Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Zdjęcie: Dalia Mikulska. Źródło „Krytyka Polityczna”.


Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Andrzej Koraszewski


Fragment przygotowywanej do druku książki.


I znów jest wiosna, zakwitły krokusy, kwiaty forsycji wybuchną jutro lub pojutrze, nabrzmiały pąki magnolii. Koty siedzą w otwartym oknie. 26 marca 1940 roku niemiecki lekarz przyglądał się z zainteresowaniem twarzy polskiego niemowlęcia z zajęczą wargą i rozszczepionym podniebieniem. Matka pamiętała jego twarz, próbowała mi ją później opisać. Mógł mieć pięćdziesiąt lat, zdaniem matki miał jowialną twarz prawdziwego lekarza. Czy był nazistą? Z pewnością był pediatrą, który wyraźnie nie mógł się powstrzymać przed odwiedzaniem oddziału położniczego. Polskie pielęgniarki odnosiły się do niego z szacunkiem, ale z dystansem. Te najstarsze mówiły dobrze po niemiecku, bo chodziły do szkoły jeszcze podczas zaborów. Matka z wielu powodów pamiętała tamtą wiosnę lepiej niż inne.

Nigdy nie obchodziłem urodzin, ale wiosną 1968 roku Małgorzata postanowiła, że urządzimy sobie święto. Pojechaliśmy do Miłosnej — czy z powodu jej nazwy? Z całą pewnością byliśmy rozbawieni i chcieliśmy być sami. Włóczyliśmy się bez celu, raczej ciesząc się sobą niż tym, co mieliśmy przed oczyma. W pamięci została zabawna scena, kiedy przy jakiejś willi zobaczyliśmy kwitnące bratki. Powiedziałem, że pewnie ktoś wyhodował je w mieszkaniu i wysadził je teraz w nadziei, że żaden mróz już ich nie zetnie. Małgorzata natarczywie pociągnęła mnie za rękę — wracamy do domu — powiedziała.

Marzec 2018 roku był dla nas paskudny. Źle wykonana operacja drugiego biodra Małgorzaty, przecięty mięsień czworogłowy, bezskuteczne próby przywrócenia pełnej sprawności nogi. Przebudowa łazienki, żeby mogła brać prysznic na siedząco, usunąłem dywany, żeby mogła z chodzikiem dotrzeć do komputera. Tego dnia tłumaczyła tekst pewnego Kurda, który jako dziecko znalazł się w Norwegii. Był teraz norweskim politykiem, który zastanawiał się, dlaczego świat nie chce dostrzec cierpienia Kurdów, dlaczego tylko Izraelczycy rozumieją kurdyjskie marzenie o niepodległości. Ciekawe pytanie, ale odpowiedź jest prosta — palestyńskie cierpienie uszlachetnia Europejczyka lepiej, jest jakoś bliższe, bardziej zrozumiałe, Polak je wyczuwa, wiadomo.

Na werandzie siedzieliśmy w wiklinowych fotelikach, bo Małgorzata nie mogła siadać na schodkach. Zastanawiał nas dramat Kurdów — czy wybiją się na niepodległość? Patrzą na Izrael z niekłamaną zazdrością. Nie oni jedni, dekolonizacja nie jest sztuką łatwą ani małą, konieczne są nadzwyczajne zbiegi okoliczności, mężowie stanu oraz lud gotów ich dostrzec i posłuchać.

Kotka otarła się o nogę Małgorzaty i Małgorzata krzyknęła z bólu.

— Nic, nic, zaraz przejdzie, tylko ta noga jest tak cholernie wrażliwa.
— Popełniliśmy głupstwo, decydując się na operację we Włocławku.
— Niczego nie cofniemy; dawno nie mieliśmy Rayana.

