Archive | 2022/04/01

Halacha, życie wcześniaków i proszek z koników polnych

Leonardo da Vinci, fragment Studium płodu w macicy.


Halacha, życie wcześniaków i proszek z koników polnych

KATARZYNA ANDERSZ


JAK POD WPŁYWEM ROZWOJU MEDYCYNY ZMIENIAŁA SIĘ INTERPRETACJA HALACHY? JAKIE WYZWANIE DLA RABINÓW BĘDĄ STANOWIĆ ZDOBYCZE TECHNOLOGICZNE XXI WIEKU? O SYTUACJACH, W KTÓRYCH ROZWÓJ NAUKI TRZEBA POGODZIĆ Z WIELOWIEKOWYM PRAWEM RELIGIJNYM, OPOWIADA RABIN ARI ZIVOTOFSKY, DOKTOR NEUROBIOLOGII W MULTIDYSCYPLINARNYM CENTRUM BADAŃ NAD MÓZGIEM IM. LESLIEGO I SUSAN GONDÓW NA UNIWERSYTECIE BAR-ILAN ORAZ WYKWALIFIKOWANY SZOCHET. 

Katarzyna Andersz: W niedalekiej przyszłości będzie możliwe wyhodowanie organów z tkanek zwierzęcych lub zbudowanie ich na bazie sztucznych materiałów. Zacznijmy jednak od tego, jak kwestię przeszczepów – osiągnięcie zaledwie ostatniego półwiecza – postrzega żydowskie prawo?

Ari Zivotofsky: Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to halachicznie problematyczny temat. Ważne jednak, aby w odniesieniu do wszystkich tego typu pytań pamiętać, że halacha bierze pod uwagę rozwój nauki. Innymi słowy rabini zawsze dążyli do tego, żeby kwestie religijne rozstrzygać w oparciu o współczesny stan wiedzy, a nie formułować stanowisko, przyjmując za punkt wyjścia przekonania z czasów starożytnych. 

Przykładem takiego podejścia jest kwestia ratowania wcześniaków. W Talmudzie czytamy, że dziecko, które urodziło się zarówno w dziewiątym, jak i w siódmym miesiącu ciąży, jest zdolne do życia. Natomiast dziecko, które urodziło się w ósmym miesiącu, nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Taki był stan wiedzy medycznej w czasie spisywania Talmudu i stąd zapis mówiący o tym, że jeśli dziecko urodzone w ósmym miesiącu nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować, to w szabat nie można się nim zajmować – powinno się je traktować jak ciało zmarłego. Natomiast żeby ratować dziecko urodzone w siódmym miesiącu, można szabat złamać. Dziś oczywiście tak nie myślimy i nigdy nie pozwolilibyśmy takiemu ośmiomiesięcznemu wcześniakowi po prostu umrzeć. Nikt nie śmiałby powołać się na ten zapis. 

W czasach powstawania Talmudu o przeszczepach nie mogło być mowy. Jakie więc stanowisko wypracowali współcześni rabini?

Przeszczepy organów są cudowną metodą ocalenia czyjegoś życia lub poprawienia jego jakości – to powszechnie panujący pogląd. Natomiast ważne są kwestie szczegółowe. Oddanie własnej nerki czy szpiku to ogromna micwa. Większość organów pochodzi jednak od nieżyjących dawców i tu pojawia się problem traktowania zwłok – zgodnie z halachą powinny one przecież zostać jak najszybciej pochowane. Niemniej jednak rabini niemal jednogłośnie twierdzą, że jeśli chodzi o ratowanie innego życia, można poczekać i pobrać organ, niezależnie od tego, ile taka procedura zajmuje czasu. 

A pochowanie niekompletnych zwłok nie jest problemem? Ortodoksyjny judaizm sprzeciwia się przecież kremacji ze względu na zmartwychwstanie ciała w czasach mesjańskich.

