The Spielberg Jewish Film Archive – Jerusalem of Light
Hebrew University of Jerusalem
To samo od czterech tysięcy latKATARZYNA ANDERSZ
Fragment okładki „Chiduszu” nr 38 (5/2017) autorstwa Edyty Marciniak
JAKA JEST ODPOWIEDŹ ORTODOKSYJNEGO JUDAIZMU NA MAŁŻEŃSTWA MIESZANE? TRZEBA SZUKAĆ ŻYDOWSKIEGO PARTNERA. A JEŚLI NIE MOŻNA GO ZNALEŹĆ? DALEJ SZUKAĆ, PRZY POMOCY RABINA. TAKŻE W KRAJU, KTÓREGO SPOŁECZNOŚĆ ŻYDOWSKA JEST BARDZO NIEWIELKA, A MAŁŻEŃSTWA MIESZANE BYŁY PRZEZ DEKADY JEDYNYMI TU ZAWIERANYMI.
Katarzyna Andersz: Jak wiele żydowskich ślubów odbywa się co roku w Polsce?
Rabin Michael Schudrich: Kilka. Zależy od roku. Czasami pięć, czasami nawet mniej.
W jakim stopniu dotyczą par, w których jeden z partnerów przeszedł konwersję?
Nie mam takich statystyk. Przede wszystkim jednak, jeśli ktoś przejdzie konwersję, to nie ma znaczenia, czy urodził się Żydem, czy sam zdecydował się wybrać judaizm. Jest wtedy po prostu Żydem. Nie zapominajmy też, że motywacją do konwersji nigdy nie powinna być chęć poślubienia kogoś, a jedynie chęć zostania Żydem.
Poślubienie nie-Żyda jest rzeczą złą?
Nie nazwałbym tego w ten sposób. Powiedziałbym raczej, że rzeczą dobrą jest poślubienie Żyda. Chciałbym patrzeć na tę pozytywną stronę, a nie negatywną.
Jakie jest stanowisko judaizmu wobec małżeństw mieszanych?
Tora mówi, że nie powinniśmy poślubiać nie-Żyda. To oczywiście wiąże się z najbardziej fundamentalnym założeniem judaizmu, czyli tym, że miejscem, w którym naszą żydowskość przeżywamy, jest przede wszystkim dom, bardziej niż synagoga. Jak stworzyć silny żydowski dom, jeśli jeden z partnerów nie jest Żydem?
Czy judaizm oferuje jakieś rozwiązanie w przypadku, gdy dwoje ludzi odmiennych religii chce się pobrać?
Takie samo od czterech tysięcy lat – zachęcać do tego, żeby poślubić żydowskich partnerów.
Zakochaną i zdecydowaną na wspólne życie parę trudno byłoby jednak zmusić do rozstania i stronie żydowskiej kazać szukać żydowskiego partnera. Możliwy jest za to ślub cywilny.
Mamy pewne ideały, do których realizacji dążymy, ale nawet jeśli jakaś osoba ich nie spełnia, to nadal pozostaje Żydem i powinna być dobrze przyjęta wewnątrz społeczności. Żyd jest Żydem, czegokolwiek by nie zrobił. Jeśli przestanie przestrzegać szabatu, wciąż jest częścią społeczności. Jeśli zwiąże się z kimś, kto Żydem nie jest, obowiązkiem rabina jest dobre przyjęcie takiej osoby w społeczności, bo pozostaje ona przecież dalej Żydem.
Gdy para mieszana, która nie może wziąć ślubu w synagodze, zrobi to w urzędzie stanu cywilnego, a potem poprosi ortodoksyjnego rabina o błogosławieństwo, dostanie je?
Wszystko zależy od rabina. Oczywiście może on życzyć młodej parze wszystkiego najlepszego, odnalezienia własnej ścieżki i etycznego życia.
Co sądzi rabin o tym, co mówi rabin Rosenbloom? Twierdzi, że jeśli odrzucimy parę, w której tylko jedna osoba jest Żydem, jeszcze bardziej oddalimy ją od judaizmu.
