Archives

Już nie ufam własnej intuicji


.

Już nie ufam własnej intuicji

Sheri Oz


Zapytałam więc troje ludzi wychowanych w islamie, jak odróżnić rzeczywistą przemianę ideologiczną od odgrywania roli


Od wczesnych lat studenckich spotykałam Arabów i muzułmanów, z którymi – jak sądziłam – prowadziłam przyjazne rozmowy, ludzi, którzy akceptowali mnie jako Żydówkę, a później jako Izraelkę. Czasami, kiedy poznawałam ich lepiej, odkrywałam, że naprawdę czują i myślą zupełnie inaczej. Z biegiem czasu coraz mniej byłam skłonna ufać własnym odczuciom.

7 października zmienił mój próg zaufania do tego stopnia, że moja młodsza wersja nie uwierzyłaby, że nadal jestem tą samą osobą.

Nie chcę stać się tak podejrzliwa, by zakładać, że nikt nie jest zdolny do zmiany. Ale nie chcę też brać języka umiarkowania za rzeczywiste umiarkowanie.

Zaczęłam się zastanawiać, jak ja – osoba z zewnątrz wobec arabskiego i muzułmańskiego sposobu postrzegania świata – mogę rozpoznać, kiedy ktoś naprawdę zaczyna kwestionować antysemickie i supremacjonistyczne przekonania wyniesione z rodziny, religii, społeczeństwa czy kultury politycznej? Jak właściwie wygląda przemiana ideologiczna, kiedy właśnie się dokonuje? I być może najtrudniejsze ze wszystkiego: jak odróżnić kogoś, kto zmaga się z prawdziwą przemianą, od kogoś, kto po prostu nauczył się mówić to, co chcemy usłyszeć?

Postanowiłam zapytać o to troje ludzi, którzy podchodzą do tego problemu z bardzo różnych stron.

Dan Burmawi dorastał jako muzułmanin w Jordanii, a ostatecznie przeszedł na chrześcijaństwo. Khaled Hassan wychował się w Egipcie, porzucił islam, a z czasem przeszedł na judaizm. Soraya Deen jest inna. Wychowana na Sri Lance przez muzułmańskiego ojca i buddyjską matkę, która przeszła na islam, sama pozostała muzułmanką i opowiada się za reformowaniem islamu od wewnątrz.

Cała trójka głęboko różni się w ocenie samego islamu. Dan uważa, że rzeczywiste zerwanie z islamskim supremacjonizmem wymaga ostatecznie odejścia od islamu. Khaled jest podobnie sceptyczny wobec prób jego reformowania. Soraya uważa, że islam można zreformować.

Każdą rozmowę zaczynałam od pytania, kiedy pojawiły się pierwsze wątpliwości.

Rysa na murze

Kiedy zapytałam Khaleda, co uświadomiło mu problem antysemityzmu, poprawił założenie zawarte w moim pytaniu.

To nie był antysemityzm. Antysemityzm mnie nie obchodził. To nie było tak, że pewnego dnia obudziłem się i powiedziałem sobie: och, chcę kochać Żydów. Nic takiego się nie wydarzyło.

Jego historia zaczyna się w zaskakująco zwyczajnym miejscu: na ulicy niedaleko domu, w towarzystwie sąsiadki i psa.

Jako nastolatek w Egipcie uwielbiał psy. Jego muzułmańscy rodzice nie chcieli psa w domu, więc chrześcijańska sąsiadka czasami przechowywała jego psa u siebie. Pewnego piątku Khaled stał obok niej, kiedy z głośnika miejscowego meczetu rozległo się kazanie. Usłyszał, jak chrześcijan określano szczególnym, pogardliwym mianem.

„Pamiętam szok na jej twarzy i mój własny” – powiedział mi. Zapadła między nimi cisza. Kobieta, która wielokrotnie okazywała mu życzliwość, stała obok niego, podczas gdy jego wspólnota religijna opisywała ludzi takich jak ona słowami, które nagle rozpoznał jako odrażające.

Jego pierwszy bunt przeciwko islamowi wcale nie miał charakteru ideologicznego. Owszem, zaczął kwestionować pewne rzeczy, których go uczono, ale znaczenie miała również jego sytuacja życiowa. Rodzice się rozwodzili. Chciał mieć dziewczynę. Chciał pić, palić i sam decydować o własnym ciele.

W końcu coraz trudniej było mu znosić sprzeczność między tym, czego uczono go o wyższości jego religii i społeczeństwa, a tym, co rzeczywiście obserwował.

Khaled określa to, co nastąpiło później, mianem „poznawczego otwarcia”. „Musisz być gotowy słuchać” – powiedział. Coś musi sprawić, że człowiek będzie w stanie dopuścić do siebie – być może po raz pierwszy – możliwość, że to, co odziedziczył, może być błędne.

Dan opisuje coś podobnego, choć w jego przypadku impulsem było słuchanie Brata Rashida, byłego muzułmanina, który otwarcie krytykował islam. „Potrzebujesz impulsu” – powiedział mi Dan. Ale najważniejsze nie było samo zetknięcie się z innymi informacjami. Dan spotykał się z takimi informacjami już wcześniej. Różnica polegała na tym, że nagle był w stanie inaczej je przetwarzać:

„Musisz zyskać nowy zestaw soczewek, przez które patrzysz na islam, i nagle wszystko się zmienia. Zaczynasz inaczej czytać biografię Mahometa. Zaczynasz inaczej czytać wersety Koranu dotyczące dżihadu. […] W moim przypadku było to potwornie przerażające doświadczenie, ponieważ w głowie nieustannie miałem pytanie: A jeśli się mylę? Jeśli nie mam racji? Jeśli popełniam straszliwy błąd? Allah mnie ukarze. Allah mnie zniszczy.”

Potem wyjaśnił:

„Wielu ludzi się cofa. Nie są w stanie wytrzymać tej fazy strachu i przerażenia. Ja przez nią przeszedłem i udało mi się dotrzeć do mety. A chwila, kiedy nabierasz pewności, że masz rację, i zaczynasz odchodzić, była jednym z najbardziej wyzwalających momentów w moim życiu”.

Dan przestrzegł mnie jednak przed traktowaniem jego własnej drogi jako ustalonego schematu.

Dla każdego wygląda to inaczej. Są pewne cechy wspólne dla wszystkich, ale są też różnice.

Soraya dorastała na Sri Lance, buddyjskim kraju z muzułmańską mniejszością. W przeciwieństwie do Dana i Khaleda, jak mówi, „nigdy nie uczono jej nienawiści do Żydów”.