Pytanie o to, co stanie się z osobą pozbawioną wątroby, w momencie gdy przyjdzie Mesjasz, jest domeną ludzi przesądnych, a nie rabinów. Skoro Bóg będzie w stanie odtworzyć ciało z pozostałych po nim kości, to poradzi sobie też z brakiem wątroby. Rabini uważają, że ludzkim problemem jest ocalenie życia, a kwestie boskie są poza naszym zasięgiem i nie należy się nimi przejmować. Taki przyjęto konsensus. Najbardziej sporną kwestią jest natomiast definicja granicy życia i śmierci. 

Dla lekarzy śmierć mózgu jest z reguły wystarczającym kryterium pozwalającym na pobranie narządów.

Naczelny rabinat Izraela uznał, że śmierć mózgu jest wystarczająca, aby pobrać organy, ale istnieją odłamy judaizmu, głównie ultraortodoksyjnego, które takiej definicji nie przyjmują – uważają, że pobranie organu od osoby, u której nie ustało krążenie, jest równoznaczne morderstwu. Z tego powodu niektórzy rabini uważają, że żaden Żyd nie powinien być dawcą serca i płuc, bo te narządy mogą być pobrane wyłącznie od osoby z nadal funkcjonującym układem krążenia.

Gdy będzie już możliwa hodowla organów na bazie zwierzęcych tkanek, jakie stanowisko przyjmie judaizm?

To w zasadzie mniej skomplikowana kwestia. Już dziś powszechnie wykorzystuje się na przykład zastawki serca pochodzące od świni, genetycznie podobnej do człowieka. Nie ma halachicznego zakazu używania zwierząt, także tych niekoszernych, dla ludzkich korzyści. Czy Żydzi nie mogą grać w futbol amerykański, bo piłka tradycyjnie zrobiona jest ze świńskiej skóry? Oczywiście, że mogą – niekoszernych zwierząt nie wolno jedynie jeść. Jeśli w przyszłości uda nam się dokonywać przeszczepów całych organów od zwierząt czy też budować narządy na bazie ich tkanek, będzie to fantastyczne rozwiązanie, ponieważ cały czas borykamy się z brakiem wystarczającej ilości dawców.

Postęp nauki przyniesie też najpewniej możliwość manipulowania genami, na przykład do stworzenia dziecka o określonym wyglądzie. Już teraz w przypadku implementacji in-vitro można wybrać zarodek, który zostanie przebadany pod kątem obecności konkretnego genu wywołującego ciężką chorobę. Judaizm uznaje takie działania za etyczne?

Tak, generalnie jest przychylnie nastawiony do tego typu procedur. W diagnostyce preimplantacyjnej chodzi o wybranie zarodka, który nie ma wadliwego genu przekazanego przez jednego z rodziców, a zatem o wyeliminowanie choroby. Niedawno natomiast Komisja Etyki przy izraelskim Ministerstwie Zdrowia debatowała nad inną sprawą. Padło pytanie, czy jeśli małżeństwo ma czwórkę zdrowych synów, ale chce, żeby z kolejnej ciąży urodziła się córka, może wybrać żeński zarodek? Nie ma tutaj mowy o niczym tak skomplikowanym jak – niemożliwa zresztą jeszcze – ingerencja w sekwencję DNA. Chodzi jedynie o wybór żeńskiego zarodka spośród kilku innych i jego implementację. Komisja miała tu wiele wątpliwości i w końcu uznała, że dopuszczenie takiego wyboru będzie jak otwarcie puszki Pandory. Pojawią się rodzice, którzy będą chcieli wybierać spośród zarodków takie, które mają określone cechy – gdzie wtedy postawić granicę? Zarówno izraelscy rabini, jak i wspomniana Komisja Etyki zgadzają się więc, że diagnostyka preimplantacyjna powinna służyć tylko eliminowaniu chorób genetycznych. Cała reszta przypadków spotyka się raczej z negatywną opinią, choć nie wiem dokładnie, jaki halachiczny zakaz miałby w tym przypadku zastosowanie. 

