Archive | July 2021

Historia, którą opowiadamy [Komentarz do parszy Ki tawo]

Jerozolima z Góry Oliwnej. Obraz Charlesa-Théodora Frère, 1880 r. /fot. The Metropolitan Museum of Art


Historia, którą opowiadamy [Komentarz do parszy Ki tawo]

RABIN JONATHAN SACKS
Tłumaczenie: Jolanta Różyło

PARSZA KI TAWO  – 1 WRZEŚNIA 2018/ 21 ELUL 5778

Miejsce: Jerozolima. Czas: około dwa tysiące lat temu. Okoliczności: złożenie pierwszych plonów w Świątyni. Oto jak ta scena opisana jest w Misznie (Bikurim 3:2-6): mieszkańcy wsi gromadzili się w najbliższym z dwudziestu czterech rozsianych po całym Izraelu miejsc spotkań. Tam nocowali pod gołym niebem. Następnego ranka przywódca zwoływał ludzi słowami z księgi Jeremiasza (31:5).

Mieszkańcy z okolic Jerozolimy przynosili świeże figi i winogrona, a ci, którzy mieszkali dalej – suszone owoce. Przed nimi szedł wół z rogami pokrytymi złotem i głową udekorowaną oliwnym wieńcem. Ktoś grał na flecie. Kiedy grupa zbliżała się do Jerozolimy, wysyłany był posłaniec, aby ogłosić ich przybycie, a ludzie dekorowali kosze z plonami. Urzędnicy miejscy wychodzili wędrowcom z powitaniem, a rzemieślnicy przerywali pracę i wołali: nasi bracia-przybysze, przychodźcie w pokoju!

Flet przestawał grać dopiero kiedy pochód docierał do Wzgórza Świątynnego. Tam każdy kładł sobie kosz z owocami na ramieniu (według słów Miszny robił to nawet król Agryppa) i niósł go na dziedziniec Świątyni. Lewici śpiewali: „Wynosić Cię będę Boże, boś mnie wyniósł z toni, i nie uradowałeś nieprzyjaciół moich” (Psalm 30:2).

Widok tej niezwykle żywej sceny, w której ludzie ze wszystkich zakątków Izraela gromadzili się przy Świątyni, musiał być niezapomniany. Najważniejsza część ceremonii działa się jednak później. Z koszami owoców na ramionach przybysze recytowali: „Oświadczam dzisiaj przed Wiekuistym, Bogiem twoim, żem wszedł do ziemi, o której zaprzysiągł Wiekuisty ojcom naszym, iż ją odda nam” (Dwarim 26:3). Następnie każdy łapał kosz za obręcz, a kapłan kładł pod nim rękę i ceremonialnie nim kołysał, podczas gdy trzymający plony wypowiadał następujące słowa z parszy na ten tydzień:

Aramejczykiem tułającym się był praojciec mój, i zstąpił do Micraim, i przebywał tam z garstką małą, i wzrósł tam w naród wielki, potężny i liczny. Lecz krzywdzili nas Micrejczycy, i gnębili nas, i nakładali na nas roboty ciężkie. I wołaliśmy do Wiekuistego, Boga ojców naszych, i usłyszał Wiekuisty głos nasz, i wejrzał na niedolę naszę, i na trudy nasze, i na ucisk nasz. I wywiódł nas Wiekuisty z Micraim ręką potężną, i ramieniem podniesionem, i postrachem wielkim, i znamionami, i cudami. A przywiódł nas na miejsce to, i oddał nam tę ziemię, ziemię opływającą mlekiem i miodem. Przeto przyniosłem oto teraz pierwociny płodów ziemi, którą dałeś mi, Wiekuisty! (Dwarim 26:5-10).

Ten fragment jest nam dobrze znany, ponieważ jego część – pierwsze cztery wersy – objaśniamy w Hagadzie na Pesach. Ale opisany rytuał jest czymś więcej. Jak wyjaśnia Yosef Hayim Yerushalmi w książce Zachor: Żydowska historia i żydowska pamięć, dzięki niemu judaizm w rewolucyjny sposób przyczynił się do współtworzenia światowej cywilizacji.

Sama uroczystość związana z pierwszymi plonami nie była niczym nowym – występuje ona w wielu kulturach. Wyjątkowe w rytuale opisanym w parszy Ki tawoi w biblijnej wykładni jest to, że nasi przodkowie widzieli Boga bardziej w historii niż w przyrodzie. Zwykle obchody związane z pierwszymi plonami były celebracją samej natury: pór roku, ziemi, deszczu, żyzności gleby i, jak pisał Dylan Thomas: „tej siły, która przez zielony lont prze kwiaty” [tłum. S. Barańczak]. Święto, o którym czytamy w Biblii, jest inne. Nie o naturę w nim chodzi, ale o kształt historii, narodziny Izraela jako narodu i zbawczą moc Boga, który wyzwolił naszych przodków z niewoli.

Oto jakie elementy tego światopoglądu były oryginalne:

    1. Żydzi jako pierwsi, jak zauważa Yerushalmi, widzieli Boga w historii.
    2. Jako pierwsi uznali historię za ciągłą narrację z jednym naczelnym wątkiem. Ta wizja utrzymała się przez całą epokę biblijną, kiedy to wydarzenia z całego tysiąclecia były interpretowane przez proroków i spisywane przez biblijnych historyków.
    3. Tematem historii z Biblii jest odkupienie. Zaczyna się ona od cierpienia, traktuje o dramacie między Bogiem a ludźmi i kończy powrotem do domu i błogosławieństwem.
    4. Narracja musi zostać zinternalizowana –historia zmienia się w pamięć i o tym właśnie jest deklaracja wygłaszana przy składaniu pierwszych plonów w Świątyni. Ci, którzy wypowiadali te słowa, mówili: oto moja historia. Przynosząc owoce tej ziemi, ja i moja rodzina stajemy się jej częścią.
  1. I najważniejsze: historia stanowi podstawy tożsamości. Taka jest faktyczna różnica między historią a pamięcią. Historia odpowiada na pytanie: co się stało? Pamięć natomiast na pytanie: kim jestem? Choroba Alzheimera powoduje, że człowiek traci pamięć, przez co traci też swoją tożsamość. Tak samo jest w przypadku całego narodu[1]. Opowiadając historię naszego ludu, odnawiamy świadomość swojej tożsamości. Mamy kontekst, który pozwala nam zrozumieć, kim jesteśmy dziś i co musimy zrobić, żeby przekazać tożsamość dalej.

