
Liberalny kulturysta wyzwala Izrael i Palestyńczyków
Andrzej Koraszewski
„Kultura liberalna” ogłosiła kolejny tekst informujący nas o okrutnych Żydach znęcających się nad Palestyńczykami. Występujący w roli mesjańskiego kulturysty Konstanty Gebert, informuje nas już w tytule o „systemowej przemocy” oraz o osadniczej ideologii, która kolonizuje Izrael. Zawsze miałem wrażenie, że ci propagandowi kulturyści to bardziej papugi niż pawie i nie trzeba być docentem plagiatologii, żeby odkryć zamiłowanie do plagiatów oraz ścieżki zapożyczeń.
Odpowiadał niedawno Jan Hartman na pytanie, czy Polacy są antysemitami. Już samo pytanie wydało mi się troszkę niepoważne, bo Polacy to trochę zapóźnieni w rozwoju Europejczycy i nasz narodowy antysemityzm nigdy nie był własnego chowu. Chrześcijański antyjudaizm przyjęliśmy z dobrodziejstwem teologii zastąpienia, kłamstwami o zabijaniu chrześcijańskich dzieci na macę, o roznoszeniu zaraz, o bogobójstwie i innymi ideami kulturystyki liberalniej. Oświecenie przyniosło nam wolteriańską niechęć do Żydów, bardziej oświeconą, bardziej świecką, bardziej rasistowską niż religijną. Marksizm Marksa dał solidne podstawy do oskarżania Żydów, o to, że są wrogami ludu pracującego, a ta teoria została doprowadzona do perfekcji przez dziadów i ojców naszych dzisiejszych kulturystów liberalnych.
Są całe biblioteki książek autorów próbujących odpowiedzieć na pytanie czym właściwie jest fenomen antysemityzmu. Mam wrażenie, że najkrócej można to ująć tak:
Żyd prezentowany jako antybliźni, Izrael jako Żyd narodów – antyjudaizm, antysemityzm, antysyjonizm to wariacje z powtórzeniami. Antysemityzm w jego wszystkich odmianach to furtka (brama) do prawa do krzywdzenia – rabunku, gwałtu, mordu. Bogobójcy, chciwcy, manipulanci rządzący światem, przeciw nam. ONI. Powiedzenie: “zaczyna się od Żydów, nigdy na nich nie kończy” informuje doskonale, że antysemityzm jest kulturowym mechanizmem wyzwalającym niechęć usprawiedliwiającą gwałt. Dalej możemy sobie filozofować, czy ta potrzeba znalezienia winnego płynie z natury (genów), czy jest efektem frustracji? Tak czy inaczej, poszukiwanie winnego ma trwały wzorzec. Zamiast spojrzeć badawczo w lustro, wygodniej wyjrzeć przez okno, czy pod krzakiem nie siedzi Żyd. Mamy gwarancję, że im bardziej tego potrzebujemy, tym wyraźniej będziemy go widzieć.
Dlaczego dziś ten polski antysemityzm ma dla tak wielu większy urok niż ten berliński z lat 30., czy sowiecki z 60.? Ponieważ jest bardziej szykowny, bardziej światowy, jest pobierany z łam „Guardiana”, „Le Monde”, „The New York Times’a”, z raportów Amnesty Internatinal, HRW i ONZ. Polski kulturysta liberalny chce być światowy i czerpie garściami z kawiarnianych krynic.
Konstanty Gebert serwuje oczekującym z łopotem spragnionych warg sałatkę firmową:
Tydzień temu 85 państw, w tym Polska, potępiło „jednostronne decyzje izraelskie mające na celu rozszerzenie nielegalnej obecności Izraela na Zachodnim Brzegu”. Poszło o rządowe rozporządzenia administracyjne ujawniające rejestry własności ziemi i ułatwiające przejmowanie przez państwo ziem bez ustalonego właściciela. Izraelski rząd nadał sobie także większe uprawnienia w zakresie gospodarki wodnej i ochrony zabytków.
