Archive | 2023/01/14

Kogo i w jaki sposób chciałby zniszczyć ob. Kaczyński?

rys.Andrzej Markowski-Wedelstett


Kogo i w jaki sposób chciałby zniszczyć ob. Kaczyński?

Andrzej Koraszewski


Blisko dwugodzinne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z mieszkańcami Chojnic wywołało już mnóstwo komentarzy i jak się wydaje najbardziej poruszyła jego zapowiedź „zniszczenia tych ludzi”.

Całe jego godzinne wystąpienie (w drugiej części były pytania i odpowiedzi), poświęcone było pochwałom sukcesów zjednoczonej prawicy, demonizacji opozycji i straszeniu Niemcami. Dla socjologa nie jest istotne, co sam słyszy, ale próba odpowiedzi na pytanie, co właściwie usłyszeli ludzie, biorący słowa mówcy za dobrą monetę.

Oprócz obecnych na sali to spotkanie obejrzało w Internecie kilka dziesiątków tysięcy ludzi i sądząc z zamieszczanych przez Internautów komentarzy można mieć wrażenie, że większość była oburzona, niektórych śmieszył pokraczny język, jeszcze innych Kaczyński po prostu nudził.

Co usłyszeli inni? Usłyszeli, że PiS chce wyrównać warunki życiowe mieszkańców prowincji z warunkami ludzi z wielkich miast, usłyszeli, że PiS uporządkował finanse, bo wcześniej pieniądze publiczne były rozkradane, dowiedzieli się, że teraz jest tych pieniędzy więcej na ich sprawiedliwe rozdzielanie i na bardziej solidarną politykę państwa. Polityka poprzedników, mówił Kaczyński, „była polityką podporządkowania się Niemcom, a przy okazji Rosji”, Niemcy wykorzystują Unię Europejską, żeby zostać mocarstwem. Kaczyński przekonywał, że Niemcy, jako najsilniejszy kraj Unii, ustawiają wszystko dla własnych interesów i chcą mieć Polskę pod swoim butem.

Życzliwy Kaczyńskiemu słuchacz słyszał – „my nie chcemy być pod żadnym butem i to jest zasadnicza różnica między nami a naszymi przeciwnikami”. Zapewne wielu pomyślało, że trudno się z takim zdaniem nie zgodzić. Czy zauważyli manewr prezentowania opozycji jako nie-Polaków, zdrajców, kłamców, ludzi nieuczciwych? Trudno powiedzieć. Nikt nie protestował.

W tej krytyce Unii Europejskiej nie było konkretów, widzieliśmy konsekwentne granie na narodowych fobiach, przekonywanie, że po drugiej stronie są siły ciemności, a przegranie wyborów będzie oznaczać katastrofę dla zwykłych ludzi.

Strasząc możliwością sfałszowania wyborów przez opozycję Kaczyński zapowiadał nowelizację kodeksu wyborczego, zapewniał, że opozycja stosuje przemoc i podżega do awantur i przemocy, sądy są uwikłane w układach i wydają skandaliczne wyroki, gospodarka była wcześniej zdominowana przez ludzi z politycznymi koneksjami i dopiero PiS zaczął to porządkować i potrzebuje kolejnej kadencji, żeby doprowadzić sprawy do końca.

Retoryka konsekwentna i teoretycznie łatwa do przejrzenia. Populizm i demagogia to skuteczna broń dobrze znana od czasów starożytnych. Demonizowanie przeciwników politycznych przybiera dziś w wielu krajach podobne formy, jak w pierwszych dekadach ubiegłego wieku i podobnie jak wówczas trafia na podatny grunt.

Niektórzy twierdzą, że podatność na teorie spiskowe jest wielkością stałą, że wręcz jest to bardziej kwestia osobowości niż poziomu wykształcenia. Jednak zdaniem historyka średniowiecza i ruchów milenijnych, Richarda Landesa, ta podatność ma charakter falowy i czasami przybiera postać zbiorowego obłędu.

Jest gorzej: odwołująca się do demagogii tyrańska władza, podkręcając oparty na teoriach spiskowych radykalizm, siłą rzeczy radykalizuje opozycję, co może redukować do zera możliwości parlamentarnego rozstrzygania sporów. Kaczyński przedstawiał swoich politycznych przeciwników jako ludzi niezdolnych do dialogu.

