Archive | 2020/06/04

Teksty, nie krew [rozmowa z Fanią Oz-Salzberger]

Teksty, nie krew [rozmowa z Fanią Oz-Salzberger]

KATARZYNA ANDERSZ


Okładka „Chiduszu” 9/2019 / autorka: Edyta Marciniak

O ŚWIECKIM JUDAIZMIE I O TYM, CO ŁĄCZY WSZYSTKICH ŻYDÓW OPOWIADA FANIA OZ-SALZBERGER, IZRAELSKA HISTORYCZKA, PISARKA I PUBLICYSTKA, CÓRKA ZMARŁEGO PRZED ROKIEM PISARZA AMOSA OZA.

.

Katarzyna Andersz: Czym jest świecki judaizm, o którym chciałabym dzisiaj z panią porozmawiać?

Fania Oz-Salzberger: Bycie Żydem nie sprowadza się wyłącznie do religii. Istnieje żydostwo postrzegane jako narodowość, kultura, cywilizacja – każdy może wybrać coś dla siebie. Jest tyle treści, tyle interesujących historii, że religia wcale nie musi być niezbędnym fundamentem.

Czy zatem fundament kulturowy, który podlega przecież wariacjom w zależności od czasu i miejsca, może być trwalszy od religijnego?

Patrząc na współczesne izraelskie społeczeństwo, może się wydawać, że nie. W polityce mamy przedstawicieli bardzo silnych frakcji ortodoksyjnych, nacjonalistyczno-ortodoksyjnych i ultraortodoksyjnych. Mimo wszystko jednak nie reprezentują oni większości Żydów – ani tych mieszkających w Izraelu, ani w innych częściach świata. Jednym z największych osiągnięć wczesnego syjonizmu – nie mówię o współczesnym, który ma zabarwienie nacjonalistyczne – była jego wizja kultury.

Jakie w takim razie są elementy niereligijne, które definiują żydowską tożsamość?

Urodziłam się w kibucu, od dziecka posługiwałam się językiem hebrajskim – tamta kultura była dla mnie naturalna, uniwersalna. Byłam częścią pokolenia, które – być może pierwszy raz od czasów biblijnych – dorastało w Izraelu. U początków naszego życia nie było żadnych znaków zapytania, żyliśmy otoczeni bogatą i piękną kulturą. My sami i wszystko wokół nas było częścią większego, naturalnego kręgu życia. Dopiero później zrozumiałam, że z taką definicją mojej żydowskiej tożsamości wiążą się również problemy.

W pani przypadku żydowska niereligijna tożsamość była nierozerwalnie związana z faktem bycia Izraelką – ciężko taki warunek uznać za uniwersalny.

Moja tożsamość uformowała się rzeczywiście w szczególnych warunkach. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, chciałam dowiedzieć się, czy moje rozumienie bycia Żydówką sprawdzi się także w przypadku innych ludzi, tych, którzy nie wychowali się ani w kibucu, ani w Izraelu, ani w ogóle w środowisku hebrajskojęzycznym. Mój ojciec i ja postanowiliśmy napisać razem książkę Żydzi i słowa, ponieważ uświadomiliśmy sobie, że mamy coś do zaproponowania innym: Żydom i nie-Żydom, osobom, które mówią po hebrajsku, i tym, które tego języka nie znają. Ze świeckim judaizmem wiąże się przede wszystkim coś, co nazywam przynależnością do łańcucha tekstowego. Inaczej można to określić wychowywaniem się w obecności podręcznej biblioteczki. Co istotne, nie muszą – a nawet nie powinny – znajdować się w niej tylko książki żydowskie. W mojej podręcznej biblioteczce były dzieła Tołstoja, Bialika, Lei Goldberg, ale także Hemingwaya i Dickensa. Był tam Szekspir i antyczni autorzy greccy. Najważniejsze to dorastać w otoczeniu literatury, być zarażonym jej wirusem. Odpowiadać za to mogą rodzice, dziadkowie, wujkowie, ale także nauczyciele i mentorzy. Rodzina ma kluczowe znaczenie, jednak od pierwszych stron naszej książki podkreślaliśmy, że „tym, co nas ze sobą wiąże, jest tekst, nie krew”. Na mój związek z przeszłością i społeczeństwem ma wpływ tradycja tekstu – choć oczywiście nie tylko ona, bo katolicki mnich może oczywiście przynależeć do tej samej tradycji, co ja.

Co jeszcze kształtuje tożsamość świeckich Żydów?

Stół rodzinny, przy którym się czyta. Ze starożytnego Egiptu czy Grecji znamy elitarny model kształcenia – o książkach dyskutowała uprzywilejowana grupa mężczyzn. W Kościele katolickim przez wieki poznawanie tekstów także było wyłącznie męskim przywilejem. Ja natomiast mówię o stole, na którym jest zarówno jedzenie, jak i książki. I siedzą przy nim także kobiety.

Tyle że w przeszłości kobieta znajdowała się przy stole ze studiującymi mężczyznami chyba tylko wtedy, kiedy przynosiła im jedzenie.

To zależy, o jakich czasach mówimy. Drugi rozdział książki Żydzi i słowa poświęciliśmy kobietom. W Biblii pojawiają się kobiece postaci, które są bardzo aktywne, na przykład poetki – nie ma więc wątpliwości co do ich piśmienności. Niemal cała biblijna poezja została stworzona przez kobiety – mamy pieśni Miriam, Debory, Hanny. Kobiety w Biblii mają coś do powiedzenia i przewodzą. Zapis ich słów nie jest jednak najważniejszy, wystarczy, że wykorzystują swój głos. Potem, wraz z Talmudem, świat jesziwy staje się rzeczywiście niemal całkowicie męski, choć pojawiają się w nim kobiety, które dzięki swojej inteligencji i determinacji zyskują status zbliżony do mężczyzn. W Talmudzie jest mowa o Brurii i Jalcie. W pismach średniowiecznych również występują kobiety, chociażby córki Rasziego. Zawsze pochodzą one jednak z uprzywilejowanych warstw społecznych i są ponadprzeciętnie inteligentne.

