Archive | March 2026

Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Zdjęcie: Dalia Mikulska. Źródło „Krytyka Polityczna”.


Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Andrzej Koraszewski


Fragment przygotowywanej do druku książki.


I znów jest wiosna, zakwitły krokusy, kwiaty forsycji wybuchną jutro lub pojutrze, nabrzmiały pąki magnolii. Koty siedzą w otwartym oknie. 26 marca 1940 roku niemiecki lekarz przyglądał się z zainteresowaniem twarzy polskiego niemowlęcia z zajęczą wargą i rozszczepionym podniebieniem. Matka pamiętała jego twarz, próbowała mi ją później opisać. Mógł mieć pięćdziesiąt lat, zdaniem matki miał jowialną twarz prawdziwego lekarza. Czy był nazistą? Z pewnością był pediatrą, który wyraźnie nie mógł się powstrzymać przed odwiedzaniem oddziału położniczego. Polskie pielęgniarki odnosiły się do niego z szacunkiem, ale z dystansem. Te najstarsze mówiły dobrze po niemiecku, bo chodziły do szkoły jeszcze podczas zaborów. Matka z wielu powodów pamiętała tamtą wiosnę lepiej niż inne.

Nigdy nie obchodziłem urodzin, ale wiosną 1968 roku Małgorzata postanowiła, że urządzimy sobie święto. Pojechaliśmy do Miłosnej — czy z powodu jej nazwy? Z całą pewnością byliśmy rozbawieni i chcieliśmy być sami. Włóczyliśmy się bez celu, raczej ciesząc się sobą niż tym, co mieliśmy przed oczyma. W pamięci została zabawna scena, kiedy przy jakiejś willi zobaczyliśmy kwitnące bratki. Powiedziałem, że pewnie ktoś wyhodował je w mieszkaniu i wysadził je teraz w nadziei, że żaden mróz już ich nie zetnie. Małgorzata natarczywie pociągnęła mnie za rękę — wracamy do domu — powiedziała.

Marzec 2018 roku był dla nas paskudny. Źle wykonana operacja drugiego biodra Małgorzaty, przecięty mięsień czworogłowy, bezskuteczne próby przywrócenia pełnej sprawności nogi. Przebudowa łazienki, żeby mogła brać prysznic na siedząco, usunąłem dywany, żeby mogła z chodzikiem dotrzeć do komputera. Tego dnia tłumaczyła tekst pewnego Kurda, który jako dziecko znalazł się w Norwegii. Był teraz norweskim politykiem, który zastanawiał się, dlaczego świat nie chce dostrzec cierpienia Kurdów, dlaczego tylko Izraelczycy rozumieją kurdyjskie marzenie o niepodległości. Ciekawe pytanie, ale odpowiedź jest prosta — palestyńskie cierpienie uszlachetnia Europejczyka lepiej, jest jakoś bliższe, bardziej zrozumiałe, Polak je wyczuwa, wiadomo.

Na werandzie siedzieliśmy w wiklinowych fotelikach, bo Małgorzata nie mogła siadać na schodkach. Zastanawiał nas dramat Kurdów — czy wybiją się na niepodległość? Patrzą na Izrael z niekłamaną zazdrością. Nie oni jedni, dekolonizacja nie jest sztuką łatwą ani małą, konieczne są nadzwyczajne zbiegi okoliczności, mężowie stanu oraz lud gotów ich dostrzec i posłuchać.

Kotka otarła się o nogę Małgorzaty i Małgorzata krzyknęła z bólu.

— Nic, nic, zaraz przejdzie, tylko ta noga jest tak cholernie wrażliwa.
— Popełniliśmy głupstwo, decydując się na operację we Włocławku.
— Niczego nie cofniemy; dawno nie mieliśmy Rayana.

Wśród naszych znajomych autorów jest tylko jeden Rayan. Kanadyjski Indianin, syjonista, powtarzający w kółko, że Izrael pokazuje drogę. Rayan Bellerose pisze również, że jest propalestyński. Wyjaśnia również dlaczego:

„Dla każdego, kto jest prawdziwie propalestyński, bycie propalestyńskim oznacza mówienie o tym, jak Palestyńczycy są traktowani w Jordanii, Libanie i w Syrii. Oznacza rzeczywistą troskę o ludzi, którzy są torturowani i zabijani, nie zaś wykorzystywanie śmierci jako narzędzia propagandy. Smutną prawdą jest to, że olbrzymia większość tych tak zwanych „działaczy na rzecz Palestyńczyków” po prostu używa tego jako zasłony dla swojej nienawiści do Żydów. Łatwo jest przejrzeć tych ludzi. Poskrob tylko takiego, a usłyszysz, że wszystko jest winą Żydów.”

Dlaczego Małgorzacie przypomniał się Rayan? No tak, kilka dni wcześniej tłumaczyła artykuł Mordechaia Kedara pod tytułem „Dlaczego Arabowie tak nienawidzą Palestyńczyków”. Izraelski arabista pisał, że nie tylko cały świat, ale nawet Izraelczycy myślą, że Arabowie kochają Palestyńczyków. Arabowie nienawidzą Izraela, bo jego istnienie jest żywym dowodem ich impotencji. Nienawidzą Palestyńczyków, bo wyhodowali żmiję, która ich kąsa, chociaż ma służyć do czego innego.

Arabowie czują się oszukani, żądali dla Palestyńczyków statusu wiecznych uchodźców, a teraz ci Palestyńczycy żyją na koszt świata, ale nie płacą podatków. To oszuści. Nie mają obywatelstwa, nie mają prawa do pracy w dobrych zawodach. Mieli być gośćmi na chwilę, a są już czwartym pokoleniem. W dodatku są wiecznie niezadowoleni.

Jeździliśmy na zabiegi do fizjoterapeutki, chociaż nie przynosiły żadnej poprawy. Małgorzata buntowała się przeciwko używaniu chodzika, próbowała chodzić o lasce i paskudnie przewróciła się w korytarzu. Na szczęście tylko się potłukła. Wbrew moim protestom wróciła do komputera.

Przyniosłem do domu gałązki brzozy, których delikatne zielone listki rozpoczynały nowy rozdział, nie tylko w naszym domowym życiu. Zaledwie kilka dni po moich urodzinach patrzyliśmy na „Wielki Marsz Powrotu”. Widzieliśmy tłumy mieszkańców Gazy atakujące płot graniczny.

