Premier Izraela Benjamin Netanjahu podczas konferencji prasowej w Jerozolimie, 19 marca 2026 r., w trakcie konfliktu amerykańsko-izraelskiego z Iranem. (Fot. REUTERS/Ronen Zvulun)
Izrael kontra Turcja: niebezpieczna rywalizacja regionalnych gigantów [DIE WELT]
Carolina Drüten
Kryzys na Bliskim Wschodzie uwypuklił rywalizację między Ankarą a Jerozolimą. Oba państwa walczą o pozycję najważniejszej siły w regionie i postrzegają się nawzajem jako zagrożenie. Obawy przed ewentualnym starciem zbrojnym rosną.
Mieszkańcy Turcji są całkiem zadowoleni ze sposobu, w jaki ich rząd radzi sobie z kryzysem wokół wojny w Iranie. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez instytut Metropoll, w ciągu ostatnich dwunastu lat poparcie dla tureckiej polityki wobec Bliskiego i Środkowego Wschodu nigdy nie było tak wysokie jak obecnie. Prawie połowa respondentów oceniła kurs Ankary jako słuszny. W poprzednich sondażach liczba zwolenników oscylowała zwykle wokół 37 proc.
Minister spraw zagranicznych Hakan Fidan był zaangażowany w przygotowania amerykańsko-irańskich rozmów w Islamabadzie. Pod koniec marca wziął udział w konferencji z udziałem przedstawicieli Pakistanu, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, którego celem było zainicjowanie bezpośredniego dialogu między Waszyngtonem a Teheranem. Ponadto Turcja jest w grupie państw, które przekazują wiadomości między Waszyngtonem a Teheranem.
Z drugiej strony rząd Erdogana ostro krytykuje trzecią stronę w wojnie z Iranem: Izrael. Jak ostry jest obecnie ton, pokazuje wymiana ciosów między obydwoma rządami w zeszłym tygodniu.
11 kwietnia prokuratura generalna w Stambule oskarżyła 35 osób – w tym izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu – w związku z izraelską operacją wojskową przeciwko międzynarodowemu konwojowi statków, który miał dostarczyć pomoc humanitarną do Strefy Gazy.
W odpowiedzi Netanjahu publicznie zaatakował Erdogana, zarzucając mu „pomoc reżimowi terrorystycznemu w Iranie” oraz represjonowanie własnej ludności kurdyjskiej.
Tureckie MSZ zareagowało z kolei oświadczeniem, w którym nazwało Netanjahu „Hitlerem naszych czasów”.
Izrael chce obalić lub osłabić reżim w Iranie, Turcja nie ma w tym interesu
Ta mieszanka dyplomacji i retorycznych ataków nie jest niczym nowym. Radzenie sobie z niejednoznacznościami i wykorzystywanie ich w polityce to jedne z kluczowych kompetencji Erdogana. Jednak strukturalna rywalizacja między Turcją a Izraelem utrwaliła się w ostatnich latach. Wojna z Iranem tylko ją uwypukla. Obecnie oba kraje postrzegają się jako zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.
Przykład Iranu: rząd izraelski pod przewodnictwem Netanjahu dąży do scenariusza, w którym reżim w Teheranie zostanie albo obalony, albo tak osłabiony, że nie będzie już stanowił egzystencjalnego zagrożenia dla Izraela. Netanjahu akceptuje próżnię władzy i chaos, który niemal nieuchronnie by nastąpił, gdyby ten cel został zrealizowany. Jego zdaniem słaby, chaotyczny Iran jest łatwiejszy do opanowania niż stabilny reżim, który jest coraz bliżej zbudowania własnej broni jądrowej.
Turcja natomiast chce zapobiec scenariuszowi pogrążenia się Iranu w chaosie. Nie dlatego, że postrzega Teheran jako sojusznika – na przykład w Syrii oba kraje mają sprzeczne interesy – ale dlatego, że irański reżim jest dla niej mniejszym złem. Gdyby upadł, powstałaby przestrzeń dla Kurdów, którzy mogliby dzięki temu uzyskać więcej autonomii. Ankara postrzega te dążenia jako zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Kolejnym aspektem jest napływ uchodźców, oczywista konsekwencja kryzysu w Iranie. Kraj liczy około 90 milionów mieszkańców – cztery razy więcej niż Syria przed rozpoczęciem wojny domowej. W Syrii w wyniku walk za granicę uciekło ponad sześć milionów ludzi, wywołując tym samym największy kryzys uchodźczy ostatnich dziesięcioleci. Konsekwencje tego kryzysu są odczuwalne w Turcji do dziś.
