Archive | November 2018

The World Is Playing into Iranian Hands

The World Is Playing into Iranian Hands

Eyal Zisser / Israel Hayom / JNS.org


President Vladimir Putin of Russia, Hassan Rouhani of Iran, and Recep Tayyip Erdogan of Turkey attend a news conference in Tehran, Sept. 7, 2018. Photo: Kirill Kudryavtsev / Pool via Reuters.

JNS.org – The situation along the Gaza border is all about containment. It appears that every time some kind of truce deal is about to be finalized, things abruptly escalate and  both sides suddenly find themselves on the verge of a large confrontation, with Israeli troops entering the Gaza Strip and rockets hitting central Israel.

Israel and Hamas are not the only players bracing for a possible conflagration. Over in Tehran, the ayatollahs know that renewed hostilities would help distract the world’s (and Israel’s) attention from their regional aggression.

Things are not easy for Iran as of late. Renewed US sanctions have crippled the economy and led to unprecedented discontent. The Iranian people want their rulers to use the country’s wealth domestically, rather than to let the Iranian Revolutionary Guards squander it on misadventures in Iraq, Syria, Yemen, and Lebanon. The regime is particularly concerned that Washington could join Israel in attacking its regional assets, particularly in Syria.

Over the past several days, Iranian officials have been upbeat — because of signs that the regional coalition built by Jerusalem and Washington against Tehran may be unraveling.

Just over a year ago, Donald Trump made a historic visit in Saudi Arabia, during which he announced the creation of a pan-Arab Sunni alliance against Iran. Israel was to play a behind-the-scenes role in this coalition, with Riyadh being its linchpin.

But the Sunni Arab pact has fallen apart quickly. Qatar and Saudi Arabia have caused regional turbulence in the Gulf by picking a fight over regional prestige. This has spiraled out of control, and has effectively undone the united front against the Iranians. Turkey, which was to play a role in this alliance, has found itself  trading barbs with Saudi Arabia over the latter’s involvement in the death (likely execution) of journalist Jamal Khashoggi in Istanbul.

Turkish President Recep Tayyip Erdoğan’s anti-Saudi rhetoric cannot be attributed to his commitment to a free press (a concept that has long been discarded under his regime). Rather, it is his way of expressing outrage over having Turkish sovereignty infringed, and could be a way to do some score-settling with Riyadh for being cozy with the Muslim Brotherhood and Hamas, who are not his cup of tea.

Israel, which is an important actor in any anti-Iranian front, has found itself busy with its own crisis vis-à-vis Hamas, and has been dragged into an unwanted conflagration because of intra-Palestinian strife.

No wonder, then, that the Iranians feel giddy now. But they are more than just giddy. Just last week, it was reported that Iran has increased its weapons shipments to Hezbollah, which include guidance components to upgrade the organization’s rockets.

Iran has also taken advantage of the constraints on Israel in the wake of Russia’s decision to bolster Syria’s air defenses. Russia has supplied Syria with advanced S-300 air-defense systems and recently handed over other sophisticated systems. Russian President Vladimir Putin has even said that Iran’s future in Syria was none of his concern. Perhaps Israel’s window of opportunity in Syria is about to close.

The only positive development is that Washington has recently announced a new strategy aimed at driving Iran out of Iraq and Syria. This is a welcome change in US policy, but it appears that the strategy is based on economic warfare, which has a very limited effect with concrete measures on the ground.

The United States must put out the fire that has spread in the region and engulfed its regional allies, it must save Saudi Arabia and its Crown Prince Mohammed bin Salman from himself and make the Khashoggi affair go away, lest the kingdom lose its regional and international stature. On top of that, America must also take action on the ground rather than just talk about Iran’s presence in the region.


Eyal Zisser is a lecturer in the Middle East History Department at Tel Aviv University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Marzec ’68 i Grudzień ’70. Inteligenci i robotnicy nie potrafili podjąć wspólnej walki

Istota podległości

Ośrodek KARTA i Polityka.pl


Lata 1968–70 pozwoliły społeczeństwu zrozumieć istotę Peerelu: szok Marca ’68 oraz Grudnia ’70 zdefiniował kraj jako policyjno-militarną dyktaturę

Warszawa, marzec 1968. Transparenty wywieszone przez strajkujących studentów / Ośrodek Karta w Warszawie

8 marca 1968 r. na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się demonstracja studentów w obronie Adama Michnika i Henryka Szlajfera, relegowanych z uczelni po styczniowych protestach studenckich przeciwko zdjęciu przez cenzurę spektaklu „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Wiec został brutalnie zaatakowany przez ZOMO. W następnych dniach demonstracje odbywały się na kolejnych uczelniach, a później w innych miastach. Władze PZPR tłumiły kryzys w atmosferze antysemickiej i antyinteligenckiej propagandy. W efekcie z Polski wyjechało ponad 13 tysięcy obywateli pochodzenia żydowskiego.

