Wojny zastępcze Chin: czy III wojna światowa już się zaczęła?

Przewodniczący Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping intensywnie działa na rzecz destabilizacji świata. „Wielki chaos pod Niebem prowadzi do wielkiego ładu pod Niebem” – napisał Mao Zedong w 1966 roku w liście do swojej żony Jiang Qing, odnosząc się do swojego celu, jakim było ustanowienie chińskich rządów nad całym światem. Xi przez cały obecny wiek nawiązuje do wywodzącej się z epoki cesarskiej koncepcji, zgodnie z którą chińscy przywódcy nie tylko mieli prawo rządzić tianxia – „wszystkim pod Niebem” – ale wręcz mieli obowiązek to czynić. Na zdjęciu: Xi oraz Władimir Putin podczas powitalnej uroczystości w Pekinie 20 maja 2026 r. (Źródło: Wikipedia)


Wojny zastępcze Chin: czy III wojna światowa już się zaczęła?

Gordon G. Chang


„Nie, nie stoimy w przededniu III wojny światowej” – pisze Leon Hadar w „Asia Times”.

„To, co naprawdę dzieje się w 2026 roku, nie jest powolnym rozpalaniem jednej globalnej wojny” — dodaje. „Jest to powolny rozpad powojennego porządku pod przewodnictwem Ameryki, rozgrywający się jednocześnie na pół tuzina teatrów działań, które jak dotąd nie złożyły się w jeden konflikt”.

Niezależnie od tego, czy Hadar ma rację, czy nie, mój znajomy stwierdził w czerwcu, że „świat całkowicie wymknął się spod kontroli”.

W tym naszym świecie, który wymknął się spod kontroli, tempo zmian przyspiesza. Jak miał powiedzieć Włodzimierz Lenin: „Są dekady, podczas których nic się nie dzieje, i są tygodnie, podczas których dzieją się całe dekady”.

W tym okresie gwałtownych zmian Hadar przyznaje, że trwają wojny regionalne, lecz uważa je za „objaw nieporządku, a nie krok w kierunku wojny globalnej”.

„Niebezpieczeństwo związane z nadmiernie pochopnym stawianiem diagnozy »III wojny światowej« nie polega jedynie na braku trafności” – argumentuje Hadar. „Problem w tym, że takie ujęcie zazwyczaj prowadzi właśnie do tych działań politycznych – maksymalistycznych zobowiązań, odruchowego prężenia militarnych muskułów, traktowania każdego regionalnego sporu jako egzystencjalnego sprawdzianu determinacji – które utrudniają ugaszenie mniejszych pożarów”.

Ten rozsądnie brzmiący pogląd pomija jednak ważniejszą kwestię. Nie przyjmując zdecydowanego podejścia, Stany Zjednoczone i ich partnerzy pozwolili wrogim aktorom przybliżyć świat do globalnego konfliktu.

Na przykład prezydent Rosji Władimir Putin niemal na pewno uznał niezdecydowanie Ameryki i Zachodu na początku 2022 roku – prezydent Joe Biden powiedział, że być może tolerowałby „niewielkie wtargnięcie” na Ukrainę – za zielone światło dla inwazji na pełną skalę.

Gdyby Biden uczynił z inwazji „egzystencjalny sprawdzian determinacji”, prawdopodobnie zmusiłby rosyjskiego przywódcę do ustąpienia. Zamiast tego jego słabe podejście otworzyło drogę do długotrwałej wojny.

Ukraina ma znaczenie – znacznie większe, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę. Jak Gregory Copley, prezes International Strategic Studies Association, powiedział Gatestone w grudniu 2023 roku, nie ma już „wojen regionalnych”, ponieważ „we wszystkie z nich w jakimś stopniu zaangażowane są wielkie mocarstwa”.

Na Ukrainie, na przykład, Chiny udzielają Rosji wszechstronnego wsparcia.

Xi Jinping w pełni poparł Putina, ponieważ chiński przywódca najwyraźniej zaczerpnął dwie idee z maoistowskiego podręcznika „ruchu chłopskiego”.

Po pierwsze, Xi najwyraźniej próbuje „okrążyć miasta ze wsi”. Dziś chiński przywódca uważa miejsca takie jak Ukraina za wieś, a Amerykę za najważniejsze miasto. Mao zwyciężył w 1949 roku nad silniejszymi wojskami nacjonalistów Czang Kaj-szeka właśnie dzięki tej strategii wsi i miast.

Po drugie, Xi intensywnie działa na rzecz destabilizacji świata. „Wielki chaos pod Niebem prowadzi do wielkiego ładu pod Niebem” – napisał Mao Zedong w 1966 roku w liście do swojej żony Jiang Qing, odnosząc się do swojego celu, jakim było ustanowienie chińskich rządów nad całym światem. Xi przez cały obecny wiek nawiązuje do wywodzącej się z epoki cesarskiej koncepcji, zgodnie z którą chińscy przywódcy nie tylko mieli prawo rządzić tianxia – „wszystkim pod Niebem” – ale wręcz mieli obowiązek to czynić.

Ameryka musi przeciwstawiać się państwu chińskiemu wszędzie tam, gdzie państwo chińskie rzuca wyzwanie światu. Każda walka – Xi Jinping prowadzi obecnie wojny zastępcze na trzech kontynentach – stała się więc krytycznie ważna, jeśli wręcz nie jest częścią egzystencjalnego starcia.

„Prawdziwa wojna światowa wymaga, aby wielkie mocarstwa zdecydowały się na bezpośrednią konfrontację ze sobą” – pisze Hadar. „Tymczasem mamy do czynienia z kilkoma wielkimi i średnimi mocarstwami, z których każde realizuje węższe, bardziej transakcyjne cele; od czasu do czasu dochodzi między nimi do kolizji, zazwyczaj niezamierzonej”.

