Archive | May 2020

Radziecki antysyjonizm i współczesny antysemityzm lewicy

Radziecki antysyjonizm i współczesny antysemityzm lewicy

Izabella Tabarovsky:


To, co dzisiaj słyszymy z lewicowego obozu antysyjonistycznego, jest uderzająco podobne do przesłania radzieckiej kampanii antysyjonistycznej. Od twierdzeń o kolaboracji syjonistów z nazistami podczas Holocaustu poprzez ideę syjonizmu jako wewnętrznie rasistowskiej i ciemiężącej ideologii, do rozumienia Izraela jako osadniczo-kolonialnego państwa, które jest ludobójczym państwem apartheidu – wszystkie te koncepcje były nieodłączną częścią radzieckiej, antysyjonistycznej narracji.
*

Spis treści
Wprowadzenie

  • „MIĘDZYNARODOWY SYJONIZM” JAKO OGÓLNOŚWIATOWY SPISEK, BY ZNISZCZYĆ SOCJALIZM I SZERZYĆ KAPITALIZM
  • PUNKT ZWROTNY: WOJNA SZEŚCIODNIOWA 1967 ROKU
  • RADZIECCY ŻYDZI A NAZISTOWSKA ANALOGIA
  • GLOBALNA WOJNA POLITYCZNA
  • TOKSYCZNE DZIEDZICTWO RADZIECKIEGO ANTYSEMITYCKIEGO ANTYSYJONIZMU
  • WNIOSKI: „GDZIEKOLWIEK I KIEDYKOLWIEK UŻYWALI ANTYSYJONIZMU DLA SWOICH CELÓW POLITYCZNYCH, ROZKWITAŁ ANTYSEMITYZM”
  • BIBLIOGRAFIA

Antysyjonistyczna karykatura z radzieckiego pisma „Krokodil,” 1972. Reddit.

Wprowadzenie

W 1985 roku nadzorowany przez KGB Antysyjonistyczny Komitet Radzieckiego Społeczeństwa, znany pod rosyjskim akronimem AKSO, wydał broszurę, Zbrodniczy sojusz syjonizmu i nazizmu[i]. W broszurze omawiano konferencję prasową, jaką Komitet odbył kilka miesięcy wcześniej. Miejsce tej konferencji prasowej – centrum prasowe radzieckiego ministerstwa spraw zagranicznych – wskazywało na oficjalne błogosławieństwo przesłania, jakie miał przekazać AKSO. Broszurę przetłumaczono na angielski i propagowała ją za granicą agencja prasowa Nowosti, ważne ramię radzieckiej propagandy za granicą.

Ten propagandowy dokument z propagandowego wydarzenia malował straszny obraz syjonizmu. Wysocy rangą członkowie AKSO, z których większość była znanymi radzieckimi Żydami (co było celowym wyborem ze strony KGB, żeby móc odrzucać oskarżenia o antysemityzm) twierdzili, że mają niezbite dowody współpracy syjonistów z nazistami. Opisywali syjonistów jako tych, którzy ułatwiali nazistowski ekspansjonizm, oskarżali ich o fałszywe wyolbrzymianie antysemityzmu i cierpień Żydów podczas II Wojny Światowej i twierdzili, że porozumienie z lat 30. XX w., które umożliwiło transfer 60 tysięcy niemieckich Żydów do Palestyny, „ułatwiło nazistom rozpętanie II Wojny Światowej”. Twierdzili, że syjoniści byli w zmowie z nazistami „w ludobójstwie »Słowian, Żydów i pewnych innych ludów Europy«”. Mówcy zakończyli odrzuceniem z góry jakiejkolwiek próby „prosyjonistycznej prasy” przedstawienia twierdzeń Komitetu jako antysemickich; oddzielili syjonistów i Żydów; i obiecali, że syjonizmowi nigdy nie uda się obalić „historycznej rzeczywistości” współpracy syjonistów z nazistami.   

Broszurę można byłoby czytać jako szokujące oszczerstwo, które wypacza historię, gdyby nie była integralną częścią olbrzymiej radzieckiej kampanii antysyjonistycznej, która szczególnie zaktywizowała się w 1967 roku. Jej język odzwierciedla tamtą epokę – zaznaczoną napięciami Zimnej Wojny, propagandowym żargonem, jaki przenikał wszystkie aspekty radzieckiego życia publicznego i zjadliwą demonizacją Izraela i syjonizmu. Rzekoma współpraca syjonistyczno-nazistowska i fałszywa równowaga między nimi należały do filarów tej kampanii.

Zaprojektowana przez KGB i nadzorowana przez głównych ideologów partii komunistycznej, kampania osiągnęła liczne sukcesy. Udało jej się — w znacznej części własnego społeczeństwa i w pewnych kręgach zagranicznych — odebrać syjonizmowi znaczenie narodowego ruchu wyzwolenia narodu żydowskiego i skojarzyć go z rasizmem, faszyzmem, nazizmem, ludobójstwem, imperializmem, kolonializmem, militaryzmem i apartheidem. Ta propaganda przyczyniła się do przyjęcia w 1975 roku niesławnej Rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Nr 3379, według której syjonizm jest rodzajem rasizmu, i utorowała drogę do demonizowania Izraela w ONZ.

Podczas tej kampanii w ZSRR opublikowano setki antysyjonistycznych i antyizraelskich książek i tysiące artykułów, z milionami egzemplarzy wchodzących do obiegu w kraju. Wiele przetłumaczono na inne języki – angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, arabski i wiele innych. Tylko w 1970 roku porównanie między rzekomym rasizmem syjonizmu i nazizmem – co było tylko jednym z memów w tej kampanii – miało 96 wzmianek (Pinkus 1989:256). Demonizację syjonizmu kontynuowano w filmach, na wykładach i w programach radiowych. Antysyjonistyczne karykatury (wiele z nich uderzająco antysemickich) figurowały regularnie w radzieckich publikacjach.

