Atak na konwój z polskimi dyplomatami. Biuro Netanjahu podważa doniesienia

Premier Izraela Benjamin Netanjahu (Fot. REUTERS/Debbie Hill)


Atak na konwój z polskimi dyplomatami. Biuro Netanjahu podważa doniesienia

Patryk Rutkowski


Biuro premiera Izraela Benjamina Netanjahu wydało oświadczenie, w którym podaje w wątpliwość doniesienia o ataku na konwój z europejskimi dyplomatami na Zachodnim Brzegu. Wyraziło w nim także zaniepokojenie “skoordynowaną kampanią mającą na celu oczernianie Izraela”.

Do ataku doszło w sobotę 17 października w palestyńskiej miejscowości Tajba, gdzie przebywali dyplomaci z Polski, Francji i Belgii. Zamaskowani sprawcy otoczyli pojazdy delegacji i wybili szybę w samochodzie belgijskiego konsulatu. Pobili również 78-letniego burmistrza francuskiego miasta Aulnoye-Aymeries Bernarda Baudoux, który uczestniczył w wizycie.

Z informacji przekazanych przez media wynika, że atak przeprowadzili izraelscy osadnicy. Baudoux powiedział agencji AFP, że napastnicy przewrócili go na ziemię i bili metalowymi prętami. Jego zdaniem zachowanie to może świadczyć o tolerowaniu przemocy ze strony osadników przez izraelski rząd.

Oświadczenie biura Benjamina Netanjahu

Biuro premiera Izraela Benjamina Netanjahu wydało w sobotę oświadczenie, w którym podało w wątpliwość doniesienia o napaści. Zasugerowało, że mogą być one częścią kampanii oszczerstw wymierzonej w Izrael i osadników na Zachodnim Brzegu.

Biuro Netanjahu wyraziło zaniepokojenie “skoordynowaną kampanią mającą na celu oczernianie Izraela i żydowskich mieszkańców Judei i Samarii”, czyli okupowanego Zachodniego Brzegu. Stwierdziło też, że dostępne nagrania nie pozwalają ustalić pełnego przebiegu zajścia ani odpowiedzialności poszczególnych osób.

Stanowisko biura Netanjahu kontrastuje z reakcją izraelskiej armii, która jednoznacznie potępiła “poważny akt przemocy” wobec dyplomatów, przypisując go izraelskim uczestnikom zamieszek. Podobnie zareagował minister spraw zagranicznych Gideon Saar, który zapowiedział współpracę z przedstawicielami państw poszkodowanych w celu ustalenia tożsamości i ukarania sprawców.

Wpis rzecznika polskiego MSZ

“Potwierdzamy, że na Zachodnim Brzegu Jordanu doszło do ataku na konwój, w którym znajdowali się przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, w tym polscy dyplomaci” – przekazał rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór w sobotę na X, o czym pisaliśmy w Gazeta.pl. Dodał, że polscy dyplomaci nie odnieśli żadnych obrażeń.

“Z posiadanych przez nas informacji nie wynika, aby byli oni bezpośrednim celem ataku. Wyrażamy głębokie oburzenie i stanowczo potępiamy to zdarzenie. Polska konsekwentnie sprzeciwia się przemocy ze strony izraelskich osadników na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu. Ataki na przedstawicieli korpusu dyplomatycznego są absolutnie niedopuszczalne. Pozostajemy w stałym kontakcie z naszymi partnerami w celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia” – poinformował Wewiór.

Rzecznik MSZ podkreślił, że resort “oczekuje od władz Izraela pilnych i szczegółowych wyjaśnień, ustalenia sprawców oraz pociągnięcia ich do odpowiedzialności”. “Oczekujemy również podjęcia skutecznych działań, które zapobiegną podobnym incydentom w przyszłości” – napisał.

Reakcja szefów dyplomacji Francji, Belgii i USA

Szef francuskiej dyplomacji Jean-Noel Barrot zażądał od Izraela zdecydowanych działań po pobiciu francuskiego burmistrza. “(Władze izraelskie – red.) muszą pilnie położyć kres tej przestępczej przemocy i zagwarantować bezpieczeństwo ludności cywilnej, do czego zobowiązuje je prawo międzynarodowe” – napisał w serwisie X. Atak potępił również szef belgijskiej dyplomacji Maxime Prevot, który zapowiedział dalsze zabiegi o nałożenie unijnych sankcji na osadników i osoby ich wspierające. 

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że Waszyngton jest “bardzo zaniepokojony” atakami izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu, w tym pobiciem amerykańskiej fotoreporterki pracującej dla “Washington Post”. Dodał, że USA wezwały Izrael do stanowczej reakcji. Rubio zaznaczył, że prezydent Donald Trump “nie chce kryzysu na Zachodnim Brzegu” ani “nowej iskry” w regionie.


Źródło: PAP

Redagowała: Julia Panicz


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump Gives Netanyahu ‘Complete and Total Endorsement’ Nine Days Before Israeli Election


Trump Gives Netanyahu ‘Complete and Total Endorsement’ Nine Days Before Israeli Election

Debbie Weiss


US President Donald Trump and Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu hold a press conference after meeting at Trump’s Mar-a-Lago club in Palm Beach, Florida, US, Dec. 29, 2025. Photo: REUTERS/Jonathan Ernst

US President Donald Trump on Sunday threw his support behind Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s reelection bid, warning that choosing another leader could leave Washington to confront Iran without an Israeli partner willing to do the same, as the two allies seek to navigate the next phase of their military campaign against Tehran.

