Autor monografii o lekarzach-więźniach w Auschwitz: podważyłem sporo mitów

Rzekomo bohaterska postawa niemieckich komunistów więzionych w Auschwitz to utrwalona po wojnie legenda, a większość zarzutów wobec dr. Władysława Deringa, oskarżanego o „współpracę z oprawcami”, jest wyssana z palca – mówi PAP Bogdan Musiał, autor monografii pt. „Szpital w piekle. Historie lekarzy-więźniów w Auschwitz”, która ukaże się 13 października.


Autor monografii o lekarzach-więźniach w Auschwitz: podważyłem sporo mitów

Anna Gwozdowska (PAP)


Rzekomo bohaterska postawa niemieckich komunistów więzionych w Auschwitz to utrwalona po wojnie legenda, a większość zarzutów wobec dr. Władysława Deringa, oskarżanego o „współpracę z oprawcami”, jest wyssana z palca – mówi PAP Bogdan Musiał, autor monografii pt. „Szpital w piekle. Historie lekarzy-więźniów w Auschwitz”, która ukaże się 13 października.

PAP: „Szpital w piekle” to polskie tłumaczenie pana książki wydanej wcześniej w Niemczech. Według niemieckich recenzentów oparł się pan na rzadko wykorzystywanych źródłach dostępnych w Polsce. Jakie znaczenie mają te materiały?

Bogdan Musiał: Są kluczowe. Ze względu na niemiecką politykę narodowościową, której celem było wyniszczenie polskiej inteligencji i zagłada Żydów, w Auschwitz więziono przede wszystkim lekarzy z Polski i medyków pochodzenia żydowskiego. Zdarzały się tylko pojedyncze przypadki lekarzy innych narodowości. Poza tym Niemcy zniszczyli dokumentację dotyczącą masowych zbrodni popełnianych w obozie i dlatego historykom pozostały głównie zeznania byłych więźniów — także lekarzy — z powojennych procesów obozowej załogi SS.

PAP: A dwa najważniejsze takie procesy odbyły się w Polsce.

B.M.: Niestety zgromadzone wtedy materiały są mało znane na Zachodzie, a jeżeli już, to wyrywkowo. Na przykład Rudolf Höss, komendant obozu, był sądzony w Polsce, ale żaden z autorów jego licznych biografii nie zadał sobie trudu, żeby przebadać polskie świadectwa.

PAP: Czym różni się obraz Auschwitz, który nakreślił pan w książce, od wcześniejszych publikacji?

B.M.: Myślę, że udało mi się podważyć sporo mitów na temat tego obozu, w tym popularną w zachodnich publikacjach opowieść o bohaterskiej roli austriackich i niemieckich komunistów, którą odegrali w obozowym szpitalu. Po wojnie ci ludzie zdominowali debatę na temat Auschwitz, ale w trakcie moich badań przekonałem się, że byli w pewnym sensie oszustami, którzy po 1945 roku przypisali sobie zasługi polskich i żydowskich lekarzy-więźniów.

PAP: Jak wspominał dr Leon Landau, świadectwa lekarzy-więźniów były po wojnie przyjmowane często z niedowierzaniem…

B.M.: Dlatego Landau i inni lekarze-więźniowie, pełniący np. funkcję pisarzy rejestrujących obozowe statystyki medyczne, mieli świadomość, że trzeba wszystko dokumentować, a notatki ukrywać albo wysyłać poza obóz, jeszcze zanim skończy się wojna. Oczywiście zdarzali się więźniowie, którzy woleli mieć spokój, a inni byli tak zdemoralizowani przez warunki obozowe, że szli na totalną współpracę z Niemcami.

Jednak to w obozowym szpitalu działała kluczowa komórka ruchu oporu, dzięki której niektórzy lekarze SS i inni ludobójcy z Auschwitz byli znani w świecie z imienia i nazwiska już w 1944 roku.

PAP: Odtworzył pan medyczną historię obozu. Czy coś pana w niej zaskoczyło?

B.M.: Byłem zdumiony, że w warunkach obozowych niektórzy lekarze-więźniowie prowadzili badania naukowe. Dr Władysław Fejkiel na podstawie materiałów o tyfusie plamistym, które zbierał na polecenie niemieckiego lekarza garnizonowego, zrobił w 1955 roku habilitację. Dziś o jego pracy kompletnie zapomniano, a przecież jest to także część historii Auschwitz.

PAP: Trudno w to uwierzyć, bo Auschwitz kojarzy się raczej z Josefem Mengele i jego pseudomedycznymi eksperymentami…

B.M.: Tu nie ma sprzeczności. To, co robił Fejkiel, absolutnie nie szkodziło innym więźniom. Po prostu zbierał informacje na temat przebiegu choroby i je rejestrował. Nie przeprowadzał żadnych eksperymentów. Oczywiście zdarzały się przypadki, kiedy zmuszano lekarzy-więźniów, a także sanitariuszy, do podawania współwięźniom zastrzyków z fenolu. Robił to np. faworyt esesmanów, funkcyjny Mieczysław Pańszczyk, przed wojną student ASP w Krakowie, który w obozie znalazł się w wieku 18 lat i został kompletnie zdeprawowany. Wstrzymałbym się jednak z osądzaniem tych ludzi z dzisiejszej perspektywy. Nie znaleźli się przecież w Auschwitz dobrowolnie, a prawdziwy głód zmienia nie tylko wygląd człowieka, ale także jego sposób myślenia. Mottem mojej książki jest stwierdzenie, że w nienormalnej sytuacji nienormalne zachowanie staje się normą.

PAP: Lekarze-więźniowie działali pod nadzorem esesmanów i chcąc nie chcąc, musieli z nimi współpracować. Czy w tych warunkach rzeczywiście można było komuś pomóc?

B.M.: Tak, na wiele sposobów i nierzadko skutecznie, choć wiązało się to często z trudnymi dziś do pojęcia dylematami. Lekarze-więźniowie z powodu braków kadrowych w załodze SS brali np. czasem udział w selekcjach przeprowadzanych w szpitalu. Przedwojenny oficer i polski patriota dr Rudolf Diem wspominał, że trzeba było wtedy decydować, kogo ratować i czyim kosztem. Lekarz czy sanitariusz SS pojawiał się w szpitalu raz na dwa, trzy tygodnie i wysyłał kilkuset chorych więźniów do komór gazowych, a lekarz-więzień mógł zamiast 300 wybrać np. tylko 100 chorych. Wybierał tych, o których było wiadomo, że w warunkach obozowych nie mieli żadnych szans, aby przeżyć, na przykład ze względu na atrofię głodową.