– Tacy ludzie są – mówił – i oni występowali nawet w najcięższych sytuacjach, nawet w czasach drugiej wojny światowej. Wszyscy, którzy choćby trochę znają historię o tym wiedzą. Tacy ludzie dzisiaj są zaangażowani w to, żeby Polskę właśnie poprzez tę metodę prowadzenia walki politycznej degradować, żeby wprowadzać do życia publicznego przemoc. – Rzucanie kamieniami, przepraszam, że tak mówię, ale zwykłe chamstwo. Żeby sprowadzać nasze społeczeństwo do poziomu lumpenproletariatu, to jest cel tych ludzi. Osiem gwiazdek, to słowo na “w”, które było tak słyszane w pewnym momencie i ciągle jest słyszane. Otóż to jest właśnie tego rodzaju akcja, Polska nie może być silnym narodem, nie może mieć silnego państwa, bo to się nie podoba naszym sąsiadom. Otóż nie! Będziemy mieli silne państwo i zniszczymy tych ludzi.

Konstrukcja tego akapitu, w kontekście całego, godzinnego przemówienia nie pozostawia wątpliwości, że jest to odrzucenie parlamentaryzmu i świadome pchanie do konfrontacji.

Spotkanie było dobrze wyreżyserowane, nie tylko ze starannie dobraną publicznością, ale również z klakierami i (prawdopodobnie) również z ostatnim człowiekiem, któremu na prośbę Kaczyńskiego pozwolono zadać pytanie, a który tak się dziwnie złożyło, chciał się poskarżyć na niesprawiedliwy wyrok sądu i dobry prezes poprosił o przekazanie mu papierów z sądu.

Na odśpiewane na hasło zapiewajły końcowe „sto lat”, prezes Kaczyński ukłonił się jak aktor na scenie i powiedział, że nic z wielkich sukcesów, o których mówił, nie byłoby możliwe bez wkładu jego brata, który jak wszyscy wiedzą, zginął tragicznie.

Obawiam się, że ten objazdowy teatr pana Kaczyńskiego może być bardziej skuteczny niż wielu sądzi.



Picturing a Lost World

Picturing a Lost World

CAROL UNGAR


As the documentary ‘Three Minutes’ brings a Polish town’s Jewish pre-Holocaust history into focus, a Yizkor book helped me imagine life in my parents’ Romanian hometown.
.

A still from ‘Three Minutes: A Lengthening’FAMILY AFFAIR FILMS, US HOLOCAUST MEMORIAL MUSEUM/SUPER LTD

Who were the 6 million?

Who were the European Jews—from the towns my parents called home—who died in the Holocaust? What were their lives like? Their dreams, hopes, disappointments? What did they even look like before they were turned into concentration camp skeletons or heaps of ash?

As a child of survivors, these questions have rattled around in my head for decades. I never expected to find answers.

Then I learned about Bianca Stigter’s new documentary, Three Minutes: A Lengthening (now streaming on Hulu), with its miraculous display of three minutes of footage frozen in time from a Jewish, Eastern European town before Hitler destroyed it. The three minutes were filmed by an amateur who had no idea that his home movie would one day become a historical treasure. The American, a garment manufacturer on a visit to his birthplace, used a then cutting-edge innovation—Kodachrome—to capture the Jews of the small Polish town of Nasielsk.

With few exceptions, most notably Roman Vishniac’s work, we don’t get many glimpses into that now-destroyed world. My own parents wouldn’t or couldn’t evoke that world in stories. Their wounds were still too raw to risk reopening.

They also lacked physical objects to tell the story of that time and place. As deportees—my father to a labor camp, and my mother to Auschwitz—my parents lost nearly everyone and everything, including scrapbooks, letters, and photo albums. My father didn’t even have a photo of his mother. The dearth of belongings made it seem as if the world they came from never existed. This shocking reality was not uncommon.

“Now,” Morry Chandler, a Holocaust survivor who appears in the original footage as a 13-year-old boy, quips in Three Minutes, “my children will know that I’m not from Mars.”