Do kampanii użyto znaczącego, zagranicznego potencjału radzieckiego, tak w nadawaniu przez rozgłośnie radiowe, w publikacjach, jak również przez przyjazne organizacje komunistyczne i lewicowe na Zachodzie i w krajach Trzeciego Świata, by przekazać to przesłanie zagranicznej publiczności. Departament Stanu USA uważał komitet AKSO za ważne narzędzie w tej kampanii, które zaklasyfikował jako narzędzie w radzieckim arsenale „czynnych posunięć” – „tajnych lub zwodniczych operacji prowadzonych dla poparcia sowieckiej polityki zagranicznej”.

Antysemicka natura tej kampanii była przerażająca. Główni autorzy, którzy dostarczali treści – wielu z nich miało bezpośredni związek z KGB i najwyższymi przywódcami partyjnymi – opierali się na antysemickich motywach zaczerpniętych bezpośrednio z Protokołów mędrców Syjonu. Kilka osób w tej grupie było cichymi wielbicielami Hitlera i używało Mein Kampf zarówno jako źródła „informacji” o syjonizmie, jak i inspiracji dla własnych interpretacji.

Związek Radziecki zaciekle odrzucał oskarżenia o antysemityzm, argumentując, że są to „syjonistyczne sztuczki” i „niecne knowania imperialistów”.  Około 2,6 miliona radzieckich Żydów wiedziało jednak lepiej. W 1976 roku, podczas jednego ze szczytów tej kampanii, żydowski działacz Natan Szaranski powiedział, że czuje w powietrzu „zapach pogromu”.

Wydaje się, że zjadliwie antysemicki antysyjonizm, który był tak ważny dla  propagandy Związku Radzieckiego, zanikł w kolektywnej pamięci Zachodu.  Niemniej, w dziwacznym  przypadku déjà vu dla tych z nas, którzy żyli podczas antysyjonistycznej kampanii radzieckiej lub badali ją szczegółowo, te same memy i idee, których używano w tej kampanii, nadal krążą we współczesnych, lewicowych, antysyjonistycznych kręgach.  

Polityczne karykatury, zrównujące Izrael z nazistowskimi Niemcami, które mogłyby równie dobrze pochodzić z radzieckich gazet, pojawiają się na postępowych blogach głównego nurtu. Były burmistrz Londynu i czołowy członek Partii Pracy, Ken Livingstone twierdzi, że „Hitler popierał syjonizm, zanim oszalał i zabił sześć milionów Żydów”. Antysyjonistyczna, klasyczna pozycja Zionism in the Age of the Dictators Lenni Brennera z 1983 roku jest zbudowana wokół rzekomej równoważności nazizmu i syjonizmu. Współczesny skrajnie lewicowy dyskurs pełen jest odnośników do syjonizmu i Izraela jako kraju rasistowskiego, imperialistycznego, kolonialnego, ludobójczego i stosującego apartheid. Antysyjonistyczny dyskurs w brytyjskiej Partii Pracy, nieodłączna część nurtu, który doprowadził do obecnego kryzysu w sprawie antysemityzmu, pełen jest tych samych memów.

Podobieństwa wywołują pytanie o ideologiczne pochodzenie tego dyskursu. Tak samo, jak ważne jest zrozumienie ideologicznego dziedzictwa skrajnie prawicowej retoryki antysemickiej, ważne jest dotarcie do pochodzenia skrajnie lewicowego antysyjonistycznego dyskursu, szczególnie tam, gdzie przecina się z antysemityzmem. Możemy zacząć od ponownego zbadania tego, co historyk Jeffrey Herf nazywa „toksyczną ideologiczną miksturą”, jaką pozostawiły za sobą komunistyczne antysyjonistyczne i antyizraelskie kampanie (Herf 2016, s. 461).

Tekst — z uwagi na objętość — podzielono na strony. Numery stron (na dole) są aktywnymi odsyłaczami.

 2 3 4 5 6 7Następny


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Meet the Israeli startup making water drinkable again

Meet the Israeli startup making water drinkable again

Naama Barak


BlueGreen Water Technologies battles algal blooms that are devastating bodies of water around the globe in a cost-effective, planet-friendly way.

Water in South Africa’s Roodeplaat Dam Reservoir turns clear following treatment with BlueGreen Water Technologies’ solution. Photo: courtesy

You’d think that bacteria would be hard to see with the naked eye, and even harder to spot from outer space. But when it comes to toxic algal blooms, even satellites orbiting Earth can’t miss it.

Blue-green algal blooms are toxic bacteria scientifically known as cyanobacterial blooms. These occur when a water ecosystem becomes unhinged as a result of internal or external contamination. The photosynthesizing algae proliferate and take over all the resources in the lakes or reservoirs and ruin their ecosystem, sometimes even turning them into dead aquatic zones.

This isn’t bad news only for the body of water and its plant and animal inhabitants, but also for the people who live around it and rely on it for their drinking water, livelihood and recreation. Drinking the water becomes out of the question, as does eating the fish that lived there. Consuming vegetables that were grown using the water is also not advisable, and neither is bathing in it – it literally stinks.

Algal blooms take over all the resources in bodies of waters and can render them dead aquatic zones. A red algal bloom in Sarsota, Florida, summer 2018. Photo by Shutterstock.com

This is where Israeli startup BlueGreen Water Technologies steps in. Founded in 2014, the company started as one of the cofounders’ doctoral dissertation on cyanobacteria. It turns existing forms of algal blooms treatments into a more efficient, planet-friendly and easy-to-use solution.

You’d think that bacteria would be hard to see with the naked eye, and even harder to spot from outer space. But when it comes to toxic algal blooms, even satellites orbiting Earth can’t miss it.

Blue-green algal blooms are toxic bacteria scientifically known as cyanobacterial blooms. These occur when a water ecosystem becomes unhinged as a result of internal or external contamination. The photosynthesizing algae proliferate and take over all the resources in the lakes or reservoirs and ruin their ecosystem, sometimes even turning them into dead aquatic zones.

