt, i kilka strzałów.

Brat mój – Ty, Helka, jedziemy, wyjeżdżamy, na Zachód jedziemy!

A ja, że nie jadę, że jestem ciekawa, co tam było.

Uciekł. W nocy chyba poszedł na dworzec, a pociąg przecież tylko raz dziennie odchodził. Bał się, że go posądzą, bo to koledzy byli. On się kolegował z bandyty bratem młodszym i dlatego wszystko wiedział, ale z Mańkiem nie chodził, tylko z jego bratem. A dużo ich tam było.

Mnie mówił, daj spokój teraz, może przed śmiercią, daj spokój, bo po co ci to?

Myślę sobie, jak tu wstać, żeby dziadek nie wiedział. Tak wykombinowałam, że dziadek nie słyszał, że ja chcę rano wejść do Wajnbergów. Zobaczyć tam, co było. Jak ich pozabijali i  odjechali, to pilnowałam wozów, w którym kierunku. Czy od Wysokiego Koła, czy tam od dworca, czy z drugiego końca. Gdzieś z wiosek koło Puław byli.

Wyszłam z domu.

Dziadek nie wiedział. Po sąsiedzku stoi murowany domek przy wejściu do Wajnbergów. Wdowa czy stara panna, niby słyszała wszystko. Było około piątej, szóstej rano. Otworzyłam drzwi od podwórka, w przedpokoju leżał Eli i Pini Wajnberg.

Leżeli. Stanęłam i obserwuję.

Do dzisiaj pamiętam, jakby wczoraj było. Gulki wyszły od kuli, jeszcze się nie schowały. Musieli ich z tyłu głowy. Bo mieli po dwa strzały w okolicach skroni. Jeszcze nie wsiąkło. Jeszcze była gulka, w czaszce widocznie krew już zastygnięta. Stoję. Przekroczyłam próg. W razie potrzeby, pomyślałam, to ja wiem, Pini Wajnberg przyjechał, samodziałową marynarkę miał nową, bo robili samodział na wiosce i szyli i pamiętam, jakie nitki, taka pepitka była, rzekomo czarne nitki, paski w kratkę i buty zapamiętałam. But, wykrzywi się skóra, ale dojdą, brązowe, jasny brąz, sznurowane nowe buty, z mosiężnymi żółtymi dziurkami na sznurowadła. Eli był w pantoflach, modnie był ubrany, trzy czwarte kurtka i spodnie czarne. Stałam, przyglądałam się, będę pamiętać, myślałam, tego Pini, jak on ubrany był. Po ubraniu dojdą. Wełna zmieni kolor, skóra się wykręci, ale poznają.

Idę patrzeć dalej.

Przez kuchnię, jakieś inne pomieszczenie. Tutaj inne trupy po prawej stronie leżały. Weszłam. Musieli ich po śmierci ruszać. Wzdłuż po prawej stronie leżą te dwie, to nie przyglądałam się wiele. I Piniowa, Wajnbergowa w chustce była zawinięta. Krwi nie widziałam, musiała być zawinięta, trzymała ręce na brzuchu. Kazali na pewno położyć się na ziemi. Bo jakby oni, to by było mocniej. A jak Pini leżał z Elim, to widać, że nogą chciał wstać, to miał zgiętą tę nogę, toteż te musieli położyć równo.

Wyszłam. Poszłam do dziadka. Położyłam się i nigdzie nie byłam.

A brat jeszcze mówił mi, nie wtrącaj się, bo dostaniesz w łeb. I ja się bałam komukolwiek mówić. Później, tutaj na Zachodzie, wiele razy to ludziom opowiadałam.

Ale nawet dzisiaj, mieliście przyjechać w południe, a byliście dwie godziny później. Martwiłam się, że może ktoś gdzieś coś podsłuchał i może mnie…

Ale szybko policzyłam, mieliby przeszło sto lat.
To już mi nic nie zrobią.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UNESCO WORLD HERITAGE COMMITTEE – AZERBAIJAN RESTRAINS PALESTINIAN MAYHEM

UNESCO WORLD HERITAGE COMMITTEE – AZERBAIJAN RESTRAINS PALESTINIAN MAYHEM

SHIMON SAMUELS


A general view of the UNESCO headquarters in Paris. (photo credit: REUTERS)

As the 11-day World Heritage Committee (WHC) in Baku winds down, it behooves us to review Jewish-related issues in the context of a UNESCO without the United States and Israel as members.

Of course, the perennial resolutions of Jordan and the Palestinians in Item 7 on “The Old City of Jerusalem and its Walls” and “Hebron/Al-Khalil with the Cave of the Patriarchs,” have become banners in the battlefield of heritage.

Their cause had, however, become tempered among the Arab group and the larger number of Muslim member states:

1) A Jordanian apparent fear of a Saudi takeover of the custodianship for Jerusalem’s holy sites and a Palestinian suspicion of US support for Riyadh, in the atmosphere of President Donald Trump’s US Embassy move to Jerusalem.

2) The Sunni/Shia split and the role of moderate states, such as Tunisia, conscious of a Palestine fatigue in their heritage demands.

