Archive | August 2022

Szefowa polskiej Amnesty International: Żałowaliśmy, że nie włączono nas w prace nad komunikatem o ukraińskiej armii

Ranny ukraiński żołnierz w hucie-bastionie Azovstal w Mariupolu (Azov Special Forces Regiment of the Ukrainian National Guard Pre / Azov Special Forces Regiment of the Ukrainian National Guard Pre)


Szefowa polskiej Amnesty International: Żałowaliśmy, że nie włączono nas w prace nad komunikatem o ukraińskiej armii

Paweł Smoleński


Udokumentowaliśmy obecność ukraińskich sił zbrojnych w szpitalach, choć istniała realna alternatywa dla innego rozmieszczenia żołnierzy


Z Anną Błaszczak-Banasiak, szefową polskiego oddziału Amnesty International, rozmawia Paweł Smoleński
.
Paweł Smoleński: Amnesty International ogłosiła 4 sierpnia komunikat, co na wojnie podobno robią Ukraińcy. Zrobił się z tego międzynarodowy skandal – odejście wielu donatorów i pracowników, w tym szefowej AI na Ukrainie Oksany Pokalczuk i Pera Wastberga, współzałożyciela organizacji, który był w niej przez 60 lat. Prezydent Wołodymyr Zełenski uznał, że zrównujecie ofiarę z agresorem, nie ma w was za grosz empatii i zrozumienia, na czym polega ta wojna.

Anna Błaszczak-Banasiak: Dokumentujemy naruszania praw człowieka podczas konfliktów zbrojnych na całym świecie. Dokładnie te same standardy stosujemy przy ocenie wojny w Ukrainie. Nie mamy żadnych wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność za tę wojnę. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że rosyjska inwazja narusza Kartę Narodów Zjednoczonych i stanowi zbrodnię agresji. Nasi badacze spędzili tygodnie w Ukrainie, dokumentując rosyjskie zbrodnie wojenne.

Mamy jednak obowiązek informować o naruszeniach praw człowieka bez względu na to, kto się ich dopuścił.

W przypadku tej wojny – tak samo jak w przypadku wszystkich konfliktów zbrojnych na całym świecie – Amnesty koncentruje się na ochronie ludności cywilnej. Taki był cel wydanego komunikatu.

Czy w takiej formie, która zezłościła i obraziła wielu, a przede wszystkim Ukraińców? To dziwny sposób ochrony ich praw.

– Czasami mieć rację to za mało. W trakcie prac nad komunikatem popełniono poważne błędy w obszarze konsultacji i komunikacji, a także niedostatecznie przedstawiono kontekst i niewystarczająco zaakcentowano rosyjską odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie. W konsekwencji spowodowaliśmy, że wiele osób, w tym przede wszystkim Ukraińcy, odniosło wrażenie, że umniejszamy i relatywizujemy rosyjską odpowiedzialność za tę wojnę. To nie było naszym celem.

To wynika z waszego komunikatu.

– Nie zgadzam się. W komunikacie dwukrotnie podkreślamy, że opisane nieprawidłowości nie umniejszają rosyjskiej odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Ale zgadzam się z tymi krytykami, którzy twierdzą że nie zadbaliśmy wystarczająco o to, by ten tekst został odczytany zgodnie z naszymi intencjami.

Jakie są te ukraińskie naruszenia?

– Rosyjska odpowiedzialność za wywołanie wojny jest bezsporna. Jednak z punktu widzenia prawa międzynarodowego, kiedy wojna już się rozpocznie, wszystkie strony muszą przestrzegać określonych reguł, w tym unikać wykorzystywania obiektów cywilnych przez siły zbrojne. Atakującym nie wolno strzelać w obiekty cywilne, gdy nie są wykorzystywane do celów wojskowych. Rosja permanentnie łamie tę zasadę, co Amnesty wielokrotnie udokumentowała. Ale to nie zwalnia strony ukraińskiej z obowiązku przestrzegania prawa międzynarodowego. Wojsko może zatem korzystać z obiektów cywilnych tylko wtedy, gdy nie ma żadnych dostępnych alternatyw. W komunikacie opisaliśmy sytuacje, kiedy ta zasada nie była przestrzegana.

Wbrew zarzutom nie odnosimy tych wniosków do całej ukraińskiej strategii obrony. Jednak tytuł komunikatu mógł wprowadzić odbiorców w błąd.

Jest wyjątkowo nietrafiony i prowokujący: „Ukraińska taktyka wojskowa stanowi zagrożenie dla ludności cywilnej”.

– Tytuł jest nietrafiony, ale w treści komunikatu jesteśmy precyzyjni. Piszemy o 19 miejscowościach, które zbadaliśmy i w których udokumentowaliśmy naruszenia. AI dba o to, by nie generalizować pojedynczych przypadków.

