A zwycięzcą jest – Hamas!

Co się stanie, jeśli pozwolimy Hamasowi wygrać tę wojnę? Jeśli Hamas otrzyma pozwolenie na osiągnięcie swojego celu przez masowe morderstwa, porwania i gwałty? Na zdjęciu: terroryści Hamasu i Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu gratulują sobie nawzajem morderczych okrucieństw w Rafah w południowej Strefie Gazy, 28 listopada 2023 r. (Zdjęcie: AFP via Getty Images)


A zwycięzcą jest – Hamas!

Alan M. Dershowitz

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Co się stanie, jeśli pozwolimy Hamasowi wygrać tę wojnę? Jeśli Hamas otrzyma pozwolenie na osiągnięcie swojego celu przez masowe morderstwa, porwania i gwałty? Jeśli ofiary tych okrucieństw – naród Izraela i wszystkie kraje walczące z terroryzmem – przegrają? Jeśli perspektywy pokoju w regionie i Wolnym Świecie zostaną poważnie zniszczone? Jeśli stosunki między USA i Izraelem oraz utrata wiary w USA jako gwaranta wolności będą nadal się pogarszać?

Administracja Bidena może nagrodzić palestyńskich terrorystów, jednostronnie uznając państwo palestyńskie, które oczywiście wkrótce zostanie zmilitaryzowane. Niepowodzenie UNIFIL- u w utrzymaniu pokoju w południowym Libanie i UNRWA w walce z terroryzmem w Gazie powinno sugerować ostrożność.

Jeżeli takie będą wyniki obecnej wojny, Hamas otrzyma zachętę do powtarzania swoich zbrodni – tak jak zapowiedział, że będzie to robił “raz za razem”, nie tylko w Izraelu, ale w innych krajach zachodnich, w tym w naszym. Dlaczego nie? Jeśli zbrodnia opłaca się, zostanie powtórzona. To jeden z powodów, dla których karzemy przestępstwa. Prezydent Joe Biden powiedział to samo w odniesieniu do rosyjskich zbrodni przeciwko Ukrainie. Słusznie ostrzegł, że jeśli pozwoli się Putinowi odnieść korzyści z ataku na Ukrainę, będzie to zachętą do atakowania innych narodów. Biden ma co do tego rację. Dlaczego nie powiedział tego samego o Hamasie? Dlaczego próbuje uniemożliwić Izraelowi pokonanie Hamasu? Czy wynika to z obawy przed utratą głosów skrajnie lewicowych, antyizraelskich Demokratów?

Biden ignoruje – i słusznie – tych amerykańskich wyborców, którzy są zwolennikami Putina, ale słucha wyborców antyizraelskich. Dlaczego kapituluje przed groźbami ze strony elementów skrajnie lewicowych w Partii Demokratycznej? Takie postępowanie jest niewłaściwe nie tylko moralnie i dyplomatycznie; jest to głupie politycznie. Ci ekstremistyczni antyizraelscy fanatycy nie zadecydują o wyniku wyborów prezydenckich w 2024 roku. Zrobią to wyborcy centrowi, tacy jak ci, którzy niedawno wybrali Thomasa Souzziego do Kongresu. A centrowi wyborcy popierają Izrael a nie Hamas.

Antyizraelscy lewicowcy nie będą głosować na Trumpa, który jest bardziej proizraelski niż Biden. Prawdopodobnie nie zostaną w domu w dniu wyborów i nie pomogą w ten sposób Trumpowi. Z drugiej strony wyborcy centrowi prawdopodobnie zagłosują przeciwko Bidenowi, jeśli uznają, że ma on zobowiązania wobec Szwadronu lub innych antyamerykańskich “przebudzonych” ekstremistów.

Choć krajowe implikacje wyborcze słabnącego poparcia Bidena dla Izraela są ważne, implikacje międzynarodowe mają znacznie ważniejsze konsekwencje. Świat będzie znacznie mniej bezpiecznym miejscem, jeśli uniemożliwi się Izraelowi pokonanie Hamasu i demontaż jego zdolności militarnych. Wydaje się, że podwójne standardy, które Biden stosuje do zwycięstwa Rosji, które słusznie uważa za niedopuszczalne, oraz do zwycięstwa Hamasu, które wydaje się być skłonny tolerować, są niewytłumaczalne w świetle racjonalnej polityki USA i podstawowej przyzwoitości.

