Archive | July 2019

Dlaczego neonaziści tak bardzo kochają ruch BDS?

Dlaczego neonaziści tak bardzo kochają ruch BDS?

Petra Marquardt-Bigman
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


”Stop syjonizmowi!” ”Izrael jest naszym nieszczęściem!” Kto to powiedział: „postępowi” zwolennicy ruchu bojkotu Izraela – czy amerykańscy zwolennicy białej supremacji i niemieccy neonaziści?

Od dłuższego już czasu było jasne, że ”postępowe” przestrzenie mają problem z ”syjonistycznymi” i ”obraźliwymi” symbolami – włącznie z każdą flagą z najłatwiej rozpoznawalnym żydowskim symbolem, z Gwiazdą Dawida.

Niewątpliwie dlatego podczas postępowego protestu przeciwko niedużej demonstracji Ku Klux Klanu w Dayton w Ohio, postępowi protestujący próbowali spalić flagę Izraela. Ich płomienny „antysyjonizm” musiał skłonić ich do palenia flagi żydowskiego państwa, by zrównać to państwo z białą supremacją KKK.

Jest jednak coraz wyraźniejsze, że podobna antypatia do ”Syjo” mobilizuje skrajną prawicę. W zeszłym tygodniu neonazista, który przyszedł ze swoimi kumplami na paradę gejów w Detroit, odczuwał potrzebę pokazania, że żydożercy mogą być także antysyjonistami, i oddał mocz na izraelską flagę. Zaś mała neonazistowska partia niemiecka, Die Rechte, prowadziła kampanię do niedawnych wyborów do parlamentu UE pod hasłem: „Żydzi są naszym nieszczęściem”.

To jest wspólny mianownik. Jeśli, jako człowiek postępowy, twierdzisz, że poważnie traktujesz walkę przeciwko najstarszej nienawiści, i znajdujesz się po tej samej stronie, co neonaziści, to chyba jest pora na ponowne rozważenie własnych poglądów.

Co prowadzi do kluczowego pytania: co powoduje to zbliżenie umysłów, retoryki i czynów? Moim zdaniem, niestrudzone wysiłki ruchu bojkotu, dywestycji i sankcji (BDS).

Zwolennicy BDS ze skrajnej lewicy i ze skrajnej prawicy aż nazbyt chętnie popierają twierdzenie, że antysyjonizm nie ma absolutnie nic wspólnego z antysemityzmem – i zapewniają, że to syjonizm jest rasizmem. Jeśli jednak upierasz się przy traktowaniu Izraela jako Żyda wśród narodów, nie udawaj oburzenia, kiedy uznaje się to za antysemityzm.

Ta dynamika jest wyraźnie widoczna w dzisiejszych Niemczech.

Niemiecki parlament przegłosował niedawno niewiążący wniosek z potępieniem BDS jako ruchu antysemickiego. Wniosek wskazywał na niezaprzeczalne podobieństwo między nalepkami ruchu BDS „Nie kupuj” naklejanymi na izraelskie produkty, a sloganem nazistów: „Nie kupuj od Żydów”.

I jak w zegarku pojawił się ”progresywny” ostry sprzeciw, najjaśniej wyrażony przez przyjazną wobec Hamasu Electronic Intifada, która gorzko skarżyła się, że niemiecki parlament ”oczernił starania o prawa palestyńskie jako antysemityzm”.

Podobnie brzmiące argumenty przedstawili żydowscy i izraelscy akademicy, niemieccy eksperci od Bliskiego Wschodu i sam ” Haaretz”.

Kiedy żydowskie muzeum w Berlinie podzieliło się na Twitterze petycją, która nazywa BDS „prawomocnym narzędziem oporu bez przemocy”, izraelski ambasador nazwał to „haniebnym”, a Centralna Rada Żydów w Niemczech zapytała, czy muzeum można nadal „w ogóle nazywać żydowskim” w sytuacji jego sprzeciwu wobec podjętych kroków na rzecz zakończenia dyskryminacji Żydów. Kilka dni później dyrektor muzeum zrezygnował ze stanowiska „żeby zapobiec dalszym szkodom dla muzeum”.

Kiedy więc skrajnie prawicowa partia niemiecka “Die Rechte” wybrała hasło ”Izrael jest naszym nieszczęściem”, nie tylko byli w pełni świadomi, że odzwierciedlało ono nazistowski okrzyk bojowy “Der Stürmera”: “Żydzi są naszym nieszczęściem”. Najwyraźniej byli także w pełni świadomi pełnych determinacji wysiłków zaprzeczania, że demonizowanie Izraela jest antysemickie – i czuli się ośmieleni do publicznego pokazywania tego nowego, „akceptowalnego” oblicza nienawiści.