W zeszłym roku Chińczyk He Jiankui dokonał zmiany sekwencji DNA zarodków w taki sposób, że uzyskały one genetyczną odporność na wirusa HIV.

To była jak dotąd jedyna potwierdzona próba takiej ingerencji i spotkała się ona z ostracyzmem ze strony środowiska naukowego. Teoretycznie judaizm mógłby na taki proceder spoglądać z aprobatą. Póki co jednak nie ma przyzwolenia na tego typu praktyki, ponieważ istnieje obawa, że nie znamy wszystkich konsekwencji manipulacji genami. Nie wiemy na przykład, jak zamiana jednego genu wpływa na inne. Rabini zawsze starają się podążać za opiniami naukowców – jeśli oni twierdzą, że jest to procedura niebezpieczna lub nieprzewidywalna, nikt nie weźmie jej nawet pod uwagę. 

Poza tym nie widzi rabin innych przeszkód?

To, o czym teraz rozmawiamy, na razie przypomina bardziej science-fiction. Talmud i prawo żydowskie sprzeciwiają się zabobonom oraz praktykom, które nie znajdują swojego potwierdzenia w faktach. Chory może w Jom Kipur zaprzestać postu, jeśli niezbędne jest zażycie lekarstwa, jednak tylko w przypadku, gdy jego działanie jest udowodnione naukowo. Jeśli miałby wypić jakieś ziółka czy połknąć sproszkowane zwierzę, to nie tylko nie wolno mu tego zrobić w Jom Kipur, ale generalnie byłoby to uznane za jakiś rodzaj szamaństwa czy magii. Jeśli manipulacja sekwencją DNA okaże się skutecznym i bezpiecznym sposobem na ochronę przed różnymi chorobami, rabini będą skłonni patrzeć na taki proceder przychylnie. 

Skoro autorytety rabiniczne wydają swoje opinie na podstawie sprawdzonych naukowych danych, czemu nagle słyszymy o tak wielu przypadkach odry w społecznościach ultraortodoksyjnych? Skąd bierze się tam antyszczepionkowa ideologia?

Rzeczywiście, odra rozprzestrzenia się w takich społecznościach wyjątkowo szybko, ale to nie wina antyszczepionkowców. W prawie żydowskim, jakkolwiek interpretowanym, nie ma niczego, co poddawałoby kwestię szczepienia dzieci w wątpliwość. Moja żona jest pediatrą i ma wielu pacjentów z ultraortodoksyjnych rodzin. Według niej winna jest po prostu hierarchia zadań w tego typu społecznościach. Często rodzice mają tak wiele spraw na głowie, że bagatelizują szczepienia, odkładając je na bliżej nieokreśloną przyszłość. Poza tym rodziny ultraortodoksyjne żyją często w gorszych warunkach sanitarnych, w bardzo gęsto zaludnionych dzielnicach, a to także sprzyja rozprzestrzenianiu się choroby. Kiedy wysyła się tam mobilne ambulatorium szczepionkowe, okazuje się, że przychodzi do niego wiele osób, które na co dzień nie mają czasu zabrać dzieci do przychodni. 

W krajach katolickich, takich jak Polska, przy okazji debaty na temat diagnostyki preimplantacyjnej i w ogóle procedury in-vitro słyszy się, że marnowane są zarodki, które nie zostaną wybrane do zabiegu. 

Judaizm, w przeciwieństwie do katolicyzmu, nie postrzega zarodka jako pełnej formy życia, bo nie jest on w stanie przeżyć i rozwinąć się poza organizmem matki. Można powiedzieć, że nas interesuje przede wszystkim rezultat. Jeśli para chce mieć dziecko, to ważne, żeby jej w tym pomóc, na przykład poprzez procedurę sztucznej implementacji. 

Również płód nie jest postrzegany jako życie w pełni rozwinięte, stąd o wiele bardziej zniuansowane spojrzenie na aborcję. 

