Archive | October 2019

LUX IN TENEBRIS LUCET!

LUX IN TENEBRIS LUCET!

DR ZOFIA TRĘBACZ


5 października 1937 roku na Uniwersytecie Warszawskim zostało wprowadzone getto ławkowe. Hasłem, które jednoczyło środowisko akademickie w proteście przeciwko gettu w latach 30. była łacińska sentencja: „Lux in tenebris lucet!” (Światłość w ciemności świeci).

Celowa polityka oświatowa. Rysunek satyryczny w prasie polskiej 1919 – 1939. / Źródło: Archiwum ŻIH

Młodzież narodowa domagała się wyznaczenia dla Żydów osobnych miejsc na salach wykładowych i w audytoriach (tzw. getto ławkowe – najczęściej ławki po lewej stronie lub na końcu sali) od początku lat trzydziestych XX w., zastraszając profesorów protestujących przeciwko tym postulatom. Co więcej, w pierwszych dniach października akademicy musieli przynosić swoje indeksy, legitymacje oraz wypełnione karty indywidualne, na których znajdowała się m.in. rubryka wyznaniowa, po czym zostawały one ostemplowane podłużnymi pieczątkami: z zielonym napisem „Miejsce w ławkach parzystych” lub z fioletowym napisem „Miejsca w ławkach nieparzystych”. Początkowo taką metodę stosowały poszczególne wydziały czy kierunki.

Pierwsze próby wprowadzenia izolacji studentów żydowskich w salach wykładowych ze strony władz akademickich nastąpiły 9 i 11 grudnia 1935 roku na Politechnice Lwowskiej. Rady Wydziałów Inżynieryjnego i Mechanicznego zadecydowały o rozdziale miejsc: dwa rzędy ławek dla Polaków, jeden rząd dla Żydów. Akademikom obu narodowości w przypadku nieprzestrzegania rozporządzenia groziło relegowanie z uczelni. Zarządzenia wydane na Politechnice Lwowskiej wzbudziły natychmiast poważne zastrzeżenia wśród kadry, a niektórzy profesorowie tych wydziałów nie podporządkowali się rozporządzeniom. Niemniej jednak osobne miejsca dla Żydów uznano w prasie akademickiej za rozwiązanie ciekawe, a nawet za krok postępowy, w realny sposób umożliwiający zapewnienie spokoju na uczelniach.

Jednak już jesienią 1935 roku rozpoczęła się właściwa kampania na rzecz wprowadzenia getta ławkowego na uniwersytetach [1]: do zajść doszło 7 listopada na kilku warszawskich uczelniach, 13 i 14 listopada we Lwowie, 14 listopada w Krakowie, 19 listopada w Warszawie – na Uniwersytecie oraz Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Wystąpienia antyżydowskie na uczelniach wyższych, powtarzające się regularnie na początku każdego roku akademickiego od początku lat trzydziestych, stały się tak przewidywalne, że ówczesnej publicystyce ustalił się nawet termin określający je mianem „manewrów jesiennych”. W listopadzie 1931 roku w Wilnie, przypadkową ofiarą ekscesów antysemickich stał się polski student prawa, członek Młodzieży Wszechpolskiej – Stanisław Wacławski. Rok później głośno mówiło się o śmierci lwowskiego studenta Akademii Medycyny i Weterynarii Jana Grotkowskiego, aczkolwiek okoliczności jego śmierci były zupełnie inne: zginął on w pobliżu domu publicznego w nocnej bójce, w którą przerodziła się uliczna kłótnia. Oba wydarzenia stały się doskonałym pretekstem do organizowania corocznych ekscesów antysemickich na uczelniach. Nie wybuchały one samoistnie, lecz pod wpływem, a właściwie z inicjatywy narodowych środowisk akademickich powiązanych z ugrupowaniami politycznymi.

Numerus Clausus! Młodzież polska słuchać musi wykładów w korytarzach lub przez dziurkę od klucza wobec przepełnienia audytoriów młodzieżą żydowską obojga płci / źródło: Rysunek satyryczny w „Szopce” 1923, nr 9, s.6-7.

