Dlaczego nie jestem socjologiem


Dlaczego nie jestem socjologiem

Andrzej Koraszewski


Na progu dorosłości czytałem z zafascynowaniem esej Bertranda Russella Dlaczego nie jestem chrześcijaninem. Nie mogłem wtedy wiedzieć, że po wielu dziesięcioleciach będę pisał wstęp do polskiego wydania doskonałej książki Ibn Warraqa Dlaczego nie jestem muzułmaninem, nie napisałem książki pod tytułem Dlaczego jestem ateistą, z dwóch powodów, po pierwsze inny autor napisał książkę pod tym tytułem, a po drugie moja książka na temat mojego ateizmu nosi tytuł Ateista i jest raczej próbą odpowiedzi na pytanie jakim jestem ateistą niż dlaczego nie jestem wierzącym.

Książki i artykuły noszące tytuł dlaczego jestem tym czy tamtym różnią się zasadniczo od tych z przeczeniem, gdzie autorzy przedstawiają argumenty, które skłoniły ich do odżegnania się od jakiejś grupy religijnej, politycznej, etnicznej czy zawodowej. Jestem z wykształcenia socjologiem, wiele lat pracowałem w tym zawodzie, opublikowałem setki artykułów, które w ten lub inny sposób powiązane były z tym, co nazywa się socjologią. Pamiętam oburzenie mojego przyjaciela, amerykańskiego biologa Jerrego Coyne’a, kiedy siedząc na schodkach naszej werandy stwierdziłem, że ani socjologia ani psychologia społeczna naukami nie są.

Tamta przyjacielska i poważna dyskusja zatrzymała się na definicji pojęcia nauka i falsyfikacji jako centralnym filarze tej definicji. Teoria naukowa musi być falsyfikowalna. Nauka tym różni się od wiary, że nie ma w niej świętych przekonań, a dociekanie prawdy opiera się na ustawicznym sprawdzaniu, bowiem nasze obserwacje mogą wprowadzać nas w błąd, a co więcej w błędzie jesteśmy znacznie częściej niż możemy to sobie uświadamiać.

Przypomniała mi się tamta dyskusja na marginesie internetowego sporu, w którym młoda kobieta o wdzięcznym imieniu Elwira, przekonywała z zapałem, że Izrael jest projektem kolonialnym. Autorka kilku komentarzy zgadzała się, że powstanie Izraela to: „nie był klasyczny kolonializm, którego celem jest przejęcie zasobów jakiegoś obszaru. Ale traktowanie rdzennej ludności i ideologia za tym stojąca w stylu “niesienie cywilizacji” itp jest już typowe dla zachowań kolonialnych.” W innym miejscu dodała, że opiera swoje wnioski na opiniach ludzi, którzy poświecili życie badaniom tej sprawy.

Zaintrygowany zajrzałem na stronę pani Elwiry i zobaczyłem tam nabożny stosunek do nauki, bez cienia wyjaśnienia, co właściwie przez naukę rozumie. Pytanie jej o to, w obliczu jakich dowodów uznałaby hipotezę o kolonialnym charakterze Izraela za błędną wydało mi się stratą czasu, ponieważ p. Elwira odmawiała nawet odpowiedzi na pytanie, czy czytała artykuł, który był podstawą dyskusji.

Oglądając jej profil zauważyłem, że łączy nas wiele – sympatia do Jurka Owsiaka i jego działań, miłość do zwierząt, niechęć do myślistwa jako sportu, domyślałem się, że głosujemy na tę samą partię polityczną, nie znalazłem odpowiedzi na pytanie co studiowała, ale trudno o wątpliwości, że mam do czynienia z osobą, która nie zakończyła swojej edukacji na szkole średniej.

Przyjmując mało prawdopodobne założenie, że jest skłonna do poważnej dyskusji, zastanawiałem się jak też mogłaby odpowiedzieć na propozycję przedstawienia warunków, w których jej teza musiałaby zostać uznana za błędną? Ta niema dyskusja skłoniła mnie do własnej próby falsyfikacji takiej tezy. Czy był w historii osadnictwa kolonialnego jakikolwiek przypadek, w którym kolonialiści odkrywali na zajętych obszarach groby, artefakty kultury, monety, obiekty kultu swoich przodków? Czy wszystkim projektom kolonialnym towarzyszyło militarne wsparcie macierzystego kraju? Czy w innych projektach kolonialnych był również spór kto na zajętym obszarze jest ludnością rdzenną?