Czym jest w takim razie płód i w jakich sytuacjach rabini dopuszczają jego usunięcie?

PRENUMERATA
Od dziesiątek lat toczy się dyskusja na temat tego, o ile mniejsza jest wartość życia dziecka w łonie od życia matki. Płód jest potencjalnym życiem, zatem nie można go zabić, ale jednocześnie nie jest życiem w pełni rozwiniętym, dlatego ważniejsza jest matka. Pośrodku tych opinii pozostaje natomiast wielka szara strefa i pytanie o to, kiedy w takim razie można dokonać aborcji. Jeśli zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety, nie ma żadnej granicy wieku płodu – można usunąć nawet ośmiomiesięczny, bo zawsze będzie on czymś mniej niż pełnym życiem. Tak uważał na przykład jeden z najważniejszych izraelskich rabinów XX wieku Eliezer Waldenberg. Z drugiej strony, jeśli życie płodu – przyjmując nawet, że jest to życie tylko potencjalne – jest zagrożone, można złamać szabat, żeby je ratować. Podobnie kobiecie w ciąży pozwala się nie pościć w Jom Kipur, bo podtrzymuje ona życie dziecka. 

Ponadto panuje zgoda co do tego, że zarodek młodszy niż czterdzieści dni ma jako potencjalne życie mniejszą wartość niż płód bardziej rozwinięty.

Czy judaizm wartościuje choroby płodu, które uzasadniają przerwanie ciąży? Są przecież takie wady, które dzięki rozwojowi medycyny dają dobre rokowania i stosunkowo dobrą jakość życia, na przykład zespół Downa.

Sądzę, że w takim przypadku większość rabinów byłaby przeciwna aborcji. Owszem, posiadanie dziecka z zespołem Downa utrudni funkcjonowanie rodziców, ale wciąż mówimy tu o dziecku, które ma potencjał rozwinąć się na tyle, żeby cieszyć się dobrą jakością życia przez wiele lat. Nie powinno mu się tego odbierać. 

Oprócz rozwoju technologii i medycyny nadchodzące dekady przyniosą również globalny kryzys ekologiczny, w związku z czym będziemy musieli zmienić nasze nawyki żywieniowe. Już teraz wiele firm z powodzeniem prowadzi na przykład prace nad mięsem produkowanym w laboratoryjnych warunkach.

Powiedziałaś „mięsem”, to znamienne. Od kilku lat rabini zastanawiają się, czym będzie ten produkt. Osher Weiss, rabin i posek z Jerozolimy, odnosząc się do owego „sztucznego mięsa”, powiedział, że skoro ono wygląda i smakuje jak mięso, a ponadto ludzie chcą, żeby było ono za mięso uznawane, to produkt ten nie jest niczym innym, jak właśnie mięsem. Komórka, z której zostało ono wyprodukowane, pochodzi od zwierzęcia, w związku z tym tak powinno się je traktować. 

Może być koszerne?

Sztuczne mięso – lub czyste mięso, jak się je często nazywa – może zostać stworzone na bazie komórki pochodzącej od krowy, kurczaka czy świni. Ale nawet jeśli ta komórka pochodziłaby od zwierzęcia koszernego, to i tak nie rozwiązuje to wszystkich problemów. Żeby wołowina była koszerna, krowa musi zostać zabita w odpowiedni sposób, zgodnie z zasadami szchity. Posłużę się brutalnym przykładem, żeby pokazać, na czym polega problem. Jeśli po prostu odciąłbym żywej krowie nogę, a potem chciał ją przyrządzić na grillu, to takie mięso nie byłoby koszerne. Co w takim razie, jeśli z krowy pobiorę zaledwie kilka komórek, które potem, mówiąc w dużym skrócie, przeistoczą się w sztuczne mięso? Ono także nie będzie koszerne, bo przed pobraniem tego mikroskopijnego kawałka tkanki krowa nie została ubita w odpowiedni sposób. Dozwolone byłoby na przykład pobranie komórek z jej mieszka włosowego, bo sierść nie jest jadalna, a zatem nie łamalibyśmy zakazu spożywania mięsa pochodzącego z niekoszernego uboju – to tylko hipoteza, bo niestety nie wiem, czy taki sposób pozyskania materiału pod hodowlę sztucznego mięsa w ogóle istnieje. Podobnie mogłoby być z komórkami macierzystymi pobranymi z krwi pępowinowej – one też nie są częścią jadalną.