In an unusually direct intervention in Israeli politics, Trump posted a letter on Truth Social to “the Great People of Israel” offering his “Complete and Total Endorsement” of Netanyahu ahead of the elections later this month.

“Bibi Netanyahu has been a Great Warrior Prime Minister, and an even greater Partner for Peace in combatting [sic] the Islamic Republic of Iran,” Trump wrote, using Netanyahu’s nickname.

Trump warned that Iran, which has long threatened to destroy Israel and the US, had been severely weakened by their joint military campaign but could face further attacks unless it changed course.

“If Israel has the wrong Leader, which would be anyone other than Bibi, America will have to do this work ourselves, and I am not inclined to do so,” he said.

Trump praised Netanyahu for resisting pressure during nearly eight months of regional conflict, including opposition from within Israel.

“Bibi Netanyahu has been Strong, Brave, and Brilliant in the face of tremendous opposition, including that coming from even Israel, itself. Despite all of that, he has endured and, in fact, he has thrived!” Trump wrote.

“I have watched Bibi under the most trying of times,” he continued. “Normal men or women in such situations would have wilted under the pressure — But Bibi did not wilt, he actually got stronger, and maintains that same Strength today. This is the kind of Partner that the United States of America is demanding of Israel, a Country for which it has done so much.”

Trump concluded his message with an emphatic assurance to Israeli voters: “BIBI NETANYAHU WILL NEVER LET YOU DOWN!”

The endorsement came after months in which Trump had conspicuously declined to back Netanyahu, despite repeated questions about the Israeli election and the prime minister’s emphasis on his close relationship with the American president.

In a telephone interview with Axios on Sunday, Trump said the timing had been deliberate.

“I was always going to do that. I just didn’t want to do it too soon,” he told veteran journalist Barak Ravid.

Trump stressed his good relationship with Netanyahu, saying, “It is important that Israel has a person they can count on.”

Asked whether he could work with a different Israeli leader, Trump declined to offer an assurance.

“Maybe I will, maybe I won’t. Who wants to take the chance?” he said.

The remarks represented a significant change from Trump’s position just five days earlier, when he told reporters that he had not even considered endorsing a candidate, although he acknowledged that he might do so.

His reluctance coincided with disagreements between Washington and Jerusalem over the military campaign against Iran, as well as Netanyahu’s rejection of elements of the administration’s plans for Gaza.

According to Axios, some of Trump’s closest advisers believed the administration could pursue its Middle East objectives more effectively with a different Israeli government. Trump himself had expressed frustration with Netanyahu in private conversations, questioning aspects of his leadership and his handling of Israel’s international relationships, the outlet reported.

Netanyahu immediately welcomed the endorsement, posting a video montage of the two leaders together and thanking the president for his backing and their work together.

In an interview with Israel’s Channel 14 later Sunday, Netanyahu described Trump’s support as personally gratifying and argued that their relationship was an important strategic asset for Israel.

The prime minister urged voters to consider which Israeli leader would be capable of working with Trump during the remaining two years of his presidency, particularly in confronting regional threats and expanding the Abraham Accords, the normalization agreements between Israel and several Arab countries.

Netanyahu questioned whether his leading challenger, former Israel Defense Forces chief of staff Gadi Eisenkot, possessed the diplomatic experience or capabilities necessary to work with the American administration.

Eisenkot, who heads the centrist Yashar party and has emerged as Netanyahu’s principal challenger, said he respected Trump but rejected the suggestion that the US president should influence Israel’s choice of leader.

He insisted that Israel’s election was a domestic matter and that Israeli citizens alone would determine the next government.

“I have great respect for the president; he is a great friend of Israel. But the elections in Israel are an internal Israeli matter, and the only ones who will decide are the citizens of Israel,” he told Israel’s Channel 12 news.

Asked whether he had tried to prevent Trump’s endorsement, Eisenkot said there had been several meetings that he did not wish to discuss in detail, and that he had specifically requested that the US president refrain from intervening in Israel’s election.

Eisenkot separately addressed the possibility of renewed fighting against Iran, saying he was not aware of intelligence requiring urgent military action before the election. He expressed confidence in IDF Chief of Staff Lt. Gen. Eyal Zamir to assess any immediate threat.

The exchange followed a Channel 12 report last week that Netanyahu had pressed Trump to resume attacks against Iran ahead of both Israel’s election and the Nov. 3 US midterms.

American officials familiar with the discussions reportedly believed Netanyahu wanted military action before the votes, citing developments in Iran’s nuclear program.

Netanyahu’s office denied the report.

Trump had previously indicated that he did not intend to resume strikes before the American election, although both countries have continued military preparations amid uncertainty over Tehran’s nuclear activities and the future of negotiations.

The US and Israel launched their latest war against Iran in February, following earlier joint strikes on Iranian nuclear facilities in 2025. The prolonged confrontation has disrupted regional energy markets and drawn in other countries across the Middle East.

The two leaders have differed over the scope and timing of military operations, with Trump publicly criticizing particular Israeli strikes and expressing frustration over their impact on diplomatic efforts.

Trump’s endorsement also comes amid an exceptionally close Israeli election campaign, with most recent surveys showing neither Netanyahu’s coalition nor the parties seeking to replace him commanding a clear parliamentary majority.

A Kan public broadcaster poll published Sunday projected 52 seats for the bloc aligned with Eisenkot and 51 for Netanyahu’s coalition, leaving both short of the 61 seats needed for a majority in Israel’s 120-member Knesset.

