Jak sprzeciwiać się faszystowskiej przemocy


Jak sprzeciwiać się faszystowskiej przemocy

Brendan O’Neill


Wyobraźmy sobie, że po barbarzyńskiej strzelaninie w Islamic Center w San Diego w tym tygodniu prasa zaczęłaby paplać o grzechach irańskiego reżimu. Wyobraźmy sobie, że ludzie mieniący się „postępowymi” powiedzieliby, że owszem, zabójstwa są smutne, ale czego można się spodziewać, skoro islamskie państwo za granicą dopuszcza się aktów przemocy? Wyobraźmy sobie, że komentatorzy woke mimochodem oznajmiliby, iż ta ta rzeź niewinnych jest „skomplikowana”, ponieważ wydarzyła się na tle „horrorów Islamskiej Republiki Iranu”.

Bylibyśmy przerażeni, prawda? Ja byłbym. Dla mnie byłby to przejaw najbardziej tchórzliwej dwuznaczności. Co gorsza, śmierdziałoby to żałosną próbą racjonalizowania zabójstw, przedstawiania ich nie tyle jako krwawego dzieła fanatycznych umysłów, ile jako odpowiedzi — choć godnej ubolewania — na nikczemność irańskich mułłów. Byłaby to złowroga sugestia zbiorowej winy wszystkich muzułmanów, jakby każdy z nich nosił moralne piętno zbrodni Teheranu.

A jednak dokładnie to dzieje się wtedy, gdy celem ataków stają się Żydzi. Za każdym razem. Od gigantycznego cyfrowego śmietniska israelofobii aż po media głównego nurtu rozlega się okrzyk: „To wina Izraela”. Gdyby państwo żydowskie nie było tak demoniczne, może Żydzi tutaj mogliby uniknąć ataków nożem, strzelanin, pobić i obelg. Być może teraz, po zabójstwach w San Diego, ludzie zrozumieją, jak odrażające jest posługiwanie się tak podłym sofizmatem po faszystowskich zbrodniach. Nie wstrzymywałbym jednak oddechu.

Wydarzenia w Islamic Center były przerażające. A mogły być jeszcze gorsze, gdyby nie odwaga ochroniarza, Amina Abdullaha. Dwóch uzbrojonych nastolatków próbowało wtargnąć do meczetu. Abdullah otworzył do nich ogień, a następnie uruchomił procedury alarmowe, prawdopodobnie ratując dziesiątki ludzi przed śmiercią. Nastolatkowie zabili Abdullaha. Na parkingu znaleźli jeszcze dwóch wiernych i zastrzelili ich. Następnie popełnili samobójstwo. Trzech muzułmanów zabitych w miejscu modlitwy: niewybaczalna zbrodnia.

Był to akt brutalnego nihilizmu, przesyconego infantylnym nazizmem, który zatruwa najciemniejsze zakamarki internetu. Dokument rzekomo napisany przez nastolatków pełen jest nienawiści wobec muzułmanów, a także homofobicznych i antysemickich obelg. Według doniesień obwiniali „społeczność islamską” za „problemy współczesnego świata”. To niewyobrażalna tragedia, że trzy osoby straciły życie przez rasistowską zgniliznę takich cyfrowych teorii spiskowych.

A teraz wyobraźmy sobie, jak bardzo ta tragedia zostałaby pogłębiona, gdyby elity odpowiedziały na nią wzruszeniem ramion lub takimi wyświechtanymi unikami moralnymi jak: „No cóż, to skomplikowane, przez Iran”. Dla jasności: nie porównuję Izraela do Iranu. Moim zdaniem państwo żydowskie jest demokracją, która ma pełne prawo bronić się przed armiami antysemitów chcących je zniszczyć, podczas gdy Islamska Republika jest barbarzyńską tyranią, która gnębi własnych obywateli, gdy akurat nie finansuje właśnie tych armii antysemitów.

Ale właśnie o to chodzi: ani Żydzi, ani muzułmanie na Zachodzie nie powinni płacić ceny za cokolwiek z tego – ani za brednie o „ludobójstwie” przypisywanym państwu żydowskiemu, ani za bardzo realne okrucieństwa popełniane w imię islamu przez irański reżim. To zdumiewające, że w ogóle trzeba to mówić. A jednak trzeba.

