
Zmartwychwstanie antysemityzmu – Czyli antysemityzm ludzi dobrych i łagodnych raz jeszcze
Andrzej Koraszewski
Czytałem kiedyś całą książkę o tym, że Jezus musiał być ważnym przywódcą Zelotów. Książka oparta na słabych przesłankach, czyli na Ewangelii pisanej długo po śmierci Jezusa. Mamy zaledwie kilka zdań o scenie aresztowania, w której pojawia się słowo „kohorta”, a więc oddział składający się z kilkuset żołnierzy rzymskich, mających nocą aresztować, na prośbę rabinów, ulicznego kaznodzieję. Święty Jan to nie papież, człowiek omylny, mógł nie znać liczebności rzymskiej kohorty (mógł tłumacz lub kopista coś pomylić), mógł nie wiedzieć, że Rzymianie nie świadczyli takich usług dla rabinów, o czym pisze bardziej wiarygodny od ewangelistów Józef Flawiusz. Autor podpiera swoją chwiejną hipotezę stwierdzeniem, że Rzymianie stosowali ukrzyżowanie głównie jako karę za bunt przeciw rzymskiej władzy, i dochodzi do wniosku równie wątpliwego jak wszystko, co związane z życiorysem Jezusa. Najbardziej wątpliwy jest jednak fakt zmartwychwstania, w który ateiści i muzułmanie zupełnie nie chcą wierzyć (chociaż Bóg mi świadkiem, że z różnych powodów).
Niezależnie od wszystkiego jajka na twardo należy ugotować i warto pamiętać, że tej poświęconej szynki i wieprzowej kiełbasy to Jezus nie wziąłby do ust ani przed, ani po zmartwychwstaniu. Ja się w dyskusję o tym zmartwychwstaniu nie wtrącam ze względu na brak danych. Mam jednak wrażenie, iż chociaż zdaniem ewangelistów Jezus był w sporze z faryzeuszami, to – jeśli dobrze pamiętam – spór ten nie dotyczył kwestii wyżywienia zgodnego z boskim prawem.
Inne sprawy z okazji święta zmartwychwstania zaprzątają mi głowę. Obecność mitu nie tylko jest potwierdzona, ale zmartwychwstanie jednego z najpaskudniejszych mitów w dziejach ludzkiej historii dzieje się na naszych oczach i nie musimy wędrować do Emaus, żeby zobaczyć jego proroków. (Tu refleksja na marginesie, bynajmniej nie moja: jeśli cierpienie Mesjasza było konieczne, to zdrada Judasza była zdeterminowana przez Opatrzność, a jego imię dobrane przemyślnie).
Przelewa się dziś przez świat pytanie, czy powróciła atmosfera lat trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy odczłowieczanie Żydów stało się powszechne, stanowiąc preludium do Zagłady. Dla części z nas to pytanie jest retoryczne. Atakujący Żydów przysięgają często na różne świętości, że nie są antysemitami, że biją, strzelają czy tylko plują na Żydów w odruchu czystego współczucia dla niewinnych Palestyńczyków.
Aktom przemocy towarzyszy antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych. Kto wie, o czym mówię, ten wie; tym, co nie wiedzą, przypomnę, że „Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych” to tytuł wykładu wygłoszonego przez Tadeusza Mazowieckiego w 1960 roku, którego lekturę warto sobie dziś przypomnieć.
Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych jest dziś w obfitości prawdopodobnie większej niż w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Są bardzo wzburzeni, kiedy nazywamy ich antysemitami; niezwykle często przedstawiają się jako bojownicy w wojnie z antysemityzmem, twierdząc, że walczą tylko z żydowskimi zbrodniami, co jest przecież dowodem ich moralności i wrażliwości na krzywdy doznane od Żydów.
Wiedzę o żydowskich zbrodniach pobierają z autorytatywnych źródeł, takich jak ONZ, Amnesty International, Watykan, redakcje renomowanych mediów, a czasem od pracowników instytucji mających upamiętniać Zagładę europejskich Żydów.
