To nie Netanyahu się zmienił – zmieniła się amerykańska kultura polityczna


To nie Netanyahu się zmienił – zmieniła się amerykańska kultura polityczna

Bob Goldberg


Media niemal z satysfakcją opisywały chłodne przyjęcie, z jakim Benjamin Netanyahu spotkał się podczas swojej wizyty w Waszyngtonie w tym tygodniu. Zmiana ta nie była spowodowana polityką Netanjahu, jak twierdziło wiele materiałów prasowych i obserwatorów piszących w mediach społecznościowych. Zmieniło się to, że antyjudaizm stał się akceptowalnym elementem dyskursu politycznego amerykańskich elit.

Ta zmiana postaw wynika z wiary we współczesną odmianę oszczerstwa o mord rytualny, wymierzonego w Izrael i Żydów.

Netaniahu pełni funkcję premiera Izraela przez łącznie blisko dwadzieścia lat (1996–1999, 2009–2021 oraz od 2022 roku do dziś). Oto bilans człowieka oskarżanego o zbrodnie wojenne, czystki etniczne i ludobójstwo.

Za jego kadencji Izrael zatwierdził (w latach 2009–2023) około 18 niezależnych osiedli na Zachodnim Brzegu, przy czym niemal wszystkie powstały poprzez retroaktywne uznanie już istniejących osad, a nie poprzez budowę całkowicie nowych społeczności w Judei i Samarii.

W latach 2009–2023 populacja Palestyńczyków wzrosła o około 34% na Zachodnim Brzegu – z około 2,43 mln do 3,26 mln – oraz o około 48% w Strefie Gazy, z około 1,50 mln do 2,23 mln.

Przyrost ludności palestyńskiej w Obszarze B był znaczny i prawdopodobnie odpowiadał za kilkaset tysięcy spośród około 827 tysięcy dodatkowych mieszkańców Zachodniego Brzegu w latach 2009–2023.

Władze palestyńskie wydawały każdego roku pozwolenia na budowę tysięcy mieszkań na całym Zachodnim Brzegu, głównie w Obszarach A i B, a ich liczba zazwyczaj przewyższała liczbę nowych inwestycji osadniczych po stronie izraelskiej.

W latach 2009–2023 liczba Palestyńczyków pracujących w Izraelu znacząco wzrosła, osiągając szczyt na poziomie około 150–175 tysięcy tuż przed atakiem z 7 października.

W latach 2009–2018 zarówno palestyńskie ataki terrorystyczne, jak i przemoc ze strony izraelskich nacjonalistów utrzymywały się na niższym poziomie niż w okresie 2022–2025. Liczba poważniejszych ataków palestyńskich gwałtownie wzrosła w latach 2022–2024, po czym wyraźnie spadła w 2025 roku. Poważne incydenty z udziałem izraelskich nacjonalistów – obejmujące przypadki obrażeń ciała, podpaleń lub porównywalnej przemocy – zaczynały się z niższego poziomu, wzrosły po początku lat 20. XXI wieku i nadal nasilały się do 2025 roku, nawet gdy liczba palestyńskich ataków terrorystycznych malała.

Po zintensyfikowaniu działań egzekwujących prawo przez Siły Obronne Izraela (IDF), Szin Bet i policję liczba poważnych incydentów, w których Palestyńczycy odnieśli obrażenia lub zagrożone było ludzkie życie, spadła o około 25% w stosunku do szczytu z marca 2026 roku; ogólna liczba aktów przemocy zmniejszyła się o około 11%.

Izraelscy przedstawiciele służb bezpieczeństwa twierdzą, że za większość poważnych aktów przemocy odpowiada stosunkowo niewielka grupa – około 70 głównych organizatorów i kilkuset zwolenników, z których wielu to marginalni młodzi anarchiści odrzucający autorytet państwa i często nawet niezamieszkujący Zachodniego Brzegu.

Mimo to, gdy ta niewielka liczba izraelskich ekstremistów dokonuje ataków, retoryka szybko rozszerza odpowiedzialność na całe państwo lub na „osadników”. Dla kontrastu, nawet po poważnych atakach palestyńskich, długotrwałych kampaniach ostrzału rakietowego i masakrze z 7 października dominująca narracja utrzymuje, że większość Palestyńczyków nie jest Hamasem i nie powinna ponosić zbiorowej odpowiedzialności. Ten sam standard analityczny rzadko jest stosowany w obu przypadkach.

Główny zarzut stawiany Netanjahu brzmi, że izraelska wojna przeciwko Hamasowi stanowiła zbrodnię wojenną i ludobójstwo. Powszechnie powtarzane twierdzenie, że 70% ofiar śmiertelnych stanowiły kobiety i dzieci, nie znajduje potwierdzenia w późniejszych zestawieniach opartych na danych tego samego Ministerstwa Zdrowia w Gazie. Zestawienia OCHA wskazywały, że kobiety i dzieci stanowiły raczej około 45% ofiar. Dorośli mężczyźni w wieku 18–59 lat odpowiadają za około 45–47% zidentyfikowanych zgonów; w jednej szczegółowej analizie późniejszych list mężczyźni w wieku 15–40 lat stanowili około 32% ofiar. Młodzi dorośli mężczyźni są wyraźnie nadreprezentowani w stosunku do wielkości tej grupy w populacji.

