Nazywanie ich „izraelskimi osadnikami” pomija najważniejszą część historii

Niegdyś w całej Jerozolimie oraz Judei i Samarii istniały liczne żydowskie domy, synagogi i społeczności – dopóki nie zostały zniszczone lub pozbawione swoich mieszkańców.


Nazywanie ich „izraelskimi osadnikami” pomija najważniejszą część historii

Melissa Brodsky


Niegdyś w całej Jerozolimie oraz Judei i Samarii istniały liczne żydowskie domy, synagogi i społeczności – dopóki nie zostały zniszczone lub pozbawione swoich mieszkańców.


timesofisrael.com

Grota Patriarchów, znana Żydom pod biblijną nazwą Groty Machpela, to zespół jaskiń położonych w sercu Starego Miasta w Hebronie, 30 kilometrów na południe od Jerozolimy. Fot. Dan Rosenstein/Unsplash.

Niniejszy artykuł gościnny napisała Melissa Brodsky, autorka zajmująca się edukacją medialną, współczesnym antysemityzmem i historią.

Zielona Linia (linia demarkacyjna wyznaczona na mocy porozumień rozejmowych z 1949 roku, po wojnie arabsko-izraelskiej w 1948 roku) przecięła pola, drogi, wsie i dzielnice, ale oddzieliła również ludzi od nieruchomości, których nadal byli prawowitymi właścicielami.

Żydzi posiadali domy na Starym Mieście w Jerozolimie oraz w dzielnicach otaczających Szymon Ha-Cadik. Żydowskie rodziny mieszkały na północ od Jerozolimy, w Atarot i Newe Jaakow, a także na południe od miasta, w czterech osadach Gusz Ecjon. Działki należące do Żydów były rozproszone po całej Wschodniej Jerozolimie, Hebronie, Betlejem, Silwanie, Beit Dżali, Beit Iksa, Beit Safafa i innych miejscowościach, które znalazły się pod kontrolą Jordanii.

Część tych nieruchomości należała do prywatnych rodzin. Inne działki były własnością banków, fundacji religijnych, Żydowskiego Funduszu Narodowego, Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie oraz organizacji żydowskich.

Były tam gospodarstwa rolne, domy, sklepy, synagogi, cmentarze, szkoły i niezabudowane grunty. Kiedy wojna arabsko-izraelska dobiegła końca, a w 1949 roku ustalono linię rozejmową, tysiące dunamów ziemi (dunam to jednostka powierzchni odpowiadająca mniej więcej jednej czwartej akra) należącej do Żydów znalazły się po jordańskiej stronie granicy. Większość właścicieli znalazła się po jej drugiej stronie.

Dzielnica Żydowska na Starym Mieście w Jerozolimie skapitulowała przed Legionem Arabskim 28 maja 1948 roku.

Następnego ranka amerykański wicekonsul w Jerozolimie przesłał do Waszyngtonu warunki kapitulacji. Około 2000 kobiet, dzieci, osób starszych i mieszkańców należących do społeczności religijnej miało zostać ewakuowanych do części Jerozolimy kontrolowanej przez Żydów, pod nadzorem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Około 300 mężczyzn w wieku poborowym miało zostać przewiezionych do Ammanu jako jeńcy wojenni. Spośród około 150 rannych osoby z poważnymi obrażeniami miały zostać przekazane Czerwonemu Krzyżowi, natomiast pozostali mieli trafić do niewoli.

Ewakuacja przez Bramę Syjońską trwała do późnych godzin nocnych. Następnego ranka w dzielnicy nie było już żydowskiej ludności cywilnej. Społeczność, która przetrwała panowanie osmańskie, Mandat Brytyjski, zamieszki i powtarzające się okresy przemocy, została całkowicie usunięta.

Jej budynki pozostały. Były tam domy i sklepy, dziedzińce i jesziwy, instytucje dobroczynne oraz synagogi. Wielka kopuła Churwy, zabytkowej ortodoksyjnej synagogi żydowskiej, przez dziesięciolecia górowała nad dzielnicą, a nieopodal stała Tiferet Jisrael, kolejna duża XIX-wieczna synagoga. Mniejsze domy modlitwy były rozsiane wzdłuż ulic, przy których Żydzi mieszkali od pokoleń.

Niszczenie rozpoczęło się natychmiast. Po upadku dzielnicy wysadzono synagogę Churwa. Zniszczono również Tiferet Jisrael. W ciągu 19 lat jordańskiego panowania inne synagogi burzono, niszczono, ograbiano z wyposażenia lub przekształcano na inne cele. Późniejsze relacje różnią się co do ich liczby, ponieważ w odmienny sposób uwzględniano synagogi i mniejsze domy modlitwy. Jednak kiedy Żydzi powrócili w 1967 roku, znaczna część dawnego religijnego krajobrazu Dzielnicy Żydowskiej już nie istniała.

Kilka kilometrów na północ od Jerozolimy żydowscy rolnicy budowali społeczność rolniczą w Atarot (biblijnej miejscowości wspomnianej w Księdze Jozuego) już w latach poprzedzających I wojnę światową. Zakupy ziemi w okolicach Kalandii pod żydowskie osadnictwo rozpoczęły się w 1912 roku. Po wojnie społeczność rozwijała się hodując stada bydła mlecznego, zakładając sady, pola uprawne, budując domy i zakładając cmentarze. Rolnicy przewozili mleko i płody rolne do Jerozolimy drogą, która stawała się coraz bardziej niebezpieczna w miarę nasilania się ataków na osadę.

Atarot zostało już poważnie zniszczone podczas arabskich zamieszek w 1929 roku. W czasie arabskiego powstania w latach 1936–1939 pięciu członków społeczności zginęło w atakach na osadę i drogę prowadzącą do Jerozolimy. Do 1948 roku siły arabskie coraz bardziej izolowały osadę, sprawiając, że połączenie z Jerozolimą stało się niebezpieczne.

Kobiety i dzieci ewakuowano w kwietniu. 14 maja pozostałym mieszkańcom nakazano opuścić Atarot i wzmocnić obronę pobliskiego Newe Jaakow, pozostawiając gospodarstwa i domy, które budowali przez dziesięciolecia. Następnego dnia patrzyli, jak Atarot płonie.

Nie byli jednak bezpieczni również w Newe Jaakow. Siły arabskie zaatakowały także tę osadę, a 16 maja jej obrońcy wycofali się pieszo w kierunku Góry Skopus. W ciągu 48 godzin dwie żydowskie społeczności na północ od Jerozolimy zostały pozbawione mieszkańców.

Rodziny z Atarot przez wiele miesięcy przenosiły się z miejsca na miejsce, aż ostatecznie osiedliły się w dawnej wiosce niemieckich templariuszy Wilhelma, którą przemianowały na Bnei Atarot. Ich dawna osada została niemal całkowicie zrównana z ziemią. Ocalały lotnisko i cmentarz.

