Archive | July 2021

Biden to Delay Reopening of Jerusalem Consulate to Palestinians at Israel’s Request

Biden to Delay Reopening of Jerusalem Consulate to Palestinians at Israel’s Request

i24 News


US President Joe Biden delivers remarks on the economy during a visit to Cuyahoga Community College in Cleveland, Ohio, US, May 27, 2021. REUTERS/Evelyn Hockstein.

At Israel’s request, US President Joe Biden’s administration will delay reopening the US consulate in Jerusalem as a de facto mission to the Palestinians until the government passes a budget, according to Israel’s Walla news.

The US decision follows requests from Israel’s Prime Minister’s Office and the Foreign Ministry.

The news site also quotes an anonymous high-ranking Israeli source who claimed that Prime Minister Naftali Bennett is opposed to the reopening of the consulate, arguing that this contradicts the US recognition of Jerusalem in 2017 as the capital of Israel.

The official clarified that the decision is not supposed to take a position on the borders of Jerusalem, the eastern part of which is claimed by the Palestinians.

Likud MK Nir Barkat earlier this month submitted a bill that would prevent the US from reopening its Jerusalem consulate to the Palestinians, to thwart Washington’s plans to open the office.

“We are talking about the unification of Jerusalem,” Barkat, former mayor of the city, told Israel’s Channel 12 news, arguing that his bill was necessary to prevent the de facto division of the city.

In 2019, the Trump administration merged the 175-year-old consulate in Jerusalem — which historically served as a de facto mission to the Palestinians — and the new US embassy in the city.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Muzeum opowiadające o wypędzonych Niemcach otwarte. Czy uwzględnia polską wrażliwość?

Niemieccy uciekinierzy ze wschodu, Berlin, czerwiec 1945 r.


Muzeum opowiadające o wypędzonych Niemcach otwarte. Czy uwzględnia polską wrażliwość?

Paweł Machcewicz


Centrum Dokumentacji “Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie” już otwarte. Nowe muzeum to opowieść o losach wielu narodów. Niemieccy wypędzeni są jednak w jej centrum. Autorzy ustawili ich m.in. obok Ormian i Syryjczyków, co może razić odbiorcę spoza Niemiec.

.

Po ponad 20 latach przygotowań i politycznych sporów otwarto w Berlinie, w obecności kanclerz Niemiec Angeli Merkel, muzeum poświęcone przymusowym przesiedleniom. Opowiada przede wszystkim o losie Niemców po II wojnie światowej, ale także innych grup i narodów, które zostały zmuszone do opuszczenia swoich stron ojczystych w XX w. i w pierwszych dwóch dziesięcioleciach obecnego stulecia.

Niemieccy wypędzeni i polskie lęki

Geneza tego przedsięwzięcia sięga 1999 r. kiedy to Związek Wypędzonych wysunął ideę stworzenia Centrum przeciwko Wypędzeniom, które miało koncentrować się na losie Niemców w ostatnich miesiącach wojny uciekających przed Armią Czerwoną, a po zakończeniu działań wojennych wysiedlanych przez władze Polski, Czechosłowacji (z każdego z tych krajów ponad 3 mln ludzi) i Węgier.

W Polsce projekt ten wzbudził bardzo negatywne emocje, które łączyły ogromną większość opinii publicznej i klasy politycznej, w innych sprawach niezdolnej do wypracowania podobnej zbieżności poglądów. Przyczyniał się do tego niewątpliwie konfrontacyjny styl Eriki Steinbach, ówczesnej szefowej Związku Wypędzonych, która stała się w Polsce prawdziwym czarnym charakterem i jednocześnie prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalną przedstawicielką sąsiedniego narodu. Jątrzące były wypowiedzi jej i innych przywódców wypędzonych, którzy jako główną przyczynę wysiedleń wskazywali polski nacjonalizm, domagali się zwrotu utraconego mienia lub odszkodowań, a nawet – w przypadku Steinbach – sugerowali, że to polityka Polski w 1939 r. sprowokowała atak III Rzeszy.

Polskie obawy wzmagało narastające w Niemczech od lat 90. zainteresowanie cierpieniami niemieckiej ludności cywilnej w czasie wojny i bezpośrednio po jej zakończeniu, czego wyrazem były liczne książki i filmy koncentrujące się na ofiarach alianckich bombardowań, kobietach masowo gwałconych przez czerwonoarmistów czy właśnie wypędzonych. Ogromny rozgłos zyskała książka „Idąc rakiem” Güntera Grassa o zatopieniu statku „Wilhelm Gustloff” z wieloma tysiącami cywilnych uciekinierów na pokładzie. W Polsce prowadziło to do lęków, że Niemcy będą coraz częściej postrzegani jako ofiary wojny, a Polacy jako oprawcy. Nie bez znaczenia było to, że w tym samym czasie toczyła się wielka debata na temat Jedwabnego i innych polskich zbrodni na Żydach.

Uroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w BerlinieUroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w Berlinie Fot. Documentation Centre for Displacement, Expulsion, Reconciliation in Berlin

Spory o kierunek

Temat wypędzeń i projekt stworzenia poświęconego im muzeum stały się na tyle poważnym obciążeniem relacji polsko-niemieckich, że obie strony zaczęły poszukiwać wyjścia z tego zapętlenia. Rząd Donalda Tuska podjął decyzję o stworzeniu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, według zgłoszonego przeze mnie publicznie pomysłu na łamach „Gazety Wyborczej”. Intencją było pokazanie całego obrazu wojny i niemieckich zbrodni, bez którego przymusowe wysiedlenia były pozbawione rzeczywistego kontekstu historycznego.

W Berlinie rządząca koalicja CDU i SPD podjęła decyzję o odebraniu Związkowi Wypędzonych decydującego wpływu na sposób upamiętnienia wypędzeń i nadaniu planowanej instytucji kształtu, który byłby do przyjęcia dla Polaków i Czechów. Temu miało służyć stworzenie fundacji Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie z udziałem przedstawicieli Związku Wypędzonych, ale poddanej kurateli rządu federalnego. Do współpracy zaproszono postaci i środowiska odległe ideowo od wypędzonych, w tym polskich historyków. Dwóch z nich – prof. Tomasz Szarota i prof. Krzysztof Ruchniewicz – wystąpili z rady naukowej, nie zgadzając się z kierunkiem prac nad wystawą. Początkowo podobnie postąpił prof. Piotr Madajczyk, by następnie powrócić do grona doradczego.

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

Efekt końcowy tych wszystkich mozolnych prac i burzliwych sporów możemy oglądać w samym sercu Berlina. Nowo otwarte Centrum Dokumentacji „Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie” mieści się w Deutschlandhaus, jednym z najciekawszych architektonicznie budynków z lat 20., w którym w ciągu kilku powojennych dziesięcioleci mieściły się władze Związku Wypędzonych.

Nie tylko o Niemcach

Już pierwsze zetknięcie z wystawą unaocznia, że postulowana przez rząd federalny uniwersalizacja tematu przymusowych wysiedleń – a więc niekoncentrowanie się wyłącznie na cierpieniach Niemców – w pełni się zmaterializowała. Całe pierwsze piętro wystawy – przestrzennie jej połowa – pokazuje losy wielu różnych narodów, grup etnicznych i religijnych, które doświadczyły nie tylko przymusowych wysiedleń, ale także innych form przemocy, aż do masowej eksterminacji jak w przypadku Ormian mordowanych przez Turków w czasie I wojny światowej. Niemieccy wypędzeni pojawiają się tam w różnych miejscach, ale obok uchodźców z Syrii, z Bałkanów, gdzie w latach 90. toczyły się krwawe wojny, czy na subkontynencie indyjskim, gdzie miliony ludzi musiały opuścić swoje domy, gdy powstawały tam w 1947 r. dwa państwa – Indie i Pakistan.

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

Wiele miejsca poświęcono gwałtom na kobietach w czasie konfliktów wojennych (w tym na Niemkach w latach 1944-1945) czy traumie dzieci. Jest tam mowa o rozwoju nacjonalizmów, pokazanych jako główna siła napędowa prześladowań, ale także o tym, jak wspólnota międzynarodowa starała się odpowiadać na masowe zbrodnie – poczynając od konwencji haskich i trybunału norymberskiego, wypracowania pojęć zbrodni przeciw ludzkości i ludobójstwa, aż do powołania Międzynarodowego Trybunału Karnego. Jest to więc opowieść nie tyle nawet o przymusowych przesiedleniach, co raczej o okrucieństwach XX w. i pierwszych dwóch dziesięcioleci obecnego stulecia – bardzo szeroka i dość chaotyczna, bez wyraźnego pomysłu, jak ją narracyjnie uporządkować.

Uwzględniona polska wrażliwość

Wystawa nabiera zupełnie innego charakteru na drugim piętrze. Notabene, część zwiedzających nie była pewna, czy znajduje się tam dalszy ciąg ekspozycji, i sprawiała wrażenie zdezorientowanych jej przestrzennym układem. Drugi poziom wystawy prezentuje już narrację znacznie bardziej zwartą i w swej większości koncentrującą się na losie Niemców – uciekających przed Armią Czerwoną, wysiedlanych po wojnie, starających się rozpocząć nowe życie na zachodzie bądź wschodzie podzielonych Niemiec. Zaczyna się jednak od pokazania narodzin narodowego socjalizmu, wraz z jego ideologią – antysemityzmem, pogardą wobec innych narodów i ekspansjonizmem.