No właśnie, to absolutne wyjątki. Ich historie nie mają żadnych punktów wspólnych z życiorysami milionów innych, mniej uprzywilejowanych Żydówek.

Popatrzmy zatem na wszystko z socjologicznego punktu widzenia. Stół, przy którym gromadziła się – szczególnie w szabaty i święta – żydowska rodzina, był zapełniony tekstami. Czasem już samo jedzenie stanowiło opowieść – weźmy na przykład talerz pesachowy. Do dziś każdy element, jaki się na nim znajduje, ma coś symbolizować. Poza tym podczas kolacji czytana była Hagada. Jeśli więc przy stole siedział syn, jego mądra siostrzyczka mogła zaglądać mu przez ramię. Nie była mu równa aż do XX wieku, ale nawet w tej nierówności – to moja obserwacja historyczna na podstawie badań nad piśmiennością – żydowskie kobiety były uprzywilejowane. W porównaniu z przedstawicielkami niemal każdego społeczeństwa na przestrzeni dziejów cechował je wyższy stopień piśmienności. Glückel z Hameln chodziła do chederu, w jej miejscowości takie szkoły dla dziewcząt – pochodzących oczywiście z elitarnych warstw społeczeństwa – jak najbardziej istniały. Kiedy niemieckie uniwersytety otworzyły swoje drzwi dla kobiet, okazało się, że mnóstwo młodych Żydówek chce studiować.

Wystarczy spojrzeć na historię przedwojennego Wrocławia, skąd wywodziło się wiele naukowczyń, chociażby Clara Immerwahr – pierwsza kobieta na Uniwersytecie w Breslau z tytułem doktora.

Z kolei na Uniwersytecie w Heidelbergu od razu pojawiła się Hanna Arendt. Nie trzeba było czekać dwóch czy trzech pokoleń, niepotrzebna była akcja afirmatywna – żydowskie kobiety od razu były gotowe do podjęcia studiów. Uniwersytety wprowadzały numerus clausus, bo nie chciały dopuścić aż tylu Żydów do nauki. Natomiast ci, którzy na uczelni się znaleźli – zarówno żydowscy mężczyźni, jak i kobiety – byli często ponadprzeciętnie utalentowani. Było to możliwe dzięki większemu stopniowi piśmienności w żydowskich rodzinach.

Ale to nie wszystko. Trzecią wytyczną świeckiej żydowskiej tożsamości jest według mnie zadawanie pytań. Cały Talmud opiera się na założeniu, że możesz i musisz kwestionować to, co mówi twój rabin, twoi towarzysze studiów. Masz kierować pytania nawet do samego Boga. Takie pytania w Talmudzie nazywają się kuszijot – od tego samego rdzenia pochodzi przymiotnik kasze, oznaczający ciężki, trudny. Nie było niczego niestosownego w tym, że młodszy student kwestionował opinię starszego nauczyciela, jeśli pytanie było zasadne.

Siła autorytetu nie była takimi pytaniami podważana. 

W historii o zniszczeniu Sodomy Abraham ma odwagę powiedzieć do Boga: „Czyżby sędzia całej ziemi nie pełnił sprawiedliwości?”. To wydarzenie bez precedensu w historii religii monoteistycznych. Nigdzie nie zadaje się Bogu tak trudnych pytań.

Judaizm w takiej wersji, jaka dominuje teraz w społecznościach ultraortodoksyjnych, chyba jednak zatracił tę tradycję zadawania pytań – przynajmniej poza jesziwą. Jeśli jakiś rabin mówi na przykład, że kobiety mają siedzieć z tyłu autobusu, one posłusznie wykonują polecenie. Mało kto podważa takie nakazy i próbuje dociekać ich słuszności – nie tylko one same, ale także mężowie w ich imieniu.

Mieszkając w Izraelu, bardzo uważnie przyglądam się ultraortodoksyjnej części naszego społeczeństwa. W dzisiejszych czasach poznanie ludzi o takim światopoglądzie jest bardzo ułatwione, ponieważ nawet oni korzystają z internetu. Nie wszystkie grupy cechują się tak poddańczą postawą, niektóre z nich są otwarte na spojrzenie wewnątrz siebie. Niemniej jednak – choć chciałabym uniknąć krzywdzącego generalizowania – większość musi podążać za swoimi rabinami w każdej życiowej kwestii. Ja – a opinię tę dzielił także mój ojciec – uważam to wręcz za antyżydowskie, sprzeczne z fundamentami judaizmu. Miszna mówi: ase lecha raw, stwórz sobie nauczyciela na swoje potrzeby. Powinno się kwestionować opinie rabinów, szukać innych przewodników, jeśli coś nam nie odpowiada.

Czyli tradycja religijna owocuje czymś, co podtrzymuje także świecką żydowską tożsamość.