PAP: Jak doszło do tego, że Niemcy dopuścili polskich i żydowskich więźniów do pracy lekarza?

B.M.: Wkrótce po napaści na ZSRR Niemcy zorientowali się, że wbrew wcześniejszym oczekiwaniom wojna się szybko nie skończy, a na front trzeba będzie wysyłać coraz więcej mężczyzn w sile wieku. To wtedy zapadła decyzja, żeby do wsparcia wysiłku wojennego III Rzeszy wykorzystać więźniów obozów koncentracyjnych. W szpitalu w Auschwitz formalnie zakazano więc bicia i dopuszczono możliwość dłuższego leczenia chorych zamiast natychmiastowego wysyłania ich do gazu. Równocześnie niemieccy lekarze nagle zauważyli, że mają w obozie fachowców i pod koniec 1941 roku oficjalnie dopuścili więźniów z medycznym wykształceniem (także lekarki, które już od 1942 roku zajmowały się chorymi w kobiecym szpitalu więźniarskim) do pracy w obozowych szpitalach. Od tego momentu polscy i żydowscy medycy zaczęli mieć głos w sprawach leczenia. To była zasadnicza zmiana, bo wcześniej o tym, co działo się w szpitalu, decydowali m.in. przywiezieni do Auschwitz z Dachau niemieccy komuniści, a także zwykli kryminaliści i ich protegowani.

PAP: Jak ta zmiana wpłynęła na funkcjonowanie obozowego szpitala?

B.M.: W szpitalu spadła śmiertelność. Zresztą już wcześniej lekarze-więźniowie udowodnili swoją skuteczność. Kiedy na wiosnę 1941 roku w obozie wybuchła epidemia tyfusu plamistego, Niemcy byli bezradni, a Polacy — wówczas jeszcze formalnie pracujący jedynie jako pielęgniarze – pokazali lekarzom SS, że zamiast ludzi można zabijać wszy. Zaproponowali rygorystyczne zasady higieny, które wprowadzono, a tysiące ludzi uniknęło śmierci.

PAP: Wśród więźniów byli także znani przed wojną chirurdzy…

B.M.: Przede wszystkim Polacy. To oni stworzyli oddział chirurgiczny. Dzięki temu, że niemieccy lekarze chcieli ćwiczyć pod okiem świetnych operatorów, można było przeprowadzić dziesiątki tysięcy w większości prostych zabiegów, które jednak w warunkach obozowych przynajmniej na jakiś czas ratowały życie tysiącom więźniów.

PAP: Kim byli niemieccy lekarze obozowi?

B.M.: Nie należeli zazwyczaj do pierwszej ligi niemieckiej medycyny. Lekarze SS trafiali do Auschwitz najczęściej z frontu z powodu niezdolności do służby. Mengele był wyjątkiem, bo w 1943 roku zgłosił się do pracy w obozie na ochotnika. Wcześniej pracował w Instytucie Cesarza Wilhelma (dzisiejszy Instytut Maxa Plancka), wówczas jednym z najlepszych ośrodków tego typu na świecie. Mengele uznał, że w obozie jest bardzo dużo „materiału badawczego”, bo więziono tam wtedy całe rodziny.

PAP: Czy „anioł śmierci”, jak nazywano Mengelego, przeprowadzał swoje zbrodnicze eksperymenty z pomocą więźniów?

B.M.: Mengele szybko się zorientował, że w obozie jest wielu wysoko wykwalifikowanych lekarzy. Zaczął z nich formować „zespoły badawcze”. Nie chodziło wyłącznie o nieludzkie eksperymenty, z którymi Mengele jest słusznie kojarzony. Lekarze-więźniowie przeprowadzali dla niego np. badania antropologiczne polegające na mierzeniu, pobieraniu krwi i spisywaniu protokołów w języku niemieckim, które Mengele wykorzystywał później pod swoim nazwiskiem. Lekarze pochodzenia żydowskiego, będący w obozie w dużo gorszej sytuacji od Polaków, byli zmuszani do uczestniczenia w eksperymentach. Musieli np. przeprowadzać dla Mengelego autopsje zabitych rzekomo dla celów „badawczych” dzieci.

Trzeba pamiętać, że w obozowej hierarchii tzw. Żydzi transportowi znajdowali się najniżej i byli de facto od początku skazani na śmierć. Polacy byli w tej hierarchii nieco wyżej i teoretycznie niektórzy z nich mieli szansę na przeżycie.

PAP: Czy polscy lekarze uczestniczyli w pseudomedycznych eksperymentach prowadzonych przez niemieckich nadzorców?

B.M.: Lekarze-więźniowie byli po wojnie często demonizowani i zarzucano im zmyślone zbrodnie. Było to tym łatwiejsze, że aby ratować ludzi, musieli najpierw przeżyć. Znalezienie się w obozowym szpitalu dawało im na to większe szanse. Musieli następnie uzyskać pewną pozycję w szpitalnej hierarchii, a to wiązało się z jakąś formą współpracy z lekarzami SS.

PAP: Z pana książki wynika jednak, że więzień Auschwitz dr Władysław Dering na polecenie lekarza garnizonowego operował wcześniej naświetlanych żydowskich mężczyzn. Czy słusznie bywa do dziś opisywany jako „najbliższy współpracownik oprawców”?

B.M.: Na Zachodzie, ale także w Polsce, rzeczywiście funkcjonuje do dziś przekaz o uczestnictwie Deringa w pseudomedycznych eksperymentach. Na podstawie badań w archiwach mogę jednak stwierdzić, że większość tych zarzutów jest wyssana z palca.

Deringa starało się dopaść UB. Kampania oszczerstw przeciwko niemu miała z tego powodu zasięg wręcz międzynarodowy. Oczywiście Dering z pewnością miewał osobiste konflikty i nie wszyscy współwięźniowie go lubili, ale trzeba spojrzeć także na jego dokonania. To on rozbudował i prowadził oddział chirurgiczny i wielu ludziom uratował życie. To jego ogromna zasługa.

PAP: Był także członkiem ruchu oporu. Rotmistrz Witold Pilecki po swojej ucieczce z Auschwitz w kwietniu 1943 r. uznał go w Raporcie „W” za filar założonej przez siebie konspiracji…

B.M.: O tym akurat po wojnie milczano. Być może nie przypadkiem próbowano zniszczyć człowieka, który był bliskim współpracownikiem Pileckiego. Co istotne, zasługi Deringa przypisali sobie po wojnie ci więźniowie, którzy go oskarżali, m.in. austriacki komunista Hermann Langbein, z zawodu aktor, który miał ogromny wpływ na powojenną narrację o Auschwitz. Wymyślił np., że Dering rzekomo zrobił z worka mosznowego żydowskiego więźnia woreczek na tytoń. Ta pseudoinformacja wciąż widnieje w niemieckiej Wikipedii.

