Archive | March 2018

(Żołnierze wyklęci – NSZ)Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda

Brygada Świętokrzyska. Zakłamana legenda

Rafał Wnuk*


Fot. IPN

Mit, jakoby Brygada Świętokrzyska przedostała się na Zachód, klucząc w przesuwającym się pasie przyfrontowym narażona na ataki Niemców bądź Sowietów, nie ma nic wspólnego z prawdą. Przeszli na teren Czech pod opieką Niemców i ani przez chwilę nie walczyli z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej.

W reklamie hagiograficznej powieści “Legion” Elżbiety Cherezińskiej o Brygadzie Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych czytamy: Mieli być wyklęci. Okazali się zwycięscy. Walcząc z Sowietami i Niemcami, dawali dowody, że państwo polskie trwa – karze przestępców, likwiduje zdrajców, chroni ludność i przygotowuje kadry dla niepodległego kraju. Byli solą tej ziemi, wyrośli w polskich lasach – liczyli tylko na siebie. Nie mieli broni ani z Londynu, ani z Moskwy. Ich jedynym orężem była odwaga.

To główne elementy złotej legendy żołnierzy NSZ i Brygady Świętokrzyskiej, według której byli rycerzami bez skazy walczącymi jednocześnie z III Rzeszą i ZSRR, chroniąc bezbronnych cywilów i stojąc na straży niepodległego państwa. Zgodnie z tym mitem NSZ przewyższał organizacje tworzące Polskie Państwo Podziemne oraz Armię Krajową starającą się unikać walk z komunistami. Artykuły o Brygadzie Świętokrzyskiej często noszą tytuły w stylu “Jedyni sprawiedliwi” czy “Najbardziej wyklęci z wyklętych”. Wielu młodych ludzi zakłada T-shirty z napisem “NSZ – chwała bohaterom” i emblematem Brygady, która dla części Polaków stała się symbolem heroicznego patriotyzmu i ucieleśnieniem tego, co najlepsze w tradycji prawicy. W wielu głowach zadomowiła się fraza: “Bohaterowie z AK i NSZ”, zrównująca na poziomie semantycznym obie organizacje. W oparciu o mity przeszłości rozmaite ruchy społeczno-polityczne budują tożsamość grupową oraz wspólnotę wartości. To rzecz normalna. Źle się jednak dzieje, gdy mit opiera się na wyobrażeniach oderwanych od faktów, a tak właśnie jest w przypadku Brygady Świętokrzyskiej.

Polska ONR-ABC

Zanim opowiemy o dokonaniach Brygady, cofnijmy się do 1934 r., kiedy to w ramach Stronnictwa Narodowego (SN) powstała tajna Organizacja Wewnętrzna, zdominowana przez młodych, skrajnie prawicowych radykałów. Lucyna Kulińska, historyczka i apologetka NSZ, określiła ją jako “ściśle zakonspirowany związek typu mafijnego”. To właśnie krytyczni wobec demokratycznych tradycji SN członkowie tej grupy dokonali rozłamu w partii i w kwietniu tamtego roku powołali Obóz Narodowo-Radykalny (ONR). Ruch ten, podważający podstawy prawne II RP i stosujący przemoc, został bardzo szybko zdelegalizowany, a wielu oenerowców trafiło do obozu w Berezie Kartuskiej. W 1935 r. w ONR nastąpił rozłam na ONR “Falanga” i zdominowany przez członków Organizacji Wewnętrznej ONR “ABC”.

O programie ONR “ABC” Kulińska pisze tak: Była to ideologia socjalnarodowa, jak określali ją sami twórcy. (…) Ustrój ten przewidywał zlikwidowanie różnic klasowych, a na to miejsce zjednoczenie całego narodu wokół ideologii Organizacji Wewnętrznej. Jednym z najważniejszych punktów programu OW było wyeliminowanie i likwidacja mniejszości narodowych. Za mniejszości najbardziej niebezpieczne i wrogie uznano Niemców, Ukraińców i Żydów. (…) Mieli być ustawowo wysiedleni poza granice, a jednostki znane z działalności na szkodę narodu miały być zlikwidowane. (…)

Kierownicze stanowiska w państwie mogliby obejmować wyłącznie członkowie Organizacji Wewnętrznej potrafiący udowodnić czysto polskie, w sensie rasowym, pochodzenie cztery pokolenia wstecz. Oni mieli decydować o selekcji ludzi na wyższe stanowiska i tworzeniu z nich elitarnej hierarchii. W przyszłym państwie nie było mowy o uznawaniu jakiejkolwiek partii, stowarzyszenia czy organizacji społecznej. Nie zamierzano też tolerować rozwoju społecznego czy kulturalnego innych narodowości – pisał Rafał Sierchuła, badacz IPN, któremu trudno zarzucać uprzedzenia do ONR lub NSZ.

Z AK w żadnym razie

Wybuch II wojny światowej nie zmienił poglądów ludzi ze środowiska ONR “ABC”. Po klęsce wrześniowej jej liderzy przeszli do konspiracji i byli określani Grupą “Szańca”, od tytułu swojego najważniejszego pisma. Odmówili podporządkowania się rządowi na uchodźstwie, a ich zbrojna bojówka – Organizacja Wojskowa Związek Jaszczurczy – nie scaliła się z AK, jedyną organizacją uznawaną za konspiracyjne Wojsko Polskie.

W końcu 1942 r. członkowie Związku Jaszczurczego oraz rozłamowcy z Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) powołanej przez konspiracyjne SN utworzyli Narodowe Siły Zbrojne. Bardzo szybko zaczęła się rywalizacja o kontrolę nad NSZ pomiędzy grupą wywodzącą się z NOW i skłaniającą się do podporządkowania AK a ludźmi ze Związku Jaszczurczego odrzucającymi porozumienie z władzami Państwa Podziemnego.