My parents weren’t from Nasielsk but their hometowns in the part of Romania known as Transylvania shared the same traditional Ashkenazi cultural milieu. That’s why I reckoned that seeing prewar Nasielsk would be the closest I’d ever get to viewing their home communities during their prewar glory. And it was. The people on the screen in their 1930s clothing—some of them laughing, some smiling, some just staring—look so real that I can almost imagine them as neighbors.

In her film, Stigter reveals the physical world around those frames—even the species of trees that skirt the edge of the frame—but there’s not enough focus on the people. Though Glenn Kurtz, the grandson of the filmmaker on whose memoir the film is based, devoted years to locating the people in the clip, he only succeeded in identifying a small number of them. Most are gone forever, not buried in graves, their names lost to history. That is tragic, of course, and the ultimate humiliation. But did everyone experience that?

To my surprise, the people of my mother’s town, Satmar, left an alternatively lively and wrenching record of themselves and their prewar lives in their Yizkor book.

Yizkor books are memorial volumes compiled by survivors to remember their prewar communities. Written by the survivors themselves, these books describe daily life through essays and photographs, sometimes including short biographies of the dead.

Nasielsk has a book, published in 1953, that evokes a typical Jewish town with its Talmudists, Bundists, Zionists, even a small Yiddish theater, but the book is short. Too short. It doesn’t allow us to know the 3,500 Jews who called Nasielsk home.

In contrast, the Yizkor book from Satmar—bound in dark blue and gold, like a volume of the Talmud—is long and detailed, providing a comprehensive history of the town along with a bit of its unique flavor.

As my mother told me during our Shabbos afternoon walks when I quizzed her incessantly, pulling her history out of her almost by force, prewar Satmar had been lively and diverse. A relatively big town, Satmar was home to 14,000 Jews, most of whom didn’t survive the war. Satmar’s Jews included Hasidim (both Satmar and various other kinds), other Orthodox Jews, and nonobservant assimilated Jews. As in Nasielsk, the overwhelming feeling was deeply Jewish: Life proceeded to the steady beat of the Jewish calendar.

Most of the men worked as shopkeepers, craftsmen, or day laborers, many of them struggling financially. A few owned factories, producing everything from soda pop to chocolate to eye covers for the non-Jewish dead. Satmar also boasted a state-of-the-art Jewish hospital and a Jewish-owned bank called Casa Nostra (no Mafia affiliations), as well as 26 synagogues and at least a half-dozen yeshivas.

Satmar’s best-known resident was Reb Yoelish, Rabbi Joel Teitelbaum, the spiritual father of the Satmar Hasidic dynasty, the world’s largest. While the Rebbe was revered for his personal piety and scholarship, his famously virulent anti-Zionism wasn’t shared by all. My grandmother had been Zionist enough to name her firstborn after Theodor Herzl—tragically, he died as an infant. The Yizkor book commends my grandmother for her acts of charity, these words being the only epitaph for her; like most Holocaust victims, she has no grave. For me—her granddaughter who never knew her but bears her name—this is the most meaningful part of the book.

Another Satmar Zionist, candy store owner Isaiah Lazer, spoke Hebrew at home and sported a beard that resembled Herzl’s, in preparation for an aliyah that tragically never took place. And Satmar had a beating Jewish heart. Nearly everyone seemed to occupy some sort of voluntary post either as a burial society member, a synagogue gabay, prayer leader, Torah reader, Torah teacher, or officer in either the Orthodox or “status quo” kehillah, a uniquely Hungarian denomination straddling the boundaries of modern Orthodoxy and the Conservative movement.

The mini-bios in the Yizkor book point out personal quirks: Mordechai Lefkowitz, a businessman who sat on the governing boards of the chevra kadisha, the Talmud Torah, and the kehillah, is recalled as having been “short in stature but long on good deeds.” Torah scholar Shlomo Yehuda Brach is remembered for his pleasant personality, as well as the long pipe he smoked.

The book also recounts the tale of Reb Yaakov Fischer Kapelybaci; his nickname means “uncle yarmulke,” a poor and elderly Jew who, when arrested by the Nazis, reported his age as 2 weeks old due to an Amelia Bedelia-like mistaken word choice in Hungarian. Because of this, he was freed, and his story provided the hard-pressed Jews of Satmar with much-needed comic relief.

