Tag Archive | Najwiekszy blog emigracji marca’68

Jewish-Owned Bagel Shop in Miami Vandalized With Antisemitic Graffiti, Gets Cleaned Up by Mayor, Federal Judge

Jewish-Owned Bagel Shop in Miami Vandalized With Antisemitic Graffiti, Gets Cleaned Up by Mayor, Federal Judge

Shiryn Ghermezian


Graffiti outside Holy Bagels & Pizzeria in downtown Miami. Photo: Screenshot

Miami Mayor Francis Suarez and US District Court Judge Roy Altman were among those who helped clean off antisemitic graffiti from a Jewish-owned kosher restaurant in downtown Miami that was vandalized on Sunday.

“Free Palestine” and “Stop Genocide” were spray painted in red on the front door and windows of Holy Bagels & Pizzeria. A security camera from inside the store captured a hooded person early Sunday morning spraying the windows and doors. The vandal also tore down from outside the store an Israeli-American flag that said “Stand With Israel” and spray painted “Free Palestine” on that as well.

“I’m here because we will not allow antisemites to silence our community,” Altman said, when asked why he came to help scrub off the graffiti from the bagel shop. “We are one community. We love the West, we support Israel. We Jews will never be silenced like we were in 1941. We will never go down [like in] 1941 again. Am Israel Chai [Long live Israel]. God bless America.”

“Hate speech, vandalism, and hostility will never be tolerated,” said Suarez. He added that the city of Miami “will always support these small businesses as they face antisemitism.”

Security company owner Auggie Mejia offered to provide free patrols to Josh Nodel, the owner of Holy Bagels & Pizzeria, and Miami-Dade Mayor Daniela Kava also visited the restaurant after the vandalism to express solidarity with the eatery and the Jewish community. The Miami Police Department has launched an antisemitic hate crime investigation into Sunday’s vandalism and released a photo of the suspect who they believe is responsible for the incident. Miami Police Chief Manuel Morales said police detectives are “working around the clock” to identify and locate those responsible for the “senseless” vandalism.

“As a society, we must unequivocally reject and not tolerate hate crimes in any form,” Morales added. “Discrimination, violence, and prejudice have no place in our communities, and it is essential that we stand united against such acts to create a safer and more inclusive community.”

Holy Bagels & Pizzeria said in an Instagram post that it will not let the vandalism over the weekend deter its support for Israel.

“We will not let it get us down. This is what they do. They hurt and destroy and want us to cower in fear,” read the Instagram post. “But we are strong and united and only love will destroy their hate.  We will not back down, we stand forever united with Israel.”

Nodel’s other bagel shop in Miami Beach was defaced three times in the past eight months, including the ripping down of Israeli flags.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Aby zwalczyć wrogość ONZ do Izraela, Izrael powinien zabronić urzędnikom ONZ wjazdu

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres cynicznie dodał IDF do czarnej listy ONZ w sprawie „Dzieci w konfliktach zbrojnych” (CAAC).(Zdjęcie: Wikipedia


Aby zwalczyć wrogość ONZ do Izraela, Izrael powinien zabronić urzędnikom ONZ wjazdu

Gerald M. Steinberg
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Biorąc pod uwagę stawkę w tej gorącej wojnie prowadzonej przez ONZ przeciwko Izraelowi, brak zdecydowanych działań może być bardzo kosztowny.

Trwająca od kilkudziesięciu lat zimna wojna prowadzona przez Organizację Narodów Zjednoczonych przeciwko Izraelowi jest obecnie wojną gorącą – bezpośrednim konfliktem o poważnych implikacjach strategicznych. Oprócz przykrywki dawanej przez UNRWA Hamasowi i innym grupom terrorystycznym oraz ciągłej demonizującej propagandy ze strony różnych agencji ONZ i ich Rady Praw Człowieka, przywódcy ONZ dołączyli do swoich sojuszniczych organizacji pozarządowych w kampanii mającej na celu uniemożliwienie Izraelowi zdobycia broni potrzebnej do obrony swoich obywateli przed kolejną zbrodnią.

W szczególności w czerwcu 2024 r., kiedy w oparciu o wyraźnie zmanipulowane „dowody” Sekretarz Generalny Guterres cynicznie dodał IDF do czarnej listy ONZ w sprawie „Dzieci w konfliktach zbrojnych” (CAAC).

