Archive | April 2020

‘Unorthodox’ – a too-tasteful version of reality

‘Unorthodox’ – a too-tasteful version of reality

HANNAH BROWN


Most of the scenes set among the hassidim are completely in Yiddish.

A SCENE from ‘Unorthodox.’ / (photo credit: ANIKA MOLNAR/NETFLIX)

The just-released Netflix series based on Deborah Feldman’s memoir Unorthodox, about a young woman fleeing the ultra-Orthodox Satmar community, is well acted and interesting but ultimately so tasteful and muted that it’s a bit unsatisfying, as if key elements of her story were played down or left out.

Created by Anna Winger (Deutschland 86) and directed by Maria Schrader (Love Life), it is far more accurate – at least, based on my limited knowledge of ultra-Orthodoxy – than so many other fictional depictions of that community, including such mainstream Hollywood films as Price Above Rubies and A Stranger Among Us. Most of the scenes set among the hassidim are completely in Yiddish. In its attention to detail and refusal to sensationalize the story, it can be compared to the television series Shtisel, which also featured Unorthodox’s star, Shira Haas.

Haas is one of Israel’s best up-and-coming actors, and this role should bring her to an even wider international audience. She is delicate and intense, and conveys a huge range of emotions with the smallest gestures.
She plays Esti, a young woman from a Satmar enclave in Williamsburg, Brooklyn. Esti is a musically inclined and was raised by her Holocaust-survivor grandmother. Her father is an alcoholic, and her mother abandoned her to live a secular life in Berlin.

At the very beginning of the four-part series, she takes off for Germany, executing a carefully planned escape, and leaves behind her husband, Yanki (Amit Rahav). In spite of some major obstacles – it’s Shabbat and the eruv wire is down, which makes it impossible for her to carry anything without attracting notice – she makes it out of Brooklyn. The series then alternates between Esti’s new life in Berlin and the one she left behind.
Unorthodox presents a well-articulated but familiar catalogue of the way the ultra-Orthodox community mistreats women.

Esti always felt herself to be different from everyone else around her, because of her absent mother. She finds a way to learn piano, but no one encourages her to develop her talent.

Eager to wed and have children in order to please her grandmother, she truly seems to like her groom, a sweet but conventional young man. But she isn’t ready for the realities of marriage, especially not for intimacy with a young man who, like her, has no clue about sex, which she finds scary and painful every time they try it. Word gets out about their problems, and her mother-in-law and others get involved in an intrusive way. Meanwhile, Esti finds herself more alone than ever.

In Berlin, she is drawn to her mother’s address, but sees that her mother is in a relationship with a woman and can’t bring herself to make contact. By chance, she meets a group of young, racially diverse musicians, and is encouraged to try to get a scholarship at the conservatory where they study.

In the end, she comes to understand a new truth about her family that changes everything for her and makes it easier for her to create a new life.

Yanki and his cousin, Moishe (Jeff Wilbusch), go to Germany to find her and bring her back. This is the least compelling part of the series, because Moishe, who has a checkered past and is quite worldly compared to Yanki, is such a vile, one-note hypocrite that it’s not much fun watching him. And it’s hard to stop thinking about the fact that Feldman broke away successfully and wrote a memoir, which ruins any suspense in the scenes where Moishe pursues Esti.

While it’s certainly nice for Esti that she finds a wonderful new group of friends so quickly, it seems unlikely that someone from such a sheltered background would make such a seamless transition into secular life.

Feldman’s memoir tells a more complex story with lots of ups and downs. She tried to build a new life with her husband while she studied literature in a college, and when that didn’t work, she took her son and went to Germany.
While the scenes of Esti suffering the worst misogynistic religious abuses are certainly gripping, there’s something a little too pat and tasteful about the series.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


W mieszkaniach leżały trupy pomordowanych, samobójców, zmarłych z głodu. Tak zaczął się polski Szczecin i Pomorze

W mieszkaniach leżały trupy pomordowanych, samobójców, zmarłych z głodu. Tak zaczął się polski Szczecin i Pomorze

Andrzej Kraśnicki jr


Leonard Borkowicz w czasie akcji odgruzowywania Szczecina w 1948 r. Tuż po wojnie został pełnomocnikiem rządu na Pomorzu Zachodnim, a później wojewodą szczecińskim (Fot.: Archiwum Państwowe w Szczecinie)

Pieniądze na pierwsze wypłaty dla pracowników magistratu w Szczecinie pochodziły z napadu władz miasta na miejscowy oddział Narodowego Banku Polskiego.

