Archive | 2026/03/14

Globalna Lewica prowadzi wojnę z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi


Globalna Lewica prowadzi wojnę z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi

Vanessa Berg


Teoretycznie podstawowa odpowiedzialność przywódców politycznych jest prosta: chronić bezpieczeństwo oraz długoterminowe interesy swoich państw i ich sojuszników. W praktyce odpowiedzialność ta coraz częściej bywa podporządkowywana odruchom ideologicznym, szczególnie w dużych segmentach globalnej lewicy.

Rezultatem jest niezwykły paradoks. W momencie, gdy autorytarne reżimy rozszerzają swoje wpływy i destabilizują system międzynarodowy, wiele zachodnich ruchów politycznych wydaje się bardziej zdeterminowanych, by sprzeciwiać się Izraelowi i Stanom Zjednoczonym, niż konfrontować reżimy, które otwarcie im zagrażają.

Znaczna część tej dynamiki koncentruje się wokół Iranu.

Od dziesięcioleci Islamska Republika definiuje samą siebie poprzez wrogość wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela. Założycielska teza reżimu — skandowana na ulicach i instytucjonalizowana w systemie edukacji, mediach, meczetach i ogólnej ideologii — brzmi: „Śmierć Ameryce” i „Śmierć Izraelowi”. Jego pełnomocnicy zabili setki Amerykanów, jego milicje destabilizują liczne państwa Bliskiego Wschodu, a przywódcy otwarcie wzywają do zniszczenia Izraela.

A jednak w zachodnim dyskursie politycznym główna podejrzliwość często kierowana jest nie wobec Teheranu, lecz wobec Waszyngtonu i Jerozolimy.

Weźmy pod uwagę niedawne słowa amerykańskiego senatora Marka Warnera, najwyższego rangą Demokraty w senackiej komisji ds. wywiadu, który powiedział, że „nie było bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych ze strony Irańczyków”. To stwierdzenie ignoruje niemal pół wieku rzeczywistości.

Od czasu rewolucji irańskiej w 1979 roku Islamska Republika prowadzi nieustanną kampanię wrogości wobec Stanów Zjednoczonych, Izraela i ich sojuszników. Amerykańskie ambasady były atakowane. Amerykańscy żołnierze ginęli. Izrael zmagał się z tysiącami ataków rakietowych ze strony grup szkolonych i finansowanych przez Iran. Sieci terrorystyczne finansowane przez Teheran działają na całym Bliskim Wschodzie i poza nim. Jeśli to nie stanowi ciągłego zagrożenia, trudno wyobrazić sobie, co mogłoby nim być.

Czy Mark Warner nie pamięta kryzysu zakładników w Iranie w 1979 roku, kiedy 66 Amerykanów — w tym dyplomatów i personel cywilny — zostało wziętych jako zakładnicy w ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Teheranie, a 52 z nich przetrzymywano aż do stycznia 1981 roku?

Podobnie lider Demokratów w Senacie, Chuck Schumer, powiedział niedawno, że uzasadnienie administracji Trumpa dla działań militarnych przeciw Iranowi uważa za „całkowicie i zupełnie niewystarczające”. Jakich odpowiedzi jeszcze potrzeba, skoro centralnym hasłem reżimu pozostaje „Śmierć Ameryce”, a ponadto przez dekady okłamywał świat w sprawie swojego niebezpiecznego programu broni nuklearnej?

Nic dziwnego, że podobny schemat pojawia się w całej Europie.

Hiszpania podobno odmówiła zgody na wykorzystanie niektórych baz przez Stany Zjednoczone do uderzeń na cele w Iranie. Brytyjski premier Keir Starmer początkowo zablokował użycie brytyjskich baz przez Amerykanów. Prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegł, że „wybuch wojny między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem niesie poważne konsekwencje dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”, dodając, że „trwająca eskalacja jest niebezpieczna dla wszystkich. Musi się zakończyć”. Tymczasem rutynowe działania i retoryka Islamskiej Republiki już od 1979 roku mają poważne konsekwencje dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa i stanowią główną przyczynę tej „eskalacji”.