Zastanawiając się nad problemem migracji docieramy do pytania po ilu pokoleniach powrót przestaje być powrotem, a staje się projektem kolonialnym? Żydzi podejmowali próby powrotu do Eretz Israel od czasu niewoli babilońskiej, korzystając z każdej okazji odczytanej jako złagodzenie zakazu/utrudnień powrotu. Jeśli uznamy Żydów za ludność rdzenną obszaru na którym niegdyś istniało państwo Izrael, musimy zadać pytanie jak i dlaczego ta ludność rdzenna została zredukowana do śladowych ilości oraz dlaczego potomkowie rozproszonych po świecie wygnańców nadal mieli silną motywację powrotu na ziemie przodków? (Tu oczywiście pojawia się pewna analogia z bliższym w czasie „wygnaniem” arabskiej ludności z terenów dzisiejszego Izraela. To ważny i ciekawy problem, ale odrębny od sprawy falsyfikacji tezy o syjonizmie jako projekcie kolonialnym.)

Porzuciłem zabawę w rozmowę w myślach z niemą p. Elwirą, zatrzymując się nagle na starożytnym aforyzmie z Talmudu: „Oddech dzieci spieszących do szkoły podtrzymuje świat”. Przemknęło mi przez głowę pytanie, czy p. Elwira oglądała film „Kabaret”, czy coś jej mówi nazwisko Pawlika Morozowa, czy uświadamia sobie, że oddechy dzieci spieszących do szkoły mogą mieć odrażający zapach religijnego lub ideologicznego fanatyzmu, czy spotkała się z wypowiedziami rodziców przerażonych tym, czego ich dzieci uczą się w szkole? Rodziców palestyńskich, irańskich, pakistańskich, ale również rodziców amerykańskich, francuskich, czy polskich? Przerażenie jest różne, bo też poziom i skala odczłowieczania przez szkołę są bardzo zróżnicowane.

Porzuciłem p. Elwirę i wróciłem do komputera otwierając plik z tekstami do przeczytania. Od wielu dni odkładałem na później lekturę raportu pod tytułem The Status of Scholarly Standards in Sociology sporządzonego przez profesor Asley T. Rubin. Fragment tego raportu (z linkiem do całości) opublikował niedawno magazyn Quillette.

Raport oparty jest na badaniach socjologicznych przeprowadzonych wśród amerykańskich socjologów i skierowany jest do Amerykańskiego Towarzystwa Socjologicznego.

Jak dyplomatycznie pisze Autorka w streszczeniu tego raportu „Socjologia jest niezwykle ważną dziedziną” dodając, że została osłabiona „przez postępującą instytucjonalizację zaangażowania w realizację celów politycznych, które biorą górę nad dążeniem do wiedzy”.

Autorka stwierdza, że od dawna toczy się spór „o misję”, czyli o to, czy socjolog ma być badaczem zjawisk społecznych, czy badaczem-aktywistą. Ta druga postawa wpływa na wybór tematów badawczych i ocenę dorobku naukowego.

”Zdarzają się zarówno ukryte (a przez to słabo mierzalne), jak i głośne (i prawdopodobnie rzadkie) przypadki stosowania sankcji społecznych oraz cenzurowania badaczy zajmujących się tematami, teoriami i pytaniami badawczymi uznawanymi za tabu lub przedstawiających wyniki politycznie niepopularne (w świetle preferencji politycznych dominujących w tej dziedzinie).”

Autorka pisze, że „dowody na istnienie pewnych norm przedkładających zobowiązania polityczne nad inne wartości są mocniejsze niż dowody na ich późniejszy wpływ na rygor prowadzonych badań, który – zgodnie z moją wiedzą – nie został poddany systematycznej analizie.”

No właśnie, ale co oznacza „rygor prowadzonych badań”? Jak często słyszeliśmy, że jakaś teoria socjologiczna została sfalsyfikowana? W podręcznikach metodologii pisze się o falsyfikowalności, ale w praktyce prób falsyfikowania brak.

Przypominam sobie jeden dobry przykład – teorii sekularyzacji Petera L. Bergera, w której przewidywał, że modernizacja prowadzi do racjonalizacji, a dalej do sekularyzacji i w efekcie do zaniku społecznego znaczenia religii. Obserwując zmiany społeczne w kolejnych dekadach Berger doszedł do wniosku, że odradzanie się życia religijnego w wielu miejscach sfalsyfikowało jego teorię. (Jeśli dodamy do tego, że totalitarne ideologie przyjmują formy kultu religijnego, to ta teoria została nie tylko osłabiona, a wręcz obalona. Pobożni ateiści w kefijach nie są dowodem na zanik religijności).

Problem jednak polega na czym innym – zaangażowana socjologia nie tylko nie oczekuje prób falsyfikacji przedstawianych hipotez – ale jest wręcz skłonna do karania za takie próby. Jeśli zatem ów rygoryzm badawczy dopuszcza nieustanną reinterpretację wniosków z obserwacji, jeśli nie możemy określić kiedy jakieś twierdzenie jest prawdziwe a kiedy fałszywe – mamy wówczas do czynienia nie z nauką, a z nieustanną rewią mody intelektualnej.

