Archives

Wojna Islamskiej Republiki Iranu z chrześcijanami


Wojna Islamskiej Republiki Iranu z chrześcijanami

Uzay Bulut


Zwykłe praktyki religijne chrześcijan są w Islamskiej Republice Iranu uznawane za przestępstwa i podlegają karze. Chrześcijanie są aresztowani i więzieni pod zarzutami związanymi z działalnością religijną, taką jak chrzest, Komunia Święta, wspólna modlitwa czy studium Biblii, również wtedy, gdy odbywają się one za granicą. W ubiegłym miesiącu siły bezpieczeństwa reżimu przystąpiły do przejęcia Ewangelickiego Kościoła św. Piotra w Teheranie, wybudowanego w 1876 roku (na zdjęciu). Nakazano mieszkańcom kompleksu kościelnego opuścić swoje domy, a wiernym polecono znaleźć inny kościół. (Źródło zdjęcia: Herbert Karim Masihi/Wikimedia Commons)

Nowy raport roczny za 2026 rok, zatytułowany „Scapegoats: Rights Violations Against Christians in Iran” („Kozły ofiarne: Naruszenia praw chrześcijan w Iranie”), opublikowany przez organizację Article18 we współpracy z Open Doors, Christian Solidarity Worldwide i Middle East Concern, rzuca alarmujące światło na prześladowania chrześcijan w Iranie.

Zgodnie z raportem co najmniej 21 chrześcijan zostało w 2025 roku skazanych na kary pozbawienia wolności za domniemany udział w rozpowszechnianiu Biblii w Iranie. Oprócz więzienia wymierzano im również inne kary, takie jak grzywny, zesłanie oraz pozbawienie praw obywtelskich.

W czerwcu 2025 roku dwoje konwertytów na chrześcijaństwo zostało skazanych na podstawie artykułu 500 kodeksu karnego za „działalność propagandową na rzecz dewiacyjnych chrześcijańskich przekonań »syjonistycznych«, sprzecznych z systemem Islamskiej Republiki Iranu”. Każde z nich skazano na 10 lat więzienia. Oskarżono ich również o „rozprowadzanie przemycanych towarów” (Biblii) na podstawie artykułów 22 i 24, za co otrzymali dodatkowo dwa lata pozbawienia wolności oraz grzywny. Proces odbył się zaocznie, a jedynym materiałem dowodowym były Biblie i inne publikacje chrześcijańskie znalezione w ich domach.

Jak stwierdza raport, pogarda wobec Biblii widoczna jest także w określaniu jej mianem „zakazanej książki” w innym akcie oskarżenia przeciwko dwóm Irańczykom pochodzenia ormiańskiego oraz trzem konwertytom na chrześcijaństwo. W czerwcu 2025 roku postawiono im zarzuty „propagandy” i „zmowy”, a w listopadzie skazano ich łącznie na ponad 50 lat więzienia. W innych wyrokach sądowych wydanych w 2025 roku Biblia była określana jako księga „zniekształcona”, „dewiacyjna”, „zepsuta” lub „wprowadzająca w błąd”.

Raport wskazuje również na inne niepokojące tendencje, w tym rosnące zaangażowanie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) w aresztowanie chrześcijan, zwłaszcza osób zajmujących się rozpowszechnianiem Biblii; poważne przypadki złego traktowania zatrzymanych chrześcijan; konsekwentne stosowanie artykułu 500 kodeksu karnego (dotyczącego „propagandy sprzecznej ze świętą religią islamu”) do skazywania chrześcijan; a także monitorowanie ich działalności za granicą, między innymi uczestnictwa w seminariach teologicznych.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej odgrywa obecnie coraz większą rolę w gromadzeniu informacji o irańskich chrześcijanach oraz ich prześladowaniu. Ponieważ oficjalnym zadaniem IRGC jest obrona Islamskiej Rewolucji, rosnąca liczba aresztowań chrześcijan sugeruje, że reżim postrzega ich jako zagrożenie.

Kościoły domowe zostały uznane za grupy wrogie państwu. Udział funkcjonariuszy IRGC w nalotach charakteryzuje się zazwyczaj większą brutalnością. Przykładowo wieczorem 6 lutego 2026 roku co najmniej 20 funkcjonariuszy IRGC w cywilnych ubraniach wtargnęło na zgromadzenie około 80 chrześcijan w Gatab, w prowincji Mazandaran. Skonfiskowali Biblie i instrumenty muzyczne oraz aresztowali konwertytkę na chrześcijaństwo, Somayeh Rajabi.

Funkcjonariusze IRGC wybierali osoby noszące krzyżyki, zrywali je z ich szyi i przeprowadzali rewizje osobiste. Po zranieniu kilku osób uniemożliwili personelowi medycznemu udzielenie im pomocy. Dzień po zatrzymaniu Rajabi pozwolono na krótką rozmowę telefoniczną z rodziną, podczas której poinformowała, że przebywa w więzieniu w Sari. Następnie została przeniesiona do więzienia Mati Kola w Babol. 8 marca zwolniono ją za kaucją przekraczającą 40 000 dolarów po postawieniu zarzutów „zgromadzenia i zmowy” oraz „propagandy przeciwko reżimowi”. 15 kwietnia Rajabi i sześć innych osób zostało wezwanych do prokuratury w Babol w celu złożenia końcowych wyjaśnień – ostatniego etapu przed wniesieniem aktu oskarżenia. Do chwili opublikowania raportu nie pojawiły się żadne dalsze informacje na temat sprawy.

W 2021 roku irański parlament znowelizował artykuły 499 i 500 kodeksu karnego, zaostrzając kary i rozszerzając zakres przepisów wobec osób, którym można postawić zarzut przynależności do grup „mających na celu zakłócenie bezpieczeństwa kraju” lub prowadzenia „propagandy przeciwko Islamskiej Republice Iranu”.

Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka, takie jak Article18, ostrzegały, że przepisy te zostaną wykorzystane do „zduszenia… wolności” oraz nasilenia kryminalizacji mniejszości. Komitet Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych wezwał następnie Islamską Republikę Iranu do „uchylenia lub zmiany” tych przepisów.

Mimo to Islamska Republika Iranu nadal wykorzystuje swoje przepisy do jeszcze intensywniejszego zwalczania chrześcijan. Według raportu w 2025 roku aresztowano 254 irańskich chrześcijan – niemal dwukrotnie więcej niż w 2024 roku – i skazano ich łącznie na ponad 280 lat pozbawienia wolności.