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

W skrótowej formie znajdziemy tam wszystkie najważniejsze informacje, poczynając od ataku na Polskę po kolejne agresje i zbrodnie popełniane na okupowanych narodach. Widać, że twórcy wystawy bardzo się starali uniknąć zarzutu bagatelizowania niemieckiej odpowiedzialności za wywołanie bezmiaru zła i przemocy, śmierci dziesiątków milionów ludzi, bezprecedensowych zniszczeń materialnych, zmian granic i w konsekwencji utraty domów przez kolejne miliony – nie tylko Niemców, ale także Polaków czy Ukraińców. Dostrzegalne jest też wychodzenie naprzeciw polskiej wrażliwości – poruszające jest przedstawienie przesiedleń z Zamojszczyzny (ilustrowane są one m.in. losem polskiej dziewczynki wywiezionej do Auschwitz i zamordowanej tam zastrzykiem z fenolem) czy losu mieszkańców Warszawy w trakcie powstania 1944 r.

Centrum Dokumentacji „Ucieczka – Wypędzenie – Pojednanie”. Przemilczane wątki

Dużo miejsca (zdjęć i eksponatów) poświęcono Polakom przesiedlanym z terenów anektowanych w 1944 r. przez Związek Radziecki. Wspomniane są także wysiedlenia przeprowadzone przez Sowietów w latach 1940-1941. Pokazana jest kopia eksponatu z wystawy gdańskiego Muzeum II Wojny Światowej – maska chroniąca przed mrozem używana przez Polaków pracujących przy wyrębie lasów na Syberii.

Obraz wojennego kataklizmu jest bardzo poprawny, uwzględniający doświadczenia innych narodów, które stały się ofiarami Niemców popierających politykę Hitlera.

Mimo to pewnych rzeczy na wystawie brakuje, a im dalej się zagłębiamy w jej opowieść, tym więcej pojawia się wątpliwości.

Pokazane są co prawda wysiedlenia Polaków, ale jedyny przykład to wspomniana Zamojszczyzna. Nie ma żadnej szczegółowej informacji o wysiedleniach Polaków z Gdyni i Wielkopolski, które zaczęły się już w pierwszych tygodniach okupacji i miały niezwykle brutalny przebieg.

Nie chodzi przy tym o to, żebyśmy zawsze wysuwali na plan pierwszy polskie cierpienia, ale o to, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z początkiem nazistowskiej polityki masowych wypędzeń, uruchomieniem tych procesów, które kilka lat później dotkną także ludność niemiecką.

Ogromna część drugiej części wystawy to bardzo szczegółowe przedstawienie ucieczek i wysiedleń Niemców z poszczególnych regionów – Prus Wschodnich, Pomorza, Śląska i innych. Jest to ciekawe i poruszające, dzięki indywidualnym historiom, ilustrowanym eksponatami, np. drewnianymi wozami, którymi uciekano, czy przedmiotami, które zdołano ze sobą zabrać. Zwiedzający koncentruje się na ludzkim dramacie doświadczanym głównie przez kobiety, dzieci, starców. Nie ma tu jednak miejsca na przypomnienie, że uciekający czy wysiedlani w swej większości identyfikowali się z reżimem Hitlera, czerpali z niego wcześniej korzyści, np. poprzez pracę robotników przymusowych czy jeńców, którzy w gospodarstwach rolnych zastąpili niemieckich mężczyzn wcielonych do Wehrmachtu. 

Uroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w BerlinieUroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w Berlinie Fot. Documentation Centre for Displacement, Expulsion, Reconciliation in Berlin

Trzeba jednak zaznaczyć, że na berlińskiej wystawie znajdziemy informację, że niemieckie zbrodnie trwały do końca wojny. Wspomniano, że w sąsiedztwie Mierzei Wiślanej, poprzez którą w tym samym czasie na zachód uciekały setki tysięcy Niemców, dzień po zatopieniu „Wilhelma Gustloffa” zamordowano w Palmnicken kilka tysięcy więźniów (w większości kobiet) z jednego z podobozów Stutthof. Jest to przedstawione jako zbrodnia SS. W gdańskim Muzeum II Wojny Światowej, gdzie prezentowane jest to samo wydarzenie, przypomina się, że w wyłapywaniu uciekających więźniów brała udział miejscowa ludność, w tym kilkunastoletni chłopcy z Hitlerjugend. 

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

Krzywda bez refleksji

Dużo miejsca poświęcono losom ponad dwunastomilionowej rzeszy niemieckich uciekinierów i wysiedlonych w powojennych Niemczech. Ich integracja była trudna ze względu na pauperyzację społeczeństwa i zniszczenia wojenne, ale przebiegała zupełnie inaczej w obu częściach Niemiec. O ile w Niemieckiej Republice Demokratycznej ich los był tabuizowany, to na zachodzie uzyskali oni duże wsparcie ze strony państwa – zarówno finansowe, jak i polegające na kultywowaniu ich pamięci w przestrzeni publicznej.

Uroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w BerlinieUroczystość otwarcia Centrum Dokumentacji Przesiedleń, Wypędzeń, Pojednania w Berlinie Fot. Documentation Centre for Displacement, Expulsion, Reconciliation in Berlin

Wystawa przypomina Kartę niemieckich Wypędzonych z 1950 r., w której wyrzekali się „odwetu”, ale jednocześnie podtrzymywali swoje prawa do powrotu w strony ojczyste i odrzucali granicę na Odrze i Nysie. Jest to oczywiście kwestia proporcji, ale zabrakło mi pokazania, że przez długie dziesięciolecia środowiska wypędzonych przede wszystkim pielęgnowały swoją krzywdę, w znikomym albo żadnym stopniu zdobywając się na refleksję o niemieckiej odpowiedzialności za narodowy socjalizm, wojnę, zbrodnie na innych narodach. Jeszcze w 1990 r., w czasie rozmów na temat zjednoczenia Niemiec, Związek Wypędzonych był przeciwny uznaniu granicy na Odrze i Nysie. 

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

Nie znajdziemy też w epilogu wystawy – poza lakoniczną wzmianką – informacji o burzliwej historii powstawania samego Centrum ani o tym, do jak silnych konfliktów z Polską doprowadziły działania Steinbach. Nie zastąpi tego reprodukcja okładki tygodnika „Wprost” z 2003 r., na której przewodnicząca Związku Wypędzonych w esesmańskim mundurze ujeżdża ówczesnego kanclerza Gerharda Schrödera. Bez przedstawienia ówczesnego kontekstu, tak ważnego dla historii i ostatecznego kształtu muzeum, może to być odebrane co najwyżej jako wyraz – najdelikatniej to ujmując – polskiego przewrażliwienia.

Nadmiar może szkodzić

Największy problem mam jednak nie tyle z tym, czego brakuje na berlińskiej wystawie, ale z tym, czego jest w nadmiarze. Uniwersalizacja, która miała sprawić, że Centrum nie stanie się wyłącznie mauzoleum niemieckiego cierpienia, sprawiła, że powojenny los Niemców jest przede wszystkim częścią ogólnoświatowego pejzażu przemocy i cierpień ludności cywilnej, w ciągu ostatnich 100 lat doświadczanych przez dziesiątki różnych narodów na wielu kontynentach.

Niemieccy wypędzeni stają obok Ormian, Syryjczyków, mieszkańców subkontynentu indyjskiego czy rozdartej wojną domową Kolumbii. Tak zapewne postrzega wystawę większość niemieckich zwiedzających, co jest zrozumiałe w kraju, który w ciągu ostatnich lat przyjął ponad milion uchodźców.

Berliński dziennik „Tagesspiegel” na okładce specjalnego dodatku z okazji otwarcia Centrum umieścił dwie przenikające się fotografie – niemieckich wypędzonych w 1945 r. i syryjskich Kurdów w 2014 r. Jest to pierwsze, naturalne skojarzenie, a narodowy socjalizm, III Rzesza, II wojna światowa przestają być najważniejszymi punktami odniesienia wobec tego, czego doświadczyli Niemcy w jej ostatnich miesiącach i bezpośrednio po jej zakończeniu. 

Centrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w BerlinieCentrum Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie w Berlinie Markus Gröteke / architectureshooting / Copyright: Markus Grteke, Berl

O odbiorze wystawy decyduje rozłożenie akcentów, proporcje pomiędzy poszczególnymi wątkami, a nawet tak prozaiczna sprawa, którą część zwiedzający obejrzy najpierw. Warto jeszcze raz podkreślić starania jej twórców, by oddawała ona prawdę historyczną, a także szanowała polską wrażliwość.

Widać też wyraźnie, jak polityczna intencja, by temat niemieckich wypędzeń nie antagonizował innych narodów, wpłynęła na ostateczny kształt ekspozycji, niekoniecznie sprzyjając jej spójności.

Tak czy inaczej, gdy pamiętamy polskie lęki sprzed kilkunastu lat, możemy dziś powiedzieć, że nie ma powodu, by w berlińskim Centrum nadal widzieć zagrożenie – czy dla obrazu polsko-niemieckich relacji w przeszłości, czy współcześnie. To jeszcze jedna wystawa, która powinna podlegać rzeczowej refleksji i debacie, w której będziemy mówić zarówno o jej mocnych stronach, jak i słabościach.