Biden musi być tak samo oddany zapobieżeniu zwycięstwu Hamasu, jak zapobieżeniu zwycięstwu Rosji. Nie jest to jednak jego obecne podejście. Zamiast tego skupia się na wskaźniku zgonów wśród cywilów w Gazie. Nie mamy też pojęcia, ilu niewinnych cywilów w porównaniu z terrorystami i tymi, którzy im pomagają, jest wśród zabitych w Gazie. Nie mamy również pojęcia, ilu zabitych zostało wykorzystanych przez Hamas jako ludzkie tarcze lub zostało zabitych przez wadliwe rakiety terrorystów ze Strefy Gazy, które uderzyły we własną ludność. Nie możemy po prostu zaakceptować stronniczych danych przekazanych przez agentów propagandy Hamasu, którzy już zdyskredytowali się, udzielając fałszywych informacji, i przyłapano ich również na strzelaniu do własnych obywateli, aby uniemożliwić im szukania bezpieczeństwa w południowej Gazie, do czego namawiali ich Izraelczycy.

Izrael robi wszystko, co jest możliwe, aby zmniejszyć liczbę ofiar cywilnych, podczas gdy Hamas próbuje ją zwiększyć po obu stronach. Polityka amerykańska powinna polegać na pomaganiu Izraelowi w pokonaniu Hamasu i zapobieganiu odrodzeniu się i rozprzestrzenianiu jego terroryzmu przeciwko ludności cywilnej, a nie na pomaganiu Hamasowi w zapewnieniu zwycięstwa przez wiązanie Izraelowi rąk.

Tragiczna rzeczywistość jest taka, że Hamas wygrywa wojnę – przynajmniej według własnej definicji zwycięstwa. Zwrócił opinię światową przeciwko Izraelowi, szczególnie wśród młodych. Doprowadził do popsucia stosunków Izraela z Ameryką. Zaangażował Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i Organizację Narodów Zjednoczonych. Zniszczył perspektywy pokoju z Arabią Saudyjską. Popsuł stosunki między Izraelem a jego sąsiadami. Wzmocnił także poparcie dla siebie wśród Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu.

Koszty były wysokie, ale większość z nich poniosła palestyńska ludność cywilna i Izraelczycy. Hamasu zupełnie nie obchodzi śmierć Palestyńczyków, czego dowodem jest fakt, że nigdy nie zapewniał schronienia ludności cywilnej, budując jednocześnie rozległe tunele, aby chronić własnych bojowników. Świat może postrzegać szkody wyrządzone Gazańczykom jako cenę zwycięstwa Hamasu, ale Hamas nie widzi tego w ten sposób.

Tak więc, jeśli administracja Bidena nie zmieni kursu i nie będzie zachęcać Izraela do osiągnięcia uzasadnionego celu militarnego, jakim jest pokonanie Hamasu, terroryzm zwycięży, a cywilizacja przegra.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rothman to ‘Post’: Israel has veto power over Palestinian state, it’s a matter of life and death

Rothman to ‘Post’: Israel has veto power over Palestinian state, it’s a matter of life and death

SIMCHA ROTHMAN


The state the Palestinian spokespersons are gunning for is also smack in the middle of the land-starved Jewish people’s tiny, zero-strategic-depth homeland.
.

MK Simcha Rothman at a special committee meeting on the “Deri Law”, at the Knesset, the Israeli Knesset in Jerusalem, on December 15, 2022. / (photo credit: OLIVIER FITOUSSI/FLASH90)

Responding to “Israel has no veto power over Palestinian statehood, PA tells ICJ,” Palestinian Arab spokespersons excel in generating rhetoric that always sounds plausible and always presents them as the most deserving of persons, as opposed to Jews who, it seems, barely deserve their own lives.

But this rhetoric is non-factual. In this case, for example, of course, Israel must have, and does have, “veto power” over Palestinian statehood. That’s because preventing that calamity is a matter of life and death for Israel.

That’s also because the state the Palestinian spokespersons are gunning for is smack in the middle of the land-starved Jewish people’s tiny, zero-strategic-depth homeland – which is no accident. Let’s understand:

Irrevocable international commitments have been made to the ancient Jewish people for the western Land of Israel – even in the United Nations’ own Charter (Article 80), which obligates everybody. So Israel does have “veto power” over establishing a Palestinian state in the western part of The Land of Israel, for the same reason that any home-owner in the world has “veto power” over her or his own living room.

