Archive | 2023/01/25

Najważniejsze niepisane prawo na Zachodzie: nie drażnij irracjonalnych, ekstremistycznych muzułmanów

Pokazana przez lektorkę jedna z najstarszych ilustracji muzułmańskich z “Kompendium Kronik” napisanych przez Raszida al Dina w początkach XIV wieku.


Najważniejsze niepisane prawo na Zachodzie: nie drażnij irracjonalnych, ekstremistycznych muzułmanów

lder of Ziyon
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Warto przyjrzeć się dwóm wydarzeniom ostatnich dni, ponieważ oba poważnie ograniczają wolność mieszkańców Zachodu – i sygnalizują znacznie gorsze rzeczy, które mogą nadejść.

Pierwszym z nich jest wizyta izraelskiego ministra bezpieczeństwa Itamara Ben-Gvira na Wzgórzu Świątynnym.

Drugi to nagłośnienie usunięcia lektorki z Uniwersytetu Hamline za włączenie obrazów przedstawiających Mahometa do jej kursu historii sztuki.

W obu przypadkach nikt nie zrobił nic złego według jakiejkolwiek rozsądnej miary: 

– Chociaż wielu powiedziałoby, że ma pełne prawo modlenia się w najświętszym miejscu judaizmu, Ben-Gvir tego nie zrobił. Zrobił dokładnie to, co zrobiły dziesiątki tysięcy Żydów i setki tysięcy chrześcijan w 2022 roku i wcześniej – odbył cichy spacer po Wzgórzu Świątynnym, nawet bez reporterów. Nie doszło do naruszenia (iluzorycznego) status quo

– W przypadku Uniwersytetu Hamline lektorka powiedziała studentom z wyprzedzeniem – zarówno w programie nauczania, jak i ustnie – że podczas wykładu zostaną pokazane dwa średniowieczne obrazy Mahometa, namalowane przez muzułmanów, i dała muzułmanom możliwość uniknięcia patrzenia na nie. 

W obu przypadkach nie ma nawet konsensusu co do tego, że naruszono prawo islamskie: 

– Noor Dahri, religijny ekspert ds. muzułmanów i walki z terroryzmem, napisał na Twitterze:

„Zasada pozwalająca tylko muzułmanom na modlenie się w Mekce jest uwarunkowana Świętym Koranem, jednak takie warunki nie dotyczą Wzgórza Świątynnego. Islam nie zabrania Żydom modlić się na Wzgórzu Świątynnym, [a zakazuje tego tylko] porozumienie polityczne, które nazywa się ‘Status Quo’. To nic innego jak rasizm i religijna dyskryminacja narodu żydowskiego. Żydzi mogą swobodnie modlić się  na Wzgórzu Świątynnym zgodnie z zasadami islamu, ponieważ ziemia należy do nich, a nie do muzułmanów – dla muzułmanów jest tylko święta”.

– Muzułmanie od wieków pokazywali Mahometa w swoich dziełach sztuki, a szyici robią to nadal. I chociaż obecnie główny nurt sunnickiego prawa islamskiego jest przeciwny tworzeniu takich obrazów przez muzułmanów, nie mówi (i nie może mówić), że nie-muzułmanie nie mogą tworzyć ani oglądać takich obrazów.

W obu przypadkach ignoranci z Zachodu, którzy powinni wspierać wolność i równość, stoją na czele inkwizytorów tłumiących te właśnie wolności, aby uniknąć zranienia uczuć irracjonalnych, potencjalnie agresywnych muzułmanów:

– Rzecznik Departamentu Stanu Ned Price wielokrotnie powtarzał w odpowiedzi na wizytę Ben-Gvira, że Stany Zjednoczone popierają „status quo”, sugerując, że wizyta go naruszyła i była „prowokacyjna”:

„Sprzeciwiamy się wszelkim jednostronnym działaniom, które podważają historyczny status quo. Są nie do przyjęcia… absolutnie konieczne jest, aby wszystkie strony wykazywały powściągliwość, powstrzymały się od prowokacyjnych działań i retoryki oraz zachowały ten historyczny status quo na Haram al-Szarif /Wzgórzu Świątynnym, zarówno w słowie, jak i w praktyce… Jesteśmy głęboko zaniepokojeni wszelkimi jednostronnymi działaniami, właśnie dlatego, że mogą one potencjalnie zaostrzyć napięcia lub gorzej”.