4 grudnia 1970 r. wybuchł strajk robotników Stoczni Gdańskiej, rozpoczynając falę protestów na Wybrzeżu znaną jako Grudzień ’70. Manifestanci domagali się zniesienia podwyżek cen podstawowych produktów i zmian personalnych w kierownictwie partii. Władze nie podjęły rozmów z reprezentacją strajkujących. Demonstracje zostały krwawo stłumione przez milicję i wojsko, które użyło broni palnej. Ponad 40 osób zostało zabitych, ponad 1000 – rannych, 3 tysiące – pobitych i aresztowanych. Kryzys spowodował zmianę na stanowisku I sekretarza PZPR (Władysława Gomułkę zastąpił Edward Gierek).

Lata 1968–70 pozwoliły społeczeństwu zrozumieć istotę Peerelu. PZPR, opierająca swą władzę na powszechnym konformizmie, objawiła poprzez brutalne reakcje charakter systemu. Szok Marca ’68 oraz Grudnia ’70 zdefiniował kraj jako policyjno-militarną dyktaturę.

Jerzy Zawieyski (pisarz) w dzienniku, o ostatnim przedstawieniu Dziadów:

Salę zapełniło ponad 600 osób powyżej normalnej ilości miejsc. Manifestacje w czasie przedstawienia w różnych miejscach tekstu. Po przedstawieniu długie owacje i okrzyki: „Chcemy Dziadów! Precz z cenzurą!”. Manifestacja przedostała się na ulicę. Studenci nieśli transparent z napisem: „Żądamy Dziadów!” [w rzeczywistości: „Żądamy dalszych przedstawień”]. Przed pomnikiem Mickiewicza złożyli ten transparent. Gdy manifestanci szli dalej w kierunku Nowego Światu, wozy milicyjne zagrodziły drogę – wiele osób zaaresztowano, ale po kilku godzinach wypuszczono.

Warszawa, 30 stycznia 1968

Dowiedziałem się, że jutro jest wiec młodzieży na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego protestujący przeciwko aresztowaniu i relegowaniu z uczelni niektórych studentów [Adama Michnika i Henryka Szlajfera]. Władze dosłownie zwariowały, dopuszczając się aresztowań i represji wobec młodzieży.

Warszawa, 7 marca 1968

[Jerzy Zawieyski, Dzienniki. T. 2, Warszawa 2012]

Anna Dodziuk (studentka historii) w relacji z wiecu na Uniwersytecie Warszawskim:

Brama otworzyła się i zobaczyłam (…), że wchodzą. Szeregami, w hełmach, z pałami, wchodzą golędziniacy [zomowcy z Golędzinowa]. Zatkało mnie, przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że to czasy okupacji. Myślę, że wtedy załamała się moja ufna wiara, że „socjalizm jest dobry”.

Warszawa, 8 marca 1968

[Krajobraz po szoku, Warszawa 1989]

Władysław Gomułka w przemówieniu do warszawskiego aktywu partyjnego:

Nie można (…) pozwolić na to, aby w imię jakiejś abstrakcyjnej wolności i inscenizacyjnej dowolności przekształcać antycarskie ostrze Dziadów w oręż antyradziecki. (…) W wydarzeniach, jakie miały miejsce, aktywny udział wzięła część młodzieży akademickiej pochodzenia lub narodowości żydowskiej. (…) Otworzyliśmy szeroko nasze granice dla wszystkich, którzy nie chcieli być obywatelami naszego państwa i postanowili udać się do Izraela. Również dziś tym, którzy uważają Izrael za swoją ojczyznę, gotowi jesteśmy wydać emigracyjne paszporty.

Warszawa, 19 marca 1968

[Władysław Gomułka, Przemówienia 1968, Warszawa 1969]

Zygmunt Mycielski (kompozytor, pisarz) w dzienniku:

Zorganizowano polowanie na czarownice, na wichrzycieli, syjonistów, rewizjonistów itp. (…) Młodzież doprowadzono do „jednoznacznej polaryzacji” przez zamknięcie szeregu wydziałów, nowe wpisy, pobór do wojska, jak za najlepszych czasów „branki” i karnych kompanii. Szerzą się rewizje, podsłuchy, inwigilacje, większość osób po prostu się boi, dużo osób chciałoby, „żeby był spokój”, inni wyszliby chętnie na ulicę, ale w imię czego, kto ma im przewodzić?

Warszawa, 20 kwietnia 1968

[Zygmunt Mycielski, Dziennik 1960–1969, Warszawa 2001]

Józef Czapski (malarz i pisarz) w „Kulturze” paryskiej:

Dziś, kiedy partia komunistyczna, próbując się w Polsce ratować, wymyśla niebezpieczeństwo polskich syjonistów, kiedy szczuje na Żydów polskich czy na Polaków żydowskiego pochodzenia, na wszystkich, którzy noszą nazwisko żydowskie, którzy mają matkę czy żonę o nazwisku żydowskim, usuwając ich ze stanowisk na zasadach rasistowskich(takie były pierwsze kroki hitleryzmu w Niemczech) – każdy Polak: antykomunista czy komunista, katolik czy bezwyznaniowiec, odczuwać to musi jako własną hańbę. Nie było jeszcze takiej polskiej władzy, która by się na takie zarządzenie zdobyła, która by tak zdradziła polską tradycję tolerancji.

