Prawdziwym polem bitwy Iranu są wybory środka kadencji w 2026 roku


Prawdziwym polem bitwy Iranu są wybory środka kadencji w 2026 roku

Aynaz Anni Cyrus


Amerykanie zadają rozsądne pytanie: negocjujemy z Iranem, walczymy z Iranem, czy też utknęliśmy gdzieś pomiędzy jednym a drugim?

Odpowiedź brzmi: wszystkie trzy rzeczy naraz.

Operacje wojskowe trwają. Kanały dyplomatyczne pozostają otwarte. Iran jednocześnie nadal atakuje, grozi, gra na zwłokę i negocjuje. Wielu Amerykanom wydaje się to sprzeczne. Dlaczego reżim, który dąży do pokoju, miałby nadal eskalować konflikt? Dlaczego miałby sabotować negocjacje, które mogłyby zakończyć wojnę?

Ponieważ wciąż popełniamy błąd, analizując Republikę Islamską tak, jakby była konwencjonalnym państwem narodowym realizującym konwencjonalne interesy narodowe.

Nie jest nim. To rewolucyjny system islamski, którego doktryna założycielska nie kończy się na granicach Iranu. Aby zrozumieć jego działania, musimy zrozumieć instytucję stworzoną po to, by chronić i rozwijać tę doktrynę.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), który obecnie sprawuje faktyczną kontrolę nad krajem i jego strategią wojenną, nie jest jedynie irańską armią. Jest instytucjonalnym strażnikiem i eksporterem Rewolucji Islamskiej. Jego cel nie ogranicza się do ochrony terytorium czy ludności Iranu. Jego zadaniem jest chronić Rewolucję, rozszerzać jej wpływy i rozciągać islamskie panowanie poza granice Iranu.

Wyraźnie mówi o tym sama konstytucja Iranu. Jej preambuła stwierdza, że siły zbrojne i IRGC odpowiadają nie tylko za obronę granic Iranu, lecz także za wypełnianie „ideologicznej misji dżihadu na drodze Boga”. Misję tę definiuje jako rozszerzanie zwierzchnictwa prawa Allaha na cały świat.

Misja ta opiera się na wersecie 8:60 Koranu, który nakazuje muzułmanom przygotować wszelką siłę, jaką są w stanie zgromadzić, aby wzbudzać strach we wrogach Allaha.

Artykuł 150 stanowi, że IRGC ma nadal istnieć, aby kontynuować „strzeżenie Rewolucji i jej zdobyczy”.

Artykuł 154 zobowiązuje Republikę Islamską do wspierania tego, co określa ona mianem walki uciskanych przeciwko ciemiężycielom na całym świecie.

Nawet preambuła konstytucji przedstawia Rewolucję jako nieustający projekt, realizowany zarówno w kraju, jak i za granicą, którego celem jest wspieranie międzynarodowych ruchów islamskich i torowanie drogi ku jednej globalnej ummie.

Nie są to zapomniane hasła z 1979 roku. Stanowią konstytucyjny fundament Republiki Islamskiej i wyjaśniają, dlaczego IRGC w ogóle istnieje.

Ochrona i rozszerzanie Rewolucji nie są doraźną polityką realizowaną przez IRGC. To właśnie dlatego IRGC został utworzony.

Kiedy zrozumiemy tę misję, obecna strategia Iranu staje się znacznie mniej tajemnicza.

Republika Islamska nie oddziela wojny militarnej, gospodarczej, politycznej, informacyjnej i ideologicznej w taki sposób, jak często robią to zachodnie rządy. Rakiety, drony, terrorystyczne siły zastępcze, propaganda, wpływy polityczne, presja na rynki energii i negocjacje są różnymi narzędziami służącymi temu samemu rewolucyjnemu celowi.

Iran nie negocjuje zamiast walczyć. Iran walczy po to, by wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną.