A Channel 14 survey, by contrast, projected a narrow majority for Netanyahu’s right-wing bloc. Channel 14 is a right-wing Israeli channel generally supportive of the Netanyahu-led coalition.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ideologia masowego morderstwa

Aszkelon, Izrael. 7 października 2023 r. Ludzie próbują gasić pożar samochodów po ataku rakietowym z Gazy. Ilia Jefimowicz/Alamy Wiadomości na żywo


Archive | 2023/10/11


Ideologia masowego morderstwa


Jeffrey Herf
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Terrorystyczna inwazja Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. jest najgorszym przypadkiem masowego mordu na żydowskiej ludności cywilnej od czasu Holokaustu. Jego barbarzyństwo może szokować wielu obserwatorów, ale nie zaskoczy ludzi zaznajomionych z ideologią sprawców. Ten ostatni wybuch przemocy jest logicznym następstwem nienawiści do Żydów, którą Hamas otwarcie wyraża od 1988 r., i opiera się na nurcie islamskiego antysemityzmu, który pojawił się na początku XX wieku i podsycił arabską wojnę w 1948 r. Ideologia, która rozpala kierownictwo Hamasu, była produktem fatalnej fuzji nazizmu i islamizmu w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku i zawsze odrzucała prawomocność państwa żydowskiego (lub w istocie jakiegokolwiek państwa, które nie jest wyraźnie islamistyczne) gdziekolwiek na terytorium, które przed 1948 rokiem było brytyjskim mandatem Palestyny.

Decyzja Hamasu o przeprowadzeniu tego szeroko zakrojonego ataku przywołuje na myśl wysiłki poprzednich terrorystów, którzy starali się – czasami z sukcesem – sabotować starania dyplomatyczne, które mogłyby doprowadzić do wynegocjowania rozwiązania długotrwałego konfliktu. Jednak okrucieństwo tej ostatniej operacji – mordowanie młodych ludzi na wydarzeniu muzycznym, egzekucje całych rodzin w ich domach, pojmania zakładników – pokazuje, że nienawiść do Żydów obłąkała umysły zabójców. Krótkoterminowe kalkulacje polityczne mogą być pomocne w wyjaśnieniu momentu poszczególnych ataków, ale historia islamistycznego antysemityzmu ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia ludobójczego rasizmu, który wspiera długoterminowe eliminacyjne cele Hamasu.

Sderot, Izrael. 7 października 2023 r. Ciała martwych Izraelczyków leżą na ziemi po atakach Hamasu. Ilia Jefimowicz / Alamy

Zadaniem historyka zajmującego się historią idei i kultury jest przypomnienie ideologicznych pasji kierujących zachowaniami islamistów. Nie jest to trudne. Hamas uważa swoją nienawiść do Żydów za cnotę i wielokrotnie jednoczył ideologię i politykę w wojnach, które wszczynał przeciwko Izraelowi. W ciągu kilku dziesięcioleci Middle East Media Research Institute (MEMRI) zgromadził ogromne archiwum tekstów, programów telewizyjnych, audycji radiowych i treści w mediach społecznościowych, które dostarczają obfitych dowodów nienawiści Hamasu do Żydów. Podobnie Middle East Forumprowadzone przez Daniela Pipesa przez wiele lat badało Hamas. Chociaż zasoby te są łatwo dostępne dla każdego, kto ma połączenie z Internetem, panuje powszechna niechęć, szczególnie w kręgach mediów liberalnych i postępowych, do zwracania uwagi na to, co faktycznie mówią funkcjonariusze Hamasu.

Ismail Hanija i inni przywódcy Hamasu oglądają relację Al-Dżaziry z inwazji Hamasu na południowy Izrael i dokonują aktu “czołobitności w wyrazie wdzięczności” (MEMRI)

Hamas powstał pod koniec 1987 roku jako palestyńskie skrzydło Bractwa Muzułmańskiego. Statut (Karta) tej organizacji z 1988 r., którego angielskie tłumaczenie jest dostępne od kilkudziesięciu lat na stronie internetowej Avalon Project w Yale Law School, pozostaje najwyraźniejszym wyrazem podstawowych przekonań grupy. W sierpniu 2014 roku opublikowałem w „American Interest” esej, w którym napisałem:

Hamas, jak wszystkie odmiany polityki islamistycznej, zrezygnował z wątpliwego twierdzenia OWP, że antysyjonizm nie jest tożsamy z nienawiścią do Żydów jako Żydów. Wręcz przeciwnie, autorzy deklarują, że „nasza walka z Żydami jest bardzo wielka i bardzo poważna” – to ostateczny cel, a nie tylko taktyka. Dla Hamasu sprawa ta jest zarówno wielka, jak i poważna, ponieważ jest wyraźnie religijna. Statut jest dokumentem manichejskim; dzieli politykę na prawdziwą i fałszywą, sprawiedliwą i niesprawiedliwą. Obiecuje przebudować świat w imię islamu, który – ubolewa – został niesłusznie usunięty z życia publicznego. Oto ich hasło: „Allah jest celem, Prorok jest wzorem, a Koran jest konstytucją: Dżihad jest drogą, a śmierć w imię Allaha jest najwspanialszym życzeniem”.