Problem dla Izraela brzmi: jak zareagować i skutecznie przeciwstawić się zaangażowaniu ONZ w tę formę śmiercionośnej wojny politycznej. 

Przez dziesięciolecia, podczas których ONZ prowadziła stopniowo narastającą zimną wojnę przeciwko Izraelowi, wraz z niesławną rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1975 r. określającą syjonizm jako rasizm, reakcje Izraela były ambiwalentne. 

Z jednej strony Izrael odrzucał polityczne ataki ONZ i stanowczo protestował przeciwko nim – ówczesny prezydent Chaim Herzog nadał ton w 1975 r., kiedy demonstracyjnie podarł kopię rezolucji na podium Zgromadzenia Ogólnego. Ale jednocześnie Izrael w dalszym ciągu uczestniczył w działaniach komitetów i agencji ONZ, a także współpracował i gościł setki funkcjonariuszy ONZ, pośrednio zwiększając ich legitymizację.

Decydenci doszli do wniosku, że lepiej być w środku, gdzie można dementować kłamstwa i absurdy, niż siedzieć na zewnątrz i nie móc reagować. 

W 2001 roku izraelscy delegaci wraz ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami opuścili forum dyplomatyczne na niesławnej antysemickiej konferencji w Durbanie pod auspicjami Komisji Praw Człowieka ONZ, której przewodniczyła Mary Robinson, ale nie bojkotowali innych działań Komisji.

Podobnie w 2009 roku, kiedy Komisja o nazwie zmienionej na Radę Praw Człowieka, ale poza tym niezmieniona, utworzyła beznadziejnie stronniczą komisję pod przewodnictwem sędziego Richarda Goldstone’a w celu „zbadania” pierwszej wojny w Gazie, Izrael odmówił współpracy. Później, kiedy Goldstone przyznał, że jego raport, w dużej mierze napisany przez sieć organizacji pozarządowych ściśle powiązanych z UNHRC i w oparciu o nią, jest oparty na fikcji, decyzja odmowy współpracy okazała się w pełni słuszna. Raport i zalecenia Goldstone’a zniknęły z porządku obrad aż do następnej wojny. 

Teraz, w obliczu bezpośrednich ataków ze strony funkcjonariuszy ONZ, obejmujących powtarzające się oszczerstwa, powtarzanie danych „ministerstwa zdrowia” Hamasu w sprawie ofiar cywilnych i „głodu” oraz różnych form zakorzenionego antysemityzmu, ta ambiwalencja jest niewystarczająca. Aby wpłynąć na gorącą wojnę ONZ i ją ograniczyć, Izrael musi skutecznie odpowiedzieć. 


Dlaczego Izrael powinien uniemożliwiać wjazd fun
kcjonariuszom ONZ

Jednym z ważnych narzędzi polityki jest natychmiastowe zapobieganie wjazdowi wszystkich funkcjonariuszy ONZ do Izraela – co oznacza brak nowych wiz – i nakazanie wyjazdu funkcjonariuszom już przebywającym w kraju. 

Podejście to zostało wdrożone na ograniczoną skalę – wiza szefowej Biura Koordynacji Pomocy Humanitarnej ONZ (OCHA) nie została przedłużona i musiała wyjechać. Jednak jej następca – holenderski polityk z historią pełną wrogości do Izraela – został przyjęty. 

Ponadto funkcjonariuszom Rady Praw Człowieka ONZ zakazano wstępu po tym, jak przeprowadzili serię rażąco stronniczych „dochodzeń” w związku z raportami specjalnego sprawozdawcy ds. Palestyny. 

Wraz z gorącą wojną, która podsyca fale antysemickich ataków na całym świecie i próbami nałożenia sankcji ze strony Sekretarza Generalnego Guterresa, nadszedł czas na całkowity zakaz wjazdu do Izraela i na obszary pod kontrolą Izraela całemu personelowi ONZ. 

Nie zmieni to automatycznej większości ONZ, na której czele stoi składający się z 56 narodów islamski blok wyborczy i jego sojusznicy, ani nie zakończy ich kontroli nad nominacjami, budżetami i komitetami. Nie doprowadzi to również do rozwiązania UNRWA, usunięcia przepełnionych nienawiścią antysemickich specjalnych sprawozdawców ani zakończenia fałszywych „dochodzeń”. 