W raporcie profesor Rubin moją szczególną uwagę zwrócił fakt, że w badaniach ankietowych wśród amerykańskich socjologów osoby traktujące socjologię jako „misję moralną” (tj. socjologowie o silniejszych skłonnościach aktywistycznych) znacznie częściej odrzucały wyjaśnienia kulturowe oraz uznawały je za dyskryminujące, a tym samym za niedopuszczalne w badaniach.

Co więcej, autorka raportu zauważa, że socjologia głównego nurtu rzadko dostrzega możliwości włączenia modeli biologicznych i biologicznego sposobu rozumowania do naszego rozumienia zachowań społecznych”. Przywołuje wniosek Patricka Heuveline z University of Chicago: „Dystans socjologii wobec biologii wydaje się głęboko zakorzeniony w naukowych i politycznych projektach tych dyscyplin”. Arystotelesowe zoon politikon najwyraźniej do socjologów nie przemawia.

Jak czytamy w tym raporcie teorie ewolucyjne są niepopularne i traktowane z dużym sceptycyzmem przez socjologów preferujących wizję natury ludzkiej jako „czystej karty”.

Podczas gdy psychologia ewolucyjna rzuca nowe światło na długie ewolucyjne korzenie naszych zachowań indywidualnych i zbiorowych, socjologia stroni od tego światła jak diabeł od święconej wody. Sekcja Amerykańskiego Stowarzyszenia Socjologów Biology and Society (Biologia i społeczeństwo) liczy mniej niż 100 członków i jest obecnie najmniejszą sekcją. Innymi słowy – kulturę ignorujemy, biologię ignorujemy – chcemy być inżynierami ujednoliconych dusz ludzkich. Jeśli dodamy do tego osobliwe pojmowanie rygoru badań i rzadkość (praktycznie nieobecność) falsyfikacji – trudno tę dziedzinę nazwać nauką. To nie oznacza, że nie ma ciekawych, czy wręcz fascynujących prac napisanych przez dyplomowanych socjologów, ale skłania do odżegnania się od tej wspólnoty wyznaniowej.

Nie zamierzam ani palić ani drzeć mojego dyplomu, przeciwnie, z wdzięcznością wspominam moich nauczycieli, którzy nieraz ostrzegali nas przed trudnością uczciwego uprawiania zawodu, w którym zbyt często teorie zatwierdzane są przez aklamację.

Dziesięciolecia temu porzuciłem socjologię dla historii gospodarczej, a dziś jestem już tylko publicystą odpowiedzialnym za swoje słowa, który nie próbuje nazywać nauką tego, co nauką nie jest. Jestem nadal obserwatorem zjawisk społecznych, ale nie jestem już i nie mogę być socjologiem. Mam nieodparte wrażenie, że ta dziedzina jako nauka sfalsyfikowała się sama.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


If elected, Bruce Blakeman will protect Jews forcefully, GOP NY gubernatorial hopeful challenging Hochul tells JNS


If elected, Bruce Blakeman will protect Jews forcefully, GOP NY gubernatorial hopeful challenging Hochul tells JNS

Debra Nussbaum Cohen


“I wouldn’t let Zohran Mamdani get away with the virulent antisemitic comments he’s made,” he said. “I would tell him to stop and if he didn’t, I would take action, which the governor has the power to do.”

Bruce Blakeman, the Republican candidate for New York governor. Credit: Courtesy.

If elected governor of New York, Bruce Blakeman plans to muzzle New York City Mayor Zohran Mamdani to prevent him from making anti-Israel statements, the Republican and Nassau County executive told JNS in a video interview on Tuesday.

“I wouldn’t let Zohran Mamdani get away with the virulent antisemitic comments he’s made,” said Blakeman, who is Jewish. “I would tell him to stop or, if he didn’t, take action against him, which the governor has the power to do.”

Blakeman is the first Jewish executive of Nassau County, a large section of Long Island that begins at the border of Queens.

Had he been governor of New York during the anti-Israel encampment and building takeover at Columbia University in 2024, he “would have told the mayor to take control of the situation or I would,” Blakeman told JNS.

“I would not allow the tent camps, not allow acts of harassment or intimidation against Jewish students,” he said. “I would have brought in state police and National Guard, and it would have been over immediately.”

Blakeman took a similar approach when asked about 100 anti-Israel protesters who gathered outside an Israeli real estate event at Young Israel of Lawrence-Cedarhurst in March 2024.

“I had tanks, helicopters, SWAT teams, K-9 units,” he told JNS. “You aren’t getting away with blocking roads or committing violent acts against Jewish people.”

“I respect the right to free speech, but when you harass people or try to storm a synagogue, that’s a crime,” he said,

Blakeman has become increasingly religiously observant in recent years, he told JNS.

He and his Israeli-American wife, Segal Magori Blakeman, keep a kosher kitchen at their home in Atlantic Beach, and he abstains from eating pork and shellfish. A member of the Jewish Center of Atlantic Beach, a Modern Orthodox synagogue, he goes to Shabbat morning services twice monthly on average, he told JNS.

