Izraelski parlament rozwiązał się przed wyborami. Rzutem na taśmę przyjęto kontrowersyjne ustawy

Izraelski Kneset (Fot. REUTERS/Ronen Zvulun)


Izraelski parlament rozwiązał się przed wyborami. Rzutem na taśmę przyjęto kontrowersyjne ustawy

Patryk Rutkowski


Izraelski Kneset dokonał samorozwiązania przed wyborami parlamentarnymi, które mają odbyć się 27 października. Sondaże nie dają koalicji premiera Benjamina Netanjahu szans na zbudowanie większości w nowej kadencji.

W ostatnim tygodniu izraelski parlament przyjął m.in. ustawę ograniczającą władzę niezależnego od rządu prokuratora generalnego i rozszerzył kontrolę gabinetu nad ciałem nadzorującym media, rozluźniając jednocześnie regulacje dotyczące tego sektora.

Kneset przyjął też ustawę tymczasowo wstrzymującą aresztowania ultraortodoksyjnych żydów uchylających się od obowiązkowej w Izraelu służby wojskowej. To realizacja wyrażanych od dawna żądań partii reprezentujących tę grupę wyznaniową, która sprzeciwia się poborowi. Opozycja gwałtownie skrytykowała nowo przyjęte ustawy i złożyła wnioski o skierowanie ich do Sądu Najwyższego, który w izraelskim systemie rządów pełni rolę polskiego Trybunału Konstytucyjnego.

Najbardziej prawicowy rząd w historii Izraela

Poprzednie wybory odbyły się w 2022 r. i wyłoniły kierowaną przez Netanjahu koalicję, która stworzyła najbardziej prawicowy rząd w historii Izraela. Mimo licznych wewnętrznych konfliktów koalicja przetrwała pełną czteroletnią kadencję. Ostatni gabinet, któremu się to udało, rządził w latach 1988-1992. Scena polityczna w tym państwie jest rozdrobniona, co utrudnia sformowanie trwałej większości. Między 2019 a 2022 rokiem wybory parlamentarne odbywały się pięciokrotnie.

Oprócz partii Netanjahu – prawicowego Likudu – w skład obecnej koalicji wchodzą ugrupowania religijne i skrajnie nacjonalistyczne. Gabinet od początku mierzył się z silną krytyką opozycji i dużej części społeczeństwa. Grupy te zarzucały rządowi forsowanie reform godzących w praworządność i zagrażających demokratycznemu charakterowi państwa, w tym próbę podporządkowania i upolitycznienia niezależnych instytucji czy zwiększenia kontroli polityków nad sądownictwem.

Netanjahu może pozostać na stanowisku bez większości

W czasie kończącej się kadencji parlamentu zbrojne ramię palestyńskiego Hamasu zaatakowało ze Strefy Gazy południe Izraela i od tego czasu kraj pozostaje w prowadzonej na wielu frontach wojnie. To najdłuższy konflikt zbrojny w historii kraju. Armia Izraelska zabiła w Gazie ponad 73 tys. osób, z których największą część stanowiły kobiety i dzieci. Ponad 170 tys. osób zostało rannych, a enklawa została niemal w całości zniszczona. Izrael nie przestrzega warunków zawieszenia broni, które weszło w życie w październiku – od tego czasu zabito już ponad 1100 osób. 

Najnowsze sondaże nie dają większości ani obecnej koalicji, ani najważniejszym partiom opozycyjnym. Jeżeli po wyborach nie udałoby się wyłonić stabilnej większości, wówczas Netanjahu pozostałby na czele rządu tymczasowego do czasu przełamania politycznego impasu.


Źródło: PAP

Redagowała Wiktoria Beczek


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After Khamenei, Nothing Has Changed – But It Might