Z czasem wystąpienia miały ostrzejszy przebieg, a akademicy uciekali się do coraz brutalniejszych metod i środków. Bito głównie studentów żydowskich, lecz również protestujących przeciwko działaniom bojówek i agresorów, często zupełnie apolitycznych, a kierujących się względami moralnymi. Nie oszczędzano także przypadkowych przechodniów o wyglądzie semickim – takie zachowania były wyjątkowo naganne i krytykowane przez szerszą społeczność akademicką. Zamieszki w dużym stopniu dezorganizowały pracę na uczelni, również dlatego, że rektorzy wielokrotnie uciekali się do zawieszania zajęć na kilka lub kilkanaście dni, a nawet na kilka tygodni, także w ramach działań prewencyjnych. Niemniej jednak organizatorzy zajść, czując się bezkarnie, radykalizowali swoje postępowanie.

Jeszcze na przełomie 1936/1937 roku minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego prof. Wojciech Świętosławski wypowiadał się przeciwko urzędowemu, czyli odgórnemu wprowadzeniu getta ławkowego na uczelniach, uznając je 27 stycznia 1937 roku w Sejmie za niemożliwe. Deklaracji takich było więcej, ale składano je w napiętej atmosferze, kiedy część szkół wyższych pozostawała zamknięta z powodu wymuszania żądań siłą. Co więcej, próby te coraz częściej kończyły się powodzeniem – zwiększała się bowiem liczba rektorów idących na ustępstwa. Na początku 1937 roku w celu zapobieżenia konfliktom prof. Świętosławski zezwolił jednak rektorom, aby zastosowali środki organizacyjne, porządkowe, których nie precyzował. Wiosną natomiast, po kolejnych rozruchach antyżydowskich w Warszawie, minister rozwiązał organizację Młodzieży Wszechpolskiej i Związek Polskiej Młodzieży Narodowo-Radykalnej, organizację akademicką ONR, zaś Bratnią Pomoc zawiesił. Nie miało to jednak większego znaczenia, ponieważ organizacje te były od lat przyzwyczajone do działania w warunkach półlegalnych. Ponadto funkcjonowanie rozpoczął Związek Młodej Polski – organizacja młodzieżowa rządowego Obozu Zjednoczenia Narodowego, w swych poglądach na kwestię żydowską zbliżona do Młodzieży Wszechpolskiej czy nawet Obozu Narodowo-Radykalnego, tworzona zresztą z odłamów tej ostatniej. Zdaniem Szymona Rudnickiego, wiązało się to z szerszym procesem przejmowania przez kręgi rządowe haseł obozu narodowego. Dlatego też, między innymi, kroki podejmowane przez ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego nie mogły już zahamować rozpoczętej akcji.

A zatem kwestia osobnych miejsc dla akademików wyznania mojżeszowego nie została załatwiona do wakacji. Władze musiały zdawać sobie sprawę, że jesienią, na początku nowego roku akademickiego, studenci narodowi ponownie rozpoczną kampanię na rzecz getta ławkowego.
I rzeczywiście, okres wakacyjny przyniósł poważne zmiany – 2 lipca 1937 r. Sejm znowelizował ustawę o szkołach akademickich z 1933 r. Wprowadzone poprawki dotyczyły głównie profesorów, przywracając im bezpośrednią opiekę oraz nadzór nad studentami i ich stowarzyszeniami. 24 września 1937 r. odbył się natomiast zjazd rektorów, na którym minister Świętosławski zezwolił, aby wydali oni zarządzenia porządkowe w sprawie miejsc w audytoriach dla młodzieży polskiej i żydowskiej. W ten sposób wielu rektorów wyznaczyło odrębne ławki na salach wykładowych dla studentów żydowskich oraz pozostałych, np. 5 października 1937 roku getto ławkowe zostało wprowadzone na Uniwersytecie Warszawskim. Szczególnie bolesny wydźwięk miało wydanie takiego zarządzenia w grudniu 1937 roku w Szkole Budowy Maszyn im. Wawelberga i Rotwanda. Jej fundatorami byli Żydzi, zaś ich spadkobiercy przekazali Szkołę w 1919 roku społeczeństwu polskiemu z wyraźnym zastrzeżeniem, które wykluczało stosowanie w niej dyskryminacji rasowej, narodowej bądź religijnej.