Also included is Yehuda Stern’s darkly humorous suicide note—one of a tiny minority of Jews who took their own lives. “In Berlin,” he writes, as if from beyond the grave, “Hitler rose to power, and I escaped Berlin to Vienna. In 1938 he followed me there, so I escaped to Budapest. In March 1944, he chased me to Budapest to I escaped to Satmar. From there, I escaped to the place where I am now. This time I hope he follows me.”

Unlike the Nasielskers, the people of Satmar remain faceless—the book doesn’t have many photographs—but the word portraits bring the dead back to life. Their stories of devotion, voluntarism, and an ability to laugh in the darkest of times transform them from dead strangers into role models for life.


Carol Ungar’s writing has appeared in NextAvenue, Forbes, NPR, the Jerusalem Post Magazine, and Fox News. She also leads memoir writing workshops on Zoom.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Shocking Indictment’: New Report Finds Pervasive Antisemitism in UK National Union of Students

‘Shocking Indictment’: New Report Finds Pervasive Antisemitism in UK National Union of Students

Dion J. Pierre


Illustrative Anti-Israel protest in London in June 2021. Credit: Loredana Sangiuliano/Shutterstock.

Jewish student members of the National Union of Students (NUS), which represents over seven million university students in the UK, have experienced antisemitism from the organization’s left-wing pro-Palestinian activists, according to a new report.

The report, released on Thursday and commissioned by the NUS, claims that a fixation on the Israeli-Palestinian conflict in the organization has caused “considerable alienation of Jewish students” as well as antisemitism that was never properly addressed by its leaders.

“The antisemitism which has been experienced has not been limited to Israeli-related examples such as holding Jewish students responsible for the acts of the Israeli state or comparing Israeli policy to Nazism, but has also seen the employing of ancient antisemitic tropes, from blood libels to Rothschild conspiracies,” the report, written by independent lawyer Rebecca Tuck said.

NUS has long been dogged by accusations of prevalent antisemitism throughout its organizing structure.

In November NUS removed president Shaima Dallali after finding her guilty of antisemitism and other misconduct. In announcing the removal, the first in the organization’s 100 year history, NUS apologized for “the harm that has been caused” and pledged to “rebuild the NUS in an inclusive way — fighting for all students as we have done for the past 100 years.”

Dallali’s tenure at NUS teemed with controversy ever since Jewish student rights groups discovered tweets in which she called Hamas critics “Dirty Zionists” and quoted the battle cry, “Khaybar, Khaybar o Jews, the army of Muhammad will return,” a reference to the Battle of Khaybar in 628 that resulted in a massacre of Jews.

Dallali has also praised the extremist Islamic preacher Yusuf al-Qaradawi, who supports Palestinian suicide bombers and is banned from visiting four western countries and regarded as a terrorist by several Arab states, including Saudi Arabia, Bahrain, and the United Arab Emirates.

Prior to the Dallali’s firing, the UK government suspended its relations with NUS and cut its funding.

The report cited dozens of examples of antisemitic incidents alleged by Jewish students, many of which occurred at NUS conferences. Students reported incitement of violence against Israeli civilians, the spreading of conspiracy theories about Mossad’s rumored role in the Union of Jewish Students (UJS), and opposition to a motion proposing observance of Holocaust Memorial Day.

Tuck also noted that a core principle of NUS’ progressive culture is the idea that minority groups “define the terms of their oppression,” making it less likely that choosing not to use the IHRA definition, which NUS adopted in 2017, will improve the organization’s relationship with Jewish students going forward. She also acknowledged that “Zionist” is used as a slur in place of “Jew”, with the “insult or discriminatory message still being administered.”

The report recommended exhaustive vetting of candidates for office, antisemitism training, and the hiring of a “facilitator” to mediate conversations about the Israeli-Palestinian conflict, a subject she anticipates “will be the subject of student activism, as has been the case for decades.”

“The conclusion of the report is clear: for the past 17 years NUS has systematically created an environment that was hostile to Jewish students and it continuously ignored any calls for action,” the European Jewish Union of Students said in a statement on Thursday. “Now, we call on the National Union of Students to implement the changes and recommendations outlined in the report, and to continue working with UJS to ensure that Jewish students feel included and welcomed in the student movement.”

Another nonprofit, the Community Security Trust, based in Jerusalem, described Tuck’s report as a “shocking indictment of NUS. It is time for NUS to force antisemitism out of its movement once and for all.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com