Jak Bractwo Muzułmańskie przejęło Republikę Południowej Afryki


Jak Bractwo Muzułmańskie przejęło Republikę Południowej Afryki

Ayaan Hirsi Ali


Budowanie islamistycznego bastionu za pośrednictwem rządzącego ANC


Wspomnij o Bractwie Muzułmańskim, a większość ludzi pomyśli o Kairze albo być może o Gazie. Niewielu spogląda poza Bliski Wschód. Ten odruch jest zrozumiały. Jest też błędny. Bractwo nigdy nie było projektem regionalnym, lecz globalnym. Dzięki długofalowej cierpliwości i taktycznej dyscyplinie rozszerzyło swoje wpływy aż po Republikę Południowej Afryki.

Historia zaczyna się w 1954 roku, kiedy Egipt zdelegalizował Bractwo i zmusił jego przywódców do emigracji. Najbardziej wpływowy spośród nich, Yusuf al-Qaradawi, uciekł do Kataru. Rodzina panująca dała mu coś więcej niż azyl: dała mu platformę. Z Dohy Qaradawi zbudował sieć ideologiczną, a w 2004 roku nadał jej instytucjonalną formę, powołując Międzynarodową Unię Uczonych Muzułmańskich. Organizacja reprezentuje dziś dziesiątki tysięcy radykalnych duchownych i dziesiątki organizacji islamskich na całym świecie. Karadawi stał również na czele Union of Good, organizacji parasolowej, na którą Waszyngton nałożył później sankcje za finansowanie operacji terrorystycznych Hamasu.

Projekt ten potrzebował sojuszników poza Bliskim Wschodem, a Republika Południowej Afryki stała się jednym z jego najbardziej niezawodnych państw-gospodarzy. Ebrahim Gabriels, wojujący islamista i były przewodniczący krajowej Muslim Judicial Council, nawiązał bliskie kontakty z kręgiem Karadawiego. Ebrahim Rasool, były ambasador RPA w Waszyngtonie, połączył Bractwo z Afrykańskim Kongresem Narodowym i pielęgnował bliskie relacje między nimi. Każdy ruch potrzebuje także publicznej twarzy, która wzbudza zaufanie. W Republice Południowej Afryki rolę tę pełnił Imtiaz Sooliman. Założyciel Gift of the Givers przyjął nawet osobiste wyróżnienie od Karadawiego. Jako szef największej na kontynencie organizacji niosącej pomoc w przypadku katastrof Sooliman zdobył ogromną społeczną sympatię. Reputacja ta umożliwiła mu finansowanie działań i propagowanie poglądów znacznie bardziej skrajnych, niż sugerowałby jego starannie pielęgnowany wizerunek humanitarysty.

Potem nastąpiła dyplomatyczna zdrada. Jako minister stosunków międzynarodowych i współpracy Naledi Pandor prowadziła rozmowy z przywódcami Hamasu i wspierała za granicą sieci lobbystyczne Bractwa. Wróciła do Pretorii niewzruszona i oznajmiła swoim rodakom, że opowiadanie się po stronie krwiożerczych ekstremistów jest po prostu normalną praktyką w stosunkach międzypaństwowych.

Nic z tego nie wydarzyło się przypadkiem.

Lata świadomego i celowego organizowania doprowadziły Republikę Południowej Afryki do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, gdzie oskarżyła Izrael o ludobójstwo. Sieć Karadawiego dostarczyła ideologii. Katar, przyjaciel zarówno Hamasu, jak i Bractwa, dostarczył pieniędzy. Republika Południowej Afryki przekształciła tę agendę w kampanię prawną.

Oskarżenie Izraela o ludobójstwo jest cyniczną operacją retoryczną. Ludobójstwo ma wyjątkowy ciężar moralny w pamięci Zachodu. Przywołuje zagładę europejskich Żydów w Auschwitz, zorganizowany przez państwo mord na rodzinach Tutsi w Rwandzie oraz masowe egzekucje w Srebrenicy. W każdym z tych przypadków dążono do systematycznego wymazania danej ludności z istnienia.

Zgodnie z prawem międzynarodowym ludobójstwo wymaga szczególnego zamiaru zniszczenia, w całości lub w części, grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej. Izrael odpowiedział na niesprowokowany transgraniczny atak organizacji terrorystycznej, która zamordowała 1200 osób, gwałciła żony i córki oraz wzięła setki zakładników. Hamas rozmieszcza zasoby wojskowe w mieszkaniach cywilnych, podziemnych tunelach, szpitalach i szkołach oraz wykorzystuje cywilów, w tym dzieci, jako żywe tarcze. Taktyka ta zmienia przestrzenie cywilne w pola bitew, wystawia ludność na skutki walk miejskich i niszczy życie niewinnych ludzi. Wynikające z tego ofiary śmiertelne wśród ludności cywilnej są przerażające. Pokazują one niszczycielską cenę walki z wrogiem wykorzystującym cywilów jako żywe tarcze, a nie kampanię mającą na celu zniszczenie całego narodu. Izrael podjął bezprecedensowe działania w celu ograniczenia strat wśród ludności cywilnej: wykonał miliony telefonów ostrzegających przed ewakuacją, zrzucał ulotki ostrzegawcze i ustanowił korytarze humanitarne. Państwo dążące do całkowitej zagłady nie ostrzega cywilów, by opuścili obszary będące celem ataków, ani nie ułatwia ewakuacji medycznej.

Mimo to ta trująca nieprawda wciąż się utrzymuje. Przywódcy Republiki Południowej Afryki wykorzystują narrację o ludobójstwie do uzasadniania swojego dyplomatycznego sojuszu z międzynarodową siecią terrorystyczną.

Sojusz Pretorii z doktryną islamistyczną jest haniebny, ale stanowi kontynuację mroczniejszej historii. Historyk Milton Shain opisuje ją w książce Fascists, Fabricators and Fantasists: Antisemitism in South Africa from 1948 to the Present. Jego badania pokazują, jak antyżydowska wrogość przeniosła się z platform politycznych nacjonalistów z epoki apartheidu do ideologii rządzącej współczesnym państwem. Antysemityzm w Republice Południowej Afryki ma głębokie korzenie. Jest systemowy i nie można go oddzielić od historii rosnących wpływów Bractwa Muzułmańskiego.

W latach 1930–1948 ugrupowania takie jak Ossewabrandwag i Grey Shirts importowały ideologię nazistowską do Kapsztadu i Johannesburga. Partia Narodowa D.F. Malana ograniczała w latach 30. żydowską imigrację. Kiedy w 1948 roku partia przejęła władzę, przeniosła swoją podejrzliwość wobec żydowskich obywateli do struktur państwa.