Zapraszamy na stronę Kompendium, na której możecie Państwo zapoznać się z pełną wersją artykułu dr Zofii Trębacz „Antysemityzm uniwersytecki w dwudziestoleciu międzywojennym”.

Rysunki antysemickie z prasy polskiej 1919–1939 były tematem wystawy czasowej „Obcy i niemili” w Żydowskim Instytucie Historycznym otwartej na przełomie 2013/2014 r.


Przypisy:

[1] Pierwsza próba przymusowego osadzenia studentów żydowskich w określonym miejscu w audytorium została podjęta już jesienią 1933 roku. Miała ona miejsce częściowo na Uniwersytecie Wileńskim oraz na trzech uczelniach warszawskich: na Politechnice, w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) i w Szkole Głównej Handlowej (SGH).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kiss the Shoes of a Muslim

Forced to Kiss the Shoes of a Muslim Classmate, Called A ‘Dirty Jew’: Antisemitic Bullying Exposed at Australian Schools

Ben Cohen


The picture posted on Instagram showing a Jewish boy forced to kiss the shoes of a Muslim classmate at the Cheltenham Secondary College in Melbourne, Australia. Photo: Screenshot.

Shocking accounts of antisemitic bullying at two schools in the Australian state of Victoria over the past year have led to calls for more assertive action by educational authorities to protect Jewish students.

The two cases — one involving a 5-year-old boy at a junior school, the other a 12-year-old boy in high school — revealed a pattern of dehumanizing language and violent behavior on the part of the bullies, alongside a disturbing indifference from officials at both schools when the abuse was brought to light by the parents of the children.

In an interview with the Melbourne-based Age newspaper on Thursday, the mother of the 5-year-old disclosed that her son was repeatedly taunted and laughed at over his circumcised penis — to the point where he began to wet himself in class rather than go to the toilet.

Other insults faced by the little boy at Melbourne’s Hawthorne West Primary School included epithets like “you dirty Jew” and “Jewish cockroach.” His parents began investigating whether there was a problem after the child began wetting his bed at home and complained about going to school. One morning, he reportedly told his mother, “‘Mummy, you shouldn’t love me. I’m a worthless, Jewish rodent. I’m vermin,” while she was making his breakfast.

“I grew up with Holocaust survivors, I used to go to synagogue with my uncle who was a Holocaust survivor and those were the words, literally, he was taunted with when he was five,” his mother told The Age.

The 12-year-old boy, meanwhile, was subjected to several months of antisemitic abuse that began with an incident in which he was forced to kiss the shoes of a Muslim fellow-student.

Interviewed by The Australian Jewish News (AJN), the boy’s mother revealed that her son had been lured into a public park by fellow students who invited him to play football.

As soon as he arrived, The AJN reported, he was presented with an ultimatum: Bow down and kiss the feet of a Muslim child, or face the threat of violence by the nine other 12 and 13-year-olds. Vastly outnumbered, the student complied. The incident was photographed, filmed and posted on Instagram.

In the ensuing months, the student was also subjected to antisemitic slurs including “Jewish ape,” “Jewish n****r” and “Jewish gimp.” He was followed home from school daily, and physically assaulted in the school corridor by an assailant who called him “a cooked up Jewish c__.” 

“He had been punched in the face. The whole left side of his back was bruised. He had a gouge of skin out of his shoulder,” the student’s mother told The AJN. The attack resulted in hospital treatment and the boy — whose ordeal took place at the prestigious Cheltenham Secondary College, where the tuition fees for foreign students can cost up to $14,000 annually — continues to suffer from acute anxiety.

In the cases of both boys, the response of the respective school authorities was woeful, the parents said.