*

75 lat temu Pomorze Zachodnie stało się częścią Polski. Szczecińskie święto obchodzone 5 lipca nie ma odpowiednika w Polsce. To rocznica pokojowego przekazania w 1945 r. miasta Polakom przez władze niemieckie. Historia Szczecina i Pomorza Zachodniego sprzed 75 lat pełna jest nieoczywistych wydarzeń, które nie wpisują się w typową lekcję o tym, co działo się po wojnie w Polsce.

Prezydent Szczecina spada z nieba

26 kwietnia radzieckie wojska bez walk zajęły lewobrzeże przedzielonego Odrą i jej odnogą – Regalicą – Szczecina. Krwawe walki toczyły się jedynie o przedmieścia na prawobrzeżu, i to miesiąc wcześniej. Kiedy Armia Czerwona sforsowała obie rzeki na południe od miasta i ruszyła na północ, ostatni hitlerowscy włodarze Szczecina w popłochu uciekli w kierunku Rugii. Radziecki komunikat o zdobyciu miasta wywołał błyskawiczną reakcję Leonarda Borkowicza, pełnomocnika rządu na okręg Pomorze Zachodnie: Obsadzić niezwłocznie Szczecin. Wybrać prezydenta miasta. Stworzyć Zarząd Miejski. Przygotować kwatery dla Urzędu Pełnomocnika [rządu, czyli Borkowicza]. Dokonać przeniesienia Urzędu z Piły do Szczecina – nadał telegram z Warszawy do kapitana Wiktora Jaśkiewicza, zastępcy urzędującego w Poznaniu.

Do Jaśkiewicza wszedł właśnie Piotr Zaremba, 35-latek, inżynier po Politechnice Lwowskiej. Jeszcze w czasie okupacji, gdy pracował w Poznaniu jako ogrodnik, interesował się ideą powrotu Szczecina i Pomorza do Polski. Kiedy było pewne, że tak się stanie, zgłosił się do ekipy mającej zagospodarować te ziemie. Miał zostać kierownikiem Biura Planowania Regionalnego. Jaśkiewicz posadziwszy mnie w fotelu i dając do zrozumienia, iż spadłem mu prosto z nieba, zapytał mnie, czy pojechałbym z nim natychmiast do Szczecina i czy zgodziłbym się objąć funkcję prezydenta tego miasta – wspominał Zaremba.

Było to zaskakujące, bo Zaremba nie miał nic wspólnego z tworzącą się komunistyczną władzą. Wręcz przeciwnie: był synem przedwojennego podpułkownika, a do 1939 r. urzędnikiem poznańskiego magistratu. Za jego nominacją stał zaś Borkowicz – zasłużony działacz Komunistycznej Partii Polski, w czasie wojny oficer 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, od października 1944 r. zastępca komendanta głównego Milicji Obywatelskiej, a od kwietnia 1945 r. pełnomocnik rządu na Pomorzu Zachodnim (od czerwca 1946 r. wojewoda szczeciński). Borkowicz cenił Zarembę jako zdolnego urzędnika, bezpartyjnego fachowca, który sprawnie przeprowadzi na Pomorzu Zachodnim akcję osiedleńczą i polonizacyjną. Taką pragmatyczną polityką personalną narobił sobie zresztą wrogów wśród towarzyszy i w 1949 r. został zmuszony do dymisji.

Szczecin. Polska tu czy Niemcy

Zaremba wyruszył do Szczecina 28 kwietnia razem z Jaśkiewiczem i Tadeuszem Brzesińskim, dyrektorem poznańskiego oddziału Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Jechali rozpadającym się fiatem 508, z mapą w ręku, którą wyrwali z encyklopedii znalezionej w bibliotece w Pile, przez którą przejeżdżali.

Idziemy chodnikiem al. Wojska Polskiego, echo odbija nasze kroki od ścian niezniszczonych kamienic. Byłem przyzwyczajony do ruin, do zniszczeń i pożarów. Natomiast to, co wówczas było przerażające w Szczecinie, to cicha pustka opuszczonego miasta. Ani żywego ducha – wspominał tę jednodniową eskapadę Zaremba.

Miasto było zniszczone w 60 proc. i puste, bo hitlerowcy, chcąc zmienić je w twierdzę, jeszcze w marcu ewakuowali mieszkańców – z ponad 250 tys. szczecinian zostało tylko 6 tys.

Gdy Zaremba wrócił do Szczecina 30 kwietnia, towarzyszyły mu 23 osoby, w tym 14 milicjantów. Na maszt reprezentacyjnego gmachu przy obecnych Wałach Chrobrego wciągnęli polską flagę.

Status Szczecina był jednak niepewny, a rozgrywka, jaką polskie władze stoczyły o miasto, do dziś nie jest jasna. Zaczęła się 3 maja, gdy wojskowe władze radzieckie powierzyły niemieckiemu komuniście Erichowi Wiesnerowi stanowisko burmistrza. Miał się zatroszczyć głównie o napływających tysiącami do miasta Niemców – przede wszystkim tych, którzy uciekali na zachód, ale też przybywających z Prus Wschodnich.