Paryż, maj 1968

[Józef Czapski, Biej Żidow, spasaj Rassiju, „Kultura” nr 5/1968]

Karol Estreicher (historyk sztuki) w dzienniku:

Stało się. W Gdańsku doszło do rozruchów stoczniowców na tle podwyżki cen. Zajścia uliczne. Rabunek sklepów. Spalenie Domu Partii.

Kraków, 15 grudnia 1970

[Karol Estreicher jr, Dziennik wypadków. T. 4, 1967–1972, Kraków 2004]

Czesław Siwek (pracownik radiowęzła zakładowego w Stoczni Gdańskiej) w relacji:

Przed budynkiem dyrekcji zebrała się prawie cała załoga. […] Mała część zebranych – kilkaset osób – odeszła od budynku dyrekcji, udając się w stronę bramy wyjściowej. Przy bramie zatrzymali się i wtedy rozległy się strzały. Dwóch ludzi padło natychmiast, około 15 zostało rannych, w tym kilku ciężko. Ja w tym czasie byłem razem ze wszystkimi pod dyrekcją. Po seriach, które rozległy się przy bramie, przybiegł stamtąd stoczniowiec i krzyczał, płacząc: „Ludzie! Tam naszych kolegów mordują!”.

Gdańsk, 16 grudnia 1970

[Sławomir Cenckiewicz, Gdański Grudzień ’70. Rekonstrukcja, dokumentacja, walka z pamięcią, Warszawa 2009]

Jerzy Giedroyc (redaktor „Kultury”) w liście do Czesława Miłosza (poety):

Powtarza się stary schemat: rewolta robotnicza pozostanie osamotniona, tak jak osamotnione były wydarzenia studenckie. Przyjdą rządy już zupełnie policyjne czy neostalinowskie. Na dłuższą metę można mieć nadzieję, że te krwawe wydarzenia przyspieszą krystalizację świadomości mas robotniczych, może pomogą w wyłanianiu się przywódców prawdziwie robotniczych.

Paryż, 16 grudnia 1970

[Jerzy Giedroyc, Czesław Miłosz, Listy 1964–1972, Warszawa 2011]

Jerzy Giedroyc w liście do Leszka Kołakowskiego (filozofa):

Sytuacja w kraju napełnia mnie coraz większym niepokojem, specjalnie jeśli idzie o inteligencję: w rezultacie tragicznego wstrząsu nie powstają żadne zalążki akcji. (…) Okazja niewykorzystana przeradza się nieuchronnie w klęskę.

Paryż, 14 kwietnia 1971

[Jerzy Giedroyc, Leszek Kołakowski, Listy 1957–2000, Warszawa 2016, s. 33.]


Opracowanie: Marta Markowska (Ośrodek KARTA), współpraca: Przemysław Bogusz, Milena Chodoła, Mariusz Fiłon, Amadeusz Kazanowski, Wojciech Rodak, Adam Safaryjski, Małgorzata Sopyło (zespół „Nieskończenie Niepodległej”)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


The New York Times Just Made A STUNNING Admission About Leftists.

The New York Times Just Made A STUNNING Admission About Why Leftists Often Refuse To Call Out Anti-Semitism

BEN SHAPIRO


On Wednesday, The New York Times ran a story about rising anti-Semitism in the city. That story noted some points that seem to have gone by the wayside for years. The article reveals that Jews are by far the most targeted group in New York:

Contrary to what are surely the prevailing assumptions, anti-Semitic incidents have constituted half of all hate crimes in New York this year, according to the Police Department. To put that figure in context, there have been four times as many crimes motivated by bias against Jews — 142 in all — as there have against blacks. Hate crimes against Jews have outnumbered hate crimes targeted at transgender people by a factor of 20.

The story also reveals that hate crimes against Jews in New York City aren’t coming from white supremacists, but from people driven by other motives:

During the past 22 months, not one person caught or identified as the aggressor in an anti-Semitic hate crime has been associated with a far right-wing group, Mark Molinari, commanding officer of the police department’s Hate Crimes Task Force, told me.

Those motives range from racial hatred to religious hatred. But the Times story reveals far more than that. The Times admits that the Left has routinely ignored anti-Semitism in the city thanks to its inability to formulate a narrative blaming the Right. The Times explains:

If anti-Semitism bypasses consideration as a serious problem in New York, it is to some extent because it refuses to conform to an easy narrative with a single ideological enemy.

