Symon Petlura zapłacił życiem za lojalność wobec Polski i marzenie o niepodległej Ukrainie

Symon Petlura zapłacił życiem za lojalność wobec Polski i marzenie o niepodległej Ukrainie

Paweł Smoleński


Symon Petlura (1879-1926) w mundurze naczelnego atamana wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej na zdjęciu z 1919 r. (Fot. Wikimedia Commons)

Petlura postawił na sojusz z Polską, bo podobnie jak Piłsudski uważał, że najważniejsze jest rozbicie lub choć osłabienie Imperium Rosyjskiego. Wierzył, że dzięki temu ocali rdzeń państwowości ukraińskiej nad Dnieprem, ze stolicą w Kijowie. 100 lat temu zawarty został sojusz polsko-ukraiński.

Paweł Smoleński: Gdyby nakręcić rzetelny film o 1920 r., ta scena mogłaby być jego finałem. Marszałek Józef Piłsudski stoi przed żołnierzami chwilę wcześniej sojuszniczej armii ukraińskiej, internowanymi na mocy polsko-sowieckiego traktatu pokojowego zawartego w Rydze, i mówi: „Ja was, panowie, bardzo przepraszam”. To Polska porzuciła wtedy Ukrainę i jej marzenia o niepodległości, a to, niezależnie od okoliczności, można nazwać zdradą. Czy ataman Symon Petlura, głównodowodzący ukraińskiego wojska i symbol nadziei na samostanowienie, mógł przyjąć takie przeprosiny?

Prof. Jan Jacek Bruski*: Pokój ryski rzeczywiście wywołał rozgoryczenie wśród Ukraińców. Porównywali go później do rozejmu w Andruszowie z 1667 r., który podzielił tereny Ukrainy między Polskę i Rosję. Przeciwko układowi z bolszewikami protestowali też niektórzy Polacy, np. znany publicysta, działacz PPS Tadeusz Hołówko, który pisał: Opuściliśmy, zdradziliśmy Petlurę w Rydze. Sam Petlura rozumiał chyba jednak motywy polskiego partnera i trudną sytuację, w jakiej znalazł się Piłsudski. Obaj mężowie stanu mieli ze sobą dobry kontakt i wzajemnie sobie ufali. Widać to było od czasu ich pierwszego spotkania w grudniu 1919 r. Audiencja naczelnego atamana w Belwederze, rozpoczęta o wpół do dziewiątej wieczorem, trwała do piątej nad ranem, a rozmówcy zrobili na sobie duże wrażenie. Mimo różnicy wieku (polski przywódca był o 12 lat starszy) Petlurę i Piłsudskiego wiele zresztą łączyło: obaj byli działaczami socjalistycznymi, którzy – mówiąc obrazowo – wysiedli z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość.

Zgadzali się też, że największym zagrożeniem tej niepodległości jest i dla Polaków, i dla Ukraińców odradzający się imperializm rosyjski, nieważne, czy w „białym”, czy „czerwonym” wydaniu.

Traktat ryski tego nie zmienił. Należy też pamiętać, że zawarcie pokoju z bolszewikami nie oznaczało całkowitego wycofania poparcia dla petlurowców. Polska udzieliła jesienią 1920 r. gościny ponad 40 tys. cywilnych i wojskowych uchodźców z Ukrainy. Armia Petlury znalazła schronienie w polskich obozach dla internowanych, a w Tarnowie funkcjonowały dłuższy czas ukraiński rząd i parlament na uchodźstwie. Piłsudski w miarę możliwości, które niestety szybko się kurczyły, roztaczał parasol ochronny nad ukraińskimi emigrantami.

Jak to się stało, że po rewolucji lutowej, obaleniu caratu, Ukraina, kompletnie zrusyfikowana prowincja imperium Romanowów, co widać po rezultatach wcześniejszych wyborów do Dumy, nagle odżywa? Pojawia się polityczny naród ukraiński, wybucha ruch niepodległościowy?