Stwierdziliśmy np. wykorzystanie pięciu szpitali do celów wojskowych, co jest bezwarunkowo zabronione przez prawo międzynarodowe.

Co się działo w tych szpitalach?

– Były miejscem zakwaterowania żołnierzy – jedli tam, spali, mieli swoje magazyny. Ale mogły służyć także jako punkty odpierania rosyjskich ataków lub prowadzenia ostrzału. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego to nie powinno mieć miejsca.

Pisaliśmy o miejscowościach oddalonych od linii frontu, a nie np. o Mariupolu, gdzie walki toczyły się na ulicach o każdy dom. To oczywiste, że w takich sytuacjach nie ma wyboru. Ale opisane przez nas przypadki to nie frontowy Mariupol.

Prawo międzynarodowe dopuszcza, by w wyjątkowych sytuacjach armia korzystała z obiektów cywilnych. Ale wtedy ma obowiązek zadbać o ewakuację cywilów. Nawoływanie do ewakuacji nie jest wystarczające, bo niektórzy nie są w stanie wyjechać samodzielnie, a inni po prostu nie chcą, bagatelizują zagrożenie, nie mają możliwości zorganizowania ucieczki albo wolą umrzeć we własnym domu. Mimo to siły ukraińskie powinny były zadbać o ewakuację ludności cywilnej, jeśli zdecydowały się wykorzystywać obiekty cywilne do celów wojskowych.

Rozumiem, że wedle waszych badaczy Ukraińcy wchodzili do jakiegoś prowincjonalnego szpitala, nie zadbali o ewakuację chorych i dopiero gdy w lecznicy znalazło się wojsko, Rosjanie zaczęli ostrzał, bo wcześniej było bezpiecznie. Gdzie tak się stało?

– Nie. Siły ukraińskie nie zadbały o ewakuację cywilów, którzy wciąż zamieszkiwali w okolicznych budynkach i byli narażeni na ostrzał z nieprecyzyjnej broni. A szpitale i placówki edukacyjne są zazwyczaj zlokalizowane w gęsto zaludnionym terenie. Badania dotyczyły 19 miejscowości w obwodach donieckim, mikołajowskim i charkowskim.

Gdyby więc Ukraińcy nie zajęli szpitali, nic by się nie stało. Wedle takiego myślenia to Ukraińcy prowokowali Rosjan.

– Nie stawiamy takich zarzutów. Już samo zajęcie szpitala przez wojsko jest złamaniem prawa międzynarodowego. I rzeczywiście – zdarzało się i tak, że Rosjanie atakowali obiekt cywilny w odwecie za wcześniejsze działania Ukraińców. Takie relacje przedstawili nam zamieszkali w okolicach cywile.

Ale nie mamy wątpliwości, że w ogromnej większości przypadków Rosjanie intencjonalnie atakowali obiekty cywilne, nawet jeśli nie były wykorzystywane do celów wojskowych. Pisaliśmy o tym wielokrotnie we wcześniejszych komunikatach. To bez wątpienia zbrodnia wojenna.

Ale – prawda, że nie wprost – postawiliście zarzut, iż armia ukraińska używa żywych tarcz, którymi są ukraińscy cywile.

– Nie zgadzam się.

Tak to wybrzmiało w komunikacie.

– Użycie żywych tarcz zakłada intencjonalność działania, czyli siły ukraińskie musiałyby celowo zajmować obiekty cywilne, żeby zasłaniać się cywilami. Nie postawiliśmy takiego zarzutu i nie ma żadnych dowodów na takie działanie wojsk ukraińskich.

Minister edukacji Przemysław Czarnek i jego poplecznicy też powiadają, że w podręczniku do HiT nie chodzi o dzieci z in vitro, bo nigdzie nie pada sformułowanie „in vitro”. Lecz każdy przytomny człowiek wie, o co tam chodzi.

– Wolałabym unikać takich porównań.

Przepraszam, nie to miałem na myśli.

– Prawo międzynarodowe zakazuje wykorzystywania obiektów cywilnych do celów wojskowych, jeśli istnieje realna alternatywa, i bezwzględnie zakazuje wykorzystywania w tym celu szpitali. Chodzi o lokalizację tych placówek na terenie osiedli mieszkaniowych i narażanie cywilów zamieszkujących okoliczne budynki na ostrzał w wyniku ataku na pozycje zajmowane przez siły zbrojne. Udokumentowaliśmy obecność ukraińskich sił zbrojnych w szpitalach, mimo że istniała realna alternatywa dla innego rozmieszczenia żołnierzy. I o tym napisaliśmy w komunikacie.