This isn’t bad news only for the body of water and its plant and animal inhabitants, but also for the people who live around it and rely on it for their drinking water, livelihood and recreation. Drinking the water becomes out of the question, as does eating the fish that lived there. Consuming vegetables that were grown using the water is also not advisable, and neither is bathing in it – it literally stinks.

Algal blooms take over all the resources in bodies of waters and can render them dead aquatic zones. A red algal bloom in Sarsota, Florida, summer 2018. Photo by Shutterstock.com

This is where Israeli startup BlueGreen Water Technologies steps in. Founded in 2014, the company started as one of the cofounders’ doctoral dissertation on cyanobacteria. It turns existing forms of algal blooms treatments into a more efficient, planet-friendly and easy-to-use solution.

“For years, it was common practice to work with algicides, specifically copper,” explains BlueGreen’s CEO and co-founder Eyal Harel. “It’s excellent material, it works great.”

“But it’s a heavy metal that sticks around – it mounts up and in the end it’s a chemical,” he says. “In the past 25 years a new algicide based on hydrogen peroxide was introduced. It also does a great job, but it’s hydrogen peroxide. The way it’s being used today requires a very, very great deal of it.”

Using copious amounts of these substances is not great for the environment and not always efficient in treating the algal blooms. This is because the bloom resides on the surface of the water and is moved around by the currents, while the chemicals used to treat it are heavy and sink to the bottom, meaning that large amounts of the algicides go to waste.

New treatment paradigm

“We took the same chemical materials,” Harel explains, “and in a very clever procedure we gave them a nano-coating with a material that we developed using a process that we developed. It doesn’t do anything to the physical substances but it changes their physical properties.”

“We took a heavy substance that quickly sinks and disintegrates when you put it in water and we turned it into a ‘light’ substance,” he says. “The final result is that it floats atop the water and slowly releases the active material.”

BlueGreen’s Lake Guard solution comes in pellet form. Users simply throw a small amount into the body of water, and the active ingredients are released from their coating within four to six hours. According to Harel, results can be seen within 24 to 48 hours.

“It’s kind of a silver bullet,” he says. “All you need to do is to put a very small amount of the chemical on a local level and the material starts to move in the water on its own.”

“With this, we managed to change the treatment paradigm,” he says.

Lake Guard pellets are thrown into the Roodeplaat Dam Reservoir to treat toxic algal blooms. Photo: courtesy

Global problem

BlueGreen began marketing Lake Guard in 2018 and is already working with most of the water reservoirs in Israel – some 600 of them.

“Israel is our beta site,” Harel says.

“Working in Israel is very convenient,” he explains. “The variety we were exposed to was huge, and the distances between the reservoirs are nothing. That’s why it’s really great for carrying out research and development.”

BlueGreen’s potential clients range from farmers with a little lake in their back yard to municipalities and regional water authorities.

“Further down the line, the goal is to reach international cooperation regarding water that’s outside territorial waters,” Harel says, noting that algal blooms can appear anywhere around the world, the North and South poles included, and they’re becoming a greater problem with time.

“Like any bacterial infection, it keeps on growing,” he says. “The curve is very clear all around the world. From year to year the phenomenon is becoming more acute.”

In February, BlueGreen treated the 4.4-square-kilometer Roodeplaat Dam Reservoir near Pretoria, South Africa. There, the agal blooms were so bad that they could be viewed by satellite and rendered the water unsuitable for use. Within days, the situation was reversed.

“One of the places we’re going to treat in the next few weeks is in China, a place that’s been suffering from blooms for the past 25 years. They’ve tried treating it for the past 15 years and have failed time after time,” Harel says.

He adds that the coronavirus crisis hasn’t had much effect on business.

“At the end of the day, water is a must – corona or not.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- May 20, 2020

News From Israel- May 20, 2020

  ILTV Israel News


Sparking worldwide criticism and threats from the Palestinian Authority – leading Prime Minister Netanyahu sets his sits on west bank annexation. Coronavirus claims Israel’s youngest male victim as restrictions continue to ease with beaches officially opening
and relations between israel and the uae take flight with the first known emirates cargo plane landing in tel aviv.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ludzkość, która zostaje

Ludzkość, która zostaje – JAN BŁOŃSKI, MAREK EDELMAN, CZESŁAW MIŁOSZ, JERZY TUROWICZ

JAN BŁOŃSKI
MAREK EDELMAN
CZESŁAW MIŁOSZ
JERZY TUROWICZ


Karuzela na placu Krasińskich

Campo di Fiori po pięćdziesięciu latach. Niepublikowana rozmowa Jana Błońskiego, Marka Edelmana, Czesława Miłosza i Jerzego Turowicza odbyła się w 50. rocznicę Powstania w getcie warszawskim. Poniższa rozmowa została nagrana najprawdopodobniej w roku 1993, w bibliotece wydawnictwa Znak. Nagranie powstało z myślą o przygotowywanym przez Telewizję Katowice filmie dokumentalnym o powrocie Czesława Miłosza do Krakowa. Nie zostało włączone do filmu z powodów technicznych, a kaseta z nim utonęła w domowym archiwum. Tekst ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” nr 18/2005

Odnalazłam ją przypadkowo dwa lata temu, jeszcze za życia Czesława Miłosza, spisałam i dałam mu do autoryzacji. Przy okazji rozmawialiśmy na temat różnych wersji wiersza Campo di Fiori. Temat odbioru tego wiersza poruszał go nie mniej niż dziesięć lat wcześniej.