“Of course on the holidays,” including this coming Saturday night for the Selichot service, he said.

Blakeman told JNS that his favorite holiday is Passover, “because it involves eating and drinking.” (He directed JNS to “call me Bruce or Baruch,” his Hebrew name.)

He also begins every day by praying for about 20 minutes before breakfast—a practice he began when he met his wife at a political event 13 years ago but initially did so inconsistently.

“Now I won’t start my day unless I pray to Hashem every single day,” he told JNS, using the Hebrew term for God.

Rather than a regular morning Jewish service, “I say prayers that are meaningful to me,” he said. “For the well-being of my family, for ill or injured friends and family. I have a list of about 300 people I pray for every day.”

Blakeman added that his wife, who is a family court judge, “has been instrumental in me becoming more observant.”

“It’s something that makes me much happier, gives me more balance in my life,” he told JNS.

Blakeman plans to have Rosh Hashanah dinner with family and friends, including their three children—a son he has with first wife Nancy Shevell, who is now married to Paul McCartney—and twin 28-year olds, who Segal brought into the marriage.

“I don’t know if it will be at our house or our dear friends in Kings Point,” he said. “I leave that up to my wife. I go where I’m told.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Four Men Plead Guilty to Arson Attack on Jewish Ambulances in London


Four Men Plead Guilty to Arson Attack on Jewish Ambulances in London

Reuters and Algemeiner Staff


Charred remains of ambulances belonging to Hatzola, a Jewish community organization, which were set on fire in an incident that the police say is being treated as an antisemitic hate crime, in northwest London, Britain, March 23, 2026. Photo: REUTERS/Hannah McKay

Four young British men on Friday admitted to an arson attack on community ambulances in London, the first of a spate of incidents ​targeting the capital’s Jewish community this year.

The four ambulances belonging to Jewish ‌volunteer emergency service Hatzola were set ablaze on March 23 while they were parked near a synagogue.

In other attacks in April and May, a synagogue and a former synagogue were targeted, as was Persian-language ​media organization Iran International and a memorial wall dedicated to people killed in ​Iran.

British police said at the time that they were investigating possible ⁠Iranian links to those arson attacks, with pro-Iranian group Harakat Ashab al-Yamin ​al-Islamiyya (HAYI) claiming responsibility for the ambulance attack and some others.

The SITE Intelligence website ​has said HAYI had been behind similar fires in Europe.

Hamza Iqbal, 20, Rehan Khan, 19, Judex Atshatshi, 18, and Saif Ali, 18, appeared at London’s Old Bailey court on Friday and pleaded ​guilty to destroying or damaging the Hatzola ambulances and being reckless as ​to whether life would be endangered.

The Community Security Trust (CST), a charity which provides security for Jewish ‌communities, ⁠welcomed the guilty pleas.

“This was an appalling antisemitic act against a volunteer ambulance service providing emergency medical assistance to people of all backgrounds across north London, simply because those ambulances belonged to a Jewish charity,” the CST said.

Prosecutors said ​at a previous ​hearing that web ⁠searches for “how much do ambulances cost” and “how long does it take for police to [investigate] arsons” were found on Iqbal’s phone ​after his arrest.

A fifth defendant, 18-year-old Subhan Ahmed, pleaded not ​guilty to ⁠a charge of assisting an offender relating to the disposal of a vehicle used in the incident. He is expected to stand trial next year.

Prosecutors say the ⁠attack ​targeting Hatzola, a not-for-profit volunteer service that works ​alongside Britain’s National Health Service and primarily serves the Orthodox Jewish community, cost around £1 million ($1.36 million).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„Są przeciwni zasadom kraju, w którym żyją”: islamizacja Europy


„Są przeciwni zasadom kraju, w którym żyją”: islamizacja Europy

Robert Williams


Hamas już dwukrotnie dziękował Belgii za jej wsparcie. Być może Belgię i inne kraje, które sprzymierzają się z ugrupowaniami terrorystycznymi i udzielają im schronienia, należałoby uznać za zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy? Na zdjęciu: propalestyńska demonstracja w Brukseli.

W samym sercu Unii Europejskiej Belgia stanowi być może lepszy niż jakikolwiek inny kraj Europy Zachodniej przykład tego, do jakiego stopnia elity polityczne zdają się wręcz delektować skalą islamizacji Europy.

W lipcu 2026 r. izraelski Channel 12 News wyemitował reportaż ostrzegający, że terroryści Hamasu, w tym wysoko postawieni członkowie Brygad Al-Kassam tej organizacji, mieszkają obecnie w Antwerpii – a niektórzy z nich, według mieszkających tam Palestyńczyków z Gazy sprzeciwiających się Hamasowi, otrzymują belgijskie obywatelstwo.