Zagłada miała głównie miejsce na okupowanych przez nazistów ziemiach polskich, a kilka lat po wykładzie Tadeusza Mazowieckiego o antysemityzmie ludzi łagodnych i dobrych słyszeliśmy na ziemiach polskich niezwykle popularne dziś na całym świecie hasło, że „antysyjonizm nie jest antysemityzmem”. Kiedy Organizacją Narodów Zjednoczonych kierował nazista Kurt Waldheim, a w ZSRR operacją przeciwko syjonistom kierował Andropow, wspólnym wysiłkiem uzgodnili, że syjonizm jest rasizmem, i zatwierdziła to demokratyczna większość przedstawicieli narodów całego świata (w tym oczywiście Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej).
Twierdzenie Andropowa i Waldheima z wielokrotną mocą wróciło ćwierć wieku później na konferencji przeciw rasizmowi w Republice Afryki Południowej. Ludzie łagodni i dobrzy mogli teraz ze spokojnym sumieniem przyznać się do tradycji, której zmartwychwstanie witali z wyraźną ulgą.
Nie-antysemici mogli teraz nareszcie wrócić do hasła „dobry Żyd to martwy Żyd”, zdobiąc się listkami figowymi w postaci łagodnych i dobrych Żydów, kochających swoje udane życie wśród antysemitów.
Ten fenomen został doskonale opisany przez amerykańską pisarkę Darę Horn w jej książce „People Love Dead Jews – Reports from a Haunted Present”. W swojej druzgoczącej krytyce Horn pokazuje, jak pamięć o pomordowanych zostaje podchwycona i wręcz fetyszyzowana przez piewców nienawiści. Na mnie najsilniejsze wrażenie zrobił opis funkcjonowania Muzeum Anny Frank w Amsterdamie. Instytucja, poświęcona historii dziewczynki, która stała się symbolem ofiar nazistowskiego barbarzyństwa, zakazała swojemu pracownikowi noszenia jarmułki. To nakrycie głowy mogłoby bowiem razić uczucia niektórych odwiedzających, naruszałoby neutralność, czyniłoby to miejsce nazbyt żydowskim.
Żydzi – jak pisze Dara Horn – mieli nadzieję, że edukacja o Holokauście będzie skutecznym lekarstwem na nienawiść do Żydów. Okazuje się jednak, że może przynosić odwrotny skutek od zamierzonego i ułatwiać akceptowanie nowych form antysemityzmu.
Muzea Holokaustu coraz częściej postrzegają swoją misję jako ogólną edukację antyludobójczą, przy czym samo pojęcie ludobójstwa interpretuje się znacznie szerzej niż robi to pierwotna definicja sformułowana przez polskiego prawnika Rafała Lemkina, który definiował to pojęcie jako „skoordynowane działania podjęte w zamiarze zniszczenia narodu lub grupy etnicznej jako takiej”. Likwidując unikalność Zagłady i rozszerzając definicję ludobójstwa ad absurdum, można już bawić się w przekształcanie instytucji pamięci o Holokauście w instytucje wspierające oskarżenia Żydów o popełnianie ludobójstwa.
Jak zauważa Horn, uniwersalizacja Holokaustu, jakkolwiek podyktowana dobrymi intencjami, doprowadziła do jego trywializacji i normalizacji, co osiągnęło absurdalne dno, gdy różni przeciwnicy szczepień zaczęli nosić żółte gwiazdy Dawida w proteście przeciwko obowiązkowym szczepieniom i paszportom covidowym.
Ten światowy ruch „neutralizacji”, a właściwie wykorzystania pamięci o Zagładzie dla celów innych niż ostrzeżenie, dotarł do naszej ojczystej wsi spokojnej, wsi wesołej i właśnie parka „neutralnych” złożyła petycję do prezydenta Warszawy, żeby przypadkiem nie używać flag izraelskich podczas obchodów rocznicy powstania w getcie.
Ta szlachetna inicjatywa pary przedstawiającej się jako przedstawiciele polskiej diaspory żydowskiej, w osobach Marysi Świetlik i Adama Lipszyca, to fragment większego tła ludzi łagodnych i dobrych działających na rzecz poparcia zmartwychwstania najstarszej nienawiści.
