Miejscem, w którym właśnie zostaje wprowadzona segregacja płciowa jest Bnei Brak, które – choć formalnie jest oddzielnym miastem – funkcjonuje jako dzielnica Tel Awiwu zamieszkana przez ultraortodoksyjnych Żydów.
Miejscowi rabini w publicznym liście chwalą się, że władze miejskie „podjęły się zadania rozwiązania kwestii skromności i poszerzenia chodników”.
Naprawić skromność i świętość w mieście. Rabini chwalą burmistrza
Chodzi o nakaz korzystania z oddzielnych chodników przez kobiety i mężczyzn w określonych godzinach, kiedy na ulicach panuje największy tłok. Dotyczy on dwóch głównych ulic miasta – Ezra i Szlomo Hamalech. Jako pierwszy poinformował o zmianie Kanał 13 izraelskiej telewizji.
Oddzielne chodniki wprowadzono na wniosek trzech rabinów – Chaima Yitzchoka Landaua, Szewacha Tzwi Rosenblatta i Massuda Ben Szimona, którzy są urzędnikami miejskimi opłacanymi przez izraelskich podatników.
Rabini dodają w swoim liście, że utworzyli specjalną organizację, która ma „pomagać w naprawianiu kwestii skromności i świętości w mieście”. Jej członkowie rozmieszczają dziś znaki nakazujące ludziom rozdzielać się na chodnikach wyznaczonych ulic.
Rabini chwalą też burmistrza miasta, Chanocha Zeiberta, że podjął stosowne działania by „poprawić kwestię skromności i poszerzyć chodniki”. Na koniec proszą mieszkańców, by stosowali się do instrukcji i zachęcają nauczycieli, by namawiali miejscowych uczniów do ich przestrzegania.
Rabini naciskają na segregację płciową w Izraelu. „Mieszkańcy ich słuchają”
Radzie miasta pasuje stanowisko rabinów. W oświadczeniu przekazanym redakcji „Haaretza” informuje, że „ich list mówi sam za siebie, a mieszkańcy miasta, przyzwyczajeni do posłuszeństwa wobec rabinów i słuchania tego, co mówią, uhonorują ich prośbę”.
Jednak kiedy doniesienia o segregacji wywołały oburzenie, miasto wysłało gazecie drugą odpowiedź, gdzie wyjaśnia, że jedynie „pomaga poszerzać i rozwijać infrastrukturę publiczną” a „segregacja płciowa nie jest nakazem ani częścią polityki miejskiej”.
Nie wszystkim radnym podoba się pomysł. Jeden z nich, Yaakow Vider, przypomina, że z powodu dużej liczby ortodoksów w ostatnich latach lokalne władze przy podejmowaniu wielu decyzji kierowały się nie rozwiązywaniem ważnych problemów, ale właśnie kwestiami skromności.
Skarży się, że władze odmówiły zajęcia się takimi sprawami jak stworzenie państwowych szkół dla skrajnych ortodoksów, gdzie – w przeciwieństwie do prywatnych, w których Żydzi tylko studiują torę – obowiązywałby normalny program nauczania. Nie udało się też otworzyć w mieście publicznej siłowni, ani obciąć finansowania publicznych autobusów dowożących ludzi na plaże Tel Awiwu, na których obowiązuje segregacja płciowa.
Na stronie miasta widnieje też informacja, że każde wydarzenie kulturalne organizowane w Bnei Brak jest nadzorowane przez specjalne patrole sprawdzające, czy przebiega ono zgodnie z zasadami „skromności”.
Sąd Najwyższy Izraela po stronie kobiet
Jak przypomina „Haaretz”, pomysł z Beni Brak to nie pierwszy krok w kierunku segregacji płciowej w miejscach zamieszkanych przez ortodoksów. Temat jest dyskutowany od lat, a kwestia rozstawiania znaków nakazujących segregację, w ostatnich latach regularnie trafia do sądów.
W głośnej sprawie z 2021 r. Sąd Najwyższy kazał ówczesnemu prokuratorowi generalnemu Avichaiowi Mendelblitowi podjąć kroki w celu usunięcia w mieście Beit Szemesz pod Jerozolimą znaków nakazujących segregację płciową na chodnikach i instruujących kobiety, jak powinny się ubierać. Stało się to po skardze mieszkanek miasta – zarówno ze środowisk religijnych jak i świeckich.
„Przestrzeń publiczna miasta nie daje poczucia osobistego bezpieczeństwa i równości każdemu mieszkańcowi, mężczyźnie i kobiecie, którzy chodzą jego ulicami” – wyjaśniał w uzasadnieniu decyzji sędzia Sądu Najwyższego Hanan Melcer, zanim kazał bezwzględnie usunąć znaki pod groźbą obłożenia miasta karami finansowymi.
Kneset: Uczelnie mogą segregować, by ułatwić studiowanie ortodoksom
Doniesienia o oddzielnych chodnikach w Bnei Brak przypadają na moment, w którym także w Knesecie pojawia się kwestia segregacji płciowej. W czwartek (16.07) wcześnie rano deputowani przegłosowali większością 52 do 43 głosów nowelizację ustawy o prawach studentów, która pozwoli uczelniom oferować studia, magisterskie i doktoranckie, na których każda z płci będzie się uczyć oddzielnie.
