Archive | January 2019

Dwóch izraelskich pilotów wojskowych przeżyło koszmar na wysokości 9 kilometrów

W locie odpadła osłona kabiny i uderzył lodowaty huragan. Nagranie z kokpitu

Maciej Kucharczyk


Fot. Alexey Goral/Wikipedia CC BY-SA 3.0

Dwóch izraelskich pilotów wojskowych przeżyło koszmar na wysokości 9 kilometrów. Z nieznanych przyczyn odpadła osłona kabiny ich myśliwca F-15. Na opublikowanym przez izraelskie wojsko nagraniu dźwięku z maszyny słychać, jak zmagają się z huraganowym wiatrem i upewniają się nawzajem, czy jeszcze żyją.

Do wypadku doszło w minionym tygodniu podczas lotu szkoleniowego na dwumiejscowej wersji myśliwca F-15D. To wariant treningowy. Z przodu siedzi szkolący się pilot, a za nim instruktor, który też może pilotować maszynę.

Według oświadczenia izraelskiego wojska, do wypadku doszło na wysokości 9 kilometrów. Na zewnątrz było około – 45 stopni Celsjusza. Nie podano z jaką prędkością poruszała się maszyna, musiało to być jednak kilkaset kilometrów na godzinę.

Z nieznanych przyczyn odpadła owiewka, czyli przeźroczysta osłona kokpitu wykonana z pleksiglasu. Piloci zostali gwałtownie wystawieni na huraganowy wiatr, silny mróz i rozrzedzone powietrze nie nadające się do normalnego oddychania. Samolot miał też wpaść w ostre turbulencje z powodu nagłej utraty opływowej sylwetki.

Minuta pełna emocji

Na opublikowanym nagraniu słychać w tym momencie gwałtowny huk, wycie wiatru i krzyki pilotów. Nie jest jasne, który siedział z przodu, a który z tyłu. Słychać jednak jak nawołują się przez interkom i sprawdzają, czy żyją i są cali. W tym czasie najpewniej pilot kontrolujący maszynę wprowadził ją w nurkowanie, żeby szybko zmniejszyć wysokość. Słychać też sugestię drugiego, aby jeszcze zwolnić.

Po upewnieniu się, że maszyna jest sprawna i nie doszło do jakiejś awarii systemu ratunkowego (stąd pytanie jednego pilota do drugiego czy jego fotel jest na miejscu), piloci skierowali się do najbliższej bazy, gdzie lądowali awaryjnie. Według oświadczenia wojska, obu nic się nie stało. Zostali pochwaleni za zachowanie zimnej krwi i poradzenie sobie w trudnej sytuacji.

Według izraelskiego wojska, dotychczas przytrafiły się tylko dwa takie incydenty w całej flocie F-15. Raz w 2004 roku w izraelskiej maszynie a drugi raz w 2014 roku w amerykańskiej. Teraz Izraelczycy zawiesili wszystkie loty treningowe na F-15, do czasu ustalenia przyczyn wypadku.

Piloci w kokpicie F-15E z normalnie zamkniętą owiewką, widoczni z pokładu latającego tankowca Fot. USAF

Można też bez skrzydła

Izraelskie F-15D mają pecha do niecodziennych wypadków i szczęście do opanowanych pilotów. Najgłośniejszy incydent miał miejsce w 1983 roku, kiedy w wyniku zderzenia podczas symulowanej walki z innym samolotem, F-15D stracił całe prawe skrzydło. Pilot Zivi Nedevi wykazał się jednak mistrzostwem w pilotażu i zdołał posadzić okaleczoną maszynę na ziemi.

Udało mu się to dzięki konstrukcji F-15, który ma stosunkowo małe skrzydła w porównaniu do kadłuba. Ten ostatni okazał się generować dość siły nośnej, aby w połączeniu z dużą mocą silników dało się opanować okaleczoną maszynę i wykonać lądowanie awaryjne. Pilot zorientował się czego udało mu się dokonać, dopiero kiedy po wylądowaniu uniósł się ze swojego fotela i odwrócił się do siedzącego z tyłu instruktora, aby uścisnąć mu rękę. Wówczas dostrzegł, że z prawego skrzydła zostało kilka metalowych strzępów.