Znajomość Statutu Hamasu jest niezbędna dla każdego, kto pragnie zrozumieć antysemityzm celów tej grupy i jej spiskową paranoję. Artykuł 22 stanowi m. in.:

Przez długi czas wrogowie planowali, umiejętnie i precyzyjnie, osiągnięcie tego, co osiągnęli. Brali pod uwagę przyczyny wpływające na bieg wydarzeń. Dążyli do zgromadzenia wielkiego i pokaźnego majątku materialnego, który przeznaczyli na realizację swojego marzenia. Za zgromadzone pieniądze przejęli kontrolę nad światowymi mediami, agencjami informacyjnymi, prasą, wydawnictwami, stacjami nadawczymi i innymi. Swoimi pieniędzmi wzniecali rewolucje w różnych częściach świata, aby osiągnąć swoje interesy i zebrać w nich owoce. Oni stali za rewolucją francuską, rewolucją komunistyczną i większością rewolucji, o których słyszeliśmy i o których słyszymy tu i tam. Za swoje pieniądze zakładali tajne stowarzyszenia, takie jak masoni, kluby Rotary, Lions i inne w różnych częściach świata w celu sabotowania społeczeństw i osiągnięcia interesów syjonistycznych. Za pomocą swoich pieniędzy byli w stanie kontrolować kraje imperialistyczne i namawiać je do kolonizacji wielu krajów, aby umożliwić im eksploatację ich zasobów i szerzenie tam korupcji.

Możesz mówić tyle, ile chcesz o wojnach regionalnych i światowych. To oni stali za I wojną światową, kiedy udało im się zniszczyć islamski kalifat, osiągając zyski finansowe i kontrolę zasobów naturalnych. Uzyskali Deklarację Balfoura, utworzyli Ligę Narodów, dzięki której mogli rządzić światem. To oni stali za II wojną światową, dzięki której osiągnęli ogromne zyski finansowe na handlu bronią i utorowali drogę do powstania swojego państwa. To oni zainicjowali zastąpienie Ligi Narodów Organizacją Narodów Zjednoczonych i Radą Bezpieczeństwa, aby umożliwić im rządzenie światem za ich pośrednictwem. Nie ma wojny, która toczy się gdziekolwiek bez tego, by maczali w niej palce.

Przed i podczas drugiej wojny światowej palestyńskim Arabom przewodził nazistowski kolaborant, Hadż Amin al-Husseini (znany również jako Mufti), który spotkał się z Hitlerem w grudniu 1942 r., współpracował z niemieckim wywiadem i pomógł w założeniu muzułmańskiego oddziału SS w Jugosławii. Arabowie, zapewniał al-Husseini ministra spraw zagranicznych Niemiec Joachima von Ribbentropa, są „naturalnymi przyjaciółmi Niemiec, ponieważ jedni i drudzy są zaangażowani w walkę z trzema wspólnymi wrogami: Anglikami, Żydami i bolszewizmem”. Uważał, że wojnę „rozpętało światowe żydostwo”, które kontrolowało Stany Zjednoczone i Związek Radziecki.

W mojej książce Nazis Propaganda for the Arab World z 2009 roku analizowałem sojusz nazistowsko-islamistyczny w latach 1941–1945. W swojej książce Jihad and Jew-Hatred: Nazism, Islamism and the Roots of 9/11 z 2007 roku oraz w swojej nowej pracy Nazis, Islamic Antisemitism and the Middle East: The 1948 Arab War against Israel and the Aftershocs of World War II, niemiecki historyk i politolog Matthias Küntzel bada historię islamskiego antysemityzmu przed Holokaustem i w jego trakcie oraz jego krwawe dziedzictwo na Bliskim Wschodzie. Podsumowałem tę pracę w obszernym eseju dla magazynu Tablet z lipca 2022 r.:

W ciągu ostatnich 30 lat badania historyczne potwierdziły to, co rozumieli w tamtych czasach amerykańscy liberałowie i lewicowcy, francuscy socjaliści, komuniści i gaulliści oraz komuniści w Związku Radzieckim, Polsce i Czechosłowacji. Realia współpracy palestyńskich nacjonalistów z nazistami były przedmiotem publicznej wiedzy i hańby na całym świecie w pierwszych latach powojennych, kiedy amerykańscy liberałowie w Kongresie, tacy jak senator Robert F. Wagner i kongresman Emanuel Celler, redaktorzy magazynu „Nation”, lewicowe dzienniki „PM” i „New York Post”, i przywódcy Amerykańskiej Syjonistycznej Rady Kryzysowej, a także Simon Wiesenthal w Wiedniu, publikowali dokumenty z niemieckich akt rządowych, oferujące przekonujące dowody entuzjazmu Amina al-Husseiniego dla nazistów i jego gwałtownej nienawiści do judaizmu, Żydów i projektu syjonistycznego. Ci przywódcy i publikacje innych autorów wzywali Wielką Brytanię, Francję i Stany Zjednoczone do oskarżenia „muftiego” o zbrodnie wojenne, ale te trzy rządy,  myśląc o arabskiej wrażliwości, odmówiły przeprowadzenia procesu, który mógłby zakończyć jego karierę polityczną. 

Al-Husseini uciekł z aresztu domowego we Francji w czerwcu 1946 r. i został w Kairze powitany jak bohater przez założyciela Bractwa Muzułmańskiego Hasana al-Bannę, który był zachwycony:

Klęska Hitlera i Mussoliniego cię nie przestraszyła. Twoje włosy nie posiwiały ze strachu i wciąż jesteś pełen życia i walki. Co za bohater, co za cud człowieka. Chcielibyśmy wiedzieć, co zrobi arabska młodzież, ministrowie gabinetu, bogaci ludzie i książęta Palestyny, Syrii, Iraku, Tunisu, Maroka i Trypolisu, aby być godnymi tego bohatera. Tak, ten bohater, który rzucił wyzwanie imperium i walczył z syjonizmem z pomocą Hitlera i Niemiec. Niemiec i Hitlera już nie ma, ale Amin Al-Husseini będzie kontynuował walkę.