Trudno jest zrozumieć, jak to było istotne i jak jest teraz. Współczesna kultura Zachodu dorobiła się dwóch całkiem różnych sposobów ucieczki od tożsamości.

Pierwszym z nich, w XVIII wieku, było europejskie oświecenie. Skupiało się ono na dwóch uniwersalizmach: nauce i filozofii. Nauka dążyła do odkrycia uniwersalnych prawd rządzących światem, natomiast filozofia – do ujawnienia uniwersalnych struktur myślowych.

Tożsamość dotyczy grup – Nas i Ich. Ale grupy wchodzą w konflikty. Dlatego oświecenie szukało sposobu na świat bez tożsamości, w którym wszyscy byliby po prostu ludźmi. Ludzie nie mogą jednak żyć bez tożsamości, a tożsamość nigdy nie jest uniwersalna. Jest natomiast zawsze i nade wszystko szczególna. To, co czyni nas wyjątkowymi jednostkami, odróżnia nas od ludzi w ogóle. Dlatego żadna dyscyplina naukowa, która dąży do uniwersalizmu, nigdy w pełni nie uchwyci znaczenia tożsamości.

Na tym polegała słabość oświecenia. Tożsamość powróciła jak burza w XIX wieku, wspierając się na trzech filarach: narodzie, rasie i klasie. Nacjonalizm doprowadził w XX wieku do dwóch światowych wojen, rasizm do Zagłady, a walka klasowa marksistów w końcu wygenerowała Stalina, gułagi i KGB.

W latach sześćdziesiątych XX wieku rozpoczęła się na Zachodzie druga próba ucieczki od tożsamości, tym razem nie na korzyść uniwersalizmu, ale indywidualizmu. Przyświecało jej przekonanie, że tożsamość jest czymś, co każdy może swobodnie stworzyć tylko dla siebie. W rzeczywistości nie tworzy się ona jednak w ten sposób, ale zawsze ma swoje korzenie w przynależności do jakiejś grupy. Tożsamość, jak język, jest z zasady tworem społecznym[2].

Tak jak po okresie oświecenia, tożsamość powróciła na Zachód z hukiem, tym razem w formie polityki tożsamości (bazującej na płci, pochodzeniu etnicznym czy orientacji seksualnej). Jeśli pozwolimy jej się dalej rozwijać, taka polityka może w konsekwencji doprowadzić do kolejnej historycznej klęski i poważnie zagrozić przyszłości liberalnej demokracji.

To, co działo się, kiedy ludzie przynosili do Jerozolimy pierwsze zebrane plony, było ogromnie istotne. Oznaczało, że regularnie opowiadali oni historię tego, kim byli. Nigdzie nie przywiązywano takiej wagi do ciągłego powtarzania wspólnej historii, jak w judaizmie, dlatego też nie ma na świecie grupy o silniejszym poczuciu tożsamości niż Żydzi. Tożsamość żydowska jako jedyna przetrwała dwadzieścia wieków bez żadnej z podstaw, które zwykle pozwalają na rozwój społeczności: władzy politycznej, wspólnego terytorium i języka.

Oczywiście nie wszystkie tożsamości są takie same. To, co charakteryzuje tożsamość żydowską i inne tożsamości bazujące na Biblii hebrajskiej, Dan McAdams nazwał „odkupieńczością”[3]. Ludzie o tym rodzaju tożsamości, o którym pisze autor, kształtują wydarzenia swojego życia w pewną narrację. Opowiada ona o utalentowanym bohaterze, który jako dziecko spotyka się z cierpieniem innych, dorastając rozwija swoje silne przekonania moralne, a jako dorosły człowiek porusza się stopniowo naprzód w przekonaniu, że negatywne doświadczenia w końcu zostaną odkupione. Bardziej niż inne życiowe narracje, tożsamość odkupieńcza uosabia wiarę, że złe rzeczy można przezwyciężyć, i potwierdza zaangażowanie narratora w budowanie lepszego świata.

Odkupienie jako centralny element historii biblijnej sprawiło, że stała się ona wyjątkowa. Mając Boga za partnera, możemy zmienić świat. Ta historia jest dziedzictwem wszystkich Żydów i naszym wkładem w poszerzanie moralnych horyzontów ludzkości. Płynie stąd idea, która może zmienić nasze życie: kształtujemy nasze życie w oparciu o historie, które o sobie opowiadamy. Miejmy więc pewność, że nasza historia oddaje nasze największe aspiracje, i opowiadajmy ją regularnie.


[1] Niedawno wydana została książka Davida Andressa Cultural Dementia, której podtytuł brzmi: How the West Has Lost its History and Risks Losing Everything Else (Kulturowa demencja: Jak Zachód stracił swoją historię i może stracić wszystko inne), London, Head of Zeus, 2018. Autor dzieli się w niej podobnymi spostrzeżeniami.

[2] W swojej nowej książce 21 lekcji na XXI wiek (Wydawnictwo Literackie, 2018), Yuval Harari sprzeciwia się historiom, znaczeniom i tożsamościom, a opowiada się za świadomością jako podstawą ludzkości, i za medytacją jako sposobem na życie z brakiem sensu. Zajmuje stanowisko przeciwne wszystkiemu, o czym mówię w tym komentarzu. Żydzi w czasach nowożytnych – będąc filozofami, marksistami, postmodernistami czy buddystami – często byli przywódcami opozycji wobec tożsamości. Najlepiej ujął to nieżyjący już Shlomo Carlebach: „Kiedy ktoś mówi: «jestem katolikiem», wiem, że rozmawiam z katolikiem, kiedy słyszę «jestem protestantem», wiem, że rozmawiam z protestantem, kiedy ktoś stwierdza «jestem po prostu istotą ludzką», wiem, że spotkałem Żyda”.