Wśród naszych znajomych autorów jest tylko jeden Rayan. Kanadyjski Indianin, syjonista, powtarzający w kółko, że Izrael pokazuje drogę. Rayan Bellerose pisze również, że jest propalestyński. Wyjaśnia również dlaczego:

„Dla każdego, kto jest prawdziwie propalestyński, bycie propalestyńskim oznacza mówienie o tym, jak Palestyńczycy są traktowani w Jordanii, Libanie i w Syrii. Oznacza rzeczywistą troskę o ludzi, którzy są torturowani i zabijani, nie zaś wykorzystywanie śmierci jako narzędzia propagandy. Smutną prawdą jest to, że olbrzymia większość tych tak zwanych „działaczy na rzecz Palestyńczyków” po prostu używa tego jako zasłony dla swojej nienawiści do Żydów. Łatwo jest przejrzeć tych ludzi. Poskrob tylko takiego, a usłyszysz, że wszystko jest winą Żydów.”

Dlaczego Małgorzacie przypomniał się Rayan? No tak, kilka dni wcześniej tłumaczyła artykuł Mordechaia Kedara pod tytułem „Dlaczego Arabowie tak nienawidzą Palestyńczyków”. Izraelski arabista pisał, że nie tylko cały świat, ale nawet Izraelczycy myślą, że Arabowie kochają Palestyńczyków. Arabowie nienawidzą Izraela, bo jego istnienie jest żywym dowodem ich impotencji. Nienawidzą Palestyńczyków, bo wyhodowali żmiję, która ich kąsa, chociaż ma służyć do czego innego.

Arabowie czują się oszukani, żądali dla Palestyńczyków statusu wiecznych uchodźców, a teraz ci Palestyńczycy żyją na koszt świata, ale nie płacą podatków. To oszuści. Nie mają obywatelstwa, nie mają prawa do pracy w dobrych zawodach. Mieli być gośćmi na chwilę, a są już czwartym pokoleniem. W dodatku są wiecznie niezadowoleni.

Jeździliśmy na zabiegi do fizjoterapeutki, chociaż nie przynosiły żadnej poprawy. Małgorzata buntowała się przeciwko używaniu chodzika, próbowała chodzić o lasce i paskudnie przewróciła się w korytarzu. Na szczęście tylko się potłukła. Wbrew moim protestom wróciła do komputera.

Przyniosłem do domu gałązki brzozy, których delikatne zielone listki rozpoczynały nowy rozdział, nie tylko w naszym domowym życiu. Zaledwie kilka dni po moich urodzinach patrzyliśmy na „Wielki Marsz Powrotu”. Widzieliśmy tłumy mieszkańców Gazy atakujące płot graniczny.

„Wielki Marsz Palestyńczyków. Izrael otworzył ogień, kilkanaście osób nie żyje, 750 jest rannych” — krzyczał tytuł „Gazety Wyborczej” 30 marca 2018 roku. W pierwszym akapicie czytelnik dowiadywał się całej starannie wybranej przez naszych byłych przyjaciół prawdy:

„Izrael otworzył ogień do „podżegaczy” biorących udział w olbrzymiej palestyńskiej demonstracji w Strefie Gazy. ONZ wzywa do przeprowadzenia śledztwa.”

Adam to firmuje — powiedziała Małgorzata z goryczą. Nie umieliśmy zrozumieć, nie umieliśmy tego pojąć. Zastanawialiśmy się nad pytaniem, czy mogą nie wiedzieć, że kłamią. Nigdy nie podają obszernych wyjaśnień izraelskich, rutynowo ograniczają się do lakonicznych stwierdzeń, że Izrael zaprzecza twierdzeniom Hamasu, unikają zdjęć palestyńskiej przemocy, nigdy nie przekazują informacji i opinii arabskich dysydentów. Dziennikarze zachodni zazwyczaj nocują w Gazie w pięciogwiazdkowych hotelach, ale przesyłają zdjęcia wyłącznie z najuboższych i zniszczonych wojną dzielnic. Jeśli redaktorzy odpowiedzialni naprawdę tak dają się swoim dziennikarzom oszukiwać, to muszą ciężko nad tym pracować.

Nie mieliśmy wątpliwości, że ten Wielki Marsz Powrotu to jakieś manewry, podejrzewaliśmy, że Hamas chce w ten sposób ponownie zainteresować świat „sprawą palestyńską”, która przestała podniecać kraje arabskie, a nawet jakby troszkę osiadła w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już pierwszego dnia Libańczyk Fred Maroun pisał z Kanady:

„Przez siedemdziesiąt lat arabscy przywódcy powtarzają kłamstwo, że palestyńscy uchodźcy i ich liczni potomkowie „powrócą” któregoś dnia do Izraela, który uparcie nazywają Palestyną.