W Hagadzie na Pesach czytamy o czterech synach, z których jeden nie potrafi zadawać pytań. Judaizm tymczasem zachęca do ich stawiania. Posłużę się metaforą. Pytania z Hagady są jak zabawki, imitacje prawdziwych przedmiotów, takie jak na przykład plastikowy samolot. Któregoś dnia dziecko poleci prawdziwym samolotem, póki co jednak bawi się jego modelem. Kiedyś będzie zadawało ważkie pytania, teraz trenuje na lżejszych, ucząc się jednocześnie, jak to robić. Zadawanie pytań prowokuje naturalnie sprzeczki. Jednak w życiu żydowskim kłótnia jest nie tylko w porządku, ale nawet niezbędna, pod warunkiem, że potrafi się ją prowadzić. Jednym z najważniejszych żydowskich osiągnięć od czasu mniej więcej drugiej diaspory jest umiejętność spierania się bez sięgania po przemoc. Żydowskie kłótnie w przeszłości dotyczyły przecież ciężkich tematów, ale skakano sobie do gardeł tylko metaforycznie. Jeśli miałabym przenieść się do współczesnego Izraela, powiedziałabym, że panuje u nas bardzo żydowskie przyzwyczajenie do sprzeczania się, zadawania skomplikowanych pytań, krytykowania siebie wzajemnie.

Bardzo widoczne na ulicach.

A przede wszystkim w sieci. Internet ma bardzo żydowską naturę, bo wszystko, co tam znajdziemy, jest przejaskrawione w jedną lub drugą stronę. Do tej pory jednak odnotowaliśmy w historii bardzo niewiele przypadków przemocy żydowskiej skierowanej w stronę innych Żydów, która motywowana by była naturą polityczną. Oczywiście od razu nasuwa się na myśl chociażby zamach na Icchaka Rabina, ale choć próbowałam na wiele sposobów liczyć tego typu przypadki, zawsze wychodziło mi ich od początku syjonizmu mniej niż trzydzieści. Porównaj to z jakąkolwiek inną kulturą! W Izraelu mamy wielki problem żydowsko-arabski, jednak jeśli chodzi o sprawy wewnątrzżydowskie, to kłótnie były i są zażarte, a mimo to przemocy fizycznej doświadczaliśmy niezwykle rzadko. Mój głos w debacie publicznej w Izraelu jest taki, że powinniśmy kontynuować podążanie tą ścieżką, zachowywać się bardzo ostrożnie, żeby nie dopuścić w pewnym momencie do wybuchu przemocy.

A może ta przemoc nie wybucha, bo Izraelczycy różnych środowisk już ze sobą tak zażarcie nie dyskutują? Ultraortodoksyjny Srulik z Bnei Braku nie porozmawia z Talią z hipsterskiej dzielnicy Florentine w Tel Awiwie. Nie mają nawet jakiejkolwiek okazji do spotkania.

To ciekawa obserwacja, ale tylko po części słuszna. Srulik i Talia mają trzy okazje, żeby się ze sobą spotkać. Pierwsza to wojsko. Nie każdy Srulik chce odbywać służbę wojskową, ale coraz więcej ultraortodoksyjnych Żydów, wśród nich także kobiet, decyduje się na ten krok. Armia wciąż jest szalenie ważna w kontekście integracji różnych środowisk młodych ludzi w Izraelu. Drugim miejscem jest Kneset. Choć o izraelskim parlamencie można powiedzieć litanię złych rzeczy, nie spotkamy się tam z agresją fizyczną – w połowie lat pięćdziesiątych wydarzył się jedyny incydent, nieudany zamach bombowy. Na co dzień w parlamentarnej kawiarni można zobaczyć, jak posłanki lewicowego Merecu rozmawiają z przedstawicielami ortodoksyjnych partii. Zgadniesz, jakie miejsce wymienię jako trzecie i najważniejsze?

Może szuk, izraelskie targowisko?

Blisko. Powiedziałabym, że to nowy rodzaj szuku, na którym chasyd z Bnei Braku spotyka się z queerowym studentem z Tel Awiwu i z arabską mieszkanką Hajfy. To internet. To on zmienił zupełnie zasady gry w procesie naszej interakcji, rozmowy. W internecie każdy rozmawia z każdym, to coś zupełnie nowego w świecie żydowskim, ale i jednocześnie starego. Można go traktować jako kontynuację tradycji – przez to chyba czuję się optymistką.

Wspomniała pani jeden z cytatów z książki Żydzi i słowa: „Tym, co nas ze sobą wiąże, jest tekst, nie krew”. Czy nie jest to zbyt elitarystyczna perspektywa? Czy w dzisiejszym społeczeństwie – nie tylko izraelskim – literatura ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie dla więcej niż kilku procent jego przedstawicieli? Jakby na to nie patrzeć, wydaje mi się, że Avi z Bat Jam, który ani nie czyta, ani nie interesuje się polityką, nie jest częścią tradycji, o której pani mówi.

Wedle mojego przekonania może się przynajmniej nią stać. W każdym społeczeństwie są ludzie niezainteresowani niczym innym poza Beyoncé – nie jestem na czasie z gwiazdami popkultury, więc nie wiem, czy to akurat dobry przykład. Wystarczy otworzyć Instagram, który zamiast poszerzać horyzonty, tylko je zawęża, podtykając pod nos pożal się Boże autorytety i sprawiając, że patrząc na nie, czujesz jedynie zazdrość. Ale są dzieciaki na przedmieściach Neapolu, w Holonie i w Bat Jam, które zostają pisarzami, artystami, intelektualistami. Znam takich ludzi. Wszyscy mamy narzędzia umożliwiające rozwój. Jedną z rzeczy, którą kocham w izraelskiej kulturze, jest niezwykle duża grupa piosenkarzy, muzyków, pisarzy i dziennikarzy, którzy pochodzą z tak zwanych peryferii, a nie z elit społeczeństwa. Myślę, że tutaj odczuwalny jest antyelitarystyczny, postmodernistyczny klimat.

Język jest kluczem do awansu?