Niestety ta wieloletnia, niesprawiedliwa nagonka doprowadziła do tego, że pod koniec lat 50. i na początku lat 60. to nie Mengele, ale Dering był niesłusznie postrzegany jako symbol zbrodni medycznych w Auschwitz.


Rozmawiała Anna Gwozdowska (PAP)

Książka „Szpital w piekle. Historie lekarzy-więźniów w Auschwitz” ukaże się nakładem wyd. Zysk i S-ka.

Bogdan Musiał to historyk dziejów najnowszych, w latach 1990-1998 studiował historię, nauki polityczne i socjologię w Hanowerze i Manchesterze, od 1999 do 2004 roku był pracownikiem Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie, współpracownikiem Instytutu Pamięci Narodowej. Autor licznych książek historycznych, m.in. „Zachodu po trupie Polski” i „Wojny Stalina”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Trump-Netanyahu Partnership: The Middle East Gains That Must Not Be Squandered


The Trump-Netanyahu Partnership: The Middle East Gains That Must Not Be Squandered

Bassam Tawil


  • The Middle East… remains far from stable. Hamas continues to resist disarmament, Iran remains a major threat, and Hezbollah’s armed presence in Lebanon continues to undermine the authority of the Lebanese state. The future of Gaza, including who will govern it and who will control its weapons, stands unresolved.
  • Can Gaza really have a new beginning while the organization that launched the October 7, 2023 massacre retains the ability to obstruct the transition and launch more massacres — not just of Israelis but of its own citizens and other neighbors?
  • The achievements of recent months could be weakened, or even reversed, if the remaining challenges are left unresolved.
  • The question is no longer simply what Washington and Jerusalem have achieved together. It is whether they can turn those achievements into lasting security.
  • A ceasefire without disarmament, a transitional administration without operational authority, and military victories without a strategy for the future will leave the region exposed to endless instability.
  • The task ahead is therefore clear: turn the gains already made into a strategic reality in which Palestinians in Gaza can live under civilian government rather than an armed factional rule; in which Israel’s security is strengthened, and in which Iran and its Middle Eastern allies can no longer threaten its own people or the region in any way.

The question is no longer simply what Washington and Jerusalem have achieved together. It is whether they can turn those achievements into lasting security. Pictured: U.S. President Donald Trump shakes hands with Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu during a press conference on December 29, 2025 in Palm Beach, Florida. (Photo by Joe Raedle/Getty Images

Over the past year and a half, the Middle East has undergone dramatic changes. Israel, increasingly encircled for decades by an Iranian “noose of fire” on seven fronts, inflicted severe damage on its enemies’ military capabilities; the United States finally demonstrated its willingness to use military force against the Islamic Republic of Iran, and a US-backed agreement brought home all the Israeli hostages still held by Hamas.

President Donald J. Trump and Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu played central roles in these developments. Their partnership combined America’s diplomatic leverage and military power with Israel’s intelligence capabilities and military operations.

The Middle East, nevertheless, remains far from stable. Hamas continues to resist disarmament, Iran remains a major threat, and Hezbollah’s armed presence in Lebanon continues to undermine the authority of the Lebanese state. The future of Gaza, including who will govern it and who will control its weapons, stands unresolved.

The question is no longer simply what Washington and Jerusalem have achieved together. It is whether they can turn those achievements into lasting security.

One of the most consequential developments was the US-backed Gaza ceasefire agreement reached in October 2025. The agreement ended the period of large-scale fighting and led to the return of all the remaining living Israeli hostages held by Hamas.

For the families who endured months of uncertainty and suffering, the return of their loved ones was an enormous achievement. It also demonstrated the potential of American diplomatic pressure, regional mediation, and Israeli military pressure to produce results that years of negotiations had failed to secure.

Trump’s 20-point plan subsequently provided a framework for a different future for Gaza. It envisioned an end to Hamas’s rule, the disarmament of armed factions, a transitional Palestinian administration, an International Stabilization Force (ISF), and reconstruction.

In January 2026, the Board of Peace was formally launched, with Trump as its chairman. Its mandate was to help oversee the transition and create the conditions for Gaza to be governed without the political or military domination of the terrorist group Hamas.

There has been progress in building the institutional framework. The National Committee for the Administration of Gaza has been established, preparations have been made to recruit and train Palestinian police, and the international community has developed a roadmap for disarmament.

The most difficult tasks, however, remain unfinished.

A report submitted by the Board of Peace to the UN Security Council in May acknowledged that negotiations over the implementation roadmap had not been finalized. The proposed ISF was still preparing for deployment, while the disarmament of Hamas and other armed terrorist factions remains a central obstacle.

Hamas has suffered substantial military loses, but as a political and armed force, it has not disappeared. Its continued presence raises a fundamental question: Can Gaza really have a new beginning while the organization that launched the October 7, 2023 massacre retains the ability to obstruct the transition and launch more massacres — not just of Israelis but of its own citizens and other neighbors?

The answer will determine whether the ceasefire becomes the foundation of a lasting settlement or merely an interval before another round of fighting.

The other historic development was the military confrontation with Iran in June 2025.

Israel, on June 13, 2025, launched Operation Rising Lion, striking Iranian nuclear infrastructure, missile production facilities, air defenses, military headquarters, and senior military commanders. On June 22, the United States struck three Iranian nuclear facilities at Fordow, Natanz, and Isfahan.

The operations demonstrated a level of US-Israeli military coordination with massive implications for regional security. They inflicted damage on important elements of Iran’s military and nuclear infrastructure and demonstrated that Iran’s geographical distance and extensive defensive preparations could not guarantee the protection of its most sensitive facilities.

The main challenge is still to prevent Iran from restoring the capabilities that made it such a serious threat to Israel and other countries in the region. This objective requires sustained intelligence cooperation, effective monitoring, credible deterrence, and a clear response to attempts to rebuild prohibited or threatening capabilities.

The challenge extends beyond Gaza and Iran.

Hezbollah’s decision to build an extensive military infrastructure outside the authority of the Lebanese state has contributed to decades of instability along Israel’s northern border. Hezbollah’s relationship with Iran was what gave the country the means of projecting military power beyond its own territory.

Efforts to strengthen the Lebanese state’s authority and dismantle Hezbollah’s independent military capabilities — as well as those of Iran’s other terrorist proxies, Hamas and the Houthis — remain essential to any durable regional settlement.

