Archive | 2019/10/09

Wojna Jom Kippur – 20 dni krwawej walki


Wojna Jom Kippur – 20 dni krwawej walki

FILIP JASKULSKI [ 30 WRZEŚNIA 2015 ]


Wieczorem 5 października 1973 r. tysiące Żydów zamieszkujących Izrael dokonywało rytualnej kąpieli w mykwach i przygotowywało się do – mającego nastąpić następnego dnia – święta Jom Kippur zwanego inaczej Świętem Pojednania. Nie przypuszczano jeszcze wtedy, że nazajutrz rozpocznie się okres 20 dni, podczas których o pojednaniu nie będzie w ogóle mowy, a liczba ofiar w ludziach przerośnie liczbę zabijanych rytualnie na tę okazję kur i kogutów. 6 października mija kolejna rocznica wybuchu wojny Jom Kippur – konfliktu izraelsko-arabskiego, który zastał tych pierwszych podczas obchodów jednego z najważniejszych świąt w judaizmie

Egipskie wojska przejeżdżają przez Kanał Sueski, 7 października 1973

Totalne zaskoczenie

Pomimo iż wywiad amerykański i izraelski, odbierał sygnały o możliwości wybuchu konfliktu, to jednak wszystkie przesłanki były bagatelizowane. Uznano je za zwykłą prowokację mającą ukryć strach krajów arabskich przed najazdem Izraelczyków. Wciąż pamiętano rok 1967, kiedy to udało się w 6 dni rozgromić koalicję Egiptu, Syrii i Jordanii, zajmując przy tym takie terytoria, jak: Półwysep Synaj, Zachodni Brzeg Jordanu czy Wzgórza Golan. Izrael, mimo że istniał dopiero 19 lat i otoczony był zewsząd wrogo nastawionymi sąsiadami, stanowił już potęgę militarną na skalę światową. Z uwagi na powyższe postanowiono, także w związku ze świętami, odesłać znaczny procent żołnierzy na przepustki, aby mogli ten czas spędzić w swoich rodzinnych domach.

Tymczasem od marca 1973 roku – pomiędzy Egiptem a Syrią zawarte było porozumienie o podjęciu wspólnej akcji militarnej przeciw Izraelowi. Porozumienie to poparła również Arabia Saudyjska oraz Jordania, a Związek Radziecki dostarczał na tę okoliczność stronom układu pociski balistyczne ziemia-ziemia. Działaniom Egiptu i Syrii wciąż kibicowały państwa należące do Ligii Arabskiej, która rok wcześniej na zjeździe w Damaszku podjęła decyzję o bojkocie Izraela w celu osłabienia tego państwa. Dodatkowo od 3 miesięcy armia egipska – oficjalnie w celu przeprowadzenia ćwiczeń wojskowych – zgromadziła duże ilości wojska na samej granicy z Izraelem, nad Kanałem Sueskim. Podobnie uczyniła Syria, koncentrując swoje oddziały niedaleko Wzgórz Golan.

Izraelczycy przeżywali jedno z najważniejszych świąt w judaizmie, gdy o godzinie 4 nad ranem 6 października Mosad otrzymał od swojego agenta w Egipcie poważne ostrzeżenie o możliwej agresji, która może nastąpić w każdej chwili. Dopiero wówczas ogłoszona została mobilizacja. Niestety, z racji tak licznych przepustek Siły Obronne Izraela (SOI) potrzebowały aż 3 dni na osiągnięcie pełnej gotowości bojowej. Cały ten świąteczny zgiełk, choć z pewnością nie sprzyjał Siłom Obronnym, to jednak okazał się pomocny w mobilizacji wojsk. Żołnierze nie wyjeżdżali na zagraniczne wakacje ani nie uczestniczyli w suto zakrapianych alkoholem imprezach, tylko spędzali ten czas w domach bądź w synagogach, co ułatwiło proceder powiadamiania ich o zaistniałej sytuacji. Również znikomy ruch na ulicach i puste drogi umożliwiły im szybsze dotarcie do swoich jednostek. Zanim jednak wszyscy przybyli na miejsce, aby móc zacząć działać, na terenie ich kraju rozpętało się piekło.