Jednak dla funkcjonariuszy ONZ całkowity zakaz wjazdu do Izraela wiąże się ze znacznymi kosztami i tworzy niebezpieczny precedens. Jeśli z własnych powodów inne kraje pójdą w ich ślady i zablokują funkcjonariuszy z określonych agencji, obraz (lub mit) autorytatywnych globalnych ram obejmujących wszystkie kraje zostanie zakwestionowany i zacznie się rozpadać. 

Agencje ONZ działające z terytorium Izraela (lub w Gazie, która jest obecnie pod kontrolą IDF) zostałyby ubezwłasnowolnione i w rezultacie mogłyby stracić swoje duże budżety, co doprowadziłoby do znacznych redukcji personelu. 

Wyraźne posunięcie polityczne Izraela zyskałby także poparcie sceptyków wobec ONZ w USA i niektórych innych krajach i mogłoby doprowadzić do cięć budżetowych i innych działań mających na celu ograniczenie tej organizacji i jej wpływów.

Chociaż zakaz wjazdu całego personelu ONZ do czasu zasadniczej zmiany polityki tej organizacji jest działaniem ograniczonym, wysyła ważny sygnał podkreślający brak legitymizacji. Biorąc pod uwagę stawkę w tej gorącej wojnie prowadzonej przez ONZ przeciwko Izraelowi, brak zdecydowanych działań może być bardzo kosztowny.


Gerald Steinberg – Urodzony w Wielkiej Brytanii, studiował fizykę i równolegle historię Bliskiego Wschodu, ma doktoraty z fizyki i z teorii zarządzania, jest profesorem nauk politycznych na Bar Ilan University. Założyciel NGO Monitor, instytutu śledzącego działalność międzynarodowych NGO na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Time to unmask the pro-Hamas thugs

Time to unmask the pro-Hamas thugs

JONATHAN S. TOBIN


The revival of anti-masking laws is necessary to curb the post-Oct. 7 surge in antisemitism. But will Democratic-controlled legislatures pass them?

Students at the University of Texas students, many of them masked, rally for Hamas and Palestinians in the Gaza Strip in the wake of the Oct. 7 terrorist attacks, and against Israel, April 25, 2024. Credit: Vic Hinterlang/Shutterstock.

Americans have seen this movie before. Politically motivated masked thugs who gather to intimidate, silence and sometimes inflict violence on the objects of their hate are nothing new in this country. Yet the ubiquitous use of masks—whether in the form of bandannas or Palestinian-style keffiyehs worn by supporters of the Hamas terrorist group to conceal their identity—has become a disturbing staple of contemporary American life.

Secure in the notion that they can’t be easily identified, groups of masked demonstrators have occupied public spaces and college campuses, engaging in activities designed to frighten Jews and supporters of Israel. Many of those who participated were engaged in other radical causes, such as extreme environmentalism, before support for the mass murderers, rapists and kidnappers of Oct. 7 became the cause du jour on the left. Since then, support for “Palestine,” the eradication of Israel and the revival of the old Soviet Marxist talking point about Zionism—the national liberation movement of the Jews—being a form of racism has become the intellectual fashion of the moment.

Strip or even supporting the murderous aspirations of the Palestinians, who are the supposed objects of their solicitude, the point of the exercise isn’t mere advocacy. By concealing their identity while engaged in scrawling antisemitic graffiti and vandalism, chanting slogans of Jew-hatred or even demanding that subway riders declare aloud whether or not they are “Zionists,” their goal is to create an atmosphere in which members of the Jewish community are made to feel as if they are targeted and unwanted. Even as they dare authorities to stop them, the masked defenders of Hamas seek a public square where their views won’t just predominate and proliferate. They seek to make a space where support for Israel or the normal conduct of Jewish life is made impossible or requires so much courage as to marginalize it outright.

Anti-masking legislation

In such an environment, antisemitism, including violence, is bound to thrive. And that is exactly what is happening as overt acts of Jew-hatred have skyrocketed in the last eight months.

Can anything be done about this?

One suggestion is the passage of laws to ban the use of masks by groups of people whose purpose is to conceal their identity in public places with the exception of their use in specific celebrations such as Halloween or masquerade parties.