„Mała Gaza”, jak w reportażu określana jest dzielnica w północnej Antwerpii, zamieszkana jest przez dużą liczbę Palestyńczyków z Chan Junus, ważnego bastionu Hamasu. Według relacji rozmówców z Gazy mieszkańcy powiązani z Hamasem handlują tam nielegalnymi narkotykami, prowadzą sklepy i restauracje, a uzyskane dochody wysyłają Hamasowi w Gazie. Rozmówcy odważyli się wypowiedzieć jedynie anonimowo, obawiając się zemsty miejscowych zwolenników Hamasu.

„Czujesz się, jakbyś odwiedzał Palestynę” – powiedział jeden z Arabów. Miejscowy piekarz, sprzedający wyłącznie specjały z Gazy, zgodził się, że spacer tą ulicą przypomina „spacer po Chan Junus”.

Według reportażu Channel 12:

„W Małej Gazie, w samym sercu Antwerpii, można dosłownie poczuć zapach Strefy. Od restauracji… po sklepy i supermarkety – większość właścicieli firm pochodzi z Chan Junus. Nazwy sklepów również odzwierciedlają charakter tutejszych imigrantów: od »Haifa Market«, przez »Rafah Market«, aż po, oczywiście, »Al Quds«…

„Niektórzy ludzie na tej ulicy popierają Hamas, oni także pochodzą z Gazy. Inni mówią, że to organizacja terrorystyczna. Ale nikt nie odważy się powiedzieć tego głośno, ponieważ wiedzą, że ta organizacja terrorystyczna może dopaść każdego za pośrednictwem swoich ludzi, którzy również są tutaj… głosy sprzeciwu wobec Hamasu są w Gazie jedynie szeptem z powodu strachu przed groźbami organizacji terrorystycznej. Dziwne jest jednak to, że ludzie boją się także tutaj, w Antwerpii, w Belgii, w Europie…”

Dziennikarz, Izraelczyk, zapytał jednego z mieszkańców Gazy, czy osobiście zna kogokolwiek z Hamasu mieszkającego w Antwerpii. Mężczyzna odpowiedział:

„Człowiek, który mnie przesłuchiwał, potem jak odwiedziłem Izrael, jest w Antwerpii… i ma teraz belgijskie obywatelstwo. Był nawet dowódcą Hamasu w oddziale Din Al-Kassam… zbiera pieniądze… wszystkie te firmy, które oni [Hamas] tutaj otworzyli. Datki są zbierane za pośrednictwem banków. Mają tu firmy, mają narkotyki”.

„Wysyłają pieniądze Hamasowi i go wspierają” – powiedział inny mieszkający tam Palestyńczyk z Gazy. Wspomniał o zbiórkach na rzecz dzieci z Gazy jako jednym ze sposobów pozyskiwania darowizn.

„Europa powinna się obudzić. Jeśli pozostanie bierna, zostanie zniszczona od środka. Właściwie już niemal została zniszczona. Jeśli Europa się nie obudzi i nie zacznie ścigać tych ludzi… ci ludzie to nie tylko Hamas. Ci ludzie są przeciwni wolności, przeciwni demokracji, przeciwni świeckości, są przeciwni podstawowym zasadom kraju, w którym żyją”.

Belgijscy politycy nie wydają się jednak szczególnie zaniepokojeni tym narastającym zagrożeniem politycznym, kulturowym i demograficznym. Po emisji reportażu belgijski deputowany federalny Sam van Rooy, będący również radnym Antwerpii z ramienia partii Vlaams Belang, wystąpił o zwołanie nadzwyczajnej sesji rady miasta, ale nie zdołał zebrać wystarczającej liczby głosów.

Według Van Rooya:

„Ten szczególnie niepokojący reportaż pokazuje, że członkowie Hamasu i terroryści nie tylko mieszkają w Antwerpii i prowadzą sklepy oraz restauracje, ale także finansują Hamas w Gazie i grożą przeciwnikom Hamasu. Nie ma dla nich miejsca w naszym mieście i muszą zostać odnalezieni, zatrzymani i deportowani”.

Posiedzenia nie zwołano; żadna inna partia nie uznała go za konieczne.

Ta obojętność wobec bezpieczeństwa miejscowych społeczności chrześcijańskiej i żydowskiej, a także miasta i całego kraju, jest szczególnie rażąca po ujawnieniu dokumentów wskazujących, że Hamas planował w Europie masowy atak na cele żydowskie i izraelskie na wzór 7 października, który miał nastąpić w drugą rocznicę zbrodni z 7 października 2023 r.

Już w lutym 2024 r. belgijski minister sprawiedliwości Paul Van Tigchelt potwierdził, że belgijskie władze są w pełni świadome działalności Hamasu w tym kraju. Dał przy tym dość jasno do zrozumienia, że nikogo to szczególnie nie obchodzi. „Jak dotąd wiemy, że Hamas działa w Belgii za pośrednictwem różnych firm. Działalność (…) koncentruje się na lobbingu i zbieraniu funduszy” – stwierdził wówczas.

