Rozmowa na koniec roku

A. Gierymski, „Święto Trąbek”


Rozmowa na koniec roku

MAGDALENA WÓJCIK

 – ludzie / 


„WRACAMY DO TAKIEGO SPOSOBU POSTRZEGANIA HISTORII, W KTÓRYM WINA I ODPOWIEDZIALNOŚĆ SĄ ZAWSZE ODRZUCANE I PRZERZUCANE NA KOGOŚ INNEGO, PO TO, ŻEBY POZBYĆ SIĘ JAKICHKOLWIEK PSYCHOLOGICZNYCH CZY MORALNYCH KŁOPOTÓW. TO INFANTYLIZM” – MÓWI PROFESOR PAWEŁ ŚPIEWAK, DYREKTOR ŻYDOWSKIEGO INSTYTUTU HISTORYCZNEGO W WARSZAWIE

.

Magdalena Wójcik: Co było dla pana najważniejsze w tym mijającym, burzliwym dla społeczności żydowskiej 5778 roku?

Paweł Śpiewak: Oczywiście najważniejsze są zawsze sprawy zdrowia, a ponieważ pojawiły się u mnie problemy zdrowotne, to one są dla mnie teraz na pierwszym miejscu. A patrząc bardziej ogólnie, z punktu widzenia historii ten rok był dla polskich Żydów w pewnym sensie najgorszy od wielu lat. Chyba najbardziej dramatycznym momentem była próba nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w myśl której miałoby się karać wszystkich ludzi na świecie, którzy wypowiedzą się na temat stosunków polsko-żydowskich inaczej niż chciałby tego IPN. To nie tylko krok represyjny, ale też dowód na to, jak źle formułowane jest prawo. 

Co najbardziej dotknęło pana w kwestii nowelizacji tej ustawy? 

Próbuje ona narzucić jednolity rodzaj pamięci czasów wojny. Wymusza narrację, która jest zgodna z oczekiwaniami władzy, a na nią nie sposób się zgodzić. To skrzywdzi wiele osób, przede wszystkim tych, którzy zginęli i są zupełnie bezbronni. Zaszkodzi też Polakom jako narodowi, bo zlikwiduje obszary, które wymagają refleksji i skruchy. A skruchy uczy zarówno chrześcijaństwo, jak i judaizm. Nagle okazuje się, że jakikolwiek element odpowiedzialności zostaje zniesiony. Czyli wracamy do sposobu postrzegania historii, w którym wina i odpowiedzialność są zawsze odrzucane i przerzucane na kogoś innego, po to, żeby pozbyć się jakichkolwiek psychologicznych czy moralnych kłopotów. To infantylizm. 

Jednocześnie tworzy się instytucje wzmacniające jednolity przekaz pamięci. Polityka personalna IPN-u świadczy o tym, że pozbywa się stamtąd wszystkich, którzy mają inne poglądy niż jego dyrektor Jarosław Szarek. Widać to też dobrze na przykładzie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i wielu innych instytucji. 

Nowelizacja ustawy o IPN-ie wywołała też falę antysemityzmu. 

Fakt, udzieliła zgody na antysemickie argumenty w dyskusji. Nie chcę jednak nadawać temu zbyt wielkiej roli: nie jest to powtórka Marca ‘68 ani dwudziestolecia międzywojennego. Nie zmienia to jednak faktu, że jest mocno krzywdzące dla nas jako narodu, a także dla obrazu Polski za granicą. Nagle okazuje się, że nikt nie chce z nami rozmawiać. 

Mówienie, że pogromu w Kielcach nie dokonali Polacy albo domaganie się ponownych badań, które policzą ofiary w Jedwabnem, jest niczym innym jak tylko rozdrapywaniem ran, szukaniem powodów do wzajemnego oskarżania się i wyrzucania sobie win. 

Okazało się też, że dziennikarz może publicznie powiedzieć parchy” – takich sytuacji nie było już od dawna. 

Prawo i Sprawiedliwość obiecało, że stworzy międzypartyjną komisję do spraw walki z faszyzmem, ale nic takiego się nie wydarzyło. Tymczasem toleruje się ONR, słyszymy, że neonaziści obchodzą urodziny Hitlera. Takie przykłady można by mnożyć. 

