Archive | 2020/04/05

ROCZNICA ŚMIERCI ICCHOKA LEJBA PERECA. PRZECZYTAJ OPOWIADANIE „CZASY MESJASZA”

ROCZNICA ŚMIERCI ICCHOKA LEJBA PERECA. PRZECZYTAJ OPOWIADANIE „CZASY MESJASZA”

Przemysław Batorski


Icchok Lejb Perec, wybitny prozaik, poeta i dramaturg, współtwórca literatury jidysz, zmarł w Warszawie 3 kwietnia 1915 r. na atak serca w trzeci dzień święta Pesach. Z okazji tej rocznicy przypominamy opowiadanie „Czasy mesjasza” ze zbioru „Opowiadania chasydzkie i ludowe”.

Icchok Lejb Perec w młodym wieku, fotografia portretowa / Portal DELET, kolekcja Berlinka

Icchok Lejb Perec (Icchok Lejbusz Perec) urodził się w Zamościu, w zamożnej rodzinie kupca Judko i jego żony Rywki. Nie jest pewny dzień jego narodzin – przyjmuje się 18 maja 1852 roku, ale spotykana jest też data 20 maja 1851. Rodzina mieszkała na Nowym Mieście, przy ul. Jerozolimskiej (obecnie ul. Gminna). Perec uczył się w chederze, a potem w jesziwie. W latach 1876–1877 studiował prawo w Warszawie, po czym przez 10 lat pracował jako adwokat w Zamościu.

Gdy w 1887 r. władze carskie odebrały Perecowi prawo wykonywania zawodu – za szerzenie socjalizmu (Perec często bronił robotników w sądach) i „polskiego nacjonalizmu” – przeniósł się do Warszawy i rozpoczął działalność literacką na szeroką skalę. Poza tym pracował jako urzędnik w gminie żydowskiej, w Wydziale Pogrzebowym – przydzielał miejsca pochówku na cmentarzu żydowskim przy ul. Okopowej.

Na początku kariery pisał po polsku – wkrótce jednak stwierdził, że literatura żydowska powinna powstawać wyłącznie w językach jidysz i hebrajskim. Jego mieszkanie przy ulicy Ceglanej 1 (od 1951 r. ul. Pereca), potem przy Alejach Jerozolimskich, odgrywało rolę salonu literackiego. Wypromował między innymi Szaloma Asza i Altera Kacyzne. Pod wpływem rosnącego antysemityzmu odwrócił się od socjalizmu na rzecz żydowskiej tradycji ludowej i chasydzkiej. Pragnął, aby Żydzi zachowali kulturową autonomię, ale nie utracili kontaktu z kulturą polską.

Do najbardziej popularnych utworów Icchoka Lejba Pereca należą opowiadanie Boncie Szwajg (Bońcie Milczek, 1894 r.), zbiór Chsidisz (Opowiadania chasydzkie, 1908), a także dramat Di goldene kejt (Złoty łańcuch, 1909). Tworzył fundamenty literatury żydowskiej, publikując almanachy literackie, takie jak Di judisze blibliotek (Żydowska biblioteka, 1891–1895). Pod jego wpływem Warszawa stała się ważnym miejscem na mapie literatury żydowskiej, a w 1908 r. jidysz został uznany za język narodowy diaspory Żydów. Po wybuchu I wojny światowej zakładał sierocińce, szkoły, prowadził działalność charytatywną. Zmarł nagle. W jego pogrzebie, według ówczesnych świadectw, wzięło udział 100 tysięcy osób

W tle prezentowanego opowiadania pojawia się – nienazwane – ojczyste miasto Pereca, Zamość, w którym pisarz spędził blisko 30 lat życia.

Icchok Lejb Perec

CZASY MESJASZA

Tak jak we wszystkich miastach i miasteczkach Galicji tak też i w naszej gminie mieszkał wariat.

Wariat jak to wariat, przed nikim strachu nie odczuwał. Ani przed kahałem, ani rabinem, ani sędziami. Nawet łaziebnego z mykwy i grabarza na cmentarzu, którego najbogatsi w mieście się bali, miał za nic.

Ludzie zamykali przed nim bramy i drzwi mieszkań. I chociaż biedny wariat nikogo słowem nie skrzywdził i palcem nie ruszył, to jednak wszyscy podnosili na niego głos, a niektórzy nie żałowali mu nawet kopniaków. Chłopcy z ulicy często obrzucali go błotem i kamieniami.

