Israel’s Attorney General Calls to Cancel Netanyahu’s Mossad Chief Appointment


Israel’s Attorney General Calls to Cancel Netanyahu’s Mossad Chief Appointment

i24 News and Algemeiner Staff


Israeli Attorney-General Gali Baharav-Miara. Photo: Twitter

Attorney General Gali Baharav-Miara told the High Court of Justice on Sunday that Prime Minister Benjamin Netanyahu’s decision to appoint Maj. Gen. Roman Gofman as the next Mossad chief must be canceled.

Baharav-Miara filed her position ahead of a Tuesday hearing on petitions challenging the appointment, telling the court that “substantial flaws” had been found both in the process conducted by the advisory committee and in the conclusions it drew. She said Netanyahu’s decision suffered from “extreme and blatant unreasonableness” and could not stand legally.

At the center of the dispute is the case of Ori Elmakayes, who was a 17-year-old minor when he was activated in 2022 by Division 210, without going through authorized intelligence channels. At the time, the division was commanded by Gofman. Elmakayes was arrested in May 2022 under espionage charges after two officers sent him classified information and told him to post it online as part of an “influence campaign,” despite not being authorized to do so. Gofman initiated this operation. Elmakayes was then held in full detention until July, spending an extended period under electronic monitoring and house arrest before the indictment against him was canceled in late 2023.

Baharav-Miara says Gofman’s involvement in leaking the classified information to the minor, “casts a heavy shadow on Gofman’s integrity and thus on his appointment to head the Mossad.” The attorney general also identified serious procedural failings in the advisory committee’s work. She notes that the majority members signed their opinion before committee chairman and former Supreme Court president Asher Grunis had written his dissent and before two members had reviewed several classified documents significant to the full picture. Grunis concluded that integrity flaws had been found and that it was not appropriate to appoint Gofman as Mossad chief.

The attorney general also says the committee failed to hear directly from Elmakayes or from a relevant senior military intelligence officer, instead relying in part on media interviews.

Netanyahu, who appointed Gofman to head the Mossad starting in early June, for a five-year term, submitted his own response to the court on this past Friday, arguing that the decision fell within his executive authority. The Prime Minister also said that his assessment of the matter was “dozens of times superior” to that of the court, adding that Gofman’s integrity was “found pure,” and describing him as the most qualified candidate.

Other coalition figures responded to the attorney general with sharp criticism, including National Security Minister Itamar Ben-Gvir. Ben-Gvir accused Baharav-Miara of fighting the state, while Finance Minister Bezalel Smotrich said her position was “one step too far” and vowed to advance legislation splitting the attorney general’s role in the Knesset’s summer session.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Haniebna cisza świata wobec Hamasu


Haniebna cisza świata wobec Hamasu

Bassam Tawil


Dopóki Hamas pozostaje u władzy, nie może być mowy o pozytywnej przyszłości dla Strefy Gazy.

Podczas gdy uwaga znacznej części świata skupia się na Iranie i szerszym konflikcie regionalnym, w samej Strefie Gazy rozgrywa się mroczna i w dużej mierze ignorowana rzeczywistość: wiarygodne i głęboko niepokojące doniesienia o wykorzystywaniu seksualnym, nadużyciach i przymusie pod rządami Hamasu.

Nowe świadectwa napływające ze Strefy Gazy ujawniają, że terroryści Hamasu systematycznie wykorzystują seksualnie bezbronne palestyńskie kobiety — żądając seksu w zamian za podstawową pomoc, żywność i schronienie. Relacje opisują drapieżny system wymierzony w wdowy, przesiedlone matki oraz rozwódki pozbawione męskich żywicieli, przy czym ofiary są zastraszane przez funkcjonariuszy Hamasu, by milczały.

Sześć miesięcy po wejściu w życie zawieszenia broni w Strefie Gazy Hamas nadal twardo utrzymuje się u władzy. Pomimo międzynarodowych obietnic, inicjatyw dyplomatycznych i szeroko nagłaśnianej „Rady Pokoju”, wspierana przez Iran islamistyczna organizacja nie rozbroiła się, nie oddała kontroli ani nie złagodziła swojego zachowania. Wręcz przeciwnie — wydaje się wykorzystywać zawieszenie broni jako okazję do umocnienia swoich rządów, przegrupowania militarnego i zacieśnienia kontroli nad palestyńską ludnością.

Według reportażu śledczego brytyjskiego „Daily Mail”, palestyńskie kobiety są wykorzystywane seksualnie przez terrorystów Hamasu i zmuszane do współżycia w zamian za pomoc żywnościową. Organizacje praw człowieka w Strefie Gazy powiedziały gazecie, że nawet 60 000 kobiet jest narażonych, a doniesienia wskazują także na wzrost liczby małżeństw z dziećmi i ciąż pozamałżeńskich.