Na początku 1944 r. reprezentujący ugodowców Zbigniew Stypułkowski podpisał w imieniu NSZ umowę scaleniową z AK, co wywołało sprzeciw Związku Jaszczurczego. W kwietniu 1944 r. osoby z tego kręgu postanowiły siłą przejąć władzę nad NSZ i unieważnić ustalenia Stypułkowskiego. Wykorzystali śmierć komendanta głównego NSZ płk. Tadeusza Kurcyusza i wydali kilka antydatowanych i fałszywych rozkazów podpisanych rzekomo przez zmarłego. Ustanawiały one nowym dowódcą NSZ rotmistrza Stanisława Nakoniecznikowa (na którym ciążył wydany przez AK wyrok śmierci za dezercję) i przekazywały organizację pod kontrolę osób ze Związku Jaszczurczego. Co więcej, rozłamowcy porwali płk. Albina Raka, którego komendant główny AK wyznaczył na dowódcę NSZ i pełnomocnika ds. scalenia. Przystawili mu pistolet do głowy i zmusili do podpisania zrzeczenia się dowództwa nad NSZ, odwołania rozkazów scaleniowych i złożenia samokrytyki. Wypuszczony na wolność natychmiast unieważnił wymuszone decyzje.

Powstałą po rozłamie konspirację określa się mianem NSZ-ONR. Jej przywódcy postanowili też pozbyć się głównych oponentów i wkrótce doszło do skrytobójczych mordów oficerów NSZ, którzy przeszli do AK. Obsesja zdrady i tropienie “piątej kolumny” doprowadziły do tego, że również Nakoniecznikow został oskarżony o sprzyjanie komunistom i zastrzelony.

Wbrew budowanemu dziś mitowi NSZ-ONR wcale nie bronił ciągłości II RP, ale przeciwnie – robił wiele, by zniszczyć autorytet legalnych władz, by na gruzach przedwojennego systemu zbudować nacjonalistyczną monopartyjną dyktaturę. Stawianie znaku równości między AK i NSZ-ONR jest manipulacją sugerującą, jakoby ta ostatnia była częścią składową Państwa Podziemnego. Nie była.

Fałszywe jest też wyobrażenie, że stanowiła najważniejsze ugrupowanie prawicowe w podziemnym życiu politycznym. Tę rolę odgrywało Stronnictwo Narodowe, stanowiące jeden z fundamentów Państwa Podziemnego oraz władz emigracyjnych. Członkowie NSZ-ONR rozbijali jedność prawicy, posuwając się do mordowania swych kolegów szukających porozumienia z SN czy AK.

W “Deklaracji” NSZ znalazła się zapowiedź bezwzględnej walki z każdym wrogiem Państwa Narodu Polskiego, a także zdecydowanego przeciwdziałania próbom uchwycenia władzy przez komunę. “Deklaracja” w równym stopniu uznawała za wroga III Rzeszę i ZSRR, podczas gdy rząd emigracyjny i podległe mu podziemie od układu Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 r. traktowała Sowiety jako alianta, a po zerwaniu stosunków przez Moskwę 25 kwietnia 1943 r. – jako “sojusznika naszych sojuszników”.

Brygada do walki z komuną

Radzieckie sukcesy militarne sprawiły, że w połowie 1943 r. dowództwo NSZ skorygowało swój program. Zwycięstwo Sowietów oznaczałoby dla Polski kompletną katastrofę. Dlatego musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by do niego nie dopuścić. A już przede wszystkim nie wolno nam uczynić niczego, co mogłoby dopomóc Sowietom. Dlatego też musimy chwilowo powstrzymać się od szerszej akcji czynnej przeciwko Niemcom – pisała “Wielka Polska”, organ NSZ . 

Głównym wrogiem stawał się teraz ZSRR oraz jego “komunistyczna agentura w Polsce” w postaci GL-AL, PPR oraz partyzantów sowieckich. I ich należało zacząć zwalczać.

W przeciwieństwie do AK czy AL skrajni narodowcy nie dysponowali dużą jednostką partyzancką i dlatego postanowili zorganizować Brygadę Świętokrzyską – rozkaz o jej utworzeniu został wydany 11 sierpnia 1944 r. Liczącą 850 ludzi formację tworzyli członkowie mniejszych oddziałów partyzanckich z Kielecczyzny i zachodniej Lubelszczyzny. Brygada Świętokrzyska unikała walk z Niemcami (choć incydentalnie do nich dochodziło) i koncentrowała się na “oczyszczaniu terenów polskich z czerwonego bandytyzmu”. Największą operacją stało się rozbicie pod Rząbcem na Kielecczyźnie (8 września 1944 r.) oddziału AL im. Bartosza Głowackiego i liczącej 250 ludzi sowieckiej grupy partyzanckiej Iwana Karawajewa. NSZ-owcy zamierzali rozstrzelać jeńców, ale ci w drodze na egzekucję rzucili się do ucieczki – 67 radzieckich partyzantów zginęło od ognia strażników, kilku zdołało ujść z życiem. W zamieszaniu od kul kolegów straciło życie dwóch członków Brygady, co dowódcy NZS wykorzystali, by twierdzić później, że Sowieci zginęli w czasie “pacyfikacji buntu”. To kłamliwe stwierdzenie bezrefleksyjnie powtarzali niektórzy historycy.

Pododdziały Brygady “likwidowały” też pojedynczych przeciwników politycznych, zabijając w sumie kilkuset członków i sympatyków PPR i AL. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że AL i partyzanci sowieccy działali z nie mniejszą brutalnością, w efekcie na Kielecczyźnie rozgrywała się krwawa wojna domowa między komunistami i skrajnymi narodowcami.
Pod rękę z gestapo
Nieco lepiej członkowie Brygady traktowali działaczy Stronnictwa Ludowego, partii stanowiącej kolejny filar Państwa Podziemnego. NSZ-owcy oskarżali ich o sympatie prokomunistyczne, zastraszali, a partyzantów Batalionów Chłopskich (BCh) – rozbrajali. Każdy, kto służy w Narodowych Siłach Zbrojnych – Brygadzie Świętokrzyskiej – nie jest żołnierzem polskim. (…) Z chwilą jednak kiedy stało się jasne, że Narodowe Siły Zbrojne – Brygada Świętokrzyska kontaktuje się z Niemcami i cieszy się ich poparciem, wzburzyła się nasza chłopska krew. To już nie warcholstwo i głupota. To jawna zdrada – można było przeczytać w październikowym numerze “Chłopskiej Drogi”, gazety BCh.Inny periodyk ludowców, “Ziemia”, pisał: NSZ łamie wspólny front społeczeństwa polskiego przeciwko Niemcom – kontaktuje się z nimi i pomaga im. (…) NSZ jest politycznym tworem faszystowskim – w stosunku do przeciwników używa środków gwałtu. W ten sposób NSZ zakwalifikował się jako grupa, której działalność w państwie demokratycznym winna być zabroniona. 