Ja zaś odczuwałem zawsze w stosunku do niego litość. Coś niepojętego ciągnęło mnie do niego. Miałem ochotę porozmawiać z nim, a nawet pogłaskać go po głowie, ale podejść do niego okazało się niemożliwe, albowiem błoto i kamienie, którymi ulicznicy go obrzucali mogły w części i na mnie spaść. Ja byłem chłopcem ubranym w porządny garniturek uszyty w samym Lwowie lub Krakowie i usilnie starałem się, żeby go nie ubrudzić. Z tego więc powodu trzymałem się z daleka od niego.

Miasteczko, w którym mieszkali moi rodzice i w którym spędziłem dziecięce lata, było twierdzą ogrodzoną fosą, wałami i wysokimi murami. Na murach rozmieszczone były armaty i w niewielkich odstępach stali na wartach uzbrojeni w karabiny żołnierze.

Z chwilą zapadnięcia nocy podnoszono zwodzony most i zamykano wszystkie bramy. Do samego rana miasteczko było odcięte od świata. Przy każdej bramie prowadzącej do miasteczka stał wartownik.

Dopiero po nastaniu pełnego dnia byliśmy wolni. Wolno było wchodzić do miasta i wychodzić z niego bez pytania komendanta placu. Wolno było zażywać kąpieli w rzece płynącej za miastem. Można było rozłożyć się na nadbrzeżnej łące i patrzeć w niebo lub w siną dal.

Patrzeć na to, na co miało się ochotę. Nikt nikomu w niczym nie przeszkadzał, a jeśli nawet ktoś na czas nie powrócił do miasta, nikt o niego się nie dopytywał. Był jeden tylko wymóg: w nocy musiała panować bezwzględna cisza. Wtedy nie wolno było nikomu ani wyjść, ani wejść. Nikogo nie wypuszczano i nikogo do miasta nie wpuszczano. Jedyne szczęście, że wpuszczają do niego księżyc — myślałem wtedy.

Jak długo będę żył, nie zapomnę widoku uchodzącego dnia i zapadania nocy. Pamiętam, że kiedy tylko pierwsze cienie zmierzchu zaczynały kłaść się na miasto, ludzi ogarniał strach. Ze strachu zarówno ludzie, jak i domy jakby się przygarbiły.

Następowała pora podniesienia mostu. Żelazne łańcuchy zaczynały trzeszczeć w potężnych blokach. Szczęk żelastwa i twarde skrzypienie stalowych lin przejmowały człowieka zgrozą. I co wieczór powtarzało się to z niesłabnącą siłą. Nogi pod człowiekiem uginały się ze strachu, twarze tępiały ze zmęczenia, oczy gasły jak u konających, powieki opadały, jakby były z ołowiu. Serca cichły i płuca z trudem wciągały powietrze. Patrole nocne zaczynały krążyć po ulicach. Słychać było szczęk szabel przy każdym zderzeniu z wysokimi butami — gumiakami noszonymi przez patrolujących żołnierzy.

Przy błysku bagnetów padały pytania: „kto tam?” Na to hasło trzeba było odpowiedzieć odzewem: „swój”, „tutejszy”. W przeciwnym wypadku jeden tylko Pan Bóg mógł przewidzieć, co się stanie. Toteż nic dziwnego, że wielu mieszkańców wolało zamykać się na klucz w domu i porządnie zaryglować drzwi. Bali się wychodzić poza próg domu.

I oto pewnego dnia zdarzył mi się taki wypadek:

Kąpałem się w rzece płynącej poza murami miasta. Rozkoszowałem się piękną naturą i nie wiem, czy z powodu zapatrzenia się w niebo, czy z zamyślenia nad sobą zapomniałem, że po dniu zwykle zapada noc.

Nagle widzę, jak zwodzony most zostaje podniesiony. W uszach szumi mi od trzasku zamykanych bram. Czuję, że serce zaczyna mi walić jak młot.

Przepadło! Tę noc zmuszony będę spędzić za miastem. I dziwna rzecz: dotychczas każdej niemal nocy śniłem o wolnym świecie poza murami miasta i oto kiedy po raz pierwszy moje marzenie się spełniło, ogarnął mnie lęk. Odwieczna, znana i właściwa człowiekowi rozterka między tym, co dyktuje głowa, a tym, co podpowiada serce, przybrała postać walki. Głowa mówiła do mnie: „Zachowaj spokój. Choć raz skorzystaj z dobrodziejstwa czystego powietrza. Delektuj się widokiem gwiaździstego nieba”. Serce natomiast zadrżało z niepokoju i omal nie wyskoczyło z piersi, po czym niby mgła uniosło się w górę, ku mojej głowie. I poprzednia jasna, czysta myśl zaczęła od razu ciemnieć i ciemnieć, aż zniknęła za chmurą. W uszach zaczęło mi szumieć, w oczach migotać. Najcichszy szum spadającej gałązki, najmniejszy ruch cienia lub źdźbła trawy wywoływał we mnie lęk. Wdzierał się w moje ciało i duszę przez uszy i oczy.