After Khamenei, Nothing Has Changed – But It Might

Pierre Rehov


  • Iran, in exchange, reaffirmed that it would not develop nuclear weapons and agreed to leave its nuclear program exactly as it stands — meaning with its nuclear installations and centrifuges to enrich uranium safely under Pickaxe Mountain.
  • The last four months were the exhaustion of a method rather than a failure of nerve. The Trump method flattered the adversary, let him believe he had won, dragged him to the table under threat of force, changed course without warning and staged unpredictability as strategy. All that might work remarkably well in the West, where leaders answer to electorates, markets and quarterly reports. It presupposes, however, an interlocutor who counts costs the way Washington counts costs.
  • The Islamic Republic counts by another arithmetic….
  • A power such as the US that cries wolf on Tuesday and extends the deadline on Thursday teaches a system such as Iran’s exactly one lesson: that the wolf does not exist. Iran’s rulers read the American desire for a deal, especially before a midterm election, as weakness, which by that arithmetic it was. Trump, who kept repeating that he wanted a deal — in that way raising the price for one — seemed genuinely trying to test ways not to destroy more of Iran. Last week, he gave up on that.
  • After Khamenei, nothing has changed in Iran, where the doctrine, the gallows and the wager on Western fatigue are those of February. What finally changed, last week, is Washington.

After the death of Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei, nothing has changed in Iran, where the doctrine, the gallows and the wager on Western fatigue are those of February. What finally changed, last week, is Washington. Pictured: People gather beneath a billboard of Ali Khamenei and his son and successor, Mojtaba Khamenei, during the third day of the elder Khamenei’s funeral on July 6, 2026 in Tehran, Iran. (Photo by Majid Saeedi/Getty Images)

The West has long nurtured the conviction that a regime dies with its ruler. On February 28, American and Israeli aircraft, in a joint operation prepared over months, killed Iran’s Supreme Leader Ali Khamenei together with the chief of staff of the armed forces, the commander of the Revolutionary Guard Corps, the defense minister and Khamenei’s closest adviser, thereby erasing the command structure of the Islamic Republic in a single morning. US President Donald Trump promised to “annihilate their navy” and level Iran’s missile industry.

Across the West, and among Iranians whose January uprising had been drowned in blood only weeks earlier, an immense hope took hold. The theocracy, at last, seemed gone.

Ten days later, the Assembly of Experts installed Mojtaba Khamenei — who was severely wounded or possibly “eliminated” as well — in his father’s chair. Since February 28, he has not been seen in public. The Islamic Republic, for its part, had transmitted itself like a monarchy, dynastically, while the missiles were still in the air. This week, as his father’s coffin crossed Iran and Iraq in a six-day state funeral, with Mojtaba Khamenei still nowhere to be seen, crowds chanted for revenge and hanged the American president in effigy. The clerics always knew what Washington seems to have taken four months to accept: the regime was never lodged in one man but rather in a clergy, a security apparatus and a doctrine, and all three came through the bombs intact.

What followed inside Iran removed any remaining doubt. In June alone, 141 executions were recorded, the overwhelming majority carried out in silence, without announcement, without due process, and without notice to families or lawyers. Between mid-March and late April, at least 22 political prisoners were hanged, ten of them protesters seized during the January uprising, at a speed of one execution every two days, with 17-year-olds now on death row in addition to them. Since February 28, more than 6,000 people have been arbitrarily arrested under the official cover of “wartime conditions,” while the population endured an 88-day internet shutdown, the longest ever recorded anywhere. Decapitated, the regime kills more than before.

Militarily, the Islamic Republic of Iran lost almost everything it was possible to lose: its leadership, its air defenses, its nuclear installations, its navy ships. Its answer was neither surrender nor counteroffensive but the clock. Tehran closed the Strait of Hormuz, mined it, installed “tolls” and fees — for “protection” — attacked shipping, then settled in to wait, reading the American calendar with more attention than Washington was reading Iran.

Trump wanted a deal, said so openly, and for four months gave Tehran every chance a negotiating partner has ever been given. Deadlines were set for March 21, then March 23, then April 7, and each time extended. Talks in Islamabad collapsed. A naval blockade followed, then an escort operation, announced and suspended within days. Tehran had learned to read the expiration date stamped on every American threat.

The non-binding Islamabad Memorandum of Understanding, signed on June 17 — the American signature added during a dinner at Versailles — reads less like terms imposed on a defeated enemy than like the wish list of a victorious Iran. Its 14 points commit the United States to lifting its naval blockade within 30 days, ending sanctions, releasing frozen Iranian assets, and assembling with regional partners a reconstruction plan worth at least $300 billion. Iran, in exchange, reaffirmed that it would not develop nuclear weapons and agreed to leave its nuclear program exactly as it stands — meaning with its nuclear installations and centrifuges to enrich uranium safely under Pickaxe Mountain. Dismantling Iran’s nuclear program appears nowhere in the text. In addition, 440 kgs (970lbs) of uranium enriched to 60% — nearly at weapons grade — are to be “blended down,” presumably later to be enriched again. Enrichment was deferred to a final agreement to be negotiated within 60 days. The enforcement mechanism was summarized by the president himself: “If it doesn’t get done in 60 days… we go back to bombing.”