[3] Dan McAdams, The Redemptive Self: Stories Americans Live By, Oxford University Press, 2006


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Mija 81 lat od pierwszej ucieczki więźnia z niemieckiego obozu Auschwitz

Teren byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz Birkenau. Fot. PAP/ A. Grygiel


Mija 81 lat od pierwszej ucieczki więźnia z niemieckiego obozu Auschwitz

Marek Szafrański


81 lat temu, 6 lipca 1940 r., z KL Auschwitz uciekł więzień Tadeusz Wiejowski. Była to pierwsza ucieczka z obozu. Po jej ujawnieniu Niemcy zarządzili apel. Trwał 20 godzin. Podczas niego zmarł polski Żyd Dawid Wongczewski. Stał się pierwszą ofiarą obozu.

Tadeusz Wiejowski został deportowany do Auschwitz 14 czerwca 1940 r. w pierwszym transporcie polskich więźniów. Pochodził z Kołaczyc. Był szewcem. W ucieczce pomogli polscy robotnicy, którzy pracowali jako elektrycy w niemieckiej firmie: Bolesław Bicz, Emil Kowalowski, Stanisław Mrzygłód, Józef Muszyński i Józef Patek. Czterech z nich było członkami Związku Walki Zbrojnej.

Uciekinier przebrany w robocze ubranie jednego z elektryków wyszedł w ich towarzystwie na zewnątrz. Otrzymał od nich prowiant i pieniądze. Towarowym pociągiem wydostał się poza okolice obozu.

Niemcy po wykryciu ucieczki zarządzili karny apel. Rozpoczął się o godz. 18. w dniu ucieczki i trwał nieprzerwanie do godziny 14. następnego dnia. Był to najdłuższy apel w historii obozu. Niemcy przez całą noc chodzili między szeregami więźniów bijąc ich i kopiąc. Po raz pierwszy wymierzono publiczną karę chłosty kijem. W tym celu skonstruowano „kozła” w obozowej stolarni. Kara dotknęła więźniów, których gestapo podejrzewało o pomoc w ucieczce.

Niemcy po wykryciu ucieczki zarządzili karny apel. Rozpoczął się o godz. 18. w dniu ucieczki i trwał nieprzerwanie do godziny 14. następnego dnia. Był to najdłuższy apel w historii obozu. Niemcy przez całą noc chodzili między szeregami więźniów, bijąc ich i kopiąc.

W “stójce” uczestniczyli wszyscy więźniowie, także chorzy. Było ich wówczas 1311. Nocą z 6 na 7 lipca, wycieńczony wielogodzinnym staniem, zmarł Dawid Wongczewski.

Współcześnie o pierwszej ofierze niemal nic nie wiadomo. Nieznana jest jego przeszłość, zawód, rodzina, ani też, w jaki sposób został zatrzymany przez Niemców. Wiadomo jedynie, że do Auschwitz został deportowany w drugim transporcie polskich więźniów 20 czerwca 1940 r. Niemcy przywieźli nim 313 osób z więzienia w Wiśniczu Nowym. W większości byli to Polacy. W transporcie znalazło się również kilkunastu polskich Żydów.

Deportowani po przywiezieniu zostali poddani szczegółowym oględzinom. Lekarz SS Franz Georg Mayer prowadził badania antropologiczne. Zwracał uwagę na wszelkie blizny lub znaki szczególne u więźniów. Wongczewski wzbudził duże zainteresowanie. Stwierdzono u niego „daleko posuniętą gruźlicę oraz wypad kiszki stolcowej z zaawansowaną martwicą”. Został umieszczony w obozowej izbie chorych.

Obozowe gestapo po ucieczce Tadeusza Wiejowskiego przeprowadziło śledztwo. Aresztowali polskich robotników, którzy pomogli uciekinierowi. Trafili do obozu. Pierwotnie zostali skazani na śmierć, ale Niemcy zamienili ostatecznie karę na chłostę i osadzenie w Auschwitz. Obóz przeżył tylko Bolesław Bicz. Zmarł tuż po wojnie. Więźniów podejrzewanych o udzielenie pomocy w ucieczce Niemcy przewieźli karnym transportem do obozu Flossenbuerg.

Tadeusz Wiejowski przez ponad rok ukrywał się w rodzinnych Kołaczycach. Jesienią 1941 r. został zatrzymany i osadzony w więzieniu w Jaśle. Krótko potem został rozstrzelany.

Tadeusz Wiejowski przez ponad rok ukrywał się w rodzinnych Kołaczycach. Jesienią 1941 r. został zatrzymany i osadzony w więzieniu w Jaśle. Krótko potem został rozstrzelany.

Niemcy założyli obóz Auschwitz w 1940 r., aby więzić w nim Polaków. Auschwitz II-Birkenau powstał dwa lata później. Stał się miejscem zagłady Żydów. W kompleksie obozowym funkcjonowała także sieć podobozów. W Auschwitz Niemcy zgładzili co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów, a także Polaków, Romów, jeńców sowieckich i osób innej narodowości. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

“Skalpel ’68”. Lekarze, którzy zetknęli się z historią spuszczoną z łańcucha

Władysław Gomułka (archiwum)


“Skalpel ’68”. Lekarze, którzy zetknęli się z historią spuszczoną z łańcucha

Joanna Szczęsna


Skalpel ’68. Kampania antysemicka w środowisku szczecińskich lekarzy.