Ukryłem twarz w piasku.

Nie wiem, czy spałem, czy tylko tak sobie leżałem. Dalibóg nie jestem tego pewien, ale nagle usłyszałem, że ktoś obok mnie oddycha. Zerwałem się z półuśpienia i stwierdziłem, że nie jestem tutaj sam. Dwoje dobrze mi znanych, czarnych oczu wpatruje się we mnie dobrotliwie. Te oczy należą do naszego wariata. Pytam go:

— Co ty tutaj robisz?

— Ja nigdy nie sypiam w mieście.

W jego postaci tkwi coś smutnego. Patrzy na mnie łagodnym wzrokiem. Głos jego brzmi serdecznie, nawet bratersko. Zapominam o lęku. Przypominam sobie nagle, że w dawnych czasach uważano wariatów za proroków. Zresztą w krajach wschodnich po dziś dzień uważają ich za proroków.

W duchu zadaję sobie pytanie:

„Czy w istocie on także jest jednym z owych proroków? Czy nie prześladują go tak samo, jak niegdyś prześladowano proroków? Czy nie obrzucają go kamieniami, tak jak ongiś obrzucano nimi proroków?

Czy jego oczy nie błyszczą jak gwiazdy na niebie? Czy głos jego nie brzmi jak najdoskonalszy dźwięk harfy? Czy nie tkwi w nim ból nas wszystkich? Czy nie znosi on cierpień całego naszego pokolenia? Może on jeden wie, co nas czeka w przyszłości?”

Ostrożnie, bez pośpiechu, żeby go nie spłoszyć, zadaję mu pytania.

Odpowiada na moje pytania łagodnym, cichym i tak słodkim głosem, że chwilami wydaje mi się, że rzecz dzieje się we śnie, że to tylko śniony w letnią noc przyjemny sen.

— Czy wierzysz — pytam go — w nadejście czasów mesjasza?

— Oczywiście — odpowiada spokojnie i pewnie. — Mesjasz musi przyjść.

— Musi?

— Bezwzględnie. Wszyscy czekają na niego. Nawet niebo i ziemia. Gdyby miało być inaczej, życie nie miałoby sensu! Nikt nie chciałby palcem nawet kiwnąć. Jeśli ludzie pracują, działają i tworzą, to znaczy, że życie ma sens, że ludzie chcą żyć. To świadczy o tym, że ludzie wierzą w nieuniknione nadejście mesjasza. Wiedzą, że jest już w drodze do nas.

— A czy to prawda — pytam dalej — że nim nadejdą czasy mesjasza, rozpętają się na świecie straszne wojny z powodu pojawienia się fałszywych mesjaszy? Ludzie będą się nawzajem pożerać jak dzikie bestie. Cała ziemia przesiąknie krwią. Od wschodu do zachodu, od południa do północy popłyną rzeki pełne krwi i wszystkie zwierzęta chłeptać będą tę ludzką krew. Nasiąkną nią wszystkie ogrody, pola i drogi. I wtedy dopiero, kiedy ten potop krwi zaleje cały świat, nadejdzie prawdziwy mesjasz… Powiedz mi, czy to prawda?

— Szczera prawda!

— I ludzie go poznają?

— Każdy, od razu go pozna. Nikt się nie omyli. To będzie mesjasz w każdym ruchu, każdym słowie, każdym spojrzeniu, w każdym nawet grymasie twarzy. Nie będą mu towarzyszyły zastępy wojsk. Nie przyjedzie na koniu i miecza nie będzie miał przy swoim boku.

— A co będzie miał?

— Skrzydła. Mesjasz będzie miał skrzydła. Po jakimś czasie wszystkim ludziom wyrosną skrzydła. A stanie się to w taki sposób: z początku nagle przyjdzie na świat jedno dziecko ze skrzydłami. Potem drugie, trzecie itd. I tak już będzie ciągle… Ludzi ogarnie wtedy strach, ale potem się przyzwyczają. I coraz więcej dzieci urodzi się ze skrzydłami, aż wyrośnie całe pokolenie uskrzydlone. Pokolenie to nie zechce już tkwić i tarzać się w błocie. Nie zechce już zaciekle walczyć o nędzny byt, o nędzny zarobek, o robaczywe pieniądze.