Nie sądzę, żeby ktokolwiek czytał Koran, a następnego ranka budził się i [myślał]: dzisiaj będę nienawidzić Żyda.

Soraya wyjaśniła, że jako muzułmanie byli „bardziej suficko nastawieni, interesowała nas muzyka i to, jak oddawać cześć Bogu – wiecie, takie bardzo łagodne nauki”. Jednak kiedy w wieku 13 lat powiedziano jej, że nie może chodzić do meczetu, zaczęła zastanawiać się nad „teologią, której się naucza, a która wyklucza i marginalizuje kobiety”.

Z muzułmańskim antysemityzmem zetknęła się na poważnie znacznie później, już w Stanach Zjednoczonych, kiedy napisała na Facebooku o swoim udziale w wydarzeniu w izraelskim konsulacie; arabscy znajomi zaatakowali ją za to, że tam poszła.

Ale teraz być może muszę częściowo zgodzić się z tym, co mówią Arabowie. Wszyscy wydają się zradykalizowani, jakby radykalizacji uległy nawet głosy z peryferii.

Na podstawie własnych doświadczeń Soraya rozumie, że „[…] kształtuje cię społeczeństwo, kształtuje cię edukacja, kształtują cię meczety”. Dlatego, w przeciwieństwie do Dana i Khaleda, uważa, że interpretacja, edukacja i środowisko społeczne mogą prowadzić do innych rezultatów. Soraya mówi dalej:

„Kocham byłych muzułmanów, bo zmuszają nas do odpowiedzialności. Gdybym nie poznała byłych muzułmanów, nie wiedziałabym, jak głęboki jest ten problem. Radykalny islam dotknął tak wielu ludzi”.

Cichy etap pośredni?

Soraya, muzułmańska prawniczka feministyczna, działaczka na rzecz dialogu międzyreligijnego i organizatorka społeczna, powiedziała mi, że rozmawiała z ludźmi, którzy początkowo gwałtownie się z nią spierali. Potem jednak coś czasami się zmieniało. Pewien mężczyzna zdecydowanie przeciwny Izraelowi skontaktował się kiedyś z nią prywatnie, mówiąc, że poprze wszystko, co ona popiera dla Palestyńczyków. Soraya odpowiedziała:

„Popieram wszystko, czego ty chcesz dla Palestyńczyków, ale czy możesz mi powiedzieć, czego chcesz dla Żydów?”

Zamilkł.

Ta cisza może być pierwszym widocznym znakiem, że jego pewność została zachwiana, ale nie jest dowodem, że człowiek się zmienił. Równie łatwo może powrócić do wcześniejszych przekonań, dlatego Soraya uważa, by nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Przyznała jednak, że ze względu na charakter swojej działalności spotyka na ogół ludzi, którzy już są gotowi zrobić krok naprzód.

Przychodzą do nas tylko ludzie gotowi pójść dalej, a takich jest bardzo niewielu.

Jeśli ważna część procesu przemiany jest zarazem najmniej widoczna, stanowi to problem dla każdego, kto próbuje rozpoznać przemianę ideologiczną z zewnątrz.

Możemy słuchać ludzi opowiadających o niej później. Możemy obserwować ich zachowanie, kiedy przekroczą już jakiś wewnętrzny próg. Ale w okresie wątpliwości, strachu i niepewności możemy po prostu widzieć człowieka, który milknie.

Przyznaj, kim byłeś

Khaled podał mi najbardziej jednoznaczne kryterium tego, co powinno nastąpić później.

Po pierwsze, ludzie muszą wziąć odpowiedzialność za to, co robili i w co wierzyli przed przemianą.

Tę samą miarę przykłada do siebie.

Zawsze mówię, że jako nastolatek byłem antysemitą.

Nie ufa wygładzonym życiorysom: ludziom, którzy rzekomo przeszli dramatyczną przemianę ideologiczną, ale jakoś nie mają żadnych dawnych przekonań, z których musieliby się rozliczyć. Stare wypowiedzi znikają. Dawne stanowiska zostają zbagatelizowane. Historia danej osoby zaczyna coraz bardziej przypominać człowieka, którego dziś chce ona pokazać publiczności. Argument Khaleda brzmi: jeśli się zmieniłeś, musiało istnieć coś, od czego odszedłeś.

A jeśli okoliczności zmuszały cię kiedyś do mówienia rzeczy, w które nie wierzyłeś, to – twierdzi – kiedy już jesteś bezpieczny, powinieneś potrafić otwarcie to wyjaśnić.

Musisz wziąć za to odpowiedzialność.

Człowiek opisujący prawdziwą przemianę powinien umieć przedstawić spójną historię, w której istnieje zarówno „przed”, jak i „po”.

Słowa muszą w końcu przełożyć się na czyny

Soraya podchodzi do tego zagadnienia mniej psychologicznie. Dla niej najważniejszym kryterium jest to, co człowiek rzeczywiście robi:

Zadeklaruj to. Złóż deklarację. I zacznij działać.

Potem przychodzi trudniejsza część. Pociągnij za sobą innych. Jeśli ktoś twierdzi, że odrzucił ekstremistyczną ideologię, Soraya chce zobaczyć, czy jest gotów zebrać pięciu czy dziesięciu innych ludzi i rozpocząć pracę we własnej społeczności.

Sprawdź, czy to, co mówi, jest zgodne z tym, co robi, czy jedno współgra z drugim.

Same deklaracje – powiedziała mi – nie wystarczają, jeśli chodzi o rodzaj przemiany, którego ona szuka. Ważna jest jednak umiejętność powiedzenia, czego chce się dla ludzi, których wcześniej uważało się za wrogów. Odpowiedź nie dowodzi jeszcze przemiany. Pokazuje jednak, czy nowo deklarowane zasady obejmują także ludzi spoza własnej grupy.

Ile cię to kosztowało?

Kolejną kwestią, która pojawiła się w rozmowach, była cena przemiany. Sorayę z powodu jej działalności reformatorskiej określano jako osobę antymuzułmańską, a od ludzi na Sri Lance otrzymywała groźby śmierci.

Khaled uczynił cenę przemiany wyraźnym elementem swojego testu jej autentyczności:

„Jeśli naprawdę wierzysz w rzeczywistą zmianę, będziesz musiał cierpieć.”