A Lebanon in which the rightful government exercises unobstructed control over the country’s armed forces and territory would be in the interests of both Lebanese citizens and their neighbors.

The same principle applies to Gaza. Civilian institutions cannot function effectively when an armed faction retains the power to threaten and overrule them.

The Trump-Netanyahu partnership has also operated against the background of the Abraham Accords, which established diplomatic relations between Israel and several Arab states during Trump’s first administration. These agreements remain an important foundation for the possibility of broader regional cooperation.

Trump and Netanyahu have helped bring about long-sought-after changes in the regional balance of power. Military success and diplomatic breakthroughs, however, are not ends in themselves. Their significance ultimately depends on what follows.

The opportunity is significant, but it is not guaranteed. The achievements of recent months could be weakened, or even reversed, if the remaining challenges are left unresolved.

A ceasefire without disarmament, a transitional administration without operational authority, and military victories without a strategy for the future will leave the region exposed to endless instability.

The task ahead is therefore clear: turn the gains already made into a strategic reality in which Palestinians in Gaza can live under civilian government rather than an armed factional rule; in which Israel’s security is strengthened, and in which Iran and its Middle Eastern allies can no longer threaten its own people or the region in any way.


Bassam Tawil is a Muslim Arab based in the Middle East. His work is made possible through the generous donation of a couple who wish to remain anonymous. Gatestone is most grateful.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Hostage-Taker’s Ledger


The Hostage-Taker’s Ledger

Micha Danzig


A woman holds a picture of dead hostage Ran Gvili, as Israelis attend a rally calling for the immediate return of the remains of all hostages held in Gaza, at the Hostages Square in Tel Aviv, Israel, Nov. 29, 2025. Photo: REUTERS/Nir Elias

Three years ago this week, in less than 24 hours, Hamas murdered some 1,200 people in southern Israel and took over 250 hostages into Gaza. Within two weeks, before Israel had sent a single ground unit into the Strip, the charge of “genocide” was already circulating, aimed at the victims rather than the cold-blooded killers.

Brett McGurk has now put on the record what he saw from the other side of the table. As President Biden’s Middle East coordinator, McGurk was the lead American negotiator in every round of hostage talks from October 2023 through January 2025. His new book, Brink, just came out, and he has walked through its account on “Face the Nation” and Dan Senor’s “Call Me Back” podcast.

McGurk served a president who paused shipments of bombs to Israel, and nobody will mistake him for a Netanyahu loyalist. That is why his account matters. It answers the question three years of “ceasefire now” marches never asked: Who kept this war going?

McGurk’s starting point is that Hamas understood what hostages on this scale would buy it. Holding some 250 hostages, most of them civilians, would let a terrorist militia sit at the table as if it were a government. The hostages were the core of its strategy from the first hour.

In the early weeks, Hamas would not even admit it was holding hostages. When talks began, it offered to guarantee the release of only 20, claiming it could not locate the rest without a ceasefire first. Israel knew Hamas held nearly 70 women and children, and freed hostages have since confirmed that Hamas kept careful records of every captive. The claim was a Hamas lie meant to buy a ceasefire on the cheap.

The November 2023 deal brought an eight-day pause and the release of about 100 hostages. According to McGurk, the pause would have continued had Hamas released a group of young women who were part of the deal. Hamas refused. McGurk names Carmel Gat and Eden Yerushalmi among those who should have come home then. Neither ever did.

By the summer of 2024, Hamas was taking five weeks to respond to a single proposal. When it finally answered, it told the world it had accepted the deal. McGurk says that was false, and that the response was loaded with clear poison pills. In round after round in Cairo and Doha, Hamas never agreed to a list of hostages it would release. On Aug. 16, the United States tabled an offer that McGurk estimates went about 80% of the way toward Hamas’s demands, publicly backed by Qatar’s emir and Egypt’s president.

Hamas still hadn’t responded on Aug. 31, when McGurk learned that Israeli troops had found six hostages murdered in a tunnel under Rafah. Hersh Goldberg-Polin, 23, Carmel Gat, 40, and Eden Yerushalmi, 24, were on the list he had been carrying for the deal. Almog Sarusi, 27, Alex Lobanov, 32, and Ori Danino, 25, were murdered alongside them.

In December 2024, with a complete deal in hand, Hamas announced it would release only 12 hostages alive. It then raised its price, demanding 300 Palestinian prisoners serving life sentences, many of them cold-blooded murderers of Israelis and Americans, in exchange for nine sick and wounded captives.

Compare that record with the accusation leveled at Israel since October 2023. Genocide requires intent to destroy a people as such, and in every genocide on record the perpetrators controlled when the killing ended. The Jews could not stop Babi Yar or Treblinka by producing a list of names, and the Tutsis could not end the massacres in Rwanda by laying down their arms.

In Gaza, the reverse was true. McGurk says plainly that the war would not have ended without the hostages coming home. From Oct. 8, 2023, Hamas could have stopped the fighting by returning the captives and surrendering. Instead, it bargained over the living and the dead for more than two years, until the last surviving hostages were released in October 2025.

McGurk also acknowledges the bitter irony: Western pressure on Israel prolonged the very war it was supposed to end. Every public American demand aimed at Jerusalem signaled to Yahya Sinwar that time was on his side, encouraging Hamas to hold out rather than release the hostages. Protesters marched on Israeli embassies, not Qatar’s, though Qatar had direct access to Hamas’s leaders. And campus encampments demanded concessions from Israel rather than the one thing that could have ended the war: Hamas releasing the hostages.

None of this mattered to those pushing the genocide-libel because the charge never grew out of evidence from the war. It came first, before the war had started, and the evidence was gathered to fit it afterward.

That sequence has a long history here. In 1929, Haj Amin al-Husseini’s circle spread the false claim that Jews were plotting against al-Aqsa, and within days rioters in Hebron murdered 67 Jews. Hebron’s Jews had no state, no army, and no “occupation” anyone could point to. Ninety-four years later, Hamas called its massacre the “Al-Aqsa Flood.”

Three years after Oct. 7, the most detailed account of the hostage talks comes from a senior Biden official, not an Israeli spokesman. It shows Hamas dragging babies, grandmothers, and young festivalgoers into tunnels and pricing them like inventory, haggling over who would come home alive and who in a coffin, and murdering captives rather than freeing them.

It also shows a war Hamas could have ended at any time and chose to prolong, fought in civilian attire from homes, schools, and hospitals, while senior Hamas official Mousa Abu Marzouk declared that its tunnels were only built for its “fighters” and that protecting Gaza’s civilians was the job of the UN and Israel.