Rodziny utraciły miejsce, w którym mieszkały. Nie przestały jednak być właścicielami ziemi.

Szacunki dotyczące żydowskich nieruchomości, które znalazły się pod kontrolą Jordanii, sięgają około 30 000 dunamów, ale dokładniejsze zestawienie zachowało się w dokumentach Komisji Pojednawczej Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Palestyny. 17 marca 1966 roku specjalista ONZ do spraw gruntów Frank Jarvis sporządził zestawienie ziem należących do Żydów, zidentyfikowanych w dokumentacji komisji na obszarze Judei i Samarii (znanym również jako Zachodni Brzeg), znajdującym się pod kontrolą Jordanii. Łączna powierzchnia wyniosła 16 684,421 dunama.

Ponad połowa tej powierzchni znajdowała się w okręgu jerozolimskim. Kolejne 3031,759 dunama odnotowano w okręgu Hebronu, a 2928,095 w okręgu Betlejem. Mniejsze posiadłości znajdowały się w Nablusie, Tulkarmie i Ramallah. Z całej tej powierzchni 6676 dunamów należało do czterech dawnych żydowskich osad Gusz Ecjon.

Wśród właścicieli znajdowały się osoby prywatne, Żydowski Fundusz Narodowy, Palestine Jewish Colonization Association, Anglo-Palestine Bank, Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie oraz żydowskie fundacje religijne. W wykazie nieruchomości figurowały również żydowskie cmentarze w Hebronie i Nablusie. Poszczególni Żydzi posiadali ziemię we Wschodniej Jerozolimie, Silwanie, Beit Dżali, Beit Iksa, Beit Safafa, Hebronie i innych miejscach.

Niektóre z tych nieruchomości zakupiono jeszcze w czasach Imperium Osmańskiego, inne w okresie Mandatu Brytyjskiego. Zielona Linia pojawiła się później. Rozejm wojskowy nie unieważniał aktów własności.

Jordania przejęła brytyjski system z czasów wojny służący do kontrolowania majątku należącego do obywateli państw nieprzyjacielskich i dostosowała go do sytuacji po 1948 roku. Izrael był teraz państwem wrogim. Dlatego nieruchomości zakupione przez Żydów wiele lat, a nawet dziesięcioleci wcześniej, mogły zostać przekazane pod zarząd jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego, jeśli ich właściciele stali się obywatelami Izraela.

Ktoś mógł kupić działkę jeszcze w czasach istnienia Imperium Osmańskiego, zachować ją przez cały okres Mandatu Brytyjskiego i nadal figurować w księdze wieczystej jako jej właściciel. Jednak gdy taka osoba uzyskała obywatelstwo izraelskie, Jordania mogła przejąć kontrolę nad nieruchomością, zarządzać nią, wydzierżawiać ją i pobierać z niej czynsz.

Nakazy objęcia nieruchomości zarządem publikowano w oficjalnym dzienniku urzędowym Jordanii. Jeden z takich nakazów, wydany w kwietniu 1954 roku, obejmował nieruchomości należące do Yony Berna, Yony Friedmana, Palestine Electric Corporation, Shlomo ben Avrahama Abu Jadida działającego w imieniu fundacji religijnej Hayy Olam, Żydowskiego Funduszu Narodowego, Pinhasa Liebkina i innych. Objęto nim również żydowskie cmentarze w Hebronie i Nablusie.

Nieruchomości Anglo-Palestine Bank przekazano pod zarząd jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego w 1963 roku. Jeszcze w październiku 1966 roku, niespełna osiem miesięcy przed końcem jordańskiego panowania w Jerozolimie, Jordania wydawała nakazy dotyczące nieruchomości należących do Żydów w tym mieście.

Objęcie nieruchomości jordańskim zarządem nie oznaczało automatycznego wygaśnięcia prawa własności pierwotnego właściciela. Zarządca mógł kontrolować nieruchomość i oddawać ją w najem lub dzierżawę, podczas gdy wpis własności pozostawał niezmieniony. Jedną niewielką nieruchomość w Hebronie wynajmowano za pięć dinarów jordańskich rocznie.

Jeszcze w 1960 roku Jordania próbowała ustalić, jakie dokładnie nieruchomości znajdowały się pod jej kontrolą. W marcu tego roku jej przedstawiciel zwrócił się do Komisji Pojednawczej ONZ o dokumenty rejestrowe dotyczące żydowskich nieruchomości w Szufat i Nebi Jaakub w okręgu jerozolimskim. Ekspert ONZ do spraw gruntów przeszukał archiwa komisji, ale stwierdził, że nie posiada ona tych dokumentów.

Jedenaście lat po zawarciu rozejmu Jordania nadal poszukiwała dokumentów własności Żydów, którzy nie mogli już dotrzeć do swojej ziemi.

Jordania nie ograniczała się do ujmowania żydowskich nieruchomości w państwowych rejestrach. Budynki otrzymywały nowych mieszkańców, działki oddawano w dzierżawę, a grunty przeznaczano na projekty rządowe i przedsięwzięcia związane z uchodźcami. Lokalnych uchodźców arabskich zakwaterowano w części dawnej Dzielnicy Żydowskiej po wypędzeniu jej żydowskich mieszkańców. W innych miejscach nieruchomości należące do Żydów wykorzystywano do celów wyznaczanych przez jordańskie władze, ponieważ właścicieli nie było już na miejscu, by sprawować nad nimi kontrolę.

W Atarot jordański zarządca zezwolił agencji ONZ do spraw Palestyńczyków (UNRWA) na wykorzystanie 68 dunamów ziemi należącej do Żydów pod budowę Centrum Kształcenia Zawodowego w Kalandii. Amerykańskie dokumenty dyplomatyczne pokazują, jak bardzo rosła wartość tej nieruchomości. Ziemia wyceniana w 1948 roku na około 200 dinarów jordańskich za dunam była w 1961 roku warta około 1000 dinarów za dunam.

W praktyce układ był dość prosty: żydowscy właściciele znajdowali się po drugiej stronie granicy, której nie mogli przekroczyć. Jordania kontrolowała ich ziemię. UNRWA korzystała z 68 dunamów tej ziemi.

Brama Mandelbauma, lata 50. XX wieku. Jedyne oficjalne przejście między Jerozolimą Wschodnią a Zachodnią, gdzie kontrolowane przejście zastąpiło otwarty ruch pod nadzorem wojskowym. Źródło: Sven Simon Archives/United Archives via Getty Images

Izraelscy policjanci rozmawiają z jordańskim żołnierzem w pobliżu Bramy Mandelbauma, na linii zawieszenia broni przebiegającej przez Jerozolimę w latach 1949–1967. Fot. Wikipedia.