Dokładnie to obserwujemy obecnie. Teheran realizuje strategię, którą analitycy określają mianem kontrolowanej eskalacji. Wywiera wystarczającą presję militarną i gospodarczą, aby podnieść koszt oporu, jednocześnie starając się uniknąć eskalacji do poziomu, który doprowadziłby do jego całkowitego zniszczenia.

Cieśnina Ormuz odgrywa w tej strategii kluczową rolę. Grożąc żegludze i światowym dostawom energii, reżim może podnosić ceny ropy, destabilizować rynki, wzbudzać strach wśród amerykańskich wyborców i wywierać presję na Waszyngton, by ten poszedł na ustępstwa.

Impas w negocjacjach nie musi więc świadczyć o tym, że Iranowi nie udało się osiągnąć porozumienia. Sama gra na zwłokę może przynosić coś, co reżim uważa za znacznie cenniejsze.

Kupuje czas. A czas ma znaczenie, ponieważ Ameryka zbliża się do wyborów środka kadencji w 2026 roku.

IRGC rozumie amerykańską politykę. Rozumie, że przedłużające się wojny wyczerpują amerykańskie społeczeństwo. Rozumie, że rosnące ceny benzyny wpływają na wyniki wyborów. Rozumie, że straty wśród żołnierzy dzielą koalicje rządzące oraz że to, kto kontroluje Kongres, może przesądzić o tym, czy prezydent będzie w stanie kontynuować swoją politykę zagraniczną.

Przeciwnicy prezydenta Trumpa już przygotowują się do przedstawienia tego konfliktu jako kolejnej niekończącej się wojny na Bliskim Wschodzie. Każdy kolejny miesiąc walk dostarcza im więcej amunicji.

Jeśli Iran zdoła przeciągnąć konflikt do listopada, może zwiększyć niepokój gospodarczy, pogłębić zmęczenie wojną, podzielić Republikanów na zwolenników powściągliwości i eskalacji oraz zamienić wybory środka kadencji w referendum nad sposobem prowadzenia wojny przez prezydenta Trumpa.

Utrata przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów, Senacie lub obu izbach osłabiłaby pozycję negocjacyjną prezydenta. Mogłaby utrudnić finansowanie działań wojskowych, doprowadzić do dochodzeń kongresowych, ograniczyć możliwości działania administracji i wzmocnić pozycję ustawodawców bardziej przychylnych czerwono-zielonemu sojuszowi politycznemu działającemu w Stanach Zjednoczonych.

Niektórzy z tych kandydatów otwarcie prowadzą kampanie przeciwko amerykańskiej potędze, jednocześnie opowiadając się po stronie organizacji i ruchów ideologicznych, które konsekwentnie usprawiedliwiają islamistyczną agresję, umniejszają jej znaczenie lub odwracają od niej uwagę.

Mamy jednoznaczne dowody konstytucyjne na to, że IRGC ma ogólnoświatową misję rewolucyjną. Konkretna decyzja o przeciągnięciu tego konfliktu do amerykańskich wyborów środka kadencji może nie być jeszcze udokumentowana w publicznie dostępnym rozkazie operacyjnym, ale udawanie, że polityczne konsekwencje są przypadkowe, wymagałoby od nas zignorowania doktryny, historii i utrwalonych metod działania tego reżimu.

Republika Islamska przez niemal pięć dekad wykorzystywała terroryzm, branie zakładników, wojny prowadzone za pośrednictwem sił zastępczych, sieci religijne, propagandę i naciski polityczne, aby osiągać cele, których nigdy nie byłaby w stanie zrealizować wyłącznie za pomocą konwencjonalnej siły militarnej.

Dlaczego miałaby nagle zignorować najważniejsze amerykańskie wybory odbywające się w trakcie wojny?

IRGC nie próbuje wygrać tej wojny w Cieśninie Ormuz. Próbuje wygrać ją w wyborach do Kongresu w 2026 roku. A wszystko, czego potrzebuje, to czas, podziały, polityczny paraliż i zbyt wyczerpana Ameryka, by dalej się mu przeciwstawiać.