Niektórzy degeneraci skrajnej prawicy próbowali usprawiedliwiać masakrę w San Diego. „Pamiętajcie tylko, że ludzie chodzący do tego meczetu chcą, żebyśmy wszyscy zostali zabici” — powiedziała influencerka MAGA Laura Loomer. Wywołało to oburzenie lewicy, która wynosi hipokryzję na zawrotne wyżyny: to ci sami ludzie, którzy przymykali oko, gdy loomero-podobne dziwadła z ich własnego obozu mówiły, że na tamtej chanukowej uroczystości na Bondi Beach i w tych podpalonych synagogach w Londynie byli syjoniści, więc… czego się spodziewacie? Moralne obrzydliwości Loomer były już wielokrotnie popełniane przez lewicę.

Masakra w San Diego obnażyła podwójne standardy „porządnego społeczeństwa” wobec przemocy antyislamskiej i antyżydowskiej. Brytyjscy lewicowcy, którzy nie powiedzieli ani słowa, gdy Żydów zamordowano w Waszyngtonie i podpalono w Kolorado, prześcigają się teraz w potępianiu przemocy w San Diego. Nawet Metropolitan Police wydała oświadczenie w tej sprawie. Dlaczego londyńska policja komentuje akt przemocy oddalony o 5,5 tysiąca mil? Dlaczego nie wydała podobnego komunikatu po spaleniu żywcem Żyda w Kolorado w zeszłym roku przez człowieka wrzeszczącego „Free Palestine”? Oświadczenie wydał też Sadiq Khan. W porządku, ale czy kiedykolwiek zabrał głos w sprawie islamofaszystowskich zbrodni przeciw chrześcijanom w miastach Afryki i Azji? Dlaczego nie?

Wygląda na to, że niektórzy ludzie, zwłaszcza po lewej stronie, potrzebują przypomnienia, jak sprzeciwiać się faszystowskiej przemocy. Robi się to tak: stanowczo i konsekwentnie. Nie odchrząkuje się najpierw, nie sięga po usprawiedliwienia, nie wpatruje się w swoje buty jak skomlący tchórz. Niezależnie od tego, czy chodzi o Charliego Kirka zamordowanego za jego poglądy, czy dyrektora firmy medycznej ukaranego kulą za „grzechy” kapitalizmu, czy TERF-ki, którym grozi się gwałtem za mówienie, że mężczyźni nie są kobietami, czy muzułmanów zabijanych w miejscu kultu, czy Żydów będących dziś celem niemal wszędzie – wszystko to brutalnie godzi w podstawowe wartości naszej cywilizacji; wszystko to powinno być potępione.

Pojawiły się doniesienia, że imam Islamic Center wychwalał pogrom z 7 października. Nazywał go „oporem”. I ubolewał nad praniem mózgów Amerykanom przez „syjonistyczną machinę propagandową”. To fanatyczne brednie, ale powiedzmy jasno: nie stanowią one nawet najmniejszego usprawiedliwienia dla inspirowanej nazizmem zbrodni dokonanej na tym ośrodku. Jak napisał w tym tygodniu Rob Eshman, zbyt wielu ludzi nie rozumie, że „usprawiedliwianie aktów przemocy wobec tych, z którymi się nie zgadzasz, daje im pełne prawo, by zrobili to samo tobie”.


Link do oryginału: https://www.spiked-online.com/2026/05/20/how-to-oppose-fascist-violence/

Spiked, 20 maja 2026

Brendan O’Neill jest głównym komentatorem politycznym „spiked” i gospodarzem podcastu The Brendan O’Neill Show.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Vermont Police Investigate Anti-Israel Vandalism of Jewish-Owned Store as Possible Hate Crime


Vermont Police Investigate Anti-Israel Vandalism of Jewish-Owned Store as Possible Hate Crime

Shiryn Ghermezian


Graffiti is seen on the windows of DG Bodyworks in Cavendish on Wednesday, May 20, 2026. The Vermont State Police has partially redacted profanity that appears on the window to the right. Photo: Vermont State Police

A Jewish woman’s store in Vermont was vandalized early Wednesday morning with anti-Israel graffiti in an incident that police are investigating as a possible hate crime.

“Free Palestine” and “F–k Israel” were spray-painted on the windows of DG Bodyworks, where Israeli flags were on display.