Jest drabiną, po której może wspiąć się każdy. Jest drzwiami, które czekają na otwarcie, a za nimi kryje się żydowska kultura i szeroko pojęte wartości humanistyczne. I dlatego też jednym z największych problemów dziś – nie tylko w Izraelu, ale i na całym świecie – jest niski poziom edukacji, który swoje źródło ma w braku znajomości tekstów literackich. Nie można oczywiście zapomnieć o wartościach moralnych – w końcu naziści byli ludźmi, którzy znali i cenili kulturę, a jednak stawali się potworami – ale po moralności to właśnie znajomość tekstów jest moim zdaniem drugą najważniejszą rzeczą, jakiej powinno się uczyć. Nie twierdzę, że to ma być wiedza na nie wiadomo jak wysokim poziomie. Chodzi mi raczej o dogłębną znajomość i miłość do własnego języka. Bycie Żydem oznacza dla mnie też werbalność, hiperaktywność w używaniu języka, a w przypadku muzyków czy reżyserów rozszerzyłabym tę sferę o operowanie dźwiękiem i obrazem. Chciałabym powiedzieć, że to język hebrajski czyni mnie Żydówką, ale wtedy musiałabym wykluczyć z kategorii „Żyd” wielu ludzi, a tego nie chcę. Co więc sprawia, że czuję się Żydówką? Moje zakorzenienie w literaturze, zdolność podejmowania debat, a także troska, aktywizm społeczny. Jeśli ktoś ma te trzy cechy, ale nie jest Żydem czy Żydówką, i tak mogę takiej osobie powiedzieć: witaj w klubie. Metaforycznie przynależy ona do naszego żydowskiego stołu.

Szkoła w Izraelu boryka się z kryzysem w związku z prawicowymi rządami?

Ona borykała się z kryzysem jeszcze na wiele lat przed objęciem władzy przez Likud. We wczesnych latach istnienia państwa nauczycielami zostawali ludzie wybitni. Potem zmieniły się warunki ekonomiczne, branża IT zaczęła się dynamicznie rozwijać, a studia pedagogiczne przestały być dla utalentowanych ludzi atrakcyjne. Niemniej jednak są w Izraelu jeszcze miejsca, gdzie edukacja jest na świetnym poziomie, głównie ta nieformalna, na przykład w ruchach młodzieżowych. Oprócz tego jest wiele bardzo przeciętnych szkół i trochę bardzo złych. Zdecydowanie musimy zreformować nasz system oświaty. Nie obwiniam tu jednak tylko prawicy i jej nacjonalistycznych inklinacji, które widoczne są w programie nauczania. Głównym problemem jest to, że się poddaliśmy – nie wymagamy od naszych dzieci przestrzegania podstawowej dyscypliny, nie uczymy ich szacunku do języka ani abstrakcyjnego myślenia. Moim zdaniem to bardzo proste – dziecko, które nie zna dobrze swojego ojczystego języka, będzie miało trudności z jakimikolwiek zadaniami wymagającymi abstrakcyjnego myślenia. To tyczy się nie tylko Izraela i języka hebrajskiego. Nie chciałabym zostać ministrem edukacji – choć słyszałam wiele zachęt – ale gdybym miała na to wpływ, chciałabym, żeby przez trzy pierwsze lata szkoły uczniowie zajmowali się tylko czytaniem książek. Dobrych książek.

Jest pani mocno zaangażowana w debatę publiczną w Izraelu. Nie kusi pani zajęcie się polityką?

Przede wszystkim powiedzmy tu o moim ojcu, którego straciliśmy prawie rok temu. Wciąż odczuwam po jego odejściu ogromną pustkę. Wraz z jego śmiercią skończyła się pewna epoka. Nie możemy kontynuować jego pracy literackiej, ale jesteśmy w stanie podtrzymywać jego idee. Ojciec nigdy nie chciał zaangażować się zawodowo w politykę, uważał, że ma większą moc oddziaływania na ludzi poprzez swoje pisanie i działalność publiczną. Mawiał, że każdy pisarz jest w stanie być premierem, ale nie każdy premier może być pisarzem. On wybrał literaturę.

Proponowano mi nieraz karierę polityczną, ale na razie żadnej propozycji nie przyjęłam. Ja również uważam, że dzięki swoim wypowiedziom publicznym mam większą siłę perswazji. Poza tym mogę mówić dokładnie to, na co mam ochotę. Jako członkini partii politycznej albo dyplomatka – bo takie oferty również dostawałam – nie miałabym takiej możliwości. Ta wolność wyrażania własnych myśli jest dla mnie bardzo ważna. Jako przedstawicielka inteligencji – pozwolę sobie użyć wobec siebie takiego określenia – mogę mówić, co chcę i kiedy chcę, niezależnie od tematu. Nie jestem kohanit, kapłanką, ani newija, prorokinią, ale jeśli miałabym się odnaleźć w tej konstelacji, byłabym zdecydowanie bliżej tej drugiej.

Ostatni wykład Amosa Oza przeprowadzony na Uniwersytecie Telawiwskim w czerwcu 2018 roku (można go oglądać z napisami po angielsku)

.

PRENUMERATA
Czytając Żydów i słowa, zrozumiałam jednak, że w Izraelu nie ma miejsca na kolejnych proroków. Na jakiego przywódcę w takim razie pani czeka?

