Archive | 2023/01/13

Rzecz o splątaniu nauki i wiary

Profesor Marek Abramowicz (Źródło zdjęcia: Wikipedia)


Rzecz o splątaniu nauki i wiary

Andrzej Koraszewski


„Gazeta Wyborcza” donosi ustami astrofizyka, że sprawa z tym Panem Bogiem nie jest pewna, bo fizyka nie udowodniła, że boga nie ma, a co więcej są poszlaki, które pozwalają na subiektywny wybór. Marek Abramowicz jest kompetentnym astrofizykiem i swoją rozległą wiedzę zaprzęga do wozu, którym wiezie nas do ołtarza metafizyki.

Między metafizykiem a astrofizykiem jest jednak dość istotna różnica i obawiam się, że mamy do czynienia z osobliwym rozdwojeniem jaźni. Spróbujmy wywód astrometafizyka streścić w punktach.

Artykuł Marka Abramowicza zaczyna się tak:

Odkrycia dotyczące względnej natury czasu i przestrzeni, kosmologii Wielkiego Wybuchu oraz kwantowej nieoznaczoności nadwątliły status ateizmu.

Fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga za aktywny element obiektywnej rzeczywistości, niż była w wieku XIX.

Jak pisał zmarły kilka lat temu inny astrofizyk, Victor Stenger:

Sami teiści, przedstawiając swoje poglądy coraz bardziej polegają na nauce. Odkryli oni chłonnych słuchaczy wśród laików, którym na ogół brak wystarczającego treningu do krytycznej oceny twierdzeń naukowych, ale którzy mają głęboki szacunek dla naukowych autorytetów. Tradycyjne wierzenia podane w naukowym języku zyskują w oczach wielu ludzi większą wiarygodność. 

Jak zatem Abramowicz próbuje nas przekonać, że nauka raczej nas do wiary przybliża niż od niej oddala?

Najpierw przywołuje na pomoc innego świetnego fizyka Rogera Penrose i informuje, że Penrose postrzega metafizyczne splątania fizyki jako fundamentalne tajemnice istnienia. Problem w tym, że to zdanie ładnie brzmi i niczego nie wyjaśnia. Pyta dalej Abramowicz, czym jest nauka, ale nie próbuje jej definiować, ani tym bardziej przeciwstawiać wierze. (Ciekawe, czy zgodziłby się ze stwierdzeniem, że wiara obywa się bez sceptycyzmu, zaś fundamentem nauki jest sceptycyzm). Astrometafizyk po pozostawionym bez odpowiedzi pytaniu „czym jest nauka?” pyta „gdzie są jej granice?” I znów zamiast odpowiedzi serwuje kolejne pytanie: „Czy fenomen świadomości jest pozanaukowy?”

Obawiam się, że musimy samodzielnie zasugerować  odpowiedź – nauka nie  ma granic, nieustannie odsłania nowe tajemnice, ale jeśli idzie o świadomość, jest ona przedmiotem badań, neurologia dostarcza nam wiele informacji, które przesuwają granice naszej wiedzy o zjawisku świadomości, pozostawiając nas z wieloma nowymi pytaniami. Twierdzenie, że fenomen świadomości jest pozanaukowy, jest całkowicie bezpodstawne. Dalej nasz astrometafizyk zaczyna się plątać w zeznaniach:

Fizyka nigdy, żadnym argumentem nie wykluczyła możliwości Bożej egzystencji, toteż żaden z solidnych fizyków deklarujących się jako ateista nie twierdzi, iż współczesna nauka dowiodła nieistnienia Boga. (pogrubienia moje A.K.) Rzeczy mają się tak: stwierdzenie „Boga nie ma” jest fundamentem ateizmu – poważnego, godnego szacunku światopoglądu o starożytnej proweniencji, wyznawanego także przez niektórych najprzenikliwszych myślicieli w dziejach. Można się z nim zgadzać lub nie. Natomiast stwierdzenie „odkrycia współczesnej fizyki sugerują, a nawet dowodzą, że Boga nie ma” jest hucpiarską bzdurą.