6 października o godzinie 14 (10 godzin po odebraniu meldunku o możliwej agresji) wojska egipskie uderzyły na wschodni brzeg Kanału Sueskiego, dziesiątkując bez większego problemu stacjonującą tam niewielką grupę żołnierzy, po czym skierowały się w głąb państwa. W tym samym czasie Syryjczycy uderzyli na Wzgórza Golan, niszcząc bezlitośnie tamtejszą linię obrony, a syryjscy komandosi opanowali ważną dla SOI stację radarową na Górze Hermon. Łącznie tego dnia Izraelczycy stracili 300 czołgów, a około 1200 Izraelskich żołnierzy zostało wziętych do niewoli. Dzień później podjęto dramatyczną próbę kontrataku. Użyto do tego 22 samolotów bojowych. Niestety, wszystkie zostały zestrzelone. Niespodziewany atak i widmo utraty suwerenności były ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich obywateli.

Amerykański samolot transportowy Lockheed C-5 Galaxy

Izraelski kontratak

9 października, po 3 dniach od wybuchu wojny, Siły Obronne Izraela były już w  pełni gotowe do działań. Dodatkowo prezydent USA Richard Nixon podjął decyzję o natychmiastowym dostarczeniu Izraelczykom amerykańskiego sprzętu bojowego, który przylatywał z USA samolotami izraelskich linii lotniczych EL Al. Rozpoczął się kontratak. Najpierw dokonano potężnego i skutecznego nalotu na stolicę Syrii – Damaszek. Podczas tego nalotu zbombardowane zostały budynki rządowe, ropociągi, elektrownie i wiele innych ważnych dla państwa obiektów, a także kilka osiedli mieszkaniowych.

Ta wiadomość z pewnością zaskoczyła Syryjczyków stacjonujących już na dobre na Wzgórzach Golan. Nie mieli oni jednak zbyt dużo czasu na refleksję, gdyż niemal jednocześnie zostali zaatakowani przez Siły Obronne Izraela, które skutecznie wyparły ich z tego rejonu. Wojska syryjskie straciły wówczas blisko 1400 czołgów i wozów opancerzonych. Co ciekawe, większość tego sprzętu nie była zniszczona i nadawała się do dalszego użytku, a żołnierze podczas ucieczki zostawili maszyny z uwagi na brak paliwa. Izraelski front brnął dalej w głąb Syrii do momentu, aż zakończył swój bieg 40 km od Damaszku.

Powodem tej decyzji było ostateczne wyparcie wojsk syryjskich z terenów Izraela i konieczność wsparcia oddziałów walczących z frontem egipskim. W wojsku syryjskim dokonano przegrupowania, aby również wysłać wsparcie dla Egipcjan. W samym Damaszku ulokowało się wówczas kilka dywizji irackich, na wypadek gdyby Izrael ruszył na Damaszek. 14 października o godzinie 6:30 Egipcjanie rozpoczęli na półwyspie Synaj jednoczesny atak w 5 miejscach. Najcięższe walki toczyły się w okolicach słynnego wąwozu Mitla, gdzie 6 lat wcześniej doszło też do tego typu starcia w ramach wojny 6-dniowej. Egipcjanie również i tym razem ponieśli klęskę i musieli wycofać się do swoich poprzednich pozycji.

W tym samym czasie ze Stanów Zjednoczonych wysyłane zostały transporty sprzętu bojowego w celu pomocy dla SOI. Potężne samoloty transportowe wylatywały regularnie z USA, dokonywały tankowania na lotnisku Lajes w Portugalii, po czym leciały dalej do Izraela. Po wylądowaniu cały sprzęt w ciągu godziny był przemalowany na barwy izraelskie i niezwłocznie wysłany na front.

W celu odcięcia Egipcjanom możliwości odwrotu Izraelczycy postanowili przedrzeć się na zachodni brzeg Kanału Sueskiego. W tej spektakularnej akcji brała udział 162 Dywizja Pancerna pod dowództwem gen. Abrahama Adana oraz 143 Dywizja Pancerna pod dowództwem gen. Ariela Szarona – późniejszego premiera Izraela w latach 2001-2006. Dzięki ich działaniom 18 października udało się otoczyć Egipcjan na półwyspie Synaj i rozpocząć natarcie w kierunku stolicy Egiptu – Kairu. Izraelczycy zaczęli małymi kroczkami zbliżać się do zwycięstwa.