Cheltenham Secondary College refused to investigate the incident in the park on the basis that it occurred outside school grounds. His mother told The Age that she had been “bitterly disappointed” by the attitude of both the school and the Education Department in Victoria.

“I took such offense with the Education Department, because there was nothing they did to protect my son at all, at any point in time — that’s what’s cut me up,” she said.

But then she sought out the parents of the Muslim boy whose feet her son had been forced to kiss — and they were horrified by their son’s actions.

“We sat down, his parents, the two boys and myself, around the table and explained the velocity of [the bullying] and what it meant to us as parents as far as building bridges between Jews and Muslims in society and not creating division like that photo does,” the 12-year-old’s mother said.

The mother of the 5-year-old boy, who is presently being home-schooled, said that officials at Hawthorne Primary School had pointedly refused to discuss the antisemitism that underlay the abuse. The school’s solution was to keep the student from using the regular bathroom, offering the facilities of another bathroom instead, the mother explained.

“[The school] refused to accept there was an antisemitic issue. ‘It’s not antisemitism, it’s just bullying.’ The principal said, ‘I don’t want to make other students feel uncomfortable,’” she said.

Dvir Abramovich — chairman of the Anti-Defamation Commission, a leading Australian Jewish advocacy organization — told The Age newspaper that a “disturbing trend” was becoming more and more visible.

“There is mounting evidence that families are forced to take their children out of public schools and to enrol them in Jewish-day schools due to a growing sense of insecurity and fear that their kids will be harmed simply because of who they are,” Abramovich said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Krystyna Zachwatowicz-Głupia (1966)

Krystyna Zachwatowicz-Głupia(1966)

  PolandMuzik



Występ podczas jubileuszu Piwnicy Pod Baranami w Pieskowej Skale(1966 rok).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Homoseksualiści byli na samym dole więziennej drabiny, razem z Żydami

Homoseksualiści w obozach koncentracyjnych byli na samym dole więziennej drabiny, razem z Żydami

Marta Grzywacz


Walter Degen (ur. w 1909 r.), ślusarz z Morchingen (dziś Morhange w północnej Francji), został przywieziony do obozu w Auschwitz transportem 29 sierpnia 1941 r. Został zarejestrowany zarówno jako więzień polityczny, jak i homoseksualista (Fot. Muzeum Auschwitz-Birkenau)

Naziści próbowali “leczyć” homoseksualistów, zmuszając ich do wizyt w obozowych burdelach. Wielu zostało poddanych przymusowej lub “dobrowolnej” kastracji. Władze obozowe były również przekonane, że homoseksualizm da się wyleczyć za pomocą ciężkiej pracy.

Dla Ernsta Ellsona 23 marca 1941 r. miał być szczęśliwym dniem, właśnie wychodził z więzienia. Ale gdy był już przy bramie, zatrzymał go strażnik z nakazem tymczasowego aresztowania prewencyjnego.

Urodzony w Düsseldorfie w 1904 r. Ellson był homoseksualistą i policja obyczajowa o tym wiedziała. Od czasu do czasu robiła naloty na lokale czy toalety publiczne, gdzie spotykali się geje, ale Ellsona nie złapała na gorącym uczynku. Doniósł na niego niejaki Willi M. zatrzymany w listopadzie 1940 r. za prostytucję. Zeznał, że Ellson był jego klientem.

Na podstawie art. 175 niemieckiego kodeksu karnego sąd w Essen skazał Ellsona na cztery miesiące odsiadki. Jednak według dyrektywy szefa SS Heinricha Himmlera z 12 lipca 1940 r. wszyscy homoseksualiści, którzy mieli więcej niż jednego partnera, po zwolnieniu z więzienia powinni być obejmowani „aresztem prewencyjnym”, który w praktyce oznaczał obóz koncentracyjny. Jako zagrażający egzystencji i bezpieczeństwu narodu Ellson pojechał do Buchenwaldu. We wrześniu 1942 r. przeniesiono go do Gross-Rosen, a miesiąc później do Auschwitz.