Now, why wouldn’t you cover a spate of anti-Semitism coming from a variety of different groups? Only for political reasons, as the Times then admits:

In fact, it is the varied backgrounds of people who commit hate crimes in the city that make combating and talking about anti-Semitism in New York much harder….bias stemming from longstanding ethnic tensions in the city presents complexities that many liberals have chosen simply to ignore….When a Hasidic man or woman is attacked by anyone in New York City, mainstream progressive advocacy groups do not typically send out emails calling for concern and fellowship and candlelight vigils in Union Square, as they often do when individuals are harmed in New York because of their race or ethnicity or how they identify in terms of gender or sexual orientation.

recommended by: Leon Rozenbaum
In other words, Jews don’t fit the intersectional classification necessary in order to receive narrative attention from either the mainstream media or from progressive groups. Orthodox Jews, who are often the targets of anti-Semitic attacks, aren’t seen as victims; their victimizers, who aren’t conservatives and who can’t be linked with conservatives, aren’t seen as victimizers. There’s a reason Al Sharpton, who helped initiate a riot against Orthodox Jews in Crown Heights in 1991, has a show on MSNBC where he opines about President Trump’s linkages to white supremacist anti-Semitism. Certain types of anti-Semitism are worthy of note. Others aren’t. And those on the Left often decide which is which with simple reference to a preferred narrative in which Jews are part of the white privileged class, unless they are victimized by white supremacists.

But anti-Semitism runs the gamut, and certainly isn’t restricted to white supremacists — nor is anti-Semitism relegated to convenient narratives about President Trump’s rhetorical foibles. In fact, anti-Semitism can spring from racial hatred from minorities, from progressives who hate Israel, from radical Muslims. But those stories simply don’t interest the media, as even the Times now admits.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Henryk Grynberg interview with Prof.Katarzyna jerzak

Henryk Grynberg interview with Prof.Katarzyna jerzak

Abby Sternber


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Bandycki pokój bolszewików. Rosja zawyła, a Leninowi grunt osuwał się spod nóg

ndycki pokój bolszewików. Rosja zawyła, a Leninowi grunt osuwał się spod nóg

Piotr Nehring


Styczeń 1918 r. Lew Kamieniew witany przez Niemców w Brześciu Litewskim. Kamieniew i Joffe wspierali Lwa Trockiego w negocjacjach pokojowych, ale żaden z tej trójki nie podpisał traktatu. (Fot. domena publiczna)

“Konferencja przypominała zgromadzenie dobrze wychowanych pracodawców usiłujących się dogadać ze szczególnie tępą delegacją robotników” – tak o rozmowach pokojowych w Brześciu pisał historyk John Buchan. 3 marca 1918 r. Niemcy rzuciły Rosję na kolana i miały powody sądzić, że po przerzuceniu wojsk z frontu wschodniego na zachodni wygrają I wojnę światową.

– Wychodzimy z wojny. Informujemy o tym wszystkie narody i ich rządy. Ogłaszamy demobilizację wszystkich naszych wojsk stojących na froncie naprzeciw wojsk niemieckich, austro-węgierskich, tureckich i bułgarskich. Jesteśmy najgłębiej przekonani, że inne narody wkrótce pójdą naszym śladem – słowa Lwa Trockiego, przewodniczącego delegacji Rosji bolszewickiej na rokowania w Brześciu i wówczas ludowego komisarza spraw zagranicznych w rządzie Włodzimierza Lenina, wywołały konsternację siedzących po drugiej stronie stołu przedstawicieli państw centralnych. Kiedy hrabia Richard von Kühlmann, minister spraw zagranicznych Niemiec, oświadczył, że oznacza to wojnę, wychodzący z sali Trocki rzucił w jego kierunku: – Czcza gadanina!

Był 10 lutego 1918 r. 17 lutego Niemcy poinformowali bolszewików, że nazajutrz wznawiają działania wojenne. Jeszcze tego samego dnia zajęli Dyneburg na Łotwie, a potem wojska państw centralnych ruszyły do przodu na całej linii frontu, nie napotykając niemal oporu. Jak wspominał gen. Max Hoffmann, niemiecki szef sztabu na froncie wschodnim, wojna toczyła się niemal wyłącznie w pociągach i samochodach: Ładuje się do pociągu nieco piechoty z karabinami maszynowymi i jednym działem ijedzie do następnej stacji kolejowej, zajmuje się ją, aresztuje bolszewików.

Pokój za wszelką cenę

Rosyjskie okopy były opustoszałe bądź tkwili w nich zrewoltowani żołnierze niemający zamiaru walczyć. Swoje „ostatnie tchnienie” (określenie Richarda Pipesa, amerykańskiego historyka Rosji) armia rosyjska wydała osiem miesięcy wcześniej, za czasów Rządu Tymczasowego. Wtedy to po początkowych sukcesach ofensywa Kiereńskiego w Galicji w lipcu 1917 r. skończyła się klęską i przesunięciem frontu o 200-250 km na wschód. Od tej pory walki praktycznie zamarły.