Richard Milhous Nixon

W kierunku pokoju

Z tego, że brnąć dalej w wojnę kompletnie nie ma sensu, najszybciej zaczęli zdawać sobie sprawę wspierający Arabów Sowieci. Już 18 października ambasador ZSRR w USA przedstawił prezydentowi Nixonowi plan zakończenia wojny i pokojowego rozwiązania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Propozycja ta niemal od razu została odrzucona i uznana za niemożliwą. Już następnego dnia do Moskwy zaproszony został sekretarz stanu Henry Kissinger w celu podjęcia rozmów na temat zakończenia konfliktu. Efektem rozmów tego było podpisane dzień później radziecko-amerykańskie porozumienie o podjęciu wspólnych starań zmierzających do zakończenia wojny. Jeszcze dzień przed przystąpieniem do działania ONZ Izraelscy komandosi odbili z rąk Syryjczyków stację radarową na górze Hermon. 22 października Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła Rezolucję nr 338 wzywającą do zawieszenia broni w ciągu 12 godzin oraz do pozostania na aktualnych pozycjach na czas rozmów dotyczących pokoju. Obie strony konfliktu na to przystały. Wśród przywódców arabskiej koalicji niezłomny pozostawał prezydent Egiptu Anwar Sadat, który chciał nadal prowadzić walki. Już w nocy z 22 na 23 października Egipcjanie zaatakowali izraelskie pozycje.

Ostatecznie jednak Izraelczycy nie dość, że utrzymali się bezproblemowo na tych pozycjach, to jeszcze przesunęli się nieco w głąb Egiptu, otaczając miasto Suez. Arabska koalicja wraz ze Związkiem Radzieckim robiła, co tylko mogła, aby szala zwycięstwa przechyliła się na ich stronę. 23 października radzieckie samoloty przeprowadziły zwiad nad Kanałem Sueskim. Gdy tylko odnotowali przemieszczające się oddziały SOI, natychmiast oskarżono Izrael o łamanie zasad zawieszenia broni. Tego samego dnia Sowieci zagrozili, że w przypadku dalszego łamania przez SOI warunków rozejmu oddziały Armii Czerwonej wkroczą na Bliski Wschód w celu zaprowadzenia porządku. Postawiono nawet w stan gotowości 7 radzieckich dywizji powietrznodesantowych. Siły Obronne Izraela czekały spokojnie na rozwój wydarzeń, natomiast niestrudzeni Egipcjanie wciąż prowokowali. Już następnego dnia zaatakowali oni izraelskie pozycje na północ od Suezu. Próbowano pomóc oddziałom otoczonym w Kanale Sueskim. Jednocześnie prezydent Sadat oskarżył Izrael o łamanie zasad zawieszenia broni i wezwał Związek Radziecki do interwencji zbrojnej. Na tę prowokację Egiptu natychmiast odpowiedział prezydent USA, stawiając w stan podwyższonej gotowości bojowej wojska amerykańskie na całym świecie. Dodatkowo ogromna liczba żołnierzy została skierowana w rejon Morza Śródziemnego. Ten pokaz siły Amerykanów ostatecznie przekonał Związek Radziecki do zakończenia konfliktu.

Prezydent Egiptu Anwar Sadat pod naciskiem Leonida Breżniewa zgodził się na zawieszenie broni. Wojna Jom Kippur dobiegła końca. Od 28 października rozpoczął się cykl spotkań pokojowych mających na celu polepszenie stosunków pomiędzy Izraelem a państwami arabskimi. Dzięki nim Izraelczycy zaczęli powoli wycofywać swoje wojska z terenów, które były zajęte podczas wojny. Egipt, pomimo iż podczas konfliktu często prowokował swoich przeciwników, to jednak w czasie działań pokojowych wykazywał się ogromnym zaangażowaniem w utrzymaniu równowagi i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. 21 grudnia 1973 r. podczas konferencji pokojowej w Genewie Egipt potępił oficjalnie arabski nacjonalizm. Największym i najbardziej przełomowym wydarzeniem w relacjach egipsko-izraelskich był listopad 1977 r. Wówczas prezydent Anwar Sadat przybył do Izraelu. Była to pierwsza w historii wizyta pokojowa arabskiego przywódcy w tym kraju. Sadat spotkał się z premierem Menachemem Beginem i odwiedził Kneset, gdzie wygłosił przemówienie. Tego samego dnia w parlamencie przemawiała zaproszona na tę uroczystość była premier Golda Meir. Była to, jak się później okazało, jej ostatnia w życiu wizyta w Knesecie. Rok później w amerykańskim Camp David podpisano porozumienie, na mocy którego rok później uchwalono traktat pokojowy pomiędzy Izraelem a Egiptem. Konflikt został na dobre zażegnany.