W zdecydowanej większości przypadków (blisko 90%) zarzuty wobec chrześcijan stawiano na podstawie znowelizowanego artykułu 500 kodeksu karnego, który penalizuje „propagandę sprzeczną ze świętą religią islamu”.

Skazywanie i więzienie chrześcijan trwa nadal. 3 lipca organizacja Article18 poinformowała, że sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyroki pięciu irańskich chrześcijan, skazanych łącznie na ponad 70 lat więzienia za zwykłe praktyki religijne, takie jak modlitwa, udzielanie chrztu, przyjmowanie Komunii Świętej i obchodzenie Bożego Narodzenia.

Oprócz kar więzienia państwo skonfiskowało należący do nich majątek osobisty, w tym Biblie i inną literaturę chrześcijańską, rzekomo na potrzeby „badań” prowadzonych przez Ministerstwo Wywiadu. Podobnie postąpiono w innej sprawie w ubiegłym roku, gdy dwóch chrześcijan skazano na 12 lat więzienia za „przemyt” Biblii do Iranu.

W ubiegłym miesiącu siły bezpieczeństwa reżimu przystąpiły do przejęcia Ewangelickiego Kościoła św. Piotra w Teheranie. Nakazano mieszkańcom kompleksu kościelnego opuścić swoje domy, a wiernym polecono znaleźć inny kościół. Przejęcie kościoła św. Piotra, wybudowanego w 1876 roku i znanego również jako Kościół Qavam, oraz eksmisja jego mieszkańców, należących do uznawanych przez państwo ormiańskiej i asyryjskiej wspólnot chrześcijańskich, nastąpiły po tym, jak państwowa instytucja przystąpiła do wykonania orzeczenia sądu wydanego niemal 30 lat temu.

Wyrok, wydany przez Sąd Rewolucyjny w 1998 roku, nakazywał przekazanie całego kompleksu kościelnego – obejmującego około 10 akrów, na których znajdują się dwie szkoły i dziesiątki domów – organizacji Execution of Imam Khomeini’s Order (EIKO). EIKO odpowiada również za konfiskaty asyryjskich kościołów prezbiteriańskich w Tebrizie i Meszhedzie, kościoła należącego do Kościoła Zborów Bożych w Gorgan oraz ośrodka rekolekcyjnego w Karadżu.

Według raportu organizacji Open Doors poświęconego sytuacji w Iranie:

„Najbardziej narażeni są konwertyci na chrześcijaństwo. Kościoły domowe są regularnie poddawane nalotom, po których następują aresztowania, przesłuchania, wywieranie presji, aby wydawać innych chrześcijan, oraz długotrwałe kary więzienia. Najczęściej stawiane są im zarzuty naruszenia »bezpieczeństwa narodowego«. Warunki w więzieniach są dramatyczne, a kwoty kaucji bywają wygórowane do tego stopnia, że rujnują finansowo całe rodziny. Chrześcijanie, którzy zostają zwolnieni, zazwyczaj muszą zaakceptować surowe warunki, takie jak zesłanie do innej części Iranu lub narzucona autocenzura… Każdego roku tysiące konwertytów uciekają z Iranu, aby uniknąć prześladowań.”

Od 47 lat naród irański pozostaje pod rządami reżimu, który brutalnie tłumi wszelkie odmienne głosy, poglądy i przekonania.

Od 47 lat Islamska Republika systematycznie represjonuje własnych obywateli, w tym muzułmańską większość, stosując bezwzględną przemoc państwową, dyskryminację oraz prześladowania polityczne wymierzone w każdego, kto sprzeciwia się radykalnym religijnym i politycznym nakazom władz.

Obywatele krytykujący reżim lub protestujący przeciwko trudnej sytuacji gospodarczej narażeni są na rozbudowaną inwigilację, arbitralne zatrzymania i użycie śmiercionośnej siły. Kobiety i dziewczęta, które odmawiają podporządkowania się obowiązkowi noszenia hidżabu, spotykają się z brutalnymi represjami, więzieniem oraz fizycznym i seksualnym znęcaniem się ze strony tzw. policji moralności.

Oprócz prześladowania własnej muzułmańskiej ludności Islamska Republika Iranu uznaje również za przestępstwo przechodzenie na chrześcijaństwo, działalność kościelną oraz drukowanie i posiadanie Biblii. Drukowanie i rozpowszechnianie Biblii na terytorium Iranu jest przestępstwem od czasu zamknięcia Towarzystwa Biblijnego przez islamski reżim w 1990 roku.

Na całym świecie Towarzystwo Biblijne odgrywa kluczową rolę w tłumaczeniu, wydawaniu i rozpowszechnianiu Biblii. Jego obecność w Iranie sięga 1811 roku, kiedy Henry Martyn przybył do tego kraju i dokonał rewizji swojego perskiego przekładu Nowego Testamentu.

Sytuacja ta uległa zmianie w lutym 1990 roku, gdy władze reżimu przeprowadziły nalot na siedzibę Towarzystwa Biblijnego Iranu w Teheranie i nakazały jego zamknięcie. Organizacja ta przez dziesięciolecia była głównym wydawcą i dystrybutorem Biblii oraz literatury chrześcijańskiej w języku perskim. Jej likwidacja położyła kres legalnemu drukowi i publikacji chrześcijańskich tekstów w języku perskim – używanym przez zdecydowaną większość Irańczyków – i stanowiła istotne zaostrzenie działań państwa zmierzających do ograniczenia publicznego dostępu do nauczania religii chrześcijańskiej.

Od czasu przymusowego zamknięcia i konfiskaty siedziby Towarzystwa Biblijnego w Teheranie w 1990 roku chrześcijanie mają poważne trudności z dostępem do drukowanych egzemplarzy Biblii, a irańskie władze uznały import i rozpowszechnianie Biblii za działalność przestępczą.

Rok po zamknięciu Towarzystwa Biblijnego przedstawiciel Iranu przy Organizacji Narodów Zjednoczonych poinformował specjalnego sprawozdawcę ONZ, że Towarzystwo zostało „tymczasowo zamknięte” do czasu zakończenia dochodzenia w sprawie „naruszeń praw i przepisów Islamskiej Republiki Iranu”, nie wskazując jednak, o jakie przepisy chodzi. Dodał, że „gdy sytuacja oskarżonych zostanie wyjaśniona, Towarzystwo będzie mogło wznowić działalność”.