Europejski faszyzm i islamizm z początku XX wieku opierały się na identycznych założeniach ideologicznych. Kiedy Hassan al-Banna założył w 1928 roku w Kairze Bractwo Muzułmańskie, zorganizował je wokół całkowitej militaryzacji, absolutnego ideologicznego konformizmu oraz opartej na teoriach spiskowych demonizacji Żydów. Pod koniec lat 30. Bractwo tłumaczyło i rozpowszechniało na Bliskim Wschodzie nazistowską propagandę, w tym Mein Kampf oraz Protokoły mędrców Syjonu. Oba ruchy odrzucały liberalną demokrację, podporządkowywały jednostkę kolektywowi i państwu oraz przedstawiały naród żydowski jako kosmiczne zło, które należy wyeliminować. Nazizm zdefiniował grozę poprzedniego stulecia; radykalny islam definiuje kryzys XXI wieku. W swoim niepowstrzymanym marszu przenosi hitlerowską nienawiść do czasów współczesnych.

Język polityczny zmienił się od lat 30., ale leżąca u jego podstaw wrogość pozostała. Obecnie w Republice Południowej Afryki mieszka nawet 70 tysięcy Żydów, z których wielu żyje w ciągłym strachu. W dzielnicy Sea Point w Kapsztadzie oraz Glenhazel w Johannesburgu społeczności żydowskie regularnie spotykają się z zastraszaniem i groźbami pozbawienia życia. Radykalne ugrupowania islamistyczne i organizacje fasadowe Bractwa Muzułmańskiego napędzają tę kampanię terroru, działając bezkarnie na terytorium Republiki Południowej Afryki. Ekstremiści atakują żydowskich obywateli z użyciem broni palnej i noży wyłącznie z powodu ich tożsamości. Tłumy popierające Hamas wymachują bronią, powiewają flagami dżihadystów i atakują mieszkańców w biały dzień, podczas gdy lokalne władze stoją z boku i się temu przyglądają.

Rezultat jest niepokojący, ale trudno uznać go za zaskakujący. Bractwo Muzułmańskie dostrzegło głęboko zakorzenioną w Republice Południowej Afryki wrogość wobec Żydów i wykorzystało ją, łącząc swój wojujący antysyjonizm z antysemityzmem partii rządzącej. Słowa Hassana al-Banny – „Izrael będzie istniał i będzie istniał nadal, dopóki islam go nie unicestwi, tak jak unicestwił innych przed nim” – do dziś nie straciły ani odrobiny swego jadu. Pozostają brutalnym nakazem całkowitego unicestwienia. Zmieniło się jedynie to, jak daleko dotarło to przesłanie. Pod patronatem Pretorii żądanie zniszczenia Izraela przeszło od ekstremistycznej retoryki do oficjalnej polityki. Ta zmiana zapewniła islamistom legitymizację, o którą zabiegali przez dziesięciolecia.


Link do oryginału:

Restoring the West by Ayaan Hirsi Ali
How the Muslim Brotherhood Captured South Africa
Mention the Muslim Brotherhood, and most people picture Cairo, or perhaps Gaza. Few look beyond the Middle East. That instinct is understandable. It is also wrong. The Brotherhood was never a regional project but a global one. Through long-term patience and tactical discipline, it has extended its reach as far as…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu isn’t the reason pop singers spout blood libels


Netanyahu isn’t the reason pop singers spout blood libels

Jonathan S. Tobin


Attacks on musician Ed Sheeran after his craven apology for rapper Macklemore’s firing demonstrate that the mainstreaming of antisemitism fuels Israel’s unpopularity.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu attends a Likud Party election campaign event in Tel Aviv ahead of the upcoming general elections in October, Sept. 17, 2026. Photo by Flash90.

According to many American as well as some Israeli pundits, the marked decline in Israel’s popularity can be primarily attributed to one man. Those who cite the many polls that document the shrinking support for the Jewish state believe that Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu is the one to blame for the problem.

It seems logical. The downward trend has unfolded on his watch as the man who has led Israel for 15 and a half of the last 17 years. MS NOW morning host Joe Scarborough spoke for many when he claimed that the explanation couldn’t be that the United States had become 67% more antisemitic in the last decade. The only reason was, he asserted, Netanyahu’s alleged “radicalism.” And he was not being facetious.

The missing element

Still, in the most recent incident that once again demonstrated the widespread belief that Israel is the villain in the Middle East conflict, Netanyahu’s name didn’t come up.

The appalling dustup involving pop-music star Ed Sheeran, rapper Macklemore and New England Patriots owner Robert Kraft may be fading from the headlines. But the melodrama that widely pilloried Sheeran and Kraft among the chattering classes, while Macklemore became the darling of the “Free Palestine” crowd, didn’t center on Netanyahu’s “radicalism.” It was predicated on the assumption of commentators in venues ranging from The New York Times to Variety that claims whereby Israel was actively perpetrating a “genocide” are not merely credible but an unchallenged truth.

Macklemore, who has a history of not merely extreme leftist advocacy but open antisemitism, was dropped from his position as the opening act for Sheeran after spouting blood libels about Israel committing “genocide” and being an “apartheid” state on stage at a concert at MetLife Stadium in northern New Jersey. At that point, Kraft—a longtime Jewish philanthropist and prominent supporter of both Israel and efforts to combat antisemitism—along with other owners of National Football League stadiums where Sheeran was to perform, dictated that the rapper not appear at their venues. That led to a firestorm of criticism from Israel-bashers, including many in the arts world who also regularly make false claims about the Jewish state.

The wave of support for Macklemore’s stance, coupled with the abuse of Kraft and Sheeran, didn’t save the singer’s gig. But it did lead Sheeran to make a craven apology for not tanking his tour by standing by Macklemore at his next concert at Philadelphia’s Lincoln Financial Field on Sept. 18, while also pleading to be allowed to sing without being dragged into politics.

Though denouncing the atrocities of Oct. 7, he also felt compelled to bend the knee to the “genocide” claim. He said that Israel’s effort to prevent more such attacks by defeating the Islamist terror group that led the Palestinian-Arab assault on Israeli communities on Oct. 7, 2023, was illegitimate. “What is happening in Gaza is catastrophic and unjustifiable and disproportionate,” Sheeran said, apparently without noting that the war actually ended with a ceasefire and release—three years later—of the final Israeli hostages in October 2025. “My heart has been broken by the scale of devastation and loss of civilian life and loss of children’s lives. And the systemic injustice we’re seeing unfolding in the West Bank cannot be overlooked.”

Unsurprisingly, that didn’t save the singer-songwriter from being roundly denounced by many in the arts world, with only a few Jews like the singer Pink, who is Jewish, speaking up against the trend while also being bashed by the same people praising Macklemore.

The ‘genocide’ blood libel

The problem wasn’t the false claims that Kraft and other stadium owners, with Sheeran’s complicity, were repressing free speech, something that New York Times columnist Roxanne Gay characterized as “cartoon villainy” in a piece in which she actually described a vulgar antisemite like Macklemore as an eloquent and courageous advocate for human rights. Nor was the issue the allegedly outrageous policies of an Israeli prime minister.

The point of the argument, which resonated around the world, was something greater than a critique of one man or even his government. It was the claim that Israel’s attempt to defend its civilian population against a group that openly demands the destruction and the genocide of Israel’s Jewish population was itself misguided. The Israel-bashers don’t want a kinder and gentler Israel; they want no Jewish state at all.