Wydawać się mogło, że wojna Jom Kippur w swojej początkowej fazie zakończy się sukcesem państw arabskich. Statystyki wojskowe były miażdżące. Egipt, Syria i Irak posiadały łącznie blisko 400 000 żołnierzy, 1100 samolotów, 4300 czołgów i 1800 dział artylerii. Siły Obronne Izraela swoim wyposażeniem niekiedy nie dochodziły do połowy wyżej wymienionych liczb. Choć byli w bardzo beznadziejnej sytuacji, to jednak dali radę podnieść się po ciężkim ciosie i wygrać cały pojedynek. Istnieje wiele opinii na temat tego, dlaczego ogromne siły koalicji przegrały wojnę z tak małym państwem, otoczonym zewsząd samymi wrogami. Wielu historyków i politologów tłumaczy ten sukces poziomem wyszkolenia armii i pomocą, jakiej udzielili Izraelczykom Amerykanie. Trzeba jednak pamiętać, że koalicja arabska również miała swoich sprzymierzeńców i pomocników m.in. Związek Radziecki. Można również usłyszeć opinie o ogromnym zaangażowaniu i sile ducha Izraelczyków, którzy za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do ponownej utraty niepodległości. Osoby blisko związane z chrześcijaństwem lub judaizmem otwarcie twierdzą, że Siłom Obronnym Izraela pomagał sam Bóg, który przecież zgodnie ze Starym Testamentem, postanowił ofiarować te ziemie swojemu Narodowi Wybranemu. Ile ludzi, tyle opinii.



Rashida Tlaib Endorses Prominent Antisemite — and No One Cares

Rashida Tlaib Endorses Prominent Antisemite — and No One Cares

Petra Marquardt-Bigman


US Congresswoman Rashia Tlaib of Michigan. Photo: Reuters/Rebecca Cook.

It is rather shocking to contemplate the implications of US Rep. Rashida Tlaib (D-MI)’s recent decision to declare her unequivocal support for Zahra Billoo.

When the Democratic Congresswoman took to Twitter on Friday evening, she must have been fully aware of the countless examples for Zahra Billoo’s extremist views that prompted the national Women’s March to quickly rescind Billoo’s recent appointment as a board member.

For the past decade, Billoo has served as Executive Director of the Council on American-Islamic Relations (CAIR) branch in San Francisco, and she has produced an unending stream of hate-filled social media posts during that time.

In 2010, Billoo equated Israelis with Nazis, and declared: “No need for a holocaust museum, seeing as Israel has taken it upon itself to recreate it. #Israel #Nazis.” In 2014, she made a similar statement, asserting that “Israel ‘defending’ itself from Palestinians is analogous to Nazi Germany defending itself from Jewish uprising.” Billoo also indicated support for Hamas, declaring, “Blaming Hamas for firing rockets at [Apartheid] Israel is like blaming a woman for punching her rapist.”

Almost exactly a year ago, Billoo opined that “the Israeli Defense Forces, or the IDF, are no better than ISIS. They are both genocidal terrorist organizations.” Her social media posts include numerous similar statements, and like many radical anti-Israel activists, Billoo also frequently denounces the US. Last year, Billoo described the White House as “a war mongers’ shelter” and a “Zionists’ shelter.”

Not even President Obama was good enough for Billoo, who told her followers in 2012 that she was “troubled by the fact that many of the people who condemn the Taliban for their crimes cheer on Pres. Obama despite his comparable crimes.”

Billoo’s public extremism and the fact that the Women’s March quickly distanced itself from Billoo should make it inconceivable that any politician would publicly embrace her. But Rashida Tlaib was undeterred, and posted [archived link] a remarkable declaration of solidarity with Billoo:

#FreePalestine always sis! They won’t silence us for speaking out against human rights violations. They will lie, smear our names and call us anti this and that, but we always be pro- humanity & we have the truth on our side. Stay strong @ZahraBilloo.

It’s noteworthy that Tlaib’s tweet linked to Billoo’s thread complaining about her dismissal from the Women’s March board. Without acknowledging any wrongdoing, Billoo blamed “an Islamophobic smear campaign led by the usual antagonists.”

While Billoo felt it might have been advisable to express herself less “passionately,” she made clear that she had no other regrets by declaring: “I stand by my words.”

Rashida Tlaib endorsed Billoo’s sentiments without any reservations, echoing her preposterous claims that she was the victim of “lies” and “smears,” while ridiculing concerns about antisemitism as unwarranted accusations of “anti this and that.” Tlaib also echoed Billoo’s vilification of her critics as bigoted liars by claiming the moral high ground: “we always be pro- humanity & we have the truth on our side.”

But the truth is that it is shocking and alarming that a member of Congress would be so eager to lend unqualified support to an unrepentant extremist like Billoo.

