Archive | April 2019

MAX BOOT SELLS OUT ISRAEL

MAX BOOT SELLS OUT ISRAEL

Daniel Greenfield


The price of working for the Washington Post is abandoning your principles and your soul. In its place, Jennifer Rubin, George Will and Max Boot have substituted lefty virtue signaling and frantic arm waving even as they betray whatever they claimed to believe in 2016.

Here’s Max Boot selling out Israel with some of the silliest arm waving to date in his attempt to cast doubt on President Trump’s recognition of Israel’s presence on the Golan Heights. It’s hard work because the other side claiming the territory is Assad.

Criticizing Trump’s move requires either arguing that the same regime whose overthrow they had recently called for deserves to get a strategic high ground from which Iran can attack Israel. Or take refuse in assorted meaningless claims of general principles.

Boot can’t go full Assadist yet. So he has to wave his arms twice as hard.

Territorial integrity was listed as both the first and second war aims agreed to by President Franklin D. Roosevelt and British Prime Minister Winston Churchill in the 1941 Atlantic Charter: 

We’re going to ’41 then?

 Acting on this principle, the United States never recognized Russian sovereignty over the Baltic states or, today, over Crimea. 

But had no problem carving up the territorial integrity of Yugoslavia. Boot, among many others, wanted us to dive into Syria. Boot’s Post had published an op-ed calling for dividing Syria.

U.S. troops fought to prevent South Korea, South Vietnam and Kuwait from being swallowed by aggressors. The United States was even willing to risk nuclear Armageddon to prevent the conquest of tiny West Berlin.

Because we were opposed to Communism. Not fixated on some obsession with territorial integrity. Even if the countries in question had no apparent right to that territory.

If we could have liberated North Korea, we would have. Territorial integrity be damned.

The sacred principle of territorial integrity lies at the heart of U.N. Security Council Resolution 242, adopted with U.S. and Israeli support in 1967 after Israel fought the Six-Day War to preempt Arab aggression. This resolution called for “Withdrawal of Israeli armed forces from territories occupied in the recent conflict,” but by omitting “the” in front of “territories,” it left vague which land was to be evacuated. The resolution went on to call for “acknowledgment of the sovereignty, territorial integrity and political independence of every State in the area and their right to live in peace within secure and recognized boundaries free from threats or acts of force.”

By accepting this resolution, the Arab states and eventually the Palestinian Authority de facto agreed to Israel’s right to exist.

That explains the Yom Kippur War in 1973.

 This led to Egyptian and Jordanian recognition of the Jewish state, and to lengthy negotiations with the Palestinians over the West Bank and Gaza Strip and with the Syrians over the Golan Heights. 

Even by Boot’s standards, his claim that 242 led to negotiations with Assad, and Egyptian, Jordanian recognition, rather than Israel’s victory in the Yom Kippur War, is baffling at best.

Now Trump has killed 242 just as surely as he has killed all standards of presidential decorum. 

Good riddance.

No one has been contesting Israeli control over the Golan Heights. Trump is stirring up a controversy where none existed 

Someone might want to tell that to the UN, Syria and Boot’s bosses at the Washington Post.

With this typically thoughtless and impetuous act, Trump is opening a Pandora’s box where states are allowed to change international borders by force. He is making not just Netanyahu but also Vladimir Putin and Xi Jinping very happy.

Because Vlad and Xi were just waiting for this before invading other countries and seizing their territory.

Boot has become a clown. A sad clown. 

Perhaps just as important from Trump’s perspective is Netanyahu’s willingness to flatter him with Pence-esque fervor. As a result, Trump is giving the Israeli leader a valuable gift that any normal president would have held back in return for substantial Israeli concessions on settlements.

So the issue isn’t really territorial integrity, it’s that Trump isn’t using it to pressure Israel into making concessions to Islamic terrorists.


ABOUT DANIEL GREENFIELD

Daniel Greenfield, a Shillman Journalism Fellow at the Freedom Center, is an investigative journalist and writer focusing on the radical Left and Islamic terrorism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„PRZYBYŁEM Z BARDZO DALEKA, BY PRZYNIEŚĆ NIEDOBRĄ NOWINĘ”

„PRZYBYŁEM Z BARDZO DALEKA, BY PRZYNIEŚĆ NIEDOBRĄ NOWINĘ”

KAROLINA ZIÓŁKOWSKA


11 kwietnia 1987 r. w Turynie zmarł Primo Levi. O włoskim pisarzu pisze Karolina Ziółkowska z Księgarni na Tłomackiem.
Primo Levi / źródło: Wikipedia

Scrittore d’occasione czyli pisarz okazyjny. Tak o sobie mówił.