Zagrożenie rasy

Artykuł 175 obowiązywał w Niemczech od 1871 r. i przewidywał dwa lata więzienia i utratę praw obywatelskich za przeciwny naturze nierząd, do którego dochodzi pomiędzy osobami płci męskiej albo między człowiekiem i zwierzęciem. W porównaniu z Wielką Brytanią czy ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie groziła za to nawet kara śmierci, były to regulacje łagodne. Jeszcze w Republice Weimarskiej o homoseksualizmie dyskutowano swobodnie. W środowiskach akademickich powstał nawet Komitet Naukowo-Humanitarny pod kierunkiem berlińskiego lekarza seksuologa Magnusa Hirschfelda, który domagał się zniesienia artykułu 175, propagował edukację seksualną, a w 1912 r. zapobiegł rozszerzeniu tego przepisu na kobiety. Ale gdy w 1924 r. policja w Hanowerze aresztowała Fritza Haarmanna, który razem z kochankiem zamordował co najmniej 27 nastoletnich chłopców, homofobia w społeczeństwie się nasiliła. Liczba spraw sądowych z art. 175 zaczęła rosnąć – o ile w 1923 r. skazano 503 osoby, o tyle w 1927 r. było ich już prawie dwa razy tyle.

Im silniejsza była władza Hitlera, tym ostrzej traktowano homoseksualistów, których Himmler uważał za degeneratów i odszczepieńców zagrażających aryjskiej rasie i prorodzinnej polityce Niemiec. Im mniej dzieci się rodzi, tym słabszy jest kraj, uważał szef SS.

Dla naszych przodków – mówił – te indywidua były po prostu czymś niemoralnym. Homoseksualiści, nazywani urningami, byli topieni w bagnach. (…) To nie była kara – to było po prostu pozbywanie się czegoś nienormalnego.

Lesbijki nie szkodzą

Kurs jeszcze się zaostrzył po nocy długich noży i rozprawieniu się przez Hitlera z przywódcą SA Ernstem Röhmem. Powodem były względy polityczne, jednak jawny homoseksualizm zamordowanego w monachijskim więzieniu Röhma odegrał też rolę. 3 lipca 1934 r., dwa dni po jego śmierci, bawarskie ministerstwo spraw wewnętrznych rozpoczęło aresztowania w środowisku homoseksualistów. W nocy z 20 na 21 października podczas obławy w Bawarii w ręce policji wpadło ich kilkuset. Część wysłano do obozu koncentracyjnego w Dachau.

Krótko potem MSW zarekomendowało zaostrzenie przepisów. Do art. 175 miały dojść punkty przewidujące kary za jakikolwiek kontakt seksualny między mężczyznami, a nawet za trzymanie się za ręce, niewłaściwe spojrzenie czy choćby samo podejrzenie kontaktu. Kara za „ciężki nierząd” wzrosła do 10 lat więzienia.

Spośród około 50 tys. mężczyzn ukaranych w III Rzeszy za homoseksualizm według różnych szacunków od 5 tys. do 15 tys. uwięzionych zostało w obozach koncentracyjnych. Naziści uznali, że to wystarczy, aby odstraszyć resztę.

Z art. 175 nie karano Żydów, Polaków i przedstawicieli innych narodowości na terenach okupowanych. Himmler uważał bowiem, że skoro homoseksualizm niszczy morale narodu i biologicznie go osłabia, to w państwach podbitych powinien istnieć.

Przepisów nigdy też nie rozszerzono na kobiety, choć brano to pod uwagę. W związkach lesbijskich Himmler ostatecznie nie dostrzegł zagrożenia dla zdolności reprodukcyjnych narodu. Lesbijki były w obozach koncentracyjnych, ale z powodu innych przestępstw, jako kryminalistki albo asocjalne – prostytutki, bezdomne, chore umysłowo czy alkoholiczki, które niszczyły jakoby zdrową tkankę narodu.