Hamas kept this macabre ledger in Jewish blood. For three years, its excusers and defenders have tried to hand the bill to the Jews.


Micha Danzig is an attorney, former IDF soldier, and former NYPD officer. He writes widely on Israel, Zionism, antisemitism, and Jewish history. He serves on the board of Herut North America.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„JUŻ NAS NIE UCISZĄ”: DR COCHAV ELKAYAM-LEVY O 7 PAŹDZIERNIKA, NEGOWANIU ZBRODNI I WALCE O PRAWDĘ

Założycielka Cywilnej Komisji ds. 7 Października, dr Cochav Elkayam-Levy, rozmawiała z HonestReporting o wyzwaniach związanych z dokumentowaniem zbrodni popełnionych podczas masakry.


„JUŻ NAS NIE UCISZĄ”: DR COCHAV ELKAYAM-LEVY O 7 PAŹDZIERNIKA, NEGOWANIU ZBRODNI I WALCE O PRAWDĘ

Ben M. Freeman


Założycielka Cywilnej Komisji ds. 7 Października, dr Cochav Elkayam-Levy, rozmawiała z HonestReporting o wyzwaniach związanych z dokumentowaniem zbrodni popełnionych podczas masakry.


Najważniejsze wnioski:

Międzynarodowe instytucje prawne i organizacje zajmujące się prawami człowieka nie zdołały dochować zasad, do których ochrony zostały powołane, gdy nie zareagowały w odpowiedni sposób na zbrodnie popełnione podczas masakry 7 października.

Badacze dokumentujący masakrę z 7 października podjęli się niezwykle trudnego i delikatnego zadania, które obciążyło ich emocjonalnie potwornymi obrazami oraz ogromną odpowiedzialnością.

Negowanie masakry z 7 października różni się od negowania Holokaustu tym, że narracja zaprzeczająca wydarzeniom była rozpowszechniana jeszcze w czasie, gdy pogrom trwał, był filmowany i publikowany w internecie w czasie rzeczywistym, podczas gdy Holokaust zaczęto negować dopiero po fakcie.

Rankiem 7 października 2023 roku dr Cochav Elkayam-Levy przebywała ze swoim ojcem w szpitalu, gdy rozległy się syreny alarmowe. Jej grupy na WhatsAppie i Telegramie natychmiast zapełniły się wiadomościami, a media społecznościowe zostały zalane nagraniami – wiele z nich zostało sfilmowanych i udostępnionych przez sam Hamas. Cochav zaczęła je oglądać. Jako ekspertka w dziedzinie prawa międzynarodowego i praw człowieka bardzo szybko zrozumiała, że patrzy na zbrodnie przeciwko ludzkości. Ale działo się jeszcze coś. Sama widoczność przemocy stała się częścią przemocy.

„Widoczność sama w sobie stała się narzędziem terroru” – powiedziała mi.

Zbrodnie nie zostały po prostu popełnione. Filmowano je, udostępniano i oglądano, dzięki czemu przemoc wykraczała poza miejsca, w których do niej doszło. Obrazy stały się kolejnym sposobem terroryzowania Izraelczyków i Żydów, przedłużając grozę 7 października długo po zakończeniu samych ataków.

Nawet w dniu, w którym rozmawialiśmy przez telefon, Cochav z trudem mówiła o masakrze. Przez całą naszą rozmowę próbowała panować nad emocjami. Jak powiedziała, 7 października pozostaje najtrudniejszym dniem. Ale był to również dzień, który zmienił bieg jej życia.

Trzy lata później Cochav jest czołową postacią zajmującą się dokumentowaniem przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć popełnionej podczas masakry 7 października. Założyła Cywilną Komisję ds. Zbrodni Hamasu przeciwko Kobietom i Dzieciom z 7 Października i kierowała pracami, których rezultatem był raport Silenced No More („Już nas nie uciszą”) – obszerne opracowanie dokumentujące systematyczną przemoc seksualną popełnioną podczas ataku oraz wobec zakładników w niewoli. Opublikowany w maju 2026 roku raport opiera się na ponad 430 zeznaniach oraz ponad 1800 godzinach materiałów wizualnych i wskazuje 13 odrębnych schematów przemocy seksualnej.

Nic z tego nie było planowane. Cochav nie zamierzała zostać śledczą ani strażniczką archiwum. Stała się nią, ponieważ zrozumiała, że dowody trzeba zabezpieczyć.

Pierwsze dowody

Cochav stopniowo uświadamiała sobie skalę przemocy seksualnej 7 października, choć jej oznaki były widoczne już pierwszego dnia. Zobaczyła nagrania Shani Louk i Naamy Levy. Jako badaczka zajmująca się feminizmem natychmiast rozpoznała, na co patrzy.

W ciągu następnego tygodnia napływały kolejne nagrania i zeznania. Cochav pamięta jeden film z początku wojny. Górna część ciała kobiety była spalona, podczas gdy dolną pozostawiono odsłoniętą. Zaczęła łączyć fakty. Nie zamierzając tego robić, zaczynała prowadzić śledztwo. Gromadziła nagrania i zeznania w miarę ich pojawiania się, dokumentując dowody przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć niemal w czasie rzeczywistym.

Jednocześnie Cochav i inni izraelscy eksperci w dziedzinie praw człowieka zaczęli kontaktować się ze swoimi kolegami w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przekazywali informacje przedstawicielom ONZ i wzywali ich do potępienia zbrodni oraz zażądania natychmiastowego uwolnienia zakładników. Mieli nadzieję, że międzynarodowa presja może pomóc sprowadzić ich do domu.

Cochav czuła, że ma obowiązek zabrać głos. W rzeczywistości uważa, że instytucje międzynarodowe miały już dostęp do większej ilości informacji niż ona sama. Niektóre nagrania, które z trudem udało jej się odnaleźć, były już emitowane przez międzynarodowe media. Nadal przesyłała materiały, ale niemal nie było żadnej reakcji. E-maile i wiadomości pozostawały bez odpowiedzi.

Następnie izraelski kobiecy ruch protestacyjny poprosił Cochav o wystąpienie przed Komitetem ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW). Dzień przed planowanym wystąpieniem komitet opublikował oświadczenie, w którym nie było żadnej wzmianki ani o 7 października, ani o zakładnikach.

Dla Cochav był to moment głębokiej zdrady. Zbudowała swoją karierę wokół prawa międzynarodowego i praw człowieka. Studiowała te instytucje i wierzyła w to, co miały reprezentować. Teraz, jak powiedziała, na jej oczach „runął cały mój system przekonań”.