Ten wzorzec – wyraźna nadreprezentacja mężczyzn w wieku poborowym oraz niedoreprezentowanie dzieci względem ich udziału w populacji – jest spójny w wielu niezależnych analizach tych zestawień.

W Strefie Gazy najlepsze dostępne dane pochodzące z badań populacyjnych wskazują, że nadmiarowe zgony pośrednie, choć rzeczywiste i tragiczne, stanowiły mniejszy odsetek całkowitej nadmiarowej śmiertelności niż w Jemenie czy w regionach Sudanu najbardziej dotkniętych konfliktem. Wczesne twierdzenia, że liczba zgonów pośrednich będzie czterokrotnie lub nawet bardziej przewyższać liczbę ofiar bezpośrednich, nie znalazły potwierdzenia w późniejszych danych terenowych. Wysoka bezwzględna liczba ofiar cywilnych w gęsto zaludnionym środowisku miejskim, podczas wojny prowadzonej przeciwko przeciwnikowi działającemu wśród ludności cywilnej, nie jest równoznaczna z istnieniem zamiaru popełnienia ludobójstwa.

Do Strefy Gazy dostarczano znaczne ilości żywności i środków medycznych zarówno trasami kontrolowanymi przez Izrael, jak i innymi kanałami; dostępne dane wskazują, że w istotnych okresach wielkość dostaw odpowiadała szacowanemu łącznemu zapotrzebowaniu lub je przekraczała. Głównym problemem pozostawał wewnętrzny dostęp do pomocy oraz jej dystrybucja; nawet ONZ przyznała, że Hamas przejmował część dostaw i odsprzedawał je. Dla porównania, w Syrii, Sudanie i Jemenie celowe blokowanie pomocy, oblężenia, grabieże oraz odmawianie dostępu miały charakter bardziej systemowy, trwały dłużej i stanowiły znacznie istotniejszy element katastrofy humanitarnej.

Wojna miejska prowadzona przeciwko przeciwnikowi, który celowo działa z obszarów zamieszkanych przez ludność cywilną, wykorzystuje cywilów jako żywe tarcze oraz prowadzi działalność zbrojną z terenu szpitali, szkół i sieci tuneli, pociąga za sobą wysoką liczbę ofiar cywilnych jako przewidywalny, choć tragiczny, element działań wojennych. Sam ten fakt nie stanowi automatycznego dowodu na istnienie przestępczej polityki. Krytycy Netanjahu rzadko poświęcają uwagę wykorzystywaniu przez Hamas infrastruktury cywilnej do celów wojskowych, braniu zakładników czy deklarowanym przez tę organizację celom.

Izrael nadal podejmował praktyczne działania na rzecz stabilizacji sytuacji. Umożliwiał dostarczanie do Strefy Gazy pomocy humanitarnej na dużą skalę, uczestniczył w rozmowach dotyczących powojennego modelu sprawowania władzy i międzynarodowych mechanizmów stabilizacyjnych oraz działał w ramach porozumień o zawieszeniu broni w Libanie, jednocześnie dążąc do osłabienia potencjału militarnego Hezbollahu. Działania te są niedoskonałe i pozostają przedmiotem sporów, nie są jednak działaniami rządu, którego zasadniczym celem byłaby czystka etniczna.

Podczas ostatnich konfrontacji z Iranem Izrael zapewnił siłom Stanów Zjednoczonych wymierne wsparcie: możliwość bazowania pod osłoną jednego z najgęstszych systemów obrony powietrznej w regionie, dane wywiadowcze i wczesnego ostrzegania, wsparcie w zakresie wskazywania celów oraz koordynację operacyjną prowadzoną w ramach CENTCOM. Amerykańskie samoloty operowały z terytorium Izraela przy mniejszych ograniczeniach politycznych niż w niektórych innych miejscach regionu.

Dlaczego Amerykanie mieliby odwrócić się od Izraela – pomijając fakt, że znaczna część udzielanej pomocy funkcjonuje w praktyce jak bon zakupowy przeznaczony na produkowane w Stanach Zjednoczonych pociski, rakiety przechwytujące i systemy obronne, podtrzymujące amerykańskie miejsca pracy oraz linie produkcyjne? Oficjalnie głoszona teoria zakłada, że ograniczenie wsparcia wywrze presję na Izrael, zmuszając go do ustępstw, które ostatecznie doprowadzą do powstania państwa palestyńskiego.

Tymczasem nic fundamentalnego nie zmieniło się po stronie palestyńskiego przywództwa. Jego historia korupcji pozostaje niezmienna. Nadal wspiera ono terroryzm, w tym system „pay-for-slay”, polegający na wynagradzaniu sprawców ataków na Izraelczyków. Nie wycofało się również z maksymalistycznych roszczeń odrzucających żydowską suwerenność nad jakąkolwiek częścią tej ziemi. Ta sama postawa odrzucenia, która przekreśliła wcześniejsze próby pokojowe, nie została zastąpiona przez przywództwo gotowe zaakceptować istnienie państwa żydowskiego i zakończyć konflikt.