W komunikacie wymienia się większą liczbę budynków szkolnych niż szpitali. Od 24 lutego szkoły w pobliżu frontu są kompletnie puste.

– To prawda. Jednak szkoły mieszczą się na terenie osiedli mieszkalnych, na gęsto zaludnionych terenach. Wojsko stacjonujące w szkole stanowi więc niebezpieczeństwo dla cywilów. Wokół tych szkół ciągle mieszkali cywile, których nie ewakuowano. Udokumentowaliśmy 22 takie przypadki. Przy ostrzale niektórych z nich ucierpieli cywile.

Jak armia ma bronić wioski lub miasteczka, gdy jej tam nie ma?

– Mówimy o miejscowościach oddalonych od linii frontu.

Czy mam rozumieć, że miejscowości, gdzie Ukraińcy naruszyli prawo międzynarodowe, nie były obiektem rosyjskich ataków?

– Nie. Rosjanie atakowali niektóre z tych miejscowości. Ale to nie była walka bezpośrednia.

W tej wojnie nie chodzi o walki na ulicach, potyczki o każdy dom, choć również. Można być kilkadziesiąt kilometrów od frontu i doświadczać ataków. Wystrzelone z Morza Czarnego rosyjskie rakiety uderzały w oddalony o setki kilometrów Lwów, a nawet Charków. Moskwa boi się, że Ukraińcy w końcu dostaną pociski dalekiego zasięgu.

– To prawda, ale w miejscowościach, które badaliśmy, istniała realna alternatywa dla wojsk ukraińskich, które nie musiały zajmować obiektów cywilnych oddalonych kilkadziesiąt kilometrów od linii frontu.

Przecież odległość nie ma znaczenia. W tej wojnie 3 czy 33 km to niemal to samo.

– Tego samego argumentu możemy użyć w przypadku tych 19 miejscowości, które badaliśmy. Odległość nie jest tu kluczowa. Dlatego, zgodnie z prawem międzynarodowym, należy unikać zajmowania obiektów cywilnych zlokalizowanych przy osiedlach mieszkalnych, w których ciągle znajdują się ludzie.

Wszystkie te nieporozumienia staramy się wyjaśniać w odpowiedzi na zarzuty, że wspieramy rosyjską propagandę.

Jak dostali tak smaczne ciastko, to je żrą. Tym razem nie muszą nawet za bardzo kłamać.

AI wielokrotnie demaskowała rosyjską propagandę, nagłaśniając kolejne przypadki zbrodni wojennych na terytorium Ukrainy. Z tego powodu Rosja zamknęła nasze biuro w Moskwie i zmusiła nas do ewakuowania rosyjskich pracowników. Ewakuowaliśmy także tych pracowników biura w Kijowie, którzy mogli i chcieli opuścić Ukrainę. Podczas konfliktów zbrojnych na całym świecie różne strony wykorzystują ustalenia organizacji międzynarodowych w sposób wybiórczy lub całkowicie fałszywy do własnych celów.

Jednak w komunikacie z 4 sierpnia nie powiedzieliśmy o tej wojnie niczego, co nie zostało wcześniej powiedziane. O tych samych naruszeniach informowali już wysoki komisarz ONZ i Human Rights Watch. Żałuję, że nie udało się nam lepiej wyjaśnić naszych intencji.

Myśli pani, że ludzie wycofujący wsparcie dla AI robią to dlatego, że nie rozpoznali waszych intencji?

– Bardzo żałujemy każdej osoby, która z tego powodu odwróciła się od Amnesty. To rodzaj rezygnacji wiążący się z utratą wiarygodności i zaufania, a to boli najbardziej. W Polsce straciliśmy około 100 osób, czyli mniej niż jeden procent wszystkich darczyńców, ale ten procent dużo waży. Mamy nadzieję, że uda się nam przekonać pozostałych, że nasza praca na terytorium Ukrainy pomoże osądzić winnych tej agresji i popełnionych tam zbrodni wojennych oraz lepiej chronić cywilów.

Zrezygnowała też szefowa Amnesty w Ukrainie.

– Mam ogromny podziw i szacunek dla pracy Oksany Pokalczuk, którą miałam okazję obserwować przez ostatnich kilka miesięcy. Kiedy opuściła Kijów, przez wiele dni próbowała przedostać się do Polski. Wymieniłyśmy wtedy dziesiątki wiadomości. Widziałam, co przeżywa. Po wydanym komunikacie otrzymała liczne groźby śmierci i oskarżenia o zdradę. Jej decyzja o odejściu z organizacji to także kwestia bezpieczeństwa osobistego. Rozumiem i szanuję jej stanowisko.