Magdalena Ptaszyńska i Radosław Ptaszyński
Universitas

Czym właściwie wyróżnia się „Skalpel ’68. Kampania antysemicka w środowisku szczecińskich lekarzy” autorstwa Radosława i Magdaleny Ptaszyńskich spośród innych historycznych opracowań dotyczących wydarzeń marcowych? Ano tym, że to książka zrodzona ze szlachetnie pojmowanej korporacyjnej solidarności. Wiem, to sformułowanie kojarzy się raczej z ukrywaniem zawodowych błędów (np. wśród lekarzy właśnie) lub wręcz tuszowaniem występków umieszczonych w kodeksie karnym (by nie szukać daleko, weźmy nadużycia popełniane przez duchownych, a zamiatane pod dywan przez korporację pod tytułem Kościół katolicki). Ale mówiąc o „korporacyjnej solidarności”, mam na myśli co innego.

I tak na przykład pięknie pojętą zawodową solidarność znalazłam przed laty w pisemku „Magazyn otolaryngologiczny” (wydawanym własnym sumptem przez wybitnego laryngologa prof. Antoniego Krzeskiego), gdzie w kolejnych numerach publikowano: listę strat polskiej otolaryngologii w Katyniu i Starobielsku, listę strat otolaryngologii w powstaniu warszawskim, wreszcie listę strat otolaryngologii w getcie warszawskim (prof. Krzeski zwrócił się zresztą do mnie z prośbą, żebym odpytała z tego tematu dra Marka Edelmana). Każde nazwisko opatrzone było biogramem świadczącym o solidnej kwerendzie. Wzruszająca to była lektura. Zapamiętałam z niej i to – jak widać na lata – że w sowieckich obozach zamordowano aż 21 polskich otolaryngologów, w tym siedmiu pochodzenia żydowskiego.

Historia spuszczona z łańcucha

Teraz zaś mam przed sobą blisko 500-stronicową publikację, której autorzy to małżeństwo ze Szczecina; ona – lekarka przed doktoratem, pracująca na oddziale chirurgii i transplantologii, on – profesor historii i politologii, a też – uwaga! to nie bez znaczenia – sekretarz redakcji „Polish Biographical Studies”. Ona wniosła zapewne w wianie swoją medyczną wiedzę i znajomość środowiska lekarskiego, on zaś – swoje doświadczenie biografisty.

Dwadzieścia pięć portretów szczecińskich lekarzy, którzy w Marcu ’68 zetknęli się z historią spuszczoną z łańcucha, a też ludzką podłością i małością. Są tu rozdzielone rodziny i rodzice, którzy decydują się wyjechać z myślą o przyszłości dzieci, są ludzie wyzuci ze swojego dorobku i wyrzucani z miejsc pracy, które sami stworzyli, są wielkie świństwa i małe złośliwości.

Nie do wszystkich dotkniętych wtedy prześladowaniami udało się autorom dotrzeć, nie wszyscy chcieli wracać do bolesnych wspomnień, nie wszyscy zresztą dali się wyszczuć z Polski. Jak choćby doktor Adina Blady-Szwajger, o której wiele opowiadał mi Marek Edelman, który poznał lekarkę w getcie warszawskim. To dla mnie jedna z najciekawszych opowieści, bo stosunkowo mało znałam szczeciński epizod jej życia.

Ci, którzy wyemigrowali – pracowali potem w różnych krajach w swoich zawodach i specjalizacjach (niektórzy dochowali się dzieci, które też zostały lekarzami; w jednym przypadku na medycynę poszły również wnuki) – są wśród nich chirurdzy, psychiatrzy, pediatrzy, ginekolodzy, anestezjolodzy (przy okazji: w Polsce liczba lekarzy na 100 tysięcy mieszkańców należy do najniższych w Unii, ale co tam, moja ojczyzna potrafi mieć gest).

„Skalpel ’68″ czyta się niczym powieść

Bohaterowie książki nie skupiają się na relacjonowaniu swoich krzywd, choć Polska dla wielu z nich wciąż jest niezabliźnioną raną (przeważająca większość pochodziła z całkowicie zasymilowanych rodzin, nie miała związków z kulturą żydowską, nie znała ani jidysz, ani hebrajskiego, a na miejsce emigracji nie wybrała Izraela).

Myślę, że Szczecin w Marcu ’68 nie wyróżniał się jakoś specjalnie spośród innych polskich miast ani skalą antysemityzmu, ani rozmiarami prześladowań. Jeśli coś wyróżnia tę książkę na tle innych marcowych publikacji, to autorski duet, który zrobił fantastyczną kwerendę archiwalną i godny podziwu research, sięgający czasem dwa pokolenia wstecz i doprowadzony aż po dzień dzisiejszy. A jeśli dodać do tego epicką w swoim rozmachu narrację, to „Skalpel ’68″ czyta się niczym powieść, której bohaterowie odgrywają swoje losy z pasją i przekonaniem.

Skalpel ’68. Kampania antysemicka w środowisku szczecińskich lekarzy’, Magdalena Ptaszyńska i Radosław Ptaszyński, wyd. Universitas


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

W Kielcach upamiętniono ofiary pogromu ludności żydowskiej sprzed 75 lat

Kamienica przy ulicy Planty 7/9, miejsce pogromu kieleckiego. Fot. PAP/M. Walczak


W Kielcach upamiętniono ofiary pogromu ludności żydowskiej sprzed 75 lat

Wiktor Dziarmaga


Wspólną modlitwą i Marszem Pamięci uczczono w Kielcach ofiary pogromu ludności żydowskiej sprzed 75 lat. W miejscu pogromu kieleckiego przed kamienicą przy ulicy Planty 7/9 zapłonęły znicze.

Uroczystości zorganizowane przez kieleckie Stowarzyszenie im. Jana Karskiego rozpoczęła modlitwa z udziałem rabinów i duchownych różnych wyznań przy grobie ofiar pogromu na cmentarzu żydowskim na Pakoszu. Następnie sprzed pomnika Menora przy al. IX Wieków Kielc wyruszył Marsz Pamięci. Jego uczestnicy przeszli przed budynek dawnej synagogi przy ul. Warszawskiej, aby zatrzymać się przy Memoriale Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata upamiętniających Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej.

