Archive | April 2019

TAK TERAZ POSTĘPUJĄ UCZCIWI LUDZIE…

„TAK TERAZ POSTĘPUJĄ UCZCIWI LUDZIE… POLACY Z WILEŃSZCZYZNY RATUJĄCY ŻYDÓW”

ŻIH


W połowie marca 2019 roku, z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wilnie, ukaże się na Litwie dwujęzyczna książka pt. „Tak teraz postępują uczciwi ludzie… Polacy z Wileńszczyzny ratujący Żydów”, autorstwa Ilony Lewandowskiej ze zdjęciami Bartosza Frątczaka. Premierowe spotkanie odbędzie się 14 marca 2019 roku o godz. 18.00 w Centrum Tolerancji Państwowego Muzeum Żydowskiego im. Gaona Wileńskiego w Wilnie. Żydowski Instytut Historyczny jest jednym z patronów publikacji.

Podstawą książki Ilony Lewandowskiej są rozmowy. Pierwszą część stanowią wywiady z ludźmi, którzy swoją pracę badawczą poświęcili analizie Holokaustu lub upamiętnieniu tych, którzy ratowali Żydów. Ma to służyć uzyskaniu jak najpełniejszego obrazu dramatycznych wydarzeń okresu wojny. O historii Holokaustu na Litwie, jego lokalnych uwarunkowaniach oraz próbach rozliczenia się Litwy z trudną historią wojny i okupacji autorka rozmawiała z dr. Arūnasem Bubnysem, litewskim historykiem, dyrektorem Departamentu Badawczego Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy. Dr Marcin Urynowicz, historyk i pisarz związany z działem badawczym Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawił sytuację Polaków w czasie okupacji i konsekwencje związane z ukrywaniem Żydów, a także kryteria przyznawania tytułu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Danutė Selčinskaja, kierowniczka Wydziału Wiecznego Upamiętnienia Ratujących Żydów Państwowego Muzeum Żydowskiego im. Gaona Wileńskiego zwróciła uwagę m.in. na trudności w zdobywaniu informacji na temat pomocy, jakiej udzielano Żydom w czasie wojny na Litwie, omówiła także aktualny stan badań i zbiorów archiwalnych.

Druga część książki koncentruje się wokół kilkunastu przejmujących historii rodzinnych, które, mimo że wydarzyły się przeszło 70 lat temu, nadal żyją nie tylko w pamięci świadków, ale także w świadomości kolejnych pokoleń. Bazując na dostępnych źródłach i dokumentach, rozmowach z ukrywanymi oraz rodzinami Sprawiedliwych, autorka wybrała 11 historii rodzinnych i jednego bohatera zbiorowego – Kościół katolicki.

Wzruszającym tekstom Ilony Lewandowskiej, wzbogaconym o materiały archiwalne otrzymane od rodzin Sprawiedliwych oraz z archiwum Państwowego Muzeum Żydowskiego im. Gaona Wileńskiego, towarzyszą przejmujące fotografie autorstwa Bartosza Frątczaka. Portretuje on ocalonych, rodziny osób ratujących Żydów, ale dokumentuje także znikające ślady niezwykle bogatego żydowskiego życia na ziemiach litewskich.

Premiera książki odbędzie się 14 marca 2019 roku o godz. 18:00 w Centrum Tolerancji Państwowego Muzeum Żydowskiego im. Gaona Wileńskiego w Wilnie. Wezmą w nim udział autorka Ilona Lewandowska, autor zdjęć Bartosz Frątczak, inicjator i wydawca, dyrektor Instytutu Polskiego Marcin Łapczyński, a także zaproszeni goście: dr Marcin Urynowicz z Instytutu Pamięci Narodowej, dr Arūnas Bubnys z Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy oraz Danutė Selčinskaja, kierowniczka Wydziału Wiecznego Upamiętnienia Ratujących Żydów Państwowego Muzeum. Spotkanie poprowadzi Donatas Puslys.

Spotkanie uzupełni wystawa prezentująca historie opisane w książce. Wieczór uświetni występ aktorki Jovity Jankelaitytė, która wykona kilka pieśni żydowskich w języku jidysz. Spotkanie odbędzie się w języku polskim i litewskim z tłumaczeniem symultanicznym. Wstęp wolny.

Żydowski Instytut Historyczny jest jednym z patronów publikacji.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The rediscovery of Ulrich Alexander Boschwitz’s The Traveler in Germany

“Life is forbidden to us … do you want to comply with that?”: The rediscovery of Ulrich Alexander Boschwitz’s The Traveler in Germany

Clara Weiss


Der Reisende, by Ulrich Alexander Boschwitz, edited by Peter Grad. Klett-Cotta 2018. 303 pages. All translations from the German are by the reviewer.

In early 2018, the German publisher Klett-Cotta released, for the first time in the original German, The Traveler (Der Reisende), by the writer Ulrich Alexander Boschwitz (1915-1942), who was driven into exile by the Hitler regime.

Polish Jewish deportees expelled from Germany on October 27-28, 1938, in Zbąszyń © Yad Vashem Photo Archives

The novel was written over the course of a few weeks in November 1938. It is a remarkable literary work treating the situation in Nazi Germany in the wake of the so-called Kristallnacht (The Night of the Broken Glass), the murderous anti-Semitic pogrom of November 9-10, 1938. The book resonates powerfully today amid a global refugee crisis and resurgence of far-right forces.

The protagonist of The Traveler is Otto Silbermann, a German-Jewish businessman who fought in World War I. Like an entire layer of German Jews who had been thoroughly assimilated culturally and formed part of the country’s middle or upper class, Silbermann identifies entirely as a German. His existence is shattered by Kristallnacht.

The two-week period October 27 to November 9-10 marked a watershed in the escalation of Nazi anti-Jewish policies. On October 27-29, the Nazis undertook the first mass deportation of Jews from Germany. Some 17,000 Jews with Polish citizenship were rounded up by the authorities and sent to Poland where the right-wing Sanacja(Sanitation, or act of cleaning) regime denied them entry. Thousands remained stranded in the border town of Zbąszyń until the late summer of 1939.

The parents of Herschel Grynszpan were among the deported. Driven to despair, Grynszpan shot and killed the German ambassador in Paris. The assassination served the Nazis as pretext for a long-planned, state-organized pogrom in the German Reich, which by now also encompassed recently annexed Austria. About 1,500 people were murdered on Kristallnacht, countless businesses and apartments smashed up, 1,400 synagogues destroyed and some 30,000 Jewish men incarcerated in concentration camps.