Przez siedemdziesiąt lat świat wspiera ich w tym kłamstwie — przez finansowanie Agendy Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim (UNRWA), której zadaniem jest zapewnienie, że „uchodźcy” w nieskończoność zachowają ten status.

Ale obecnie na granicy Izraela z Gazą widzimy konsekwencje tego ugłaskiwania. Widzimy, że Hamas jest w stanie przekonać tysiące Palestyńczyków, by maszerowali ku granicy w próbie „powrotu” do „Palestyny”, i widzimy, że Izrael nie ma wyboru i nie może dopuścić, by przekroczyli granicę, czego wynikiem jest rosnąca liczba ofiar śmiertelnych i rannych.

Te palestyńskie ofiary śmiertelne i ranni są odpowiedzialnością Hamasu, który cynicznie wiedzie swoją ludność na śmierć w próbie zdobycia współczucia mediów, ale są także odpowiedzialnością każdego światowego przywódcy, który ugłaskiwał arabskich przywódców i odmawiał przedstawienia faktów takimi, jakie są. Pora zrozumieć, że kłamstwo pociąga za sobą koszty, a te koszty liczone są życiem arabskich ofiar.”

Małgorzata taszczy swój chodzik na werandę. Prosi mnie, żebym nie opowiadał jej, co piszą polskie media, dodając, że czytała już, co napisał „Guardian”; referuje wrzucony przed chwilą artykuł Caroline Glick: „Hamas chce doprowadzić do tego, by Izrael strzelał do palestyńskich cywilów forsujących granicę. Naraża ludzi na śmierć, żeby to mogli sfilmować obserwujący ten spektakl zachodni dziennikarze”.

Paląc papierosa, zastanawiamy się, czy to jedyny cel.

Izraelska publicystka przypomina, że wcześniej był podobny przypadek w 2011 roku. Syryjczycy przywieźli na granicę z Izraelem setki Palestyńczyków z obozu Jarmuk pod Damaszkiem i kazali im szturmować granicę. Wówczas również zginęli palestyńscy cywile. A po ich pogrzebie rozwścieczony tłum spalił siedzibę palestyńskiego przywódcy w Jarmuku, który ich krewnych wysłał na śmierć.

Podobno za organizację obecnej imprezy Hamas już zapłacił 10 milionów dolarów. Źródło jest niepewne, nie będziemy tego publikować.

„Pokojowe protesty” dziwnym trafem zbiegły się z Paschą. Szacowano, że trzydzieści tysięcy Palestyńczyków pokojowo szturmowało granicę. Prasa Hamasu nazywała to „protestem” i „marszem”; obie te absurdalne nazwy były powielane w tysiącach artykułów w zachodnich mediach.

— Czy nie mają oczu? — pytała Małgorzata. — Dziesiątki autobusów dowożą ludzi na ten „marsz”, do płotu granicznego podbiegają tłumy z nożycami do przecinania drutu kolczastego, ci pokojowi demonstranci rzucają materiały wybuchowe przez płot graniczny, strzelają kamieniami z proc do żołnierzy — i to jest pokojowy protest?

Pierwszego dnia tych „pokojowych protestów” izraelska armia zabiła 16 Palestyńczyków — tako rzecze Hamas i to właśnie powtarzali wszyscy. Liczba nie jest pewna, faktem jest, że izraelscy żołnierze otworzyli ogień do terrorystów, którzy przedarli się przez granicę. Takie nazwanie sprawy po imieniu nie przeszłoby przez gardło teoretycznie uczciwych dziennikarzy.

Idziemy spać, mając w oczach obrazy płonących opon, owiniętych kefijami głów nastolatków ciskających koktajle Mołotowa i mężczyzn rzucających się z nożycami na płot graniczny.

1 kwietnia IDF opublikował nazwiska i zdjęcia dziesięciu zabitych dwa dni wcześniej Palestyńczyków — wszyscy byli aktywnymi członkami Hamasu. Dla zachodniej prasy ani dla ONZ to nie była wiadomość; wiadomością była informacja Ministerstwa Zdrowia Hamasu o 16 zabitych i 758 rannych.