„Wielki Marsz Palestyńczyków. Izrael otworzył ogień, kilkanaście osób nie żyje, 750 jest rannych” — krzyczał tytuł „Gazety Wyborczej” 30 marca 2018 roku. W pierwszym akapicie czytelnik dowiadywał się całej starannie wybranej przez naszych byłych przyjaciół prawdy:

„Izrael otworzył ogień do „podżegaczy” biorących udział w olbrzymiej palestyńskiej demonstracji w Strefie Gazy. ONZ wzywa do przeprowadzenia śledztwa.”

Adam to firmuje — powiedziała Małgorzata z goryczą. Nie umieliśmy zrozumieć, nie umieliśmy tego pojąć. Zastanawialiśmy się nad pytaniem, czy mogą nie wiedzieć, że kłamią. Nigdy nie podają obszernych wyjaśnień izraelskich, rutynowo ograniczają się do lakonicznych stwierdzeń, że Izrael zaprzecza twierdzeniom Hamasu, unikają zdjęć palestyńskiej przemocy, nigdy nie przekazują informacji i opinii arabskich dysydentów. Dziennikarze zachodni zazwyczaj nocują w Gazie w pięciogwiazdkowych hotelach, ale przesyłają zdjęcia wyłącznie z najuboższych i zniszczonych wojną dzielnic. Jeśli redaktorzy odpowiedzialni naprawdę tak dają się swoim dziennikarzom oszukiwać, to muszą ciężko nad tym pracować.

Nie mieliśmy wątpliwości, że ten Wielki Marsz Powrotu to jakieś manewry, podejrzewaliśmy, że Hamas chce w ten sposób ponownie zainteresować świat „sprawą palestyńską”, która przestała podniecać kraje arabskie, a nawet jakby troszkę osiadła w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już pierwszego dnia Libańczyk Fred Maroun pisał z Kanady:

„Przez siedemdziesiąt lat arabscy przywódcy powtarzają kłamstwo, że palestyńscy uchodźcy i ich liczni potomkowie „powrócą” któregoś dnia do Izraela, który uparcie nazywają Palestyną.

Przez siedemdziesiąt lat świat wspiera ich w tym kłamstwie — przez finansowanie Agendy Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim (UNRWA), której zadaniem jest zapewnienie, że „uchodźcy” w nieskończoność zachowają ten status.

Ale obecnie na granicy Izraela z Gazą widzimy konsekwencje tego ugłaskiwania. Widzimy, że Hamas jest w stanie przekonać tysiące Palestyńczyków, by maszerowali ku granicy w próbie „powrotu” do „Palestyny”, i widzimy, że Izrael nie ma wyboru i nie może dopuścić, by przekroczyli granicę, czego wynikiem jest rosnąca liczba ofiar śmiertelnych i rannych.

Te palestyńskie ofiary śmiertelne i ranni są odpowiedzialnością Hamasu, który cynicznie wiedzie swoją ludność na śmierć w próbie zdobycia współczucia mediów, ale są także odpowiedzialnością każdego światowego przywódcy, który ugłaskiwał arabskich przywódców i odmawiał przedstawienia faktów takimi, jakie są. Pora zrozumieć, że kłamstwo pociąga za sobą koszty, a te koszty liczone są życiem arabskich ofiar.”

Małgorzata taszczy swój chodzik na werandę. Prosi mnie, żebym nie opowiadał jej, co piszą polskie media, dodając, że czytała już, co napisał „Guardian”; referuje wrzucony przed chwilą artykuł Caroline Glick: „Hamas chce doprowadzić do tego, by Izrael strzelał do palestyńskich cywilów forsujących granicę. Naraża ludzi na śmierć, żeby to mogli sfilmować obserwujący ten spektakl zachodni dziennikarze”.

Paląc papierosa, zastanawiamy się, czy to jedyny cel.

Izraelska publicystka przypomina, że wcześniej był podobny przypadek w 2011 roku. Syryjczycy przywieźli na granicę z Izraelem setki Palestyńczyków z obozu Jarmuk pod Damaszkiem i kazali im szturmować granicę. Wówczas również zginęli palestyńscy cywile. A po ich pogrzebie rozwścieczony tłum spalił siedzibę palestyńskiego przywódcy w Jarmuku, który ich krewnych wysłał na śmierć.

Podobno za organizację obecnej imprezy Hamas już zapłacił 10 milionów dolarów. Źródło jest niepewne, nie będziemy tego publikować.

„Pokojowe protesty” dziwnym trafem zbiegły się z Paschą. Szacowano, że trzydzieści tysięcy Palestyńczyków pokojowo szturmowało granicę. Prasa Hamasu nazywała to „protestem” i „marszem”; obie te absurdalne nazwy były powielane w tysiącach artykułów w zachodnich mediach.

— Czy nie mają oczu? — pytała Małgorzata. — Dziesiątki autobusów dowożą ludzi na ten „marsz”, do płotu granicznego podbiegają tłumy z nożycami do przecinania drutu kolczastego, ci pokojowi demonstranci rzucają materiały wybuchowe przez płot graniczny, strzelają kamieniami z proc do żołnierzy — i to jest pokojowy protest?

Pierwszego dnia tych „pokojowych protestów” izraelska armia zabiła 16 Palestyńczyków — tako rzecze Hamas i to właśnie powtarzali wszyscy. Liczba nie jest pewna, faktem jest, że izraelscy żołnierze otworzyli ogień do terrorystów, którzy przedarli się przez granicę. Takie nazwanie sprawy po imieniu nie przeszłoby przez gardło teoretycznie uczciwych dziennikarzy.

Idziemy spać, mając w oczach obrazy płonących opon, owiniętych kefijami głów nastolatków ciskających koktajle Mołotowa i mężczyzn rzucających się z nożycami na płot graniczny.

1 kwietnia IDF opublikował nazwiska i zdjęcia dziesięciu zabitych dwa dni wcześniej Palestyńczyków — wszyscy byli aktywnymi członkami Hamasu. Dla zachodniej prasy ani dla ONZ to nie była wiadomość; wiadomością była informacja Ministerstwa Zdrowia Hamasu o 16 zabitych i 758 rannych.

O słowach przywódcy Hamasu w Gazie, Jahji Sinwara, wypowiedzianych na samym początku „Wielkiego Marszu Powrotu”, świat (gdyby tylko chciał) mógł się dowiedzieć z gazańskich mediów. Sinwar powiedział:

„Marsz Powrotu zatwierdza, że nasz lud nie może zrezygnować ani z centymetra ziemi Palestyny.”