Żydzi przez stulecia chowali swoich zmarłych na Górze Oliwnej. Spoczywały tam całe pokolenia jerozolimskich rodzin, a także rabini, uczeni, przywódcy społeczności i Żydzi, którzy przybywali z zagranicy, aby zostać pochowanymi na wzgórzu z widokiem na Stare Miasto. Po 1948 roku cmentarz znalazł się pod kontrolą Jordanii.

Artykuł VIII izraelsko-jordańskiego porozumienia rozejmowego, podpisanego 3 kwietnia 1949 roku, przewidywał uzgodnienie rozwiązań umożliwiających swobodny dostęp do miejsc świętych i instytucji kulturalnych oraz korzystanie z żydowskiego cmentarza na Górze Oliwnej. Jednak przez dziewiętnaście lat jordańskiego panowania we Wschodniej Jerozolimie Żydzi mieszkający w Izraelu nie odzyskali normalnego dostępu do cmentarza.

Cmentarz został również fizycznie zbezczeszczony. Po 1967 roku stwierdzono, że tysiące nagrobków zniknęły, zostały połamane lub usunięte ze swoich pierwotnych miejsc. Izraelscy śledczy udokumentowali wykorzystanie kamieni nagrobnych do budowy dróg, nawierzchni, instalacji wojskowych, latryn i innych obiektów. Izrael poinformował później Radę Bezpieczeństwa ONZ, że spośród około 50 000 nagrobków wyrwano 38 000. Liczba ta pochodziła z obliczeń izraelskiego rządu, ale usuwanie i ponowne wykorzystywanie nagrobków zostało udokumentowane na fotografiach oraz w dochodzeniach przeprowadzonych po 1967 roku.

Rodziny mieszkające w Zachodniej Jerozolimie mogły żyć w zasięgu wzroku góry, na której pochowano ich rodziców i dziadków, a mimo to nie mogły odwiedzać ich grobów. Porozumienie rozejmowe gwarantowało dostęp. Jordania nigdy nie zapewniła normalnego dostępu do cmentarza przez dziewiętnaście lat sprawowania nad nim kontroli.

Żydowskie nieruchomości w Hebronie istniały na długo przed powstaniem Izraela i ustanowieniem Mandatu Brytyjskiego. Żydzi mieszkali w tym mieście od stuleci i posiadali tam domy, sklepy, nieruchomości religijne oraz ziemię.

24 sierpnia 1929 roku arabscy uczestnicy zamieszek zamordowali w Hebronie 67 Żydów. Domy i synagogi zostały zaatakowane i splądrowane, a władze brytyjskie ewakuowały ocalałą ludność żydowską. Niewielka liczba Żydów powróciła w 1931 roku, lecz podczas arabskiego powstania w 1936 roku władze brytyjskie ponownie usunęły pozostałych członków społeczności.

Do 1948 roku w Hebronie nie było już społeczności żydowskiej. Nadal jednak istniały tam żydowskie nieruchomości. Jordańskie rejestry mienia nieprzyjacielskiego obejmowały żydowskie posiadłości w okręgu Hebronu, w tym cmentarz. W zestawieniu ONZ z 1966 roku zidentyfikowano ponad 3000 dunamów ziemi należącej do Żydów w tym okręgu. Część należała do instytucji, a część do prywatnych właścicieli, których związki z Hebronem sięgały czasów na długo przed wytyczeniem Zielonej Linii.

Żydzi zostali wypędzeni. Ich nazwiska pozostały w rejestrach nieruchomości.

Na południe od Jerozolimy znajdowały się cztery żydowskie osady Gusz Ecjon: Kfar Ecjon, Masuot Jicchak, Ein Curim i Rewadim. Przez wiele miesięcy znosiły oblężenie i ataki, zanim 13 maja 1948 roku, dzień przed ogłoszeniem niepodległości Izraela, upadł Kfar Ecjon.

Upadek zakończył się masakrą. Po kapitulacji obrońców żołnierze Legionu Arabskiego i miejscowe nieregularne oddziały arabskie zabili wielu ocalałych żydowskich obrońców i mieszkańców. Szacunki są różne, ale tego dnia w Kfar Ecjon zamordowano ponad 100 Żydów. Pozostałe trzy osady poddały się Legionowi Arabskiemu następnego dnia, a ich ocalali mieszkańcy trafili do niewoli. Wszystkie cztery społeczności zostały następnie zniszczone.

Obszar należącej do nich ziemi był znaczny. W zestawieniu ONZ z 1966 roku czterem dawnym osadom przypisano 6676 dunamów nieruchomości należących do Żydów, co czyniło Gusz Ecjon jednym z największych skupisk żydowskiej własności ziemskiej pod kontrolą Jordanii.

Przez 19 lat społeczności te istniały gdzie indziej. Ocaleni odbudowywali swoje życie na terytorium Izraela, podczas gdy miejsca, w których niegdyś stały ich domy, pozostawały po drugiej stronie Zielonej Linii. Jeszcze w 1966 roku ich nieruchomości figurowały jako własność żydowska w raporcie ONZ dotyczącym gruntów.

Historia własności nieruchomości w Szejch Dżarrah rozpoczęła się na długo przed procesami sądowymi, które ostatecznie uczyniły tę dzielnicę znaną na całym świecie. W 1876 roku żydowskie fundacje wspólnotowe zakupiły ziemię w pobliżu tradycyjnego grobowca Szymona Sprawiedliwego (Szymon Ha-Cadik). Żydowskie rodziny osiedliły się później wokół grobowca i w sąsiednim Nachalat Szymon, tworząc społeczności poza murami Starego Miasta na dziesięciolecia przed ustanowieniem Mandatu Brytyjskiego.

Przemoc w 1948 roku zmusiła żydowskich mieszkańców do opuszczenia tych terenów. Ich nieruchomości znalazły się pod kontrolą jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego. 25 sierpnia 1954 roku zarządca wydzierżawił ziemię jordańskiemu ministerstwu mieszkalnictwa i budownictwa na 33 lata za czynsz wynoszący jednego dinara jordańskiego rocznie. Ministerstwo otrzymało prawo budowania tam domów i wynajmowania ich uchodźcom.

16 listopada 1954 roku Jordania i UNRWA zawarły kolejne porozumienie. UNRWA przekazała 55 636 dolarów na budowę domów dla 28 palestyńskich rodzin uchodźców, a jej raport roczny odnotował realizację projektu. W porozumieniu teren budowy opisano jako dawną własność żydowską.

