Archive | April 2020

W CZASIE ZAWIESZONYM

W CZASIE ZAWIESZONYM

BARBARA ENGELKING, BEATA CHOMĄTOWSKA


Barbara Engelking: Wola życia jest ogromna i ma swoje prawa. W getcie zakładano ogródki, dawano koncerty, czytano. I kochano.

Ul. Miła od Zamenhofa w kierunku pl. Muranowskiego (dziś okolice Intraco), Warszawa, wrzesień 1941 r. ODBITKA W ZBIORACH ŻIH / HEINRICH JOST

BEATA CHOMĄTOWSKA: „Staramy się żyć normalnie. Rozumiesz – normalnie, w takich warunkach” – mówił Pani Jerzy, świadek Zagłady. Jak można było zachować normalność w getcie?

BARBARA ENGELKING: Może to właśnie pomogło mu w przeżyciu? Świat getta był normalny i nienormalny zarazem. Normalny w takim sensie, że żyli w nim ludzie, a więc istniały ludzkie uczucia, więzi i potrzeby. Lekarze leczyli chorych, zakochiwano się, pobierano, rodziły się dzieci. Odwołując się do piramidy potrzeb Maslowa, gdzie podstawą są potrzeby fizjologiczne i bezpieczeństwa, można powiedzieć, że ci, którzy nie byli bardzo głodni, mogli w takich warunkach nawet odczuwać i realizować potrzeby wyższego rzędu. Bo warunki, o jakich mowa, normalne z pewnością nie były. Getto warszawskie to stłoczenie ludzi na niewielkiej przestrzeni, gdzie wszystko się dzieje naraz, jest skondensowane i zagęszczone w czasie. Słowem: to, co zwykle możemy obserwować w różnych punktach globu, gdzie w jednym miejscu ludzie umierają z głodu, w drugim się zabijają, a w innym kochają, od listopada 1940 r. skupia się tam w obrębie czterech kilometrów kwadratowych.

Jak znalezienie się w takim miejscu wpływa na ludzi?

Zwykłe zachowania w warunkach przegęszczenia zostają zaburzone. Etnolog Edward Hall nazywa taką sytuację bagnem behawioralnym, gdzie ludzie, skrępowani niewielkim terytorium, na którym muszą egzystować, czują się wpędzeni w różne niechciane sytuacje, więzi, reakcje emocjonalne, na które reagują coraz większym stresem. Wszechobecny tłum, tłok, hałas, do tego nieustanne poczucie zagrożenia.

W getcie warszawskim ujawniają się też nieprawdopodobne kontrasty. To 450 tys. osób, czyli duże miasto, mniej więcej takie jak dzisiejszy Gdańsk. Wśród jego przymusowych mieszkańców są przedstawiciele różnych klas, o różnym stopniu zamożności, różnym poczuciu tożsamości, o rozmaitych upodobaniach. W jednym miejscu znaleźli się ci, którzy wcześniej mieszkali na tym terenie i zostali w swoich, wyposażonych w różne dobra mieszkaniach, i ci, którzy zostali tu przesiedleni. Wśród tych ostatnich będzie najwięcej umierających z głodu. Wojna pozbawiła ich zasobów i możliwości zarobkowania. Dotarli tu, tracąc resztki dobytku w kolejnych punktach przesiadkowych. Gdy pomoc społeczna funkcjonująca w getcie okazała się niewystarczająca, szybko spadli na samo dno. W ciągu dwóch i pół roku w getcie umiera z głodu mniej więcej 100 tysięcy ludzi.

Przedwojenne hierarchie społeczne nadal w getcie obowiązywały?

Getto nawet je w pewnym sensie rozwinęło, bo dysproporcja między zamożnymi a biednymi była większa i bardziej znacząca niż przed wojną. O podwójnym szczęściu mogła mówić jedna z mieszkanek getta, która tuż przed wojną wygrała na loterii. Starczyło jej, by kupić życie dla całej rodziny w getcie i potem po aryjskiej stronie. To było nietypowe źródło zamożności, ale zwykle ci, którzy mieli jakieś zasoby, zyskiwali większą szansę na przetrwanie. Zwykle – bo im więcej czytam i im dłużej zajmuję się gettem, tym bardziej stronię od kategorycznych sformułowań w rodzaju „zawsze” i „nigdy”. Można było być bogatym i zginąć, albo biednym i bez szans – a przeżyć. Zresztą przy próbach zrozumienia życia w getcie zderzamy się ciągle z faktem, że nasza wiedza opiera się w dużej mierze na przekazach przedstawicieli klasy średniej i wyższej, którzy przeżyli. To w jakiś sposób wypacza obraz.

Janina Bauman pisze we wspomnieniach: „Tę drugą zimę w getcie pamiętam jako czas niezdrowej stabilizacji. Nauczyłam się żyć w morzu cierpienia, które podchodziło pod próg mojego domu”. A inna, anonimowa autorka: „W zimie 1942 r. widziało się nawet na ulicach getta ludzi bosych. Nie robiło to nawet takiego wrażenia”. Wraca pytanie: jak można było przyzwyczaić się do tak nienormalnej rzeczywistości?

Jest coś fascynującego w tym, że ludzie potrafili adaptować się do realiów getta – ale inaczej chyba by się nie dało, nie można żyć w dwóch równoległych rzeczywistościach, normalnej i nienormalnej, bo prowadziłoby to do schizofrenii. Może to jest uniwersalna cecha ludzkiego umysłu i psychiki, że staramy się poznać świat wokół nas, nawet jeśli jest okropny, i uznać go za oczywistość, w której trzeba zachowywać się racjonalnie.

Co kieruje ludźmi, gdy próbują oswoić gettowy świat?

Podstawowym celem jest przetrwanie. Wola życia jest ogromna i ma swoje prawa, i ludzie, nawet podejrzewając, że to wszystko się źle skończy, a może właśnie dlatego, tym bardziej chcą żyć.

recomended by: Leon Rozenbaum
Pamiętam rozmowę z prof. Israelem Gutmanem, rocznik 1923, który wszedł do getta jako młody chłopak o idealistycznym nastawieniu. Był członkiem syjonistycznej organizacji Haszomer Hacair, która przygotowywała młodzież do osiedlenia się w Palestynie. Obowiązywały tam rozmaite zasady, m.in. taka, że dopóki nie wyjadą z Polski, nie wolno im tknąć papierosów i spróbować seksu. I oczywiście – opowiadał po latach profesor – w getcie zarówno seks, jak i papieros stały się czymś zupełnie normalnym, podobnie jak świadomość, że być może żaden z nich nigdy tej upragnionej Palestyny nie dożyje. Rzeczywistość zweryfikowała ideały.

Udało się utrzymać jakieś inne tego typu normy?

W getcie mamy dwa rodzaje normalności, jeśli można ją tak nazwać. Jedna to wspomniana wewnętrzna normalność getta, czyli adaptacja do jego warunków. Druga to taka, dla której punkt odniesienia stanowiła rzeczywistość sprzed wojny. Postępowanie w zgodzie z przedwojennymi normami było obroną wolności, niezgodą na życie w warunkach narzuconych przez okupanta. Nawet poprzez podtrzymywanie codziennych rytuałów, golenie się, dbanie, by mieć czyste buty.

Przypomina mi się scena z relacji Mariana Berlanda: autor trafia z rodziną na Umschlagplatz, gdzie czekają na wywózkę w dawnym budynku szkolnym. Żandarmi wtłaczają ich do przepełnionej sali. Przebywający w niej ludzie załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne na oczach wszystkich, o nic już nie dbając. Marian przypadkiem odkrywa, że obok znajduje się inne pomieszczenie, mniej zatłoczone, gdzie we względnym ładzie na wywózkę czekają osoby jeszcze całkiem nieźle ubrane. Przy najbliższej okazji, umykając uwagi strażników, przeprowadza bliskich właśnie tam i jak najszybciej przebiera się w czystą odzież.