Jednak 36 lat później Towarzystwo Biblijne w Iranie nadal pozostaje zamknięte, a Biblia i inne książki chrześcijańskie są często traktowane jako nielegalna kontrabanda oraz dowód popełnienia przestępstwa.

Zwykłe praktyki religijne chrześcijan również są kryminalizowane i karane przez islamski reżim. Chrześcijanie są aresztowani i więzieni pod zarzutami związanymi z działalnością religijną, taką jak chrzest, Komunia Święta, wspólna modlitwa czy studium Biblii, również wtedy, gdy odbywają się one za granicą.

28 grudnia 2025 roku w Iranie wybuchły masowe protesty, które przerodziły się w trwające wiele tygodni ogólnokrajowe demonstracje domagające się zakończenia rządów Islamskiej Republiki.

„Reakcja władz na te protesty była przerażająca. Według doniesień zginęło wiele tysięcy osób, w tym kilku chrześcijan, a skutki represji dotknęły każdego Irańczyka – niezależnie od jego wyznania” – stwierdza najnowszy raport przygotowany przez Article18, Open Doors, Christian Solidarity Worldwide i Middle East Concern.

Ten sam reżim, który terroryzuje własnych obywateli, domaga się również prawa do rozwijania i budowy broni jądrowej oraz pocisków balistycznych, a także planuje dalsze wykorzystywanie wirówek do wzbogacania uranu w swoim podziemnym ośrodku w Pickaxe Mountain. Islamska Republika zapowiedziała również pobieranie „opłat” za komercyjną żeglugę przez Cieśninę Ormuz oraz utrzymanie kontroli nad swoim głównym pełnomocnikiem terrorystycznym – Hezbollahem, który obecnie sprawuje dominującą rolę w Libanie, niegdyś nazywanym – przed wojną domową z lat 1975–1990 – „Szwajcarią Bliskiego Wschodu”.

Islamska Republika Iranu nie ma zamiaru zrezygnować z eksportowania terroryzmu na cały Bliski Wschód. Finansuje, zbroi i szkoli sieć swoich terrorystycznych pełnomocników, obejmującą – obok Hezbollahu w Libanie – także Hutich w Jemenie oraz różne islamskie bojówki w Syrii i Iraku.

Memorandum o porozumieniu podpisane w Islamabadzie przez administrację Donalda Trumpa z Iranem jest najprawdopodobniej postrzegane przez reżim Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej jako pozbawiony znaczenia dokument niewiernych. Nie powstrzyma ono ich nienawiści wobec chrześcijan, Żydów, własnych obywateli ani Zachodu.


Uzay Bulut – turecka dziennikarka, Distinguished Senior Fellow w Gatestone Institute.

Link do oryginału: https://www.gatestoneinstitute.org/22678/iran-war-on-christians?utm_source=substack&utm_medium=email

Gatestone Institute, 7 lipca 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba


Grupa oporu, która nie potrafiła rządzić

Jill


Recenzja książki „Hamas and Its Two Million Hostages” Ahmeda Fouada Alkhatiba

Przez lata Gaza i jej żydowski sąsiad były prawdopodobnie najczęściej omawianym skrawkiem ziemi na świecie. Większość treści na ich temat konsumujemy za pośrednictwem ekranów, w bezpieczeństwie i komforcie Zachodu, korzystając z anglojęzycznych źródeł. Bardzo często osoby wypowiadające się na ten temat nie kierują się głębokim zrozumieniem ani pragnieniem dotarcia do prawdy, lecz potrzebą moralizowania. Ci samozwańczy aktywiści i komentatorzy polityczni zagłuszają głosy mieszkańców Gazy, zamiast przemawiać w ich imieniu. Prawdziwe zrozumienie Gazy przez zachodnich odbiorców wymaga perspektywy ludzi dobrze znających to miejsce – najlepiej takich, którzy sami z Gazy pochodzą.

Ahmed Fouad Alkhatib jest właśnie jednym z takich głosów. Dorastał w Gazie, a w 2005 roku, jako nastolatek, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby uczęszczać do szkoły średniej w ramach programu wymiany międzykulturowej. Krótko po jego przyjeździe Hamas został wybrany do rządzenia Strefą Gazy po całkowitym wycofaniu przez Izrael swoich osiedli. W 2007 roku Ahmed otrzymał azyl – jako pierwszy Palestyńczyk, któremu przyznano azyl polityczny w następstwie przejęcia Gazy przez Hamas – a w 2017 roku uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Od czasu przejęcia władzy przez Hamas nie postawił już stopy w swoim ojczystym mieście.

Choć od lat niemal nieustannie myślę o tym konflikcie, głębokie zrozumienie Gazy i jej mieszkańców zawsze mi umykało. To miejsce wydawało mi się niemal mityczne. Za każdym razem, gdy spacerowałam po plażach Tel Awiwu, ciesząc się ciepłą śródziemnomorską bryzą, myślałam: „Gaza jest tuż obok”. Dosłownie leży na tym samym wybrzeżu, a jednak jest oddzielona w sposób, który wydawał się nieprzekraczalny i nieosiągalny. Choć dość dobrze znam historię Izraela, nigdy naprawdę nie rozumiałam Gazy poza kontekstem konfliktu z Izraelem.

Nawet samo słowo „zakładnik” stało się podczas wojny niezwykle kontrowersyjne. 7 października Hamas dokonał masakry na terytorium Izraela w jego międzynarodowo uznanych granicach i uprowadził 251 zakładników. Tym samym naraził własną ludność cywilną na działania militarne Izraela. Już sam tytuł tej książki podważa narrację „my kontra oni”, sugerując, że najliczniejszymi zakładnikami organizacji terrorystycznej są jej właśni rodacy – dwa miliony ludzi, którym odmówiono możliwości opuszczenia Strefy Gazy podczas najgorszej katastrofy w historii Palestyńczyków.