Decydująca zmiana zaszła natomiast w amerykańskiej kulturze politycznej, szczególnie w środowiskach progresywnych, mediach głównego nurtu elit oraz w części koalicji Partii Demokratycznej. Oskarżenia, które niegdyś pozostawały domeną aktywistycznych marginesów, zyskały dziś legitymizację. Kultura polityczna, która traktuje przemoc stosowaną przez niewielką grupę izraelskich ekstremistów jako dowód narodowej winy, jednocześnie odmawiając równie wnikliwej oceny palestyńskich ugrupowań zbrojnych i ich zaplecza, nie jest po prostu krytyką w imię praw człowieka. Jest przejawem wybiórczego odwrócenia kryteriów moralnych.

Tylko takie odwrócenie może wyjaśnić, dlaczego 103 demokratycznych członków Izby Reprezentantów – niemal połowa klubu – zagłosowało za całkowitym wstrzymaniem pomocy wojskowej dla Izraela, obejmującej również finansowanie systemu obrony przeciwlotniczej Iron Dome. Ponieważ większość rakiet i pocisków wystrzeliwanych przez Hamas, Hezbollah i Iran jest wymierzona w obszary zamieszkane przez ludność cywilną, Iron Dome zapobiegł śmierci bardzo wielu ludzi oraz stratom liczonym w miliardach dolarów.

Osoby, które głosowały za odebraniem finansowania tego systemu, w praktyce głosowały za zaakceptowaniem śmierci tych Izraelczyków, których życie Iron Dome dotychczas ocalił. Ponieważ Iron Dome stanowi część wielowarstwowego systemu obrony chroniącego również amerykańskie samoloty i personel operujący z izraelskich baz, głosowanie to miało także konsekwencje dla sił Stanów Zjednoczonych.

Ci, którzy piętnują Netanjahu i Izrael, nie czynią tego dlatego, że państwo żydowskie stało się państwem zbójeckim. Istnieje wiele uzasadnionych powodów, dla których sami Izraelczycy krytykują Netanjahu, w tym sposób, w jaki jego rząd poradził sobie z oceną wydarzeń po 7 października, oraz brak długofalowej strategii komunikacji publicznej. Przedstawianie Izraela jako państwa zbójeckiego nie należy do tych powodów.

Dorobek izraelskich innowacji w dziedzinie obronności, które uratowały tysiące istnień ludzkich, wysiłki wojskowe podejmowane w celu ograniczenia liczby ofiar cywilnych podczas walki z przeciwnikiem ukrywającym się wśród ludności cywilnej i odmawiającym jej dostępu do własnej sieci tuneli, wiarygodność Izraela jako sojusznika, wewnętrzne działania państwa przeciwko brutalnym środowiskom skrajnym oraz zaangażowanie w wysiłki stabilizacyjne – wszystko to prowadzi do jednego wniosku.

Rzeczywistość ta stoi w jaskrawej sprzeczności z narracją dominującą obecnie w znacznej części amerykańskiej klasy politycznej. Jej przedstawiciele obierają Izrael za cel – posuwając się nawet do głosowania za odebraniem finansowania systemów obronnych chroniących życie zarówno Izraelczyków, jak i Amerykanów – ponieważ narracja oparta na oszczerstwie o mord rytualny została znormalizowana i uznana za dopuszczalne ramy prowadzenia sporu politycznego.


Link do oryginału:

The New Zionist Times
Netanyahu didn’t lose America. America’s political class has lost its way.
The media was nearly gleeful in describing the cold shoulder Benjamin Netanyahu received during his visit to Washington this week, in an effort to show that Bibi “lost America.” The change was not driven by Netanyahu’s policies. What changed is that anti-Judaism has become an acceptable element of elite American political discourse…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Suspicious’ fire destroys kosher restaurant in Montreal


‘Suspicious’ fire destroys kosher restaurant in Montreal

JNS Staff


“Jewish Canadians have heard enough condemnations and promises. Now we need action,” B’nai Brith Canada said.

Firefighters. Credit: Pixabay.

Nöam, a kosher restaurant in Montreal, was destroyed by a fire on Friday night in an incident that is being investigated as a possible hate crime, the Montreal Gazette reported, citing Raphaël Bergeron, a
spokesman for the Montreal police, SPVM.

Someone was seen leaving the site after the fire began, leading police to probe to assign the case to the arson team, the Gazette reported.

“Sickened by this criminal attack on a Montreal kosher restaurant overnight,” stated Leslie Church, a parliamentarian who represents parts of Toronto. “I hope the evidence leads to a swift arrest and conviction of those responsible. I stand with all Canadians who are appalled by these criminal acts targeting Jewish Canadians and Jewish-owned businesses.”