To właśnie ten mechanizm obronny, by się nie poddać, rodzaj oporu psychicznego. Normalność gettowa to były też żarty. Odreagowywanie, podobnie zresztą jak po drugiej stronie muru.

Jak jeszcze się adaptowano?

Istniało życie towarzyskie, indywidualne, rodzinne, ale też z konieczności sąsiedzkie, bo ze względu na obowiązywanie godziny policyjnej wiele działo się w obrębie jednej kamienicy.

Większość budynków to były kamienice o dużych podwórzach i wielu oficynach, których brama od ulicy była zamknięta po godzinie policyjnej, tworząc swoistą enklawę. To też stworzyło bazę dla Komitetów Domowych, które działały w getcie niemal w każdej kamienicy. Komitet był społeczną organizacją, skupiającą lokatorów danego domu, która niosła pomoc najuboższym spośród nich. Choćby poprzez akcję „Jedna łyżka”, polegającą na tym, że gospodynie oddawały po jednej łyżce własnej zupy na rzecz głodujących sąsiadów. Albo kto mógł, zapraszał do domu kogoś na obiad.

Życie towarzyskie w obrębie kamienic toczyło się wieczorami: słuchano muzyki, grano w karty, zapraszano na występy artystów. Stefania Grodzieńska opowiadała mi, że często chodzili we dwie-trzy osoby na wieczorki organizowane przez rozmaite kamienice. Śpiewali, opowiadali felietony. Zapłatą był oczywiście posiłek. A ponieważ po godzinie policyjnej nie można było wyjść, artyści zostawali przeważnie na noc, występy trwały długo.

Biedni i bogaci dzielili te same rozrywki?

Każda klasa społeczna podtrzymywała własne zwyczaje. Symbolem przedwojennego warszawskiego „towarzystwa” była kawiarnia Sztuka, najbardziej elitarny lokal w getcie, gdzie Wiera Gran śpiewała dawne szlagiery, grywali Władysław Szpilman i Andrzej Włast, konferansjerem był Leonid Fokszański. Wielką popularnością cieszyły się satyryczne komentarze do rzeczywistości – taką rolę pełnił kabaret Władysława Szlengela „Żywy dziennik”, rodzaj stand-upu, jak byśmy dziś powiedzieli. Chodzono tam, by choć na moment oderwać się od tego, co czekało za drzwiami, pielęgnować złudzenie, że istnieje normalny świat. Z innych rozrywek ­– grywano w brydża, dużo czytano. Gdy Niemcy zakazali prowadzenia bibliotek, w getcie powstały ruchome wypożyczalnie. Prowadzili je ludzie, którzy mieli własne książki, albo nielegalny dostęp do nieczynnych księgozbiorów. Bibliotekarki wędrowały po mieszkaniach, zbierały zamówienia, a później lektury. Na niektóre książki trzeba było długo czekać.

Co czytano najchętniej?

Z gettowej listy bestsellerów praktycznie nie znikała „Krystyna córka Lawransa” i „Przeminęło z wiatrem”. Adam Czerniaków, prezes Judenratu, chętnie czytał książki o zwierzętach, ale również Prousta i Cervantesa. Po ataku Niemiec na ZSRR najpopularniejsze stały się książki o kampanii Napoleona. Największym jednak bestsellerem było „Czterdzieści dni Musa Dah” Franza Werfla, które mówi o oblężeniu przez Turków wzgórza, gdzie przez ten symboliczny czas bronili się Ormianie.

Lektury były próbą odnalezienia własnych przeżyć i analogii historycznych?

Tak to interpretuję. Pytanie: „Jak się to wszystko skończy?” wisiało nad mieszkańcami getta przez pierwsze dwa i pół roku. W zachowanych listach z getta Hala Szwambaum, młoda dziewczyna, pisze do swojej nauczycielki, Stefanii Liliental, również Żydówki, która została z dzieckiem po aryjskiej stronie, jak świetnie sobie radzi w tych nowych dla niej warunkach. Donosi, że zasadziła na balkonie fasolkę i kiedy roślina wyrośnie, będzie mieć prawie własny Ogród Saski.

To hodowanie roślin na balkonie, prowadzenie ogródków jordanowskich mają w sobie nadzieję, że człowiek doczeka chwili, gdy fasolka dorośnie, pomidor dojrzeje, prawda?

Pokazują też stosunek do czasu, który w getcie płynie inaczej niż za murami, na pewno szybciej. Getto było wyspą w czasie, zawieszoną w gęstej teraźniejszości, gdzie przeszłość uległa zawieszeniu, a przyszłość zmieniła się w wieczność. Z kolei czas spędzony w ukryciu po aryjskiej stronie ciągnie się niemiłosiernie, potrafi być opresyjny: tortura nudy.

Oprócz życia sąsiedzkiego czy indywidualnych rozrywek w getcie jest też życie rodzinne. Jak ono wygląda?

Wiele rodzin w getcie zmieniło skład, rozsypał się tradycyjny podział ról. Bywa, że członkowie rodzin stają się sobie bliżsi niż wcześniej, ale może być też odwrotnie. W tomie „Pusta woda” Krystyny Żywulskiej jest opowiadanie „Marynarka”, oparte na autentycznej historii rodzinnej. By utrzymać się w getcie, zubożali rodzice wyprzedają kolejne rzeczy. Pewnego dnia matka wynosi na sprzedaż ostatnią marynarkę ojca i znajduje w kieszeni list miłosny od innej kobiety. Wychodzi na jaw przedwojenny romans, co zmienia relacje w rodzinie i redefiniuje jej dotychczasową historię.

Skoro jesteśmy przy miłości, Hala pisze w jednym z listów do pani Stefanii, że najlepszym stróżem moralności w getcie są warunki mieszkaniowe. Kiedy zakochuje się szczęśliwie, jej romans nie może doczekać się spełnienia, bo jak tu kochać się z chłopakiem, gdy mieszka się kątem w nie swoim, zapełnionym lokatorami mieszkaniu? Gdy getto opustoszeje po wysiedleniach, będzie zupełnie inaczej. Wtedy świadomość śmierci staje się tak dominująca, że potrzeba bliskości fizycznej z drugim człowiekiem jest często jedynym ratunkiem przed lękiem. Prof. Gutman opowiadał mi też, że w bunkrach, już w czasie powstania, ludzie bali się tak bardzo, że tylko zbliżenie się z kimś, nawet zupełnie obcym, pozwalało na chwilę zapomnieć o strachu. To bardzo ludzkie. Inny świadek Zagłady, Mietek Pachter, wspomina ukrywanie się w bunkrze na Miłej z początkiem maja 1943 r. Kiedy tylko wokół rozlegają się kroki Niemców, jakaś nieznana mu dziewczyna, której nawet w tej ciemności nie widzi, łapie go za rękę. To powtarza się wielokrotnie – wobec groźby odkrycia schronu łapią się kurczowo za ręce i tak trwają, dzień po dniu. W końcu Niemcy ich wygarniają, prowadzą na Umschlagplatz, i tam z kolei, w ciągu trzech dni czekania na wywózkę, Mietek i Dziunia przeżywają wielką miłość.

Przeżyli?

Mietek trafił do Majdanka, potem do Skarżyska, przeżył, Dziunia zginęła. Miłość potrafi dopaść człowieka w najdziwniejszych miejscach. Mietka dopadła akurat na Umschlagplatzu.