Prawdopodobnie, gdyby nie jego deportacja do Auschwitz z grupą partyzancką (był aktywnym działaczem antyfaszystowskiego ruchu oporu), pobyt w obozie i przetrwanie dzięki fachowi chemika, nie poznalibyśmy jego talentu pisarza i intelektualnych prób radzenia sobie z doświadczeniem Holocaustu.

W krótkiej przedmowie do swojej najsłynniejszej książki „Czy to jest człowiek?” („Se Questo è un uomo”, 1947 rok) pisze przede wszystkim o próbie osiągnięcia stanu wyzwolenia wewnętrznego i dostarczeniu dokumentów do spokojnych studiów nad pewnymi aspektami ludzkich postaw.

Zapis wstrząsających relacji to chłodna analiza oświęcimskiego zła, wędrówka przez piekło, bez dantejskiego immunitetu, prowadząca do niszczycielskiego aktu poznania i wniosku, że człowiek nie może patrzeć bez konsekwencji na ogrom zła. Jednostka porażona takim odkryciem zatraci na zawsze siebie i swój świat. Według niego, nie ma już powrotu dla tych, którzy przeżyli obóz.

My nie powrócimy, pisze Primo Levi po procesie bestializacji i odkryciu tego, co człowiek był zdolny uczynić człowiekowi.

Po szesnastu latach milczenia wychodzi „Rozejm” („La tregua”, 1963 rok). Ta mini odyseja na trasie Auschwitz –Turyn, ukazuje powrót pisarza do domu w konkretnym i metaforycznym znaczeniu i sposób radzenia sobie z przeżyciami ostatecznymi. Tym razem dom, rodzina, soczysta piemoncka ojczyzna i zmysłowa przyroda stają się odpowiedzią na zło Zagłady. Jednak jest to chwilowy sen ukojenia, bo Nic nie było prawdą poza Lagrem.

Po napisaniu książek — świadectw i wcześniejszych zapewnieniach o „odłożeniu pióra”, poświęceniu się pracy zawodowej chemika, Primo Levi nie jest w stanie całkowicie zrezygnować z pisania. Wydaje tomiki poezji i zbiory opowiadań. Pod koniec życia powie o sobie: będąc chemikiem dla oka świata, a czując krew pisarza płynącą w mych żyłach, miałem wrażenie, ze mam w ciele dwie dusze, o jedną za dużo.

Te szarpnięcia, które targały jego drugą duszą pisarza, spowodowały powstanie fenomenalnych zbiorów wierszy. Twórczość prozatorska ze swoją dramatyczną parabolą egzystencjalną (doświadczenia wojenne i cierpienia obozów zagłady) nie wystarczyła pisarzowi do całkowitego wyrażenia siebie. Sam Primo tłumaczy to, tym razem jako poeta, tak:

Jestem człowiekiem. Również ja w nieregularnych odstępach, o niepewnej porze, ulegałem impulsowi: podobno zapisany jest w naszym dziedzictwie genetycznym. Poezja wydała mi się odpowiedniejsza od prozy do przekazania jakiejś myśli czy obrazu. Nie umiem powiedzieć dlaczego oraz:

Moim naturalnym stanem jest nie pisać poezji; a jednak od czasu do czasu nachodzi mnie ta dziwna infekcja niczym zakaźna, podniecająca choroba.

Nie wiadomo, czy pisarz popełnił samobójstwo, czy jego upadek ze schodów, na skutek którego stracił życie, był nieszczęśliwym wypadkiem. Ostatecznie jego losy zamknęły się 11 kwietnia 1987 roku, czterdzieści lat po powrocie z Auschwitz.

Czytelnicy pozostali zaś z subtelnymi opisami zawstydzenia doznanego poniżeniem, jakie towarzyszyły wyzwolonym więźniom obozów zagłady, poczuciem absurdalnej niesprawiedliwości, że wszystko złe na tym świecie jest jak najbardziej możliwe, a zniekształcony ironicznym żartem świat Primo Leviego, dorzucił nam proroczo nowego bohatera, który zamiast tatuażu z numerem porządkowym nosi na sobie wytatuowane slogany reklamowe.