Na początku rozmowy Czesław Miłosz, Jan Błoński i Jerzy Turowicz dyskutują na temat różnych wersji Campo di Fiori. Autor skłonny jest uznać, że najsilniej działa na odbiorcę wersja pierwsza, która ukazała się drukiem w podziemnym tomiku zatytułowanym. Z otchłani. Poezje (red. J. Wajdelota [T.Sarnecki], Ż[ydowski] K[omitet] N[arodowy], Warszawa 1944) i krążyła w licznych odpisach, często zniekształcających brzmienie wiersza. W tomie Ocalenie poeta umieścił „zmodyfikowaną” wersję tekstu, którą, wbrew opiniom wygłoszonym w trakcie tej rozmowy, uznał za właściwą i obowiązującą, włączając ją do Wierszy t. I, krytycznego wydania przygotowanego w wydawnictwie Znak. Jak informuje nota edytorska, brzmienie wiersza zostało z autorem szczegółowo przedyskutowane. Dla postronnego czytelnika różnice pomiędzy obiema wersjami nie są uderzające; autor przywiązywał do nich tak dużą wagę nie ze względów formalnych czy artystycznych, jak sądzę. Temat powstania w getcie był dla niego niezwykle ważny i bolesny do końca życia.

JOANNA GROMEK-ILLG


JAN BŁOŃSKI: Wśród wierszy Czesława Miłosza jest jeden, który ma szczególne miejsce w twórczości poety, mianowicie Campo di Fiori. Ma szczególne miejsce dlatego, że to jest pierwsza reakcja polskiej literatury na Holokaust, na Powstanie w getcie warszawskim. Powstanie uprzytomniło ludziom, że celem Niemców jest zupełne, totalne wyniszczenie Żydów. Ten wiersz jest i pod tym względem niezwykły, że jest jedną z nielicznych reakcji polskiej literatury na to straszne wydarzenie. Osnuty został na kontraście pomiędzy karuzelą, na której ludzie bawili się pod murem getta, i oblężeniem getta, toczącymi się za murem walkami. Zbudowany na tym kontraście wiersz mówi także o samotności wszystkich ginących, wraca do Giordana Bruna spalonego na stosie. Czy moglibyśmy się dowiedzieć, jakie konkretne wydarzenie skłoniło poetę do napisania tego wiersza.

CZESŁAW MIŁOSZ: Ten wiersz, jak i niektóre inne wiersze pochodzące z moralnego oburzenia, gniewu, został wydarty ze mnie przez zbieg okoliczności. Jechałem do Jerzego Andrzejewskiego, który mieszkał na Bielanach. Linia tramwajowa przechodziła właśnie tam, gdzie stała karuzela i gdzie słychać było strzały broniących się powstańców. Był zator tramwajowy i przez dłuższy czas patrzyłem na to, co się tam działo. Pod naciskiem emocji zaraz napisałem ten wiersz. Andrzejewski napisał opowiadanie Wielki tydzień. W domu Andrzejewskiego były osoby pochodzenia żydowskiego, które przeżywały dramat z powodu tego, że nie są w getcie. Andrzejewski pokazał tę sytuację w swoim opowiadaniu. Mój wiersz został wydrukowany w takiej małej antologii Z otchłani, która się ukazała w rok po Powstaniu w getcie, w kwietniu 1944 roku, po czym został przedrukowany zaraz w Nowym Jorku.

Ten wiersz miał rozmaite wersje, bo ja straciłem kontrolę nad krążącymi odpisami. Jest taka książka Natana Grossa Poeci i Shoah. Obraz zagłady Żydów w poezji polskiej, której rozdział Dzieje pewnego wiersza pokazuje, jak krążyły rozmaite wersje. Korespondowałem z autorem, trochę broniłem tych innych wersji. Ale wreszcie kiedy Gross był ostatniego lata w Krakowie, po rozmowie z nim przyznałem, że wersja pierwotna była poprawniejsza, a późniejsza moja poprawka – niepotrzebna. Uznałem to.

Jaka była pierwsza wersja? Ta właśnie wydana w zbiorze Z otchłani jeszcze w czasie wojny; następna wersja ukazała się w antologii Pieśń ujdzie cało wydanej przez Michała Borwicza zaraz po wojnie. Po rozmowie z Natanem Grossem przywróciłem w późniejszych wydaniach tekst pierwotny. Na czym polegała różnica? Poza nieistotnymi drobiazgami, dosyć istotna zmiana dotyczyła wersów o Giordanie Brunie:

ja jednak wtedy myślałem
o samotności ginących,
O tym, że kiedy Giordano
wstępował na rusztowanie
nie było w ludzkim języku
ani jednego wyrazu,
żeby coś zdołał powiedzieć
ludzkości, która zostaje.

To jest wersja pierwotna. A w tomie Ocalenie było:

nie znalazł w żadnym języku
ani jednego wyrazu,
żeby nim ludzkość pożegnać,
tę ludzkość, która zostaje.

Ta wersja pierwsza jest silniejsza, prawda?

J. B.: Znacznie silniejsza, naturalnie.

C. M.: I to przywróciłem. Poza tym na samym końcu Gross kwestionował wersję:

i ci, ginący, samotni,
już zapomniani od świata.
Język nasz stał się im obcy
jak język dawnej planety

W niektórych wersjach jest „język ich stał się nam obcy”.

Aż wszystko będzie legendą
i wtedy po wielu latach,
na nowym Campo di Fiori
bunt wznieci słowo poety.

On przypomniał, że w pierwotnej wersji było:

na wielkim Campo di Fiori
bunt wznieci słowo poety.

To lepiej, prawda?

JERZY TUROWICZ: Oczywiście.

J. B.: To znaczy, że cały świat jest Campo di Fiori, poeta wznieci bunt na świecie. Sens tego wiersza był jednak kwestionowany, na przykład niektórzy ludzie twierdzili, że nie było tych karuzeli. Ja, chociaż byłem małym chłopcem, widziałem te karuzele, chodząc na piechotę ze Starego Miasta na Żoliborz. Doskonale pamiętam karuzelę stojącą przy murze getta; koło niej grała katarynka, a zza muru było słychać wystrzały.

C. M.: To jest bardzo dziwne uczucie być poetą, który napisał taki wiersz, jakby wyrwany, jakby na przekór jego dotychczasowej twórczości. Ja nie chcę pozować na moralistę, na człowieka, który sądzi innych. Oczywiście, poczuwam się do napisania tego wiersza. Ale on był wyrwany z mojego losu, prawda?