Mamy tu zatem przyznanie, że związani z nauką ateiści nie twierdzą, jakoby fizyka dowiodła nieistnienia. Fundamentem ateizmu nie jest jednak twierdzenie, że Boga nie ma, tylko twierdzenie a/ dowodów na istnienie Boga/bogów brak, b/ istnienie boga nie jest konieczne ani do wyjaśnienia zjawisk fizycznych, ani do tworzenia kodeksów moralnych. Wreszcie ostatnie zdanie tego akapitu jest sprzeczne z pierwszym. Nasz astrometafizyk nie informuje kto niby głosi, że „odkrycia współczesnej fizyki sugerują, a nawet dowodzą, że Boga nie ma”. Kopnąwszy słomianego chochoła w słomiane krocze, autor zapewnia nas, że chociaż „fizyka nie dowiodła ani nieistnienia, ani istnienia Boga, ale jej monumentalne odkrycia XX i XXI wieku całkiem zasadnie zmuszają, aby się nad kwestią pozamaterialnych aspektów rzeczywistości wnikliwie zastanawiać”.

Jakież to odkrycia zasadnie zmuszają do takiego zastanawiania się? Marek Abramowicz wymienia trzy: 

1.      Materia nie jest wieczna. (Tu uczony ignoruje, że nie  wiemy, co było przed Wielkim Wybuchem, jak również wszystkie rozważania fizyków o relacjach energia-materia).

2.„…stwierdziliśmy, że fundamentalne stałe fizyki (prędkość światła, stała grawitacji, stała Plancka, masa elektronu etc.) są bardzo finezyjnie wyregulowane »antropicznie« – to znaczy mają wartości dokładnie takie, aby gwarantowały nasze istnienie.  (No cóż, współczesna nauka pozwala nam bardzo głęboko zajrzeć w kosmos i widzimy, że obywa się on doskonale bez żadnego życia. Przerażająca wielkość wszechświata pozwala na domyślanie się, że gdzieś mogły zaistnieć warunki sprzyjające powstaniu życia podobnie jak na Ziemi, ale chwilowo mamy dowody, że fundamentalnie stałe fizyki życia jeszcze nie gwarantują, a zaledwie nie wykluczają. To my jesteśmy dostosowani do tych stałych, ale wątpliwe, żeby te stałe zostały stworzone przez jakiegoś Boga z myślą o umożliwieniu zaistnienia Pana Marka.)

3.      Argument numer trzy jest równie komiczny, docieramy bowiem do kwantowej teorii Jezusa Chrystusa, ponieważ dotarliśmy do zjawisk, które wydają się sprzeczne z naszą wcześniejszą wiedzą, więc  możemy podeprzeć teologię kwantami, bo tu też nie wszystko jest jasne. Bóg Schrödingera albo jest, albo go nie ma, ale nie możesz powiedzieć, że masz dowód jego nieistnienia.

Dalej astrometafizyk podpiera swoją wiarę obywającą się bez dowodów autorytetem swojej solidnej obecności w nauce opartej na dowodach (mając nadzieję, że nie zauważymy, że autorytet nauki nie nobilituje wiary). Ostatecznie Abramowicz wydaje się zgadzać z uczestnikami debaty w Uppsali.

Profesorowie przyjęli wstępne założenie, że skoro nie ma dowodów, ani empirycznych, ani racjonalnych, na istnienie lub na nieistnienie Boga, jego uznanie lub odrzucenie jest zawsze następstwem indywidualnej, subiektywnej wiary – wiary albo ateistycznej, albo religijnej.

Abramowicz pisze o egzystencjalnej potrzebie wierzenia, o eschatologicznym lęku przed ogromem wszechświata i o grozie świadomości naszej skończoności. Krótko mówiąc, broni swojego subiektywnego wyboru argumentami niemającymi żadnego związku z nauką. Chciałby jednak, żeby ten wybór wyglądał na racjonalny, i z jednej strony wzywa do ostrożności i świadomości, że nasza wiedza jest krucha i warto pamiętać, że niepewność jest rozsądniejsza niż nadmierna pewność, z drugiej strony szaleńczo wymachuje brzytwą Ockhama, uważając jednak, żeby nie skaleczyć Stwórcy.