W jednym z raportów AK czytamy: Oddział ten [Brygada Świętokrzyska] jest dobrze uzbrojony i wyszkolony. Ćwiczy i obozuje niemal na oczach Niemców, którzy nie atakują go. Gdzie indziej kielecka AK informowała: Stosunek ludności cywilnej do oddziałów NSZ jest wyraźnie wrogi, ze względu na rekwizycje żywności i zdarzające się przy tym rabowanie ubrań i bielizny. Akowców szczególnie oburzał fakt, że członkowie Brygady, podszywając się pod żołnierzy AK, przywłaszczali sobie zmagazynowaną dla nich żywność. Dopuszczała się tego formacja, która odmówiła wystąpienia przeciwko Niemcom w ramach Akcji “Burza”.

Miażdżącą opinię wystawił też szef wywiadu Inspektoratu Kieleckiego AK : Współpraca [NSZ] z gestapo była w zasadzie jawna i poszczególni dowódcy nie kryli się z tym, że otrzymują broń i amunicję do walki z komuną od władz okupacyjnych. Znany jest przypadek (styczeń lub luty 1944), gdzie oficerowie NSZ z bronią przyjeżdżali na gestapo w Ostrowcu [Świętokrzyskim], tam omawiali obławy na PPR i przekazywali gestapo materiał odnośnie komórek PPR. (…) Niemcy już wówczas uważali NSZ za polski “narodowy socjalizm” prowadzący jawną walkę z Rosją, robiący dywersję w ugrupowaniach politycznych Polski podziemnej i rozbijający spoistość Armii Krajowej. (…) Jawna współpraca z gestapo, lekkomyślne wyskoki poszczególnych dowódców, zwłaszcza po pijanemu, poderwały zaufanie społeczeństwa do NSZ.

Informacji i opinii dowódców AK i ludowców o NSZ nie da się zbyć stwierdzeniem, że to “komunistyczna propaganda”. W świetle tych przekazów Brygada nie chroniła polskiej wsi przed bandytami i Niemcami, lecz przeciwnie – to wieś trzeba było chronić przed partyzantami z tej jednostki.

Wojna “Toma”

Najcięższym zarzutem jest kwestia kolaboracji Brygady z Niemcami i roli, jaką odegrał jej żołnierz Hubert Jura, ps. “Tom”. Apologeci NSZ określają go często mianem “tajemniczej postaci” i dodają, że “jego życie mogłoby się stać kanwą scenariusza filmowego”. Takie figury retoryczne pozwalają uniknąć oceny działań “Toma”.

Pochodzący z Pomorza Hubert Jura w 1943 r. otrzymał zadanie utworzenia na Kielecczyźnie oddziału Akcji Specjalnej NSZ, czyli stałej grupy leśnej do zadań specjalnych. Utworzony przez niego oddział “Sosna” przeprowadził pierwszą w okupowanej Polsce akcję przeciwko komunistycznej partyzantce – 22 lipca 1943 r. ludzie “Toma” zabili siedmiu partyzantów z oddziału GL im. Ludwika Waryńskiego złożonego w większości z Żydów zbiegłych z gett. Według NSZ był to odwet za mordy GL na działaczach ruchu narodowego.

Jesienią 1943 r. “Tom” nawiązał kontakt z hauptsturmführerem SS Paulem Fuchsem, gestapowcem odpowiedzialnym za zwalczanie ruchu oporu w dystrykcie radomskim. “Tom” wystawiał Niemcom ludzi lub sam ich likwidował. Jego ofiarami byli członkowie GL-AL, osoby podejrzewane o sympatie komunistyczne, ukrywający się Żydzi i członkowie narodowego podziemia, których “Tom” uznał za wrogów. Z czasem oddział “Sosna” przekształcił się w jego prywatną bojówkę. Dowództwo NZS zarządziło w końcu śledztwo, w wyniku którego “Tom” został uznany za zdrajcę i skazany na śmierć. Otrzymał jednak od Fuchsa ochronę i samochód z kierowcą. Po kilku nieudanych próbach zespół egzekucyjny NSZ w Radomiu zdołał ostrzelać kolaboranta, ale ranny “Tom” przeżył, trafił do szpitala dla Niemców, gdzie był chroniony przez gestapo.

W międzyczasie w NSZ nastąpił rozłam i ci, którzy wydali wyrok na “Toma”, znaleźli się w części organizacji scalonej z AK. Natomiast “Tom” po dojściu do zdrowia związał się z tworzoną właśnie Brygadą Świętokrzyską, gdzie jego przeszłość nikomu nie przeszkadzała. Przeciwnie, ten współpracownik gestapo został dokooptowany do Sztabu Głównego NSZ-ONR i dowództwa Brygady, stając się prawą ręką Otmara Wawrzkowicza, szefa wywiadu Brygady i członka kierownictwa NSZ-ONR. Równocześnie Niemcy zrobili “Toma” szefem pracującej dla gestapo częstochowskiej “firmy budowlanej” – w piwnicach siedziby przedsiębiorstwa jego ludzie torturowali i mordowali komunistów oraz oponentów z organizacji niekomunistycznych. On sam stał się egzekutorem zabijającym przeciwników dowództwa Brygady, w tym członków NSZ-ONR. Podwładni “Toma” zamordowali szefa wywiadu KG NSZ-ONR mjr. Wiktora Gostomskiego, bo sprzeciwiał się współpracy z Niemcami, a także kpt. Stanisława Żaka, szefa wywiadu krakowskich struktur NSZ, które podporządkowały się AK. W Wigilię 1944 r. “Tom” zastrzelił por. Władysława Pacholczyka, który kilka miesięcy wcześniej otrzymał rozkaz wykonania na nim wyroku śmierci. Co najmniej część dowódców Brygady wiedziała o tych zabójstwach.