“Mamy wiele powodów do płaczu żalu i smutku, co najmniej 3 miliony. Mamy wiele powodów do wstydu i skruch – kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset tysięcy. Ale dzisiaj zgromadziliśmy się dla 46 przyczyn naszego smutku, łez, opłakiwania, zawstydzenia i zadumy. Mamy jednak także wiele przyczyn by odczuwać wdzięczność, tę piękną i czystą odmianę miłości lub źródło miłości” – mówił prezes stowarzyszenia im. Jana Karskiego.

“Mamy wiele powodów do płaczu żalu i smutku, co najmniej 3 miliony. Mamy wiele powodów do wstydu i skruch – kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset tysięcy. Ale dzisiaj zgromadziliśmy się dla 46 przyczyn naszego smutku, łez, opłakiwania, zawstydzenia i zadumy. Mamy jednak także wiele przyczyn by odczuwać wdzięczność, tę piękną i czystą odmianę miłości lub źródło miłości” – mówił podczas niedzielnych uroczystości Bogdan Białek, prezes stowarzyszenia im. Jana Karskiego.

Wspominał, że historię tożsamość, kulturę, duchowość i kielecką tożsamość tworzyły również tysiące Żydów. “Każdy kielczanin ma w sobie też tożsamość tworzoną przez żydowskich budowniczych naszego miasta” – powiedział.

Jak mówił, Żydzi wznosili budynki, które nadal stoją i służą mieszkańcom Kielc, instytucjom, urzędom, przedsiębiorstwom, kulturze miejskiej i ochronie zdrowia. Przypomniał, że Żydzi wybudowali m.in. pierwszy teatr w mieście, założyli pierwsze kino, zbudowali hale targowe, rozbudowali szpital miejski. Podkreślił, że do 1942 roku co trzeci mieszkaniec Kielc był Żydówką lub Żydem.

“Oprócz wszystkich słów, które tego dnia i w tym miejscu możemy skierować do was Żydzi, oprócz słów żalu, wstydu i skruchy. Niech wybrzmi także to jedno słowo do dzisiaj niewypowiedziane – dziękuję” – powiedział.

“Kiedy zakończył się ten dramat i ktoś wracał do siebie do domu, obolały zmęczony, zraniony – nie znalazł spokoju, napotkał śmierć. Naszym obowiązkiem jest, aby o tym pamiętać, aby było to przestrogą, że tak naprawdę mówimy o sąsiadach” – mówił Wenta.

Bogdan Wenta, prezydent Kielc podkreślił, że kieleccy Żydzi, którzy przeżyli traumę drugiej wojny światowej i Holocaustu nie zaznali spokoju po powrocie do domu.

“Kiedy zakończył się ten dramat i ktoś wracał do siebie do domu, obolały zmęczony, zraniony – nie znalazł spokoju, napotkał śmierć. Naszym obowiązkiem jest, aby o tym pamiętać, aby było to przestrogą, że tak naprawdę mówimy o sąsiadach” – mówił Wenta.

Avi Borenstein, założyciel i przewodniczący Projektu Pamięci Żydów Ostrowieckich z siedzibą w Izraelu mówił, że pogrom ludności żydowskiej w Kielcach był najprawdopodobniej “najbardziej tragicznym wydarzenie po Holokauście”.

“W swym następstwie uświadomił ocalonym, włączając w to moich urodzonych w Ostrowcu Świętokrzyskim rodziców, że w Polsce nie czekała na nich żadna przyszłość. Ale teraz zarówno ja jak i inni potomkowie ocalonych szczerze doceniam wysiłki polskich obywateli, którzy mieli na celu ratunek żydowskich współobywateli. Doceniamy również historyków, którzy pomimo różnicy zdań i poglądów na tematy historyczne nie boją się poruszać bolesnych i tragicznych wydarzeń w poszukiwaniu prawdy, by w miarę możliwości uniknąć tego typu wydarzeń w przyszłości” – podkreślił.

Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, powiedział PAP, że pogrom kielecki był tragedią dla wszystkich polskich obywateli. “Naszym wspólnym obowiązkiem jest pamiętać. Być może kiedy pamiętamy razem robimy jeden krok dalej, aby nie dopuścić do tego, żeby takie tragiczne wydarzenia się powtórzyły” – powiedział.

Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, powiedział PAP, że pogrom kielecki był tragedią dla wszystkich polskich obywateli. “Naszym wspólnym obowiązkiem jest pamiętać. Być może kiedy pamiętamy razem robimy jeden krok dalej, aby nie dopuścić do tego, żeby takie tragiczne wydarzenia się powtórzyły” – powiedział.

Dorota Koczwańska-Kalita, naczelnik delegatury IPN w Kielcach podkreśliła w rozmowie z PAP, że 75. rocznica powinna stanowić refleksję dla wszystkich stron sporu historycznego o zdarzenia z 4 lipca 1946 roku. Zaznaczyła, że kontekst polityczny, w którym znalazła się Polska 1945 roku miał bardzo istotny wpływ na wydarzenia związane z pogromem.

“Ciągłe przerzucanie się czy był to antysemityzm czy prowokacja, nie powinno przesłaniać źródeł, dokumentów i faktów, na których powinniśmy opierać nasze efekty badania” – podkreśliła.

“Badania powinny być oparte na sporze merytorycznym, a nie ideologicznym. Jeśli będziemy się oblekać w gorsety lewicowo-liberalne czy konserwatywno-prawicowe, będziemy ahistoryczni, czy będziemy tworzyć spory pozanaukowe, nie osiągniemy nigdy celu, jakim powinna być pamięć oparta na zrozumieniu” – powiedziała naczelnik delegatury IPN w Kielcach.

“Badania powinny być oparte na sporze merytorycznym, a nie ideologicznym. Jeśli będziemy się oblekać w gorsety lewicowo-liberalne czy konserwatywno-prawicowe, będziemy ahistoryczni, czy będziemy tworzyć spory pozanaukowe, nie osiągniemy nigdy celu, jakim powinna być pamięć oparta na zrozumieniu” – powiedziała Koczwańska-Kalita.