Na koniec przywołuje seminarium w Sztokholmie, gdzie mówił o technice obserwacji pozwalającej udowodnić, że w ciemnej materii w naszej Galaktyce nie ma małych, pierwotnych czarnych dziur, które powstały tuż po Wielkim Wybuchu. Nie pisze jakim cudem dyskusja po wykładzie o fizyce zeszła na metafizykę, ale informuje, że na koniec zadano obecnym na sali pytanie:    

Czy twoim zdaniem istnieją poważne powody na to, by uznać, że Bóg istnieje? Odpowiedzi “tak” było 56, prawie trzykrotnie więcej niż “nie” tych było tylko 20. Wynik na pozór zaskakujący, ponieważ Szwedzi są powszechnie uważani za społeczeństwo bardzo zlaicyzowane. Ale ja nie byłem zaskoczony: wszyscy głosujący należeli do wykształconych elit, a wielu było fizykami z solidnego uniwersytetu: Uppsala zajmuje 78. miejsce na liście szanghajskiej.

Wynika z tego, że nikt nie odpowiedział „nie wiem”. Ciekaw jestem, czy „Wyborcza” zamieści jakąś polemikę z artykułem astrometafizyka, z próbą odpowiedzi, dlaczego poważnie traktowana nauka skłania do odpowiedzi, że nawet jeśli potrzeba Boga jest zrozumiała, to wiara w Boga do jej uprawiania nie jest potrzebna i z pewnością nie przyczynia się do jej rozwoju, (chociaż są również rzetelni naukowcy, dokonujący tego subiektywnego wyboru, którzy starają się, żeby im Pan Bóg nie przeszkadzał w pracy).

Nauka i wiara bywają splątane w umysłach naukowców, nie ma to wiele wspólnego z kwantami, a znacznie więcej z przywiązaniem do opowieści babci. Wydaje się, że astrometafizyk Marek Abramowicz całkiem nieźle to pokazał.


Andrzej Koraszewski – Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Christians, Jews must fight war on Christmas and Hanukkah together – opinion

Christians, Jews must fight war on Christmas and Hanukkah together – opinion

TULY WEISZ


When our traditions are confronted with the deliberate falsification of history, Christians and Jews must stand together to dispel the darkness by bringing more light into the world.
.

People at the Annual Christmas Tree Lighting ceremony in Jaffa, December 19, 2022. /  (photo credit: TOMER NEUBERG/FLASH90)

When Christmas and Hanukkah coincide, as they do this year, both faith communities must be vigilant against the war on Christmas and Hanukkah being waged by those seeking to undermine Judeo-Christian values and rewrite history.

Israel goes to great lengths to show respect for its Christian citizens and is the one country in the Middle East where Christians are not persecuted. Tourists to Bethlehem, however, are confronted repeatedly with the false message that Jesus was not a Jew, but a Palestinian Arab.

Palestinians and their antisemitic enablers sponsor slick PR gimmicks like “Christ at the Checkpoint” that absurdly claims that Jesus was Palestinian and so if he were alive today, he would be persecuted by Jewish soldiers at Israeli security checkpoints. This perverse form of Cancel Culture goes back to Yasser Arafat, who claimed that Jesus was an Islamic militant. Such revisionist history uproots the very source of Christianity and is completely ridiculous, as even history’s most notorious antisemites acknowledged Jesus’ Jewish identity.

In the 1930s and 1940s, the Nazis waged their own war on Christmas and tried to reinterpret the holiday, precisely because they were so hostile to the Jewishness of Jesus. Even Hitler could not have imagined denying that Jesus was a Jew and so he tried rewriting lyrics to Christmas carols, encouraged mothers to bake swastika-shaped cookies and tried inserting pagan, Aryan symbols into the holiday.

Appreciating the history behind Hanukkah can provide a proper response to the Palestinians, who are egregiously attempting to rewrite history.