Korpus Strażników Rewolucji zbudował sieć terrorystycznych pełnomocników rozciągającą się od Libanu po Jemen. Iran destabilizował Irak, podsycał wojnę domową w Syrii, uzbrajał Hezbollah i Hamas oraz zagrażał szlakom żeglugowym, którymi transportowana jest duża część światowych dostaw energii.

Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy konfrontacja z tym reżimem niesie ryzyko. Pytanie brzmi: jak długo wolny świat ma jeszcze znosić rząd wyznający kult śmierci, którego ideologia opiera się na eksporcie islamizmu, przemocy i destabilizacji?

Sekretarz wojny USA Pete Hegseth niedawno ostro zestawił Izrael z tym, co określił jako niezdecydowanych sojuszników, mówiąc:

„Izrael ma również jasne cele, za co jesteśmy wdzięczni. Kompetentni partnerzy — jak mówimy od początku. Kompetentni partnerzy to dobrzy partnerzy, w przeciwieństwie do wielu naszych tradycyjnych sojuszników, którzy załamują ręce i oburzają się, kręcąc głowami i wahając się w sprawie użycia siły”.

Europejska niechęć jest szczególnie zagadkowa, ponieważ zreformowany Iran — nie rządzony już przez reżim islamistyczny — byłby prawdopodobnie znacznie bardziej zbieżny z interesami Zachodu. Osłabiłby także Rosję, jednego z kluczowych partnerów strategicznych Islamskiej Republiki. Dla Europy powinno to mieć znaczenie. Rosja pozostaje głównym geopolitycznym zagrożeniem dla kontynentu. Iran, który przestałby być sojusznikiem Moskwy, zmieniłby układ strategiczny na wiele sposobów korzystnych dla Zachodu. A jednak wielu zachodnich przywódców wydaje się bardziej komfortowo ostrzegać przed eskalacją niż konfrontować reżim, który stworzył kryzys.

Kontrast z Izraelem nie mógłby być większy. Jak napisał znany arabsko-izraelski influencer Nuseir Yassin, znany jako Nas Daily, po skoordynowanych atakach USA i Izraela na Islamską Republikę:

„Dziś jestem dumny z tego, że jestem Izraelczykiem. Pomimo całego zawstydzania. Pomimo wszystkich ‘rezolucji’ ONZ. Pomimo wszystkich akademików. Pomimo całej presji w internecie. Izrael oczyszcza Bliski Wschód z radykalnych religijnych terrorystów. Jeden po drugim. Nie podziękują nam za to. Ale ktoś musiał wykonać tę pracę”.

Podział nie jest tylko geopolityczny; jest także kulturowy. Jeden szeroko rozpowszechniony film w internecie sugerował niedawno, że Europa wydaje się bardziej skupiona na regulacjach dotyczących prywatności danych i celach efektywności energetycznej niż na zagrożeniach militarnych dla własnego bezpieczeństwa.

Tymczasem Izraelczycy działają na poziomie strategicznej jasności. Niemal każdy Izraelczyk — w całym spektrum społeczno-politycznym — popiera wysiłki mające na celu osłabienie irańskich zdolności militarnych i nuklearnych. Dotyczy to także polityków, którzy zaciekle sprzeciwiają się premierowi Benjaminowi Netanjahu i jego partii Likud w niemal każdej kwestii wewnętrznej. Nawet Jair Golan, prominentna postać izraelskiej lewicy, napisał niedawno:

„Eliminacja Chameneiego to dramatyczny i znaczący krok. Siły bezpieczeństwa Izraela, razem z siłami amerykańskimi, po raz kolejny wykazały wyższość wywiadowczą i imponujące zdolności operacyjne. Oddaję wam salut”.

Taki poziom jedności narodowej jest uderzający.

Skontrastujmy to z organizacjami takimi jak J Street, która określa się jako „pro-izraelska, pro-pokojowa i pro-demokratyczna”. Grupa ta niedawno oświadczyła, że jest „zszokowana lekkomyślną decyzją prezydenta Trumpa o rozpoczęciu wojny z wyboru przeciwko Iranowi”. Jeśli jednak rząd Iranu od dawna jest antyizraelski, antydemokratyczny i anty-pokojowy, to jak J Street może jednocześnie sprzeciwiać się tej wojnie i określać swoją linię jako „pro-Izrael, pro-pokój, pro-demokracja”? Hipokryzja jest zdumiewająca.