Prezydent Piotr Zaremba 13 maja 1945 r. na wiecu w Poznaniu zachęca do osiedlania się w Szczecinie Fot.: Archiwum Państwowe w Szczecinie

19 maja Sowieci nakazali Zarembie opuścić miasto, jednak już 9 czerwca na polecenie swoich zwierzchników wrócił. Nie na długo. 19 czerwca znów wyjechał i dopiero 5 lipca przejął Szczecin z rąk niemieckiego burmistrza oficjalnie – w gmachu obecnego magistratu, z pieczęciami i podpisami, w obecności radzieckiego komendanta wojennego.

Ta huśtawka dezorientowała osadników i spowodowała ucieczkę wielu fachowców, którzy przyjechali „uruchomić” miasto. W czasach PRL tłumaczono, że spowodowały ją protesty aliantów, którym nie podobało się, że Polska bez ich zgody zajmuje tereny na zachód od Odry – swojej nowej umownej granicy. Decyzja o losie lewobrzeżnego Szczecina miała zapaść ponoć dopiero na konferencji poczdamskiej (17 lipca – 2 sierpnia 1945 r.). Dlaczego więc już na początku lipca Sowieci oddali miasto pod polską administrację? Nie udało się tego jednoznacznie wyjaśnić.

Można się przychylić do hipotezy, że obecność polskich władz w mieście przeszkadzała Sowietom w grabieży, wywożeniu ocalałych fabryk (m.in. kompletnej fabryki samochodów Stoewer) i wszystkiego, co miało wartość.

A Niemcy wskazani przez nich do rządzenia mieli nadzieję, że lewobrzeżny Szczecin zostanie po ich stronie granicy. Ściągający do miasta tysiącami Niemcy liczyli na to, że pomogą w tym polityka faktów dokonanych i współpraca z okupantem, któremu dostarczali robotników demontujących szczeciński majątek.

– Jest pan polskim prezydentem jeszcze niemieckiego miasta w radzieckiej okupacji – mówił Zarembie Borkowicz, który podobny problem miał także poza Szczecinem. W czerwcu 1945 r. na Pomorzu Zachodnim było wciąż ponad 840 tys. Niemców.

Jeszcze długo nie było pewne, jaki będzie los Szczecina. Dopiero w styczniu 1946 r. Borkowicz przeniósł swoją siedzibę z Koszalina do Szczecina.

Obwieszczenie dla Niemców wydrukowane bez polskiej czcionki, której w drukarni nie było Fot. Archiwum Państwowe w Szczecinie

Codzienność Szczecina: głód i tyfus

5 lipca był przełomem, ale też początkiem humanitarnej katastrofy. Józef Kijowski, jeden z tysiąca Polaków w Szczecinie, pisał w pamiętniku: Jakiekolwiek zapasy żywności w mieście skończyły się dawno. W mury miasta zaczął wkradać się głód. A nieodłącznym towarzyszem głodu jest tyfus. Na wejściowych bramach domów coraz częściej wychudzona ręka kreśli słowo „tyfus”. W mieszkaniach spotykano trupy w fotelach, łóżkach itd. nie tylko pomordowanych i samobójców, lecz zmarłych z głodu i tyfusu.

W teoretycznie polskim Szczecinie mieszkało wówczas ledwie 1578 Polaków i aż ponad 83 tys. Niemców, których liczba w dodatku rosła z dnia na dzień.

Tymczasem nic w mieście nie działało. Nie było prądu, wody ani żywności.

Sowieci troszczyli się tylko o siebie, a polskie władze były zbyt słabe.

Dokładnych danych na temat ofiar nie ma, wiceprezydent miasta Alfons Kaczmarek szacował w lipcu, że dziennie umierało z głodu i chorób 60-70 Niemców. Polacy mieli niewiele lepiej.

O tym, jak dramatyczna była sytuacja, świadczy artykuł w „Życiu Warszawy” z 7 sierpnia. Zaremba w rozmowie z reporterem dziennika wyliczał: W magazynach miejskich znajduje się w tej chwili – masła 13 kg, chleba 86 kg, żyta 850 kg, słoniny 20 kg, mięsa wołowego 60 kg. To jest głód. Niech pan napisze, że Szczecinowi grozi głód. Moi urzędnicy od dwóch dni nie dostają obiadów.

Reportaż pomógł – dwa tygodnie po jego ukazaniu się do Szczecina zaczęły napływać transporty żywności. Skorzystali z nich także Niemcy, którzy od jesieni – kiedy było już jasne, że miasto będzie polskie – zaczęli wyjeżdżać na zachód.

Ręce do góry! To jest napad!