Kolejne dni były orgią światowej nienawiści do Izraela. Małgorzata chciała na siłę utrzymać profil naszej strony i tłumaczyła jakieś teksty o nauce, irytując się, że nie umie się na tym skupić. Chyba jeszcze bardziej wściekała ją konieczność posługiwania się chodzikiem, więc w końcu wypożyczyłem kule.

Zakwitł nasz sad, po raz pierwszy nie mogła iść na spacer po kwitnącym wiśniowym sadzie. Uparła się, doszła do bramy i przeszła kilka kroków do najbliższego drzewa. Staliśmy tam długo, żeby nabrała sił na drogę powrotną. Na łące, tuż za naszym sadem, dzieci puszczały latawce. Wiatr wiał w naszą stronę, dziecinne zabawki na sznurkach szybowały niemal nad naszymi głowami. Małgorzata podniosła głowę — zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas. Nie musiała nic mówić. Doskonale wiedziałem, że ma teraz przed oczyma obrazy palestyńskich nastolatków puszczających latawce z wymalowanymi swastykami, z podczepionymi pochodniami, które przy sprzyjającym wietrze podpalą las lub pole pszenicy. W Izraelu spłonęły już setki hektarów lasów i pól, ale dla naszych empatycznych rodaków to nie była żadna wiadomość — paliły się żydowskie lasy i żydowskie pola. Przeglądałem internet, zastanawiając się, czy chociaż jedna polska redakcja pokaże zdjęcia tych latawców ze swastykami albo chociażby spalonych izraelskich pól.

O nie, ich zdaniem to były niewinne pokojowe demonstracje, brutalnie tłumione przez strasznych syjonistów. Dzieci bawiące się latawcami, rodziny na piknikach przy granicy, płonące opony służące jako zasłona dymna, autentycznie ranni Palestyńczycy, którzy próbowali przedrzeć się przez granicę, i mniej autentyczni, udający rannych i ratowników do filmowych scen, które kupią zachodni dziennikarze.

Czasem wiatr się odwracał i płonęły palestyńskie pola, Palestyńczycy donosili o licznych zatruciach dymem z płonących opon. Do latawców dołączyły balony, których wiązki mogły przenosić większe porcje materiałów podpalających. Światowa Organizacja Zdrowia domagała się zwiększenia dostaw prezerwatyw, które doskonale się do tego celu nadawały.

Tymczasem zachodni celebryci powiększali swoje zasięgi w mediach społecznościowych, demonstrując solidarność ze zwalczającymi okupację Palestyńczykami. Czasem byli to Żydzi — Żydzi z diaspory i Żydzi z izraelskiej lewicy. Czy mogli nie widzieć, co widzą, i nie rozumieć, co mówią? Mogli, ponieważ bardzo chcieli i bardzo kochali oklaski. Również w Polsce rosły szeregi uczestników Wielkiego Marszu Powrotu do Starej Nienawiści.

Małgorzata od lat niemal codziennie tłumaczyła materiały MEMRI (ostatni materiał, artykuł saudyjskiego autora, przesłała w dniu swojej śmierci, 17 czerwca 2025). Na naszej stronie publikowaliśmy tylko te, które wydawały nam się szczególnie ważne. Wtedy, 18 maja 2018 roku, opublikowaliśmy wstępne podsumowanie tych „Marszów powrotu”. Słowo „podsumowanie” jest mylące — był to bowiem raczej zbiór tego, do czego Hamas otwarcie się przyznawał. Jahja Sinwar powiedział, że członkowie ruchu „zdjęli swoje mundury wojskowe i odłożyli broń. Chwilowo porzucili walkę zbrojną” i dołączyli do marszów. Dygnitarze Hamasu otwarcie przyznawali, że ginęli głównie członkowie Hamasu (wielu z nich miało honorowe pogrzeby w mundurach); o poświęcaniu życia Palestyńczyków mówiono zupełnie otwarcie.

„Aktywista Ahmad Abu Ratima, jeden z organizatorów i rzeczników kampanii Marsz Powrotu, napisał na swojej stronie Facebooka o planie masowej infiltracji — najpierw społeczności izraelskich przy granicy z Gazą, a potem w głębi Izraela, nawet za cenę życia Palestyńczyków: „Jeśli Palestyńczykom w Gazie [mieście] uda się zwerbować 100 tysięcy pokojowych protestujących, a na innych terenach zwerbować dziesiątki tysięcy, okupantowi będzie bardzo trudno uporać się z tymi masowymi marszami. Nawet jeśli jacyś ludzie zostaną zabici podczas samego przełamywania [granicy]… ale dzięki ich poświęceniu Palestyńczykom uda się przekroczyć oddzielający płot i dotrzeć do ziemi, która jest okupowana od 1948 r., będzie to rozsądna cena do zapłacenia. Tysiące ofiar padło w wojnach bez [osiągnięcia] żadnych rezultatów politycznych… Tym razem śmierć będzie uzasadniona i będzie na rzecz znaczącego narodowego osiągnięcia”.”

Na stronach internetowych „Wielkiego Marszu Powrotu” publikowano szczegółowe mapy i informowano o odległości od granicy do izraelskich społeczności przygranicznych.

Podczas gdy rzekomi organizatorzy wzywali, by po wdarciu do Izraela nie używać przemocy, odbiorcy tych przekazów nie mieli złudzeń. Jeden z nich pod taką mapą pisał:

„Do każdego, komu uda się wedrzeć na naszą okupowaną ziemię: jest tam gruba ryba, czekająca na nas bardzo blisko — osiedle Be’eri, ulokowane 4–4,5 kilometra od wschodniej Gazy (na północ od obozu Al-Bureidż). Uważane jest za jedno z najbogatszych osiedli i mieszka w nim około 900 osadników. Można dotrzeć tam motocyklem w trzy lub cztery minuty, a szybkim biegiem w 15–20 minut”. W innym wpisie napisał: „Do całej młodzieży oporu, która nie zna strachu: wszystkie osiedla są blisko. Jeśli granica zostanie przełamana, zawierzcie Allahowi i nie bójcie się…”.

Dziś wiemy, że nie były to puste słowa. Kibuc Be’eri był jednym z ponad 20 miejsc zaatakowanych przez Hamas 7 października 2023 roku w południowym Izraelu. W ciągu kilkunastu godzin terroryści zabili ponad 130 mieszkańców kibucu, co stanowiło ponad 10% jego populacji. Mordy, gwałty i podpalenia. Zawierzyli Allahowi naprawdę.