Plakaty z hasłem ”Izrael jest naszym nieszczęściem” wypisanym wielkimi literami otoczonymi drobniejszymi napisami ”Stop syjonizmowi” i ”Zakończyć z tym!”, były dumnie pokazywane wszędzie, gdzie partia prowadziła kampanię wyborczą do UE.

Marne wyniki tej partii w wyborach (0,1 procenta wszystkich głosów) nie powinny przesłonić poczucia osiągnięcia wśród jej aktywistów, bo udało im się przykleić swój plakat do tablicy zaznaczającej miejsce zniszczonej przez nazistów synagogi w niemieckim mieście Gelsenkirchen.

Złowrogi, przechwalający się tweet robi aluzję do fantazji o linczu: „Teraz wiszą także przy synagodze… nasze plakaty!” W 1937 roku ta sama ulica otrzymała nową nazwę: “Der Stürmer”.

Ta partia używała również swojego plakatu ”Izrael jest naszym nieszczęściem” w kampanii w mediach społecznościowych ”głównego nurtu”, wzywając do bojkotu tegorocznego konkursu piosenek Eurowizji w Tel Awiwie. Przywódca partii, Sascha Krolzig, wyraził uznanie każdemu, kto przeciwstawia się ”syjonistycznemu agresorowi” i delikatnie napomknął, że BDS to zaledwie imitacja, podczas gdy jego partia jest ”antyizraelskim oryginałem”.

Od dawna twierdziłam, że gdyby ktoś chciał podsumować przesłanie aktywizmu BDS w jednym zdaniu, to zdanie „Żydowskie państwo jest naszym nieszczęściem” byłoby najlepszym streszczeniem. “Die Rechte” doszła do tego samego wniosku.

Nie należy sądzić, że poparcie neonazistowskiej partii dla BDS jest tylko taktycznym wybiegiem. Tak, są neonazistami i szukają możliwości wyrażania nienawiści do Żydów w sposób, który nie ściągnie na nich kłopotów za antysemickie podżeganie.

Ale “Die Rechte” najwyraźniej czuje się związana z ruchem BDS. Partia jest związana ze stroną internetową niemieckiego BDS i proponowała aukcję na benefis BDS, pisząc, że BDS jest oddany wysiłkom „izolowania syjonistycznego państwa agresora” politycznie, ekonomicznie i kulturalnie w obronie „praw palestyńskiego ludu”.

Kolejnym zasadniczym związkiem, jaki odczuwają, jest niestrudzona walka BDS z szeroko zaakceptowaną definicją antysemityzmu, przedstawioną International Holocaust Remembrance Alliance. Ponieważ definicja IHRA przytacza demonizację Izraela jako przykład współczesnego antysemityzmu, zwolennicy BDS, włącznie z sektą Corbyna w Wielkiej Brytanii, przeciwstawia się tej definicji równie zażarcie jak neonaziści, którzy chcą propagować hasło „Izrael jest naszym nieszczęściem”.

Jeśli ostro skupiasz się na umieszczaniu jedynego na świecie państwa żydowskiego jako nikczemnego „Żyda wśród narodów” – bezprawnego i nieodwracalnie rasistowskiego, osadniczo-kolonialnego tworu, który jest winny potwornych zbrodni wojennych włącznie z „apartheidem” i „ludobójstwem” – nie możesz udawać zaskoczenia i pogardy, kiedy staromodni żydożercy słyszą melodię, która tak przyjemnie znajomo brzmi w ich uszach.

Zjawisko rzekomo postępowych ”krytyków Izraela”, wychwalanych przez skrajną prawicę jest dobrze udokumentowane, czy jest to fetowany, nienawidzący Izraela akademik Szlomo Sand, który otrzymuje pochwały od „zróżnicowanego spektrum antysemitów”, czy gwiazda rockowa BDS, Roger Waters, opisywany w “The Daily Stormer” pod wiele wyjaśniającym tytułem: Roger Waters Condems the Jews [Roger Waters potępia Żydów], czy inni znani zwolennicy BDS, zdobywający poparcie od Davida Duke’a.

I w żadnym razie nie jest to tylko jeden kierunek ruchu: niektórzy aktywiści BDS promują poglądy, których nie daje się odróżnić od materiału popularnego na stronach internetowych skrajnej prawicy, podczas gdy innym nie przeszkadza publikowanie na stronach, na których są jawnie antysemickie teksty.

Ponadto, jak pokazują niekończące się rewelacje o antysemityzmie w brytyjskiej Partii Pracy oraz z innych miejsc, negacjoniści Holocaustu, zwolennicy białej supremacji i kupczący rozmaitymi antysemickimi teoriami spiskowymi wysoko cenią członków propalestyńskich, pro-BDS grup na Facebooku. Zwolennicy Davida Duke’a z pewnością doceniają jego dość częste tweety “Free Palestine”.