Anthony Housefather, a Jewish parliamentarian who represents parts of Montreal and who was adviser on Canadian Jewish community and antisemitism to former Canadian prime minister Justin Trudeau, stated that he was “absolutely disgusted to see what appears to be an arson attack on a local kosher restaurant overnight.”

“This attack on a Jewish own business must be investigated as a hate crime, and those involved in this criminal act must be caught and prosecuted to the fullest extent of the law,” he stated. (JNS sought comment from the Montreal police, the SPVM.

Marc Miller, minister of Canadian identity and culture, stated that he was “disgusted to see this attack on a local kosher restaurant” and that he is “trusting this disgraceful act will be properly investigated as a hate crime.”

B’nai Brith Canada posted four images of a blackened, burnt out building.

“Last night, a suspicious fire devastated Nöam, a kosher restaurant in Montreal,” it said. “Police have not established a motive, but this incident comes against the backdrop of a much broader failure, governments have allowed a climate of intimidation, disorder and escalating threats to take hold around Jewish communities, leaving Jewish neighborhoods, institutions and businesses increasingly exposed.”

The incident “warrants a full and transparent investigation, and jumping to conclusions without due process drags us all into an industry of fear,” B’nai Brith said. “So on this point, we wait. Nonetheless, another Jewish business has burned. That is an undisputed fact even at this early stage and before any verdict is delivered.”

“Jewish Canadians have heard enough condemnations and promises. Now we need action,” it said. “The next 30 days will show whether governments intend to act or simply keep talking.”

Eta Yudin, senior vice president for Quebec at the Centre for Israel and Jewish Affairs, the advocacy arm of the Jewish Federations of Canada-UIA, stated that the “arson attack that destroyed the kosher restaurant Nöam in Montreal is alarming.”

“The investigation by the SPVM is ongoing, and the motives remain to be determined. We are working closely with our partners at the Federation and with the SPVM,” she said. “Nevertheless, targeting a restaurant in this way, regardless of the reason, is an unacceptable attack on our shared values. Those who commit such acts must be held accountable for their actions under the law.”

“This matter must be fully investigated, and we will be following it very closely,” she added.

On social media, the restaurant posts that it is kosher.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UK Music Festival Urged to Cancel Set by Irish Rap Group Kneecap Tied to Antisemitic, Anti-Israel Rhetoric


UK Music Festival Urged to Cancel Set by Irish Rap Group Kneecap Tied to Antisemitic, Anti-Israel Rhetoric

Shiryn Ghermezian


Members of Kneecap pose on the red carpet at the Irish Film and Television Academy (IFTA) Awards in Dublin, Ireland, Feb. 14, 2025. Photo: REUTERS/Clodagh Kilcoyne

A British charity dedicated to exposing and combatting antisemitism across the United Kingdom is asking organizers of the upcoming Reading Festival in England to cancel a scheduled performance by the Irish rap group Kneecap because of their alleged promotion of antisemitism and terrorist organizations.

“The UK should not be platforming artists who spread hate,” Campaign Against Antisemitism (CAA) said in a statement to The Algemeiner on Friday. “High-profile cultural events have a responsibility to exercise judgment over who they choose to promote. For a festival that prides itself on inclusivity and community, the decision to host Kneecap is profoundly at odds with the values it claims to champion.”

The charity added that it will “continue to write to all venues and festivals where Kneecap is scheduled to perform.”

The members of Kneecap are Liam Óg Ó hAnnaidh, Naoise Ó Cairealláin and JJ Ó Dochartaigh, but they are better known by their respective stage names Mo Chara, Móglaí Bap and DJ Próvaí. Kneecap has previously denied accusations of promoting antisemitism and the proscribed terrorist organizations Hamas and Hezbollah. Meanwhile, they have continuously accused Israel of committing a “genocide” in the Gaza Strip.

The annual music festival in Reading will take place this year from Aug. 27-30. The Belfast rap trio will perform on the last day of the festival, which has a star-studded lineup that includes Raye, Charli XCX and Florence + The Machine.

In CAA’s letter to festival organizers, which was shared with The Algemeiner, the charity gave several examples in which members of Kneecap have been accused of promoting antisemitism and terror groups. In one noted instance, “imagery circulated online by or associated with the group has included a graphic depicting a swastika superimposed on the Israeli flag/the Jewish Star of David.” Making comparisons between Israel and Nazi Germany is given as an example of antisemitism within the working definition by the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA), a definition which has been formally adopted by the UK government.

In February 2025, the band shared a photograph on social media that shows one of its members reading a book of statements by Hezbollah leader Hassan Nasrallah, CAA noted. Both Hamas and Hezbollah have been designated by the UK and US as terrorist organizations.

O hAnnaidh was previously charged in the UK with a terror offense for his actions at a gig in north London in November 2024. During the performance, he draped a Hezbollah flag over his shoulders while saying “Up Hamas, up Hezbollah,” both of which are organizations banned in the UK under the Terrorism Act 2000. However, the charges against him were dismissed in September 2025. Kneecap said the flag was thrown on stage during the performance and that they “do not, and have never, supported Hamas or Hezbollah.”