– Dla zewnętrznych obserwatorów był to niespodziewany fenomen. Leon Wasilewski, druh Piłsudskiego i wybitny znawca spraw narodowościowych, pisał w 1911 r., że Ukraińcy na terenie Imperium Rosyjskiego są ciągle jeszcze materiałem etnograficznym, a nie narodem. Rozwój ruchu ukraińskiego nad Dnieprem (inaczej było w Galicji) napotykał liczne przeszkody. Struktura ukraińskiego społeczeństwa była bardzo spłaszczona. Brakowało ziemiaństwa i burżuazji, a chłopstwo sprawami narodowymi mało się interesowało – choć ewidentnie miało świadomość odrębności od nielubianych „kacapów”, Rosjan. Odrodzenie narodowe inicjowała niewielka grupa inteligencji. Jeden z mecenasów ruchu ukraińskiego, Jewhen Czykałenko, przytacza w swoich wspomnieniach taką anegdotę. Gdy w 1903 r. w Połtawie odsłaniano pomnik pisarza Iwana Kotlarewskiego, w uroczystościach wzięła udział cała ukraińska elita.

Działacze zajęli raptem dwa wagony w pociągu relacji Kijów – Połtawa. Wystarczyłaby – żartowali podróżni – katastrofa kolejowa, a byłoby po ukraińskim ruchu narodowym.

W tej opowieści jest wiele przesady, lecz coś było na rzeczy.

Naddnieprzańscy narodowcy, poza grupką mało znaczących radykałów, nie mieli wizji niepodległej Ukrainy. Chodziło im o uzyskanie drobnych koncesji, które i tak były trudno osiągalne, gdyż carskie władze negowały odrębność narodową Ukraińców. Traktowały ich jako część wielkiego, „trójjedynego” (złożonego z Wielkorusów, Białorusów i Małorusów) narodu rosyjskiego. Cała druga połowa XIX w. to czas represji wobec rozwijającego się ruchu ukraińskiego. Aż do rewolucji 1905 r. obowiązywać miał zakaz druku w języku ukraińskim, który sprowadzono do roli lokalnego dialektu. Rugowana była też sama nazwa „Ukraina”. Gdy wybuchła I wojna światowa, większość ukraińskich działaczy opowiedziała się za spełnieniem patriotycznego obowiązku wobec państwa rosyjskiego. Liczyli, że lojalność przyniesie wreszcie oczekiwane ustępstwa.

Naczelnik państwa Józef Piłsudski i naczelny ataman wojsk ukraińskich Symon Petlura wśród oficerów obu armii w Stanisławowie w sierpniu 1920 r. Fot. domena publiczna

Co, jak wiemy, się nie spełniło.

– Władze imperium ani myślały ustąpić. Ukraińcy zrozumieli, że ich nadzieje są płonne, gdy po wybuchu wojny znów rozkręciły się antyukraińskie represje – zarówno nad Dnieprem, jak i na terenie okupowanej przez Rosjan Galicji Wschodniej. Pojęli, że nie mogą wiązać nadziei z wojną, trzeba po prostu ją przetrwać, nie tracąc zbyt wiele.

Dopiero rewolucja lutowa wszystko postawiła na głowie.

Najpierw klęski wojenne, a później upadek carskiego reżimu osłabiły władzę centralną w Rosji, w całym imperium zaczęły budzić się uśpione ruchy narodowe i lokalne separatyzmy.

W marcu 1917 r. powstała w Kijowie Ukraińska Centralna Rada – organ, który był początkowo raczej klubem dyskusyjnym niż realnym ośrodkiem władzy. Nieoczekiwanie jednak zaczął zdobywać autorytet i aspirować do roli prowincjonalnego parlamentu, partnera rosyjskiego Rządu Tymczasowego. Bardzo ważne było wsparcie, jakiego Radzie udzieliły zjazdy ukraińskich delegatów chłopskich i żołnierskich. Do próby sił pomiędzy Kijowem a Piotrogrodem doszło w czerwcu 1917 r. Centralna Rada ogłosiła wówczas swój I Uniwersał, w którym zapowiadała autonomię Ukrainy i utworzenie lokalnego ukraińskiego rządu. Wybuchł pierwszy poważny kryzys, z którym zmierzyć się musieli demokraci, którzy doszli do władzy nad Newą. Ostatecznie wypracowano kompromis, który był jednak, obiektywnie rzecz biorąc, sukcesem Ukraińców.