3) The discipline of the host, Azerbaijan – a moderate Muslim friend of Israel, with a successful Jewish community absent of antisemitic threats.

In 2017, at the WHC in Krakow, I found myself in the company of a former mayor of Hebron. When I stood to speak, as an NGO delegate, I was handed a slip of paper advising that my neighbor had reportedly shot six yeshiva boys praying in the Machpela Cave. Such an invitation travesty could not happen in Baku.

I first participated in the year 2000 World Heritage Committee, held in Cairns, Australia, to speak of the discotheque opened by the mayor of Oswiecim, in Auschwitz-Birkenau.

After stating to the assembly: “I arrive from the hell of Auschwitz to the paradise of the Barrier Reef, to tell you of the ‘Auschwitz discotheque,’” I was stopped by the chair, who turned to the Polish delegate: “Mr. Ambassador, those two words in conjunction are unthinkable – close it!” Upon landing back in Europe, Warsaw had closed it. I felt pride in the WHC’s preservation priority.

Since 2011, that focus was overshadowed by constant Palestinian demands on Jewish heritage. Their official tentative list includes the Western Wall and the Qumran Dead Sea Scrolls.

The Palestinian people, indeed, have a right to celebrate their own heritage, but their narrative cannot be validated by the identification theft of Jewish heritage, with a roadmap for de-Judaization.

UNESCO had promised a policy of de-politicization by adopting a whitewash mechanism based on two procedures, so far applicable only to Israel (designated as “the Occupying Power”) and Jordan and the Palestinians (denoted as “the States Parties”).

1) “Consensus” – i.e., no debate and no vote, simply passing the Resolutions as presented.

2) “Annex” – i.e., all the nasty charges against Israel remain under the title of “Annex,” ignoring the principle that any sale or rental contract would consider “annexes” as an “integral part of the document.”

As the only voice present for the Jewish people, though non-binding, the Simon Wiesenthal Center views the very passage of such cosmetically-treated resolutions as offensive to world Jewry and to Judaism itself.

In any case, variants will be regurgitated not only at the WHC, but at the spring and autumn UNESCO executive boards and, this year, for endorsement by the General Assembly plenary in November.

A few days before the WHC opening in Baku, I attended a meeting of the “Committee on the Exercise of the Inalienable Rights of the Palestinian People” (CEIRPP) at the United Nations in Geneva.

A Palestinian official announced a series of measures in international organizations and principally UN agencies:

1) In the International Court of Justice (ICJ), against the United States’ transfer of its embassy to Jerusalem.

2) At the UN Security Council, to protest the opening of a tunnel under the City of David.

3) The Jerusalem municipal plans for a cable car to cross the Ben Hinnom valley for tourism. One should note the continuity of the status quo, as this would replace a rusty funicular used to feed Jews under Arab siege in the Old City in 1948. The cable-car became defunct during the succeeding 19 years of Jordanian occupation. The Palestinians were expected to protest the cable car at this WHC, but this was reportedly not acceptable under an Azeri chairman.

The last heritage site inscribed by this WHC went to Iraq for the conservation of Babylon – once a Jewish chapter, but no longer a Jewish problem.

Next year, when the WHC will be held in Fujian, China, perhaps the host’s first question will be: “What’s a Qumran?”

The writer is the Simon Wiesenthal Center’s director for international relations and its chief observer to UNESCO.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


FUN FOR KIDS ON THE NEW MITZPE RAMON PUMP TRACK

FUN FOR KIDS ON THE NEW MITZPE RAMON PUMP TRACK

KKL-JNF


The new pump track in the desert town of Mitzpe Ramon was built with the support of KKL-JNF’s friends in Sweden, in memory of Mietek Grocher, Z”L.

Mitzpe Ramon Pump Track. (photo credit: YOAV DEVIR KKL-JNF)

The new bike park recently inaugurated in Mitzpe Ramon draws dozens of local children every day.  The park’s central feature is the pump track – a circular route of rollers (small banks) and bermed corners that cyclists can navigate using strategically timed body movements (‘pumping’) instead of pedaling.

“This park is an outstanding example of how local residents’ pride and sense of belonging can be strengthened,” said Mitzpe Ramon Mayor Roni Marom. “The park is located centrally in an area of town surrounded by magnificent views. People from all sectors of the population can meet up here and join in sporting and social activities that bring them together as members of a united community.”

This remarkable route was constructed with the support of KKL-JNF’s Friends in Sweden in memory of Mietek Grocher, a KKL-JNF Friend and a great lover of Israel. “When I come here to visit I can see my father standing before me, with a broad smile on his face,” said his daughter Miriam Grocher-Schildt, who had arrived for a tour of the park. “He was always full of the joys of life, and he loved children. After all, children are the future of the State of Israel and of the entire Jewish People.”

Mietek Grocher was a Holocaust survivor who devoted the rest of his life to telling young people in Sweden the story of his survival. As an enthusiastic Zionist, he supported a great many projects all over Israel before he died a year and a half ago, at the age of ninety-one. The Mitzpe Ramon Pump Track, his final venture, was completed with the help of Friends of KKL Sweden.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com