At the Coachella Valley Music and Arts Festival in California last year, Kneecap projected an anti-Israel message on stage that said: “Israel is committing genocide against the Palestinian people. It is being enabled by the US government who arm and fund Israel despite their war crimes. F–k Israel. Free Palestine.”

During their performance at the 2024 Reading Festival, Kneecap displayed a message on a video screen that criticized the British government for allegedly “enabling a genocide in Gaza.” Bap described Belfast as being “still under British occupation” and added, “there’s a worse occupation happening right now in Palestine.” The group then led the crowd in chanting “Free! Free! Palestine!” and Bap also concluded the band’s set by declaring “Free Palestine!”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Jill


Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba

Przez lata Gaza i jej żydowski sąsiad były prawdopodobnie najczęściej omawianym skrawkiem ziemi na świecie. Większość treści na ich temat konsumujemy za pośrednictwem ekranów, w bezpieczeństwie i komforcie Zachodu, korzystając z anglojęzycznych źródeł. Bardzo często osoby wypowiadające się na ten temat nie kierują się głębokim zrozumieniem ani pragnieniem dotarcia do prawdy, lecz potrzebą moralizowania. Ci samozwańczy aktywiści i komentatorzy polityczni zagłuszają głosy mieszkańców Gazy, zamiast przemawiać w ich imieniu. Prawdziwe zrozumienie Gazy przez zachodnich odbiorców wymaga perspektywy ludzi dobrze znających to miejsce – najlepiej takich, którzy sami z Gazy pochodzą.

Ahmed Fouad Alkhatib jest właśnie jednym z takich głosów. Dorastał w Gazie, a w 2005 roku, jako nastolatek, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby uczęszczać do szkoły średniej w ramach programu wymiany międzykulturowej. Krótko po jego przyjeździe Hamas został wybrany do rządzenia Strefą Gazy po całkowitym wycofaniu przez Izrael swoich osiedli. W 2007 roku Ahmed otrzymał azyl – jako pierwszy Palestyńczyk, któremu przyznano azyl polityczny w następstwie przejęcia Gazy przez Hamas – a w 2017 roku uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Od czasu przejęcia władzy przez Hamas nie postawił już stopy w swoim ojczystym mieście.

Choć od lat niemal nieustannie myślę o tym konflikcie, głębokie zrozumienie Gazy i jej mieszkańców zawsze mi umykało. To miejsce wydawało mi się niemal mityczne. Za każdym razem, gdy spacerowałam po plażach Tel Awiwu, ciesząc się ciepłą śródziemnomorską bryzą, myślałam: „Gaza jest tuż obok”. Dosłownie leży na tym samym wybrzeżu, a jednak jest oddzielona w sposób, który wydawał się nieprzekraczalny i nieosiągalny. Choć dość dobrze znam historię Izraela, nigdy naprawdę nie rozumiałam Gazy poza kontekstem konfliktu z Izraelem.

Nawet samo słowo „zakładnik” stało się podczas wojny niezwykle kontrowersyjne. 7 października Hamas dokonał masakry na terytorium Izraela w jego międzynarodowo uznanych granicach i uprowadził 251 zakładników. Tym samym naraził własną ludność cywilną na działania militarne Izraela. Już sam tytuł tej książki podważa narrację „my kontra oni”, sugerując, że najliczniejszymi zakładnikami organizacji terrorystycznej są jej właśni rodacy – dwa miliony ludzi, którym odmówiono możliwości opuszczenia Strefy Gazy podczas najgorszej katastrofy w historii Palestyńczyków.

W ciągu ostatnich kilku lat Ahmed pozostawał spokojnym i rozsądnym głosem ponad hałasem aktywizmu, który przedstawia się jako „propalestyński”, podczas gdy w rzeczywistości jest przede wszystkim antyizraelski i antyzachodni. Pod adresem przedstawicieli tego ruchu kieruje bardzo mocne słowa, określając ich działania po 7 października jako „formę zbiorowej psychozy”:

„Byłem wściekły – pisze Ahmed – że wyjątkowa, być może jedyna w swoim rodzaju szansa na zdobycie poparcia dla narodu palestyńskiego została zmarnowana na slogany i pusty aktywizm. Nie usłyszałem nic konstruktywnego, żadnej chęci ani próby wypracowania pragmatycznych rozwiązań i realnych rezultatów dla Palestyńczyków. Zamiast konsekwentnie opowiadać się za rozwiązaniem dwupaństwowym i uznać, że Palestyńczycy nie pragną zniszczenia Izraela, lecz dążą do godności, wolności i niepodległości, aktywiści na Zachodzie upili się najgorszą możliwą mieszanką ekstremizmu, uproszczeń i maksymalizmu. Ta toksyczna kombinacja zaszkodziła życiu i wolności Palestyńczyków oraz samej sprawie palestyńskiej.