Za naszą wschodnią granicą trwa wojna totalna, w zamierzeniu Moskwy Ukraińcy i Ukraina mają  zniknąć. Nikt nie zarzuca AI złej woli, ale utknęliście w czasach przedwojennych, nie macie stosownych narzędzi, języka, by opisać ten konflikt. Błądzicie, bo nie do końca go rozumiecie.

– Nie podzielam tego poglądu. Na terytorium Ukrainy pracują nasi eksperci, których doświadczenie w badaniu zbrodni wojennych jest unikatowe. Być może ta wojna wymusi zmiany w myśleniu o konfliktach zbrojnych. Jednak jestem przekonana, że już teraz nasza praca może przyczynić się do lepszej ochrony cywilów, a to zawsze jest naszym priorytetem.

Smak miodu w wielkiej beczce psuje łyżeczka dziegciu.

– Wszyscy w Polsce empatyzujemy z Ukraińcami. Uchodźcy z Ukrainy mieszkają w naszych domach. Razem z zespołem AI Polska pomagaliśmy ewakuować nasze koleżanki z biura w Kijowie i wiemy, co przeżywały. Jednak w swoich opiniach musimy pozostać bezstronni.

W tej wojnie nie można być bezstronnym.

– Tu się różnimy. Organizacje międzynarodowe zajmujące się ochroną praw człowieka muszą pozostać bezstronne w trakcie konfliktu zbrojnego. Reprezentujemy w nich wyłącznie prawa człowieka.

Błagam… Stawiać broniącym się ludziom zarzut, że weszli do pustego budynku, który kiedyś był szkołą, to niepoważne i niemądre. To ten, kto do niej strzela, powinien trafić przed sąd, a nie ci, którzy w szkole szukali miejsca, by się przespać. Bandytą jest każdy, kto bombarduje cywilne osiedla.

– To prawda. Ale zanim sprawcy bombardowań trafią przed sąd, zginą cywile zamieszkujący sąsiadujące z tą szkołą bloki. Amnesty dokumentuje rosyjskie zbrodnie wojenne także po to, żeby umożliwić rozliczenie tych sprawców. Ale w sytuacji niezgodnego z prawem wykorzystywania obiektów cywilnych mamy obowiązek zwrócić na to uwagę.

Czy autorka komunikatu, pani Donatella Rovera, ma doświadczenie wojskowe, by to ocenić?

– W grupie ekspertów Amnesty, którzy pracują na terytorium Ukrainy, znajdują się byli wojskowi. Każdy członek zespołu ma wieloletnie doświadczenie w dokumentowaniu zbrodni wojennych podczas konfliktów na całym świecie.

Czym się zajmowali ci byli wojskowi?

– Przykładowo – analizą dowodów pozwalających ocenić, jakiego rodzaju broń została użyta w przypadku konkretnego ataku.

Czy byli wojskowi przyglądali się źle przeprowadzonej ewakuacji cywilów z wiosek i miasteczek? Oraz pustym budynkom zajmowanym przez armię?

– W zespole, który badał opisane przez nas przypadki, pracowali także byli wojskowi.

Gdy w warszawskim biurze AI przeczytano ten nieszczęsny komunikat, jakie były wasze uczucia, pierwsze reakcje?

– Żałowaliśmy, że nie włączono nas w prace nad nim. Nasza polska wrażliwość mogłaby pomóc odpowiednio rozłożyć akcenty. Jednak wierzymy, że jako globalny ruch jesteśmy silniejsi, gdy mówimy jednym głosem. Dlatego zwróciliśmy się do Sekretariatu Międzynarodowego AI o zainicjowanie dogłębnego przeglądu procedur przygotowywania i publikacji podobnych komunikatów. Zależy nam, żeby głos krajowych sekcji był lepiej słyszalny. Tylko tak możemy skuteczniej chronić prawa człowieka.


Anna Błaszczak-Banasiak nową dyrektorką Amnesty International w Polsce –  Amnesty InternationalAnna Błaszczak-Banasiak – dyrektorka Amnesty International Polska. Jest prawniczką, adwokatką, aktywistką, specjalistką w ochronie praw człowieka. Pracowała w Parlamencie Europejskim, a wcześniej przez 14 lat w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Skeleton examinations reveal 1000-year-old antisemitic violence – study

Skeleton examinations reveal 1000-year-old antisemitic violence – study

JUDY SIEGEL-ITZKOVICH


The position of the remains, their completeness and their conversion by archaeologists into cleaned and articulated skeletons suggested that they had all been buried at once shortly after death
.

Illustrative photo of a skeleton
(photo credit: David Pearson)

Genetic analysis of human skeletal remains in Norwich, England, found by construction workers preparing the site for a shopping center has provided serious evidence that the bones are those of at least 17 Ashkenazi Jews who were murdered during a proven historic episode of antisemitic violence on February 6, 1190.