J. B.: Mówiłeś w tym wierszu o samotności ginących. To stawia od razu pewien problem: czy ten wiersz zwraca się w jakimś sensie przeciwko społeczności polskiej, wytyka jej obojętność? Żydzi są tutaj porzuceni, osamotnieni. Jestem ciekaw jak ty, Czesławie, to widzisz, ale także jak Pan by to widział (do Edelmana).

C. M.: Dla mnie samotność była tutaj najważniejszym elementem. Samotność ginących. I zresztą stąd ten obraz Giordana Bruna. Ja nie wiem, skąd przyszedł ten obraz, bo to nie było filozoficzne, to nie było to, że Giordano Bruno był dla mnie bohaterem walki o wolność myśli. Pamiętałem Campo di Fiori, to miejsce, gdzie spalono Giordana Bruna i ten bezustanny ruch ludzkiej masy handlującej, bawiącej się naokoło.

J. B.: Interesuje mnie to, czy i kiedy ten wiersz dotarł także do Żydów?

MAREK EDELMAN: To nie jest takie proste. Nie dotarł od razu. Ale wróćmy jeszcze do karuzeli – to jest sprawa od początku szalenie istotna. Bo to było tak: trzeba sobie zdać z tego sprawę, że na przykład władze podziemne Polski londyńskiej, a nawet komunistycznej nie chciały Powstania w getcie. Bały się, że to Powstanie zapali ogień na całą Warszawę. I bez krępacji generał Grot powiedział: „Panowie, nie będzie tego powstania, bo my wam nie pomożemy, my się boimy. Jest za wcześnie”. Myśmy nigdy z nim nie mieli bezpośredniego kontaktu. Były dwie osoby pośredniczące: kierownik referatu żydowskiego pan Henryk Woliński i pan Aleksander Kamiński, autor Kamieni na szaniec; byli naszymi mężami zaufania. W tej tragicznej rozmowie, która odbywała się pomiędzy Żydowską Organizacją Bojową a dowództwem AK przez pośredników, powiedziano: „nie możecie tego zrobić”. A po drugie: „nie mamy do was zaufania, mamy mało broni i wam nie damy”. To była ta jedna samotność. Nie będę mówił o prehistorii, gdzie różne ugrupowania, PPS i inni, chcieli zrobić powstanie, ale wszyscy byli podwiązani pod londyńską filozofię: nie robić za wcześnie. Nie mogę powiedzieć tego wszystkiego okropnego, że jedyny rewolwer, który był przed Powstaniem w getcie, pochodził od komunistów. Taki obrzydliwy komunista Witold Jóźwiak swój rewolwer przyniósł do getta. I pierwszy strzał padł z tego rewolweru. Myśmy sami kupowali od Niemców broń na Kercelaku i na Pradze za duże pieniądze. To też była samotność – nikt nam nie pomógł.

Samotność zaczęła się o wiele wcześniej. 18 stycznia padły pierwsze strzały w getcie i zginęło dwóch czy trzech Niemców – to było motorem akcji pod Arsenałem. Gdyby nie to, że pierwszy Niemiec padł w otwartym boju, nigdy by nie było tej akcji. To mówią wszyscy – Kamiński, Orsza – że nimb hełmu niemieckiego został zniszczony. W czasie samego powstania to już nam AK pomagała, dawała broń itd. Ale zrozumcie, AK zmobilizowała trzy plutony naprzeciwko getta i przez trzy tygodnie nikt nam o tym nie powiedział. Nigdy nie chcieli z nami mieć łączności. Pierwszego dnia Powstania w getcie ta karuzela była, ale się nie kręciła. Dopiero drugiego dnia zaczęła się kręcić i to było coś tragicznego. Przez okna było widać, jak się kręci, katarynka gra, spódnice dziewczyn, czerwone i niebieskie w białe grochy, powiewają na wietrze. To widzieliśmy z okien, i to było naszym przekleństwem. Tu się pali i zabijają, a tam się wszyscy śmieją i bawią.

J. B.: To jest wstrząsający obraz. Tu powstaje problem samotności, problem jakiejś historycznej odległości, historycznego niezrozumienia, rozejścia się społeczności polskiej i żydowskiej…

M. E.: To nie jest problem rozejścia się. Trzeba by popatrzeć na to zupełnie inaczej. W czasie okupacji ludzie, którzy byli zamknięci w getcie, byli ludźmi drugiej kategorii. Nie tylko dla Niemców, ale dla wszystkich. Jeżeli czterysta tysięcy ludzi może być zamkniętych i mogą ich jeść wszy, mogą umierać z głodu i nic nie mogą zrobić, to są podludźmi. Zresztą Roosevelt powiedział expressis verbis do delegacji, która przyszła do niego: tak, to prawda, że ich mordują, ale nie piszcie, że zamordowano sto tysięcy, bo to jest cyfra, która nikogo nie obchodzi. Napiszcie, że małą Maszę z długimi warkoczykami i wielkimi oczami zabiło dwóch Niemców. To przemówi do społeczeństwa. Ale jak giną tysiące, tysiące codziennie, na oczach ludzi, to się staje banałem.

C. M.: Niemcom chodziło o to, żeby ofiary odhumanizować. Pamiętam, kiedy zamykano getto w Warszawie, były napisy na murach: „Żydzi, wszy, tyfus plamisty”, żeby połączyć te słowa.

J. B.: Wiersz Campo di Fiori był nie tylko hołdem czy wyrazem zgrozy, ale stawiał też problem stosunku pomiędzy społecznością polską a społecznością żydowską.