Jeśli już, to globalna lewica powinna być pierwszą, która będzie kibicować upadkowi Islamskiej Republiki. To rząd, który uciska kobiety, wykonuje egzekucje na dysydentach, więzi dziennikarzy, prześladuje mniejszości religijne i brutalnie tłumi własne społeczeństwo, gdy tylko odważy się ono domagać wolności. Kryminalizuje homoseksualność, narzuca rządy teokratyczne poprzez przemoc i eksportuje ekstremizm w całym regionie. Według niemal każdego kryterium, które globalna lewica deklaruje jako ważne — prawa człowieka, demokracja, równość płci i wolność słowa — Islamska Republika należy do najbardziej opresyjnych reżimów na świecie.

A jednak gdy pojawia się możliwość, że reżim ten może zostać osłabiony lub nawet upaść, wiele z tych samych głosów, które twierdzą, że bronią tych wartości, nagle znajduje powody do wahania, sprzeciwu lub potępienia sił, które się z nim konfrontują. Gdzie to ma sens?

Ideologiczny podział widoczny jest także w przekazie medialnym. Lewicowo nastawiona prasa często stosuje większy sceptycyzm wobec demokratycznych przywódców, takich jak Donald Trump czy Benjamin Netanjahu, niż wobec autorytarnych reżimów. Po zabójstwie irańskiego przywódcy Alego Chameneiego przez Izrael „New York Times” opublikował nagłówek:

„Ajatollah Ali Chamenei, twardogłowy duchowny, który uczynił Iran regionalną potęgą, zmarł w wieku 86 lat”.

Jedno z kont w mediach społecznościowych wyobraziło sobie, jak gazeta mogłaby opisać śmierć Hitlera:

„Führer Adolf Hitler, kochający psy artysta, który uczynił Niemcy światową potęgą, zmarł w wieku 56 lat”.

Porównanie może być przesadzone, ale wskazuje na głębszy problem: gdy przywódcy demokracji traktowani są jako szczególnie podejrzani, podczas gdy postacie autorytarne przedstawia się z kliniczną neutralnością, a czasem nawet z niechętnym podziwem, moralny krajobraz zostaje zniekształcony.

Ta sama deformacja pojawia się w ciągłym porównywaniu dzisiejszego konfliktu z wojnami w Iraku i Afganistanie. To porównanie jest intelektualnie leniwe i historycznie nieprecyzyjne. Irak oznaczał inwazję lądową i długotrwałą okupację mającą na celu odbudowę całego państwa. Afganistan stał się dwudziestoletnią kampanią kontrpartyzancką z udziałem setek tysięcy żołnierzy i ogromnymi ambicjami budowy państwa.

Obecne działania mające na celu osłabienie irańskiego programu nuklearnego i infrastruktury wojskowej niewiele mają wspólnego z tymi wojnami. Są znacznie bliższe ukierunkowanej kampanii strategicznej mającej zapobiec zdobyciu broni nuklearnej przez wrogi reżim i ograniczyć jego destrukcyjny wpływ regionalny. Zrównywanie tych sytuacji nie rozjaśnia debaty — ono ją zaciemnia. Jest na to określenie: manipulacja.

Głębsza ironia polega na tym, że wiele z tych samych ruchów politycznych, które przywołują Irak jako przestrogę, popierało porozumienie nuklearne z Iranem wynegocjowane w 2015 roku. W lipcu 2015 roku ówczesny prezydent USA Barack Obama zadzwonił nawet do Władimira Putina, by podziękować mu za pomoc w zabezpieczeniu porozumienia — co było niezwykłym gestem, biorąc pod uwagę wrogie relacje Rosji z Zachodem. Umowę szeroko promowano jako triumf dyplomacji. W rzeczywistości odsunęła ona w czasie ambicje nuklearne Iranu, zamiast je wyeliminować, i w dużej mierze opierała się na założeniu o przestrzeganiu jej przez sam Iran.