Te 28 rodzin zostało wysiedlonych podczas wojny w 1948 roku z miejsc, które znalazły się w granicach Izraela. Zgodnie z jordańskim porozumieniem miały zostać skreślone z list osób otrzymujących pomoc UNRWA i płacić symboliczny czynsz za domy. We wrześniu 1956 roku jordański minister mieszkalnictwa zawarł z mieszkańcami indywidualne umowy przewidujące możliwość uzyskania prawa własności po spełnieniu określonych warunków.

Jordania nigdy nie sfinalizowała przeniesienia tych praw w rejestrze gruntów przed utratą Wschodniej Jerozolimy w 1967 roku.

To zaniedbanie stało się później centralnym punktem wieloletnich sporów sądowych. Jordania przedstawiła następnie dokumenty wspierające roszczenia miejscowych arabskich mieszkańców, podczas gdy izraelskie sądy uznały, że prawo własności nigdy nie zostało im prawnie przekazane. Sądy uznały również prawa najmu ustanowione w okresie jordańskiego panowania.

Spór o Szejch Dżarrah nie rozpoczął się więc od przybycia Izraelczyków do arabskiej dzielnicy w pierwszej dekadzie XXI wieku. Żydowska własność istniała tam jeszcze przed Mandatem Brytyjskim. Żydzi zostali wypędzeni z tych nieruchomości w 1948 roku. Jordania przejęła nad nimi kontrolę jako nad mieniem nieprzyjacielskim, wydzierżawiła je swojemu ministerstwu mieszkalnictwa i osiedliła tam palestyńskie rodziny uchodźców. Obiecane przeniesienie prawa własności na te rodziny nigdy nie zostało sfinalizowane.

Ta historia nie rozstrzyga wszystkich późniejszych kwestii prawnych, ale jej pominięcie całkowicie zmienia obraz wydarzeń.

Miejsce to, ze względu na obecność Jaskini Patriarchów, ma ogromne znaczenie dla judaizmu. Jaskinia Patriarchów jest miejscem pochówku Abrahama, Izaaka, Jakuba i ich żon. To starożytne miejsce jest głównym celem pielgrzymek i modlitw Żydów. / Stare Miasto w Hebronie.

Po wojnie sześciodniowej w czerwcu 1967 roku Izrael zdobył Wschodnią Jerozolimę i Zachodni Brzeg, kończąc 19 lat jordańskiego panowania. Żydowskie nieruchomości, które znajdowały się pod zarządem jordańskiego Zarządcy Mienia Nieprzyjacielskiego, przeszły teraz pod kontrolę Izraela. Rodziło to pytania, czy należy zwrócić je dawnym właścicielom oraz co zrobić w sytuacjach, gdy od lat mieszkali w nich inni ludzie.

Miejscowi Arabowie (znani jako „Palestyńczycy”) również utracili nieruchomości podczas wojny w 1948 roku, w tym domy i ziemię znajdujące się w granicach Państwa Izrael. Izraelczycy zarządzali znaczną częścią tego majątku za pośrednictwem Zarządcy Mienia Nieobecnych Właścicieli, na podstawie ustawy o mieniu nieobecnych właścicieli z 1950 roku. Ma to tutaj znaczenie, ponieważ po 1967 roku oba systemy zarządzania nieruchomościami rozwijały się w odmienny sposób.

Izraelska ustawa o sprawach prawnych i administracyjnych z 1970 roku stworzyła mechanizm umożliwiający zwrot dawnym właścicielom lub ich następcom prawnym niektórych żydowskich nieruchomości we Wschodniej Jerozolimie, które pozostawały pod jordańskim zarządem. Palestyńczycy zasadniczo nie otrzymali analogicznego mechanizmu pozwalającego odzyskać nieruchomości utracone na terytorium Izraela w 1948 roku. Ta różnica pozostaje jednym z argumentów podnoszonych przez Palestyńczyków przeciwko systemowi restytucji nieruchomości we Wschodniej Jerozolimie.

Izraelska argumentacja prawna koncentruje się na rzeczywistym zakresie ustawy z 1970 roku: obejmowała ona nieruchomości, które pozostawały pod zarządem jordańskiego zarządcy w chwili przejęcia Wschodniej Jerozolimy przez Izrael. Nieruchomości, których własność Jordania zgodnie z prawem przeniosła na kogoś innego, stanowiły odrębną kwestię. Sprawa Szejch Dżarrah stała się skomplikowana, ponieważ Jordania obiecała rodzinom uchodźców, że ostatecznie uzyskają prawo własności, lecz – zgodnie z późniejszymi ustaleniami izraelskich sądów – nigdy nie sfinalizowała jego przeniesienia.

Walka prawna rozpoczęła się niemal dwie dekady później.

W latach 1948–1967 żydowskie nieruchomości pozostawały rozproszone po terytorium, z którego ich właściciele zostali wypędzeni lub od którego zostali w inny sposób odcięci. Domy zyskały nowych mieszkańców. Ziemię oddawano w dzierżawę. Synagogi niszczono. Cmentarze obejmowano zarządem jako mienie nieprzyjacielskie. Nagrobki na Górze Oliwnej wyrywano z ziemi. Atarot i Newe Jaakow zniknęły. Dzielnica Żydowska została pozbawiona mieszkańców. Gusz Ecjon zniszczono po bitwie, która zakończyła się zabiciem ponad 100 Żydów w Kfar Ecjon.

Właściciele nie zniknęli jednak z dokumentów.

W marcu 1966 roku specjalista ONZ do spraw gruntów Frank Jarvis nadal mógł zsumować powierzchnię żydowskich nieruchomości, które jego dokumentacja identyfikowała po jordańskiej stronie Zielonej Linii.

16 684,421 dunama.

Wiele lat po zawarciu rozejmu w aktach własności nadal widniały ich nazwiska.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Odtajniono dokumenty o wspieranej przez USA powojennej imigracji nazistów do Kanady


Odtajniono dokumenty o wspieranej przez USA powojennej imigracji nazistów do Kanady

Z Toronto Anna Lach (PAP)


Raport Alit Rodal, kanadyjskiej historyczki pochodzącej z Ukrainy, powstał na zlecenie komisji, której szefował sędzia Jules Deschenes (na zdjęciu). Fot. Photographie La Rose/ Archival by La Presse, Public domain, via Wikimedia Commons

Kanada, która w czasie zimnej wojny przyjęła nazistowskich zbrodniarzy jako legalnych imigrantów, była naciskana w tej sprawie przez Stany Zjednoczone -wynika z opublikowanych informacji z archiwalnych dokumentów odtajnionych wyrokiem kanadyjskiego sądu.

Żydowska organizacja charytatywna Bnai Brith udostępniła w czwartek niepublikowane dotąd informacje z raportu historyczki Alti Rodal z 1986 r. w sprawie podejrzeń, że Kanada przyjmowała nazistowskich zbrodniarzy. Liczący 618 stron raport „Nazistowscy zbrodniarze wojenni w Kanadzie. Historyczny i polityczny kontekst od lat 40. do czasów współczesnych” został prawie w całości odtajniony wyrokiem sądu z 1 września.