W artykule cytowany jest mieszkaniec Gazy, którego tożsamość nie została ujawniona ze względów bezpieczeństwa, opisujący „jak widział wdowę przesiedloną w wyniku wojny, molestowaną w namiocie przez ‘grupę’ członków Hamasu, i został ostrzeżony, by milczeć”:

„Skontaktowała się z nami żona przyjaciela. Poprosiła dowódcę Brygad al-Kassam [skrzydła wojskowego Hamasu] o pomoc, ale on ją wykorzystał. Jego zachowanie jest haniebne. Zbadaliśmy sprawę i znaleźliśmy ją w namiocie w rejonie Gharabli, gdzie grupa członków Kassamu ją wykorzystywała. Poinformowaliśmy kierownictwo, ale powiedziano nam, że musimy milczeć”.

Autor artykułu dodaje:

„Inny mieszkaniec Gazy potwierdził, że podobny incydent spotkał jedną z jego sąsiadek, która była szantażowana przez ‘jedną z organizacji charytatywnych Hamasu… chcieli, by się prostytuowała w zamian za paczkę żywnościową, bon pomocowy albo 100 szekli’”.

Noor (nie jej prawdziwe imię), rozwiedziona matka czwórki dzieci, relacjonowała:

„Jestem matką czwórki dzieci. Zostałam przesiedlona z powodu wojny i nie należę do uznanego obozu dla przesiedlonych, więc nie otrzymałam żadnej pomocy. Poszłam do islamskiej organizacji charytatywnej, która rozdziela pomoc potrzebującym w Gazie. Przyjął mnie mężczyzna wyglądający na religijnego, jak szejk. Powiedział, że mnie wesprze i pomoże. Powiedziałam mu, że jestem w separacji z mężem. Odpowiedział: ‘Ach, w separacji? Kobieta tak piękna jak ty?’”

Powiedziała, że mężczyzna wziął jej numer telefonu pod pretekstem udzielenia pomocy.

„Od początku sposób, w jaki ze mną rozmawiał, wydawał się nękaniem. Jestem od niego dużo młodsza. Zaufałam mu, bo był starszym mężczyzną; widziałam w nim ojca. Jest w wieku mojego ojca, a mimo to bezpośrednio mnie napastował. Bałam się oczywiście. Śledził mnie. Powiedziałam mu, że go zdemaskuję. Odpowiedział: ‘Nie możesz mnie zdemaskować, ja tu jestem rządem’”.

Noor dodała: „Wykorzystują potrzebę kobiet do uzyskania pomocy. Ale kobiety boją się mówić”.

Jeszcze bardziej niepokojące są oskarżenia dotyczące dzieci. Osobny reportaż „Daily Mail” opisuje przypadki nieletnich wykorzystywanych seksualnie przez duchownych powiązanych z Hamasem, a następnie szantażowanych, by milczały. Rodzinom — według relacji — grozi się poważnymi konsekwencjami, w tym oskarżeniami o współpracę z Izraelem, jeśli odważą się mówić. W społeczeństwie palestyńskim takie oskarżenie może oznaczać wyrok śmierci.

Dziewięcioletni palestyński chłopiec powiedział, że został wykorzystany seksualnie przez szejka w meczecie:

„Poszedłem tego dnia się modlić do meczetu, to było przed modlitwą asr, uczyłem się Koranu — mówi dziewięciolatek, zanim wymienia imię szejka. Uczyliśmy się razem Koranu. Powiedział do mnie: ‘chodź ze mną, chcę dać ci coś miłego’. Zaprowadził mnie do toalety, rozebrał mnie, zdjął mi spodnie i zrobił ze mną, co chciał. Zacząłem krzyczeć, a potem płakałem”.

Reportaż przytacza także doświadczenia innych ofiar:

„[J]eden z dziesięciolatków opisał, jak zwykle przychodził do meczetu jako pierwszy, aż pewnego dnia szejk poprosił, by poszedł za nim na górę. ‘Poszedłem więc na górę, ściągnął mi spodnie i zaczął robić ze mną obrzydliwe rzeczy’ — powiedział chłopiec.

‘42-letni ojciec trzeciej ofiary, zgwałconej w meczecie w Chan Junus, wspomina, jak jego żona zadzwoniła do niego do pracy, mówiąc: „Twój syn krwawi i ma siniaki na całym ciele”’”.

Relacje te nie są odosobnione. Wskazują raczej na szerszy wzorzec.

Wykorzystywanie przemocy seksualnej przez Hamas nie zaczęło się w Strefie Gazy podczas niedawnej wojny, która wybuchła wraz z kierowaną przez Hamas inwazją na Izrael 7 października 2023 r. Tego dnia terroryści Hamasu dopuścili się licznych gwałtów i aktów przemocy seksualnej wobec izraelskich dziewcząt i kobiet. Izraelscy zakładnicy — zarówno mężczyźni, jak i kobiety — przetrzymywani przez Hamas, relacjonowali później molestowanie i nadużycia seksualne w niewoli.

To, co obecnie ujawnia się w Strefie Gazy, sugeruje, że taka brutalność nie jest skierowana wyłącznie na zewnątrz, przeciwko Izraelczykom, lecz także do wewnątrz — przeciwko samym Palestyńczykom.

Mimo to reakcja społeczności międzynarodowej jest uderzająco powściągliwa.

Gdzie są globalne organizacje praw człowieka? Gdzie są międzynarodowe organizacje kobiece, które zwykle szybko potępiają przemoc seksualną w strefach konfliktu? Dlaczego nie przeprowadzono pilnego śledztwa ONZ w sprawie zbrodni Hamasu wobec palestyńskich kobiet i dzieci? Dlaczego UN Women nie zareagowała w sposób znaczący na te zarzuty?