Kiedy później ujawniono wewnętrzną korespondencję pokazującą, że administracja Obamy celowo wprowadzała opinię publiczną w błąd co do kluczowych aspektów negocjacji, część mediów potraktowała to nie jako skandal, lecz jako strategiczną sprytność. CBS News opublikowało słynny nagłówek: „Użyteczne kłamstwo administracji Obamy w sprawie rozmów z Iranem”. Dzisiejszy kryzys jest w wielu aspektach opóźnioną konsekwencją tamtej umowy — dlatego jeśli mamy prowadzić uczciwą rozmowę o obecnej wojnie przeciw Iranowi, musimy mówić także o nieudanej lewicowej dyplomacji.

Tymczasem odstraszanie ze strony zachodniej lewicy często sprowadzało się do samej retoryki. W czasie swojej kadencji w Białym Domu były prezydent Joe Biden i wiceprezydent Kamala Harris zostali zapytani o zachowanie Islamskiej Republiki. Ich odpowiedź była dziecinnie prosta: „Nie róbcie tego”.

To ostrzeżenie nie powstrzymało irańskiej agresji ani jej nielegalnego programu nuklearnego. Hotele w Dubaju, infrastruktura wodna w Arabii Saudyjskiej, budynki mieszkalne w Bahrajnie i izraelskie szpitale doświadczyły skutków irańskiej agresji od czasu tej farsy z „nie róbcie tego”, nie wspominając o 30–40 tysiącach irańskich cywilów, których Islamska Republika zabiła podczas niedawnych protestów.

Problem nie polega jedynie na strategicznym wahaniu. To ideologiczne odwrócenie ról. Jak zauważyła niedawno komentatorka Ellen Ginsberg Simon:

„W zeszłym tygodniu uczestniczyłeś w proteście ‘No Kings’, a w tym tygodniu bierzesz udział w wiecu ‘Opłakujmy Ajatollaha’”.

To zdanie jest humorystyczne, ale oddaje realną sprzeczność: ruchy, które twierdzą, że sprzeciwiają się autorytaryzmowi u siebie, często okazują sympatię — lub przynajmniej powściągliwość — wobec autorytarnych reżimów za granicą.

Na szczęście nie wszyscy w świecie demokratycznym postrzegają sytuację w ten sposób. Latem ubiegłego roku, po 12-dniowej wojnie izraelsko-irańskiej, ukraiński parlamentarzysta Ołeksij Gonczarenko wygłosił w Parlamencie Europejskim znaczące przemówienie:

„Izrael broni demokracji, praw człowieka i wartości, które wszyscy podzielamy. Zamiast atakować Izrael, powinniśmy go wspierać. A jeśli nie możemy zrobić nic, to przynajmniej nie atakujmy Izraela. Izrael jest jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie — państwem, które naprawdę chroni prawa kobiet, wolność i rządy prawa. Podczas gdy my dyskutujemy, Izrael działa. Broni nie tylko siebie, ale nas wszystkich”.

Jasność tego stwierdzenia stoi w ostrym kontraście z dezorientacją dominującą w dużej części Zachodu — który powinien uczyć się od Izraela, ponieważ Izrael rozumie coś, o czym zbyt duża część Zachodu zapomniała: pokój czasem wymaga działania militarnego. „Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”, jak głosi słynne rzymskie powiedzenie z IV wieku.

Izraelska opinia publiczna odzwierciedla to rozumienie. Ponad podziałami politycznymi niemal każdy Izraelczyk — lewicowy, prawicowy, centrowy, świecki, religijny, muzułmanin, chrześcijanin czy Żyd — rozumie, że konfrontacja z reżimem Iranu nie dotyczy Benjamina Netanjahu ani żadnej konkretnej koalicji czy frakcji politycznej. Chodzi o powstrzymanie reżimu, który otwarcie wzywa do zniszczenia Izraela, przed zdobyciem środków umożliwiających realizację tego celu. Gdy stawką jest przetrwanie państwa, spory polityczne się kończą, wzajemne oskarżenia ustają i pojawia się prawdziwa jedność.