Vermont State Police said they are investigating the vandalism in the Windsor County town of Cavendish as a possible hate crime and will inform the Attorney General’s Office of the incident. Officers who responded to the crime scene reviewed security footage and saw an individual vandalizing the store with purple spray paint during the early hours of Wednesday morning. Police released a photo of the suspect, a white male who wore a cap and covered his face while spray-painting the messages.

Shop owner Denise Gebroe said that her store was targeted because she is Jewish and that while she was “shaken” to discover the graffiti, “I am OK and will not be broken.”

“This was an act of intimidation directed at me because I am Jewish,” she added, in a statement shared with The Algemeiner by Vermont Friends of Israel. “I made Vermont my home because I love it here, but it does not feel the same as it once did. Incidents like this are happening more than many people realize, and most go unreported. I fear for the future of the Jewish community here, and Jewish friends of mine have already left.”

In a statement given to The Algemeiner, Mark Treinkman, president of Vermont Friends of Israel, also called the vandalism an anti-Jewish hate crime and said such an incident “is the predictable consequence of a political campaign in Vermont that demonizes Israel and pressures local communities to treat Jews and Zionists as equivalent to Nazis.” He referenced an Apartheid Free Community campaign active in Vermont, promoted by the Palestine Solidarity Coalition, that is marketed locally as “grassroots activism.”

“When anti-Zionist activists tell people that Jews with deep spiritual, cultural, and familial ties to Israel are ‘baby killers’ and ‘genocide supporters,’ it sends a dangerous signal that intimidation against them is understandable, deserved, or even justified,” Treinkman noted. “History teaches us where this goes. First come campaigns of dehumanization, slogans, pledges, and public shaming. Now a Jewish woman’s storefront has been vandalized in rural Vermont.”

“Synagogues in Vermont have been sent death threats. Swastikas are found on Vermont school walls,” he added, referring to threatening letters sent to several local synagogues and antisemitism graffiti discovered at an elementary school last year. “Jewish students are bullied. What comes next if this is not confronted?”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bill Maher deserves praise, not gratitude, for telling the truth about Israel


Bill Maher deserves praise, not gratitude, for telling the truth about Israel

Ruthie Blum


Jews shouldn’t need to treat intellectual honesty as heroism. Nor does it behoove us to grab any morsel of sympathy with the hunger of a hostage.

Bill Maher attends the 2026 Vanity Fair Oscar Party hosted by Mark Guiducci at Los Angeles County Museum of Art, Los Angeles, March 15, 2026. Photo by Lionel Hahn/Getty Images.

In his typically acerbic style of dry humor, comedian-pundit Bill Maher marked the 78th anniversary of Israel’s Declaration of Independence with a hard-hitting monologue that promptly went viral.

He opened the May 15 episode of his eponymous HBO show “Real Time” by saying that “everyone must either wish [the Jewish state] a happy birthday or admit they’re antisemitic.”

He didn’t mention that Zohran Mamdani—who openly mourned the nakba, the “catastrophe” of Israel’s establishment in 1948—perfectly fits the latter label. Nevertheless, he went on to let the likes of New York City’s mayor have it.

“Now, it’s everyone’s right in a free country to be antisemitic,” he said. “But enough with hiding behind Israel or Zionism or [Prime Minister Benjamin] Netanyahu. If you think, as so many do now, that when it comes to human rights, Israel is the monster country of all time, you either don’t read or you don’t care about your own hypocrisy, because there are so many worse places. But that’s where we are these days. No Jews, no news.”

For a full eight minutes, he let the hypocrites have it, highlighting the fact that “no one blinks” when an editor from the progressive magazine The American Prospect calls Israel a “brainwashed psychopathic death cult that might need to be nuked to save the human race.”

He then pointed out that Jew-bashing is the one thing that the left and right have in common these days, mentioning Tucker Carlson, on the one hand, and The New York Times, on the other. Though he failed to bring up the Gray Lady’s latest blood libel—penned by Pulitzer Prize-winner Nicholas Kristof, who printed the lunatic lie that Israel trains dogs to sodomize Palestinian prisoners—he did stress that ignoramuses on both sides of the spectrum see Israel as “the only country in the world doing anything bad.”

Yes, he said, taking a dig at the condition of education in the United States, “I see why the meathead manosphere and the Code Pink people are on the same page, because they both went to high school in America and they don’t know anything.”

Unfortunately, according to Maher, “Jew-hatred isn’t just acceptable now; it’s cool. Celebrities love it and make it trendy.”