A destroyed synagogue in Berlin after the pogrom of November 9-10, 1938, © Yad Vashem Photo Archives

Both the deportation, known as the “Polenaktion” (Polish Action), and the subsequent pogrom were widely reported in the international press. Bourgeois governments across Europe and internationally responded by drastically tightening their immigration policies, largely blocking entry to political refugees and Jews fleeing Germany. Hundreds of thousands of Jews thus remained trapped in Nazi Germany.

Otto Silbermann, the protagonist in The Traveler, is one of them. Following Kristallnacht, he is forced to leave his business behind. He hands over the bulk of his shares to his former partner, a member of the Nazi party, whom he had hitherto considered a friend and who now shamelessly uses the opportunity to cheat Silbermann out of the business he had built. His apartment is destroyed during the pogrom and his wife, who is not Jewish, goes to stay with her brother who refuses to take in Silbermann for fear of being “compromised.” Most of his friends and relatives are in concentration camps. His son, Eduard, studies in Paris and tries to get visas for his parents, but to no avail.

Cover of the German edition of Der Reisende

Silbermann reflects: “It is strange…Ten minutes ago my house, a part of my fortune were at stake. Now my bones are at stake. How fast it goes. War has just been declared on me, on me personally. This is it. A moment ago war was really declared on me, conclusively, and now I am alone, on enemy territory.” With the remains of his fortune stuffed in a briefcase, Silbermann takes train after train across Germany, desperately trying to find a way to cross the frontier.

Silbermann has lost all his rights as a citizen and feels powerless, as the entire state machinery is being deployed in order to crush him. He is, as he puts it in one scene, “vogelfrei,” outlawed, and at the mercy of the arbitrary violence and treachery of anyone he meets. He is haunted by the fear that a fellow passenger will discover he is Jewish and betray him to the police. Finally, Silbermann attempts to cross the Belgian border, but he is captured by Belgian border guards who want to send him back. Silbermann protests:

“But I am a refugee – I am a Jew. They wanted to arrest me. They will incarcerate me in a concentration camp.”“We cannot let you through. Come on!” …“I am staying here! You do not have the right, you cannot do this! I am in a free country, after all!”“You have crossed the border illegally.”“But I had to. I was persecuted.”“Not everyone can come to Belgium!”“But I have papers. I have money … It is not my fault that I had to cross the border illegally. I am being persecuted.”“That is not Belgium’s fault. We are sorry …”“I cannot go back. It’s impossible.”“Mais oui, mon ami, it is very well possible.”

Silbermann is sent back and again takes train after train in Germany.

Boschwitz, who was just 23 years old when he wrote the novel, describes the climate and portrays the moods in Nazi Germany with such admirable clarity, seriousness and psychological acumen that the book’s underlying anger emerges all the more forcefully.

Many scenes, especially those depicting Silbermann’s interactions with his fellow train passengers, are informed by an acute awareness of class and political tensions in Nazi Germany.

We meet a wide variety of characters—a Jewish artisan who like Silbermann is trying to escape, but is unable to finance his flight; a young woman who can’t marry because she and her fiancé don’t have enough money and can’t take out a loan—he was just released from a concentration camp; convinced Nazis and shameless opportunists who exploit the situation to enrich and advance themselves on the basis of the misery and over the bodies of the persecuted; and others who are casually indifferent to the fate of the Jews. It is a society in which the fear of denunciation and the concentration camp is omnipresent. Everyone expects a new war. The atmosphere is unrelievedly tense and cold.

The Traveler gives an inkling of what a major novel of Nazi society, a Gesellschaftsroman [social novel], might have looked like. There is no comprehensive artistic picture of German life during Nazi rule comparable to that provided by the major novels written under the Empire or the Weimar Republic. Literary documents from the period in general are understandably rare.

From the point of view of its character as literary testimony, The Traveler has been legitimately compared to the diaries of Victor Klemperer (published for the first time in the 1990s), a German-Jewish linguist who survived in Nazi Germany with the help of his non-Jewish wife and who meticulously documented his everyday experiences.

Boschwitz’s own short life tragically reflected the fate of the refugees he was describing in his novel. Born in 1915 to an affluent family, he was one of the many German Jews who felt no connection to Judaism or Jewish culture until they were branded and persecuted by the Nazi regime. He never met his father, who was German-Jewish but had converted to Catholicism and died in World War in 1916. His mother, from a prominent Protestant family in Lübeck, raised him and his sister in the latter faith.

Ulrich Alexander Boschwitz, © Leo Baeck Institute

Following the Nazis’ rise to power, his sister became a Zionist and left for Palestine. Ulrich Alexander Boschwitz and his mother stayed in Germany until 1935. They first fled to Scandinavia, where the young man had his first novel Menschen neben dem Leben (People Next to Life) published in Swedish under the pen name John Grane. The success of the book made it possible for him to study two semesters at the Sorbonne in Paris.

Boschwitz wrote The Traveler, his second novel, in Brussels in only four weeks following the November 9-10 pogrom. By the beginning of the Second World War, on September 1, 1939, he and his mother had emigrated to Britain. Here they were arrested on June 9, 1940 and held at the notorious Isle of Man internment camp, as were thousands of German Jewish refugees.

While his mother remained at the camp, Boschwitz was deported within two weeks by the British government as a potential enemy agent and subjected to the notorious 57-day voyage to Australia of the HMT Dunera. The conditions on the vessel were calamitous. With some 2,500 refugees—mostly anti-Nazi Jewish refugees—on board, the ship was horribly overcrowded and the British guards robbed and abused the passengers. One of Boschwitz’s manuscripts, Das grosse Fressen (The Great Guzzling), was apparently lost to this pillaging. Boschwitz then spent some two years in Australian internment camps. He was released in 1942 along with other prisoners who declared their readiness to fight in the British army.

Along with almost 400 passengers, he embarked on the MV Abosso back to England. It was torpedoed on October 29, 1942 by a German U-boat. Ulrich Alexander Boschwitz, aged just 27, was among the 362 passengers who were killed. It is believed that a second version of The Traveler, which he considered his best work, as well as the manuscript for another novel, sank with him.

The Traveler has been published before but never in German. It was first published in English as The Man Who Took Trains in Great Britain in 1939 and as The Fugitive in the US in 1940. In the 1940s, a French-language version (Le fugitif) was also published. All the translated versions are credited to John Grane.