MEMRI przekazywało tylko to, co na bieżąco pokazywał Hamas i jego sojusznicy w Gazie. Podsumowania dawały ONZ, Amnesty International i media. Wszystkie były dziwnie do siebie podobne. W polskim zaścianku było tych „podsumowań” bez liku. Dalia Mikulska, przedstawiająca się jako „pracowniczka humanitarna”, pisała na łamach „Kultury Politycznej” o „Bardzo długim marszu powrotu”:

„Choć zwieńczeniem trwających w Strefie Gazy protestów miał być 15 maja, czyli dzień Nakby (katastrofy), jak Arabowie określają powstanie Izraela, brutalna reakcja tego państwa dołożyła tylko kolejnych kamieni do palestyńskiej szali goryczy. Palestyńczycy demonstrujący pod hasłem Wielkiego Marszu Powrotu domagają się zniesienia blokady Gazy i prawa do powrotu do znajdujących się na terenie Izraela domów, które ich przodkowie zmuszeni byli opuścić w 1948 roku wraz z powstaniem państwa Izrael.”

Swoje „podsumowanie” ilustrowała własnoręcznie zrobionym zdjęciem muralu z Betlejem z gołąbkami pokoju i napisem: „Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?”.

Patrząc na świat z Dobrzynia nad Wisłą, mieliśmy wrażenie, że widzimy więcej.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kalendarium ŻIH kwiecień 2026


Kalendarium ŻIH kwiecień 2026

ŻIH


****

Drodzy odwiedzający, prezentujemy kalendarium ŻIH na kwiecień 2026! Serdecznie zapraszamy do udziału w nadchodzących wydarzeniach.

kaledarium żih kwiecień 2026.png
Data Temat Goście/Prowadzący Miejsce
wtorek, 7 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE 

Lekarze Żydzi w Polsce – baza danych – stan na sierpień 1939 rok

dr Jolanta Epsztein Błękitny Wieżowiec
niedziela, 12 kwietnia 2026, godz. 12.00

 

OPROWADZANIE KURATORSKIE

Obrazy tożsamości. Kolekcja przedwojennego Muzeum Żydowskiego w Berlinie

Marta Kapełuś Gmach ŻIH
wtorek, 14 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE

Czy można o “Auschwitz” mówić “Oświęcim”. Nazywanie kacetu

dr hab. Piotr Weiser Błękitny Wieżowiec
czwartek, 16 kwietnia 2026, godz. 18.00

 

CYKL FILMOWY MAKOM

Projekcja filmu “Wśród sąsiadów” reż. Yoav Potash i spotkanie wokół produkcji

Spotkanie z Ignacym Strączkiem (Wicedyrektorem Żydowskiego Festiwalu Filmowego Kamera Dawida) i Anną Pokłosiewicz (kulturoznawczyni i animatorka kultury, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej)

Rozmowę poprowadzi Igor Kierkosz (krytyk filmowy)

Gmach ŻIH
niedziela, 19 kwietnia 2026, godz. 10.00 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM

Wstęp wolny na wystawę stałą “Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu”

Gmach ŻIH
poniedziałek, 20 kwietnia 2026, godz. 18.00 SPOTKANIE

Na lewym brzegu rzeki Gudyalcay. Przeszłość i teraźniejszość Żydów górskich w Qirmizi Qesebe. Wydarzenie towarzyszące instalacji “Przestrzeń Utracona”. 

Kamelia Penkowska Gmach ŻIH
wtorek, 21 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE

Chrześcijański nurt kabały. Czy jedno ze źródeł masonerii spekulatywnej?

dr hab. Tadeusz Cegielski Błękitny Wieżowiec
czwartek, 23 kwietnia 2026, godz. 11.00 SPOTKANIE WOKÓŁ KSIĄŻKI

“Dziennik 1940 cz. II. Megila życia” Chaim Aron Kapłan

Gmach ŻIH
sobota, 25 kwietnia 2026, godz. 11.00 SPACER PLENEROWY

Rajze. Międzypokoleniowy Klub Wycieczkowy. Kierunek Otwock.

Sebastian Rakowski

Tomasz Eichelberger

Otwock
niedziela, 26 kwietnia 2026, godz. 12.00 PANEL DYSKUSYJNY

Ich miejsce w sztuce. Żydowskie twórczynie Berlina przełomu wieków XIX i XX – Dyskusja w ramach wydarzeń towarzyszących Berlince

dr Paweł Fijałkowski

dr hab. Iwona Luba

dr Katarzyna Trzeciak

Gmach ŻIH
wtorek, 28 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE EHRI

Agata Pietrasik, Pomiędzy publicznym a prywatnym: pierwsze powojenne wystawy Zagłady w Polsce, seminarium EHRI

dr Agata Pietrasik Błękitny Wieżowiec, transmisja online, YouTube

Wykorzystany obraz: Emil Sochacki, Powstanie w getcie warszawskim, 1956 r., MŻIH A-1105.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran Urges Citizens to Spy on One Another as US-Israeli Strikes Cripple Regime


Iran Urges Citizens to Spy on One Another as US-Israeli Strikes Cripple Regime

Ailin Vilches Arguello


Smoke rises following an explosion, after Israel and the US launched strikes on Iran, in Tehran, Iran, March 3, 2026. Photo: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Amid relentless US and Israeli airstrikes that have decimated Iran’s military capabilities and key energy facilities, Iran has called on citizens to report on each other in a new push to crush domestic dissent, as talks of a possible ceasefire remain uncertain.

On Thursday, the semi-official Fars News Agency, which is affiliated with Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC), called on all Iranian citizens to help “identify those who have turned their backs on the homeland and threaten national security,” warning that “the country is facing external threats and internal betrayals.”

“Iranians will not allow this betrayal to be forgotten,” Fars wrote in a post on X, linking to a website called “Our Memory” to offer a platform for citizens to snoop and inform on each other.

“The efforts of ‘Our Memory’ also carry a clear message to those who might be contemplating betrayal or collaboration with the country’s enemies: The society is vigilant and awake, and actions that pose a threat to national security will be identified and exposed,” Fars posted.

The regime’s latest propaganda campaign of intimidation comes as Israel’s offensive increasingly focuses on dismantling Iran’s internal repression systems, aiming to create a leadership vacuum and logistical breakdown that could hinder Tehran’s ability to respond if mass protests erupt again.

Even amid Israel’s major battlefield advances, however, a senior Israeli security official said Wednesday that Iran still retains the ability to launch missiles at its current rate for the next several weeks, according to Israel’s N12 media outlet.

“Iran can maintain its current rate of missile fire for weeks,” the Israeli official reportedly said in a closed-door briefing. “It has sufficient launchers and reinforced squads to sustain and stagger the attacks over time.”