Zwalczenie przez Brygadę Świętokrzyską komunistycznej partyzantki bardzo Niemcom odpowiadało, a to, że w jej kierownictwie mieli agenta, gwarantowało przyjazną neutralność jednostki NSZ wobec sił niemieckich. W zamian Brygada dostawała broń i miała zapewnione bezpieczeństwo, zyskując komfort nieosiągalny dla innych polskich organizacji. Sporadycznie dochodziło do potyczek z niezorientowanymi w sytuacji oddziałami niemieckimi, jednak zasadniczo żołnierze Brygady unikali walki z Niemcami.

Pod niemiecką opieką

NSZ planowały pierwotnie opanowanie ziem niemieckich po Odrę i Nysę, co miało stanowić krok do utworzenia Wielkiej Polski Katolickiej, ale na końcowym etapie wojny plany te z oczywistych względów zostały porzucone – Armia Czerwona zbliżała się do Polski i przywódcy NSZ-ONR postanowili ewakuować Brygadę na obszary mające znaleźć się pod kontrolą zachodnich aliantów. Zakładali, że po upadku III Rzeszy szybko wybuchnie III wojna światowa i oddziały NSZ wrócą do Polski u boku Amerykanów i Brytyjczyków jako wyzwoliciele, zyskując silny mandat do ubiegania się o władzę w odrodzonej Polsce.

W nocy z 13 na 14 stycznia 1945 r. Brygada Świętokrzyska wyruszyła w kierunku Czech. Ponieważ akcja została podjęta bez akceptacji Niemców, ci ostrzelali partyzantów i Brygada straciła kilku ludzi. Wykorzystując kontakty “Toma” i Wawrzkowicza, 15 stycznia dowództwo Brygady uzyskało od Niemców pozwolenie na cofanie się u boku Wehrmachtu. Od końca stycznia partyzanci zaczęli otrzymywać regularne racje żywnościowe i przyjęli też niemieckich oficerów łącznikowych do utrzymywania bezpośredniej łączności z dowództwem Wehrmachtu. Niemców reprezentował m.in. gestapowiec Fuchs, a wszystkie ważniejsze decyzje dotyczące formacji akceptowało berlińskie dowództwo SD i Abwehry. Nie było mowy o żadnym kluczeniu w przesuwającym się pasie przyfrontowym i przebijaniu się przez linie Sowietów czy Niemców.

Zmiana strony

W Czechach dowództwo Brygady skorzystało z niemieckiej propozycji i do ośrodków SD-Abwehry skierowało na kursy około stu ludzi. Program zajęć opracowali czołowi specjaliści od wywiadu i dywersji – brigadeführer SS Walter Schellenberg (szef wywiadu SD), obersturmbannführer SS i słynny komandos Otto Skorzenny czy gen. Reinhard Gehlen, szef wywiadu Wehrmachtu na froncie wschodnim. Od lutego do kwietnia 1945 r. Niemcy przerzucili do centralnej Polski cztery grupy spadochroniarzy – w sumie 29 ludzi, którzy mieli podjąć działalność partyzancką na radzieckich tyłach, a 50 kolejnych wyruszyło do Polski drogą lądową. Członkowie Brygady stali się uczestnikami ostatniego ambitnego projektu nazistów polegającego na tworzeniu pod ich skrzydłami antybolszewickiej międzynarodówki dywersyjno-wywiadowczej. Znaleźli się w towarzystwie Łotewskiej i Estońskiej Waffen SS, Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), Żelaznej Gwardii (rumuńscy faszyści) czy Strzałokrzyżowców (węgierscy faszyści).

Na początku maja 1945 r., gdy III Rzesza była już pokonana, licząca 1400 ludzi Brygada dotarła do posterunków amerykańskich i wówczas zwróciła się przeciwko dotychczasowym opiekunom. 5 maja 1945 r. NSZ-owcy wyzwolili obóz koncentracyjny w Holiszowie w którym przebywało 1000 kobiet. Wydarzenie to pozwoliło im przedstawiać się jako formacja walcząca przeciw Niemcom, a to, że w obozie była grupa Żydówek, którym nie zrobili krzywdy, miało dowodzić o braku uprzedzeń antysemickich.

Niechciani kombatanci

Brygada Świętokrzyska starała się dołączyć do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, władze londyńskie nie zgodziły się jednak, by formacja, która nie podporządkowała się AK, nie uznawała zwierzchnictwa Państwa Podziemnego i kolaborowała z Niemcami, zasiliła szeregi Wojska Polskiego. Alianci członków Brygady skierowali do kompanii wartowniczych. W późniejszych latach kombatanci Brygady wielokrotnie zwracali się do rządu emigracyjnego o status byłych żołnierzy WP, co oznaczałoby zrównanie ich z kombatantami z AK. Wnioski te były konsekwentnie odrzucane i dopiero w 1988 r., już po śmierci czołowych polskich oficerów i polityków, którzy po 1945 r. nie wrócili do kraju, prezydent RP na uchodźstwie Kazimierz Sabbat uznał członków NSZ za kombatantów. Wielu z pokolenia starej emigracji uznało tę decyzję za kontrowersyjną, ale nie spotkała się ona z szerszym protestem.

Tuż po wojnie Hubert “Tom” Jura i gestapowiec Paul Fuchs znaleźli się w tworzonej przez Amerykanów siatce mającej prowadzić działania wywiadowcze na obszarach opanowanych przez ZSRR. Później “Tom” wyjechał do Ameryki Południowej, gdzie związał się ze znanym z jadowitego antysemityzmu biznesmenem Janem Kobylańskim. Otmar Wawrzkowicz kilka lat po wojnie popełnił samobójstwo.

Mają rację ci, którzy twierdzą, że historia Brygady Świętokrzyskiej jest gotowym scenariuszem filmowym. Musiałoby to być mroczne, pełne przemocy kino rozliczeniowe. Na heroiczną, krzepiącą, patriotyczną epopeję losy Brygady nie nadają się wcale.