German publishers rejected the novel twice. In the 1950s, the renowned Fischer Verlag rejected it. In the 1960s, German novelist Heinrich Böll, then one of the most influential writers and public intellectuals in West Germany, tried to have it released by Middelhauve Verlag, but that firm too rejected it. (Raoul Hilberg’s monumental history of the Destruction of European Jewry, written in the US in the late 1940s and early 1950s, met with a similar fate at the hands of German publishers in the 1950s and 1960s).

That this extraordinary novel has been rediscovered and published in German after some eight decades is largely due to the efforts of editor and publisher Peter Graf. One of Boschwitz’s relatives living in Israel approached Graf after reading about his efforts to reissue the novel Blutsbrüder by Ernst Haffner (published as Blood Brothers in English in 2015). That novel, about two homeless youth in the Berlin of the early 1930s, became an immediate bestseller in Germany after its republication and is now considered one of the great novels of the Weimar Republic era. Graf carefully worked on the first German publication of The Traveler, based on correspondence and other documents by Boschwitz that belong to the collection at the Leo Baeck Institute in New York.

The novel has met with great success in Germany, obviously having struck a deep chord. It was reviewed by all the major newspapers, and numerous readings in German cities and towns have been organized. The German publication of Boschwitz’s first novel is planned for 2019. A new French translation of The Traveler is also being prepared. One hopes that The Travelerwill be published in many other languages as well. Though written 80 years ago, it is not just a remarkable literary document about the Nazi period, but speaks immediately to the major political and historical questions of our time.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hitler knew of the Mizrahi Jews. Why don’t we?

Hitler knew of the Mizrahi Jews. Why don’t we?

Joshua Washington


There have always been Jews of all colors; the lie that Jews somehow just appeared in the Middle East in 1948 needs to die

Who are the Mizrahi Jews? If you don’t know and you identify as a Zionist, an anti-Zionist, or you just want more context when it comes to the seemingly never-ending conflict, let’s talk.

But first read this.

Mizrahi literally means “from the east.” That is what defines the Mizrahi Jewish people; they are Jews from Middle Eastern and North African countries. Their presence in those areas dates back to biblical times, like the Jews in Persia during the time of Queen Esther around 486 BCE and before, or the Jews in Babylon during Nebuchadnezzar’s reign around 586 BCE. Of course, Persia is ancient Iran and Babylon is ancient Iraq.

From the time of the Israelites’ exile, causing them to be scattered all over the known world, there has always been a significant number who chose to stay in the place to which their grandparents and great grandparents were exiled.

For centuries, Jews have lived alongside their neighbors in EgyptIranIraqLibyaMorocco, Syria, Lebanon, Jordan, Tunisia, Algeria and other countries, but were seldom treated as equals. Jews were often considered “dhimmis,” which means “protected person” and refers to non-Muslims living in Islamic territory who receive safety in return for paying capital tax. They were subjected to dhimmi laws, which prevented them from serving in the military, bearing arms, riding horses or camels, having houses taller than their Muslim neighbors, or synagogues taller than their neighboring mosques. A dhimmi was also not allowed to give evidence against a Muslim in an Islamic court and a dhimmi’s oath was found unacceptable. While some people even today say that because “dhimmi” is a word that means “protected,” that somehow these laws were good for the Jews and later on, the Christians. In actuality, these Jim Crow-like practices oppressed the Mizrahi Jewish communities. In fact, historically, the times when the Jews seemed the most “safe” was when they were the most subordinate to these laws. Some of the dhimmi laws inspired the genocide of European Jews in the 1940s. In the ninth century, for example, Baghdad’s Caliph al-Mutawakkil designated a yellow badge for Jews, setting a precedent that would be followed centuries later in Nazi Germany.

Not only was Adolf Hitler inspired by dhimmi laws, he even met with the Grand Mufti of Jerusalem, Haj Amin al-Husseini in 1941. This, of course, was before Israel had been reborn, so Jerusalem belonged to British Mandate Palestine at the time. Among the many things they discussed: how to destroy the Jews of both Europe and the Arab lands. They also discussed their disdain for a Jewish homeland.

How did a German supremacist Nazi dictator get to teaming up with Arab nationalist leader? The same way Ku Klux Klan leader David Duke defends Louis “I’m anti-termite” Farrakhan and his blatant anti-Semitic teachings. A common ideology brings together the strangest of bedfellows. Just as early as 2017, we learned of the neo-Nazis of Germany forming an allyship with Syria’s Assad regime, and Hezbollah in Lebanon, hatred of the West and Israel being their common guiding principle.

One reason why the rebirth of the Jewish homeland is so important is that this evil ideology, though ancient, is very much alive today. 850,000 Mizrahi Jews were expelled from countries like Iraq, Egypt and Syria upon the rebirth of the State of Israel, and 650,000 of them would still be refugees today had it not been for the Jewish state — the very state that Hitler and al-Husseini were very much against, a state that instantly became the largest refugee camp in the Middle East because of the expulsion of Mizrahi Jews from Arab lands. Over half of Israel’s population is Jews of color whose families came as refugees from Middle Eastern and North African countries. And much like their European brethren, they are returning to the land after centuries of being exiled.

Ironically, the same Arab lands that expelled the Jews immediately descended upon Israel to obliterate the nascent state. Arab leaders have always known the multi-ethnic makeup of Israel. They did not attack Israel because they believed the Jews to be colonial expansionists; they attacked because they could not bear the sight of the very people they treated as subhuman now having the dignity of having their own land again. This was also true for Hitler and the Jews living in Germany. That spirit of blind hatred has not gone away.

These historical truths are paramount in the Israel/Palestine discussion. Far too often, the discussion is based on the accepted narrative that Europeans came in and colonized the region, making Israel no more than a nation of “fake white Jews” who forced out and are now oppressing the Arabs. For 3,000 years, there has been a Jewish presence in the Middle East. Without a homeland, the Jews suffered through most of those years. In the discussion, Israel is not at all above reproach, but we need to be real. The lie that somehow Jews just showed up in the Middle East in 1948 needs to die. There needs to be a better understanding of the reality that Israel is for Jews of all colors, and Jews of all colors live in Israel today. The conversation changes the most drastically, in my view, when there is an understanding that the Mizrahi people exist. I want to credit my good friends and colleagues at JIMENA: Jews Indegenious to the Middle East and North Africa for leading the charge on not only awareness, but also preserving the Mizrahi and Sephardic culture.