“Pedalska świnia”

Josef Kohout pochodził z porządnej, katolickiej, wiedeńskiej rodziny. Polityką się nie interesował. Całe to gadanie o rasie panów i opatrzności, która zesłała niemiecki naród, żeby rządził Europą, wydawało mu się przesadzone. Jako wysoki, atletycznie zbudowany blondyn mógł uchodzić za modelowego Aryjczyka. Ale był homoseksualistą. Swego partnera poznał pod koniec 1938 r. podczas studiów. Franz był synem nazistowskiego dygnitarza i studentem medycyny. Ich marzenia o wspólnej przyszłości skończyły się w marcu 1939 r., gdy gestapo aresztowało Josefa jako „pedalską świnię”. Wyrok: sześć miesięcy ciężkiego więzienia. U jego przyjaciela stwierdzono „chorobę umysłową” i został zwolniony.

W dniu wyjścia na wolność Kohout, podobnie jak Ellson, dowiedział się, że wyrok został przedłużony i odjedzie do obozu w Sachsenhausen. Już podczas transportu heteroseksualni kryminaliści uświadomili mu, czym będzie obozowe życie „ciepłej świni”. Moi towarzysze chcieli się zabawić, bo stwierdzili, że jest im nudno – wspominał. Poszturchiwaniem i biciem, gdyż dobrowolnie nie byłem w stanie tego zrobić, zmuszali mnie, bym brał do ust ich członki. Każdy wymagał tego po kilka razy dziennie. (…) Było im całkowicie obojętne, że do odczuwania jakichkolwiek seksualnych bodźców potrzebna jest gotowość i pociąg, także u homoseksualistów.

Na samym dnie

W obozach więźniowie oznaczani byli trójkątami naszytymi na ubrania. Polityczni mieli czerwony, asocjalni – czarny, kryminaliści – zielony, Żydzi – żółty, świadkowie Jehowy – fioletowy. Homoseksualistów oznaczano trójkątem różowym, a niekiedy literą A – od „Arschficker” (dosł. dający dupy). W Sachsenhausen odseparowano ich od reszty więźniów w tzw. ciotowskim bloku, musieli się meldować jako „spedaleni skurwiele”. Żeby się nie masturbowali, kazano im spać z rękoma na pościeli. Więzień przyłapany na tym podczas jednej z częstych nocnych kontroli był wyciągany z łóżka, wylewano na niego kubły wody i mokry stał przez godzinę na zewnątrz. Zimą kończyło się to zwykle śmiercią.

Kohout w książce pt. „Mężczyźni z różowym trójkątem”, którą napisał wspólnie z przyjacielem Johannem Naumannem pod pseudonimem Heinz Heger, opisuje, jak jednego z obozowych gejów esesmani powiesili za ręce, łaskotali w podeszwy stóp i inne wrażliwe miejsca za pomocą gęsich piór. Kiedy mężczyzna zaczął krzyczeć, dali mu chwilę odpocząć, a jeden z esesmanów przyniósł dwa kubki – z zimną i gorącą wodą. A teraz, ty pedalskie ścierwo – powiedział – podgotujemy ci jajka, a potem schłodzimy, to się zaraz rozgrzejesz. Naprzemienne „kąpiele” zastosowano kilka razy. Ciężko poparzony więzień nie był już w stanie krzyczeć.

Na koniec włożyli mu w odbyt trzonek miotły. Stracił przytomność, ale żył, dopóki jeden z esesmanów nie rozbił mu głowy stołkiem.

Homoseksualiści byli na samym dole obozowej drabiny, razem z Żydami dręczeni nie tylko przez strażników, ale także więźniów.