Israeli Foreign Ministry legal adviser Tal Becker and British jurist Malcom Shaw sit in the International Court of Justice on January 12, 2024. (credit: THILO SCHMUELGEN)

If this sounds unfair, recall that Israel doesn’t have “veto power” over any of the over 20 spacious Arab states that serve the ancient Arab nation (“Umma”). To this nation, all Palestinian Arabs belong; they share this ancient nation’s language, national dress, religion and origin. All this makes the Arab nation, to which all Palestinians belong, one of the most generously endowed nations, territorially, in the world. 

I also thank Dr. Alan Baker for his recent contribution, aptly entitled “The latest legal misconception: The call for unilateral recognition of a Palestinian state.”  Dr. Baker delicately raises the possibility that politicians abroad may not understand what they are talking about.  Indeed, many political figures abroad are unaware of the following three key considerations for Jews. First,  there is no way back from statehood; divorce is the well-known procedure for dismantling a bad marriage, but there is no procedure for dismantling a bad (hostile or fail) state. Second, a “state” (as opposed to an “authority” like the Palestinian “Authority”) is entitled to arm itself as much as it pleases, eventually becoming a behemoth that is militarily impossible for an overshadowed small country like Israel to defeat.

Third, and most important, there is no such thing as a “demilitarized state”. That is a pure contradiction in terms – like a “chilly heat wave.” It is also not true that there are various “types” of states, some of which are not risky for Israel. Why?  Let us say that a state is established whose Constitution includes an Article assuring de-militarization. This sounds wonderful, but there’s a “small” catch: a state is entitled to change its constitution! What happens if (and when) the “Palestinian state” abolishes this de-militarization article and heavily arms itself? The answer is an existential catastrophe for Israel, the state next door.

Judea and Samaria belong to the Jewish people, irrevocably, by international law, which many like to ignore. The same is true of Gaza. If these are officially taken over by Iran, which is what would happen the morning after a “Palestinian” state were established, this would be an absolute disaster for the Jewish people.

The leadership of the Jewish people is entitled, indeed obligated, to prevent this from happening at a distance of a few meters from our capital, Jerusalem, and Road 6 (Israel’s main artery), and if we prevent it, we will. All well-meaning leaders and journalists are invited to support our efforts to do the right thing publicly.  The message of the Israeli Right and Center has always been, and will always be, that incessant “two-state” rhetoric does not promote co-existence – it promotes danger and war. Israel’s hand is ever extended in peace. True peace, peace-for-peace.

Some 99 Knesset members just voted that a “Palestinian state” will be a “prize for terror.”

Our friends should respect our right to exist as a Jewish state. Our friends must respect our independence and our democracy.

Recognizing a “Palestinian State” in the land of Israel will ignore our democratic process and will bring the destruction of the one and only Jewish State.  


Simcha Rothman is an Israeli MK and Chair of Israel’s Constitution, Law and Justice Committee 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Swords of Iron, Israel at War – Day 144 – UPDATE 27.02.24

TV7 Israel News – Swords of Iron, Israel at War – Day 144 – UPDATE 27.02.24

TV7 Israel News


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Joe Biden: “Liczę na rozejm w Gazie. Najpóźniej w poniedziałek”. Na czym będzie polegał?

Izraelscy żołnierze w Strefie Gazy 26 lutego (Fot. REUTERS/Israel Defense Forces)


Joe Biden: “Liczę na rozejm w Gazie. Najpóźniej w poniedziałek”. Na czym będzie polegał?

Marta Urzędowska


Prezydent USA przyznał, że są duże szanse na zawieszenie broni w Strefie Gazy, jednak Izraelczycy potwierdzają, że i tak zaatakują w Rafah, gdzie schronili się palestyńscy uchodźcy. Jednocześnie ONZ alarmuje: Do enklawy dociera coraz mniej pomocy

W poniedziałek w telewizji NBC Joe Biden, spytany kiedy może rozpocząć się zawieszenie broni w Strefie Gazy, mówił: – Mój doradca ds. bezpieczeństwa narodowego twierdzi, że jesteśmy blisko, naprawdę blisko. I mam nadzieję, że do następnego poniedziałku będziemy już mieli zawieszenie broni – stwierdził amerykański przywódca.

Dodał, że Izraelczycy są gotowi wstrzymać walki na czas ramadanu, świętego dla muzułmanów miesiąca, który rozpoczyna się w tym roku 10 marca. – Zbliża się ramadan i mamy zgodę Izraelczyków, że nie będą się w tym czasie angażować w działania militarne, także po to, by dać czas na uwolnienie wszystkich zakładników – wyjaśniał Biden.