On Thursday, US President Donald Trump announced he was extending, “at the request of the Iranian government,” the deadline to strike the country’s energy grid by 10 days, as Washington works to bring a possible ceasefire deal to the table.

Should diplomatic efforts falter, the Pentagon and US Central Command are reportedly preparing military plans for a “finishing blow” on Iran, potentially involving some level of ground forces and massive airstrikes.

According to multiple media reports, Washington is considering several options against Iran, including invading or blockading Kharg Island, the country’s main oil export hub, or even seizing Arak Island to secure control over the Strait of Hormuz, a critical passage through which roughly a fifth of the world’s oil supply flows.

Other potential measures include taking Abu Musa and two close islands near the western entrance of the strait or blockading or seizing ships exporting Iranian oil on the eastern side, threatening a vital route for global energy shipments.

Since the start of the war last month, combined US and Israeli strikes have dropped more than 25,000 munitions on targets in Iran, with nearly 15,000 of those carried out by the Israeli Air Force alone, according to updated Israeli intelligence data.

“These numbers are large and significant by any measure,” a senior Israeli military officer told the Hebrew-language news site Walla.

“We are concentrating strikes on the regime’s centers of gravity in Tehran, Isfahan, and other key sites. Iran may be a large country, but hitting the very heart of its infrastructure has a profound strategic impact,” he continued.

He also said the operation, which began with “leadership decapitation” and quickly shifted to paralyzing surface-to-surface and surface-to-air missile arrays, has effectively reduced Iran’s missile firing to low single- or double-digit daily levels, far below its plan of over 100 launches per day.

So far, Israel has destroyed more than 200 launchers, even as mobile units hidden in deep tunnels continue to pose serious obstacles, which are being bombed and blocked since missiles cannot always reach their depths.

Israeli forces have also systematically targeted Iran’s weapons manufacturing, attacking over 1,000 sites to degrade production, development, and research capabilities.

According to a Reuters report, US intelligence can only confirm the destruction of about a third of Iran’s missile arsenal, while another third has likely been damaged, destroyed, or buried in underground bunkers, with a similar situation affecting the regime’s drone capabilities.

While most of Iran’s missiles have been destroyed or rendered inaccessible, Tehran still may retain a significant stockpile and, as of now, could potentially recover some buried or damaged missiles after the current fighting ends.

As the war continues to escalate, Israel has shifted its strategy, with its Air Force last week striking a major natural gas processing facility in southwestern Iran — a move that damaged roughly 40 percent of the country’s gas production capacity.

Facing a gas shortage, the Iranian government was reportedly forced to prioritize fuel for electricity production, sharply cutting civilian fuel allocations and causing major disruptions to transportation and deliveries to Turkey.

“This is just a sample of our ability to crush Iran’s energy backbone,” an Israeli security official told N12.

With the US also threatening strikes on key Iranian energy infrastructure, the Islamist regime is now facing pressure to consider a ceasefire agreement to bring the war to a close.

“The Iranians are in panic,” the Israeli official said. “They understand that further damage [to its energy facilities] will make governing the country impossible.”

In one of the latest blows to the regime, the Israeli Air Force on Friday attacked the heavy water reactor in Arak, central Iran, after Israeli intelligence detected repeated attempts to restore the site — a facility considered key for producing plutonium for nuclear weapons.

Israeli officials also confirmed an attack on Iran’s only facility in Yazd that processes raw materials into starting components for uranium enrichment, as well as multiple steel plants in a major blow to an already devastated Iranain economy.

After these attacks, the IRGC threatened to target six steel plants in retaliation, including sites in Israel, Saudi Arabia, the UAE, Bahrain, Qatar, and Kuwait.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„Mit: «Izrael manipuluje Trumpem»…


„Mit: «Izrael manipuluje Trumpem»…

Pierre Rehov


W ostatnich tygodniach w amerykańskiej debacie politycznej ponownie pojawiło się dobrze znane oskarżenie — takie, które istnieje od dziesięcioleci, zmieniając się wraz z każdym kolejnym kryzysem, ale nigdy całkowicie nie znikając. Według rosnącego chóru głosów, z których część była niegdyś mocno zakorzeniona w ruchu konserwatywnym, decyzja Donalda Trumpa o militarnej konfrontacji z Iranem nie wynika z kalkulacji strategicznej, lecz z wpływu Izraela.

Teza ta jest równie przewidywalna, co destrukcyjna: mówi się nam, że Stany Zjednoczone są wciągane w wojnę nie we własnym interesie, lecz w interesie państwa żydowskiego.

Ta narracja, niegdyś ograniczona do marginesów, została ostatnio podjęta przez postaci o bardzo różnych profilach. Z jednej strony medialne osobowości, takie jak Tucker Carlson czy Candace Owens, otwarcie przyjęły retorykę, która przestaje już rozróżniać między krytyką polityki Izraela a wrogością wobec samego Izraela — często zsuwając się, cienko zamaskowana, ku czemuś znacznie starszemu i znacznie brzydszemu. Ich publiczność jednak się kurczy, a ich wpływ coraz bardziej rozmywa się przez własne ekscesy. Z drugiej strony stoją bardziej wyważone głosy, takie jak Joe Kent, były urzędnik ds. walki z terroryzmem za czasów Trumpa, którego rezygnacji towarzyszyły ostrzeżenia, że Stany Zjednoczone mogą zostać wciągnięte w kolejne bagno na Bliskim Wschodzie.

Ta obawa — przed długotrwałą, niemożliwą do wygrania wojną — nie jest bezpodstawna. Amerykańska pamięć naznaczona jest Irakiem, Afganistanem, a wcześniej Wietnamem. Każdy z tych konfliktów zaczynał się od ograniczonych celów, by przerodzić się w długotrwałe zaangażowanie o niejasnym zakończeniu i wysokich kosztach. Podnoszenie widma strategicznego przeszacowania nie tylko jest rozsądne — jest konieczne. Jednak utożsamianie tej obawy z twierdzeniem, że amerykańska polityka jest dyktowana przez Izrael, oznacza niezrozumienie zarówno natury irańskiego reżimu, jak i logiki obecnej konfrontacji.

Islamska Republika Iranu nie jest jedynie kolejnym regionalnym przeciwnikiem. To państwo rewolucyjne, którego doktryna strategiczna pozostaje zasadniczo niezmieniona od 1979 roku. Jego celem nigdy nie była zwykła koegzystencja, lecz ideologiczna ekspansja — poprzez wojny zastępcze, działania asymetryczne i systematyczną destabilizację na całym Bliskim Wschodzie. Hezbollah w Libanie, szyickie milicje w Iraku, Huti w Jemenie — to nie są niezależni aktorzy, lecz elementy spójnej strategii projekcji siły przy jednoczesnym zachowaniu wiarygodnego zaprzeczenia.