W dokumencie opisano np., że kanadyjska policja federalna (RCMP) podejrzewała co najmniej 35-40 osób, które dysponowały sfałszowanymi dokumentami przygotowanymi w USA – podała Bnai Brith w komunikacie.

„Historycy uważają, że tajny program wojskowy USA, później związany z CIA, odpowiadał za plan przesiedleń, który pomógł nazistowskim zbrodniarzom wojennym uciec przed sprawiedliwością w zamian za pomoc podczas zimnej wojny” – podkreśliła organizacja. 

Na początku lat 50. RCMP odrzuciła 52 wnioski, w których potencjalni imigranci posługiwali się amerykańskimi dokumentami, „niemniej uważa się, że USA przeprowadzały »znaczne grupy« ludzi przez kanadyjski system imigracyjny” – napisano w komunikacie.

Raport Alit Rodal, kanadyjskiej historyczki pochodzącej z Ukrainy, powstał na zlecenie komisji, której szefował sędzia Jules Deschenes, a która od 1985 r. zajmowała się badaniem informacji o obecności zbrodniarzy wojennych w Kanadzie.

Rząd udostępnił część raportu w lutym 2024 r. 1 września sąd orzekł na wniosek Bnai Brith, że dokument ma zostać odtajniony w całości, z niewielkimi wyjątkami. Rząd federalny nie odwołał się od tej decyzji. 

Komisja Deschenes’a, dla której pracowała Rodal, sporządziła listę z nazwiskami ok. 900 osób, które mogły być nazistowskimi zbrodniarzami wojennymi, a po wojnie zamieszkały w Kanadzie. Rząd odrzucał wnioski o udostępnienie niejawnych części dokumentów, powołując się na interes państwa i relacje międzynarodowe.

Bnai Brith kontynuuje działania na rzecz upublicznienia drugiej, niejawnej części raportu Komisji Deschenes’a, w której mogą znajdować się właśnie nazwiska  nazistowskich zbrodniarzy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Former Knicks Player, Yeshiva U Assistant Coach Mike Sweetney Dies at 43: ‘The Jewish Community Lost an Ally’


Former Knicks Player, Yeshiva U Assistant Coach Mike Sweetney Dies at 43: ‘The Jewish Community Lost an Ally’

Shiryn Ghermezian


Mike Sweeney and his family. Photo: Facebook/India Sweeney

Following the news that former New York Knicks player Mike Sweetney died at age 43, the coach of the Yeshiva University men’s basketball team remembered his support for the Jewish community and impact on YU student athletes as their assistant coach.

“The world lost a giant today. I lost a close friend. The basketball world lost a beloved star. Our Jewish community lost an ally and someone who knew exactly how to show up,” Maccabees head coach Elliot Steinmetz wrote on X. “Mike Sweetney wasn’t just a friend. He was family. When you needed him, he was there. Always. You didn’t even have to ask.”

Sweetney’s wife, India, announced his death in a Facebook post on Thursday. No cause of death was revealed.

The Georgetown men’s basketball alum, who was selected by the Knicks with the No. 9 pick in the 2003 NBA draft, was the assistant coach for the Maccabees for three seasons starting in 2019. He began his coaching career by running a basketball camp in the Poconos started by former Orthodox Jewish NBA veteran Tamir Goodman, whom he had known since high school in Washington. Sweetney also held basketball training sessions at synagogues and was head coach of the girls varsity team at the Ramaz School on the Upper East Side in New York City.

When Sweetney moved with his family to New Jersey in the spring of 2019, Goodman introduced him to Steinmetz. The former NBA player became YU’s assistant coach until 2022, and Goodman and Sweetney developed a friendship that lasted even after the latter stopped coaching at YU.

Steinmetz was in Israel when Hamas-led Palestinian terrorists attacked the Jewish state on Oct. 7, 2023, killed more than 1,200 people, and took 251 hostages. He said the first text message he received after the attack was from Sweetney, who knew the YU coach was in the country and wanted to make sure he was alright. Sweetney contacted Steinmetz again years later when the coach’s son was in Israel during an Iranian missile attack. “He knew my son, Noah, was there and wanted to make sure he was OK,” Steinmetz said.

“When we would run a charity event for troubled teens, Mike would show up,” Steinmetz wrote on X after Sweetney’s death. “He was there for our student-athletes at Yeshiva University day in and day out, regardless of his other responsibilities and jobs. His dedication to mental health awareness and his willingness to share his story for the benefit of others was the work of a selfless human being with a huge heart. Mike – we love you and we will miss you. Thanks for everything.”

Sweetney played two seasons with the Knicks before being traded to the Chicago Bulls. After two seasons in Chicago, he went to play professional basketball overseas before retiring in 2017. Sweetney spoke openly about battling depression, anxiety, and suicidal thoughts. After he left the court, he moved on to coaching but also became a mental health advocate, giving talks at school and conferences.

“That’s my main passion, suicide prevention talks, helping students out, doing public speaking every chance I get,” Sweetney told the New York Post in 2019. “I just share everything I’ve been through and hope I can change some lives. People relate to it. People want to get help. I’ve become a mentor to a lot of people. Now, I’m changing lives and saving lives. It’s awesome. It’s overwhelming. I never would’ve thought the worst point in my life would turn into one of my best points.”

Sweetney told the publication that when Goodman helped him get into coaching, it changed his life.

“My career ended kind of quick. I didn’t know what was next. And that opened so many doors. I started doing clinics, camps, traveling, speaking gigs,” he explained. “Next thing I know, the last few years, everything has been in the Jewish community. And they are just great people.”

During Sweetney’s three seasons as the assistant coach at YU, the team won two conference championships and had a 50-game winning streak from 2019-21. The team reached the Division III Sweet 16 in 2020, but the tournament was canceled due to COVID-19.

“It’s not just about X’s and O’s,” Sweetney told the Post in 2019, describing coaching the YU team. “Sometimes you need to see if a guy is going through something and pick them up. It’s been a great experience. I’m happy here. I’m comfortable here. I’m treated well here. It’s been amazing. To be happy and be at peace, I would’ve been shocked. I wouldn’t have thought it was possible.”

Sweetney is survived by his wife and three children.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Klątwa pożytecznego idioty

Zack Polanski – wzorowy użyteczny idiota. (Zrzut z ekranu)


Klątwa pożytecznego idioty

Leo Pearlman


Pożyteczny idiota jest jedną z najbardziej trwałych postaci w historii. Pojawia się w każdym pokoleniu, w każdej ideologii i w każdym ruchu politycznym. Nie definiuje go to, w co wierzy, lecz to, do czego można go wykorzystać. Byłby jedną z wielkich komicznych postaci historii, gdyby nie był tak niebezpieczny.