The ink was barely dry before the violations resumed. Three days after the signing, Iran, citing Israeli operations against Hezbollah in Lebanon, declared the Strait of Hormuz closed once more. The follow-up talks in Switzerland were postponed. When they finally opened, Iranian negotiators conceded nothing on enrichment. Hezbollah, which entered the war two days after Khamenei’s death, kept attacking Israeli forces in Lebanon, thereby handing Tehran a permanent pretext to shut the strait whenever the negotiations required pressure.

Last week, the pattern ran its course. Iran asked the US for a special week of quiet for the funeral of Khamenei — then began firing missiles at commercial ships in the strait. On June 6, Washington reimposed the oil sanctions it had waived. Iran launched missiles at American bases in Bahrain and Kuwait. At the NATO summit in Turkey, Trump finally said: “I think it’s over. I don’t want to deal with them anymore. They’re scum.” The Iranian foreign minister had spent the previous day invoking paragraph 13 of the MOU and demanding that Washington honor its signature: an arsonist quoting the fire code while the tankers burned.

The last four months were the exhaustion of a method rather than a failure of nerve. The Trump method flattered the adversary, let him believe he had won, dragged him to the table under threat of force, changed course without warning and staged unpredictability as strategy. All that might work remarkably well in the West, where leaders answer to electorates, markets and quarterly reports. It presupposes, however, an interlocutor who counts costs the way Washington counts costs.

The Islamic Republic counts by another arithmetic, drawn from its revolutionary jurisprudence. Time costs nothing, and survival itself, especially against a “Great Satan,” the US, is a triumph. Deceiving the enemy across a negotiating table carries doctrinal sanction, not shame. Honor and pride outrank comfort, prosperity and the future itself, and above every calculation sits religion and a commitment to take down the West.

A power such as the US that cries wolf on Tuesday and extends the deadline on Thursday teaches a system such as Iran’s exactly one lesson: that the wolf does not exist. Iran’s rulers read the American desire for a deal, especially before a midterm election, as weakness, which by that arithmetic it was. Trump, who kept repeating that he wanted a deal — in that way raising the price for one — seemed genuinely trying to test ways not to destroy more of Iran. Last week, he gave up on that.

The return to peace through strength comes as a relief. Israel absorbed Trump’s and Vice President JD Vance’s insults while Washington negotiated. Each time Tehran wanted to make a point, Gulf capitals were struck. Thousands of sailors are still stranded aboard ships trapped in the Gulf. Brave Iranians who rose in January went to the gallows while the world discussed sanctions relief.

The Strait of Hormuz and no nuclear weapons for Iran — ever — remain key. The Pentagon has held the answer since March: plans to seize Kharg Island, the terminal through which 90% of Iranian crude oil passes. Marine expeditionary units were moved into the region seemingly for such operations, and the decision so long deferred is now the only card left. Round three has begun. After Khamenei, nothing has changed in Iran, where the doctrine, the gallows and the wager on Western fatigue are those of February. What finally changed, last week, is Washington.


Pierre Rehov, who holds a law degree from Paris-Assas, is a French reporter, novelist and documentary filmmaker. He is the author of six novels, including “Beyond Red Lines”, “The Third Testament” and “Red Eden”, translated from French. His latest essay on the aftermath of the October 7 massacre ” 7 octobre – La riposte ” became a bestseller in France. As a filmmaker, he has produced and directed 17 documentaries, many photographed at high risk in Middle Eastern war zones, and focusing on terrorism, media bias, and the persecution of Christians. His latest documentary, “Pogrom(s)” highlights the context of ancient Jew hatred within Muslim civilization as the main force behind the October 7 massacre.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


President of Free Speech Advocacy Group Resigns After Article About Israeli, Jewish Writers Facing ‘Isolation and Exclusion’


President of Free Speech Advocacy Group Resigns After Article About Israeli, Jewish Writers Facing ‘Isolation and Exclusion’

Shiryn Ghermezian


Dinaw Mengestu in his office at Bard College on January 8, 2026. Mengestu, a creative writing professor and novelist was named president of PEN America in December 2025. Photo: USA TODAY Network via Reuters Connect.