Mieliśmy z tym do czynienia już wcześniej, więc było jasne, że wróci. 

Ale sądziłem, że władza lepiej nad tym zapanuje. Tym bardziej, że mieliśmy i nadal mamy do czynienia z ewidentnymi elementami kampanii nienawiści. Na przykład systematycznie atakowano Piotra Cywińskiego, nie za jego wypowiedzi, ale za to, że w zarządzanym przez niego Muzeum Auschwitz-Birkenau ambasadorka Izraela skrytykowała nowelizację ustawy o IPN-ie – to była zorganizowana, absolutnie nieprzypadkowa akcja. Cywińskiego spotkały wyrazy międzynarodowej solidarności, ale to nie wystarczy. Polska zawsze przegrywała w takich kampaniach polsko-żydowskich i znów przegra. Naprawdę nie rozumiem, po co się w to pchać.

Powraca stereotyp Polaka-antysemity. 

Nie chcę brać na siebie za to odpowiedzialności, a jednak nie mam wyboru. Jest to tym bardziej absurdalne, że władze dość mocno starały się pozować na prożydowskie, uwzględniające żydowską perspektywę na historię Zagłady i na stosunki polsko-żydowskie. Już teraz ma to fatalne skutki – światowe instytucje żydowskie nie chcą dawać pieniędzy na Polskę, co ogranicza nasze możliwości „ekspansji”. Co prawda jesteśmy traktowani z szacunkiem, ale mimo wszystko jako instytucja współodpowiedzialna. Dlaczego oni mieliby nam cokolwiek fundować? Niech Polska, Polacy dają. Dochodzi do tego zdumiewająca nieumiejętność radzenia sobie z tymi sytuacjami wśród ministrów naszego rządu. 

Brak pieniędzy to dla wielu podstawowy hamulec, bo jeśli państwo nie da, to nie wiadomo, skąd je wziąć.

Tyle że to nie jest tak, że państwo „daje na Żydów”. Majątki żydowskie, które stały się majątkami polskimi, pracują przecież na budżet. Nie da się tego policzyć tak, żeby wyszło, że Polacy dają Żydom. 

Jak widzi pan rolę Żydowskiego Instytutu Historycznego w tej rzeczywistości? 

Dopóki władza nie ingeruje bezpośrednio i nie narzuca mi tego, co mam mówić, robimy swoje.

ŻIH świata nie zbawi, ale poza dbaniem o Archiwum Ringelbluma ma kilka rzeczy do zrobienia. Przede wszystkim musimy edukować ludzi, jak mówić o historii Żydów. Moim marzeniem jest opracowanie kanonicznych książek o historii polskich Żydów i stosunkach polsko-żydowskich na przestrzeni ostatnich 150 lat. Chciałbym, aby Instytut przygotował materiały studyjne, które pozwolą ludziom zrozumieć i nazwać to, co działo się tutaj w ostatnich wiekach. Wydawało nam się, że pewne lekcje odrobiliśmy już pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ale od tego czasu w dorosłość weszły już dwa nowe pokolenia Polaków i trzeba znów wykonać tę samą pracę.

Czy polska i żydowska narracja historyczna mogą się spotkać? 

Nie ma takiej potrzeby. Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy tworzyć narracyjne muzea historii polsko-żydowskiej. Historia wojenna każdej rodziny, każdego człowieka jest odmienna. Jak mielibyśmy to połączyć? Były historie pomocy i jej braku. Próba przybliżenia się do prawdy poprzez wymuszenie wspólnej opowieści jest dla nas destrukcyjna.

Nie ma się co dziwić, że są takie próby, szczególnie przy okazji tak ważnych rocznic jak odzyskanie niepodległości. 

Dla Żydów odzyskanie przez Polskę niepodległości było wielkim wydarzeniem. Wywoływało co prawda lęki i obawy, ale mimo wszystko było doświadczeniem pozytywnym. Niezależnie od późniejszego poziomu antysemityzmu, po raz pierwszy powstały wówczas różne demokratyczne instytucje prawa, które – czasami tylko symbolicznie albo częściowo, ale jednak chroniły Żydów. Coś, co w zaborze rosyjskim było zupełnie nieznane. W dwudziestoleciu, choć był to bardzo krótki okres, dużo dobrego stało się dla akulturacji Żydów do kultury polskiej. Był to wielki sukces. Szczycimy się dziś wieloma Polakami, takimi jak na przykład Rafał Lemkin. 