What this controversy spells out is that the arguments about Gaza in venues like the Times newspaper, MS Now cable TV and other liberal outlets that covered the Macklemore story have largely ended. It is now possible to write or speak about the post-Oct. 7 war in such outlets as a “genocide” without even bothering to back up such preposterous claims. The claim that Israel is in the middle of an ongoing campaign to wipe out the Palestinian Arabs in the same manner that the German Nazis murdered 6 million Jews during the Holocaust or other acknowledged genocides, like that conducted by the Khmer Rouge under the leadership of Pol Pot in Cambodia in 1994 or the mass slaughter of Tutsis by Hutus in Rwanda in 1994, has been accepted as a historical fact rather than an outrageous lie.

We are at the point where an antisemitic blood libel about the Jewish state committing mass murder is routinely asserted in public discourse in the same manner as one might note any obvious, widely accepted fact.

Why this happened is a subject that can be debated. Even though its primary responsibility was to defend the country in the actual war being fought on several fronts against Iranian terror proxies, Israel’s government can be faulted for its failure to fight the public information war.

But contrary to Scarborough’s claims that it was Netanyahu and not antisemitism, what we have witnessed in the last three years was something that transcended the usual give-and-take of public diplomacy.

The war that followed the Oct. 7 attacks was destructive and bloody and replete with tragic episodes, as is the case with all armed conflicts. Israel was faced with the difficult military problem of defeating a genocidal terror movement dug into a crowded urban area that Hamas had turned into a fortified enclave during the period from 2007 to 2023, when it governed the Gaza Strip as an independent Palestinian state in all but name.

While objective military experts have maintained that Israel’s conduct in the Strip resulted in fewer civilian casualties than any other example of modern urban conduct, that’s not how the war has been portrayed in mainstream media. A generation of journalists who had been indoctrinated in toxic leftist ideas like critical race theory, intersectionality and settler-colonialism has come to believe the myth that Israelis and Jews are “white oppressors” and colonizers from Europe. Just as troubling, they have come to believe that their duty is political activism to spread such falsehoods, not the objective reporting of facts and truth.

In this way, outlets like the Times and countless other liberal outlets, in addition to podcasters on the far right like former Fox News host Tucker Carlson, have become willing stenographers for Hamas propaganda that has fueled the global swell in antisemitism that ensued after Oct. 7.

Seen in that context, the notion that Jerusalem could have singlehandedly reversed this with greater proficiency in advocacy or manipulating the algorithms of social-media platforms doesn’t stand up to scrutiny.

Just as wrong is the notion that all of this is a reaction to Israel’s prime minister.

The split between American and Israeli opinion

Contrary to Scarborough’s assumption, Netanyahu’s policies on fighting the war against the Islamist regime in Iran and its terror proxies—Hamas, Hezbollah and the Houthis—are not radical but actually centrist in an Israeli context.

Israelis, who will head to the polls on Oct. 27 to elect a new government, may be split on the question of how much blame Netanyahu should shoulder for Oct. 7 or whether he should go on leading their nation, especially with the coalition partners he’s been forced to include since other Zionist parties wouldn’t work with him except as part of unity wartime cabinets. But they are not divided on the question of pursuing that conflict. Indeed, the prime minister’s main opponents are all doing their best to claim that they will be equally, if not more zealous, in seeking the defeat of their country’s enemies.

The current disconnect between Israeli and American public opinion is stark.

As the most recent New York Times/Siena College poll on the subject showed, support for Israel is now largely a partisan issue. Democrats now back the Palestinians against Israel by 58% to 17%, and Republicans support it by a margin of 77% to 6%. Even when adding in those who identify as independents, who support the Palestinians by a smaller though still decisive 42% to 26% margin, it still leaves Americans as a whole split about the conflict, with 39% in favor of Israel, 36% for the Palestinians, 12% declaring they back both, and 13% saying they don’t know or didn’t answer.

That Democrats and Republicans are operating with different sets of facts about the Middle East is the tip-off that what we are seeing isn’t a normal reaction to a bad leader but the result of biased media.

Americans live in a hyper-partisan era in which they have effectively become part of a bifurcated society. They read, listen and watch different sets of media outlets which put forward competing narratives about virtually every issue. With respect to the Middle East, that is especially true. The point being is that if you get your news from places like the Times and by scrolling social-media platforms whose algorithms promote anti-Israel and anti-Jewish propaganda, including the blood libel about “genocide,” you’ve heard little if anything to refute such smears.

And that won’t change no matter who wins the next Israeli election.

If, in a few months, the prime minister of Israel is Gadi Eisenkot or any of the others who hope to replace Netanyahu, the circumstances that led to the Macklemore-Sheeran-Kraft debacle won’t have altered one bit.

At a moment when international media, academia and the arts world treat the genocide blood libel as a fact, antisemitism rooted in the ideas that Israelis and their Jewish supporters are bloodthirsty monsters killing children will continue to spread. Supposedly respectable outlets like the Times are backing up the blood libels with pieces that valorize antisemites like Macklemore or treat the documentary “NAZA” as an accurate depiction of Israeli criminality by writers like Gay or Michelle Goldberg, who are open about their opposition to the existence of a Jewish state. So long as that is true, the idea that all of this is Netanyahu’s fault falls apart.

Think what you like about Netanyahu. But keep in mind that his lengthy tenure in office has resulted in a situation where he has become a symbol of his country and the false assumptions about it more than anything else. In a media environment where antisemitic blood libels are treated as inarguable, Israel’s image isn’t likely to improve no matter who is leading it.


Jonathan S. Tobin is editor-in-chief of the Jewish News Syndicate, a senior contributor for The Federalist, a columnist for Newsweek and a contributor to many other publications. He covers the American political scene, foreign policy, the U.S.-Israel relationship, Middle East diplomacy, the Jewish world and the arts. He hosts the JNS “Think Twice” podcast, both the weekly video program and the “Jonathan Tobin Daily” program, which are available on all major audio platforms and YouTube. Previously, he was executive editor, then senior online editor and chief political blogger, for Commentary magazine. Before that, he was editor-in-chief of The Jewish Exponent in Philadelphia and editor of the Connecticut Jewish Ledger. He has won more than 60 awards for commentary, art criticism and other writing. He appears regularly on television, commenting on politics and foreign policy. Born in New York City, he studied history at Columbia University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran suspected in bomb plot against RAF base used by US Air Force, UK police investigating – report


Iran suspected in bomb plot against RAF base used by US Air Force, UK police investigating – report

JERUSALEM POST STAFF


A British farmer who dialed emergency services told the BBC on Monday that she saw a “large group of hooded and masked men” near RAF Fairford.

A US Air Force B-1 Lancer bomber is pictured on the tarmac at RAF Fairford base in Fairford, south-west England on September 27, 2026, as UK counter-terrorism police investigate an incident near the base in the village of Whelford. / (photo credit: JUSTIN TALLIS / AFP via Getty Images)

British counter-terrorism police are investigating whether Iran was behind a suspected bomb plot targeting RAF Fairford, a British air base used by US forces in operations against Iran, The Telegraph reported on Sunday.

Five men were arrested under the Explosives Act and on suspicion of preparing a terrorist act after three suspicious vans were reported traveling toward the Gloucestershire air base shortly after midnight, according to the report.

