Archive | 2025/04/05

Czy rząd USA ma prawo stawiać warunki finansując uniwersytety?

W latach 50. i 60. XX wieku liberałowie i obrońcy praw obywatelskich przyklaskiwali groźbom rządu federalnego wobec uniwersytetów, zmuszając je do ochrony czarnych studentów. Jednak teraz, gdy podobne groźby i działania zostały podjęte w celu ochrony żydowskich studentów przed zamaskowanymi zwolennikami Hamasu na Uniwersytecie Columbia, wielu liberałów i obrońców praw obywatelskich skarży się, zarzucając ingerencję w wolność akademicką. Na zdjęciu: Gubernator Alabamy George Wallace (po lewej) staje twarzą w twarz z zastępcą prokuratora generalnego Nicholasa Katzenbacha na Uniwersytecie Alabamy w Tuscaloosa, 12 czerwca 1963 r., gdzie próbował zablokować rejestrację dwóch czarnych studentów, Vivian Malone i Jamesa Hooda, wbrew nakazowi sądu federalnego. Wallace mianował się rejestratorem uniwersytetu i zablokował wejście, aby uniemożliwić czarnym studentom rejestrację. Prezydent John F. Kennedy sfederalizował Gwardię Narodową Alabamy i wysłał 100 strażników pod dowództwem generała Grahama, który nakazał Wallace’owi „ustąpienie”. (Zdjęcie: Wikipedia)


Czy rząd USA ma prawo stawiać warunki finansując uniwersytety?

Alan M. Dershowitz
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Wielu lewicowych członków kadry uniwersyteckiej buntuje się przeciwko groźbie administracji Trumpa o obcięciu federalnego finansowania dla uniwersytetów, które tolerują antysemickie działania przeciwko swoim żydowskim studentom. Potępili pełniącą obowiązki rektorki Columbia University za przyjęcie niektórych warunków administracji dotyczących przywrócenia 400 milionów dolarów, których obcięciem groziła administracja, i zmuszono ją do rezygnacji.

Członkowie kadry uniwersyteckiej wysuwają absolutystyczne twierdzenie, że naciski rządów na uniwersytety poprzez odcięcie finansowania są zawsze zaprzeczeniem wolności akademickiej. Wysuwając to nazbyt szerokie twierdzenie, ignorują lekcje historii i jednolity standard moralności.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by stworzyć hipotezę dotyczącą obecnej sytuacji: przypomnijmy lata 50. i 60. XX wieku na Głębokim Południu; uniwersytet, na którym akceptowana jest rasowa segregacja pozwala zamaskowanym rasistom z Ku Klux Klanu nękać czarnych studentów, uniemożliwiając niektórym z nich udział w zajęciach; budynki są okupowane przez członków Ku Klux Klanu domagających się powrotu oficjalnej segregacji; uniwersytet nie robi nic, by chronić prześladowanych studentów, powołując się na wolność akademicką i wolność słowa.

Rząd federalny grozi odcięciem funduszy federalnych, jeśli uniwersytet nie ochroni czarnych studentów i nie zakaże używania masek w celu ukrycia tożsamości protestujących. Ostatecznie uniwersytet niechętnie zgadza się, obawiając się pozbawienia funduszy.

Liberałowie i obrońcy praw obywatelskich przyklasnęliby groźbom rządu federalnego i aprobowaliby uległość władz uniwersytetu. Wielu zrobiło to w latach 50. i 60. XX wieku.

Ale teraz, gdy podobne groźby i działania zostały podjęte w celu ochrony żydowskich studentów przed zamaskowanymi zwolennikami Hamasu na Columbia University, wielu liberałów i „obrońców praw obywatelskich” krytykuje groźby rządu i poddanie się Columbia University, zarzucając ingerencję w wolność akademicką. Skąd ta różnica?

Są tu trzy możliwe różnice, z których żadna nie uzasadnia — choć dobrze wyjaśnia — dlaczego te lewicowe grupy reagują w tak diametralnie odmienny sposób na podobne działania.

Pierwszym jest to, że przykład z Południa dotyczył ochrony czarnych, podczas gdy sytuacja w Columbia University dotyczy ochrony Żydów. Zgodnie z bigoteryjnym dogmatem „intersekcjonalności”, Żydzi są uważani za uprzywilejowanych ciemiężców, a czarni za nieuprzywilejowanych ciemiężonych. Tak więc różnica reakcji wydaje się uzasadniona. Żadna racjonalna osoba nie zaakceptowałaby takiego rozumowania, ale wielu radykalnych studentów i wykładowców tak.