Pożyteczny idiota rzadko jest głupi. Przeciwnie, wielu z nich to ludzie inteligentni, elokwentni i często świetnie wykształceni. Można ich znaleźć na uniwersytetach, w zarządach firm, partiach politycznych, organizacjach aktywistycznych i instytucjach medialnych. Tym, co ich wyróżnia, nie jest brak inteligencji, lecz brak ciekawości – albo, mówiąc dokładniej, lęk przed ciekawością.

Pożyteczny idiota boi się informacji, które mogłyby skomplikować jego obraz świata. Unika rozmów podważających jego założenia, szukając raczej potwierdzenia niż zrozumienia, pewności zamiast prawdy.

Dla poprzednich pokoleń edukacja była często procesem odkrywania, jak wiele się nie wie. Dziś dla wielu stała się procesem uczenia się, jakie poglądy można bezpiecznie wyznawać. Pierwsze kształtuje ludzi myślących samodzielnie, drugie – naśladowców.

Pożyteczny idiota nie boi się, że może nie mieć racji. Boi się odkrycia, że jego przeciwnicy mogą nie być całkowicie w błędzie. Bo takie odkrycie zagraża czemuś znacznie ważniejszemu niż argumentacja – zagraża przynależności. A właśnie przynależność leży w samym sercu tego zjawiska.

Pożyteczny idiota chce być akceptowany, potrzebuje należeć do „tych dobrych”, łaknie aprobaty tłumu. A przede wszystkim pragnie pewności. Chce świata schludnie podzielonego na dobrych i złych, ciemiężycieli i uciskanych, ofiary i złoczyńców.

Rzeczywistość rzadko jest tak prosta, ale pożyteczny idiota nie może sobie pozwolić na złożoność. Złożoność wymaga myślenia, myślenie rodzi wątpliwości, wątpliwości zagrażają przynależności, a przynależność coraz częściej jest walutą współczesnego aktywizmu.

I właśnie tutaj zaczyna się manipulacja, ponieważ pożyteczny idiota nie tylko się myli – jest wykorzystywany. Na tym polega cała rzecz, bo jego wartość nie tkwi w mądrości, wiedzy czy osądzie, lecz w zdolności do dostarczania legitymizacji.

Jeśli chcesz atakować Żydów, znajdź Żyda. Jeśli chcesz atakować kobiety, znajdź kobietę. Jeśli chcesz atakować prawa gejów, znajdź gejowskiego aktywistę. Jeśli chcesz atakować demokrację, znajdź demokratę.

Pożyteczny idiota staje się żywą tarczą, certyfikatem autentyczności, przepustką.

„Jak to może być antysemityzm? Przecież razem z nami maszerują Żydzi”.

„Jak to może być mizoginia? Przecież kobieta się z nami zgadza i stoi po naszej stronie”.

„Jak to może być homofobia? Przecież on stoi na naszym czele”.

Sama sprzeczność staje się produktem. Zjawisko to stało się tak powszechne, że niemal przestało zwracać uwagę. Zwrot „Jako Żyd…” stał się wręcz osobnym gatunkiem dyskursu politycznego.

Rzadko chodzi tu o fachową wiedzę. Chodzi o rozgrzeszenie. Taka osoba nie znajduje się tam dlatego, że rozumie problem lepiej niż wszyscy inni. Jest tam po to, by pozwolić wszystkim pozostałym przestać myśleć – albo, w wielu przypadkach, w ogóle nie zaczynać.

Pożyteczny idiota bierze to za akceptację. Ale to nie jest akceptacja. Akceptacja oznacza, że jesteś ceniony za to, kim jesteś. Użyteczność oznacza, że jesteś ceniony za to, co możesz zrobić dla kogoś innego.

Pierwsze jest bezwarunkowe. Drugie ma termin ważności.

7 października nie stworzył pożytecznego idioty. Ujawnił go. A właściwie ujawnił ich miliony. To, co nastąpiło po masakrze, było jednym z najbardziej niezwykłych politycznych przegrupowań we współczesnej historii Zachodu.

Powstała burza doskonała: część progresywnej lewicy zaczęła maszerować ramię w ramię z ruchami islamistycznymi.

Organizacje walczące o prawa kobiet miały trudności z potępieniem zorganizowanych gwałtów i przemocy seksualnej wobec izraelskich kobiet.

Organizacje LGBTQ entuzjastycznie sprzymierzały się ze sprawami, których ideologie polityczne uznawałyby homoseksualizm za przestępstwo i karały homoseksualistów śmiercią przez powieszenie.

Obrońcy praw człowieka zaczęli bronić organizacji otwarcie odrzucających wiele praw, których sami rzekomo bronią.

Sprzeczność była oczywista, a jednak miliony ludzi zdawały się jej nie dostrzegać – albo nie chciały jej dostrzec. Bo kiedy przynależność staje się ważniejsza niż prawda, rzeczywistość staje się negocjowalna.

Pożyteczny idiota przestaje pytać: „Co się stanie, jeśli ci ludzie zwyciężą?”. Zamiast tego pyta: „Co pomyśli o mnie moje plemię, jeśli zacznę ich kwestionować?”.

Ta jedna zmiana wyjaśnia wiele ze współczesnego aktywizmu. Pożyteczny idiota ocenia ruchy według tego, jak współczująco brzmią, nigdy zaś według tego, co się dzieje, kiedy zdobywają władzę.

I tu dochodzimy do brytyjskiego polityka z Partii Zielonych, Zacka Polanskiego.

Gdyby komuś powierzono zadanie skonstruowania w laboratorium idealnego pożytecznego idioty, rezultat mógłby wyglądać uderzająco podobnie.

Gej, Żyd i progresywny polityk, entuzjastycznie uczestniczący w koalicjach politycznych, w których znajdują się ludzie celebrujący 7 października, broniący Hamasu lub sprzymierzający się z ruchami zasadniczo wrogimi zarówno żydowskiemu samostanowieniu, jak i równouprawnieniu osób LGBT.

Ironia jest niemal zbyt doskonała. Żyd i homoseksualista prowadzący kampanię u boku ludzi, których ideologiczni pobratymcy mieliby niewiele cierpliwości zarówno dla jego żydowskości, jak i homoseksualności.

A jednak właśnie ta sprzeczność czyni go tak wartościowym. Jego żydowskość, seksualność i poglądy polityczne zapewniają legitymizację. Jest użyteczny nie pomimo tych cech, lecz właśnie dzięki nim.

Pożyteczny idiota jest zawsze cenniejszy, kiedy można go pokazać palcem. „Widzicie? To przecież nie może być antysemityzm”. „Widzicie? To przecież nie może być homofobia”. „Widzicie? Jeden z nich się z nami zgadza”.