Kim w tym politycznym rozgardiaszu był Symon Petlura?

– Pochodził z Połtawy, z ubogiej, wielodzietnej rodziny mieszczańskiej, ale o kozackich tradycjach. Jego ojciec był dorożkarzem, później dorobił się niewielkiej firmy przewozowej. Chłopcy z jego społecznej półki – tą samą drogą poszedł niewiele odeń starszy Iosif Dżugaszwili w Tyflisie – mieli jedną drogę rozwoju: studia w seminarium duchownym. Petlura związał się na nich z ukraińskim ruchem narodowym, za co wyrzucono go z uczelni. Działał w Rewolucyjnej Partii Ukraińskiej, która przekształciła się później w partię socjaldemokratyczną, ideowo podobną do polskiej PPS.

Tak samo nieufnej wobec rosyjskich socjaldemokratów, skupionej – jak PPS – na postulatach narodowych.

– Jeszcze przed wojną Petlura był znany w kołach socjalistycznych głównie jako publicysta, redaktor kilku ukraińskich czasopism. Pierwszoplanową postacią stał się dopiero po rewolucji lutowej. Działał wówczas wśród żołnierzy ukraińskich stacjonujących na Białorusi i został przez nich oddelegowany na zjazd wojskowy (ten, który poparł Centralną Radę) do Kijowa. Wkrótce stanął na czele Ukraińskiego Generalnego Komitetu Wojskowego, a później objął sekretariat (ministerstwo) spraw wojskowych w nowo powstałym rządzie ukraińskim. Powołanie do życia tego resortu było głównym przedmiotem sporu pomiędzy Radą a piotrogrodzkim Rządem Tymczasowym. Rosyjscy lewicowcy na czele z Aleksandrem Kiereńskim nie godzili się na tworzenie przez Ukrainę własnych struktur wojskowych.

Petlura nie miał żadnego przygotowania wojskowego. Był przede wszystkim zdolnym dziennikarzem, wkrótce ujawnić się miał jednak jego samorodny talent dowódczy. Jako jeden z nielicznych przedstawicieli lewicowych elit ukraińskich rozumiał konieczność tworzenia własnych sił zbrojnych. Wołodymyr Wynnyczenko, towarzysz i konkurent Petlury, ówczesny premier ukraińskiego rządu, uważał, że armia nie jest potrzebna, wystarczą ochotnicze milicje, a demokraci i rewolucjoniści ukraińscy szybko dogadają się z rosyjskimi. Do czasu bolszewickiego przewrotu jesienią 1917 r. znaczna część naddnieprzańskich działaczy narodowych uważała, że wystarczy im rozbudowana autonomia lub jakiś rodzaj ukraińsko-rosyjskiej federacji. Prof. Mychajło Hruszewski, przewodniczący Centralnej Rady, formułował ideę Stanów Zjednoczonych Europy Wschodniej. Bolszewicy przekreślili te oczekiwania.

Federaliści i autonomiści ukraińscy zostali zmuszeni, by myśleć o niepodległości, ale nie wszyscy zrozumieli, że niepodległości trzeba bronić. Petlura znakomicie to wyczuł.

Dzięki jego energii proklamowana nad Dnieprem Ukraińska Republika Ludowa (URL) uzyskała szanse na przetrwanie, a próby bolszewickich przewrotów w Kijowie zostały stłumione.