Agawa

Nie jestem pożyteczna ani piękna,
Nie mam barw kojących ani zapachów,
Moje korzenie kruszą cement,
A moje liście, obrębione kolcami,
Strzegą mnie ostre, jak miecze.
Jestem niema. Mówię tylko własnym językiem rośliny,
Trudnym do zrozumienia dla ciebie człowieku.
To język niemodny,
Egzotyczny, bo przychodzę z daleka,
Z kraju okrutnego
Pełnego wiatru, trucizn i wulkanów.
Czekałam wiele lat, zanim wydałam
Ten mój kwiat strzelisty i desperacki,
Brzydki, włóknisty, sztywny, ale zwrócony ku niebu.
To jest sposób, w jaki ogłaszamy, że
Jutro umrę. Rozumiesz mnie w końcu?

10.09.1983 (tłum. Jarosław Mikołajewski, Ocalały. Wybór wierszy, 2014, Wyd. Austeria)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


HOLOCAUST DENIER DAVID IRVING TO BE BLACKLISTED IN LITHUANIA

HOLOCAUST DENIER DAVID IRVING TO BE BLACKLISTED IN LITHUANIA

ILANIT CHERNICK


“Persons who spread these ideas are not welcome in our country,” Foreign Minister Linas Linkevicius said.

David Irving, the British Holocaust-denier, speaks to Reuters during an interview in Warsaw September 21, 2010. (photo credit: KACPER PEMPEL/REUTERS)

Lithuania is planning to blacklist infamous Holocaust denier and antisemite David Irving.

In an interview with AFP, Lithuania’s Foreign Minister Linas Linkevicius made it clear that “Holocaust denial and praising Adolf Hitler is a crime in Lithuania.”

“Persons who spread these ideas are not welcome in our country,” Linkevicius said, adding that he was going to speak with the migration department to officially blacklist Irving, who may attempt to visit the EU country at some point later this year.

The well-known British Holocaust denier and self-proclaimed Hitler expert announced on his website that he was planning “an exclusive tour of historic Nazi sites in Poland [in] September 2019.”

In 2010 and 2015, Irving, who is now 80, led similar tours to World War II sites in Poland, including the Treblinka death camp and other Holocaust sites, a move which was viewed as extremely controversial. 

It drew ire and widespread condemnation from Holocaust survivors and anti-racism groups. During his 2015 tour, he also took the group to see such sites in Latvia.

Speaking to The Jerusalem Post at the time, he denied that he was an antisemite, saying, “no, not yet.”

Last month, Diaspora Affairs Minister Naftali Bennett wrote a letter to Poland’s Ambassador to Israel Marek Magierowski, asking him to deny Irving entry into the country.

“Given Irving’s record of abhorrent statements and outright lies about the history of Holocaust, it is quite clear that he intends to use this opportunity to spread further falsehoods and vitriolic narrative,” wrote Bennett. “In so doing, he will doubtless cause deep offense to the memory of the victims of the Holocaust and to all the Jewish people, as well as stoke the already raging fire of hatred and antisemitism we are witnessing around the world today.”

Soon after, Poland’s Foreign Minister Jacek Czaputowicz told reporters that Irving would likely be denied entry into his country.

“Negation of the Holocaust is not allowed by Polish law: therefore he will not be welcome here in Poland if he wants to come and present his opinions,” Czaputowicz said.

A spokesperson for Bennett told Reuters at the time that they “are greatly encouraged by the Polish foreign minister’s comments. We have prevented the spread of hatred and lies against the Jewish people and against the memory of the victims of the Holocaust.”

In 2006, Irving served time in an Austrian jail for Holocaust denial. He is also famous for losing a 1996 libel lawsuit against Holocaust historian Deborah Lipstadt, who described him as a Holocaust denier.

He authored the book Hitler’s War in which he attempted to minimize both Nazi atrocities and Hitler’s responsibility for them.
Irving claimed that Hitler was not aware of the program to exterminate the Jews and retained his credibility as a historian. 

Over time, this claim evolved into full-blown Holocaust denial, saying that there was no evidence to prove the existence of gas chambers at Auschwitz.


Jeremy Sharon and Amy Spiro contributed to this report.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Elections 2019 Come to a Close – Your News From Israel

Israel Elections 2019 Come to a Close – Your News From Israel

  ILTV ISRAEL DAILY



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


75 lat temu powołano I Armię Polską w ZSRS [ 16.03.2019]

75 lat temu powołano I Armię Polską w ZSRS [ 16.03.2019]

jiw / skp /


75 lat temu, 16 marca 1944 r., powołano I Armię Polską w ZSRS, podległą dowództwu Armii Czerwonej. Liczyła blisko 80 tys. żołnierzy. Jej dowódcą został gen. Zygmunt Berling.