Jest jeszcze jedna cecha pożytecznego idioty, której poświęca się znacznie mniej uwagi:

Jego użyteczność często rośnie, kiedy cierpi. Pożyteczny idiota wyobraża sobie, że jest częścią ruchu. W rzeczywistości często jest surowcem, którym ruch się żywi.

Jego aresztowanie staje się okrzykiem mobilizującym zwolenników. Jego zawieszenie – apelem o datki. Jego zwolnienie z pracy – dowodem prześladowania. Jego uwięzienie – narzędziem rekrutacji. Ruch pochłania jego ofiarę i przetwarza ją w energię. Jednostka płaci cenę, organizacja inkasuje dywidendę.

Skuteczny aktywista jest użyteczny. Ofiara jest bezcenna.

Dlatego tak wiele ruchów z większym entuzjazmem celebruje swoich męczenników niż własne sukcesy. Uwięziony aktywista, wyrzucony student, aresztowany demonstrant, napiętnowany wykładowca. Ich cierpienie staje się kapitałem politycznym, ich ofiara – strategią marketingową.

Pożyteczny idiota bierze ten proces za solidarność. Często jest to po prostu eksploatacja. Jego poświęcenie nie jest niefortunnym skutkiem ubocznym działalności ruchu – jest jednym z jego najcenniejszych aktywów. A ponieważ nauczono go, że cierpienie jest dowodem zaangażowania, staje się jeszcze bardziej lojalny. Im więcej traci, tym bardziej jest przekonany. Im więcej poświęca, tym bardziej czuje się sprawiedliwy. Im surowiej jest karany, tym większą ma pewność, że stoi po właściwej stronie historii.

Ruch rozumie to instynktownie. Pożyteczny idiota – rzadko.

I tu dochodzimy do publicysty „Guardiana”, Owena Jonesa.

Jego doświadczenie po wizycie na Buttmitzvah, queerowej żydowskiej imprezie klubowej w Londynie, było drobną, lecz doskonałą ilustracją szerszego zjawiska.

Przez lata Jones prezentował nienaganne antysyjonistyczne referencje. Przejął odpowiedni język, popierał właściwe sprawy i z niesłabnącą obsesją atakował zatwierdzone cele. A jednak wystarczyło, że pojawił się na żydowskiej imprezie, by niektórzy zwrócili się przeciwko niemu.

Jego reakcja była znamienna: zdziwienie, rozczarowanie, poczucie zdrady. Oczywiście nie powinien był być zaskoczony. Pożyteczny idiota często dopiero za późno odkrywa, że tłum, który mu klaskał, nigdy naprawdę go nie akceptował. Po prostu uważał go za użytecznego.

Lekcja, którą Owen odebrał w miniaturze, jest tą samą lekcją, której historia raz po raz udziela w pełnej skali. Pożyteczny idiota wyobraża sobie, że lojalność zostanie w końcu odwzajemniona. Historia sugeruje coś innego. Bo pożyteczny idiota nigdy nie jest partnerem. Jest narzędziem. Dziś jest przydatny do atakowania kogoś innego. Jutro staje się zbędny i sam znów staje się celem.

Historia już spotykała pożytecznego idiotę.

Spotkała go w zachodnich intelektualistach gloryfikujących Stalina, podczas gdy miliony ludzi znikały w gułagach. Spotkała go w świeckich rewolucjonistach maszerujących u boku islamistów w Teheranie, przekonanych, że wspólnie budują tę samą przyszłość. Spotkała go w idealistycznych studentach rewolucji kulturalnej Mao, którzy z entuzjazmem burzyli stary świat, zanim rewolucja zwróciła uwagę na nich samych.

Flagi były inne, hasła były inne, rezultat – uderzająco podobny. Pożyteczny idiota zawsze jest przekonany, że pomaga budować lepszy świat. Tragedia polega na tym, że rzadko zatrzymuje się, by zapytać, jaki świat zamierzają zbudować ludzie, których wzmacnia, kiedy już zwyciężą.

I dlatego Dearborn ma znaczenie.

Przez lata wielu ludzi na progresywnej lewicy przekonywało samych siebie, że wszystkie grupy mniejszościowe w naturalny sposób podzielają te same wartości i aspiracje. Potem pojawiły się kwestie dotyczące seksualności, edukacji, religii i wolności słowa. Nagle grupy, które wcześniej maszerowały razem, odkryły, że wyobrażają sobie zupełnie inne społeczeństwa.

Koalicja działała doskonale, dopóki miała charakter symboliczny. Stało się znacznie trudniej, kiedy wkroczyła polityczna rzeczywistość.

Dearborn nie jest wyjątkiem. Jest zapowiedzią kierunku, w którym zmierzają wydarzenia. Tak właśnie wygląda zderzenie haseł z władzą, kiedy sojusz zbudowany wyłącznie na wspólnym sprzeciwie zostaje zmuszony do odpowiedzi na znacznie trudniejsze pytanie:

Co właściwie próbujecie zbudować?

To pytanie dotrze również do Wielkiej Brytanii, ponieważ istnieje zasadnicza różnica między wspólnym występowaniem przeciwko czemuś a zgodą co do tego, co powinno owo coś zastąpić.

Pożyteczny idiota nigdy nie rozumie tej różnicy. Zakłada, że wszyscy podzielają jego wartości, że wszyscy chcą tej samej przyszłości, że lojalność zostanie w końcu nagrodzona. Zamiast tego odkrywa, że użyteczność ma termin ważności.

7 października nie stworzył pożytecznego idioty. Obnażył go. Pokazał, jak wielu ludzi tak rozpaczliwie pragnie przynależeć, że przestało zadawać najważniejsze ze wszystkich pytań politycznych: „Co się stanie, jeśli ci ludzie zwyciężą?”.

Ujawnił pokolenie gotowe oceniać ruchy według tego, jak współczująco brzmią, zamiast według tego, jakie społeczeństwa chcą zbudować. Pokolenie gotowe usprawiedliwiać mizoginię, homofobię, autorytaryzm i przemoc, pod warunkiem że zostaną opakowane we właściwe hasła.

Niektórzy w końcu dostrzegą tę sprzeczność. Wielu nie dostrzeże jej nigdy. Historia podpowiada, że kiedy wreszcie ją dostrzegają, często jest już za późno. Bo pożyteczny idiota rzadko jest ostatnią ofiarą sił, które sam wzmacnia. Jest po prostu pierwszą.

Wolności, które pomaga podkopywać, prawdy, które pomaga tłumić, i instytucje, które pomaga osłabiać, nie znikają wraz z nim. Stają się dziedzictwem następnego pokolenia. I właśnie na tym polega prawdziwe niebezpieczeństwo. Nie na krzywdzie, którą pożyteczny idiota wyrządza samemu sobie, lecz na szkodach, które pozwala wyrządzić innym, kiedy już pomoże im dotrzeć tam, dokąd chcieli dojść.