Sprowadzanie amerykańskiej reakcji na ten system do izraelskiej agendy oznacza ignorowanie podstawowej rzeczywistości: Iran nie jest wyłącznie wrogiem Izraela. Jest przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych samym w sobie — takim, który przez dziesięciolecia konsekwentnie atakował amerykańskie interesy, personel i sojuszników. Przekonanie, że Waszyngton potrzebowałby zewnętrznej perswazji, aby stawić czoła takiemu reżimowi, nie jest analizą — jest projekcją.

Co ważniejsze, zaciemnia to szersze ramy strategiczne, w których należy rozumieć obecne wydarzenia. Doktryna Donalda Trumpa — często podsumowywana, a czasem karykaturowana jako „pokój poprzez siłę” — nie powstała w reakcji na niedawne wydarzenia. Jest stałym motywem jego publicznych wypowiedzi od dekad, jeszcze zanim wszedł do polityki. Założenie jest proste: trwałej stabilności nie osiąga się poprzez ustępstwa wobec wrogich reżimów, lecz poprzez wiarygodne pokazanie, że agresja pociąga za sobą nieakceptowalne koszty.

W tym kontekście Iran nie jest przypadkiem odosobnionym. Jest częścią szerszej architektury geopolitycznej, w której reżimy autorytarne — czy to w Caracas, Teheranie, czy gdzie indziej — funkcjonują jako węzły w sieci, która ostatecznie przecina się ze strategicznymi ambicjami Chin. Niedawna presja wywierana na Wenezuelę, a następnie obecna konfrontacja z Iranem, odzwierciedlają raczej sekwencję niż przypadek. Osłabianie tych reżimów nie polega na ochronie Izraela, choć może mieć taki skutek; chodzi o demontaż struktur przyczyniających się do szerszego antyzachodniego układu.

Obawa przed kolejnym „scenariuszem irackim” opiera się również na błędnej analogii. Iran nie jest Irakiem z 2003 roku ani Afganistanem z 2001. To państwo o głębokiej tożsamości historycznej, wysoko wykształconej populacji i znaczącej klasie średniej. Warunki, które umożliwiły powstanie dżihadystycznych proto-państw takich jak ISIS, po prostu nie istnieją w tej samej formie w irańskim społeczeństwie. Ideologiczna sztywność reżimu nie znajduje odzwierciedlenia w społeczeństwie, którym rządzi. Wręcz przeciwnie — powtarzające się fale protestów w ciągu ostatnich dekad, kulminujące w masowych powstaniach ostatnich lat, ujawniły głęboką przepaść między państwem a społeczeństwem.

Ta przepaść spotkała się z nadzwyczajną przemocą. Islamska Republika wielokrotnie pokazywała, że jej podstawowym odruchem w obliczu wyzwania nie jest reforma, lecz represja. Masakra więźniów politycznych w 1988 roku, która pochłonęła tysiące ofiar, nie była anomalią, lecz precedensem. W ostatnim czasie reakcja reżimu na ogólnokrajowe protesty osiągnęła poziom brutalności trudny do pojęcia — doniesienia, w tym artykuł TIME ze stycznia 2026 roku powołujący się na anonimowych wysokich urzędników irańskiego Ministerstwa Zdrowia, wskazują, że nawet 30 000 osób (lub więcej) mogło zostać zabitych w ostrej fazie represji w dniach 8–9 stycznia, choć tak wysokie szacunki pozostają kwestionowane i niezweryfikowane niezależnie, w warunkach blokady komunikacyjnej i oficjalnych zaprzeczeń. Dokładna liczba może nigdy nie być znana. Pewien jest natomiast wzorzec: system, który przetrwa dzięki miażdżeniu własnego społeczeństwa.

Interpretowanie reakcji Trumpa na takie wydarzenia jako produktu wpływu Izraela oznacza pozbawienie amerykańskiej polityki zarówno sprawczości, jak i wymiaru moralnego. Sugeruje, że oburzenie wobec masowych represji musi być importowane, zamiast wynikać z najbardziej podstawowych zasad osądu politycznego.

Nie oznacza to jednak negowania znaczenia Izraela w równaniu strategicznym. Przeciwnie — Izrael stanowi jednego z najcenniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych, nie tylko politycznie, ale i operacyjnie. Jego zdolności wywiadowcze, szczególnie poprzez Mossad, wielokrotnie dostarczały informacji, których żaden inny aktor w regionie nie jest w stanie zapewnić. Jego doświadczenie militarne, ukształtowane w dekadach bezpośredniej konfrontacji z tymi samymi pełnomocnikami, których wykorzystuje Iran, jest atutem, a nie obciążeniem. Współpraca między oboma krajami nie jest dowodem manipulacji; jest racjonalnym zbiegiem interesów sojuszników stojących wobec wspólnego zagrożenia.

Przekonanie, że taka współpraca w jakiś sposób umniejsza amerykańską suwerenność, odzwierciedla głębsze nieporozumienie — takie, które coraz częściej pojawia się w niektórych segmentach amerykańskiej prawicy. W próbie unikania zagranicznych uwikłań część środowisk przesunęła się w stronę strategicznego izolacjonizmu, myląc wycofanie z roztropnością, a sceptycyzm z jasnością osądu. W tym ujęciu każdy sojusz staje się podejrzany, a każda zbieżność interesów reinterpretowana jako zależność.

Świat jednak nie funkcjonuje w izolacji. Współcześnie władza realizowana jest poprzez sieci, partnerstwa i wspólne cele. Porzucenie ich w imię wypaczonej autonomii nie wzmacnia Stanów Zjednoczonych — przeciwnie, osłabia je.

Debata wokół Iranu nie dotyczy zatem wyłącznie taktyki militarnej czy opcji dyplomatycznych. Chodzi o zdolność odróżnienia uzasadnionej ostrożności od błędnej podejrzliwości. Tak — Stany Zjednoczone muszą unikać błędów przeszłych interwencji. Tak — muszą określać jasne cele i opierać się pokusie otwartych, bezterminowych zobowiązań. Ale muszą też rozpoznawać moment, w którym bezczynność niesie własne ryzyko — gdy pozwolenie reżimowi na kontynuowanie jego kursu prowadzi nie do stabilności, lecz do eskalacji.