Mówił to dosłownie. Po 7 października odszedł z dobrze płatnej pracy w sektorze finansowym, ponieważ działalność związana z Izraelem i Żydami pochłaniała coraz więcej jego czasu. Przez pewien okres – jak powiedział – borykał się z problemami finansowymi, wykonując znaczną część tej pracy jako wolontariusz. Starannie zaznacza, że zarabianie pieniędzy samo w sobie nie podważa niczyjej szczerości. Ludzie muszą z czegoś żyć. Pyta jednak, czy przemiana czegoś od człowieka wymaga, czy też może przyniosła mu przede wszystkim korzyści.

Szczery człowiek może z czasem odnieść sukces dzięki swoim nowym przekonaniom, a oportunista może zapłacić wysoką cenę za źle skalkulowaną stawkę. Niemniej koszt przemiany jest dowodem wartym uwagi, szczególnie jeśli towarzyszy mu przyjęcie odpowiedzialności za własną przeszłość oraz konsekwencja utrzymywana przez dłuższy czas.

Khaled wspomniał, że członkowie społeczności żydowskiej czasami nazywają go „bohaterem”. Bardzo stanowczo powiedział mi, że tego nie lubi:

„Nie nazywajcie mnie bohaterem. Nie można nazywać kogoś bohaterem za to, że jest po prostu normalny. Nie można nazywać kogoś bohaterem za to, że nie jest nazistą.”

Stare oprogramowanie

„Badanie islamu przez kogoś, kto jest muzułmaninem, nie polega po prostu na porzuceniu pewnego zestawu idei i zmianie systemu przekonań” – powiedział mi Dan. Oznacza demontaż całej konstrukcji, za pomocą której rozumiał Boga i świat. „Wielu ludzi opuszcza islam, ale islam nie opuszcza ich” – powiedział, a następnie posłużył się metaforą, którą łatwo zrozumieć:

„Nie chodzi tylko o zmianę tego, co myślisz o islamie, lecz o zmianę całego światopoglądu. Zmienia się więc sposób, w jaki patrzymy na kobiety, sposób, w jaki patrzymy na Zachód, sposób, w jaki patrzymy na innych, na niewiernych.

Masz pewne oprogramowanie. Ja się sformatowałem i zainstalowałem oprogramowanie chrześcijańskie.”

Dan odnosi to szczególnie do byłych muzułmanów, którzy zostają ateistami. Uważa, że niektórzy odrzucają religię, ale nadal interpretują świat za pomocą kategorii, które ta religia w nich ukształtowała. Pozostawia to bez odpowiedzi pytanie: co właściwie się zmieniło?

Jeśli podążyć za jego rozumowaniem, człowiek może odrzucić Hamas, nie zmieniając swojego stosunku do Żydów. Może odrzucić autorytet religijny, nie zmieniając swoich przekonań na temat kobiet. Może porzucić tożsamość religijną, zachowując poglądy polityczne przyswojone wraz z nią. Przemiana ideologiczna może więc przebiegać nierównomiernie. Ktoś może naprawdę zmienić się w jednej dziedzinie, pozostając niemal nietknięty w innej.

Jednostka i grupa

Potem Dan jeszcze bardziej skomplikował sprawę. „Załóżmy, że człowiek naprawdę jest szczery, kiedy z tobą rozmawia. Co się stanie, kiedy wróci do swojej grupy? Tego w dużej mierze nie będziesz widzieć, a być może stanie się tam kimś, kogo w ogóle nie poznasz.

„Kiedy jesteś jednostką, rozwijasz własny światopogląd na podstawie wykształcenia, środowiska i tak dalej. Jednak kiedy znajdujesz się w grupie, kiedy do niej dołączasz – zapewniam cię, że jeśli ten człowiek znajdzie się w grupie muzułmanów popierających Hamas, nie poznasz go.

Pomyślisz: mój Boże, to zupełnie inny człowiek. Dlaczego? Ponieważ jednostka – i nie jest to zjawisko właściwe wyłącznie islamowi, występuje w każdej grupie na świecie – jeśli podporządkuje własne rozumienie rozumieniu grupy, wtedy grupa staje się nadrzędna wobec jednostki.”

Twierdzenie Dana wprowadza ważne rozróżnienie: szczerość i trwałość przemiany to dwie różne kwestie. Tyle że ktoś z zewnątrz nie jest w stanie tego zobaczyć ani wiedzieć.

Test, którego nie mogę zastosować?

Kiedy zapytałam Dana, jak ktoś taki jak ja może odróżnić prawdziwą przemianę od odgrywania roli, zaproponował test, który uważa za najbardziej niezawodny: obraź Mahometa i obserwuj reakcję.

Jeśli obrazisz Mahometa i ten człowiek nie ma z tym problemu, to jest szczery. Jeśli poczuje się nieswojo, nie jest tym, za kogo się podaje.

Dan powiedział mi, że jego zdaniem test ten „działa w stu procentach przypadków”.

Naciskałam, pytając, czego właściwie miałby dowodzić taki dyskomfort. Jego odpowiedź stała się bardziej ostrożna. Reakcja obronna – powiedział – nie musi oznaczać, że człowiek udaje albo że jest podatny na radykalizację.

Może ten człowiek nadal się zmaga, nadal znajduje się w fazie strachu. Nie wiesz, w którym miejscu swojej drogi się znajduje.

To rozróżnienie ma znaczenie. Reakcja może ujawnić, że pozostało jakieś dawne przywiązanie, ale sama w sobie nie mówi mi, czy mam do czynienia z oszustwem, czy z niedokończoną przemianą. Szczery reformator, który pozostaje człowiekiem głęboko wierzącym, również może oburzyć się na zniewagę Proroka, mimo że rzeczywiście odrzuca stanowiska ideologiczne, które Dan pomaga mi rozpoznawać.

Dan zaproponował mi jeszcze jedno rozróżnienie, które uznałam za bardziej użyteczne. Opowiedział o ludziach, których reinterpretacje islamu uważa za błędne teologicznie, a których mimo to uznaje za szczerych, ponieważ naprawdę próbują pogodzić swoje wewnętrzne przekonania z otaczającym ich światem. Innymi słowy, szczerości nie utożsamia ze zgodnością poglądów. Jego zdaniem człowiek może naprawdę się zmienić, a zarazem mylić się co do znaczenia tej przemiany.

Skąd więc mam wiedzieć, jak rozumieć człowieka, który stoi przede mną?