– Uniwersytet Hamline wydał oświadczenie, w którym fałszywie twierdził, że to, co zrobiła lektorka, naruszyło prawo islamskie: „Studenci nie wyrzekają się swojej wiary na zajęciach. Dla wielu muzułmanów patrzenie na wizerunek proroka Mahometa jest sprzeczne z ich wiarą”. Ale wcale nie jest jasne, czy prawo islamskie odnosi się do oglądania takich obrazów, czy jedynie do ich tworzenia. I jak wspomniano, muzułmańscy studenci mogli ich nie oglądać.

Są to doskonałe przykłady „antycypacji statusu poddanego (dhimmi)”, kiedy to ludzie Zachodu działają (często wykraczając poza to, czego żądają muzułmanie) w strachu przed oczekiwanymi reakcjami muzułmanów, które nawet nie miały miejsca.

To ilustruje rzeczywiste niepisane prawo, które coraz bardziej dominuje na Zachodzie: „Nie drażnij muzułmanów”. Całe moralne pozerstwo dotyczące „tolerancji” i „status quo” jest listkami figowymi, aby ukryć fakt, że ludzie Zachodu żyją w strachu przed islamskim terrorem i są gotowi, a nawet chętni, by zrezygnować z własnej wolności, by ulegać najbardziej ekstremalnym muzułmańskim oczekiwaniom, a prawa człowieka mogą iść do diabła.

Posługując się miarą zakazu wszystkiego, co jest „prowokacyjne”, Zachód pozwala najbardziej nietolerancyjnym i brutalnym muzułmanom sterować zachodnim zachowaniem we wszystkich aspektach życia. Ponieważ wszystko może sprowokować islamistów. 

W obu przypadkach przestraszeni ludzie Zachodu dają zielone światło ekstremistycznym, potencjalnie agresywnym muzułmanom, aby rozszerzali swoje żądania w nieskończoność:

– Palestyńczycy nie tylko twierdzą, że Żydzi naruszają ich uczucia, odwiedzając Wzgórze Świątynne, ale także Ścianę Zachodnią – którą również uważają za część „kompleksu Al Aksa”. W rzeczywistości o każdym żydowskim miejscu świętym, od Grobowca Patriarchów, przez Grób Racheli, po Grób Józefa i dziesiątki innych, Palestyńczycy twierdzą, że są świętościami muzułmańskimi. Jeśli Izrael ulegnie presji Zachodu, by porzucić prawa Żydów, nie będzie to koniec – będzie to dopiero początek bigoteryjnych, antysemickich żądań, by Żydzi nie mieli w ogóle żadnych praw w Izraelu.

– To samo islamskie prawo zabraniające tworzenia wizerunków Mahometa odnosi się również do każdego muzułmańskiego proroka.  Obejmuje to Abrahama, Mojżesza, Dawida i Jezusa oraz według wielu Marię. Poza tym wizerunki bogów rzymskich i greckich w podobny sposób naruszałyby islamskie prawa przeciwko bałwochwalstwu. Dokładnie ta sama logika, która spowodowała, że uniwersytet Hamline naraził się na muzułmańską nietolerancję, może wypatroszyć każdy kurs historii sztuki w świecie zachodnim. 

Nietrudno wyobrazić to sobie jako zaledwie początek, a nie koniec. Wyobraź sobie świat, w którym każda strona internetowa, każda encyklopedia, każda wycieczka, każdy kurs w college’u, każdy artykuł w gazecie i właściwie każda działalność muszą być zatwierdzone przez ekstremistycznych islamskich strażników. Widzieliśmy już, jak większość zachodnich mediów odmówiła wydrukowania karykatur Mahometa z duńskiej gazety „Jyllands-Posten” w 2005 roku, mimo że są one bez wątpienia warte opublikowania i warte zobaczenia, aby zrozumieć tę historię. Ale to i podobne incydenty są dokładnie tym, co napędza dzisiejsze tchórzostwo: strach przed rozdrażnieniem muzułmanów, bo mogą cię zamordować

Żydzi będą tylko pisać gniewne listy, więc obrażanie ich jest „wolnością słowa” i „odwagą”. Muzułmanie mogą cię zabić, więc podporządkowanie się ich nakazom zamienia się w „tolerancję”.

O ile nie będzie poważnego sprzeciwu ze strony tych, którzy nadal cenią sobie wolność, sprawy potoczą się właśnie w ten sposób. 