Twierdzenie, że Trump jest manipulowany przez Izrael, oferuje wygodną narrację. Upraszcza złożoność, przerzuca winę na zewnątrz i zwalnia jego zwolenników z ciężaru analizy strategicznej. Czyni to jednak kosztem rzeczywistości. To, co się dzieje, nie jest produktem obcego wpływu. Jest konsekwencją długotrwałej konfrontacji między rewolucyjnym reżimem a globalnym mocarstwem, które — przynajmniej na razie — uznało, że koszt bezczynności stał się zbyt wysoki.

I ta decyzja, niezależnie od tego, czy się z nią zgadzamy, jest jednoznacznie amerykańska.


Link do oryginału: https://pierrerehov.substack.com/p/the-israel-is-manipulating-trump

Pierre Rehov –  The “Israel Is Manipulating Trump” 
In recent weeks, a familiar accusation has resurfaced in American political discourse—one that has existed for decades, mutating with each new crisis but never quite disappearing. According to a growing chorus of voices, some of them once firmly anchored within the conservative movement, Donald Trump’s decision to confront Iran militarily is not the result of strategic calculation, but of Israeli influence…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Who’s the Boss?


Who’s the Boss?

Lee Smith


Joe Kent is out the door at the ODNI after blasting President Trump’s Iran policy. Is his boss Tulsi Gabbard next?

Director of National Intelligence Tulsi Gabbard testifies during a House Select Intelligence Committee hearing on March 19, 2026 in Washington, D.C. /  Heather Diehl / Getty Images

The podcasters and senior Trump administration officials who attached themselves like parasites to the president to draw power from him because they have no power of their own are losing in Iran. They’re losing because they have no influence over Trump or his MAGA base, which supports the campaign to stop the terror regime’s nuclear program, by anywhere from 82% to 95%. They’re losing because they lost the argument over Israel on the ground, where Prime Minister Benjamin Netanyahu is proving to be America’s greatest wartime ally since Winston Churchill held off the Nazis until Franklin Delano Roosevelt brought America into World War II. And since the anti-Trump resistance is losing like Iran is losing, also like the Islamic Republic, they’re emptying their arsenal in scattershot fashion in the hope that they’ll hit something to ward off total defeat for at least one more day.

For instance, a U.S. law enforcement source tells Tablet that before Joe Kent hit the antisemitic podcast circuit to make the case that Israel killed Charlie Kirk, the former director of the National Counterterrorism Center (NCTC) claimed that the late pro-Trump activist was assassinated by Iran.

The source says that “Kent has zero evidence to support any of his speculative claims,” and yet it’s not hard to see why the U.S. Army combat veteran who served 11 tours in the global war on terror has made a 180-degree turn: Kent is reportedly under FBI investigation for leaking classified information to the media, so he’s instrumentalized the antisemitic paranoia prevalent in right-wing podcast circles to deflect attention away from his alleged misdeeds by implying he’s being hounded because he’s critical of Israel.

The Jewish state’s magical mind-control of American foreign policy was the central theme of the resignation letter Kent posted publicly last week. Kent can’t support the war because, according to him, not only did Israel, and “its powerful American lobby” pressure Trump into war with Iran, but also it forced America into the Iraq war and caused the Syrian civil war, during which Kent’s first wife, a Navy cryptologist, was killed by ISIS terrorists.

Kent has earned Americans’ sympathy for his suffering and their respect for his service, but he is no more entitled to plot against the president than was John Brennan. Indeed, set aside their partisan alignments (Republican, not Democrat) and the specific content of the op (Israel, not Russia), and it’s clear that Kent’s claims that Trump is controlled by high-ranking Israeli officials are no different from the former CIA director’s serial lies during Trump’s first term that the president was a Kremlin asset.

It’s a continuation of the same information operation weaponized to subvert Trump’s foreign policy, and the current crop of schemers can no longer hide under a MAGA skin suit—not since Trump called out schemer prince Tucker Carlson. “He’s not MAGA,” Trump told the media earlier this month. “MAGA is saving our country. MAGA is making our country great again. MAGA is America first, and Tucker is none of those things. And Tucker is really not smart enough to understand that.”

The ODNI was a relatively safe place to put Gabbard, especially since the main mission was to shrink the office with an eye to shutting it down. Instead, she built out a base from which to undermine Trump’s Iran policy.

Reports identify Carlson as a likely destination for Kent’s leaks, which became so frequent that the White House brought it to the attention of Kent’s boss, Director of National Intelligence Tulsi Gabbard. Whether she ignored White House requests to fire Kent, as some sources say, is irrelevant: It is her job to protect the president’s policy, whether she likes it or not, by stopping the leaking in one way or another. Because she didn’t, it seems she wasn’t told the FBI was investigating her subordinate.

Gabbard hired Kent as her chief of staff in February 2025, and in July he was confirmed to lead the NCTC, a unit under her direction. When Gabbard was nominated for the post, Republican lawmakers were aware of her record of attacking Trump’s foreign policy, especially on Iran. She criticized him during his first term for withdrawing from Barack Obama’s nuclear deal with Iran and said there was no imminent threat that justified the January 2020 targeted assassination of Iranian terror master Qassem Soleimani.

“I just came from the intelligence briefing that the administration came and brought to Congress,” Gabbard told the media after the Iranian terrorist was liquidated. She said there was no justification “for this illegal and unconstitutional act of war that President Trump took” and no “compelling information to prove their point of imminence, and really it brings us to the central question here, which is: Is our country’s national security better off because of Donald Trump’s actions and decision? And the answer to that is, no.”

Carlson had interviewed her in May 2019 for his Fox News show when she said: “How does a war with Iran serve the best interest of the American people of the United States? And the fact is it does not.” She continued, “It better serves the interest of people like Bibi Netanyahu and Saudi Arabia, who are trying to push us into this war with Iran.” It’s not hard to notice her rhetoric tracks with the poisonous accusations Kent injected into his resignation letter.

After Gabbard’s unsuccessful run for the Democratic Party’s 2020 nomination, she switched parties in 2022 and campaigned for Trump in 2024. Trump nominated her to the DNI post and Carlson ran point for her, enjoining podcast guests like pro-China and anti-Trump ideologue Jeffrey Sachs to add their voice to the chorus of those who believed Gabbard was “the most important appointment of the Trump administration.”

Carlson threatened to harass Republican lawmakers if they didn’t fall in line. “If there are Republican senators who are voting against Tulsi Gabbard confirmation,” he said at a Turning Point USA meeting, “you will know that person is not only my enemy … that person is an enemy of the United States. Period. It’s really that simple.”