Ta cisza jest czymś więcej niż tylko obraźliwa. Jednym z możliwych wyjaśnień jest strach — zarówno wśród lokalnych NGO działających pod rządami Hamasu, jak i wśród organizacji międzynarodowych, niechętnych do konfrontacji z islamistyczną organizacją terrorystyczną. Innym jest uprzedzenie polityczne: niechęć do nagłaśniania nadużyć, które komplikują dominującą narrację przedstawiającą Izrael jako jedynego winowajcę.

Niezależnie od przyczyny, brak reakcji na te zarzuty stanowi zdradę tych, których organizacje te deklarują chronić.

Trwanie rządów Hamasu rodzi również poważne pytania o politykę administracji Trumpa. Dlaczego Hamas wciąż sprawuje władzę sześć miesięcy po zawieszeniu broni? Dlaczego „Rada Pokoju” Trumpa nie zdołała osiągnąć swojego najbardziej podstawowego celu: zmuszenia Hamasu do oddania broni i rezygnacji z kontroli nad Strefą Gazy? Jeśli już, zawieszenie broni wzmocniło Hamas, dając mu czas na dozbrojenie się, reorganizację i ponowne umocnienie kontroli nad społeczeństwem.

Administracja Trumpa, która była orędownikiem porozumienia o zawieszeniu broni, stoi teraz przed kluczową próbą. Dlaczego wywierana jest niewystarczająca presja na kluczowych mediatorów, takich jak Egipt i Katar, aby pociągnęli Hamas do odpowiedzialności? Jakie konkretne kroki podejmie administracja Trumpa, by zapewnić, że Hamas nie pozostanie faktycznym władcą Strefy Gazy?

Bez zdecydowanych działań obecne podejście legitymizuje islamistyczny reżim terrorystyczny Hamasu, dążący do zniszczenia Izraela, dopuszczający się systematycznych nadużyć wobec własnych obywateli i — jak administracja Trumpa widziała w przypadku Iranu — niemający najmniejszego zamiaru oddać władzy.

Dopóki Hamas pozostaje u władzy, nie może być mowy o pozytywnej przyszłości dla Strefy Gazy. 


Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/22486/hamas-sexual-crimes

Gatestone Institute 30 kwietnia 2026

Bassam Tawil jest muzułmańskim publicystą mieszkającym na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Where are the voices defending Europe’s Jews?


Where are the voices defending Europe’s Jews?

Fiamma Nirenstein


The continent that vowed to become “different” after the Shoah is once again allowing antisemitism to spread openly across public life, culture and politics.

Activists wave the national flags of the 27 member states of the European Union during “Festa dell’Europa,” organized by AtenEU, a network of young Europeanist university students, as part of the Europe Day celebrations at Piazza San Fedele in Milan, Italy, on May 9, 2026. Photo by Emanuele Cremaschi/Getty Images.

There would have been no Europe had it not been built upon the need to turn the page after the Shoah. Europe claimed to be “new,” as Konrad Adenauer declared. It swore to become “different,” as Simone Veil assured us, in the name of overcoming the antisemitism that murdered 6 million Jews.

And so the celebration of Europe Day on Saturday was deeply paradoxical.

Antisemitism has once again become omnipresent—a stain spreading across the continent just as it did in the Europe of the 1930s, a Europe dazzling in beauty, culture and tradition before the plague of Nazism and fascism consumed it.

Today’s Europe, confused by a mixture of distorted human-rights ideology and Third Worldist progressivism, applies an obvious double standard. It condemns Donald Trump while treating Iran gently. It attacks Israel while forgetting Hamas and Hezbollah.

All this while Europe claims to be forging a stronger identity, capable of competing strategically and politically with the United States.

But antisemitism remains the structural weakness of European thought—its recurring condemnation.

Walter Hallstein, one of the first presidents of the European Commission, once said: “Anyone who lived through National Socialism knows that Europe was born so that such persecution could never happen again.”

Yet when European Parliament President Roberta Metsola spoke this week of the “many challenges” facing Europe, she did not mention antisemitism.

French President Emmanuel Macron spoke of a “treasure forged by courage.” Yet why is that courage not used to pressure Lebanon to stop Hezbollah and pursue genuine peace, instead of endlessly blaming Jerusalem?

Former Italian Prime Minister Matteo Renzi dedicated a “White Rose,” the symbol of his political movement, to Sophie Scholl, the young German student executed for resisting Nazism. Rightly so. That is the Europe we should honor.

But in the hands of a political camp that, in the name of peace, condemns only Israel, that rose appears withered.

Where are the voices defending Europe’s Jews?

Who says publicly that the Israeli pavilion at the Venice Biennale cannot be compared to the Russian one because Israel did not invade another country but defended itself after a massacre and terrorism, while Russia invaded Ukraine? Almost no one.

Who protests when Spain deprives millions of viewers of the opportunity to hear Israel’s Eurovision song, followed by Ireland, Slovenia and the Netherlands?