Hamas stawiał absurdalne warunki. Dziś “te przeszkody udało się przezwyciężyć”

W porozumieniu, które zapowiada Biden, chodzi o przerwanie walk w Strefie Gazy, gdzie od blisko pięciu miesięcy trwa wojna między izraelską armią a Hamasem, rozpętana w październiku bestialskim atakiem palestyńskich terrorystów na Izrael. W ataku zginęło 1,2 tys. osób, 250 kolejnych porwano do Gazy. W odwecie izraelska armia prowadzi w rządzonej przez Hamas enklawie naloty i ofensywę lądową, w których zginęło już blisko 30 tys. Palestyńczyków.

Słowa Bidena potwierdzają doniesienia z ostatnich dni, według których Izrael i Hamas są coraz bliżej ewentualnego porozumienia.

Jak informuje CNN – powołując się na dwa anonimowe źródła dobrze znające szczegóły negocjacji – Hamas wycofał się z niektórych swoich żądań. Nie jest jasne, o które konkretnie chodzi – ale wiadomo, że w ostatnich tygodniach rozmowy blokował absolutnie niewykonalny postulat terrorystów, by izraelska armia całkowicie i na stałe wycofała się z Gazy.

– Dziś największe przeszkody udało się przezwyciężyć, przynajmniej jeśli chodzi o upieranie się Hamasu przy pełnym i natychmiastowym wycofaniu izraelskich sił – przyznaje cytowany przez stację wysokiej rangi urzędnik amerykańskiej administracji.

– Zmniejszyły się też wymagania Hamasu co do liczby palestyńskich więźniów, którzy musieliby zostać wypuszczeni w zamian za zwolnienie zakładników – dodaje.

Walki ustaną na półtora miesiąca? Kolejne fazy rozmów będą trudniejsze

Jeśli rzeczywiście uda się zawrzeć porozumienie, walki mogą zostać wstrzymane nawet na sześć tygodni. W zamian terroryści wypuszczą ok. czterdziestu izraelskich zakładników – kobiety, dzieci, osoby starsze i chore. Poprzednią grupę – ponad sto osób – zwolnili w listopadzie w zamian za tygodniowe zawieszenie broni i zwolnienie z więzień w Izraelu setek palestyńskich osadzonych. Także tym razem zakładnicy zostaną wymienieni na palestyńskich więźniów – jak podaje Reuters, najpewniej w proporcji dziesięciu Palestyńczyków za jednego zakładnika.

W tej chwili w Gazie pozostaje jeszcze ok. 130 izraelskich zakładników, co najmniej trzydzieścioro zginęło – zginęli z rąk terrorystów, albo w izraelskich nalotach.

Cytowane przez CNN dyplomatyczne źródła ostrzegają, że sam fakt, że Hamas nieco spuścił z tonu, nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Dyplomaci znający szczegóły negocjacji przekonują, że porozumienie będzie wdrażane najpewniej etapami. Chwilowe wstrzymanie ognia i zwolnienie kobiet, dzieci i osób chorych i starszych będzie jedynie pierwszą fazą.

Kolejne mogą się okazać bardziej skomplikowane, bo będą dotyczyły wyjątkowo trudnych tematów, wśród nich zwolnienia izraelskich żołnierzy, którzy również pozostają w rękach terrorystów, a także wymiany zakładników na palestyńskich więźniów z długimi wyrokami, których dotąd Izraelczycy nie zgadzali się zwalniać.

Kolejne fazy negocjacji będą dotyczyły trwałego zakończenia wojny i przyszłych planów Izraelczyków wobec Gazy.

Rozejm oznacza rezygnację z inwazji na Rafah? Netanjahu zaprzecza

Zawieszenie broni raczej nie zmieni także planów izraelskiego rządu dotyczących inwazji na Rafah. Miasto położone na południu Strefy Gazy, przy granicy z Egiptem, stało się miejscem schronienia setek tysięcy uchodźców uciekających przed wojną z innych części enklawy.

W efekcie na miejscu jest dziś ok. półtora miliona cywilów, a choć izraelska armia zapewnia, że da im możliwość ewakuacji przed atakiem, nie jest jasne, dokąd mieliby uciekać. Granica z Egiptem pozostaje zamknięta, choć od kilku tygodni Egipcjanie budują mur otaczający przygraniczną strefę buforową, co – choć Kair nie komentuje tych doniesień – może świadczyć, że szykują się na przyjęcie kilkudziesięciu tysięcy Palestyńczyków.