Jaki będzie 5779 rok?

Na pewno niełatwy. Zmasowana próba budowania nowej opowieści o historii polskich Żydów zdaje się nie mieć politycznej przeciwwagi. Platforma Obywatelska nie jest partią, która ma w tej kwestii jedno, mocne zdanie. Nie chcę powiedzieć, że są negatywnie nastawieni, ale nie znajduję w nich mocnego sojusznika w swojej sprawie. Póki co cieszmy się jednak, że mamy Nowy Rok. Można pójść nad rzekę, wyrzucić grzechy. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Many Religious People Are Not Altruistic; the Torah Asks Us to Do Better

Many Religious People Are Not Altruistic; the Torah Asks Us to Do Better

Pini Dunner


A Torah scroll. Photo: RabbiSacks.org.

There is a widely held view that people of faith are kinder and more altruistic than non-believers. Let’s face it, we all think that religious people are far more likely to give charity, be nice to strangers, volunteer for needy causes, and use their resources — even if it means that they will personally have less, or even suffer, as a result. After all, isn’t that what religion demands of them?

Every major religion’s primary texts explicitly promote altruism as a core value. In 2007, a widely publicized study revealed that the link between religion and altruism is so deeply embedded, that even when individuals are conditioned to have a more positive view of religion and God-belief, they become more altruistic.

And yet, there is another much darker side to religion and its adherents. History is littered with religious persecution, and violence perpetrated in the name of God. At least one million people were murdered by Christians in their quest to seize the Land of Israel from Muslims during two centuries of Crusades. Aside from those who perished, millions more endured misery and poverty as a result of Crusader fanaticism.

And it didn’t stop there. The Inquisition caused indescribable misery to the population of Europe for centuries, while 200 years of religious wars between Catholics and Protestants beginning in the 16th century resulted in a drastic decline in Europe’s population — in Germany alone, the population dropped by at least a third — as a result of violence and famine, all of it caused and justified by Christian leaders, who saw what they were doing as a necessary expression of their devoted faith and religious values.

And needless to say, Islam is hardly innocent of religious persecution and violence. Beginning with the Umayyad conquests of the seventh century, and ever since, the pain and suffering perpetrated by Muslims against each other and others in the name of their faith has been utterly devastating.

In an attempt to mitigate all of this, you might be thinking that while religious fanaticism does exist, it is a minority of extremists who occasionally dominate and then cause devastation. Meanwhile, the vast majority of God-believers are fine upstanding people, whose natural kindness and altruism are superlative as a result of their devout faith.

But, quite remarkably, that view is wrong, as a number of studies have demonstrated. For example, a 2015 study conducted by researchers from seven universities around the world showed that children who come from religious families tend to be less kind, and more inclined to treat others harshly, as compared to children from non-religious households. The study focused on children from Christian, Muslim, and non-religious backgrounds in an attempt to understand how religion and morality are related — but the researchers were stunned to discover that religious beliefs could actually have a negative impact on a child’s altruistic behavior.

“Overall, our findings… contradict the commonsense and popular assumption that children from religious households are more altruistic and kind towards others,” the authors said. Almost 1,200 children aged 5-12 — from the US, Canada, China, Jordan, Turkey, and South Africa — participated in the study. Of those, 24% were Christian, 43% Muslim, while 27.6% were from non-religious homes.

In 1973, the “Good Samaritan Study” tried to determine if a person’s religious faith played a role in altruism. Researchers monitored students from a religious seminary walking from one seminary building to another, who encountered an injured person lying in an alley.

Surprisingly, they found that individuals who were highly religious were not more inclined to help the injured person compared to those who were less religious or not religious at all — and that this was even the case if the seminarian in question was on his way to deliver a talk on the Christian parable of the good Samaritan, an emblematic lesson of Christianity’s focus on altruism.

Startlingly, this result has since been confirmed in numerous other studies, all of which indicate that regardless of how morality is defined, religious individuals do not by default behave more morally than atheists, despite their beliefs and claims.