The president of an organization dedicated to protecting free speech announced his resignation after the nonprofit group published an article about Jewish and Israeli writers being blacklisted and facing isolation due to cultural boycotts around the world.

On July 9, PEN America published an article on its website that described how Israeli and Jewish writers are experiencing “rising isolation and exclusion” in the aftermath of the Hamas-led terrorist attack in Israel on Oct. 7, 2023, and the subsequent Israel-Hamas war in the Gaza Strip. More than 30 Israeli and Jewish writers and literary professionals spoke to PEN America about being rejected by the literary world, “a widening cultural isolation” as well as “rising hostility and exclusion” both domestically and internationally, according to the authors of the PEN America piece.

The article, titled “A Silent Moratorium,” was written by PEN America’s Editorial Director Lisa Tolin, who formerly worked for NBC News and the Associated Press; PEN America’s Chief Communications Officer Geraldine Baum, a Pulitzer Prize winner and veteran of The Los Angeles Times and Newsday; and PEN America consultant Malka Margolies.

Within hours after the article was published, Ethiopian-American novelist Dinaw Mengestu resigned as president of PEN America, a position he has held since December 2025. Explaining his decision to The Atlantic, he slammed PEN America criticizing boycott efforts against Israeli and Jewish figures and not defending its supporters. “It’s the first amendment that allows all of us to engage in boycotts, not PEN America,” Mengestu told The Atlantic. “PEN America as a free expression organization is supposed to defend that right.”

In a lengthy Instagram post on Monday, Mengestu claimed the PEN America article is “about trying to suppress constitutionally protected speech” and future defended boycott efforts. He concluded by saying, “I will do everything I can now to help make something better.”

Writers Against the War on Gaza applauded Mengestu’s “principled decision” to resign while others criticized his move this week.

“Imagine running a free expression org and resigning because it refuses to blacklist authors based on their nationality,” wrote Jewish author David Zweig in a post on X. “Why not blacklist authors from his birthplace, Ethiopia? Ethiopia doesn’t exactly have a good human rights record. What about Russian, Chinese, or Syrian writers? Nope. According to Dinaw Mengestu everyone is fine unless they happen to be from Israel.”

“Freedom of expression means opposing efforts to boycott, silence, or exclude writers because of their identity or nationality,” said The Anti-Defamation League. “That principle must apply consistently to everyone, especially at a moment when Jewish and Israeli voices are facing escalating efforts to boycott, isolate, and silence them – a trend ADL is tracking across cultural, academic and civic spaces. Walking away over research documenting that reality sends a chilling message.“

The authors of the July 9 article by PEN America said the piece shares the stories of Jewish and Israeli writers “who feel that the mainstream literary world is increasingly shutting them out because of their identity, nationality, or views.”

“They describe an environment that has impacted their reputations and livelihoods, led people to self-censor, and created an overall chilling of their ability to write and create freely,” the authors wrote. “This silencing and exclusion of writers is a threat to what PEN America is fundamentally committed to defending: a culture of free expression for all.”

The article also noted the “dire consequences” that Palestinian and pro-Palestinian writers and artists have experienced since the start of the Israel-Hamas war, including “arrests, harassment and threats, deportation attempts, and detention.”

Jewish author Sarah Schulman, who is a supporter for the Boycott, Divestment and Sactions (BDS) movement defended Mengestu in a Facebook post.

“Dinaw is one hundred percent correct that this kind of fake victim propaganda can be used to support anti-Boycott legislation which violates the First Amendment and is everywhere as popular support for Palestinians grows,” she wrote. She described the PEN America article as “one of those fake anti-semitism pieces about how ‘Jewish and Israeli’ writers are being discriminated against,” and said if the organization “wants to survive, they have to get out of the Israel/Zionism business.”

Mengestu noted that the same day PEN America published the July 9 article, it also amended a statement on its website about boycotts. The organization now clarified that it does defend the rights of people who want to engage in boycotts.