Ta debata toczy się już od wielu lat. Są w niej dwa podstawowe pytania. Czy jeśli nie uznamy tego, co robią i powiemy, że jest to zbyt odległe od żydowskiej tradycji, odstraszy to innych od zawierania związków z nie-Żydami? Czy jeśli sprawimy, że wszystko będzie miłe i łatwe, więcej osób zacznie uznawać małżeństwa mieszane za normę? To częściowo filozoficzne, a częściowo strategiczne pytania. Wiemy, że rzeczywistość się zmienia i coraz więcej osób wybiera za małżonków nie-Żydów. Liczenie na to, że bardzo surowe podejście do kwestii małżeństw mieszanych pomoże temu zapobiec, jest zupełnie pozbawione sensu. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy robić na odwrót i popierać takie związki. Sytuacja w Polsce jest o tyle wyjątkowa, że wiele osób poślubiło nie-Żydów, kiedy sami nie wiedzieli jeszcze, że są Żydami. Trudno byłoby ich stygmatyzować czy karać za brak wiedzy, dlatego takie osoby, tak jak wszystkich innych Żydów, przyjmujemy do swojej wspólnoty.
Jakie byłoby najlepsze rozwiązanie, jeśli jedna osoba jest halachicznym Żydem czy Żydówką, a druga ma tylko żydowskie korzenie? Konwersja? A może wystarczy ślub cywilny, bo jest duża szansa, że będą kultywować żydowską tradycję?
Idealnie byłoby, żeby osoba, która ma żydowskie korzenie i chce zobligować się do życia zgodnego z tradycją żydowską, uczyniła dodatkowy krok i przeszła proces konwersji.
Czy wybór partnera, który ma przynajmniej trochę żydowskich korzeni, jest lepszy niż poślubienie kogoś, kto ich w ogóle nie ma? Czy jeśli ktoś nie jest Żydem w świetle halachy, jego pochodzenie nie ma i tak znaczenia?
To bardzo trudne pytanie. Wszystko, co zwiększa szansę na to, że para będzie miała silniejszą żydowską rodzinę, jest dobre.
Czy jest w ogóle sens dyskutować o małżeństwach mieszanych w Polsce, gdzie przez dziesięciolecia były one czymś zupełnie normalnym?
Po Zagładzie w Polsce wciąż żyło około 350 tysięcy Żydów, czyli 10% przedwojennej populacji. Wielu ocalałych myślało, że po wojnie mogą albo zostać w komunistycznej Polsce i przestać być Żydem, albo opuścić kraj. Dla wielu decyzja, żeby zostać w Polsce, znaczyła również, że swoje pochodzenie muszą ukrywać przed dziećmi i wnukami. Jaki sens miało w takiej sytuacji poślubianie Żyda? Skoro przez tysiąclecia judaizm głosił, że jeśli chcesz zachować swoje żydostwo, to poślub Żyda, to zadziałał tu taki sam mechanizm, tylko w odwrotną stronę – jeśli chcesz przestać być Żydem, poślub nie-Żyda. W powojennej Polsce odsetek małżeństw mieszanych wynosił niemal 100%.
O to właśnie mi chodzi – to ukształtowało normę i poczucie, że nie da się inaczej.
W latach dziewięćdziesiątych, kiedy przyjechałem do Polski, nie istniała świadomość tego, że małżeństwo mieszane nie jest aprobowane. Prawie każdy miał nieżydowskiego partnera czy partnerkę.
Coś się zmieniło?
Tak, jest większa świadomość tego, że według żydowskiej tradycji powinno się poślubić Żyda.
Skąd się ona bierze?
Coraz więcej osób angażuje się w życie żydowskie, przynajmniej w jakimś stopniu. Wiele chce stworzyć silny żydowski dom i wie, że do tego potrzeba partnera, który też jest Żydem.
Żydzi w Polsce mają jednak jeszcze jeden podstawowy problem: Nawet jeśli ktoś ma najlepsze intencje poślubienia Żyda, to społeczność jest tak mała, że po prostu można nie znaleźć tu żydowskiego męża czy żony.
To nie jest problem, z którym borykamy się tylko w Polsce. Uważam, że rabini powinni się bardziej zaktywizować i pomagać młodym – i nie tylko młodym, ale i starszym – znaleźć żydowskich partnerów. Spotkania można aranżować przecież na wiele sposobów.
Rabini starają się to robić?
Tak, ale w niewystarczającym stopniu. Musimy się bardziej starać. To jedno z ważniejszych zadań, które przed nami stoi.
A jeśli mimo wszystko nie uda się znaleźć żydowskiego partnera?