W ciągu ostatnich kilku lat Ahmed pozostawał spokojnym i rozsądnym głosem ponad hałasem aktywizmu, który przedstawia się jako „propalestyński”, podczas gdy w rzeczywistości jest przede wszystkim antyizraelski i antyzachodni. Pod adresem przedstawicieli tego ruchu kieruje bardzo mocne słowa, określając ich działania po 7 października jako „formę zbiorowej psychozy”:

„Byłem wściekły – pisze Ahmed – że wyjątkowa, być może jedyna w swoim rodzaju szansa na zdobycie poparcia dla narodu palestyńskiego została zmarnowana na slogany i pusty aktywizm. Nie usłyszałem nic konstruktywnego, żadnej chęci ani próby wypracowania pragmatycznych rozwiązań i realnych rezultatów dla Palestyńczyków. Zamiast konsekwentnie opowiadać się za rozwiązaniem dwupaństwowym i uznać, że Palestyńczycy nie pragną zniszczenia Izraela, lecz dążą do godności, wolności i niepodległości, aktywiści na Zachodzie upili się najgorszą możliwą mieszanką ekstremizmu, uproszczeń i maksymalizmu. Ta toksyczna kombinacja zaszkodziła życiu i wolności Palestyńczyków oraz samej sprawie palestyńskiej.

Gdy zacząłem krytykować te tendencje, spotkałem się z brutalnymi atakami. Zdałem sobie sprawę, że wielu ludzi z tak zwanego ruchu propalestyńskiego jest w istocie głęboko antypalestyńskich, ponieważ interesują ich wyłącznie poglądy i doświadczenia potwierdzające ich własne przekonania. Fakt, że człowiek z Gazy taki jak ja – który stracił członków rodziny podczas wojny, który po izraelskim bombardowaniu w 2001 roku niemal całkowicie stracił słuch w lewym uchu i który od lat angażuje się w pomoc humanitarną dla Palestyńczyków w Gazie – może zostać odrzucony za prezentowanie „niewłaściwych poglądów”, był alarmującym sygnałem upadku zachodniego aktywizmu.”

Chciałabym zwrócić uwagę na pewne podobieństwo między Ahmedem a mną: oboje należymy do pokolenia milenialsów i oboje postrzegamy lata 90. jako najbardziej pomyślną i pełną nadziei dekadę naszego życia. Dla mnie, wychowanej bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych, oznacza to przede wszystkim Nintendo 64, Nickelodeon i centra handlowe. Dla Ahmeda są to czasy Porozumień z Oslo – okres, którego znaczenia nie byłem jeszcze w stanie zrozumieć, gdy się rozgrywał. Był to moment, gdy najbliżej było do powstania funkcjonującego państwa palestyńskiego, z międzynarodowym lotniskiem w Gazie obsługiwanym przez Palestinian Airlines, paszportami umożliwiającymi swobodne podróżowanie do i ze Strefy Gazy oraz lepszymi perspektywami zatrudnienia dla jej mieszkańców.

Książka szczegółowo opisuje okoliczności, które doprowadziły do dojścia Hamasu do władzy, co w praktyce zniszczyło nadzieję na rozwój sprawnie funkcjonującego społeczeństwa, o którym wielu marzyło w czasie pełnych optymizmu lat procesu z Oslo. Często słyszymy argument, że Hamas reprezentuje wolę swoich obywateli, ponieważ został wybrany w wyborach w 2005 roku (były to ostatnie wybory w Gazie). Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Przejęcie władzy przez Hamas – po wyborach, których przebieg budził poważne wątpliwości – było elementem walki o władzę między tą organizacją a innymi ugrupowaniami palestyńskimi (Fatahem, OWP i Autonomią Palestyńską). To, co nastąpiło później, trudno nazwać pokojowym przekazaniem władzy.

Analiza działalności międzynarodowych organizacji pozarządowych jest znacznie bardziej wyważona i opiera się na uzasadnionej krytyce. Autor, doceniając ich rolę w dostarczaniu mieszkańcom Gazy niezbędnej pomocy, zauważa jednocześnie, że ich obecność w praktyce wzmacniała Hamas. Bez względu na liczbę aktów terroru popełnianych przez Hamas pieniądze płynące przez organizacje humanitarne nieustannie finansowały podstawowe usługi, których sam Hamas nie zapewniał. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jest to szerszy problem międzynarodowych organizacji humanitarnych działających w państwach rządzonych przez opresyjne reżimy – Gaza jest po prostu jednym z najbardziej wyrazistych przykładów.

Gaza jest wyjątkowa pod względem stopnia, w jakim jej przywódcy wykorzystują organizacje międzynarodowe, takie jak ONZ, jako element – trzeba przyznać – niezwykle skutecznej kampanii wizerunkowej (napędzanej w dużej mierze przez Al Jazeerę), skierowanej do odbiorców na całym świecie. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że „Ministerstwo Zdrowia Gazy” nagle stało się wiarygodnym źródłem informacji dla czołowych amerykańskich dziennikarzy? Dopóki Hamas utrzymywał w ruchu tę machinę – organizacje pozarządowe, darczyńców i aparat propagandowy – mógł przedstawiać się jako „ruch oporu”, jednocześnie całkowicie zawodząc jako rządzący. Nie miało znaczenia, ile przerw w dostawach prądu, niedoborów paliwa czy zwykłego cierpienia zafundował własnym mieszkańcom.

Skupianie uwagi świata wyłącznie na oburzeniu wobec Izraela pozwala Hamasowi bez przeszkód kontynuować swoje bandyckie działania. Smutna rzeczywistość jest dziś taka, że im więcej brutalności i chaosu wywołuje Hamas, tym więcej pieniędzy napływa z zagranicy, aby finansować skutki tej sytuacji. Terroryzm stał się znacznie bardziej opłacalny niż pokój.

Nie sposób pominąć najbardziej oczywistej kwestii. Zapytałem Ahmeda wprost, dlaczego zdecydował się wydać swoją książkę w żydowskim wydawnictwie, a nie w muzułmańskim lub innym nieżydowskim. Oddaję mu głos:

„The Jewish Quarterly” złożyło mi ofertę, a ich model wydawniczy idealnie odpowiadał temu, czego szukałem – publikują krótkie książki lub długie eseje. To było doskonałe rozwiązanie. W społeczności muzułmańskiej istnieje poważny problem z podejściem do Hamasu i nastrojów określanych jako „propalestyńskie”, a poza tym nie ma zbyt wielu alternatyw wydawniczych. Jednocześnie świadomie chciałem dotrzeć do żydowskich odbiorców, do których tradycyjny ruch propalestyński nie jest w stanie dotrzeć, mimo że znaczna część mojego przekazu skierowana jest właśnie do środowisk propalestyńskich.