“PEN America also recognizes that participating in or advocating for boycotts is an exercise of free expression and protected political speech,” the new statement reads. ”We defend the rights of writers and academics who engage in or advocate for or against cultural and academic boycotts to be protected from retaliatory efforts to silence their voices or otherwise punish them. We see no contradiction between opposing boycotts ourselves, and defending the right of others to engage in them.

PEN America’s former Jewish president Suzanne Nossel resigned in October 2024 following criticism over the organization’s alleged failure to speak out against threats targeting Palestinian writers during the Israel-Hamas war in Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Aktywiści oskarżeni. Oblali farbą stoisko izraelskiego wystawcy na targach MSPO

05.09.2025. Antyizraelski protest przed siedzibą Targów Kielce przy okazji targów zbrojeniowych w Kielcach (MSPO 2025) (Fot. Grzegorz Walczak)


Aktywiści oskarżeni. Oblali farbą stoisko izraelskiego wystawcy na targach MSPO

Grzegorz Walczak


Podczas śledztwa Aleksandra S. i Radomir M. tłumaczyli, że ich działania “stanowiły formę pokojowego protestu”. Dla prokuratury nie było to wystarczające usprawiedliwienie.

MSPO w Kielcach to trzecie największe targi zbrojeniowe w Europie – po Londynie i Paryżu. Na początku września, podczas 33. edycji imprezy, prezentowało się tu 811 wystawców z całego świata, w tym 10 z Izraela. Ich obecność budziła duże emocje.

Stoisko Elbit Systems, największego prywatnego producenta broni w Izraelu, zostało oblane kwasem masłowym i czerwoną substancją przez dwoje aktywistów – 21-letnią Aleksandrę S. z Poznania i 26-letniego Radomira M. z Warszawy. Krzyczeli: “Free Palestine!”. – Czy wam nie jest wstyd!? Warszawa pamięta, czym jest ludobójstwo, a wy przychodzicie tutaj i co reprezentujecie sobą? – pytał z wyrzutem Radomir M. Nie zareagowała ochrona, aktywistów po dłuższej chwili zatrzymała Żandarmeria Wojskowa. 

MSPO w Kielcach. Izraelski wystawca nie wniósł o ściganie

Elbit Systems niedługo po incydencie oszacował swoje straty aż na 50 tysięcy euro, bo miała ucierpieć “najnowsza technologia”. Innego jednak zdania był powołany w trakcie prokuratorskiego śledztwa biegły, który uznał, że szkoda była niższa – wyniosła 22,5 tys. zł. Tyle tylko, że to i tak okazało się nieistotne. 

– Izraelska firma nie złożyła ostatecznie wniosku o ściganie – mówi prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Dlatego Aleksandra S. i Radomir M. za tę szkodę nie odpowiedzą.

Swój wniosek o ściganie złożyły natomiast Targi Kielce, na terenie których odbywają się targi MSPO. Dlatego aktywiści będą odpowiadać za zniszczenie mienia ośrodka wystawienniczego. A konkretnie za to, że oblali kwasem masłowym i czerwoną cieczą wykładzinę podłogową. Szkoda? Sześć tysięcy złotych. 

2.09.2025. Targi zbrojeniowe w Kielcach Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.pl

– Podejrzani nie przyznali się do stawianych im zarzutów i wyjaśnili, że ich działania stanowiły formę pokojowego protestu w związku z udziałem w MSPO jednego z wystawców, którego stoisko obali – wskazuje Daniel Prokopowicz. Aktywistom grozi teraz do pięciu lat pozbawienia wolności. 

Drugie śledztwo prokuratury prawomocnie umorzone

To było jedno z dwóch śledztw prowadzonych przez kielecką prokuraturę w związku z zeszłorocznymi targami MSPO. Wcześniej umorzyła postępowanie w sprawie tzw. pomocnictwa w ludobójstwie. Dotyczyło udziału izraelskich wystawców w targach, a konkretnie “pochwalania i pomocnictwa w zbrodniach międzynarodowych, w tym ludobójstwie, poprzez reklamowanie broni jako »sprawdzonej w boju« – w rzeczywistości używanej przeciwko ludności cywilnej w Strefie Gazy”.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożył dziennikarz Roman Kurkiewicz, w towarzystwie przedstawicieli Polsko-Palestyńskiej Inicjatywy na rzecz Sprawiedliwości “Kaktus”. 