Responding to public anger over the surge in Jew-hatred in a city built in part on Jewish labor, commerce and intellectualism, New York Gov. Kathy Hochul, a Democrat, has said she is considering calling for the reinstitution of a mask ban, which was the law until the legislature repealed it at the height of the COVID-19 pandemic in May 2020. But as a subsequent article in The New York Times pointed out, Hochul was merely posturing. Since the Albany legislature has already adjourned for the year, such a law can’t even be considered until 2025. And in its current configuration, where Democrats not only have super-majorities in both the Assembly and Senate but caucuses dominated by left-wingers, the chances of passing any such law are minimal. Indeed, as one member of the Democratic leadership made clear to the Times, the proposal would be dead on arrival.

Deep-blue New York—the site of the lion’s share of antisemitic outrages, but by no means the only place in the country where these masked thugs have made their presence felt—won’t take action. Other states, however, can either pass anti-masking laws or enforce those already on the books. Indeed, 15 states already have them with most being in the South, where the legislation was intended to prevent the Ku Klux Klan from operating with impunity.

In the antebellum South during the Reconstruction era and then again in the first decades of the 20th century, the Ku Klux Klan wore white hoods when they were in public committing acts of racist violence against African-Americans and other minorities like Catholics and Jews they wished to either subjugate or drive out of their communities.

The response to the initial period of KKK activity in the immediate aftermath of the Civil War was primarily military as the U.S. Army, which still occupied areas of former rebellious states, put down what was in many instances a genuine insurrection rather than a protest movement. But in the 20th century, when the Klan became a national phenomenon that played an outsize role in influencing the Democratic Party during the 1910s and ’20s, defeating it became a matter of public consensus as well as police action. The marginalization of the Klan—once able to assemble large numbers of individuals to show up at marches in Washington, much like today’s “pro-Palestine” demonstrations—was a function of legislation, police work, and, most of all, political will on the part of the sane majority of Americans.

Toxic ideas at the heart of the matter

Today, mustering the will not to tolerate pro-Hamas thuggery should be the priority.

Authorities must not, as is often the case on campuses or even in the streets, stand down in the face of these mobs, as they did earlier this month when an enraged, masked throng ringed the White House and vandalized Washington’s Lafayette Park while proclaiming the Capitol to be unsafe for Zionists.

We are only just beginning to understand the scope of the failure of academic institutions to protect their Jewish students. One of the main problems is toxic ideas like critical race theory and intersectionality, which falsely label Israel a colonialist/settler and apartheid state populated by “white” oppressors, motivate these demonstrations and cause many people to view those seeking to intimidate Jews as merely loud idealists rather than the modern incarnation of the Klan. However, the tolerance for public acts of intimidation against Jews in the public square is a problem that transcends concern about the radical takeover of American education.

As long as this ideology—most often expressed in the woke catechism of diversity, equity and inclusion (DEI)—remains the new orthodox faith for academia, the mainstream corporate media and the left wing of the Democratic Party, that political will is likely to be lacking.

Still, those who understand that acting to stop the scourge of antisemitism is imperative should continue to press for the adoption of masking statutes wherever they can be passed or enforced. The Manhattan Institute think tank has published model legislation that should be a useful guide for politicians who want to do more than wring their hands over the problem.

Freedom of speech concerns

One obstacle to the passage of such laws is the concern that banning masks would infringe on the freedom of speech of demonstrators. Yet as the courts ruled in upholding anti-Klan masking laws, anonymity in the public square is not a prerequisite for a lively debate on the issues. In the 1950s, a declining Klan sued on the basis that concealing their identity was the only way to protect their members from retaliation for holding unpopular views. That didn’t prevail because where the masks are clearly intended to provide impunity for those who engage in unlawful behavior, the First Amendment arguments collapse, whether it concerns the Klan or latter-day left-wing violent groups like Antifa or the various incarnations of pro-Hamas activism.

Another argument against anti-masking laws and one that the Times was particularly insistent about raising is that banning masks, specifically in the subway, as New York City Mayor Eric Adams has suggested in the wake of some egregious acts of antisemitism there, in the age of COVID and other infectious diseases is untenable.

Unfortunately, during the pandemic, wearing masks became a matter of political symbolism. It came to be seen as virtue-signaling by people who believed doing so indicated that they took the virus seriously, just like taking vaccines as a public health measure. That is why support for them remains especially high on the political left and was low on the more libertarian right.