The genomes from a medieval mass burial show that Ashkenazi-associated hereditary diseases pre-date the 12th century. The findings resulted from a revised radiocarbon analysis of the bones carried out by experts at London’s Natural History Museum, University College and Francis Crick Institute; the Institute of Organismic and Molecular Evolution in Mainz, Germany; the University of Cambridge; and the Archive Center in Norwich.

They have just been published in the journal Current Biology under the title “Genomes from a medieval mass burial show Ashkenazi-associated hereditary diseases pre-date the 12th century.”

In 2004, construction workers excavating land in central Norwich – about 160 kilometers northeast of London – as part of the Chapelfield shopping center development uncovered the bones.

The position of the remains, their completeness and their conversion by archaeologists into a cleaned and articulated skeleton suggested that they had all been buried in a single event shortly after their death.

Shows images, from bones, of what an adult and a child would have looked like. (credit: Liverpool John Moores University)

The mass grave in a dry well, less than half a meter deep and one meter in diameter, contained the highly compacted remains of at least 17 people. The overrepresentation of youngsters and the unusual location of the burial outside of consecrated ground suggested that they may have been victims of a mass fatality event such as mass murder, the archaeologists wrote.

Ancient DNA from 25 bones was screened, and six individuals were selected for sequencing. “They represent the present-day population that we would expect to be genetically most similar to Jews in medieval England,” they wrote.

The researchers found that four of these individuals were closely related and six had strong genetic affinities with modern Ashkenazi Jews. Some had genes for red hair.

Pottery sherds that were also found in the well were dated to the 12th-14th centuries, and two initial radiocarbon analyses of the skeletal remains placed these in the 11th-12th centuries.

Sediment surrounding the remains comprised soils from outside the well, suggesting bodies had been rapidly buried by soil after they died.

Bone analysis results

BONE ANALYSIS identified at least six adults and 11 babies, toddlers and teens. The remains comprised at least one adolescent, two 10-to-15-year-olds, three five- to-10-year-olds, three toddlers aged three to five and babies aged 0 to three years.

The adult remains included both males and females. This overrepresentation of children and teens, they wrote, “suggests a catastrophic profile, where people of all ages had a similar risk of death, and the compaction of the remains suggested that they had been deposited in a single event.”

Simulations indicate that Ashkenazi-associated genetic disease alleles (one of two or more versions of a DNA sequence at a given genomic locations). “These findings provide new insights into a significant historical crime, into Ashkenazi population history and into the origins of genetic diseases associated with modern Jewish populations,” wrote authors Selina Brace, Yoan Diekmann, Thomas Booth, Ruairidh Macleod, Adrian Timpson, Will Stephen , Giles Emery, Sophie Cabot , Mark G. Thomas and Ian Barnes.

The proven historical event in Norwich within this date range was in 1190, when members of the Jewish community were murdered during antisemitic riots precipitated by the beginning of the Third Crusade. Norwich had been the setting for a previous notable event in the history of medieval antisemitism when, in 1144 CE, the family of William of Norwich claimed that local Jews were responsible for his murder – an argument taken up by Thomas of Monmouth through the first documented invocation of the blood-libel myth. “This represents the beginnings of an antisemitic conspiracy theory that persists up to the present day,” they wrote.  

“The possibility that the remains found at the Chapelfield well site were those of the victims of antisemitic violence is given further support by the site’s location just to the south of the medieval Jewish quarter of the city,” they continued.

Ashkenazi ancestry

After the destruction of the Second Temple in 70 CE Ashkenazi communities were formed in Northern Europe during the medieval period. They were targeted for antisemitic persecution arising from the Crusades and baseless reprisals for allegedly spreading the Black Death.

Present-day Ashkenazim are descendants of medieval Jewish populations with histories primarily in northern and eastern Europe who hardly married non-Jews or non-Ashkenazim.

As a result, they carry distinctive ancestries. Hereditary disorders in Ashkenazi Jewish populations have been the focus of considerable medical research, with genetic screening now commonplace to reduce risks, including genetically transmitted breast cancer.

No genomes from known Jews had been available from the medieval period or earlier, they wrote, “largely because exhumation and scientific testing of Jewish remains is prohibited. Such data could inform on the migration and admixture histories of Jewish populations. Furthermore, the presence of any pathogenic variants would provide valuable clues to the origins and spread of Ashkenazim associated genetic disorders.”

In addition, historical sources indicate that the Norwich Jewish community descended from  Ashkenazi Jews in France who came to England from Rouen, Normandy, at the invitation of William the Conqueror after 1066.