Powiązaną z tą różnicą jest to, że protestujący i blokujący z południa byli złym Ku Klux Klanem, podczas gdy protestujący i blokujący z Columbia University przedstawiają się jako cnotliwi propalestyńczycy. Interseksjonalistów, którzy uważają wszystkich zwolenników palestynizmu za uciskanych, a wszystkich zwolenników Izraela za uciskających, uznają również tę różnicę za zasadną. Także wielu studentów i wykładowców akceptuje to rasistowskie rozróżnienie.

Wreszcie istnieje różnica między urzędnikami rządowymi, którzy grozili południowym uniwersytetom w latach 50. i 60. XX wieku, a obecnymi urzędnikami rządowymi, którzy grożą Columbia University. Obecny rząd, na którego czele stoi prezydent Donald J. Trump, nie może zrobić nic dobrego, według liberałów i obrońców praw obywatelskich, nawet jeśli jego działania są logicznie nieodróżnialne od aprobowanych działań w przeszłości. Ta odmiana klasycznego błędu ad hominem jest szeroko akceptowana w kręgach akademickich i lewicowych, gdy hominem jest Trump.

Żadna z tych różnic nie uzasadnia rzekomo wynikającego z zasad sprzeciwu wobec nacisków administracji Trumpa na powstrzymanie dyskryminacji antyżydowskiej na Columbia University ze strony tych, którzy chwaliliby podobne naciski, by zapobiec dyskryminacji wobec czarnych, gejów lub innych grup faworyzowanych przez interseksjonalność. To jest po prostu bigoteria podwójnych standardów wobec Żydów.

Muszą istnieć ograniczenia tego, na co rząd federalny powinien próbować wpływać na kampusach uniwersyteckich. Należy uszanować uzasadnioną wolność akademicką. Rząd federalny powinien działać ostrożnie w sprawie ingerencji w treść kursów, zatrudnianie wykładowców, przyjmowanie studentów i inne kwestie głównie akademickie. Ale nawet w odniesieniu do takich kwestii akademickich istnieją odpowiednie ograniczenia wolności akademickiej uniwersytetów ubiegających się o finansowanie federalne.

Rząd ma pełne prawo i możliwość, by narzucać warunki na to, na co przeznacza pieniądze podatników, by zapewnić, że te fundusze nie będą wykorzystywane na propagandę lub partyjne cele polityczne zamiast na legalne przedsięwzięcia edukacyjne. Jest to delikatna kwestia, ponieważ nie ma jednoznacznie obiektywnego sposobu na wytyczenie ostrej granicy między politycznie neutralną edukacją a partyjną propagandą. Ale jak powiedział nieżyjący już sędzia Potter Stewart w równie trudnej kwestii odróżniania pornografii twardej od konstytucyjnie chronionej mowy:

„Nie będę dziś próbował dalej definiować, jakie rodzaje materiałów mieszczą się w tym skróconym opisie [pornografii twardej]… Ale rozpoznaję je, gdy je widzę…”

Podobnie jest w przypadku propagandy partyjnej: rozpoznajemy ją, gdy ją widzimy — przynajmniej w jej najbardziej ekstremalnej formie, która aż nazbyt często pojawia się w dzisiejszych uczelniach i programach nauczania.

Sednem sprawy jest to, że jest uzasadnione i konstytucyjnie właściwe wywieranie pewnej presji finansowej przez rząd federalny na niektóre uniwersytety w celu osiągnięcia pewnych dobrych celów. Jednak rząd powinien używać takiej presji ostrożnie, selektywnie i w nacelowany sposób. Powinien działać skalpelem, a nie piłą mechaniczną i powinien uważać, aby nie odciąć pomocy finansowej dla medycznych, naukowych i innych ważnych przedsięwzięć badawczych i edukacyjnych. To trudne zadanie, ale błędem jest argumentowanie — jak to obecnie z hipokryzją robi wielu na lewicy — że wszystkie groźby obcięcia finansowania każdego uniwersytetu dla jakiegokolwiek celu są kategorycznie błędne.