Biorąc pod uwagę fakt, że obecnie istnieją nie tylko niezliczone artykuły, ale także kilka znakomitych książek, które dokumentują i analizują antysemityzm, który jest nieuniknioną częścią kampanii BDS, jest żałosne, że krytycy niedawnej niemieckiej decyzji przeciwko BDS powtarzają wyświechtane twierdzenia, że ruch ten jedynie sprzeciwia się okupacji Zachodniego Brzegu przez Izrael i woła o „sprawiedliwość” i prawa Palestyńczyków.

Najwyraźniej nie ma znaczenia, jak często aktywiści skandują ”Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”; nie ma znaczenia, jak często wybielają palestyński terroryzm i jak często wyjaśniają, że ”’Okupacja #Palestyny nie jest bytem odrębnym od #Izraela – JEST Izraelem. Nie ma Izraela, który nie byłby okupowaną, skolonizowaną ziemią palestyńską”.

Trudno uwierzyć, że ci, którzy są zawsze gotowi bronić BDS jako prawomocnego ruchu ”propalestyńskiego”, działają w dobrej wierze. Jak w przygnębiających szczegółach pokazał Cary Nelson w swojej nowej książce Israel Denial, zwolennicy BDS na kampusach wiele zrobili, by promować jawny antysemityzm i spolaryzowany oraz trujący dyskurs.

Kiedy jednak chodzi o promowanie pokojowego współistnienia i wynegocjowanego rozwiązania w postaci dwóch państw, zwolennicy BDS pokazują się tylko po to, by protestować i zakłócać. W końcu, jak słusznie podkreśla Nelson, “w ruchu BDS chodzi tylko o dwie rzeczy: demonizowanie i karanie Izraela. Nie jest przypadkiem, że terminy, które dają mu nazwę – bojkot, dywestycje, sankcje – wszystkie są karzące i odwetowe”.

Jeśli naprawdę wierzycie, że nie jest antysemityzmem demonizowanie Izraela, to przypuszczalnie zgadzacie się również z “Die Rechte”, że nie ma niczego złego w plakatach ”Izrael jest naszym nieszczęściem”. Właściwie, zamieńcie nazwę tej partii na organizację pro-BDS, a z łatwością uszłoby to jako rozsądne, nieobraźliwe propalestyńskie, pro-BDS nawoływanie, jakie moglibyście zobaczyć na każdym wiecu protestacyjnym lub marszu, mimo że tak oczywiście powtarza za “Der Stürmerem”.

Możecie także uważać, że jest rozsądne dla ludzi ”postępowych” mazanie graffiti wychwalających ruch BDS na murze warszawskiego Getta – zrównując Izrael z nazistami i uwłaczając oraz wykorzystując Żydów, którzy tam zginęli.

Jak długo akademicy, którzy tak chętnie osłaniają BDS przed dobrze zasłużonym oskarżeniem o antysemityzm, nie są w stanie podać ani jednego czołowego aktywisty BDS, który prowadzi kampanię na rzecz wynegocjowanego rozwiązania w postaci dwóch państw, które zapewniłoby pokojową koegzystencję przez zneutralizowanie islamistycznych grup terroru, takich jak Hamas i Islamski Dżihad, poświęconych mordowaniu Żydów, nie mogą twierdzić, że poważnie traktują walkę z antysemityzmem.

I następnym razem, kiedy słyszysz zwolennika BDS, który twierdzi, że mówi o Izraelu, że to nie jest o Żydach, pomyśl po prostu o tym, jak brzmiałyby te same słowa w ustach neonazisty. W pewien sposób powinniśmy być wdzięczni skrajnej prawicy od Detroit do Dortmundu: zdarli iluzje, że BDS można oddzielić od najbardziej podstawowych, groteskowych zasad antysemityzmu.


Petra Marquardt-Bigman

Mieszka w Izraelu, wychowała się w Niemczech, pochodzi z rodziny niemieckich uchodźców z terenów dzisiejszej Polski, studiowała w USA, gdzie obroniła pracę doktorską o amerykańskim wywiadzie w nazistowskich Niemczech, prowadzi blog “The Warped Mirror”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


White House economic peace plan may be tough to sell Netanyahu

White House economic peace plan may be tough to sell Netanyahu

RON KAMPEAS


Document outlining Peace to Prosperity scheme includes measures that would require security compromises, likely putting the prime minister and others on the right in a bind
Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu convenes his Cabinet with United States Ambassador to Israel David Friedman to inaugurate a new settlement named after President Donald Trump in a gesture of appreciation for the U.S. leader’s recognition of Israeli sovereignty over the Golan Heights, Sunday, June 16, 2019. (AP/Ariel Schalit)

WASHINGTON (JTA) — Days ahead of a workshop where Jared Kushner will seek tens of billions of dollars for his Middle East peace plan, the White House unveiled an outline of its economic portion, including proposals, like a Gaza-West Bank link, that are sure to rattle Israel’s government.