Gdy zacząłem krytykować te tendencje, spotkałem się z brutalnymi atakami. Zdałem sobie sprawę, że wielu ludzi z tak zwanego ruchu propalestyńskiego jest w istocie głęboko antypalestyńskich, ponieważ interesują ich wyłącznie poglądy i doświadczenia potwierdzające ich własne przekonania. Fakt, że człowiek z Gazy taki jak ja – który stracił członków rodziny podczas wojny, który po izraelskim bombardowaniu w 2001 roku niemal całkowicie stracił słuch w lewym uchu i który od lat angażuje się w pomoc humanitarną dla Palestyńczyków w Gazie – może zostać odrzucony za prezentowanie „niewłaściwych poglądów”, był alarmującym sygnałem upadku zachodniego aktywizmu.”

Chciałabym zwrócić uwagę na pewne podobieństwo między Ahmedem a mną: oboje należymy do pokolenia milenialsów i oboje postrzegamy lata 90. jako najbardziej pomyślną i pełną nadziei dekadę naszego życia. Dla mnie, wychowanej bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych, oznacza to przede wszystkim Nintendo 64, Nickelodeon i centra handlowe. Dla Ahmeda są to czasy Porozumień z Oslo – okres, którego znaczenia nie byłem jeszcze w stanie zrozumieć, gdy się rozgrywał. Był to moment, gdy najbliżej było do powstania funkcjonującego państwa palestyńskiego, z międzynarodowym lotniskiem w Gazie obsługiwanym przez Palestinian Airlines, paszportami umożliwiającymi swobodne podróżowanie do i ze Strefy Gazy oraz lepszymi perspektywami zatrudnienia dla jej mieszkańców.

Książka szczegółowo opisuje okoliczności, które doprowadziły do dojścia Hamasu do władzy, co w praktyce zniszczyło nadzieję na rozwój sprawnie funkcjonującego społeczeństwa, o którym wielu marzyło w czasie pełnych optymizmu lat procesu z Oslo. Często słyszymy argument, że Hamas reprezentuje wolę swoich obywateli, ponieważ został wybrany w wyborach w 2005 roku (były to ostatnie wybory w Gazie). Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Przejęcie władzy przez Hamas – po wyborach, których przebieg budził poważne wątpliwości – było elementem walki o władzę między tą organizacją a innymi ugrupowaniami palestyńskimi (Fatahem, OWP i Autonomią Palestyńską). To, co nastąpiło później, trudno nazwać pokojowym przekazaniem władzy.

Analiza działalności międzynarodowych organizacji pozarządowych jest znacznie bardziej wyważona i opiera się na uzasadnionej krytyce. Autor, doceniając ich rolę w dostarczaniu mieszkańcom Gazy niezbędnej pomocy, zauważa jednocześnie, że ich obecność w praktyce wzmacniała Hamas. Bez względu na liczbę aktów terroru popełnianych przez Hamas pieniądze płynące przez organizacje humanitarne nieustannie finansowały podstawowe usługi, których sam Hamas nie zapewniał. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jest to szerszy problem międzynarodowych organizacji humanitarnych działających w państwach rządzonych przez opresyjne reżimy – Gaza jest po prostu jednym z najbardziej wyrazistych przykładów.

Gaza jest wyjątkowa pod względem stopnia, w jakim jej przywódcy wykorzystują organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, jako element – trzeba przyznać – niezwykle skutecznej kampanii wizerunkowej (napędzanej w dużej mierze przez Al Jazeerę), skierowanej do odbiorców na całym świecie. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że „Ministerstwo Zdrowia Gazy” nagle stało się wiarygodnym źródłem informacji dla czołowych amerykańskich dziennikarzy? Dopóki Hamas utrzymywał w ruchu tę machinę – organizacje pozarządowe, darczyńców i aparat propagandowy – mógł przedstawiać się jako „ruch oporu”, jednocześnie całkowicie zawodząc jako rządzący. Nie miało znaczenia, ile przerw w dostawach prądu, niedoborów paliwa czy zwykłego cierpienia zafundował własnym mieszkańcom.

Skupianie uwagi świata wyłącznie na oburzeniu wobec Izraela pozwala Hamasowi bez przeszkód kontynuować swoje bandyckie działania. Smutna rzeczywistość jest dziś taka, że im więcej brutalności i chaosu wywołuje Hamas, tym więcej pieniędzy napływa z zagranicy, aby finansować skutki tej sytuacji. Terroryzm stał się znacznie bardziej opłacalny niż pokój.

Nie sposób pominąć najbardziej oczywistej kwestii. Zapytałem Ahmeda wprost, dlaczego zdecydował się wydać swoją książkę w żydowskim wydawnictwie, a nie w muzułmańskim lub innym nieżydowskim. Oddaję mu głos:

„The Jewish Quarterly” złożyło mi ofertę, a ich model wydawniczy idealnie odpowiadał temu, czego szukałem – publikują krótkie książki lub długie eseje. To było doskonałe rozwiązanie. W społeczności muzułmańskiej istnieje poważny problem z podejściem do Hamasu i nastrojów określanych jako „propalestyńskie”, a poza tym nie ma zbyt wielu alternatyw wydawniczych. Jednocześnie świadomie chciałem dotrzeć do żydowskich odbiorców, do których tradycyjny ruch propalestyński nie jest w stanie dotrzeć, mimo że znaczna część mojego przekazu skierowana jest właśnie do środowisk propalestyńskich.