Now, let’s talk.


ABOUT THE AUTHOR

Joshua is the Assistant Director of the Institute for Black Solidarity with Israel (IBSI). He’s 28 years old and a composition graduate of the University of Pacific’s Conservatory of Music. Joshua was formerly IBSI’s Director of Special Events, and planned music performances featuring The Hebrew Project Artists (THP) across the country. Joshua is also a graduate of CUFI’s 2016 Diversity Outreach Mentoring Endeavor (DOME), where he received training in Israel advocacy for diverse audiences. He was chosen to travel to Israel twice; once as part of CUFI’s millennial outreach, Israel Collective, and again as part of a music performance with Victor Styrsky’s Wild Branches & Friends. His other musical endeavors include writing for the Boston Pops, and music directing for other artists.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dagmara Swałtek-Niewińska w odpowiedzi na enuncjacje Piotra Gontarczyka

Dagmara Swałtek-Niewińska w odpowiedzi na enuncjacje Piotra Gontarczyka

Dagmara Swałtek-Niewińska
Instytut Filozofii i Socjologii PAN


Piotr Gontarczyk (ur. 29 kwietnia 1970 w Żyrardowie) – polski politolog, historyk i publicysta.

Życiorys (Wikipedia)
Ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, na którym w marcu 2003 obronił pracę doktorską pt. Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy w latach 1942–1945 na temat Polskiej Partii Robotniczej[1], wyróżnioną w 2004 roku Nagrodą im. Jerzego Łojka[2]. Studiował także w Instytucie Historii UW.

W latach 1998–2005 pracował w Biurze Rzecznika Interesu Publicznego, był m.in. współpracownikiem zastępcy rzecznika, sędziego Krzysztofa Kauby[3]. Od 2006 był zastępcą dyrektora Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej. We wrześniu 2007 został mianowany Zastępcą Dyrektora Biura Lustracyjnego Instytutu Pamięci Narodowej.

Jest autorem kilkuset artykułów i polemik na łamach periodyków naukowych, m.in. w Zeszytach Historycznych, Arcanach, Glaukopisie, Dziejach Najnowszych, „Zeszytach Historycznych WIN-u”, „Biuletynie Kwartalnym Radomskiego Towarzystwa Naukowego”, Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej i roczniku naukowym IPN Aparat Represji w Polsce Ludowej 1944–1989[2], a także wielu gazet i czasopism, np. „Życia”, „Rzeczpospolitej”, „Gazety Polskiej”, Naszego Dziennika, Polityki, Gazety Wyborczej, Uważam Rze, Do Rzeczy[4], „Więzi”, Najwyższy Czas!, Tygodnika Solidarność, „Ozonu”, Wprostu i Życia Warszawy[5].

Jest weteranem korporacji akademickiej „Respublica” i wiceprezesem Stowarzyszenia Filistrów Polskich Korporacji Akademickich.

Nowa szkoła polemiki według Piotra Gontarczyka.
W odpowiedzi na artykuł pt. Nowa mistyfikacja w tygodniku „Sieci” 2019, nr 10 (328)

Dr Piotr Gontarczyk na łamach „Sieci” odniósł się do jednego akapitu z mojego rozdziału poświęconego powiatowi bocheńskiego w publikacji Dalej jest noc. Wokół niego zbudował narrację, w której postawił mi zarzut manipulacji. Stwierdził, że polska policja nie uczestniczyła w akcjach prowadzonych w getcie bocheńskim i że zataiłam kwestię udziału Żydowskiej Służby Porządkowej (Jüdische Ordnungstdienst, OD, potocznie policja żydowska), podmieniając te dwie formacje. Swoją argumentację podparł aktami procesu Samuela Frischa, jednego z bocheńskich OD-manów, który został skazany na karę więzienia za udział w wydobywaniu Żydów ukrytych w bunkrach na terenie getta bocheńskiego.

W pierwszej części swojego tekstu dr Gontarczyk streszcza przebieg procesu Frischa. W tym miejscu dla czytelności dalszych rozważań chcę zwrócić uwagę, że opisywany przez niego członek OD miał na nazwisko Frisch (niem. Świeży), a nie Frish. Piotr Gontarczyk nie może się także zdecydować, jak jego bohater ma na imię, i używa zamiennie imion Samuel i Salomon. Właściwa wersja to Samuel.

W drugiej części swojego tekstu Gontarczyk płynnie przechodzi do ataku następującym akapitem: „Historia Żydów w Bochni to jedna z części książki «Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski» pod redakcją Jana Grabowskiego i Barbary Engelking przedstawianej jako sztandarowe dzieło nowej «polskiej szkoły badań Holokaustu». Sięgnięto w niej po akta sprawy karnej OD-manna Samuela Frisha [sic!], ich sygnaturę przywołując w przypisie (IPN Kr, 502/725), choć ani sam Frish [sic!], ani to, kim był, ani żadna informacja dotycząca działalności OD w Bochni nie znalazły się w książce” (s. 25).

Wokół tego buduje teorię rzekomej mistyfikacji naukowej. Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób recenzent mógł nie zauważyć, że Żydowska Służba Porządkowa jest w rozdziale o powiecie bocheńskim odnotowana na wielu stronach (Dalej jest noc, t. 2, s. 538, 552–555, 557, 563, 566, 583, 603–605). Działania OD w getcie w Bochni oraz w niemieckich akcjach przeciwko Żydom zostały jasno omówione w różnych częściach rozdziału. Właściwie na tym odpowiedź dr. Gontarczykowi mogłaby się zakończyć. Poświęcę jednak miejsce na kilka komentarzy do jego artykułu, ponieważ mimo wszystko temat udziału funkcjonariuszy Policji Polskiej (Polnische Polizei im Generalgouvernement, tzw. policji granatowej) w akcjach likwidacyjnych jest mało znany i warto rozwiać powstałe wątpliwości.