Prokuratura Kielce-Zachód w tym przypadku uznała jednak, że prezentowanie technologii i uzbrojenia miało “tylko i wyłącznie cel handlowy, komercyjny”. Nie nakłaniało do popełniania zbrodni. Nie stanowiło to pomocnictwa, “ani w formie psychicznej, ani technicznej” do podejmowania działań, które skierowane byłyby przeciwko życiu lub zdrowiu Palestyńczyków.

– Mamy dowody wskazujące na to, że podczas MSPO prezentowano na przykład pociski firmy Israeli Aerospace Industries, których izraelscy żołnierze prawdopodobnie użyli w Strefie Gazy w ataku na szpital Nasera, zabili 20 osób, w tym siedmiu dziennikarzy. Reklamowano także drony firmy Elbit, których użyto w ataku na konwój World Central Kitchen, gdy zabito siedmiu pracowników humanitarnych, w tym Damiana Sobóla. Do prokuratury składamy opinie eksperckie organizacji The Hind Rajab Foundation i Airwars – mówiła “Wyborczej” Nina Michnik z Polsko-Palestyńskiej Inicjatywy na rzecz Sprawiedliwości “Kaktus”. 

Już wiadomo jednak, że kielecki sąd oddalił zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa. Współpracujący ze stowarzyszeniem mecenas Paweł Murawski przyznaje nam, że według sądu “nie można mówić o przestępstwie” tzw. pomocnictwa w ludobójstwie. To oznacza, że decyzja prokuratury jest prawomocna.

MSPO 2026. Już bez Elbit Systems

Tymczasem we wrześniu odbędzie się już 34. edycja targów MSPO. Będzie rekordowa. Weźmie w niej udział ponad 900 wystawców z 34 krajów. Tym razem na liście jest szesnastu wystawców z Izraela, w tym Israeli Aerospace Industries, Enercon Technologies, Rafael. Nie ma już wśród nich Elbit Systems. 

Krajem wiodącym kieleckich targów będzie natomiast Kanada: na MSPO zaprezentuje się aż 165 kanadyjskich firm reprezentujących tamtejszy sektor obronny. 

MSPO 2026 odbędzie się w 11 halach wystawowych, w tym w nowo wybudowanej i największej z dotychczasowych – o powierzchni ponad 15 tys. mkw. Jej budowa pochłonęła około 100 milionów złotych.


Redagowała Małgorzata Szlachetka


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rabini urządzają Izrael. Oddzielne chodniki dla kobiet i mężczyzn


Rabini urządzają Izrael. Oddzielne chodniki dla kobiet i mężczyzn

Marta Urzędowska


Protesty w Izraelu. (Fot. REUTERS/Ronen Zvulun)

Przez naciski ortodoksyjnych rabinów w Izraelu rozkręca się segregacja płciowa.

Miejscem, w którym właśnie zostaje wprowadzona segregacja płciowa jest Bnei Brak, które – choć formalnie jest oddzielnym miastem – funkcjonuje jako dzielnica Tel Awiwu zamieszkana przez ultraortodoksyjnych Żydów.

Miejscowi rabini w publicznym liście chwalą się, że władze miejskie „podjęły się zadania rozwiązania kwestii skromności i poszerzenia chodników”.

Naprawić skromność i świętość w mieście. Rabini chwalą burmistrza

Chodzi o nakaz korzystania z oddzielnych chodników przez kobiety i mężczyzn w określonych godzinach, kiedy na ulicach panuje największy tłok. Dotyczy on dwóch głównych ulic miasta – Ezra i Szlomo Hamalech. Jako pierwszy poinformował o zmianie Kanał 13 izraelskiej telewizji.

Oddzielne chodniki wprowadzono na wniosek trzech rabinów – Chaima Yitzchoka Landaua, Szewacha Tzwi Rosenblatta i Massuda Ben Szimona, którzy są urzędnikami miejskimi opłacanymi przez izraelskich podatników.

Rabini dodają w swoim liście, że utworzyli specjalną organizację, która ma „pomagać w naprawianiu kwestii skromności i świętości w mieście”. Jej członkowie rozmieszczają dziś znaki nakazujące ludziom rozdzielać się na chodnikach wyznaczonych ulic.