Meanwhile, across Europe, cultural and political campaigns aligned with Hamas and Iran spread fabricated images, promote boycotts of Israeli books, professors, students and exhibitions, and encourage a climate in which freedom is granted only to those who attack Israel and the Jews.

In London, where Jews increasingly fear walking openly in certain neighborhoods, police have reportedly assigned additional officers specifically to protect Jewish communities, elderly Jews and children.

In France, a succession of antisemitic attacks has left many Jews contemplating emigration.

In Belgium, Jewish communities live under constant pressure while circumcision—a sacred tradition since the time of Abraham—faces growing legal and political challenges.

In Germany, Jews once again find themselves an intimidated minority, while institutions such as Burg Giebichenstein University of Art have faced controversy over accusations involving alleged cooperation with “genocidal Jews.”

In Italy, Israeli students at the University of Naples have faced hostility severe enough to push some to leave.

Tourists wearing a kippah, speaking Hebrew or displaying a Star of David increasingly report discrimination.

The White Rose, a non-violent resistance group led by students in Munich against Hitler, was beautiful before it was exterminated by Nazi Germany. It once stood for courage and moral clarity against tyranny.

Today, statistics speak of tens of thousands of antisemitic incidents across Europe, met with little meaningful political resistance.

What kind of Europe is this, in which parts of the Left systematically promote the false narrative that Israel is a colonialist and genocidal state, projecting onto the Jewish people the very crimes and prejudices Europe itself once produced?

Europe celebrated itself this week and reaffirmed its desire to grow stronger. But nothing weakens it more profoundly than the return of this shameful antisemitism.


Fiamma Nirenstein is an Italian-Israeli journalist, author and senior research fellow at the Jerusalem Center for Security and Foreign Affairs (JCFA). An adviser on antisemitism to Israel’s Ministry of Foreign Affairs, she served in the Italian Parliament (2008-2013) as vice president of the Foreign Affairs Committee. A founding member of the Friends of Israel Initiative, she has written 15 books, including October 7, Antisemitism and the War on the West, and is a leading voice on Israel, the Middle East, Europe and the fight against antisemitism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Albanian Prime Minister Promotes Kanye West’s Upcoming Concert in New 60,000-Seat Stadium


Albanian Prime Minister Promotes Kanye West’s Upcoming Concert in New 60,000-Seat Stadium

Shiryn Ghermezian


Ye, formerly known as Kanye West. Photo: BANG Showbiz via Reuters Connect

Albanian Prime Minister Edi Rama confirmed on Thursday an upcoming concert in the country by Ye, formerly known as Kanye West, despite a number of the rapper’s previous shows being canceled across Europe because of his past antisemitic behavior.

Rama shared a video on Facebook that features footage of the Grammy winner during his previous concerts, along with a message that announces the date of the concert in Tirana, Albania. The “Flashing Lights” singer will perform one night only on July 11.

The Yeezy founder will also reportedly have a temporary venue built for him in the city that will be called “Eagle Stadium.” It is expected to hold approximately 60,000 people and will be located near the Tirana-Durra axis, Albania’s Minister of Tourism, Culture, and Sports Blendi Gonxhja confirmed in a Facebook post, which was also shared on the ministry’s official Facebook page.

The Ministry of Culture noted that the concert will be paid for through ticket sales, but some partnered institutions will “facilitate” its progress, according to BalkanInsight.

“In every aspect, it is our obligation to welcome and facilitate the development of such events that bring numerous benefits to tourism and the economy,” the ministry reportedly said. It added that the concert “will have an extraordinary impact on the promotion of tourism and the local economy.”

The United Kingdom, France, Poland, and Switzerland have all recently canceled Ye’s concerts amid controversy over his past antisemitic actions and comments, which include selling T-shirts that feature a Nazi swastika, expressing admiration for Nazi leader Adolf Hitler, releasing a song titled “Heil Hitler,” and posting several antisemitic comments about Jews on X. Australia banned Ye from entering the country last year.

Italy is still set to have Ye headline its Hellwatt Festival in July, but Pina Picierno, vice president of the European Parliament and senior member of Italy’s Democratic Party, said the government should take action to prevent the concert from taking place. “The United Kingdom denied the visa. France effectively prevented the Marseille concert. Italy, meanwhile, is just staying idle with 68,000 tickets sold, as if nothing had happened,” Picierno told the local newspaper La Gazzetta di Reggio.

Ye apologized for his antisemitic and pro-Nazi comments in January in an advert in the Wall Street Journal. He attributed his offensive behavior to manic episodes related to untreated bipolar disorder and declared, “I am not a Nazi or an antisemite.”

As part of his world tour, Ye is set to perform this summer in India, Turkey, The Netherlands, Spain, and Portugal.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Proszę cofnąć się do przodu

Świetna książka z początków dwudziestolecia, szkoda, że nikt nie ma ochoty jej wznowić.