That and the sense of security this form of COVID theater gave a scared population, which still fears the persistence of the virus even after the worst of the problem is long past, are why one can still see them being worn. Some people walking around in the fresh air continue to use them, where it made no sense even when the situation was at its worst.

For those so convinced by fear or the misinformation that was accepted as “science,” rational arguments about the issue are of no avail. It does no good to point out that the most serious clinical studies conducted by the universally respected Cochrane Library about their use have concluded that mask-wearing—whether the flimsy blue-cloth coverings that were once ubiquitous or the more serious N-95 masks—did little to halt the spread of the virus or protect those wear them. At this point, for many people, mask-wearing is better understood as a form of superstition and not, as we were falsely assured by supposedly trusted national health authorities in 2020 and 2021, a sensible or even necessary precaution.

Even if you are still desperate to believe that masks will protect you from COVID, that ought not to prevent passage of anti-masking laws. Those afraid of contagion—whether because they are immuno-compromised and in genuine peril, or merely because they are members of a generation where germaphobia has been normalized—have no business congregating in numbers in public places for the purpose of spewing hate against Jews and Israel, as well as expressing support for a genocidal terrorist organization.

The lessons of history

Most Americans may not know a lot of history. But knowledge of what happens when a violent movement of masked people determined to enforce their political will on the public square are allowed to act with impunity should not be forgotten. It isn’t just, as Adams correctly pointed out, that masked pro-Hamas thugs are “cowards.” Nor is the goal being able to, as some rightly seek to do, publicize the names of those who engage in hate speech and acts of violent antisemitic intimidation so they can’t escape the consequences of their behavior.

The real problem is that a society that tolerates masked violent demonstrators bent on intimidating and silencing opponents is not one that can pretend to be a bastion of free speech or democracy. Most people understand that was the case during the “Jim Crow” era in which the Klan flourished. Today, the peril comes from a different direction. The ideological leftist assault on Western civilization takes many forms, including the trashing of the U.S. education system and a willingness to kowtow to supporters of Islamist terror by those who think that doing so will benefit them politically.

No matter which brand of violent thug is hiding their identity, a public square that can be dominated by hate-mongers who cover their identities is a menace to all of our freedoms. It is also a problem that, as history teaches us, can be addressed by sensible legislation. Anti-masking laws must be passed and enforced if we are to survive this latest threat to American liberty as well as to Jewish security.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of JNS (Jewish News Syndicate). Follow him @jonathans_tobin.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hunter laptop whistleblower: Joe Biden has been grifting for decades

Hunter laptop whistleblower: Joe Biden has been grifting for decades

CAROLINE B. GLICK



“The Caroline Glick Show” with guest Miranda Devine, Ep. 102

.
Caroline Glick interviews Miranda Devine, the New York Post reporter who broke the story about Hunter Biden’s laptop files—detailing his controversial business dealings in Ukraine—just weeks before the 2020 election.

They delve into corruption within the Biden family, particularly focusing on U.S. President Joe Biden’s involvement in his son’s business dealings.
Going beyond U.S. domestic policy, Glick and Devine discuss the impact of the Biden family’s corruption on American policy in China and Iran, national security and the compromising of the FBI and CIA.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nadwiślański antysyjonizm po 56 latach

Okładka książki Dariusza Stoli Kampania antysyjonistyczna w Polsce 1967-1968


Nadwiślański antysyjonizm po 56 latach

Andrzej Koraszewski


Jeszcze niedawno gdyby mi ktoś powiedział, że „Krytyka Polityczna” zamieści tekst o polskim antysyjonizmie bardziej uczciwy niż teksty publikowane w „Rzeczpospolitej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, „Wyborczej”, „Newsweeku” i „Polityce” razem wziętych, prawdopodobnie zareagowałbym głośnym śmiechem. Kiedy czytelnik napisał, że warto przeczytać zamieszczony w „Krytyce Politycznej” tekst Jakuba Woroncowa spodziewałem się żiżkowego bełkotu z odrobiną faktów. Przeczytałem zdumiewająco rzetelny i dobrze napisany artykuł, który nie tylko warto polecić, ale o którym warto opowiedzieć. To najlepszy artykuł o polskim antysyjonizmie od czasu jego wprowadzenia na polską scenę przez PZPR i dziennikarzy będących na usługach Moskwy.
.