Paweł Machcewicz jest historykiem, profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN; ostatnio opublikował (wraz z Andrzejem Paczkowskim) książkę „Wina, kara, polityka. Rozliczenia ze zbrodniami II wojny światowej” (Znak/Instytut Studiów Politycznych PAN, Kraków 2021); w latach 2008-2017 był twórcą i dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


No Less Lost

No Less Lost

Grace Linden


Last year, I went searching for the architect behind Schottenring 35 in Vienna, a tall structure with big windows and ornate stonework that is grand in the late-19th-century way that has always struck me as beautiful. My grandfather once lived somewhere above the building’s elegant storefronts. This was his last address in Vienna before he left Austria for England and then the United States. He never saw his family again, and I have never seen this building in person, though I obtained Wilhelm Stiassny’s architectural plans with the help of Austria’s National Library.

What I will do with these plans, however, I haven’t yet determined. Probably nothing, if I am honest. Every day the past becomes fuzzier as the gap between what once was and what is grows. I am not sure what there is to learn or uncover. But then I think of my family, their lives and meals and gossip and weekends, and I go back to the email, retranslate the German, and imagine who filled this Küche, these Zimmers.

Postcard of Sosnowiec from between 1925 and 1936. (Image via Wikicommons)

The past can be exhilarating, and it can be quicksand. So discovers Menachem Kaiser in Plunder, his expansive, complicated, generous memoir. Like me, Kaiser too came to focus on a building. In 2010, on a research fellowship in Lithuania, he traveled to Krakow to celebrate Rosh Hashanah. He knew little of this part of his history except that his grandfather Maier Menachem Kajzer was the sole member of his family to have survived the Holocaust; he died before Kaiser was born. The stay in Krakow was Kaiser’s first visit to Poland and while there, he called his father to find out where Maier had grown up. From a stack of his grandfather’s old papers, an address was produced for a building in Sosnowiec, an industrial city in the Silesia region. It emerged that the building had not only been Maier’s home but was also owned by his family. After Maier immigrated to the United States, he sought compensation for the lost property, first from the Polish government and then through the United States’ Foreign Claims Settlement Commission, but bureaucratic tape, hefty fees, and translation problems doomed the claim.

Malachowskiego, the street on which the building is located, is now a busy thoroughfare. “What I felt most sharply standing there in front of my grandfather’s building was not a connection this place/time but a sense of discontinuity with the past,” he writes.

No matter how literary and metaphorical you wanted to get, this wasn’t my home. My grandparents had done everything they could to wipe away this history. And they’d succeeded, no? Despite being the son of two Poles, my father would consider the idea that he is Polish ludicrous. No longing had been passed down. No seeds of nostalgia had been planted.

Kaiser went to Sosnowiec because it was something to do and because in that city there existed a physical site with fixed coordinates to which he could anchor his past. Once he verified its existence, he left, never expecting to return.

He began, however, to travel more frequently to Poland, and, prodded by his father, he eventually looked at the documents his grandfather had assembled. Kaiser found himself “unexpectedly moved” by what he read, swept up by the struggle and the words in his grandfather’s handwriting. “I have never felt particularly disturbed by this legacy,” Kaiser writes,

but then I read the file, saw how my grandfather had tried and failed for more than twenty years to reclaim what his family had lost, and here was an opportunity, I thought, to allow myself to be disturbed.

Once, the Kajzer family (spelled Kajzer on the Polish documents) owned a building that they were forced to abandon. Maier lived, the rest were murdered, and the building was lost. Decades later, armed with evidence and an Americanized name, Kaiser would open himself to history;he would go to Poland and get the building back.

A building on Schottenring, present day.

Kaiser begins by hiring a lawyer, and together they optimistically plan a course of action. To prove his family has rights to the building, Kaiser must first confirm the deaths of his long-dead relatives, which shouldn’t be hard. These are people who, born at the end of the 19th century, could not be anything other than dead in 2016. A question of geography requires that his case be split between two jurisdictions: One judge agrees that yes, the relatives are indeed deceased, while the other rejects Kaiser’s motion. “The antagonist,” Kaiser learns, “was the process itself.” Upon learning that his great-great-grandparents cannot legally be declared dead, he writes:

The generosity I’d come to the process with, that spirit of what can you do, bureaucracies will be bureaucratic, now seemed so misplaced, so naïve. Because all I was asking for here, really, was an acknowledgment of a supremely banal fact, that they’re dead, that my relatives who died in the Holocaust are dead. What could be an easier-to-acknowledge truth?

The bureaucratic, Sisyphean struggle warps reality, and Kaiser’s story resists a straightforward, linear telling. He begins by telling it chronologically, but quickly the narrative overlaps and doubles back, owing in part to his incorporation of diary entries, poetry, and theoretical conversations and encounters.

This skewing is reflected in the landscape of Poland itself, where castles and crematoria abut suburban neighborhoods and Holocaust survivors drink tea with the treasure hunters searching for a buried Nazi hoard. The Holocaust may seem a discrete event, but that is far from the truth, a fact Kaiser is reminded of repeatedly as he encounters its many physical traces. Skeletal structures of concentration camps, hidden rooms in ordinary homes, the myth of the gold train—it all mars Poland’s land. Despite an increasingly autocratic government’s attempts to make it otherwise, the past is very much still present.

recommended by: Leon Rozenbaum
Of the 3.3 million Jews that lived in Kaiser’s grandfather’s Poland prior to the war, only around 380,000 survived. Kaiser’s family is but one family in a sea of many families, all of whom lost so much. There is a lot of property to contend with and a lot of sadness. And a lot of life moved into these apartments and businesses. If successful in his claim, Kaiser (along with other members of his extended family) would become the new owner of 12 Malachowskiego, a prospect that understandably unnerves the building’s current occupants. Would their rents be raised, their apartments seized? Kaiser imagines the arguments they will bring against him:

Call it what you want, but the fact of the matter is that you don’t live here, your family doesn’t live here, no one in your family has lived in Sosnowiec for decades, and you don’t plan on living here, ever. You come to Poland for a couple of months a year, you’re really not much more than a glorified tourist, and you saw an opportunity to take—I’m sorry—to ‘assert ownership’ of this building. . . . This country did not stand still the past seventy years, waiting for you.

Kaiser spent most of his life oblivious to this building’s existence. While his family is entitled to what was stolen, the people who live in the apartments are also entitled to their lives.What seems a straightforward decision—go to Poland, file a claim—is far from simple, and Plunder is really about moral complexity any of making such a claim. In thinking it through, Kaiser often addresses his audience directly. His use of “you” and “we” is enveloping, compassionate. It is also conspiratorial, and the voice becomes steadily more confessional, almost frantic as the narrativeprogresses. “What matters here,” he writes, “is less the name on a deed than trying and failing but trying still to understand what it means to have, to lose, to take, to take back, to impose your legacy, to misread your legacy . . . to assume the role of the protagonist in a story that isn’t yours and that you can never understand.” Kaiser wants the building; he wants justice for his family, but from whom isn’t evident. “It is remarkable how long an act of violence can echo,”—and how loudly.

Restitution only gets trickier the more time elapses. Claims can take years if not decades to resolve and often not in favor of the claimant.Even the most famous cases are far from clear cut. In 1939, Lilly Cassirer was forced to sell a Camille Pissarro painting her family had owned for forty years to the Nazis in exchange for her family’s freedom. Unable to locate the painting after the war ended, they accepted $13,000 in reparations from the German government. Almost five decades later, that painting, Rue St.-Honoré, Après-Midi, effet de Pluie, was discovered hanging on the walls of the Museo Nacional Thyssen-Bornemisza in Madrid. The museum acquired the work in 1993, but it had changed hands many times before that. Thus began a legal battle that lasted more than a decade and ended with a ruling in favor of the museum. The painting is now valued at upwards of $40 million.

If it is difficult to reclaim a famous painting, which has the advantage of being unique and well documented, imagine the near impossibility of recovering more ordinary possessions. For every claim that has been resolved, countless others were denied or never brought forward as the threads that bound survivors to their belongings further frayed. What of a photo album, or a Torah, or a table? This is treasure too, and no less worthy and no less lost.

Each year tour guides ferry Jewish visitors to Europe to learn about their heritage. Across Latvia, Spain, the Czech Republic, they visit synagogues and cemeteries, hear from scholars, see where Kafka was born. Within these groups, there is often what Kaiser calls a “memory-tourist,” who aspires to unwind the past rather than merely visiting it. Guided by figments of stories and long-ago addresses, he hopes to answer the unanswerable.

If the first memory-tourists were those who actually experienced the horrors of World War II, increasingly it is their children and grandchildren who make such trips now. But the story of “the grandchild trekking back to the alte heim on his fraught memory-mission,” is one that Kaiser finds suspect, and rightfully so, even if it is also his story. His grandfather, who he never met, rarely discussed the war; neither did his parents. To go digging may lead to answers, but it also is an intrusion; few who do so ask if it is a mistake.

Kaiser had hoped this process would bring him closer to understanding his grandfather. Instead, he writes, “at every step [his] legacy seemed to retreat.” No amount of compensation can bring back a life, a family. “We do not continue their stories,” writes Kaiser, “we act upon them. We consecrate, and we plunder.”