Dla Włodzimierza Lenina (1870-1924) nie ulegało najmniejszych wątpliwości, że bolszewicy muszą zawrzeć pokój z państwami centralnymi za każdą cenę. Inaczej uważał Lew Trocki (1879-1940), ale ostatecznie poparł Lenina w rozgrywce z przeciwnikami podpisywania pokoju na niesłychanie twardych warunkach Niemców. Fot. domena publiczna

Ustanowienie pokoju bez aneksji i kontrybucji było jednym z głównych haseł bolszewików, którzy w nocy z 25 na 26 października 1917 r. (według kalendarza gregoriańskiego z 6 na 7 listopada) bez trudu zdobyli Pałac Zimowy, kładąc kres władzy Rządu Tymczasowego Aleksandra Kiereńskiego. Już 8 listopada obradujący w piotrogrodzkim Instytucie Smolnym II Ogólnorosyjski Zjazd Rad uchwalił napisany przez Lenina „dekret o pokoju”. Był on apelem do uczestników wojny o zawarcie „sprawiedliwego pokoju bez aneksji i kontrybucji”. W przeciwieństwie do większości towarzyszy z kierownictwa Lenin był zwolennikiem zawarcia za wszelką cenę pokoju z Niemcami i ich sojusznikami.

Uważał, że za chwilę w „krajach imperialistycznych” zaczną wybuchać
rewolucje i zmiotą rządzących, tak jak to się stało w Rosji Romanowów.

Gdy w Berlinie i innych stolicach przejmą władzę wzorowane na bolszewickich rady, ustępstwa poczynione przy zawieraniu pokoju staną się bezprzedmiotowe.

Lenin potrzebował chwili wytchnienia, by nabrać sił do wojny domowej, która miała wybuchnąć zaraz po rewolucji bolszewickiej i doprowadzić do zniszczenia wrogów komunistów. W rzeczywistości – pisze Pipes – powszechny pokój w Europie był ostatnią rzeczą, której [Lenin] by sobie życzył. (…) Jedną z przyczyn pośpiechu, z jakim w październiku zagarnął władzę, był strach przed taką właśnie ewentualnością, która przekreśliłaby wszelkie szanse wzniecenia w Europie wojny domowej. Nie obawiał się najwidoczniej wołania o pokój, gdyż w próżnię trafiały poprzednie apele łącznie z propozycjami prezydenta [Thomasa Woodrowa] Wilsona z grudnia 1916 r., rezolucją pokojową niemieckiego Reichstagu z lipca 1917 r. oraz inicjatywą papieża z sierpnia 1917 r.

Gdy w Berlinie i innych stolicach przejmą władzę wzorowane na bolszewickich rady, ustępstwa poczynione przy zawieraniu pokoju staną się bezprzedmiotowe.

Lenin potrzebował chwili wytchnienia, by nabrać sił do wojny domowej, która miała wybuchnąć zaraz po rewolucji bolszewickiej i doprowadzić do zniszczenia wrogów komunistów. W rzeczywistości – pisze Pipes – powszechny pokój w Europie był ostatnią rzeczą, której [Lenin] by sobie życzył. (…) Jedną z przyczyn pośpiechu, z jakim w październiku zagarnął władzę, był strach przed taką właśnie ewentualnością, która przekreśliłaby wszelkie szanse wzniecenia w Europie wojny domowej. Nie obawiał się najwidoczniej wołania o pokój, gdyż w próżnię trafiały poprzednie apele łącznie z propozycjami prezydenta [Thomasa Woodrowa] Wilsona z grudnia 1916 r., rezolucją pokojową niemieckiego Reichstagu z lipca 1917 r. oraz inicjatywą papieża z sierpnia 1917 r.

Adolf Joffe (1883-1927, z lewej), w pewnym momencie szef delegacji rosyjskiej, przeciągał negocjacje, powtarzając banały o pokoju ‘bez aneksji i kontrybucji’. Hrabia Richard von Kühlmann (1873-1948), szef niemieckiej dyplomacji, był głównym animatorem doprowadzenia do rozejmu i pokoju z bolszewikami. Fot. domena publiczna

Uderzenie Leninem

Po drugiej stronie do orędowników zawarcia pokoju należał wspomniany hrabia Kühlmann i jego austriacko-węgierski kolega Ottokar Czernin. Obaj ministrowie zdawali sobie sprawę, że sytuacja gospodarcza ich krajów pogarsza się z dnia na dzień. Na przełomie 1917 i 1918 r. Austriak uważał, że jeśli nie zdarzy się nic pomyślnego, to monarchia habsburska dotrwa najwyżej do najbliższych żniw, a perspektywy Rzeszy nie przedstawiały się dużo lepiej. Z drugiej strony rzucenie Rosji na kolana oznaczałoby możliwość przerzucenia wojsk z frontu wschodniego na zachodni i pokonania aliantów przed przybyciem do Francji znacznych sił amerykańskich.

Zgadzając się w marcu 1917 r. na przejazd przez Rzeszę i Skandynawię do Piotrogrodu pociągu z Leninem i jego otoczeniem, niemiecki sztab generalny liczył na to, że wódz bolszewików szybko doprowadzi dawne imperium carów do takiego stanu, że będzie zmuszone wycofać się z wojny. A gdyby jeszcze udało się oderwać od niej Ukrainę i odepchnąć Rosję daleko na wschód, zabierając gubernie rolnicze i posiadające liczne bogactwa naturalne, to sytuacja Berlina niesłychanie by się poprawiła. Niemcy uważali przy tym, że tylko bolszewicy gotowi są na daleko idące ustępstwa, więc podtrzymywanie rządu Lenina leżało w ich żywotnym interesie – dzięki dokumentom przejętym w 1945 r. w niemieckim MSZ wiemy, że przed rewolucją październikową i po niej przekazali na ten cel ok. 50 mln marek w złocie.