Albo inna historia: kolega prof. Gutmana, Szlomo Szapiro, chłopak z prostej rodziny, która dopiero w getcie zaczęła nieźle prosperować, bo szyła fartuchy z używanych ciuchów, sprzedając je po aryjskiej stronie. Szlomo miał od dawna marzenie, by pójść do teatru. Przed wojną nigdy nie był. I gdy uzbierał pieniądze, poszedł po raz pierwszy. Z dziewczyną. Gutman spierał się wiele lat później ze Szlomem, że chodzenie do teatru w getcie to skandal. Niemoralne zachowanie, jak oglądanie filmu na cmentarzu. Szlomo, też już 80-letni, nie rozumiał, o co mu chodzi. Przecież nie wiedział, czy przeżyje i czy kiedykolwiek będzie miał szansę jeszcze pójść do teatru!

Dla niego był symbolem wtajemniczenia w życie, dorosłości.

Do elementów normalności, o której wcześniej rozmawiałyśmy, należało też przekonanie, że dzieci powinny się uczyć. Niemcy już w 1939 r. zamknęli szkoły dla Żydów, żydowscy nauczyciele nie mieli pracy, istniał więc popyt i podaż, zorganizowano naukę w ramach Tajnej Organizacji Nauczycielskiej, czyli konspiracyjnego ZNP, które działało po obu stronach muru i regulowało zasady funkcjonowania tajnych kompletów, by po wojnie uznać tamte lata szkolne za zaliczone według jednego standardu. Cały czas borykano się z dylematami: skąd wziąć pomoce naukowe? Jak w tych warunkach uczyć dzieci, czym jest Wisła albo morze? Przez jakiś czas radzono sobie, korzystając z fotoplastykonu na Lesznie, który miał serię slajdów z różnych stron świata. Coraz trudniej było też utrzymać uwagę wygłodzonych uczniów. Wielu wypadało z systemu szkolnego, bo zaczynali zajmować się szmuglem, pracowali, by pomóc w utrzymaniu rodzin. W getcie zdawano matury, przed komisjami, na które przychodzili egzaminatorzy ze strony aryjskiej. Antoni Marianowicz, który też zdawał, opisuje, jak zdenerwowani maturzyści przystępowali do egzaminów – zupełnie jak w normalnym życiu. Świadectw wydano sto kilkadziesiąt, po wojnie odebrano dwa.

Potrzeba kształcenia porządkowała jakoś życie, nadawała mu sens?

Na pewno ważne było znalezienie zajęcia, zapełnienie czasu. W getcie też obawiano się poważnie, że wyrośnie tu pokolenie analfabetów, które po wojnie będzie miało opóźniony start w dorosłość, więc trzeba temu zapobiec. Bardzo długo traktowano getto jako sytuację przejściową. Uważano, że gdy wróci normalny świat, zdobytą wiedzę i umiejętności będzie można wykorzystać. W końcu jednak zaczynają się wysiedlenia.

Jak zmieniają się wtedy postawy mieszkańców?

Getto po akcji sierpniowej 1942 r. jest już zupełnie innym miejscem. Ma w sobie coś ze średniowiecznego miasta ogarniętego zarazą, z Bocaccia albo „Dżumy” Camusa. Osobny świat rządzący się swoimi prawami. Wszyscy wiedzą, że zginą, i że są równi wobec śmierci. To zmienia atmosferę. Kończy się władza Judenratu, nikt już nie wierzy w możliwość jakichkolwiek ustaleń z Niemcami. Wtedy władzę nad gettem przejmuje „partia”. Wielu mieszkańców nie wie, że nazywa się: Żydowska Organizacja Bojowa, ale wiedzą, że jest jakaś „partia”, która rządzi. Zaczynają się wewnętrzne rozliczenia, likwidacja kolaborantów. Społeczeństwo się militaryzuje, zaczynają się poszukiwania broni i budowanie bunkrów. Niezwykła jest ta determinacja ludności cywilnej, by walczyć, na wszelkie możliwe sposoby, i stawiać opór, jak tylko można. Wszyscy gromadzą żywność na pół roku, wierząc – po klęsce Niemców pod Stalingradem – że tyle potrwa czekanie na koniec wojny.

Trzeba pamiętać, że Powstanie w Getcie to nie tylko te 2 tysiące ludzi z bronią, ale także 50 tysięcy pozostałych, bezbronnych.

Druga strona pomnika Natana Rapaporta.

Bez tych cywilów, ich zdecydowania, że będą się ukrywać, bez ich opowiedzenia się po stronie bojowców, nie byłoby w ogóle powstania. Oni też walczą, tylko że w inny sposób. Powtarzanie, że Żydzi szli biernie na rzeź, jest niesprawiedliwe, pozbawione zrozumienia i empatii. Widzimy ludzi, którzy idą na Umschlagplatz, ale w tym marszu jest bardzo wiele innych powodów, bynajmniej nie bierność, choć z zewnątrz może to tak wyglądać. Idą tam rozmaite uczucia: zmęczenie, rezygnacja i wyczerpanie, ale także przywiązanie, wierność i miłość niepozwalająca zostawiać bliskich.

Życie w getcie po powstaniu się kończy?

Przeciwnie, trwa nadal. Życie-nieżycie w gruzach, gdzie wszystko jest wypalone, nocami przychodzą szabrownicy z aryjskiej strony, a Niemcy zaczynają urządzać obóz na Gęsiówce. W tych ruinach, w bunkrze, w grupie przypadkowych ludzi, ukrywa się Stella Fidelseid, kobieta, której mąż zginął wcześniej, i która odkrywa, że jest w ciąży. W ostatnich miesiącach jest zbyt gruba, by przecisnąć się przez wąskie przejście, nie może opuszczać kryjówki. Jest zdana na łaskę i niełaskę obcych ludzi, którzy traktują ją nie najlepiej – najsłabsza, bez pary, i co to za Żydówka, która nie zna jidysz. W grudniu 1943 r. rodzi chłopczyka o imieniu Bunkierek, który umiera po kilku dniach, karmiony tylko wodą z cukrem. Po śmierci dziecka wszyscy wychodzą na aryjską stronę, Stella też. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że można było przetrwać taką sytuację, a przecież wiem, że przeżyła wojnę.

Co pomagało mieszkańcom getta wtedy wytrwać?

Wydaje mi się, że to bardzo indywidualna kwestia: osobowości, stopnia wytrzymałości, wyobrażeń o życiu, także stopnia zmęczenia, bo po dwóch latach w getcie, kiedy zaczęła się akcja wysiedleńcza do obozów zagłady, wiele osób było wręcz nieludzko zmęczonych i myśleli: niech się to wszystko wreszcie skończy. Wielu pomagał wytrwać gniew, pragnienie zemsty. W wielu „ostatnich listach”, pisanych do bliskich czy wyrzucanych z pociągów, powtarzają się dwa motywy. Marzenie o zemście: dożyć końca wojny, zobaczyć na własne oczy klęskę Niemców. Gniew dawał też energię niezbędną do przetrwania, do codziennej walki, zmagania się z rzeczywistością. Drugim motywem jest pragnienie, by z ich cierpienia ludzkość wyciągnęła jakąś naukę. Dziś już wiemy, że całe to cierpienie poszło na marne. ©


Prof. BARBARA ENGELKING jest psycholożką i socjolożką, szefową Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN i przewodniczącą Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Wydała m.in. (wspólnie z Jackiem Leociakiem) „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trump notes efforts to combat antisemitism in Holocaust remembrance speech

Trump notes efforts to combat antisemitism in Holocaust remembrance speech

MARCY OSTER/JTA


The week of remembrance begins on Sunday, the anniversary of the Warsaw Ghetto Uprising. Yom Hashoah, or Holocaust Remembrance Day, begins on Monday evening.

US President Donald Trump holds a news conference in Washington DC / (photo credit: REUTERS/YURI GRIPAS)

President Donald Trump declared a week of “Remembrance of Victims of the Holocaust” in an official proclamation on Friday, while touting his administration’s ongoing “efforts to combat racist and antisemitic discrimination.”