Przypomnę, że w Bochni siły SS i niemiecka policja przeprowadziły trzy akcje deportacyjne. Pierwsza z nich rozpoczęła się 23 sierpnia 1942 r., 25 sierpnia do obozu zagłady w Bełżcu zostało wywiezionych 2600–3000 Żydów. Około 500 zginęło w egzekucji dokonanej w pobliżu Baczkowa, w Puszczy Niepołomickiej. Druga akcja nastąpiła 10 i 11 listopada 1942 r. i wtedy wyjechał kolejny transport kolejowy do Bełżca, wiozący 200–500 Żydów. Trzecia akcja likwidacyjna rozpoczęła się w nocy z 1 na 2 września 1943 r. i trwała kilka dni. W jej wyniku do obozu Auschwitz trafiło 3000 Żydów z Bochni, a 1000–1200 wywieziono do obozu pracy w Szebniach. W czasie wszystkich trzech akcji odbywały się egzekucje na terenie getta i na cmentarzu żydowskim. Były przeprowadzane głównie przez żandarmerię niemiecką i pochłonęły łącznie kilkaset ofiar.

Piotr Gontarczyk w swoim artykule obficie cytuje akta procesu Samuela Frischa. Pisze on między innymi: „W świetle przywołanych akt jest jasne, że polska policja była wykorzystywana przez Niemców do pilnowania getta z zewnątrz, a nie do wyszukiwania i otwierania bunkrów w jego wnętrzu. Tym zajmowała się zwykle żydowska, nie polska policja”. Taki obraz mógłby powstać tylko wtedy, gdyby Gontarczyk nie czytał innych części mojego rozdziału. Zastanawia mnie także, dlaczego w artykule poświęconym bocheńskiej OD w ogóle nie przywołał kwestii procesu Szymona Rosena, który był szefem policji żydowskiej w getcie bocheńskim. Akta jego śledztwa i procesu znajdują się w IPN i są dostępne w wersji cyfrowej, czyli można je przejrzeć w każdej czytelni Instytutu (sygn. IPN Kr, 502/1091). Kiedy przejrzałam te dokumenty ponownie, zrozumiałam, dlaczego dr Gontarczyk o nich nie wspomniał, koncentrując się wyłącznie na Frischu. Otóż w aktach Rosena znajduje się zeznanie jednoznacznie wskazujące na udział funcjonariuszy Policji Polskiej, tzw. granatowej, w akcji także na terenie getta. Lekarz z Nowego Wiśnicza Henryk Czapnicki zeznał przed Wojewódzką Żydowską Komisją Historyczną:

Około 22 sierpnia polecono Żydom wiśnickim przenieść się do Bochni, gdzie obiecywał Landskommisar Żydom złote góry. Zgromadzono ich pod eskortą policji granatowej i niemieckiej w rynku i furmankami odtransportowano ich do Bochni. Obiecywał powiększyć racje żywnościowe i inne przywileje. Było około 1000 (w przybliżeniu) Żydów z Wiśnicza i okolicy (Lipnica Górna i Dolna, Wiśnicz Nowy, Aleksandrowice itd.). W Bochni skierowano ich do koszar w dzielnicy żydowskiej. Przez 4 dni trzymano ich na dziedzińcu, pod gołym niebem. Przez pierwsze 2 dni Judenrat dostarczał żywości, niewystarczającej jednakże, tak że Żydzi umierali z głodu i pragnienia. Jednocześnie sprowadzono tu do koszar Żydów z ghetta, z pewnych ulic, przy ścieśnianiu ghetta. Jednocześnie zarządzono, że przez 3 dni nie wolno Żydom z ghetta czyścić mieszkań i odebrano wszystkim Ausweisy, który miały być opieczętowane. Żydów w ghetcie było wówczas w przybliżeniu około 5000. Po opieczętowaniu Ausweisów okazało się, że opieczętowano tylko 450. Reszcie polecono tegoż dnia, by zebrali się na dziedzińcu koszarowym natychmiast o 8-smej rano. Po czym patrole niemieckie wraz z granatową policją obchodziły dom za domem, polecając wszystkim wyjść i ustawić się w szeregu, głównie oglądano Ausweisy, czy są ostemplowane. W międzyczasie w danym domu przeszukiwano wszystkie kryjówki. Wyławiano Żydów bez ostemplowanych Ausweisów, chorych itp. Tych na miejscu strzelano. Przez cały dzień słyszało się ciągle odgłosy strzałów rewolwerowych, po których można się było z dala domyślać rzezi. Rzeź trwała 2 dni. (IPN Kr, 502/1091)

Pomijając wybiórcze przywoływanie akt, należy zauważyć, że Piotr Gontarczyk w swoim artykule wydaje się zupełnie pomijać kwestię krytyki źródła oraz lekceważy komplementarność rozdziału, natomiast z publicystycznym rozmachem na podstawie jednej teczki akt sądowych buduje obraz likwidacji getta bocheńskiego. Autor w ogóle nie zastanawia się, czy materiały zawarte w aktach procesowych Samuela Frischa zawierają wszystkie istotne okoliczności wydarzeń w getcie w Bochni. Tymczasem doświadczenie wynikające z lektury większej liczby akt procesowych tego typu pozwala wywnioskować, że tym, co interesowało prokuraturę i sąd w poszczególnych prowadzonych śledztwach, były przede wszystkim zbrodnie popełnione przez oskarżonego. Informacje poboczne, dotyczące działań innych osób czy formacji, nie były tak istotne dla sądu, a pytania o innych uczestników zajść często w ogóle nie padały. Z tego powodu w aktach spraw, w których oskarżonym był żandarm, mowa była przede wszystkim o zbrodniach żandarmerii. Natomiast w aktach procesów policjantów granatowych to ich rola była podkreślana, a działalność Niemców pojawiała się tylko jako tło. Jednostronne pokazywanie rzeczywistości na podstawie jednej zaledwie teczki jest błędem warsztatowym historyka i jestem zdziwiona, że jako doktorantka socjologii muszę przypominać o tym badaczowi ze stopniem doktora, mającemu na swoim koncie opracowania między innymi z zakresu historii. Taki błąd można zrozumieć u młodego badacza, ale u osoby z dużym stażem już nie, tym bardziej że dr Gontarczyk, nie czekając na żadne wyjaśnienia w tej sprawie, uczynił swój artykuł dziennikarskim newsem mającym podważyć wiarygodność redaktorów i autorki jednego z rozdziałów Dalej jest noc. W polemicznym ferworze przedstawił niepełny obraz akcji likwidacyjnych w getcie bocheńskim.

