Archive | 2020/10/10

Patrz Kościuszko na nas z nieba

Patrz Kościuszko na nas z nieba

Andrzej Koraszewski



Czy Polska staje się państwem coraz bardziej wyznaniowym? Powracało już to pytanie wielokrotnie, zastanawiano się, czy nasz kraj staje się w coraz większym stopniu własnością katolickiego Kościoła, czy może populistyczni politycy traktują Kościół i religię instrumentalnie i wykorzystują religijny fanatyzm dla zdobycia i umocnienia swojej władzy?

Obawiam się, że pytanie jest źle postawione. Instrumentalne traktowanie nie budzi oporu hierarchów, zgoła przeciwnie. Raz jeszcze widzimy radosną współpracę najbardziej wstecznych sił namaszczonych i świeckich. Czy mogą nam w rozważaniach nad tym problemem pomóc uwagi sprzed dwustu lat? 

Zaprzyjaźniony historyk przesłał mi link do mało znanych uwag o religii i państwie, które w roku 1814, na trzy lata przed śmiercią, Kościuszko przekazał w Paryżu księciu Adamowi Czartoryskiemu.

Uwagi napisane były po francusku i w latach 60. natrafiono na nie w zbiorach lwowskiej biblioteki naukowej. We francuskim oryginale były opublikowane po raz pierwszy w „Kwartalniku Historycznym” w 1965 roku, potem w tłumaczeniu na język polski Niny Sankari opublikował je w 2007 roku portal „Racjonalista”, a w 2014 tekst ukazał się ponownie w „Tygodniku Przegląd”.

Publikacji w „Racjonaliście” towarzyszą uwagi lwowskiego badacza, Eugeniusza Humeniuka, który pisze między innymi, że notatka Kościuszki jest dokumentem cennym, nie dlatego, iż był zwyczajnie zagubiony, lecz rozmyślnie przemilczany.

Nie jestem pewien. Wiele razy tak w historii bywało, że różne dokumenty rozmyślnie niszczono, tak by wszelki ślad po nich zaginął.

Humeniuk w latach 60. pisał:

Jakkolwiek dzieje tego dokumentu nie całkiem są jeszcze zbadane, nie ulega wątpliwości, że los jego nie był przypadkowy, że na równi z innymi dokumentami Kościuszki winien był i mógł stać się własnością nauki historycznej od chwili swego powstania przed stu pięćdziesięciu laty.”

Nie wiem, w czasach rozbiorów tekst Kościuszki na sursum corda nie bardzo się nadawał, a wielu przymykało oczy na wcześniejsze łajdactwa Kościoła, ponieważ pod zaborami Kościół był rzekomo ostoją polskości. Przynajmniej od 1965 roku był dostępny dla historyków i uznali go za mało interesujący. Prawdopodobnie dla jednych za mało przydatny dla komunistycznej propagandy, dla innych nieco kłopotliwy ze względu na ówczesne prześladowania Kościoła przez państwo. Czemu jednak ten tekst zwrócił tak małą uwagę po publikacjach w XXI wieku?

Nie był przecież przekazywany z rąk do rąk z cichym szeptem „tylko nie mów nikomu”. Po prostu nie podniecał. W Internecie krąży mem z jednym zdaniem z tych uwag. Reszta wpadła w studnię, więc nie zdziwiłem się, kiedy dostałem link do artykułu profesora Mariana Skrzypka sprzed sześciu lat. Autor przypomina, że Kościuszko pisał o sprawach religii wielokrotnie. W maju 1789 roku w liście do Michała Zaleskiego,  posła Sejmu Czteroletniego, który w komisji sejmowej zajmował się sprawą buntów chłopskich, pisał nie tyle o religii, ile o fanatyzmie, który swoje  źródło ma w niewiedzy i prześladowaniach, a skutki ma nieodmiennie okropne. Pisał, że oświata wymaga długiej drogi, że trzeba wieków na oświecenie ludzi, a trudno tego dokonać, kiedy chłopi nie mają żadnych praw, a prawo pozwala wszędzie  ścigać poddanego. (W tym miejscu Kościuszko pisze w nawiasie: „Poddanego – słowo przeklęte być powinno w oświeconych narodach”.) Proponuje tymczasem łagodzić fanatyzm, zacierając różnice między religiami, łącząc święta, wprowadzając liturgię w języku polskim. Nie ulega wątpliwości, że jego zdaniem źródłem ludowego fanatyzmu jest ciemnota wspierana religijną wiarą.      