Tak długo, jak jest w Polsce jakiś Żyd czy Żydówka, którzy chcieliby stanąć pod chupą, ale nie znaleźli żydowskiego partnera, będzie to znaczyło, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co mogliśmy zrobić. Odpowiedzialność spoczywa oczywiście nie tylko na rabinie, ale i na osobie, która szuka żony lub męża. Ona też musi się postarać.
TRUMP: U.S. DESTROYED IRANIAN DRONE NEAR STRAIT OF HORMUZREUTERS
Iran says it is unaware of any drone downing.
.S. President Donald Trump reacts while talking to reporters as he departs to visit storm-hit areas of Alabama from the White House in Washington, U.S., March 8, 2019.. (photo credit: JONATHAN ERNST / REUTERS)
WASHINGTON – The United States said on Thursday that a U.S. Navy ship had “destroyed” an Iranian drone in the Strait of Hormuz after the aircraft threatened the vessel, but Iran said it had no information about losing a drone.
In the latest episode to stir tensions in the Gulf, U.S. President Donald Trump told an event at the White House that the drone had flown to within 1,000 yards (meters) of the USS Boxer and had ignored “multiple calls to stand down.”
“This is the latest of many provocative and hostile actions by Iran against vessels operating in international waters. The United States reserves the right to defend our personnel, facilities and interests,” Trump said.
“The drone was immediately destroyed,” he added.
Iranian Foreign Minister Mohammad Javad Zarif told reporters at the United Nations: “We have no information about losing a drone today.”
The Pentagon said in a statement that the USS Boxer, an amphibious assault ship, had taken “defensive action” against a drone on Thursday morning as the Boxer was moving into the Strait of Hormuz.
“We do assess it was an Iranian drone,” said Commander Rebecca Rebarich, a Pentagon spokeswoman.
Tensions in the Gulf region are high, with fears that the United States and Iran could stumble into war.
The United States has blamed Iran for a series of attacks since mid-May on shipping around the Strait of Hormuz, the world’s most important oil artery. Tehran rejects the allegations.
Iran in June shot down a U.S. military surveillance drone in the Gulf with a surface-to-air missile. Iran says the drone was in its airspace, but Washington says it was in international skies.
Trump said at the time the United States had come close to launching a military strike on Iran in retaliation for the downing of the U.S. drone.
The increased use of drones by Iran and its allies for surveillance and attacks across the Middle East is raising alarms in Washington.
The United States believes that Iran-linked militia in Iraq have recently increased their surveillance of American troops and bases in the country by using off-the-shelf, commercially available drones, U.S. officials say.
A U.S. official, speaking on condition of anonymity, said the drone on Thursday was brought down through electronic jamming.
NUCLEAR DEAL
Relations between the United States and Iran have worsened since last year when Trump abandoned a 2015 deal between world powers and Iran in which Tehran agreed to restrict nuclear work in return for the lifting of sanctions.
The United States has reimposed sanctions to throttle Iran’s oil trade and says it wants to increase pressure on Tehran to renegotiate the accord, discuss its ballistic missile program and modify its behavior in the Middle East, where Washington is allied to several Arab states opposed to Iran.
Iran’s clerical rulers have ruled out renegotiating the nuclear deal or holding talks on its missile program, which it says is purely defensive.
But Zarif told reporters on Thursday that Iran had offered to make a concession on its nuclear program – to ratify a document prescribing more intrusive inspections – if the United States abandoned its economic sanctions – a proposal that drew U.S. skepticism.
“If Iran wants to make a serious gesture, it should start by ending uranium enrichment immediately,” a U.S. senior administration official said, adding any talks should include “a permanent end to Iran’s malign nuclear ambitions, including its development of nuclear-capable missiles.”
Earlier on Thursday, the United States demanded Iran immediately release a vessel it seized in the Gulf, and a U.S. military commander in the region said the United States would work “aggressively” to ensure free passage of vessels through the vital waterway.
Iran played down the seizure of the ship, which it said was a small vessel that was smuggling oil.
Iranian state TV aired footage of a vessel called “RIAH.” The Panamanian-flagged oil tanker MT Riah disappeared off trackers in Iranian territorial waters days ago.
“We do this (inspecting ships) every day. These are people who smuggle our oil,” Iran’s Press TV quoted Zarif as saying, adding: “It was a small ship used to smuggle 1 million liters – not 1 million barrels – of crude oil.”