Po 5 lipca pewne było tylko to, że polska administracja może sięgać jedynie do zachodnich dzielnic miasta, których przynależność państwowa wciąż była niewiadomą. Natomiast północne znajdowały się pod jurysdykcją wojsk radzieckich. Ta część Szczecina sąsiadowała bowiem z Policami, gdzie w czasie wojny działała wielka fabryka benzyny syntetycznej. Alianci ją zbombardowali, ale Sowieci przez dwa powojenne lata z pomocą niemieckich jeńców demontowali wszystko, co w niej ocalało.

Podobnie było z portem i biegnącą obok główną drogą łączącą lewobrzeże z prawobrzeżem. Przez port przechodziły łupy wojenne nie tylko ze Szczecina, ale także transportowane barkami ze wschodnich Niemiec. Dopiero we wrześniu 1947 r. Sowieci przekazali port władzom polskim, choć dwa duże baseny były w ich rękach aż do 1955 r.

Iluzoryczność zachodniej granicy, która aż do jej określenia jesienią 1945 r. nie była strzeżona, miała swoje plusy. Na wielką skalę rozrósł się handel, z którego korzystały także władze. Wystarczyło zebrać w głębi Polski bezwartościowe niemieckie marki, przejechać przez granicę i w Berlinie kupić np. używane auta. W ten sposób władze Szczecina wyposażyły w służbowego citroena prezydenta.

Jesienią wybuchł kryzys finansowy. 1,7 tys. pracowników miejskich – od urzędników po tramwajarzy – zagroziło strajkiem, a nawet porzuceniem Szczecina, jeśli nie otrzymają pensji. Do tej pory pracowali jedynie za jedzenie w stołówkach i niewielką część należnych im wypłat. Magistrat alarmował Warszawę, a że odpowiedzi nie było, pojawił się pomysł, by w nietypowy sposób pożyczyć 5 mln zł ze szczecińskiego oddziału NBP. 15 października wiceprezydent Józef Maciejewski wszedł do banku w towarzystwie dwóch uzbrojonych ludzi.

– Nie mam prawa naruszać funduszu bankowego bez wyraźnej zgody moich władz – oznajmił mu dyrektor Mieczysław Mroziński, tak by usłyszeli to obecni na sali pracownicy banku.

Maciejewski odczytał wówczas protokół komisji składającej się z przedstawicieli PPR, Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, która uznała, że zabranie pieniędzy na wypłaty podyktowane jest względami wyższej konieczności państwowej.

– Będę zmuszony użyć siły – pogroził Maciejewski.

– Wobec przemocy nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poddać się – odpowiedział dyrektor i podnosząc ręce do góry, nakazał wypłacenie gotówki.

Strajk zażegnano, a Borkowicz napisał do Maciejewskiego: Doraźne załatwienie sprawy aprobuję! Potem „napad” zalegalizowano jako oficjalną pożyczkę, i to w przyjaznej atmosferze, bo po latach wyszło na jaw, że to sam dyrektor Mroziński, nie mogąc się doczekać zgody centrali na udzielenie pożyczki, zaproponował władzom Szczecina „napad” na siebie.

Bandyci w mundurach

Na wschód od Szczecina trwała walka o przetrwanie polskich osadników zasiedlających wsie i miasteczka Pomorza Zachodniego – regionu sięgającego wówczas Słupska na wschodzie i Wielkopolski na południu. Większość przybyła z tzw. centralnej Polski, około jednej trzeciej z Kresów Wschodnich. Napotykali już zręby polskiej administracji, którą tworzyli w pierwszym rzucie mianowani przez Sowietów robotnicy przymusowi ocaleni z obozów.

Cywilni administratorzy byli potrzebni po to, aby wojsko zaopatrywać – wspominał Borkowicz, który w jednym z miasteczek niedaleko Połczyna-Zdroju natknął się nawet na lokalną władzę skompletowaną przez Sowietów z francuskich jeńców z pobliskiego stalagu.

Sowieckie grabieże, gwałty i morderstwa na Pomorzu Zachodnim są udokumentowane w setkach świadectw. Już w maju 1945 r. Dyrekcja Kolei w Szczecinie z tymczasową siedzibą w Szczecinku alarmowała Borkowicza, że żołnierze Armii Czerwonej zamierzają rozebrać 500 z 635 km torów kolei wąskotorowej. Gdy się weźmie pod uwagę dokonaną już rozbiórkę około 1000 km torów normalnotorowych, to pozbawienie terenu jeszcze kolei wąskotorowych spowoduje nieobliczalne, jeżeli nie katastrofalne wprost, trudności transportowe artykułów pierwszej potrzeby dla wyżywienia ludności w miastach i dla odbudowy kraju – pisali kolejarze. Rozbiórkę w części udało się powstrzymać. Tysiąc kilometrów szlaków kolejowych zginęło jednak bezpowrotnie – w tym jeden z dwóch torów linii ze Szczecina w kierunku Gdańska, do dziś nieodbudowany.