Następnego dnia zadała komitetowi proste pytanie:

„Czy prawo międzynarodowe istnieje również dla nas jako żydowskich kobiet, dla izraelskich kobiet?”

Jeżeli te instytucje nie potrafiły teraz wystąpić w obronie izraelskich kobiet, to co właściwie znaczyło to wszystko?

Jej przemówienie rozeszło się jak burza i zainspirowało protesty na całym świecie. Ale dla Cochav jasne stało się jeszcze coś. Jeżeli świat nie zamierzał uwierzyć w to, co się wydarzyło, będą musieli tego dowieść.

Stać się strażniczką

Kilka dni po przemówieniu Cochav coś sobie uświadomiła.

„Coś jest nie tak” – pomyślała.

Ludzie nie wierzyli w to, co się wydarzyło, albo tego nie rozumieli.

„Musimy stworzyć archiwum zgodnie z najbardziej rygorystycznymi normami międzynarodowymi” – powiedziała Cochav.

W rzeczywistości archiwum już zaczęło powstawać. Ludzie przesyłali jej materiały, a nagrania i zeznania gromadziły się w jej telefonie i skrzynce e-mailowej. Wiele elementów życia Cochav sprzed 7 października zdawało się przygotowywać ją właśnie do tej pracy. Jej wiedza z zakresu prawa międzynarodowego oraz znajomość ONZ i mechanizmów ochrony praw człowieka oznaczały, że rozumiała, jak te systemy powinny działać. Widziała również, że zawodzą.

Początkowo Cochav sądziła, że zgromadzi dowody, a następnie przekaże je komuś innemu. Chciała zachować dystans wobec tego zadania, ponieważ materiały były tak potworne. Stopniowo jednak zrozumiała, że nie może po prostu oddać ich komuś innemu.

„Zrozumiałam, że to ja jestem strażniczką” – powiedziała.

Cochav do dziś odczuwa tę odpowiedzialność. Niektóre rodziny nie wiedzą dokładnie, co stało się z ich bliskimi, a ta rzeczywistość determinowała sposób, w jaki należało podchodzić do każdego przypadku. Nie było miejsca na niedbałość, gdy materiały przedstawiały ostatnie chwile prawdziwych ludzi, których rodziny nadal żyły z niewyobrażalną stratą.

Praca wywarła również ogromny wpływ na badaczy. Niektórzy dochodzili do momentu, w którym po prostu nie byli w stanie kontynuować.

„Nie mogę już tego robić” – mówili członkowie zespołu.

„Rozumiemy ich i przytulamy” – tak Cochav opisała swoją reakcję.

Ale dźwiganie tej odpowiedzialności odbiło się również na niej. Próbując wspierać ludzi wokół siebie, sama musiała znaleźć sposób, żeby iść dalej. Dla Cochav kotwicą stało się macierzyństwo. Odpowiedzialność za dzieci dawała jej siłę i poczucie celu w okresie, który był dla niej niezwykle traumatyczny.

Dziś jest silniejsza niż wtedy, gdy pisała raport, i czuje, że zaczyna wracać do siebie. Ale odpowiedzialność nie zniknęła. To, co spotkało te kobiety, musi mieć znaczenie.

„To musi się liczyć” mówi Cochav.

Niestabilność prawdy

Cochav bardzo szybko zrozumiała, że samo udokumentowanie zbrodni nie wystarczy. Będzie również musiała walczyć o to, by zostały uznane. Reakcja instytucji zajmujących się prawami człowieka pokazała to niemal natychmiast.

Wymazywanie prawdy jej nie sparaliżowało. Przeciwnie – zmobilizowało ją do działania. Przemawiając na konferencji w Hajfie, Cochav określiła to, co obserwowała, mianem „niestabilności prawdy”.

Jak powiedziała:

„Tracimy poczucie pewności co do tego, co się wydarzyło. Musimy zachować prawdę”.

Dla mnie to zdanie trafia w samo sedno tego, co wydarzyło się od 7 października. Fakty były jeszcze świeże i bolesne, gdy zaczęły pojawiać się narracje negujące lub umniejszające żydowskie doświadczenie. Cochav wiedziała, że prawdę trzeba zachować, ale nie wiedziała jeszcze, jak trudne okaże się to zadanie.

Do bardzo późnego etapu prac nie była pewna, czy uda im się opublikować raport. Cały proces musiał być rygorystyczny, a każdy materiał należało dokładnie przeanalizować. Twierdzenia zawarte w raporcie musiały wytrzymać krytyczną weryfikację, nawet gdy ciężar spoczywający na ludziach badających dowody stawał się coraz większy.

Mimo to kontynuowali.

Działacze na rzecz praw człowieka rzadko mają możliwość zakończenia takiej pracy słowami: „Udało nam się”.

Ale im się udało.

Cochav wyraźnie podkreśla, że osiągnięcie to należy nie tylko do jej zespołu, lecz także do rzeczników sprawy i aktywistów na całym świecie, którzy walczyli razem z nimi.

Teraz pojawia się pytanie, co stanie się z tym, co udało im się zachować. Dla Cochav te historie nie mogą po prostu spocząć w archiwum. To, co spotkało te kobiety, musi stać się podstawą rzeczywistych zmian.

Kiedy świat praw człowieka odwrócił wzrok

Dla Cochav jednym z największych rozczarowań po 7 października była reakcja świata praw człowieka, którego przez wiele lat sama była częścią. Niektórzy ludzie, których podziwiała — w tym osoby, które pomogły ją ukształtować jako badaczkę – po 7 października odwrócili się od Izraelczyków.

Cochav dokonuje jednak ważnego rozróżnienia.

„To ludzie, nie idee” – wyjaśniła.

Cochav nie porzuciła idei praw człowieka tylko dlatego, że zawiedli niektórzy ludzie i instytucje deklarujące ich obronę. Co ważne, nie zawiedli wszyscy.

Dzięki tej pracy Cochav poznała kobiety i osoby, które przeżyły przemoc seksualną, z całego świata – między innymi Jazydki oraz kobiety z Sudanu i Ukrainy. Wśród nich odnalazła prawdziwe siostrzeństwo i solidarność.

„Będziemy tutaj, jesteśmy tutaj, wierzymy, jesteśmy razem w tej walce” — powiedziała.

Przed publikacją Silenced No More prace nad raportem otrzymały poparcie Hillary Clinton, czołowych ekspertów prawnych oraz byłych przedstawicieli ONZ. Ich wsparcie miało znaczenie większe niż symboliczne. Stanowiło ważne potwierdzenie wiarygodności ze strony osób posiadających autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego, praw człowieka i polityki.