Gloucestershire Constabulary said police received a call at around 12:45 a.m. on Sunday concerning three suspicious vehicles traveling toward RAF Fairford. Armed officers responded and subsequently arrested five men in the nearby Whelford area.

Counter Terrorism Policing took over the investigation, while an Army explosive ordnance disposal team examined the vehicles. Police established a 400-meter cordon and advised around 85 households to evacuate as a precaution.

The Telegraph reported that investigators were examining several possible motives, including an Iranian operation, Russian sabotage, or an Islamist plot. An Iran-linked motive was considered the most likely possibility, according to the report. British police have not publicly identified a suspected perpetrator or confirmed an Iranian connection.

Emergency vehicles are parked at Fairford Youth Football club, near RAF Fairford, which hosts US Air Force personnel, in Fairford, Gloucestershire, Britain, September 27, 2026. Police declared a major incident at UK’s Fairford air base after several men were arrested on suspicion of offences under t (credit: REUTERS/TOBY SHEPHEARD)

A British farmer who dialed emergency services told the BBC later on Monday that she saw a “large group of hooded and masked men” near RAF Fairford.

Trump: Suspects in bomb plot were ‘looking to do big damage’

US President Donald Trump said the arrested men were “looking to do big damage.”

“It was fantastic. Working with Britain, it was an amazing job,” Trump told reporters in the US.

“We had them under investigation. They were looking to do big damage to our fort, and working with the British worked out great.

“We had them under view for a long time, and we got them. Thank you.”

Footage from the scene showed several of the men shirtless and handcuffed near the air base, while aerial images showed a bomb-disposal robot moving between three white vans. Two of the vehicles had their rear doors open, with large black objects visible nearby.

One of the vans bomb-disposal specialists examined bore the words “FUEL 2YOU” in red lettering and displayed a phone number. The Telegraph said the number appeared to be one digit short and was not recognized when its reporters called it. The newspaper said it could find neither the company name in online searches nor a matching listing at Companies House.

Fuel2U, a mobile fuel delivery company based in Beaconsfield, told the newspaper that the vehicle had no connection to its business.

Base security recently increased amid arrival of US bomber aircraft

Security at RAF Fairford had already been increased in recent months. Protective screens were installed along parts of the perimeter after the base attracted attention from plane spotters as US bombers arrived.

The suspected plot prompted further security measures around RAF Fairford, while armed personnel and armored vehicles were also seen at other British bases used by the US military.

The investigation remains ongoing, and police have not publicly established a motive or said whether the incident was directed by Iran or any other foreign actor.

Later on Monday, UK Defense Minister Wes Streeting said it would be “very unwise” for him to speculate about the motives of the individuals arrested, when asked if Iran was involved in the incident.


Reuters contributed to this report.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dlaczego istnienie Izraela jest kryzysem teologicznym dla fundamentalistycznego islamu


Dlaczego istnienie Izraela jest kryzysem teologicznym dla fundamentalistycznego islamu

Rewolucja Rożawy


Ostatecznie konflikt nie dotyczy granic, lecz suwerenności Żydów, Jerozolimy i przyszłości historii – pisze irańsko-kanadyjski autor Ali Siadatan.[1] Poniżej tłumaczenie jego artykułu:

„Izrael stawia radykalny fundamentalistyczny islam przed problemem, którego żadna zmiana granic nie rozwiąże.

Terytorium można podzielić. Można negocjować ustalenia dotyczące bezpieczeństwa. Konkurujące roszczenia narodowe mogą, przynajmniej teoretycznie, zostać naruszone. Ale Izrael reprezentuje coś więcej niż terytorium. Reprezentuje przywrócenie narodu żydowskiego do suwerenności na ziemiach jego przodków, odrodzenie Jerozolimy jako stolicy żydowskiej wspólnoty i powrót historii biblijnej do współczesnego świata.

Dla ruchów islamskich, które postrzegają historię jako postęp triumfującego islamu, ta restauracja nie jest jedynie politycznym niepowodzeniem. To sprzeczność teologiczna.

Problem nigdy nie polegał jedynie na tym, że Żydzi mieszkali na Bliskim Wschodzie. Żydzi zamieszkiwali cały świat islamski przez wieki. Głębszy problem polega na tym, że Żydzi stali się suwerenni. Posiadają władzę polityczną, dowodzą armiami, rządzą muzułmanami i sprawują władzę w Jerozolimie. Lud, który dawniej podlegał władzy muzułmańskiej, utworzył niepodległe państwo na terytorium, które wcześniej należało do kolejnych imperiów islamskich.

Izrael stanowi zatem wyjątkowe wyzwanie teologiczne. Fundamentalistyczna myśl islamska postrzega państwo żydowskie jako naród niewierzących, którego odrodzenie narodowe promuje zupełnie inną wersję historii.

Ruchy fundamentalistyczne twierdzą, że autorytatywne źródła islamu powinny rządzić życiem politycznym, a roszczenia islamu do ziemi, suwerenności i świętej przestrzeni nie mogą zostać trwale porzucone. Ruchy te przemawiają do potencjalnego elektoratu liczącego setki milionów osób.

Zatem, w praktyce, nie można zrozumieć konfliktu bez przeanalizowania wojny, którą islam uważa za wojnę z Izraelem.

Uchylenie porządku Dhimmi

Pod rządami islamu Żydzi byli klasyfikowani jako dhimmi . Chociaż termin ten jest powszechnie tłumaczony jako „ludzie chronieni”, ochrona ta istniała w ramach systemu prawnie narzuconego podporządkowania. Żydom pozwolono przetrwać jako wspólnota religijna pod warunkiem zaakceptowania muzułmańskiej supremacji, płacenia dżizji ( podatku nakładanego na niemuzułmanów) oraz poddania się ograniczeniom, które odróżniały ich od muzułmanów i podkreślały ich niższą pozycję. [Pisałem o tym w artykule o muftim[2] w rozdziale „Dlaczego Żydzi?”]

Surowość tych ograniczeń różniła się w zależności od władcy i okresu, ale sama hierarchia pozostała. Żydzi mogli żyć pod władzą islamu; nie mieli prawa sprawować władzy nad muzułmanami. Mogli być tolerowani jako podporządkowana wspólnota religijna; nie mieli prawa stać się niezależną siłą polityczną i militarną.

Syjonizm obalił ten porządek.

Powstanie Izraela nie tylko sprowadziło Żydów z powrotem na Bliski Wschód. Przywróciło ich również jako władców. Byli dhimmi stali się suwerenami. Żydzi dowodzili armiami, rządzili muzułmanami, pokonali otaczające ich mocarstwa islamskie i ostatecznie przejęli polityczną kontrolę nad Jerozolimą.

Dla fundamentalistycznej myśli islamskiej to odwrócenie oznacza coś więcej niż stratę militarną czy terytorialną. To odwrócenie ustanowionej przez Boga hierarchii. Problemem nie jest przede wszystkim obecność Żydów. Problemem jest żydowska władza: Żydzi rządzący sobą, Żydzi rządzący muzułmanami i Żydzi sprawujący suwerenność nad terytoriami, które weszły w skład królestwa islamu.