The week of remembrance begins on Sunday, the anniversary of the Warsaw Ghetto Uprising. Yom Hashoah, or Holocaust Remembrance Day, begins on Monday evening.

Trump noted that “among those murdered in the Holocaust were 6 million Jewish men, women, and children who became victims of the Third Reich’s unthinkably evil ‘Final Solution.’”

The proclamation also calls to “remember the millions of lives extinguished in the Holocaust, including those of Jewish, Polish, and Slavic ancestry, Roma and Sinti, individuals with mental and physical disabilities, gays, political dissidents, and dozens of other groups.”

Trump acknowledged that American Jews still face persecution, and pointed to his executive order on antisemitism issued in December.

The controversial order directs “robust” enforcement of existing civil rights protections for Jews on college campuses under the Civil Rights Act of 1964 — which says attackers target Jews because they perceive them to be a race or having a shared national identity.

Critics of the order argued that the order implied that Judaism is a nationality.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


“Marsz pamięci” – reportaż Hanny Dzielińskiej cz. 6


0:06 / 4:19
“Marsz pamięci” – reportaż Hanny Dzielińskiej cz. 6

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Powstanie w getcie warszawskim. Informacje historyczne

Powstanie w getcie warszawskim. Informacje historyczne

MHŻP


ZDJĘCIE POCHODZI Z RAPORTU JURGENA STROOPA “ŻYDOWSKA DZIELNICA MIESZKANIOWA W WARSZAWIE JUŻ NIE ISTNIEJE!”, FOT. INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ

W otoczonym murem getcie warszawskim Niemcy stłoczyli ponad 400 tys. Żydów ze stolicy i okolicznych miasteczek, a także przesiedleńców z ziem wcielonych do Rzeszy. Dziesiątki tysięcy zmarły z głodu i chorób. 22 lipca 1942 r. rozpoczęła się tzw. Wielka Akcja wysiedleńcza.

Wysłuchaj wykładu o powstaniu w getcie warszawskim (dr Krzysztof Persak)

W ciągu dwóch miesięcy Niemcy deportowali do obozu zagłady w Treblince ok. 300 tys. więźniów getta. Tysiące zabili na miejscu. W tzw. getcie szczątkowym pozostało już tylko około 60 tys. Żydów. Byli to głównie ludzie w sile wieku, bez rodzin, zatrudnieni w niemieckich warsztatach produkcyjnych, tzw. szopach. W tych warunkach, gdy nie pozostawało już nic do stracenia, w środowiskach żydowskiej młodzieży narodziła się myśl o zbrojnym oporze.

Żydowska Organizacja Bojowa

Już 28 lipca 1942 r. powstała Żydowska Organizacja Bojowa, do której weszli członkowie lewicowych i syjonistycznych ruchów młodzieżowych. Na czele ŻOB stanął Mordechaj Anielewicz (Ha-Szomer ha-Cair), a do najbardziej znanych przywódców należeli Marek Edelman (Bund) i Icchak Cukierman (Dror). Drugą organizacją konspiracyjną był powstały na początku 1943 r. w środowisku prawicowych syjonistów Żydowski Związek Wojskowy, kierowany przez Leona Rodala i Pawła Frenkla.

Kiedy 18 stycznia 1943 r. Niemcy rozpoczęli kolejną “akcję wysiedleńczą”, napotkali na zbrojny opór bojowców ŻOB. “Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się!” – czytamy w wydanej wtedy odezwie ŻOB. Czterodniowa akcja samoobrony opóźniła ostateczną likwidację getta i dała czas na przygotowanie do powstania.

W ciągu kilku miesięcy ŻOB swoimi akcjami przeciwko Niemcom i żydowskim kolaborantom wyrobiła sobie autorytet wśród ludności getta. Z jej polecenia zaczęto budować bunkry, ukryte przejścia między budynkami i tunele prowadzące poza getto. Gromadzono zapasy żywności i broni. Nawiązano kontakty z polskimi organizacjami konspiracyjnymi (Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa).

Wybuch powstania w getcie

Gdy 19 kwietnia 1943 r., w wigilię święta Pesach, niemieckie oddziały liczące 2 tys. ludzi wspierane przez czołgi i wozy pancerne ponownie weszły do getta, do walki z nimi stanęło kilkuset członków ŻOB, podzielonych na 22 grupy bojowe pod dowództwem Anielewicza oraz ponad 150 bojowców ŻZW.

Przez pierwsze dni powstańcy prowadzili walki uliczne, atakując granatami i butelkami z benzyną wkraczające oddziały niemieckie. Przy bramie getta przy ul. Wałowej bojowcy ŻOB powstrzymali kolumnę SS detonując specjalną minę. Symbolem powstania stały się flaga żydowska i polska zawieszone  na wysokiej kamienicy przy pl. Muranowskim, gdzie zacięty opór przez kilka dni stawiało zgrupowanie ŻZW pod dowództwem Pawła Frenkla.

Ciężkie walki na terenie tzw. szopu szczotkarzy przy ul. Świętojerskiej toczyli bojowcy ŻOB dowodzeni przez Marka Edelmana. W pierwszym dniu powstania oddział dywersji AK podjął nieudaną próbę wysadzenia muru getta przy ul. Bonifraterskiej. Podczas powstania pod murami getta AK i GL przeprowadziły jeszcze kilka akcji bojowych przeciwko Niemcom, jednak pomoc polskiego podziemia dla powstania była ograniczona.

Przebieg powstania w getcie warszawskim (kalendarium) >>

Dalsze walki powstańcze polegały na obronie poszczególnych bunkrów i budynków. Niemcy systematycznie przeczesywali kolejne kwartały ulic, paląc dom po domu. Do wykrytych bunkrów, gdzie oprócz bojowników ukrywali się także cywile, wrzucali świece dymne i niszczyli je przy pomocy materiałów wybuchowych.

Dowodzący siłami niemieckimi Jürgen Stroop podał w swoim raporcie o zniszczeniu getta, że jego oddziały ujęły lub zabiły ponad 56 tys. Żydów oraz wykryły 631 bunkrów. Dane te są zapewne zawyżone. Historycy szacują, że podczas likwidacji getta 7 tys. schwytanych Żydow Niemcy rozstrzelali na miejscu, 7 tys. wywieźli na śmierć do Treblinki, a 36 tys. deportowali do obozów pracy na Lubelszczyźnie. Jednocześnie po “aryjskiej stronie” Niemcy zintensyfikowali akcję poszukiwania ukrywających się Żydów, oferując za ich ujęcie nagrody pieniężne.

Zaledwie kilkudziesięciu powstańcom udało się wydostać kanałami i podziemnymi tunelami z płonącego getta. Wielu z nich zginęło następnie w wyniku denuncjacji, niektórzy wzięli udział w powstaniu warszawskim. 8 maja 1943 r. Niemcy otoczyli bunkier dowództwa ŻOB przy ul. Miłej 18.

Ponad 100 bojowców, wśród nich Mordechaj Anielewicz, udusiło się dymem lub popełniło samobójstwo, nie chcąc wpaść w ręce Niemców. Jednak walki pojedynczych grup powstańczych trwały dalej, aż do 16 maja.

Koniec powstania i likwidacja getta warszawskiego

16 maja 1943 roku wieczorem na znak zwycięstwa Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę przy ul. Tłomackie, znajdującą się poza terenem getta szczątkowego. Stroop zapisał w swoim raporcie: „Była dzielnica żydowska w Warszawie przestała istnieć”. Po powstaniu Niemcy zrównali teren getta z ziemią.

Podejmując walkę powstańcy nie mieli nadziei na zwycięstwo. Kierowała nimi chęć odwetu na Niemcach, zadania wrogowi możliwie wysokich strat, a przede wszystkim wybierali śmierć z bronią w ręku. Powstanie w getcie warszawskim było największym zbrojnym zrywem Żydów podczas II wojny światowej, a zarazem pierwszym powstaniem miejskim w okupowanej Europie.