Można bezpiecznie założyć, że większość czytelników tej książki będą stanowić osoby nastawione proizraelsko, które już dziś postrzegają Ahmeda jako swego rodzaju wyjątek. Nie wiem, w jakim stopniu jego poglądy podzielają zwykli mieszkańcy Gazy żyjący obecnie w Strefie. Wiem natomiast, że ten poruszający tekst jest szczerym wysiłkiem rodowitego Palestyńczyka, który próbuje edukować innych jako przedstawiciel społeczności, o której mówi się bez końca, lecz którą rozumie się bardzo słabo. Właśnie tak powinno wyglądać bycie naprawdę „propalestyńskim” – w sposób, na jaki obecna debata publiczna po prostu nie pozwala.


Link do oryginału:

The Liberal Jew
A Resistance Group That Failed To Govern: Review of “Hamas and Its Two Million Hostages” by Ahmed Fouad Alkhatib
For years, Gaza and its Jewish neighbor have served as possibly the most talked-about territory in the world. We consume most of the content about it from our screens in the safety and comfort of the West, from English-language channels. Much of the time, those who speak of it here do so not out of profound understanding or a desire to seek truth, but r…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Activists Against Israel-Ireland Nations League Soccer Match Occupy Department of Sport Offices in Dublin


Activists Against Israel-Ireland Nations League Soccer Match Occupy Department of Sport Offices in Dublin

Shiryn Ghermezian


Soccer Football – UEFA Nations League Draw – Brussels Expo, Brussels, Belgium – Feb. 12, 2026, General view during the draw. Photo: REUTERS/Benoit Tessier

Anti-Israel activists occupying Ireland’s Department of Sport in Dublin were removed by police on Wednesday after demanding that the country cancel two upcoming UEFA Nations League soccer matches against Israel.

Supporters of the #StopTheGame campaign entered the lobby of the Department of Culture, Communications and Sport on Leeson Lane, repeatedly chanting “stop the game” and “don’t play,” according to videos posted online.

The demonstrators asked to speak with officials before Gardaí removed them less than two hours later. No arrests were made. Other activists gathered outside the building carrying a banner reading “Show Israel the red card.”

The campaign, organized by Irish Sport for Palestine and backed by prominent soccer players, coaches, and cultural figures, said the occupation was part of a protest effort that “will intensify” unless both matches are canceled. It accused Ireland of “sportwashing genocide.”

“The Government has placed pressure on the FAI, who are also culpable, to fulfil these fixtures,” the group said, referring to the Football Association of Ireland. “We are failing in our moral, humanitarian and legal obligations as a country in playing these games.”

Ireland is scheduled to face Israel on Sept. 27 at Nagyerdei Stadion in Debrecen, Hungary. Israel has played UEFA home matches abroad since the Hamas-led Oct. 7, 2023, terrorist attack and the ensuing war in Gaza.

Ireland’s Oct. 4 home fixture has also been moved out of the country. The FAI announced last month that the match would be played behind closed doors in Bačka Topola, Serbia, citing “operational challenges” that could prevent it from safely staging the game in Dublin.

The relocation did not satisfy campaigners.

“We don’t want the Irish team to play Israel anywhere,” Dublin City Councilor Cieran Perry said after the protest.

The dispute is the latest in a series of increasingly hostile confrontations between Irish sporting institutions and Israel.

In February 2024, Ireland’s women’s basketball team refused to shake hands or exchange gifts with Israeli players before a EuroBasket qualifier in Riga after Israeli player Dor Saar accused the Irish team of antisemitism. Basketball Ireland denounced her remarks as “inflammatory and wholly inaccurate.” Israel won the game 87-57.

In November 2025, delegates to the FAI voted 74-7, with two abstentions, to ask UEFA to suspend the Israel Football Association from European competitions, citing alleged violations of the governing body’s statutes. UEFA did not suspend Israel, leaving Ireland obligated to fulfill the Nations League fixtures or risk forfeiting them and facing further disciplinary action, including possible disqualification.

A spokesperson for the Department of Sport stressed that the government and Sport Ireland have “no role in the organization of such fixtures,” saying national governing bodies such as the FAI operate independently.

The department said Gardaí were called “in accordance with normal protocols.” Police said they facilitate peaceful protest while protecting public access and business operations, using enforcement only as a last resort.

The FAI has warned that refusing to play could cause significant and lasting damage to Irish soccer. Republic of Ireland manager Heimir Hallgrímsson has opposed a boycott but said he would respect the decision of any player who refused to participate.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


French Jewish DJ Leaves Music Festival Set After Violent Antisemitic Abuse From Pro-Palestinian Protesters


French Jewish DJ Leaves Music Festival Set After Violent Antisemitic Abuse From Pro-Palestinian Protesters

Shiryn Ghermezian


French DJ Barbara Butch during her performance at the Nuit Blanche festival on the forecourt of the City Hall in Paris, France on June 6, 2026. Photo: Quentin de Groeve / Hans Lucas via Reuters Connect

French Jewish disc jockey Barbara Butch was forced offstage Saturday after a large group of antisemitic, pro-Palestinian activists disrupted her performance at a music festival in Grenoble, pelting the stage with objects and subjecting her to sustained abuse.

Butch later described the incident in an op-ed for the French newspaper Le Monde, written with her lawyer, saying the confrontation represented the culmination of a months-long campaign to drive her from French cultural and public life.

She was performing at the Cabaret Frappé festival when more than 100 protesters packed the audience and assailed her with “whistles, boos, shouts, and insults,” according to the op-ed. Demonstrators also hurled gravel, cardboard, plastic objects, liquids, and glass bottles, some of which shattered on her mixing console and near her feet.

Video from the scene, shared by the pro-Israel entertainment industry organization Creative Community for Peace, showed protesters waving large Palestinian flags and chanting “Free, free Palestine.” Some members of the far-left La France Insoumise party were among the demonstrators, according to French Interior Minister Laurent Nuñez.

Butch was eventually escorted from the venue and her set was cut short.

The demonstrators had called for a boycott of Butch over her support for a controversial bill introduced by French lawmaker Caroline Yadan that sought to address contemporary forms of antisemitism. The measure was withdrawn in April, only hours before it was scheduled for debate in the National Assembly, amid criticism that it could restrict criticism of Israel.

Butch and her lawyer argued that the incident went far beyond political protest.

“That evening, a line was crossed: the one separating protest from coercion, disagreement from intimidation, speech from violence,” they wrote in Le Monde. “It was no longer a matter of responding to an artist; she was being driven off the stage.”

They said Butch has for months been subjected to an organized campaign intended to make her professionally untouchable.