The “Peace to Prosperity” plan authored by a team led by Kushner, President Donald Trump’s son-in-law, was posted on the White House website on Saturday. It does not outline the political portion, which the plan architects say will come in November, after Israel’s September elections.

The economic plan’s 40 pages enthusiastically endorse expressions of Palestinian identity, from Palestinian desserts to universities, and hint at political outcomes that could upset Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s plans to forge a coalition with parties to the right of his Likud Party. Not mentioned, however, is Palestinian statehood.

In addition to the Gaza-West Bank link, which would inevitably cross Israeli territory, there are proposals to register Palestinian ownership of land and to allow Palestinian farmers greater access to water and arable land.

These outcomes would put Netanyahu in a tough squeeze: He has been unremitting in his embrace of Trump, who has recognized Jerusalem as Israel’s capital, recognized Israeli sovereignty over the Golan Heights, pulled out of an Iran nuclear deal Netanyahu loathes, defunded the Palestinians and effectively campaigned for Netanyahu in April’s election.

Prime Minister Benjamin Netanyahu gives a speech before the newly-unveiled sign for the new settlement of “Ramat Trump”, or “Trump Heights” in English, named after the incumbent US President during an official ceremony in the Golan Heights on June 16, 2019. (Jalaa MAREY / AFP)

Kushner’s plan envisions $50 billion, to be disbursed on building infrastructure and capacity in the West Bank and the Gaza Strip, as well as to promote trade and tourism partnerships with Egypt Jordan, and Lebanon, with portions of the funding to go to these countries.

Neither the 40-page plan nor the accompanying 96-age breakdown of how the money will be spent, mention statehood. Kushner has said he doesn’t find the term useful, and David Friedman, the US ambassador to Israel, has said that the political portion of the plan will relinquish to Israel security control of the West Bank, suggesting that full Palestinian sovereignty was not on the table. Netanyahu has retreated from favoring a two-state outcome and has said he plans on extending Israeli sovereignty to Jewish settlements in the West Bank.

The Palestinian Authority, which is boycotting the workshop next week in Bahrain, has rejected the plan unseen in part because it seems clear it will stop short of statehood and of a Palestinian claim to a portion of Jerusalem. The plan and its annex, which breaks down in detail where funds should go, do not mention Jerusalem at all.

Palestinian protesters burn an American flag during a protest at the Gaza Strip’s border with Israel, Friday, April 6, 2018. (AP Photo/ Khalil Hamra)

“A B C economics is that no monetary value can predicate or substitute economic sovereignty which is the first requirement for prosperity,” Husam Zomlot, the Palestine Liberation Organization envoy to Washington until he was expelled last year by the Trump administration to punish the Palestinians for their boycott of peace talks, said on Twitter.

Kushner in an interview with Reuters, which reported the plan before it was posted, said its publication could bring around skeptics.

“I find that in the real world, the way you solve problems is by really going into the details, putting forward proposals, agreeing, disagreeing on certain things — that’s very healthy, that’s how you resolve a conflict,” he said. “Remember, nobody agrees up until right before they do so. It’s not unexpected for people to posture and to criticize things but what we’re hoping to do is create a framework where we can change the discussion and get people to look at these problems differently and more granularly and hopefully in a way that can lead to some breakthroughs.”

Elements of the plan portend security compromises Netanyahu might be loath to make. Chief among these is a $5 billion transportation project that would link the Gaza Strip and the West Bank.
Palestinian trucks seen at the Kerem Shalom crossing, the main passage point for goods entering Gaza from Israel, July 9, 2018 (Abed Rahim Khatib/Flash90)

read more: White House economic…to sell Netanyahu


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

Doradca Chameneiego: Ameryka boi się wojny z Iranem

Doradca Chameneiego: Ameryka boi się wojny z Iranem

  Malgorzata Koraszewska



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Długie życie Roberta Bernsteina

Długie życie Roberta Bernsteina

Andrzej Koraszewski


Robert Bernstein zmarł 27 maja 2019 w wieku 96 lat. Jego śmierć przeszła w Polsce niezauważona, chociaż obrońców praw człowieka mamy dziś bez liku.

Deklaracja Praw Człowieka ONZ jest nadal ważna, ale od dawna wiemy, że wśród strażników, którzy mają pilnować jej przestrzegania, znalazły się takie kraje jak Arabia Saudyjska, Kuba, Wenezuela, Chiny i wiele podobnych. Wśród tych, którzy próbowali przywrócić sens walki o prawa człowieka, dwie postaci odegrały rolę szczególną – brytyjski prawnik, Peter Benenson, którego artykuł z 1961 roku ruszył lawinę i doprowadził do założenia Amnesty International oraz Robert Bernstein, który najpierw w 1973 roku założył Fund for Free Expression, potem Helsinki Watch, a wreszcie w 1988 roku założył Human Rights Watch.