Ditto concerning cowardly politicians, whom he chastised for “indulging, rather than correcting, their brainwashed-by-TikTok constituents who now have an unfavorable view of Israel,” and for “not telling their woke idiots that Israel isn’t a colonizer or an apartheid state or committing genocide.” Oh, and for not admonishing the younger generation, “If you brats had to spend a week anywhere in the Middle East other than Israel, you would understand what liberalism is not.”

The above are snippets of his lengthy rant, the rest of which was equally unflinching. Given the political, sociological and cultural climate he was describing so accurately, it’s not surprising that the clip exploded—shared widely on social media by pro-Israel influencers and broadcast on Israeli TV channels.

As worthy of praise as Maher might be for his wise and witty words, however, something is disturbing about the elation they elicited. It’s one thing to give credit to those brave enough to tell the truth about Israel and antisemitism. It’s quite another to be grateful for it.

Indeed, Jews shouldn’t need to treat intellectual honesty as heroism. Nor does it behoove us to grab any morsel of sympathy with the hunger of a hostage.

It’s the height of irony that we can fight fearlessly against enemies on the battlefield, yet recoil in the face of defamation and delegitimization—and bow at the feet of defenders like Maher.


Ruthie Blum, a former adviser at the office of Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, is an award-winning columnist and a senior contributing editor at JNS. Co-host with Ambassador Mark Regev of the JNS-TV podcast “Israel Undiplomatic,” she writes on Israeli politics and U.S.-Israel relations. Originally from New York City, she moved to Israel in 1977. She is a regular guest on national and international media outlets, including Fox, Sky News, i24News, Scripps, ILTV, WION and Newsmax.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Desperacka obrona przez „New York Times” felietonu Kristofa o „gwałtach z użyciem psów”

Dziennikarz NYT Nicholas Kristof


Desperacka obrona przez „New York Times” felietonu Kristofa o „gwałtach z użyciem psów”

Rachel O’Donoghue


„New York Times” wyraźnie odczuwa presję po publikacji artykułu Nicholasa Kristofa, w którym oskarżono izraelskie służby o seksualne wykorzystywanie palestyńskich więźniów, w tym wysunięto groteskowe twierdzenie, że psy były „tresowane”, by ich gwałcić. Gazeta opublikowała właśnie kolejną obronę tego tekstu – artykuł, w którym Kristof i Kathleen Kingsbury, szefowa działu Opinion w „Timesie”, twierdzą, że odpowiadają na „najczęstsze i najpilniejsze pytania”, mimo że wciąż pojawiają się nowe informacje dotyczące bardzo kontrowersyjnych źródeł wykorzystanych w felietonie.

Krytyka rozpoczęła się wcześniej w tym miesiącu, gdy zaledwie kilka godzin po publikacji tekstu HonestReporting ujawnił, że dwóch wymienionych przez Kristofa świadków przedstawiało sprzeczne i zmieniające się relacje dotyczące rzekomych napaści seksualnych ze strony izraelskich służb bezpieczeństwa, a jeden z nich był zwolennikiem Hamasu, który wcześniej oskarżał także palestyńskie władze na Zachodnim Brzegu o seksualne wykorzystywanie go.

Zwróciliśmy również uwagę na to, że Kristof opierał się na materiałach Euro‑Med Human Rights Monitor – organizacji pozarządowej mającej udokumentowane powiązania z Hamasem i długą historię rozpowszechniania jawnie fałszywych i skrajnych oskarżeń wobec Izraela, w tym samego oszczerstwa o „gwałtach z użyciem psów” – twierdzenia naukowo niewiarygodnego i niepopartego przez żadnych ekspertów weterynaryjnych ani literaturę medyczną.

Kilka dni po publikacji felietonu premier Benjamin Netanjahu oraz minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar zapowiedzieli pozwanie „New York Timesa” za zniesławienie. Gazeta odpowiedziała oświadczeniem broniącym tekstu i odrzucającym groźbę pozwu jako „część dobrze znanego politycznego podręcznika mającego na celu podważanie niezależnego dziennikarstwa i tłumienie relacji, które nie pasują do określonej narracji”.