Grace Linden is a writer and art historian based in London. Her work has appeared in the Los Angeles Review of Books, Psyche, and Vox.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

State Department: ‘We reject the BDS movement which singles out Israel’

State Department: ‘We reject the BDS movement which singles out Israel’

OMRI NAHMIAS


Ned Price, the State Department spokesperson, said that the administration “will be a strong partner in fighting efforts around the world that potentially seek to delegitimize Israel.”

US State Department spokesman Ned Price takes questions from reporters at the State Department in Washington, US, March 31, 2021. / (photo credit: CAROLYN KASTER/POOL VIA REUTERS)

Ned Price, the State Department spokesperson, said on Tuesday that the administration “firmly reject the BDS movement, which unfairly singles out Israel.”

In a press briefing, Price was asked about the decision of ice cream company Ben & Jerry’s to boycott West Bank settlements and Jewish neighborhoods in east Jerusalem by refusing to sell its products in those areas.

“I don’t have a reaction to offer regarding the actions of a private company,” he said, adding that he would “let this company speak for itself.”

“But more broadly, what I will say is that we firmly reject the BDS movement, which unfairly singles out Israel,” said Price
He went on to say that “while the Biden-Harris administration will fully and always respect the First Amendment rights of our citizens, of the American people, the United States will be a strong partner in fighting efforts around the world that potentially seek to delegitimize Israel and will work tirelessly to support Israel’s further integration into the international community.”

“The BDS movement unfairly singles out Israel,” he continued. “We will, consistent with the First Amendment rights of the American people, always work to be a strong partner to Israel and work with Israel to counter efforts to delegitimize it around the world, just as we work with our partner Israel to further its economic prosperity.”

Earlier on Tuesday, Rep. Lee Zeldin (R, NY-1) issued a statement condemning Ben & Jerry’s and its parent company, Unilever.

“The decision by Unilever and Ben & Jerry’s to target hundreds of thousands of Jewish customers abroad with this discriminatory boycott is a disgrace and a direct embrace of the anti-Israel BDS movement,” he said. “New York State must now follow the 2016 Executive Order that prohibits state agencies from conducting business with institutions or companies that promote BDS, and requires the OGS Commissioner to maintain and update a list of entities participating in BDS,” Zeldin statement reads.

“Both Ben & Jerry’s and Unilever need to be immediately added to the OGS list, and the state needs to end any current business and suspend any future business with either company. Our state needs to follow its self-imposed standards, lead by example, and stand up to this anti-Israel and anti-Jewish discrimination,” Zeldin said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bliski Wschód: Dzwon alarmowy dla administracji Bidena

Mahmoud Abbas (Zdjęcie: Drew Angerer/Getty Images)


Bliski Wschód: Dzwon alarmowy dla administracji Bidena

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Wielu dziennikarzy głównego nurtu nie wydaje się zainteresowanych pewnymi sprawami, szczególnie takimi, które przedstawiają Arabów i Palestyńczyków w negatywnym świetle. Większość szuka tylko wiadomości, które obwiniają za wszystko Izrael.

Reszta może pisać artykuły, których nie chcą media głównego nurtu na Zachodzie.

W dodatku do spraw palestyńskich śledzę także świat arabski – gdzie ważna jest dyskusja o Iranie.

W ostatnich tygodniach wielu ludzi w świecie arabskim, szczególnie w krajach Zatoki – w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich – jest skrajnie zaniepokojonych sposobem, w jaki administracja Bidena i zachodnie mocarstwa patrzy na Islamską Republikę Iranu.

Kiedy przeglądasz codziennie dziesiątki artykułów i opinii – w gazetach, na stronach internetowych, słuchasz wypowiedzi w radio i telewizji nadawanych w tych arabskich krajach – zdumiewa stopień zaniepokojenia tamtejszych Arabów możliwością, że administracja Bidena powróci do umowy nuklearnej z Iranem.

Także dzisiaj egipski dziennikarz napisał, jak bardzo niepokoją się Arabowie możliwością powrotu do umowy nuklearnej, ponieważ nie ufają Iranowi. Arabowie mówią, że Irańczycy to kłamcy. Mówią, że Iran próbuje pchać własną agendę. Iran eksportuje islamską rewolucję do świata arabskiego i destabilizuje kraje arabskie. Iran już ingeruje w wewnętrzne sprawy krajów arabskich. I Iran sponsoruje terroryzm.

Kiedy patrzysz na arabskie reakcje na to, w co angażują się USA, widzisz, że są mniej zaniepokojeni bombą jądrową niż tym, co Iran już robi. “Patrzcie – mówią – Iran już jest w Jemenie przez milicję Huti; w Libanie przez Hezbollah; w Gazie przez Hamas; w Syrii przez Hezbollah w reżimie Assada. Iran wtrąca się także w wewnętrzne sprawy Iraku i Iran sponsoruje kolejną falę terroryzmu w Gazie”. Są głęboko zaniepokojeni tym, co widzą jako politykę appeasementu wobec Iranu.

Dlatego widzimy, że wielu ludzi w świecie arabskim, wszyscy ci komentatorzy i politolodzy, i publicyści biją w dzwony alarmowe patrząc na działania administracji Bidena.

Jeśli mogę zacytować egipskiego autora z saudyjskiej gazety, “Asharq Al‑Awsat”, mówi on: “Prezydent Trump miał rację, kiedy wycofał się z porozumienia z Iranem, ponieważ to porozumienie było bardzo niebezpieczne. Irańczycy i tak nigdy go nie przestrzegali. Próbowali wystrychnąć wszystkich na dudka”. Napisał także: “Dziękuję, Panie Prezydencie Trump, za uświadomienie sobie irańskiego wybiegu”.

Przesłanie świata arabskiego dla USA brzmi obecnie: “Nie pozwólcie, by Irańczycy was nabrali. Jeśli ośmielicie Iran, ułatwicie Iranowi misję podważenia bezpieczeństwa i stabilności na Bliskim Wschodzie. Pomożecie Iranowi grozić naszym władzom, naszym rządom, naszej gospodarce. Pomożecie Iranowi, by poprzez swoje marionetki na Bliskim Wschodzie – Hezbollah, Hamas, Islamski Dżihad, Huti – szerzył terroryzm w świecie arabskim”.

To jest bardzo silne przesłanie.

Nigdy nie widziałem takiego niepokoju w świecie arabskim wobec polityki i postawy administracji USA w sprawie Iranu. Nie można tego ignorować.

Saudyjczycy mówią, że im bardziej Ameryka ugłaskuje Iran, tym więcej rakiet i ataków dronami dostaje z Iranu poprzez wspieraną przez Iran milicję Huti. Spójrzcie także, co dzieje się w Libanie.

Po raz pierwszy macie libańską intifadę przeciwko Hezbollahowi i Iranowi. Po raz pierwszy macie ludzi demonstrujących na ulicach Bejrutu i w innych częściach Libanu, którzy mówią: “Chcemy końca irańskiej okupacji” To jest bezprecedensowe. Nigdy nie widzieliśmy takich protestów w przeszłości.

Świat arabski, z troski i niepokoju, wysyła przesłanie do administracji Bidena: “Prosimy, bądźcie ostrożni w waszym postępowaniu z Iranem. Nie ośmielajcie Iranu. Oczywiście, nie ugłaskujcie mułłów, chyba że się zmienią”.

Świat arabski przewiduje jednak, że Irańczycy pod władzą obecnego reżimu, władzą mułłów, nie zmienią się. Ogólnie uważa się, że Irańczycy próbują wystrychnąć ludzi Zachodu, administrację Bidena na dudka przez udawanie, że będą przestrzegać porozumienia. Być może to jest jeden z powodów, dla którego ludzie z Departamentu Stanu USA obserwują mnie na Twitterze, żeby zobaczyć, co piszę. Cieszę się, że to robią… Nie wiem, czy to zmieni ich stanowisko, ale przynajmniej słuchają tych głosów.

To jest Iran. Inną ważną sprawą są Palestyńczycy. To jest mój ulubiony temat. Jak wszyscy wiecie, wybory zostały anulowane. “Wielka mi niespodzianka”.

Od pierwszego dnia, w styczniu, kiedy prezydent Abbas ogłosił, że przeprowadzi wybory, kilkoro z nas powiedziało, że mamy bardzo poważne wątpliwości, czy je istotnie przeprowadzi, że będzie próbował znaleźć wymówkę, by je anulować lub odłożyć w mglistą przyszłość – i że najprawdopodobniej tą wymówką będzie obwinienie Izraela.

Ci, którzy wierzyli, że faktycznie chce przeprowadzić wybory, nie wiedzieli, o czym mówią. Prezydent Abbas sprawuje swój urząd w 16. roku czteroletniej kadencji. Nie ma żadnego powodu, by miał obudzić się któregoś ranka w wieku 85 lat i zdecydować się na wybory.

To wszystko było oszustwem od samego początku. Celem było, przede wszystkim, ugłaskanie Europejczyków, którzy naciskali na prezydenta Abbasa: “Prosimy, zorganizuj wybory. Prosimy, zrób coś”.

Obietnica wyborów była prawdopodobnie również próbą zaimponowania administracji Bidena przez pokazanie: “O, proszę, Panie Prezydencie, jesteśmy zdolni do demokracji” albo “Panie Prezydencie Biden, widzi Pan, jestem legalnie wybranym przywódca, ja, Mahmoud Abbas….”.