Można bezpiecznie założyć, że większość czytelników tej książki będą stanowić osoby nastawione proizraelsko, które już dziś postrzegają Ahmeda jako swego rodzaju wyjątek. Nie wiem, w jakim stopniu jego poglądy podzielają zwykli mieszkańcy Gazy żyjący obecnie w Strefie. Wiem natomiast, że ten poruszający tekst jest szczerym wysiłkiem rodowitego Palestyńczyka, który próbuje edukować innych jako przedstawiciel społeczności, o której mówi się bez końca, lecz którą rozumie się bardzo słabo. Właśnie tak powinno wyglądać bycie naprawdę „propalestyńskim” – w sposób, na jaki obecna debata publiczna po prostu nie pozwala.


Link do oryginału:

The Liberal Jew
A Resistance Group That Failed To Govern: Review of “Hamas and Its Two Million Hostages” by Ahmed Fouad Alkhatib
For years, Gaza and its Jewish neighbor have served as possibly the most talked-about territory in the world. We consume most of the content about it from our screens in the safety and comfort of the West, from English-language channels. Much of the time, those who speak of it here do so not out of profound understanding or a desire to seek truth, but r…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After 25 years, the Sbarro bombing and its aftermath still matter


After 25 years, the Sbarro bombing and its aftermath still matter

Jonathan S. Tobin


The Second Intifada massacre, like the slaughter on Oct. 7, stands as a grim reminder of the folly and hubris of the makers of peace plans and deals with terrorists.

The aftermath of the Sbarro pizzaria bombing at the corner of King George Street and Jaffa Road in Jerusalem, Aug. 9, 2001. Credit: Avi Ohayon/GPO.

For the rest of the world, including most Jews, Aug. 9 is just another day on the calendar. It doesn’t have the resonance of 9/11 or Oct. 7. Unlike those dates that remain inextricably linked to horrifying terrorist attacks, what happened on Aug. 9, 2001 has faded into memory for most Jews.

Some remember the Palestinian Arab suicide bombing at the Sbarro pizzeria at the corner of King George Street and the Jaffa Road in Jerusalem, which took the lives of 16 people, including eight children and a pregnant woman, and wounded another 130 persons. It was one among many such atrocities committed by the Palestinians during the terrorist war of attrition waged by the Palestinians from 2001 to 2005, known as the Second Intifada. And even that terrible struggle, which took the lives of more than 1,000 Israelis and many more Palestinians, has been overshadowed by the unspeakable crimes committed on Oct. 7, 2023, and the ordeal of the war against Iran and its terrorist proxies ever since.

Other than the families of the murdered and injured, that day isn’t likely circled on many calendars.

A date to remember

So, perhaps it’s understandable that it might fade from our consciousness.

Indeed, many such dates fade from the collective memory of nations because of the passage of time. Dec. 7 was once a turning point in the lives of Americans, who could tell you where they were and what they were doing when they heard the news that the Japanese had attacked Pearl Harbor, dragging the United States into the Second World War. But those who have such memories of the events of 85 years ago are now few and far between.

Increasingly, the same is true for Nov. 22, which was once indelibly linked to the trauma of the assassination of President John F. Kennedy, but which now has little resonance for any but the conspiracy-theory buffs among the overwhelming majority of Americans who were not alive then.

.

Malki Roth with her disabled sister, Haya, in 1996. Credit: Courtesy.

But we should remember Aug. 9—and not just because this year is the 25th anniversary of that horrible incident. It stands as a reminder of the folly and hubris of those who dabble in the Middle East peace process. That is something that President Donald Trump ought to keep in mind when he issues bold statements about peace in the Mideast.

Trump’s Board of Peace, which is responsible for the rebuilding of the Gaza Strip in the aftermath of the post-Oct. 7 war, has announced a new plan for implementing the disarmament of Hamas and the withdrawal of Israeli forces from the region. Israel’s moves would be contingent on the terrorists laying down their weapons and the president’s threats to Hamas if they don’t comply sound tough. But Trump’s breezy optimism about Hamas surrendering its armaments seems reminiscent of such predictions about the end of Palestinian terrorism the world has heard many times in the past, not least in the years before Aug. 9, 2001.

The Sbarro bombing was a shocking indicator of the barbarism of Israel’s erstwhile peace partners.

Nearly eight years earlier, most Israelis and the Jewish world had rejoiced in the signing of the Oslo Peace Accords on the White House Lawn by Israeli Prime Minister Yitzhak Rabin and Palestinian leader Yasser Arafat under the confident patronage of President Bill Clinton. Only a year before the bombing, Israel’s then-Prime Minister Ehud Barak had journeyed to Camp David, where he and Clinton had followed up on Oslo by offering Arafat an independent state in Gaza, a share of Jerusalem, and almost all of Judea and Samaria. Arafat rejected the offer. By way of further response, he launched the wave of terror attacks that literally and figuratively blew up the peace process. Instead of trading land for peace, it exchanged land for terror.