Kielecki pogrom w 1946 r. sprowokowała plotka o uwięzieniu przez Żydów chrześcijańskiego chłopca i rzekomym dokonaniu na nim rytualnego mordu. Dziewięć z dwunastu osób oskarżonych o masakrowanie Żydów skazano w pospiesznym, pokazowym procesie na śmierć i stracono.

4 lipca 1946 r. w Kielcach poza wydarzeniami na Plantach doszło w okolicach do innych zajść, w których ofiarami stali się obywatele narodowości żydowskiej. Na tle rabunkowym zamordowano mieszkankę Kielc pochodzenia żydowskiego Reginę Fisz i jej kilkutygodniowe dziecko.

Zgodnie z ustaleniami pionu śledczego IPN w czasie pogromu w Kielcach, w którym uczestniczyli cywilni mieszkańcy miasta, milicjanci i żołnierze, zginęło 37 osób narodowości żydowskiej i troje narodowości polskiej. 35 Żydów zostało rannych. (PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bobby Kennedy’s Admiration for Israel

Bobby Kennedy’s Admiration for Israel

SHALOM GOLDMAN


The senator’s unwavering support for the Jewish state strengthened American-Israeli ties—and ultimately led to his assassination by a Palestinian gunman.
.

Robert Kennedy speaking at a pro-Israel rally at Madison Square Garden, 1967 / SANTI VISALLI/GETTY IMAGES

In the months between his graduation from Harvard in the spring of 1948 and his enrollment in the University of Virginia Law School in the fall of that year, Bobby Kennedy embarked on an overseas trip at the urging of his father. Through the elder Kennedy’s Boston connections, the 22-year-old aspiring attorney landed a reporting job with the Boston Post. There, Kennedy convinced his editors to let him report from the Middle East on the Arab-Israeli war.

Kennedy arrived in early April and spent a few weeks in war-torn Palestine. From there, he wrote four very vivid and wide-ranging articles. He left Palestine before Ben-Gurion’s May 14th declaration of Israeli statehood and returned through Europe to the United States.

In early June, after Israel was established and diplomatically recognized by the major powers, the articles were published in a series under the byline “Robert Kennedy, Special Writer for the Post.” In the first article, under the headline “British Hatred by Both Sides,” RFK labored mightily to present the arguments of both Arabs and Jews. “There are such well-founded arguments on either side,” Kennedy wrote, “that each side grows more and more bitter toward the other. Confidence in their right increases in proportion to the hatred and mistrust for the other side not acknowledging it.”

In the subsequent three articles, however, RFK and his Boston Post editors no longer attempted to convey an objective view of the competing claims of Jews and Arabs. As the headline on his June 4th article indicates, RFK chose a side: “Jews Have a Fine Fighting Force—Make Up for Lack of Arms With Undying Spirit, Unparalleled Courage—Impress the World.” The article gets directly to the point: “The Jewish people in Palestine who believe in and have been working toward this national state have become an immensely proud and determined people. It is already a truly great modern example of the birth of a nation with the primary ingredients of dignity and self-respect.” Many similar articles appeared in the American press of the day. The surprising thing about these Boston Post articles was not their pro-Zionist sentiments, but the fact that they had been written by Joseph P. Kennedy’s son.

In the years immediately preceding the 1948 establishment of Israel, there was widespread sympathy for the Zionist cause in many sectors of the American public. As the historian David McCullough noted in his acclaimed biography of President Harry Truman, “In 1948, beyond the so-called ‘Jewish vote,’ there was the country at large, where popular support for a Jewish homeland was overwhelming. As would sometimes be forgotten, it was not just American Jews who were stirred by the prospect of a new nation for the Jewish people; it was most of America.”

Many non-Jewish members of what we might term “the creative class” were supporters of Zionism. Three that come to mind are the Protestant theologian Reinhold Niebuhr, the literary critic Edmund Wilson, and the great entertainer Frank Sinatra. But while sympathy for the idea of Israel was strong, so too was opposition to it. In the 1940s, some Americans with political and cultural clout began organizing against the Zionist cause. They had a variety of reasons: Some were isolationists who did not want the United States entangled in Middle Eastern affairs; others sympathized with the Arab view that Zionism was a new form of European colonialism; and without a doubt, some in the emerging anti-Zionist camp were antisemites.

Among the most influential and strident opponents of such Jewish causes was Joseph P. Kennedy, patriarch and architect of the famed political dynasty. Though he was better known as a politician and a financier than as a member of the creative class, he worked during the 1920s in the Hollywood film industry, and it was there, two decades before the mid-1940s, that he developed and propagated his criticism of Jews and Jewish nationalism.

When he entered the movie business in the mid-1920s, Kennedy presented himself to potential investors as “thoroughly American,” and not “foreign,” a thinly veiled code for “Jewish.” According to Kennedy, Hollywood was run by “a bunch of ignorant Jews.” Bitter that he had not gotten into the industry earlier, Kennedy accused his successful Jewish rivals in Hollywood of having “unethically pushed their way into a wide-open virgin field.”

In 1938, President Franklin D. Roosevelt appointed Joseph Kennedy, who had helped FDR in his 1936 election campaign, as the U.S. ambassador to Britain. In London, Kennedy allied himself with British advocates for appeasement and befriended the Nazi-appointed German ambassador, who described him as “Germany’s best friend in London.” When war broke out in September 1939, Kennedy’s call for U.S. neutrality in the European conflict put him increasingly at odds with FDR. Kennedy blamed the “Jew Media” and the “Jewish pundits in New York and Los Angeles” for Roosevelt’s 1940 election victory and for moving toward U.S. support of England in its struggle against the Nazis.