*dr hab. Rafał Wnuk – prof. KUL, pracownik Muzeum II Wojny Światowej. Laureat konkursu Książka Historyczna Roku o Nagrodę im. Oskara Haleckiego za “Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956”, 2007; laureat Nagrody im. Jerzego Giedroycia za książkę “Wojna po wojnie. Antysowieckie podziemie w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1944-1953”, 2012 (współautorzy: Grzegorz Motyka, Tomasz Stryjek, Adam Baran) 

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Labour Declines to Expel Ex-London Mayor Ken Livingstone Over Antisemitic Comments

British Labour Party Again Declines to Expel Ex-London Mayor Ken Livingstone Over Antisemitic Comments

Ben Cohen


Ken Livingstone addresses a pro-Palestinian rally in London. Photo: Theo / WENN.com

British Jewish leaders expressed frustration this week that a former mayor of London, Ken Livingstone, has yet to be expelled from the opposition Labour Party over his antisemitic outbursts.

A two-year suspension of Livingstone was renewed “indefinitely” the party’s National Executive Committee on Thursday, leading to a disappointed reaction from the head of Britain’s Jewish representative body.

“Ken Livingstone’s readmission to the Labour Party would have been a disaster for the already strained relationship between the Jewish community and the Labour Party, so it is fortunate that this possibility has been taken off the table,” Board of Deputies of British Jews President Jonathan Arkush said in a statement. “However, we continue to believe that Ken Livingstone should have been expelled long ago.”

Arkush said that Livingstone’s comments — which included the false statement that the Nazi leader Adolf Hitler “supported Zionism before he went mad and ended up killing six million Jews” — “have been very public, frequently repeated and consistently offensive.”

“It is time for Labour to expel him for good, and as soon as possible,” Arkush said.

Livingstone’s latest outrage was timed to coincide with International Holocaust Remembrance Day in January, when he appeared as the sole guest on a program on an official Iranian propaganda network that asked, “Has the Holocaust been exploited to oppress others?”

The show — on broadcaster Press TV, which frequently promotes Western Holocaust deniers and conspiracy theorists — opened with its presenter explaining that Holocaust Remembrance Day “mainly commemorates the murder of Jews by the Nazis in World War II.” He went on to introduce a grinning Livingstone as “no stranger to being targeted by the Zionist lobby here in the UK.”

Livingstone’s combative relationship with British Jews goes back to his time at the helm of the left-wing Greater London Council in the early 1980s. A stalwart supporter of the Palestinian cause, Livingstone has throughout his career used the Nazi Holocaust as a political weapon, comparing Israel’s behavior with that of the Nazi regime and promoting the notion that Zionist leaders colluded with the Nazi authorities during the Holocaust.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


HISTORY WILL JUDGE POLAND

HISTORY WILL JUDGE POLAND FOR COMPLICITY
IN THE HOLOCAUST AND ITS DENIAL ATTEMPTS

ITZIK SHMULI


Poland should know this: By passing this law, history will judge it twice – both for complicity in the crimes, and for institutional attempts to deny them.

YOUTHS STAND among stones at Treblinka Nazi Death Camp memorial.. (photo credit: REUTERS)

Just as we thought we had seen everything from the Polish government, Prime Minister Mateusz Morawiecki introduced us to an upside down world. Upside down and infuriating: “There were Polish collaborators just as there were Jewish collaborators,” he argued outrageously.
We have entered yet another phase in the Polish government’s project to erase the crimes of its people. Blame is now being hurled at the Jews, suggesting that they were perpetrators in the mass slaughter of their own brethren whereas the Poles are disingenuously presented as mere victims of circumstance.

It is at this juncture that we should remind ourselves of the Polish law that says any recognition of Poland’s complicity, or the suggestion that Polish people acted on behalf of the Nazis, or even committed crimes during the Holocaust, will be seen to be guilty of a legal misdemeanor.

Moreover, it says that any person who publicly accuses the Polish nation of guilt or joint responsibility for crimes committed against humanity and/or against the Jewish people is committing a criminal offense punishable with a three-year prison term.

Free speech has been stifled by the Polish legislature, both for Polish citizens and for citizens of the entire world.

Holocaust survivors, tour guides to Poland and researchers at Yad Vashem will not be able to give witness, teach the next generation or leave testament for historical research.

Semantics has no place here, as the extermination camps were indeed German, and the sophisticated killing factories were purposely built by Germany; however, a part of the Polish people lost its humanity and actively complied with or instigated the horrors.

Many Poles heard, knew, betrayed and actively participated in the extermination, and we will not allow them to hide behind Nazi crimes.

True, there were others, including some 7,000 Polish Righteous Gentiles who saved Jews, but because the reality was complex, there is no logic or morality in the passing of a law that imposes its theory in a simplistic, partial and even false manner.

The Polish Senate has granted Poland the dubious and despicable gift of being the first country to uphold a law of Holocaust denial, but the blurring of history and the attempt to escape examining and investigating dark chapters in the past will not help any nation prevent the next human tragedy.

FROM NOW ON, history will judge Poland twice – for complicity in the heinous crime of the Holocaust and also for a shameful attempt to deny its existence The power of truth can prevail, however, and no law can silence the Holocaust survivors; no law will silence or hide the countless chilling testimonies from Auschwitz, Treblinka, Chelmno, and the other camps and death pits where millions of Jews were massacred through no fault of their own. Polish soil is soaked with blood and contaminated with the poison of the Polish souls who aided and abetted and sometimes instigated those actions.

Fascist Poland today chooses a false and belligerent path, and from here on Israel must draw two conclusions: No one has the right to compromise the memory of the past for the political interests of the present, and a broad diplomatic attack is necessary to demonstrate to Poland the gravity and folly of its actions.

Therefore, I will mention the law that I have submitted, together with the cross-parliamentary support of another 75 MKs, which states that denying or blurring the role of Nazi collaborators is to be viewed as the criminal offense of Holocaust denial.

Moreover, it is my opinion that Israeli rightwing parties and politicians must immediately stop their dangerous flirtation with nationalist, fascist and antisemitic political parties and politicians around the world as part of a misguided belief that a shared fear and hatred of common enemies will be ultimately beneficial to Israel’s cause.