Choć świat niepokoi się losem cywilów w Rafah i nawet Amerykanie, najwierniejsi sojusznicy Izraela, wprost mówią, że nie poprą inwazji na miasto, izraelskie władze odpowiadają, że operacja to konieczność, bo na miejscu są aktywne tysiące terrorystów z Hamasu.

Planowane zawieszenie broni nie oznacza więc rezygnacji z planów inwazji, a jedynie przesunięcie jej w czasie. Jeszcze w ostatni weekend premier Benjamin Netanjahu wprost stwierdził, że bez względu na to, czy uda się porozumieć, Izraelczycy „i tak to zrobią”.

– Naszym celem jest totalne zwycięstwo, nie możemy więc pozostawić w Rafah bastionu Hamasu, nie zająwszy się nim – dodał Netanjahu w rozmowie z CBS News.

Porozumienie umożliwi dostarczanie pomocy

Szczegóły zapowiadanego zawieszenia broni dopracowywano w ostatni piątek w Paryżu, gdzie spotkali się przedstawiciele Izraela, Kataru, Egiptu i USA. Wszystkie zespoły negocjatorów ponownie spotkały się w poniedziałek na rozmowach w Dosze w Katarze, gdzie dogrywane były szczegóły.

– Udało nam się osiągnąć postęp – potwierdził w poniedziałek rzecznik Departamentu Stanu, Matt Miller. Podkreślił przy tym, że „jeśli Hamasowi zależy na Palestyńczykach, powinien zgodzić się na obecną wersję porozumienia, bo pozwoli ono w dużym stopniu zmniejszyć ich cierpienie”.

Rozejm w Gazie ma objąć także zgodę na dostarczenie do enklawy większej ilości pomocy humanitarnej. Codziennie do Strefy ma wjeżdżać pięćset ciężarówek z pomocą, dostarczone na miejsce mają zostać tysiące namiotów dla uchodźców, a zniszczone szpitale mają zostać naprawione.

Pomoc jest bardzo potrzebna – jak wylicza ONZ, jej ilość spadła w lutym o połowę w porównaniu do tej dostarczanej jeszcze w styczniu, a sekretarz generalny ONZ, Antonio Guterres ostrzegał w ostatnich dniach, że atak na położone na granicy Rafah byłby „gwoździem do trumny” dla dostaw jakiegokolwiek wsparcia dla Palestyńczyków.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Countering the Lie That Israel Is a Settler-Colonial State

Countering the Lie That Israel Is a Settler-Colonial State

.J. Caschetta


Jews in British Mandate Palestine celebrate the UN General Assembly’s passage of Resolution 181. Photo: Wikimedia Commons.

Many college students, and all of the anti-Israel protesters, erroneously believe that a country called “Palestine” was populated by a people called “Palestinians” until World War II, after which Jews who escaped the Nazi Holocaust began migrating there as “settlers” and took the land from Arabs.

Today, according to this narrative, Israelis are colonial occupiers of “stolen Palestinian land,” as the Students for Justice in Palestine (SJP) “Day of Resistance Toolkit” puts it.

There are many things wrong with these claims, most glaringly the fact that there has never been a country called “Palestine,” and that Jewish people were the original inhabitants of this territory.

While it’s true that many Jews migrated to the British Mandate Palestine in the aftermath of pogroms in the 1930s and then the Holocaust in the 1940s, there has been a continuous Jewish presence in Israel since the beginning of recorded history — centuries before the birth of Muhammad and the advent of Islam. Jerusalem is mentioned 667 times in the Hebrew Bible and zero times in the Koran. Not once.

The further back in history one goes, the less accurate the term “settler” is when applied to Jews living in Israel. King Solomon’s Temple, built sometime between the 10th and 6th century BC, was destroyed by Babylonian invaders in 586 BC, rebuilt between 30 and 20 BC, and then destroyed again by Romans in 70 ADC

Islam ventured into the land of Israel as a colonial force in the 7th century. Muslims built the Al-Aqsa Mosque on the site of Solomon’s temple as an expression of their triumphalism. Academics who universally condemn European colonialism and American imperialism rarely acknowledge Islamic imperialism, especially when it comes to Israel.

