
Prawdziwym polem bitwy Iranu są wybory środka kadencji w 2026 roku
Aynaz Anni Cyrus
Amerykanie zadają rozsądne pytanie: negocjujemy z Iranem, walczymy z Iranem, czy też utknęliśmy gdzieś pomiędzy jednym a drugim?
Odpowiedź brzmi: wszystkie trzy rzeczy naraz.
Operacje wojskowe trwają. Kanały dyplomatyczne pozostają otwarte. Iran jednocześnie nadal atakuje, grozi, gra na zwłokę i negocjuje. Wielu Amerykanom wydaje się to sprzeczne. Dlaczego reżim, który dąży do pokoju, miałby nadal eskalować konflikt? Dlaczego miałby sabotować negocjacje, które mogłyby zakończyć wojnę?
Ponieważ wciąż popełniamy błąd, analizując Republikę Islamską tak, jakby była konwencjonalnym państwem narodowym realizującym konwencjonalne interesy narodowe.
Nie jest nim. To rewolucyjny system islamski, którego doktryna założycielska nie kończy się na granicach Iranu. Aby zrozumieć jego działania, musimy zrozumieć instytucję stworzoną po to, by chronić i rozwijać tę doktrynę.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który obecnie sprawuje faktyczną kontrolę nad krajem i jego strategią wojenną, nie jest jedynie irańską armią. Jest instytucjonalnym strażnikiem i eksporterem Rewolucji Islamskiej. Jego cel nie ogranicza się do ochrony terytorium czy ludności Iranu. Jego zadaniem jest chronić Rewolucję, rozszerzać jej wpływy i rozciągać islamskie panowanie poza granice Iranu.
Wyraźnie mówi o tym sama konstytucja Iranu. Jej preambuła stwierdza, że siły zbrojne i IRGC odpowiadają nie tylko za obronę granic Iranu, lecz także za wypełnianie „ideologicznej misji dżihadu na drodze Boga”. Misję tę definiuje jako rozszerzanie zwierzchnictwa prawa Allaha na cały świat.
Misja ta opiera się na wersecie 8:60 Koranu, który nakazuje muzułmanom przygotować wszelką siłę, jaką są w stanie zgromadzić, aby wzbudzać strach we wrogach Allaha.
Artykuł 150 stanowi, że IRGC ma nadal istnieć, aby kontynuować „strzeżenie Rewolucji i jej zdobyczy”.
Artykuł 154 zobowiązuje Republikę Islamską do wspierania tego, co określa ona mianem walki uciskanych przeciwko ciemiężycielom na całym świecie.
Nawet preambuła konstytucji przedstawia Rewolucję jako nieustający projekt, realizowany zarówno w kraju, jak i za granicą, którego celem jest wspieranie międzynarodowych ruchów islamskich i torowanie drogi ku jednej globalnej ummie.
Nie są to zapomniane hasła z 1979 roku. Stanowią konstytucyjny fundament Republiki Islamskiej i wyjaśniają, dlaczego IRGC w ogóle istnieje.
Ochrona i rozszerzanie Rewolucji nie są doraźną polityką realizowaną przez IRGC. To właśnie dlatego IRGC został utworzony.
Kiedy zrozumiemy tę misję, obecna strategia Iranu staje się znacznie mniej tajemnicza.
Republika Islamska nie oddziela wojny militarnej, gospodarczej, politycznej, informacyjnej i ideologicznej w taki sposób, jak często robią to zachodnie rządy. Rakiety, drony, terrorystyczne siły zastępcze, propaganda, wpływy polityczne, presja na rynki energii i negocjacje są różnymi narzędziami służącymi temu samemu rewolucyjnemu celowi.
Iran nie negocjuje zamiast walczyć. Iran walczy po to, by wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną.
Dokładnie to obserwujemy obecnie. Teheran realizuje strategię, którą analitycy określają mianem kontrolowanej eskalacji. Wywiera wystarczającą presję militarną i gospodarczą, aby podnieść koszt oporu, jednocześnie starając się uniknąć eskalacji do poziomu, który doprowadziłby do jego całkowitego zniszczenia.