Jestem jednak przekonany, że wszystkie te problemy są rozwiązywalne. Izrael przoduje w liczbie firm zajmujących się produkcją sztucznego mięsa, a w jednej z nich szefową laboratorium jest ortodoksyjna kobieta. 

Czy istnieje możliwość, żeby mięso pochodzące ze świńskiej komórki zostało uznane za koszerne? Na przykład jeśli byłaby to komórka pobrana z niejadalnej części świni?

Podejrzewam, że opinia większości rabinów byłaby negatywna. Dopóki jednak nie jest znany produkt i proces jego powstawania, trudno o wyrok. 

W ciągu ostatnich kilku lat pojawiło się też wiele firm, które jako rozwiązanie problemu głodu i braku białka pochodzącego z mięsa opracowują odżywcze suplementy na bazie owadów. Czy takie produkty są koszerne? 

Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy, ale w Torze są wymienione koszerne owady, na przykład niektóre gatunki szarańczaków. W Izraelu jest nawet start-up zajmujący się wytwarzaniem białkowego proszku z konika polnego. Ma certyfikaty potwierdzające, że produkt jest koszerny i halal. W Stanach Zjednoczonych znam przynajmniej jedną firmę, która używa do produkcji swoich suplementów świerszczy, ale one nie są niestety koszerne. 

Konik polny uznawany jest za mięso?

Nie, należy do kategorii parwe, tak jak ryby.

A gdy w odległej przyszłości prawdziwe jedzenie zamienimy na pigułki, które będą zawierały wszystkie niezbędne wartości odżywcze, wpisze się to w żydowską tradycję i zastąpi świąteczne posiłki?

Jeśli myślimy o kolacji szabatowej, to ma ona być po prostu posiłkiem lepszym od pozostałych jedzonych w ciągu tygodnia. To, co takie stwierdzenie będzie oznaczać, jest kwestią kulturową. Żydzi w Polsce tradycyjnie podczas szabatu jadali inne rzeczy niż Żydzi w Jemenie. W Bagdadzie ryb z Tygrysu czy Eufratu było pod dostatkiem, ale może w Jerozolimie, oddalonej od morza, stanowiły one nie lada rarytas. To od nas będzie zależało zdefiniowanie świątecznego charakteru posiłku. 

Coraz więcej ludzi odchodzi obecnie od jedzenia mięsa, choć tradycyjnie to ono było – przynajmniej w naszej części Europy – kojarzone ze świątecznym posiłkiem.

Jeśli ktoś chce zostać wegetarianinem z powodu negatywnego wpływu, jaki na środowisko ma hodowla zwierząt i produkcja mięsa, to wpisuje się to w żydowską filozofię. Jeśli ktoś po prostu nie lubi mięsa, to też zrozumiałe. Natomiast jeśli ktoś decyduje się na dietę wegetariańską, bo myśli, że to niemoralne, żeby mordować zwierzęta dla swojego zysku, to mam z tym problem. Przez cztery tysiące lat żydowska filozofia mówiła, że zabijanie zwierząt jest dozwolone. Bardziej współcześni nam rabini, na przykład Awraham Kuk, zajmowali się co prawda problemem dobrostanu zwierząt, jednak ich poglądy były zachowawcze. Rabin Kuk, mimo że sam był wegetarianinem, uważał, że zbyt duży rozrost ruchu postulującego niejedzenie mięsa mógłby przyczynić się do tego, że przestaniemy interesować się dobrem ludzi. Ja uważam podobnie – nie powinniśmy zacierać granicy między nami a zwierzętami. W judaizmie wierzymy, że zwierzęta są na ziemi dla pożytku ludzi. Eksperymenty medyczne na zwierzętach są dozwolone, choć oczywiście trzeba dołożyć wszelkich starań, aby zminimalizować ich cierpienie. Być może rozwój nauki przyniesie rozwiązania, które pozwolą takie badania wyeliminować. Tak jak pojawienie się traktorów sprawiło, że nie musimy już wyzyskiwać koni do orania pól, powszechny dostęp do sztucznego mięsa może spowodować, że nie będziemy zabijać zwierząt na mięso. Póki co jednak ani w eksperymentach medycznych na zwierzętach, ani w jedzeniu mięsa judaizm nie widzi niczego nieetycznego. 