Jakub Woroncow studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim i, jak czytamy pod jego artykułem, zajmuje się badaniem ekstremizmów politycznych i radykalizacji. Autor zaczyna od stwierdzenia, że dzisiejsze antyizraelskie protesty są nie tylko pozostałością po marcu 1968 i radzieckiej propagandzie antysyjonistycznej, ale też zawierają elementy zachodniej kultury politycznej, która dotarła do Polski po 1989 roku. Prawdę mówiąc, chyba jest odwrotnie, z moich obserwacji młodego pokolenia wynika dość jednoznacznie, że postawy antyizraelskie ludziom urodzonym już w tym stuleciu w najmniejszym stopniu nie kojarzą się z dawną radziecką propagandą, o której większość młodych ludzi nie ma żadnego pojęcia.  Oczywiście Woroncow ma rację dostrzegając ten związek. Radziecka antysyjonistyczna propaganda wpłynęła na media i środowiska uniwersyteckie na Zachodzie i w krajach muzułmańskich i powróciła do nas bumerangiem jako kulturowe osiągnięcie Zachodu.

Autor pisze, że wojna w Gazie przesłoniła wojnę w Ukrainie, a na polskich uniwersytetach pojawiły się protesty podobne do tych, które widzimy na uniwersytetach zachodnich.

Jak zauważa, na naszym podwórku najdzielniejszym ugrupowaniem promującym radziecką doktrynę głoszącą, że antysyjonizm to nie antysemityzm, jest partia „Razem”. Autor pokazuje ich osobliwe manewry, kiedy po polsku rzucają hasło: „Nie trzeba być muzułmanką, żeby wspierać mieszkańców Gazy, wystarczy być człowiekiem” oraz „Wolna Palestyna”, a po angielsku: „From the river to the sea” i „Blaming Hamas for firing rockets is like blaming woman for punching her rapist”. To prawdopodobnie jest całkowicie świadoma gra, apelowanie o solidarność do mas i klarowne informowanie lepiej wykształconych, że chodzi o likwidację Izraela. (Autor nie wspomina pielgrzymek działaczy tej partii do grobu Arafata, ani ich antysyjonistycznej aktywności w Sejmie.)

„Osoby wypowiadające się na temat Izraela i uczestniczące w protestach nie zawsze uznają się za antysemitów, jednak często otwarcie epatują niechęcią do Izraelczyków jako zbiorowości. Ich narrację kształtują Al-Dżazira, związany z Bractwem Muzułmańskim anglojęzyczny portal Middle East Eye, wielojęzyczne kanały na Telegramie, grupy influencerów i podcasterów. Nazywają siebie ‘antysyjonistami’, nie antysemitami, i tolerują Żydów z diaspory, jeżeli ci mają światopogląd zbieżny z ich własnym.”

Ponownie moglibyśmy powiedzieć, że propaganda Al-Dżaziry, Hamasu, Abbasa i całej reszty dociera do polskiej młodzieży przez krajowe media głównego nurtu, które kopiują ją z renomowanych mediów zachodnich, ale głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych, które są podprawionymi emocjami popłuczynami i fusami z mediów głównego nurtu.

W efekcie, jak pisze Woroncow, „żyją w przeświadczeniu, że dysponują wiedzą, której brakuje ‘lemingom’, ‘syjoniści’ to faszyści, a Hamas ‘jest niewinny radykalizacji Palestyńczyków’, w przeciwieństwie do Izraela. Tworzą więc atmosferę uprzedzeń prowadzących do budowy postaw skrajnych”.

Na mapie antysyjonistycznej aktywności Woroncow wyróżnia Kraków, gdzie widzimy żywą współpracę miejscowych Palestyńczyków i lokalnej lewicy. To tam „działa Stowarzyszenie Oświatowo-Kulturalne Palestyńczyków w Polsce, którego wiceprezes, Omar Faris, pojawia się na demonstracjach w Krakowie, w Warszawie i jest częstym gościem mediów głównego nurtu”.