Gen. Zygmunt Berling, 1947 r. Fot. PAP/CAF

Początki formowania wojsk polskich w ZSRS sięgają 14 sierpnia 1941 r., kiedy została podpisana w tym zakresie stosowna umowa. Nie wiadomo dokładnie, jak wielu Polaków przebywało wówczas na tym terytorium, ale – zważywszy na obszary zagarnięte we wrześniu 1939 r. – żołnierzy polskich wcielonych do Armii Czerwonej i do tzw. strojbatalionów (oddziałów roboczych), jeńców wojennych, a także polską ludność osiadłą w Rosji oceniano nawet na 300 tys. ludzi. Spodziewano się też, że w liczbie tej znajdzie się również pełny korpus oficerski – w tamtym momencie nie wiedziano jeszcze o zbrodni katyńskiej. Co istotne, władze sowieckie zgodziły się na rekrutację wyłącznie Polaków – ludność innych narodowości mająca obywatelstwo polskie nie została nią objęta, co miało wyraźny wydźwięk polityczny – Stalin dawał w ten sposób sygnał, że dawnych Kresów II Rzeczypospolitej nie uważa za terytoria polskie. Dowództwo formujących się sił zbrojnych powierzono gen. Władysławowi Andersowi.

Jednak Polakom nie zależało na walce u boku Armii Czerwonej. Nastroje były wyraźnie antysowieckie. Gen. Anders wyraził się nawet, że gdyby nie pilnował żołnierzy, zaczęliby strzelać do każdego napotkanego Rosjanina. Stalin z kolei pozbywając się Polaków ze swojego terytorium, czułby się zwolniony z jakichkolwiek zobowiązań wobec Polski. Pomijając to, że pod względem militarnym Polacy nie byli dla niego niezbędni, a koszty ich utrzymania były wysokie – zwłaszcza że płacono nie tylko na żołnierzy, lecz także ich rodziny. Nic dziwnego, że obie strony szybko zgodziły się na to, że żołnierze gen. Andersa zostaną ewakuowani na Bliski Wschód. Między 24 marca a 31 sierpnia 1942 r., w dwóch fazach, wyruszyło w kierunku Iranu łącznie ponad 100 tys. ludzi, w tym ok. 35 tys. cywilów (również dzieci). Szacowano, że w granicach ZSRS wciąż jednak przebywało ok. 680 tys. Polaków.

Oportunista kontra komuniści

Wśród nich był ppłk Zygmunt Berling. Nie do końca wiadomo, dlaczego nie wyjechał z Andersem. Jedna wersja mówi, że poszło o sprawy ambicjonalne – Anders nie awansował go na pułkownika, co miało urazić oficera słynącego z cholerycznego usposobienia. Inna – że zakaz wyjazdu otrzymał od NKWD. Jakakolwiek byłaby prawda, Anders uznał pozostanie Berlinga w ZSRS za dezercję i zdradę, zdegradował go i wydalił z armii, a kilka dni później sąd polowy skazał go zaocznie na karę śmierci. Wyrok nie był jednak prawomocny – nie podpisał go Naczelny Wódz, gen. Kazimierz Sosnkowski.

Oczywiście przebywając na terenie ZSRS, Berling nie musiał się przejmować wyrokiem. Ani degradacją – już wkrótce z rozkazu Stalina został mianowany generałem. Po przyjeździe do Moskwy przygotował i przekazał sowieckiemu przywódcy deklarację polityczno-wojskową dotyczącą utworzenia nowych, polskich sił zbrojnych – niezależnych już od rządu londyńskiego, lecz podległych wyłącznie dowództwu Armii Czerwonej. Już w pierwszym jej punkcie zaznaczył:

„Przystępujemy do pracy całkowitej niezależności od rządu polskiego w Londynie, który przestał reprezentować interesy narodu polskiego”.