Rozpoczynając te rozmowy, miałam nadzieję, że wyjdę z nich z czymś w rodzaju testu diagnostycznego, listy kontrolnej, którą będę mogła stosować. Tak się nie stało. Zamiast tego mam zestaw wskazówek, które muszę badać. Ale nawet przy ich pomocy dostatecznie przekonujący aktor mógłby przyznać się do paskudnej przeszłości, zachowywać się konsekwentnie poza swoją grupą, a być może nawet ponosić z tego powodu pewne koszty.

Nadal nie sądzę, bym miała wystarczająco dużo doświadczenia, żeby ufać własnej zdolności odróżnienia człowieka, który przeszedł prawdziwą przemianę ideologiczną, od tego, który po prostu dobrze ją odgrywa.

Ale przynajmniej mam teraz lepsze pytania.


Link do oryginału:

Israel Diaries – The Deeper Dive
I Don’t Trust My Instinct Any More
Beginning in my early university years, I have met Arabs and Muslims with whom I believed I was having friendly conversations, people who accepted me as a Jew and later as an Israeli. Sometimes, after I knew them better, I discovered that what they really felt and thought was quite different. Over time, I grew less willing to trust my impressions…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Irena Wiszniewska, “My, Żydzi z Polski”

Irena Wiszniewska, “My, Żydzi z Polski”

Jacy są “Żydzi z Polski”, z którymi rozmawia w swojej – wyczerpującej, niemal “encyklopedycznej” książce dziennikarka Joanna Wiszniewska? Zwyczajni, choć bardzo


Irena Wiszniewska, “My, Żydzi z Polski”

Aleksandra Lipczak 


Jacy są “Żydzi z Polski”, z którymi rozmawia w swojej – wyczerpującej, niemal “encyklopedycznej” książce dziennikarka Joanna Wiszniewska? Zwyczajni, choć bardzo interesujący z nich rozmówcy.


Wiszniewska, dziennikarka, w latach 90. korespondentka belgijskich i francuskich mediów, wykonała ciekawą pracę: przeczesała kawał Polski, by porozmawiać z Żydami, którzy mają do powiedzenia interesujące rzeczy na temat swojego żydostwa. Porozmawiała z Żydami z Warszawy, Łodzi i Wrocławia oraz z małych miast.  Z Żydami religijnymi i nie. Z takimi, którzy o swoim żydostwie dowiedzieli się w wieku 40 lat  i tymi, którzy chodzili do żydowskich przedszkoli i jeździli na obozy Fundacji Laudera. Uznających żydowskość za trzon swojej tożsamości albo jeden, niekoniecznie najważniejszy, z jej wielu składników. Odbyła nawet rozmowy z paroma “Polakami, którzy chcą być Żydami”. Wyłonił się z tego fascynujący i złożony portret bez tezy.

To książka niezwykła, przede wszystkim ze względu na swoją “normalność” – jak zauważyła na portalu Forum Żydów Polskich Aleksandra Buchaniec-Bartczak (patrz “młodzieżowa”, pomarańczowa okładka). Rozmówcy Wiszniewskiej mówią o swoim żydostwie otwarcie, niekoniecznie w cieniu Zagłady: Jan Gebert przedstawia się jako “żydkolog”, a ktoś inny wyznaje, że żydostwo kojarzyło mu się zawsze tylko z czymś pozytywnym. Antysemityzm jest, owszem, w tle  (większy, czy mniejszy niż w innych krajach Europy – co do tego zdania rozmówców są podzielone), ale przekaz jest  taki: Żydzi z Polski, zwłaszcza ci najmłodsi, noszą swoją żydowskość bez kompleksów, mówią lekko o tematach, które jeszcze do niedawna wymuszały mimowolne ściszenie głosu. W Polsce – jak konstatuje wielu z nich – mimo dobrze trzymających się uprzedzeń – nastała przecież “moda” na bycie Żydem i odkrywanie własnych żydowskich korzeni lub wątłych “korzonków”, jak ironicznie nazywa je któryś z rozmówców Wiszniewskiej.

O tym , że po 89’ miał miejsce renesans życia żydowskiego w Polsce, wiadomo. Książka Wiszniewskiej ma jednak tę ciekawą właściwość, że komplikuje zbyt uproszczony obraz i nadwątla “utrwalone narracje” na ten i wiele innych tematów. Po pierwsze, ustami rozmówców, rozprawia się z mitem “Polski bez Żydów” po wojnie. “Dominuje wątek o braku życia żydowskiego, o tkwieniu w szafach, o obawie przed ujawnieniem się. I że dopiero wraz z nadejściem wolności, po 1989 roku, minął strach i rozpoczął się rozkwit życia żydowskiego” – mówi Wiszniewskiej Bella Szwarcman-Czarnota. W taką wizję nie do końca wpisują się historie, których wysłuchuje dziennikarka. Owszem, dużo tu wyznań o korzeniach odkrytych już w dorosłym wieku, ujawnionych przez przypadkowe spotkanie albo czyjeś wyznanie na łożu śmierci. Ale jest też urodzona w 1945 roku Izabella Szwarcman –Czarnota, opowiadająca o kołysankach w jidysz, który był jej pierwszym językiem czy łódzki rabin Symcha Keller, który mówi o nieprzerwanym nigdy ciągu pokoleń i tradycji w swojej gminie (“To wszystko zostało, ja to przejąłem po moich poprzednikach, którzy byli stąd, jak ja”). “Mieliśmy życie społeczne, literaturę, muzykę i teatr. Były kluby, kolonie, obozy, gazety” – mówi Szwarcman-Czarnota. “W moim przekonaniu nie udałaby się odbudowa czy budowa tego życia żydowskiego, które mamy obecnie (…), bez tych enklaw w Legnicy, we Wrocławiu, w Bielsku-Białej, w Katowicach (…)”.

“My, Żydzi z Polski” komplikują też narrację dotyczącą religijnego charakteru odrodzenia. W książce Wiszniewskiej równie wyraźnie słychać głos zaangażowanych świeckich Żydów. Jan Gebert, syn Konstantego Geberta, uważanego za jednego z ojców odrodzenia, stwierdza wprost: ojciec zniechęcił nas do religii (“Może trochę za bardzo mu na tym zależało, może trochę za bardzo naciskał”). “Z czasem judaizm stał się dla mnie bardziej systemem wartości niż wiarą. Na pierwszym miejscu zacząłem stawiać kwestie sprawiedliwości społecznej” – mówi społecznik przed trzydziestką, Jan Śpiewak. Pokoleniowe napięcie to zresztą jeden z ciekawszych wymiarów książki Wiszniewskiej. Młodzi Żydzi to najbardziej frapująca, “niepoprawna politycznie” grupa jej rozmówców. Krytykujący działanie gminy, nie do końca odnajdujący się w tradycyjnej wspólnocie, a zarazem przejęci jej przyszłością. Zastanawiający się, kim są dziś i będą Żydzi, na czym może zasadzać się ich tożsamość, jeśli odjąć religię. “Szczerze mówiąc, uważam, że nie ma przyszłości dla Żydów w tym kraju. Jesteśmy jednym z ostatnich pokoleń, potem będą takie popłuczyny” – mówi Śpiewak.