M. E.: Ten wiersz był takim samym sztandarem, jakim był Alarm Słonimskiego w 1939 roku. Dostałem wiersz Miłosza przypadkowo od Mitznera, który się zajmował sprawami przedruków. Mimo dużych trudności posłaliśmy odpis wiersza do lasu. I co ci chłopcy – którzy ginęli z rąk takich, innych, nie będziemy mówić o tym w szczegółach – powiedzieli? „Nareszcie ktoś nas zauważył”. To było najważniejsze. Gajcy by nie napisał takiego wiersza, Pan rozumie? On był dobrym poetą, ale on nigdy by takiego wiersza nie napisał, bo on pogardzał tymi ludźmi. Pan rozumie, o co chodzi? Szukało się ludzi, którzy nie mają nas w pogardzie. Byliśmy brudni, zawszeni, a jednak każdy mówił i myślał jak człowiek.

C. M.: Powiedziałem, że ten wiersz został wyrwany ze mnie, ale naturalnie moje przedwojenne stanowisko polityczne miało istotny wpływ na to, co pisałem podczas okupacji. Kiedy się idealizuje Polskę przedwojenną, to zapomina się na przykład o działalności prasy brukowej, o ruchach antysemickich, o „Prosto z mostu”…

M. E.: O wielkich poetach…

J. B.: Wszyscy to wiedzą. Ale globalnie trzeba powiedzieć, że gdyby wszyscy Polacy byli tak nastawieni do Żydów jak poeci, to jeszcze nie byłoby najgorzej. W tym fachu było stosunkowo mało antysemitów.

M. E.: Ja bym nie chciał być żołnierzem Gajcego….

J. B.: No tak, Gajcy był związany z ONR-Falanga.

C. M.: Znałem oczywiście tych młodych ludzi, znałem Gajcego i uważałem, że ich idee były zupełnie obłąkane. Ale zawsze się zakłada, że byli bardzo młodzi, że gdyby przeżyli, to zmieniliby poglądy.

J. T.: Ja sądzę, że niezależnie od swojej wartości artystycznej, ten wiersz Czesława Miłosza miał ogromne znaczenie, bo jako pierwszy dotykał sedna sprawy stosunku społeczeństwa polskiego do zagłady Żydów.

M. E.: A nie sedna sprawy życia?

J. T.: To także. Ale mnie chodzi o tę sprawę, która jest aktualna w dyskusjach, polemikach po dziś dzień. Wiemy o tym, że nawet obecnie Polacy, społeczeństwo polskie, są oskarżani o współodpowiedzialność za zagładę Żydów. Mówi się, że obozy zagłady powstały w Polsce dlatego, że Polacy byli antysemitami. Wiemy, że to są oskarżenia niesprawiedliwe. Obozy zagłady były w Polsce, a także w Rosji, dlatego że tutaj była największa w Europie aglomeracja Żydów, więc przewozić ich gdzieś, skoro się miało ich zabić, nie miało sensu. Po wtóre, że Niemcy chcieli jednak w miarę możności przed światem zachodnim utrzymać to w tajemnicy, no a Polska była oddzielona od Zachodu Trzecią Rzeszą.

Natomiast oczywiście jeżeli chcielibyśmy powiedzieć, że Polacy nie ponoszą współodpowiedzialności, to sprawa nie jest taka prosta. Głośny artykuł Jana Błońskiego Biedni Polacy patrzą na getto opublikowany w „Tygodniku Powszechnym”, który także nawiązuje do wierszy Miłosza, wskazuje na winę znacznej części społeczeństwa polskiego polegającą na obojętności. Wiemy, że ludzie wrażliwi, którzy próbowali coś robić, ratować Żydów, byli jednak w mniejszości. Natomiast duża masa społeczeństwa zachowywała obojętność, motywując to albo: „to nas nie dotyczy”, albo: „Niemcy mordują Żydów, ale nas także mordują”. Dokonywali porównania między sytuacjami jednak absolutnie nieporównywalnymi, mimo wszystkich ofiar, które naród polski poniósł. Czy też wreszcie: „teraz mordują Żydów, a potem wymordują nas”. Na trafność takiego twierdzenia także nie ma dowodów. Karuzela przy murze getta była bardzo wymownym obrazem tej obojętności. Gdyby jej nie było, to nie znaczy wcale, że udałoby się wielu więcej Żydów uratować. Pewnie więcej, chociaż niewielu. Bo jakaż była możliwość ratowania, nie wiem, we wschodniej Polsce, w małym sztetlu, gdzie było osiemdziesiąt procent Żydów, chasydów, nie mówiących nieraz po polsku? Tam możliwości ratunku były bliskie zeru. Ogromna większość społeczeństwa była rzeczywiście bezsilna i bezradna. Ale obojętność – nie mówiąc już o skrajnych przypadkach, na szczęście, ufam, jednak nielicznych ludzi, którzy byli zadowoleni, że rękami Hitlera kwestia żydowska zostanie w Polsce rozwiązana – ta obojętność jest jakąś winą. I myślę, że wiersz Campo di Fiori pokazał, jakiego rodzaju wyzwanie stanowi zagłada Żydów dla sumienia, sumienia chrześcijańskiego i sumienia ludzkiego w ogóle.

J. B.: Ja myślę, że to jeszcze mocniej widać w drugim wierszu Czesława Miłosza z tego okresu poświęconym także Żydom, wierszu Biedny chrześcijanin patrzy na getto. Wiersz jest bardzo zagadkowy w pierwszej chwili, bo przedstawia obraz rumowiska, w którym leżą ludzie zabici, wśród ruin, wśród resztek swoich mieszkań. W tym dziwnym podziemiu, w tym Hadesie, pojawia się strażnik-kret, z małą latarką na czole. Poeta porównuje tego kreta do patriarchy, więc to jest jak gdyby ktoś z zaświatów, może prorok, może żydowski prorok. I teraz on liczy, liczy, patrzy, on wszystko wie i patrzy, czy tam są tylko obrzezani, czy też i nieobrzezani. A nieobrzezani to Niemcy. Ten, który mówi, bohater wiersza, boi się strasznie, że on tam też mógłby leżeć i wtedy patriarcha uznałby go także za Niemca, za kata, za mordercę…

C. M.: Podział na chrześcijan i na Żydów…

J. B.: Obawia się, że jako chrześcijanin mógłby być zaliczony do pomocników śmierci.

C. M.: Jak najbardziej.

J. B.: Dla mnie to był wiersz może nawet jeszcze bardziej wstrząsający od Campo di Fiori. Campo di Fiori ma taki blask, to jest wiersz „włoski”, a ten jest bardzo poruszający.