Prezydent Abbas już wcześniej powiedział, że nie ma zamiaru wracać do sprawy wyborów, jeśli Izrael nie pozwoli na głosowanie w samej Jerozolimie. Siedział i czekał na wymówkę. Żal mi Palestyńczyków, którzy zarejestrowali się do wyborów parlamentarnych, które miały odbyć się za kilka tygodni.

Jeśli chcecie spojrzeć na pozytywny aspekt tego wszystkiego, mamy 36 list zarejestrowanych do parlamentarnych wyborów i na wielu z nich figurują młodzi, ambitni ludzie, reformatorzy – ludzie, którzy chcą demokracji, którzy chcą zmiany reżimu, którzy mówią: “Mamy dość korupcji. Chcemy nowych, młodych przywódców. Pora pozbyć się starej gwardii reprezentowanej przez Abbasa”.

W końcu, prezydent Abbas, który szukał wymówki, uznał sprawę Jerozolimy za bardzo dobrą wymówkę, by całą winą obarczyć Izrael.

Wielu ludzi w Zachodnich mediach i wielu z moich zachodnich kolegów nie zwracało uwagi na fakty w sprawie sporu o Jerozolimę. Prezydent Abbas nie mówi prawdy, kiedy mówi: “Izrael powiedział ‘nie’ dla prowadzenia palestyńskich wyborów w Jerozolimie”.

Nie było żadnego oświadczenia rządowego z Izraela, które mówiłoby coś takiego. Izrael powiedział: “Nie będziemy ingerować w palestyńskie wybory. Palestyńczycy mogą robić, co chcą”.

Prezydent Abbas wprowadził wszystkich w błąd, kiedy powiedział kłamliwie, że Izrael powiedział “nie” na prowadzenie wyborów w Jerozolimie. To po pierwsze. Po drugie, prezydent Abbas kłamie także, kiedy mówi wszystkim, że zgodnie z międzynarodowym porozumieniem Izrael jest zobowiązany do pozwolenia, by palestyńskie wybory miały miejsce w Jerozolimie.

Czytałem Porozumienia z Oslo i wszystkie tymczasowe porozumienia. Wszystko, co znalazłem, to że Izraelczycy powiedzieli, że pozwolą pewnej liczbie mieszkańców Wschodniej Jerozolimy na głosowanie poprzez izraelskie urzędy pocztowe w Jerozolimie.

Pozostali Arabowie mogą głosować, gdzie chcą. Jeśli Arab z Jerozolimy chce pojechać do Ramallah i tam głosować, Izrael go nie zatrzyma. W przeszłości wielu Arabów z Jerozolimy jechało do wsi otaczających Jerozolimę, które są pod panowaniem Autonomii Palestyńskiej i tam głosowali.

Ponadto, według tych porozumień, około sześć tysięcy Arabów z Jerozolimy miało głosować przez izraelskie urzędy pocztowe w Jerozolimie. W takim razie, prezydencie Abbasie, dlaczego wyznaczył Pan wybory na sobotę, w szabat? Wie Pan przecież, że izraelskie urzędy pocztowe nie działają w szabat.

Nie można, z jednej strony, ogłaszać, że wybory odbędą się w szabat, a potem mówić: “Izrael mi nie pozwolił…” Było zupełnie jasne od samego początku, że prezydent Abbas nie mówił zbyt poważnie o wyborach. Gdyby rzeczywiście chciał, by te wybory odbyły się, włącznie z uczestnictwem Arabów z Jerozolimy, odbyłyby się one.

Nie ma nic lepszego niż obwinianie Izraela. Prezydent Abbas robi to przez ostatnie 15 lat, kierując gniew Palestyńczyków na Izrael, codziennie podżegając do nienawiści do Izraela.

Twierdzenie, że Izrael nie pozwolił na wybory w Jerozolimie, wydaje się tylko być częścią trwającej kampanii podżegania przeciwko Izraelowi – kampanii, której celem jest delegitymizacja Izraela i demonizacja Żydów.

Prezydent Abbas i Autonomia Palestyńska mówią: “Ponieważ Izrael nie pozwolił nam na przeprowadzenie wyborów w Jerozolimie, dodamy to do listy zbrodni wojennych, którą przedstawimy Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu”.

Przepraszam, Prezydencie Abbasie, kogo Pan oszukuje?. Na szczęście jest wielu Arabów i Palestyńczyków, którzy nie wierzą prezydentowi Abbasowi. Wiedzą, że używa on sprawy Jerozolimy wyłącznie jako pretekstu, by uniknąć wyborów.

Dlaczego prezydent Abbas nie chciał wyborów? Ponieważ jego rządząca partia Fatah jest podzielona. Po raz pierwszy stoi przed poważnym wyzwaniem ze strony Marwana Barghoutiego, uwięzionego przywódcy Fatahu, który odsiaduje kilka wyroków dożywocia za morderstwo.

Po raz pierwszy stoi przed poważnym wyzwaniem ze strony Nassera Al‑Kudwy, byłego palestyńskiego ministra spraw zagranicznych i siostrzeńca Jasera Arafata. Po raz pierwszy stoi przez poważnym wyzwaniem ze strony wygnanego przywódcy Fatahu, Mohammeda Dahlana.

Na przestrzeni ostatnich czterech miesięcy Fatah, partia Abbasa, wystawiła trzy różne listy. Jedna należała do samego Abbasa, druga do Nassera Al‑Kudwy i Marwana Barghoutiego, a trzecia do Mohammeda Dahlana.

Abbas wiedział że jeśli jego partia jest podzielona, działa to na korzyść Hamasu i Hamas znowu wygra wybory. Byliśmy już na tym filmie. W 2006 roku Hamas wygrał wybory parlamentarne, ponieważ Fatah był podzielony. Jak powiedziałem, najlepszą rzeczą, jaką można zrobić w takiej sytuacji, to anulować wybory.

Niestety, wielu z moich zachodnich kolegów podchwyciło tę wymówkę. Papugują ją, nawet bez sprawdzenia czegokolwiek. Nie zapytali Izraelczyków. Nie mówią nawet o tym, co rzeczywiście dzieje się z Arabami w Jerozolimie.

Jest jeszcze jeden czynnik, który ignorują międzynarodowe media. A jest nim gotowość Arabów do uczestnictwa w wyborach. Jeśli zapytasz większości Arabów w Jerozolimie: “Czy jesteście zainteresowani uczestnictwem w palestyńskich wyborach?” odpowiedzią, jaką najczęściej otrzymasz, jest: “Nie, nie obchodzi nas to. Nie chcemy być częścią palestyńskiego systemu politycznego. Jesteśmy zadowoleni, żyjąc pod rządami Izraela. Chcemy zachować nasz status rezydentów Izraela. Nie mamy żadnego zaufania do Autonomii Palestyńskie ani do Hamasu”.

Arabowie w Jerozolimie nie wzięliby masowego udziału w tych wyborach. W ostatnich trzech palestyńskich wyborach 1996, 2005 i 2006 roku tylko mniejszość Arabów w Jerozolimie głosowała. Co znaczy, że ich uczestnictwo lub nie uczestnictwo nie zmieniłoby niczego. Mahmoud Abbas szukał wymówki i w końcu użył sprawy Jerozolimy jako wymówki.

Przejdźmy do innego tematu: stosunków między Autonomią Palestyńską a administracją Bidena.

Administracja Bidena bardzo pospiesznie ogłosiła wznowienie pomocy finansowej dla Autonomii Palestyńskiej, nawiasem mówiąc, bez stawiania jakichkolwiek warunków, co moim zdaniem jest błędem. Ogłosili, że wznowią pomoc dla UNRWA, co moim zdaniem także jest błędem.

Jeśli nagradzasz Autonomię Palestyńską bez żądania czegokolwiek w zamian, nie masz dłużej możliwości nacisku na Autonomię Palestyńską. Już dałeś im wszystko, czego chcieli, dlaczego mają w przyszłości robić to, o co ich prosisz?

Jeśli administracja Bidena sądzi, że prezydent Abbas wróci do stołu negocjacyjnego z Izraelem i podejmie na nowo proces pokojowy, ponieważ oni wznowili finansową pomoc dla Autonomii Palestyńskiej, to nie ma szans, by to się zdarzyło. A jeśli, wbrew przewidywaniom, to się zdarzy, prezydent Abbas nie będzie poważny w sprawie procesu pokojowego. Administracja Bidena zbyt szybko podjęła wszystkie te decyzje.

Już dali prezydentowi Abbasowi podarunek nie uzyskawszy niczego w zamian. To nie pomoże w ożywieniu procesu pokojowego w niedalekiej przyszłości, nie mówiąc o fakcie, że prezydenta Abbasa atakuje teraz wielu Palestyńczyków, którzy mówią: “On nie jest legalnym przywódcą. Anulował wybory. Nie dopuszcza, byśmy mieli demokrację. Nie ufamy mu”.

Słyszę te głosy codziennie od coraz liczniejszej grupy Palestyńczyków, którzy kwestionują legalność jego władzy.

Abbas, nie będzie w stanie uczynić jakichkolwiek ustępstw wobec Izraela, ponieważ jego ludność powie: “Nie jesteś wybranym przywódcą. Jesteś dyktatorem. Byłeś u władzy od ponad 15 lat bez wyborów. Kto głosował na ciebie?” To wszystko będzie miało negatywny wpływ na proces pokojowy.