Nie oznacza to jednak, że nie ma w “Żydach z Polski” miejsca na religię. Wiszniewska znalazła ludzi, którzy umieją pięknie opowiadać o religijnym doświadczeniu i tradycji (patrz na przykład: Paweł Passini). Inni opowiadają z kolei o obyczajach i bywają w odsłanianiu (swojej) intymności bardzo szczerzy (wspomnienia z obrzezania w latach 90. to temat niemal na film). Czy o duchowość chodzi, czy o “insiderskie” historie, ciekawy materiał i opowieści aż wylewają się z tego zbioru. Jeśli ktoś będzie się chciał kiedyś dowiedzieć o tym, jak wyglądało życie żydowskie w Polsce w początkach XXI wieku, znajdzie tu wszystko lub bardzo wiele: stosunki w gminie, pokoleniowe przemiany, napięcie na linii religijność-świeckość, obyczajowy szczegół. A także  lęk czy zeświecczona wspólnota ma szansę przetrwać czy raczej rozmyje się w zglobalizowanym, zmiksowanym świecie idei i tożsamości.

Właściwie można czytać “Żydów z Polski” jako książkę o dylematach z tożsamością w ogóle, żydowską i nie. W końcu, “dlaczego w tym dwudziestym pierwszym wieku, gdy mamy szanse czuć się Europejczykami, pielęgnujemy zagubione tożsamości przodków?” – jak pyta Wiszniewska jedną z rozmówczyń. Wiele do rzeczy ma tu nadzieja – pewnie płonna, jak zauważa we wstępie Irena Grudzińska-Gross – że “z palimpsestu przeszłości da się odtworzyć coś prawdziwego, autentycznego, bezpośredniego”.

Książka Wiszniewskiej to też, a może przede wszystkim, zbiór rozmów z ciekawymi ludźmi. O ich rodzinach. O powikłanych albo prostych losach. Chcąc nie chcąc, również o współczesnej Polsce. Jeden z rozmówców Wiszniewskiej zżyma się na festiwale kultury żydowskiej i upupiającą wizję tejże, która zaspokaja tęsknoty i potrzeby etnicznych Polaków. “My, Żydzi z Polski” zapewniają okazję, by usłyszeć żydowski (wielo)głos bez pośredników


Irena Wiszniewska
“My, Żydzi z Polski”
Wydawnictwo Czarna Owca
Wymiary: 135 mm x 210 mm
Liczba stron: 400
Okładka: miękka
ISBN: 978-83-7554-809-9
http://www.czarnaowca.pl/


Autorka: Aleksandra Lipczak, lipiec 2014


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


France, Canada Join UK in Expanding Trade Sanctions on Israeli Communities in West Bank


France, Canada Join UK in Expanding Trade Sanctions on Israeli Communities in West Bank

Ailin Vilches Arguello


Britain’s Foreign Secretary Ed Miliband speaks at the House of Commons in London, Britain, Sept. 8, 2026. Photo: HOUSE OF COMMONS/Handout via REUTERS

France and Canada will join the United Kingdom in imposing new trade sanctions on Israeli communities in the West Bank, marking one of the most far-reaching Western measures yet as international efforts to boycott and isolate the Jewish state continue to grow.

During a speech in the British Parliament on Tuesday, Foreign Secretary Ed Miliband announced a sweeping package of sanctions targeting Israeli settlements in the West Bank, along with a series of additional punitive measures, in what marks one of London’s sharpest rebukes of Israel as relations between the two longtime allies deteriorate.

In a sharp break from Britain’s longstanding foreign policy, the country’s top diplomat accused the Jewish state of “unlawful occupation” of the West Bank, denouncing what he described as an “expansionist agenda via illegal settlements.”

Miliband further accused Israelis of fueling escalating violence against Palestinians, warning that “settler terrorism is rampant.”

“The British government agrees that there is ethnic cleansing of Palestinians in areas of the West Bank – perpetrated by settler terrorists,” Miliband said during his speech. “The Israeli government has turned a blind eye to this and, worse, members of it have made statements and taken actions to support the forced displacement of Palestinians.”

Unlike the current framework, a sweeping trade prohibition goes further by legally blocking goods produced in the West Bank from entering the British market, rather than simply imposing differentiated trade rules or labeling requirements — significantly tightening restrictions and fundamentally reshaping Britain’s trade policy toward the region.

Expected to take effect within six to nine months, London’s new policy measures will ban imports of goods from Israeli communities in the West Bank and impose sanctions on companies and individuals that “facilitate settlement expansion,” including those providing construction, infrastructure, financing, or real estate services for such development.

The British government will also deny licenses for arms and other exports deemed to materially support what British officials called Israel’s “occupation,” ban advertising for settlements in the UK, and sanction a group of “extremist settlers” accused of supporting or inciting violence against Palestinians.

Some analysts were quick to note that such actions will hurt Palestinian workers, thousands of whom work for Israeli employers in West Bank settlements and could lose their jobs as a result.

France and Canada have announced they will both join Britain in imposing their own import bans on goods from Israeli communities in the West Bank, adding to growing boycott efforts aimed at economically isolating the Jewish state.

The measures mark another escalation in the growing rift between Israel and the two Western allies amid the war in Gaza, with Paris and Ottawa backing efforts to recognize a Palestinian state last year and France also pressing within the European Union to end the bloc’s association agreement with Israel.

According to Miliband, several other European countries — including Denmark, Finland, Iceland, Poland, Portugal and Sweden — have also pledged to back the UK’s latest measures, signaling growing support for the British initiative.

“The unlawfulness of the occupation should be reflected in the economic relationships we choose to have with the occupied territories,” the top British diplomat said. 

Eleven other countries ultimately joined the UK in saying they would “introduce national and/or support European restrictions on trade in goods with settlements which are illegal under international law, or that they are actively considering these and other measures, in accordance with their national procedures,” according to a joint statement.