Washington has recently beefed up its military presence and the U.S. Fifth Fleet, based in Bahrain, says that Gulf Arab states have stepped up patrols.
Revolutionary Guards Commander-in-Chief Hossein Salami said on Thursday that Iran had adopted a defensive strategy, but warned that “if our enemies make any mistakes … our strategy can become an offensive one.”
Oil prices jumped on Thursday after news of the ship seizure. They later fell, however, on weakness in U.S. equities markets and an expectation that crude output would rise in the Gulf of Mexico following last week’s hurricane in the region.
The United States on Thursday imposed sanctions on an international network of companies and their agents it said were involved in the procurement of materials for Iran’s nuclear program.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com
Chilling Account of the AMIA Terror Attack Israel Defense Forces
25 years after the deadly Hezbollah terror attack on the Jewish Community Center in Buenos Aires, Argentina, rescuers at the devastating scene finally share their story.
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com
Dejudaizacja Jerozolimy w 1948 roku
John Roy Carlson
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
W mediach zachodnich powracają nieustannie zarzuty o „judaizacji” Jerozolimy. Zachodni publicyści powtarzają jak za panią matką pacierz wszystkie argumenty z propagandy islamistów o „konieczności obrony Jerozolimy przed judaizacją”. Mieszkający obecnie w Ammanie, były tytularny burmistrz Jerozolimy Wschodniej, Haj Zaki Al Ghoul, wydał niedawno dramatyczne oświadczenie o rzekomo pogarszającej się sytuacji arabskich mieszkańców Jerozolimy.
Jakoś nie widać, żeby podobno dyskryminowani Arabowie izraelscy (czy to obywatele Izraela, czy tylko rezydenci) uciekali od „prześladowań” do Jordanii, Egiptu, czy do Europy. Jest zgoła odwrotnie, coraz więcej arabskich mieszkańców Jerozolimy składa podania o izraelskie obywatelstwo. Dla wielu zachodnich dziennikarzy nie jest to jednak żadne powód do krytycznego spojrzenia na powielane przez nich propagandowe materiały. Nie tylko nie sięgają do analiz palestyńskich dysydentów, całkowicie akceptują ahistoryczną narrację i wydają sie nie interesować historią dejudaizacji Jerozolimy w 1948 roku.
W latach 1948-1967 wschodnia część Jerozolimy (wraz ze Starym Miastem) była okupowany przez Jordanię, a Żydzi nie mieli tam wstępu. Jerozolimę podzieliły zasieki z drutu kolczastego i pola minowe. Żydowskie synagogi czy jesziwy były wysadzane w powietrze przez wojska jordańskie. Niszczono żydowskie cmentarze. Dzielnica Żydowska Starego Miasta została zrównana z ziemią.
Jak się wydaje, warto w tym miejscu przypomnieć historię zajęcia Jerozolimy przez armie arabskie w 1948 roku. Tę historię opisywał amerykański dziennikarz ormiańskiego pochodzenia, który (udając amerykańskiego nazistę) towarzyszył jako fotograf egipskim ochotnikom z Bractwa Muzułmańskiego. John Roy Carlson (właściwie Avedis Boghos Derounian) opisał walki o Jerozolimę w swojej książce Cairo to Damascus, która po raz pierwszy ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 1951 roku.
Ostatni exodus
Zwycięzcy i sępy krążyły na peryferiach Starego Miasta Żydowskiego, bombardowanego bezlitośnie przez Legion Arabski. Abdullah El Tal obiecał miłosierdzie przy kapitulacji, ale w barbarzyński sposób starał się do niej doprowadzić. Nie było drogi do „pokoju” poza wojną, bo Żydzi odmawiali poddania się. Karabiny Legionu strzelały prosto do celów z odległości nie większej niż niespełna pięćdziesiąt do dwustu metrów. Doszedłem tak blisko, jak tylko śmiałem. W miarę jak obrońcy byli wypychani z kolejnych ostrzeliwanych budynków, przychodzili saperzy i wysadzali całość. Dom za domem Żydzi byli wpychani do środka swojego getta. Trwało to dzień i noc i teraz był już dziesiąty dzień.
Arabów było pod dostatkiem — setki żołnierzy Legionu Arabskiego kłębiło się w brytyjskich mundurach khaki i kefijach. Byli wszyscy młodzi i wyglądali na prawdziwą, walczącą armię. Byli ciężko uzbrojeni i bez przerwy donoszono amunicję w skrzyniach z angielskimi oznaczeniami. Nie brakowało ani ludzi, ani broni.