Izrael jest zatem wyjątkowo obraźliwy dla tego porządku teologicznego. Nie istnieje on po prostu poza władzą islamską. Jego istnienie publicznie obala porządek islamski.

Upokorzenie wynikające z wielokrotnych porażek również ma znaczenie. Islam jawi się nie tylko jako jedna z wielu religii, ale jako ostateczne objawienie Allaha – prawdziwa wiara, której przeznaczeniem jest zwycięstwo. Jak zatem muzułmański świat liczący prawie dwa miliardy ludzi, posiadający ogromne terytoria, armie, bogactwa i zasoby naturalne, może wielokrotnie przegrywać z jednym małym narodem żydowskim? Co ważniejsze, jak wyznawcy „prawdziwej wiary” mogą zostać pokonani przez naród, którego wcześniejsze objawienie islam rzekomo zastąpił?

Przetrwanie Izraela staje się zatem oskarżeniem teologicznym. Skoro islam posiada ostateczną prawdę i sankcję Allaha, dlaczego żydowska suwerenność przetrwała, umocniła się i wielokrotnie pokonuje tych, którzy dążyli do jej zniszczenia? Każde zwycięstwo Izraela pogłębia sprzeczność między oczekiwanym triumfem islamu a obserwowanym biegiem historii.

Państwo żydowskie zdaje się zapowiadać inne zakończenie historii – takie, w którym odrodzenie Żydów, Jerozolima i obietnice Biblii hebrajskiej wskazują nie na odbudowę kalifatu, lecz na nadejście Królestwa Mesjańskiego.

Hadżdż Amin al-Husseini i obrona meczetu Al-Aksa

Ten wymiar teologiczny był widoczny jeszcze przed powstaniem Izraela.

Hadż Amin al-Husajni, mianowany Wielkim Muftim Jerozolimy w ramach Mandatu Brytyjskiego w 1921 roku, rozumiał mobilizującą siłę islamskich miejsc świętych w Jerozolimie. Pomógł przekształcić konflikt o aspiracje narodowe, żydowską imigrację i ziemię w walkę o obronę samego islamu.

W centrum jego kampanii znajdowało się oskarżenie o zamiar zdobycia Wzgórza Świątynnego, zniszczenia lub przemieszczenia Meczetu Al-Aksa i odbudowania Świątyni. Żydowskie przywiązanie do Ściany Płaczu można było zatem przedstawić nie jako modlitwę w najświętszym dostępnym miejscu judaizmu, ale jako dowód spisku przeciwko islamowi.

Napięcia wokół Muru Płaczu nasiliły się w latach dwudziestych XX wieku. W sierpniu 1929 roku pogłoski o zamiarze Żydów zajęcia muzułmańskich sanktuariów przyczyniły się do wybuchu przemocy w całym Mandacie Palestyny. W Hebronie doszło do ataku na starożytną społeczność żydowską. Sześćdziesięciu siedmiu Żydów zostało zamordowanych, domy i synagogi splądrowano, a ocalałą społeczność wypędzono z miasta.

Oskarżenie, że „Al-Aksa jest w niebezpieczeństwie”, przekształciło niepokój polityczny w stan zagrożenia religijnego. Gdy walka stała się święta, przemoc wobec Żydów można było interpretować jako obronę islamu.

Ta formuła przetrwała prawie wiek. 7 października 2023 roku Hamas najechał Izrael, mordując około 1200 osób i porywając 251 zakładników. Hamas nadał swojej operacji nazwę „Powódź Al-Aksa” .

Nazwa ta umiejscowiła atak w tej samej narracji teologicznej: świątynia islamu była zagrożona, odpowiedzialni byli Żydzi, a przemoc muzułmanów stanowiła świętą odpowiedź.

Fuzja nazistowska

Hadżdż Amin al-Husseini stał się także ważnym pomostem między wrogością islamu wobec suwerenności Żydów a współczesnym europejskim antysemityzmem.

Po ucieczce z terytorium kontrolowanego przez Brytyjczyków, ostatecznie dotarł do nazistowskich Niemiec. W listopadzie 1941 roku spotkał się w Berlinie z Adolfem Hitlerem, wspierał działania wojenne państw Osi, brał udział w niemieckich audycjach propagandowych skierowanych do arabskich i muzułmańskich odbiorców oraz zachęcał muzułmanów do walki z aliantami i Żydami.

Al-Husseini poparł nazistowskie Niemcy, ponieważ ich wojna z Żydami i Wielką Brytanią krzyżowała się z jego własną determinacją, by zapobiec powstaniu żydowskiej ojczyzny w Palestynie. Jego współpraca pomogła połączyć dawną wrogość wobec islamu z europejskim rasistowskim antysemityzmem i mitologią spiskową. [Mitologia spiskowa podbudowana wcześniejszym arabskim tłumaczeniem „Protokołów Mędrców Syjonu” – i w tym też mufti maczał paluchy, pisałem o tym we wspomnianym artykule o nim.]

Teraz Żydów można było przedstawić nie tylko jako naród odrzucony religijnie i podporządkowany, ale także jako ukrytą siłę stojącą za kapitalizmem, komunizmem, imperializmem i dominacją Zachodu.

To połączenie przetrwało nazistowskie Niemcy. Stworzyło język, dzięki któremu lokalna walka z odbudową żydowskiego państwa mogła stać się częścią ogólnoświatowej wojny z rzekomo wszechobecnym żydowskim spiskiem.

Hamas i proroctwo ostatniej godziny

Hamas wyłonił się z palestyńskiego odłamu Bractwa Muzułmańskiego podczas pierwszej intifady. Jego pakt z 1988 roku nie określał Palestyny jedynie jako ojczyzny palestyńskich Arabów. Ogłosił on Palestynę islamskim wakfem – świętym darem powierzonym wszystkim pokoleniom muzułmanów aż do Dnia Zmartwychwstania. Żaden władca, organizacja ani pokolenie nie miały prawa zrzec się jakiejkolwiek jego części.

Przymierze przewidywało, że Żydzi i chrześcijanie będą mogli żyć bezpiecznie jedynie pod islamską suwerennością. Problemem nie była zatem fizyczna obecność Żydów, lecz żydowska niezależność od islamu i żydowska suwerenność nad ziemiami, które islam uważał za swoje.

Hamas umieścił konflikt w wyraźnie eschatologicznych ramach, cytując tradycję przypisywaną Mahometowi:

„Ostatnia Godzina nie nadejdzie, dopóki muzułmanie nie zaczną walczyć z Żydami, a muzułmanie ich nie zabiją, dopóki Żydzi nie schowają się za kamieniem lub drzewem, a kamień lub drzewo nie powie: Muzułmanie, sługo Allaha, za mną jest Żyd; przyjdź i zabij go”.

Ta interpretacja nie została narzucona Hamasowi przez jego wrogów. Hamas celowo umieścił proroctwo w konstytucji swojego ruchu.

W ten sposób umiejscowił współczesną wojnę z Izraelem w kontekście wydarzeń poprzedzających Ostatnią Godzinę. Zniszczenie Izraela nie było już jedynie palestyńskim celem narodowym. Stało się częścią oczekiwanego dopełnienia świętej historii.