Czasami wydaje mi się, że wolałabym, żebyśmy nie mieli przywódców, a grupy ludzi, które dzierżą władzę. To jednak brzmi zbyt znajomo, pamiętamy przecież komitety, które rządziły państwami bloku wschodniego, także Izraelem. Wszyscy wiemy, jak to wyglądało. Cztery miesiące przed śmiercią mój ojciec wygłosił swój ostatni wykład, który wydałam po hebrajsku jako niewielką książeczkę zatytułowaną Kol ha-cheszbon od lo nigmar [Rozliczeń jeszcze nie dokończono]. Mam nadzieję, że ukaże się także po polsku. Ojciec mówił podczas tego wykładu o dobrym przywódcy, który jego zdaniem powinien mieć cztery talenty: odwagę, zdolność współodczuwania, umiejętność czytania map i wyobraźnię. Do tej pory nie pojawił się w Izraelu ktoś, który miałby te wszystkie cechy. Jeśli masz odwagę, ale brakuje ci empatii – nazywasz się Benjamin Netanjahu. Jeśli umiesz czytać mapy, ale nie masz wyobraźni – w dalszym ciągu nazywasz się Benjamin Netanjahu. Dobremu przywódcy potrzebne są wszystkie cztery przymioty. Ojciec wielokrotnie powtarzał, że gdzieś w cieniu, a nie w blasku świateł, rośnie już nowe pokolenie takich liderów. Mam nadzieję, że to proroctwo się spełni, bo potrzebujemy ich, nie tylko w Izraelu. Na całym świecie istnieje w tej dziedzinie pustka do wypełnienia. Najlepszymi przywódcami są obecnie Angela Merkel i Emmanuel Macron, którzy może i nie mogą pochwalić się bujną wyobraźnią czy kreatywnością, ale są przynajmniej odpowiedzialnymi dorosłymi ludźmi. Zobaczymy, co Izraelczycy, a także pozostali Żydzi na świecie będą w stanie z siebie wykrzesać.

Ale zanim skończymy rozmawiać, muszę powiedzieć jeszcze jedną rzecz: dla mnie świat żydowski stoi otworem. Jeśli ktoś chce przekroczyć jego próg, jest zawsze mile widziany.

W jakim znaczeniu?

W każdym. W książce Żydzi i słowa pytam się ojca, kto jest Żydem. On odpowiada, że każdy, kto jest wystarczająco szalony, wystarczająco meszuge. Każdy, kto chce przynależeć do klubu, którego legitymacją są książki, debata, poczucie wspólnej przeszłości i podobne spojrzenie na przyszłość. Ja jestem świecką Żydówką i nie potrzebuję testu halachiczności, cieszę się, kiedy do mojego klubu dołączają inni. Metaforyczny Żyd to Żyd. Poza tym trzeba pamiętać, że nikt z żyjących na tym świecie nie jest święty. Każdy może być targany wątpliwościami, czuć się kochanym, nienawidzonym, wyzwanym na pojedynek z tego samego pułapu – człowieczeństwa. Motto naszej rodziny to jahadut we-enoszijut, żydostwo i człowieczeństwo.

Kto jest jego autorem?

Nasz wielki przodek Josef Klausner. Miał je nawet wypisane nad wejściem do swojego domu w Jerozolimie. Te słowa od zawsze są w mojej głowie, chyba nawet w odwrotnej kolejności. Uważam, że Izrael powinien być przede wszystkim demokratyczny, a dopiero potem żydowski. Według mnie tylko w ten sposób


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


How Ewa Kurek, the Favorite Historian of the Polish Far Right, Promotes Her Distorted Account of the Holocaust

How Ewa Kurek, the Favorite Historian of the Polish Far Right, Promotes Her Distorted Account of the Holocaust

ARMIN ROSEN


Photo: YouTube Ewa Kurek.PHOTO: YOUTUBE

.
In public events across America, including one attended by a U.S. Congressman, the formerly respected scholar accused rich Jews of plotting with the Nazis to kill their poor brethren and argued that the ghettos were voluntary
.

On April 10, Poland’s consulate in New York announced the cancellation of the Polish-Jewish Dialogue’s annual awards dinner, where the historian Ewa Kurek was scheduled to receive an honor named after Jan Karski, an army officer who risked his life to tell the world about the horrors of Auschwitz and who later became one of Poland’s leading diplomats and elder statesmen. Right-wing non-Jewish participants in the group, which has around 60 members, had nominated Kurek for the award. The Dialogue’s Jews were led to believe that Kurek was a mainstream historian lauded for her extensive use of Jewish sources, and were apparently unfamiliar with her scholarly work and unaware of her actual beliefs.

Kurek has argued that the Jews lie about Polish conduct during WWII in order to smear Poland and hide their own people’s duplicity. She’s alleged that Jews forged a separate peace with the Nazis during the occupation of Poland and had happily confined themselves to ghettos for generations before the Germans showed up. She’s accused Poland’s urbanized and assimilated Jews of being Nazi collaborators during the Holocaust, and drawn pointed and creepily essentialist contrasts between the Jewish and Polish national characters. The award for Kurek was a briefly successful power play among hardline nationalist diasporans in the Dialogue. But Kurek turned out to be too much of an extremist for the Consulate, which was hosting the Karski dinner on its premises but nixed the event once complaints about the recognition for her poured in. Kurek’s award was withdrawn the day after the cancellation was announced, but not before the Polish-Jewish Dialogue had a plaque made for her.

That’s not where Ewa Kurek’s adventures in America ended. In Boston, on April 11, at an event at the Our Lady of Czestochowa Parish sponsored by the eastern Massachusetts chapter of the Polish American Congress and the Kluby Gazety Polskiej of Boston, Kurek spun noxious arguments about alleged Jewish complicity in the Holocaust. On April 14, she gave a speech at a conference to commemorate the Smolensk plane crash—the 2010 disaster that killed Poland’s president and other dignitaries—which was held at the National Shrine of Our Lady of Czestochowa, a center of right-wing Polish diaspora activity in the United States. The event had a number of other far-right participants and sponsors, and also drew Republican Congressman Brian Fitzpatrick, who stopped by for approximately 15 minutes according to his Capitol Hill office.

Even more jarring is Kurek’s appearance, on April 18, in the downstairs church at the St. Stanislaus Kostka Catholic Academy in the Greenpoint section of Brooklyn—A writer credibly accused of twisting the historical record of the Holocaust to inflame divisions between Poles and Jews gave a talk in a borough where perhaps as many as one in four residents are Jewish. All three of Kurek’s speeches were in Polish.