By enthusiastically embracing Billoo as her “sis,” Tlaib signals that support for a #FreePalestine agenda justifies even the most unhinged bigotry. But Tlaib might ask herself why Billoo, whose family is from Pakistan, takes such an intense interest in the Palestinians that she feels only loathing for the Jewish state while remaining apparently unmoved by the dire plight of the Baloch who have long fought Pakistan’s oppressive rule.

Most importantly, however, Tlaib’s enthusiastic embrace of Billoo elevates a radical fringe voice that is not representative of mainstream American Muslims. Pew surveys show that American Muslims are “largely assimilated, happy with their lives, and moderate with respect to many of the issues that have divided Muslims and Westerners around the world.” Pew found that two-thirds of American Muslims acknowledge “that the quality of life for Muslims in the US is better than in most Muslim countries.”

And nearly half (48 percent) of American Muslims say that Muslim leaders in the United States “have not done enough to speak out against Islamic extremists.”

Billoo, by contrast, has always been very proud of her extremist brother.

In 2007, Billoo happily announced on her blog: “my lil’ brother was quoted in the Jewish Journal.” But Billoo had no reason to be proud of her brother Ahmed, who told The Jewish Journal that “the righteousness of suicide bombers needs to be evaluated on a ‘case-by-case basis.’” Ahmed Billoo was clearly reluctant to condemn suicide bombings and explained that he believed they were “something that Islam justifies,” claiming that it was “very rare that I meet someone who says suicide bombings in Palestine are not justified.”

Fast forward to July 2019, and Zahra Billoo’s brother Ahmed is a cleric, also known as Ahmed Ibn Aslam Billoo, who leads a trip to Jerusalem for his employer, the “Institute of Knowledge” in California. When departing from BenGurion Airport, Ahmed Billoo reportedly posted a no longer publicly accessible — but archived — Facebook update that he was “feeling annoyed,” adding an invocation in Arabic that reads in translation: “Oh God, reduce their numbers, exterminate them, and don’t leave a single one alive.” The hashtag “Zionists” in English clarified whom Ahmed Billoo wanted exterminated.

Upon his arrival in the US, Ahmed Billoo apparently complained about harassment by US Customs and Border Protection (CBP) officials, and his sister Zahra eagerly seized the opportunity to emphasize: “My brother @AhmedIbnAslam makes me proud often but there’s a special appreciation I have here – putting his privilege to good use, asserting his rights, speaking out against @CBP harassment, and thereby making it somewhat easier for those who are unable.”

Rashida Tlaib legitimizes Zahra Billoo’s unhinged views, and Zahra Billoo legitimizes her brother’s extremism, all for the sake of a supposedly “progressive” #FreePalestine agenda that seems motivated primarily by a bigoted and even murderous hate for the world’s only Jewish state.


Petra Marquardt-Bigman is a German-Israeli researcher and writer with a PhD in contemporary history. Her recent work has focused on antisemitism and anti-Israel activism


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


British Teenager Goes Public About Months of Antisemitic Abuse

British Teenager Goes Public About Months of Antisemitic Abuse

Algemeiner Staff


British teenager Charlotte Nathan, who recently went public about her experience of antisemitic abuse. Photo: Facebook screenshot.

A British teenager has gone public about a torrent of antisemitic invective she has faced in recent months, including taunts about the Holocaust.

Charlotte Nathan, 17, who attends school in Northwich, England, was moved to speak about her experiences after she received a derogatory message on her Snapchat account that said, “I wanna fart in your face to remind you of how your grandparents died.”

The Manchester-based Jewish Telegraph quoted her as saying, “Casual racism is a common feature of daily life, especially among the millennial generation, who perceive racism as a form of humor and so-called ‘banter.’”

“Catalysts, such as memes used on social media, seem to justify and sugarcoat the underlying racial tensions that as a society we fail to address,” she stated. “This can be exemplified through the lack of education supplied about different cultural groups to schools and other communities, exacerbating ignorance.”

“I am no stranger to antisemitic abuse,” she added, “and for the last six years, being in secular education and interacting with other cultures, I have encountered a fair share of comments and remarks.”

“This is evidence of inherited, underlying racism we see daily,” she said.

“The antisemitism I have encountered has been from someone with so-called ‘white privilege’ — a member of our white British middle-class,” Nathan explained. “But I am not insinuating that racial ignorance is a feature in all of our white middle-class.”

“The most worrying thing about casual racism is that these so-called jokes are based around horrifying historical occurrences,” she said. “Jokes are being made with an understanding and education of events.”

“People will joke about the Holocaust with reference to the murder of six million Jewish people, and they will joke about concepts such as slavery, with no restrictions on using the N- word,” she continued. “This is the unfortunate world we live in.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com