Tymczasem nie ma również wątpliwości, że polscy policjanci byli tam obecni również w czasie drugiej akcji. Przywołam słowa świadków, które są obszernymi relacjami opisującymi obecność polskiej policji w getcie. Jedną z nich złożył po wojnie członek OD Salomon Greiwer. Odpierając od razu zarzut małej wiarygodności tego świadka, muszę przypomnieć, że członkowie OD byli właściwie jedynymi pozostałymi przy życiu żydowskimi świadkami egzekucji. Po wojnie Greiwer miał dobrą opinię i ocalali podkreślali jego zasługi w ratowaniu Żydów, dlatego oddaję mu głos:

W Bochni każdy czuł, że będzie [drugie] wysiedlenie i prawie każdy się ukrył, pouciekali albo skryli się w bunkrach. Przyprowadzono wtedy z więzienia z Wiśnicza ludzi i po drodze wszystkich rozstrzelano, strzelając do nich co 10, 20 kroków. Z bocheńskich Żydów wywlekli wtedy 200–300 osób i tych wysłano z transportem. W moim mieszkaniu ukryła się rodzina Windstrauchów, ojciec, matka i dwoje dzieci. Nie chcieli uciekać, bo twierdzili, że mają w innym domu bunkier. Ale nie zdążyli udać się do bunkru, gdy akcja się rozpoczęła, tak że skryli się w ogrodzie przy tym domu. Dwóch policjantów polskich zauważyło ich, weszli do ogrodu i zastrzelili oboje Windstrauchów i młodszego synka, 7-letniego. Starszego, 12-letniego postrzelili, ale żył jeszcze. Dziecko ranne leżało razem ze zwłokami przez 24 godziny. Gdy sprzątano trupy, ODman, który stał przy tym, zauważył, że dziecko żyje, nie mógł jednak zdjąć dziecka, bo Niemiec stał przy nim i bał się, by dziecka nie dobił. Położył więc chłopca na wierzch wozu, licząc się z tym, że na cmentarzu żydowskim go uratują. Tam rzeczywiście ODman żydowski zauważył, że chłopczyk żyje, i chciał go zabrać, ale obok niego stali dozorujący z karabinami i jeden z nich, Polak, który się ogłosił jako Volksdeutsch i sam nie miał broni, zabrał jednemu ze stojących, z kryminalnej policji – rewolwer i mimo prośby tamtego, by zwolnić dziecko, strzelił. Rewolwer zaciął się, ale ten 7 razy strzelał, aż za 8-mym razem trafił i dobił chłopczyka. (Archiwum ŻIH, 301/2392)

Jeszcze bardziej szczegółowe świadectwo złożył w 1998 r. Aleksander Gutfreund. Jego historię streściłam na tej samej stronie, na której znajduje się kwestionowany przez Gontarczyka akapit, mógł więc sam się z nią zapoznać, żeby potwierdzić udział polskiej policji w akcji. W czasie drugiej akcji Aleksander miał 12 lat.

Nazajutrz dotarła do nas wiadomość, że wznowili poszukiwania. Znowu chodzili [od domu do domu] i słychać było strzały tu i tam. Byli coraz bliżej. Podeszli pod magazyn, w którym się ukrywaliśmy. Spojrzeli na magazyn i słychać było, jak mówią: „tu musi być strych”, i zaczęli przeszukanie. Próbowali podważyć drzwi prętem i wtedy stos rzeczy na górze zaczął się ruszać.

Ten Niemiec, który tu był, powiedział: „tu muszą być jacyś ludzie”, i przynieśli drabinę, a potem weszli przez dach. Do środka wszedł jakiś Żyd, wezwano ślusarza, by pomógł otworzyć drzwi, i wszedł też polski policjant. Przed wojną mieszkaliśmy w budynku należącym do policji i wszyscy policjanci nas znali. Ten policjant zobaczył mojego ojca i krzyknął: „Na miłość boską, panie Gutfreund, co pan tu robi?” Policjant próbował ukryć ojca tak, żeby go nie było widać. Ślusarz, który znał rodzinę Marsendów, też próbował ich ukryć.

Otworzyli drzwi. Byłem najbliżej drzwi, a on chwycił mnie i zrzucił ze schodów. Matka zaczęła krzyczeć, bała się, że coś się ze mną stanie… Nawet nie myślała, że nas rozstrzelają… Wyszedłem z tego magazynu i stanąłem na dziedzińcu. Niemiec [gestapowiec] przywołał mnie. Był tylko jeden Niemiec, reszta to Polacy. Kazał mi stanąć pod ogrodzeniem. Potem zeszła moja siostra. Zapytał, ile osób tam się ukrywa. Nie powiedziałem mu, ilu… wiedziałem, że ukrywają ojca i tę drugą rodzinę. Mówię, że na górze jest moja matka, siostra i babcia. Mówię, że ci ludzie są ze mną i że nas od razu znaleziono. Potem postawił mnie pod ścianą, opuścił karabin i załadował kulę. W tym momencie chciałem tylko, żeby obyło się bez bólu, bo wiedziałem, że to już koniec. W tym momencie przyjechał goniec na motorze i krzyknął coś po niemiecku. Niemiec wyjął kulę z karabinu, schował ją do kieszeni i podszedł do gońca. Rozmawiali o czymś po niemiecku, ale nie słyszałem o czym, i podpisał odbiór nowego rozkazu. Przez ten czas sprowadzili babcię i mamę. Powiedział: „Szukać dalej, na górze jest więcej ludzi”. Nie było wyboru. Sprowadzili ojca i tę drugą rodzinę. Później dowiedzieliśmy się, że gdy dostali rozkaz, przestali strzelać […]. SS nie chciała, żeby żołnierze dowiedzieli się, co się dzieje, i dlatego wydali rozkaz przerwania strzałów. Cudem nas nie rozstrzelali. To był nasz własny, prywatny cud. (Yad Vashem, O.3/10785, na podstawie przekładu Issachara Zelinkovsky’ego)