Swoją karierą zawodową Robert Bernstein zaczynał po dwuletniej służbie wojskowej w Indiach, w 1946, od posady gońca w wydawnictwie Simon & Schuster. Po dziesięciu latach był dyrektorem sprzedaży, potem pracował na analogicznym stanowisku w wydawnictwie Random House, w 1966 roku został dyrektorem generalnym tego wydawnictwa i piastował tę funkcję przez 25 lat.

Trudno zrozumieć Roberta Bernsteina jako działacza na rzecz obrony praw człowieka bez przypomnienia tego niesłychanego wydawcy. Nie tylko wydawał najwspanialszych autorów amerykańskich i zachodnioeuropejskich, ale to w jego wydawnictwie ukazywały się książki Andreja Sacharowa, VáclavaHavla i innych pisarzy z Europy Wschodniej. Random House kierowany przez Bernsteina uważany był za jeden z najwspanialszych wielkich domów wydawniczych. Po 25 latach akcjonariusze postanowili jednak pozbyć się go, ponieważ jak oceniał jeden z analityków:

[Właściciele] Random House, mimo ogromnych obrotów wydawnictwa, byli zaniepokojeni spadkiem zysków. Pan Bernstein, wykształcony na Harvard University i protegowany oraz następca założyciela Random House Bennetta Cerfa, nie kwestionował tej analizy. Będący własnością konglomeratu dom wydawniczy – stwierdzano w analizie – był prowadzony jak mała księgarnia, z zarządzającym, który kochał książki, ale mało interesował się zyskiem. Publikował wiele książek, które nie rokowały handlowych zysków, a które były uważane za ważne przez wydawcę.

Pewnie każdy wydawca z prawdziwego zdarzenia chciałby otrzymać taką opinię. Jego kariera wydawcy była ściśle związana z jego działaniami na rzecz praw człowieka. Ta część jego życiorysu zaczęła się od chęci umożliwienia pisarzom zza żelaznej kurtyny publikowania ich książek na Zachodzie. A ponieważ ci pisarze stale spotykali się z różnego rodzaju szykanami i prześladowaniami, włącznie z aresztowaniami, karami więzienia i zesłaniami, więc naturalnym odruchem Roberta Bernsteina było stworzenie organizacji, która zajmowała się monitorowaniem tych prześladowań.

W pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku Moskwa postanowiła wyjść z kolejną „pokojową inicjatywą” i ożywiła przedstawioną w 1964 roku ideę polskiego ministra spraw zagranicznych, Adama Rapackiego, żeby zorganizować wspólną konferencję bezpieczeństwa krajów NATO i Układu Warszawskiego. Strona zachodnia zgodziła się i wszystko byłoby wspaniałym propagandowym sukcesem Moskwy, gdyby nie „trzeci koszyk”, do którego wrzucono „współpracę w kwestiach humanitarnych i dziedzinach pokrewnych”. Robert Bernstein uznał to za znakomitą okazję i stworzył organizację, monitorującą jak się też ta „humanitarna współpraca” przedstawia i jakie humanitarne problemy za żelazną kurtyna wymagają współpracy.

Czy przyczynił się do upadku ZSRR? Trudne pytanie, ale wysiłków nie szczędził i poważnie utrudnił zachodnim mediom udawanie, że nic nie wiedzą, jak również wywoływał za żelazną kurtyną podobną irytację jak działalność Petera Benensona.

Podczas gdy Benenson rozpoczął swoje działania od Afryki i rozszerzył je na inne regiony świata, Bernstein zaczął od Moskwy, żeby z czasem zainteresować się dyktaturami poza komunistycznym blokiem. W 1988 roku Robert Bernstein połączył różne stworzone przez siebie grupy w jedną potężną organizację Human Rights Watch, której zadaniem było ujawnianie przypadków ludobójstwa, tortur, zbrodni wojennych, dyskryminacji kobiet i innych łajdactw na całym świecie. Odszedł na emeryturę po dwudziestu latach intensywnych działań na rzecz praw człowieka i po dziesięciu latach kierowania HRW.

Do organizacji, które zdobywają aurę szlachetności i skuteczności, różne podejrzane typy lecą nieodmiennie jak muchy do miodu. Podczas pierwszych 10 lat swojej działalności Human Rights Watch odgrywała rolę, do której powołana była Komisja Praw Człowieka ONZ, która znalazła się w łapach państw bandyckich, od lat zajmowała się ukrywaniem ludobójstw, tortur, zbrodni wojennych kierując wszystkie reflektory na rzekome zbrodnie Izraela.(W końcu skandal był już tak wielki, że w 2006 roku zlikwidowano Komisję Praw Człowieka ONZ i powołano Radę Praw Człowieka ONZ, która w ciągu kilku miesięcy powróciła w swoje koleiny teatru nieustannych potępień rzekomych zbrodni Izraela).