Powstanie w getcie warszawskim

dr Martyna Rusiniak-Karwat


Powstanie w getcie warszawskim – bohaterska zbrojna walka żydowskich organizacji bojowych getta warszawskiego z Niemcami toczona od 19.04.1943 do 15.05.1943, największy akt zbrojnego oporu Żydów w czasie II wojny światowej.

Po wielkiej akcji wysiedleńczej w getcie warszawskim pozostało, według notatek Ludwiga Fischera, ok. 35 tys. Żydów. W sierpniu 1942 r. zostało zlikwidowane tzw. „małe getto”. Na terenie getta zostali ci, którym udało się uniknąć deportacji. W większości byli to ludzie młodzi, samotni, którzy stracili rodziny i dla których przynależność do jakiejś organizacji wypełniała pustkę po utracie bliskich. Wśród większości mieszkańców getta panowało poczucie beznadziejności i zobojętnienia. Część osób znała prawdziwe znaczenie sloganu „Akcja wysiedleńcza na Wschód”, lecz nie wszyscy chcieli w nie wierzyć. Niemcy wprowadzili  godzinę policyjną. Jedyna brama do getta znajdowała się na skrzyżowaniu ulic Gęsiej i Zamenhofa/Dzikiej. Mieszkańcy „dzielnicy zamkniętej” byli wykorzystywani do prac w tzw. szopach (m.in. zakładach należących do Waltera Toebbensa). Praca w warsztatach dawała jakąś nadzieję na ocalenie i uniknięcie wywózki. W tym czasie, oprócz jednego tytułu Bundu „Ojf der Wach” (jid., „Na straży”), w getcie przestała się ukazywać prasa konspiracyjna.

* * *

W atmosferze strachu, terroru i ogólnego przeświadczenia o szybkim końcu narodził się pomysł zbrojnego oporu przeciwko okupantowi niemieckiemu, aby nie dać się zabrać żywcem na Umschlagplatz. 28.07.1942 powstała Żydowska Organizacja Bojowa (ŻOB), w której skład weszli członkowie ruchów młodzieżowych Ha-Szomer ha-Cair, Droru i Akiby. 15.10.1942 do ŻOB-u przystąpiły kolejne organizacje: Bund, Gordonia, Poalej Syjon-Prawica, Ha-Noar ha-Cijoni oraz PPR. Sztab ŻOB-u tworzyli: Mordechaj Anielewicz (komendant, Ha-Szomer ha-Cair), Hersz Berliński (Poalej Syjon-Lewica), Johanan Morgenstern (Poalej Syjon-Prawica), Icchak Cukierman (pseud. Antek, Dror), Berek Sznajdmil (Bund, po jakimś czasie zastąpiony przez Marka Edelmana) oraz prawdopodobnie Michał Rosenfeld (PPR). Łącznikiem z polskim podziemiem był Arie Wilner (pseud. Jurek, Ha-Szomer ha-Cair). Pod koniec października 1942 r. został ukonstytuowany przez syjonistów i socjalistów (z wyjątkiem Bundu) Żydowski Komitet Narodowy (ŻKN), który był politycznym kierownictwem ŻOB-u. Jego głównym celem było przygotowanie społeczeństwa żydowskiego do walki i oporu. Utrzymywał on ścisły kontakt z Tymczasowym Komitetem Pomocy Żydom i Armią Krajową. Bund zgodził się współpracować z ŻKN poprzez wspólną Komisję Koordynacyjną ŻKN i Bundu, która reprezentowała Żydów wobec polskiego podziemia. 02.12.1942 r. doszło do kolejnego rozszerzenia i przekształcenia się struktur żydowskich w Żydowską Organizację Bojową (ŻOB). [1.1]. W jej skład wchodziły 22 oddziały bojowe (14 o orientacji syjonistycznej) złożone z „żołnierzy” przeważnie w wieku 19-25 lat. Członkowie ŻOB-u mieli duży udział w zdobywaniu informacji na temat tego, co się działo poza murami getta, w innych miastach i miasteczkach, dzięki emisariuszom i łącznikom pomiędzy gettem a światem „aryjskim”. Zaczęto odbudowywać i umacniać struktury podziemne getta oraz zdobywać środki materialne na broń potrzebną do walki. Zaczęto także stawiać bunkry.

Dzięki polskiemu podziemiu udało się przesłać na Zachód przez kuriera Jana Karskiego raport sporządzony przez Oneg Szabat pt. „Likwidacja żydowskiej Warszawy”, któremu niestety, żadne władze nie dały wiary.

Inną komórką konspiracyjną działającą w getcie była Żydowska Organizacja Wojskowa używająca nazwy Żydowski Związek Wojskowy (ŻZW). Należeli do niej głównie członkowie Związku Syjonistów-Rewizjonistów i Bejtaru. Ich główna kwatera znajdowała się przy ul. Muranowskiej 7. Również członkowie ŻZW przemycali do getta i produkowali broń przez wcześniej wybudowany tunel[1.2].

* * *

„Musimy być gotowi umrzeć jako ludzkie istoty”[1.3].

Kolejna akcja deportacyjna odbyła się w styczniu 1943 roku. Podczas próby wywiezienia ok. 8 tys. Żydów, podjętej 18.01.1943, Niemcy, wspomagani przez oddziały litewskie i łotewskie, napotkali pierwszy zbrojny opór skazanych na zagładę, którzy odebrali działania okupanta jako zapowiedź całkowitej likwidacji getta. Jako pierwsi zaczęli strzelać, na sygnał Mordechaja Anielewicza, członkowie Ha-Szomer ha-Cair u zbiegu ulic Niskiej i Zamenhofa. Zbrojny opór stawili również członkowie Droru i Gordonii. Do walk (samoobrony) doszło w wielu innych miejscach na terenie getta, podczas których śmierć poniosło 12 Niemców i nieustalona do tej pory liczba bojowników. Tego samego dnia ŻOB wydał odezwę do mieszkańców getta:

„Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się! Weźcie topór, łom, nóż do ręki, zabarykadujcie wasze domy! Niech was tak zdobywają! W walce macie możliwość ratunku… Walczcie…”

Większość mieszkańców stawiała bierny opór, ukrywając się na terenie getta. Starcia zbrojne trwały do 21 stycznia. Podczas czterech dni akcji wywieziono do Treblinki ok. 5000 osób[1.4].

Pierwszy opór zbrojny miał duże znaczenie zarówno dla mieszkańców getta, jak i Niemców, którzy na pewien czas zaniechali wywózek ludności żydowskiej. Hitlerowcy zaprzestali również wchodzenia na teren getta po zapadnięciu zmroku oraz przeszukiwania piwnic w celu wyciągania z nich ukrywających się ludzi. Przestano postrzegać Żydów jako bezbronne ofiary. ŻOB zaczął być rozpoznawalny wśród cywilnych mieszkańców getta. Stał się dla nich w pewnym stopniu autorytetem. Wśród cywilów została przełamana psychiczna bariera strachu przed okupantem. Na polecenie ŻOB-u zaczęto budować bunkry z dostępem do wody, elektryczności, a czasem i łączności telefonicznej, z zapasami żywności i wentylacją. Budowano je w piwnicach domów lub pod piwnicami. Pod powierzchnią ziemi powstało drugie miasto – podziemne. Bunkry były wyrazem oporu cywilnych mieszkańców getta i odegrały ważną rolę podczas powstania. Przygotowywano również przejścia i tunele pomiędzy budynkami przez piwnice i strychy oraz przejścia i tunele na „stronę aryjską” przy ul. Muranowskiej, Lesznie, Karmelickiej, Franciszkańskiej. Członkowie organizacji bojowych ŻZW i ŻOB-u, niezależnie od siebie, zaczęli zdobywać i szmuglować broń przy pomocy przedstawicieli po „stronie aryjskiej” oraz ją produkować (granaty i butelki zapalające, tzw. koktajle Mołotowa). Pieniądze na ten cel ŻOB zdobywał m.in. okradając bogatszych mieszkańców getta, organizując skok na kasę Judenratu i zamachy na transporty pieniędzy przygotowane do wysłania przez Bank Spółdzielczy dla władz niemieckich. Po akcji styczniowej postanowiono skoszarować członków ŻOB-u, aby byli gotowi do walki w każdej chwili. Zaczęto opracowywać taktykę i strategię przyszłego oporu zbrojnego, żeby zminimalizować zaskoczenie podczas następnej niezapowiedzianej akcji deportacyjnej i nie dać się „jak barany poprowadzić na rzeź”. Jednym z haseł podziemnego miasta było:

„Jeżeli przetrwać – to tylko jako wolni ludzie, a jeżeli to jest niemożliwe, to jako wolni ludzie zginąć. W walce zwyciężymy śmierć”[1.5]”.