W ubiegłym tygodniu HonestReporting ujawnił również, że problemy ze źródłami Kristofa wykraczają daleko poza ten jeden felieton. W innych tekstach dotyczących Izraela i wojny w Gazie cytował palestyńskiego „aktywistę” przedstawianego jako zwolennik pojednania i pokoju, mimo że jego rozbudowana aktywność w mediach społecznościowych obejmowała pochwały zamachów terrorystycznych oraz gloryfikację dżihadu i męczeństwa; wspomniał o studencie ze Strefy Gazy, rzekomo zabitym w izraelskim nalocie, który prawdopodobnie w ogóle nie istniał; oraz cytował chrześcijańskiego pastora, który otwarcie bronił ataków Hamasu z 7 października. Wszystkie te przykłady razem wskazują na pewien wzorzec: stronnicze źródła, brak kontekstu i twierdzenia, które nie wytrzymują nawet elementarnej weryfikacji faktów.

Na tym tle najnowsza obrona „Timesa”, opublikowana w czwartek wieczorem, została przedstawiona jako rzeczowe Q&A, w którym Kristof i Kingsbury odpowiadają na „częste i pilne pytania”. W rzeczywistości pokazuje ona, jak głęboko sięgają problemy związane z tym materiałem.

Po pierwsze, Kingsbury upiera się, że „Times” „podtrzymuje” publikację, twierdząc, że przeprowadzono „rygorystyczną weryfikację… aby upewnić się, że każde świadectwo i każda anegdota, które [Kristof] osobiście opisał, zostały potwierdzone przez niezależne źródła”, a redaktorzy „nie znaleźli żadnych błędów”. Trudno jednak uwierzyć, że gazeta rzeczywiście uważa ten materiał za tak solidny, jak sugeruje, skoro redakcja czuje się zmuszona do publikowania kolejnych tekstów obronnych, nadal nie odpowiadając na nierozstrzygnięte pytania dotyczące źródeł Kristofa i wciąż przedstawiając mylące wyjaśnienia dotyczące twierdzenia o „gwałtach z użyciem psów”.

Problemy ze źródłami są kluczowe. Oprócz Samiego al-Saia, innym kwestionowanym świadkiem jest Issa Amro. Najnowsza obrona twierdzi, że sprawdzający przeanalizowali jego „wcześniejsze relacje”, zanim uznali jego zeznania za wiarygodne, jednak relacje te zmieniały się z czasem. W poważnym dziennikarstwie dotyczącym przemocy seksualnej zmiany w opowieści można przedstawić odpowiedzialnie – ujawniając je, wyjaśniając, dlaczego nastąpiły, oraz pokazując, jak zostały ocenione. Oryginalny felieton nigdy nie poinformował czytelników, że opisy al-Saia czy Amro ewoluowały lub że istniały rozbieżności wymagające rozważenia. Nie chodzi tu o tworzenie hierarchii, w której jedne ofiary uznaje się za wiarygodne, a inne nie; chodzi o to, czy historia danej osoby i zmieniające się zeznania podważają wiarygodność niezwykle poważnych oskarżeń.

Jeśli chodzi o Euro-Med, Kristof przyznaje, że przewodniczący organizacji publicznie chwalił masakry z 7 października dokonane przez Hamas, ale traktuje to jako drobny szczegół, argumentując, że „cytowanie źródła nie stanowi poparcia dla poglądów politycznych lub aktywności jego kierownictwa w mediach społecznościowych”, a także zaznaczając, że Euro-Med nie pomagał mu w znalezieniu rozmówców. Nawet jeśli przyjąć, że Euro-Med nie dostarczył mu bezpośrednio świadków, pozostaje niezwykły zbieg okoliczności: te same oskarżenia o „gwałty z użyciem psów”, które po raz pierwszy pojawiły się w materiałach Euro-Med, niemal identycznie powracają w felietonie Kristofa. Co najmniej należało poinformować czytelników, że najbardziej sensacyjne twierdzenie w tekście pochodziło od organizacji rzeczniczej powiązanej z Hamasem.

To wskazuje na szerszy problem dotyczący sposobu, w jaki „Times” przedstawia swoje źródła. Czytelnicy mieli prawo otrzymać jasny obraz tego, czym są te organizacje i jak wcześniej relacjonowały sprawy związane z Izraelem. Określanie takich podmiotów po prostu jako „organizacji praw człowieka” lub „izraelskich NGO” bez wskazania ich ideologicznych zaangażowań czy historii bardzo kontrowersyjnych twierdzeń nie jest przejrzystością. Jeśli wcześniejsze publikacje danej organizacji dotyczące Izraela były wielokrotnie krytykowane za nieścisłości i jednostronne ujęcie, ta historia ma bezpośrednie znaczenie dla oceny jej oskarżeń.