Jak przypomina „Times of Israel”, sama koncepcja nie jest nowa. Już w 2021 r. Sąd Najwyższy zdecydował, że uczelnie mogą wprowadzać ograniczone programy segregacji w przypadku studiów pierwszego poziomu (odpowiednika licencjata), co ma ułatwić studiowanie ortodoksom, a w konsekwencji – pozwolić im na lepszy dostęp do rynku pracy.
Jednocześnie sąd podkreślał, że takie rozwiązanie może być stosowane tylko w poszczególnych salach uczelni, które jako całość mają pozostać koedukacyjne i nie może oznaczać dyskryminowania wykładających kobiet.
Zwolennicy rozszerzenia tych przepisów na studia wyższego stopnia przekonują, że pomoże ona dać równe szanse edukacyjne religijnym kobietom. Deputowana Limor Son Har-Melech ze skrajnie prawicowej partii Żydowska Siła cytowana w „Times of Israel” twierdzi, że zmiana „poprawi sytuację kobiet ze wszystkich części społeczeństwa, które dotąd nie dostawały szans, na jakie zasługują.”. Wtóruje jej Zvi Sukkor z ugrupowania Religijny Syjonizm, który zapewnia, że nowe prawo „poszerzy wolność wyboru”.
Opozycja: Robicie z Izraela państwo ajatollahów
Nie wszystkim podobają się nowe przepisy. Opozycja i środowiska naukowe prowadziły przed głosowaniem intensywną kampanię przeciwko zmianie, przekonując, że otwiera ona furtkę do pogłębienia segregacji i stawia prawa religijne ponad prawami studentek i wykładowczyń.
Kiedy zmiany przeszły w głosowaniu, deputowani opozycji głośno protestowali, trzymając banery z napisem „segregacja to wykluczenie”.
– Najbardziej mizoginistyczny rząd w historii Izraela świadomie szkodzi prawom kobiet i to na bezprecedensową skalę
– alarmuje cytowany w „Jerusalem Post” Adi Ezuz z partii Razem. Z kolei szef prawicowej, świeckiej partii Nasz Dom Izrael Avigdor Liberman, stwierdził w oświadczeniu, że rząd „próbuje zmienić Izrael w państwo ajatollahów”. – Wzywam rektorów uczelni i instytucje akademickie, by nie współpracowały z tym szaleństwem – dodał.
Wtóruje mu posłanka i działaczka społeczna Merav Michaeli. – Nie ma czegoś takiego jak połączenie segregacji z równością. Koalicja rządząca działa przeciwko równości między kobietami i mężczyznami i uważa, że religijni żydowscy mężczyźni są więcej warci niż wszystkie kobiety i wszyscy inni mężczyźni – oburza się.
Rektorzy: Nowe przepisy zaszkodzą kształceniu
Środowiska naukowe już protestują przeciwko zmianie. Dwa dni przed przyjęciem nowelizacji, rektorzy dziewięciu uczelni medycznych w kraju opublikowali list otwarty krytykujący segregację na uczelniach.
Przekonują, że nowe przepisy mogą zaszkodzić procesowi kształcenia izraelskich lekarzy i międzynarodowemu wizerunkowi Izraela. Dodają, że koedukacyjne studia medyczne są niezbędne, bo przygotowują lekarzy do leczenia zróżnicowanego społeczeństwa. Alarmują, że segregacja zmniejszy szanse absolwentów na staranie się o stypendia na wiodących uczelniach za granicą.
„Jeśli twój krewny będzie potrzebował operacji, wolisz, żeby operował go najlepszy profesjonalista czy chirurg właściwej płci?”
– pytają w liście.
Kilka dni wcześniej podobne oświadczenie wystosowali rektorzy izraelskich uniwersytetów.
15 lipca, jeszcze przed głosowaniem, także Narodowa Rada Żydowskich Kobiet wystosowała protest przeciwko nowemu prawu, wyrażając „głębokie zaniepokojenie”.
“Choć nowe prawo prezentowane jest jako sposób na poszerzenie dostępu do edukacji wyższej, wiemy, że robi ono coś wręcz przeciwnego – przekonuje w oświadczeniu szefowa rady, Kalela Lancaster. – Stwarza ryzyko, że dyskryminacja płciowa zakorzeni się w izraelskich instytucjach i cofa nas o dekady, jeśli chodzi o postęp w kierunku równości” – dodaje.
“Prawdziwa inkluzywność nigdy nie oznacza dyskryminacji, a edukacja powinna poszerzać szanse bez tworzenia osobnych standardów dla kobiet i mężczyzn i ograniczeń dotyczących tego, kto może uczyć i uczestniczyć w pełni w życiu akademickim. Polityka, która instytucjonalizuje segregację płciową, musi tworzyć nowe bariery dla kobiet i osłabiać zasadę równości szans leżącą w samym sercu liberalnej demokracji” – alarmuje Lancaster.