Before he left his post in London, Kennedy made a trip to California. In Hollywood, he invited some 50 studio executives, producers, and writers—almost all of them Jews—to meet with him. During the meeting, Kennedy harangued the assembled group, warning them of the dangers anti-Nazi films posed to “world peace.” According to actor and producer Douglas Fairbanks Jr., who attended the meeting, Kennedy “threw the fear of God into many of our producers and executives by telling them that the Jews were on the spot and that they should stop making anti-Nazi pictures.” Among the anti-Nazi films Kennedy criticized were Clouds over Europe and Confessions of a Nazi Spy, both distributed in 1939, as well as the British thriller Night Train to Munich, which was distributed in America in 1940. President Roosevelt’s decision to ask for Kennedy’s resignation stemmed in part from the account of that meeting supplied by Fairbanks, who was a close friend of the president.

To what extent did Kennedy’s pro-fascist and anti-Jewish attitudes influence his children? Joseph Jr., his eldest son and the first of his nine children, clearly adopted many of his father’s political and social attitudes. Writing from Germany in the spring of 1934, the 19-year-old Harvard student extolled the Nazi regime:

They had tried liberalism, and it had seriously failed. They had no leader, and as time went on Germany was sinking lower and lower. The German people were scattered, despondent, and were divorced from home. Hitler came in. He saw the need of a common enemy, someone of whom to make the goat. Someone, by whose riddance the Germans would feel they had cast out the cause of their predicament. It was excellent psychology, and it was too bad that it had to be done to the Jews. This dislike of the Jews, however, was well-founded … They were at the heads of all big business, in law, etc.

As historian Doris Kearns Goodwin noted, this letter “reveals a certain grounding in antisemitism that can only have come from his family background.” Joseph Jr.’s attitude about Germany did not change over the course of the 1930s. And in 1940, he helped found the Harvard Committee Against Military Intervention, an affiliate of the America First Movement. His father approved.

The idea that the descendants of Joseph P. Kennedy were cursed has long had a hold on the imagination of some American Jews. According to a story circulating among some Hasidic groups, a curse was placed on the antisemitic Kennedy patriarch by a group of Hasidim who had an ugly encounter with him aboard an ocean liner crossing the Atlantic from England to the U.S. It was the fall of 1939 and the Hasidim were fleeing the Nazis. Ambassador Kennedy was traveling to the States on this same liner. When he saw a group of Jews praying on deck, he complained to the captain and demanded that they be removed and sent below deck. The captain complied and a curse against the Kennedy was pronounced by the rabbis.

I myself encountered this idea before JFK’s assassination. As a 15-year-old student at an Orthodox yeshiva on New York’s Lower East Side, I attended the public funeral of one of the great Torah scholars of the generation. Thousands gathered to hear the eulogies. The speech that made the deepest impression on me was by a well-known rabbi who said that the families of politicians, like the Kennedys, who were indifferent to the fate of the murdered Jews of Europe, would be cursed for generations. Their children, to invoke biblical language, would have to suffer for the sins of their fathers. Though I forgot much of what I learned in that yeshiva, I never forgot that speech. And I was reminded of it each time I learned that a member of the Kennedy family had come to catastrophic harm.

In contrast to their father and their eldest brother, John and Robert Kennedy did not seem to harbor hostility toward Jews. In fact, as they entered politics, they developed sympathetic attitudes toward Jews and Zionism. They found their father’s opposition to a Jewish state, couched as it was in antisemitic and isolationist terms, deeply troubling. And they worked hard to change the perception that the Kennedys were antisemitic.

During his three terms as a Massachusetts congressman and two terms as a senator, JFK consistently supported Israel. Speaking to Massachusetts Jewish War Veterans in April of 1948, then Rep. Kennedy criticized President Truman for equivocating on the question of Jewish statehood and suggesting instead that a U.N. trusteeship should replace the departing British. The young congressman called it “one of the most discouraging aspects of recent American foreign policy.” When, in May of that year, Truman granted Israel recognition over the objections of State Department officials, JFK applauded Truman’s decision. Fourteen years later, during a 1962 meeting with Israeli Foreign Minister Golda Meir, it was JFK who first used the term “special relationship” to describe U.S. ties to Israel; previously, the phrase had been applied only to Britain.

And beyond this presidential rhetorical flourish, JFK transformed the American-Israeli relationship with his decision to sell American-made missiles to Israel. As Abraham Ben-Zvi, eminent historian of the U.S.-Israel relationship put it, “the emerging perception that Israel could become a valuable regional ally of the U.S., precipitated the September 26, 1962 presidential decision to sell Israel Hawk anti-aircraft, short-range missiles … The Kennedy administration decided, in 1962, to significantly expand its security ties with Israel, embarking on a course which sought to make Israel an integral part of any deterrence or containment scheme.”

Political and military events of the 1960s, culminating in the 1967 war, further strengthened the relationship between the United States and Israel. The “hard” bonds of political, military, and security cooperation were enhanced by the “soft” American-Israeli ties facilitated by writers, artists, and entertainers. This reciprocal relationship between soft and hard power further strengthened the ties between the two countries.

Meanwhile, as JFK supplied Israel with political backing and armaments, Attorney General RFK provided Israel with assistance in the legal realm, most notably in the “Yossele Case” of 1962. In that case, the FBI and the Department of Justice worked with the Israeli government to return Yossele Schumacher, an 8-year-old boy kidnapped by his grandparents to “save” him from his secular kibbutznik parents. The case required that officials at the highest levels of both governments remained in constant communication and cooperate fully. The Yossele case was widely covered in the U.S. media; The New York Times and other national newspapers gave the story front-page coverage. And in 1962, Prime Minister David Ben-Gurion turned to the Mossad, Israel’s overseas intelligence agency, for help.

When the Mossad learned that the child was living with a Hasidic family in Brooklyn, the Mossad chief contacted Attorney General RFK. Kennedy told the FBI to give the Mossad their full cooperation. In September 1962, federal agents, accompanied by Mossad operatives, found the boy and flew him back to Israel. Ben-Gurion was relieved; some would say triumphant. An inter-Jewish Israeli culture war had been defused, if not won, and U.S.-Israeli ties had been strengthened.