Some people are inherently kind and always put others first, irrespective of their religious faith. Belief in God may enhance their altruism, but it is clearly not the deciding factor. And then there are others — those who are disinclined towards kindness and altruism. For them, faith can even be an excuse to ignore their social obligations, or worse: to be cruel.

They might rationalize their behavior, and claim they are charitable — but in truth, their kindness is tactical: they help those who are like them, or to elicit some kind of benefit or reciprocal act. Such kindness is hardly altruism, which requires self-sacrifice. Rather, it is self-serving, and about as far removed from altruism as it is possible to get.

The Torah has many references to self-abnegation in the pursuit of social justice. We are told countless times to take care of the widow and orphan, categories of people who, in ancient times, were cast to the margins of society — but whom God thrusts to the forefront of Judaism’s quest for social responsibility.

But the Torah is not only hyper-conscious of society’s social needs, it is also acutely aware of the fact that a religious person’s God-focus might very well become their justification for ignoring their social responsibilities. It is for precisely this reason that there is a reference to this Achilles heel in the section of Parshat Emor, which deals with the festivals.

In the course of discussing the Omer offering on Pesach, and the double bread offering on Shavuot, the Torah interjects with a verse that describes a mitzvah that is unrelated to either offering, nor to any of the festivals (Lev. 19:9): וּבְקֻצְרְכֶם אֶת קְצִיר אַרְצְכֶם לֹא תְכַלֶּה פְּאַת שָׂדְךָ בְּקֻצְרֶךָ וְלֶקֶט קְצִירְךָ לֹא תְלַקֵּט לֶעָנִי וְלַגֵּר תַּעֲזֹב אֹתָם — “When you reap the harvest of your land, you shall not reap all the way to the edges of your field, nor gather the gleanings of your harvest; you shall leave them for the poor and the stranger.”

Abarbanel provides an insightful explanation for this apparent incongruity — an explanation that has faith-induced social deafness at its very core. Both offerings use grain, he says, and someone who is very devout but not socially conscious might assume that by giving these offerings to God they have fulfilled their religious obligations, and can now do whatever they please with the rest of their grain harvest. Which is why the Torah reminds us then and there that serving only God with our harvest is not enough; we must also provide for our fellow human beings — we must never forget the poor and needy.

It is a powerful lesson embedded at the heart of a section that deals primarily with rituals, and an important reminder that faith has no value whatsoever if it comes at the expense of others.


The author is a rabbi in Beverly Hills, California.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dating Coach Behind ‘Jewish Matchmaking’ Series Says Finding Life Partner is the ‘Hardest Thing to Do in the World’

Dating Coach Behind ‘Jewish Matchmaking’ Series Says Finding Life Partner is the ‘Hardest Thing to Do in the World’

Shiryn Ghermezian


Aleeza Ben Shalom in a promotional photo for the Netflix series “Jewish Matchmaking.” Photo: Netflix

Professional Jewish matchmaker and dating coach Aleeza Ben Shalom, whose skills are on display in the new Netflix series Jewish Matchmaking, admitted in the show’s premiere episode that finding love is no easy feat and in fact the “hardest thing to do in the entire world.”

In the eight-episode series, which premieres on Netflix on May 3, Ben Shalom meets with a diverse group of Jewish singles in the US and Israel and aims to help them find a life partner through the Jewish traditional dating process called shidduchim. She first has interviews with her clients about their values, desires, what is non-negotiable and their hopes for a partner before she sets them up with someone. The show is a spinoff of Indian Matchmaking and Ben Shalom has already helped over 200 couples get married.

“No matter what religion you practice or what country you come from — it’s hard for anybody to find love,” the married, mother-of-five, who is based in Israel and grew up in Philadelphia, told TODAY.com. “Our goal every time is to hit the nail on the head and make a match. Hopefully they’ll live happily ever after.”

Ben Shalom started a legally registered matchmaking business in 2012. Her clients hail from different Jewish religious backgrounds and ethnicities, and she said she hopes audiences will learn more about Jewish culture by watching the Netflix show.

“I want people to be curious about Judaism — Jewish customs, practices and beliefs — and learn more,” she said to TODAY.com. “I think that we have a lot of beautiful customs, traditions and wisdom to share. [The show] is meant for the whole world. It’s not just meant for the Jewish people.”