To prawda, że Chiny i Rosja od czasu wojny koreańskiej nie zdecydowały się na bezpośrednią walkę ze Stanami Zjednoczonymi, lecz są coraz bliżej tego zarówno na Ukrainie, jak i w Iranie. Oba konflikty są obecnie starciami zastępczymi.

„Wojny światowe często można z całą pewnością rozpoznać dopiero wtedy, gdy wzajemnie powiązane kryzysy przekształciły się już w jeden konflikt” – napisał do mnie w tym miesiącu David Maxwell, wiceprezes Center for Asia Pacific Strategy. „Odrębne wojny nie muszą zaczynać się jako skoordynowane globalne starcie”.

Maxwell ma rację: pod koniec lat 30. XX wieku odrębne wojny połączyły się w konflikt, który dziś nazywamy II wojną światową.

Jak zauważa: „Pytanie może więc nie brzmieć, czy III wojna światowa jest nieuchronna, lecz ile regionalnych wojen może toczyć się jednocześnie, zanim rozróżnienie między konfliktem regionalnym a wojną światową utraci strategiczne znaczenie”.

Dziś zarówno Rosja, jak i Chiny mają powody, by walczyć do samego końca: Rosja dlatego, że ponosi dotkliwe porażki na Ukrainie, a Chiny dlatego, że zmagają się z wewnętrznymi kryzysami, które mogą doprowadzić do końca rządów Partii Komunistycznej.

Obecne ryzyko polega na tym, że zdesperowany Putin lub niepewny swojej pozycji Xi może użyć swojej najpotężniejszej broni, prowadząc wojnę, która stanie się ostatnią wojną w historii.


Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/22858/china-proxy-conflicts

Gatestone Institute, 15 września 2026

Gordon G. Chang jest autorem książki Plan Red: China’s Project to Destroy America („Plan Czerwony: chiński projekt zniszczenia.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Election Day: Polls open as Israelis cast ballots for 26th Knesset


Election Day: Polls open as Israelis cast ballots for 26th Knesset

JNS Staff


More than 7.3 million Israelis are eligible to vote at 12,018 regular polling stations nationwide.

Workers prepare ballot boxes for Israel’s upcoming general elections at the Central Elections Committee warehouse in Shoham, ahead of their distribution to polling stations across the country, Oct. 14, 2026. Photo by Yonatan Sindel/Flash90.

Most polling stations in Israel opened at 7 a.m. on Tuesday, Oct. 27, for the election for the 26th Knesset, with voting scheduled to continue until 10 p.m. Some stations will operate on shorter schedules.

Some 7.33 million Israelis are eligible to vote, according to Israeli Central Elections Committee figures dated Sept. 6, an increase of 543,177 since the previous election four years ago. The committee listed 12,018 regular polling stations nationwide, including 6,208 accessible stations.

It will be the country’s first general election since the Hamas-led massacre on Oct. 7, 2023.

.

Election Day in Israel is a national holiday, with schools, kindergartens and most workplaces expected to close. Voters choose party lists rather than directly electing a prime minister. Lists must receive at least 3.25% of valid votes to enter the Knesset.

Military voting began on Oct. 21 at Israel Defense Forces bases and outposts across operational arenas, including in Gaza, Lebanon and Syria. More than 850 polling stations, many of them mobile, were deployed, according to the IDF, with voting continuing through Election Day subject to operational requirements.

Eligible Israeli diplomats serving abroad and their family members began voting on Oct. 15. President Isaac Herzog attended the opening of voting at Israel’s embassy in Baku, Azerbaijan, calling the election “a celebration of democracy” and urging citizens to vote.

Proportional representation

Israeli democracy is based on a parliamentary system of proportional representation. This means that Israeli citizens do no vote directly for a prime minister or district representatives. They vote for a party that runs in a single, nationwide constituency, where the legislative body—the Knesset—has 120 seats.

A vote for a party is a vote for a list of Knesset candidates. The 120 Knesset seats are divided proportionally to the number of votes that each party wins. Thus, if a single party won 50% of the valid votes, it would secure 60 Knesset seats.

No party has ever won a majority of the votes, so every government has been formed by a coalition of parties.

In addition, parties must receive at least 3.25% of the valid votes to enter the Knesset; votes cast for parties that fail to reach this electoral threshold are discarded. 
.

Choosing a prime minister

Although typically the leader of the largest party becomes prime minister, this is not always the case. The law stipulates that the Israeli president designates the member of the Knesset who has the best chance of forming a coalition with the task of forming a government.

The designated member of Knesset must present the proposed government and its policy guidelines to the Knesset and win its approval before taking office as prime minister.

If the designated member of Knesset is unable to do this, the president designates another member of Knesset to try.

The prime minister must moreover hold a Knesset seat while serving as the head of the government. Other ministers are not required to be lawmakers.

The Israeli president is elected by the Knesset for a seven-year tenure. Israel’s current president, Isaac Herzog, is scheduled to end his term in July 2028.

More than a century of democracy

A World Economic Forum ranking from 2019 places Israel among the world’s 20 oldest continuous democracies.

Although since its inception Israel has faced “wars, terrorism, security threats, political upheavals and profound social change,” it has always maintained its commitment to parliamentary democracy, the Foreign Ministry states.

“Israel’s democracy was born in adversity. Its endurance is one of the country’s greatest achievements,” it adds.

“Jewish, Muslim, Christian and Druze citizens, from cities and countryside, religious and secular, from every background and community, will participate [on Oct. 27] in the same democratic process. They may disagree profoundly about Israel’s future, but each has an equal vote in determining it,” the ministry says.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump Again Endorses Netanyahu, Who Touts Backing Ahead of First Israeli Election Since Oct. 7 Attack


Trump Again Endorses Netanyahu, Who Touts Backing Ahead of First Israeli Election Since Oct. 7 Attack

Corey Walker


US President Donald Trump greets Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu at the White House in Washington, DC, US, Sept. 29, 2025. Photo: REUTERS/Kevin Lamarque

US President Donald Trump has reiterated his public endorsement of Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s reelection bid as Israelis prepare to head to the polls on Tuesday for the first time since Hamas’s Oct. 7, 2023, invasion and massacre.