O słowach przywódcy Hamasu w Gazie, Jahji Sinwara, wypowiedzianych na samym początku „Wielkiego Marszu Powrotu”, świat (gdyby tylko chciał) mógł się dowiedzieć z gazańskich mediów. Sinwar powiedział:

„Marsz Powrotu zatwierdza, że nasz lud nie może zrezygnować ani z centymetra ziemi Palestyny.”

Kolejne dni były orgią światowej nienawiści do Izraela. Małgorzata chciała na siłę utrzymać profil naszej strony i tłumaczyła jakieś teksty o nauce, irytując się, że nie umie się na tym skupić. Chyba jeszcze bardziej wściekała ją konieczność posługiwania się chodzikiem, więc w końcu wypożyczyłem kule.

Zakwitł nasz sad, po raz pierwszy nie mogła iść na spacer po kwitnącym wiśniowym sadzie. Uparła się, doszła do bramy i przeszła kilka kroków do najbliższego drzewa. Staliśmy tam długo, żeby nabrała sił na drogę powrotną. Na łące, tuż za naszym sadem, dzieci puszczały latawce. Wiatr wiał w naszą stronę, dziecinne zabawki na sznurkach szybowały niemal nad naszymi głowami. Małgorzata podniosła głowę — zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas. Nie musiała nic mówić. Doskonale wiedziałem, że ma teraz przed oczyma obrazy palestyńskich nastolatków puszczających latawce z wymalowanymi swastykami, z podczepionymi pochodniami, które przy sprzyjającym wietrze podpalą las lub pole pszenicy. W Izraelu spłonęły już setki hektarów lasów i pól, ale dla naszych empatycznych rodaków to nie była żadna wiadomość — paliły się żydowskie lasy i żydowskie pola. Przeglądałem internet, zastanawiając się, czy chociaż jedna polska redakcja pokaże zdjęcia tych latawców ze swastykami albo chociażby spalonych izraelskich pól.

O nie, ich zdaniem to były niewinne pokojowe demonstracje, brutalnie tłumione przez strasznych syjonistów. Dzieci bawiące się latawcami, rodziny na piknikach przy granicy, płonące opony służące jako zasłona dymna, autentycznie ranni Palestyńczycy, którzy próbowali przedrzeć się przez granicę, i mniej autentyczni, udający rannych i ratowników do filmowych scen, które kupią zachodni dziennikarze.

Czasem wiatr się odwracał i płonęły palestyńskie pola, Palestyńczycy donosili o licznych zatruciach dymem z płonących opon. Do latawców dołączyły balony, których wiązki mogły przenosić większe porcje materiałów podpalających. Światowa Organizacja Zdrowia domagała się zwiększenia dostaw prezerwatyw, które doskonale się do tego celu nadawały.

Tymczasem zachodni celebryci powiększali swoje zasięgi w mediach społecznościowych, demonstrując solidarność ze zwalczającymi okupację Palestyńczykami. Czasem byli to Żydzi — Żydzi z diaspory i Żydzi z izraelskiej lewicy. Czy mogli nie widzieć, co widzą, i nie rozumieć, co mówią? Mogli, ponieważ bardzo chcieli i bardzo kochali oklaski. Również w Polsce rosły szeregi uczestników Wielkiego Marszu Powrotu do Starej Nienawiści.

Małgorzata od lat niemal codziennie tłumaczyła materiały MEMRI (ostatni materiał, artykuł saudyjskiego autora, przesłała w dniu swojej śmierci, 17 czerwca 2025). Na naszej stronie publikowaliśmy tylko te, które wydawały nam się szczególnie ważne. Wtedy, 18 maja 2018 roku, opublikowaliśmy wstępne podsumowanie tych „Marszów powrotu”. Słowo „podsumowanie” jest mylące — był to bowiem raczej zbiór tego, do czego Hamas otwarcie się przyznawał. Jahja Sinwar powiedział, że członkowie ruchu „zdjęli swoje mundury wojskowe i odłożyli broń. Chwilowo porzucili walkę zbrojną” i dołączyli do marszów. Dygnitarze Hamasu otwarcie przyznawali, że ginęli głównie członkowie Hamasu (wielu z nich miało honorowe pogrzeby w mundurach); o poświęcaniu życia Palestyńczyków mówiono zupełnie otwarcie.