Po doświadczeniu milczenia instytucji, którym ufała, to uznanie miało dla Cochav ogromne znaczenie. Stało się częścią procesu gojenia ran.

Negowanie w czasie rzeczywistym

W mojej nadchodzącej książce pisałem o negowaniu wydarzeń z 7 października jako próbie wymazania żydowskiego doświadczenia. Opisałem je jako zjawisko analogiczne do negowania Holokaustu.

Chciałem dowiedzieć się, jak Cochav rozumie to zjawisko po trzech latach osobistego mierzenia się z nim.

Dostrzega ważne podobieństwo, ale również przerażającą różnicę.

Negowanie 7 października zaczęło się, gdy wydarzenia 7 października wciąż trwały.

Masakra była filmowana, nagrania trafiały do internetu, a ludzie na całym świecie mogli obserwować, co się dzieje. Mimo to niemal natychmiast pojawiło się zaprzeczanie.

Holokaust zaczęto negować po fakcie.

7 października negowano w trakcie jego trwania.

Dla Cochav mówi to coś o tym, jak krucha stała się prawda. Technologia sprawiła również, że negowanie faktów stało się bardziej wyrafinowane. Mamy dostęp do większej liczby dowodów, niż poprzednie pokolenia mogłyby sobie wyobrazić, a jednak niekoniecznie ułatwiło to ustalanie prawdy.

Jest jeszcze jeden aspekt, który Cochav uważa za szczególnie niepokojący. Holokaust przyczynił się do powstania międzynarodowego systemu ochrony praw człowieka, jaki znamy dzisiaj. Tymczasem, jej zdaniem, niektóre instytucje, którym powierzono ochronę tych praw, pomogły stworzyć warunki umożliwiające rozprzestrzenianie się negowania wydarzeń z 7 października.

W Silenced No More Cochav i jej współpracownicy określają 7 października jako atak o charakterze ludobójczym. Raport analizuje również zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione tego dnia.

Dla Cochav kwestia zamiaru ludobójczego wynika z samych dowodów. W archiwum znajdują się materiały, na których terroryści popełniają zbrodnie, jednocześnie wyrażając taki zamiar.

„Był to atak o wyraźnie ludobójczym charakterze” – powiedziała mi. „Istniał zamiar dokonania ludobójstwa”.

Co zapamiętamy

Trzy lata później zapytałem Cochav, co chciałaby, aby świat zapamiętał z 7 października.

Chce, żeby ludzie zrozumieli, co Silenced No More ustalił na temat przemocy seksualnej popełnionej tego dnia. Nie była ona czymś przypadkowym. Jak przekonuje, dowody wskazują, że była zaplanowana i dokonywana z niezwykłym okrucieństwem.

Ale nie na tym chciała zakończyć.

Po wszystkim, co widziała, Cochav nadal wierzy w dobro.

Powiedziała mi, że tym, co pozwoliło jej tak długo dźwigać ten ciężar, było pamiętanie, iż „na tym świecie jest tyle samo dobra, ile jest zła”.

To dobro trzeba chronić.

„Musimy walczyć, żeby ocalić dobro” – powiedziała Cochav i wierzy, że nam się uda.

„Powstaniemy. Już czuję to w kościach”.

Wierzę jej.

Przeprowadzenie wywiadu z Cochav jest dla mnie wielkim zaszczytem, ale jeszcze większym jest możliwość nazywania jej moją przyjaciółką. Pod koniec naszej rozmowy sam z trudem powstrzymywałem łzy, próbując powiedzieć jej, jak wiele jej praca znaczy dla mnie i dla tak wielu innych ludzi.

„Cochav, chcę ci podziękować” – powiedziałem. „Dziękuję ci za pracę, którą wykonałaś, za historie, które ocaliłaś, oraz za to, że nie pozwoliłaś, by temu, co spotkało te kobiety i ich rodziny, zaprzeczono albo by zostało to wymazane. Mamy wobec ciebie ogromny dług wdzięczności”.

Cochav wzięła odpowiedzialność za historie, które nigdy nie powinny były potrzebować strażnika.

Ale ponieważ to zrobiła, nie można ich wymazać.


Ben M. Freeman – Założyciel współczesnego ruchu Jewish Pride (Żydowskiej Dumy), Ben M. Freeman jest autorem książek Jewish Pride: Rebuilding a People (2021), Reclaiming Our Story: The Pursuit of Jewish Pride (2022) oraz The Jews: An Indigenous People (2025).

Jego działalność, której celem jest edukowanie, inspirowanie i wzmacnianie innych, koncentruje się na żydowskiej tożsamości oraz historycznej i współczesnej nienawiści wobec Żydów. Jako badacz Holokaustu z ponad piętnastoletnim doświadczeniem Freeman zyskał rozgłos podczas kryzysu związanego z antysemityzmem w brytyjskiej Partii Pracy pod przywództwem Jeremy’ego Corbyna i szybko stał się jednym z czołowych żydowskich myślicieli swojego pokolenia oraz jednym z najważniejszych głosów sprzeciwiających się nienawiści wobec Żydów.

Link do oryginału: https://honestreporting.com/silenced-no-more-dr-cochav-elkayam-levy-on-october-7th-denial-and-the-fight-for-truth/

Honest Reporting, 7 października 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zionist parties unite against Palestinian state in JNS election debate


Zionist parties unite against Palestinian state in JNS election debate

Steve Linde


Eight of nine parties represented opposed Palestinian statehood, while opposition parties split over their choice for prime minister.

Representatives of nine Israeli political parties participated in the JNS-Yad L’Olim English-language election debate ahead of the Oct. 27 elections, Oct. 11, 2026. Credit: JNS.

Representatives from eight of nine Zionist Israeli political parties participating in an English-language election debate aired on Sunday rejected the establishment of a Palestinian state, revealing a striking degree of consensus ahead of the Oct. 27 election.

The JNS-Yad L’Olim debate, moderated by former Knesset member Dov Lipman, founder and CEO of Yad L’Olim, and JNS columnist and TV host Ruthie Blum, brought together representatives from nine parties spanning much of Israel’s political spectrum.

Participating were Diaspora Affairs and Combating Antisemitism Minister Amichai Chikli (Likud), Alex Rif (Yashar), MK Moshe Tur-Paz of Together (B’Yachad), MK Simcha Rothman (Religious Zionist Party), MK Oded Forer (Yisrael Beiteinu), MK Gilad Kariv (The Democrats), Yishai Fleisher (Otzma Yehudit), Fleur Hassan-Nahoum (Amcha Yisrael) and former MK Einat Wilf (Reservists-Economic Party).