She also said she talks to her clients about staying hopeful during what could be a long process until they find the right person.

“I think the most challenging part of being a matchmaker is helping people to have patience with the process because matchmaking takes time,” she told the publication. “Like anything, it’s an investment and something we have to work with very closely to get the results that we want. It’s not instantaneous. For me, the most important thing is setting the expectations properly because when people understand the expectations, then nobody gets upset.”

Her own children, ranging from ages 9 to 19, also know that they can turn to their mother for help when they want to get married. She told TODAY.com, “One of them joked with me and said, ‘Well, if I can’t find somebody, I’m not really worried because you’ll just set me up.’ I said, ‘Yeah, exactly!’”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Izrael pod ostrzałem i bojaźliwa odpowiedź Zachodu

Armia izraelska dokłada wszelkich starań, aby chronić swoją ludność cywilną, unikając jednocześnie niepotrzebnych ofiar wśród ludności cywilnej na terytorium wroga. Z drugiej strony przywódcy terrorystów w Gazie upewniają się, że ich żony i dzieci są w pobliżu i gotowe na śmierć, ilekroć istnieje ryzyko ataku przeciwko nim. Celowo umieszczają swoje magazyny broni, miejsca wystrzeliwania rakiet i bojowników wśród ludności cywilnej, w tym w szkołach, szpitalach i budynkach mieszkalnych. Na zdjęciu: Terroryści wystrzeliwują rakiety na Izrael z gęsto zaludnionej dzielnicy mieszkalnej w mieście Gaza, 13 maja 2023 r. (Zdjęcie: Mahmud Hams/AFP via Getty Images)


Izrael pod ostrzałem i bojaźliwa odpowiedź Zachodu

Richard Kemp


Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Kiedy w zeszłym roku Rosja napadła na Ukrainę, zachodnie rządy, organizacje międzynarodowe, media i organizacje broniące praw człowieka słusznie zebrały się bez wahania, uznając potrzebę udzielenia bezwarunkowego wsparcia moralnego narodowi broniącemu się przed brutalnym atakiem.

Dziś widzimy zupełnie inny obraz, gdy Izrael jest atakowany przez agresorów w Gazie, która jest pod każdym względem obcym krajem.

Istnieje pewne podobieństwo między tymi dwoma konfliktami, chociaż mają one zupełnie inną skalę. Zarówno Rosja, jak i Islamski Dżihad w Gazie uważają, że kraje, które atakują, są nielegalne, nie mają prawa istnieć i muszą zostać zniszczone przemocą w ich obecnej formie. Ani Ukraina, ani Izrael nie mają żadnych ambicji terytorialnych ani agresywnych zamiarów wobec swoich napastników – zarówno Ukraina, jak i Izrael toczą wojny czysto obronne, aby chronić swoją ludność cywilną.

Jest jeszcze jeden wspólny czynnik. Islamski Dżihad w Gazie to irańska marionetkowa grupa terrorystyczna, finansowana i kierowana z Teheranu. Za tym konfliktem stoi ręka Iranu, a ajatollahowie wywierają presję na przywódców terrorystów z Hamasu, aby przyłączyli się do ataku Islamskiego Dżihadu na Izrael, robiąc wszystko, co w ich mocy, aby zapobiec zawieszeniu broni wynegocjowanemu przez Egipt. Rola Iranu na Ukrainie nie jest tak znacząca, ale nie powinniśmy zapominać, że dostarczył on Rosji bojowe drony do ostrzeliwania ukraińskich cywilów.

Nie przypominam sobie żadnego zachodniego rządu ani organu międzynarodowego, który sugerowałby moralną równoważność między agresorem a obrońcą w wojnie na Ukrainie, ale właśnie to wielokrotnie widzieliśmy w tym i poprzednich konfliktach między Izraelem a Gazą, kiedy Sekretarz Generalny ONZ wzywał “obie strony” do zachowania powściągliwości.