Dodajcie do tego fakt, że Palestyńczycy nadal są podzieleni. Wszyscy mówią o rozwiązaniu w postaci dwóch państw. Słyszę teraz, że administracja Bidena znowu mówi o rozwiązaniu w postaci dwóch państw. Niedawno powiedziałem kilku amerykańskim dziennikarzom, że już mamy rozwiązanie w postaci dwóch państw. Odpowiedzieli: “Co? O czym ty mówisz? Kiedy to się stało?”

Powiedziałem im: “To stało się w 2007 roku”. Odparli: “Co? Co masz na myśli?” Wtedy powiedziałem im, że mają bardzo krótką pamięć. W 2007 roku Hamas, islamistyczny ruch wspierany przez Iran, wykopał Autonomię Palestyńską z Gazy. Autonomia Palestyńska z pomocą Izraela uciekła na Zachodni Brzeg.

Od tego czasu mamy dwa państwa dla Palestyńczyków. Jedno w Gazie, rządzone przez Hamas, Islamski Dżihad i Bractwo Muzułmańskie. I mamy drugie minipaństwo na Zachodnim Brzegu rządzone przez prezydenta Abbasa. Palestyńczycy nazywają ich mafią.

To jest rzeczywistość, którą wielu ludzi ignoruje. Jak można mówić o wskrzeszeniu rozwiązania w postaci dwóch państw, kiedy są te palestyńskie podziały, kiedy jest ta walka o władzę i kiedy Palestyńczycy nie mają zaufania do palestyńskich przywódców?

Według wszystkich sondaży opinii publicznej ponad 60% Palestyńczyków domaga się odejścia prezydenta Abbasa, ale kogo to obchodzi. Nikt o tym nie mówi. A to są sprawy, z którymi borykamy się teraz.

Im bardziej przyglądam się sytuacji po palestyńskiej stronie, tym wyraźniej widzę, że jest tam kompletny chaos. Widzę podziały i ocean korupcji. Martwi mnie nie to, że Fatah i Hamas skaczą sobie do gardeł i zabijają się wzajemnie. Robią to od lat. Martwi mnie to, że Fatah, Hamas, prezydent Abbas, Ismail Hanija i wszyscy ci przywódcy kontynuują nieustanne podżeganie przeciwko Izraelowi.

To jest bardzo poważne podżeganie. To właśnie ośmiela przemoc. To powoduje, że wszyscy ci terroryści wychodzą na ulice i dokonują zamachów. Retoryka z Ramallah i Gazy jest skrajnie niebezpieczna. To jest ośmielanie radykałów. To jest propagowanie terroryzmu.

Jeśli nieustannie powtarzasz ludziom: “Żydzi zabijają dzieci i Żydzi bezczeszczą brudnymi stopami nasze miejsca święte, i Żydzi szturmują Al-Aksa, i Żydzi chcą zniszczyć nasze miejsca święte, i Żydzi ścinają drzewa, i Żydzi palą dzieci, i Żydzi są…”

Jak możesz zacząć mówić o wznowieniu procesu pokojowego z Izraelem? Delegitymizujesz Izrael w oczach swojej ludności, Palestyńczyków, do punktu, w którym ludzie nigdy nie zaakceptują żadnego rodzaju porozumienia lub kompromisu z Izraelem.

To podżeganie musi się skończyć. Dlatego chciałbym zobaczyć administrację Bidena, która mówi Autonomii Palestyńskiej: “Słuchajcie. Wznowimy pomoc finansową dla Palestyńczyków, ale zanim to zrobimy, czy możecie przestać wzywać do dżihadu w palestyńskiej telewizji? Czy możecie przestać publikować i nadawać wszystkie te komunikaty, które zachęcają do przemocy?” Ale administracja Bidena nawet tak delikatnie nie mówi takich rzeczy i spójrzcie, gdzie znajdujemy się teraz.

Teraz prezydent Abbas wzywa do intifady w Jerozolimie. Jego premier wzywa do powstania przeciwko osadnikom. Fałszywie oskarżają Izrael o plany zniszczenia meczetu Al-Aksa. To są bardzo poważne oskarżenia.

Mówią swoim ludziom, że pełni przemocy, ekstremistyczni Żydzi planują podważenie stabilności, planują ataki na ludzi w ich domach i inne komunikaty, które są bardzo, bardzo niebezpieczne.

To była zmarnowana okazja.

Poniżej zapis rozmowy, która odbyła się w Gatestone Institute 5 maja 2021 r.

Pytanie: Czy uważasz, że USA powinny ponownie przystąpić do porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 r., tak jak starają się to zrobić, i jaki wpływ miałby Iran z bombą atomową na stabilność na Bliskim Wschodzie?

Abu Toameh : Myślę, że prezydent Trump miał istotny dobry powód, żeby zerwać te umowę. Zdawał sobie sprawę, podobnie jak przed nim Izraelczycy, że Irańczycy nie przestrzegają tego porozumienia.

Widzimy liczne doniesienia o Iranie, który kontynuuje wzbogacanie uranu, jak również o tym, że Iran kontynuuje rozwój swoich programów nuklearnych i rakietowych… Nawiasem mówiąc, Irańczycy nawet nie próbują tego ukrywać.

Chcąc powrócić do umowy, należałoby przynajmniej upewnić się, że jest ona przestrzegana, że niczego nie ukrywają. Nie powinno się wracać do umowy bez jej weryfikacji.

Bomba atomowa w rękach Iranu to nie tylko zagrożenie dla Izraela. Posłuchajcie, co mówią Arabowie: “Jesteśmy również zaniepokojeni. Irańscy mułłowie nie zawahają się użyć każdej broni, jaką będą mieli przeciwko Arabom, przeciwko muzułmanom w regionie. Jeśli Irańczycy używają teraz z Jemenu dronów i pocisków balistycznych do ataku na Arabię Saudyjską, kto powstrzyma ich w przyszłości przed użyciem bomb atomowych przeciwko umiarkowanym Arabom, umiarkowanym muzułmanom czy innym Arabom lub muzułmanom? To jest przesłanie, które słyszymy ze świata arabskiego.

Nie jestem doradcą prezydenta Bidena, więc nie mogę mu powiedzieć, co ma robić, a czego nie, ale mogę powiedzieć Amerykanom, żeby nie dawali się zwieść. Jeśli chcecie wrócić do tego porozumienia, to przynajmniej posłuchajcie, co mówią wam Izraelczycy, bo Izraelczycy mają znakomity wywiad.

Dlatego szef Mossadu odwiedził niedawno Biały Dom i spotkał się z urzędnikami amerykańskimi, a według niektórych doniesień nawet z samym Bidenem. Nie sądzę, aby zagrożenie ze strony Iranu było przesadzone. To jest bardzo realne zagrożenie i niezwykle poważne.

Jeśli analizujesz zachowanie Iranu w przeszłości, widzisz, że mułłowie nie honorują żadnego porozumienia.

Dodaj do tego ich retorykę, ich ciągłe podżeganie do nienawiści. Mogą zgodzić się na niektóre warunki, postawione przez Amerykanów i zachodnie rządy. Ale nie będą tych umów przestrzegać. Nie mają zamiaru ich przestrzegać.

Dla nich to także sprawa honoru. W kulturze arabskiej i muzułmańskiej to kluczowa kwestia. To są kultury honoru, dumy i sprzeciwu. Nie sądzę, że irańscy politycy obudzą się nagle i powiedzą: OK, jesteśmy gotowi na ustępstwa wobec wielkiego szatana lub syjonistycznego bytu. Mułłowie każde porozumienie z Zachodem postrzegają jako upokorzenie. Dlatego im nie ufam. Wielu Arabów im nie ufa. To jest wiadomość, którą kraje arabskie wysyłają do Bidena. Jeśli chcesz ponownie dołączyć do jakiegokolwiek porozumienia, przynajmniej posłuchaj, co mówią ci sojusznicy. Posłuchajcie nas, Arabów, także tego, co wam mówimy. Posłuchaj, co mówi Izrael.

Pytanie : Co twoim zdaniem byłoby najlepszym rozwiązaniem dla Palestyńczyków? I jak mogłoby się to zdarzyć?

Abu Toameh : Kiedy mówimy o rozwiązaniu, myślę o dziesięciu tysiącach rozwiązań. Każdy tutaj ma pomysł na rozwiązanie. Hamas ma rozwiązanie.

Jeśli zapytasz Hamas, powiedzą ci, że chcą zastąpić Izrael państwem islamskim. Jeśli są jacyś Żydzi, którzy chcieliby żyć jako mniejszość, to są mile widziani. W przeciwnym razie wynoście się stąd albo zniszczymy was wszystkich.

Prezydent Abbas ma rozwiązanie. Mówi, że Izrael musi dać mu 100% tego, czego żąda, czyli cały Zachodni Brzeg, całą Gazę i całą Wschodnią Jerozolimę. Poza tym chce mieć prawo powrotu. Chcę sprowadzić miliony uchodźców palestyńskich do samego Izraela. Prezydent Abbas mówi: chcę, aby państwo palestyńskie było obok Izraela. Następnie chcę zmienić Izrael w kolejne państwo palestyńskie, zalewając go milionami uchodźców. To są nierealne rozwiązania. Nikt nie traktuje ich poważnie.