C. M.: Muszę powiedzieć, że ja mam pewne trudności natury moralnej. Patrzę na ten problem z innej perspektywy, ponieważ nie mieszkam stale w Polsce, tylko w Ameryce. W każdym razie do niedawna tak było. Nie czytam tych wierszy na wieczorach autorskich w Ameryce z powodu powszechnej opinii, że Polacy są wszyscy antysemitami. Czytanie tych wierszy jest w pewnym sensie samograjem. Można te moje odczucia uważać za skrupuły natury albo moralnej, albo estetycznej. Więc ja, z perspektywy amerykańskiej, próbuję zrozumieć, co ludzie w Polsce myślą o tamtym okresie. Nie mogę zrozumieć zjawiska antysemityzmu bez Żydów, nie mogę tego w Polsce zrozumieć.

rekomendował: Leon Rozenbaum
M. E.: Czytałem ten wiersz dwadzieścia lat temu i zupełnie inaczej go odczytałem niż dzisiaj. Wówczas to był dla mnie wiersz, który dotyczył bezpośrednio okresu wojny – hitleryzmu, getta itd. Jak wczoraj go czytałem – bo przecież nie pamiętałem go, poezja jest trudna rzecz, wylatuje z głowy – przeczytałem go nie jako wiersz o getcie. To nie jest wiersz o tym, co się stało w Warszawie. To jest wiersz o ludzkości, to jest wiersz o tym, co się w ogóle dzieje z ludźmi. Po pięćdziesięciu latach mamy tych holokaustów – nie chcę tutaj wymieniać – znacznie więcej. I trzeba sobie zdać sprawę, że takie jest życie ludzkie. To jest w człowieku. Ten wiersz nie dotyczy czterech milionów Żydów, którzy zostali tu zamordowani. On dotyczy człowieka, dotyczy całego życia, natury takiej, jaka ona jest.

Ocalenie to była dla mnie ważna książka, wydana tuż po wojnie, pierwszy tomik poezji. Nie jestem wielkim znawcą, bo poezję to się czyta i wylatuje z głowy – ale coś z tego mi zostało. Wtedy uważałem, że to dotyczy tylko mnie. A wczoraj zobaczyłem, że to dotyczy wszystkich, dotyczy tego, czy człowiek jest dobry, czy zły. Nie wiem dobrze, co to jest jansenizm, ale rozumiem, o co z grubsza chodzi. W tych wszystkich wierszach jest myślenie o ludzkości i chyba to jest najbardziej istotne.

J. B.: Można tak szeroko rozumieć ten wiersz, ale dla mnie on był skupiony na ukrytym wyrzucie sumienia, na tym, co się pojawia w podświadomości, co jest w głębi człowieka.

C. M.: Ukosem, ukosem ten wiersz dotyka jednej sprawy: stałego zarzutu Żydów wobec chrześcijan, zarzutu wobec ludowej wersji rozumienia chrześcijaństwa, według której „Żydzi zabili Jezusa”. Takie myślenie w dużym stopniu było powodem antysemityzmu.

M. E.: To nie jest incydentalny wiersz. Jest w nim obraz dzisiejszego świata. Po pięćdziesięciu latach jest bardziej aktualny niż wtedy.

JAN BŁOŃSKI
MAREK EDELMAN
CZESŁAW MIŁOSZ
JERZY TUROWICZ



Tekst pierwotnie opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” nr 18/2005.

JAN BŁOŃSKI, ur. 1931, zm. 2009. Historyk literatury, krytyk, eseista, profesor nauk humanistycznych.

MAREK EDELMAN, ur. 1919, zm. 2009 w Warszawie. Ostatni dowódca powstania w getcie warszawskim, kardiolog. Działacz opozycji demokratycznej. Odznaczony Orderem Orła Białego, 1998. Laureat Nagrody Lewiatana, 2008. Drukował w „Zeszytach Literackich” 52, 66, 72, 74, 88, 91, 92, 94, 97, 99, 102, 121, 129 i 138.
Decyzją Rady m. st. Warszawy rok 2019 został ustanowiony Rokiem Marka Edelmana.
15 kwietnia 2019 w Warszawie, pomiędzy ulicami Gen. Wł. Andersa i Wałową od strony ulicy Franciszkańskiej, nazwano skwer imieniem Marka Edelmana.

CZESŁAW MIŁOSZ ur. 1911 na Litwie, zm. 2004 w Krakowie. Poeta, prozaik, tłumacz. Debiutował w 1930 wierszami opublikowanymi w piśmie „Alma Mater Vilnensis”. W 1933 wydał Poemat o czasie zastygłym, w 1936 zbiór wierszy Trzy zimy. Od jesieni 1935 pracował w Polskim Radiu w Wilnie. Usunięty z posady na skutek nacisku lokalnych władz, od 1937 w Warszawie, zatrudniony w Biurze Planowania Programów Centrali Polskiego Radia. Publikował w „Pionie”, „Ateneum”, „Skamandrze”, „Marchołcie”. Po wybuchu wojny z pracownikami Radia ewakuowany do Rumunii, skąd wiosną 1940 przedostał się do Wilna. Podjął tam współpracę z „Gazetą Codzienną” oraz „Kurierem Wileńskim”. W sierpniu 1940 nielegalnie dotarł do Warszawy. Od 1941 pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Aktywny w konspiracyjnym życiu literackim, wstąpił do socjalistycznej organizacji Wolność, współpracował z podziemną Radą Teatralną. W 1940 wydał konspiracyjnie tomik Wiersze (pod pseudonimem Jan Syruć), opracował antologię wierszy Pieśń niepodległa (wyd. 1942, pod pseudonimem ks. J. Robak), tłumaczył Drogami klęski J. Maritaina (wyd. 1942). Pisane w tym okresie eseje oraz korespondencję z J. Andrzejewskim wydał w 1996 pt. Legendy nowoczesności.Po wybuchu powstania warszawskiego opuścił stolicę; od listopada 1944 do stycznia 1945 przebywał w Goszycach, następnie przeniósł się do Krakowa. Laureat literackiej Nagrody Nobla, 1980. Stały współpracownik „ZL” od 1983 r. Opublikował Wiersze pół-perskie (Znak), Traktat poetycki z moim komentarzem (WL). Ukazało się 8 tomów jego Pism Zebranych (Znak, WL). Poświęciliśmy mu „ZL” 75 wraz z dodatkiem oraz 3 numery specjalne „ZL” poza serią: Historie ludzkie, I książki mają swój los, Jasności promieniste i inne wiersze. W ostatnim „ZL” 144 ogłosiliśmy jego dotąd nie publikowane wiersze odczytane z rękopisów przez Michała Szymańskiego.