Patterns of skeletal articulation and completeness indicated that the skeletons were originally interred as complete, intact bodies, with little to no delay between their death and deposition. The Chapelfield burials, they wrote, thus appear to represent a catastrophic mortality.

“In some cases, the bones of the legs were higher up in the sediment than the skulls from the same skeletons, suggesting bodies had been deposited in the well head first.”

There were no signs of trauma beyond broken ribs that could have been produced when the bodies hit the bottom of the well, although it’s possible they had been intentionally killed by a method that left no signs of trauma on the bones, the authors suggested.

“There were no signs of skeletal trauma of a type commonly found in individuals who attempted to break a fall, providing some indication that the people had died before their bodies were deposited in the well.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- August 30, 2022

News From Israel- August 30, 2022

ILTV Israel News


Iraq descending into chaos amidst political turmoil and anger against Iran. Will the crisis spill over across the region?

Iran renewing threats against Israel and theW – as they back away from the renewed JCPOA nuclear deal.

P.A President Abbas once again on the chopping bloc. Recent events sparking renewed dissatisfaction with the Palestinian leader; as well as efforts to find his successor.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Konkurs Chopinowski: jak to się zaczęło?

Konkurs Chopinowski: jak to się zaczęło?

Stanisław Dybowski


Plakat I Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina z 1926 r.Plakat I Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina z 1926 roku, fot. domena publiczna

Otwarcie nie obyło się bez kłopotów. Początkowo planowano, że Konkurs Chopinowski rozpocznie się niemal w wigilię śmierci Chopina, 15 października 1926 r. Datę tę wybrano, żeby powiązać ją z uroczystością odsłonięcia pomnika Chopina w Łazienkach Królewskich, na którego powstanie Polacy czekali tak długo. Ponieważ budowniczowie na termin nie zdążyli, Konkurs przeniesiono na ostatnią dekadę stycznia roku następnego.

Utarło się przekonanie, że twórcą Konkursów Chopinowskich jest profesor Jerzy Żurawlew (1887-1980). Po części jest ono prawdziwe, ale impuls do powołania turnieju dał Aleksander Michałowski (1851-1938), profesor Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie, wspaniały pianista i spadkobierca wielkiej tradycji chopinowskiej. To on zwrócił uwagę, że od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku wykonawcy dzieł geniusza z Żelazowej Woli coraz bardziej odchodzą od ducha jego muzyki. Szukał sposobu, by zahamować tę tendencję. Uznał, że dobrym pomysłem byłby konkurs muzyczny. Zaczął organizować spotkania muzyczne – najpierw na uczelni, a potem w swoim mieszkaniu – by przekonać do swego pomysłu innych.

Wielkim entuzjastą pomysłu Michałowskiego stał się jego uzdolniony uczeń i asystent, Jerzy Żurawlew. O swoim zaangażowaniu w sprawę po latach napisał:

“Po pierwszej wojnie światowej […] kult Chopina jakby przygasł. […] O Chopinie zaczęto mówić, że jest za mało nowoczesny, przesubtelniony, a niektórzy posuwali się nawet dalej – że nie jest wskazane umieszczenie go w programach szkolnych. Wychowany w najlepszych tradycjach muzyki Chopina, nie mogłem się z tym pogodzić. […] Obserwując młodzież […] zrozumiałem, że jedynie impreza o charakterze szlachetnej rywalizacji ma szanse zjednania młodych adeptów dla muzyki Chopina. A więc konkurs. […] Zacząłem nieśmiało zabiegać o przedłożenie planów. Spotkałem się z absolutnym niezrozumieniem, obojętnością, a nawet niechęcią. Opinia muzyków była jednomyślna: Chopin jest tak wielki, że sam się obroni. W Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oznajmiono, że nie ma środków, […] a w ogóle pomysł jest nierealny do wykonania. Nie poddawałem się; wysiadywałem godzinami pod drzwiami dygnitarzy w Ministerstwie, znosiłem wiele upokorzeń.”

“Pierwszą instytucją, która doceniła znaczenie Konkursów Chopinowskich w Polsce było Warszawskie Towarzystwo Muzyczne. Jeden z członków towarzystwa [dyrektor Monopolu Zapałczanego – przyp. sd] z własnych funduszy zagwarantował 15 tysięcy złotych, co umożliwiło uruchomienie imprezy. Zdawałem sobie jednak sprawę, że dla rozgłosu konkursu za granicą muszę mieć do pomocy nasze placówki dyplomatyczne, a tych nie zdobędę bez protektoratu prezydenta. Prezydent […] odmówił naszej prośbie o protektorat. Położenie było bez wyjścia.”