Proroctwo identyfikuje walczących, opisuje konflikt i zapowiada jego wynik. Muzułmanie walczą z Żydami. Żydzi próbują się ukryć. Wszelkie stworzenie pomaga muzułmanom, ujawniając ich. Zwycięstwo muzułmanów przedstawione jest nie jako jeden z możliwych rezultatów politycznych, lecz jako wydarzenie, ku któremu zmierza historia.

Hamas przekształcił w ten sposób tradycję eschatologiczną w nowoczesny program rewolucyjny. Jego bojownicy mogli postrzegać siebie nie tylko jako żołnierzy walczących o terytorium, ale jako uczestników walki przepowiedzianej przez Mahometa.

W 2017 roku Hamas wydał bardziej wyrafinowany politycznie dokument, deklarując, że jego konflikt dotyczy „projektu syjonistycznego”, a nie Żydów, ze względu na ich religię. Mimo to dokument nadal definiował całą Palestynę – od rzeki Jordan po Morze Śródziemne – jako niepodzielną ziemię, odmawiał uznania prawowitości Izraela i potwierdzał zbrojny opór jako sposób na wyzwolenie.

Zewnętrzny słownik uległ zmianie. Zakaz trwałej suwerenności żydowskiej pozostał.

Chajbar jako plan

Przywołanie Chajbaru należy rozumieć w kontekście tej samej koncepcji historii świętej.

W 628 roku Mahomet i jego armia zaatakowali i zdobyli żydowską oazę Chajbar. Żydowscy obrońcy zostali zabici, polityczna niezależność społeczności została zniszczona, a ocalała ludność znalazła się pod panowaniem muzułmańskim i zmuszona do oddania części plonów. Pozostali Żydzi zostali później wypędzeni przez kalifa Umara.

Dla muzułmańskich fundamentalistów Chajbar nie jest jedynie symbolem, który można oddzielić od samych wydarzeń. Czyny Mahometa stanowią precedens, który został ustanowiony przez Boga. Allah zaaranżował wydarzenia w życiu Mahometa, aby przyszłe pokolenia miały wzór do rozpoznania i naśladowania.

Chajbar funkcjonuje zatem jako historyczny mikrokosmos współczesnego konfliktu. Konfrontacja Mahometa z plemionami żydowskimi uczy muzułmańskiego wojownika, jak należy rozumieć ponowną konfrontację z żydowską potęgą. Żydzi ponownie zgromadzili się na ufortyfikowanym terytorium. Ponownie stali się potęgą militarną i polityczną. Armia islamu musi zatem powrócić, podążać za proroczym precedensem i odnieść to samo zwycięstwo.

Oto znaczenie tej pieśni:

„Chajbar, Chajbar, o Żydzi, armia Mahometa powróci”.

Pieśń nie głosi, że Izraelczycy są jedynie symbolicznymi reprezentacjami starożytnych Żydów. Zapowiada ona, że historia Chajbaru ma zostać odtworzona. Aktorzy powrócili, okoliczności powróciły, a precedens pozostawiony przez Mahometa stanowi wzór do działania.

Islamska Republika Iranu ucieleśnia tę ideę w nazwie jednego rodzaju rakiet balistycznych. W 2022 roku Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaprezentował pocisk balistyczny średniego zasięgu o nazwie Chajbar Szekan – „Niszczyciel Chajbaru”. Broń może dotrzeć do Izraela i nosi nazwę upamiętniającą podbój żydowskiej twierdzy przez Mahometa.

Nazwa ta łączy historię z VII wieku z wojną XXI wieku. Sam pocisk deklaruje irańskie rozumienie konfliktu: Izrael jest nową żydowską twierdzą, islamska armia rewolucyjna powracającą armią Mahometa, a Chajbar stanowi wzór jej klęski.

To, co zaczęło się jako święty precedens, przekształciło się w rewolucyjną doktrynę, a następnie przekuto w broń.

Sura al-Isra i powrót Żydów

Sura al-Isra, zwana również Surą Bani Isra’il, stała się kolejnym ważnym elementem współczesnej islamskiej interpretacji Izraela. (Sura to rozdział Koranu, stąd jej nazwa tłumaczy się jako rozdział dotyczący synów Izraela).

Wersety 4–8 (Sury) opisują dwie sytuacje, w których Izraelici szerzyli zepsucie i zostali ukarani:

‘Z pewnością sprowadzisz na ziemię dwa razy zepsucie i z pewnością osiągniesz stopień wielkiej arogancji’.

Kiedy nadejdzie wyznaczona kara, Allah posyła przeciwko nim sługi o wielkiej sile militarnej. Kiedy Izraelici odzyskają siły, powrócą do zepsucia, a następnie nastąpi kolejny wyrok.

Interpretatorzy fundamentalistyczni odnoszą ten fragment do współczesnego Izraela. W tym wersie naród żydowski został ponownie zgromadzony, ponownie doszedł do władzy i ponownie dopuścił się zepsucia. Dlatego Allah powoła inny naród, aby go ukarać.

Zwycięstwo militarne nad Izraelem przestaje być jedynie aspiracją. Staje się oczekiwanym spełnieniem boskiego wyroku. Muzułmańscy wojownicy mogą wyobrazić sobie siebie jako sługi powołane przez Allaha, by wkroczyć do Jerozolimy i ukarać dzieci Izraela.

Taka interpretacja tworzy zamknięty system teologiczny. Sukces Izraela jest dowodem żydowskiej arogancji i korupcji. Przemoc wobec Izraela jest narzędziem sądu. Nawet zwycięstwa Izraela można interpretować jako tymczasowe etapy poprzedzające zagładę Izraela, którą Bóg zapowiedział.

Negocjacje nie mogą zmienić światopoglądu, w którym istnienie Izraela samo w sobie jest buntem przeciwko właściwemu porządkowi historii.

Iran i szyici – front rewolucyjny

Islamska Republika Iranu dodaje odrębny wymiar szyicki i imperialny.

Irański reżim łączy perskie ambicje strategiczne z rewolucyjnymi doktrynami z 1979 roku. Jego konstytucja ustanawia globalną misję, zobowiązując Republikę Islamską do wspierania ruchów islamskich i rewolucyjnych poza granicami Iranu. Za pośrednictwem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Teheran zbudował sieć, która obejmowała Hezbollah, Palestyński Islamski Dżihad, Hamas, milicje irackie i Huti.

Iran jest perski i w przeważającej mierze szyicki; Hamas jest arabski i sunnicki. Ich różnice są podporządkowane wspólnej wojnie z Izraelem i wspierającym go zachodnim porządkiem.

Teologia szyicka przewiduje powrót ukrytego imama, Mahdiego, który ustanowi boską sprawiedliwość u kresu ery. Republika Islamska przedstawia się jako państwo rewolucyjne, przygotowujące drogę dla islamskiej przyszłości, podczas gdy Izrael jest przedstawiany jako nielegalny „reżim syjonistyczny” skazany na upadek.

Irańska strategia, imperialne ambicje i szyicka eschatologia wzajemnie się wzmacniają. Zniszczenie Izraela nie byłoby świętowane jedynie jako geopolityczne zwycięstwo. Byłoby ogłoszone jako dowód, że rewolucja islamska przewodzi w realizacji boskich celów historii.