King Antiochus IV, who reigned over Jerusalem from 215 BCE to 174 BCE, forced his subjects to renounce their religions and abandon their cultures. In his brutal effort to eradicate the Jewish faith, Antiochus prohibited Torah study, and the observance of Shabbat and kashrut under the strict penalty of death. The ruthless king removed the High Priest from his position and defiled the Temple by erecting Greek idols there.

Under this crushing religious persecution, a small band of Jewish rebels led by Matityahu and his son, Judah, united in a fight against the mighty Greek army and in defense of the God of Israel. When Antiochus learned about the rebellious Maccabees, he sent a large military force to wipe them out. Though the king’s army vastly outnumbered the Maccabees in numbers and weapons, the small group of freedom fighters defeated their powerful adversary and liberated Jerusalem from foreign occupation.

Santa Clause rides a camel outside the walls of the Old City of Jerusalem, December 22, 2022. (credit: MARC ISRAEL SELLEM/THE JERUSALEM POST)

THE MACCABEES entered the Temple, cleared it of idols and rededicated it in 139 BCE. Upon entering the Temple, the Maccabees found only enough pure olive oil to rekindle the golden menorah for one day. Yet, by a miracle of God, the oil burned for eight days.

While the holiday is widely known as the Festival of Lights, it is really the Festival of Miracles, commemorating, “the wonders He performed for us in those days and in ours.” Indeed, the modern return of the people of Israel to the land of Israel in the 20th century was also a victory of a small number of Jews over a much larger enemy force.

On May 14, 1948, David Ben-Gurion declared the independence of the newly birthed state of Israel, which was immediately attacked by eight well-trained and well-armed Arab nations. Miraculously, the infant country with only 600,000 citizens, many of whom were survivors of the Nazi Holocaust, held on and defeated their much stronger attackers.

Two decades later, the neighboring Arab countries tried again to wipe Israel off the map and push the Jews into the Mediterranean Sea. In 1967, against seemingly insurmountable opposition, Israel likewise persevered in battle, tripling its territory and reuniting Jerusalem under Jewish sovereignty – for the first time since the Maccabees controlled the city – in the miraculous Six Day War.

And the miracles continue

Today, the Jews have returned to their ancient and everlasting homeland. The once desolate soil of the area that used to be known as Palestine is lush and fertile once again, and Israel is a world leader in innovation and entrepreneurship. One almost has to contrive willful blindness not to see the miracles of biblical proportions that God has performed for Israel over the last century. This is why, after centuries of persecution and antisemitism, so many Christians are now standing with the Jewish people and supporting Israel.

Tens of millions of Christians around the world are overwhelmingly pro-Israel for they see the success of the Jewish State as the fulfillment of biblical prophecy. As such, the ancient Jewish lessons of faith and freedom on Hanukkah are particularly relevant to Christians today.

RABBI YISRAEL Meir Lau lights the hanukkiah at the Tel Aviv Great Synagogue on the fourth night of Hanukkah, last year. (credit: TOMER NEUBERG/FLASH90)

Hanukkah commemorates the ancient Jews’ stubborn loyalty to their God and their land despite efforts by strong forces preventing them from practicing their faith. God rewarded the Jews for their dedication by performing miracles on their behalf, which we remember today by lighting the menorah.

When Christmas and Hanukkah share a date, it’s an opportunity for Christians and Jews to celebrate our shared history, our common origins in this region, and the values we both hold dear. And while it is true that there are important differences between Jews and Christians and our two holidays, what unites us is far more significant than what divides us. And so, when both of our faith traditions are confronted with the deliberate falsification of history, Christians and Jews must stand together to dispel the darkness by bringing more light and illumination into the world.


The writer, a rabbi, is the founder of Israel365 and the editor of The Israel Bible, which are both dedicated to strengthening relationships between Jews and Christians in support of Israel. He can be reached at: RabbiTuly@Israel365.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Egipski badacz o islamskim terroryzmie

Egipski badacz o islamskim terroryzmie


Malgorzata Koraszewska


Islamski terroryzm nie zaczął się w latach 20. ubiegłego wieku wraz z Bractwem Muzułmańskim. Istniał wcześniej w islamskich teokracjach, zmierzających do podboju świata przy pomocy najazdów, ludobójstwa, tortur i terroru.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com