W 2009 roku Robert Bernstein opublikował w „New York Times” artykuł, w którym oskarżył  kierownictwo Human Rights Watch o odejście od statutowych założeń tej organizacji, stwierdził, że HRW zajmuje się głównie Izraelem, że potępia znacznie częściej naruszenia praw człowieka w Izraelu niż w pozostałych krajach Bliskiego Wschodu, które wszystkie bez wyjątku są rządzone autorytarnie i mają odrażającą historię łamania praw człowieka.

Jak można się było spodziewać, kierownictwo HRW poczuło się skrzywdzone jak dziecko i zapewniło, że było, jest i będzie wzorem cnót wszelkich.

Przez ostatnie lata swojego życia Robert Bernstein próbował popierać ludzi podejmujących wysiłki faktycznej obrony praw człowieka i ujawniających nie tylko naruszenia tych praw, ale i łajdactwa tych, którzy uzurpowali sobie rolę strażników praw człowieka na świecie.

Kanadyjski prawnik, Hillel Neuer, założyciel organizacji UN Watch i przyjaciel Roberta Bernsteina, opublikował po jego śmierci wykład, który Bernstein wygłosił w 2010 roku. To długi tekst, który każdy, komu prawa człowieka leżą na sercu, powinien przeczytać w całości. (Tu jest link do tego wykładu, dla tych, którzy czytają po angielsku: https://unwatch.org/human-rights-middle-east-robert-l-bernstein/). Z konieczności ograniczam się tu tylko do kilku fragmentów. Bernstein opowiadał w nim o całym swoim życiu. Opisuje między innymi spotkanie w Moskwie z Andrejem Sacharowem i jego żoną:

W 1976 roku byłem zaproszony na wydane przez biuro „New York Times” przyjęcie w Moskwie, gdzie spotkałem słynnego radzieckiego naukowca, który został dysydentem, Andreja Sacharowa i jego nadzwyczajną żonę, Jelenę Bonner. Po dwóch godzinach rozmowy powiedziałem: Chciałbym opublikować twoją autobiografię. To byłaby jedna z naważniejszych książek naszych czasów. Ku mojemu zdumieniu i radości odpowiedział, że on też tego chce. Wiedząc, że jego poczta jest kontrolowana, zapytałem, jak mogę mu dostarczyć kontrakt? Odpowiedział, że podpiszemy go teraz. Uścisnął mi rękę i powiedział: mamy podpisany kontrakt, a szczegóły wpiszesz później.

Sacharow był najpierw słynnym naukowcem, a dopiero potem został znanym obrońcą praw człowieka. Nie odważyli się zamknąć go w więzieniu, ale próbowali go uciszyć, zsyłając do miasta Gorki, gdzie był przez osiem lat pod nieustannym nadzorem KGB.

Sacharow, pisząc swoją autobiografię, nosił manuskrypt zawsze przy sobie, ponieważ w mieszkaniu ciągle były rewizje.

„To nie przeszkodziło KGB. Podczas wizyty u dentysty został uśpiony, a kiedy się obudził, zorientował się, że 150 stron manuskryptu zniknęło. Kiedy postanowił przerwać milczenie, w jednym ze swoich pierwszych oświadczeń, powiedział: ‘Intelektualna wolność jest sprawą podstawową dla ludzkiego społeczeństwa – swoboda dostępu i przekazywania informacji, swoboda otwartej i pozbawionej zagrożeń debaty oraz wolność od biurokratycznych nacisków i przesądów. Ta trójca wolności myśli jest jedyną gwarancją  przeciw zarażaniu ludzi masowymi mitami, które w rękach zdradzieckich hipokrytów i demagogów mogą się zmieniać w krwawą dyktaturę’”.

Po tym spotkaniu radzieckie władze kazały Bernsteinowi opuścić Moskwę, ale wyjeżdżał z silnym postanowieniem, że musi zrobić co w jego mocy, żeby słowa dysydentów zza żelaznej kurtyny dotarły do otwartego świata. Po latach spotkał się w Izraelu z innym byłym radzieckim dysydentem – Natanem Szaranskim. Szaranski odwiedził go w hotelowym pokoju w Jerozolimie, gdzie dał mu swoją książkę Defending Identity.

„Miał bardzo brutalne uwagi na temat międzynarodowych organizacji obrony praw człowieka. Spędził dziewięć lat w radzieckim więzieniu, miał jasny obraz różnicy między wolnymi narodami i tymi, które są pod totalitarną dyktaturą.