Nie tylko spojrzenie na Iran dzieli Netanjahu i Erdogana
Również w Syrii Ankara i Jerozolima dążyły w ostatnich latach do sprzecznych celów. Turcja jest jednym z najważniejszych zwolenników nowego przywódcy Ahmeda asz-Szara i stawia na jak najbardziej stabilne, centralnie zarządzane państwo.
Kryją się za tym podobne motywy jak w przypadku Iranu: Ankara chce zapobiec umocnieniu się kurdyjskich obszarów autonomicznych, a jednocześnie powstrzymać nowe fale uchodźców.
Dyplomacyjnego w Antalyi, Turcja, 17 kwietnia 2026 r. Fot. REUTERS/Turkish Presidential Press Office
Izrael natomiast nie ufa nowym władzom w Damaszku i zarzuca im, że kierują się niebezpieczną islamistyczną ideologią. Z tego punktu widzenia łatwiej byłoby utrzymać w ryzach zdecentralizowaną Syrię ze słabymi władzami.
Te sprzeczności nie są odosobnionym przypadkiem. Wskazują one na zasadniczą różnicę w tym, jak oba państwa rozumieją bezpieczeństwo i porządek w regionie – oraz swoją własną rolę w tej strukturze.
Z punktu widzenia Ankary Izrael uzasadnia niemal każde poszerzenie swojego pola manewru militarnego własnym bezpieczeństwem – nawet jeśli odbywa się to kosztem integralności terytorialnej innych państw. Izrael utworzył na przykład strefy buforowe w Libanie, w Syrii i w Strefie Gazy; na palestyńskim Zachodnim Brzegu znacznie rozszerzono działalność osadniczą.
Turcja stanie się nowym wrogiem Izraela?
W połowie marca turecki minister spraw zagranicznych Fidan powiedział w wywiadzie dla agencji informacyjnej Anadolu, że po wojnie z Iranem Izrael „nie będzie mógł żyć bez wroga”. Według tureckiej interpretacji następna w kolejności jest Ankara. Izrael ma próbować teraz ogłosić Turcję nowym wrogiem.
Również Erdogan powiedział w 2024 r., że po zwycięstwie nad Hamasem Izrael „nie ograniczy się do Strefy Gazy”, ale prędzej czy później weźmie na celownik również Turcję.
Narracja ta znajduje oddźwięk wśród tureckiej ludności. Sondaże od lat pokazują skrajnie negatywny wizerunek Izraela. Według badania przeprowadzonego przez Pew Research Center w czerwcu ubiegłego roku 93 procent respondentów w Turcji ma negatywny stosunek do państwa żydowskiego. Ponad jedna trzecia Turków postrzega Izrael jako największe zagrożenie dla własnego kraju.
Wzajemna nieufność
Ta nieufność ma charakter wzajemny. „Jerusalem Post” cytował niedawno izraelskiego analityka Yoniego Ben Menachema, który stwierdził: „Turcja to nowy Iran”. Za tym stoi przekonanie, że po ewentualnym osłabieniu Teheranu Ankara może próbować przejąć wiodącą rolę w regionie.
Upadek osi szyickiej ma spowodować bowiem powstanie próżni, którą Turcja wraz z Arabią Saudyjską, Egiptem i Pakistanem chce wypełnić, tworząc „sunnicki blok władzy” – cytuje się Menachema.
Nie jest to przejściowa różnica zdań wyłaniająca się między Turcją a Izraelem. To raczej trwała rywalizacja dwóch regionalnych mocarstw, które coraz bardziej postrzegają siebie nawzajem jako strategicznych przeciwników. Im bardziej obie strony będą chciały przeforsować swoje interesy, tym większe będzie ryzyko, że rywalizacja w pewnym momencie przerodzi się w jakąś formę konfrontacji.
Tłumaczył Bartosz T. Wieliński
tytuł oraz śródtytuły są od polskiej redakcji

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com