Al-Husseini został przywódcą Wysokiego Komitetu Arabskiego w Palestynie, odrzucił plan ONZ podziału Mandatu Palestyny i przystąpił do islamizacji ruchu nacjonalistycznego.

Czterdzieści lat później Hamas wskrzesił zakorzenioną w islamie nienawiść do Żydów głoszoną przez al-Bannę i al-Husseiniego. Od Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie i Gazie po Islamską Republikę Iranu islamiści argumentowali, że świeckim nacjonalistom i lewicowcom z OWP i państw arabskich nie udało się zniszczyć Izraela w wojnach w latach 1967 i 1973. Co gorsza, z ich punktu widzenia Porozumienia z Camp David z 1978 r. dawały nikłą nadzieję na rozwiązanie kompromisowe. Twierdzili, że to fundamentalizm religijny dał podstawę do odrzucenia jakiegokolwiek kompromisu z Izraelem, ponieważ zapewnił, że świecki konflikt o ziemię i granice stał się także wojną religijną, a tym samym wykluczył możliwość jakiegokolwiek wynegocjowanego porozumienia.

Meir Litvak, kierownik Wydziału Studiów Bliskowschodnich i Afrykańskich na Uniwersytecie w Tel Awiwie, publikował obszerne badania w czasopismach naukowych na temat islamizacji konfliktu arabsko-izraelskiego, ze szczególnym uwzględnieniem źródeł w języku arabskim i perskim. W niedawnym artykule na temat „Antysemityzmu Hamasu” w czasopiśmie „Palestine-Israel Journal” Litvak pisze:

Hamas podkreśla „islamskie sedno” sprawy palestyńskiej. Walka jest zatem przedstawiana jako niemożliwa do pogodzenia dychotomia między dwoma absolutami: „wojną religii i wiary” między islamem a judaizmem oraz między muzułmanami i Żydami, a nie między Palestyńczykami a Izraelczykami lub syjonistami. Jest to historyczny, religijny, kulturowy i egzystencjalny konflikt pomiędzy prawdziwą religią, która wypiera wszystkie poprzednie religie, tj. islam, a unieważnioną, zastąpioną religią, judaizmem.

Litwak, podobnie jak Küntzel, interpretuje ideologię i działania Hamasu jako wojnę religijną, a zatem absolutystyczną pozostałość przednowoczesnej polityki całkowicie sprzecznej z kompromisami nowoczesności politycznej i kulturowej. W podobnym duchu ważne książki Paula Bermana Terror and Liberalism (2003) oraz Flight of the Intellectuals(2010) zwróciły uwagę na ideologię totalitarną, która była siłą napędową ataków z 11 września i drugiej intifady. Duża część tego dorobku naukowego i komentarzy intelektualnych opiera się mocno na tradycji liberalnej, ale często była ignorowana przez tych, którzy niechętnie zagłębiali się w naturę islamistycznych doktryn i polityki. Zamiast tego liberalne i postępowe media próbowały wyjaśnić palestyński terror jako narzędzie myśli postkolonialnej i antyimperialistycznego oporu, przekształcając w ten sposób ideologię reakcyjnej skrajnej prawicy w ideologię rewolucyjnej lewicy.

Tego typu zniekształcenia stanowią rażący błąd interpretacyjny, który zniekształca zrozumienie Bliskiego Wschodu przez szersze społeczeństwo. Masowy mord z 7 października był najnowszym rozdziałem w długiej wojnie islamistów przeciwko Żydom, Izraelowi oraz wartościom i instytucjom zachodniej demokracji. Ważne jest, aby intelektualiści, analitycy, dziennikarze, politycy, eksperci ds. polityki i urzędnicy rządowi mówili prawdę o związku między antysemicką ideologią Hamasu a jego praktyką masowego rozlewu krwi. Tylko przez nie zamykanie oczu na to, co przywódcy, duchowni i kadry Hamasu mówią od lat, możemy zacząć rozumieć, dlaczego jego agenci dokonali tego najnowszego i najbardziej morderczego z ataków na Izrael i jego obywateli.


*Jeffrey C. Herf – Amerykański historyk, socjolog i politolog specjalizujący się w nowożytnej historii Europy, a szczególnie Niemiec. Profesor Herf związany jest z University of Maryland.

Jego najbardziej znane książki to:

Nazi Propaganda for the Arab World, Yale University Press, 2009.
“Western Strategy and Public Discussion: The “Double Decision” Makes Sense”. Telos 52 (Summer 1982). New York: Telos Press.
Reactionary Modernism: Technology, Culture and Politics in Weimar and the Third Reich (Cambridge University Press, 1984). Książka tłumaczona na grecki, włoski, japoński portugalski i hiszpański.
War By Other Means: Soviet Power, West German Resistance and the Battle of the Euromissiles (The Free Press, 1991.
Divided Memory: The Nazi Past in the Two Germanys (Harvard University Press, 1997.
Israel’s Moment (Cambridge University Press, 2022)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Europa nie chce sądzić swoich dżihadystów


Europa nie chce sądzić swoich dżihadystów

Rewolucja Rożawy


Kiedy Zachód zdradził Rożawę, USA przeniosły część terrorystów Daesh (ISIS), których dla tegoż Zachodu pilnowali Kurdowie do Iraku. Teraz Irak wziął się za ich sądzenie. Pisze o tym Marketa Kutilova:

„Europa nie chce swoich dżihadystów. Tysiące osób powiązanych z ISIS jest teraz sądzonych w Iraku. Wielu grozi kara śmierci i chce wrócić do Europy.