“The method is consistent: singling her out; discrediting her morally; relentlessly spreading defamatory accusations against her; demanding her removal from lineups; pressuring venues, festivals, local authorities, and the public; intimidating those who invite or support her; and turning every one of her trips into a threat, every concert into an ordeal, and every employer into a target,” they wrote.

“Then, when none of that suffices, coercion is brought to bear at the very venue where she is scheduled to perform.”

In a lengthy video posted on social media, Butch said she has endured antisemitism since childhood and that the abuse intensified after she signed an open letter denouncing antisemitism in France and rejecting attempts to hold Jews collectively responsible for Israeli government policy.

She was also targeted after participating in the opening ceremony of the 2024 Paris Olympic Games, receiving death threats and a stream of antisemitic, sexist, fatphobic, and anti-LGBT abuse.

Butch described what happened in Grenoble as “intolerable.”

“The antisemitism that I have been subjected to on a daily basis and endured for years, ever since I was a child, and which has become even more intense after the Olympics — I’ve had enough,” she said.

“I’m not someone who resorts to violence. I am someone who advocates love, and that won’t change. I don’t condone any violence.”

Butch said antisemitism must be discussed as openly as other forms of bigotry.

“It’s an issue that affects us all and which, for me, is on par with racism, fatphobia, and LGBT-phobias,” she said.

“We need to talk about it and create safe spaces together. If we don’t have those spaces, we’re heading straight for defeat.”

She added that her work as a DJ is intended to bring people together rather than deepen political and social divisions.

“My job is to bring people together, to unite them, to get you dancing and ensure we’re united; ensure we love one another and carry on doing it, even if everything around us is causing anxiety,” she said.

“I hope you’ll try to understand, try to reestablish dialogue so we can talk again, because things are getting worse and worse and we can’t let things carry on like this.”

Nuñez condemned the attack on Butch, describing the perpetrators as “pro-Palestinian militants.”

“Antisemitism, intimidation, and pressure have no place in our Republic,” he wrote on X. “Preventing an artist from performing is an unacceptable violation of freedom of expression and creation.”

Prominent French record producer and DJ Bob Sinclar also expressed solidarity with Butch, calling the episode “unacceptable.”

“Clubbing is a sacred, blessed community where racism, homophobia, antisemitism, or all forms of discrimination are unacceptable,” he said in an Instagram video Monday. “We are here together to celebrate music and happiness. That is it. No judgment, but love.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dlaczego nie zamierzam debatować z krytykami Izraela


Dlaczego nie zamierzam debatować z krytykami Izraela

Sam Harris


Wielu czytelników i słuchaczy podcastu wyrażało rozczarowanie moim niezmiennym poparciem dla Izraela i obecnie namawia mnie do debaty z kimś – właściwie z kimkolwiek – z coraz liczniejszego grona uczonych, naciągaczy i moralnych szaleńców, którzy uczynili z tego oblężonego kraju swoją zawodową lub psychiatryczną obsesję. Wygląda na to, że społeczność Making Sense przejęła tę fascynację, co w ostatnich dniach doprowadziło do kilku gorących sporów. Wyjaśniałem swoje stanowisko wobec Izraela w wielu podcastach i wystąpieniach publicznych, ale być może pomocne będzie krótkie podsumowanie go tutaj.

Po pierwsze, moje ogólne nastawienie: nie interesuje mnie analizowanie wszystkich sposobów, na jakie Izrael zawiódł – od skorumpowanego sojuszu premiera Netanjahu ze skrajną prawicą, przez liczne przestępstwa popełniane przez osadników na Zachodnim Brzegu, po śmierć niewinnych cywilów w kilku wojnach – ponieważ żadne z tych uchybień, niezależnie od ich wagi, nie zmieni mojego przekonania, że (1) etyczna różnica między Izraelem a jego wrogami pozostaje ogromna oraz że (2) światowa obsesja na punkcie państwa żydowskiego, traktowanego tak, jakby było największym złoczyńcą pośród narodów, jest godna pogardy, ponieważ wyrasta z odwiecznych kłamstw i urojeń.

Następnie prosta heurystyka: jak zasugerowałem już przynajmniej w jednym wątku społeczności, jeśli moja nieustępliwość w tych kwestiach wydaje się wam niezrozumiała, może pomóc świadomość, że z jakiegoś powodu uważam wojujący islam za dziesięciokrotnie gorszy, niż wy go postrzegacie. Kiedy mówię o „dżihadystach” i różnych ich organizacjach – Hamasie, Hezbollahu, Al-Kaidzie, Państwie Islamskim, IRGC itd. – mam na myśli ludzi, których uważam za gorszych od nazistów (dżihadyści są w istocie nazistami pewnymi istnienia Raju). Moje poglądy na konflikt na Bliskim Wschodzie nie zmienią się zasadniczo, dopóki moi krytycy nie przedstawią dowodów, że Izrael stał się równie zły jak jego wrogowie.

Możecie jednak być pewni, że jeśli Siły Obronne Izraela przekształcą się w kult śmierci wykorzystujący własną ludność cywilną jako żywe tarcze (a mimo to pozostający szeroko popieranym), jeśli zwykli Izraelczycy zaczną stawiać męczeństwo ponad wszelkie ziemskie priorytety, wychowując kolejne pokolenia pełnych zapału fanatycznych samobójców, jeśli mieszkańcy Tel Awiwu zaczną aprobować porywanie palestyńskich niemowląt, starszych kobiet i innych cywilów jako zakładników, a następnie gromadzić się w tysiącach, domagając się ich krwi – jeśli, innymi słowy, Izraelczycy zaczną przypominać Palestyńczyków – wówczas nie będzie mnie obchodziło, kto wygra tę wojnę. Dopóki do tego nie dojdzie, między obiema stronami istnieje przepaść różnic, a ja uważam, że powinniśmy skupić się na tym, jak brutalizujące jest dla każdego wolnego społeczeństwa mierzenie się z wrogami, którzy mogą szczerze twierdzić, że „kochają śmierć” bardziej, niż inni kochają życie – ponieważ właśnie taka była sytuacja Izraela przez większą część ostatniego stulecia.

Problemem na Bliskim Wschodzie nie jest i nigdy nie było istnienie państwa Izrael. Problemem jest dżihadyzm, islamizm, islamski ekstremizm, islamofaszyzm, wojujący islam – lub jakichkolwiek słów chcecie użyć, by opisać agresję i triumfalistyczne szaleństwo tych, którzy zbyt poważnie traktują najbardziej zgubne doktryny islamu.