Długo jeszcze mówił na ten temat, ale ja przestałem go już rozumieć, aczkolwiek głos miał nadal łagodny i smutny, a jego słowa wsiąkały w moje serce jak w gąbkę.

Kiedy skończył, zaczynało już dnieć.

Usłyszałem, jak spuszczają z twierdzy zwodzony most.

Od tej nocy życie moje w twierdzy stało się nie do zniesienia. Wszystko mi obrzydło: stare zmurszałe mury, trzeszczący ciągle most, żelazne bramy, warty i patrole, chrapliwe wołanie wartowników: „kto tam?” i fałszywa, służalcza odpowiedź: „swój”, „tutejszy”. Obrzydły mi do reszty te wiecznie drżące ze strachu gliniaste twarze mieszkańców, ich przerażone oczy. Nie mogłem dalej patrzeć na rynek, który swoimi drgającymi błądzącymi cieniami kładł się ciężarem na mojej duszy. Nie pozwalało mi to oddychać pełną piersią. Nie pozwalało czuć się wolnym człowiekiem.

I uświadomiwszy sobie to wszystko, poczułem w sercu ból. I naraz ogarnęła mnie przemożna tęsknota… Postanowiłem wyruszyć na spotkanie mesjasza.

Wsiadam do pierwszego napotkanego wozu. Bałaguła[1] mierzy mnie wzrokiem i pyta:

— Dokąd?

— Dokąd chcesz, byle daleko stąd.

— Na jak długo?

— Jak długo koń wytrzyma.

Bałaguła pociąga za lejce i jedziemy. Coraz bardziej oddalamy się od miasta-twierdzy. Przede mną inne pola, inne wsie i inne miasta. Wszystko jest inne. Jest to jednak wrażenie pozorne. Z wysokości wozu wydaje się inne. W istocie rzeczy wszystko jest takie samo. Przypatrzywszy się dokładnie mijanym miejscowościom, dostrzegam unoszącą się nad nimi tę samą melancholię. W oczach spotykanych ludzi zauważyłem te same fałszywe błyski. Nad wszystkimi polami, miastami i wsiami unosiła się mgła, która nie przepuszczała światła z nieba. Gasiła wszelką radość. Wszystko wydawało się skurczone, przyduszone i ściśnięte. Dlatego bez przerwy poganiam mego bałagułę. „Dalej — krzyczę. — Jedź dalej!” Ale nie ja decyduję. Zależny jestem od bałaguły, a ten zależny jest od konia… A koń chce żreć. Chcesz, czy nie chcesz, musisz się zatrzymać.

Wstępuję do przydrożnej karczmy. Duża izba przedzielona zwisającą zasłoną na dwie części. W tej części, do której wszedłem, siedzą przy dużym stole trzej mężczyźni. Nie zwracają na mnie uwagi. Za to ja mogę sobie dokładnie ich obejrzeć. Najstarszy z nich jest siwy jak gołąb, ale trzyma się równo, jest żwawy i ma zdrowe oczy. Bez okularów czyta w jakiejś dużej, leżącej przed nim na stole księdze. Na tle białej połyskującej srebrnymi skrajami księgi, on i księga zlewają się niejako w jedną całość. Po jego prawicy siedzi młodszy mężczyzna. To zapewne jego syn. Ta sama twarz, ale bardziej ruchliwa, bardziej nerwowa. Chwilami wydaje się zmęczona. On także ślęczy nad księgą. Oczy ma jednak słabsze. Nosi okulary. Jego księga jest trochę mniejsza i trzyma ją blisko oczu. Jest w średnim wieku. Broda i pejsy zaczynają już tu i ówdzie świecić srebrem. Kiwa się nad księgą. Raz do przodu, raz do tyłu. Odnoszę wrażenie, że ma ochotę oderwać się od księgi, ale nie daje rady, bo księga przyciąga go z powrotem. Dostrzegam, że wargi jego drżą. Raz po raz patrzy na starego, ale ten nie reaguje. Nie zauważa go. Po lewicy starego siedzi najmłodszy. Z pewnością jest to jego wnuk. Młodzieniec ma czarne, błyszczące włosy i nerwowo skrzące się oczy. On też zagląda do książki, która jest znacznie mniejsza od ksiąg obu starszych mężczyzn. Książkę trzyma tuż przed oczyma. Od czasu do czasu odsuwa ją od oczu i spojrzeniem pełnym lęku i szacunku obejmuje starego mężczyznę. Na ojca natomiast patrzy z uśmiechem nieco ironicznym. Nachyla się ku zasłonie, ciekaw, co się za nią dzieje. Dochodzą stamtąd jakieś westchnienia i jęki. Jakby kobieta właśnie tam rodziła.