W uwagach odnalezionych w lwowskiej bibliotece Tadeusz Kościuszko nie ukrywa, co myśli o robocie księży. Zaczyna jednak na nutę nadmiernie optymistyczną:

Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie są obdarzeni wystarczająco zdrowym rozsądkiem, aby odróżnić dobro od zła, aby odpowiednio się zachowywać, przeprowadzać rozumowania, ujmować i porównywać stosunki [zachodzące między rzeczami i zjawiskami – M.S.], jak również rozszerzać swe idee drogą refleksji i studiów (wyłączam spośród nich tych, którzy rodzą się szaleńcami, ale istnieją szpitale, aby im uniemożliwić czynienie szkody).

Ten optymizm w kwestii powszechnej zdolności odróżniania dobra i zła oraz racjonalnego rozpoznawania własnych interesów  przenosi się poniekąd na drugi akapit. Poniekąd, ponieważ ta zdolność jest tu już w trybie warunkowym, wymaga to bowiem i wychowania, i dobrego przykładu.

Czy nie lepiej byłoby zacząć od rozumowania razem z ludźmi, aby dać im poznać, że w prawdziwym ich interesie leży działanie uczciwe i sprawiedliwe, żeby byli raczej dobrymi ojcami i synami przywiązanymi do swej ojczyzny i posłuszni prawom, niż żeby sobie szkodzili i oszukiwali się nawzajem pozbawieni wszelkiej spokojności umysłu i miotający się, by się przeciwstawić zasadzkom i podstępom innych; jeśli do takiego wychowania dodacie dobre prawa, które karząc zbrodnie, utrudniają jednocześnie pomnożenie się występków; jeśli do tego dodacie jeszcze swoją własną osobą przykład cnót we wszelkich okolicznościach, niewątpliwie cały lud pójdzie za wami, gdyż ludzie są z natury naśladowcami podobnie jak małpy.

Kościuszko ostrzega, że nie chodzi tu o oświecenie i przykład ze strony księży, bo z ich strony nie możemy się spodziewać żadnej dobrej woli:

Ale – przeciwnie – jeśli zaczniecie od oświecania księży, dostarczycie im więcej środków do zniewolenia ludu i do trzymania go silniej pod ich wpływem; albowiem wszelkie ciało udzielne w narodzie będzie działało przeciw poczynaniom rządu, przy którym będą istniały utajone rewolty, konspiracje, w które niestety obfituje historia; nie można spodziewać się, że zmienią postępowanie, gdyż w ich interesie leży istotnie fascynowanie oczu ludu kłamstwem, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami i abstrakcyjnymi czy też niezrozumiałymi ideami teologii.

Księża zawsze wykorzystają ciemnotę i przesądy ludu, posłużą się religią – w co nie możecie wątpić – jako maską, by przykryć swą hipokryzję i niegodziwość swych przedsięwzięć. Lecz w końcu cóż z tego wynika? Lud nie wierzy więcej w nic, jak na przykład we Francji, gdzie chłopi nie mając obyczajów ani religii, są bardzo ciemni, przebiegli i występni.

Instrumentalne traktowanie religii przez populistycznych polityków ma długą historię i trudno oczekiwać jego końca.

Widziano rządy despotyczne posługujące się tą zasłoną religii w przekonaniu, że była ona najmocniejszą podporą ich władzy; wówczas to wyposażono w sposób możliwie najbogatszy księży kosztem nędzy ludów. Przyznano im najbardziej oburzające przywileje łącznie z zasiadaniem przy tronie. Słowem, do tego stopnia rozmnożono łaski, dobra i bogactwa duchowieństwa, że połowa narodu z tego powodu cierpi i jęczy w nędzy, podczas gdy oni nic nie robiąc, opływają we wszystko.