In 1964, a year after JFK’s assassination, RFK resigned from the Justice Department and entered the campaign for the New York Senate seat, which he ultimately won. His opponent, Republican Sen. Kenneth Keating, was also a vocal supporter of Israel. Throughout the campaign, the two candidates outdid each other in praise of the Jewish state. RFK, seeking Jewish support, made sure to quote from his 1948 Boston Post articles as proof that his Zionist sympathies were long-standing, not fabricated merely for the Senate race.

At the end of the 1967 war RFK stated, “We can welcome the United Nations’ call for a cease-fire, but a cease-fire is not enough. We must deal with the causes of the conflict by ensuring a permanent and enforceable guarantee of Israel’s right to live secure from invasion and free passage for ships of all nations through the Gulf of Aqaba and the Suez Canal.” And in his 1968 campaign for the Democratic nomination for the presidency, RFK’s pro-Israel statements were consistent with this statement.

RFK had moved to the left on many issues between 1964 and 1968. As the historian John R. Bohrer noted in his 2017 book, The Revolution of Robert Kennedy: From Power to Protest After JFK, “As Bobby embraced a progressive agenda, the progressive agenda embraced him.” The issues Kennedy addressed—civil rights, economic inequality, and the futility of the U.S. war in Vietnam—represented shifts in both idea and action. But on the issue of Israel and the Arab states, he remained steadfast. He did not subscribe to the idea developing during those years on the left that Israel was a colonialist enterprise.

Bobby Kennedy’s support of Jewish causes was emulated and intensified by the political work of his brother Sen. Ted Kennedy. Bobby was an early supporter of the movement calling for the right of Russian Jews to emigrate from the Soviet Union. As attorney general, he supported diplomatic efforts in that direction, and as the senator from New York, he spoke in support of the movement at the 1965 Madison Square Garden rally organized by the Conference on Soviet Jewry. Twenty thousand supporters of the cause were at the rally.

After Bobby’s death, Ted Kennedy took up the cause and became one of the most dedicated and effective voices in Congress making the case for Soviet Jewry. He was the first important figure in Washington to meet with Soviet refuseniks who had come to the U.S. to advocate for the release of their families and friends.

After Ted’s death in 2007, Natan Sharansky said that “Senator Kennedy broke down the iron curtain that separated Soviet Jews from official US politicians. He wasn’t the only one, but he was one of the big figures, one of our biggest allies, for Soviet Jewry.”

RFK’s 1968 assassination at the hand of 22-year-old Sirhan Sirhan was linked by the assassin himself to Kennedy’s pro-Israel stance. The murder took place on June 5, 1968, the one-year anniversary of the start of the Six-Day War. Sirhan Sirhan was born in Jerusalem in 1944 into a Greek Orthodox Christian family. During the 1948 war, they were displaced from their home and eventually settled in a refugee center east of Jerusalem. In 1957, with the aid of a Protestant church organization, the Sirhan family moved to the U.S. and settled in Pasadena, California. After two years in Pasadena, Bishura Sirhan, the assassin’s father, moved back to Jordan after becoming disillusioned with life in the States. His wife and children stayed in California. As an adolescent, Sirhan expressed resentment toward U.S. support of Israel, a theme he obsessively chronicled in his diaries. These journals, which were found in Sirhan’s home after the assassination, contained long diatribes about Israel and Jews. Two weeks before he shot RFK, Sirhan wrote, “My determination to eliminate RFK is becoming more and more of an obsession. Kennedy must die before June 5th.”

The assassination, two months after MLK’s, was so traumatic for those who had supported his bid for the Democratic presidential nomination, and for the nation as a whole, that both the government and the media downplayed Sirhan’s political motives. But his true intentions—to punish RFK for his support of Israel—were immediately clear to government officials, though they did not want them presented to the public.

At the conclusion of his jury trial in 1969, Sirhan Sirhan was sentenced to death. After the California Supreme Court’s 1972 decision that capital punishment was unconstitutional, his sentence was reduced to life imprisonment.

As of this writing, Sirhan is 77 years old and still serving his sentence; his applications for parole have been denied 10 times. Surprisingly, he has gotten a lot of media exposure in the past quarter-century. In 1989, Sirhan told TV interviewer David Frost (in an NBC Inside Edition broadcast) that at first he had thought of RFK as a fighter for justice, but when he learned of Kennedy’s support for sending arms to Israel, he decided to kill him: “To hear him say that he was going to send fifty Phantom Jets to Israel, to deliver nothing but death and destruction on my countrymen, that seemed like it was a betrayal.”

The late congressman and Civil Rights stalwart John Lewis was a great admirer of RFK. He observed that “something died in America” on the day RFK was shot. On June 5, 2018, the 50th anniversary of the assassination, Lewis spoke at a memorial event in D.C. He recalled being in Indianapolis on the day MLK was killed and hearing the powerful speech that RFK gave there on the night of MLK’s murder. Standing on the back of a flatbed truck in a Black neighborhood of the city, RFK said, “What we need in the United States is not division. What we need in the United States is not hatred. What we need in the United States is not violence and lawlessness, but love and wisdom and compassion toward one another—a feeling of justice toward those who still suffer within our country, whether they be white or whether they be black.” In a 2018 interview with The Guardian, Lewis said of that speech, “It was very, very moving. From time to time you have what I call an executive session with yourself. I said to myself that evening: ‘We still have Bobby.’ Two months later, he was gone.”

During a 2017 visit to Israel, RFK’s daughter, Kathleen Kennedy Townsend, spoke of her “special bond” with Israel, a bond forged by her father. She quoted from RFK’s 1948 Boston Post articles and summed them up in this way: “He wrote about the courage of the Israelis, and how they were determined to build a new country. After seeing such horror in Europe, they were going to build a country of courage and of democracy and of values. And he realized, when he saw the Israelis, that the United States had a special relationship to this country and needed to make sure that that relationship stayed firm.”


Shalom Goldman is Professor of Religion at Middlebury College. His most recent book is Starstruck in the Promised Land: How the Arts Shaped American Passions about Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com