Zdecydowano się na stosowanie taktyki partyzanckiej. Przed wybuchem powstania każdy z bojowników był wyposażony w broń osobistą z zapasem kilkunastu nabojów, prawdopodobnie 2 granaty i kilka butelek zapalających. Przygotowania do oporu zbrojnego były utrzymywane w tajemnicy, aby uniknąć ewentualnej denucjacji. Z tego względu ŻOB wykonał szereg zamachów na kolaborantów i ewentualnych zdrajców. 21.02.1943 na terenie szopu szczotkarzy zlikwidowano czterech agentów gestapo, dzień później zastrzelono agenta Alfreda Nossiga, 26.02.1943 wykonano wyrok na oficerze żydowskiej policji Mieczysławie Brzezińskim, a dwa dni później na agentach Adamie Szajnie i Bubim Nebelu.

Poza grupami zorganizowanymi na terenie getta działały tzw. dzikie grupy, które również zaopatrywały się w broń[1.6].

Getto zostało przez bojowników ŻOB-u podzielone na 3 sektory bojowe pod ogólnym dowództwem Mordechaja Anielewicza. Centralne getto znajdowało się pod dowództwem Izraela Kanała, teren szopów Toebbensa i Schultza – Icchaka Cukiermana, a później Eliezera Gellera, zaś teren szopu szczotkarzy na Świętojerskiej 34 – przez Marka Edelmana.

 * * *

W nocy z 18/19.04.1943 getto zostało otoczone pierścieniem niemieckiej żandarmerii i policji granatowej. Tego dnia jego mieszkańcy przygotowywali się do wigilii święta Pesach[1.7]. Członkowie ŻOB-u, tym razem uprzedzeni przez polskie podziemie, nie dali się zaskoczyć i postanowili stawić zbrojny opór niemieckiemu okupantowi.

O świcie w poniedziałek 19 kwietnia niemieckie oddziały (ok. 2 tys. ludzi) dowodzone przez pułkownika Ferdinanda von Sammern-Frankenegga wkroczyły bramą od strony ul. Nalewki do opustoszałej dzielnicy żydowskiej z zamiarem jej ostatecznej likwidacji. Napotkały zbrojny opór ze strony mieszkańców – kilkuset słabo uzbrojonych członków ŻOB-u i ŻZW. Żydzi rozpoczęli powstanie. Rozgorzały trwające do połowy maja walki (sporadyczne starcia trwały do czerwca). Pierwsze walki, kierowane przez oddziały ŻOB-u, rozegrały się na wysokości ul. Gęsiej oraz na skrzyżowaniu ulic Zamenhofa i Miłej. Zaskoczeni Niemcy musieli się wycofać z terenu getta. Było to niewątpliwie pierwsze zwycięstwo żydowskich bojowników.

Tego samego dnia, po kilku godzinach przerwy, na teren getta ponownie wkroczyły niemieckie oddziały dowodzone (od tego momentu aż do końca powstania) przez Jürgena Stroopa. Doszło do walk u zbiegu ulic Nalewki i Gęsiej, gdzie bój toczyli ŻOB-owcy, oraz w rejonie placu Muranowskiego, gdzie walczyli „żołnierze” ŻZW.

Przywódcą ŻZW podczas powstania był Paweł Frenkel. Bojownicy ŻZW walczyli głównie w okolicach pl. Muranowskiego. Pierwsze walki w tym rejonie trwały do 22 kwietnia. Na jednej z kamienic wywieszono dwie flagi: polską i żydowską[1.8]. „[Po wybuchu powstania w getcie] cała kamienica [na Muranowskiej 6] wpadła w stan euforii. Na dachach domów [po gettowej stronie Muranowskiej] kręcili się ludzie, co chwila znikając i zjawiając to na dole, to na górze. Mieli w ręku jakąś broń. W pewnym momencie zobaczyliśmy, że naprzeciwko, nieco na prawo od nas zatknięto na dachu flagi biało-niebieską i biało-czerwoną”[1.9]. Oddziały niemieckie zostały ostrzelane z karabinów maszynowych i obrzucone grantami. Niełatwo im było namierzyć żydowskich bojowników, którzy pospiesznie zmieniali pozycje strzeleckie, wykorzystując przejścia między domami  w piwnicach i na strychach. Dopiero kiedy na plac Muranowski Niemcy wprowadzili czołgi, bojownicy utracili przewagę. W związku z tym część z nich postanowiła wycofać się z getta. Wydostali się na „stronę aryjską” tunelem pod ul. Muranowską 25 lub 26.04.1943. Po dekonspiracji w Michalinie powrócili do Warszawy[1.10]. W dniach 27-29 kwietnia rozegrała się tzw. „druga bitwa muranowska”. Grupa bojowników ŻZW walczyła również na terenie szopu szczotkarzy w dniach 20-22 kwietnia (byli skoszarowani na ul. Świętojerskiej). Dowodził nimi Chaim Łopata. W rejonie szopu Toebbensa-Schultza członkowie ŻZW byli skoszarowani przy ul. Karmelickiej 5, a dowodził nimi Dawid Szulman. Inne grupy ŻZW walczyły przy ul. Leszno i Nowolipie[1.11].

Bardzo zacięte walki z okupantem, prowadzone przez ŻOB, rozegrały się w dniach 20-22.04.1943 na terenie tzw. szopu szczotkarzy, obejmującego domy w kwartale: Świętojerska, Wałowa, Franciszkańska, Bonifraterska. Działało tam pięć grup żydowskich bojowników, którymi dowodził Marek Edelman. Walczono głównie za pomocą granatów i koktajlów Mołotowa. Niemcy, wycofawszy się z ul. Wałowej, zaproponowali żydowskim bojownikom zawieszenie broni. Ponadto obiecali pracownikom szopu szczotkarzy bezpieczne przeniesienie się do obozów pracy w Trawnikach i Poniatowej. Bojownicy odrzucili propozycję.

ŻOB-owcy toczyli także walki z niemieckimi oddziałami na terenie getta centralnego przy ul. Franciszkańskiej i Miłej, na terenie szopów Toebbensa i Schultza, przy ulicach Gęsiej i Zamenhofa. Mimo braków w uzbrojeniu, wyszkoleniu i aprowizacji powstańcy zadawali znaczne straty wojskom niemieckim. Pomocny w walce okazał się system zbudowanych wcześniej bunkrów. Bohaterska walka obronna poszczególnych domów i bunkrów trwała do pierwszych dni maja.