Ponad 5700 mężczyzn z 67 krajów podejrzanych o powiązania z ISIS zostało przeniesionych przez Amerykanów z kurdyjskich więzień w Syrii do Iraku. Wśród nich są Europejczycy i wysoko postawieni przedstawiciele Państwa Islamskiego. Teraz rozpoczynają się procesy – niektórzy z nich są skazani na karę śmierci. Przez lata ich własne kraje odmawiały przyjęcia ich i osądzenia w kraju. Kurdowie ich schwytali i strzegli, Ameryka pomogła sfinansować więzienia. A kiedy Kurdowie przestali być potrzebni, stracili ostatniego asa w rękawie.

Od 2014 roku relacjonuję wojnę z Państwem Islamskim jako dziennikarz. Razem z Lenką Klicperovą podróżowałyśmy na pola bitew w Syrii i Iraku. Widziełyśmy miasta zrujnowane przez ISIS. Rozmawialiśmy z ludźmi, którym Państwo Islamskie odebrało domy, rodziny i dzieci, oraz obcinało ręce.

Ale dotarłyśmy też do więzień w północno-wschodniej Syrii, prowadzonych przez Kurdów, gdzie przetrzymywano pojmanych dżihadystów. Przeprowadziliśmy z nimi wywiady i zebraliśmy ich historie. Europejczycy, Arabowie, Afrykanie, Ujgurzy, Rosjanie. Mężczyźni, którzy pojechali do Syrii, aby budować Państwo Islamskie, a skończyli za kratkami. Łączyła ich jedna wspólna cecha – wszyscy domagali się swoich praw i czekali, aż ambasadorowie krajów, których obywatelstwo posiadali, przyjadą po nich. „Mam prawo być sądzonym w domu, w Szwecji, jestem pewien, że wkrótce mnie stąd zabiorą” – powiedział nam wówczas Szwed Jan w Syrii. Ale, podobnie jak inni, przeliczył się. Kraje europejskie zignorowały ich i pozwoliły, aby cały problem z pojmanymi dżihadystami narastał, zrzucając winę na Amerykanów i Kurdów.

Kurdowie nie przeprowadzili dla nich żadnych procesów i po prostu domagali się, aby inni ich odebrali. Niektóre kraje, takie jak Belgia, pozbawiły ich obywatelstwa. Inne jednogłośnie oświadczyły, że jeśli ich przyjmą z powrotem, dżihadyści trafią na kilka lat za kratki zgodnie z prawem europejskim, a potem wyjdą na wolność. I tak problem ciągnął się przez prawie dziesięć lat. Dopiero pod koniec 2024 roku upadł reżim Baszara al-Asada, a były dżihadysta i dowódca Al-Kaidy w Syrii, Muhammad al-Dżulani, znany obecnie jako Ahmad Szara, ogłosił się prezydentem Syrii. W tym czasie Kurdowie kontrolowali jedną trzecią terytorium Syrii i jej ropę naftową.

Tysiące mężczyzn, których nikt nie chciał

To był jeden z największych absurdów wojny z ISIS. Kurdowie byli jednymi z głównych sił lądowych, które pokonały Państwo Islamskie. Ich bojownicy zginęli w Kobane, Rakce i w ostatecznej bitwie o Baghouz. Po upadku kalifatu Kurdowie zostali z tysiącami jeńców, a wraz z nimi problem, który w rzeczywistości dotyczył dziesiątek krajów na świecie.

Bo więźniowie nie byli tylko Syryjczykami i Irakijczykami. Byli wśród nich Francuzi, Niemcy, Belgowie, Holendrzy, Brytyjczycy, Rosjanie, obywatele Egiptu, Maroka, Tunezji i Libii. I wielu Ujgurów.

Kurdowie wierzyli, że mają asa w ręku. Myśleli, że świat nie zapomni, kto tak naprawdę walczył z ISIS na ziemi. Kto pojmał jego bojowników. Kto ich potem strzegł latami, żeby nie uciekli ponownie do Syrii, Iraku i Europy.

Myśleli, że to da im polityczną wagę. Że Zachód będzie ich potrzebował. Że będzie ich szanował. Że będzie im wdzięczny. I co najważniejsze, że nie pozwoli im upaść. Ufali Europie i swoim największym sojusznikom – Amerykanom.

To była okrutna iluzja

Gdy sytuacja bezpieczeństwa w północno-wschodniej Syrii zaczęła się załamywać, Stany Zjednoczone przeniosły więźniów z Syrii do Iraku. Amerykanie uzasadniali transfer względami bezpieczeństwa: istniało ryzyko, że więzienia zawalą się podczas walk, a tysiące dżihadystów ucieknie. Częściowo stało się tak, ponieważ w tym roku setki dżihadystów zostało uwolnionych w wyniku walk między Kurdami a siłami rządowymi Ahmada Szarah.

A teraz nadchodzi akt finałowy.

Procesy i sześciu handlarzy niewolników kobietami jazydzkimi

Iracki wymiar sprawiedliwości zakończył etap przesłuchań i śledztwa w sprawie 5704 oskarżonych. Ich sprawy są stopniowo kierowane do sądów karnych. 5704 mężczyzn, 67 narodowości.