“Dobrowolni” kastraci

W 1940 r. duński endokrynolog Carl Varnet ogłosił, że wynalazł terapię hormonalną na wyleczenie homoseksualizmu. Miała polegać na wstrzykiwaniu testosteronu do jąder pacjenta. Badania chciał rozwijać, ale brakowało mu pieniędzy. Jako członek duńskiej partii nazistowskiej wystarał się o prowadzenie eksperymentów pod nadzorem SS i w czerwcu 1944 r. został skierowany do obozu w Buchenwaldzie. Jako króliki doświadczalne posłużyło mu 17 mężczyzn: homo-, bi- i heteroseksualnych. Varnet chciał się przekonać, czy po wstrzyknięciu testosteronu mężczyźni będą zainteresowani płcią przeciwną. Pisał w raporcie: [pacjent] Jest opanowany, również pod względem psychicznym, czuje się wyzwolonym człowiekiem. Inni więźniowie opowiadają mu, że wygląda młodziej. Jego erotyczne myślenie uległo zmianie, wcześniej marzył o młodych mężczyznach, od teraz myśli tylko o kobietach. Uważa, że warunki życia w obozie nie są dobre; myślał o kobietach w burdelach, ale ze względów religijnych nie mógłby tam iść.

Naziści próbowali „leczyć” homoseksualistów, zmuszając ich do wizyt w burdelach, które powstawały w obozach na polecenie Himmlera od 1943 r. Kobiety sprowadzano do nich m.in. z obozu w Ravensbrück. Z jednej strony miały służyć zwykłym więźniom, żeby zachęcić ich do pracy, z drugiej – zapobiegać szerzącemu się homoseksualizmowi. W obozie we Flossenbürgu w ścianach drążono dziury, przez które obserwowano postęp w „leczeniu”.

W obozach homoseksualiści często byli kastrowani – „dobrowolnie” lub przymusowo. Niemcy i temu nadali podstawy prawne – „dobrowolna” kastracja odbywała się więc na mocy „ustawy o profilaktyce obciążonego dziedzicznie potomstwa” z lipca 1933 r. W zamian więzień mógł opuścić obóz, co jednak nie oznaczało wolności. „Dobrowolni” kastraci na równi z kryminalistami przydzielani byli do dywizji karnej Oskara Dirlewangera i wysyłani do walki. Natomiast na podstawie „ustawy przeciw niebezpiecznym recydywistom i o środkach zabezpieczenia i poprawy” z listopada 1933 r. przeprowadzano kastracje przymusowe.

Jako obywatele niemieccy więźniowie z paragrafu 175 nie podlegali selekcjom na śmierć przeprowadzanym przez lekarzy SS wśród chorych i wycieńczonych. Niemniej podobnie jak inni ginęli na skutek tortur i ciężkiej pracy. Choć w nielicznej literaturze, która porusza problem homoseksualistów w obozach, spotyka się opinie, że kierowani byli oni do szczególnie ciężkich prac, to na tle pozostałych więźniów nie stanowili pod tym względem wyjątku.

To, co ich wyróżniało, to raczej przekonanie władz obozowych, że homoseksualizm da się wyleczyć za pomocą ciężkiej pracy.

Takiego zdania był między innymi Rudolf Höss, komendant Sachsenhausen, a potem Auschwitz.

Szacuje się, że w obozach koncentracyjnych zginęło około dwóch trzecich więźniów osadzonych tam na podstawie art. 175. Nie wiadomo, jak wielu zesłano do Auschwitz. Mówi się o 77 mężczyznach, spośród których zginęło co najmniej 43 – w tym Ernst Ellson.

Miłość w Auschwitz

Szansą na przeżycie było pełnienie funkcji kapo – szefów bloków, izb albo komand roboczych – a także majstrów, urzędników czy pielęgniarzy. Więźniowie funkcyjni, mieszkający często w lepszych warunkach i lepiej odżywieni, byli nie tylko zdrowsi, ale mieli też więcej wigoru. Jeśli więc w przypadku większości więźniów w Auschwitz problem zaspokajania potrzeb seksualnych zanikał wraz z wygłodzeniem i wyniszczeniem organizmu, to więźniowie funkcyjni tracili popęd seksualny w mniejszym stopniu. Swoje potrzeby zaspokajali za dodatkową porcję jedzenia czy ofertę lepszej pracy. Często funkcję ich partnerów pełnili młodzi Żydzi lub Polacy, tzw. piple; bywało, że były to jeszcze dzieci. Takie związki występowały także w obozie kobiecym.