Na rozkaz Stroopa Niemcy zaczęli wysadzać w powietrze bunkry, aby uniemożliwić bojownikom przemieszczanie się i łączność. Równocześnie podpalali dom za domem, wpuszczając do piwnic gazy bojowe, aby zmusić mieszkańców do wyjścia albo zgładzić przez zaczadzenie lub spalenie żywcem. Nad gettem unosiły się łuny dymu. Złapanych Żydów mordowano na miejscu (w ten sposób zginęło ok. 7 tys. ludzi), wysyłano do obozu zagłady w Treblince (ok. 7 tys.) lub do innych obozów (ok. 36 tys.). Tylko nieliczni mieszkańcy getta warszawskiego przeżyli wojnę. W swoim raporcie sporządzanym od 20 kwietnia do 16 maja 1943 r. Stroop chwali się, że wykrył i zniszczył na terenie getta 631 bunkrów. Dane te mogą być jednak zawyżone.

Bojownicy zaciekle bronili się na górnych piętrach domów, ukrywali w bunkrach, które szczególnie osłaniali przed nacierającymi oddziałami wroga, zastawiali na Niemców zasadzki. Nie byli jednak w stanie zyskać przewagi w tak nierównej walce. Wobec przytłaczającej siły przeciwnika dysponującego znakomitym uzbrojeniem nie mieli żadnych szans. Od początku mieli tego pełną świadomość. Tydzień po rozpoczęciu powstania ŻOB wydał odezwę:

„Liczba naszych strat (…) jest ogromna. Zbliżają się nasze ostatnie dni. Ale póki broń spoczywa w naszych rękach, dopóty będziemy nadal walczyć i stawiać opór”. Celem bohaterskich powstańców był odwet, zadanie wrogowi jak największych strat. Wielu bojowników wolało zginąć niż trafić w ręce Niemców. Należał do nich przywódca Mordechaj Anielewicz. W dniu 8 maja, kiedy naziści zaatakowali, ukryty w schronie kamienicy na ul. Miłej 18, gdzie mieścił się sztab komendy powstańców, Anielewicz wraz z wieloma innymi wybrał samobójstwo. Część przebywających w bunkrze osób zginęła od gazu, który hitlerowcy wpuścili do środka. Tylko nielicznym udało się zbiec. Sprawdziły się słowa napisane przez Anielewicza do Icchaka Cukiermana 23.04.1943: „To, co myśmy przeżyli, przerasta nasze najodważniejsze marzenia. Niemcy dwa razy uciekali z getta… (…) Wiedz, rewolwer nie ma żadnej wartości. Myśmy go prawie nie używali. Potrzebujemy granatów, karabinów maszynowych i materiału wybuchowego. (…) Tylko nieliczni wytrwają. Reszta zostanie zgładzona prędzej czy później. Los jest przypieczętowany. (…) Marzenie mojego życia się spełniło. Dożyłem i ujrzałem samoobronę żydowską w getcie warszawskim w całej jej wspaniałości i wielkości”[1.12].

Tymczasem trawione ogniem getto nadal płonęło ku uciesze jego likwidatora Gruppenführera SS Jürgena Stroopa. Już 16.05.1943 zameldował on: „Była dzielnica żydowska w Warszawie przestała istnieć”. Tego dnia, z jego polecenia o godz. 20.15 Niemcy wysadzili w powietrze Wielką Synagogę przy ulicy Tłomackie. Był to ostatni akt tragedii Żydów w Warszawie. Stroop pisał w raporcie: „Piękną klamrą oficjalnego zamknięcia Wielkiej Akcji było wysadzenie w powietrze Wielkiej Synagogi. Przygotowania trwały 10 dni. Synagoga była gmachem solidnie zbudowanym. Stąd, aby ją za jednym zamachem wysadzić w powietrze, należało przeprowadzić pracochłonne roboty saperskie i elektryczne. Ależ to był piękny widok! Z punktu widzenia malarskiego i teatralnego obraz fantastyczny. Oficer saperów wręczył mi aparat elektryczny wywołujący detonację ładunków wybuchowych. Przedłużałem chwilę oczekiwania. Wreszcie krzyknąłem: Heil Hitler! – i nacisnąłem guzik. Ognisty wybuch uniósł się do chmur. Przeraźliwy huk. Bajeczna feeria kolorów. Niezapomniana alegoria triumfu nad żydostwem. Getto warszawskie skończyło swój żywot”.

Zaledwie kilkudziesięciu bojowników ŻOB-u udało się przeżyć powstanie w getcie warszawskim. Część zdołała wydostać się z płonącego getta kanałami. 10 maja w kilkudziesięcioosobowej grupie bojowników, którzy wyszli kanałami przez właz przy ul. Prostej, znajdowali się m.in. Marek EdelmanCywia Lubetkin, Kazik Ratajzer (później Symcha Rotem), Janek Bilak oraz rodzeństwo Błonesów. Samochodem ciężarowym przedostali się z Warszawy do lasu w Łomiankach, gdzie dołączyli do grupy bojowników, którzy opuścili getto 29 kwietnia. Większość z nich zginęła później w lasach lub walcząc w powstaniu warszawskim w 1944 roku.

Powstanie w getcie było desperacką próbą wyboru godnej śmierci z bronią w ręku, a zarazem wzięcia odwetu na Niemcach, podjętą przez kilkusetosobową grupę bojowników (stawiających czoło ok. 3 tys. zmobilizowanych do walk przeciwników) z ŻOB-u i ŻZW w bardzo ograniczonym stopniu wspieranych przez żołnierzy polskich formacji podziemnych – Armii Krajowej i Gwardii Ludowej. Jeszcze przed apelem premiera rządu RP na uchodźstwie, Władysława Sikorskiego, który w audycji radiowej BBC zaapelował do rodaków o pomoc dla bojowników, Polacy przeprowadzili kilkanaście akcji w okolicach getta, wszczynając walki przeciwko oddziałom niemieckim i dezorganizując działania okupantów. Pierwsza akcja nastąpiła w dniu wybuchu powstania. Wieczorem grupa żołnierzy AK pod dowództwem kpt. Józefa Pszennego (pseud. „Chwacki”) podjęła nieudaną próbę przebicia muru getta od strony ul. Bonifraterskiej naprzeciwko ul. Sapieżyńskiej. W trakcie akcji zginęło dwóch żołnierzy AK: Eugeniusz Morawski „Młódek” oraz Józef Wilk „Orlik”, a trzech zostało rannych.

Stroop odnotował to w raporcie pisząc, że jego siły były „(…) nieustannie pod ostrzałem ognia spoza getta, to znaczy ze strony aryjskiej. (…) Przy pierwszym wtargnięciu do getta udało się Żydom i polskim bandytom dzięki przygotowanemu napadowi z bronią w ręku odeprzeć nasze atakujące siły wraz z czołgami i wozami pancernymi”. Polska ludność cywilna w „aryjskiej” części Warszawy wobec tragedii rozgrywającej się za murami getta była bezradna. Nie brakowało zarówno przejawów obojętności i wrogości, jak i prób niesienia pomocy z narażeniem życia. Na przykład polscy kanalarze uczestniczyli w organizowaniu ucieczki z getta dla co najmniej kilkudziesięciu Żydów, w tym Marka Edelmana, jednego z przywódców powstania, wyprowadzonego razem z innymi ŻOB-owocami 10 maja poza mury przy wsparciu członków Gwardii Ludowej.

* * *

Szmul Zygielbojm (pseud. „Artur”), przedstawiciel Bundu w Radzie Narodowej RP w Londynie, w dniu 12.05.1943 popełnił samobójstwo na wieść o zagładzie warszawskiego getta, protestując tym czynem przeciwko obojętności świata na nazistowskie zbrodnie dokonywane na Żydach.