Asked for a simple yes-or-no answer on whether they supported the establishment of a Palestinian state, Hassan-Nahoum was the most emphatic.

“It’s a hell no,” she said.

Forer said, “No, definitely not,” while Fleisher said his party would “fight it tooth and nail.”

The Religious Zionist Party’s Rothman responded, “No, no, no.” Tur-Paz of Together said: “Clearly no. The clear answer is no.”

Chikli said Likud opposed a Palestinian state in any form, while Rif also rejected the idea.

Wilf initially declined to give a yes-or-no response, arguing that the deeper issue was Palestinian rejection of Zionism.

“The only reason there is no Palestinian state is not because any right-wing party ever prevented it or any leader prevented it,” she said. “It doesn’t exist because the Arabs have never wanted a state for themselves if it has to live next to a Jewish state.”

Lipman interpreted Wilf’s response as a “no.”

The unusual degree of agreement over Palestinian statehood contrasted sharply with disagreements elsewhere in the debate, particularly over the future of Gaza, the drafting of haredim into the IDF, responsibility for the failures surrounding the Oct. 7, 2023, Hamas-led massacre and who should lead Israel after the election.

The only representative not to reject Palestinian statehood during the debate was The Democrats’ MK Gilad Kariv, who was temporarily disconnected when the question was put to him and did not respond. Kariv has expressed support in the past for a two-state solution, arguing that Israel should ultimately agree to a demilitarized Palestinian state as part of a broader regional agreement.

Gaza after Oct. 7

The candidates broadly agreed that Hamas must not be allowed to rebuild its military capabilities but differed over how Gaza should be handled.

Hassan-Nahoum outlined a plan promoted by Amcha Yisrael leader and retired IDF Brig. Gen. Ofer Winter that would separate Gaza’s civilian population from Hamas, establish a weapons-free area and leave Israel as the sole provider of humanitarian supplies before moving militarily against the remaining terrorists.

A second stage, she said, would facilitate voluntary emigration for Gazans who want to leave.

“We have a plan and we will implement it, and that is how you win the war in Gaza,” she said.

Chikli blamed the Oct. 7 massacre on policies dating back to the Oslo Accords and Israel’s 2005 disengagement from Gaza, as well as the 2011 Gilad Shalit prisoner exchange.

“The mission is to keep the yellow line and to control Gaza and to not allow Hamas to raise his head,” he said, adding that Israel must continue eliminating Hamas commanders.

Rif accused Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu of failing to translate Israel’s military achievements into lasting strategic change.

“We will not buy temporary quiet while Hamas prepares the next Oct. 7,” she said, calling for Hamas’s military and governing capabilities to be dismantled and for Israel to retain freedom of military action in Gaza.

Forer called for Israel to end its responsibility for supplying Gaza with electricity, water and humanitarian aid, while Fleisher advocated Israeli control and eventual resettlement of the territory.

Tur-Paz said the overriding goal must be to disarm Hamas and argued that Egypt and the United Arab Emirates should play a role in postwar Gaza rather than Qatar and Turkey.

Rothman said the challenge was not merely adopting tough policies toward Hamas but forming a governing coalition capable of carrying them out, arguing that parties dependent on political partners opposed to such policies would be unable to do so.

Kariv said the government that was in power on Oct. 7 could not be entrusted with shaping Israel’s future security policy.

“Those people led us into Oct. 7,” he said. “They cannot lead the State of Israel after what happened.”

Haredi draft takes center stage

The candidates also sparred over one of the election campaign’s most divisive domestic issues: military service for haredi men.

Forer proposed requiring every Israeli citizen to report for service from the age of 18, with the IDF selecting those it needs and others performing national service in institutions such as the police, fire service and hospitals.

“If you are not serving, you will not get anything from the state,” he said.

Tur-Paz said a Naftali Bennett-led government would cut state funding for those who refuse to serve and redirect resources to Israelis who do serve.

Hassan-Nahoum advocated a combination of incentives and sanctions, arguing that Israelis who serve should receive greater state benefits.

“Everybody in this country has to serve if they want to be full citizens, getting full rights,” she said.

Rothman and Fleisher both argued that greater haredi enlistment should be achieved through gradual social change and incentives rather than coercion.

Kariv said the gradual approach to haredi enlistment was no longer adequate after Oct. 7, while Chikli said enlistment was already rising and accused previous governments of advancing weaker legislation.

Wilf called for universal service encompassing men and women, Jews and Arabs, with those not required by the IDF performing other forms of national service.

Who should lead Israel?

The question of who should serve as prime minister exposed a sharp contrast between the two political blocs.

All four representatives of parties in the right-wing bloc—Likud, the Religious Zionist Party, Otzma Yehudit and Amcha Yisrael—said they would recommend Netanyahu for prime minister.

Chikli said Netanyahu, “obviously,” while Fleisher said Otzma Yehudit would support the Likud leader but seek to “keep him strong and to the right.” Hassan-Nahoum also backed the prime minister as leader of the right-wing bloc, while Rothman said his party would support Netanyahu while pushing the government further on settlement, judicial reform and other issues.

Opposition representatives, by contrast, were divided over whom to recommend for premier.

Rif said Yashar would recommend its leader, former IDF Chief of Staff Gadi Eisenkot, while Tur-Paz backed former Prime Minister Naftali Bennett, leader of Together.

Forer said his preference was Yisrael Beiteinu leader Avigdor Liberman, but he added that the four Zionist opposition parties should decide after the election who should head the government.

Kariv said The Democrats would back the opposition candidate best positioned to replace Netanyahu, adding that “right now it looks like Gadi Eisenkot.”

Wilf declined to name a specific candidate, saying the Reservists-Economic Party would support the candidate who could secure the backing of the largest number of Zionist Knesset members.

Oct. 7 inquiry

The candidates also split over how the failures surrounding the Oct. 7 massacre should be investigated.

Rif, Wilf, Kariv, Forer and Tur-Paz supported establishing a state commission of inquiry, the statutory mechanism used to investigate major national failures.

Chikli, Rothman, Fleisher and Hassan-Nahoum opposed allowing the judiciary to determine the makeup of such a commission, instead calling for a mechanism that would command broad support across the political divide.

Wilf said a state commission was the only existing investigative mechanism with sufficient legal authority.

“The fact that we’re debating it is a travesty,” she said.

Rothman countered that the judiciary should not be given a role in choosing the commission.

“The justice system in Israel is involved in security decisions. That’s why this justice system cannot be in charge of investigating itself,” he said.

He proposed a commission that would have the support of 80 Knesset members from both the coalition and opposition.


Watch the debate here.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com