Cieśnina Ormuz odgrywa w tej strategii kluczową rolę. Grożąc żegludze i światowym dostawom energii, reżim może podnosić ceny ropy, destabilizować rynki, wzbudzać strach wśród amerykańskich wyborców i wywierać presję na Waszyngton, by ten poszedł na ustępstwa.
Impas w negocjacjach nie musi więc świadczyć o tym, że Iranowi nie udało się osiągnąć porozumienia. Sama gra na zwłokę może przynosić coś, co reżim uważa za znacznie cenniejsze.
Kupuje czas. A czas ma znaczenie, ponieważ Ameryka zbliża się do wyborów środka kadencji w 2026 roku.
IRGC rozumie amerykańską politykę. Rozumie, że przedłużające się wojny wyczerpują amerykańskie społeczeństwo. Rozumie, że rosnące ceny benzyny wpływają na wyniki wyborów. Rozumie, że straty wśród żołnierzy dzielą koalicje rządzące oraz że to, kto kontroluje Kongres, może przesądzić o tym, czy prezydent będzie w stanie kontynuować swoją politykę zagraniczną.
Przeciwnicy prezydenta Trumpa już przygotowują się do przedstawienia tego konfliktu jako kolejnej niekończącej się wojny na Bliskim Wschodzie. Każdy kolejny miesiąc walk dostarcza im więcej amunicji.
Jeśli Iran zdoła przeciągnąć konflikt do listopada, może zwiększyć niepokój gospodarczy, pogłębić zmęczenie wojną, podzielić Republikanów na zwolenników powściągliwości i eskalacji oraz zamienić wybory środka kadencji w referendum nad sposobem prowadzenia wojny przez prezydenta Trumpa.
Utrata przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów, Senacie lub obu izbach osłabiłaby pozycję negocjacyjną prezydenta. Mogłaby utrudnić finansowanie działań wojskowych, doprowadzić do dochodzeń kongresowych, ograniczyć możliwości działania administracji i wzmocnić pozycję ustawodawców bardziej przychylnych czerwono-zielonemu sojuszowi politycznemu działającemu w Stanach Zjednoczonych.
Niektórzy z tych kandydatów otwarcie prowadzą kampanie przeciwko amerykańskiej potędze, jednocześnie opowiadając się po stronie organizacji i ruchów ideologicznych, które konsekwentnie usprawiedliwiają islamistyczną agresję, umniejszają jej znaczenie lub odwracają od niej uwagę.
Mamy jednoznaczne dowody konstytucyjne na to, że IRGC ma ogólnoświatową misję rewolucyjną. Konkretna decyzja o przeciągnięciu tego konfliktu do amerykańskich wyborów środka kadencji może nie być jeszcze udokumentowana w publicznie dostępnym rozkazie operacyjnym, ale udawanie, że polityczne konsekwencje są przypadkowe, wymagałoby od nas zignorowania doktryny, historii i utrwalonych metod działania tego reżimu.
Republika Islamska przez niemal pięć dekad wykorzystywała terroryzm, branie zakładników, wojny prowadzone za pośrednictwem sił zastępczych, sieci religijne, propagandę i naciski polityczne, aby osiągać cele, których nigdy nie byłaby w stanie zrealizować wyłącznie za pomocą konwencjonalnej siły militarnej.
Dlaczego miałaby nagle zignorować najważniejsze amerykańskie wybory odbywające się w trakcie wojny?
IRGC nie próbuje wygrać tej wojny w Cieśninie Ormuz. Próbuje wygrać ją w wyborach do Kongresu w 2026 roku. A wszystko, czego potrzebuje, to czas, podziały, polityczny paraliż i zbyt wyczerpana Ameryka, by dalej się mu przeciwstawiać.
Dlatego listopad jest częścią pola bitwy. Pytanie brzmi, czy amerykańscy wyborcy dostrzegą to, zanim oddadzą swoje głosy.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com