W rzeczywistości Hamas ma w Belgii znacznie więcej niż sklepy i restauracje. Ma firmy-przykrywki działające tuż obok Komisji Europejskiej i Rady UE.

Można by być może argumentować, że belgijski rząd, który dał się poznać jako skrajnie antyizraelski, nie przejmuje się tym, że Hamas zbiera w kraju fundusze: ofiarami są „tylko” Izraelczycy i Żydzi. Jak dotąd.

Status Europy jednak się zmienił. Niemiecki federalny prokurator generalny Jens Rommel – którego urząd koordynował zatrzymania dziewięciu podejrzanych członków Hamasu stojących za europejskim spiskiem terrorystycznym na wzór 7 października – ostrzegł w czerwcu, że Europa nie służy już organizacjom terrorystycznym głównie jako miejsce pozyskiwania środków na finansowanie terroryzmu.

„Przeciwnie, Niemcy i inne kraje europejskie są obecnie w coraz większym stopniu postrzegane jako obszary prowadzenia potencjalnych ataków. Jest to szczególnie wyraźnie widoczne w przypadku Hamasu. W celu przygotowania ataków w Europie jego zagraniczni operacyjni członkowie, sympatycy lub osoby powiązane z przestępczością zorganizowaną zdobywają i przemycają broń. Często posiadają europejskie obywatelstwo lub zezwolenia na pobyt w strefie Schengen, co pozwala im swobodnie się przemieszczać. Są niezwykle mobilni i mają rozległą sieć kontaktów, a niektórzy dysponują znacznymi środkami finansowymi”.

W Belgii jednak takie obawy wydają się nie odgrywać żadnej roli. W 2024 r. do kraju trafiła połowa wszystkich palestyńskich wniosków o azyl złożonych w całej UE. Tylko w tym jednym roku Belgia przyznała formalny status uchodźcy 3281 Palestyńczykom.

Terrorysta Hamasu z Chan Junus, Mohannad al-Khatib, który uczestniczył w masakrze 7 października 2023 r., lecz określa się mianem niezależnego dziennikarza, mógł swobodnie wjechać do Belgii i wystąpić tam o azyl. Belgijskie władze zostały poinformowane o jego terrorystycznej przeszłości dopiero kiedy działające w Antwerpii Jewish Information and Documentation Center (JID) zebrało informacje na jego temat, pochodzące z nagrań przedstawiających go na terytorium Izraela lub w jego pobliżu podczas inwazji Hamasu.

Ralph Pais, wiceprzewodniczący JID, powiedział:

„To niezrozumiałe, że wolontariusze i zwykli obywatele byli w stanie zidentyfikować tego człowieka na podstawie otwartych źródeł, podczas gdy nasze służby bezpieczeństwa najwyraźniej nigdy go nie zauważyły. Materiał wyraźnie pokazuje, że filmował przemoc, oklaskiwał ją i otwarcie wyraża poparcie dla Hamasu, ataków rakietowych i męczeństwa.

„Każdy, kto chce w Europie chronić synagogi, szkoły, kościoły, metro czy imprezy publiczne, ma wszelkie powody, by dopilnować, aby terroryści nie przedostawali się tutaj niezauważeni. To nie jest problem żydowski, lecz problem europejski. Domagamy się pełnej przejrzystości w kwestii tego, w jaki sposób takie osoby uzyskały dostęp do Europy, oraz natychmiastowych kontroli bezpieczeństwa przeprowadzonych przez właściwe organy”.

Chociaż wniosek Al-Khatiba został ostatecznie odrzucony przez Belgię, pozostał on w kraju – gdzie najwyraźniej nadal mieszka – i może swobodnie podróżować po całej UE. Nikogo to nie obchodzi.

Hamas już dwukrotnie dziękował Belgii za jej wsparcie. Być może Belgię i inne kraje, które sprzymierzają się z ugrupowaniami terrorystycznymi i udzielają im schronienia, należałoby uznać za zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy?


Robert Williams mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/22787/islamization-of-europe-belgium

Gatestone Institute, 25 sierpnia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Qatar’s stooges want to delegitimize pro-Israel voices critical of Vance


Qatar’s stooges want to delegitimize pro-Israel voices critical of Vance

Jonathan S. Tobin


“The Daily Caller,” founded by Doha homeowner Tucker Carlson, is trying to smear JNS for highlighting the troubling connection between his Islamist allies and the veep.

From left: Right-wing political commentator Tucker Carlson, Rep. Byron Donalds (R-Fla.); Republican presidential candidate and former U.S. President Donald Trump; Republican vice presidential candidate, Sen. J.D. Vance (R-Ohio); and Speaker of the House Mike Johnson (R-La.) on the first day of the Republican National Convention at the Fiserv Forum in Milwaukee, July 15, 2024. Photo by Chip Somodevilla/Getty Images.