* * *

Po zakończeniu walk cały teren dzielnicy żydowskiej metodycznie spalono i zrównano z ziemią. Ci, którzy przetrwali walki, masowe egzekucje z rąk niemieckich i pożary, zostali wywiezieni głównie do obozu zagłady w Treblince. W ruinach, schronach i piwnicach przetrwali jednak pojedynczy Żydzi, którzy ukrywali się do końca okupacji niemieckiej w Warszawie. Nazwano ich robinsonami getta. Obszar getta stał się wielką pustynią gruzów[1.13].


Czytaj więcej:

Relacje świadków wydarzeń z 1943 r. pochodzące z kolekcji historii mówionej Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN:


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


A conversation with Aron Bielski, last of the Bielski brothers

A conversation with Aron Bielski, last of the Bielski brothers

JACKSON RICHMAN


Aron Bielski visiting the location in modern-day Belarus where he and his brothers fought the Nazis and other pro-German forces during World War II. Source: Screenshot.

His message to a world struggling through a pandemic ahead of remembrance of Yom Hashoah: “We’re all human. Love and be nice to everybody.”

(April 14, 2020 / JNS) Aron Bielski is the youngest and last living member of the Bielski brigade, which he founded along with three of his brothers. Their activities have become widely known as one of the largest partisan groups that rescued Jews during the Holocaust.

He was born on July 21, 1927, into the family of David and Beila Bielski, who had 10 sons and two daughters, in what is today Belarus. According to Aron Bielski, they were the only known Jewish family in the Belarusian village of Stankiewicze. His parents and two of his brothers, Yankel and Avraham, were killed by the Nazis and buried in a mass grave on Dec. 5, 1941.

The story of the Bielski brigade—led by the brothers—that fought Nazis and other pro-German forces while rescuing escapees from their grips has been written about over the years in a number of books, as well as portrayed in the 2008 feature film “Defiance,” starring Daniel Craig and Liev Schreiber (George MacKay played Aron).

After World War II and the Holocaust, during which his brothers saved more than 1,200 Jews, Aron Bielski moved to British Mandate Palestine and served in Israel’s army during the 1948 War of Independence.

He then moved to the United States, where his brothers and the rest of the family lived, changing his name to “Bell.” He and his first wife, Judith, had three children.

Today, Bielski, 92 and the grandfather of 12, lives in Florida with his wife Henryka, 80, who was born in Poland in 1939 and is also a survivor.

JNS talked with Aron and Henryka Bielski by phone on April 12. The interview has been edited for brevity and clarity.

Q: What was your role in the Bielski brigade?

AB: To pick up children in the ghetto. For some reason or another, I never wore a yellow Star of David. I don’t know why, maybe I was stupid. By the help of G-d, I don’t know why every Jew was wearing the star. Therefore, it gave me the opportunity to walk into places where no Jew could. I lost two brothers because they had the Star of David.

It is very hard to be a good Jew, but at the end, it is indescribable how much rewarding it is.

Don’t think for a moment that I was a hero in any way or matter. This was pure luck because there were stronger people than me, and they were butchered. But I was lucky enough to prevail.

A view of the Bielski partisans. Credit: Wikimedia Commons.

Q:  What was your relationship with your brothers before and after you went into the forest, becoming partisans and rescuers?

AB: I was always lucky and privileged to have brothers. Asael was probably the most powerful individual that I ever met in my life. Smart and a very powerful, strong individual. With the help of G-d, because how smart could you be? You are nothing against the regular army that is working to destroy you. How smart can you be?

HB: The oldest brother, Walter, and [the second oldest] of the brothers, Nathan, went to America before the war. Yehoshua, a rabbi, went to Siberia during the war. A sister, Tove, lived with her husband, Avraham, in another village but they joined her brothers in the forest.

Q: What was life like in the forest?

AB: Life in the forest was great.

[There was] freedom. You saw the sunshine. All we needed was food, and we [felt that we] won. If you wanted to sleep, you slept. If there was no bed, you slept on the snow. Whatever it was, it was. It’s hard to believe, but that’s what it is. I had a rifle, but I didn’t think I should be on the first line [of defense]. They wouldn’t let me. They protected me.

Q: How did you get food while in the forest?

AB: You went by people; some gave you, some didn’t want to give you, some we got by force. We got whatever food we could get. Believe it or not, there was some religious people who didn’t touch a piece of meat because it was not kosher. This I’ll never forget.

HB: They had potatoes, eggs and even killed a cow. In the summertime, the forest had fruit.

recomended by: Leon Rozenbaum

Q: Can you elaborate on those who wouldn’t eat the meat despite the dire circumstances?

AB: They would rather die than eat the non-kosher meat. They would take leaves from a tree and cook them. They did not eat non-kosher food. It’s something for the books.

Q: How was survival different as a partisan than other stories of survival during World War II and the Holocaust? Was there a different mindset?

AB: You’re a different person than if you were born in the city and never been to the woods. You’re afraid of animals, wild animals. We were only afraid of G-d himself.

HB: My mother survived with me, and we were not in the ghetto. The Polish army helped us. My father was in Auschwitz.

AB: And she also survived because she knew, G-d told her, that I needed a very good wife, a very good friend. She’s still here, believe it or not.

Q: How did you two meet?

HB: We met in the Catskills in Upstate New York in 1992 and got married in 1995. My husband had two daughters and one son. The daughter had four children, and one son had four and the other had five. I have two biological and two adopted children.

Q: There has been a great deal written and featured about the experiences of you and your brothers, including the 2008 film “Defiance.” How accurate are the stories and portrayals, and can you address the accuracy of memory in general, particularly when it comes to the Holocaust?

AB: What happened was much worse than what the movie portrays.

HB: The movie did not show how they fought for their freedom. How Aron was running to the ghetto and bringing people there to the forest. How they were going to fight for the food and bring the food to the forest. How there was a cow in the forest, and the milk was only for children. Aron was 13 years old and was helping younger children.

The movie didn’t show how they trekked through the snow, how they were freezing to death.

Q: What happened after the war?

HB: Aron’s brother, Asael, served in the Russian army fighting Hitler and was killed in battle. His wife, Chaja, gave birth to their daughter.

Aron was sitting on the sidewalk, thinking about what to do with his life. No parents, no family, nobody. It was the hardest time in his life because he didn’t know what to do. His brothers, Zus and Tuvia, went to check on their wives.

AB: I sat down on the sidewalk and came to the conclusion: There’s no sense thinking. You get hungry. You got to go to work. I went and worked for whoever needed help.

Q: What kind of work did you do?

AB: Cleaning the village oven that cooked food. Whatever I was told to do, I was happy to do it.

Q: What are your thoughts on Holocaust revisionism, such as Poland’s recent laws about terminology? On Holocaust denial? On those who say that nothing so extreme as the Shoah could have happened?

AB: Some of the Poles had to [keep quiet]. If they didn’t collaborate, they would die. Some of them had to save their own lives. Of course, not all gentiles are Jew-haters; not all gentiles are bad people. There were some Jews [who acted] worse.

HB: I used to live in Canada and knew a Jew who came to North America at the same time as Aron. He was a Nazi collaborator in Auschwitz. He was taking gold from Jews. He said he was doing it because he wanted to save his life. But with that gold he brought to Canada with his cousin, he bought a two-story mansion.

Polish families saved me and my mom.

There were a lot of Poles who behaved badly. But there were a lot of Poles who did what they did because they were forced to. However, Poles did attack Jewish property and got richer from Jewish houses. They were jealous.

Q: As one of the remaining survivors of the Holocaust, ahead of Yom Hashoah on April 20-21, what is your message to the Jewish community, the United States and the world?

HB: We should love each other. Doesn’t matter what is your skin color, what is your religion. You should always be nice to each other. We’re all human. We’re sharing the same Earth, same sun and moon. We’re sharing everything. Love everybody, be nice to everybody.

AB: People should be nice to each other, to help each other, whoever needs help. Be good to your family and to people. If you see a person needs help, help him or her. Because the good Lord will know about it.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com