Even as the bilateral relationship between Israel and the UK comes under increasing strain, Miliband said Britain would maintain trade with the Jewish state within the Green Line and continue to oppose the broader boycott, divestment, and sanctions (BDS) movement against Israel.

“Our argument is not with the people of Israel, with whom the UK has unshakable bonds,” he said. “Our argument is with the conduct of its government.”

Experts noted that the economy of Israel proper and the West Bank are inextricably linked, making it virtually impossible to take such punitive measures against the latter without affecting the Israeli economy.

Israeli Foreign Minister Gideon Saar sharply denounced the British government’s latest measures, announcing the closure of the British consulate in Jerusalem and warning other countries against taking similar action against Israel.

The top Israeli diplomat rejected Miliband’s accusations as “outrageous lies,” denouncing the British government’s “hostile actions” as driven by domestic political considerations in London.

“The British move is morally distorted, and constitutes blatant interference in the affairs of a sovereign state and its electoral process,” Saar said in a statement. “The message to every government that harms us is clear: You will lose your influence and relevance in the region.”
.

In coordination with Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, Saar announced further retaliatory measures, including barring Britain from the US-led Gaza coordination mission in Israel, ending British training for Palestinian Authority forces in the West Bank, and banning 12 elected officials and British citizens involved in anti-Israel or antisemitic activities from entering the country.

US Ambassador to Israel Mike Huckabee had also warned that Washington could retaliate against Britain amid the escalating dispute, accusing the British government of “Jew hate” and describing its actions as “discrimination against the Jewish people.”

Britain’s Jewish community has also voiced strong opposition to the government’s latest measures, warning that they could undermine prospects for peace while further worsening an already hostile climate for Jews and Israelis across the country.

UK Chief Rabbi Sir Ephraim Mirvis accused British authorities of playing “gesture politics,” arguing that such measures only “embolden those, at home and abroad, who use hatred as a weapon against Jews.”

“The measures announced amount to little more than political flag bearing for mendacious anti-Israel rhetoric and those who harbor a dangerous obsession with the Jewish state,” Mirvis wrote in a post on X. “These measures will succeed only in bolstering the very extremism they seek to target.”

“On the eve of Rosh Hashanah and at a time when our community is more vulnerable than ever to the wave of extremism that has been building over recent years, these sanctions do nothing to advance the cause of peace. Nor do they make anyone safer – quite the contrary,” he continued.
.

So far, Ireland, Belgium, Norway and Spain are the only European countries to have advanced comprehensive legislative efforts aimed at banning trade with Israeli settlements, while Slovenia has encountered legal and political obstacles that have delayed similar measures.

The Netherlands is also expected to join such efforts, with a new law set to take effect on Sept. 22 that goes beyond similar measures elsewhere by banning imports from Israeli communities not only in the West Bank beyond the Green Line, but also from the Golan Heights.

According to market estimates, goods produced in Israeli communities beyond the Green Line account for about 1 percent of Israel’s exports, meaning exports from these areas to the EU are estimated at roughly $200 million annually, or about 0.3 percent of Israel’s total exports.

Under the current Israeli government, settlement construction in the West Bank has accelerated, with new housing approvals and the legalization of previously unauthorized communities expanding Israel’s presence in the territory — land Palestinians seek as part of a future independent state and which most of the international community considers a violation of international law.

Israel disputes claims that the settlements are illegal, pointing to historical and legal ties to the land as well as arguing they provide strategic depth and security considerations.

Earlier this year, the Israeli government announced plans to advance the E1 project, a settlement initiative east of Jerusalem that would effectively bisect the West Bank and sever its connection to East Jerusalem — a move that drew widespread international condemnation and renewed calls from some governments for sanctions against Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UNICEF Report Dispels Gaza Famine Narrative, Enclave Less Malnourished Than Finland


UNICEF Report Dispels Gaza Famine Narrative, Enclave Less Malnourished Than Finland

Corey Walker


Egyptian trucks carrying humanitarian aid make their way to the Gaza Strip, amid the ongoing conflict in Gaza between Israel and Hamas, at the Kerem Shalom crossing in southern Israel, May 30, 2024. Photo: REUTERS/Amir Cohen

A newly released nutrition survey coordinated by UNICEF has found that acute malnutrition among children in the Gaza Strip remains at low levels, with Israeli officials arguing the findings undermine widespread claims that a famine is taking place in the enclave.

The survey, conducted using World Health Organization methodology and published on July 22, measured children’s weight, height, and mid-upper-arm circumference (WHZ) to assess acute malnutrition. According to the results, acute malnutrition rates across Gaza ranged from 0.2 percent in Khan Younis and Rafah to 0.8 percent in Gaza City and North Gaza, figures that researchers said are comparable to or lower than those recorded before the outbreak of the Israel-Hamas war.

The survey covered an estimated 1.72 million people, or 83 percent of Gaza’s population. Around 360,000 people, 17 percent,were excluded because of access and security constraints.

These figures are also far below the 30 percent acute-malnutrition threshold associated with the IPC’s Phase 5 Famine classification, suggesting that no famine is occurring in Gaza.

The survey revealed that malnutrition rates in Gaza are less severe than many neighboring Middle Eastern countries and are comparable to several European countries. For instance, roughly 3.3 percent of Egyptian youth under 5 suffer from malnutrition, according to the data. Further, approximately 4.3 percent of youth in Iran and 2.3 percent of youth in Jordan suffer from malnutrition, per the data.

In Germany and Finland, 0.5 percent and 1.4 percent of children suffer from malnutrition, according to the UNICEF 2025 Joint Child Malnutrition survey.

Israel’s Ambassador to the United Nations, Danny Danon, welcomed the findings, arguing they refute accusations that Israel is deliberately starving Gaza’s civilian population.

“Facts prevail over fiction,” Danon said, asserting that Israel continues to fight Hamas while facilitating humanitarian assistance into the Strip and accusing the terrorist organization of exploiting civilians throughout the conflict.

Israel’s Foreign Ministry similarly pointed to the survey as evidence that conditions do not meet the threshold for famine, emphasizing that measured levels of acute malnutrition remain well below internationally recognized emergency benchmarks.

“In other words: There is no famine in Gaza. Malnutrition is not only significantly below the critical values—it is exceptionally low in regional comparison. Anyone who is still open to arguments can look at the empirical data themselves,” the Foreign Ministry wrote in a statement.