Mam zamiar zakaszleć, żeby wreszcie zwrócili na mnie uwagę, ale w tej samej chwili rozchyla się w jednym miejscu zasłona i dwie kobiety pojawiają się przed nami. Jedna jest stara z twarzą o wystających kościach i oczach zdolnych przeniknąć do wnętrza człowieka. Druga, młodsza od niej, kobieta w średnim wieku ma twarz pucułowatą i łagodną. Z jej oczu bije jakaś niepewność. Stoją i przyglądają się siedzącym przy stole mężczyznom. Stoją i czekają na pytania. Najstarszy nie zwraca na nie uwagi. Jego dusza jest teraz zespolona z duszą czytanej księgi. Mężczyzna w średnim wieku zastanawia się, jak przywołać do przytomności ojca. Najmłodszy zaś, nie zwlekając zrywa się z miejsca i woła:

— Mamo! Babciu! I co…

Jego ojciec wstaje od stołu. Jest wyraźnie zaniepokojony. Tymczasem dziadek odsuwa na centymetr księgę od siebie i kieruje wzrok ku kobietom.

Najmłodszy drżącym głosem ponawia pytanie:

— I co z nią?

— W porządku. Już po wszystkim.

— Urodziła? Urodziła?

Ojciec najmłodszego głosem, w którym brzmi zdziwienie, pyta:

— Matko, dlaczego nie gratulujesz? Dlaczego nie mówisz mazł tow[2]?

Stary zaś po dłuższym namyśle powiada:

— Co się takiego stało, że nie słyszę od ciebie mazł tow? A jeśli nawet urodziła się dziewczynka…

— Nie żadna tam dziewczynka — odzywa się starsza. — To nawet chłopiec.

— Martwy?

— Ależ nie! Żyje — odpowiada stara kobieta, ale w jej głosie nie ma radości.

— Czy to jakiś potworek lub kaleka?

— Nie, ale na ramionach rysują mu się jakieś znaki.

— Jakie znaki?

— Znaki skrzydeł.

— Skrzydeł?

— Właśnie. I zaczynają z nich wyrastać skrzydła.

Słysząc to, stary aż przysiada z przerażenia. Jest wyraźnie zatroskany. Mężczyzna w średnim wieku jest pełen zdumienia. Tylko najmłodszy podskakuje z radości:

— Świetnie! Doskonale! Niech rosną te skrzydła. Niech wyrosną na prawdziwe, duże, mocne skrzydła.

— Nie ma powodu cieszyć się z tego — odzywa się mężczyzna w średnim wieku.

— Straszny kaleka — wzdycha najstarszy.

— A to dlaczego? — pyta najmłodszy.

Stary, stanowczym, surowym głosem oświadcza:

— Skrzydła, wnuku, unoszą człowieka w górę… Ze skrzydłami nie można utrzymać się na ziemi.

— To co z tego — replikuje wnuk. — Wielka mi rzecz, żyć na ziemi i tarzać się w jej błocie. Lepiej żyć wysoko w górze. Czy niebo nie jest piękniejsze od ziemi?

Twarz starego pokrywa się bladością. Ojciec najmłodszego zabiera wtedy głos:

— Głuptas z ciebie, moje dziecko! Jak można żyć na wysokościach? Czym można się tam odżywiać? Samo powietrze nie wystarczy. Tam nie ma karczmy. Tam nie dostaniesz koncesji na dostawy. Tam nie ma nawet gdzie i u kogo kupić zajęczych skórek. Tam wysoko w górze…

Stary mu w tym momencie przerywa. Ostrym mocnym, stanowczym głosem oświadcza:

— Wysoko w górze nie ma bóżnicy. Nie ma domu nauki. Nie ma miejsca do odprawiania modłów. Tam nie ma tej udeptanej przez wszystkie poprzednie pokolenia ścieżki. Tam w górze, człowiek zabłądzi, zabłąka się, bo nie ma drogi, po której kroczyli wszyscy nasi poprzednicy… Jest się wprawdzie wolnym ptakiem, ale biada takiemu wolnemu ptakowi, jeśli dopadnie go zwątpienie i ogarnie go melancholia!

— Jak się będzie nazywał? — krzyczy już prawie najmłodszy.