Natomiast wracając do Frischa i fragmentu mojego rozdziału, w którym pojawiło się – w przypisie – jego nazwisko, wykorzystałam akta procesu przeciwko Frischowi, by przywołać zeznania Karola Grossa. Opisując jego przypadek, chciałam podkreślić, że Żydzi byli wykorzystywani przez Niemców do wydobywania z bunkrów innych Żydów. Gross jako ślusarz był obecny przy otwieraniu wielu bunkrów w czasie trzeciej akcji. W przeciwieństwie do osób, którym słusznie lub niesłusznie zarzucano udział w tym procederze, Karol Gross bardzo wyraźnie i wprost wyznał, że otwierał żydowskie bunkry. Uznałam, że takie słowa świadka, który sam mówi o swoich niechlubnych czynach, są więcej warte niż słowa oskarżenia wobec innego człowieka. Przyznaję, że niezorientowany czytelnik mógł zinterpretować, iż przypis 116 odnosi się do całego akapitu, a nie tylko do działań Karola Grossa. Tekst byłby bardziej czytelny, gdyby po zdaniu „Grupy przeszukujące ukrytych Żydów składały się kilku osób, zwykle policjanta niemieckiego, kilku policjantów polskich oraz często osoby zatrudnionej do wyważania drzwi” pojawił się przypis z informacją, że jest to wniosek generalny dotyczący sytuacji w czasie akcji, a nie otwierania bunkrów przy udziale Karola Grossa podczas trzeciej akcji. Trudno jednak opatrywać przypisem każde zdanie będące ogólnym wnioskiem z omawianych wcześniej ustaleń. Przykłady udziału polskiej policji w akcjach na terenie getta wskazałam w tekście podrozdziału, a o udziale policji żydowskiej w akcjach niemieckich pisałam w innych miejscach. Nigdzie nie negowałam udziału policji żydowskiej w akcjach deportacyjnych czy wyszukiwaniu Żydów.

Kwestia obecności funkcjonariuszy Policji Polskiej na terenie getta w trakcie trzeciej akcji na podstawie do tej pory odnalezionych źródeł wydaje mi się niejednoznaczna. Brakuje bowiem zarówno relacji, jak i akt procesowych dotyczących tego tematu. Wyjątek stanowią niekompletne akta z procesu, które wzbudziły moją wątpliwość podczas pracy nad tekstem i dlatego w ogóle ich nie przywołałam w kontekście akcji eksterminacyjnej, lecz dopiero w kontekście powojennego antysemityzmu (Dalej jest noc, t. 2, s. 634). Niech to posłuży za argument, że starałam się zachować ostrożność badawczą i próbowałam weryfikować każdą informację, nawet jeśli była podparta wyrokiem Sądu Najwyższego. Mianowiciejeden z bocheńskich policjantów – Czesław B.– został po wojnie skazany na karę 10 lat więzienia za pobicie Żyda w czasie trzeciej akcji w getcie bocheńskim. Czesław B. pełnił służbę w Policji Polskiej od grudnia 1939 r. do końca okupacji. Obciążające go zeznanie Jana Krzywdy brzmi następująco:

B[…] znałem bardzo dobrze, gdyż mieszkał w moim sąsiedztwie. Mnie nie zrobił żadnej krzywdy, natomiast słyszałem, że brał on udział we wszystkich akcjach urządzanych przez żandarmerię niemiecką przeciwko ludności polskiej. B[…] był wrogo ustosunkowany do ludności polskiej. Słyszałem, że pobił i pokrwawił niejakiego Kocoła Zygmunta. Szczegółów tej sprawy nie znam. Pewnego razu, stojąc na rynku w Bochni w towarzystwie innych osób, podszedł do nas B[…] i chwalił się swoimi sukcesami w dzielnicy żydowskiej w Bochni. Szczycił się raz, że w dzielnicy żydowskiej użył sobie na sk… Strumie, który w czasie obławy nie chciał wyjść z piwnicy, to wówczas B[…] kolbą karabinu rozbił mu głowę. Czy Strum zmarł na skutek tego pobicia, nie wiem, ale po tym dowiedziałem się od policjanta żydowskiego z dzielnicy żydowskiej Guttera, że B[…] istotnie tak postąpił ze Strumem, jak się chwalił, i w rozmowie ze mną Gutter nadmienił, że to właśnie B[…] zabił Struma. (Archiwum Narodowe w Krakowie, 29/439/1197)

Świadek Krzywda po kilku miesiącach zmienił zeznania i nie wskazywał już jednoznacznie Czesława B., ale podtrzymał słowa o tym, że któryś z policjantów granatowych brał udział w trzeciej akcji:

Nic złego o oskarżonym nie słyszałem. Raz na rynku powiedział mi oskarżony, że sobie ulżył na Żydzie Strumie i głowę rozbił mu kolbą, bo nie chciał wyjść z ukrycia. Znając oskarżonego, wiem, że to były przechwałki, bo lubił się chwalić. Gutter, ODeman w Getcie, mówił mi, że Struma wykończył mój sąsiad. Nie tylko oskarżony był moim sąsiadem, ale i drugi granatowy policjant Maniak, tak iż powstała we mnie wątpliwość, który z nich zabił Struma. Nie wiem, czy Gutter obecnie żyje. Oskarżony był źle nastawiony do Żydów. (Archiwum Narodowe w Krakowie, 29/439/1197) 

Natomiast Jan Łuczak, komendant Policji Polskiej w Bochni, występujący w roli świadka, w zasadzie wykluczył możliwość udziału tego policjanta w akcji: „w akcji na terenie getta policja granatowa nie brała udziału. Nie jest mi nic wiadomym o zabójstwie Struma. Jest to niemożliwe, by na terenie getta znalazł się B[…], chyba że ludzie o tym mówili podczas mojej nieobecności w Bochni”. Sąd Apelacyjny początkowo uniewinnił Czesława B., ale Sąd Najwyższy na rozprawie rewizyjnej 28 listopada 1949 r. skazał go na 10 lat więzienia, uznając jego działalność na terenie getta za udowodnioną (Archiwum Narodowe w Krakowie, 29/439/1197).

Powszechne przekonanie o tym, że Policja Polska w czasie akcji wyłącznie obstawiała getta z zewnątrz, wynika chyba z tego, że poza książką Adama Hempla Pogrobowy klęski. Rzecz o policji „granatowej” w Generalnym Gubernatorstwie ten temat jest zbadany fragmentarycznie, a wyobrażenia o przebiegu akcji eksterminacyjnych opierają się głównie na literaturze dotyczącej getta warszawskiego. Na pewno decyzja o lokalnym wykorzystaniu w ten sposób polskich funkcjonariuszy należała do Niemców (oficerów żandarmerii, Policji Bezpieczeństwa, czasami władz cywilnych), gdyż to oni wydawali rozkazy i w tym czasie na małej przestrzeni getta nieustająco kontrolowali policjantów granatowych, jeśli ci byli obecni. Z tego powodu wszystkie ofiary akcji, niezależnie od tego, kto je wyciągał z bunkra czy nawet kto oddawał strzał, są przeze mnie przypisane policji niemieckiej. Jestem przekonana, że ze względu na bardzo dużą liczbę policjantów niemieckich i oddziałów pomocniczych (również ukraińskich) w momencie trwania akcji w getcie policjanci polscy nie mieli prawie żadnego pola do podejmowania decyzji. Z tego powodu przyjmuję, że formacje niemieckie jako jedyne są w pełni odpowiedzialne za przebieg akcji deportacyjnych.

