Strona gubernatorstwa Tulkarm na Facebooku, 11 stycznia 2026 r. Napis na ścianie głosi: „Jedność narodowa jest kluczem do zwycięstwa”
Wiara, nadzieja, sceptycyzm
Andrzej Koraszewski
Pod artykułem, w którym kanadyjski autor opisuje bezmiar ignorancji „propalestyńskich” aktywistów, polski czytelnik pisze:
„Nie rozumiem w tej wypowiedzi dwóch rzeczy: cudzysłowu „propalestyński”, co sugeruje ironię, niejednoznaczność lub kpinę, oraz wielkiego zdziwienia faktem, że większość ludzi (aktywistów również) nie jest ekspertami w dziedzinie geopolityki”.
Zakładam, że to niezrozumienie jest całkowicie szczere oraz że autor komentarza oczekuje odpowiedzi. W felietonie Pata Johnsona przykładową postacią jest amerykańska polityczka Alexandria Ocasio-Cortez, a więc nie studentka pierwszego roku studiów, ale osoba pełniąca znaczącą funkcję publiczną, polityczka bardzo zaangażowana w „propalestyńską” działalność, która stanowi znaczącą część jej publicznych wystąpień.
„Propalestyńska” aktywność oznacza poparcie czegoś, a więc wymaga odpowiedzi na pytanie, co i kogo popierają ci aktywiści. Taka analiza nie jest specjalnie trudna. Wystarczy analiza treści haseł i manifestów.
W „poważnych” mediach osoby deklarujące się jako „propalestyńskie” zwyczajowo odcinają się od zbrodni Hamasu, nie głoszą haseł „Palestyna będzie wolna od rzeki do morza” czy „Zglobalizować intifadę”. Warto jednak zwrócić uwagę, że unikają żądania rozbrojenia Hamasu i nigdy nie krytykują Fatahu. Innymi słowy, nie uznają faktu, że Palestyńczycy są zniewoleni przez tych, którzy nimi rządzą, zarówno w Gazie, jak i w Autonomii Palestyńskiej, jak również w krajach arabskich, takich jak Syria, Liban czy Jordania.
Kiedy polski dziennikarz pisze o kimś, że jest „prorosyjski”, zazwyczaj ma na myśli, że dana osoba popiera reżim Putina. Dla rosyjskiego dysydenta taka osoba jest w rzeczywistości antyrosyjska.
W krajach totalitarnych dysydenci są nieliczni z tego prostego powodu, że otwarty sprzeciw grozi więzieniem, torturami, a nawet śmiercią, a umiarkowana krytyka — utratą kariery zawodowej.
Kogo zatem popierają mieszkańcy Zachodu deklarujący się jako „propalestyńscy”? Kiedy zapytamy polskiego dziennikarza piszącego o Rosji o nazwiska znanych rosyjskich dysydentów, zazwyczaj potrafi wymienić kilka znanych osób. Aktywiści „propalestyńscy” z reguły nie mają najmniejszego pojęcia o Palestyńczykach sprzeciwiających się władzy Hamasu czy Fatahu ani o tych, którzy walczą o prawa obywatelskie Palestyńczyków mieszkających od kilku pokoleń w krajach arabskich.
Pojawia się tu również inne pytanie — o preferencje polityczne samych Palestyńczyków. W czasach komunistycznych w wyborach powszechnych w Polsce około 98 procent wyborców głosowało na Front Jedności Narodowej, czyli na PZPR. Kiedy puścił strach, komuniści przegrali z kretesem.
Jak wyglądałyby wolne wybory w Gazie i w Autonomii Palestyńskiej? Palestyńskie ośrodki badawcze przeprowadzają regularne sondaże, z których wynika, że w Autonomii (na tzw. Zachodnim Brzegu) wygrałby zdecydowanie Hamas, a w Gazie obecnie popularność Hamasu spadła, ale raczej nie do tego stopnia, żeby Fatah miał szansę na zwycięstwo.
Czy Palestyńczycy mają jakąkolwiek alternatywę dla Hamasu i Fatahu? Odpowiedź jest oczywista – nie ma zorganizowanej siły politycznej, która stanowiłaby taką alternatywę.
Spójrzmy na ten problem przez pryzmat Rosji. Czy jest dziś w Rosji partia polityczna zdolna zagrozić partii Putina? Większość osób interesujących się Rosją zna los Nawalnego. Wielu Palestyńczyków próbowało budować opozycję wobec Hamasu i Fatahu. Ich los zupełnie nie interesuje ludzi mówiących o sobie, że są propalestyńscy. Innymi słowy – tak, jest w tym określeniu coś niejednoznacznego, co nie tylko sugeruje ironię, ale wręcz jawne oszustwo, które łatwo przyszpilić. Nie ma nic propalestyńskiego w sojusznikach palestyńskiej dyktatury, która nie tylko źle rządzi, nie tylko okrada Palestyńczyków, ale również wychowuje młode pokolenie na morderców sadystów.
Niektórzy ostrożni aktywiści „propalestyńscy” potępiają Hamas, a nawet zauważają zbrodniczy charakter tej organizacji. Między Hamasem a Fatahem toczy się od dziesiątków lat mordercza rywalizacja (mordercza w bardzo dosłownym sensie). Te dwie organizacje walczą ze sobą o środki od krajów zachodnich i od państw muzułmańskich, ale również o rząd dusz. Przechwalają się nieustannie, która z nich jest lepszym wrogiem żydowskiego państwa. Obydwie frakcje walczą o narodową jedność pod własnym przywództwem.