Those who see others as inferior will, sooner or later, become inferior themselves, and we do not share those values.

Poland should know this: By passing this law, history will judge it twice – both for complicity in the crimes, and for institutional attempts to deny them.


The writer is the chairman for the Holocaust and Pensioners Caucus in the Knesset.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Wojna polsko-polska pod gwiazdą Dawida

Wojna polsko-polska pod gwiazdą Dawida

Ludwik Dorn


Atakując politykę historyczną ostatnich kilkunastu lat, PiS znalazł się w pułapce. Zniszczył coś, co funkcjonowało, ale sam nie sformułował żadnej koncepcji własnej, przez co otworzył wolne pole dla jedynej obecnie oferty polskiej tożsamości narodowej – oferty radykalnych nacjonalistów spod znaku ONR. Konflikt wokół nowelizacji ustawy o IPN pogłębia tylko uzależnienie obozu władzy od środowisk radykalnych. Zaczyna się nowy rozdział wojny polsko-polskiej, tym razem pod gwiazdą Dawida. Dla Magazynu TVN24 pisze Ludwik Dorn. (http://www.tvn24.pl)

 

Ostatnich kilkanaście lat (do 2015 roku) to ciąg decyzji realizowanych przez różne podmioty publiczne i polityczne oraz różne środowiska, które razem złożyły się na spluralizowaną, polifoniczną, inkluzywną politykę historyczną prowadzoną przez władze polskie jako całość. Politykę prowadzoną ponad podziałami. Wspomnieć tu należy o stworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum Żydów Polskich, Muzeum II Wojny Światowej, postawieniu w Warszawie pomnika Romana Dmowskiego, ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci “Żołnierzy Wyklętych”, uchwale Sejmu oddającej cześć żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych. W Polsce w tych latach szybko postępował proces odbudowy wspólnoty pamięci historycznej, uwzględniający istniejący pluralizm ideowy i wielość doświadczeń przeszłości. Także w polityce sprzeciwu wobec przypadków fałszywych i zniesławiających oskarżeń, czego czołowym przykładem jest używanie frazy “polskie obozy zagłady” zrobiono wiele (choć oczywiście można było zrobić więcej).

Budynek Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN / Źródło: ARKADIUSZ ZIOLEK/EAST NEWS (http://www.tvn24.pl)

Ale niekwestionowanym osiągnięciem wspomnianych lat było stworzenie trwałego i efektywnego sojuszu między polskim i izraelskim rządem oraz najbardziej liczącymi się organizacjami żydowskimi. Wydawało się, że został rozwiązany problem narodowej hańby i wstydu. Po prostu uznano, że choć pamięć o czarnych kartach historii nie tworzy wspólnoty, to uznanie, że one się zdarzały, jest obowiązkiem, który należy wypełnić, choćby bez entuzjazmu. Taki właśnie charakter miał list prezydenta Bronisława Komorowskiego do uczestników upamiętnienia 70. rocznicy mordu w Jedwabnem. Polska wspólnotowa polityka historyczna naprawdę zaczęła działać.

Dwa lata zajęło zniszczenie tej dobrej wspólnoty.

Zniszczyli w dwa lata Zaczęło się od kampanii prezydenckiej w 2015 roku, kiedy to kandydat Andrzej Duda brutalnie zaatakował prezydenta Komorowskiego za słowa ze wspomnianego wyżej listu, że naród ofiar musi przyjąć też tę niełatwą prawdę, że bywał sprawcą. Po objęciu rządów PiS przy pomocy zabiegów organizacyjno-administracyjnych wspartych nagonką propagandową rozpędził ekipę historyków, którzy stworzyli Muzeum II Wojny Światowej.

Wreszcie, gdy okazało się, że nowelizacja ustawy o IPN znalazła się w centrum międzynarodowego konfliktu, propaganda obozu władzy zaczęła przypuszczać na poprzedników ataki, że w ogóle nie dbali oni o obronę dobrego imienia narodu, gdyż nadstawiali plecy na poklepywanie przez Berlin. W zniszczeniu wspólnego – bo obejmującego także działania Lecha Kaczyńskiego – dorobku polityki historycznej minionych kilkunastu lat nie było w sumie nic zaskakującego. Już podczas pierwszej kadencji rządu Donalda Tuska prezes Kaczyński sformułował tezę, że Polska jest „kondominium rosyjsko-niemieckim”, a sam Tusk świadomie prowadzi „politykę antynarodową”. Zarząd „kondominium rosyjsko-niemieckiego” nie mógł prowadzić zatem z definicji polityki historycznej przywracającej pamięć i dumę Polakom. Zmiana ustawy o IPN »

Podczas sławetnych smoleńskich „miesięcznic” do czasu objęcia władzy kierownictwo PiS śpiewało „ Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, a po objęciu władzy przez PiS Bóg miał wolną Ojczyznę „błogosławić”.

Tożsamość ONR-owców

Bezpardonowo atakując politykę historyczną i wspólnotę pamięci, która sam współtworzył, PiS znalazł się w pułapce, polegającej na tym, że zniszczył coś, co funkcjonowało, ale sam nie sformułował żadnej koncepcji własnej, przez co otworzył wolne pole dla jedynej obecnie oferty polskiej tożsamości narodowej, która obecnie istnieje na rynku politycznym – oferty radykalnych nacjonalistów spod znaku ONR. Nie może ona zostać zdecydowanie odrzucona, bo gdy o projekty tożsamości narodowej chodzi, zawsze odrzuca się coś w imię czegoś. „Wielka Polska Katolicka” i „Śmierć wrogom Ojczyzny” mogą dziś krzyczeć ubrani w bojówkarskie uniformy łysi i kibole. Słychać ich wyraźnie, bo cała reszta milczy: nie krzyknie z nimi, ale ich nie zakrzyczy, bo nie ma własnych okrzyków.

Marsz niepodległości z 2016 roku / Źródło: Agata Grzybowska / Agencja Gazeta (http://www.tvn24.pl)

To te środowiska są twórcami najważniejszego społecznie wydarzenia z obszaru polityki historycznej – Marszu Niepodległości w rocznicę 11 listopada, na którym pali się flagi ukraińskie, a na czole pochodu niesie transparenty sławiące „ białą Europę”, ozdobione neonazistowskim krzyżem celtyckim.