Dlatego listopad jest częścią pola bitwy. Pytanie brzmi, czy amerykańscy wyborcy dostrzegą to, zanim oddadzą swoje głosy. 


Link do oryginału:

Aynaz Anni Cyrus
Iran’s Real Battlefield Is the 2026 Midterms
If you value independent investigative work that refuses to bend, take action, upgrade to a paid subscription, or make a one-time contribution…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


DSA Chicago Chapter Sparks Outrage Over Anti-Israel Questionnaire for Political Endorsements


DSA Chicago Chapter Sparks Outrage Over Anti-Israel Questionnaire for Political Endorsements

Corey Walker


Chicago, United States, on Aug. 22, 2024. Photo: J.W. Hendricks/NurPhoto via Reuters Connect

The Democratic Socialists of America (DSA) chapter in Chicago is facing backlash over a newly surfaced questionnaire which asks local political candidates for their opinion of Zionism and Israel, sparking renewed discourse over the relevance of a foreign country to local governance. 

As part of the questionnaire circulated to local candidates, the DSA asks political hopefuls to elaborate on whether they align with what they describe as “DSA values.” The first two longform questions instruct candidates to explain: “Would you consider yourself an anti-Zionist?” and “Do you support Boycott, Divestment, Sanctions, and its potential application on the municipal level?”

Anti-Zionism is an expressed belief in the destruction of Israel as the world’s sole Jewish state. This ideology, which is often embedded in broader anti-colonial, anti-Western, and anti-capitalist sentiments, has been described by many experts as inherently antisemitic. 

The boycott, divestment, and sanctions (BDS) movement seeks to isolate Israel from the international community as a step toward its eventual elimination, an effort viewed by critics as discriminatory and potentially unconstitutional. Leaders of the movement have repeatedly stated their goal is to destroy the country.

In response, Anti-Defamation League Midwest (ADL), the midwestern branch of the ADL, an organization committed to combating antisemitism, released a statement condemning the questionnaire as part of a broader obsession with demonizing Israel and creating unnecessary litmus tests irrelevant to local governance.

“This fixation on Israel is not only far removed from the responsibilities and priorities of an alderman, but also risks fueling anti-Jewish sentiment, harassment, and, ultimately, violence against Chicago’s Jewish community,” said Rebecca Weininger, senior regional director for ADL Midwest.

“That real estate, those questions are used to ensure that that person meets the litmus test of being against the right of Jews to self-determination in the land of Israel. That doesn’t help anybody’s lives in the Chicago area get better and in fact contributes to rising antisemitism,” Weininger added. 


.
Chicago DSA, a local chapter of the larger anti-capitalist, far-left DSA political organization, outlines its commitment to anti-Israel ideology as one of its main priorities on its official website. As part of its official platform, the Chicago DSA proclaims that support for “Palestine” is integral in its goals to “connect our local struggles to global justice.”

“Chicago DSA stands in solidarity with the Palestinian struggle against apartheid, colonialism, and military occupation, and for equality, human rights, and self-determination, including the Boycott, Divestment and Sanctions (BDS) movement,” it adds.

Last year, the national DSA organization passed a resolution at its major convention stating that various actions in support of Israel, such as “making statements that ‘Israel has a right to defend itself’” and “endorsing statements equating anti-Zionism with antisemitism,” will now be considered an “expellable offense,” subject to a vote by the DSA’s National Political Committee.

In Chicago, a local alderman could help advance the BDS agenda by introducing and advocating for a city-level severing of ties with Israel. The alderman could present legislation to City Hall to stop purchasing certain Israeli goods or services, prohibit city contracts with companies connected to Israel, and divest city-controlled investment funds from Israel.

However, these policies would likely face significant headwinds from Springfield. Illinois law prohibits certain public investment systems from investing in companies that boycott Israel. Further, Illinois also has the International Anti-Boycott Certification Act, which requires covered state contracts to contain certification concerning participation in international boycotts that violate federal anti-boycott law.

The DSA, the largest socialist organization in the country which counts members of the US Congress among its ranks, has previously American military aid to Israel and expressed support for Iran and its terrorist proxies, including Hamas and Hezbollah.