Proszę cofnąć się do przodu
(Poprawiona wersja tekstu)

Andrzej Koraszewski


Leszek Kołakowski zwrócił kiedyś uwagę na okrzyk motorniczego w warszawskim tramwaju: „Proszę cofnąć się do przodu”. Nie było w tym wezwaniu niczego nadzwyczajnego. Wsiadało się wtedy do tramwaju przednimi drzwiami, wychodziło się tylnymi i często przy drzwiach wyjściowych był nadmierny ścisk. Dziś lewica wzywa nas, żebyśmy cofnęli się do przodu, ogłasza postęp, ale jej lewicowy konserwatyzm jest nie tylko absurdalny, jest przerażający. Oczywiście pojęcia lewicy i prawicy zawsze były głęboko mylące. Podobnie jak wielkie wyznania religijne, miały dziesiątki nurtów i indywidualnych interpretacji. Będąc już na emigracji, Leszek Kołakowski zastanawiał się, Jak być konserwatywno-liberalnym-socjalistą.

Próbując określić swoją tożsamość, często zaczynamy od poszukiwania trwałej, eleganckiej etykietki na wszystkie okazje. Chcemy, by postrzegano nas jako dobrych, postępowych, nowoczesnych. Interesują nas atrakcyjne nalepki, które zwolnią nas od ciągłej niepewności, a w szczególności od odpowiedzialności za własne wybory. Dewiza Władysława Bartoszewskiego seniora – „warto być przyzwoitym” – jest wspaniała, ale i ona jest poważnym problemem ze względu na łatwość, z jaką możemy żonglować określaniem tego, co jest przyzwoite.

Dziś tak wielu cofa się do przodu, lądując w miejscach, w których byli już inni wiele dziesięcioleci temu.

Patrzę na tytuł artykułu polskiego publicysty Konstantego Geberta i myślę, że on myśli, że swoją wersję przyzwoitości wyjaśni później. Tytuł brzmi: ŻYDOWSCY LUDOBÓJCY W KRÓLESTWIE DOWOLNOŚCI. Jako socjolog dziesiątki razy uczestniczyłem w tworzeniu ankiet i pilotażach, które miały nam powiedzieć, jak respondenci rozumieją pytanie. Sprawdziłem zaledwie na trzech osobach, jak ten tytuł jest rozumiany – trzykrotnie ta sama odpowiedź: „Żydzi robią, co chcą”. Tytuł artykułu jest etykietą, często jedynym sygnałem, który pozostaje w umyśle czytelnika danego medium. Czytelnik, który przeczyta pierwszy akapit wynurzeń Geberta, może sądzić, że polski publicysta zaprasza go do kawiarni na dłuższą rozmowę:

Porównanie rzezi Hamasu z 7 października z Zagładą jest równie absurdalne jak porównanie z nią izraelskiej reakcji na tę rzeź. To, że tak znaczne odłamy opinii publicznej w różnych krajach gotowe są oba porównania zaakceptować, świadczy, że przez „nazistowskie traktowanie” rozumieją oni po prostu coś złego. W ogóle nie zadając sobie pytania o szczególny charakter tego zła.

Nie wiem, dlaczego porównanie palestyńskiej rzezi Żydów z europejską Zagładą Żydów jest dla publicysty absurdalne, ponieważ nie wiem, do czyich słów się odnosi. Jeśli na przykład chodzi mu o liczbę ofiar, to oczywiście ma rację; jeśli idzie o ideologię i intencje, to domniemany absurd może być mniejszy, niż autor mniema. Ostatecznie uczestnicy rzezi 7 października 2023 roku wierni byli wezwaniom swoich kapłanów powtarzających niemal co piątek: „O Allahu, zabij ich do ostatniego”. Co ma na myśli publicysta, pisząc o absurdalności porównania izraelskiej reakcji na palestyńską rzeź, nie wiemy, bo w kolejnych akapitach niespodziewanie zajął się sprawą wyrzucania Żydów z manifestacji z okazji Dnia Wyzwolenia w Mediolanie.

Gebert zauważa jawnie antysemickie zachowania i przypomina, że 20 procent Włochów wyraziło poparcie dla Hamasu, i to bezpośrednio po ludobójczej rzezi.

Kolejny akapit wbija w fotel i skłania do zadumy:

Mało tego: istniała zapewne możliwość kompromisowego rozwiązania konfliktu, choć w ogniu wydarzeń nikt o niej nie pomyślał. Wystarczyłoby przecież żydowskich uczestników przesłuchać z ich poglądów i tym, którzy potępiliby Izrael, dać prawo do dalszego udziału w manifestacji. Warto by taką zasadę warunkowości, listę pytań i regulamin komisji weryfikacyjnych wprowadzić na przyszłych antyfaszystowskich pochodach, by uniknąć przykrych i nikomu niepotrzebnych scysji.

Ironia, której nie dostrzegam, czy może stanowisko? Nie wiem, musiałbym zapytać autora, a nie mam z nim kontaktu. Tak czy inaczej Konstanty Gebert uświadamia sobie chwilowo jeszcze abstrakcyjną możliwość usunięcia Żydów, a zatem również jego, z obchodów rocznicy powstania w getcie. Konstanty Gebert nie byłby jednak sobą, gdyby, zauważając lawinowy wzrost antysemityzmu, nie dał do zrozumienia natychmiast, że podziela pogląd, jakoby Izrael popełnił zbrodnie wojenne w Gazie. To jednak tylko na marginesie, bo zajmuje się studiami nad opinią publiczną.