Widać, że jest wściekły. Zalewa go krew. Oczy goreją. Chce coś dodać, ale babcia wpada mu w słowa…

— Głupi mężczyźni! O czym wy tu dyskutujecie? A rabin…

— Czy rabin pozwoli go obrzezać? Czy pozwoli odmówić błogosławieństwo nad skrzydlatym dzieckiem…

I w tej sekundzie budzę się. Moje nocowanie poza miastem, moja podróż i historia ze skrzydlatym dzieckiem okazały się zwykłym snem.


Tłumaczenie: Michał Friedman

Źródło: Wolne Lektury

Licencja Creative Commons Uznanie Autorstwa – Na Tych Samych Warunkach 3.0.PL.

[1] Furman.
[2] Dosłownie: „gwiazda, dobry los”, przenośnie: „Szczęścia! Powodzenia!”, zwyczajowa formuła pozdrowień z okazji narodzin dziecka, ślubu, innych radosnych wydarzeń.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Coronavirus Temporarily Slows Campus BDS Efforts

Coronavirus Temporarily Slows Campus BDS Efforts

Alexander Joffe


South African model Shashi Naidoo at a press conference organized by the BDS campaign on June 20, 2018. Photo: BDS South Africa.

The coronavirus pandemic that began in China has now engulfed the entire world. Among the casualties was higher education in North America. Campuses have shut down and courses have been moved online. What this $600 billion industry will look like after the crisis remains uncertain.

Before the shutdown, BDS on campus scored several important victories. A faculty-student board at Brown University published its previously announced recommendation that the university corporation divest from companies doing business in Israel. While the university has not yet taken a stand, the notional pressure from faculty bodes ill for any such future decision.

A newly established BDS group at Harvard also reviewed a portion of that institution’s investments, and claimed to find some $200 million invested in a single travel company whose subsidiaries do business in Israeli communities. It is likely that some of those specific investments, and university portfolios generally, could be restructured as a result of the global economic crisis prompted by the coronavirus pandemic. The BDS movement will then try to exploit those changes as indicators of successful pressure.

Generating the appearance of consensus through campus referenda — and thereby circumventing the opportunity for rebutting arguments — continues to be a favored BDS tactic.

At Columbia University, President Lee Bollinger issued a strong statement opposing BDS and antisemitism. Bollinger stated that he opposed a BDS referendum since it “imposes a standard on this particular political issue that is not right when one considers similar issues in other countries and in other contexts around the world. To my mind that is unwise, analytically flawed.” Jewish groups expressed support for Bollinger, as did a number of Columbia faculty members. But despite the campus shutdown, the referendum will be held via online voting.

At the University of Illinois a BDS resolution that had been vetoed by the student government president also faced nullification by the full body. At Tufts University, the Students for Justice in Palestine (SJP) branch is campaigning for a referendum to end the institution’s tiny involvement with a police training program in Israel, using the now familiar accusation that Israel is at the root of American “police violence” and “militarization.”

BDS activists continued to demand other anti-Israel restrictions on campuses and to hijack causes and events. At Florida State University, the SJP branch has launched a campaign against students who attended the annual AIPAC meeting in Washington, DC and thereby “legitimiz[ed] racists, Islamophobes, and genocide deniers.” At Butler University, the SJP branch joined with a “diversity” group to protest a speaker from the Israel LGBTQ organization A Wider Bridge. And at Harvard University, BDS supporters joined other groups in protests that disrupted the annual Junior Family Weekend, advocating for a number of causes.

BDS activists continue to extract funding from student governments. Usually the process and decisions are opaque. At Tufts University, the Arab Student Association was awarded $3,045 to sponsor the appearance of antisemitic professor Rabab Abdulhadi during “Apartheid Week,” while the SJP chapter was given $2,250 for two additional speakers, by a vote of 28-0. The Muslim Student Association was awarded a further $3,200 for five speakers.

Finally, the BDS movement continues to police speech on campus. In a particularly disturbing episode at the University of Michigan, the student government president, who is Jewish, was condemned for statements he made as a high school senior. Ben Gerstein was unanimously condemned by the student government for questioning whether Palestinians deserved a state because of their use of violence and terror. Faced with accusations of “Islamophobia” from BDS activists, Gerstein recanted and apologized for the “harmfulness of my language, the offensiveness of my words, and the active role I played in the silencing of Palestinian voices.”

With campuses shut but political campaigns only slowed by the pandemic, most BDS attention has been focused in that latter sphere, particularly the presidential race. Senator Bernie Sanders appointed BDS supporter Umi Selah (née Phillip Agnew) as a senior campaign adviser. Selah/Agnew, of the group “Dream Defenders,” has participated in several trips to Israel and the Palestinian Authority, organized by members of the Popular Front for the Liberation of Palestine, and has a long record of denouncing Israel and Zionism as a “racist” ideology.