Rabini chwalą też burmistrza miasta, Chanocha Zeiberta, że podjął stosowne działania by „poprawić kwestię skromności i poszerzyć chodniki”. Na koniec proszą mieszkańców, by stosowali się do instrukcji i zachęcają nauczycieli, by namawiali miejscowych uczniów do ich przestrzegania.

Rabini naciskają na segregację płciową w Izraelu. „Mieszkańcy ich słuchają”

Radzie miasta pasuje stanowisko rabinów. W oświadczeniu przekazanym redakcji „Haaretza” informuje, że „ich list mówi sam za siebie, a mieszkańcy miasta, przyzwyczajeni do posłuszeństwa wobec rabinów i słuchania tego, co mówią, uhonorują ich prośbę”.

Jednak kiedy doniesienia o segregacji wywołały oburzenie, miasto wysłało gazecie drugą odpowiedź, gdzie wyjaśnia, że jedynie „pomaga poszerzać i rozwijać infrastrukturę publiczną” a „segregacja płciowa nie jest nakazem ani częścią polityki miejskiej”.

Nie wszystkim radnym podoba się pomysł. Jeden z nich, Yaakow Vider, przypomina, że z powodu dużej liczby ortodoksów w ostatnich latach lokalne władze przy podejmowaniu wielu decyzji kierowały się nie rozwiązywaniem ważnych problemów, ale właśnie kwestiami skromności.

Skarży się, że władze odmówiły zajęcia się takimi sprawami jak stworzenie państwowych szkół dla skrajnych ortodoksów, gdzie – w przeciwieństwie do prywatnych, w których Żydzi tylko studiują torę – obowiązywałby normalny program nauczania. Nie udało się też otworzyć w mieście publicznej siłowni, ani obciąć finansowania publicznych autobusów dowożących ludzi na plaże Tel Awiwu, na których obowiązuje segregacja płciowa.

Na stronie miasta widnieje też informacja, że każde wydarzenie kulturalne organizowane w Bnei Brak jest nadzorowane przez specjalne patrole sprawdzające, czy przebiega ono zgodnie z zasadami „skromności”.

Sąd Najwyższy Izraela po stronie kobiet

Jak przypomina „Haaretz”, pomysł z Beni Brak to nie pierwszy krok w kierunku segregacji płciowej w miejscach zamieszkanych przez ortodoksów. Temat jest dyskutowany od lat, a kwestia rozstawiania znaków nakazujących segregację, w ostatnich latach regularnie trafia do sądów.

W głośnej sprawie z 2021 r. Sąd Najwyższy kazał ówczesnemu prokuratorowi generalnemu Avichaiowi Mendelblitowi podjąć kroki w celu usunięcia w mieście Beit Szemesz pod Jerozolimą znaków nakazujących segregację płciową na chodnikach i instruujących kobiety, jak powinny się ubierać. Stało się to po skardze mieszkanek miasta – zarówno ze środowisk religijnych jak i świeckich.

„Przestrzeń publiczna miasta nie daje poczucia osobistego bezpieczeństwa i równości każdemu mieszkańcowi, mężczyźnie i kobiecie, którzy chodzą jego ulicami” – wyjaśniał w uzasadnieniu decyzji sędzia Sądu Najwyższego Hanan Melcer, zanim kazał bezwzględnie usunąć znaki pod groźbą obłożenia miasta karami finansowymi.

Kneset: Uczelnie mogą segregować, by ułatwić studiowanie ortodoksom

Doniesienia o oddzielnych chodnikach w Bnei Brak przypadają na moment, w którym także w Knesecie pojawia się kwestia segregacji płciowej. W czwartek (16.07) wcześnie rano deputowani przegłosowali większością 52 do 43 głosów nowelizację ustawy o prawach studentów, która pozwoli uczelniom oferować studia, magisterskie i doktoranckie, na których każda z płci będzie się uczyć oddzielnie.

Jak przypomina „Times of Israel”, sama koncepcja nie jest nowa. Już w 2021 r. Sąd Najwyższy zdecydował, że uczelnie mogą wprowadzać ograniczone programy segregacji w przypadku studiów pierwszego poziomu (odpowiednika licencjata), co ma ułatwić studiowanie ortodoksom, a w konsekwencji – pozwolić im na lepszy dostęp do rynku pracy.

Jednocześnie sąd podkreślał, że takie rozwiązanie może być stosowane tylko w poszczególnych salach uczelni, które jako całość mają pozostać koedukacyjne i nie może oznaczać dyskryminowania wykładających kobiet.