Radziecki słownik antysyjonizmu

Po II wojnie światowej dodano kolejną warstwę ideologiczną.

Po sojuszu Izraela z Zachodem, a zwłaszcza po wojnie sześciodniowej, Związek Radziecki rozwinął szeroko zakrojoną antysyjonistyczną kampanię propagandową. Syjonizm przedstawiano jako rasizm, faszyzm, kolonializm i narzędzie amerykańskiego imperializmu. Radzieccy propagandyści przeformułowali stare antysemickie teorie spiskowe, używając języka rewolucyjnego wyzwolenia.

Według relacji byłych funkcjonariuszy wywiadu, programy dezinformacyjne KGB – w tym tzw. operacja SIG – miały na celu podburzenie świata arabskiego i muzułmańskiego przeciwko Izraelowi i Stanom Zjednoczonym. Kampania sowiecka pomogła przekształcić Izrael z wroga islamu we wroga każdego ruchu rewolucyjnego przeciwstawiającego się mocarstwom Zachodu.

Wojujący fundamentaliści islamscy mogli teraz porozumiewać się w dwóch językach.

Dla swoich wyznawców religijnych mówił o dżihadzie, ziemi islamskiej, Al-Aksie, Chajbarze, sądzie boskim i Ostatniej Godzinie. Dla odbiorców zachodnich mówił o kolonializmie, apartheidzie, wyzwoleniu narodowym i oporze wobec imperializmu.

Odwieczne żądanie, by Żydzi pozostali pod islamską suwerennością, mogło zatem przedostać się do zachodnich instytucji pod przykrywką świeckiej kampanii na rzecz wyzwolenia. Teologiczny sprzeciw wobec władzy Żydów przełożył się na polityczne żądanie demontażu państwa żydowskiego jako wyjątkowo nieuprawnionej formy istnienia narodowego.

Czerwone jałówki i powódź Al-Aksa

Kontrowersje wokół niewielkiej liczby czerwonych jałówek sprowadzonych do Izraela z Teksasu pokazują, jak bardzo odnowa biblijna i niepokój islamu są ze sobą powiązane.

W Biblii hebrajskiej popioły nieskazitelnej czerwonej jałówki są związane z rytualnym oczyszczeniem. Aktywiści Świątyni Żydowskiej postrzegają takie oczyszczenie jako niezbędne przygotowanie do odnowienia kultu w Świątyni.

W styczniu 2024 roku rzecznik Hamasu, Abu Ubaida, odniósł się do przybycia czerwonych jałówek, wyjaśniając tło ataku „Powódź Al-Aksa”. Przedstawił je jako element projektu religijnego zagrażającego Al-Aksie i całemu narodowi muzułmańskiemu.

Znaczenie teologiczne jest jasne. Dla Hamasu odrodzenie Żydów nie kończy się na imigracji, państwowości ani politycznej kontroli nad Jerozolimą. Wskazuje na Świątynię. Świątynia wskazuje na Mesjasza. Mesjasz wskazuje na zakończenie historii, w którym Jerozolima stanie się centrum Królestwa Mesjańskiego, a nie odzyskaną stolicą odrodzonego porządku islamskiego.

Dlatego Wzgórze Świątynne pozostaje najbardziej zapalnym miejscem konfliktu. To tutaj zderzają się dwie sprzeczne wersje historii.

Suwerenny niewierny powstrzymuje wulkan

Izrael nie jest po prostu kolejnym wrogiem radykalnego fundamentalistycznego islamu. To wróg, którego klęskę można by ogłosić zadośćuczynieniem za cały system teologiczny.

Gdyby Izrael został złamany, Jerozolima odzyskana, a żydowska suwerenność zlikwidowana, zwycięstwo nie byłoby przedstawiane jako wyzwolenie jednego małego terytorium. Byłoby ono ogłoszone w całym świecie muzułmańskim jako dowód, że islam pokonał Żydów, wypędził Zachód, odzyskał swoje święte dziedzictwo i wznowił przerwany marsz historii islamu.

Efekt ten będzie miał zasięg znacznie wykraczający poza Izrael.

Ruch, który osiągnął to, czego arabskie armie, rewolucyjne rządy i organizacje dżihadystyczne pragnęły od pokoleń, zyskałby ogromną legitymację religijną i polityczną. Mógłby twierdzić, że Allah działał przez niego, że epoka dominacji Zachodu dobiega końca, a odbudowa szerszego królestwa islamu rozpoczęła się.

Izrael powstrzymuje więc ideologiczny wulkan.

Jego istnienie podważa tezę, że islamski podbój jest historycznie nieunikniony. Jego siła militarna uniemożliwia radykalnemu fundamentalizmowi przekształcenie teologii w podbój. Posiadanie Jerozolimy podtrzymuje istnienie innej narracji historycznej – tej, która zaczyna się od Abrahama, kontynuuje przez proroków i Biblię Hebrajską, i wskazuje na Królestwo Mesjańskie.

Pod językiem terytorium kryje się kwestia suwerenności. Pod suwerennością kryje się kwestia świętej historii. Pod świętą historią kryje się pytanie, na które ani dyplomacja, ani odstraszanie militarne nie potrafią odpowiedzieć:

Do kogo należy Jerozolima i która historia zdefiniuje kolejną epokę dziejów?”


Przypominam też dwa moje artykuły:

„Mufti” czyli kto jak i dlaczego rozpętał konflikt izraelsko-palestyński[2] i „Czym jest Hamas”.[3] Tłumaczenie na polski teologicznego uzasadnienia mordowania Żydów opublikowanego przez Hamas na pół roku przed 7 października.[4] oraz post o antysemityzmie,[5] który pomaga zrozumieć dlaczego ludzie wierzą w kłamstwa o tym konflikcie.

[1] https://allisraelnews.com/why-israels-existence-is-a…

[2] https://rozawa.home.blog/2024/10/31/mufti/

[3] https://rozawa.home.blog/2024/11/12/hamas/

[4] https://rozawa.home.blog/2025/05/01/teologia-ludobojstwa/

[5] https://www.facebook.com/RewolucjaRojavy/posts/pfbid034FmAJ9yAFasgBpmaeaBQ1jeERFbRJKFsJGzYbTTvy2B8a7fP7j7FkTKgQF5h3k31l

Rewolucja Różawy, 17 września 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Why ‘Fauda’ has shocked the West


Why ‘Fauda’ has shocked the West

Melanie Phillips


A TV show delivers truths that people don’t know have been so lethally denied.

Actor Lior Raz (left) and Avi Issacharoff, co-creators of the hit Israeli TV show “Fauda,” attend a demonstration in Tel Aviv against the Israeli government’s plans to shut down public broadcaster KAN, Jan. 25, 2023. Photo by Jack Guez/AFP via Getty Images.

The Israeli drama series “Fauda” is making waves that no one expected.

The series has long been regarded as brilliant. A strong part of its compulsive appeal is that it’s closely modeled on a reality that’s scarcely less dramatic: the undercover Israeli counter-intelligence unit whose members pose convincingly as Palestinian Arabs to infiltrate the terrorist gangs that wage their war of annihilation against Israeli Jews.