Po raz kolejny Petlura odegrał kluczową rolę rok później. W 1918 r. sytuacja nad Dnieprem zmieniała się jak w kalejdoskopie. Centralna Rada uzyskała pomoc w walce z bolszewikami ze strony mocarstw centralnych – Niemiec i Austro-Węgier – z którymi podpisała układ pokojowy w Brześciu Litewskim. Ukraińscy socjaliści byli jednak dla tych państw partnerem niezbyt wygodnym. W efekcie w kwietniu 1918 r. Niemcy wsparli monarchiczny przewrót w Kijowie, który wyniósł do władzy byłego carskiego generała, potomka znakomitej kozackiej rodziny, Pawła Skoropadskiego. Petlura, frankofil, który przeciwny był wiązaniu się z Berlinem i Wiedniem, znajdował się w tym czasie na politycznym marginesie. Powrócił do głównego nurtu jesienią, kiedy jako naczelny ataman wojsk ukraińskich i członek nowo powołanego Dyrektoriatu stanął na czele powstania przeciw Skoropadskiemu. Nad Dnieprem odnowiono wówczas URL, a Petlura stać się miał wkrótce jej niekwestionowanym przywódcą.

Propagandowy plakat bolszewicki z napisem: ‘Skorumpowany Petlura sprzedał Ukrainę polskim panom!’ Fot. BE&W, Wikimedia Commons

Pozycja odnowionej Ukraińskiej Republiki Ludowej była od początku trudna. Młodziutkie państwo musiało wojować z bolszewikami, a później również z białą armią gen. Antona Denikina. Aż do lata 1919 r. trwał ukraińsko-polski konflikt w Galicji Wschodniej, zakończony ukraińską porażką. Dlaczego Petlura na sojusznika wybrał akurat Polskę?

– Ukraińcy znaleźli się pod koniec 1919 r. w sytuacji podbramkowej. Terytorium kontrolowane przez władze URL skurczyło się wtedy do zachodnich skrawków Wołynia i Podola. Armia straciła zdolność bojową, nie tyle wskutek porażek na froncie, ile morderczej epidemii tyfusu. Ukraińcy galicyjscy nie chcieli porozumienia z Polską – Ukraińska Armia Halicka, walcząca dotąd ramię w ramię z Petlurą przeciwko „czerwonym”, przeszła w konsekwencji na stronę Denikina, wroga URL. Naczelny ataman odrzucał układy zarówno z nim, jak i z bolszewikami. Pozostawała więc tylko Polska.

Podjęty wybór wpisywał się w priorytety Petlury, który uważał za najważniejsze ocalenie rdzenia państwowości ukraińskiej nad Dnieprem, ze stolicą w Kijowie. Kwestia przynależności terytoriów peryferyjnych – zachodniej części Wołynia, Chełmszczyzny, Podlasia czy nawet Galicji – była dla niego ważna, lecz nie decydująca. Decyzja o sojuszu z Polską Piłsudskiego była racjonalna, choć bolesna ze względu na konieczność ustępstw terytorialnych.

Naczelny ataman i naczelnik państwa mieli podobny cel – rozbicie, a w każdym razie poważne osłabienie rosyjskiego imperium. Dlatego jesienią 1919 r. naturalne było, iż Petlura zwrócił się właśnie o polską pomoc.

W grudniowej deklaracji URL zrzekła się na korzyść Polski zachodniej części Wołynia i Galicji Wschodniej. Pod polską osłoną, w tajemnicy przed politycznymi przeciwnikami Piłsudskiego, Ukraińcy mogli przystąpić do odbudowy armii. Rozpoczęły się przygotowania do wspólnej polsko-ukraińskiej akcji przeciwko bolszewikom. Negocjacje polityczne zakończyły się w nocy z 21 na 22 kwietnia 1920 r. podpisaniem sojuszu Piłsudski – Petlura, zwanego też umową warszawską. Dwa dni później zawarto konwencję wojskową.

Strony porozumienia nie były równoprawne.