In a Truth Social post published on Sunday evening, Trump praised Netanyahu’s leadership and urged Israeli voters to support him in the election, pointing to their cooperation in confronting shared security threats.

“When you go to the Polls please remember that Bibi [Netanyahu] has been an outstanding Warrior Prime Minister!” Trump wrote, adding that the two leaders had worked together successfully on major military operations.

“Vote for Bibi Netanyahu for Prime Minister,” Trump added.

The US president concluded his message with a call to continue their joint military efforts against Iran, writing that the two countries needed to “finish the job that we started.”

The endorsement came one week after Trump first threw his support publicly behind Netanyahu in an unusually direct intervention in Israeli politics, warning that choosing another leader could leave Washington to confront Iran without an Israeli partner willing to do the same.

Trump’s latest message of support comes as Israel heads into an election dominated by the wars in Gaza, Iran, and Lebanon that followed the Oct. 7 massacre; demands for accountability over the security failures that led to the attack; disputes over ultra-Orthodox military service; and the rising cost of living.

The future of American-Israeli cooperation is also another major issue looming large over the election.

Trump’s latest statement reinforces his administration’s close relationship with Netanyahu, whose government has made countering Iran’s regional influence and military capabilities a top security priority.

Netanyahu has touted Trump’s endorsement in the final days of the campaign.

“US President Donald Trump has come with a friendship that has never existed before between an Israeli prime minister and an American president. And it is doubtful we will ever have such a friendly president again,” Netanyahu said in a televised appearance late on Sunday night. “He has another two years, and he says he is calling on you to vote for me.”

Netanyahu added that Trump was willing prepared to help “finally, finally, remove the Iranian threat,” but only with Netanyahu as prime minister.

“And I have already instructed the Mossad [intelligence service] and the IDF [Israel Defense Forces] to bring down this regime, to bring down this regime because that is the only way to put an end to this threat,” Netanyahu said.

Netanyahu’s principal challenger, Gadi Eisenkot, a former IDF chief of staff who leads the centrist Yashar party, praised Trump as “a true friend of Israel” in his own social media post.

“I value his efforts and his commitment to Israel’s security, and I am confident that he will work in full cooperation with any leader chosen by the people,” he added.

Trump’s endorsement followed reports that Netanyahu and his allies had stepped up efforts to secure additional public support from the American president in the final stretch of the campaign.

Both Trump and Netanyahu have denied such reports.

“I never spoke about it,” Trump said when asked by reporters later on Monday whether Netanyahu had requested the second endorsement

“I put out both endorsements. I put out both … I think he’s done a very good job as prime minister under very trying conditions,” Trump added.

In recent days, Netanyahu has suggested that Israel will likely continue to undergo diplomatic isolation amid simmering international outrage over the war in Gaza. The Israeli premier has argued that the state will likely need to accelerate weapons manufacturing and implement measures to circumvent financial sanctions.

On Sunday, Netanyahu put Iran at the center of his final campaign push, warning that Tehran and its proxies could launch attacks to disrupt the election, hours after sharing an AI-generated image of a nuclear explosion over Tel Aviv.

The image was accompanied by a post by political commentator Yuval Bloomberg arguing that Iran’s nuclear ambitions overshadowed every other issue facing Israeli voters.

“If two atomic bombs fell in central Israel, who would care about all these pointless controversies?” the post read, citing other disputes and characterizing them as unimportant by comparison.

Eisenkot accused the prime minister of resorting to “hysterics.”

“As in every election campaign, it’s the same methodology of lies and scare tactics. This time, threatening Israeli citizens with mass destruction,” he wrote on X.

The final polls released Friday by Israel’s three main television news networks showed Eisenkot’s Yashar ahead of Netanyahu’s right-wing Likud, but neither political camp securing the 61 seats needed for a majority in the 120-member Knesset.

In Israel’s parliamentary system, voters choose party lists rather than a prime minister directly. Parties must receive at least 3.25% of the national vote to enter parliament, and the president subsequently tasks the lawmaker considered best positioned to assemble a governing coalition with doing so.

“It looks like an indecisive outcome is the most likely outcome,” Yohanan Plesner, president of the Israel Democracy Institute, said in a statement based on the latest polling.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czego uporczywie powracające pogłoski o syjonistach kupujących ziemię uczą nas o antysemityzmie?

Od Zachodniego Brzegu przez Tunezję i Turcję aż po Europę: jak antysemickie teorie spiskowe nieustannie odradzają się w nowych postaciach (Zdjęcie z artykułu “THE FIRST ALIYAH 1882–1903)


Czego uporczywie powracające pogłoski o syjonistach kupujących ziemię uczą nas o antysemityzmie?

Elder of Ziyon


Pod koniec XIX i na początku XX wieku Żydzi legalnie nabywali ziemię w Palestynie, znajdującej się najpierw pod panowaniem osmańskim, a następnie pod mandatem brytyjskim, często płacąc za nią znaczne sumy. Zakupy te pomogły stworzyć fundamenty państwa żydowskiego.

Fakty te nie budzą wątpliwości. Ich osobliwa interpretacja leży u podstaw konfliktu arabsko-izraelskiego.

Dla antysyjonistów był to grzech pierworodny. Legalność transakcji nie ma znaczenia: pragnienie Żydów, by powrócić do swojej historycznej ojczyzny, wówczas słabo zaludnionej, było i nadal jest przedstawiane jako kradzież, czystka etniczna i coś jeszcze gorszego.