Przed dwoma tygodniami odbyła się Ósma Generalna Konferencja Fatahu. Na tej konferencji sekretarz Komitetu Centralnego Fatahu Dżibril Radżub, polityk mający nadzieję, że zostanie następcą „prezydenta” Abbasa, mówił:
„Składam serdeczne gratulacje braciom i siostrom, którzy zdobyli zaufanie członków Fatahu oraz Fatahu we wszystkich jego strukturach, i życzę im powodzenia na kolejnym etapie. Wzywam ich… do działania na rzecz osiągnięcia jedności narodowej, opartej na programie w pełni suwerennego państwa ze stolicą w Jerozolimie, prawie powrotu dla uchodźców oraz ochronie procesu demokratycznego i pluralizmu politycznego pod jedną władzą narodową, jednym prawem i z jedną bronią…
Szczęśliwi jesteście wy, którzy trwacie niezłomnie. Jednoczcie się, jednoczcie się, jednoczcie się i uwolnijcie się od ograniczeń przeszłości, abyśmy mogli patrzeć w przyszłość z nadzieją – dla nas samych, naszego narodu i naszej słusznej sprawy. Połączmy siły, by wspierać wolnych ludzi świata, którzy otaczają naszego wroga i wroga ludzkości — neonazistów kontrolujących państwo okupacyjne (tj. Izrael), których spisek został już obnażony i ugrzązł w bagnie terroru państwowego”.
[Strona na Facebooku sekretarza Komitetu Centralnego Fatahu Dżibrila Radżuba, 18 maja 2026 r.]
Z kim chce się dziś jednoczyć Fatah? Nikt tam niczego nie ukrywa – chodzi o zjednoczenie się z Hamasem, który jest obecnie osłabiony, i Fatah ma nadzieję, że będzie to zjednoczenie na warunkach Fatahu. A co rozumiał, mówiąc: „uwolnijcie się od ograniczeń przeszłości”? Najprościej rzecz ujmując – zapomnijmy o wzajemnych mordach z przeszłości.
Ta konferencja była ciekawa pod wieloma względami. Szczególną rolę odgrywali na niej terroryści zwolnieni z izraelskich więzień.
Zwolniony z izraelskiego więzienia terrorysta Khairy Salameh mówił:
„Rola więźniów (tj. terrorystów) jest centralna podczas konferencji Fatahu, ponieważ od dawna czekaliśmy na okazję, by tchnąć nową krew w Fatah, ożywić nasz Fatah oraz jego program organizacyjny i narodowy. Fatah jest dźwignią narodu palestyńskiego oraz walk i poświęceń więźniów i męczenników… Przesłanie więźniów do naszego palestyńskiego przywództwa i nowego kierownictwa jest takie, że główną troską i priorytetem powinna być kwestia pojednania narodowego [między Fatahem a Hamasem]… aby ożywić nasz Fatah i wyjść z jednolitym programem politycznym, który będzie zdolny stawić czoła nadchodzącym wyzwaniom ze strony tego rządu okupacyjnego (tj. izraelskiego)”.
[Komisja Informacji i Kultury Fatahu, Facebook, 15 maja 2026 r.]
Warto zwrócić uwagę na fakt, że mówca zwraca się do „naszego palestyńskiego przywództwa”. Wszyscy czołowi palestyńscy przywódcy są multimiliarderami. Nie dorobili się na przedsiębiorczości – ukradli pieniądze, które były przeznaczone na rozwój. Za to, czego sami nie ukradli, kupowali lojalność, zbroili swoje milicje i budowali terrorystyczną infrastrukturę. Kiedy „propalestyńskość” oznacza poparcie dla tego palestyńskiego przywództwa, jest parodią, a nie poparciem Palestyńczyków – w rzeczywistości oznacza pogardę dla Palestyńczyków.
Cytowany na początku tego artykułu czytelnik nie rozumie również „wielkiego zdziwienia faktem, że większość ludzi (aktywistów również) nie jest ekspertami w dziedzinie geopolityki”.
Wiele lat temu ukazywały się co tydzień w „Polityce” satyryczne rysunki Szymona Kobylińskiego. W pamięć zapadł mi szczególnie rysunek, na którym dwóch ułanów pędzi na koniach z wzniesionymi szablami, a jeden drugiego pyta: „Czy dowiedziałeś się, za co umieramy?”.
Jeśli mamy w jakiejś sprawie stanowcze opinie, jeśli walczymy o jakąś sprawę, to być może nie bez znaczenia jest pytanie, na jakich podstawach oparte są nasze przekonania. W przeciwnym razie możemy być gotowi zaakceptować fakt, że angażujemy się w poparcie nie tylko wątpliwej, ale wręcz zbrodniczej sprawy.
Palestyńczycy mogli mieć swoje państwo kilka razy. Palestyńscy przywódcy odrzucali wszystkie oferty, a przywódcy Hamasu mówili i mówią zupełnie otwarcie, że o żadnym państwie palestyńskim obok Izraela nie może być mowy. Arafat i Abbas udawali, że uznają istnienie Izraela, nie tylko równocześnie publikując mapy „Palestyny” bez Izraela, ale cały czas finansując terror. Palestyńczycy dostali więcej pomocy niż cała Europa Zachodnia po drugiej wojnie światowej. Ktokolwiek ma chociażby cień współczucia dla Palestyńczyków, ma obowiązek zadać pytanie: „Co się stało z tymi pieniędzmi?”, ale również: co ma na myśli aktywista „propalestyński”, wywrzaskujący hasło „Palestyna wolna od rzeki do morza”?
Być może sprawy, w których mamy bardzo mocne poglądy, wymagają zarówno sceptycyzmu, jak i ekspertyzy. (Ta ostatnia jest dziś łatwiejsza niż kiedykolwiek, pod warunkiem posiadania odwagi zadawania pytań).
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com