Najbardziej przerażające są jednak dokumenty mówiące o morderstwach i napadach na Polaków. Kilkunastoosobowe bandy czerwonoarmistów – niczym na Dzikim Zachodzie – napadały na pociągi z osadnikami. Terroryzują podróżnych, grabią ich mienie, a kobiety wyciągają z wagonów i gwałcą je. Podobne fakty mają miejsce na porządku dziennym – donosił 29 sierpnia 1945 r. Borkowiczowi wicedyrektor szczecińskiej kolei inżynier Dziekoński.

Plagą były napady na wsie zamieszkane już przez Polaków. Ludwig Karbasz ze wsi Nielice zeznał milicjantom: W dniu 7 września 1945 w nocy przyszło do mnie dwóch Rosjan, poczęli dobijać się do mojego domu, gdy nie chciałem im otworzyć, wyważyli drzwi i weszli do mieszkania. Jeden z nich (…) poszedł do mojej żony Marii, która jest w ciąży osiem miesięcy, i zgwałcili ją. Ja natomiast nie byłem w stanie udzielić swej żonie pomocy, bo sam byłem trzymany pod karabinem przez jednego Rosjanina. Z mieszkania zabrali mi w dobrym stanie męskie buty, ubranie, sukienkę, damskie buty, szal wełniany, dwie gęsi, osiem kur, cztery stare króliki.

Gdy w Siemyślu polski patrol milicji próbował zapobiec napadowi, jego dowódca Alfred Turski uszedł z życiem tylko dlatego, że radzieckiemu żołnierzowi skończyła się amunicja. Ale jego kolegę zastrzelił drugi z czerwonoarmistów. Zaszedł Horlę z boku i puścił mu serię z automatu. Zabił go z całą świadomością. Chciał pewno kiedyś zabić Polaka i zabił – relacjonował przełożonym Turski. I dodał: Tu nie trzeba komentarzy. Jeśli oficer gwałci Niemkę [pracującą u polskich gospodarzy], jeśli strzela do kobiety i postrzelonej ściąga buty z nóg, to co ma powiedzieć żołnierz prosty. Dziękuję opatrzności nie za to, że żyję, tylko za to, że nie urodziłem się Sowietem.

Z raportów słanych do wojewody przez starostów i burmistrzów wyłaniał się obraz osadników, którzy tracili nadzieję na normalne życie. Pozbawieni zboża i kartofli oraz inwentarza zdani jesteśmy na śmierć głodową wraz z rodzinami – pisali osadnicy z Buczek koło Białogardu, których napadli Sowieci.

Nie brakowało rodzin, które decydowały się wrócić do centralnej Polski, o ile tylko mieli do czego.

Skalę problemu można wyłowić ze szczątkowych raportów. Starostwo w Wałczu tylko między 6 a 29 października 1946 r. odnotowało 26 napadów na gospodarstwa i kradzieży: od pościeli, poprzez kury, ziemniaki, po zwykłą, bezsensowną dewastację.

Stopniowe wycofywanie się wojsk radzieckich, także do tworzonych w województwie garnizonów, nie oznaczało spokoju. Sfałszowane wybory w 1947 r., aresztowania przeciwników kolektywizacji rolnictwa, usuwanie „reakcyjnych” radnych, starostów było wstępem do zmian, które przeorały pierwszą powojenną administrację.

Politycznie klasowo obcy starał się być apolityczny, typowy przedwojenny prezydent – napisano o Piotrze Zarembie, gdy wykorzystując w czerwcu 1950 r. reorganizację administracji, zlikwidowano stanowisko prezydenta.

Leonarda Borkowicza od lutego 1949 r. nie było już w Szczecinie. Pierwszą osobistością w województwie stał się I sekretarz KW PZPR Jerzy Pryma i jego następcy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel’s President Says He Won’t Extend Gantz’s Mandate to Form Government, Will Send Task to Knesset If No Coalition by Tomorrow

Israel’s President Says He Won’t Extend Gantz’s Mandate to Form Government, Will Send Task to Knesset If No Coalition by Tomorrow

Benjamin Kerstein


Israel’s President Reuven Rivlin, Prime Minister Benjamin Netanyahu, and Blue and White leader Benny Gantz at the memorial ceremony for the late Israeli President Shimon Peres at Mount Herzl cemetery in Jerusalem on Sept. 19, 2019. Photo: Yonatan Sindel / Flash90.

Israeli President Reuven Rivlin said he won’t extend Blue and White party leader Benny Gantz’s mandate to form a government, saying the job will instead be given to Israel’s parliament if a coalition agreement is not finalized by tomorrow.