Na przestrzeni dziejów Żydów fałszywie oskarżano o najpotworniejsze zbrodnie: mordy rytualne, zatruwanie studni, spiskowanie w celu podporządkowania sobie nie-Żydów. Kiedy jakieś nowe zjawisko zaczyna być uznawane za zbrodnię – jak niewolnictwo w XIX wieku – Żydom nieodmiennie przypisuje się winę również za nie, czasem nawet z mocą wsteczną.

Od czasu odrodzenia Izraela oskarżenia te, jeśli już, tylko przybrały na sile. Izrael oskarżano o kradzież ziemi, kolonializm, apartheid, nielegalną okupację, agresję, eksterminację, ludobójstwo i niemal każde inne zło, jakie można sobie wyobrazić.

Antysyjoniści twierdzą, że nie są antysemitami. Jednak już samo prześledzenie historii tego, jak interpretują rzeczywiste lub wyimaginowane zakupy ziemi przez Żydów – od XIX wieku po dzień dzisiejszy, na całym obszarze Lewantu i poza nim – pokazuje, że ich zarzuty opierają się na antysemickich założeniach. Usuńmy antysemityzm, a oskarżenia te stracą wszelki sens; to nienawiść do Żydów stanowi ich ukryty fundament argumentacyjny.

Dziś na całym świecie zakup nieruchomości przez Żydów często interpretuje się jako element spisku mającego na celu przejęcie kontroli nad dotychczasowymi mieszkańcami i podporządkowanie ich sobie.

W rzeczywistości taka teoria spiskowa nie wymaga nawet, by jakikolwiek Żyd rzeczywiście kupił ziemię. Wystarczy pogłoska, że Żydzi ją kupują. Albo że ktoś rozważa sprzedaż ziemi Żydowi. Albo nawet podejrzenie, że niezidentyfikowany nabywca może potajemnie działać jako podstawiona osoba reprezentująca Żydów. Nie potrzeba ani rzeczywistego żydowskiego kupca, ani sfinalizowanej transakcji, ani jakichkolwiek dowodów nieprawidłowości. Teoria spiskowa sama dostarcza wszystkiego, czego brakuje.

Myślicie, że przesadzam?

Oto krótka historia pogłosek o Żydach kupujących ziemię oraz reakcji, jakie wywoływały one w świecie arabskim i muzułmańskim, a następnie również na Zachodzie, docierając nawet do „postępowej” specjalnej sprawozdawczyni ONZ.

Palestyńczycy: sprzedaż ziemi Żydom może być zdradą

Palestyńczycy uważają zakup ziemi przez Żydów za źródło wszystkich swoich problemów, nawet jeśli to właśnie ich przodkowie często byli sprzedającymi. Historia ta posłużyła jednak również do usprawiedliwienia traktowania samego aktu sprzedaży ziemi Żydom jako przestępstwa.

W maju 1997 roku minister sprawiedliwości Autonomii Palestyńskiej Freih Abu Middein ogłosił, że Palestyńczykom sprzedającym ziemię Żydom może grozić kara śmierci. Autonomia Palestyńska zamierzała powołać się na starsze prawo jordańskie, penalizujące sprzedaż ziemi Izraelczykom. Amnesty International poinformowała, że po oświadczeniu Abu Middeina dwóch palestyńskich handlarzy ziemią zostało zabitych, a trzeci zaginął.

Nie ograniczało się to do epoki Arafata. W 2014 roku Mahmud Abbas zmienił palestyński kodeks karny, przewidując co najmniej pięć lat ciężkich robót za próbę sprzedaży ziemi „wrogiemu państwu” lub jego obywatelom oraz dożywotnie więzienie połączone z ciężkimi robotami w przypadku sfinalizowania transakcji. Wcześniejsi urzędnicy Autonomii Palestyńskiej mówili wprost o sprzedaży ziemi Żydom, a nie tylko Izraelczykom.

Badanie akademickie z 2025 roku, przeprowadzone przez prawnika Haima Sandberga, dokumentuje liczne postępowania karne, wyroki od pięciu lat więzienia po dożywocie, a także jeden wyjątkowy przypadek orzeczenia kary śmierci, której jednak nigdy nie wykonano.

Prywatna transakcja między dobrowolnie działającymi sprzedającym a kupującym jest więc traktowana jako potencjalny akt zdrady narodowej.

Jordania: Żydzi nadchodzą po Petrę

Jordańskie obawy przed wykupywaniem ziemi przez Żydów doprowadziły do powstania kilku niezwykłych teorii spiskowych. W 1973 roku Jordania uchwaliła ustawę przewidującą karę śmierci za sprzedaż nieruchomości obywatelom Izraela.

Według Human Rights Watch Jordania uchyliła to prawo w trakcie procesu pokojowego z Izraelem. Nie położyło to jednak kresu paranoi.

W 2016 roku jordańskich parlamentarzystów zaniepokoiła bezpodstawna pogłoska, jakoby Izraelczycy kupowali ziemię wokół Petry, słynnego stanowiska archeologicznego. Niektórzy deputowani otwarcie domagali się zakazu sprzedaży ziemi Żydom, a nie tylko obywatelom Izraela. Jordański parlament ograniczył następnie możliwość nabywania i dzierżawienia nieruchomości w regionie Petry, odpowiadając na żądania, by Izraelczykom wprost zakazać nabywania tam ziemi.

Krążyły również pogłoski, że Żydzi potajemnie umieszczają wokół Petry sfabrykowane żydowskie zabytki, przygotowując grunt pod przyszłe roszczenia terytorialne – tym razem nie poprzez zakup ziemi, lecz za pomocą fałszywej archeologii. U podstaw tych obaw leżało przekonanie, że Żydzi wykorzystują turystykę, archeologię i rynek nieruchomości jako narzędzia skoordynowanego planu zawłaszczenia jordańskiego terytorium. Pisałem o tym w 2016 roku, zwracając uwagę, że sam język używany przez parlamentarzystów ujawniał, jak łatwo sprzeciw wobec izraelskiej własności nieruchomości przeradzał się w sprzeciw wobec własności żydowskiej.