Presja na Columbia University może przynieść pozytywne rezultaty — jeśli dotrzyma obietnic — w tym większą wolność akademicką i wolność słowa dla studentów, którzy padli ofiarą bezczynności Columbia University, dopóki nie został zmuszony do działania groźbą pozbawienia funduszy. Byłoby to dobre, tak jak presja federalna na niektóre uniwersytety południowe, które zmniejszyły dyskryminację wobec czarnych w latach 50. i 60., była dobrą rzeczą.


Alan M. Dershowitz – Amerykański prawnik i komentator spraw międzynarodowych. Emerytowany wykładowca prawa konstytucyjnego (w 1967 roku w wieku lat 28 został najmłodszym profesorem zwyczajnym prawa w historii Harvard Law School).

Dershowitz jest autorem wielu książek, wśród których najgłośniejszą jest The Case for Israel (2003). Jest to książka, z którą można się zgadzać lub nie, ale która jest obowiązkową lekturą dla każdego, kto próbuje zrozumieć zawikłany obraz konfliktu na Bliskim Wschodzie oraz sposobu postrzegania Izraela przez resztę świata.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Palestyńscy mężczyźni dopuszczają się przemocy wobec kobiet, ale winą obarcza się Izrael

Palestyńscy mężczyźni dopuszczają się przemocy wobec kobiet, ale winą obarcza się Izrael

Adam Levick
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Palestyńskie kobiety protestujące przeciwko przemocy domowej (Zrzut z ektranu wideo.)

Retoryczna sztuczka zastosowana przez reporterkę gazety „Telegraph” Melanie Swan, aby uniknąć przypisywania winy Palestyńczykom, którzy znęcają się nad kobietami i dziewczętami stanowi kolejny przykład medialnej jaskini ech, która odmawia przypisywania Palestyńczykom jakiejkolwiek odpowiedzialnościArtykuł (Thousands of women and girls in the West Bank exposed to gender based violence [Tysiące kobiet i dziewcząt na Zachodnim Brzegu narażonych na przemoc z powodu płci], 27 marca) opiera się na raporcie Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych (UNPF) i, jak widać, od początku wprowadza pożądaną narrację, przypisującą winę Izraelowi, a nie palestyńskim sprawcom:

Najnowsze informacje z grupy ONZ na okupowanych terytoriach wskazują, że od rozpoczęcia zintensyfikowanych izraelskich działań wojskowych 21 stycznia, przesiedleńcy, głównie z Dżaninu i Tulkarem, zmagają się z kryzysem humanitarnym.

„Przesiedlone kobiety i dziewczęta są narażone na zwiększoną przemoc z powodu płci. Stawiają czoła zwiększonemu ryzyku molestowania i wykorzystywania seksualnego w przeludnionych i niepewnych miejscach przesiedleń” – powiedział UNPF.

Chociaż nie udało nam się znaleźć raportu, o którym mowa, (prawdopodobnie został wysłany tylko do życzliwych reporterów przed jego opublikowaniem), wydaje się, że stara się on uniknąć przypisywania winy samym sprawcom przemocy – mianowicie Palestyńczykom. Zamiast tego kobiety i dziewczęta stoją przed „podwyższonym ryzykiem” i są „narażone” na taką przemoc, co jest językiem, którego można by się spodziewać w raporcie opisującym śmiertelną chorobę zakaźną. Ponadto, jak zobaczysz, język reporterki „Telegraphu” odzwierciedla język raportu.

W artykule czytamy dalej:

Na okupowanym Zachodnim Brzegu przemoc domowa znacznie się nasiliła w wyniku wojny. Wiele kobiet nie jest w stanie opuścić swoich społeczności z powodu ograniczeń w przemieszczaniu się wprowadzonych przez izraelskie siły bezpieczeństwa lub tego, co ONZ nazywa zinternalizowanym strachem, który sprawia, że rodziny zamykają kobiety w domach.

Ponownie proszę zwrócić uwagę na używanie strony biernej w opisach decyzji palestyńskich mężczyzn o zamknięciu swoich żon lub córek w domach – przypisując takie nadużycia nie mizoginistycznej postawie samych mężczyzn, ale „zinternalizowanemu strachowi” podsycanemu przez izraelskie ograniczenia w przemieszczaniu się, który „prowadzi rodziny” do takiego zachowania.