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że w moim rozdziale nie ukrywałam negatywnych działań policji żydowskiej. Napisałam między innymi o bunkrze, w którym schronili się na terenie getta członkowie ruchu akibowego, ukrywający się po rozbiciu grupy, co nastąpiło po ataku na kawiarnię Cyganeria w Krakowie. Bunkier na terenie getta bocheńskiego został wydany w marcu 1943 r. przy współudziale żydowskich konfidentów, a w aresztowaniu brali udział funkcjonariusze policji niemieckiej, polskiej i żydowskiej (Dalej jest noc, t. 2, s. 603–605). Zacytowałam także obszernie relację OD-mana Menachema Selingera:

7 tygodni po mojej ucieczce z Bochni była likwidacja getta bocheńskiego. Uciekinierzy, którzy ze mną na Węgry przyjechali, opowiadali mi o strasznych przeżyciach likwidacji i o tym, że niejeden OD-man bocheński, który wcześniej zachowywał się przyzwoicie, spodlił się, wydobywał ludzi z bunkrów, szantażował, wyłudzał pieniądze. (Archiwum ŻIH, 313/105)

Wykorzystanie przez władze niemieckie policji żydowskiej do pomocy w likwidowaniu gett oraz w ogóle kwestia przypadków indywidualnych negatywnych postaw Żydów jest szeroko opisywana w literaturze naukowej, zarówno w Polsce, jak i za granicą. W ostatnich latach ukazały się m.in. książki: Andrzeja Żbikowskiego Sąd Społeczny CKŻP. Powojenne rozliczenia społeczności żydowskiej w Polsce (Warszawa 2014), Alicji Jarkowskiej-Natkaniec Wymuszona współpraca czy zdrada? Wokół przypadków kolaboracji Żydów w okupowanym Krakowie (Kraków 2018),Katarzyny Person Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim (Warszawa 2018). Próba uczynienia z tego problemu sensacyjnego tematu wydaje mi się nieuprawniona i znacznie przesadzona.

Kończąc wypowiedź, odniosę się do jednej istotnej kwestii. Zgaduję, że dr  Gontarczyk będzie co jakiś czas pojawiał się w kolorowej prasie z nowymi rewelacjami na temat Dalej jest nocW tym przypadku próbował wykorzystać fragment mojego tekstu, żeby zaatakować redaktorów książki, prof. Barbarę Engelking i prof. Jana Grabowskiego. Jako współautorka tomu chcę szczególnie podkreślić, że zamieszczony w książce rozdział o powiecie bocheńskim jest mojego autorstwa i to ja ponoszę odpowiedzialność za ewentualne błędy czy niejasności. Rola redaktorów polegała przede wszystkim na konceptualizacji i operacjonalizacji badań, koordynacji etapów projektu, w którym uczestniczyłam, pomocy merytorycznej w zakresie literatury i źródeł oraz edycji tekstu na poziomie językowym. Nikt natomiast nie narzucał i nie sugerował mi treści rozdziału.

pobierz w formacie PDF


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


RAOUL WALLENBERG – THE END OF A DREAM

RAOUL WALLENBERG – THE END OF A DREAM

BARUCH TENEMBAUM


Nina was Raoul Wallenberg’s younger half-sister, born nine years after him.

Raoul Wallenberg. (photo credit: WIKIMEDIA)

On April 5, Nina Lagergren passed away at the age of 98.
Nina was Raoul Wallenberg’s younger half-sister, born nine years after him.

Their mother, Maria “Maj” Sofia Wising married Fredric von Dardel six years after the death of Raoul’s biological father.

The new couple had two children, Guy von Dardel, born in 1919, and Nina.

I had the rare privilege to know both of them. They were different in nature but shared a deep love for their elder brother, who in 1945 became a tragic hero.

In fact, by the young age of 32, Raoul Wallenberg had managed to save scores of Hungarian Jews during WWII, in a daring mission that lasted eight months. When the war was approaching its end, Raoul decided to hold a meeting with the Soviet military in order to coordinate relief efforts for the Jewish survivors in the aftermath of the Holocaust. Instead, he was abducted, transferred to Moscow, and ever since his fate has been shrouded in mystery.

Guy von Dardel grew up to become a renowned physicist. Alongside his brilliant career he dedicated a great part of his adult life to rescue his brother, leaving no stone unturned.

In the latter part of his life I accompanied him in his efforts, and saw first-hand his anguish mixed with hope. 

Alas, he passed away in 2009, heartbroken, for he was not able to retrieve his brother back home. After his death, I and the International Raoul Wallenberg Foundation, which I had the privilege to found decades earlier, continued to collaborate with Guy’s widow, Matti, and their daughters Marie Dupuy and Louise de Dardel.

Nina had a different nature. She was a soft-spoken woman, more prone to believe in quiet diplomacy, who dedicated most of her energies to keep alive the wonderful legacy of her half-brother through educational activities and the help of her grandchildren.

Few know, perhaps, that Nina was the mother-in-law of the late UN secretary-general Kofi Annan, who was married to Nina’s daughter, Nane Annan.

The last time I saw Nina was on July 9, 2014. I vividly remember that day. Many months earlier, the Wallenberg Foundation had started mustering bipartisan support for the idea of posthumously bestowing the Congressional Gold Medal to Raoul Wallenberg. 

This effort came to fruition, and on that day at the US Capitol Rotunda we were moved to tears when Nina Lagergren received the medal on behalf of Raoul from the hands of the 53rd speaker of the House of Representatives, John Boehner.

She then gave a brief speech, which reverberates even today in my mind. 

Her most powerful message was: “We honor him for what he did, but we must honor him for what we can do for him. There must be a way for us to come together. Everyone can do something, and we are all so important in this world”.

Regrettably, Nina Lagergren could not achieve her dream. She was an intelligent, humble and lovable human being with an inner strength rarely seen.

She left a powerful message of love and understanding, and I see myself obliged to continue her struggle to bring Raoul back home and to keep alive his remarkable legacy.


The writer is founder of the International Raoul Wallenberg Foundation.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com