Następnie, w 2017 roku, Jordania ogłosiła wielki projekt urbanistyczny pod nazwą Nowy Amman.

Niemal natychmiast zaczęły krążyć pogłoski, że Żydzi potajemnie wykupują tam ziemię za pośrednictwem Europejczyków i izraelskich Arabów działających jako pośrednicy. I tym razem były one całkowicie bezpodstawne. Według ówczesnych doniesień projekt nie miał nawet zagranicznych inwestorów.

Ale dla tych, którzy w tę pogłoskę wierzyli, wszystko układało się w logiczną całość. Żydzi kupowali ziemię w Palestynie, ostatecznie powstał Izrael, a teraz Żydzi rzekomo kupowali ziemię w Jordanii. Oczywiście historia musiała się powtarzać.

Żadne dowody nie były potrzebne. Wystarczyło, że w pogłoskach pojawiali się Żydzi.

Irak: pogłoska, która doprowadziła do fatwy wzywającej do zabijania Żydów

W czerwcu 2003 roku, krótko po obaleniu Saddama Husajna, w Iraku rozeszły się pogłoski, że Żydzi i Izraelczycy potajemnie wykupują cenne nieruchomości, w tym hotele, budynki handlowe i ziemię w pobliżu ważnych miejsc kultu religijnego.

23 czerwca Al Jazeera opublikowała artykuł zatytułowany „Izraelski atak na irackie nieruchomości”. Opisywano w nim żydowskich inwestorów, którzy rzekomo oferowali ogromne sumy za irackie nieruchomości, posługując się arabskimi i zagranicznymi pośrednikami w celu ukrycia swojej tożsamości. Nie podano żadnych nazwisk. Iracka firma oskarżona o zakup dwóch hoteli w imieniu żydowskich interesów publicznie zaprzeczyła jakimkolwiek związkom z Żydami lub Izraelczykami.

Artykuł przedstawiał nawet uzasadnione roszczenia majątkowe irackich Żydów, wypędzonych z kraju w latach pięćdziesiątych, jako element rzekomo podejrzanej działalności. Już sama możliwość powrotu Żydów w celu odzyskania ich własności była interpretowana jako część niebezpiecznego zagranicznego spisku.

Cztery dni później, 27 czerwca, Al Jazeera poinformowała, powołując się na Reutersa, że wpływowy szyicki duchowny, ajatollah Kazem al-Haeri, wydał fatwę stwierdzającą, iż wolno przelać krew każdego Żyda kupującego nieruchomości w Iraku.

Teorie spiskowe w rodzaju „Żydzi kupują nieruchomości, aby przejąć władzę” nie są jedynie zabawnymi historyjkami, z których możemy szydzić. Jeśli zakłada się, że Żydzi jako zbiorowość próbują zagarnąć terytorium, pojedynczy Żyd kupujący dom może zostać potraktowany jak wrogi żołnierz w wyimaginowanej wojnie. Oskarżenie nie musi być prawdziwe, by ktoś został zabity.

Tunezja: Żydzi rzekomo wykupują Dżerbę

Zupełnie nowa odsłona tej historii pochodzi z Tunezji, gdzie krąży pogłoska, że Żydzi potajemnie wykupują nieruchomości na wyspie Dżerba, będącej siedzibą jednej z najstarszych nieprzerwanie istniejących społeczności żydowskich na świecie.

Według tych oskarżeń zamożni cudzoziemcy oferują za nieruchomości trzy- lub czterokrotność ich wartości rynkowej, szczególnie w pobliżu zabytkowej synagogi Al-Ghriba. Zakupy te mają rzekomo stanowić część izraelskiego planu rozszerzenia żydowskiej kontroli nad wyspą.

W artykule opublikowanym 14 października 2026 roku w Tunisie Telegraph ustalono, że źródłem pogłoski były media społecznościowe, a na jej poparcie nie przedstawiono absolutnie żadnych dowodów. Ale same fakty nie mają szans w starciu z kłamstwami.

Tunezyjski pisarz Fawzi bin Yunus bin Hadid opublikował w Rai al-Youm artykuł ostrzegający, że Izrael wykorzystuje kryzys gospodarczy Tunezji do nabywania ziemi na Dżerbie i przygotowywania osadnictwa syjonistycznego. Wezwał mieszkańców Dżerby, by kategorycznie odmawiali sprzedaży ziemi jakimkolwiek Żydom lub syjonistom spoza Tunezji, niezależnie od okoliczności. Domagał się również nadzorowania nawet tych Żydów, którzy już mieszkają w Tunezji, aby upewnić się, że nie pomagają osobom z zewnątrz w nabywaniu nieruchomości.

Ten ciąg wydarzeń jest zdumiewający. Nie byłoby niczego złego w kupowaniu ziemi na Dżerbie przez Żydów, gdyby w ogóle było to dozwolone. Tymczasem pogłoska o czymś, co nie jest nawet w najmniejszym stopniu niemoralne, zostaje przekształcona w oskarżenie wymierzone w obecnych żydowskich mieszkańców Dżerby. Antysyjonizm i antysemityzm są tu ze sobą splecione.

Elie Trabelsi, którego ojciec stoi na czele żydowskiej społeczności Dżerby, odpowiedział z oburzeniem, że żydowskie rodziny posiadają tam ziemię od stuleci i nie prowadzą potajemnego handlu nieruchomościami w celu stworzenia jakiegoś nowego projektu terytorialnego. Ale dlaczego tunezyjscy Żydzi mieliby w ogóle tłumaczyć się z wyimaginowanych transakcji nieruchomościami?

Bez antysemityzmu nic z tego nie ma sensu. Antysemityzm jest niezbędny, aby ta „logika” sprawiała wrażenie spójnej.

Turcja: obsesja nieustannie narasta

Te same pogłoski krążą w Turcji od dziesięcioleci.