“Tymczasem nastąpiła w Polsce zmiana władzy. Postanowiłem to wykorzystać […]. Korzystając z protekcji […] zostałem przyjęty przez prezydenta Ignacego Mościckiego [wybitnego chemika i światłego intelektualistę – przyp. sd]. Prezydent zainteresował się sprawą konkursu, z miejsca wyraził zgodę, udzielił wysokiego protektoratu i przyznał I nagrodę swojego imienia. […] Od tego momentu sprawy potoczyły się w błyskawicznym tempie.[…] Komitet Organizacyjny, do którego powołano najwybitniejszych przedstawicieli świata muzycznego, miał za zadanie opracowanie statutu Konkursu, programu muzycznego, wybór jury Konkursu; jednym słowem wszystkiego, co tyczyło strony merytorycznej imprezy.”

Wszystkim tym, czego już przez skromność Żurawlew nie napisał, zajął się on sam. Jako człowiek rzutki i przekonany o słuszności sprawy, doprowadził do szczęśliwego końca organizację I Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Właścicielem imprezy zostało Warszawskie Towarzystwo Muzyczne, na którym spoczywała odpowiedzialność za jej organizację. Merytorycznie wspierała ją Wyższa Szkoła Muzyczna im. Chopina, a finansowo – Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (odpowiednik dzisiejszego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego).

Jerzy Żurawlew, lata 70. XX wieku, fot. Krzysztof Barański / Forum

Działania prof. Żurawlewa wsparł Komitet Organizacyjny złożony z luminarzy ówczesnego życia muzycznego; tworzyli go: Aleksander Michałowski, Antoni Ponikowski (prezes Zjednoczenia Polskich Związków Śpiewaczych i Muzycznych), Tadeusz Grabowski (historyk), Włodzimierz Czetwertyński (prezes Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego), Felicjan Szopski (kompozytor, krytyk muzyczny), Ferdynand Hoesick (chopinolog, wydawca), Władysław de Bondy, Tadeusz Czerniawski (kompozytor), Witold Maliszewski (kompozytor, dyrektor Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego), Józef Śmidowicz (pianista, profesor Wyższej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina), Leopold Binental (skrzypek, chopinolog), Mateusz Gliński (dyrygent, krytyk muzyczny), Juliusz Kaden-Bandrowski (pisarz, publicysta) i Michał Wyszyński (dyrygent).

Otwarcie Konkursu nie obyło się bez kłopotów. Początkowo planowano, że rozpocznie się on niemal w wigilię śmierci Chopina, 15 października 1926 r. Datę tę wybrano, żeby powiązać ją z uroczystością odsłonięcia pomnika Chopina w Łazienkach Królewskich, zaprojektowanego przez Wacława Szymanowskiego – pomnika, na którego powstanie Polacy czekali tak długo. Ponieważ budowniczowie na termin nie zdążyli, Konkurs przeniesiono na ostatnią dekadę stycznia roku następnego. Wykorzystany wówczas plakat, mylnie podaje rok 1926.


Tekst pochodzi z 12. numeru gazety “Chopin Express”, wydawanej z okazji 16. Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Administracja Bidena: najbardziej przyjazna dla irańskich mułłów?

Administracja Bidena: najbardziej przyjazna dla irańskich mułłów?

Majid Rafizadeh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Niestety, polityka ugłaskiwania i bierność administracji Bidena wyłącznie wzmogły terroryzm i wykroczenia Iranu. Obecnie w Natanz irański reżim kopie podziemny obiekt jądrowy, który podobno jest niezwykle trudny do zbombardowania. (Źródło obrazu: iStock)

Przed administracją Bidena, odkąd rządzący Iranem mułłowie doszli do władzy w 1979 roku, dwie administracje USA – administracja Obamy i Cartera – wydawały się podejrzanie łagodne wobec irańskiego reżimu. Wydaje się, że administracja Bidena opanowała do perfekcji umiejętność ugłaskiwania rządzących mułłów Iranu.

Prawdopodobnie sami mułłowie nie mogą uwierzyć swojemu szczęściu, że od czasu objęcia urzędu przez administrację Bidena uszło im na sucho tyle naruszeń wszelkich porozumień.

Jeśli chodzi o program nuklearny reżimu, teokratyczny establishment osiągnął obecnie najwyższy poziom zaawansowania. Nawet “New York Times” przyznał niedawno :

“Według większości relacji Iran jest dziś bliżej możliwości wyprodukowania bomby niż w jakimkolwiek innym momencie trwającej dwie dekady sagi swojego programu nuklearnego – nawet jeśli planuje, jak uważa wielu urzędników bezpieczeństwa narodowego, zatrzymanie się tuż przed wyprodukowaniem rzeczywistej broni”.