Przytoczę kilka zdań z jego książki: ‘Hipokryzja i podwójne standardy międzynarodowych organizacji praw człowieka pokazują zanikanie klarownych kryteriów moralnych, które są niezbędne dla strzeżenia praw człowieka. Odmowa dostrzeżenia różnicy między wolnym i totalitarnym społeczeństwem, pomiędzy państwem cieszącym się pokojem, a państwem znajdującym się w stanie wojny przeciw terrorystycznym reżimom, podważa uniwersalne wartości, na których bazuje idea praw człowieka’.

I Szaranski dodaje: ‘Zrównanie wszystkich kultur, odmowa rozróżniania tych, które są demokratyczne, od tych, które nie są demokratyczne, jest najgorszą zdradą praw człowieka. Można akceptować oczekiwanie od demokracji wyższych standardów, jak długo dostrzegasz, że demokracje z definicji już zachowują wysokie standardy’ […] ’Przez odmowę rozróżniania między demokratycznymi i niedemokratycznymi rządami, ruch na rzecz praw człowieka podważa swoje oddanie demokracji i wolności, i sam staje się narzędziem sił antydemokratycznych’”.

W długim, opartym na własnym życiorysie wykładzie, Robert Bernstein opisywał, jak ruch na rzecz praw człowieka może zamienić się w swoje przeciwieństwo. Mówił o tolerancji dla różnych religii i różnych przekonań politycznych. Mówił, że zdumiewa go deklarowanie podzielania tych wartości oraz wartości zapisanych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i równoczesna koncentracja uwagi wyłącznie na jednym państwie, cytował słowa Leona Borsteina, że „oświata strzeże, by wolność nie zaczęła zanikać, ale tylko pod warunkiem rygorystycznego sprawdzania faktów i otwartej dyskusji o wszystkich sprawach”.

Kończąc czytanie tego, co powiedział prawie dziesięć lat temu Bernstein, zastanawiałem się, czy mówił to człowiek rozgoryczony, czy tylko głęboko świadomy, że ta walka nigdy się nie kończy, a przeciwnik tylko zmienia kostiumy.

Czytając ten wykład, przypomniałem sobie słowa Jerzego Giedroycia, który na długo przed upadkiem komunizmu powiedział, że paryska „Kultura” musi przestać się ukazywać z chwilą jego śmierci. Dobrze wiedział, jakim zagrożeniem są ludzie podszywający się pod raz zdobyty autorytet moralny.

Długie życie Roberta Bernsteina było sukcesem i lekcją dla kolejnych pokoleń, dla tych, którzy raz jeszcze podejmą wyzwanie, wiedząc, że wygrać nie można, że potwory zawsze wracają.


Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jewish Theatre, On Broadway and Off

Jewish Theatre, On Broadway and Off

Alice Burdick Schweiger


A production photo from the Yiddish-language production of Fiddler on the Roof. Photo: Victor Nechay / ProperPix.

The Tony Awards aired on Sunday night, with many Jewish winners — including actress Elaine May and playwright Kenneth Lonergan for The Waverly Gallery, director Rachel Chavkin for Hadestown, and director Sam Mendes for The Ferryman.

Here are some musicals and dramas with a Jewish connection, both on and off-Broadway:

BROADWAY

Ain’t Too Proud: The Life and Times of the Temptations traces Detroit’s R&B group from the streets of the Motor City, to their innumerable ups and downs and rise to the top of the charts. While climbing the road to success, they get a new agent, Shelly Berger, who, as mentioned in the show, is Jewish. Some of their classic beloved songs, such as My Girland For Once in My Life, are performed. At the Imperial Theatre.

All My Sons is Arthur Miller’s classic drama about greed and ethical responsibility. Starring Tracy Letts and Tony-nominated Annette Bening, it’s directed by Gregory Mosher. The Keller family’s son Larry goes missing while serving in the military during World War ll. Meanwhile, the hidden secret that the father knowingly shipped defective aircraft parts during the war, emerges. Closes June 23. At the American Airlines Theatre.

Burn This, a revival of Lanford Wilson’s Pulitzer Prize winning play about love and raw attraction, stars Keri Russell, Adam Driver, and Brandon Uranowitz. A mysterious death brings together two unlikely strangers, and their connection sparks a sizzling relationship. Closes July 14. At the Hudson Theatre.

Frankie and Johnny in the Clair de Lune, written by Terrence McNally, tells the story of a diner waitress and a short order cook whose one-night stand may become more. It stars Michael Shannon and Audra McDonald. Natasha Katz did the lighting, and Nevin Steinberg the sound. It is produced by Debbie Bisno. Closes August 25. At the Broadhurst Theatre.