No, no, jeśli „85 państw w tym Polska”, to o czym my mamy dyskutować. To jakby “A imię jego czterdzieści i cztery”. Nie ma powodu zastanawiać, o co chodzi z tym rejestrem, z kim niby miał Izrael o nim dyskutować, co było wcześniej w sprawie rejestrowania własności ziemi na obszarze C Judei i Samarii, na jakiej podstawie kulturysta liberalnie orzeka o nielegalności obecności Izraela i jakie rząd Izraela miał powody do rozszerzenia uprawnień władz w sprawie gospodarki wodnej i zabytków. Tylko pierwszy akapit wypracowania Geberta, a tyle pytań.
Zacznijmy od tego, czy rządy 85 państw, w tym Polski mogą być zainteresowane w systemowym i bezkrytycznym potępianiu Izraela? 55 państw tzw. bloku islamskiego może mieć inne powody do takiego systemowego potępiania niż na przykład Rosja czy Chiny. Jeszcze inne powody mogą mieć postchrześcijańskie kraje Europy Zachodniej, zaś Polska (jak poinformowało mnie swego czasu Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP), potępia zgodnie z wytycznymi UE. Publicysta Kulturystyki liberalnej doskonale o tym wie i świadomie używa stylistyki dobrze znanej z „Notnika lektora” („Notatnik lektora” to było takie czasopismo Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR przeznaczone dla lektorów podstawowych organizacji partyjnych.)
No to teraz po kolei. Liberalne orzeczenie Geberta o nielegalnej obecności Izraela w Judei i Samarii ignoruje istnienie Porozumień z Oslo, które czynią tę obecność całkowicie legalną. Porozumienia nie są jeszcze prawem międzynarodowym, były tymczasowym uzgodnieniem, które miało wygasnąć w momencie uzgodnienia granic i podpisania traktatu. Gebert wie, że również premier Rabin nie zamierzał rezygnować z korekty tych granic uwzględniających bezpieczeństwo Izraela. Wie również, że reprezentująca Palestyńczyków Organizacja Wyzwolenia Palestyny ani na moment nie planowała ustalenia granic ani podpisania traktatu pokojowego z Izraelem. Tak więc, nasz kulturysta kłamie i wie, że kłamie.
A jak to jest z tym rejestrem własności ziemskiej? Odpowiedź zależy od tego, czy zadajemy to pytanie sztucznej inteligencji, dziennikarzom Al Dżaziry, czy szukamy odpowiedzi w prasie podporządkowanej władzom w Ramallah, czy sprawdzamy historię i powody podane przez władze izraelskie.
Piętnastego lutego 2026 r. rząd Izraela zatwierdził nowy proces rejestracji gruntów na obszarze C w Judei i Samarii. Ta sprawa był dyskutowana od bardzo dawna i jest spóźniona o dziesięciolecia.
„Do 1967 roku jedynie około jedna trzecia wszystkich gruntów na Zachodnim Brzegu została formalnie zarejestrowana w procesach prowadzonych w okresie mandatu brytyjskiego, a następnie pod kontrolą Jordanii w latach 1949–1967” – czytamy w artykule na łamach „Times of Israel”. Brak rejestru własności ziemskiej paraliżuje możliwości zarządzania ekonomią, transportem, osadnictwem, gospodarką wodną, itp. Efektem jest dzika gospodarka ziemią, powodująca konflikty i blokująca rozwój.
Czy wprowadzenie rejestracji własności ziemskiej jest równoznaczne z aneksją (jak twierdzą niektórzy)? Nie, rząd Izraela nie zerwał Porozumień z Oslo, aczkolwiek po 7 października 2023 nadzieje na dotarcie do traktatu pokojowego z Autonomią Palestyńską traktowane są jako absurdalne i pojawiły się żądania powrotu do sytuacji sprzed 1995 roku. (Również władze Autonomii Palestyńskiej wielokrotnie zapowiadały możliwość zerwania tych porozumień.) Uporządkowany rejestr własności ziemskiej to działanie, które w każdym kraju uznawane jest za normalne oczywiste i konieczne. Izrael legalnie zarządza obszarem C., którego dalszy rozwój bez takiego rejestru jest tragicznie utrudniony.