The DSA has recently fielded a series of successful insurgent Democratic primary campaigns, including those of New York City Mayor Zohran Mamdani and the victors of recent New York congressional primaries: Darializa Chevalier and Claire Valdez. In Colorado, the DSA-backed Melat Kiros prevailed over a long-term incumbent. 

However, the recent narrow defeat of democratic socialist Francesca Hong in the Wisconsin gubernatorial contest has raised renewed doubts over whether the movement can succeed in purple states. 

Jay Tcath, executive vice president of the Jewish United Fund in Chicago, questioned why the local DSA chapter exhibits an outsized focus on Israel. He argued that the status of the Jewish state is utterly irrelevant to the duties of local politicians. 

“Why is Zionism the number-one topic on DSA minds? Why is only the Jewish desire for national sovereignty and independence being demonized by DSA?” Tcath told The Center Square.

“DSA’s decision to continue to prop up the centrality of Jewish independence in a negative way has nothing to do with the challenges and opportunities confronting our city,” he continued. 

This is not the first time a local DSA chapter has been embroiled in this type of controversy. Earlier this year, the DSA chapter in Washington, DC drew outrage for asking potential endorsees for their position on BDS and whether they would “support taking steps to re-evaluate contracts and investments with companies and entities” connected to Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


SCOOP: Dominican Republic adopting IHRA working definition of Jew-hatred


SCOOP: Dominican Republic adopting IHRA working definition of Jew-hatred

Mike Wagenheim


The announcement on Monday night places the country seventh on the list of Latin American states adopting the widely used working definition.

Dominican Flag. Credit: Tony Savino/Corbis via Getty Images

The Dominican Republic said on Monday night that it is adopting the International Holocaust Remembrance Alliance’s working definition of Jew-hatred, JNS has learned.

Víctor Bisonó, the country’s foreign minister, made the announcement, which makes it the seventh Latin American state to do so.

Argentina holds the sole IHRA full member status in Latin America. Six other Latin American countries have previously adopted the IHRA definition: Colombia, Costa Rica, Guatemala, Panama and Uruguay.

The Latin American and Caribbean Parliament, a consultative assembly made up of national parliamentarians that represents 23 countries, has also adopted the definition.

The IHRA definition provides guidance for recognizing when criticism crosses the line into Jew-hatred by applying double standards, denying the Jewish people’s right to self-determination or using classic antisemitic tropes.

Estimates vary of the number of Jews living in the Dominican Republic from 100 to 3,000. The country holds a unique place in Jewish history as the first sovereign country that offered to accept mass Jewish immigration prior to and during the Holocaust.

It was the only country in the 1940s that offered asylum to a significant number of Jewish refugees, stating it would accept up to 100,000. The great majority never made it.

The country’s agriculture industry has deep Jewish ties, with kibbutzniks in then British Mandatory Palestine brought on to help the Dominican town of Sosúa. The country’s biggest producer of milk and cheese was founded by Holocaust refugees.

There are only two synagogues in the country—neither with a permanent rabbi. A Jewish cemetery, charity and mikveh still operate there, along with several Jewish organizations.

The Dominican Republic has previously engaged with the Combat Antisemitism Movement and the Israel Allies Foundation to review its potential adoption of the IHRA definition.

JNS sought comment from the Dominican Republic foreign ministry and from both Jewish groups.

A source told JNS that the United States is working closely with the government of Argentina to bring more Latin American countries into the IHRA fold, and that progress is expected to be made public soon.

Globally, 46 national governments have adopted the definition, along with dozens of U.S. states and more than 1,000 global entities. Just last year, 67 entities worldwide adopted the IHRA definition, a 97.1% increase from the 34 adoptions recorded the previous year, according to the Combat Antisemitism Movement.