Joachim Neander, autor publikacji „Dla przyjaciół – Karl”, pisał, że nie wszyscy utrzymujący związki homoseksualne w Auschwitz byli gejami czy lesbijkami. Takie zachowania były czasem rezultatem wykorzystania uprzywilejowanej pozycji i ratowania życia. Jednak zdarzały się i prawdziwe romanse, także w Auschwitz. Karl Gorath, homoseksualista, który w wieku 26 lat został więźniem obozu w Neuengamme i był tam pielęgniarzem, w 1943 r. wraz z grupą innych pielęgniarzy odmówił zmniejszania racji chleba dla chorych więźniów z Polski i za karę przeniesiono go do Auschwitz. Tam przeżył największą miłość swojego życia. Jego kochankami byli dwaj młodsi Polacy – Tadeusz i Zbigniew. Kiedy po 50 latach przyjechał do Auschwitz w towarzystwie innych gejów, pokazał im mały pokoik na drugim piętrze jednego z bloków. „Tu spędziłem najszczęśliwszy okres swojego życia. Ze Zbigniewem – opowiadał. – Raz w życiu doznałem tak głębokiej miłości ze strony innego mężczyzny i to było tu, w obozie, wśród całej nędzy wokół nas, nigdy wcześniej i nigdy później”. Pod pomnikiem w Birkenau położył bukiet różowych róż z odręcznie napisaną kartką: Dla moich towarzyszy Zbigniewa i Tadeusza – Karl.

Po wyzwoleniu Dachau Josef Kohout wrócił do domu, gdzie dowiedział się, że jego ojciec w 1942 r. popełnił samobójstwo – nie wytrzymał szykan, które spotkały go po aresztowaniu syna geja. Wielu homoseksualistów po wojnie z obawy przed napiętnowaniem nie wróciło do swoich domów w Niemczech. Art. 175 obowiązywał w NRD do 1967 r., a w RFN – do roku 1969. Całkowita depenalizacja homoseksualizmu nastąpiła tam dopiero w 1994 r. Ostracyzm społeczny utrzymywał się równie długo. Dlatego w 1972 r. jedno z niemieckich wydawnictw musiało się wykazać dużą odwagą, by opublikować książkę Kohouta.


Korzystałam m.in. z: Bohdan Piętka „Dzieje Najnowsze, Rocznik XLVI – 2014”, Auschwitz.org


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


U.S. SENATE COMMEMORATES 25TH ANNIVERSARY OF ARGENTINE JEWISH CENTER BOMBING

U.S. SENATE COMMEMORATES 25TH ANNIVERSARY OF ARGENTINE JEWISH CENTER BOMBING

MARCY OSTER / JTA


The resolution also recognized the efforts of Alberto Nisman, the Jewish prosecutor who investigated the bombing.

AMIA Buenos Aires bombing. (photo credit: Esteban Alterman)

The Senate Foreign Relations Committee approved a resolution to commemorate the 25th anniversary of the terrorist bombing of the AMIA Jewish Community Center in Buenos Aires.

The resolution honored the victims and reiterated the Senate’s “strongest condemnation” of the 1984 attack, which left 85 people dead and hundreds injured and remains the deadliest terrorist attack in Argentina’s history. It also expressed “serious concern about Iran’s influence networks in the Western Hemisphere.” Several Iranian nationals are suspects in the case.

The resolution was co-sponsored by Sens. Ben Cardin, D-Maryland; Ted Cruz, R-Texas; Tim Kaine, D-Virginia; and Todd Young, R-Indiana.

“Today’s passage shows our continued commitment to finding justice for victims of terrorist attacks across the world,” said Bob Menendez, D-New Jersey, the ranking member of the Senate Foreign Relations Committee. “I look forward to working with my colleagues as we continue to support the government of Argentina in their investigation into the event. Our world has no place for anti-Semitic acts, not then, not now, and not ever.”

The resolution also recognized the efforts of Alberto Nisman, the Jewish prosecutor who investigated the bombing. Nisman was found dead hours before he was to testify about the efforts of Argentina’s president to cover up alleged Iranian involvement in the bombing.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com