A statement from the president’s office on Sunday said that if Blue and White and Prime Minister Benjamin Netanyahu’s Likud party “do not sign an agreement by midnight tomorrow, and if the number of recommendations for each candidate does not change, the task of forming the government will return to the Knesset and a period of 21 days will begin during which Knesset Members can form a majority to recommend an agreed candidate to form a government, who would have 14 days to do so.”

“If, during the remaining initial time given to Gantz to form a government, the circumstances change and the two sides come to the president with a request for an extension in order to help them come to an agreement, the president will reconsider his decision,” the statement added.

In a series of dramatic political developments over recent weeks, Gantz jettisoned the Yesh Atid and Telem factions of his party in order to join a unity government with Netanyahu.

A government seemed imminent last week, but talks abruptly collapsed over the issue of judicial appointments.

Following the announcement of Rivlin’s decision, the Likud called on the president to give the mandate to Netanyahu, saying, “The Likud movement reiterates its request for President Rivlin to hand over the mandate to Prime Minister Netanyahu, the head of the Knesset’s largest party who has 59 recommendations.”

The party said this should be done “just as President Rivlin did after the previous elections in September, when he gave Prime Minister Netanyahu’s mandate to MK Gantz when Gantz had only 54 recommendations.”

Likud added, “it would be unreasonable and contrary to the will of the voter not to give Prime Minister Netanyahu, who heads the largest 36-member faction, the possibility of forming a government.”

The heads of other right-wing and religious parties who back Netanyahu issued an almost identical statement of their own.

The Blue and White party said that unity government talks were once again underway after being stalled for days, but added, “We made it clear to the Likud that we will not allow any violation of the rule of law and the basic principles that we presented.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel – Apr. 12, 2020

News From Israel – Apr. 12, 2020

ILTV Israel News


Over 10,800 people have now been diagnosed with the #Coronavirus in the State of Israel.
The Israeli Health Ministry rolls out new regulations with Jerusalem taking center stage.
We’ll reveal how celebrities are using the Jewish holiday of Passover to battle covid-19 in a hilarious way.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


ROCZNICA ZBRODNI KATYŃSKIEJ. ILU OFICERÓW POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO ZOSTAŁO ZAMORDOWANYCH WIOSNĄ 1940 ROKU?

ROCZNICA ZBRODNI KATYŃSKIEJ. ILU OFICERÓW POCHODZENIA ŻYDOWSKIEGO ZOSTAŁO ZAMORDOWANYCH WIOSNĄ 1940 ROKU?

Żydowski Instytut Historyczny


13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. 80 lat temu NKWD zamordowało w Katyniu, Twerze i Charkowie prawie 22 tysiące polskich oficerów, wśród nich kilkuset pochodzenia żydowskiego. Prezentujemy sylwetki siedmiu z nich.

Żydowscy żołnierze Wojska Polskiego ćwiczą strzelanie, Warszawa, 1937 r. W centrum, w ubraniu cywilnym, bracia Majer i Nissan Rozentalowie. Tylko Majerowi udało się przeżyć wojnę. / United States Holocaust Memorial Museum, courtesy of Barbara Lipnicka Rosenthal

W wojnie obronnej 1939 r. brało udział około 1 miliona polskich żołnierzy, w tym ok. 100 tysięcy z nich miało żydowskie pochodzenie[1]. Do niewoli radzieckiej trafiło około 250 tys. żołnierzy polskich[2] – było wśród nich ok. 20 tysięcy polskich Żydów, w tym 150 oficerów. Niektórzy badacze podają inne liczby. Benjamin Meirtchak uważa, że 231 oficerów pochodzenia żydowskiego zostało zamordowanych w Katyniu, 188 w Charkowie i 19 w Twerze – w sumie 438 osób[3]. Z kolei Simon Schochet bierze pod uwagę, że łącznie z lekarzami wojskowymi zamordowanych w kwietniu 1940 r. jeńców polskich pochodzenia żydowskiego mogło być nawet 700–800[4]. Łączną liczbę ofiar zbrodni katyńskiej Instytut Pamięci Narodowej szacuje na co najmniej 21 768[5].

Oficerowie zamordowani na rozkaz Stalina w większości nie byli zawodowymi wojskowymi, a rezerwistami zmobilizowanymi na czas wojny. W cywilu należeli do elity intelektualnej kraju: pracowali jako lekarze, prawnicy, nauczyciele, urzędnicy. Mieli zróżnicowane pochodzenie. Wielu z nich było Ukraińcami, Białorusinami, Żydami, Tatarami czy Litwinami.

Prezentujemy biogramy siedmiu oficerów pochodzenia żydowskiego, którzy zginęli w Katyniu, Charkowie i Miednoje wiosną 1940 r.