Dalej pisał, że „Polska demokratyczna pozostaje w ścisłym sojuszu i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim”, a także zapowiadał przesunięcie granic na zachód przy jednoczesnej zgodzie na straty na wschodzie, na korzyść Ukrainy, Białorusi i Litwy. Stalina najwyraźniej dokument zainteresował, bo spotkał się z Berlingiem 14 lutego 1943 r. i zapewne wtedy wyłożył mu swoją wizję polskiego wojska. Po tym spotkaniu Berling zabrał się do pracy i już 8 kwietnia wysłał do NKWD pismo zawierające analizę sytuacji:

„Wychodzę z umotywowanej przesłanki, że w ZSRR istnieje wystarczająca liczba Polaków dla sformowania jednostek wojskowych liczących ok. 100 tys. ludzi (według wyliczeń sztabu gen. Andersa). Ze względów organizacyjnych nie można tych ludzi brać od razu do jednostek wojskowych. Jest jednak w pełni możliwe zorganizowanie w pierwszej kolejności jednej dywizji i jej jednostki zapasowej […] Szczególną trudność przedstawia kwestia kadr, szczególnie dowódców pułków, batalionów, dywizjonów, baterii”.

9 maja Państwowy Komitet Obrony ZSRS podjął decyzję o formowaniu z dniem 15 maja polskiej dywizji strzelców w Sielcach nad Oką.

Z decyzji tej wynikały dwie dość ważne dla przyszłości Polski decyzje. Po pierwsze, w odróżnieniu od wytycznych wobec armii gen. Andersa w dokumencie nie podzielono Polaków na kategorie. Polakiem był każdy, kto do 1939 r. był obywatelem Polski i deklarował się jako Polak, bez względu na narodowość. Druga zaś kwestia dotyczyła tego, że przyszła Polska nie stanie się kolejną republiką sowiecką, lecz – przynajmniej formalnie – niezależnym państwem. Wizualnie świadczyło o tym już choćby to, że umundurowanie żołnierzy Berlinga było kopią umundurowania polskiego z roku 1939.

Berling był oportunistą, jednak raczej nie ideowym komunistą. Sowieckie władze, ale też polscy komuniści w ZSRS zrzeszeni w powstałym 1 marca 1943 r. Związku Patriotów Polskich i Centralnym Biurze Komunistów Polskich prawdopodobnie zdawali sobie z tego sprawę. Dlatego właśnie polityczną kontrolę nad formującymi się jednostkami przejęła Wanda Wasilewska. Między nią a Berlingiem dochodziło do nieustających tarć. Historyk prof. Andrzej Paczkowski zwracał uwagę na nieprzypadkową zapewne zbieżność w czasie formowania armii i organizowania polskich komunistów w zwartą formację. Stalin tworzył zarówno zaplecze polityczne, jak i militarne swojego przyszłego satelity.

„Rzucił Polsce i Polakom jawne wyzwanie. Był to także sygnał dla zachodnich sprzymierzeńców, że ZSRS będzie kształtował sytuację w Europie wedle swoich interesów” – pisał prof. Paczkowski.

Ani Wasilewska, ani Berling w tamtym okresie zapewne nie przejmowali się wielką polityką, zajęci wewnętrznymi sporami. W jednym mimo to byli zgodni – polskie siły zbrojne miały być silne i liczne. 6 lipca gen. Gieorgij Żukow przekazał władzom, iż Wasilewska i Berling domagają się zorganizowania dodatkowego poboru 500 Polaków z przeznaczeniem do przeszkolenia dowódczego. Władze przychyliły się do prośby i w ciągu ośmiu miesięcy przeszkolono 350 dowódców plutonów, 100 dowódców kompanii i 50 dowódców batalionów. 15 lipca 1943 r. 1 Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki złożyła przysięgę, a 12–13 października stoczyła swoją pierwszą bitwę – pod Lenino: niezwykle krwawą i przegraną, ale jej propagandowy wydźwięk był jasny. Polskie komunistyczne wojsko pojawiło się na froncie II wojny światowej.

W drodze do Berlina

Ludzi wciąż jednak przybywało. W sierpniu 1943 r. uformowano z nich 2 Dywizję i pospiesznie przystąpiono do tworzenia trzeciej. Wiosną roku 1944 przekształcono je w I Korpus Polski. Jego liczebność przedstawiała się następująco: szeregowi – 29 269, podoficerowie – 8398, podchorążowie – 1277, oficerowie – 4564, czyli łącznie – 43 508. Tak jak wcześniej wyraźnie odczuwało się brak kadr oficerskich. Nawet jeśli uzupełniano je oficerami sowieckimi – w tamtym momencie stanowili oni 67 proc. – to należeli oni do najgorszych. 70 proc. z nich nie posiadało wyższego wykształcenia, a 14 proc. nawet średniego. Nie najlepsza była też atmosfera wśród szeregowców.