Myślę, że obecnie wszystko, co Izrael może zrobić, to pracować z każdym Palestyńczykiem, który chce z nim pracować i strzelać do każdego Palestyńczyka, który do niego strzela. Przestańmy mówić o rozwiązaniach. Być może w tej chwili nie ma rozwiązania, które zaspokoi potrzeby lub żądania Palestyńczyków.

Kiedy Hamas żąda 100 procent całej ziemi Izraela, a prezydent Abbas wysuwa wszystkie swoje absurdalne żądania, to do niczego nie prowadzi. Nie możesz osiągnąć rozwiązań z ludźmi, którzy mówią ci: “Daj mi 100% albo nie ma umowy”. To tak nie działa.

Nawiasem mówiąc, Izrael jest pod wieloma względami szczęśliwy. Ma jeden obóz palestyński, który obecnie jakoś tam współpracuje z Izraelem, którym jest obóz kierowany przez Mahmuda Abbasa, czyli Autonomia Palestyńska na Zachodnim Brzegu, a następnie jest Hamas w Gazie, z którym można zawrzeć chwilowe zawieszenie broni.

Sytuacja jest niebezpieczna. Żyjemy w niebezpiecznej okolicy. Izrael jest otoczony przez zbyt wielu wrogów, nie może sobie pozwolić na powtórzenie błędów z przeszłości. Co mam na myśli? Martwi mnie to, że izraelskie ustępstwa są interpretowane jako oznaki słabości.

W maju 2000 roku Izrael obudził się pewnego ranka i wycofał się z Libanu. Widzieliśmy, co się stało. To tylko ośmieliło Hezbollah. Hezbollah uznał, że to on wypędził Żydów z Libanu swoimi rakietami i samobójczymi zamachami.

W 2005 roku Izrael powtórzył ten sam błąd w Gazie. W tej części świata nie powinno się robić gestów, które uważane są za ucieczkę. Jeszcze przed wycofaniem się Izraela z Gazy ludzie pytali: “Co się stanie?”. Mówiłem, że to ośmieli Hamas. To wyniesie Hamas do władzy. Wycofanie się Izraela będzie postrzegane jako odwrót, jako ucieczka przed przemocą. Po tym, jak Izrael opuścił Gazę, zobaczyliśmy, że Gaza nadal atakuje Izrael. Byłem w Gazie dzień po tym, jak Izrael opuścił Gazę. Wielu moich kolegów prosiło mnie, abym zabrał ich na wycieczkę po Gazie i zapytał Palestyńczyków: “Co myślisz o wycofaniu się Izraela z Gazy?”. Nie udało nam się znaleźć ani jednego Palestyńczyka, który uważałby, że wycofanie się Izraela było gestem dobrej woli, że być może ci Żydzi naprawdę chcą pokoju.

Sto procent ludzi, z którymi rozmawialiśmy w Gazie, mówiło: “To jest cudowne. Zabiliśmy 1000 Żydów w cztery i pół roku. Teraz Izrael ucieka z Gazy, więc musimy kontynuować atakowanie Izraela!” Dlaczego? “Ponieważ dzisiaj uciekli z Gazy, jutro Żydzi uciekną z Aszdodu, Aszkelonu, Tel Awiwu, a stamtąd do morza”. W efekcie jesteśmy, gdzie jesteśmy.

Jeśli chcesz kompromisu, rób to w drodze porządnych umów. Po otrzymaniu gwarancji od społeczności międzynarodowej.

Kiedy budzisz się rano i pakujesz manatki, to nie spodziewaj się wdzięczności. Gdy masz do czynienia z kulturą arabską i muzułmańską, to tak nie działa. W tej części świata, jeśli okazujesz jakiekolwiek oznaki słabości, możesz oczekiwać przemocy.

Niestety, Izrael zapłacił bardzo wysoką cenę za popełnione błędy.

Pytanie: Czy są jacyś Palestyńczycy, którzy chcą pracować z Izraelem?

Abu Toameh: Tak. Aczkolwiek retoryka Autonomii Palestyńskiej jest bardzo antyizraelska, ale jest u nich jedna dobra rzecz. Prowadzą koordynację bezpieczeństwa z Izraelem na Zachodnim Brzegu. Pomagają Izraelowi w walce z Hamasem i Islamskim Dżihadem.

Oczywiście nie robią tego dlatego, że kochają Izrael lub dlatego, że są syjonistami. Robią to, ponieważ Amerykanie im za to płacą, Europejczycy też. Robią to również dlatego, że Hamas i Islamski Dżihad jest dla nich zagrożeniem.

Autonomia Palestyńska działa na froncie bezpieczeństwa i moim zdaniem to jest pozytywne. Słyszę to nawet od izraelskich urzędników zajmujących się bezpieczeństwem. Są zadowoleni z wyników współpracy z palestyńskimi siłami bezpieczeństwa. Trzy dni temu widzieliśmy, że palestyńska policja znalazła samochód, który był używany przez terrorystę w strzelaninie przeciwko trzem osadnikom na Zachodnim Brzegu.

To jest część koordynacji bezpieczeństwa, o której mówię. To daje nam minimalną stabilność na Zachodnim Brzegu. Są również ludzie, którzy naprawdę chcą pracować z Izraelczykami. Są też Palestyńczycy, którzy wierzą w pokój z Izraelem.

Są wreszcie Palestyńczycy, którzy chcą iść na ustępstwa wobec Izraela, ale boją się mówić, bo w Ramallah nie ma demokracji. W Ramallah nie ma wolnych mediów, tak jak nie ma wolności wypowiedzi pod rządami Hamasu.

Ja mogę mówić, bo mieszkam w Izraelu. Mam szczęście, że jako arabski muzułmanin mieszkam w Izraelu, więc mogę pisać w Gatestone i w “Jerusalem Post”. Mam prawo do swobodnego wyrażania swojej opinii. To ironia losu, że jako arabski muzułmanin muszę mieszkać w Izraelu, aby korzystać z demokracji i wolności słowa.

Tam są ludzie, którzy chcą pokoju, ale nie mogą mówić. Wielu moich kolegów w Ramallah i w Gazie mówi mi: “Wiesz, to jest historia, której nie możemy opublikować. Czy możesz ją napisać pod swoim nazwiskiem? Masz szczęście, piszesz w żydowskich gazetach, piszesz dla żydowskich mediów”.

To jest rzeczywistość. Palestyńczycy są w tragicznej sytuacji, ponieważ są pod butem dwóch dyktatur, dwóch skorumpowane reżimów. Hamas i Autonomia Palestyńska to wewnętrzny problem palestyński.

Izrael nie powinien się w to angażować. Niech Palestyńczycy głosują na kogo chcą. Niech Palestyńczycy wybiorą własnych przywódców. Jeśli zagłosują na złych przywódców, takich jak Hamas, zapłacą cenę taką, jaką płacą teraz w Gazie.

Jeśli zagłosują na prezydenta Abbasa, który jest skorumpowany i okrada swój lud z międzynarodowej pomocy, jest to również ich wewnętrzny problem palestyński. Izrael powinien martwić się tylko o bezpieczeństwo Izraela.

Izrael powinien powiedzieć tym ludziom: “Słuchajcie. Wy chcecie się pozabijać, chcecie pozbawić swoich ludzi międzynarodowej pomocy, to jest wasz problem. Chcesz być skorumpowany, to też jest wasz problem, ale nie zadzierajcie z nami.”

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, jest to czerwona linia. Taka jak sądzę jest polityka Izraela w ostatnich latach. Izrael nie powinien mieszać się w wewnętrzne sprawy Palestyńczyków. Niech robią, co chcą, jeśli chodzi o ekonomię i inne rzeczy.

Izrael może im również pomóc, pozwalając większej liczbie ludzi na przyjazd i pracę w Izraelu, ale Izrael musi się skupiać tylko na swoim bezpieczeństwie, ponieważ wewnętrzna scena palestyńska jest bardzo, bardzo skomplikowana. Tam jest bałagan.

Pytanie : Jaka jest twoja ocena Mansoura Abbasa?

Abu Toameh : Mamy dwóch Abbasów: Mahmouda Abbasa i Mansoura Abbasa. Ciągle zadaję sobie pytanie: “Co powoduje, że człowiek związany z Bractwem Muzułmańskim nagle udaje tak pragmatycznego?”

Mansour Abbas należy do Ruchu Islamskiego w Izraelu, a jego poglądy są dobrze od wielu lat znane. Osobiście nie ufam niczemu, co pochodzi z Bractwa Muzułmańskiego, ani nikomu, kto jest z nim związany.

Abbas nie porzucił swojej ideologii. Nie widziałem żadnych zmian w ideologii Mansour Abbasa ani w statucie ani ideologii jego partii, ale widziałem kilka zaskakujących zmian taktycznych, które Mansour Abbas wymyślił.

Mansour Abbas prezentuje dziś nowy trend wśród arabskich Izraelczyków. Oderwał się od Wspólnej Listy, która kiedyś składała się z czterech partii arabskich, i wystartował w ostatnich izraelskich wyborach pod hasłem: “Głosuj na mnie. Chcę integracji ze społeczeństwem izraelskim. Głosuj na mnie. Chcę być częścią izraelskiego procesu decyzyjnego”.