Jednak to oskarżenie o „gwałty z użyciem psów” sprawia, że tekst staje się całkowicie nie do obrony. Kristof i „Times” odwołują się teraz do Chile pod rządami Pinocheta oraz do „recenzowanej literatury medycznej”, próbując zasugerować, że scenariusz izraelskich „gwałtów z użyciem psów” ma podstawy historyczne i naukowe. Kiedy jednak przyjrzeć się zeznaniom z Chile, dominujący wzorzec dotyczy wykorzystywania psów do terroryzowania i wskakiwania na nagich więźniów jako formy tortur; ofiary albo nie opisują penetracji, albo relacje są niejednoznaczne i nie przypominają wyuczonej, powtarzalnej metody. Medyczne opisy przypadków dotyczą ludzi inicjujących kontakt, a nie psów szkolonych jako narzędzia gwałtu. Nie istnieje żaden udokumentowany przypadek szkolenia psów do osiągania podniecenia seksualnego, wskakiwania na więźniów i dokonywania penetracji analnej na komendę, jak twierdzi się tutaj.

Ponadto eksperci od zachowań psów stwierdzili, że scenariusz opisywany przez Kristofa jest zasadniczo niemożliwy: nie da się wiarygodnie wyszkolić psa tak, by osiągał podniecenie seksualne i dokonywał penetracji analnej na sygnał w okolicznościach, które opisuje. Tak niezwykłe oskarżenie wymagało co najmniej publicznego poparcia ze strony eksperta. „Times” nie przedstawił żadnego takiego eksperta ani w oryginalnym tekście, ani do dziś nie znalazł choćby jednego specjalisty gotowego stwierdzić, że taki scenariusz jest prawdopodobny. Jak na gazetę twierdzącą, że „nie ma żadnych błędów”, brak choćby jednego wykwalifikowanego eksperta gotowego poprzeć najbardziej sensacyjne oskarżenie jest druzgocącą luką.

Kristof wskazuje na zdanie: „Nie sposób ustalić, jak powszechne są napaści seksualne na Palestyńczyków”, jakby to zastrzeżenie rozwiązywało problemy felietonu. Następnie jednak opisuje nadużycia i przemoc seksualną tak, jakby były one praktycznie zjawiskiem endemicznym, jednocześnie przyznając, że nie ma dowodów na to, iż izraelscy przywódcy nakazywali gwałty. Nie można jednocześnie przyznawać, że nie ma się podstaw do oceny skali zjawiska, i sugerować w tym samym tekście, że chodzi o systemową, rutynową praktykę. Istnieje ogromna różnica między dokumentowaniem konkretnych nadużyć w więzieniach – o których wiadomo, że zdarzają się na całym świecie – a sugerowaniem czegoś zbliżonego do standardowej polityki.

Być może najbardziej niepokojąca jest decyzja Kristofa o odwołaniu się do 7 października oraz rzekomego związku z islamofobią jako części obrony przed zarzutem, że jego teksty podsycają antysemityzm. Pisze, że po terrorystycznym ataku Hamasu z 7 października dziennikarze wiedzieli, iż obrazowe relacje z okrucieństw Hamasu mogą nasilać islamofobię, i jako przykład podaje zabójstwo sześcioletniego palestyńsko-amerykańskiego chłopca w Chicago. Twierdzi, że rozwiązaniem nie było „łagodzenie” relacji dotyczących Hamasu, i porównuje to do swojej obecnej pracy.

Powiedzmy to jasno. Hamas transmitował i dokumentował własne zbrodnie na żywo; dziennikarze weryfikowali okrucieństwa, które sami sprawcy z dumą pokazywali. Tymczasem Kristof oczekuje od czytelników, że uwierzą w bezprecedensową historię o „gwałtach z użyciem psów”, której nie popiera żaden ekspert, opartą na źródłach powiązanych z Hamasem i anonimowych świadkach. Wciąganie tego w tę samą moralną ramę co 7 października i przywoływanie islamofobii w tym kontekście nie jest moralnym niuansowaniem; to próba opakowania własnego niepopartego dowodami materiału w język „ochrony ofiar” oraz oczerniania krytyków przy jednoczesnym ukrywaniu złego dziennikarstwa za plecami prawdziwych izraelskich ofiar.