For most of the 19th century, the land was sparsely populated and in ruins. When Mark Twain traveled there in the 1860s, he found it largely abandoned. In his book Innocents Abroad (1869), he called it “desolate and unlovely,” declared it “a silent wilderness,” and mourned that “renowned Jerusalem itself, the stateliest name in history, has lost all its ancient grandeur, and is [sic] become a pauper village.”

Various Islamic caliphates occupied the land until the Ottoman Empire lost it in World War I. The League of Nations then turned the land over to Britain in order to re-establish the Jewish national homeland and renamed it “British Mandate Palestine.” It stretched from Egypt in the west, Syria in the north, Iraq in the east, and Saudi Arabia in the south. In 1922, Britain cut three quarters of the land off and unilaterally established a new country called Jordan.

Yet another overlooked component to the simplistic claim that “the Jews took the Arabs’ land” is that many hectares of land in Israel were purchased by Jews from Arabs.

As Robert Spencer points out, Jews who returned to Israel “in the nineteenth and early twentieth centuries didn’t come as armed marauders, seizing land from its owners by force. They obtained the land in a far more conventional and prosaic way: they bought it.” Spencer quotes one British government report from 1930 that smugly notes they overpaid for it.

After World War II, the United Nations voted to partition the land into a Jewish state and an Arab state. No Arabs called themselves “Palestinian” at this time. Palestinian nationalism may have begun in 1920, but Arabs did not begin calling themselves “Palestinians” until after the Six-Day War in 1967.

As a result of UN Resolution 181, which authorized the creation of a Jewish and Arab state alongside each other, many thousands of Jews living throughout the Middle East and North Africa were expelled from their homes. Few were permitted to take their belongings with them. They were forcibly exiled and sent to the nascent state of Israel. The Arab population thought this would become “the big graveyard of the Jews” in the war to come, as five Arab nations invaded and sought to strangle the Jewish state in its cradle. But the Arab nations lost the war. The victorious Jewish fighters called it their War of Independence, and the Arabs began referring to their loss as the “nakba” or great disaster. However, for many Jews living in Arab, Muslim-majority countries, the UN partition vote and subsequent war became their disaster too.

According to the Jewish Virtual Library, “Throughout 1947 and 1948, Jews in Algeria, Egypt, Iraq, Libya, Morocco, Syria, and Yemen (Aden) were persecuted, their property and belongings were confiscated, and they were subjected to severe anti-Jewish riots instigated by the governments. In Iraq, Zionism was made a capital crime. In Syria, anti-Jewish pogroms erupted in Aleppo and the government froze all Jewish bank accounts, In Egypt, bombs were detonated in the Jewish quarter, killing dozens. In Algeria, anti-Jewish decrees were swiftly instituted and in Yemen, bloody pogroms led to the death of nearly 100 Jews.” While some left to start new lives in Europe and the US, “586,000 were resettled in Israel — at great expense to the Israeli government, without any compensation from the Arab governments who had confiscated their possessions. The majority of the Jewish refugees left their homes penniless and destitute.”

These hundreds of thousands were genuine refugees.

In spite of the charge that Israel is “occupying Palestine,” nearly all (over 90%) of the Palestinians who live in the West Bank are governed by the Palestinian Authority. Referring to this territory as the “occupied West Bank” is as nonsensical as referring to the Arabian Peninsula as being “occupied” by Arabs, or France as being “occupied” by Gauls.

The United Nations is the most egregious proliferat0r of the idea that Israel is a settler-colonial state that occupies the West Bank, Gaza, and eastern Jerusalem. A 2016 Wall Street Journal article documented 530 UN General Assembly references to Israel is an “occupying power” versus zero for Indonesia (East Timor), Turkey (Cyprus), Russia (Georgia, Crimea), Morocco (Western Sahara), Vietnam (Cambodia), Armenia (Azerbaijan), Pakistan (Kashmir), or China (Tibet). UNESCO’s “Occupied Palestine” document uses the phrase “Israel, the occupying Power” thirteen times.

The most vocal protesters, especially college students, are blissfully ignorant of this history. They have been conditioned to respond to the terms “colonial” and “settlement” with images of white Europeans encroaching on the ancestral territories of red, brown, and black peoples. But, as Elliot Abrams put it, “the term ‘settlement’ loses meaning when applied to Jews building homes in their nation’s capital city.


Investigative Project on Terrorism (IPT) Senior Fellow A.J. Caschetta is a principal lecturer at the Rochester Institute of Technology and a fellow at Campus Watch, a project of the Middle East Forum where he is also a Ginsberg-Milstein fellow. A version of this article was originally published at IPT.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com