The source said the Dominican Republic adoption of IHRA is due to the efforts of the Combat Antisemitism Movement, along with U.S. Secretary of State Marco Rubio and Yehuda Kaploun, a rabbi and the State Department’s special envoy to monitor and combat antisemitism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wieczne ludobójstwo


Wieczne ludobójstwo

Dena Tauber


Oskarżenie Izraela o ludobójstwo nie pojawiło się po 7 października. Po prostu weszło w swój kolejny etap.


Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że islamscy aktywiści i organizacje progresywne byli gotowi protestować przeciwko izraelskiemu „ludobójstwu” już 8 października 2023 roku – dzień po tym, jak Hamas dokonał masakry ponad 1200 Izraelczyków, i zanim Izrael w ogóle rozpoczął militarną odpowiedź?

Powiem wam: oskarżenie o ludobójstwo nie narodziło się po 7 października. Ono już czekało.

Protestujący słusznie zakładali, że Izrael odpowie militarnie na najbardziej śmiercionośny atak w swojej historii. Skala tej odpowiedzi nie miała znaczenia. Cokolwiek zrobiłby Izrael, automatycznie zostałoby określone mianem ludobójstwa, ponieważ wniosek został już wcześniej przesądzony. Dzięki swojej wściekłej i nieproporcjonalnej reakcji protestujący zdołali odwrócić uwagę od koszmarnej rzezi dokonanej przez Hamas i utrzymać ją skupioną na Izraelu.

Izrael niemal od chwili swojego powstania jest w takiej czy innej formie oskarżany o ludobójstwo przez rozmaitych „ekspertów” od ludobójstwa.

Termin „ludobójstwo” zaczął być upolityczniany w latach 60., kiedy radzieccy i amerykańscy lewicowcy określali wojnę w Wietnamie (oraz inne wydarzenia) mianem ludobójstwa.[1] Te same środowiska zachowywały zastanawiające milczenie, gdy reżim Czerwonych Khmerów w Kambodży zabił 2 miliony ludzi w latach 1975–1979.[2] To ludzie tego samego pokroju, którzy oskarżają Izrael o ludobójstwo w Gazie, ale nie są w stanie wykrzesać z siebie choćby odrobiny oburzenia wobec statutów OWP i Hamasu, nawołujących do likwidacji państwa żydowskiego poprzez „walkę zbrojną”, nie mówiąc już o niezliczonych zabójstwach cywilów, których organizacje te dopuściły się w imię tego celu.

Po wojnie sześciodniowej w 1967 roku propaganda radziecka i arabska coraz częściej przedstawiała syjonizm jako ruch ludobójczy. Było to częścią szerszej zimnowojennej kampanii mającej na celu delegitymizację Izraela, przedstawienie go jako agresora oraz doprowdzenie do jego dyplomatycznej izolacji. Oskarżenia te nasiliły się podczas wojny libańskiej w 1982 roku. Radziecka Akademia Nauk powołała nawet komisję zajmującą się demaskowaniem i krytykowaniem syjonizmu. Wiele z tych samych kłamstw na temat Izraela, które krążą dzisiaj, było wcześniej rozpowszechnianych przez jego wrogów w ramach oskarżeń o ludobójstwo. Na przykład, podobnie jak Ministerstwo Zdrowia w Gazie zawyża liczbę kobiet i dzieci będących ofiarami wojny, podczas arabskiego szczytu we wrześniu 1982 roku Jaser Arafat twierdził, że zginęło 49 600 cywilów. Tymczasem libańskie badanie przeprowadzone po wojnie wykazało 17 825 zabitych, wliczając w to bojowników.[3]

W latach 90. i pierwszej dekadzie XXI wieku zarzut ten przeniósł się z radzieckiej propagandy do literatury akademickiej, organizacji pozarządowych i palestyńskiego aktywizmu. Na długo przed 7 października „ludobójstwo” stało się domyślnym określeniem praktycznie każdej izraelskiej operacji wojskowej.

Jak zatem możliwe jest, że po 60 latach nieustannego ludobójstwa liczba Palestyńczyków wzrosła z około miliona w 1967 roku do około 5,5 miliona obecnie?