Turecka wersja tej teorii często wiąże się z koncepcją „Wielkiego Izraela”, który miałby rzekomo rozciągać się od Nilu po Eufrat. Ponieważ część południowo-wschodniej Turcji należała pierwotnie do Hetytów, w Turcji uważa się, że zachłanne izraelskie pragnienie ekspansji sięga poza obecne granice państwa. Mapy tego rzekomo wymarzonego „Wielkiego Izraela” są często publikowane w tureckich mediach.

A w jaki sposób Izrael miałby rzekomo przygotowywać się do realizacji tego planu?

Oczywiście poprzez potajemne kupowanie ziemi.

Już w 1998 roku turecki parlamentarzysta Abdulkadir Öncel skierował do rządu oficjalne zapytanie, czy Izrael nabywa nieruchomości w okolicach Şanlıurfy za pośrednictwem ukrytych transakcji, realizując swoje rzekome ambicje terytorialne. Rząd poprosił o dodatkowe informacje na temat domniemanych nabywców, ale najwyraźniej nigdy ich nie dostarczono.

W 2004 roku tureckie media ponownie rozpowszechniały oskarżenia, jakoby Izraelczycy wykupywali ogromne połacie gruntów rolnych w południowo-wschodniej Turcji. Urzędnicy prowadzący rejestry gruntów informowali, że rzeczywista skala własności nieruchomości należących do obywateli Izraela była znikoma w porównaniu z rozmiarami przedstawianymi w oskarżeniach, a istnienia zorganizowanego izraelskiego programu wykupu ziemi w tym regionie nie wykazano.

Teoria spiskowa jednak przetrwała. W grudniu 2023 roku turecki parlamentarzysta Ömer Karakaş oświadczył w parlamencie, że Żydzi kupują tysiące akrów tureckiej ziemi w ramach skoordynowanej operacji. Następnie całkowicie zatarł różnicę między Izraelczykami a Żydami: „Nie mówię o Izraelczykach”. Twierdził, że Żydzi mieszkający na całym świecie systematycznie wykupują tureckie terytorium. Wprost porównał ten wyimaginowany żydowski wykup ziemi do wczesnych zakupów gruntów przez Żydów w Palestynie i stwierdził, że Turcja będzie musiała ponownie podbić te tereny.

Strach rozprzestrzenił się również na kontrolowany przez Turcję Cypr Północny. W grudniu 2023 roku Cyprus Mail udokumentował, jak tureckie i turecko-cypryjskie media oskarżały żydowskich właścicieli nieruchomości o przygotowywanie syjonistycznego przejęcia kontroli nad tym obszarem. Niektóre gazety twierdziły, że dziesiątki tysięcy Żydów kupiły ogromne połacie ziemi, podczas gdy aktywiści upubliczniali tożsamość żydowskich właścicieli nieruchomości i organizowali protesty przed ośrodkiem Chabadu.

W tym przypadku na okupowanym przez Turcję Cyprze rzeczywiście działają izraelscy inwestorzy. Stanowią oni jednak tylko jedną z wielu grup inwestorów zagranicznych. Turecki minister spraw zagranicznych Hakan Fidan odpowiedział, że obywatele Izraela zajmują dopiero dwunaste miejsce wśród narodowości ubiegających się o zakup nieruchomości na Cyprze Północnym, a od 2000 roku złożono nieco ponad 200 takich wniosków.

Podobne oskarżenia w Ameryce

Nie jest to zjawisko występujące wyłącznie w świecie arabskim czy muzułmańskim.

W amerykańskich miejscowościach ortodoksyjnych Żydów kupujących domy oskarżano o planowanie przejęcia całych gmin, między innymi w Jackson i Toms River w stanie New Jersey. W Nowym Jorku, New Jersey i Montrealu, a także w innych miejscach, nawet budowa eruwu – niemal niewidocznej granicy religijnej, która pozwala praktykującym Żydom przenosić przedmioty w szabat – wywoływała obawy przed żydowską dominacją terytorialną. W kilku przypadkach władze stanowe i federalne interweniowały przeciwko dyskryminacyjnym próbom uniemożliwienia Żydom osiedlania się w danych społecznościach lub zakładania instytucji religijnych.

Rzekomym celem nie zawsze jest stworzenie kolejnego państwa żydowskiego. Czasami chodzi podobno o przejęcie kontroli nad radą szkolną, podporządkowanie sobie władz lokalnych lub wyparcie dotychczasowych mieszkańców. Ale leżące u podstaw podejrzenie jest dobrze znane: Żydzi nie mogą po prostu chcieć mieć domów, szkół i synagog. Za ich działaniami musi kryć się coś bardziej złowrogiego: spiskują, mają niecne zamiary, a sama ich żydowskość dostarcza ludziom schematu myślowego pozwalającego zakładać, że wszystko, co robią poszczególni Żydzi, jest w rzeczywistości częścią spisku obejmującego większy, scentralizowany, wszechpotężny żydowski podmiot.

Francesca Albanese przenosi teorię spiskową do Europy – i zmienia zarzucane przestępstwo

Szczególnie odrażającą odmianę tej teorii spiskowej rozpowszechniła na początku tego miesiąca nie kto inny jak specjalna sprawozdawczyni ONZ Francesca Albanese.

12 października Albanese udostępniła nagranie AJ+ dotyczące izraelskich inwestycji w nieruchomości w krajach europejskich. Jak informowałem w zeszłym tygodniu, dodała do niego następujący komentarz:

Przyjrzyjcie się uważnie. Cypr, Grecja, Serbia, południe Włoch. Globalizacja apartheidu, cegła po cegle. Jedno zamknięte osiedle po drugim.

W arabskich i tureckich wersjach tej teorii spiskowej Żydzi kupujący ziemię rzekomo przygotowują się do skolonizowania kolejnego kraju, powtarzając historyczny przykład Palestyny.