Gebert nie jest socjologiem i wydaje się nie całkiem zdawać sobie sprawę z faktu, że opinie i postawy społeczne nie mają związku z faktami, są jednak silnie skorelowane ze źródłami informacji oraz tradycją rodzinną i środowiskową. Zauważa zatem nasz opiniotwórca, że po 80 latach zniknęła pamięć i „zastąpiła ją nowa poprawność polityczna, każąca o Żydach mówić źle”, natychmiast dodając:

Niewątpliwie uzasadniona krytyka rozmaitych działań rządu Izraela ułatwiła tę przemianę. Ale głębia nienawiści, którą widzieliśmy choćby w Mediolanie, nie pozostaje z tą krytyką w żadnym proporcjonalnym związku. Stary europejski antysemityzm powrócił, zmieniając jedynie kostium.

Dziś skierowany jest przeciwko państwu żydowskiemu, tak jak wcześniej przeciwko „Żydokomunie” czy żydowskim dzieciobójcom lub Bogobójcom. Ale i tak, jak zawsze, obrywają po prostu Żydzi.

Czyżby człowiek, który poświęcił tak wiele uwagi propagandzie kłamstw, którą nasz opiniotwórca nazywa „uzasadnioną krytyką”, o Izraelu, poczuł skruchę i postanowił przyznać się do błędu? Aż tak źle nie jest. A jednak Konstanty Gebert po raz pierwszy zauważa łajdactwo jednego ze swoich byłych towarzyszy ze stowarzyszenia poszukiwaczy żydowskiego faszyzmu z „Gazety Wyborczej” – „dziennikarza” Mariusza Zawadzkiego. Pisze o nim Gebert, że to „reporter z dużym doświadczeniem bliskowschodnim”, jak również, że jest szanowany i publikowany przez inne krajowe media, i – proszę się nie śmiać – wyraża zdumienie, że „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł Zawadzkiego, w którym ten były towarzysz Geberta zastanawia się, jakim cudem społeczeństwo znajdujące się pod ciągłym ostrzałem i groźbą zamachów terrorystycznych znajduje się w czołówce krajów najszczęśliwszych. Gebert cytuje Zawadzkiego:

„Generalnie wszystko wskazuje – wyjaśnia – że dzisiejsi Izraelczycy są społeczeństwem ciężko chorym z nienawiści, które jest tym szczęśliwsze, im więcej nieszczęść wywołuje wokół siebie”. Słowem, Izraelczycy są szczęśliwi, bo zabijają Arabów.

Konstanty Gebert przyznaje, że wcześniejsza produkcja jego byłego redakcyjnego kolegi nie była lepsza. Na wszelki wypadek nie przypomina, że nigdy wcześniej nie protestował. Czyżby tytuł jego własnego artykułu miał sugerować, że nie było żadnego żydowskiego ludobójstwa, a powszechna opinia publiczna ukształtowała się pod wpływem dezinformujących donosów dziennikarzy spod ciemnej gwiazdy?

Warszawski opiniotwórca wprost tego nie pisze, kolejne akapity mogłyby na to wskazywać. Zamiast danych i prezentacji wypaczonych definicji ludobójstwa mamy ponowną wycieczkę do Mediolanu i dywagacje na temat wyrzucania Żydów z antyfaszystowskiej demonstracji.

Najbardziej ucieszyło mnie ostatnie zdanie naszego kulturalnie liberalnego autora: „Na naszych oczach, po 80 latach zakłamania, kształtuje się wreszcie właściwy obraz europejskiej pamięci o wojnie”.

Można powiedzieć, że sama pamięć o wojnie jest tu mniej istotna od pamięci o własnym człowieczeństwie i od łatwości, z jaką daje się powrócić do odwiecznych uprzedzeń, oraz od tego, kto i jak ułatwia drogę powrotu do zbiorowego obłędu. Joël Rubinfeld, współzałożyciel i przewodniczący Belgijskiej Ligi Przeciw Antysemityzmowi, mówi wyraźnie, że dziś Izrael jest Dreyfusem narodów, że toczy się nieustannie pokazowy proces przeciwko państwu żydowskiemu. Konstanty Gebert jest od lat pomocniczym oskarżycielem w tym pokazowym procesie. Rubinfeld próbuje również odpowiedzieć na trudne pytanie, dlaczego tak wielu Żydów, zarówno w diasporze, jak i w samym Izraelu, pomaga antysemitom budować fałszywy obraz żydowskiego państwa.

Facebook podrzucił mi zapowiedź artykułu Jana Hartmana w „Gazecie Wyborczej”. Młoda kobieta z Gdańska zdjęcie zapowiedzi tego artykułu poprzedziła zdaniem: „Waszej propagandy już nikt nie kupi”. To charakterystyczny głos opinii publicznej ukształtowanej przez Konstantego Geberta i innych. Młoda niewiasta z Gdańska nie zamierzała dyskutować, stawiać pytań, prawdopodobnie nie zamierzała również czytać artykułu Jana Hartmana, odrzucając go jako żydowską propagandę.