Targi Joffego i Trockiego

3 grudnia w Brześciu Litewskim, gdzie kwaterowało niemieckie dowództwo frontu wschodniego, rozpoczęły się rokowania w sprawie rozejmu, który zawarto najpierw na 11 dni, a następnie przedłużono do 14 stycznia. 22 grudnia Kühlmann, któremu towarzyszyli m.in. szefowie dyplomacji Austro-Węgier, Bułgarii i Turcji, rzucił na stół propozycję oderwania od Rosji będących pod okupacją państw centralnych Królestwa Polskiego oraz Litwy i części Łotwy i Białorusi – łącznie ok. 150 tys. km kw. powierzchni. Zgodnie z instrukcją Lenina, by przeciągać rozmowy, Adolf Joffe, szef delegacji bolszewickiej, nie odniósł się do tych propozycji, tylko powtarzał slogany o pokoju „bez aneksji i kontrybucji” oraz „prawie narodów do samookreślenia”. Naprzeciw delegacji teutońskiej siedzieli przeważnie niechlujni i źle ubrani Rosjanie, którzy przez cały czas obrad palili wielkie fajki. Odnosiło się wrażenie, że znaczna część dyskusji zupełnie ich nie interesuje, z wyjątkiem przypadków, kiedy wtargnąwszy w rejony etosu polityki, dawali się ponosić zawiłej metafizyce. Konferencja po części przypominała zgromadzenie dobrze wychowanych pracodawców usiłujących się dogadać ze szczególnie tępą delegacją robotników, po części zaś uprzejmych gospodarzy patronujących zabawie w wiejskiej szkole – pisał John Buchan, szkocki historyk, autor wydanej w 1921 r. „A History of the Great War”.

Do zawieszenia broni Niemcy i bolszewicy doprowadzili dosyć szybko, znacznie oporniej szły rokowania pokojowe. Moment podpisania rozejmu w Brześciu Litewskim, 23 listopada (6 grudnia) 1917 r. Fot. domena publiczna

Znajdujące się w impasie rokowania zostały wznowione 15 stycznia. Tym razem na czele delegacji bolszewickiej stał Trocki, który w przeciwieństwie do Lenina nie chciał podpisywać pokoju na każdych warunkach. Jadąc do Brześcia, kilkakrotnie zatrzymywał pociąg, by dokonać inspekcji frontu po rosyjskiej stronie – ku swemu zaskoczeniu i niezadowoleniu usłyszał od przedstawicieli miejscowych władz i mieszkańców, że okopy są prawie puste, więc nie ma mowy o tym, by prowadzić rokowania z pozycji siły. Zamierzał więc dalej przewlekać rozmowy, licząc na wznoszącą się – jak utrzymywał – falę rewolucyjną w państwach centralnych i na to, że rokowania w Brześciu wykorzysta jako trybunę propagandową i wpłynie na nastroje wygłodzonej ludności w Niemczech czy Austro-Węgrzech.

Trocki wspierany przez Joffego i Lwa Kamieniewa targował się w Brześciu, informując na bieżąco Lenina o sytuacji. 18 stycznia poprosił od odroczenie rozmów o 12 dni i wyjechał do Piotrogrodu, by wziąć udział w grze toczącej się wśród bolszewików o to, jak dalece można ustąpić Niemcom i ich sojusznikom. Dziesięć dni później w kilku niemieckich miastach wybuchły strajki z udziałem ponad miliona robotników żądających pokoju bez aneksji i kontrybucji oraz prawa do samostanowienia narodów. Na początku lutego protesty zostały złamane, niemniej utwierdziły one Kühlmanna w przekonaniu, że Niemcy stąpają po cienkim lodzie i trzeba się porozumieć z Rosją.

Ultimatum Wilhelma

W sporze, który historyk Dmitrij Wołkogonow nazwał najważniejszą rozgrywką polityczną w karierze Lenina, przywódca bolszewików zmierzył się z frakcją tzw. lewicowych komunistów Nikołaja Bucharina chcącą zerwać rokowania i podjąć walkę, głównie partyzancką, bez rezygnowania przy tym z zachęcania niemieckich robotników do rewolucji. Stanowisko to cieszyło się niemałą popularnością, podobne zdanie wyrażała druga frakcja z Trockim na czele, który głosił hasło „ani wojna, ani pokój” i proponował, by odrzucić niemieckie żądania, zerwać rokowania i ogłosić koniec wojny. Wprawdzie Niemcy zaanektowałyby wówczas zachodnie i południowo-zachodnie gubernie, ale bez udziału bolszewików, co miałoby wielkie znaczenie propagandowe i zachęciłoby niemieckich robotników do rewolty.