“What is particularly alarming,” Mark Weitzman, Director of Government Affairs for the Simon Wiesenthal Center and a former chair of the International Holocaust Remembrance Alliance’s Committee on Antisemitism and Holocaust Denial said of Kurek’s U.S. speeches, “is the fact that professional anti-Semites and Holocaust distorters are finding audiences and mining U.S. communities for support.”

Kurek’s trip around the northeast came at a sensitive moment for relations between Poland and the Jewish world. Earlier this year, a law criminalizing claims of Polish responsibility for the Holocaust sparked a diplomatic confrontation between Poland and Israel while ripping open one of the deepest wounds in both Polish and Jewish history. Kurek’s tour of America shows that the fight over the historical memory of the Holocaust in Poland is taking on a noxious character even in the U.S. As Havi Dreifuss, a historian of the Holocaust in Eastern Europe at Tel Aviv University and Yad Vashem put it, “Kurek is using the Holocaust and using Jewish history and Polish history in order to spread hate.” For a week in April, she was doing that right here in the United States.

Kurek’s highest-profile talk was at the Smolensk commemoration in Doylestown on April 14. A flyer for the event indicates that it was co-sponsored by a number of Polish diaspora groups, including the local chapter of the Polish American Congress, the Coalition of Polish Americans, and the Slavic Federal Credit Union. One notable co-sponsor included the Perth Amboy, New Jersey-based Friends of Radio Maryja, which supports a far-right Polish radio station that the U.S. State Department’s Special Envoy for Monitoring and Combating Anti-Semitism called “one of Europe’s most blatantly anti-Semitic media venues,” and whose anti-Semitism is so plentiful that the outlet has en entire dedicated page on the Anti-Defamation League’s website. Friends of Radio Marijya is also a member of the Smolensk Disaster Commemoration Committee, the group most directly responsible for organizing the Doylestown event. The Committee also includes the Gazeta Polska clubs of New Jersey, New York City, and Philadelphia.

John Czop, the treasurer of the Smolensk Committee and the director of policy planning for the national-level Polish American Congress, said that Kurek discussed a “Hasidic Jewish poet” during her talk who supposedly “claimed that the Polish state had nothing to do with the mass murder of Polish Jewry.” The assertion of official Polish blamelessness for the Holocaust was “the gist of Kurek’s remarks,” Czop said. Czop specified that the Committee “never wrote a check to Ewa Kurek” for her appearance. “She has a lot of wealthy friends in the United States,” he added.

Kurek appeared on a panel with Marek Jan Chodakiewcz of the Washington, D.C.-based Institute for World Politics, who argued that Poland bore little responsibility for the 1968 anti-Semitic purges that resulted in the expulsion of many of the country’s remaining Jews. “Chodakiewcz delivered a lecture on March 1968 in Poland about how the accusation of anti-Semitism leveled at the Polish nation and the Polish people was manufactured and was a creation of Soviet propaganda. The Kremlin wanted to purge the Polish Communist Party of one faction and put the other faction into power,” Czop recalled of Chodakiewcz’s talk. In a Polish-language article earlier this year, Chokadiewcz fretted that the purges would likely be viewed through the prism of Polish anti-Semitism during their upcoming 50th anniversary, and claimed that it was trans-national communists and not Poles who brought about the expulsions.

When reached for comment by email, Chodakiewcz clarified that his speech covered “Soviet policy toward Israel before and after the stunning Jewish victory in 1967. I argued that virtually EVERY major policy was imposed by Moscow and/or vetted by it. I showed how the Six Day War triggered an anti-Jewish propaganda offensive first in the Soviet press. And I explained how the purge in 1968 started at the top: Polish ethnic and other Communists targeted the Communists of Jewish origin, and then the operation spread down, impacting regular folks.”

Kurek was not the only participant in the Smolensk commemoration with a history of problematic statements about Jews. In 2002, Antoni Macierewicz, a former defense minister who headed a parliamentary inquiry into the Smolensk disaster, told Radio Maryja that he thought the Protocols of the Elders of Zion, while possibly fake, might still be an accurate reflection of reality. Jan Zaryn, who was also listed as attending the event, is a far-right parliamentarian who introduced a resolution denying most Polish responsibility for the 1968 purges, and has called for the prosecution of the Princeton Holocaust historian Jan Tomasz Gross.

There were more mainstream figures in attendance too. Congressman Brian Fitzpatrick made a brief appearance, although his Washington office claimed that he did not stick around for the panel discussions and was not familiar with Kurek, Zaryn, or Friends of Radio Maryja. Czop said that a representative from the Polish Consulate in New York was in attendance as well, and the Consulate confirmed to Tablet that vice consul Mateusz Gmura went to the event.

Weitzman said he worried that Fitzpatrick may have “passively legitimized the event,” even if the congressman didn’t know anything about Kurek or the conference’s other participants. “If someone appears on a platform with David Duke or Richard Spencer or Louis Farrakhan, they have to accept responsibility for that,” Weitzman said, adding that he considers Kurek to be roughly analogous to them.

In Czop’s view, Kurek is a serious historian whose work is methodologically rigorous. “She’s done careful research in resources in Israel and in Poland, so she needs to be taken seriously,” he said.

Chodakiewcz defended Kurek’s scholarship, even though he said he didn’t agree with all of it. “[F]or a very long time her scholarship was admired,” he wrote. “She did solid work on rescue during the Holocaust, in particular in convents and monasteries.”