Hadestown, which won the Tony Award for Best Musical, is a modern retelling of the ancient Greek myth of Orpheus and Eurydice. The story follows two interweaving love stories — that of young dreamers Orpheus and Eurydice, and that of King Hades and his wife Persephone. Rachel Chavkin won a Tony for best director. At the Walter Kerr Theatre.

Ink is set in London, and tells the story of Rupert Murdoch, who turned a struggling paper, The Sun, into a wildly popular, must-read tabloid. He brings on the editor Larry Lamb, who recruits an unlikely team of underdog reporters. Producers include Sonia Friedman. Closes July 7. At the Samuel J. Friedman Theatre.

Kiss Me Kate stars Kelli O’Hara and Will Chase. Two performers, divorced from each other, find themselves starring opposite one another in a musical version of Shakespeare’sTaming of the Shrew. Music and lyrics by Cole Porter. Book by Sam and Bella Spewack. Directed by Scott Ellis. Closes June 30. At Studio 54.

Moulin Rouge The Musical, based on Baz Luhrmann’s beloved 2001 film, is set in the Montmartre Quarter in Paris at the turn of the century. An English poet falls in love with the cabaret singer at the Moulin Rouge, where bohemians, artists, and aristocrats all gather. The cast includes Danny Burstein. Music supervision, orchestrations, and arrangements by Justin Levine. Previews begin June 28, and the show opens July 25. At the Al Hirschfeld Theatre.

Oklahoma!, which won a Tony for Best Musical Revival, offers a contemporary spin on Richard Rodgers and Oscar Hammerstein’s 1943 classic. Daniel Fish wanted to make the show relevant today, and has taken the story of frontier competition and jealousy into modern times. New arrangements and orchestrations are by Tony-nominated Daniel Kluger, and sound design is by nominated Drew Levy. Rebecca Naomi Jones plays Laurey. Free chili and corn bread are served to the audience during the intermission. At the Circle in the Square.

The Cher Show tells the musical history of the pop star’s career. Book by Rick Elice and music by various composers. Three different actresses play Cher, including Stephanie J. Block, who won a Tony Award. Jeffrey Seller (Rent, Hamilton) is one of the producers. Jarrod Spector plays Sonny Bono. At the Neil Simon Theatre.

The Ferryman, the Tony winner for Best Play, is directed by Sam Mendes. Set in rural Northern Ireland in 1981, the Carney’s farmhouse is full of activity and preparations for the annual harvest. But this year’s festivities are interrupted by the news of the death of one of their family members, who had disappeared 10 years ago. Closes July 7. At the Bernard B. Jacobs Theatre.

The Prom is a delightful, high-energy show about an Indiana girl who wants to attend her high school prom with her girlfriend. Meanwhile, after a bad review on Broadway, a group of self-centered actors wanting to gain media attention to boost their careers, travel there to help her cause. Starring Beth LeavelJosh Lamon, and Christopher Sieber, it’s written by Bob Martin. Music by Matthew Sklar and lyrics by Chad Begulelin. At the Longacre Theatre.

To Kill A Mockingbird, the story of racial injustice and childhood innocence, stars Jeff Daniels,  Tony-winner Celia Keenan-Bolger, and Gideon Glick. Set in Alabama in the 1930s and based on Harper Lee’s 1960 novel of the same title, it’s Aaron Sorkin’s adaptation. Bartlett Sher is the director  and Adam Guettel (grandson of composer Richard Rodgers) did the musical score. At the Shubert Theatre.

Tootsie, based on the film with the same name, is about Michael Dorsey, a talented but difficult actor struggling to find work, until a desperate stunt lands him a plum role in a Broadway show. David Yazbek was Tony nominated for best original score, and Scott Ellisfor direction. The delightful musical stars Tony winner Santino Fontana. At the Marriott Marquis Theatre.

In What the Constitution Means to Me, Heidi Schreck delves into her own history as a teenager who earned college tuition by winning Constitutional debate competitions. She brings back her teenage self and traces the relationship between four generations of women in her own family and their rights. Producers include Aaron GlickMatt Ross, and Nederlander Presentations. Closes August 24. At the Helen Hayes Theatre.

 Off-Broadway

Fiddler on the Roof in Yiddish, with English and Russian subtitles, is directed by Oscar and Tony Award winner Joel Grey. The critically-acclaimed National Yiddish Theatre Folksbiene (NYTF) production stars Steven Skybell as Tevye and Jackie Hoffman as Yente. Fiddler on the Roof, which premiered in 1964 and won 9 Tonys, including Best Musical, is based on Tevye and His Daughters, a series of stories by the Yiddish writer Sholem Aleichem. The creative team features musical direction by Zalmen Mlotek and sound design by Dan Moses Schreier. At Stage 42, 422 West 42nd Street.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com