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Can archaeologists find the Ark of the Covenant? – book review

Can archaeologists find the Ark of the Covenant? – book review

HADASSAH FAUR


STEVEN SPIELBERG’S Ark of the Covenant from his iconic film ‘Indiana Jones and the Raiders of the Lost Ark,’ on display at Washington’s National Geographic Museum. / (photo credit: Mary Harrsch/Flickr)

“It was a city that was increasingly sprawling outside its Old City walls and a city that had a mixed and intermingling multi-faith population. A city with as many divisions within faiths as between them. A sacred city but by no means an entirely pious one,” writes Graham Addison about Jerusalem in the early 1900s, in his account of the Parker Expedition’s attempt to discover the Ark of the Covenant in Raiders of the Hidden Ark. 

It was in these strained, occasionally corrupt and constantly changing surroundings that a peculiar group covertly bribed its way into an expedition to uncover the Ark and let loose a vast chain of repercussions. While the expedition lasted only three years, Addison sheds light on its enduring legacy and the factors that brought the expedition to believe they would succeed in uncovering the 3,000-year-old holy relic. 

The last known location of the Ark of the Covenant was in the First Temple’s Holy of Holies. However, after the Temple’s destruction in 586 BCE, it disappeared.

Finnish scholar Valter Henrik Juvelius claimed to have decoded numeric ciphers in the Bible indicating that the Ark was hidden in the intersection of the water tunnels and canal that once carried blood from the sacrificial offering in the Temple.

Juvelius successfully convinced a number of British aristocrats, among them Montague Parker, to embark on an archaeological quest to locate the Ark. Many of them, Addison observes, were bored and “trying to make something of their lives.” For them, the expedition was “an exotic adventure to fill their time. It had elements of risk and danger. It was different.”

ark of the covenant (credit: Wikimedia Commons)

The expedition members were not archaeologists and did not bother to research previous digs in the area or to record their own excavations. What’s more, evidence indicates that they bribed Ottoman authorities to permit the excavations; the British ambassador to Constantinople wrote, “I suspect a good many people got fat over the business.”

Nevertheless, the expedition members proceeded to dig from what is now the City of David into ancient Jerusalem’s water tunnels and shafts, completely draining the Siloam Tunnel, diverting water from the Gihon Spring and other passages, and searching for a formerly submerged secret entrance. They found nothing, save some pottery, a piece of an Ionic column, old lamps, Roman projectiles and coins, and an ancient toilet. 

Although it was forbidden to dig within the Temple Mount, Parker eventually managed to bribe authorities to allow the expedition to do so.

The expedition members dug for nine nights before they were discovered, just as hostilities between religions in Jerusalem were on the high due to Passover, Easter, and the Muslim Nabi Musa celebrations. Havoc ensued, with local uproar, demonstrations and the arrest of Temple Mount guards and the expedition’s middleman; the remaining members fled Jerusalem.

