
Asymetria jest faktem
Anna Grabowska (Anne Goldschmid)
Rozmowa Moniki Richardson z Janem Hartmanem w programie „Po prostu pytam” jest dosyć ciekawa, odsłania napięcie, które dziś definiuje znaczną część publicznej debaty, to swoiste napięcie między analizą a rozstrzygnięciem. Hartman proponuje język, który ma obejmować wielość możliwości, mapować pojęcia, rekonstruować konteksty i ujawniać warunki tego dyskursu. To jego heurystyka, rozumiana jako poruszanie się po przestrzeni możliwych interpretacji, zanim zapadnie jakiekolwiek rozstrzygnięcie. W tym sensie heurystyka nie jest metodą w ścisłym znaczeniu, raczej postawą intelektualną. Postawą autorefleksji, dystansu i nieufności wobec nieprzemyślanych i szybkich odpowiedzi. Hartman przedstawia ją jako własny projekt filozoficzny, próbę wyjścia poza linearny model myślenia, czyli: pytanie – odpowiedź – wniosek. Zamiast tego proponuje mapowanie wariantów, rozpisywanie napięć, rozumienie warunków, które stoją za stanowiskami. To podejście jest dla mnie uczciwe intelektualnie i w wielu punktach nawet przekonujące. Zgadzam się z Hartmanem, że rzeczywistość rzadko daje się zamknąć w prostych formułach, że język debaty publicznej bywa nadmiernie uproszczony, a refleksja wymaga przecież świadomości własnych ograniczeń. Zgadzam się również z jego diagnozą dotyczącą przemilczania odpowiedzialności Hamasu w części zachodniej debaty, to przemilczenie istnieje i deformuje obraz wojny.
Problem zaczyna się jednak w miejscu, w którym heurystyka staje się nie tyle narzędziem rozumienia, ile mechanizmem zawieszenia rozstrzygnięcia. Poruszanie się po przestrzeni tych możliwości może prowadzić do szczególnej ostrożności, ale może też prowadzić do rozmywania odpowiedzialności. Mapuje się warianty, zamiast wskazywać sprawczość. Ale opisuje się napięcia, zamiast nazywać asymetrię. W rozmowie o wojnie to nie jest drobna różnica. Hartman mówi, że każda wojna rodzi winy po obu stronach, i w sensie ogólnym trudno przecież temu zaprzeczyć. Historia wszystkich konfliktów zbrojnych pokazuje, że naruszenia prawa wojennego zdarzają się w każdej armii. W tym punkcie moja zgoda jest oczywista. Nie istnieje i nie istniała wojna, która jest moralnie czysta. Nie oznacza to jednak symetrii odpowiedzialności za samą wojnę.
I tutaj według mnie pojawia się zasadnicze napięcie. Izrael nie wywołał tej wojny, to fakt. Jej początkiem był atak Hamasu, akt przemocy o charakterze strategicznym, a nie incydentalnym. Wojna Izraela jest odpowiedzią na tę właśnie strategię i próbą jej neutralizacji. Można tu dyskutować o metodach, można krytykować decyzje rządu, można nawet wskazywać błędy – ale nie można uznać, że odpowiedzialność za istnienie tej wojny rozkłada się równo. To właśnie moment, w którym heurystyka przestaje wystarczać.
Hartman trafnie zauważa, że przemilczanie roli Hamasu jest formą stanowiska. To jeden z najmocniejszych elementów jego wypowiedzi i punkt, w którym się z nim zgadzam. Niestety w debacie europejskiej często widoczna jest asymetria oczekiwań, od Izraela żąda się zakończenia wojny, podczas gdy od Hamasu – zniknięcia z obrazu. Ta asymetria istnieje i jest aż nadto widoczna.
Nie zgadzam się natomiast z sugestią symetryzmu moralnego, który momentami pojawia się w jego opisie wojny. Uznanie tragedii cywilów nie oznacza relatywizacji przyczyn konfliktu. Empatia nie jest żadnym argumentem politycznym, jeśli zastępuje analizę sprawczości.