Według irackiej Najwyższej Rady Sądownictwa, wśród nich jest 3497 Syryjczyków i 474 Irakijczyków. Cały rejestr obejmuje 16 narodowości arabskich, obywateli 19 krajów Unii Europejskiej i 32 inne narodowości.

I nie są to tylko szeregowi żołnierze. Iraccy śledczy twierdzą, że zidentyfikowali wysoko postawionych wojskowych, funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, religijnych, finansowych, logistycznych i medialnych ISIS, w tym osoby z najwyższych szczebli organizacji.

Według irackiego wymiaru sprawiedliwości co najmniej sześciu z nich ma bezpośredni związek z niewoleniem jezydzkich kobiet– z ich więzieniem, transportem, sprzedażą lub wykorzystywaniem w ramach systemu niewolnictwa stworzonego przez Państwo Islamskie.

To, co gniło przez lata, teraz rozwija się w błyskawicznym tempie. Francuzi jako pierwsi stają przed sądem. Jest ich 47. Francuscy prawnicy reprezentujący niektórych z nich starają się o ich repatriację i osądzenie we Francji. Jednym z najbardziej znanych Francuzów, którzy stanęli przed sądem w Iraku, jest Adrien Guihal, znany również jako Abu Osama al-Faransi. Guihal został zidentyfikowany jako głos, który przyznał się do odpowiedzialności za atak ciężarówką w Nicei w 2016 roku, w którym zginęło 86 osób. Dołączył do ISIS w 2015 roku i został schwytany przez Kurdów w Rakce w maju 2018 roku. Jako konwertyta, jest opisywany jako weteran francuskich siatek dżihadystów i należy do najniebezpieczniejszych francuskich członków ISIS.

Francja chce ich ścigać. Po prostu nie chce ich u siebie.

Dwudziestu pięciu zatrzymanych odwołało się również do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w związku z procesem w Iraku. Doskonale wiedzą, że w Iraku grozi im kara śmierci, co nie może mieć miejsca we Francji. Ich prawnicy ostrzegają przed torturami, brakiem dostępu do obrońcy i karą śmierci.

Human Rights Watch także bije na alarm.

I tak. To uzasadniony problem. Nawet terrorysta ma prawo do sprawiedliwego procesu. Na tym właśnie powinna polegać różnica między państwem prawa a Państwem Islamskim.

Ale czytając to dzisiaj, nie mogę powstrzymać się od zadania sobie jednego pytania.

Gdzie byliście przez te wszystkie lata?

Widziałam te więzienia. Siedziałam naprzeciwko niektórych z tych ludzi. Czas mijał, a nikt nic nie zrobił. Być może to najbardziej wymowna lekcja z całej wojny z ISIS. Lubimy mówić o sojusznikach tak długo, jak ich potrzebujemy. I jak szybko możemy zapomnieć, co dla nas zrobili, kiedy już ich nie potrzebujemy.

Nadszedł czas, aby europejscy humaniści stanęli w obronie praw terrorystów.”


Link do oryginału: Evropa své džihádisty nechce. Tisíce lidí spojených s ISIS teď soudí Irák. Mnohým hrozí trest smrti a chtějí zpět do Evropy.

Rewolucja Rożawy, 24 września 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The new libel to destroy Israel


The new libel to destroy Israel

Melanie Phillips


Violence in the “West Bank” is being malevolently misrepresented.

Protesters demonstrate at Paris Square in central Jerusalem against attacks by extremist Jewish settlers on Palestinians in the West Bank, Sept. 2, 2026. Photo by Yonatan Sindel/Flash90.

As every part of the “Gaza genocide” mass libel is exposed as a total fabrication, the new mass libel of “settler violence” has replaced it.

From the politicians, NGOs and mainstream media that promulgated the genocide lie, there’s been no acknowledgment of the collapse of the grotesque falsehoods they promoted about starvation and wanton killing of health workers and journalists that have fueled unprecedented attacks on Jews throughout the West.

Instead, without drawing breath, they’re promoting the new purported Israeli mass atrocity of “settler violence.”

This is doing far more damage than the genocide charge. That was patently preposterous, an inversion of the reality of genocidal Palestinian Arab attack and Israel’s supremely just war of self-defense.

By contrast, the claim of “settler violence” carries an element of truth that is being vastly exaggerated to damage the State of Israel itself.

The narrative in the West is that fanatical and violent Israeli “settlers” harass and attack local Arabs to drive them off their land, so that these ultra-nationalist religious Jews can erect yet more “illegal” outposts in a land grab across the “West Bank” of Judea and Samaria.

In recent days, this has spawned a sub-narrative of violent “settlers” laying siege to Arabs cowering inside their homes in the villages of Qusra and Jalud.

There’s no doubt that there’s a problem with fanatical Israeli youths attacking Arab property or mosques that has not been properly addressed. The Israel Defense Forces have now arrested a 19-year-old Israeli over the disturbances in Qusra. The authorities should have shut this problem down, but reprehensibly have not.

But these violent Israelis are very small in number.

David Zini, the head of the Israeli Security Agency (or Shin Bet), has said there’s a hard core of 70 to 100 offenders, mostly not even “settlers” at all but delinquent youths from elsewhere in the country.

Other Israeli sources put the number of these delinquents at between 200 and 500.

But half a million Israeli residents live in these disputed territories—overwhelmingly law-abiding people. And while they are being grotesquely defamed across the West, they are coming under violent and sometimes murderous attack by Arabs every single day.

The overwhelming majority of attacks in these disputed areas are by Arabs on Jews—thousands of incidents of rock-throwing, stabbings, arson, car-rammings, criminal damage and murder.