To dało mu ponad 150 000 arabskich głosów w Izraelu, co jest dobrym znakiem. Pokazuje, że Arabowie w Izraelu chcą integracji. Nie chcą, aby ich przedstawiciele w Knesecie mówili o Hamasie i Islamskim Dżihadzie lub reprezentowali Autonomię Palestyńską.

Chcą zobaczyć, jak ich przedstawiciele w Knesecie zajmują się prawdziwymi problemami, z jakimi boryka się społeczność arabska w Izraelu, i obiecując to Mansour Abbas odniósł wielki sukces.

Powiedział arabskim wyborcom izraelskim: “Głosuj na mnie. Nie zamierzam reprezentować OWP. Nie zamierzam reprezentować Hamasu. Skoncentruję się na kwestiach wewnętrznych, a ja, Mansour Abbas, nawet nie wykluczam możliwości zasiadania w rządzie kierowanym przez Netanjahu”. To przekonało wielu ludzi do głosowania na niego.

Jeszcze jest za wcześnie na ocenę jego polityki. Ale jeśli Mansour Abbas ma być autentycznym przedstawicielem arabskich Izraelczyków i pracować na rzecz równości i pracy na rzecz lepszych usług oraz rozwiązywania problemów bezrobocia i ubóstwa w sektorze arabskim, to byłoby bardzo dobrze.

Jeśli jednak zamierza użyć swojej partii jako konia trojańskiego, żeby wejść do jakiejkolwiek izraelskiej koalicji, a potem zacząć politykę Bractwa Muzułmańskiego, i zajmować się szerzeniem islamu, to nie, dziękuję. To jest nie to, czego chcą arabscy Izraelczycy. Musimy poczekać i zobaczyć.

Jest dwóch Mansourów Abbasów. Jeden z nich jest związany z Bractwem Muzułmańskim, a ten drugi nie zdystansował się od niego.

Tak, jest Mansour Abbas, który wydaje się być pragmatycznym, realistycznym człowiekiem i który chce służyć swojemu ludowi. Proponuję poczekać, aby zobaczyć, co się wydarzy.

Pytanie: Co Palestyńczycy sądzą o Porozumieniach Abrahamowych?

Abu Toameh : Kiedy mówimy o Palestyńczykach, zawsze musimy rozróżniać pomiędzy zwykłymi Palestyńczykami a palestyńskimi przywódcami lub palestyńskimi politykami i różnymi frakcjami.

Reakcja przywódców palestyńskich, czy to w Ramallah, czy w Gazie, była zdecydowanie negatywna wobec porozumień pokojowych (nazywanych Porozumieniami Abrahamowymi) między Izraelem a kilkoma krajami arabskimi.

Początkową reakcją był krzyk: “Nasi arabscy bracia nas porzucają. Wbijają nam nóż w plecy. Nie dbają już o nas. Zdradzili Palestyńczyków. Zdradzili meczet Al-Aksa”. Widzieliśmy bardzo silne reakcje polityków w Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu i Hamasu w Gazie.

Właściwie podżegali przeciwko krajom arabskim. Podżegali przeciwko tym samym krajom arabskim, które dawały im miliony dolarów przez wiele, wiele lat.

W efekcie zniszczyli swoje stosunki z wieloma krajami arabskimi, atakując Arabów i oskarżając ich o zdradę sprawy arabskiej, zdradę kwestii palestyńskiej, zdradę meczetu Al-Aksa. To poważne zarzuty, zwłaszcza jeśli słyszymy je z ust Arabów i muzułmanów.

Kiedy oskarżasz władców Bahrajnu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich o zdradę meczetu Al-Aksa, zdradę islamu i zdradę kwestii palestyńskiej, wysyłasz wiadomość do Arabów i muzułmanów, że są to niewierni. Że są apostatami. Zasługują na ścięcie. Zasługują na powieszenie. Nie chcemy ich już widzieć.

Tymczasem na palestyńskich ulicach nie widziałem masowych protestów przeciwko tym porozumieniom. Codziennie spotykam wielu Palestyńczyków. Nie widzę ludzi idących ulicą i mówiących: “O mój Boże. Co zrobimy? To naprawdę tragedia. Bardzo się martwimy. Izrael podpisał porozumienie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi!”

Tak naprawdę nie tylko nie widać takich reakcji. W rzeczywistości spotykam wielu Palestyńczyków, którzy mają wielką nadzieję. Mówią: “Och, może jest dla nas możliwość wyjazdu i pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich? Może będziemy mieli turystów z tych krajów?”

Mówią rzeczy, które są w rzeczywistości przeciwieństwem tego, co mówią ich przywódcy. Pod wieloma względami jest to zachęcające. Nawiasem mówiąc, to samo dotyczy Arabów w Izraelu.

Jednym z największych błędów, jakie popełnili arabscy członkowie Knesetu, było głosowanie przeciwko Porozumieniom Abrahamowym. To było szaleństwo. Jak poseł w izraelskim parlamencie może głosować przeciwko porozumieniu pokojowemu między Izraelem a niektórymi krajami arabskimi?

To kolejny powód, dla którego arabscy wyborcy w ostatnich wyborach ukarali Listę Wspólną: ponieważ wielu Arabów-Izraelczyków podróżowało do Dubaju i Abu Zabi.

Wielu arabskich Izraelczyków nie może się doczekać prowadzenia interesów z mieszkańcami Zatoki Perskiej. Postrzegali te Porozumienia Abrahamowe jako okazję do wszelkiego rodzaju współpracy, porozumienia dające nadzieję.

Zawsze istnieje przepaść między przywództwem a zwyczajnymi ludźmi, zarówno wśród arabskich Izraelczyków, jak i wśród Palestyńczyków. Myślę, że to zachęcające, że przynajmniej zwyczajni ludzie są zadowoleni lub optymistycznie podchodzą do tych porozumień.

Pytanie: Jak wyglądałby Bliski Wschód z państwem palestyńskim takim, jakim jest dziś Autonomia Palestyńska, i czy uważasz, że Palestyńczycy powinni zaakceptować mniejszy obszar państwa, niż chcą?

Abu Toameh : Odpowiedź jest oczywista. Mamy już dwa państwa palestyńskie. Mamy dwie dyktatury. Czym różnią się od dyktatur w świecie arabskim? Spójrz na Gazę. Czy możesz mi pokazać jedną niezależną gazetę w Gazie?

Dziesięć dni temu byłem jedną z niewielu osób, które wspomniały na Twitterze, że dziennikarka została pobita przez funkcjonariuszy Hamasu, ponieważ nie miała hidżabu. Trudno mówić o wolności obywateli, zarówno pod rządami Hamasu w Gazie, jak i Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu.

Niestety, w najbliższej przyszłości każde państwo palestyńskie byłoby dokładnie takie samo. Doszliśmy do sytuacji, nie przesadzam, gdzie ludzie na Zachodnim Brzegu, nawet w Gazie, mówią mi: “Mamy nadzieję, że pewnego dnia będziemy mieli demokrację taką, jaką mają Żydzi w Izraelu”.

Czy wiesz, ile razy słyszę w Ramallah, jak ludzie mówią mi: “Życzymy sobie, abyśmy pewnego dnia mieli własny Kneset”? Palestyńczycy nie mieli parlamentu przez ostatnie 13 czy 14 lat z powodu walki o władzę między Fatahem a Hamasem.

Państwo palestyńskie wyglądałoby dokładnie tak, jak je widzimy teraz. A czy Palestyńczycy zaakceptują coś mniej, niż powrót do linii zawieszenia broni z 1949 roku? Naprawdę nie wiem. To, co teraz wiem, to jedno. Nie widzę ani jednego przywódcy palestyńskiego, który miałby odwagę pójść na jakiekolwiek ustępstwa wobec Izraela.

Każdy palestyński przywódca w obecnych okolicznościach, który powie izraelskiemu rządowi: “O.K., podpiszę z wami porozumienie, które da mi 90%”, zostałby zastrzelony, stracony na placu publicznym i skazany jako zdrajca. Prezydent Abbas to wie. Przywódcy palestyńscy mogą obwiniać za to tylko siebie samych. Dlaczego? Ponieważ ciągle mówią swoim ludziom, że każdy, kto idzie na ustępstwa wobec Izraela, jest zdrajcą. Jeśli to jest wiadomość, którą przekazujesz swoim ludziom, jak możesz powiedzieć społeczeństwu, że akceptujesz cokolwiek poniżej 100%? Dlatego mamy błędne koło.

Właśnie z tego powodu nie ma żadnego postępu. Tymczasem zwykłego Palestyńczyka tak naprawdę nie obchodzi, czy państwo palestyńskie jest odrobinę większe, czy odrobinę mniejsze… Nie to jest dla ludzi ważne. Ludzie chcą żyć godnie. Chcą wolności, chcą dobrej gospodarki, chcą dobrego przywództwa. Oni chcą czegoś takiego jak Izrael.

Jeśli chcecie dać nam państwo palestyńskie, które będzie wyglądało jak Sudan w niedawnej przeszłości, jak Syria, Liban i wszystkie inne upadłe państwa, to nie, dziękuję. Po prostu zostawcie nas w spokoju i zostawcie wszystko jak jest teraz. Nie chcemy kolejnej nieudanej muzułmańskiej, wspieranej przez Iran dyktatury na Bliskim Wschodzie. To będzie szybciej złe dla Arabów, zanim uderzy w Izrael.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com