Dostałem pozwolenie od jednego z oficerów, żeby zobaczyć obronę Bramy Syjońskiej. Jedna część masywnego portalu wisiała w zwariowany sposób na jednym zestawie zawiasów, druga była wysadzona. Przejście o szerokości około sześciu metrów i wysokości około dziewięciu było ciasno upakowane drutem kolczastym, drągami i kamieniami. Tutaj także znalazłem grupę dezerterów brytyjskich, którzy walczyli po stronie arabskiej. Bezpośrednio przed Bramą trzy brytyjskie ciężkie samochody pancerne czekały w zasadzce na Palmach. Jeśli Żydzi będą próbowali kolejnego przedarcia się przez Bramę, czeka ich gorąca niespodzianka.
[…]
Za biurkiem siedział dowódca frontu Bramy Syjońskiej, kapitan Mahmoud Bey Mousa. […] Przez tłumacza podałem moje nazwisko i zawód i poprosiłem o pozwolenie pozostania aż do kapitulacji.
— Sądzę, że negocjacje zaczną się jutro rano – powiedział Mahmoud Bey.
Siedział dosłownie na przysłowiowej beczce prochu, bo za nim i wokół niego, pod jego łóżkiem, które stało obok, i aż do najdalszego końca piwnicy używanej jako szpital polowy, stały skrzynia na skrzyni z amunicją ze znakami armii Jego Królewskiej Mości. Wcisnąłem moją torbę między skrzynie z amunicją pod jego łóżkiem i poszedłem na najwyższe piętro, żeby zrobić zdjęcia dzielnicy żydowskiej. Okazały się mieć wartość historyczną, bo w mniej niż czterdzieści osiem godzin później z getta pozostały ruiny i gruz.
Kapitulacja
Nie było spokoju tej nocy. Z górnych pięter miażdżący ogień sypał się na getto, podczas gdy z dołu szczekały większe działa. Budynek zawalał się za budynkiem z wyciem i klekotem kamieni. Budynek szkoły trząsł się od wściekłej kanonady. Płomienie dziko lizały wszystko w dzielnicy żydowskiej. Coraz większy obszar nieba czerwieniał od poświaty. Wydawało się, że cała dzielnica żydowska stoi w ogniu — jak rozżarzony piec, gigantyczna ofiara dla bogów wojny, okrucieństwa i barbarzyństwa. A gdy bogowie donośnie żądali więcej, przewracało się więcej budynków, zapalało się więcej ogni. Szerzej rozpościerała się poświata głowni i rozżarzonych kamieni, bardziej mdlący smród palących się mebli, ubrań i martwych ciał.
Stojąc na dachu za umocnieniami z worków z piaskiem, patrzyłem na piekło, na palenie żywcem miasta, na spopielanie jego świątyń, miejsc świętych, ksiąg świętych, świętych wspomnień. Patrzyłem na te jatki i miałem mdłości. Odwróciłem się, żeby zejść na dół, kiedy skądś z getta wystrzeliła kolejna czerwona raca — krzyk o pomoc.
[…]
Zbudziłem się o świcie 28 maja — w dniu, który miał okazać się niemal równie historyczny dla losu Żydów jak 15 maja. […] Żydzi, za pośrednictwem Czerwonego Krzyża, prosili o przychylne warunki kapitulacji. Kurierzy biegali tam i z powrotem. Abdullah El Tel wyznaczył ostateczny termin na 13:30. Do tego czasu kapitulacja miała zostać zaakceptowana albo znowu rozpocznie się dewastacja.
Szerzyły się plotki, że emisariusze Żydów już idą. Inne plotki mówiły, że wszyscy Żydzi są już martwi.
[…]
Nad głowami tłumu zobaczyłem białą flagę przyczepioną do kija. To byli żydowscy emisariusze!
Flagę trzymała patriarchalna postać rabina w czarnym ubraniu, z powiewająca brodą, podpierającego się laską. Rabin Ben Zion Hazzan Irek, 72 lata, był wysoki jak na Żyda ze Starego Miasta, głowę trzymał wysoko, nie kuląc się ze strachu. Towarzyszył mu niski, przestraszony mężczyzna, osiemdziesięciosześcioletni Żyd, Israel Zief Mintzberg. […] Zaprowadzono ich do tylnego wejścia. Siedzieli na ławce i czekali na kapitana Mahmouda Bey Moussę. […] Przedstawiciele Ihwan El Muslimin (Bractwa Muzułmańskiego) — z Egiptu, Syrii i Palestyny — krążyli rozwścieczeni, warcząc na takie traktowanie emisariuszy.