Moreover, the stories of these sieges have another side.

Last Shabbat, there was a reported siege of an Arab house on Talpiot hill near Jerusalem, with masked Israelis arriving by car.

But according to local Israeli residents, dozens of masked Arab rioters from the nearby village of Kfar Qasim, accompanied by foreign media photographers, ascended the hill, threw stones at residents, and set up barricades to thwart the arrival of IDF forces.

More Arabs then reportedly entered an abandoned house, barricaded themselves inside, and threw stones from it at the Jews in an attempt to brand the incident as another “siege.” Videos shot by local Israeli residents showed masked Arabs throwing stones while foreign journalists stood behind them filming.

On the same Shabbat, masked men described as “settlers” attacked an NBC crew in nearby Jalud. The American journalists were investigating a very similar claim that settlers had “besieged” an Arab family’s property.

The NBC footage itself shows masked men driving directly up to a camera crew, attacking them and leaving. But there was no evidence that these were even Israelis, let alone “settlers.”

There’s also a pattern of American involvement in these situations.

Loui Ridi, a Palestinian American from Ohio who lives full-time in America, said he built his house—the “siege” house—in Qusra three years ago.

In The New York Times, Ridi acknowledged that a week after the siege began, he returned to the house carrying an American flag “as a signal to the American people and the U.S. government to take action” and “impose sanctions on these settlers.”

As Reuters reported, when Ridi arrived, he made his way to Qusr “accompanied by several journalists.” Has anyone ever heard of a siege that a person actually joins behind the siege lines from outside, while brandishing a flag and accompanied by a phalanx of journalists? Does that sound like desperation—or a political stunt?

All these accounts are obviously difficult to verify. But media reports of “settler violence” don’t even acknowledge there’s another side to these stories. Nor do these journalists ask any blindingly obvious questions.

For example, why do so many foreign film crews just happen to be on the scene when Israeli “settlers” launch their unprovoked attacks? Or why are there multiple similar claims of sieges on family homes on the same day?

Or why do spontaneous attacks on local Arabs by Israelis coincide with the regular arrival of foreign activists who provoke the IDF and create violent disturbances, as was filmed in Hebron—by another amazing coincidence—last Shabbat?

The overwhelming majority of attacks in these disputed areas are by Arabs on Jews—thousands of incidents of rock-throwing, stabbings, arson, car-rammings, criminal damage and murder.

In recent days, while politicians and journalists whipped up “settler violence” claims into a feeding frenzy, residents in the Judean hills reported that Arabs from a local village had infiltrated the grazing areas of an Israeli farm and scattered lethal poison hidden inside the herds’ drinking troughs.

Jewish shepherds who arrived to find their dying goats—videos of which were posted on social media—said they were attacked with stones by dozens of Arabs lying in wait nearby.

Jewish residents say farmers’ herds are regularly being stolen and turning up in the Arab casbah. When IDF troops go in to retrieve them, they are set upon by hundreds of Arabs with stones and fireworks.

Israelis’ extremist or revenge attacks on Arabs, their homes or their mosques are happening, and they are shocking and inexcusable—as are their nihilistic attacks on IDF soldiers. But this is a highly complex situation that’s being weaponized to delegitimize and destroy Israel itself.

Western media and politicians never acknowledge attacks on the “settlers,” who have been effectively dehumanized.

The prevailing unwisdom is that they shouldn’t be there in the first place because they are in “illegal occupation of Palestinian land.” So if they are attacked or even murdered, they’re asking for everything they get, and their plight doesn’t even deserve a mention.

Apart from the callous inhumanity of this attitude, it also displays gross ignorance of history and international law.

Unfortunately, a significant number of IDF members and police, who are on the left along with most mainstream Israeli media outlets, also hate the “settlers” and produce a distorted picture on which the venomous West greedily feeds. And Israeli politicians, including the prime minister and president, have merely condemned the Israeli “rioters” and refrained from presenting the other side of the story.

Those who assume that this means the “settler violence” canard is true would do well to remember how in 2000, the Israelis leapt to take responsibility for the apparent shooting and killing of a Palestinian Arab child, Mohammed al-Durah, when a demonstration in the Gaza Strip during the Second Intifada apparently came under IDF fire.

Subsequent evidence revealed that the boy had not been killed and that the whole demonstration was staged.

But the Israelis were less concerned with establishing the truth than with tamping everything down and making the issue go away. The result was a libel against Israel that incited untold numbers of killings, including the murder of American journalist Daniel Pearl.

The same politically craven thinking seems to be operating here. Israel is now under enormous pressure over “settler violence” from both the Trump administration and American Jews, for whom this has become the No. 1 issue because they, too, believe the distorted accounts.

In addition to finally dealing properly with the true miscreants, Israel should not only be responding with the real story behind these “settler attacks,” including the role of foreign provocateurs. It should be telling the world that its citizens have the legal right to live in these disputed territories. It should also be publicly listing every single Arab attack on these Jewish residents.

But as ever, the Israeli government thinks there’s no point trying to persuade the incorrigibly anti-Jewish West of the truth and justice of Israel’s cause.

The result is untold damage being done to the Jewish state, as yet again it fails to engage with the war being waged against it on the battleground of the mind.


Melanie Phillips, a British journalist, broadcaster and author, writes a weekly column for JNS. Currently a columnist for The Times of London, her new book, Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege, has just been published by Wicked Son. Her previous book, The Builder’s Stone: How Jews and Christians Built the West and Why Only They Can Save It, was published in 2025. Access her work at: melaniephillips.substack.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com