Blowing up Oslo

The events of Aug. 9 were just one of many such terror attacks that were the fruits of Oslo. The ability of Hamas, which was responsible for the attack on the Sbarro restaurant, to wage a campaign of terrorism on this scale was only due to the terms of the peace accords, which granted the Palestinians full autonomy. Its accomplices were Palestinian Islamic Jihad and Arafat’s Fatah Party (with the Al-Aqsa Martyrs Brigade its terrorist arm), which ran the Palestinian Authority.

During an interview during his last visit to the United States before his tragic assassination, Rabin told me he believed that Arafat would fight the terrorists with the sort of effectiveness and brutality that Israel couldn’t match because of its Supreme Court and rule of law.

But Arafat had no interest in fighting terrorism. He was, in fact, fomenting, planning and paying for it. And rather than take “yes” for an answer when Clinton and Barak offered him a state, he gave a green light to the malign activities of Hamas and created a Fatah outfit to compete with it in shedding Jewish blood.

.
Ahlam Tamimi. Photo by Flash90.

There were many other terrible terrorist incidents during the Second Intifada, among them the bombing of the Dolphinarium Discotheque two months before Sbarro, which took the lives of 21 Israelis, mostly teenagers. There was also the bombing of the Moment Cafe in Jerusalem in March 2002 that killed 11 people; the Park Hotel Passover massacre in Netanya that resulted in the murder of 30 people, as well as many bus and other bombings.

Each was a tragedy. But what makes Sbarro stand out is the calculated brutality of targeting a restaurant at lunchtime on a Friday afternoon, at a time when families were out near a busy shopping district before the start of the Sabbath. The goal was not just to slaughter and maim, but to deliberately target women and children.

Unrepentant murderer

What also makes it stick is the utter lack of remorse of one of the key players in this crime. Ahlam Tamimi, a 20-year-old university student and Hamas-affiliated terrorist, scouted the location for the planners and then guided the suicide bomber, Izz al-Din Shuheil al-Masri, to the site, where he exploded bombs containing explosives, nails, nuts and bolts.

When later told by a journalist that she had helped murder eight children rather than only three, as she had initially believed, she expressed happiness and even smiled.

Tamimi was convicted on 16 counts of murder and sentenced to life in prison, though she remained confident that she would eventually be freed. Sadly, she was correct.

She was one of more than 1,000 terrorists exchanged in 2011 for the freedom of kidnapped Israeli soldier Gilad Shalit, who had been taken along the Gaza border in 2011, in a deal approved by Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu.

Today, despite being on the FBI’s “Ten Most Wanted List” (three Americans were among those murdered in the bombing), she lives in freedom in Jordan, where she hosts a talk show on a Hamas-affiliated channel. Amman has refused U.S. demands for extradition. In 2021, Interpol dropped its arrest warrant for Tamimi.

The family of one of the slain victims, 15-year-old Malki Roth, created the Keren Malki foundation to aid families with children who have disabilities. But her father, Arnold Roth, has also continued the fight for justice in the case. He continues to advocate for Washington to pressure Jordan, a recipient of American aid to the tune of $1.45 billion a year, to give her up to stand trial in the United States. But since both America and Israel (whose leader freed her, after all) view maintaining King Abdullah in office and protecting him against Islamist domestic critics as a higher priority than putting Tamimi back in jail, that quest may never succeed.
.

Arnold Roth and his wife, Frimet, hold a picture of their murdered daughter, Malki, then just a teenager, on July 15, 2025. Photo by Noam Sharon.

A rebuke to peace processors

That is deeply unjust. But this 25th anniversary of the Sbarro bombing should be more than just a date where we remember the victims and the horror of Aug. 9, 2001. It should be a standing rebuke to all who would trust and empower Islamists like those of Hamas, its members like Tamimi, and its funders, including the governments of Iran and Qatar.

The administrations of the United States and Israel must never forget that attempts to buy off or appease a group and a people whose goal is, in addition to a war on all of the West, the destruction of Israel and the genocide of its people, are always bound to fail. That was true during the Oslo era of the ’90s; the 2005 withdrawal from the Gaza Strip; and the subsequent efforts by the Bush, Obama, Biden and even the Trump administration to craft deals with the Palestinians. For too long, feckless foreign-policy “experts” preached that there was no alternative to such folly.

Some Americans and Israelis persist in pushing for such insane plans. Any such effort, no matter how well-intentioned (as all of them were), is bound to fail until a sea change occurs in the political culture of the Palestinians to will treat people like Tamimi and other terrorists as shameful villains, rather than as heroes and martyrs to be admired and emulated.

That is something that doesn’t seem possible in the foreseeable future, as testified by the popularity of the Oct. 7 atrocities among Palestinians, and the enduring fame of Tamimi and other Second Intifada criminals. Until it does, optimistic statements like those of Trump—and even less savvy peace processors—will inevitably lead to more sorrow and bloodshed.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com