Carlson’s hectoring showed that he saw Gabbard as a partner inside the administration who, given her track record, would help stop Trump from fulfilling the promises he’d made during his three campaigns to stop Iran from getting the bomb. Even Republican senators not entirely satisfied that Gabbard was willing to loyally serve the president believed she couldn’t do much damage as DNI, as it’s essentially an administrative post responsible for the intelligence community’s budget. Because the Office of the Director of National Intelligence has no role in operations or investigations, it was a relatively safe place to put Gabbard, especially since the main mission was to shrink ODNI with an eye to shutting it down. Instead, she built out a base from which to undermine Trump’s Iran policy.

Even before starting his second term, Trump publicly warned his deputies not to bring anyone into the administration who’d been part of the Charles Koch network, whose think-tank experts favor a restoration of Obama’s nuclear deal and amicable relations with a terror state that since the 1979 Islamic Revolution has, together with its proxies, made a habit of kidnapping and torturing Americans and killed thousands of us.

And yet last March, Gabbard named Daniel Davis, a foreign-policy analyst at the Charles Koch-backed Defense Priorities, to a top spot at ODNI. Davis was in line to be deputy director for mission integration, responsible for preparing the presidential daily briefing. This raised concerns that an official in charge of the president’s briefing who was opposed to the president’s policies—and Davis was at odds with Trump not only on Iran, but also on China, Russia, Hamas, and pro-Hamas campus protesters—might try to curate intelligence so as to steer the commander in chief away from his preferences and toward Davis’ own.

Due to public outcry from Trump allies on Capitol Hill, prominent media and social media figures, and donors, Davis was replaced before he even officially started. Gabbard’s second pick for the same job was William Ruger, who worked at the Charles Koch Institute. Recently, Gabbard hired another former Defense Priorities adviser, Dan Caldwell, who worked under Pentagon chief Pete Hegseth before he was removed from his post for reportedly leaking to the media.

She wasn’t just staffing DNI with aides intent on protecting Iran from Trump. According to U.S. officials, she was also freezing out pro-Israel candidates. “She and her team actively campaigned against people going into the administration who saw Israel as a key ally,” one senior government official told Tablet. “And they viewed the Koch implants across the administration as an ally in that mission.”

Last year, Gabbard tried to move the country’s counterintelligence (CI) mission from the FBI to the ODNI. “Thanks to Kash Patel fighting Gabbard’s empire-building attempt, control of CI operations remained with FBI, which has the deep expertise in countering foreign espionage threats,” the senior government official told Tablet. “Had Tulsi succeeded in moving FBI CI ops to DNI, our country’s premier counterespionage service would have been in disarray and unable to respond to the surging Iranian threat.”

Or she would’ve buried the threat altogether for fear of giving the president and his top national security officials more reason to end the 47-year threat for good. Indeed, last March, she undercut Trump when she testified on Capitol Hill that the U.S. intelligence services “assess that Iran is not building a nuclear weapon and Supreme Leader Khamenei has not authorized the nuclear weapons program he suspended in 2003.”

If, as Gabbard testified, Iran wasn’t building a bomb, then Trump’s vows to end Iran’s nuclear program either through diplomacy or force were ridiculous. But Iran didn’t suspend the program in 2003, as Israel’s 2018 seizure of Iran’s nuclear archives made plain. And by the time of Gabbard’s testimony, Iran had enough material to make at least 10 bombs.

On an X post that gave video evidence that she’d testified Iran wasn’t building a bomb, she gaslighted Trump supporters by blaming the media for “intentionally taking my testimony out of context and spreading fake news as a way to manufacture division. America has intelligence that Iran is at the point that it can produce a nuclear weapon within weeks to months, if they decide to finalize the assembly. President Trump has been clear that can’t happen, and I agree.”

And yet in June, with preparations for the first round of strikes on Iran’s nuclear facilities in their final stages, she posted a video warning of a “nuclear holocaust” and chastised “warmongers” for bringing the world “closer to the brink of nuclear annihilation than ever before.” Trump was angry. And when reporters asked questions about Gabbard’s earlier assessment that Iran was not building a bomb, the president chafed. “She’s wrong,” said Trump. “I don’t care what she said.”

Sources told Tablet that Gabbard “doesn’t get invited to meetings anymore.” Kent essentially confirmed that when he told one podcaster that the images of Gabbard in Washington while Trump and top national security officials like Secretary of State Marco Rubio and CIA Director John Ratcliffe were directing the war from Mar-a-Lago accurately represent the fact that she’s been locked out. Gabbard brought it all upon herself.

After Kent published his resignation letter, Gabbard posted on X to explain that her job is to help “coordinate and integrate all intelligence to provide the President and Commander in Chief with the best information available to inform his decisions. After carefully reviewing all the information before him, President Trump concluded that the terrorist Islamist regime in Iran posed an imminent threat and he took action based on that conclusion.”

What was missing was the Trump appointee’s public support for her boss’s decision, whether she privately agreed or not, and criticism of the accusations her former deputy leveled at her boss. Later, reports surfaced that she met with Kent and Vice President JD Vance before the former NCTC director posted his letter. Vance, according to the reports, “encouraged him to be respectful to POTUS.”

It seems Kent ignored the vice president’s advice, because accusing the commander in chief of being fooled into a war that serves the interests of a foreign power is a calculated insult. Yet when asked about Kent’s letter, Vance simply replied, “If you are on the team and you can’t help implement the decisions of his administration—he has the right to make those decisions—then it’s a good thing for you to resign.”

This is something like passive-aggressive insubordination. The United States is joined with Israel in a major military campaign against Iran, and two of the president’s Cabinet members can’t bring themselves to denounce the abject lies published by a former Trump aide that characterize the president as a lackey of a foreign power and vilify a wartime ally—charges clearly designed to drive down support for the Iran campaign.

Gabbard’s testimony on Capitol Hill last week was similarly jarring. Yes, as she said under oath, the job of an intelligence chief is to give the president the information he needs to make decisions to protect American lives and defend our interests. But as a political appointee testifying before a congressional panel comprising Trump opponents, she must also defend the policies of the president she serves. That she did not, while failing to call out the destructive conspiracy theories of a former subordinate, is more evidence that her priority is not to advance the president’s Iran policy, but rather to undermine it.

When asked this weekend about Gabbard’s future, Trump told the media she’s doing a good job. That’s not evidence that her post is safe, but that the president’s top priority right now is to win a war to secure American peace and prosperity, not confront an official whose efforts have repeatedly gone in the other direction.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com