Izrael może być krytykowany – i powinien być krytykowany jak każde państwo demokratyczne. Nie oznacza to jednak, że istniała realna alternatywa dla konfrontacji z Hamasem. Państwo, którego bezpieczeństwo zostało naruszone w takiej skali, nie ma wielu scenariuszy działania. Z perspektywy strategicznej wybór był ograniczony. To nie jest obrona rządu, tylko opis sytuacji.
W tej części rozmowy ujawnia się szerszy problem – granica między krytyką polityczną a uprzedzeniem. Hartman mówi o antysemityzmie jako zjawisku, które nie znika, lecz zmienia język, i to również jest diagnoza, której nie można zignorować. W wielu krajach Zachodu krytyka Izraela stała się przestrzenią, w której napięcia wobec Żydów mogą być artykułowane w formie pośredniej. To zjawisko istnieje, choć jego skala i formy pozostają sporne.
Podobnie ważny jest wątek Polski. Pytanie, czy młodzi Żydzi powinni rozważać emigrację, nie jest wyłącznie pytaniem o poziom antysemityzmu, lecz o poczucie bezpieczeństwa symbolicznego, o to, czy tożsamość wymaga od nas ciągłego uzasadniania. W tym sensie rozmowa Hartmana dotyka realnego doświadczenia, nawet jeśli dla niektórych jego wnioski są zbyt kategoryczne.
I właśnie tu pojawia się punkt, w którym zgoda i mądra polemika mogą współistnieć. Zgoda, że antysemityzm nie jest reliktem przeszłości i polemika, czy jego istnienie prowadzi automatycznie do jednego wniosku o przyszłości i wyjeździe. Nie będę tu nic wtrącać, bo kiedyś już przedstawiłam moje stanowisko na ten temat.
Wtrącę może krótko o czymś zauważalnym dla widza – słuchacza: zapowiedź wyznaczyła temat, którego rozmowa nie utrzymała, a prowadząca nie przywróciła osi, oddając strukturę programu gościowi. (W rozmowie z Hartmanem problemem była nadmierna miękkość prowadzenia; w niedawnej rozmowie z Lipszycem – jego przeciwieństwo: prowadzenie, które nie tyle moderuje myślenie, ile je dyscyplinuje, przycina i podporządkowuje wywód z góry założonej tezie).
W tym sensie głos Hartmana pozostaje głosem ważnym. Nawet tam, gdzie budzi wyraźny sprzeciw, jest próbą myślenia, a nie reprodukowaniem gotowych pozycji moralnych. Na tle rozmów takich jak ta z Lipszycem, gdzie konflikt zostaje sprowadzony do retoryki słuszności i emocjonalnej jednoznaczności, jego wypowiedź pozostaje intelektualnie poważniejsza i bliższa rzeczywistości. Tam, gdzie pojawia się pewność, Hartman wprowadza problem. I dlatego jego głos jest ważny, podobnie jak ważny był głos Agnieszki Holland w innej rozmowie, głos konsekwentnie przerywany, osłabiany i traktowany jak zakłócenie, bo nie mieścił się w z góry ustalonej tezie. Bo ostatecznie ta rozmowa nie jest o wojnie. Jest o tym, gdzie wolno jeszcze żyć bez tłumaczenia własnego istnienia.
Można jednocześnie widzieć dramat cywilnych ofiar i uznać, że Izrael nie miał alternatywy wobec wojny z Hamasem. To nie jest sprzeczność – to elementarna uczciwość opisu. Problem zaczyna się wtedy, gdy w imię moralnej równowagi zaciera się różnica między obroną a strategią przemocy. Bo kiedy ta różnica znika z języka, znika również z debaty. A kiedy znika z debaty, bardzo szybko znika z rzeczywistości.
Link do rozmowy Moniki Richardson z Janem Hartmanem
Anna Grabowska (Anne Goldschmid) – urodzona i mieszkająca we Francji wspaniała syjonistka z solidnymi polskimi i żydowskimi korzeniami. Autorka udzieliła pozwolenia na publikację niektórych wpisów z jej Facebooka w „Listach z naszego sadu”.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com