*Eldedr of Ziyon – blog amerykańskiego badacza antysemityzmu w mediach i organizacjach.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


When it Comes to Hating Jews, Academic Freedom is in Full Bloom

When it Comes to Hating Jews, Academic Freedom is in Full Bloom

Thane Rosenbaum


If Ken Roth was responsible for such an epic libel and historical distortion, then just maybe he doesn’t belong anywhere near a university, most especially Harvard

.
“John Harvard monument (c. 1884) by Daniel Chester French (Cambridge, Massachusetts).” Getty Images

Antisemites come in many different shapes, sizes and even colors these days. Hating Jews crisscrosses ideologies, too—spanning the right and left, standing defiantly on the fringes and even among the less politically extreme.

Antisemitism diversity is the one place where the Alt-right is welcome in the woke world, with plenty of room along the spectrum for humankind’s oldest prejudice.

Think of it as a Jew-hating variety pack—the animus fungible, the participation trophies widely available. Step right up and either take a swipe or utter a slur. Unlike with a box of chocolates, what’s found inside is no real surprise.

It’s especially true nowadays, when publicly browbeating privileged whites is virtually a spectator sport. And for reasons no one can quite explain given their sooty Ellis Island origins, Jews today are taken for a bleached shade of Mayflower white.

How to explain the disparate cast of characters, the haters who no longer need to hide from polite company? Southern rednecks wearing white sheets are bedfellows with anti-government militia. The Nation of Islam shares common cause with Black Hebrew Israelites. Diehard progressives agree on this one solitary issue with anti-immigrant xenophobes. There seems to be an even larger quantity of self-hating Jews, too.

Who knew that Kayne West, a college dropout, had so much in common with the Kennedy School at Harvard University?

Yes, in the name of “academic freedom,” Harvard, like many universities, is becoming more and more inhospitable to Jews. Even its campus newspaper endorses the Boycott, Divestment and Sanctions campaign against Israel. This from a school already with a sketchy past. In the 1920s, Harvard capped the admission of Jews to its college. The president of the university raised caution about its “Jewish Problem”—admitting too many Jews, he surmised, swelled antisemitism on campus. The president’s bigoted remedy was shortened when Boston newspapers shamed the university into overturning his decision.

Its most recent ill-advised policy, however, will not be so easily reversed.

Ken Roth, the longtime director of Human Rights Watch (HRW), stepped down in April and had hoped to join the human rights group within the Kennedy School at Harvard. Its dean initially declined to invite Roth to become a fellow. Last week, feeling pressure both on campus and off, the dean changed his mind.

His hesitation was obvious: When it came to watching human rights, HRW was mainly watching Israel. Throughout Roth’s 30-year stewardship, with a globe replete with inhumanity, HRW was laser focused on one nation obsessively and disproportionately—the democratic state of Israel. The whole of the Middle East and Persian Gulf run amuck with theocratic thugs and authoritarian despots. Yet, HRW had eyes for Israel.

Indeed, most recently, HRW issued a report defaming Israel as an apartheid state. Not even the Palestinian Authority (PA), or the International Criminal Court, for that matter, ever dared cross this racially-charged Rubicon. A nation tagged as an apartheid state is quite possibly the highest order of mortal sin.

But it is ludicrous as applied to Israel. Jews and Arabs within Israel are not kept “apart” from one another: they ride the same public transports, eat in the same restaurants, attend concerts, enjoy identical civil rights. Arabs are elected to Israel’s parliament, serve in the governing coalition, are appointed as justices to the Supreme Court. An Ethiopian was crowned Ms. Israel.

Was any of that even remotely possible in South Africa during Apartheid?

Meanwhile, Hamas is repeatedly mentioned in HRW’s report as a political party, but never once as a terrorist organization. Yet, the PA sanctioning bounties on the heads of Jews, or Palestinian leaders rejecting five prior offers of statehood– neither made it onto the pages of HRW’s report.

And since apartheid is, chiefly, about keeping people separate from one another, HRW should have discussed how a Palestinian state will most certainly pursue apartheid policies of its own. The PA has made it clear that Jews will never be allowed to live in a Palestinian state. Indeed, it is presently illegal for Arabs to sell land to Jews. No such restriction, however, applies to Arabs who represent 20% of Israel’s population and whose property rights are unencumbered.

If Ken Roth was responsible for such an epic libel and historical distortion, then just maybe he doesn’t belong anywhere near a university, most especially Harvard.