Problem „Timesa” z Kristofem nie zniknie – i nie powinien. Ta najnowsza obrona dobitnie pokazuje, jak nierzetelne było to dziennikarstwo. Przepaść między retoryką wykrętów stosowaną przez gazetę a szczegółową krytyką znajdującą się już w publicznym obiegu jest ogromna. Jedyną poważną drogą naprzód dla „New York Timesa” jest uznanie, że ten felieton nie spełniał własnych standardów gazety, sprostowanie informacji oraz gruntowne przeanalizowanie, jak taka historia w ogóle mogła trafić do druku.


Link do oryginału: https://honestreporting.com/clutching-at-straws-new-york-times-desperate-defense-of-kristofs-dog-rape-column/

Honest Reporting, 24 maja 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Polscy muzułmanie obchodzą Święto Ofiarowania – Kurban Bajram


Polscy muzułmanie obchodzą Święto Ofiarowania – Kurban Bajram

rof/ kcz/


Kruszyniany (woj. podlaskie), 09.07.2022. Wierni składają sobie życzenia po zakończeniu modlitwy w meczecie w Kruszynianach podczas islamskiego święta ofiarowania Kurban Bajram. Fot. PAP/Michał Zieliński

Polscy wyznawcy islamu rozpoczęli w środę obchody Święta Ofiarowania, czyli Kurban Bajram (Eid al-Adha). To jedna z dwóch głównych muzułmańskich uroczystości religijnych i czas nie tylko modlitw, lecz także spotkań w gronie najbliższych. Potrwa cztery dni.

W województwie podlaskim, gdzie są największe w kraju skupiska polskich muzułmanów pochodzenia tatarskiego, okolicznościowe modlitwy z okazji rozpoczęcia Święta Ofiarowania odbędą się przed południem m.in. w zabytkowych meczetach w Bohonikach i Kruszynianach oraz w meczecie w Białymstoku.

Symbolem święta Kurban Bajram jest składanie ofiary ze zwierząt. Rytuał odbywa się na pamiątkę ofiary Ibrahima (Abrahama), który chciał poświęcić Bogu swego syna. Zwierzęta ofiarne fundują ci wierni, których na to stać, a mięso dzieli się między uczestników uroczystości.

Przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP mufti Tomasz Miśkiewicz podkreśla, że złożenie takiej ofiary „przez osobę wyznania muzułmańskiego, zgodnie z zasadami wiary i warunkami religijnymi dotyczącymi uboju zwierząt” jest integralną częścią obchodów.

„Kurban jest także dziedzictwem kulturowym ukształtowanym przez wieki i przestrzeganym przez wszystkie społeczności muzułmańskie na świecie, w tym Tatarów, oraz inne społeczności wyznania muzułmańskiego, mieszkające w Polsce” – napisał mufti w opublikowanej przez MZR informacji o Święcie Ofiarowania.

Podkreślił przy tym, że wolność sumienia i wyznania oraz swobodę praktyki religijnej, w tym uboju podczas święta Kurban Bajram, gwarantują w Polsce m.in. Konstytucja RP, Europejska Konwencja Praw Człowieka, Karta Praw Podstawowych UE i Ustawa o Stosunku Państwa do Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP.

„Uważam z pełną świadomością, jako osoba wyznania muzułmańskiego i jako mufti, iż społeczność muzułmańska w Polsce ma prawo do przeprowadzenia celebracji święta Kurban Bajram, w tym uboju zwierząt, zgodnie z wiarą i tradycją religijną oraz obyczajami mniejszości etnicznej – Tatarów polskich” – dodał Miśkiewicz.

Złożył też wiernym życzenia z okazji święta.

Liderzy MZR liczbę polskich wyznawców islamu, którymi są głównie właśnie Tatarzy, szacują na ok. 5 tys. Liczbę wszystkich muzułmanów w Polsce, wliczając w to również m.in. studentów, przedsiębiorców, służby dyplomatyczne i uchodźców z krajów islamskich, szacują na ok. 60 tys.

Większość polskich muzułmanów mieszka w województwie podlaskim, gdzie w Bohonikach i Kruszynianach są dwa ostatnie na ziemiach polskich zabytkowe meczety, a przy nich mizary, czyli muzułmańskie cmentarze. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com