W przeciwieństwie do natychmiastowego potępienia rosyjskiej przemocy, odkąd rakiety Islamskiego Dżihadu zaczęły spadać na Izrael, w Stanach Zjednoczonych i Europie było milczenie. Najlepsze, co usłyszeliśmy z Białego Domu, to to, że “Izrael ma prawo do samoobrony”, stwierdzenie oślepiająco oczywiste. Nic z tego nie wystarczy, gdy potrzebne jest najsilniejsze wsparcie dla Izraela i najbardziej dosadne potępienie Islamskiego Dżihadu, podobnie jak w przypadku wojny w Ukrainie.

Jak można było przewidzieć, media, takie jak BBC i CNN, entuzjastycznie wspierają ukraińskie operacje obronne, Równocześnie robią wszystko, co w ich mocy, by oczerniać w swoich relacjach Izrael. W komentarzu BBC posunęło się tak daleko, że sugerowano, że zabijanie cywilów w Gazie jest celową polityką izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i jego rządu, podczas gdy dziennikarz CNN twierdził, że Izrael umyślnie bombardował cywilów. W Izraelu gazeta “Haaretz” opublikowała artykuł określający operację IDF jako “ewidentnie nielegalną” i oskarżyła jej żołnierzy o zbrodnie wojenne.

Jak widać z zachodniego podejścia do Ukrainy i wojen w innych miejscach, żaden inny kraj, który jest bezprawnie atakowany przez obce mocarstwo, nie jest przedstawiany jako agresor ani nie zrównuje się go z atakującym. A w tym konflikcie różnice między obiema stronami nie mogą być bardziej wyraźne. IDF dokłada wszelkich starań, aby bronić swoich cywilów, unikając jednocześnie niepotrzebnych ofiar wśród ludności cywilnej na terytorium wroga, często przerywając ataki, gdy istnieje ryzyko zabicia niewinnych ludzi, oraz stosując ataki zaprojektowane w celu zminimalizowania szkód ubocznych, nawet w przypadku ataków na zamieszkałe budynki cywilne.

Z drugiej strony przywódcy terrorystów w Gazie upewniają się, że ich żony i dzieci są w pobliżu i gotowe na śmierć, ilekroć istnieje ryzyko ataku przeciwko nim. Celowo umieszczają swoje magazyny broni, miejsca wystrzeliwania rakiet i bojowników wśród ludności cywilnej, w tym w szkołach, szpitalach i budynkach mieszkalnych. IDF często wzywa ludność cywilną do opuszczenia terenu przed przygotowywanym atakiem. Rozumiejąc, w jaki sposób podważa to ich politykę powodowania maksymalnych ofiar wśród własnych cywilów w celu osiągnięcia międzynarodowego potępienia Izraela, terroryści w Gazie ostrzegli swoich obywateli, że każdy, kto się zastosuje i spróbuje odejść, zostanie ukarany.

W takich okolicznościach IDF nie jest w stanie wykonać kluczowej pracy polegającej na zniszczeniu broni ofensywnej skierowanej przeciwko własnej ludności i wyeliminowaniu dowódców terrorystów, którzy nią kierują, bez spowodowania ofiar wśród ludności cywilnej. Pomimo błędnych lub złośliwych komentarzy niektórych dziennikarzy, polityków, naukowców i grup praw człowieka, takie szkody uboczne nie są nielegalne ani nie są zbrodnią wojenną, pod warunkiem, że zostaną podjęte wszelkie możliwe środki, aby ich uniknąć. To jest dokładnie to, co IDF robi w każdym starciu, do tego stopnia, że kilku zachodnich generałów przyznało, że ich własne siły nie byłyby w stanie osiągnąć takich samych standardów w ochronie życia cywilów.

W ciągu ostatnich pięciu dni ponad 1234 rakiet wystrzelono z Gazy, z czego 976 przedostało się do Izraela – kraju mniej więcej wielkości Wyspy Wiktorii – a pozostałe spadły na samą Gazę. Najbliższe porównywalne bombardowanie krajów zachodnich miało miejsce w 1944 r., Kiedy Niemcy wystrzelili rakiety na Wielką Brytanię z maksymalną liczbą 100 rakiet dziennie. Wielka Brytania odpowiedziała kampanią bombardowań o niszczycielskiej sile, w której nieuchronnie zginęło wiele tysięcy cywilów. Pytanie, jakie powinni sobie zadać zachodni komentatorzy, tak chętni do potępienia Izraela, brzmi: ile rakiet wystrzelonych w ich własne kraje byłoby tolerowanych? Wojna na Ukrainie skupiła umysły europejskich rządów na tej kwestii, a ich obecne plany obejmują nie tylko poprawę ukraińskiej obrony przeciwrakietowej, ale także zdolności ofensywne do uderzenia na wroga na jego własnym terytorium, tak jak Izrael jest zmuszony to zrobić dzisiaj.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu calls out Abbas lies about Jewish history in Jerusalem