Krytycy Izraela umniejszają znaczenie tego faktu, wskazując, że prawna definicja ludobójstwa nie wymaga spadku liczebności populacji. Zgodnie z Konwencją w sprawie ludobójstwa kluczową kwestią jest zamiar zniszczenia chronionej grupy, a nie skutki demograficzne.

Z drugiej jednak strony, czy zmniejszenie liczebności populacji nie byłoby sygnałem, że dany naród rzeczywiście jest zagrożony unicestwieniem? Tymczasem zwolennicy oszczerstwa o ludobójstwie jako pierwsi wskazują na rzekomo wysoką liczbę ofiar w Gazie jako dowód tego najnowszego „ludobójstwa”[4], choć liczba ofiar również nie stanowi prawnego elementu definicji ludobójstwa.

Każde ludobójstwo powszechnie uznawane przez historyków prowadziło do katastrofalnego spadku liczebności populacji w okresie, w którym trwała kampania ludobójcza.

Poniżej znajduje się tabela porównawcza przedstawiająca zmiany liczebności populacji będące skutkiem innych domniemanych ludobójstw:
Jeżeli jakiś naród miał być przez sześć dekad poddawany nieustannemu ludobójstwu, czy nie powinno istnieć choćby jakieś demograficzne świadectwo tego, że rzeczywiście jest niszczony?

Pytanie to jest szczególnie istotne, ponieważ Izrael przedstawił obszerne dowody na to, że starał się ograniczać liczbę ofiar cywilnych: wydawał ostrzeżenia o ewakuacji, tworzył korytarze humanitarne, ułatwiał dostarczanie pomocy oraz dokumentował wykorzystywanie przez Hamas szpitali, szkół, meczetów i innej infrastruktury cywilnej do celów wojskowych, co stawiało cywilów bezpośrednio na linii ognia. Ciężar dowodu przechodzi teraz na oskarżycieli, którzy muszą podważyć dowody przedstawione przez Izrael.

Wszystko to jest jednak ignorowane albo tłumaczone w sposób mający pozbawić te fakty znaczenia przez oskarżycieli Izraela.

Niezależnie od tego, czy ktoś uważa, że izraelskie środki ostrożności mające chronić cywilów były wystarczające, po prostu nie da się ich pogodzić z zamiarem zniszczenia narodu palestyńskiego jako takiego.

Ignoruje się również fakt, że w przypadku uznanych ludobójstw ofiary nie stanowiły dla sprawców egzystencjalnego zagrożenia militarnego. Izrael natomiast odpowiadał organizacji, która otwarcie deklarowała zamiar zniszczenia państwa żydowskiego i właśnie dokonała największej masakry Żydów od czasów Holokaustu.

Jak uchodzi im to na sucho?

Ponieważ oskarżenie to nie zależy od faktów. Przez wiele lat ewoluowało w taki sposób, by funkcjonować jako etykieta moralna, a nie wniosek prawny. Sama istota Izraela zostaje uznana za ludobójczą, przez co dowody na to, że konkretne działania stanowią ludobójstwo, stają się zbędne. To znak rozpoznawczy ruchu antysyjonistycznego/antysemickiego. Analizy prawne, dokumentacja wojskowa i naukowe polemiki są z góry odrzucane, ponieważ wniosek został ustalony wcześniej. Zauważyłem, że komentatorzy antyizraelscy rzadko odnoszą się bezpośrednio do dowodów przemawiających przeciwko ich tezom. Zamiast tego wciąż powtarzają te same wyświechtane twierdzenia, z których wiele jest kłamstwami (np. że 70% ofiar śmiertelnych w Gazie stanowią kobiety i dzieci). Właśnie w ten sposób można zbyć sprzeczność zawartą w oskarżeniu o ludobójstwo narodu, którego populacja wzrosła wielokrotnie.

Spójrzcie na niektóre inne skrajne oskarżenia pod adresem Izraela, które tak łatwo się rozpowszechniły. Twierdzenia, że izraelscy żołnierze celowo biorą na cel dzieci albo że Izrael wykorzystuje psy do napaści seksualnych na palestyńskich więźniów, krążą powszechnie, mimo że są skrajnie niedorzeczne i pozbawione jakichkolwiek wiarygodnych dowodów. Są jednak przyjmowane, ponieważ wzmacniają już utrwaloną narrację.