Ten konkretny F-15 został wyremontowany i po kilku miesiącach znów był wykorzystywany do szkolenia. Dzisiaj stoi w muzeum.

Izraelski F-15D po wylądowaniu bez skrzydła Fot. IAF

W 2011 roku izraelskie lotnictwo opublikowało natomiast nagranie awaryjnego lądowania po wleceniu startującego F-15D w stado pelikanów. Ptaki wpadły do obu silników, które został uszkodzone i wyłączyły się. Z jednego wystrzeliły płomienie. Załoga zdołała zawrócić i w ciągu minuty awaryjnie wylądowała.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TSKŻ – Trzecia edycja projektu „Scena Muzyczna Klubokawiarni Babel”

Trzecia edycja projektu „Scena Muzyczna Klubokawiarni Babel”



Miło nam poinformować, że już po raz trzeci mamy możliwość realizacji projektu „Sceny Muzycznej Klubokawiarni Babel”, który składa się z cyklu 12 koncertów.

Na pierwszy w tym roku koncert zapraszamy 20 stycznia o godz.16:00
„Lirycznie i na wesoło” – program poetycko muzyczny. Występują: Joanna Stefańska– Matraszek, Barbara i Jacek Bursztynowicz oraz Janusz Tylman.

Najpiękniejsze utwory Juliana Tuwima, Icyka Mangera, Hemara czy Antoniego Słonimskiego zaprezentują: Barbara Bursztynowicz oraz jej mąż Jacek Bursztynowicz; na scenie aktorom towarzyszyć będzie Joanna Stefańska Matraszek – sopranistka i solistka Warszawskiej Opery Kameralnej i Janusz Tylman – wybitny pianista i kompozytor. Artyści, utworami najznamienitszych kompozytorów pochodzenia żydowskiego, wzbogacą i uatrakcyjnią prezentowany program.

Wstęp wolny
Zrealizowano dzięki dotacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji

Więcej informacji znajduje się tutaj

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Linda Sarsour: The Prophet Muhammad – a Human Rights Activist

U.S. Political Activist Linda Sarsour: The Prophet Muhammad Was a Human Rights Activist

  MEMRI TV Videos



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Co byłoby, gdyby nie było wojny sześciodniowej?

Palestyna: Co byłoby, gdyby nie było wojny sześciodniowej?

Martin Sherman
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska



Jeśli ”Zachodni Brzeg” do 1967 roku był częścią ”Królestwa Haszymidzkiego”, w jaki sposób stał się nagle wytęsknioną ojczyzną Palestyńczyków, którą do tego momentu byli ulegle gotowi oddać obcemu potentatowi?

Od czasów dra Goebelsa [szefa nazistowskiej machiny propagandowej] nie było wypadku, w którym nieustanne powtarzanie kłamstwa przyniosło tak wielkie owoce… Ze wszystkich palestyńskich kłamstw nie ma większego kłamstwa niż to, które wzywa do założenia oddzielnego państwa palestyńskiego na Zachodnim Brzegu … – Z artykułu Palestyńskie kłamstwa zamieszczonego w „Ha’aretz”, 30 lipca 1976, autorstwa byłego ministra edukacji z ramienia Meretz, partii skrajnej lewicy, profesora Amnona Rubinsteina.

Teraz, kiedy zbliżają się nowe wybory, ”palestyński problem” prawdopodobnie raz jeszcze zajmie wiele miejsca w międzypartyjnej (i wewnątrzpartyjnej) debacie. Ta debata jest właściwie zbędna. W końcu, prosty eksperyment umysłowy wystarcza do zdarcia zasłony kłamstwa okrywającego palestyńskie pretensje wobec Izraela.

Wyobraź sobie na moment…

Dla pokazania tego, wyobraź sobie na moment, że wojny sześciodniowej 1967 roku, kiedy kilka armii arabskich zgromadziło swoje siły z nieskrywanym zamiarem unicestwienia Izraela, nigdy nie było.