The endorsement of Bernie Sanders by IfNotNow represents a direct alignment of the BDS movement with that candidate, as does continuing support from Representatives Rashida Tlaib (D-MI) and Ilhan Omar (D-MN). But the Sanders campaign did condemn past statements from Dearborn Imam Sayed Hassan Al-Qazwini, who introduced the candidate at a March rally. Al-Qazwini had denounced gay marriage and claimed ISIS was an Israeli conspiracy. Ironically, the condemnation came from Sanders’ campaign manager Faiz Shakir, who was a prominent opponent of anti-BDS legislation while at the ACLU.

Democratic candidates for the House could bolster BDS support in Congress. The primary victory of other BDS supporters such as Democrat Marcie Newman in a district with a heavy Arab-American population was another sign of the party’s grassroots shifts. The group Democratic Majority for Israel declined to support the incumbent Dan Lipinski, a BDS opponent, because of his opposition to abortion. Jewish Voice for Peace has also endorsed a number of BDS supporters, including Tlaib and Omar.

In local races, the victory of Nida Allam, who has strongly expressed anti-Israel and anti-police sentiments, for the Durham, North Carolina County Commission represents the same pattern. Other candidates, such as Azam Nizamuddin, Democratic candidate for Circuit Judge in Dupage County, Illinois, represent the expansion of Islamists into localities. The rise of these candidates could jeopardize state level anti-BDS legislation, such as that which was passed in the Oklahoma House.

Democrats in the House of Representatives also blocked consideration of a Federal anti-BDS bill, and 60 Congressional Democrats signed a letter sent to Secretary of State Mike Pompeo demanding that Israel stop demolishing illegally constructed buildings using US-sourced equipment. The campaign was partially organized by J Street.

The coronavirus crisis has also revealed and amplified antisemitism in society and around the BDS movement. In one example before the campus shutdown, the University of Maryland SJP chapter held a “Corona and Countering the Occupation” event that stressed the allegedly excessive impact of the outbreak on Palestinians — but, in keeping with “anti-normalization” rhetoric, downplayed Israeli-Palestinian cooperation. South African BDS activists also claimed that Israel was refusing to issue coronavirus information in Arabic for Israeli Arab citizens and Palestinians.

Predictably, Palestinian, Turkish, Nation of Islam, and other antisemitic sources blamed the existence of the virus on Israel. Since the pandemic prompted the shutdown of Israel’s borders and economy, the entire slate of BDS organizations, including Human Rights Watch and IfNotNow, have conducted a relentless campaign vilifying Israel for allegedly preventing health supplies into Gaza and the West Bank. A notable faculty BDS supporter, As’ad AbuKhalil of California State University-Stanislaus, claimed that “Israel will — I am sure — have different medical procedures for Jews and non-Jews” and “non-Jews will be put in mass prisons.”

As is frequently the case, social media was the medium for small but telling expressions. In one example, the former head of the New York University SJP chapter tweeted a celebration of the first Israeli coronavirus death, an 88-year-old Holocaust survivor: “Anyway should I paint my nails red or green today?” In an unusual move, an NYU spokesman denounced the comment as “shameful and callous.”

In another example, BDS supporter Mairav Zonszein tweeted “6 million Jewish Israelis will now get a taste of what around the same number of Palestinians have experienced for over a half a century.” Sarah Leah Whitson, Managing Director for Research and Policy at the recently established Quincy Institute for Responsible Statecraft, then responded that Israelis were experiencing “Such a tiny taste. Missing a tablespoon of blood.” Whitson, formerly of Human Rights Watch, is a prominent BDS supporter, while the Quincy Institute is staffed by a variety of anti-Israel activists, including Trita Parsi, co-founder of NIAC.

In the international sphere, fallout grew over the UN blacklists of companies operating in Israeli communities across the Green Line. Two trade unions cited the blacklist in a letter to Norway’s sovereign wealth fund, the world’s largest, urging divestment from the companies. Meanwhile, the US has reiterated its opposition to the blacklist, which violates US law and threatens US companies.

Finally, in the cultural sphere, the announced boycott by LGBTQ filmmakers of a Tel Aviv festival demonstrated again how virtue signaling completely overwhelms reason. The pledge, organized by the BDS movement and a Palestinian queer group, represents a “new, proactive stand by queer film artists in solidarity with the Palestinian struggle for freedom, justice, and dignity,” despite the fact that homosexuality is outlawed in the Palestinian Authority and anathema in traditional Islam.