According to Kurek’s online CV, she has presented papers at Princeton and at a 1988 conference at Yad Vashem. Czop said that the first time he saw Kurek speak was at Columbia University in 2007, in a talk introducing the arguments from her book Jewish-Polish Relations 1939-1945: Beyond the Limits of Solidarity. In the speech, Czop recalled, Kurek argued that “Polish Jewry tried to get an autonomy arrangement from Nazi Germany similar to the autonomy arrangement that they had been trying to work out with the Polish state.” According to Czop, Kurek claimed that “at least until the invasion of the Soviet Union in June of 1941…Nazi policy towards Polish Jewry was essentially one of having them govern themselves in their own ghettos.”

This is an odd definition of self-governance—but it was offered at an event held at an Ivy League institution, by an author of nine books with a PhD from the Catholic University of Lublin. Kurek studied under the late Polish foreign minister and Holocaust survivor Wladyslaw Bartoszewski, and the forward to her 1992 book Your Life Is Worth Mine: How Polish Nuns Saved Hundreds of Jewish Children in German-Occupied Poland, 1939-1945, was written by none other than Jan Karski (Last month, Karski’s literary executor strongly objected to Kurek being given the Dialogue’s award).

To her critics, Kurek’s credentials are part of what makes her such an alarming figure. She is an expert in the very historical record she’s accused of twisting: Because she gives consideration to Jewish sources, has had multiple books translated into English, and displays a bland professorial evenness during her public appearances, a typical listener might not be able to detect any bad faith lurking behind her words. She is maybe the only legitimate Holocaust scholar to have become an alleged Holocaust revisionist or distorter during a later phase of her career. When asked for potential precedents, David Silberklang, the editor-in-chief of Yad Vashem Studies and a leading expert on the Holocaust in Poland, could only think of the British Holocaust denier David Irving, who lacked Kurek’s extensive formal credentials and was never taken seriously as an academic historian.

Your Life Is Worth Mine, the book for which she is still best known, recounted Polish nuns’ efforts to rescue Jews during the Holocaust. Experts have noted some odd methodological choices in the book, which is based almost entirely on the memoirs of the nuns themselves and might have overestimated the extent to which Polish orders protected Jewish children during the war. “Outside of Poland the book was not considered to be top-notch scholarship,” said Silberklang. Yet to certain ears—and to people who wouldn’t necessarily know better—Kurek does not sound like an ideological extremist, but a fair-minded scholar who bases her work on historical evidence that Poland’s Jews themselves left behind.

“When you hear what was published by her and in her name in the last few weeks or months, you can see that the problem is not that she doesn’t know the history—she knows the historical facts. But she is distorting them,” said Dreifuss.

Katka Reszke, a Polish-born writer, artist, and Jewish educator who attended Kurek’s April 11 talk in Boston, said that Kurek has a favorite rhetorical trick: She’ll quote a contemporaneous`Jewish source, like a diary or a letter, as if it is the final word on a given topic and without providing any context that would complicate the historical narrative she is trying to construct. This tactic enables her to use Jews’ own words to confirm a hardline Polish nationalist narrative of the Holocaust, while also making Kurek herself appear broad-minded and evidentially rigorous. “She does this great job of quoting the sources that she wants to quote while not quoting other sources,” said Reszke. “But as a historian who has clearly read a lot about this, she’s obviously also read the stuff she doesn’t want to quote.”

Silberklang had a similarly unsparing verdict on Kurek’s work. “She doesn’t deny that Nazi Germany wanted to kill the Jews and that Jews were killed. She’s not a Holocaust denier in that sense,” he said. “But she distorts things so radically and so egregiously that she’s basically in the realm of Holocaust denial, or at least extreme distortion.”

Based on her April 18 speech in Greenpoint, which is partially available on YouTube, this is a defensible statement. According to Zygmunt Staszewski, a member of the Polish-Jewish dialogue who helped nominate Kurek for the Jan Karski prize, the Brooklyn talk was planned by Witold Rosowski, a journalist and activist known in Polish diaspora circles for his staunch right-wing views. Rosowski moderated the question-and-answer period at the Greenpoint talk and sat at a front table during her speech. When reached by email, Rosowski said he “helped to ensure the location for Dr. Ewa Kurek’s lecture in Greenpoint.” He said the talk was organized by “just a few people” and wasn’t sponsored by any organization.

During the Greenpoint event, Kurek made the incendiary claim that Poland’s urbanized and assimilated Jews took advantage of the Nazi occupation in order to help exterminate the country’s Hasidic population, whom Poland’s more educated Jews hated. “A few assimilated Jews survived the war: Some doctors or lawyers who during the war were most often members of the Jewish police and murdered Hasidim,” she said. The “enlightened elite” of Polish Jewry—most of whom survived the conflict because of their willingness to work with the Nazis, according to Kurek—had decided that “the rabble must perish.”

Kurek drifted into similarly odd territory when discussing the communist period during her Greenpoint speech, making liberal use of the phrase “żydokomuna”—a loaded term that vaguely translates to “Judeo-communism”—while claiming that much of the Jewish population in Poland today is descended from Jews who arrived with the Red Army at the tail-end of WWII.

Rosowski does not believe Kurek is an anti-Semite. If anything, he wrote, she is “a philo-Semite since she presented a great interest in Jewish history, culture and faith in her life…There are very few people like her.” He said he was involved in organizing the Greenpoint speech because Kurek “is quite famous in Poland,” partly as a result of the controversies surrounding the country’s Holocaust law. “The alleged anti- Semitism of Dr. Kurek is probably coming from her telling the details of Ghetto in Lodz, where Chaim Rumkowski, as the Jewish commandant of the Ghetto, had a big role in sending Jews to German concentration camps,” Rososwki wrote. “She also stays firm, as have all Polish and Polish- Americans, defending the new law—stating that the death camps were German, built by Germans on the invaded and occupied territory of former Poland.”