„Aktywista Ahmad Abu Ratima, jeden z organizatorów i rzeczników kampanii Marsz Powrotu, napisał na swojej stronie Facebooka o planie masowej infiltracji — najpierw społeczności izraelskich przy granicy z Gazą, a potem w głębi Izraela, nawet za cenę życia Palestyńczyków: „Jeśli Palestyńczykom w Gazie [mieście] uda się zwerbować 100 tysięcy pokojowych protestujących, a na innych terenach zwerbować dziesiątki tysięcy, okupantowi będzie bardzo trudno uporać się z tymi masowymi marszami. Nawet jeśli jacyś ludzie zostaną zabici podczas samego przełamywania [granicy]… ale dzięki ich poświęceniu Palestyńczykom uda się przekroczyć oddzielający płot i dotrzeć do ziemi, która jest okupowana od 1948 r., będzie to rozsądna cena do zapłacenia. Tysiące ofiar padło w wojnach bez [osiągnięcia] żadnych rezultatów politycznych… Tym razem śmierć będzie uzasadniona i będzie na rzecz znaczącego narodowego osiągnięcia”.”

Na stronach internetowych „Wielkiego Marszu Powrotu” publikowano szczegółowe mapy i informowano o odległości od granicy do izraelskich społeczności przygranicznych.

Podczas gdy rzekomi organizatorzy wzywali, by po wdarciu do Izraela nie używać przemocy, odbiorcy tych przekazów nie mieli złudzeń. Jeden z nich pod taką mapą pisał:

„Do każdego, komu uda się wedrzeć na naszą okupowaną ziemię: jest tam gruba ryba, czekająca na nas bardzo blisko — osiedle Be’eri, ulokowane 4–4,5 kilometra od wschodniej Gazy (na północ od obozu Al-Bureidż). Uważane jest za jedno z najbogatszych osiedli i mieszka w nim około 900 osadników. Można dotrzeć tam motocyklem w trzy lub cztery minuty, a szybkim biegiem w 15–20 minut”. W innym wpisie napisał: „Do całej młodzieży oporu, która nie zna strachu: wszystkie osiedla są blisko. Jeśli granica zostanie przełamana, zawierzcie Allahowi i nie bójcie się…”.

Dziś wiemy, że nie były to puste słowa. Kibuc Be’eri był jednym z ponad 20 miejsc zaatakowanych przez Hamas 7 października 2023 roku w południowym Izraelu. W ciągu kilkunastu godzin terroryści zabili ponad 130 mieszkańców kibucu, co stanowiło ponad 10% jego populacji. Mordy, gwałty i podpalenia. Zawierzyli Allahowi naprawdę.

MEMRI przekazywało tylko to, co na bieżąco pokazywał Hamas i jego sojusznicy w Gazie. Podsumowania dawały ONZ, Amnesty International i media. Wszystkie były dziwnie do siebie podobne. W polskim zaścianku było tych „podsumowań” bez liku. Dalia Mikulska, przedstawiająca się jako „pracowniczka humanitarna”, pisała na łamach „Kultury Politycznej” o „Bardzo długim marszu powrotu”:

„Choć zwieńczeniem trwających w Strefie Gazy protestów miał być 15 maja, czyli dzień Nakby (katastrofy), jak Arabowie określają powstanie Izraela, brutalna reakcja tego państwa dołożyła tylko kolejnych kamieni do palestyńskiej szali goryczy. Palestyńczycy demonstrujący pod hasłem Wielkiego Marszu Powrotu domagają się zniesienia blokady Gazy i prawa do powrotu do znajdujących się na terenie Izraela domów, które ich przodkowie zmuszeni byli opuścić w 1948 roku wraz z powstaniem państwa Izrael.”

Swoje „podsumowanie” ilustrowała własnoręcznie zrobionym zdjęciem muralu z Betlejem z gołąbkami pokoju i napisem: „Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?”.

Patrząc na świat z Dobrzynia nad Wisłą, mieliśmy wrażenie, że widzimy więcej.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com