W dalszej części artykułu Izrael ponownie przedstawiony jest jako strona odpowiedzialna za przemoc ze strony Palestyńczyków, a konkretnie za praktykę ojców zmuszania córek do wczesnych małżeństw. Swan cytuje raport UNPF:

„Coraz częściej nastoletnie dziewczęta są zabierane ze szkoły, nie tylko z powodu ograniczonego dostępu, ale również z powodu rosnących obaw przed nadchodzącą przemocą i nękaniem [ze strony Izraela] – obaw, które skłoniły wiele rodzin do zmuszania dziewcząt do wczesnych małżeństw, często postrzeganych jako forma ochrony lub desperacka odpowiedź na trudności ekonomiczne ” – stwierdza UNFP.

Co ciekawe, raport UNFP z 2020 r. na temat zwalczania przymusowych małżeństw bardzo młodych dziewcząt odnotował, że na Zachodnim Brzegu [Judei i Samarii] aż 20% wszystkich małżeństw Palestyńczyków to małżeństwa dzieci. W artykule nie podano, czy wskaźnik ten wzrósł od 7 października 2023 r. lub od rozpoczęcia operacji antyterrorystycznej wojska na Zachodnim Brzegu w styczniu 2025 r.

Jednak zdecydowanie najpoważniejsze pominięcie w artykule Swana dotyczy stopnia, w jakim seksistowskie postawy wobec kobiet są powszechne w społeczeństwie palestyńskim – kontekst, który mógłby pomóc czytelnikom zrozumieć problem przemocy wobec kobiet na Zachodnim Brzegu. Na przykład raport Swan pomija fakt, że zgodnie z raportem ONZ z 2016 r. na temat równości płci wśród Palestyńczyków, 34% palestyńskich mężczyzn  zgadza się ze stwierdzeniem, że „Są chwile, kiedy kobieta zasługuje na bicie”. Ponadto 63% palestyńskich mężczyzn zgodziło się, że kobiety powinny tolerować taką przemoc, aby utrzymać rodzinę razem.

Aby przedstawić przybliżony punkt odniesienia dla palestyńskich statystyk dotyczących przemocy małżeńskiej, które pokazują, że 34% mężczyzn uważa, że istnieją sytuacje, w których kobieta zasługuje na bicie: według bazy danych World Values Survey około 10% mężczyzn w Stanach Zjednoczonych uważa, że czasami bicie żony przez mężczyznę jest uzasadnione.

Inny ważny fakt dotyczący stosunku Palestyńczyków do kwestii płci można znaleźć w raporcie Jerozolimskiego Centrum Bezpieczeństwa i Spraw Zagranicznych (JCFA), w którym zauważono, że w Autonomii Palestyńskiej, na mocy artykułu 62 jordańskiego kodeksu karnego z 1960 r., sądy mogą orzekać na korzyść ojca, który zabija swoje dziecko, jeśli takie działania są uzasadnione „lokalnymi zwyczajami”. Podobnie, na mocy artykułu 98 tego samego kodeksu, dodał JCFA, sądy mogą przyznać niższe wyroki osobom, które popełniły morderstwa honorowe, jeśli twierdzą, że nie potrafią kontrolować swojego gniewu.

Oczywiście „Telegraph” nie jest jedynym brytyjskim medium, które woli szukać izraelskiej przyczyny każdego palestyńskiego problemu. Jak zauważyliśmy na tych stronach, „Guardian” od lat publikuje artykuły obwiniające Izrael za kulturę mizoginii, gwałtów, przemocy małżeńskiej i zabójstw honorowych w palestyńskim społeczeństwie.

Co więcej, ważne jest zrozumienie, że nie chodzi tu tylko o to, jak takie krótkowzroczne relacjonowanie wydarzeń i błędne rozumowanie przyczynowo-skutkowe powodują błędne i niesprawiedliwe informowanie o Izraelu.

Nieżyjący już historyk Bliskiego Wschodu, Bernard Lewis, przekonująco argumentował, że istnieją dwa różne sposoby, w jakie jednostki, grupy i narody mogą wybierać odpowiedź na problemy. Pierwszy to pytanie „Kto nam to robi?” Drugi to „Co robimy źle?” Pierwszy, jak powiedział Lewis, prowadzi do teorii spiskowych, użalania się nad sobą i unikania osobistej odpowiedzialności, podczas gdy drugi prowadzi do samopomocy i moralnej odpowiedzialności. Jeden zwykle prowadzi do porażki, a drugi do sukcesu.

Ostatecznie głównymi ofiarami tej infantylizacji Palestyńczyków, tak powszechnej w mediach – i gdzie indziej na Zachodzie – są sami Palestyńczycy.


Adam Levick jest redaktorem Camera U.K.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com