While the survey found little evidence of widespread acute wasting, it identified several longer-term nutritional concerns. Researchers reported that approximately one in eight children suffers from stunting, an indicator associated with chronic nutritional deprivation rather than immediate food shortages. The report also noted the continued presence of childhood overweight, suggesting that poor diet quality, not simply food availability, remains a significant public health challenge.

“Acute malnutrition remains low, but nutritional vulnerability remains high,” the study contends.

According to the survey, unhealthy dietary patterns remain widespread. In Khan Younis and Rafah, as many as 78 percent of children were found to consume unhealthy diets, while roughly 64 percent of children in Gaza City and northern Gaza reportedly do not regularly eat fruits or vegetables. The report raises concerns with dietary diversity, arguing that roughly 30 percent of those in the Gaza Strip are receiving sufficiently varied nutritional sources.

The findings are consistent with a July assessment by the Integrated Food Security Phase Classification (IPC), which reported that food security and nutrition conditions in Gaza had improved following the October 2025 ceasefire due to expanded humanitarian assistance, while cautioning that humanitarian needs remain substantial across the territory. The IPC classified Gaza’s nutrition status at its lowest acute malnutrition phase beginning in mid-April 2026.

The findings also throw cold water about a supposed “ongoing famine” in Gaza, a narrative popularized among many anti-Israel activists. The United Nations claimed in December 2023 that over a quarter of Gaza’s population was starving as a result of the war, contending that hunger levels had surpassed war-torn countries such as Yemen and Afghanistan. The UN subsequently accused Israel of inflicting a famine in Gaza in July 2024. In August 2025, Tom Fletcher, Under-Secretary-General for Humanitarian Affairs and Emergency Relief Coordinator, alleged of “irrefutable” evidence of a famine in Gaza and criticized the international community for not taking aggressive action to intervene in the supposed humanitarian crisis.

However, many have cast doubt on allegations of famine in Gaza. In December 2024, the Biden administration disputed a report from the Famine Early Warning Systems Network (FEWS Net) alleging the emergence of a famine in northern Gaza. The report claimed that 65,000-75,000 people in Northern Gaza lacked access to sufficient food in Northern Gaza.

The survey is likely to play a significant role in ongoing international debate over humanitarian conditions in Gaza, as governments and aid organizations continue to assess both the scale of humanitarian need and the impact of relief efforts during and after the conflict.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Jill


Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba

Przez lata Gaza i jej żydowski sąsiad były prawdopodobnie najczęściej omawianym skrawkiem ziemi na świecie. Większość treści na ich temat konsumujemy za pośrednictwem ekranów, w bezpieczeństwie i komforcie Zachodu, korzystając z anglojęzycznych źródeł. Bardzo często osoby wypowiadające się na ten temat nie kierują się głębokim zrozumieniem ani pragnieniem dotarcia do prawdy, lecz potrzebą moralizowania. Ci samozwańczy aktywiści i komentatorzy polityczni zagłuszają głosy mieszkańców Gazy, zamiast przemawiać w ich imieniu. Prawdziwe zrozumienie Gazy przez zachodnich odbiorców wymaga perspektywy ludzi dobrze znających to miejsce – najlepiej takich, którzy sami z Gazy pochodzą.

Ahmed Fouad Alkhatib jest właśnie jednym z takich głosów. Dorastał w Gazie, a w 2005 roku, jako nastolatek, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby uczęszczać do szkoły średniej w ramach programu wymiany międzykulturowej. Krótko po jego przyjeździe Hamas został wybrany do rządzenia Strefą Gazy po całkowitym wycofaniu przez Izrael swoich osiedli. W 2007 roku Ahmed otrzymał azyl – jako pierwszy Palestyńczyk, któremu przyznano azyl polityczny w następstwie przejęcia Gazy przez Hamas – a w 2017 roku uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Od czasu przejęcia władzy przez Hamas nie postawił już stopy w swoim ojczystym mieście.

Choć od lat niemal nieustannie myślę o tym konflikcie, głębokie zrozumienie Gazy i jej mieszkańców zawsze mi umykało. To miejsce wydawało mi się niemal mityczne. Za każdym razem, gdy spacerowałam po plażach Tel Awiwu, ciesząc się ciepłą śródziemnomorską bryzą, myślałam: „Gaza jest tuż obok”. Dosłownie leży na tym samym wybrzeżu, a jednak jest oddzielona w sposób, który wydawał się nieprzekraczalny i nieosiągalny. Choć dość dobrze znam historię Izraela, nigdy naprawdę nie rozumiałam Gazy poza kontekstem konfliktu z Izraelem.

Nawet samo słowo „zakładnik” stało się podczas wojny niezwykle kontrowersyjne. 7 października Hamas dokonał masakry na terytorium Izraela w jego międzynarodowo uznanych granicach i uprowadził 251 zakładników. Tym samym naraził własną ludność cywilną na działania militarne Izraela. Już sam tytuł tej książki podważa narrację „my kontra oni”, sugerując, że najliczniejszymi zakładnikami organizacji terrorystycznej są jej właśni rodacy – dwa miliony ludzi, którym odmówiono możliwości opuszczenia Strefy Gazy podczas najgorszej katastrofy w historii Palestyńczyków.

W ciągu ostatnich kilku lat Ahmed pozostawał spokojnym i rozsądnym głosem ponad hałasem aktywizmu, który przedstawia się jako „propalestyński”, podczas gdy w rzeczywistości jest przede wszystkim antyizraelski i antyzachodni. Pod adresem przedstawicieli tego ruchu kieruje bardzo mocne słowa, określając ich działania po 7 października jako „formę zbiorowej psychozy”:

„Byłem wściekły – pisze Ahmed – że wyjątkowa, być może jedyna w swoim rodzaju szansa na zdobycie poparcia dla narodu palestyńskiego została zmarnowana na slogany i pusty aktywizm. Nie usłyszałem nic konstruktywnego, żadnej chęci ani próby wypracowania pragmatycznych rozwiązań i realnych rezultatów dla Palestyńczyków. Zamiast konsekwentnie opowiadać się za rozwiązaniem dwupaństwowym i uznać, że Palestyńczycy nie pragną zniszczenia Izraela, lecz dążą do godności, wolności i niepodległości, aktywiści na Zachodzie upili się najgorszą możliwą mieszanką ekstremizmu, uproszczeń i maksymalizmu. Ta toksyczna kombinacja zaszkodziła życiu i wolności Palestyńczyków oraz samej sprawie palestyńskiej.