Wyobraź sobie, że Izrael nie był zmuszony do prewencyjnego uderzenia, by udaremnić otwarcie proklamowany przez Arabów cel totalnego ludobójstwa, którego skutkiem było przejęcie Judei i Samarii (zwanych „Zachodnim Brzegiem”) – o których Palestyńczycy utrzymują teraz, że tam jest ich wytęskniona ojczyzna.

A potem zapytaj siebie: gdyby nie było tej wojny, gdzie byłaby ”Palestyna”?

Przecież, gdyby nie ta wojna, ”Zachodni Brzeg” nie dostałby się pod izraelską administrację.  Z pewnością więc Palestyńczycy nie mieliby żadnych pretensji do państwa żydowskiego i nie byłoby oskarżeń Izraela o „okupowanie palestyńskich ziem” i wywłaszczanie „Palestyńczyków” z ich „ojczyzny”.

Niestety, tak nie jest. Oskarżenia o „okupowanie” palestyńskiej ziemi i wywłaszczenie Palestyńczyków było szeroko rozpowszechniane na długo zanim Izrael sprawował kontrolę choćby nad centymetrem „Zachodniego Brzegu”.

Już 8 marca 1965 roku, ponad dwa lata przed wojną sześciodniową, Gamal Abdel Nasser, prezydent Egiptu, ogłosił swój mrożący krew w żyłach zamiar:

“Nie wejdziemy do Palestyny z ziemią pokrytą piaskiem, wejdziemy do niej z ziemią przesyconą krwią”.

Ale o jakiej ”Palestynie” mówił? Z pewnością nie o „Zachodnim Brzegu” i Gazie, które były odpowiednio pod panowaniem jordańskim i egipskim? Mogło chodzić jedynie o terytorium Izraela w granicach sprzed 1967 r. – tych właśnie granicach, do których obecnie naciska się na Izrael, by do nich powrócił w celu zapewnienia… pokoju.

Podobnie barbarzyńskie zamiary wyrażał Ahmad Szukajri, poprzednik Jasera Arafata na stanowisku przewodniczącego OWP. Na kilka zaledwie dni przed wybuchem wojny sześciodniowej, w przedwczesnym zachwycie oczekiwanym triumfem, przechwalał się:

“Nadchodzi D Day. Arabowie czekali na to 19 lat i nie powstrzymają się przed wojną o wyzwolenie…”

Groził złowieszczo:

“To jest walka o ojczyznę – albo my, albo Izraelczycy. Nie ma pośredniej drogi… Zniszczymy Izrael i jego mieszkańców, a jeśli chodzi o tych, co przeżyją – jeśli jacykolwiek będą – statki są gotowe, by ich deportować”.  

Efemeryczna “ojczyzna

Także tutaj użycie słów ”wyzwolenie” i ”ojczyzna” przez Szukajriego wiele mówi… i demaskuje obecne roszczenia palestyńskie.

Ostatecznie przecież, najwyraźniej te słowa nie odnosiły się do „Zachodniego Brzegu” ani Strefy Gazy, ponieważ oba te terytoria były pod rządami arabskimi i z pewnością nie były uważane za „ojczyznę”, ku której kierowały się palestyńskie wysiłki „wyzwolenia”.

Prawdziwe znaczenie tych określeń wyłania się z wielką jasnością z tekstu pierwotnej wersji Palestyńskiej Karty Narodowej  – sformułowanej w 1964 roku, na całe trzy lata zanim ”Zachodni Brzeg” dostał się pod izraelską administrację.

Artykuł 16 tej Karty stanowi:

“Wyzwolenie Palestyny… [jest] wymuszone koniecznością samoobrony” i „lud palestyński oczekuje [międzynarodowego] poparcia… w przywróceniu legalnej sytuacji w Palestynie… i umożliwieniu jej ludności sprawowania narodowej suwerenności i wolności”.   