Sam artykuł Hartmana jest niesłychanie interesujący, nie tylko w kontekście wypracowania Konstantego Geberta. Tekst nosi tytuł „To nie Żydzi, lecz Arabowie byli i są największymi krzywdzicielami Palestyńczyków”. Dopiero przy drugim czytaniu zauważam, że nie ma w nim odwołań do arabskich, a w szczególności palestyńskich dysydentów, a przecież tam znajdujemy najwięcej dowodów i rzeczowych argumentów na to, jak Arabowie zatruli naród palestyński, zmienili Palestyńczyków w psy wojny i ich życie w piekło. Tam jest szczegółowa analiza tego, jak niszczone jest od kolebki człowieczeństwo Palestyńczyków. Co więcej, analiza krzywd Palestyńczyków z rąk tych, którzy sprawują nad nimi władzę, jest w tym tekście właściwie marginesem. Tekst traktuje głównie o antysemityzmie i podzielonej tożsamości. Zatrzymajmy się jednak przy tytułowej kwestii. Hartman pisze:

Od Egiptu po Jordanię. Nie Żydzi, ale Arabowie najbardziej krzywdzą Palestyńczyków

I tylko niech w waszych głowach nie zalęgnie się myśl, jakobym wierzył w jakąś palestyńską sielankę w Izraelu i nie miał pojęcia o doznawanych przez Palestyńczyków krzywdach. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Izrael ma bardzo wiele na sumieniu, gdy chodzi o traktowanie Palestyńczyków. Zwłaszcza na terenach zdobytych na Jordanii i Egipcie, czyli na Zachodnim Brzegu i w Gazie, jakkolwiek daleko mu do tej wrogości, jaką okazują im kraje arabskie i Arabowie, którym wszak nie mogło się spodobać, że pół wieku temu na masową skalę zaczęli się odżegnywać od narodowości arabskiej.

Otwieram link, żeby się dowiedzieć, kto mu tę czarnotę wcisnął. Oczywiście jak diabeł z pudełka wyskakuje Konstanty Gebert, ale znów problem, bo w opublikowanym zaledwie 6 dni po zorganizowanej przez Hamas ludobójczej wyprawie Palestyńczyków do Izraela tekście nie widzę krzywd ze strony Izraela poza samym faktem jego legalnego powstania i obrony przed mordercami. Gebert nie pisze otwarcie o ideologii palestyńskiej, o wychowywaniu dzieci na morderców sadystów, chociaż jest zbyt zręcznym publicystą, żeby nie dać znać, że o niej wie. Przewiduje, że „pokoju nie będzie, najwyżej wymiana jeńców”, i w tym nazwaniu porwanych Izraelczyków i skazanych morderców kryje się cała jego mentalność.

Hartman dostrzega, że izraelscy Arabowie mają pełnię praw obywatelskich. Więc tu „krzywdą” jest nieufność, podejrzliwość, nie dyskryminacja ze strony państwa, ale głęboko uzasadnione obawy i, tak, uprzedzenia ze strony żydowskich mieszkańców. To trzeba stanowczo rozgraniczyć i pamiętać, że w Izraelu dyskryminacja mniejszości jest karalna. Dalej pisze Hartman, że chodzi mu głównie o krzywdy doznawane od Izraela przez Palestyńczyków z Judei i Samarii oraz z Gazy. Gebert przynajmniej zauważa, że to nie Izrael umieścił arabskich wychodźców – wychodźców, a nie uchodźców, ponieważ przed wojną i w czasie wojny 1948 roku większość Arabów uciekających z terenów dzisiejszego Izraela robiła to na wezwanie swoich przywódców, żydowscy przywódcy wzywali miejscową arabską ludność do zachowania neutralności, wypędzani byli aktywni uczestnicy walk. Gorliwość Hartmana w zapewnianiu o palestyńskich krzywdach bez pokazania szczegółów to po raz kolejny syndrom Oslo. To pragnienie czy może obawa, żeby nie urazić ojczyźnianych antysemitów, jest silnie obecne w całym artykule:

Do dawnych win trzeba zresztą doliczyć te nowe, związane z wojną w Gazie, podczas której dochodzi do bombardowań, zabójstw i wyburzeń, których nie da się uzasadnić strategią i taktyką wojny sprawiedliwej.

Od filozofa oczekujemy większej odpowiedzialności za wypowiedziane słowa. Nawet uważna lektura cytowanego przez niego artykułu Geberta powinna mu uświadomić, że Izrael walczy ze starannie zaplanowaną nazistowską twierdzą, w której infrastruktura cywilna jest tylko tarczą infrastruktury militarnej. Autor bezmyślnie posługuje się terminami: bombardowań, ZABÓJSTW, wyburzeń, których jego zdaniem nie da się „usprawiedliwić taktyką wojny sprawiedliwej”. Czy jest to autocenzura, żeby móc swój tekst opublikować w tej właśnie gazecie, czy brak ochoty na zapoznanie się z ekspertyzą militarnych ekspertów?

Czy w tej wojnie zdarzały się przypadki naruszeń prawa wojennego? Tak, jak w każdej wojnie, ale ponownie mamy obowiązek rozgraniczenia polityki państwa i armii od jednostkowych przypadków naruszenia kodeksu IDF. Hartman powinien wiedzieć, że w żadnej armii zachodniej nie ma tak skrupulatnego badania każdego zgłoszonego przypadku naruszenia regulaminu jak w przypadku sił zbrojnych Izraela.