Lenin wspierany przez Kamieniewa oraz Józefa Stalina i Grigorija Zinowjewa
bronił idei zawarcia „bandyckiego pokoju”, czyli pokoju na każdych warunkach.

Twierdził m.in., że potrzebny jest czas na zebranie sił, by pokonać rodzimą burżuazję, a w Niemczech wzięła górę partia prowojenna zdecydowana zerwać rozejm. A ponadto – jak przekonywał – rosyjscy chłopi w mundurach, którzy stanowili zdecydowaną większość tego, co zostało z armii, chcą za wszelką cenę pokoju, a więc należało go zawrzeć nawet na niemieckich warunkach.

Rozgrywka toczyła się najpierw na konferencji działaczy bolszewickich z Piotrogrodu, Moskwy i Uralu, następnie zaś na forum Komitetu Centralnego partii komunistycznej z udziałem współrządzących lewicowych eserowców (skrzydła Partii Socjalistów-Rewolucjonistów). Mimo namiętnych przemówień Lenina kolejne głosowania wygrywała frakcja Trockiego.

Niemcy, którzy 9 lutego zawarli pokój z władzami dopiero co utworzonej w Kijowie Ukraińskiej Republiki Ludowej i wraz z Austriakami zaczęli wkraczać na Ukrainę, nie zamierzali się dłużej patyczkować. Jeszcze tego samego dnia Wilhelm II zadepeszował do Brześcia: Do godziny 20 dnia jutrzejszego Trocki musi podpisać pokój na naszych warunkach (…). przypadku odmowy lub prób zwlekania (…) rokowania należy zerwać o8 w nocy 10 [i] zakończyć zawieszenie broni. W takim przypadku armie Frontu Wschodniego rozpoczną pochód w kierunku z góry wyznaczonych pozycji.

Niemcy idą na Wschód

Depesza kajzera oznaczała, że w Berlinie górę wzięli faktyczni wówczas przywódcy Rzeszy: generał Erich Ludendorff i feldmarszałek Paul von Hindenburg. Popierani przez innych wojskowych doszli oni do przekonania, że bez zapewnienia sobie pełnego bezpieczeństwa na wschodzie nie można przerzucać wojsk na zachód. Ponadto do zerwania rokowań przekonały ich raporty z Rosji, w tym kontradmirała Waltera von Keyserlingka,członka misji Wilhelma von Mirbacha,który w grudniu 1917 r. pojechał do Piotrogrodu, by omówić sprawę wymiany jeńców cywilnych. Keyserlingkdonosił, że kierowany przez Żydów reżim bolszewicki stanowi śmiertelne zagrożenie dla Niemiec i całego cywilizowanego świata. Z tego powodu należy przesunąć granicę jak najdalej na wschód.

Na wieść o ultimatum Lenin zwołał Komitet Centralny, po raz kolejny postawił sprawę podpisania pokoju na niemieckich warunkach i znów przegrał głosowanie (pięć do sześciu). Następnego dnia, 18 lutego, gdy Niemcy oraz Austriacy i Węgrzy ruszyli na wschód, nie napotykając oporu, Komitet Centralny zebrał się ponownie i raz jeszcze jednym głosem Lenin przegrał głosowanie. Impas przerwał Trocki, który w kolejnym głosowaniu wstrzymał się od głosu, i Lenin po uzyskaniu jeszcze zgody lewicowych eserowców mógł zacząć pisać depeszę o powrocie delegacji rosyjskiej do Brześcia.

Tymczasem ku zdumieniu bolszewików wrogie wojska posuwały się dalej,
co mogło oznaczać, że zamierzają zająć obie rosyjskie stolice i obalić reżim komunistów.

24 lutego Niemcy zajęli Dorpat oraz Psków i znajdowali się w odległości 250 km od Piotrogrodu, co skłoniło Lenina do przeniesienia stolicy do Moskwy. Te tymczasowe, jak twierdził, przenosiny okazały się bardzo trwałe

Kilka dni wcześniej, 21 lutego, Lenin wziął się do pisania dekretu „Ojczyzna socjalistyczna w niebezpieczeństwie” i nakazał podjąć próby uzyskania pomocy od Wielkiej Brytanii i Francji, które wciąż dysponowały placówkami dyplomatycznymi w Rosji i – jak się wydawało – dałyby dużo za reaktywowanie frontu wschodniego. Jako pierwsi pozytywnie zareagowali Francuzi, których poseł Joseph Noulens zapewnił Trockiego, że Rosja może „liczyć na współpracę wojskową i finansową Francji w oporze stawianym Niemcom”. Ich śladem poszli Brytyjczycy i Amerykanie. Zabiegi o pomoc szybko się jednak skończyły, gdy wreszcie odezwali się Niemcy, przysyłając 24 lutego odpowiedź w sprawie powrotu do stołu rokowań. Tym razem ich warunki okazały dużo twardsze od wcześniejszych: poza obszarami zajętymi podczas I wojny Rosja miała zrezygnować z terytoriów zajętych po zerwaniu przez Trockiego rozmów, wyrzec się Ukrainy i Finlandii, zdemobilizować armię i poczynić wiele ustępstw gospodarczych. Na odpowiedź bolszewicy dostali 48 godzin, a pokój miał być podpisany w ciągu 72 godzin od chwili doręczenia ultimatum.