Ale Artykuł 24 określa wyraźnie, co nie było włączone w ”ojczyznę” ”Palestyny” i gdzie nie starano się o sprawowanie suwerenności. Istotnie, w sposób jednoznaczny wyrzeka się palestyńskich roszczeń do

“jakiejkolwiek terytorialnej suwerenności na Zachodnim Brzegu w Haszymidzkim Królestwie Jordanii i w Gazie”.  

Trudno wyobrazić sobie bardziej autorytatywne źródło do zdemaskowania fałszywego palestyńskiego twierdzenia, że ”Zachodni Brzeg” i Gaza stanowią ich ”prastarą ojczyznę”.

Anormalny ”naród”?

To, oczywiście, tworzy niezwykle anormalną sytuację, w jakiej znajdujemy się dzisiaj.

Z jednej strony Palestyńczycy utrzymują, że są gotowi zrezygnować z całego terytorium, o którym twierdzili, że jest ich „ojczyzną” przed 1967 r., a z drugiej, uparcie żądają na swoją „ojczyznę” po 1967 r. całkowicie innego terytorium, które explicite wyłączyli ze swoich poprzednich żądań ojczyzny.

Trudno byłoby znaleźć jakikolwiek historyczny precedens takiej dramatycznej metamorfozy wyobrażonej ”ojczyzny”, gdzie nie ma nałożenia się choćby jednego centymetra kwadratowego między pierwotnie żądanym terytorium, a tym, którego żąda się zaledwie kilka lat później.

To nie jest błaha sprawa. Bowiem poczucie patriotyzmu jest poczuciem przynależności, nieodłącznie związanym z geograficznymi miejscami w ojczyźnie, gdzie działy się wielkie wydarzenia, które zrodziły wyraźną, narodową, historyczną pamięć i w konsekwencji spójną narodową tożsamość.

Jeśli jednak takie tworzące naród miejsca były ulokowane w Palestynie sprzed 1967 r., jakie mogłyby być takie miejsca w Palestynie po 1967 r., który tworzyłyby poczucie narodowe – jako że sami Palestyńczycy przyznali, że do 1967 r. to terytorium nie stanowiło części ich ojczyzny? W rzeczywistości, jeśli „Zachodni Brzeg” był do 1967 roku „Królestwem Haszymidzkim”, to w jaki sposób nagle stał się wytęsknioną przez Palestyńczyków ojczyzną, którą do tego momentu byli ulegle gotowi oddać obcemu potentatowi?

“Wyzwolenie ojczyzny” znaczy “unicestwienie Izraela”

Najwyraźniej więc aspiracje Palestyńczyków nie mają nic wspólnego z przywiązaniem do ziemi, ale wszystko z oddzieleniem Żydów od ziemi – to jest, wygnaniem Żydów z każdej części ziemi między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym.

Istotnie, także kiedy Izrael był w granicach sprzed 1967 r., na długo zanim dzisiejsze rzekome „podstawowe przyczyny konfliktu” (tj. „okupacja” i „osiedla”) były częścią dyskursu, a tym mniej faktami, potępiano Izrael jako kolonialne, faszystowskie, ekspansjonistyczne mocarstwo.

Według Artykułu 19 Karty:

“Syjonizm jest ruchem kolonialnym w swoim powstaniu, agresywnym i ekspansjonistycznym w celach, rasistowskim w konfiguracji i faszystowskim w środkach i dążeniach. Izrael, jako szpica tego destrukcyjnego ruchu i filar kolonializmu jest trwałym źródłem napięć i zawieruchy na Bliskim Wschodzie”.

Te implikacje sprzed 1967 roku są wyraźne. Aby usunąć trwające „napięcia i zawieruchę” w regionie, trzeba usunąć ich „źródło” – Izrael.

Wyraźnie zatem jedynym wyobrażalnym tłumaczeniem na zwykły język słów ”wyzwolenie ojczyzny” musi być ”unicestwienie Izraela”.

Zaprzeczanie wszystkim związkom między Żydami a ”Palestyną”  

Palestyńska Karta Narodowa z 1964 roku została zastąpiona wersją z 1968 roku, która, pod pozorem ”wyzwolenia Palestyny” kontynuowała propagowanie zniszczenia Izraela jako niezbędny warunek pokoju na Bliskim Wschodzie – w krzycząco otwartych słowach.