Czy zatem wprowadzenie rejestru gruntów będzie sprzyjać umocnieniu żydowskiej obecności na tym obszarze? Zacznijmy od tego, że w przeszłości kolejne rządy izraelskie bardzo stanowczo zwalczały nielegalne osadnictwo żydowskie na tych terenach i mniej stanowczo osadnictwo arabskie (silnie wspierane przez UE). Uporządkowanie rejestracji gruntów może sprzyjać bardziej liberalnemu traktowaniu legalnego osadnictwa żydowskiego niż arabskiego. To są jednak tylko spekulacje. Ustawa zastrzega „poszanowanie prawa lokalnego w możliwie najszerszym zakresie”, co oznacza poszanowanie prawa zasiedzenia. Tak więc, rejestr gruntów może być i zapewne będzie korzystny również dla arabskich mieszkańców, kładąc kres niepewności co jest czyje i na jaką własność można zaciągać kredyty hipoteczne, co jest fundamentalnym warunkiem gospodarczego rozwoju.
Innymi słowy „dyskusja” o tym, że rejestracja gruntów to forma aneksji jest wyłącznie propagandową gimnastyką, w której kulturyści w rodzaju Konstantego Geberta są olimpijczykami.
Czytanie reszty tego wypracowania na łamach „Kultury liberalnej” jest stratą czasu. Mamy tu obwieszczenia takie jak to:
Mieszkający na Zachodnim Brzegu Palestyńczycy systematycznie padają ofiarą przemocy ze strony osadników, którzy podpalają plony i domy, zaczepiają, biją i okradają ludzi z niemal całkowitą bezkarnością.
Mamy opowieści o „kolonizacji Izraela” gdzie ten autor pisze:
Ten stan usankcjonowanego bezprawia oznacza, że państwo odmawia pełnienia obowiązków, jakie na nim jako mocarstwie okupacyjnym spoczywają. Czyli przede wszystkim ochrony bezpieczeństwa mieszkańców, niezależnie od narodowości czy wyznania. Państwo, owszem, broni bezpieczeństwa, ale jedynie żydowskich mieszkańców. Na skutek walk z palestyńskimi terrorystami zginęło w ubiegłym roku 225 Palestyńczyków.
Wojsko podaje, że 96 procent ofiar to terroryści, ale liczby tej nie sposób sprawdzić. Terroryści zabili z kolei w ubiegłym roku dwudziestu Żydów, o połowę mniej niż rok wcześniej. Do tej statystyki należy jednak doliczyć ofiary śmiertelne terroru ze strony osadników: dziewięciu zabitych w 2025 roku.
Gebert udaje, że nic nie wie o zapowiedziach władcy Iranu „Uzbroimy Zachodni Brzeg tak jak uzbroiliśmy Gazę”. Udaje, że nic nie wie o sile Hamasu i Islamskiego Dżihadu na terenach Judei i Samarii, ani o ideologii Organizacji Wyzwolenia Palestyny. To jego stara praktyka, od której ani nie chce, ani nie może się uwolnić.
Oskarża władze Izraela, że nie radzi sobie z arabską przestępczością skierowaną przeciwko innym Arabom, jakby nie wiedział jak witany jest izraelski ambulans przyjeżdżający do arabskiego miasteczka z pomocą dla ciężko chorego Araba. Propagandysta jest zawsze konsekwentny. Chciałby jednak najpierw zdekolonizować Izrael.
W rejestrze polskich antysemitów Konstanty Gebert zasługuje na honorowe miejsce. Nigdy nie szczędzi sił i talentu na produkcję materiałów przydatnych w pracy aktywistów z podstawowych kółek przyjaciół nienawiści do Izraela.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com