Ci, którzy obserwują harce antysyjonistów w Polsce, doskonale znają nazwisko owego Omara Farisa, który chętnie pojawia się w towarzystwie antysemitów z lewa i z prawa. Autor przypomina, że ten Palestyńczyk mieszka w Polsce od wielu dziesiątków lat, popierając terroryzm posługuje się żargonem romantyki rewolucyjnej, która dobrze trafia zarówno do zatwardziałych antysemitów starej daty, jak i do wrażliwej i niezdolnej do krytycznego myślenia młodzieży. Przyjechał jako człowiek Arafata, dziś jest człowiekiem Abbasa, więc dla ludzi udających przyzwoitość łatwiejszy do strawienia niż Hamas.

Woroncow przy okazji opowieści o Farisie popełnia jeden (ale dość istotny) błąd faktograficzny. Pisze, że „Fatah od 1988 roku uznaje prawo Izraela do istnienia”. Rzekome uznanie prawa Izraela do istnienia znajduje się w trzech listach Arafata pisanych po angielsku we wrześniu 1993 roku. Nie ma żadnego oficjalnego dokumentu w tej sprawie w języku arabskim, zapowiadana zmiana statusu Organizacji Wyzwolenia Palestyny nie nastąpiła. Twierdzenia o uznaniu Izraela przez Fatach, OWP lub władze rządowe Autonomii Palestyńskiej nie znajdują żadnego potwierdzenia.

Fetowany na salonach lewicy Omar Faris (zapraszany również przez Jacka Żakowskiego do TOK-FM), na łamach neoendeckiej „Myśli Polskiej” pisał: „Czy kraj z taką historią jak Polska może z moralnego punktu widzenia pozwolić sobie na pozytywne stosunki z faszystowskim państwem apartheidu? Ja czuję się Polakiem, założyłem rodzinę w Polsce, żyję z Polakami. Ale czuję również połączenie między naszymi narodami poprzez okrutne analogie w naszej historii”. Nieustanne odwoływanie się Farisa do polskiej tradycji antysemickiej, ani głoszone przez niego absurdalne teorie spiskowe, ani wreszcie fakt, że już po 7 października 2023 deklarował, że Hamas jest częścią palestyńskiego ruchu oporu i nie ma żadnych dowodów na przeprowadzenie masakry Izraelczyków, w żaden sposób nie zniechęcają do niego naszej antysyjonistycznej lewicy.

Dorota Kolarska z Omarem Farisem (Facebook).Dorota Kolarska z Omarem Farisem (x).

Wśród polityków partii Razem paradujących z Omarem Farisem znalazła się również młoda gwiazda tej partii, absolwentka Oxfordu, Dorota Kolarska, która reklamując się podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego wystąpiła w szaliku z wzorkiem arafatki i z napisem po arabsku „Jerozolimo nadchodzimy”. Jakub Woroncow zapytał ją przez pocztę elektroniczną o to zdjęcie, na co odpowiedziała:

„W partii Razem jasno sprzeciwiamy się polityce apartheidu, którą według międzynarodowych i izraelskich organizacji praw człowieka prowadzi Izrael na terenach własnych i okupowanych. Od października 2023 wielokrotnie wypowiadaliśmy się w duchu potępiającym terrorystyczne ataki Hamasu, jednocześnie dopominając się o embargo na broń dla Izraela czy nawołując do zawieszenia broni. Droga do wolności i dobrobytu jednego narodu czy państwa nie może prowadzić przez ucisk i śmierć cywilnych obywateli innego. Mój udział w propalestyńskich manifestacjach wiąże się z apelem o natychmiastowe zawieszenie broni i skierowanie pomocy do najbardziej jej potrzebujących.”

Kolarska twierdzi, że nie znała wcześniej poglądów Farisa i że po zapoznaniu się z nim odcina się od nich, co nie zmienia jej poglądów dotyczących działań Izraela.

Można powiedzieć, że to klasyczna leninowska droga do postępu intelektualistów z europejskiej prowincji prowadząca przez modne kawiarnie pięknoduchów w europejskich stolicach.