Artykuł 22 stwierdza, że

“wyzwolenie Palestyny zniszczy syjonistyczną i imperialistyczną obecność i przyczyni się do zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie”.  

Jakiekolwiek myśli, że chodzi tu o ”okupowane terytoria” po 1967 roku szybko rozwiewa Artkuł 19, który oznajmia:

“Podział Palestyny w 1947 r. i założenie państwa Izrael są całkowicie nielegalne, niezależnie od upływu czasu…”

Artykuł 20 zanurza się jeszcze głębiej w historię – cofając się do 1917 roku – by odmówić prawa do żydowskiej państwowości w jakiejkolwiek części Ziemi Świętej:

“Deklaracja Balfoura, system Mandatu Palestyńskiego i wszystko, co na nich opiera się, są uważane za nieważne. Roszczenia historycznych i duchowych związków między Żydami a Palestyną nie zgadzają się z faktami w historii i pojęciem tego, co stanowi o państwowości”.

“Palestyna” jest tam, gdzie są Żydzi.

Tak więc, wracając do naszego eksperymentu myślowego i zadanego pytania: gdyby nigdy nie było wojny sześciodniowej 1967 roku i gdyby ”Zachodni Brzeg” pozostał pod rządami  Królestwa Haszymidzkiego, gdzie byłaby ”Palestyna”?

Nieunikniona odpowiedź brzmi: tam, gdzie są Żydzi …

Czy można mieć nadzieję, że ta prosta prawda wpłynie na postawy w następnych izraelskich wyborach?


Martin Sherman – Przez wiele lat był w armii. Pracował nastepnie jako doradca Yitzhaka Shamira, od ponad 20 lat jest wykładowcą na wydziale nauk politycznych i stosunków międzynarodowych na uniwersytecie w Tel Awiwie, jest stałym współpracownikiem “Jerusalem Post”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


82 seconds of terror at Brussels’ Jewish museum

82 seconds of terror at Brussels’ Jewish museum

CLÉMENT ZAMPA


Frenchman Mehdi Nemmouche goes on trial Thursday for the calm, calculated murder of four people on May 24, 2014

A Jewish boy standing with flowers in front of an Israeli flag and flowers laid outside the Jewish Museum in Brussels, where a deadly shooting took place two days before, May 26, 2014. (AFP/Belga/Anthony Dehez)

BRUSSELS, Belgium (AFP) — A shadow creeps behind two visitors just inside the Jewish museum in Brussels. A man emerges, arm extended as he fires a pistol into their necks.

The first bullet kills Emanuel Riva, the second, his wife Miriam, with the couple dropping to the floor in a ghoulish scene captured by the museum’s security cameras.

Neither Israeli tourist sees the shooter coming as they are engrossed in the museum’s prospectus.

They are the first of four people to die in the museum attack on May 24, 2014. Charged with those murders, Frenchman Mehdi Nemmouche goes on trial in Brussels on Thursday.

Dressed in a blue jacket with a cap on his head, the shooter then walks resolutely up to the reception desk and accosts a young employee, firing a bullet into his forehead.
Pictures released on June 1, 2014, shows the then-29-year-old suspected terrorist Mehdi Nemmouche. (AFP)

Alexandre Strens, 26, dies of his injuries two weeks later.

In a small room nearby a woman curls up in panic behind her desk. The gunman fires at her but misses so he takes an assault rifle out of one of the two bags he brought with him.

The door locks automatically before he opens fire and he kicks it open. He walks toward her, fires three shots, two of them into her head.

Collapsing under her desk, Dominique Sabrier, a French volunteer in her sixties, becomes his fourth victim.

The gunman tucks away his weapon and leaves the museum without a word. Witnesses say he left the scene calmly before melting into the crowd on that spring Saturday afternoon.

Investigators say the four murders took only 82 seconds. The shooter fired a total of 13 shots, five from his handgun and eight from the Kalashnikov rifle.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com