— Żydzi zasłużyli tylko na to… — jeden z nich przeciągnął ręką po gardle.
Rozmowa była krótka. Kiedy kapitan Mahmoud przybył, powiedział im, krótko, ale uprzejmie, że kapitulacja ma być bezwarunkowa. Mogli ją przyjąć albo odrzucić.
[…]
Beznamiętnym tonem major Tel zaczął czytać warunki porozumienia: 1. Oddanie całej broni i przejęcie jej przez Legion Arabski; 2. Wszyscy zdrowi mężczyźni będą wzięci do niewoli jako jeńcy wojenni; 3. Starcy, kobiety, dzieci i poważnie ranni dostaną pozwolenie na wejście do Nowego Miasta przy nadzorze Czerwonego Krzyża; 4. Legion Arabski gwarantuje bezpieczeństwo wszystkich Żydów, którzy się poddadzą; 5. Legion Arabski będzie okupował dzielnicę żydowską.
— A co z kobietami, które walczyły jako żołnierze? – zapytałem majora.
— Będą traktowane jak cywile i pójdą z innymi.
— To niesprawiedliwe dla nas. Ich kobiety strzelają równie dobrze jak mężczyźni — był to głos brytyjskiego dezertera z karabinem przewieszonym przez ramię.
Wyjście
Była dokładnie 15:25. Uzgodniono, że nie będzie żadnej zwłoki w usunięciu Żydów, bo gdy raz rozejdzie się wiadomość, tysiące Arabów rzuci się na dzielnicę w orgii masakry i gwałtów, które będzie można powstrzymać tylko ogniem Legionu Arabskiego. Z dr Azcaraet (przedstawiciel Czerwonego Krzyża) i Weingartenem (burmistrz dzielnicy żydowskiej) na czele tłum żołnierzy, dziennikarzy i fotografów przeszedł drogą Bramy Syjońskiej do samego serca dzielnicy żydowskiej. Cóż za staranną pracę dewastacji wykonały broń i amunicja Jego Królewskiej Mości w tej części Świętego Miasta! Była to ziemia niczyja gruzów i kamienia — Saint-Lo, Berlin, Hiroszima w miniaturze — ze zwęglonymi resztkami ubrań i przedmiotów codziennego użytku rozrzuconymi wśród gruzów.
Żołnierze Legionu otwierali drzwi lub włamywali się do zamkniętych domów. Szedłem z nimi. Większość domów była pusta. W jednej kamiennej ruderze znaleźliśmy kobietę. Albo była obłożnie chora, nie chciała, albo bała się wyjść. Miała na sobie zieloną podomkę i długie włosy w nieładzie spadające na ramiona. Siedziała na łóżku, zawodząc wstrząsającym duszę lamentem, do jakiego zdolni są tylko ludzie Orientu.
Żołnierz Legionu kazał jej wyjść: “Imszi! Imszi!” Płakała jeszcze bardziej i trzymała się łóżka. Najwyraźniej chciała umrzeć w tym ciemnym grobie. Żołnierz zamierzył się kolbą, ale zobaczył mnie, zmienił zdanie i znowu zawołał: “Imszi! Imszi!” Kobieta wreszcie wstała z łóżka. Zobaczyłem, że ma spuchnięte nogi. […]
Szedłem za żołnierzami. Nie miałem pojęcia, dokąd idziemy. […] Jakiś Arab dał mi święty zwój w znakomitym stanie. Bałem się go wziąć, żeby w podnieceniu nie wzięto mnie za Żyda. […] Ofiarodawca rzucił zwój i ktoś po nim przeszedł. Widziałem kolumnę młodych Żydów maszerujących pod ciężką strażą Legionów. Wąskie, kręte uliczki – datujące się z dni Chrystusa, a może nawet Dawida, o tysiąc lat wcześniej — były chaosem pchających się mężczyzn, gruzu i uchodźców.