Podczas posiedzenia KC Lenin oświadczył przybyłym na nie 15 członkom, że ultimatum musi być bezwarunkowo przyjęte, a jeśli towarzysze zdecydują inaczej, to on rezygnuje z przewodniczenia Radzie Komisarzy Ludowych i uczestnictwa w KC. Groźba przyniosła efekt i można było przystąpić do wyboru delegacji, co nie okazało się proste, bo nikt nie chciał się podpisać pod haniebnym pokojem. Joffe odmówił, Trocki podał się do dymisji; ostatecznie padło na starego bolszewika Grigorija Sokolnikowa, który najpierw protestował, ale w końcu zgodził się przewodniczyć delegacji. Pojechali z nim Gieorgij Cziczerin, niebawem ludowy komisarz spraw zagranicznych, Hryhorij Pietrowski, stojący na czele komisariatu spraw wewnętrznych, i Lew Karachan, podczas poprzednich rokowań sekretarz delegacji.

Krótkotrwała hańba

3 marca bolszewicy podpisali pokój, w którym zrzekli się Królestwa Polskiego, Finlandii, Estonii, Litwy, Łotwy oraz uznali niepodległość Ukrainy. Tracili w sumie 750 tys. km kw. najgęściej zaludnionego obszaru (55 mln ludzi) w dawnej Rosji, z silnym przemysłem i ogromnymi zasobami węgla i rud żelaza.

Ponadto Rosjanie zobowiązali się do spłaty długów państwowych i prywatnych
zaciągniętych w państwach centralnych, a majątki firm oraz obywateli tych
krajów zgodzili się wyłączyć spod nacjonalizacji, zezwalając na ich wywóz bez
płacenia jakichkolwiek podatków.

Wymieńmy jeszcze zobowiązanie do demobilizacji armii i marynarki wojennej, co oznaczało skazanie się na bezbronność, oraz zawartą w podpisanym 27 sierpnia 1918 r. traktacie dodatkowym z Niemcami zgodę na zapłacenie reperacji wojennych w wysokości 6 mld marek (dzisiejsze 200 mld dol.). Część tej sumy miała być zapłacona jak najszybciej i rzeczywiście bolszewicy 10 i 30 września 1918 r., czyli w momencie, gdy przegrana Rzeszy wydała się już prawdopodobna, przekazali Niemcom 662,5 mln marek: połowę w carskich rublach, połowę w 100 tonach złota.

Być może nadal wierzyli w zwycięstwo Niemiec albo liczyli na to, że niebawem wybuchnie tam rewolucja i pieniądze wpadną w ręce tamtejszych komunistów. W znikomych ilościach dostarczyli surowce będące częścią reparacji. I wreszcie 24 kwietnia Federacja Zakaukaska, czyli Gruzja, Azerbejdżan i Armenia, ogłosiła niepodległość, na co bolszewicy chwilowo również musieli przystać.

Kiedy nowi lokatorzy Kremla z opóźnieniem ogłosili tekst traktatu, pogrążająca się w wojnie domowej Rosja zawyła, a Lenin – jak pisze Dmitrij Wołkogonow – zdał sobie sprawę, że grunt usuwa mu się spod nóg i musi zrobić wszystko, by delegaci na zbliżający się IV Nadzwyczajny Wszechrosyjski Zjazd Rad (14 marca) uznali jego argumenty i ratyfikowali traktat. Przemawiał półtorej godziny, powtarzając znane argumenty o „zyskiwaniu na czasie” czy „zbieraniu sił”, i nie dawał zbić się z tropu, gdy przerywały mu okrzyki: „Łgarstwo!”. Na koniec oświadczył, że trzeba poczekać, „aż przyjdzie z pomocą międzynarodowy socjalistyczny proletariat, a wtedy zaczniemy socjalistyczną rewolucję, już na skalę światową”. Wygrał raz jeszcze, choć tym razem nie wzbudził entuzjazmu zebranych.

3 marca 1918 r. Niemcy mieli powody do euforii, ale szybko się okazało, że potrzeba aż miliona żołnierzy do pilnowania porządku na Wschodzie i na front zachodni pojedzie znaczniej mniej dywizji, niż pierwotnie zakładali. Kiedy osiem miesięcy później musieli poprosić aliantów o rozejm, bolszewicy natychmiast wycofali się z ustaleń brzeskich.


Korzystałem m.in. z: S. McMee „Największa grabież w historii. Jak bolszewicy złupili Rosję”, Kraków 2013, R. Pipes „Rewolucja rosyjska”, Warszawa 2006, D. Wołkogonow „Lenin”, Warszawa 1997, D. Wołkogonow „Trocki”, Warszawa 1999


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com