W ostatnich latach PiS wielokrotnie odsłaniał swoją bezradność wobec ofensywy radykalnych nacjonalistów. 11 listopada kierownictwo obozu władzy – prezydent, premier, prezes, marszałkowie – tuli uszy, podwija ogon i czmycha z Warszawy – a to do Krakowa na własne, alternatywne wobec nacjonalistycznych obchody, a to do prowincjonalnych miast na harcerskie wspominki przy ognisku. Prawo i Sprawiedliwość nie chce stworzyć alternatywy wobec marszu nacjonalistów, a przyłączyć się do niego nie może. PiS-u, który w polityce historycznej i kształtowania tożsamości narodowej zostawił za sobą spaloną ziemię, nie stać, z powodów politycznych, na ideową konfrontację z radykalnymi nacjonalistami.

Nie stać, bo fundamentalnym założeniem politycznym prezesa Kaczyńskiego jest niedopuszczenie do powstania liczącej się formacji na prawo od jego partii, a wejście w polemikę ze środowiskami nacjonalistycznymi legitymizowałoby je jako poważny podmiot polityczny. Międzynarodowy konflikt wokół nowelizacji ustawy o IPN pogłębia tylko uzależnienie obozu władzy od środowisk radykalnych nacjonalistów. Przesłanie dla Polaków sformułowane przez obóz władzy i jego propagandystów jest schematyczne: gdy Polska dopomina się o swoje interesy, w tym o swoją godność, narusza potężne, wrogie Polsce interesy, które odpowiadają kontruderzeniem. W dobie cywilizacji obrazkowej, w której żyjemy, jeden obraz jest wart tysiąca słów.

Czołowy tygodnik propagandy PiS-owskiej na okładce numeru poświęconego konfliktowi wokół ustawy o IPN zamieścił tytuł „Chcą nas złamać” i fotografie twarzy prezydenta USA, kanclerz Niemiec, prezydenta Rosji i premiera Izraela. Czyli mamy do czynienia z antypolskim spiskiem najmożniejszych z możnych tego świata, swego rodzaju ogólnoświatową konspiracją przeciw Polsce. A skoro mamy z nią do czynienia, to wisienką na torcie jest Żyd, bo przecież wiadomo, że nie ma światowej konspiracji przeciw Polsce, która nie byłaby konspiracją żydowską.

Niebezpieczeństwa związane z naturalnym domykaniem przez element żydowski obrazu światowej antypolskiej konspiracji trafnie i inteligentnie rozpoznał prezes Kaczyński, który podczas „miesięcznicy” 10 lutego br. ni z tego, ni z owego wypalił: „Można powiedzieć, że dzisiaj diabeł podpowiada nam pewną bardzo niedobrą receptę, pewną ciężką chorobę duszy, chorobę umysłu – tą chorobą jest antysemityzm. Musimy go odrzucać, zdecydowanie odrzucać”. Tylko że anty-antysemickie eksklamacje pana Kaczyńskiego brzmią dzisiaj jak bezradne labiedzenie ucznia czarnoksiężnika, który uwolnił złe moce, a teraz zarzeka się, że nie chciał, że fatalnie się stało. Może istnieją niewinni czarodzieje, ale nie ma niewinnych czarnoksiężników.

Historia krytyczna, historia monumentalna Przypomnijmy na koniec genezę całego sporu. „Kwestia żydowska” stała się kluczowym problemem dla polskiej polityki historycznej z racji publikacji książki Jana T. Grossa „Sąsiedzi” o masowym mordzie popełnionym przez Polaków na Żydach w Jedwabnym, wszczętego przez IPN śledztwa w tej sprawie i obchodów rocznicy mordu, podczas których prezydent Aleksander Kwaśniewski w imieniu narodu polskiego powiedział: ”przepraszam”. W debacie publicznej, która tym wydarzeniom towarzyszyła sformułowano dwie propozycje narodowej reakcji na prawdę o jedwabieńskim mordzie. Pierwszą bodaj najdobitniej przedstawił historyk idei prof. Marcin Król w „Res Publice Nowej”: „Dla mnie to koniec możliwości myślenia Polaków o sobie samych (…) takiego, że należymy do jakiejś wspólnoty określanej jako „polskość” czy „ojczyzna” (…) Tamta „polskość” i tamta ojczyzna zakończyły swój żywot. (…) Jakakolwiek zatem mogłaby zaistnieć wspólnota określana mianem „polskości” czy „ojczyzny”, to będzie musiała być odbudowana na gruzach.

I nic w tej odbudowie już nie pomogą te składniki pamięci zbiorowej i wyobraźni, które dotychczas dobrze funkcjonowały, czyli romantyzm (…), wspomnienia naszych rodziców i dziadków z czasów AK”. 0:17 Dzięki reklamie oglądasz za darmo

Propozycja prof. Króla była tak radykalna, że musiała zostać odrzucona. Polegała ona bowiem na wyrzeczeniu się całości polskiego dziedzictwa, a nie tylko tych jego elementów, które łączyły się w wrogością wobec Żydów. W wymiarze moralnym, historycznym i politycznym stawiało to Polaków tuż obok Niemców. Po II wojnie światowej Niemcy zakwestionowali całe swoje dziedzictwo i zbudowali swoja tożsamość na jego gruzach. Jeżeli „po Jedwabnym” Polacy mieliby dokonać tego samego, to wynikało z tego, że ich wina i odpowiedzialność są tego samego rzędu. Alternatywną propozycję wobec złożonej przez Marcina Króla sformułował wybitny historyk prof. Andrzej Nowak, w artykule zamieszczonym w 2001 roku w rocznicę Powstania Warszawskiego w „Rzeczpospolitej” pod znamiennym tytułem „Westerplatte czy Jedwabne”. Prof. Nowak uznał, że­­­­­­­­­ „dokonuje się oto starcie dwóch wizji historycznej edukacji Polaków, w których centrum pozostaje doświadczenie drugiej wojny światowej. Z jednej strony jest to “historia monumentalna” – ciąg wzniosłych przykładów (…).