THIS INCIDENT left an enduring mark on Jerusalem’s Muslim population, encouraging, as Addison describes it, “a sense of Palestinian identity, centered on Jerusalem and the Haram al-Sharif.” He suggests that the scandal helped bring Muslims together under a unified front to defend al-Haram al-Sharif in an “emerging sense of Palestinian nationalism.”

The Jewish population felt threatened by the Parker Expedition’s encroachment as well, at the time recruiting Baron de Rothschild to invest in parallel digs and ensure Jewish relics didn’t fall into Christian hands.

Seventy years later, Rabbi Shlomo Goren and Rabbi Yehuda Getz, the rabbi of the Western Wall, repeated the expedition’s stunt, digging beneath the Temple Mount secretly, until they, too, were discovered.

While the expedition may have provoked much outrage, it also provided a service to the local population, employing hundreds in the project and filtering the water in the Virgin’s Well and Siloam Pool, after having drained and cleaned the area. They even rebuilt steps to allow for better access to the spring. 

The tunnels the Parker Expedition dug out were meticulously mapped by Father Vincent, a French archaeologist and monk, and provided the pillars for future archaeological digs in the area for the next century.

Most notably, in 1995, Israeli archaeologists Ronny Reich and Eli Shukron continued digging in the same water tunnels and shafts, eventually opening them to the public in the City of David.

“That these visitors walk through the Siloam Tunnel and see the Warren Shaft system is a direct legacy of the work the Parker Expedition carried out,” Addison writes. 

The legacy of the expedition members themselves was perhaps less fortunate.

“Within a few years, three were dead, one was mad, two were bankrupt, one divorced and another deported,” Addison notes. As for Juvelius, he continued decrypting additional ciphers that never availed to any discoveries until the end of his life.

While the narrative of the Parker Expedition is in and of itself rather eccentric, Addison’s account does not fall short of further outlandish tales, Ark theories, anecdotes, and snippets from famous authors of the time referencing members or events relating to the expedition. 

Whether the Ark is hidden beneath Jerusalem is unknown. However, the belief that it has been concealed and preserved beneath the city for 3,000 years spurred an expedition so bizarre, it attracted the world’s attention and caused a ripple effect whose reverberations are still felt today. 


Raiders of the Hidden Ark
By Graham Addison
Edgcumbe Press
298 pages; $12.42


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Art Mural Pays Homage to ‘Righteous Among Nations’ Heroes in Greece

Art Mural Pays Homage to ‘Righteous Among Nations’ Heroes in Greece

JNS.org


Patras, Greece. Photo: Wikimedia Commons.

A new street mural in Greece honors two non-Jewish Greek citizens recognized by Yad Vashem as “Righteous Among the Nations” for saving Jews during the Holocaust.

The art display in the city of Patras pays tribute to the late Zakynthos Mayor Lucas Carrer and Greek Orthodox Metropolitan Dimitrios Chrysostomos, who together protected Jewish residents on the Greek island of Zakynthos after the Nazis occupied the territory in 1943.

The project was an initiative of Artists 4 Israel in partnership with the Combat Antisemitism Movement and was painted by Kleomenis Kostopoulos, creative director of the Patras-based group Art in Progress.

“Murals are one of the most important forms of contemporary expression and communication in public spaces,” said Kostopoulos, who finished the display last week. “Today, more than ever, we must revisit our history in Greece by bringing it to the streets and putting it in their faces.”

The mural is the second installation of Artist 4 Israel’s “Righteous Among the Nations” Global Mural Project, which honors non-Jews recognized by Yad Vashem for rescuing Jews during World War II.

The first mural in the project was painted last year in the northern Portuguese city of Vila Nova de Gaia. The initiative aims to teach the next generation about the Holocaust and help prevent the spread of antisemitism “in a bold, dynamic and public way,” according to its website.

Artists 4 Israel CEO Craig Dershowitz said “the things that bring us together far outnumber the things that divide us. Art has the power to unite us, and we think the act of creating art is universal. This is why bold and highly visible messages are one of the best tools we have to honor these heroes.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com