Netanyahu calls out Abbas lies about Jewish history in Jerusalem

LAHAV HARKOV


Netanyahu made the remarks in a cabinet meeting at the Western Wall Tunnels, honoring Jerusalem Day, to mark Israel’s reunification of the city and liberation of the Old City in 1967.

.

Prime Minister Benjamin Netanyahu speaks at a cabinet meeting next to the Western Wall, May 21, 2023 / (photo credit: KOBI GIDEON/GPO)

The Jewish people have been in Jerusalem for thousands of years and will remain for thousands more, Prime Minister Benjamin Netanyahu said on Sunday, responding to Palestinian Authority President Mahmoud Abbas’s recent claim that Israel is lying about its historic ties to the city.

“Abbas said days ago at the UN that the Jewish people has no connection to the Temple Mount and that east Jerusalem is part of the Palestinian Authority,” Netanyahu said. “Well, it should be brought to his attention that we are holding a special cabinet meeting in honor of Jerusalem at the foot of the Temple Mount that on which King Solomon built the First Temple of the Jewish people, and again, it should be brought to Abbas’s attention, the heart of the historic State of Israel, the City of David, was here 3,000 years ago.”

Netanyahu made the remarks in a cabinet meeting at the Western Wall Tunnels, honoring Jerusalem Day, celebrated last Thursday to mark Israel’s reunification of the city and liberation of the Old City in 1967. The cabinet approved a NIS 60 million budget increase for the Western Wall over the next five years, to upgrade infrastructure and encourage visits to the holy site, as well as archaeology and educational activities.

Abbas claimed at the UN event in honor of “Nakba Day,” marking the “catastrophe” of Israel’s establishment, that Israel “dug under al-Aqsa… they dug everywhere, and they could not find anything.”

“The ownership of al-Buraq Wall [the Western Wall] and al-Haram al-Sharif [Temple Mount] belongs exclusively and only to the Islamic Wakf alone,” he added.
The Temple Mount in Jerusalem. / (credit: OLIVIER FITOUSSI/FLASH90)

The Temple Mount, is the holiest site in Judaism and the third-holiest to Muslims. Al-Aksa is the mosque on the Mount. The Western Wall is a retaining wall of the Mount, dating to the Second Temple.

Netanyahu said that Jerusalem was the Jewish capital 1,100 years before London was the capital of England, 1,800 years before Paris was the capital of France and 2,800 years before Washington D.C. was the capital of the US.

“For 100 generation Jews expressed the special yearning of our people for Jerusalem in three prayers a day and under every wedding canopy,” the prime minister said.

The battle for Jerusalem didn’t end in 1967

The battle for Jerusalem did not end in 1967, he added, saying that he and others have to beat back international pressure on the matter regularly.

“Some prime ministers were willing to give in to these pressures…We acted differently…I am proud of the great merit I had to build new neighborhoods in Jerusalem like Har Homa, Givat HaMatos and Maaleh HaZeitim, in which tens of thousands of Israelis live. We did this under massive international pressure and we stood up to that pressure,” Netanyahu said.

The three neighborhoods the prime minister mentioned are over the 1949 armistice line, known as the Green Line, and were subject to international condemnations.

Netanyahu also said he is proud that the US embassy moved to Jerusalem while he was prime minister and promised more countries will follow suit.

The Reform Movement said that the budget increase for the Western Wall was discriminatory.

“The Western Wall [is] a place that is supposed to be for the entire Jewish people in all of its streams, but in reality includes a [gender] separated plaza that functions as a haredi synagogue in accordance to how the rabbi of the Kotel’s view,” the movement stated. “The egalitarian section, which serves many from Israel and abroad does not get government funding…The time has come to fix this discrimination and understand that there is more than one way to be Jewish, including at the Western Wall.” 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com