Z drugiej – “historia krytyczna”: siostra kryminału – ta, która odnajduje zwłoki i tropi przestępców; ma za zadanie wykryć grzechy naszej przeszłości i potępić sprawców. Jest to starcie historii chwały narodowej z historią narodowej hańby (…)”. I dodawał: „W edukacji historycznej, którą sam odebrałem, czas drugiej wojny światowej istotnie potwierdzał wartość bycia Polakiem jako członkiem tej narodowej wspólnoty, która stosunkowo najlepiej, najgodniej, z bohaterstwem potwierdzonym w wyjątkowo szerokiej skali przeszła tę historyczną próbę narodów całej Europy. Symbolem tej postawy było Westerplatte. Do tej roli owego szczególnego miejsca nawiązał wprost, zatrzymując się przy nim, Jan Paweł II w 1987 roku”. Historyk zauważał, że „historia “monumentalna”, historia bohaterów, służy budowaniu wspólnoty, zaś propagandystom historii “krytycznej” chodzi o to, by „ów pęd zbiorowości zatrzymać, by zahamować ów odruch wierności”. „Nie oferują jednak w zamian żadnej realnej wspólnoty. Nie da się stworzyć wspólnoty wstydu. Duma ze wstydu jest absurdem, który prędzej czy później się ujawnia.

Dumnie jako wspólnota możemy się czuć przy pomniku bohaterów Westerplatte; przy pomniku w Jedwabnem nie będziemy mogli odczuwać jednoczącej nas dumy z tego, że stać nas na wspólny wstyd z powodu tego, co tam się wydarzyło”. Stosując kategorie Andrzeja Nowaka można powiedzieć, że „po Jedwabnem” polska, wspólna dla olbrzymiej większości sił politycznych, polityka historyczna szła tropem „monumentalnym” i aż do 2015 roku wspólnego dorobku nie kwestionowała na poważnie żadna z istotnych sił politycznych z PO i PiS włącznie. Co więcej, najsilniejszy początkowy impuls takiemu podejściu dał jako prezydent Warszawy Lech Kaczyński poprzez decyzję o stworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego (otwarcie w 31 lipca 2004). Historia jako źródło podziałów Jeden z architektów polskiej wersji polityki historycznej w wydaniu prawicowo-republikańskim, profesor Marek Cichocki z kręgu „Teologii Politycznej” napisał gorzko o tym, co jemu i jemu podobnym przyświecało, kiedy jakieś dwadzieścia lata temu powstawała koncepcja polityki historycznej: „Chodziło przede wszystkim o to, aby pamięć historyczna stała się zasadniczym elementem obywatelskiego życia, obszarem spajającym wspólnotę polityczną. (…) Historia i pamięć miały włączać w swój obieg jak najwięcej ludzi, być inkluzywne i republikańskie. Dzisiaj tak nie jest.

Polityka historyczna staje się coraz częściej instrumentem politycznej walki, mobilizowania własnych zwolenników i stygmatyzowania przeciwników”. Nie należy tej kolejnej wojny polsko-polskiej opisywać wyłącznie w kategoriach plemiennego starcia PiS z anty-PiS, czy populistów z liberałami. Gdyby chodziło tu tylko o międzypartyjną młóckę, która przeniosła się na kolejny obszar, efekt tego konfliktu byłby tylko naskórkowy, a z tego można się w miarę szybko wykurować. Sądzę jednak, że sięga on głębiej, niszczy żywotne organy wewnętrzne. I zakończy się, może nie śmiercią, ale długim osłabieniem organizmu narodowego. To jest bagaż, z którym wchodzimy w stulecie odzyskania Niepodległości. Nie będziemy w stanie go udźwignąć, bo nikt nie byłby w stanie. Owszem, będą uroczyste obchody, będzie też potężny konflikt, bo te obchody nie będą wspólne, będzie, jak to nieraz w historii bywało: „Jęk, żal i łzy. Taki koniec Nibelungów pieśni”. To, co teraz się dzieje, to tylko antypast. Kolejne dania będą coraz bardziej gorzkie. Przeżyjemy to i będziemy żyć dalej.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Possible hemophilia cure under study in Israeli hospital

Israel21cPossible hemophilia cure under study in Israeli hospital

Brian Blum


US biotech company BioMarin enlists aid of Sheba Medical Center to take part in international trials of a ‘magic bullet’ treatment for hemophilia A.

Image by Jarun Ontakrai/Shutterstock.com

Is a cure for hemophilia on the horizon? American biotechnology company BioMarin aims to find out with the help of Sheba Medical Center in Ramat Gan, Israel.

BioMarin has chosen Sheba to take part in the next phase of international trials for what’s being touted as a “magic bullet” cure for hemophilia A, a genetic blood-clotting deficiency that results in patients bleeding longer after an injury and more easily bruising. Hemophilia A, which affects mostly men, can be life-threatening.

BioMarin has developed a treatment using viruses to implant new genes into a patient’s cells; a single dose seems to be enough to stop or even cure the disease.

BioMarin has conducted an initial trial on nine patients – all stopped using clotting factor drugs to treat their hemophilia and their annualized bleeding rate fell from some 16 episodes a year to just one.

Prof. Gili Kenet will run the project in Israel. Kenet, the director of the National Hemophilia Center and Institute of Thrombosis and Hemostasis at Sheba Medical Center, is impressed by what she’s seen so far.

“People in the medical community are beginning to speak about curing hemophilia after a one-time treatment with this new drug,” she said.

Sheba’s National Hemophilia Center treats more than 700 hemophiliacs a year and has about 50 patients currently participating in clinical studies. Kenet, an internationally known expert on hemophilia, thrombosis and hemostasis, is the current co-chair of the scientific subcommittee dealing with hemophilia A for the International Society of Thrombosis and Hemostasis.

“These are exciting times, as there are options to cure hemophiliac patients,” Kenet said. “We are hoping that results of this trial at Sheba will be good enough that this will be the therapy of choice that will able to stop this dreaded disease once and for all.”

Pending approval by the Israeli Ministry of Health, Sheba expects to begin enrolling patients shortly.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:

webmaster@reunion68.com