Explaining the cognitive dissonance inherent in this can only be explained either as antisemitism or as a deliberate decision to ignore reality in order to maintain status within a political community.


Dr. Alex Joffe is an archaeologist and historian specializing in the Middle East and contemporary international affairs. A version of this article was originally published by SPME.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jerusalem Orchestra Members Perform Virtual Concert From Homes in Israel, New York

Jerusalem Orchestra Members Perform Virtual Concert From Homes in Israel, New York

Shiryn Ghermezian


Maestro Tom Cohen, center, and members of the Jerusalem Orchestra East & West performing ‘Darbuka la Corona.’ Photo: Screenshot.

The Jerusalem Orchestra East & West did a virtual performance last week to help lift spirits amid the coronavirus pandemic.

Tom Cohen, the orchestra’s artistic director and chief conductor, and the 35 musicians he worked with recorded a new original piece called “Darbuka la Corona” from their homes in Israel and New York. The almost 3-minute clip featured the musicians in various parts of their home and even outside.

“One morning during the first week of this corona frenzy, I suddenly realized that for me, as well as for my orchestra׳s members, this is the first time in 11 years we do not wake up for days of rehearsals, concerts, arrangements, composition and other creative activities that have become our daily routine,” Cohen wrote on the orchestra’s Facebook page. “When I realized that the orchestra’s whatsapp group continued to be vibrant and active — I immediately sat down to do the only thing I know how…I wrote a small piece that aims to make us all happy and show our love and familliarity (sic), that is more powerful than anything else. I wanted it to be both very simple yet complexed, ‘high’ but at eye level – just like us.”

He added, “I hope these sounds and images, of all 35 members of the orchestra, regardless their age, religion, gender or origin — from Majd al krum to Ashkelon, from Jerusalem to New York — celebrating love and longing for friendship and music, will help us all go through this period together.”

The video of their performance on Facebook has been viewed over 1,000 times:

תזמורת ירושלים מזרח ומערב – דרבוקה לקורונה – Darbuka La Corona – دربوكا لا كورونا

בוקר אחד בתוך השבוע הראשון של טירוף הקורונה הזה, הבנתי פתאום שזו הפעם הראשונה מזה 11 שנים שאני (וכמוני החברות והחברים שלי לתזמורת) לא מתעורר לחזרות, קונצרטים, עיבודים, הלחנה ושאר פעילות יצירתית ומוזיקלית שזכינו שתהיה שגרת חיינו היום יומית. כשהבנתי שקבוצת הווטסאפ של התזמורת, ממשיכה להיות תוססת ופעילה – מיד התיישבתי לעשות את הדבר היחיד שאני יודע…כתבתי יצירה קטנה שמטרתה לשמח, לחבר ולהציג את האהבה והמשפחתיות אצלנו שיותר חזקות מהכל. רציתי שתהיה גם פשוטה מאוד וגם ממזרית, גבוהה אבל בגובה העיניים, גם בית האופרה וגם בית הכנסת – בדיוק כמונו… והנה היא לפניכם – ״דרבוקה לקורונה״… מקווה שהצלילים והמראות האלו, של כל 35 חברי התזמורת, ללא הבדלי גיל, דת, מין או מוצא – ממג׳דל כרום בצפון לאשקלון שבדרום, מירושלים ועד לניו יורק – חוגגים ביחד אהבה וגעגוע לחברות ולמוסיקה, יעזרו לכולנו באשר נהיה, לעבור את התקופה הזו ביחד.תום כהן, מנהל אומנותי ומנצח ראשי, תזמורת ירושלים מזרח ומערבOne morning during the first week of this corona frenzy, I suddenly realized that for me, as well as for my orchestra׳s members, this is the first time in 11 years we do not wake up for days of rehearsals, concerts, arrangements, composition and other creative activities that have become our daily routine. When I realized that the orchestra's whatsapp group continued to be vibrant and active – I immediately sat down to do the only thing I know how… I wrote a small piece that aims to make us all happy and show our love and familliarity, that is more powerful than anything else. I wanted it to be both very simple yet complexed, "high" but at eye level – just like us … And here it is before you – "Darbuka la Corona" … Hope these sounds and images, of all 35 members of the orchestra, regardless their age, religion, gender or origin – from Majd al krum to Ashkelon, from Jerusalem to New York – celebrating love and longing for friendship and music, will help us all go through this period together. – Tom Cohen, Artistic Director and Chief Conductor, Jerusalem East and West Orchestra

Publicerat av ‎תזמורת ירושלים מזרח ומערב Jerusalem Orchestra East West‎ Onsdag 25 mars 2020


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com