7 października powinien był być ostrzeżeniem. Zamiast tego dla wielu stał się sprawdzianem. Sprawdzianem tego, czy przynależność liczy się bardziej niż prawda, czy hasła są ważniejsze od rzeczywistości, czy akceptacja jest ważniejsza od zasad. Zbyt wielu tego sprawdzianu nie zdało.

Tragedia nie polega na tym, że pewnego dnia mogą odkryć, iż byli wykorzystywani. Tragedia polega na tym, że kiedy to odkryją, cenę będą już płacić ludzie daleko wykraczający poza ich własne grono.

Historii nigdy nie kształtowali wyłącznie fanatycy. Znacznie częściej kształtowali ją zwyczajni ludzie, którzy wmówili sobie, że zadawanie trudnych pytań jest mniej ważne niż akceptacja tłumu.

Pożyteczny idiota rzadko jest celem podróży. Jest mostem.

Tragedia polega na tym, że nasze społeczeństwo przechodzi po tym moście razem z nim.


Link do oryginału: https://www.israelnationalnews.com/news/428694?utm_source=substack&utm_medium=email

Israel National News, 16 czerwca 2026

Leo Pearlman jest londyńskim producentem oraz otwarcie i dumnie deklarującym się syjonistą. Jego film o masakrze na festiwalu muzycznym Nova 7 października, We Will Dance Again, zdobył w 2025 roku nagrodę Emmy podczas 46. dorocznej gali News & Documentary Emmy Awards w kategorii „Outstanding Current Affairs Documentary”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Radical Anti-Israel Groups Fail ‘Coordinated Campaign’ to Kill ‘NAZA’ Counter-Documentary After US Premiere


Radical Anti-Israel Groups Fail ‘Coordinated Campaign’ to Kill ‘NAZA’ Counter-Documentary After US Premiere

Shiryn Ghermezian


“NAZA: The Real Story.” Photo: Provided

The website for a film that defends Israel’s military against accusations made in the “NAZA” documentary was targeted by “radical Islamist groups” this week that tried to prevent the public from watching the film, Israel’s Ministry of Foreign Affairs (MFA) confirmed early Wednesday morning.

The 49-minute documentary “NAZA: The Real Story” features first-hand testimonies from senior commanders in the Israel Defense Forces (IDF) and intelligence officers who ran operations and fought in the Gaza Strip against Hamas terrorists who orchestrated the deadly attacks in southern Israel on Oct. 7, 2023. Released in September, the documentary was created by three Israelis, including IDF reservist officers, and is available to watch for free online on its website. It has already been viewed more than 43 million times, according to the site. The film made its US premiere on Monday night in New York City.

The MFA wrote in a post on X that extremist Islamist groups launched a coordinated attack against the film but failed in their efforts to bury the documentary and prevent viewers from watching it. The film was attacked by thousands of anti-Zionist bots and social media users, and its website was falsely reported as dangerous.

“This morning, the Israeli documentary production was temporarily taken offline following a coordinated campaign by radical Islamist groups. Apparently, exposing what happened in Gaza and backing it up with evidence was a little too inconvenient,” said the MFA. “Unfortunately for them, the film is now back online. Join the millions who’ve already watched.”

In “NAZA: The Real Story,” senior IDF officials, who are identified, defend Israel’s military actions in Gaza by discussing how Hamas operates in civilian areas, how the IDF acts to prevent harm to civilians, rules of engagement, the hostage situation, and the handling of aid trucks, among other topics. The documentary was made in direct response to the award-winning documentary “NAZA,” in which anonymous Israeli sources accuse the IDF of deliberately targeting Palestinian civilians in the Gaza Strip. The original “NAZA” was directed by Yuval Abraham and Rachel Szor, and produced with The Guardian.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu has ordered the country’s attorney general and the head of the Shin Bet security service to launch an investigation that will reveal the identities of the IDF sources interviewed in “NAZA,” and prosecute them for “serious information security offenses, criminal defamation, and harm to Israel’s political and security interests.”

“The film presents a false, misleading, and biased plot that defames the State of Israel and the IDF in the world and severely damages Israel’s standing,” Netanyahu said. “We will always stand with our beloved and heroic fighters!”

The first US screening of “NAZA: The Real Story” took place on Monday night in New York City and was led by the Israeli-American Council (IAC), which is the largest Israeli-American community organization in the country. Following the screening, the film’s two co-creators — Roi Danino, an IDF reserve lieutenant colonel, and Ariel Averbuch, an IDF reserve major — talked about their personal experiences during the Israel-Hamas war that started after the massacre on Oct. 7, 2023, and answered questions from the audience. Averbuch described the persuasion techniques used in “NAZA” to convince audiences and make Israel look like the enemy.

“I sat and watched it, and I can tell you honestly — if I had not known the truth, I would have left that screening 100 percent convinced that the Jews, the Israelis, and the IDF are Nazis in the fullest sense of the word,” he admitted. “And the most important thing to understand is that ‘NAZA’ has not yet been released to the general public – it is expected to have its public release in early November, and we estimate that tens of millions of people will watch it. That is exactly why ‘NAZA: The Real Story’ is a tool for all of us, because what is coming is a tsunami of blood libels, and we must be prepared to dismantle it.”

The IAC organized a protest outside the North American premiere of “NAZA” in late September. Trucks mounted with LED screens parked outside Manhattan’s Lincoln Center, where the screening took place, showed raw footage from the Oct. 7 attack captured by Hamas terrorists themselves and IDF soldiers, along with materials that discredit the film’s claims. The IAC has since organized similar protests at “NAZA” screenings in the Hamptons, San Francisco, Los Angeles, and Massachusetts. The pro-Israel organization said its protests do not aim to prevent the film from being shown, but rather they urge audiences to learn all the facts about what transpired during the Oct. 7 attack and its aftermath, especially the context and details disregarded in the “NAZA” film.

“There is a dangerous moment in the life of a lie – the moment when people stop asking whether it is true,” Noa Peri-Jensch, IAC’s chief communities officer, said at Monday’s screening of “NAZA: The Real Story.”

“For centuries, Jews were accused of murdering children for their blood – an accusation that did not need to be true, only to be believed. During the Holocaust, reports of the persecution and murder of Jews reached the American press, yet knowledge still did not turn into action,” Peri-Jensch added. “History teaches us what happens when a lie goes unanswered. Today, lies move faster than ever – an edited clip, a missing fact, an accusation repeated until it sounds like proof. The demonization of Israel surrounding ‘NAZA’ echoes that very same pattern, and we will not let it go unanswered.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com