Obecnie, kiedy znamy złowrogie skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma lepszego środka, jak pozwolić im, by popadli w upodlenie i ustanowić na koszt rządu szkoły dla chłopów, gdzie będą mogli uczyć się moralności, rolnictwa, zawodów i rzemiosł.

W tamtych czasach stanowcze oddzielenie oświaty szkolnej od ludzi w sutannach wydawało się i było elementarnym warunkiem jakiejkolwiek rzeczywistej oświaty. Kościuszko zwraca się do księcia Adama Czartoryskiego, który mimo zaborów miał wpływ tak na polskie elity, jak i na cara.

Przemawiam do filozofa i do zręcznego polityka; rząd niezależnie od jego charakteru nie powinien mieć innej religii poza religią Natury. Ten niezmierny glob [sic! – chodzi o wszechświat – M.S.] zapełniony nieskończoną ilością gwiazd, jak również nasze serca szukające bezwiednie ucieczki od wszystkich naszych nieszczęść, świadczą w sposób oczywisty o istnieniu Istoty Najwyższej; my jej wcale nie rozumiemy, ale czujemy ją wewnętrznie i musimy ją wszyscy wielbić. Zostawmy więc wszystkim sektom i wszystkim religiom wolność uprawiania kultu, pod warunkiem, że będą one posłuszne prawom ustanowionym przez naród.

Dla profesora Skrzypka najciekawszy wydaje się deizm Kościuszki, dla mnie sekularyzm, staranne oddzielenie religii i państwa przy zachowaniu swobody wyznania. 

Czy słuszne było stanowisko Kościuszki, że instytucje religijne są obcym ciałem w państwie, a interesy warstwy kapłańskiej są sprzeczne z interesami obywateli? Znał wiele krajów i długą historię katolickiego Kościoła we własnej ojczyźnie. Jego twierdzenie, że księża wykorzystają ciemnotę i przesądy ludu, pozostało po dwustu latach w mocy, podobnie jak obserwacja na temat rządów despotycznych posługujących się zasłoną religii.   

Pytając dziś, czy Polska staje się państwem wyznaniowym, zastanówmy się raczej nad tym, w jakim sensie już nim jest. Od wielu lat obserwuję różne dyskusje na temat rozdziału religii i państwa i coraz częściej ze zdumieniem zauważam, że w krajach islamu jest więcej zrozumienia i tęsknoty do oświeceniowej koncepcji tego rozdziału aniżeli w krajach zachodnich, a szczególnie w Polsce. Być może powodem jest znacznie bardziej wyrazisty wyznaniowy charakter państwa w Islamskiej Republice Iranu, w Turcji, Arabii Saudyjskiej, a nawet w Egipcie, niż pełne frazesów o demokracji pozory respektu dla zasady rozdziału państwa i Kościoła populistycznych polityków w rodzaju Jarosława Kaczyńskiego i hierarchów z naszego episkopatu.

Ciekawym przykładem jest tu opublikowany przed rokiem artykuł związanego z „Więzią” i „Tygodnikiem Powszechnym” socjologa – Jaremy Piekutowskiego. Główna teza przedstawiona jest już w samym tytule: „Rozdział Kościoła od państwa nie jest idealny. Ale też nie jest fikcją”. Autor nie podaje jednoznacznej definicji tego rozdziału, co niewątpliwie ułatwia mu dowodzenie przedstawionej w tytule tezy.

Rozpoczyna Jarema Piekutowski od stwierdzenia, że:

PiS nie jest aż tak blisko Kościoła, jak chcieliby niektórzy jego przeciwnicy. Wbrew pozorom nie wprowadza też znaczących przywilejów dla tej instytucji.