– Tak, to prawda. Ale obie czerpały wymierne korzyści. Dla Ukraińców był to ostatni moment, by podjąć na nowo walkę o niepodległość. Krótko mówiąc – Ukraina grała o wszystko. Jeśli chodzi o stronę polską, to liczyła ona na wsparcie armii URL, a bardziej jeszcze – uaktywnienie się na tyłach bolszewików ukraińskiej partyzantki i przychylność miejscowej ludności w czasie pochodu na Kijów. Ważny był też aspekt polityczny – Piłsudskiemu zależało na tym, by wyprawa kijowska nie była postrzegana w Londynie czy w Paryżu jako polska imperialistyczna awantura. Marszałek traktował petlurowską Ukrainę jako realnego sojusznika i partnera, choć oczywiście w jego optyce to Polska miała być czynnikiem wiodącym. Powstanie silnego, niepodległego państwa ukraińskiego było dla polskiego przywódcy w dłuższej perspektywie warunkiem koniecznym osłabienia Rosji i stworzenia konstelacji politycznej na wschodzie Europy, która trzymałaby w szachu Moskwę.

Wojnę z bolszewikami kończy traktat ryski, który rozwiewa marzenia o niepodległości Ukrainy. Petlura mieszka w Tarnowie, a następnie w Warszawie, a kiedy Piłsudski w 1923 r. traci resztki politycznego wpływu, musi szukać szczęścia na emigracji w Paryżu. Pożyje jeszcze niespełna trzy lata, zamordowany w zamachu.

– Do dziś sprawę tę otacza tajemnica. Znamy, oczywiście, sprawcę zabójstwa. Nie usiłował on nawet uciekać, a jego nazwisko trafiło na czołówki gazet na całym świecie. To Szolem Szwarcbard (Samuel Schwarzbard), naturalizowany we Francji żydowski emigrant. Petlura zginął z jego ręki na paryskiej ulicy, w środku dnia, wracając z restauracji w Dzielnicy Łacińskiej. Dokonawszy zbrodni, Szwarcbard oddał się w ręce policji. Od początku głosił, że zabójstwo jest zemstą za urządzane przez armię URL w 1919 r. pogromy, w których zginęła cała jego rodzina. Bardzo szybko proces zamachowca stać się miał sądem nad jego ofiarą i ukraińskimi aspiracjami niepodległościowymi. Petlurze zarzucono antysemityzm i patronowanie represjom wobec ludności żydowskiej. W obronie zabójcy wystąpił cały szereg znanych osobistości, a we francuskiej prasie rozwinęła się antyukraińska kampania propagandowa. Można było odnieść wrażenie, że opinia publiczna nad Sekwaną chce zrehabilitować się za niedawną przecież sprawę Dreyfusa. Nikt nie zwrócił uwagi, że materiał dowodowy dotyczący domniemanej odpowiedzialności naczelnego atamana za pogromy cichaczem podrzucali adwokatowi Szwarcbarda Sowieci. Równocześnie odrzucono przekonujące świadectwa, że Petlura sprzeciwiał się pogromom i karał (a przynajmniej usiłował karać) ich sprawców. W efekcie w październiku 1927 r. ława przysięgłych uniewinniła mordercę.

Nie mamy do końca pewności, jakie były kulisy zamachu. Czy rzeczywiście stał za nim samotny mściciel, czy był to umiejętnie uknuty spisek?

Wiele przesłanek wskazuje, że w grę wchodziła raczej druga wersja i że odpowiedzialność za zbrodnię ponoszą sowieckie służby specjalne. Prawdopodobnie wykorzystały one Szwarcbarda jako nieświadome narzędzie – zabójca mścił się za prawdziwe krzywdy, ale był osobą zmanipulowaną. Dodajmy, że w tym samym mniej więcej czasie planowano podobny zamach na Simona Mdiwaniego, jednego z przywódców emigracji gruzińskiej. W ostatniej chwili odwołano jednak wydane już rozkazy.