Inny incydent, mający miejsce w tym samym czasie, to zaproszenie przez Muzeum Polin Mariusza Szczygła, aby był ambasadorem akcji „Żonkile”. Ponieważ uważam, że Polska jest zaledwie tylnym lusterkiem tego, co dzieje się na świecie, więc w wielu sprawach jestem mało poinformowany. Nie jestem znawcą twórczości Mariusza Szczygła; teksty, na które trafiałem, były dobrze napisane i nie budziły mojego sprzeciwu. Wrażenie zrobił dopiero zestaw jego występów na Facebooku, który uświadomił mi, że jest przedstawicielem ludzi łagodnych i dobrych, szczerze wierzących, że syjoniści to zbrodnicza, wręcz ludobójcza nacja.
Moją szczególną uwagę zwrócił jego wpis z 19 kwietnia 2024 roku, w którym stwierdzał:
„Państwo Izrael, odpowiadając na terrorystyczny atak Hamasu, przekracza wszelkie granice. 1300 październikowych ofiar po stronie Izraela i ponad 33 tys. zabitych Palestyńczyków w odwecie. „Żeby zabić jednego terrorystę, może zginąć stu cywilów” – taką zasadę władz Izraela podało niedawno Tok FM.”
Trzeba głębokiego przekonania, żeby przyznawać się do wiary w tak absurdalne „informacje” otrzymane z takiego źródła. Dobrze wykształcony, inteligentny człowiek słyszy absurdalnie sformułowanie zdanie, z którego można by sądzić, że podczas intensywnie prowadzonej wojny, między 7 października 2023 a 19 kwietnia 2024 armia izraelska zdołała zlikwidować 330 do 400 terrorystów, a reszta to kobiety i dzieci. Żaden dzwonek alarmowy w jego mózgu nie reaguje, przekazuje tę „wiadomość” dalej. Czy trzeba to komentować?
Przeczytałem trzynaście wpisów tego autora o jego głębokim współczuciu dla krzywdzonych przez syjonistów i odniosłem wrażenie, że jego niepełna informacja o ludobójczej wojnie islamu z Żydami (w której zamiar eliminacji grupy narodowej jest oczywisty i otwarcie deklarowany) jest wyborem, a nie brakiem umiejętności dotarcia do rzetelnej informacji.
Czy kierownictwo Muzeum Polin jest tego nieświadome, czy wręcz przeciwnie, w pełni świadome i aprobujące?
Nie mogę o tym wiedzieć, ale mamy tu zaledwie jeden z tysięcy dowodów uczestnictwa polskich środowisk w celebrowaniu i umacnianiu zmartwychwstania idei, przed którą różne muzea miały chronić.
Tak się składa, że 7 października 2023 roku, prawdopodobnie bez najmniejszego związku z wydarzeniami, które wstrząsnęły światem tego dnia, a które były starannie przygotowywane przez długie lata, Mariusz Szczygieł na swojej stronie Facebooka pisał:
„Wczoraj przed północą szedłem przez krakowskie planty. Stoją tam tablice z poezją Wojtyły. Mimo krzyków pijanej młodzieży udało mi się poczytać trochę jego wierszy. W poemacie ‘Kościół’ z 1938 roku pisał o prawdzie, że ‘ona nie sączy oliwy do ran, by nadto nie piekły’. Prawda musi boleć. ‘Prawda dźwiga człowieka. Kiedy człowiek nie dźwignie siebie.’”
Mieszkam ponownie w Polsce, ale z wielu powodów koncentruję większą uwagę na reszcie świata. Czytam dużo tekstów muzułmańskich dysydentów – tych pięknie wierzących, których inni nazywają heretykami, i tych, którzy porzucili swoją wiarę – próbuję zrozumieć, wiem, że nie wiem, próbuję odcedzić fakty bezsporne od opinii i plotek, przyglądam się, jak intelektualne mody zalewają nasz zaścianek. Żyłem już zbyt długo, ale ciągle jestem, więc ugotowałem kilka jajek na twardo i w samotności świętuję zmartwychwstanie Boga, w którego nie wierzę. Zapewne jakiś Jezus był, pewnie różnił się mocno od tego z Ewangelii, wielu pięknie wierzącym dostarczył busoli moralnej dokładniejszej niż ta, którą posługują się ludzie łagodni i dobrzy, celebrujący zmartwychwstanie najstarszej nienawiści.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