Are some of Vice President JD Vance’s allies worried about scrutiny of his connections to the network of Qatar-connected donors supporting both him and his friend Tucker Carlson? Apparently, so.

While most Americans are focused on the fall midterm elections, the vice president is beginning to transition toward a potential 2028 presidential campaign run. That’s why those who think they have a stake in him becoming President Donald Trump’s successor seem interested in trying to silence Americans discussing a topic that they’d prefer to go unnoticed—namely, the troubling connections between him and a network of donors whose interests are linked to that of the home base of the Muslim Brotherhood and its leading American booster, Tucker Carlson.

Similar tactics on the left and the right

That’s the only plausible explanation for a broadside published in the Daily Caller last week aimed at smearing JNS podcast host Emily Schrader. The goal of the unsourced hit piece wasn’t just an attack on her; it also sought to delegitimize JNS and, by extension, pro-Israel and Jewish voices in general as somehow un-American and a “foreign-influence operation.”

Both in tactics and goals, it bears a striking resemblance to the main campaign themes of hard-left antisemitic Democratic candidates like Michigan senatorial hopeful Dr. Abdul El-Sayed. He won a primary by asserting that the country’s greatest problem was the efforts of the pro-Israel lobby AIPAC. Meaning, he and the party’s left-wing intersectional base take issue with the fact that many Americans, including Jews, organize and use their constitutionally protected right to political speech.

They think that there’s something wrong with using the tools of democracy to promote the U.S.-Israel alliance and assert that it’s in the interests of America to preserve it. And Democrats, whether they call themselves “progressives”—or are affiliated with or allied to the Democratic Socialists of America—have been winning primaries throughout 2026 by treating opposition to the Jewish state as one of the organizing principles of their candidacies.

The anti-Israel and antisemitic groyper wing of the GOP may be far less significant than their moral equivalents on the other side of the political aisle. They’ve flopped in virtually every contest in which they have been engaged; still, they are pinning their hopes on the vice president.

Vance has become the most prominent critic of Israel in the Trump administration, who at times has seemed an advocate for President Barack Obama’s policy of appeasing Iran. More important than that, at least up until this moment, is that he has taken a stand in which he is asserting support for the inclusion of antisemitic groypers in the GOP coalition, including his longtime friend and key ally podcaster Tucker Carlson.

Carlson, a former popular Fox News host, has become America’s most prominent and arguably most dangerous antisemite. To date, Vance has stuck by his friend and states that he intends to in the future. But the issue of his association with Carlson goes beyond that. The same people who have funded Carlson’s podcast since he was fired by Fox in 2023 are friends and allies of the vice president who are beginning to line up behind his presidential prospects. As Schrader pointed out last week in her “Axis of Truth” podcast, the network of friends of Vance and Carlson is filled with connections to Qatar, up to and including those who have registered as agents of the Islamist emirate under the Foreign Agents Registration Act (FARA).

The Daily Caller was founded by Carlson and hedge-fund manager Neil Patel in 2010. Once Carlson rose to prominence with a prime-time show on Fox, he sold his interest in the company to Patel, who remains its publisher.

Patel has denied, as has Carlson, that he is beholden to or connected to Qatari interests. But he has spoken at forums sponsored by the Qatari government. And Carlson has become Qatar’s leading cheerleader in the United States, lauding its Islamist government, which funds terror groups like Hamas, Hezbollah and the Houthis while also playing a double game by posing as an American ally and hosting a U.S. airbase. Indeed, Carlson has even purchased a home in the tyrannical emirate, where foreign workers are treated like slaves.

Doha’s influence operation

Qatar has spent hundreds of millions of dollars in recent years in lobbying and public advocacy in the United States. It has also poured billions of dollars into American educational institutions. The country has turned elite schools into places where its Muslim Brotherhood-inspired propaganda that seeks to undermine and defeat Western civilization is taught as a form of scholarship. That not only dwarfs the amounts spent by AIPAC and pro-Israel donors, but has helped to mainstream and normalize the sort of antisemitic invective about Israel and the Jews that has flooded public forums since the Hamas-led Palestinian-Arab terror attacks on Israel on Oct. 7, 2023.

Their web of influence extends into the Trump administration. They bailed out Middle East envoy Steve Witkoff when he was in financial trouble and have extensive business dealings with Donald Trump Jr. and presidential adviser/son-in-law Jared Kushner.

All of this is fair game for commentary on what has become the most extensive and potentially dangerous instance of a foreign-influence operation in modern American history. But the fact that JNS is taking note of it—rather than ignoring it, as most of the mainstream media as well as those outlets that cover Israel and the Middle East have been doing—is getting on the nerves of friends of Vance, Carlson and Qatar. And that’s the reason for the bizarre Daily Caller hit piece on Shrader and JNS.