Ta jedność nie jest ślepym nacjonalizmem; jest moralną jasnością. To uznanie, że niektóre zagrożenia wykraczają poza partyjne podziały i wymagają wspólnej determinacji. Tragedią obecnej chwili jest to, że duża część globalnej lewicy tę jasność utraciła. Zamiast konfrontować reżimy, które otwarcie zagrażają światu demokratycznemu, wielu woli obsesyjnie koncentrować swoją krytykę na demokratycznie wybranych partiach i politykach, których nie lubią we własnych krajach. To nie jest rozsądna krytyka polityczna — to plemienna lojalność najniższego gatunku.

A gdy ta plemienność wyczerpuje sensowne argumenty, szybko sięga po proceduralne — jak wtedy, gdy duża część lewicy poucza nas o „nielegalności” amerykańsko-izraelskich uderzeń na Iran. Słyszymy, że „naruszają Kartę Narodów Zjednoczonych” i „podważają porządek oparty na zasadach”.

W praktyce Organizacja Narodów Zjednoczonych funkcjonuje dziś mniej jako strażnik pokoju, a bardziej jako scena, na której dyktatury łamiące prawa człowieka pouczają demokracje o powściągliwości. Dlatego powoływanie się na Kartę ONZ jako absolutny zakaz użycia siły jest nie tylko prawnie błędne — jest także politycznie naiwne.

Głębsze pytanie nie brzmi więc, czy Izrael i Stany Zjednoczone naruszyły wrażliwość ONZ. Pytanie brzmi, czy wolny świat powinien pozwolić, aby o jego bezpieczeństwie decydowała instytucja coraz silniej dominowana przez reżimy, które mu zagrażają.

Izrael i Stany Zjednoczone odpowiedziały na to pytanie z charakterystyczną odwagą i jasnością. Globalna lewica — i znaczna część międzynarodowego establishmentu — nadal wydaje się zdezorientowana. A to samo w sobie stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa.


Link do oryginału:

Future of Jewish
The Global Left’s War on Israel and the United States
Future of Jewish is the ultimate newsletter by and for people passionate about Judaism and Israel. Subscribe to better understand and become smarter about the Jewish world…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wojna na Bliskim Wschodzie. Chasydzi z Izraela nie przyjechali z pielgrzymką do grobu Elimelecha w Leżajsku

Leżajsk, 10 marca 2026 r. Doroczna pielgrzymka chasydów do grobu cadyka Elimelecha z okazji rocznicy jego śmierci (Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl)


Wojna na Bliskim Wschodzie. Chasydzi z Izraela nie przyjechali z pielgrzymką do grobu Elimelecha w Leżajsku

Anna Gorczyca


Spodziewaliśmy się około 15 tys. pielgrzymów. Ostatecznie przyjechało 3,5-4 tys. osób, głównie z USA i Europy – mówi Michał Konieczny, dyrektor Fundacji Chasydów Leżajsk-Polska.

Chasydzi przyjeżdżają do Leżajska, aby czcić kolejne rocznice śmierci cadyka Elimelecha. Wierzą, że w tym dniu zstępuje on z nieba i zanosi do Boga ich prośby o zdrowie, pomyślność dla dzieci czy powodzenie w pracy. Swoje intencje zapisują na karteczkach zwanych kwitełe i składają je przy grobie cadyka, znajdującym się w ohelu na cmentarzu. Modlą się, tańczą i śpiewają psalmy. Przed modlitwą obowiązkowo korzystają z mykwy, czyli rytualnej łaźni. Kobiety modlą się w osobnej sali.

W tym roku przypada 239. jorcajt, czyli rocznica śmierci cadyka Elimelecha. Zmarł 11 marca 1787 roku, 21 dnia miesiąca adar. Uroczystości przy jego grobie rozpoczęły się w poniedziałek 9 marca, trwały całą noc i zakończą się we wtorek 10 marca około godz. 22–23.

– Pielgrzymi cały czas dojeżdżają. Po modlitwach część z nich nocuje w Leżajsku, a część wyjeżdża po kilku godzinach – mówi Michał Konieczny, dyrektor Fundacji Chasydów Leżajsk-Polska.