If Ken Roth was responsible for such an epic libel and historical distortion, then just maybe he doesn’t belong anywhere near a university, most especially Harvard. After all, colleges are supposedly dedicated to objective truth, intellectual inquiry, and moral constancy. Given the woke war that has been waged on the campus green for some time now, aren’t there already enough Israel haters spreading propaganda and poisoning minds?

What about academic freedom, which ultimately guided the decision to welcome Roth to the Kennedy School? That’s all well and good on a two-way street. But academic freedom when it comes to Israel offers freedom in one direction alone: the freedom to deny its legitimacy. Viewpoint diversity about Israel, or on any number of topics on campus these days, is nonexistent.

No college in America has any plans to adopt the new definition of antisemitism proposed by the International Holocaust Remembrance Alliance, and embraced by over 30 countries, which updates antisemitic invective to include: depriving Jews of their right to self-determination, referring to Israel as a racist endeavor or comparing Israelis to Nazis, and blaming Jews for Israel’s policies.

Evidently, the joys of campus life, and the freedoms of the academy, would be shattered if professors and students were obliged to refrain from such antisemitic rhetoric.

Ironically, it has often been stated that Roth, the Israel basher, also has Jewish blood. In fact, his father fled Nazi Germany. It’s not the first time that Israel’s enemies have trotted out their list of Jews who have discovered the career benefits of betrayal, and who have completely abandoned moral clarity and an allegiance to their people. Jewish history is littered with fellow travelers in self-hatred who would do anything to become a fellow at Harvard.

In the case of Roth, however, it is worth remembering that the organization that he once led was begun by Jews (no surprise there), and that its founder, Robert Bernstein, distanced himself from, and openly criticized, the direction Roth had taken HWR in the Middle East.

It’s time for universities to start recruiting, and handing out fellowships, to the Bernsteins of the world, too.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Museum of London wants your Jewish fashion items

The Museum of London wants your Jewish fashion items

MAYA ORBACH


The pieces will be part of a new exhibit celebrating Jewish Londoners’ contribution to British fashion.

.
A dress designed for David Bowie by Jewish designer Michael Fish (Trinity Mirror)

Did your family work in the schmatte trade? If so, the Museum of London Docklands needs your help.

The museum is appealing for clothes and accessories made by celebrated Jewish designers such as silhouette innovator Mr Fish, Cecil Gee, milliner Otto Lucas, Rahvis, Neymar and Madame Isobel for a major new exhibition spotlighting Jewish designers and their innovative fashion creations.

“We tell the stories of all Londoners, and this is our first major exhibition that celebrates London’s Jewish communities,” said fashion curator Dr Lucie Whitmore, who is putting together the exhibition.

“We’re making sure that we are broad in thinking about who those communities are, so we’ve got stories about both Ashkenazi and Sephardi Jewish people, we have people who arrived in the city at different times, different cultural backgrounds, different life paths. But we know that for a lot of people today, this will be a really personal story because it’s such a big part of London’s Jewish history, is that involvement in the dress and textile trades”

On her wishlist are specific items such as menswear by Mr Fish, or by Beatles favourite Cecil Gee, womenswear by Rahvis, hats made by Otto Lucas and find theatre costumes made by Neymar and gowns made by society dressmaker Madame Isobel in the 1930s.

“It’s a really nice way to pay tribute to the stories of designers that don’t always get time in the public eye, or don’t always get the recognition for the differences that they made to the fashion industry and by extension, London’s economy and success. These are people who played a really important part we celebrate their legacy.” said Dr Whitmore.

The exhibition is the first time in 20 years that the museum has focused on its fashion and textile collection. “Fashion City: How Jewish Londoners Shaped Global Style” will open to the public between October 2023 and April 2024. It will give visitors the chance to step into the world of Carnaby Street in the 1960s, and a traditional East End tailoring workshop. 

The Museum of London Docklands is looking for the following items including David Bowie’s dress worn on The Man Who Sold the World’s album image, Sean Connery’s shirts from his time as the first 007 agent, and a hat belonging to the famed film actress Greta Garbo. 

“It’s a personal story for a lot of people and I hope that people can take something from seeing the acknowledgment of that,” said Dr Whitmore.

If you have information about the items above, please email: fashioncity@museumoflondon.org.uk or visit https://www.museumoflondon.org.uk/museum-london-docklands/whats-on/fashion-city for more details. The museum call out will be open until 1 March 2023


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com