Dzisiejszy Jan Hartman, ten po 7 października 2023 roku, wie jednak, że sympatyków Palestyny Palestyńczycy grzeją tylko jako narzędzie do usprawiedliwiania swojego antysemityzmu:

Antysemitów udających przyjaciół Palestyńczyków tak naprawdę nic a nic Palestyńczycy nie obchodzą. Nie obchodzi ich upodlenie Palestyńczyków w Libanie, Syrii i w Jordanii, gdzie zresztą stanowią większość obywateli. Palestyńczycy interesują antysemitów wyłącznie jako ofiary faktycznych bądź domniemanych krzywd ze strony Izraela, bo stwarzają doskonały pretekst dla „bezpiecznego” wyrażania wrogości wobec „syjonistów”, połączonego z pełnymi oburzenia zapewnieniami, że nie ma to nic wspólnego z antysemityzmem.

I znów zastanawiają te linki do „Gazety Wyborczej”, jakby to było jakieś jedyne źródło rzetelnej wiedzy o problemie autentycznie strasznego losu palestyńskich Arabów.

W artykule Jana Hartmana, podobnie zresztą jak w artykule Konstantego Geberta, istotny jest wątek osobisty. Podczas gdy Gebert wyobraża sobie, że mogą go pewnego dnia wyrzucić z wiecu dla uczczenia rocznicy powstania w getcie, Jan Hartman pisze:

Ja też już nie wierzę w rozwiązanie dwupaństwowe, czyli w wolną Palestynę. Tak jak nie wierzę w dobrą wolę antysemitów, by stopniowo wyzwolić się z uprzedzeń. Wszystko się we mnie zmieniło w ciągu ostatnich dwóch lat, gdy spłynąłem na margines życia wraz z brunatną falą nienawiści, która przelała się przez Zachód i przez Polskę po straszliwym pogromie z 7 października 2023.

Tu wyłania się Hartman po traumie, Hartman, który dostrzegł to, co było wyraźnie widoczne od wielu lat:

Choćbyś sto razy powiedział, że Izrael popełnia w Gazie zbrodnie, lecz mimo to sprzeciwił się ortodoksji propagandy Hamasu, a więc odrzucił któryś z punktów litanii: okupanci, ludobójcy, czystki etniczne, terror, głodzenie ludności, to i tak natychmiast zostaniesz przez lewicę medialną i polityczną potępiony jako bezkrytyczny poplecznik Netanjahu „broniący ludobójstwa w Gazie” oraz zaciekły „syjonista”.

Jan Hartman odkrywa zjawisko, które było tysiąckrotnie od lat opisane:

Nikt nie mówi tego wprost, lecz cały „mainstreamowy” dyskurs liberalnych mediów jest w oczywisty sposób prohamasowski, bo służy celom Hamasu i delegitymizuje cel strategiczny Izraela, jakim jest zniszczenie tej potwornej terrorystycznej organizacji. O, nie, jej status jest zupełnie inny niż Państwa Islamskiego vel ISIS czy Al-Kaidy – bo tamci mordowali niewinnych muzułmanów i chrześcijan, ci zaś – Żydów.

Autor odkrywa, że Żydzi na Zachodzie żyć nie mogą, chyba że będą gorliwie potwierdzać każde kłamstwo o Izraelu:

Również w Polsce można być Żydem tylko warunkowo. Trzeba potakiwać rozmaitym bałamuctwom na temat stosunków polsko-żydowskich, oburzać się na „oskarżanie Polaków o antysemityzm” i zasadniczo „nie obnosić się” ze swoim żydostwem. Mile widziane są sentymenty, jakaś opieka nad cmentarzami czy organizowanie koncertów muzyki klezmerskiej, byleby chodziło o martwych Żydów i byleby można było powiedzieć, że współczesna Polska dba o pamięć o „mniejszości żydowskiej”.

To słowo „mniejszość” jest zdumiewające, bo Polacy pochodzenia żydowskiego są Polakami z krwi i kości, a jednak traktowani są jako jakaś mniejszość. „Jak ktoś jest Żydem, to przecież nie może być jednocześnie Polakiem”.

We Francji, Belgii, Holandii czy Wielkiej Brytanii Żydzi pakują walizki, chcą się uwolnić od dalszych kontaktów z wiernymi czytelnikami Konstantego Geberta, a raczej jego odpowiedników w (dotychczas) swoich krajach, i żyć szczęśliwie nawet kosztem narażania życia. Świat zachodni cofnął się do przodu.

W 50. rocznicę Anschlussu Austrii Viktor Frankl podczas uroczystości na Placu Bohaterów w Wiedniu w 1988 roku powiedział m.in.:

„Musimy pogodzić się z tym, że porządni ludzie stanowili mniejszość i prawdopodobnie tak pozostanie.

Niebezpieczeństwo pojawia się dopiero wtedy, gdy system polityczny wypycha na powierzchnię niegodziwych, czyli negatywną selekcję narodu. Żaden naród nie jest jednak na to odporny i w tym sensie każdy naród jest zasadniczo zdolny do Holokaustu!”


Całe przemówienie można przeczytać tutaj.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com