Nagle wyszliśmy na dużą, otwartą przestrzeń, której podobieństwo odmalowano na słynnych obrazach przedstawiających piekło Dantego. Ciężki, niebieskawy dym wisiał nad masą skulonych ludzi; nie widziałem ani boków placu, ani jak daleko rozciągała się masa ludzka. Po prawej stronie był szpital; dym wydostawał się oknami w powolnych, leniwych spiralach, jak gdyby nie chciał wychodzić, nie chciał pożreć tego prastarego budynku. Wszystko tutaj było zakorzenione w przeszłości. Ten, kto tego nie widział, nie może zrozumieć nadzwyczajnego przywiązania ludzi do ducha i ziemi Jerozolimy.
Szedłem od grupy do grupy, fotografując exodus. Tutaj był niewidomy, stary Żyd, który wydawał się równie prastary jak Biblia, prowadziła go żona, niemal tak stara jak on, dołączyli do kolejki uchodźców, którzy właśnie mieli opuścić piekło. Tam była żydowska kobieta z gromadką dzieci, skulonych wokół niej. […]
Gdzie była Hagana? Chciałem na własne oczy zobaczyć tych, którzy przez miesiące odpierali ataki tysięcy Arabów, żyjąc na głodowych racjach i walcząc przy brakach amunicji, stawiając wyzwanie potędze Legionu Arabskiego, aż ich ciała i dusze nie mogły już wytrwać dłużej.
[…]
Krzyki żołnierzy mieszały się z zawodzeniem kobiet, udręczonymi słowami mężczyzn i odwiecznym pochlipywaniem dzieci. Płacz dzieci i męczarnie starców najbardziej szarpały za serce, bo ci są najbardziej niewinni. Jakie grzechy popełniło to dziecko i ten stary Żyd, by zasłużyć na to wyszarpanie z domu, w którym się urodził, tak jak jego ojciec i dziad przed nim?
[…]
Teraz widzę więźniów wychodzących na plac z Drogi Bramy Syjońskiej. Wyglądają młodo. To Hagana!
Było ich około 250, młodzież zmieszana z mężczyznami do pięćdziesiątego roku życia. […] Chodziłem między nimi, obserwowałem ich twarze, patrzyłem im w oczy. Wszyscy byli niscy, większość wątła, wychudzona i zmęczona, najbardziej niebohatersko wyglądająca grupa pierwszorzędnych bojowników, jaką kiedykolwiek widziałem. (Później dowiedziałem się, że tylko 40 z nich było żołnierzami z Hagany, pozostali to byli sklepikarze i studenci zamienieni na bojowników w chwili potrzeby.)
Tej nocy dzielnica żydowska została podpalona i płonęła od jednego końca do drugiego, olbrzymi pożar konsumujący wszystko, co pozostało po poprzednich pożarach. Fotografowałem to całopalenie z dachu szkoły. Niepochowane ciała pod gruzami i ciała pochowane od czasu zakończenia Mandatu były spopielane raz jeszcze. Domy, szpitale, synagogi i sklepy zostały spalone do fundamentów. Miasto, w który Żydzi mieszkali niemal bez przerwy przez trzy i pół tysiąca lat, zostało zniszczone jak nigdy przedtem — była to gruntowniejsza robota niż kiedy zrównał je z ziemią Tytus, bo starożytny generał rzymski nie miał dynamitu ani karabinów i pocisków ze znakami armii Jego Królewskiej Mości.
Exodus się skończył, cmentarzysko zostało zapieczętowane. Żydzi nie mieli teraz powodu, żeby wracać do miejsca świętego swoich przodków. Było tak jak życzył sobie tego Allah — i brytyjskie Foreign Office.
Tekst pierwotnie był opublikowany w dawnym „Racjonaliście”.
* Książkę Carlsona można nabyć w języku angielskim za pośrednictwem księgarni Amazon.
John Roy Carlson
Avedis Boghos Derounian vel John Roy Carlson urodził się w 1909 roku w greckim mieście Alexandroupoli (zmarł w 1991 w Nowym Jorku). Amerykański dziennikarz ormiańskiego pochodzenia. Jego wydana w 1943 roku książka “Under cover” była bestsellerem. Ujawniał w niej działalność nazistowskich organizacji w Stanach Zjednoczonych. W 1948 roku pojechał do Egiptu, gdzie podał się za amerykańskiego nazistę i zdobył dostęp do kierownictwa Bractwa Muzułmańskiego. Jako fotograf towarzyszył ochotnikom Bractwa podczas wojny z Izraelem.