Zdziwiłem się troszkę, zastanawiając się nad pytaniem, jak socjolog tę instytucję Kościoła definiuje, uświadamiając sobie w pierwszym odruchu miliony dotacji płynące do Torunia, miliardowe koszty nauczania religii w szkołach, finansowanie katolickich uczelni przez państwo, zwolnienia z podatków oraz nieodpłatne bądź za symboliczną cenę ziemie przekazywane instytucjom Kościoła.  

Autor oczywiście zdaje sobie sprawę z tego strumienia pieniędzy i nawet sam o tym pisze, ale zaznacza, że nie PiS to zaczął, a poza tym, nie ma tu nic szczególnego, bo Kościół to tylko jedna z organizacji pozarządowych (chociaż przyznaje, że dość wyjątkowa).

Co do tego, że nie PiS to zaczął, zapewne nie tylko Tadeusz Kościuszko by się zgodził, ale i piszący o tym problemie pięćset lat temu Jan Ostroróg, który protestował przeciwko karawanom wozów ze srebrem ciągnących z Polski do Rzymu i grabieniu narodu przez Kościół w kraju.

Manewruje uczony socjolog, ciekawie dowodząc, że konkordat jest świetny, że wymaga tylko właściwego przestrzegania, że rozdział nie jest fikcją, a sytuacja nie jest alarmująca. Polemizując, z tekstem Ignacego Dudkiewicza podkreśla, że „Kościół nie jest tożsamy z partią”:

Czytając artykuł Dudkiewicza, można odnieść wrażenie, że to lata rządów PiS przyniosły szczególny sojusz tronu z ołtarzem. Czy tak jest w istocie? Na pewno mamy do czynienia z silnym akcentowaniem przywiązania do Kościoła po stronie polityków Prawa i Sprawiedliwości. Pokazują się oni chętnie w Telewizji Trwam czy w Radiu Maryja. Słychać wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego o tym, że „Kościoła trzeba bronić” i „kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę”. I faktycznie część Kościoła (i część Episkopatu, reprezentowana przez takich biskupów jak Wiesław Mering czy Marek Jędraszewski) jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Jednak, jeśli chodzi o rozwiązania prawne, praktycznie nic się nie zmieniło: Prawo i Sprawiedliwość nie dokonało w tym zakresie zmian mających na celu większe uprzywilejowanie Kościoła.

Głównym narzędziem zmiany kraju w państwo wyznaniowe nie są jednak dekrety ani ustawy, ale polityka kadrowa, której autor nie zauważa. Podobnie jak w Turcji, w Polsce dobra zmiana oznacza dziesiątki tysięcy powołań urzędniczych uświęconych przez ducha świętego i gwarantujących lojalność wobec Kościoła i jego oczekiwań. Mamy tu ministrów, generałów wojska i policji, kuratorów oświaty, sędziów, dyrektorów państwowych przedsiębiorstw, prezesów mediów publicznych i innych, nadzorujących, by ta polityka kadrowa schodziła do najniższych szczebli.

Niezauważenie tego zjawiska przez socjologa wydaje się co najmniej dziwne. Państwo, w którym lojalność wobec Kościoła jest w polityce kadrowej rządu ważniejsza niż kompetencje zawodowe, jest już państwem wyznaniowym.      

Autor zdaje sobie sprawę z instrumentalnego traktowania religii i Kościoła przez polityków pisząc:

Nie jest też dziwne – choć jest to smutne – że politycy próbują wykorzystywać Kościół do swoich celów i układać się z nim (podobnie mogą wykorzystywać inne szeroko pojęte organizacje pozarządowe, zwłaszcza te, które mają masową siłę oddziaływania). Lekarstwem na te bolączki powinno być egzekwowanie prawa (i społeczny nacisk, by było ono egzekwowane), a także dążenie do maksymalnej jawności, na czym zależy także Polakom (vide reakcje na film Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”).