Zwolennicy rozszerzenia tych przepisów na studia wyższego stopnia przekonują, że pomoże ona dać równe szanse edukacyjne religijnym kobietom. Deputowana Limor Son Har-Melech ze skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła cytowana w „Times of Israel” twierdzi, że zmiana „poprawi sytuację kobiet ze wszystkich części społeczeństwa, które dotąd nie dostawały szans, na jakie zasługują.”. Wtóruje jej Zvi Sukkor z ugrupowania Religijny Syjonizm, który zapewnia, że nowe prawo „poszerzy wolność wyboru”.

Opozycja: Robicie z Izraela państwo ajatollahów

Nie wszystkim podobają się nowe przepisy. Opozycja i środowiska naukowe prowadziły przed głosowaniem intensywną kampanię przeciwko zmianie, przekonując, że otwiera ona furtkę do pogłębienia segregacji i stawia prawa religijne ponad prawami studentek i wykładowczyń.

Kiedy zmiany przeszły w głosowaniu, deputowani opozycji głośno protestowali, trzymając banery z napisem „segregacja to wykluczenie”.

– Najbardziej mizoginistyczny rząd w historii Izraela świadomie szkodzi prawom kobiet i to na bezprecedensową skalę

– alarmuje cytowany w „Jerusalem Post” Adi Ezuz z partii Razem. Z kolei szef prawicowej, świeckiej partii Nasz Dom Izrael Avigdor Liberman, stwierdził w oświadczeniu, że rząd „próbuje zmienić Izrael w państwo ajatollahów”. – Wzywam rektorów uczelni i instytucje akademickie, by nie współpracowały z tym szaleństwem – dodał.

Wtóruje mu posłanka i działaczka społeczna Merav Michaeli. – Nie ma czegoś takiego jak połączenie segregacji z równością. Koalicja rządząca działa przeciwko równości między kobietami i mężczyznami i uważa, że religijni żydowscy mężczyźni są więcej warci niż wszystkie kobiety i wszyscy inni mężczyźni – oburza się.

Rektorzy: Nowe przepisy zaszkodzą kształceniu

Środowiska naukowe już protestują przeciwko zmianie. Dwa dni przed przyjęciem nowelizacji, rektorzy dziewięciu uczelni medycznych w kraju opublikowali list otwarty krytykujący segregację na uczelniach.

Przekonują, że nowe przepisy mogą zaszkodzić procesowi kształcenia izraelskich lekarzy i międzynarodowemu wizerunkowi Izraela. Dodają, że koedukacyjne studia medyczne są niezbędne, bo przygotowują lekarzy do leczenia zróżnicowanego społeczeństwa. Alarmują, że segregacja zmniejszy szanse absolwentów na staranie się o stypendia na wiodących uczelniach za granicą.

„Jeśli twój krewny będzie potrzebował operacji, wolisz, żeby operował go najlepszy profesjonalista czy chirurg właściwej płci?”

– pytają w liście.

Kilka dni wcześniej podobne oświadczenie wystosowali rektorzy izraelskich uniwersytetów.

15 lipca, jeszcze przed głosowaniem, także Narodowa Rada Żydowskich Kobiet wystosowała protest przeciwko nowemu prawu, wyrażając „głębokie zaniepokojenie”.

“Choć nowe prawo prezentowane jest jako sposób na poszerzenie dostępu do edukacji wyższej, wiemy, że robi ono coś wręcz przeciwnego – przekonuje w oświadczeniu szefowa rady, Kalela Lancaster. – Stwarza ryzyko, że dyskryminacja płciowa zakorzeni się w izraelskich instytucjach i cofa nas o dekady, jeśli chodzi o postęp w kierunku równości” – dodaje.

“Prawdziwa inkluzywność nigdy nie oznacza dyskryminacji, a edukacja powinna poszerzać szanse bez tworzenia osobnych standardów dla kobiet i mężczyzn i ograniczeń dotyczących tego, kto może uczyć i uczestniczyć w pełni w życiu akademickim. Polityka, która instytucjonalizuje segregację płciową, musi tworzyć nowe bariery dla kobiet i osłabiać zasadę równości szans leżącą w samym sercu liberalnej demokracji” – alarmuje Lancaster.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com