Albanese zmienia charakter oskarżenia. W jej chorym umyśle izraelscy inwestorzy kupujący i zabudowujący nieruchomości w Europie mają rzekomo eksportować apartheid.

W jaki dokładnie sposób? Tego nie wyjaśnia, a antysemickie założenia kryjące się za jej wpisem nie wymagają od niej żadnego wyjaśnienia. Oczywiście, jeśli Izraelczycy lub Żydzi kupują nieruchomości, musi to służyć eksportowaniu apartheidu, bo przecież tym właśnie się zajmują. Mnóstwo innych inwestorów z różnych krajów lokuje kapitał w określonych częściach Europy, zwłaszcza na obszarach turystycznych. Ale kiedy robią to obywatele Izraela, nie może chodzić po prostu o inwestycje poszczególnych izraelskich Żydów. Musi to być element spisku mającego szerzyć na świecie zepsucie i zło.

Bez wyjściowego założenia o żydowskim złu jej wpis nie ma sensu. Przy takim założeniu staje się całkowicie logiczny. U podstaw nadal leży przekonanie, że działalność gospodarcza Żydów lub Izraelczyków nigdy nie jest po prostu tym, czym wydawałaby się w przypadku kogokolwiek innego. Musi służyć jakiemuś większemu, złowrogiemu celowi.

A oskarżenie to nie pochodzi od jakiegoś nieznanego teoretyka spiskowego piszącego do lokalnej gazety, lecz od przedstawicielki Organizacji Narodów Zjednoczonych zajmującej się prawami człowieka. Choć po cichu usunęła swój wpis, pokazuje on, w jaki sposób myśli – i jak, jej zdaniem, myślą również jej odbiorcy.

„Protokoły mędrców Syjonu” są wspólnym mianownikiem

Co łączy wszystkie te historie?

Każda z nich opiera się na zestawie ukrytych założeń dotyczących Żydów, które osoby rozpowszechniające te opowieści spodziewają się podzielać ze swoimi odbiorcami.

Pierwsze założenie głosi, że Żydzi działają jako jeden zbiorowy podmiot. Poszczególni Żydzi, obywatele Izraela, organizacje syjonistyczne i izraelski rząd traktowani są jak wymienne elementy jednego ogólnoświatowego przedsięwzięcia. Żyd próbujący kupić dom w kraju muzułmańskim nie jest po prostu osobą kupującą dom. Zakłada się, że działa w imieniu jakiegoś większego żydowskiego projektu politycznego.

Ironia polegająca na tym, że grupa tak skłócona wewnętrznie miałaby być w stanie uzgodnić cokolwiek, całkowicie umyka zwolennikom teorii spiskowych.

Drugie założenie mówi, że ten zbiorowy żydowski cel jest zawsze złowrogi. Żydzi nie chcą po prostu posiadać nieruchomości, budować domów, inwestować pieniędzy czy podtrzymywać wspólnot religijnych. Zawsze musi kryć się za tym jakiś podstęp. Chcą dominować, wykorzystywać, wypędzać lub uciskać innych ludzi.

Trzecie założenie głosi, że Żydzi sprytnie ukrywają swoje działania i zamiary. Jeśli zidentyfikowany Żyd kupuje ziemię, jest to bezpośredni dowód spisku. Jeśli nabywca nie jest Żydem, musi działać jako podstawiona osoba reprezentująca żydowskiego kupca. Jeśli zaś w ogóle nie można wskazać żadnego nabywcy, dowodzi to, jak zręcznie Żydzi ukrywają swoje operacje.

Czwarte założenie mówi, że żydowskie pieniądze i wpływy mają nadzwyczajną potęgę. Zamożne żydowskie grupy interesów mają rzekomo zdolność koordynowania transakcji nieruchomościami na różnych kontynentach, a jednocześnie ukrywania swojej tożsamości, manipulowania rządami i przygotowywania przejęcia terytoriów. Nie wiadomo, w jaki sposób zakupy nieruchomości przez Żydów miałyby doprowadzić do utraty części suwerennego terytorium przez Jordanię, Turcję czy Tunezję, ale to już szczegóły: Żydzi z pewnością dawno wszystko sobie obmyślili.

Nie są to żadne nowości w historii antysemityzmu. Wszystkie cztery założenia stanowią fundament „Protokołów mędrców Syjonu”, osławionego antysemickiego fałszerstwa, które głosiło, że Żydzi potajemnie współpracują, aby kontrolować świat. „Protokoły” przedstawiały wyobrażoną, zjednoczoną żydowską zbiorowość, wykorzystującą bogactwo, oszustwo i zakulisowe wpływy do podporządkowywania sobie społeczeństw nieżydowskich. Teorie spiskowe dotyczące wykupywania ziemi wyobrażają sobie dokładnie taką samą zbiorowość działającą na rynku nieruchomości.

Zachodni antysemici mogą twierdzić, że są zbyt wyrafinowani, by dosłownie wierzyć w „Protokoły”, ale podświadomie przyswoili sobie te cztery założenia: bez nich teorie te brzmiałyby jak czyste szaleństwo. Bez wcześniejszego przekonania, że Żydzi potajemnie koordynują działania mające szkodzić innym, dlaczego ktokolwiek miałby wyciągać wniosek, że pogłoska o transakcji nieruchomościowej na Dżerbie oznacza izraelski plan podboju Tunezji? Dlaczego nowa inwestycja budowlana pod Ammanem miałaby budzić podejrzenia o istnienie ogólnoświatowego żydowskiego spisku? Dlaczego osiedle mieszkaniowe na Cyprze miałoby być uznawane za dowód apartheidu?