Woroncow pisze, że „retoryka ludobójstwa jest bardzo powszechna wśród lewicowych aktywistów” i w tym samym akapicie stwierdza: „Nie da się zaprzeczyć, że w Gazie dochodzi do zbrodni wojennych, z których niektóre można kategoryzować jako zbrodnie przeciwko ludzkości…”. Trudno powiedzieć, czy to zdanie jest retorycznym zaklęciem na potrzeby redakcji, czy autentycznym przekonaniem młodego historyka, który powinien znać zarówno prawa wojny, jak i definicje zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości. Autor wyraźnie pisze, kto tę wojnę zaczął i jaki jest cel działań militarnych armii izraelskiej. Jeśli idzie o jej metody działania, to twierdzenia o rzekomych zbrodniach wymagają skonfrontowania z opiniami specjalistów chociażby takich jak John Spencer, prawdopodobnie najlepszy dziś na świecie ekspert w sprawach wojen w warunkach miejskich. Autor tej klasy co Woroncow nie powinien rzucać zarzutów o zbrodnie wojenne w charakterze przerywników w tekście.

Nie trudno pokazać, że dla partii Razem rzekome współczucie dla Palestyńczyków jest wyłącznie chwytem pod publiczkę. To nie są ludzie, którzy kiedykolwiek zauważyli mordowanie Arabów przez Arabów, Palestyńczyków przez Palestyńczyków, którzy kiedykolwiek zauważyli bezmiar terroru i korupcji we władzach palestyńskich (czy to Hamasu czy Fatahu), dyskryminację kobiet i mordercze prześladowania homoseksualistów i dysydentów, lub którzy gotowi są zauważyć działalność edukacyjną w szkołach prowadzonych przez UNRWA będącą wielopokoleniową indoktrynacją do nienawiści. Ich rzekome współczucie jest wyłącznie instrumentalne, jest tylko grą na uczuciach dla pozyskania poklasku.

To właśnie ten rodzaj gry na uczuciach zarówno partii Razem, jak i innych specjalistów w tej dziedzinie doprowadził do intifady na UJ a następnie na UW, o których Jakub Woroncow pisze m. in.:

„Na protestach organizowanych na UJ pojawił się transparent z hasłem ‘IntifadUJ’. To zbitka słowa „intifada” ze skrótem Uniwersytet Jagielloński, co razem brzmi jak zachęta do rozpoczęcia intifady, a symbolika jest tu bardzo istotna.

Słowo ‘intifada’ oznacza po arabsku ‘powstanie’ i często dotyczy zbrojnych powstań palestyńskich w latach 19871993 i 20002004. Przeniesienia tego terminu na grunt europejski dokonali niemieccy neonaziści, którzy w 2008 roku rozwinęli transparent ‘Deutsche Intifada’ podczas demonstracji pierwszomajowej w Hamburgu. Polscy neofaszyści byli bardziej precyzyjni podczas Marszu Niepodległości w 2019, gdzie wykorzystali baner z hasłem ‘Polish Intifada – We want our country back now! This Poland not a Polin’! No more apologies, no more Zionism”.

Autor zastanawia się nad pytaniem czy ci młodzi rozumieją hasła pod którymi występują. To pytanie jest raczej retoryczne. Może raczej należałoby zapytać, czy nauczyciele akademiccy, media i politycy zrobili cokolwiek, żeby ci młodzi ludzie lepiej rozumieli, o czym mówią i co znaczą słowa, których używają?

Jak pisze Woroncow:

„Młodzi lewicowcy są kierowani na protesty palestyńskich radykałów przez polityków lewicy, a tam słuchają narracji ekstremistycznej, która zostaje usankcjonowana najpierw przez polityków, a następnie jeszcze przez aktywistów innych ugrupowań lewicowych. Działają tu dwa mechanizmy: efekt autorytetu, grupy, ale też echa polegające na wzmacnianiu przekonań, które często są głoszone w grupie, do której przynależy lub chce przynależeć dana jednostka.

W takiej sytuacji osoba zaczynająca kształtować swoje postawy ideowe otrzyma zestaw poglądów, w których marginalizacja lub wręcz pogarda dla ofiar terroryzmu islamskiego są ważnym elementem zestawu światopoglądu postępowego, co nie tylko wypacza lewicowość, lecz po prostu sprawia, że ta przestaje nią być. Produktem końcowym takiego procesu jest ideologiczny zlepek teorii spiskowych, antysemityzmu z elementami antyglobalizmu i resentymentów antyzachodnich.”

Ten artykuł powinien wywołać burzliwą debatę i to nie tylko w środowiskach lewicowych, a plon takiej debaty powinien ukazać się w formie książkowej. W świecie monologów i zbiorowych chórów prawdopodobnie pozostanie ciekawym wyjątkiem, na który z pewnością warto zwrócić uwagę.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com