Trzeba pamiętać, że zazwyczaj nie było wśród nich ideowych komunistów – byli to ludzie, których los rzucił w nierzadko odległe rejony sowieckiej Rosji – na Kaukaz, na Syberię – i we wstąpieniu do wojska polskiego widzieli szansę na powrót do ojczyzny. Spóźnili się na Andersa, ale ich stosunek do Rosjan był równie negatywny jak tych, którzy zdążyli. Alfred Lampe, polski komunista i członek Związku Patriotów Polskich, zauważał w rozmowie z Berlingiem: „Bardziej pachnie u was Pierwszą Brygadą niż Pierwszą Dywizją” – nawiązując rzecz jasna do Piłsudskiego. Klimat psuły dodatkowo propagandowe działania Wasilewskiej. Jak wspominał Włodzimierz Sokorski:

„Pamiętam rozmowy z oficerami rezerwy, którzy otwarcie mówili, że wspólna walka prowadzi do granic kraju, później jednak drogi się rozejdą. Uważali się za żołnierzy Armii Polskiej i poczuwali się do lojalności wobec rządu londyńskiego”.

Sokorski dostrzegał również, że wciąż nie najlepiej układały się stosunki między Berlingiem a polskimi komunistami – oni mu nie ufali, on ignorował ich sugestie i torpedował próby narzucenia swojej woli. Podczas jednego ze spotkań mówił np.:

„Chcemy widzieć razem wszystkich Polaków – od komunistów do narodowców – złączonych wspólnym celem. Wszyscy kochamy Polskę, a co będzie później, zdecydujemy nie my, lecz naród. I kto zechce naród tego prawa decyzji pozbawić i tak urządzić, żeby było nie, jak postanowi naród, ale jak dyktuje interes kliki – to my się na to nie zgodzimy”.

Kliką nazywał Berling Związek Patriotów Polskich, co wyraźnie wskazuje, jak duże panowało napięcie między stroną polityczną a wojskową. Stalinowi to jednak z pewnością nie przeszkadzało – był mistrzem w wygrywaniu wzajemnych konfliktów, a zwaśnieni Polacy byli znacznie łatwiejsi do kontrolowania. Zależało mu na wojsku, i wojsko się rozbudowywało. Kiedy na przełomie lutego i marca 1944 r. formowanie 3 Dywizji dobiegało końca, Berlingowi udało się odbyć z nim rozmowę. Jak pisał w pamiętnikach:

„Padła natomiast uwaga, że z chwilą zakończenia organizacji i wejścia trzeciej dywizji w skład naszego korpusu, ten ostatni utraci swój charakter dotychczasowy i przestanie istnieć jako normalny korpus armijny. Stanie się czymś nowym. Chwyciłem w lot okazję. Odpowiedziałem, że zdaję sobie w pełni sprawę z tego stanu rzeczy. Zresztą już dziś polski korpus, z racji swego składu i wyposażenia, posiada niektóre cechy jednostki operacyjnej. Po dołączeniu trzeciej dywizji te cechy jeszcze bardziej się uwydatnią. Byłem upoważniony do notyfikowania zamiaru prezydium ZPP wystąpienia do rządu radzieckiego z propozycją rozwinięcia polskiego korpusu w armię. W pierwszej chwili, pod wpływem tego, co usłyszałem, odniosłem niemiłe wrażenie, że Stalin nie jest zachwycony nakreśloną przeze mnie perspektywą, mianowicie wyraził opinię, że byłaby to miniaturowa armia… Jednak już następne zdanie rozproszyło moje obawy… – Nu, ja nie wozrożaju – brzmiał dalszy ciąg wypowiedzi”.

16 marca 1944 r. dekret Rady Najwyższej ZSRR zadecydował o stworzeniu I Armii Polskiej. W końcu kwietnia przesunięto ją na Wołyń jako drugi rzut Frontu Białoruskiego kierującego się na Warszawę i Berlin. Jego dowódcą był Konstanty Rokossowski.

Historia I Armii Polskiej nie była długa. 22 lipca dokonano jej połączenia z operującą na terenach polskich partyzancką Armią Ludową i utworzono Wojsko Polskie. Na jego czele stanął dotychczasowy dowódca AL, a wcześniej, od 1932 r., agent sowiecki, gen. Michał Rola-Żymierski (lub Żymirski), Berling został jego zastępcą, z kolei zastępcą ds. politycznych pozostał gen. Aleksander Zawadzki, szefem sztabu zaś służący w AL płk Marian Spychalski. W ten sposób praktycznie całe najwyższe dowództwo Wojska Polskiego zyskało charakter czysto polityczny.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com