Baruch Steinberg

Small steinberg
Baruch Steinberg

Baruch Steinberg urodził się w 1897 r. w Przemyślanach niedaleko Lwowa. Rabinem został w czasie I wojny światowej. W listopadzie 1918 r. wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej, brał udział w walkach o Lwów. Od 1922 r. należał do Wojska Polskiego, w 1930 r. mianowany majorem, od 1936 r. był naczelnym rabinem WP. Ukończył orientalistykę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. W 1939 r. był jednym z siedmiu rabinów w Wojsku Polskim, szefem Duszpasterstwa Wyznań Niekatolickich dla Armii „Kraków”. Więziony w Starobielsku, Kozielsku i w Moskwie, zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 r.

Small mieczys aw birnbaum gruszecki

Mieczysław Birnbaum

Tłumacz, publicysta, znany też pod pseudonimem Mieczysław Binom. Urodził się w Częstochowie w 1889 r. jako syn kantora Abrahama Bera Birnbauma. Jego siostrą była aktorka Helena Gruszecka, bratankiem – pisarz i tłumacz Jerzy Pomianowski. Działacz PPS-Frakcji Rewolucyjnej i Polskiej Organizacji Wojskowej. W 1918 r. jako jeden z trzech wysłanników generała Hallera negocjował z rządem sowieckim ewakuację II Korpusu Polskiego w Rosji na prawy brzeg Dniepru (bolszewicy nie wyrazili zgody i Niemcy rozbili korpus w bitwie pod Kaniowem). Emisariusz marszałka Józefa Piłsudskiego podczas wojny polsko-bolszewickiej, uczestnik tajnych negocjacji w Mikaszewiczach. Tłumaczył utwory Izaaka Babla, Antoniego Czechowa, Jewgienija Zamiatina. Jesienią 1939 r. aresztowany przez NKWD, zamordowany w Katyniu. Odznaczony krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

Abram Bombel

Urodzony w 1892 r., lekarz. Znany także jako Antoni Bombel. Jego ojciec, Mosze Bombel, posiadał hurtownię materiałów budowlanych w Skierniewicach. Ukończył studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, należał do personelu medycznego pociągu sanitarnego im. Heleny Paderewskiej. W 1927 r. mianowany podporucznikiem, mieszkał w Warszawie z żoną Irką, pracował jako internista i ginekolog. Zamordowany w Katyniu. Trójka jego rodzeństwa zginęła zamordowana przez Niemców w obozie w Majdanku.

Henryk Brendel

Small brendel polinLekarz. Urodzony w 1885 we Lwowie, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej Aleksandra i Heleny z Weingartenów. Uzyskał stopień doktora nauk medycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza, specjalizował się w dermatologii i wenerologii, pracował w klinikach niemieckich. Podczas wojny polsko-bolszewickiej pracował w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie, następnie w szpitalach wojskowych w Bielsku, Baranowiczach, Suwałkach, Lublinie i Osowcu. W 1922 r. przeszedł do rezerwy w stopniu kapitana. Mieszkał z żoną Eugenią i synem Bolesławem w Chełmie, a następnie w Płocku. Więziony w Kozielsku, zamordowany w Katyniu [6].

Bronisław Karbowski

Small bronis aw karbowskiLekarz. Znany także jako Berek Karbowski. Urodził się w 1884 r. w Łomży jako syn hotelarza Lejba Karbowskiego. Studiował medycynę w Niemczech, Szwajcarii i Rosji, uzyskał specjalizację w laryngologii. Służył w armii rosyjskiej podczas I wojny światowej, następnie w Armii Polskiej we Francji. Komendant szpitala polowego nr 207 podczas wojny polsko-bolszewickiej, uzyskał stopień majora. W latach 30. ordynator oddziału laryngologicznego w Szpitalu Starozakonnych w Warszawie przy ul. Dworskiej 17 (obecnie Szpital Wolski przy ul. Kasprzaka 17)[7]. Pisał artykuły naukowe z dziedziny medycyny. Mieszkał przy ul. Zamenhofa 6/21 z żoną Pauliną Seidenbeutel, z którą miał syna Kazimierza. Wzięty do niewoli w 1939 r., osadzony w obozie jenieckim w Starobielsku, zamordowany w Charkowie. Jego żona zmarła na tyfus w getcie warszawskim.
Small wiktor chocznerWiktor Choczner

Urodzony w 1893 r. w Krakowie, syn Mariana i Salomei z Fischlów. Walczył w I wojnie światowej na froncie włoskim. Handlowiec, pracował w Banku Komercyjnym w Krakowie jako starszy prokurent, był podporucznikiem rezerwy Okręgu Korpusu Nr V z siedzibą w Krakowie. Żonaty z Jadwigą z Gregorczyków, miał córkę Irenę[8]. Zamordowany w Katyniu.