Nie dowiadujemy się, jak niby to prawo ma być egzekwowane w sytuacji, w której w imię dobrej zmiany w kierunku państwa wyznaniowego systematycznie niszczony jest cały porządek konstytucyjny. Nawet zatroskani wydają się obawiać jednoznacznej definicji rozdziału państwa i Kościoła, gdzie państwo gwarantuje wolność sumienia i wymaga posłuszeństwa prawom ustanowionym przez naród. Egzekwowanie prawa możliwe jest w kraju, w którym prawo stanowione jest ponad prawem boskim (religijnym). W państwie wyznaniowym jest odwrotnie.

Tekst Tadeusza Kościuszki o państwie i księżach to nie tylko ciekawostka historyczna, to okazja do przypomnienia, że dążąc do rozdziału państwa i Kościoła i przeciwstawiając się przekształcaniu kraju w państwo wyznaniowe, powinniśmy najpierw porządnie zdefiniować, o czym rozmawiamy.   


Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Evidence of most ancient cremation in Near East found in Israel

Evidence of most ancient cremation in Near East found in Israel

ROSSELLA TERCATIN


“Cremation could have allowed those ancient inhabitants of the site to have more space for the living, instead of devoting it to the dead.”

Human skull covered with plaster from Beisamoun in Hula Valley. / (photo credit: Wikimedia Commons)

Several millennia ago in the region of the Hula Valley, a young person, possibly a male leader of his community living amid the transition between a hunter-gathering lifestyle and an agricultural society, passed away. The person’s remains were uncovered 9,000 years later by a group of international and Israeli researchers working at the Neolithic site of Beisamoun.

They represent an extraordinary testimony to how people lived and cared for the dead in prehistoric Israel, as well as the most ancient discovery of intentional cremation in the Near East.

As explained in a paper published in the online journal PLOS ONE last week, the bones were found in a U-shaped pit about 80 cm. at its widest and 60 cm. deep. The body was probably placed in the pit with its legs flexed, resembling a seated position.

The discovery might lead to a new understanding of burial practices during the Neolithic period at this site and beyond, Israel Antiquities Authority archaeologist Dr. Hamoudi Khalaily, one of the authors of the study, told The Jerusalem Post.

“Since the early 1980s, researchers have been wondering why they were able to find many burials dating back to the Early Neolithic but not from the Pottery Neolithic, in spite of the fact that the site was still clearly in use,” he said. “If people lived there, they must have also died there. The choice to cremate the bodies might represent the answer to this mystery.”

In the Re-pottery Neolithic, a very common practice was to bury the dead under the floor of the houses where people lived, Khalaily said, adding that cremation could have presented several advantages for the community.

“Cremation could have allowed those ancient inhabitants of the site to have more space for the living instead of devoting it to the dead,” he said. “Moreover, since this was an area close to water sources, burning the bodies of those who passed away from diseases could have helped to avoid further contamination.”

The site is close to where Hula Lake used to be, an area where malaria and other diseases were very common before the major draining of the 1950s.
The pyre-pit was uncovered right outside the village, which could support those theories.

While the scientists could not determine the gender of the deceased, they identified a wound that was caused by a projectile point, indicating it was caused by another human. While the wound appeared to have completely healed by the time the victim died, they were able to extract a fragment embedded in the base of the left scapular spine.

In the pyre, besides material used for fuel, the researchers identified grasses and flowers that might have been employed as ornaments or for the purpose of creating a scent as the body burned. Wheat remains were also detected, a possible sign that foodstuff was placed inside the pit together with the corpse as a form of offering.

The unique characteristics of the burial might also be interpreted as a sign that the deceased represented an important person within a community, a leader or a member of a leader’s family, Khalaily said.

In the past, some plastered skulls were uncovered at the site, probably treated in this way with the purpose of creating “masks” using the remains of former rulers or priests to be presented to those who replaced them, the article said.

“The pyre-pit structure found at Beisamoun, together with the secondary cremains deposits, show a complex operational chain of funerary gesture with strong technical constraints and several steps of handling,” the researchers wrote.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Y-Studs – Evolution of Jewish Music

Y-Studs – Evolution of Jewish Music

Y-Studs A Cappella


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com