Nie będę debatował o historii Bliskiego Wschodu, ponieważ jest ona nieistotna dla rozwiązania tamtejszego konfliktu. Oczywiście wiele osób twierdzi, że musimy rozplątać i ponownie przeanalizować każdy wątek tej historii, sięgając co najmniej wieku wstecz. Powód, dla którego jestem przekonany, że to jałowe zajęcie, jest prosty: Palestyńczycy i Izraelczycy przedstawiają rozbieżne wersje przeszłości, a żadna ilość badań czy debat ich nie pogodzi.

Znacznie ważniejsze do zrozumienia – i uważam, że jest to jedyna rzecz naprawdę warta rozważenia – jest to, czego obecni mieszkańcy Izraela, terytoriów palestyńskich i otaczających państw arabskich chcą dziś od życia. (Nie tego, czego udają, że chcą, ani tego, czego chce garstka rodzin królewskich, podczas gdy ich społeczeństwa pragną czegoś zupełnie innego). Do czego naprawdę dążą Żydzi i muzułmanie w tym regionie? Co są gotowi poświęcić? Za co są gotowi umrzeć? I za co są gotowi pozwolić umrzeć swoim dzieciom?

Kiedy w ten sposób skupiamy się na teraźniejszości, musimy – jeśli jesteśmy uczciwi – przyznać, że po obu stronach tego konfliktu istnieją dwie bardzo różne rzeczywistości: kulturowo, psychologicznie, etycznie, duchowo – pod każdym względem, który ma znaczenie. Tak, Izrael ma również swoich religijnych fanatyków. Nie są oni jednak tego samego rodzaju fanatykami, jakich spotykamy w Hamasie czy Hezbollahu, i znacznie słabiej reprezentują otaczającą ich kulturę. Niezależnie od wszystkiego, co można powiedzieć przeciwko premierowi Netanjahu, izraelskiej skrajnej prawicy i osadnikom na Zachodnim Brzegu — a jest wiele rzeczy zasługujących na potępienie – uważam, że następujące stwierdzenie pozostaje prawdziwe:

Gdyby Palestyńczycy złożyli broń, nastałby pokój. Mogłoby dojść do rozwiązania dwupaństwowego; mogłoby nawet dojść do rozwiązania jednopaństwowego; nie miałoby to znaczenia. Gdyby Palestyńczycy po prostu przestali zabijać Żydów i przestali budować kulturę, która celebruje bezsensowne morderstwo i męczeństwo jako najwyższe wartości, między Jordanem a Morzem Śródziemnym mogłoby istnieć różnorodne, tolerancyjne i zamożne społeczeństwo. Mogło istnieć już osiemdziesiąt lat temu. Ale gdyby Izraelczycy złożyli broń, doszłoby do ludobójstwa. Było to oczywiste 7 października 2023 roku. I dla każdego, kto zwracał uwagę na rzeczywistość, było to prawdą każdego dnia od momentu powstania państwa Izrael.

Prawda jest taka, że nigdy nie wiedziałem, jak Izrael powinien był odpowiedzieć na wydarzenia z 7 października. Wiem jedynie, że on, podobnie jak każde inne wolne społeczeństwo, musi ostatecznie pokonać wojujący islam. To, jak należy to zrobić, rzeczywiście podlega debacie. Nie o to jednak toczy się spór wśród krytyków Izraela, zwłaszcza po lewej stronie. Dla nich martwienie się o wojujący islam – nawet w Izraelu, nawet po największej masakrze Żydów od czasów Holokaustu – jest jedynie kolejnym przejawem „islamofobii”. To po prostu kolejny przejaw „kolonializmu” i „rasizmu” (jakby ten ostatni zarzut miał na Bliskim Wschodzie jakikolwiek sens).

Jeśli chcecie zrozumieć mój pogląd na ten konflikt, zadajcie jedno pytanie, które wyjaśnia wszystko w teraźniejszości:

Co zrobiłaby każda ze stron, gdyby miała moc zrobić dokładnie to, czego chce?

Choć wielu udaje, że jest inaczej, wszyscy znają odpowiedź na to pytanie z moralną pewnością.

Gdyby Hamas miał taką władzę, przeprowadziłby rzeczywiste ludobójstwo w Izraelu. Organizacja wielokrotnie potwierdzała swoje zaangażowanie w ten projekt, zarówno przed 7 października, jak i po tej dacie. I choć prawdą jest, że nienawiść do Żydów w świecie muzułmańskim została ogromnie wzmocniona przez trwającą od stulecia fascynację nazistowską propagandą i teoriami spiskowymi, nie jest to zjawisko wyłącznie współczesne. Istnieje na przykład słynny hadis przepowiadający, że Dzień Sądu nie nadejdzie, dopóki kamienie i drzewa nie zawołają: „O muzułmaninie, za mną ukrywa się Żyd, przyjdź i go zabij”. Nic dziwnego, że Hamas przywołał ten hadis w swojej karcie założycielskiej.

Większość Palestyńczyków o tym wie, a mimo to Hamas pozostaje popularny. Przez ponad dekadę Hamas przekierowywał zagraniczną pomoc, która miała poprawić życie w Gazie, i wykorzystywał ją do budowy największego schronu przeciwbombowego, jaki kiedykolwiek stworzył nasz gatunek – setek kilometrów tuneli – a mimo to podczas wojny nie pozwolono cywilom palestyńskim się w nich schronić. Dlaczego? Ponieważ Hamas wykorzystywał tych mężczyzn, kobiety i dzieci jako żywe tarcze. A kiedy Izrael wykonywał telefony i wysyłał miliony wiadomości tekstowych, wzywając cywilów do ewakuacji, głośniki w najbliższych meczetach ostrzegały ich, by pozostali na miejscu. Snajperzy Hamasu zabili wielu tych, którzy próbowali przenieść się w bezpieczne miejsce. Palestyńczycy wiedzą o tym wszystkim, a mimo to Hamas pozostaje popularny. Nawet po całym spustoszeniu, jakie sprowadził na własny naród, pozostaje najpopularniejszą frakcją palestyńską, wyraźnie wyprzedzając swojego rywala, Fatah. Dlatego właśnie na Bliskim Wschodzie nie ma pokoju.

Cierpienie w Gazie jest straszliwe i nigdy nie udawałem, że jest inaczej. Ale cierpienie gdzie indziej – cierpienie, o którym nie myślicie – jest równie realne. Powinniście zadać sobie pytanie, dlaczego obchodzi was ono mniej. Ta różnica, emocjonalna i polityczna, pokazuje, jak wygląda przegrana wojna informacyjna.