Obecnie niektórzy z bardziej obłąkanych komentatorów obwiniają Izrael za napływ tysięcy migrantów, którzy przekroczyli granicę z Maroka do Ceuty. Nie istnieją absolutnie żadne dowody na poparcie tego absurdalnego twierdzenia. Ale znów – każda teoria spiskowa wymierzona w Izrael automatycznie otrzymuje kredyt zaufania. Dosłownie wszystko uchodzi.

Tutaj, w Nowym Jorku, burmistrz znalazł w swoim napiętym grafiku czas, by nagrać film wyjaśniający mieszkańcom, że premier państwa żydowskiego jest „zbrodniarzem wojennym” i po prostu uosobieniem zła. Ot, zwykły dzień pracy burmistrza miasta. Najwyraźniej Bibi „nie jest mile widziany w Nowym Jorku”. Podtekst: zwolennicy jego paskudnego reżimu popierają przestępcę i również nie są mile widziani w Nowym Jorku.

Kiedy państwo żydowskie jest rutynowo przedstawiane jako wyjątkowo złe, granica między wrogością wobec Izraela a wrogością wobec Żydów łatwo się zaciera. Jeżeli ludzie są gotowi uwierzyć, że Izrael popełnia zbrodnię najbardziej kojarzoną z nazistowskimi Niemcami, wówczas podejrzliwość, wykluczenie i nienawiść skierowane przeciwko Żydom zaczynają uchodzić za uzasadnione.

Oskarżenie Izraela o ludobójstwo nie pojawiło się po 7 października. Po prostu weszło w swój najnowszy etap.

Dlatego właśnie okazało się tak odporne na fakty – i dlatego prawdopodobnie przetrwa również tę wojnę.


Źródła danych:

Holocaust Encyclopedia, Remaining Jewish Population of Europe in 1945, encyclopedia.ushmm.org.

Holocaust Encyclopedia, The Armenian Genocide (1915–16): Overview, encyclopedia.ushmm.org.

Marijke Verpoorten, „The Death Toll of the Rwandan Genocide: A Detailed Analysis for Gikongoro Province”, Population 60, nr 4 (2005), s. 331–367.

[1] Norman J. W. Goda, The Genocide Libel: How the World Has Charged Israel with Genocide, ISCA Research Paper 2025-3, Institute for the Study of Contemporary Antisemitism, Indiana University Bloomington, luty 2025, s. 21.

[2] Goda, The Genocide Libel, s. 21.

[3] Goda, The Genocide Libel, s. 25, za: The 1982 Israeli Invasion of Lebanon: The Casualties, Race & Class, t. 24, nr 4 (kwiecień 1983), s. 340–342; oraz Richard A. Gabriel, Operation Peace for Galilee: The Israeli PLO War in Lebanon, New York: Hill & Wang, 1984, s. 164.

[4] Ministerstwo Zdrowia w Gazie nie rozróżnia bojowników i cywilów w publikowanych danych dotyczących liczby ofiar oraz uwzględnia wszystkie zgony niezależnie od tego, czy zostały spowodowane przez Izrael, co podaje w wątpliwość wiarygodność tych danych.


Link do oryginału:

As a Jew…
The Forever Genocide
Did you ever wonder how it is that Islamic activists and progressive organizations were ready to protest Israel for “genocide” on October 8, 2023—the day after Hamas massacred more than 1,200 Israelis and before Israel had even begun its military response…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Story You Didn’t Know Behind a Famous Oslo Photograph


The Story You Didn’t Know Behind a Famous Oslo Photograph

Daniel Pomerantz


The signing of the Oslo Accords in Washington, DC, Sept. 13, 1993. Photo: Wikimedia Commons.

The below iconic photo of the Oslo era was actually staged. That’s why it’s perfect.