Przyznaje: – Spodziewaliśmy się około 15 tys. pielgrzymów. Tydzień temu, gdy rozpoczęła się wojna z Iranem, dowiedzieliśmy się, że pielgrzymów z Izraela raczej nie będzie. Ostatecznie przyjechało 3,5-4 tys. osób, głównie z USA i Europy.

Pielgrzymka z większą ochroną 

Pielgrzymki organizują dwie fundacje chasydzkie: w Nowym Jorku i w Izraelu. Przygotowanie uroczystości w Leżajsku to ogromne wyzwanie logistyczne: trzeba zapewnić transport, wyżywienie, noclegi. Chasydzi przyjeżdżają autokarami. W poprzednich latach bywało, że było ich tak dużo, iż w Leżajsku tworzyły się korki, ale mieszkańcy są już do tego przyzwyczajeni. Każdy pielgrzym ma zapewnione koszerne posiłki przygotowane zgodnie z zasadami. W Domu Pielgrzyma znajdującym się w pobliżu cmentarza są toalety, miejsce modlitwy oraz jadalnia z gotowym jedzeniem. – Noclegi są rozlokowane w całym Leżajsku – dodaje dyrektor Konieczny.

Chasydzi przebywają w Leżajsku bardzo krótko – zwykle kilka godzin. Jeśli spacerują po mieście, to głównie w okolicy cmentarza. W czasie ich wizyty w mieście pojawia się więcej policjantów.

– W tym roku środki bezpieczeństwa są większe. Są policjanci, antyterroryści, w gotowości są też strażacy i straż miejska. Ze względu na sytuację na Bliskim Wschodzie robimy wszystko, aby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo – mówi burmistrz Leżajska Krzysztof Trębacz.

Leżajsk aż do II wojny światowej był zamieszkany przez liczną społeczność żydowską i należał do najważniejszych ośrodków chasydyzmu w Polsce. Elimelech Weisblum był jednym z założycieli tego ruchu, który w XVIII wieku dążył do duchowego odrodzenia judaizmu. Znany był zarówno jako duchowy uzdrowiciel, jak i przywódca żydowskiej mistyki.


Redagowała Beata Strąk


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netherlands Shul Latest to Be Targeted in Global Wave of Attacks on Synagogues


Netherlands Shul Latest to Be Targeted in Global Wave of Attacks on Synagogues

Ailin Vilches Arguello


March 29, 2025, Amsterdam, North Holland, Netherlands: A pro-Palestinian demonstrator burns a hand-fashioned Israeli flag. Photo: James Petermeier/ZUMA Press Wire via Reuters Connect

A synagogue in Rotterdam, a major port city in the western Netherlands, was briefly set ablaze in a suspected arson attack early Friday — the latest in a wave of violent incidents this month targeting Jewish religious sites across several Western countries.

Local law enforcement has launched an investigation into the attack, confirming that no injuries were reported. Dutch police later said they arrested four young men, aged 17 to 19, on suspicion of setting off an explosion outside the synagogue, which was damaged as a result of the fire, caused by an explosion around 3:40 am. 

The suspects were detained in a car near another synagogue.

“It is not yet clear whether the suspects planned to detonate an explosive or set fire to another synagogue as well,” police said in a statement.

Lawmakers and Jewish organizations swiftly condemned the incident, describing it as an antisemitic attack that reflects a growing climate of hostility, fear, and targeted violence against Jews and Israelis.

Chanan Hertzberger, chairman of the Central Jewish Council — the umbrella organization representing Jewish communities across the Netherlands — said this latest incident signals a troubling escalation in antisemitic acts.

“This is the physical manifestation of antisemitism: after words and threats, actions now follow,” Hertzberger said. “Antisemitism is no longer a fringe phenomenon in the Netherlands — it is manifesting itself increasingly brazenly. Now even right up to the doors of our houses of worship.”

Dutch Justice and Security Minister David van Weel expressed solidarity with the country’s Jewish community, pledging continued protection for Jewish institutions and emphasizing that Jews “must feel safe in the Netherlands.”

“We must not tolerate antisemitism, intimidation, and violence,” van Weel wrote in a post on X.

Israeli Foreign Minister Gideon Saar also sharply criticized the Dutch government in the wake of the attack, accusing it of failing to prioritize the safety of Jewish communities.