As Rosowski suggests, many Poles resent being blamed for a German crime committed on their land. But Kurek’s recent career shows how legitimate grievances can spark much darker impulses. Reszke, the Polish-born author who attended Kurek’s speech at a church in Boston on April 11—the night of Yom HaShoah— explained that one of the eeriest things about the talk came from what she intuited about the other 50 or so people in the room, who might not have borne any specific ill will toward Jews and whose sense of hurt at slanders against the Polish people was sincerely felt. “The people that listen to her and that read her books don’t realize the manipulation behind it,” said Reszke. “They take it at face value and it perpetuates some feelings that they might have and also strengthens this idea that all Jews hate them.” At Kurek’s talk, Reszke said, she could see how seamlessly hatred could be repackaged into a normative worldview that people wouldn’t consciously question. “I think there’s danger in perpetuating anti-Semitism that doesn’t see itself as anti-Semitism,” she added, reflecting on the event. She left the talk wondering “how many decades or centuries” it would take to bridge the divisions on display.

Reszke recorded the entirety of Kurek’s speech, and took copious notes. Kurek returned to the idea that urbanized Jews had aided the Nazis in wiping out most of Poland’s Jewish population: “I’m telling you about the scale of Jewish collaboration in the murder of Jews. Collaboration in the murders and in the catching of Jews and in deporting them was overwhelming,” Kurek reportedly said—“she keeps reporting that it’s all in Jewish sources,” Reszke added.

“Who survived?” Kurek continued, according to Reszke. “Jewish policeman, doctors from the ghetto infirmaries who didn’t cure people but sent them to their death. Such beasts survived and these beasts created the little tale to obscure the truth about what really happened.” That “tale” refers to the widely accepted narrative about the Holocaust, which tends to assign some measure of guilt to societies that either aided in the purge of their Jews or did little to actually halt the carnage. “Most of the time it sounded like she was coming to the defense of the Germans more than the Poles,” Reszke observed. After all, “she’s speaking to a crowd that’s already convinced the Poles had nothing to do with any of the murders.”

Reszke did not necessarily plan on confronting Kurek. But she said she had come to her speech out of a sense of moral obligation, both to record Kurek’s statements and to challenge them if the opportunity arose. Toward the end of the talk, Kurek returned to another of her more controversial claims: The idea that Jews had chosen to live in the ghettos during WWII, which afforded protection from the chaos of wartime Poland. “As I was sitting there listening to this babble I kept saying to myself: Don’t say anything, don’t say anything, don’t speak, because it’s really not going to go down very well…In a way, I don’t remember making a conscious decisions to speak. I just heard myself talking.”

How, Reszke asked towards the end of the event amid an increasingly hostile crowd, does Kurek understand the fact that the Warsaw Ghetto was walled, with watchtowers to prevent people from leaving? Is that the sign of a happy and voluntary social arrangement? “I say: So you’re saying it was the Jewish community’s idea to build a wall around the Warsaw ghetto? She said yes. Then she called me a young, undereducated little person and the crowd applauded.”

Reszke approached Kurek when the talk ended. Kurek asked for her business card. Reszke then tried to give Kurek an idea of the damage she was doing to the already fragile relationship between Jews and Poles. “I told her that I’ve lived in the States for over ten years and I’ve actually been doing quite a lot of work in my writing and in my public speaking talking about Poland today and the Jewish community in Poland and how things aren’t as bad as a lot of people think, and how there’s renewal and there’s Jewish life there—and now it’s because of people like you that I have a problem.” According to Reszke, all Kurek could say in response was a sharp “goodbye.”


Tablet intern Theo Canter contributed reporting to this article

Armin Rosen is a staff writer for Tablet magazine.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


First TV Series About Benjamin Netanyahu, ‘Bibi,’ to Be Penned by Emmy-Winning Writer

First TV Series About Benjamin Netanyahu, ‘Bibi,’ to Be Penned by Emmy-Winning Writer

Shiryn Ghermezian


Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu stands next to his wife Sara as he waves to supporters following the announcement of exit polls in Israel’s election at his Likud party headquarters in Tel Aviv, Israel, March 3, 2020. Photo: REUTERS/Amir Cohen.

Two-time Emmy Award-winning screenwriter Kirk Ellis has been signed by the global production and distribution company Fremantle to write the screenplay for the new TV series “Bibi,” based on the political and personal life of Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu.

Ellis, also a Writers Guild Award and Humanitas Prize winner, is best known for adapting for HBO David McCullough’s biography John Adams, which won a record-breaking 13 Emmy Awards in a single year. His many other credits include “Anne Frank: The Whole Story” for ABC, which he received an Emmy nomination for.

“Bibi” will be the first TV series about the life of Israel’s longest-serving prime minister, who has been in office since 2009.

The show is being produced by the Tel Aviv-based TV production company Abot Hameiri, most popularly known for producing the Israeli series “Shtisel.” It will be based on Israeli journalist Ben Caspit’s best-selling biography The Netanyahu Years.

“Benjamin Netanyahu is one of the most complex figures in modern history,” said Ellis. “His is a life lived on a Shakespearean scale. Ben Caspit’s insightful reporting demonstrates how private life always shapes public affairs, and there’s no shortage of conflict — or opinions — when it comes to Benjamin Netanyahu. I’m thrilled and honored to be working with Guy and the entire Abot Hameiri team to bring this story to life.”

Abot Hameiri stated that “Bibi” would be “an epic political story with a very big philosophical and psychological undertone,” adding, “At the same time, it will be a scandalous family melodrama that explores how the personal can become political, and vice versa.”

Guy Hameiri, co-founder of Abot Hameiri, said, “the series is the biggest IP we can deliver out of Israel today to the world, and with Kirk’s esteemed catalogue of work, particularly in exploring the lives of high-profile figures, it makes him a perfect addition to this series looking at one of the most influential figures in modern geo-politics.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com