The “Palestinian boy” was actually a Jewish Israeli named Zemer Aloni, dressed in an “old man” style keffiyeh. Imagine a fake AI image of an “American child”” but wearing a bow tie and smoking a pipe — you’d have to be completely naive about American culture to be fooled even for a second.

Photojournalist Ricki Rosen openly acknowledged that her photo was staged, calling it a “symbolic illustration” for McClean’s magazine. Yet Israel, and the world, fell in love anyway — whether because we didn’t see what was in front of our eyes, or perhaps because we didn’t want to.

Photo: by Ricki Rosen for for McClean’s. Used pursuant to 17 U.S. Code § 107 (criticism or comment).

And that is the perfect metaphor: for both the Oslo Peace Process and much of the world today.

Rosen had to use a Jewish boy in a keffiyeh because Palestinian families (quite rightly) feared their neighbors would kill them for “collaborating” with the “zionist enemy.” As Israelis naively spoke of “taking risks for peace,” the vast majority of Palestinians openly spoke of turning Israel into an entirely Islamic state.

Both in the photograph, and in the Oslo Peace Process itself, we never really saw the Palestinians: We saw ourselves. We saw what we wanted to see. In fairness, we were imagining a worthy vision of a better future, but we were “making peace” only with our own fantasies.

Even today, we continue to pay a terrible price for that misstep.

The vast majority of Palestinians supported the Oct. 7 massacre, if elections were held today Hamas would win in a landslide, and Palestinians overwhelmingly oppose disarming Hamas. Those rare and brave Palestinians who feel otherwise risk torture and death.

But the problem is not only Israeli.

From US Presidents Lyndon Johnson to Barack Obama, from George W. Bush to Joe Biden, we’ve sloganized about “universal values,” and the fantasy that everyone in the world thinks exactly like we do. It makes a great soundbite, but it’s about as real as a staged photo of a Jewish boy in an old man’s keffiyeh.

We forget that our “universal values” were never universal — not even to us.

For millennia we lived to serve kings, czars and emperors. Dreams of freedom and peace, of prosperity and personal sovereignty, became commonplace only during the Enlightenment: an absolutely groundbreaking new philosophy which is only slightly older than America itself — the mere blink of an eye in human history.

Enlightenment thought (and its consequent freedoms and democracies) spurred innovations that have reduced poverty, hunger, disease, and oppression to levels never before imagined.

Yet even today, the Enlightenment has not taken hold everywhere.

One competing worldview is radical Islamism — not to be confused with Islam (which is a religion), Islamism is an ideology that envisions a violent Islamic conquest of the entire world. Not all Muslims are Islamists: To the contrary, Muslims tend to be its greatest victims. Yet Islamism is nonetheless a widespread and potent force.

That radical ideology stems from the battle of “Khaybar,” a 7th century massacre in which Mohammad annihilated an entire Jewish community: including mass murder, ritualistic beheadings, mass torture, mass rape, and taking captives.

Sound familiar? That’s because it is.

During the Oct. 7 massacre, Palestinian terrorists, civilians, and United Nations staff shouted “Khaybar, Khaybar, ya Yahud!” while carrying out exactly those same acts against Israeli victims.

Khaybar is also part of the foundational ideologies of the Islamic Republic of IranAl Qaeda, the Taliban, and ISIS. In all those states (or proto-states) the atrocities of Khaybar are recurring and commonplace. That’s why it shouldn’t have been surprising this week when Ahmad Vahidi, commander-in-chief of Iran’s IRGC, invoked Khaybar while explaining “Islam can be made to rule the world.”

If you have clean water and plenty of food today, if you aren’t in fear for your life or in agonizing pain, the Enlightenment has something to do with that. Our “universal” values, and their consequent innovations, have been the single greatest force for good in human history. Every human being deserves those benefits.

Maybe that’s why it’s so hard for us to accept that not everybody wants them.


Daniel Pomerantz is the CEO of RealityCheck, an organization dedicated to deepening public conversation through robust research studies and public speaking.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com