Ameryka Południowa – podróż przez…


Ameryka Południowa – podróż przez…

Branley Zeichner


Od dzieciństwa marzyła mi się Południowa Ameryka. “Orinoko” i “Wyspa Robinsona” Fiedlera, Marco szukajacy matki, dobrzy Inkowie i zły Pizarro, Magellan odkrywający drogę na Pacyfik i Domeyko z Araukanami. A z nowszych – Pele, Brasilia Kubitschka i Niemeyera, Borges i Marquez, Mercedes Sosa i Neruda, Che, dyktatorzy i karnawałowe parady…

W codziennym i “nudnym” izraelskim życiu te marzenia co nieco wyblakły.

Aż dzieci podrosły i żeby odreagować służbę wojskową ruszyły na kilka miesięcy w świat. Dwoje starszych do Płd. Ameryki. I to beze mnie! Zrozumiałem, ze muszę liczyć tylko na siebie. Dwadzieścia lat temu nawet zapisałem się na czteromiesięczny kurs hiszpańskiego. Ale jeszcze pracowałem i nie moglem sobie pozwolić na dłuższą wyprawę. Dziewięć lat temu przeszedłem na emeryturę i świat stanął przede mną otworem. No prawie…

Zacząłem od Europy, od Kaukazu do Przylądka Północnego, od Uralu do Gibraltaru. Potem jakoś czas mijał, a ja mówiłem sobie – “w przyszłym roku to napewno!”. I przyszła pandemia i dwa lata się zmarnowały. I zauważyłem, że niektóre góry zrobiły się wyższe, a moje nogi krótsze. Więc przestałem „odkładać na zaś” i ruszyłem w świat. W zeszłym roku dotarłem nad Bajkał – jeszcze jedno stare marzenie.

Na początku lutego zamówiłem bilety. Do Buenos Aires przez Miami i z Panamy do Izraela przez Madryt. 21.02.2023 wyruszyłem w drogę. Do domu dotarłem 6.04.2023.

Przejechałem lądem 11 660 km – autobusami, pociągami, itp.
Przeszedłem pieszo około 420 km – ulicami miast, górskimi ścieżkami,
poboczem szos…

Samolotami przeleciałem w Płd Ameryce 5051km.
No i loty z i do Izraela – 29 433km.

Nie rozczarowałem się, to była wspaniała przygoda.
Zachwycałem się krajobrazami Andów, podziwiałem
spokój wielkich jezior i blask lodowca Perito Moreno,
oszołomił mnie huk wodospadów Iguazu. Pokonałem jednostajne
przestrzenie pampas. Zamoczyłem stopy w dwóch oceanach
i w łączącej je Ciesninie Magellana.

Starałem się wchłaniać atmosferę miast – czasami bardzo różnych,
a czasem bardzo podobnych. Zielone avenidas w Buenos Aires, wąskie
i kolorowe uliczki w Valparaiso, barwy tkanin na ulicach La Paz,
dumne Santiago de Chile i ruiny Machu Picchu, bardzo ‘turystyczne’
Qosqo, tropikalna Lima i Bogota…

Nauczyłem się, że trudno korzystać z komunikacji miejskiej bez aplikacji –
bo takiej nie ma, a jednak można dojechać do celu.

Dowiedziałem się, że w Argentynie w ‘cambio’ dostaje się za dolary dwa
razy więcej pesos niż w banku. Delektowałem się empanadas różnego
kształtu i rozmaitego nadzienia. W kawiarniach i cukierniach
utrzymujących styl i obyczaje wiedeńsko-paryskie oblizywałem widelczyki
i palce po tartas de manzana i tartas de queso. Co do kawy – mocno rozczarowałem się, szczególnie w Argentynie. Ale wynagrodzony zostałem
cudnym smakiem mięs. Polecam też pizzas. A w Limie ‘ceviche’ rybne lub
z owoców morza.

Miałem też szczęście z pogodą. Deszcze na ogół łapaly mnie
w autobusie lub padały nocą.

Fajnie było…

Wrażenia starałem się zebrać w albumach:

– cała wyprawa w skrócie

– Botero w Miami

– Buenos Aires

– Wodospady w Iguazu

– Cordoba

– San Carlos de Bariloche

– El Calafate

– Południowe Chile

– Puerto Montt, Chile

– Santiago de Chile

– Valparaiso

– Droga na północ

– Boliwia

– Qosqo

– Valle Sagrado, Peru.

– Machu Picchu

– Lima

 – Miraflores, Lima

– Bogota, Panama City


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com