Do zabójstwa Petlury doszło w znaczącym momencie, zaledwie dwa tygodnie po przewrocie majowym Piłsudskiego. W paryskich kołach politycznych powtarzano pogłoskę, iż Marszałek pozostaje w kontakcie z Petlurą, który szykuje się do wyjazdu do Warszawy, żeby odnowić sojusz ukraińsko-polski. Czy przywódca URL naprawdę miał taki plan, trudno powiedzieć. To, że dawni sojusznicy utrzymywali ze sobą kontakt, było jednak faktem. Do Paryża jeździł już wcześniej emisariusz Piłsudskiego, wspominany Tadeusz Hołówko. Przekazane przezeń środki umożliwiły aktywizację działań emigracji ukraińskiej. Już od jesieni 1925 r. zaczął dzięki nim wychodzić w stolicy Francji tygodnik „Tryzub” redagowany faktycznie przez Petlurę. W Polsce panowała dość powszechna opinia, że zabójstwo naczelnego atamana musiało zostać zaplanowane na Kremlu. Ukraiński dziennik „Diło” napisał wprost, iż Petlura zapłacił życiem za powrót Piłsudskiego do władzy w Warszawie.

Józef Piłsudski i Symon Petlura (salutują z okien wagonu) w Winnicy podczas wyprawy kijowskiej w maju 1920 r. Fot. BE&W, Wikimedia Commons

Czyli ataman Symon Petlura dotrzymał słowa danego Piłsudskiemu w 1919 r., że będzie sojusznikiem Polski i polskiego przywódcy aż po grób.

– Nie, to nie tak. Naczelny ataman nie ślubował wierności Polsce ani Piłsudskiemu. Nie był polskim wasalem, ale partnerem, sojusznikiem – reprezentującym słabszą w danym momencie, ale suwerenną państwowość ukraińską. Zachowanie lojalności wobec Polski było jego wyborem, za który zapłacił wysoką cenę. Notabene plany Sowietów – jeśli to oni rzeczywiście stali za paryskim zamachem – się nie powiodły. Chociaż Petlura zginął, do uaktywnienia współpracy Polski z ukraińskimi emigrantami rzeczywiście doszło.

Rząd petlurowski na wygnaniu był odtąd wspierany finansowo przez Warszawę, a kilkudziesięciu ukraińskich wojskowych służyło w polskiej armii jako oficerowie kontraktowi.

Ukraińcy stali się filarem zorganizowanego pod polską egidą ruchu prometejskiego – swoistej antysowieckiej międzynarodówki, która łączyła również emigracyjnych działaczy z Gruzji, Azerbejdżanu, Turkiestanu, górali kaukaskich, Tatarów krymskich i nadwołżańskich oraz przedstawicieli tzw. Wolnych Kozaków. Zamordowany naczelny ataman był jedną z ikon tego ruchu, miał też wielu polskich admiratorów. Pamięć o nim i o polsko-ukraińskim sojuszu 1920 r. kultywowała m.in. paryska „Kultura”. Jerzy Giedroyc wystąpił w obronie Petlury, gdy francuska telewizja nadała program przedstawiający go jako antysemitę i „pogromczyka”, a w rocznicę jego śmierci na jego grobie pojawiały się regularnie świeże kwiaty od Redaktora.


Jan Jacek Bruski – dr hab., profesor w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor m.in.: „Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie, 1919-1924”, Kraków 2000; „Hołodomor 1932-1933. Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu”, Warszawa 2008. Razem z prof. Władysławem Werstiukiem stoi na czele polsko-ukraińskiej komisji historyków badającej wzajemne stosunki w latach 1917-21. Z inicjatywy komisji, utworzonej przez Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i Akademię Kijowsko-Mohylańską, przygotowany został tom „Sojusz Piłsudski-Petlura. Dokumenty i materiały”. Pojawi się w księgarniach w kwietniu, w setną rocznicę podpisania polsko-ukraińskiego układu sojuszniczego.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com