“In Rotterdam, a synagogue was attacked yesterday. But the Netherlands found it more important to intervene in South Africa’s fabricated case against the State of Israel. Shameful!” the Israeli top diplomat posted on social media. He referred to the decision by the Netherlands, along with Iceland, on Thursday to join a case brought by South Africa to the International Court of Justice, the UN’s top court, accusing Israel of committing “state-led genocide” in its defensive war against Hamas in Gaza.

Israeli leaders have condemned the case as an “obscene exploitation” of the Genocide Convention, noting that the Jewish state was targeting terrorists who use civilians as human shields in its military campaign.

Rotterdam Mayor Carola Schouten said authorities will maintain heightened security around synagogues and other Jewish institutions in the city, stressing that police presence will remain in place to reassure the community and deter further attacks.

“We will not tolerate antisemitism, intimidation, violence, or hostility toward religious groups,” Schouten said in a statement.

Eddo Verdoner, the Netherlands’ national coordinator for combating antisemitism, said footage circulating online showing flames at the synagogue’s entrance — though not yet confirmed to depict the actual incident — evokes memories of “dark times in history.”

“It is in the interest of society as a whole that we do everything possible to ensure the Jewish community in the Netherlands can live freely and safely,” Verdoner said. “If this small minority is not safe, it undermines the core values of our democracy.”

According to multiple media reports, an extremist group calling itself “The Islamic Movement of the Companions of the Right” has claimed responsibility for the suspected arson attack on the Rotterdam synagogue, which — if confirmed — would mark the third assault on a Jewish institution in Europe this week attributed to the group.

Although no government has formally acknowledged or verified the existence of the group or its claimed operations, the repeated claims have raised concerns about a potentially coordinated network targeting Jewish communities across Europe amid heightened tensions and fears of Iranian retaliation and possible sleeper-cell activity linked to the war in the Middle East.

Friday’s incident comes amid heightened security concerns at Jewish institutions worldwide following the outbreak of war involving the United States, Israel, and Iran on Feb. 28, with at least eight synagogues across North America and Europe attacked so far this month, a period of less than two weeks.

One day before the Rotterdam arson attack, a gunman drove a vehicle into a synagogue near Detroit, Michigan, in what authorities described as a targeted act against the Jewish community.

According to local and federal officials, a Lebanese-born suspect armed with a rifle drove into Temple Israel in West Bloomfield Township before being shot and killed by security, while staff, teachers, and roughly 140 children inside the synagogue’s early childhood center emerged unharmed.

The same day, Norwegian police arrested one person following an armed operation after a high-speed car chase near the Trondheim synagogue, in an incident that sparked fear and emergency responses across the area.

Last Friday in Canada, a gunman fired through the glass entrance of Beth Avraham Yoseph of Toronto, a Modern Orthodox synagogue in the Thornhill neighborhood, while two maintenance workers were still inside cleaning up after a Shabbat dinner.

About 30 minutes later, another shooter targeted the Orthodox Shaarei Shomayim congregation in North York, a district just south of Thornhill, opening fire at the synagogue’s entrance.

The incidents came just four days after another attack in Toronto, in which a Jewish-owned restaurant and a local synagogue were also hit by gunfire.

On Monday, a synagogue in Liège, eastern Belgium, was damaged in an explosion that police are investigating as a deliberate attack, with the city’s mayor condemning it as an “extremely violent act of antisemitism.”

Azerbaijan said last Friday it had foiled a series of Iranian terrorist attacks on its territory, including against a synagogue and the Israeli embassy in Baku.

In the last few weeks, synagogues have also been targeted with vandalism or arson in the United States, including New York, Los Angeles, and Miami; and in Canada, including Montreal and Vancouver; as well as in France, Germany, Chile, Bulgaria, Ukraine, Italy, and the Australian cities of Melbourne, Brisbane, and Sydney.

In January, the suspect believed to have intentionally ignited a fire which severely damaged the Beth Israel Congregation synagogue in Jackson, Mississippi told US federal investigators he targeted the institution over its “Jewish ties,” according to an affidavit the FBI submitted to federal court.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com