At its core is a classic deception that attempts to flip the narrative of the story.

And so, in this upside-down view of the world, the fact that JNS has taken note of Qatar’s influence, Carlson’s antisemitism and posed questions about their connection with Vance is apparently evidence that it is a foreign-influence operation. They claim that JNS and Schrader are part of a plan for a foreign power (Israel) to manipulate U.S. policy and even elections.

If this sounds familiar, it should. It’s the same smear that El-Sayed and left-wing antisemites similarly obsessed with Israel can’t stop talking about.

Before the purpose of this big lie is unpacked, let’s understand a few facts.

JNS does have an office and a podcast studio in Jerusalem, and it changed its name this year to reflect its focus on Israel, the U.S.-Israel alliance and supporters of all faiths. But it remains an American nonprofit organization, registered in the United States and operating under U.S. laws. Unlike those who get their money from Qatar and its network of supporters, JNS is funded almost entirely by American donors.

Like them, I’m an American citizen, and as editor-in-chief, I write, podcast and supervise the operation of the news and opinion sections from the United States. Schrader, like some others on staff who are part of the JNS-TV podcast network and live and work in Israel, is also an American citizen.

Like the majority of Americans, we care about Israel’s survival, as well as the necessity for people of goodwill to take note of and fight back against the war on the West being waged by the red-green alliance of Marxists and Islamists, cheered on by their deluded right-wing antisemitic allies like Carlson.

A classic antisemitic trope

The motives behind the effort to falsely label JNS as part of a malign plot against America by those, like the Daily Caller, who are themselves linked to a real foreign-influence operation or are supportive of it, are obvious. They want to shut JNS up for the same reason that drives similar efforts by their strange bedfellows on the left. They further want to silence Jews, and most Americans who are not Jewish, who also back Israel.

The idea that Jews and supporters of Israel are part of a plot to purchase power, subvert America and manipulate it—or act against the nation’s interests—is taken straight out of the traditional antisemitic playbook dating back to The Protocols of The Elders of Zion. Those who play this game can feign innocence by trying to blow smoke in their readers’ eyes by mischaracterizing JNS and what has been reported all they like. But it won’t deter us from telling the truth about the issue.

Vance still has the chance to discard Carlson and the rest of the Qatar fan club before he launches his 2028 campaign. It could happen. Opinion writers and podcasters have been pleading with him to do it since September 2024.

At that time, Carlson caused outrage across the political spectrum because of his platforming Holocaust denier Daryl Cooper and calling him our “greatest popular historian.” Vance was scheduled to appear with the former Fox host at a campaign appearance later that month. I urged him to cancel the appearance to draw a line between himself and that of his buddy, who had done so much to promote his political career but whose outright bigotry was now too obvious to ignore.

He would not. And much of what has followed in terms of Vance’s public neutrality about Carlson’s Jew-hatred and conspiracy-mongering, as well as his disingenuous denial that there is a surge of antisemitism that has spread to the right, follows from that moment.

That he would not do the right thing when it comes to Carlson and the groypers prior to launching a presidential campaign is ill-advised. After all, Trump has already unceremoniously booted Carlson and other Israel-bashers out of the GOP and banished him from Mar-a-Lago. Appealing to the broad mainstream of public opinion rather than the groypers, conspiracy theorists and Qatar stooges would be the obvious move for someone who wants to win. But it would also likely involve antagonizing people like Omeed Malik, the head of the 1789 Capital firm that provided the financing to launch the Tucker Carlson network; the presidential namesake who was also part of that deal; and the podcaster himself.

The tentacles of Qatar’s influence operation reach deep into political, business and academic elites in the United States. That’s an issue that deserves to be aired out. As a journalistic enterprise dedicated to reporting without the usual filter of left-wing bias, as well as to telling the truth regardless of where it leads, JNS is not going to shy away from reporting and commenting on what this means for Americans and the West.

If Qatar’s American quislings think that they can intimidate anyone at JNS, they’ve come to the wrong shop.

Shrader has made a name for herself, courageously speaking out on the efforts of Iran’s allies and influencers to spread propaganda fostered by the Muslim Brotherhood. And, as someone who has written numerous columns about Vance, including some that were supportive prior to his betrayal of American values at Turning Point USA in December 2025, I will also continue to cover the issue. The same applies to our other featured columnists and op-ed contributors. Our reporters will also not hesitate to go on noting the relevance of the connections between Qatar and Carlson—and any other politician who aspires to high office along with our dogged coverage of the antisemitic left’s hijacking of the Democratic Party whenever necessary.

The smear campaigns of the Daily Caller, the groypers and their allies, as well as the DSA and the hard-left, are a sign that we are hitting them where it hurts. It’s just another incentive for JNS to continue to do the work expected by its supporters, readers, viewers and listeners. Our answer to them is unchanged. Bring it on. We won’t stop reporting the truth.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com