Gdy zacząłem krytykować te tendencje, spotkałem się z brutalnymi atakami. Zdałem sobie sprawę, że wielu ludzi z tak zwanego ruchu propalestyńskiego jest w istocie głęboko antypalestyńskich, ponieważ interesują ich wyłącznie poglądy i doświadczenia potwierdzające ich własne przekonania. Fakt, że człowiek z Gazy taki jak ja – który stracił członków rodziny podczas wojny, który po izraelskim bombardowaniu w 2001 roku niemal całkowicie stracił słuch w lewym uchu i który od lat angażuje się w pomoc humanitarną dla Palestyńczyków w Gazie – może zostać odrzucony za prezentowanie „niewłaściwych poglądów”, był alarmującym sygnałem upadku zachodniego aktywizmu.”

Chciałabym zwrócić uwagę na pewne podobieństwo między Ahmedem a mną: oboje należymy do pokolenia milenialsów i oboje postrzegamy lata 90. jako najbardziej pomyślną i pełną nadziei dekadę naszego życia. Dla mnie, wychowanej bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych, oznacza to przede wszystkim Nintendo 64, Nickelodeon i centra handlowe. Dla Ahmeda są to czasy Porozumień z Oslo – okres, którego znaczenia nie byłem jeszcze w stanie zrozumieć, gdy się rozgrywał. Był to moment, gdy najbliżej było do powstania funkcjonującego państwa palestyńskiego, z międzynarodowym lotniskiem w Gazie obsługiwanym przez Palestinian Airlines, paszportami umożliwiającymi swobodne podróżowanie do i ze Strefy Gazy oraz lepszymi perspektywami zatrudnienia dla jej mieszkańców.

Książka szczegółowo opisuje okoliczności, które doprowadziły do dojścia Hamasu do władzy, co w praktyce zniszczyło nadzieję na rozwój sprawnie funkcjonującego społeczeństwa, o którym wielu marzyło w czasie pełnych optymizmu lat procesu z Oslo. Często słyszymy argument, że Hamas reprezentuje wolę swoich obywateli, ponieważ został wybrany w wyborach w 2005 roku (były to ostatnie wybory w Gazie). Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Przejęcie władzy przez Hamas – po wyborach, których przebieg budził poważne wątpliwości – było elementem walki o władzę między tą organizacją a innymi ugrupowaniami palestyńskimi (Fatahem, OWP i Autonomią Palestyńską). To, co nastąpiło później, trudno nazwać pokojowym przekazaniem władzy.

Analiza działalności międzynarodowych organizacji pozarządowych jest znacznie bardziej wyważona i opiera się na uzasadnionej krytyce. Autor, doceniając ich rolę w dostarczaniu mieszkańcom Gazy niezbędnej pomocy, zauważa jednocześnie, że ich obecność w praktyce wzmacniała Hamas. Bez względu na liczbę aktów terroru popełnianych przez Hamas pieniądze płynące przez organizacje humanitarne nieustannie finansowały podstawowe usługi, których sam Hamas nie zapewniał. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jest to szerszy problem międzynarodowych organizacji humanitarnych działających w państwach rządzonych przez opresyjne reżimy – Gaza jest po prostu jednym z najbardziej wyrazistych przykładów.

Gaza jest wyjątkowa pod względem stopnia, w jakim jej przywódcy wykorzystują organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, jako element – trzeba przyznać – niezwykle skutecznej kampanii wizerunkowej (napędzanej w dużej mierze przez Al Jazeerę), skierowanej do odbiorców na całym świecie. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że „Ministerstwo Zdrowia Gazy” nagle stało się wiarygodnym źródłem informacji dla czołowych amerykańskich dziennikarzy? Dopóki Hamas utrzymywał w ruchu tę machinę – organizacje pozarządowe, darczyńców i aparat propagandowy – mógł przedstawiać się jako „ruch oporu”, jednocześnie całkowicie zawodząc jako rządzący. Nie miało znaczenia, ile przerw w dostawach prądu, niedoborów paliwa czy zwykłego cierpienia zafundował własnym mieszkańcom.

Skupianie uwagi świata wyłącznie na oburzeniu wobec Izraela pozwala Hamasowi bez przeszkód kontynuować swoje bandyckie działania. Smutna rzeczywistość jest dziś taka, że im więcej brutalności i chaosu wywołuje Hamas, tym więcej pieniędzy napływa z zagranicy, aby finansować skutki tej sytuacji. Terroryzm stał się znacznie bardziej opłacalny niż pokój.

Nie sposób pominąć najbardziej oczywistej kwestii. Zapytałem Ahmeda wprost, dlaczego zdecydował się wydać swoją książkę w żydowskim wydawnictwie, a nie w muzułmańskim lub innym nieżydowskim. Oddaję mu głos:

„The Jewish Quarterly” złożyło mi ofertę, a ich model wydawniczy idealnie odpowiadał temu, czego szukałem – publikują krótkie książki lub długie eseje. To było doskonałe rozwiązanie. W społeczności muzułmańskiej istnieje poważny problem z podejściem do Hamasu i nastrojów określanych jako „propalestyńskie”, a poza tym nie ma zbyt wielu alternatyw wydawniczych. Jednocześnie świadomie chciałem dotrzeć do żydowskich odbiorców, do których tradycyjny ruch propalestyński nie jest w stanie dotrzeć, mimo że znaczna część mojego przekazu skierowana jest właśnie do środowisk propalestyńskich.

Można bezpiecznie założyć, że większość czytelników tej książki będą stanowić osoby nastawione proizraelsko, które już dziś postrzegają Ahmeda jako swego rodzaju wyjątek. Nie wiem, w jakim stopniu jego poglądy podzielają zwykli mieszkańcy Gazy żyjący obecnie w Strefie. Wiem natomiast, że ten poruszający tekst jest szczerym wysiłkiem rodowitego Palestyńczyka, który próbuje edukować innych jako przedstawiciel społeczności, o której mówi się bez końca, lecz którą rozumie się bardzo słabo. Właśnie tak powinno wyglądać bycie naprawdę „propalestyńskim” – w sposób, na jaki obecna debata publiczna po prostu nie pozwala.


Link do oryginału:

The Liberal Jew
A Resistance Group That Failed To Govern: Review of “Hamas and Its Two Million Hostages” by Ahmed Fouad Alkhatib
For years, Gaza and its Jewish neighbor have served as possibly the most talked-about territory in the world. We consume most of the content about it from our screens in the safety and comfort of the West, from English-language channels. Much of the time, those who speak of it here do so not out of profound understanding or a desire to seek truth, but r…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com