Nie widzieliśmy wszystkich martwych dzieci w Jemenie, Syrii czy Sudanie, gdzie liczby ofiar są znacznie wyższe niż w Gazie, ale wszyscy byliśmy świadkami pornografii nędzy i śmierci, systematycznie wytwarzanej przez zwolenników Hamasu. Możecie uważać, że wasza szczególna troska o Izrael wynika z faktu, że my, Amerykanie, dostarczamy wiele broni używanej przez izraelską armię do zabijania Palestyńczyków. Ale dostarczaliśmy broń także Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonym Emiratom Arabskim w wojnie w Jemenie, która pochłonęła szacunkowo 377 tysięcy istnień ludzkich. Gdzie były wtedy protesty? Gdzie było moralizatorstwo celebrytów w sprawie jemeńskich ofiar? Dlaczego Zohran Mamdani nie uczynił sprzeciwu wobec tego zła jednym z głównych tematów swojej kampanii na burmistrza Nowego Jorku? Jemen przez lata był najgorszym kryzysem humanitarnym na świecie, przy pełnym udziale amerykańskiej broni i wsparcia logistycznego, a mimo to nigdy nie stał się centralną obsesją moralną uniwersytetów, mediów, sieci aktywistycznych czy polityki lewicowej w taki sposób, jak Gaza.

Zwrócenie na to uwagi nie jest retorycznym grzechem „whataboutismu”. Ujawnia raczej rażącą dysproporcję moralną: świat po prostu nie przejmuje się tym, gdy muzułmanie zabijają innych muzułmanów – zdumiewające, ale niewiele bardziej przejmuje się także wtedy, gdy zabijają chrześcijan – natomiast bardzo przejmuje się tym, gdy robią to Żydzi. Zgromadzenie Ogólne ONZ i Rada Praw Człowieka przyjęły więcej rezolucji przeciwko Izraelowi niż przeciwko wszystkim innym państwom łącznie, w tym Korei Północnej, Iranowi, Rosji, Chinom, Syrii, Sudanowi i Jemenowi. Kilka z tych krajów dopuściło się rzeczywistych ludobójstw. Nic z tego nie ma sensu. A jednak taki jest świat, w którym żyjemy.

Spośród 193 państw świata dwie trzecie zostały stworzone przez kartografów, którzy po prostu wyobrazili sobie ich granice, nie zwracając większej uwagi na plemienne interesy ludzi zamieszkujących te terytoria. W rzeczywistości ponad połowa z nich powstała po 1948 roku, czyli po roku założenia Izraela. A jednak istnieje tylko jedno państwo, którego legitymacja jest nieustannie kwestionowana na całym świecie. Jest tylko jeden naród na Ziemi, który musi stale uzasadniać swoje prawo do istnienia, nawet wtedy, gdy samo przetrwanie jego mieszkańców jest zagrożone przez otwarcie ludobójczych wrogów.

Ta obsesja na punkcie Izraela oraz podwójne standardy stosowane wobec jego obywateli stanowią dziś główny rdzeń tej zmiennej moralnej przypadłości powszechnie znanej jako „antysemityzm”.

Przez większość życia wierzyłem, że niebezpieczny antysemityzm należy już do przeszłości, przynajmniej na Zachodzie. Niestety reakcja na wydarzenia z 7 października mocno podważyła to przekonanie. Zbrodnie popełnione przez Hamas ujawniły poziom nienawiści do Żydów na świecie, który zszokował nawet tych z nas, którzy przez znaczną część życia zajmowali się badaniem antysemityzmu. Co istotne, nienawiść ta ujawniła się jeszcze przed izraelską inwazją na Gazę. Kiedy wciąż identyfikowano ciała młodych ludzi okaleczonych i zamordowanych podczas festiwalu muzycznego Nova, studenci Harvardu i profesorowie Uniwersytetu Columbia – a także demonstranci w Nowym Jorku, Londynie, Sydney i Toronto – świętowali działania ich zabójców.

Dlaczego antysemityzm ma znaczenie? Dla Żydów odpowiedź jest oczywista, ale dlaczego miałby mieć znaczenie dla wszystkich pozostałych? Ma znaczenie dlatego, że kiedy przyjrzymy się temu, czego jeszcze nienawidzą antysemici, odkryjemy, że nienawidzą wszystkiego, co umożliwia istnienie bogatych kulturowo, różnorodnych i otwartych społeczeństw. Prawdziwi antysemici przynoszą ze sobą coś więcej niż tylko nienawiść do Żydów: przynoszą cenzurę, represje polityczne, myślenie spiskowe oraz politykę odczłowieczania i szukania kozłów ofiarnych. Potępianie antysemityzmu nie jest więc szczególnym uprzywilejowaniem jednej grupy. Jest obroną moralnej i instytucjonalnej architektury, która umożliwia istnienie wolnych społeczeństw.

Na zakończenie chciałbym zwrócić się do członków społeczności Making Sense z jeszcze jedną ogólną uwagą. Wielu z was pisało do mnie, że straciliście do mnie szacunek z powodu tej kwestii (lub że nadal cenicie moją pracę i robicie mi „wyjątek” w sprawie Izraela). Odrzucam taki sposób myślenia i wy również powinniście go odrzucić. Nikt nie powinien być częścią tej społeczności tylko dlatego, że zgadza się ze mną. Nie prowadzę partii politycznej i nie istnieje żadna linia, której ja lub ktokolwiek inny miałby się trzymać. Jeśli spadłem z piedestału dlatego, że powiedziałem coś, z czym się nie zgadzacie, problemem był piedestał, a nie niezgoda. Oczywiście, jeśli uważacie, że was okłamuję lub że brakuje mi uczciwości, powinniście odejść i nigdy nie oglądać się za siebie. Jeśli jednak sądzicie po prostu, że się mylę, nawet w ważnej sprawie – a zwłaszcza w ważnej sprawie – zachęcam was, byście nadal przedstawiali lepsze dowody i argumenty. W końcu właśnie temu służy prawdziwa wspólnota intelektualna i moralna.


Link do oryginału:

Sam Harris
Why I Won’t Debate Critics of Israel
Many readers and podcast listeners have been dismayed by my enduring support for Israel and now urge me to debate someone—really anyone—drawn from a growing cast of scholars, grifters, and moral lunatics who have made that beleaguered country their professional or psychiatric obsession. The…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com