Niektóre z niebezpiecznych postępów reżimu obejmują wzbogacanie znacznych ilości uranu – do poziomu 60%, co stanowi krótki techniczny krok od poziomu 90% wymaganego do zbudowania broni jądrowej. Wzbogacanie uranu to główny problem: gdyby nie było wzbogacania uranu, nie byłoby bomby.

Także sojusznicy Ameryki – Francja, Niemcy i Wielka Brytania – ostrzegali niedawno, że ostatnie działania irańskiego rządu “nadal skracają czas potrzebny Iranowi na stworzenie pierwszej broni nuklearnej i podsycają nieufność co do intencji Iranu”.

Ponadto urzędnicy administracji Bidena przyznali niedawno, że Iran dzielą tylko tygodnie od uzyskania zdolności do produkcji bomb atomowych. Sekretarz stanu Antony Blinken wydał niedawno oświadczenie podczas przesłuchania w Senackiej Komisji Spraw Zagranicznych.

Teraz w Natanz irański reżim buduje podziemny obiekt jądrowy, który podobno będzie niezwykle trudny do zbombardowania. Nawet Izrael nie miałby możliwości technicznych, by zaatakować ten podziemny obiekt nuklearny. W niedawnym raporcie David Albright, prezes Instytutu Nauki i Bezpieczeństwa Międzynarodowego, podkreślił:

“Fordow jest już postrzegany jako tak głęboko schowany, że trudno byłoby go zniszczyć za pomocą ataku z powietrza. Nowe miejsce w Natanz może być jeszcze trudniejsze do zniszczenia”.

Pod rządami poprzednich administracji USA każde z tych naruszeń nuklearnych zostałoby uznane za poważne wykroczenie i najprawdopodobniej wywołałoby proporcjonalne działania przeciwko reżimowi Iranu.

Problem polega na tym, że irańscy przywódcy wciąż testują administrację Bidena pod kątem przekraczania kolejnych granic – takich jak zwiększenie wzbogacania uranu do poziomów zbliżonych do poziomu potrzebnego do produkcji broni nuklearnej, transfer broni i ropy do Wenezueli, próba zabicia byłego sekretarza stanu Mike’a Pompeo, próba porwania obywatelki USA na amerykańskiej ziemi, ataki na bazy amerykańskie w Iraku gradami pocisków, nękanie okrętów Marynarki Wojennej USA, szmugiel broni z naruszeniem rezolucji ONZ i wyłączenie kamer Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), które monitorują działania nuklearne reżimu. I nie spotykają się z żadnymi konsekwencjami.

W rezultacie rządzący mułłowie, ośmieleni przez USA, przyspieszyli program nuklearny. Jak ujawnił ostatni raport MAEA na temat programu nuklearnego Iranu, irański reżim przygotowuje się do zwiększenia wzbogacania uranu w fabryce Fordow. Według Reutersa:

“Iran dalej eskaluje wzbogacanie uranu, przygotowując się do użycia zaawansowanych wirówek IR-6 w swojej podziemnej siedzibie w Fordow, które, jak wynika z raportu ONZ-owskiego nadzoru nuklearnego, mogą łatwiej przełączać się między poziomami wzbogacania”.

Przywódcy Iranu widzą również, że administracja Bidena nie pociąga do odpowiedzialności tych krajów, które łamią sankcje wobec Iranu, w tym Chin i Wenezueli, które nadal kupują irańską ropę.

Ponadto Iran swobodnie nęka okręty Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych i nasilił przemyt broni dla jemeńskich Huti, łamiąc rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2140. Administracja Bidena usunęła Huti z listy terrorystów wkrótce po objęciu przez nią urzędu; w ten sposób Huti odpłacają za ten “gest [dobrej woli]”.

Jakby tego było mało, według IranWire:

“Panel ekspertów [ONZ] [w sprawie Jemenu] twierdzi, że istnieje kilka krytycznych dowodów, które sugerują, że Republika Islamska przemycała broń do Jemenu, z naruszeniem rezolucji RB ONZ nr 2140. W zeszłym roku odkryto statek towarowy płynący do Jemenu z port Jask w południowym Iranie, przewożący karabiny i wyrzutnie. Te z kolei zostały przeładowane ze statków pochodzących z Iranu”.

Reżim irański również zwiększa swoje sponsorowanie i zatrudnianie komórek terrorystycznych w obcych krajach.

Niestety, polityka ugłaskiwania i bierność administracji Bidena wyłącznie wzmogły terroryzm i wykroczenia Iranu. Należy mieć nadzieję, że administracja Bidena mimo wszystko nie pozostawi otwartych dróg dla najgorszego na świecie ekspansjonistycznego, terrorystycznego państwa, do uzbrojenia się w broń nuklearną.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com