Its fifth season, which aired two weeks ago on Netflix, plunges graphically into the Hamas-led atrocities in Israel on Oct. 7, 2023. No one foresaw that, at a time of unprecedented hatred of Israel, this show would have such a global impact.

In the Arab world, “Fauda” has always been popular, and this season has been an instant smash hit. In Lebanon, Jordan, Qatar and Saudi Arabia, Arabs who are programmed to hate and fear Israel are binge-watching a show about Israelis infiltrating Arab areas and fighting Arab terrorists, and about Jewish trauma suffered at their hands.

Maybe this is because “Fauda” presents Palestinian Arab culture with fairness, subtlety and a measure of empathy.

Even more striking has been the reception to this latest season in the Israel-hating West. People there are watching it with their hands to their mouths in shock, horror and tears.

For the first time, it seems, “Fauda” has made them understand the enormity of what happened on Oct. 7. For the first time, they have registered the depravity of the Gazan Arabs who invaded southern Israel, slaughtered, raped or burned alive 1200 men, women and children and took 251 into Gaza as hostages.

How can it be, others are asking, that people are only now realizing what happened on that terrible day? How come this TV drama is cutting through when everything that the Israeli government has said about Oct. 7 could not?

The main reason why people are reacting as if they didn’t know what actually happened that day is because those atrocities were all but eclipsed by the coverage of the war that followed.

That has given rise to the grotesque belief that Israel wasn’t defending itself against genocide but was committing it, along with war crimes, ethnic cleansing and the latest evidence of its apparent monstrousness, “settler violence.”

These claims are becoming ever more hysterical and deranged, not least at the shameful anti-Israel hate-fest this week at the United Nations. The U.N. secretary-general, António Guterres, declared: “The scale of killing in Gaza is unlike anything I’ve witnessed in my years as secretary-general.”

Thus, he claimed that a war in which Hamas itself says some 74,000 Gazans were killed, of whom more than half were fighting-age men, was worse than the 377,000 killed in the savage war in Yemen, or the more than 600,000 who were massacred or starved to death in Ethiopia, or the 150,000 who were killed in Sudan.

Australia’s foreign minister Penny Wong claimed: “In the first six months of this year alone, ‘settler violence’ [in the “West Bank”] has driven more than 15,000 children from their homes.” There is no basis whatsoever for this figure, which she seems to have plucked out of the air.

And French President Emmanuel Macron beclowned himself by announcing: “Hamas has never been active in Judea and Samaria.”

The reality is that Jewish “settlers” in Judea and Samaria are being subjected to virtually nonstop attacks, both carried out and plotted, by Hamas and other Islamic terrorist groups.

On the eve of Yom Kippur, a father of six, Netanel Shukrun, was murdered in a shooting attack at the natural spring in Samaria where he had gone for a ritual immersion.

Within the following three hours, elsewhere in these disputed territories, according to Israeli journalist Amit Segal, an Israeli was attacked and wounded after he took a wrong turn into an Arab village; an attempted car-ramming targeted Israeli troops; and a vehicle with no license plates tried to run down two more Israelis.

All this followed a weekend in which Jewish residents of these areas had reported at least seven other such attacks. On Wednesday, the soldier son of Yechiel Leiter, Israel’s ambassador to the United States, was left fighting for his life after another car-ramming in Samaria.

On the same day, Israeli forces arrested a Fatah-affiliated man, reported by Palestinian sources to be an officer in the Palestinian Authority security apparatus, on suspicion of advancing terrorist activity.

And then Israeli forces discovered two shafts 12 meters deep in Qalqilya, an Arab city in Samaria only a few kilometers away from several Jewish cities. The shafts contained weapons, magazines and ammunition. Israeli forces arrested four Arabs suspected of terrorist activity.

In other words, the Palestinian Arabs are constantly attempting serious terrorist violence against Israelis within the “West Bank”—from where the West has decided that Jewish “settlers” must be ethnically cleansed.

The reason people are reacting as if they didn’t know what happened on Oct. 7 is because the atrocities were eclipsed by the coverage of the war that followed.

Virtually none of this systemic onslaught on Israeli Jews in these territories is ever reported in the West. Instead, it defames them as monsters wantonly killing Palestinian innocents and driving the rest out.

Many things have contributed to the insanity of the West’s obsessional delegitimization of Israel that has turned it into a pariah in mainstream political and cultural circles. This can only be properly understood as part of a broader and deeper Western civilizational crisis.

However, one factor, in particular, has turned truth and lies inside out in the minds of many. For decades, there’s been a settled view among progressives that Israel is a rogue state that behaves illegally and cruelly.

That’s because the overwhelming majority of media coverage of the Jewish state has consisted of lies and distortions intended to delegitimize it as a prelude to its destruction.

In recent days, a curtain has been lifted on a corner of this madness. Motaz Azaiza is a Palestinian Arab photojournalist lionized by Western liberals for his production of images that have fueled hatred and incitement against Israel. Time magazine listed him among its top 100 most influential people of 2024.

But in a long interview in Arabic, whose translation is now all over social media, Azaiza revealed that every claim or image coming out of Gaza during the war had been crafted to fit the Hamas narrative. If Gazan journalists didn’t toe the line, they disappeared. Every journalist in Gaza belonged to a Hamas-run group.

Said Azaiza: “They take the details of a specific person, publish his phone number in the group and instruct online activists to attack him, curse him and make his life miserable.”

As a result, photographers like him lowered their cameras the moment anyone said something bad about Hamas.

Furthermore, Azaiza himself supported Hamas terrorism. He related how he’d filmed Gazans beating and abusing Israelis who were captured and dragged into the Strip on Oct. 7, but he didn’t publish those videos because he didn’t want Israel to identify the abusers and kill them.

Not a word of Azaiza’s revelations has appeared in Western media. Of course not. That would reveal that they’ve been doing Hamas’s dirty work for it. Every report from Gaza should have carried a health warning that it was produced under Hamas censorship. Instead, it was all presented as credible or true.

And this has been the case for decades. The Western public has no idea that what it takes to be the truth about Israeli behavior and Palestinian suffering—because it’s “seen it on TV”—is a giant and monstrous lie.

Shockingly, many Diaspora Jews are now claiming that Israel’s terrible image in the world is due to the toxic nature of its prime minister, Benjamin Netanyahu, and the extremists in his coalition government, Minister of National Security Itamar Ben-Gvir and Finance Minister Bezalel Smotrich.

Such a ludicrous misrepresentation of the civilizational emergency that has engulfed the West can only be explained by the desperate need for such Diaspora Jews to deny the danger to themselves from their own society that has simply lost its collective mind.

“Fauda” is delivering to the West a truth that it doesn’t even realize it has so devastatingly denied.


Melanie Phillips, a British journalist, broadcaster and author, writes a weekly column for JNS. Currently a columnist for The Times of London, her new book, Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege, has just been published by Wicked Son. Her previous book, The Builder’s Stone: How Jews and Christians Built the West and Why Only They Can Save It, was published in 2025. Access her work at: melaniephillips.substack.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com