Small maksymilian landauMaksymilian Landau

Urodzony w 1882 w Kamionce Strumiłowej pod Lwowem jako syn Ludwika i Rozalii z Wolkenbergów. Ukończył Uniwersytet Franciszkański we Lwowie. Uczył języka polskiego i języka niemieckiego w gimnazjum w Brodach. Podczas I wojny światowej żołnierz 1 pułku artylerii Legionów Polskich, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej. W 1927 r. awansowany na podpułkownika artylerii, od 1934 r. w stanie spoczynku. W 1938 r. został dyrektorem Prywatnego Gimnazjum Męskiego im. Edwarda Rontalera w Warszawie. W 1939 r. dowodził artylerią Dowództwa Grupy Obrony Lwowa. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy (za walki nad Berezyną w 1920 r.), Orderem Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych. Zamordowany w Charkowie.


Źródła:

Archiwum Ringelbluma, t. 15, Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy płockie, red. Tadeusz Epsztein, Justyna Majewska, Aleksandra Bańkowska, Warszawa 2014, s. 10–11 (z przypisami).

Brendel Henryk Napoleon, [w:] Indeks represjonowanych, t. 21: Zabici w Katyniu. Alfabetyczny spis 4415 jeńców polskich z Kozielska zabitych w kwietniu–maju 1940, według źródeł sowieckich, polskich i niemieckich, opr. i red. A. Gurjanow, A. Dzienkiewicz, Warszawa 2013

Szymon Datner, Żydzi w walkach narodowowyzwoleńczych o całość i niepodległość Polski, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” nr 1/109, 1979, s. 17–40.

Albin Głowacki, Jeńcy września w niewoli sowieckiej w 1939 r. przed zagładą, w: W przeddzień zbrodni katyńskiej. Agresja sowiecka 17 września 1939 roku, red. Marek Tarczyński, Warszawa 1999, s. 24–68.

Marek Jerzy Minakowski, https://minakowski.pl/krakowscy-zydzi-ofiary-katynia/

Zofia Podgórska-Klawe, Szpital Starozakonnych w Warszawie cz.2, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 2008, http://www.tlw.waw.pl/index.php?id=25&newsy_id=186

The Holocaust in the Soviet Union: Studies and Sources on the Destruction of the Jews in the Nazi-occupied Territories of the USSR, 1941–45, red. Lucjan Dobroszycki, Jeffrey S. Gurock, przedmowa Richard Pipes, Routledge, Nowy Jork 1994.


Przypisy:

[1] Szymon Datner, Żydzi w walkach narodowowyzwoleńczych o całość i niepodległość Polski, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” nr 1/109, 1979, s. 35.

[2] Albin Głowacki, Jeńcy września w niewoli sowieckiej w 1939 r. przed zagładą, w: W przeddzień zbrodni katyńskiej. Agresja sowiecka 17 września 1939 roku, red. Marek Tarczyński, Warszawa 1999, s. 28.

[3] B. Meirtchak, Jewish Military Casualties in the Polish Armies in World War II, t. 4, Tel Awiw 1994, Za: Archiwum Ringelbluma, t. 15, Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy płockie, red. Tadeusz Epsztein, Justyna Majewska, Aleksandra Bańkowska, Warszawa 2014, s. 10–11 (z przypisami).

[4] The Holocaust in the Soviet Union: Studies and Sources on the Destruction of the Jews in the Nazi-occupied Territories of the USSR, 1941–45, red. Lucjan Dobroszycki, Jeffrey S. Gurock, przedmowa Richard Pipes, Routledge, Nowy Jork 1994.

[5] https://ipn.gov.pl/pl/sledztwa/zbrodnia-katynska/24212,Zbrodnia-Katynska.html, dostęp 31.03.2020.

[6] Brendel Henryk Napoleon, [w:] Indeks represjonowanych, t. 21: Zabici w Katyniu. Alfabetyczny spis 4415 jeńców polskich z Kozielska zabitych w kwietniu–maju 1940, według źródeł sowieckich, polskich i niemieckich, opr. i red. A. Gurjanow, A. Dzienkiewicz, Warszawa 2013, s. 171. Za: https://sztetl.org.pl/pl/biogramy/5039-brendel-henryk-napoleon-dawid, dostęp 30.03.2020

[7] Zofia Podgórska-Klawe, Szpital Starozakonnych w Warszawie cz.2, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 2008, http://www.tlw.waw.pl/index.php?id=25&newsy_id=186, dostęp 30.03.2020 r.

[8] Źródło: Marek Jerzy Minakowski, https://minakowski.pl/krakowscy-zydzi-ofiary-katynia/, dostęp 30.03.2020.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com