Pogłoski te mają realne konsekwencje. Fatwa zezwalająca na odebranie życia każdemu żydowskiemu nabywcy nieruchomości lub osobie, która mu ją sprzedaje, nie jest zagrożeniem czysto teoretycznym. Oskarżanie żydowskich inwestorów o szerzenie apartheidu na całym świecie może z łatwością doprowadzić do uchwalenia przepisów wymierzonych wyłącznie w Żydów albo sprytnie zamaskowanych tak, by osiągnąć właśnie ten cel. (Izraelscy Arabowie również są obywatelami „wrogiego państwa”, ale Autonomia Palestyńska skonstruowała przepisy w taki sposób, by mogli oni kupować mieszkania na obszarach znajdujących się pod jej kontrolą, podczas gdy Żydzi nie mogą nabywać nieruchomości na tych samych terenach).

Zwykli ludzie, słysząc o planowanej inwestycji na rynku nieruchomości, mogliby zapytać, kim są inwestorzy, czy projekt ma zapewnione finansowanie, na co pozwalają przepisy dotyczące zagospodarowania przestrzennego oraz czy lokalni mieszkańcy odniosą korzyści, czy poniosą straty. Ktoś, kto akceptuje te antysemickie założenia, może całkowicie pominąć takie pytania. On już wie, a jego docelowi odbiorcy również wiedzą. W pogłoski nie wierzy się dlatego, że dowody są przekonujące. Wierzy się w nie dlatego, że potwierdzają to, co ludzie już wcześniej myśleli o Żydach.

To nie pogłoski tworzą antysemityzm. To antysemityzm sprawia, że szalone, bezpodstawne pogłoski w ogóle wydają się wiarygodne.

„Protokoły mędrców Syjonu” zostały zdemaskowane jako fałszerstwo ponad sto lat temu. Jednak światopogląd, na którym się opierały, nadal żyje – i dziś wciąż się rozprzestrzenia.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
What do perennial rumors of Zionists buying land teach us about antisemitism?
In the late nineteenth and early twentieth centuries, Jews legally purchased land in Ottoman and British Mandate Palestine, often at considerable expense. Those purchases helped lay the foundations for the Jewish state…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hezbollah Turns to Brazilian Criminals to Expand Its Terror Operations Across Latin America


algem.png

Ailin Vilches Arguello


A man gestures the victory sign as he holds a Hezbollah flag, on the second day of the ceasefire between Israel and Iran-backed group Hezbollah, in Tyre, southern Lebanon, Nov. 28, 2024. Photo: REUTERS/Aziz Taher

Hezbollah, the Iranian regime’s chief proxy force in the Middle East, is turning to a new pool of recruits in Latin America, moving beyond its traditional recruitment networks as it expands its regional footprint and deepens its illicit operations across the Western Hemisphere.

According to a new report by the Washington Institute for Near East Policy, a US-based think tank focused on Middle East policy, Lebanon-based Hezbollah is seeking to recruit convicted criminals, particularly in Brazil, by exploiting their financial hardships and resentment toward the justice system — a shift experts say could help the Iranian-backed terrorist group maintain plausible deniability and distance itself from its illicit operations.

In a joint effort with Israeli intelligence services, Brazilian authorities uncovered a Hezbollah-linked recruitment and funding network through Operation Trapiche, an anti-terrorism investigation launched in November 2023 that exposed efforts to establish clandestine operational capabilities across Latin America and expand the group’s infrastructure throughout the region.

Under Hezbollah’s emerging strategy, individuals with no prior ties to the terrorist organization are recruited in Brazil, sent to Lebanon for training, and then allegedly tasked with surveilling synagogues, Israeli diplomatic missions, and prominent Jewish community figures upon their return.

Lucas Gualtieri, a Brazilian federal prosecutor specializing in organized crime and author of the report, argues that this new strategy could help Hezbollah conceal its role in potential attacks by recruiting individuals driven by financial incentives rather than ideological allegiance, allowing the terrorist group to portray its operations as isolated criminal acts.

“The point of hiring such men is deniability — an attack executed by local ex-convicts could read as a hate crime by fringe extremists rather than an operation directed from Beirut,” Gualtieri writes in the report. “Hezbollah’s need for deniability is even stronger now that it is calibrating its exposure after three years of highly damaging operations by Israel.”

Operation Trapiche recently led Brazilian authorities to arrest Lucas Passos Lima, an alleged Hezbollah recruit, whose trip to Beirut reportedly involved weapons-handling training and the acquisition of surveillance equipment to support the group’s clandestine operations in Latin America.

Investigators revealed that Lima allegedly filmed three synagogues, a Jewish cemetery, the Israeli embassy, and a rabbi in the Brasília region after making two trips to Lebanon in 2023.

The newly released report also sheds light on the financial networks allegedly sustaining Hezbollah’s recruitment efforts, pointing to Brazilian tobacco businesses suspected of financing recruits’ trips to Beirut for training in clandestine communications, alongside the use of cryptocurrency transactions to fund these operations.

Brazilian authorities have recently charged São Paulo broker Dante Felipini with money laundering and terrorism financing, accusing him of establishing multiple digital wallets to channel funds to Hezbollah and Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC).

Under Brazilian law, financial gain does not preclude a terrorism charge when an individual knowingly participates in a terrorist operation — an interpretation experts say could broaden the scope of prosecutions targeting criminal networks working on behalf of foreign terror groups.

Gualtieri warns that the central challenge for regional governments is identifying Hezbollah-linked networks before they can carry out attacks, emphasizing the need for tighter financial oversight, greater scrutiny of shell companies, and closer monitoring of cryptocurrency transactions to disrupt the Islamist group’s recruitment and funding operations.

“Hezbollah’s innovation in Brazil was to buy what it used to bring: local executors, local revenue, and commercial laundering. Each purchase was meant to leave nothing traceable back to Beirut,” he writes in the report.

For years, Hezbollah’s operations in South America have been largely concentrated in Colombia and the Tri-Border Area — where Paraguay, Argentina, and Brazil intersect and illicit activity has long thrived — an especially notable hotspot for organized crime across


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com