JERZY TUROWICZ ur. 1912, zm. 1999. Redaktor, publicysta. Debiutował na łamach pisma Sodalicji Mariańskiej ,,Pod Znakiem Maryi” (1927). Działał w Akademickiej Sodalicji Mariańskiej oraz w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”; uczestniczył w kongresie PAX Romana w Wiedniu (1936). W 1938 ożenił się z Anną Gąsiorowską (1916–2000), wówczas studentką UJ, po okupacji tłumaczką. Od lipca 1939 redaktor naczelny krakowskiego dziennika chadeckiego „Głos Narodu”. W czasie okupacji w majątku teściowej w Goszycach pod Krakowem. Brał aktywny udział w konspiracyjnym życiu kulturalnym: współpracował z chrześcijańską organizacją podziemną „Unia”, publikował w jej organie „Kultura Jutra” i w „Miesięczniku Literackim”, występował też w podziemnym teatrze T. Kantora. W początku 1945, po wkroczeniu Armii Czerwonej i konfiskacie majątku Goszyce w ramach reformy rolnej, powrócił z rodziną do Krakowa, gdzie wkrótce zaangażował się w tworzenie „Tygodnika Powszechnego”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Despite Coronavirus, Hezbollah Is Still a Dangerous Threat to Israel

Despite Coronavirus, Hezbollah Is Still a Dangerous Threat to Israel

Yaakov Lappin


A view of beds at a shopping mall, one of Iran’s largest, which has been turned into a center to receive patients suffering from the coronavirus disease (COVID-19), in Tehran, April 4, 2020. Photo: WANA (West Asia News Agency) / Ali Khara via Reuters.

The coronavirus pandemic has turned into a serious challenge for the Iran-backed Lebanese terror organization Hezbollah, placing the world’s most heavily armed non-state armed group under strain.

Nevertheless, recent reports indicate that these conditions have not stopped Hezbollah’s ongoing military and terrorist activity in the region.

Three locations along Israel’s security barrier on the Lebanese border were sabotaged Friday, likely by Hezbollah operatives, in what appears to have been a threat to infiltrate into Israel.

That event appears to be a direct response to a dramatic incident that took place last Wednesday in Syria. According to international media reports, an Israeli airstrike hit a jeep carrying Hezbollah operatives who may have been involved in weapons trafficking from Syria to Lebanon.

A subsequent Al-Arabiya report said one of the occupants was Mustafa Mughniyeh, the son of the late Hezbollah operations chief Imad Mughniyeh. Imad Mughniyeh was killed in a 2008 bomb attack in Damascus attributed to the Mossad and the CIA. Mustafa Mughniyeh and others in the vehicle reportedly escaped last week’s strike unharmed.

International media reports indicate that, even as the world battles the coronavirus, Hezbollah’s ongoing force build-up and weapons trafficking continue to draw preemptive Israeli airstrikes in Syria.

That doesn’t mean Hezbollah isn’t facing new challenges. The first is rooted in the distress that its patron Iran is in. The Islamic Republic suffers high infection and mortality numbers, its economy is in crisis, and its embattled regime is trying to fend off charges of covering up and mismanaging the pandemic.

Hezbollah’s mammoth arsenal, estimated by the Israel Defense Forces to be at around 130,000 surface-to-surface projectiles, is paid for by Iran and its Quds Force. Hezbollah’s arsenal is made up mostly of short-range Katyusha rockets that have a 45-kilometer (28-mile) reach, but also includes more than 3,500 projectiles that put greater Tel Aviv in range, and which carry 150 kilogram warheads. The arsenal also includes more than 200 long-range ballistic missiles that carry half-ton warheads and can strike any point in Israel.

Israel’s air defenses, made up of the Iron Dome, David’s Sling, and Arrow systems, can stop many projectile attacks, but would be flooded by the scale of Hezbollah’s arsenal in any full-scale conflict, meaning that some of Hezbollah’s attacks would invariably get through. In addition, the attacks would paralyze the Israeli home front and economy, and if symbolic or strategic sites are targeted, they could cause significant harm to critical national infrastructure. Hezbollah also has a number of anti-ship cruise missiles, and air-to-surface missile batteries.

Iran and Hezbollah had planned on establishing a domestic precision-guided missile industry in Lebanon, enabling the serial production of a large number of missiles, but appear to have frozen this project following a series of Israeli warnings to desist or face military action. The more Iran struggles to pay for such activities, the more constraints Hezbollah will face.

In addition, Iran’s newly appointed Quds Force Commander, Esmail Qaani, who replaced Qassem Soleimani following his assassination in a US drone strike in January, means that Hezbollah’s leadership is now working with a less charismatic and influential Iranian commander. While the Quds Force is expected to continue to make every effort to equip Hezbollah with a range of weapons, the dynamic between Hezbollah leader Hassan Nasrallah and Qaani is an unknown quantity that could affect future cooperation.

In Lebanon, Hezbollah’s home turf, the organization has faced accusations of importing the virus via flights from Iran. International flights out of Iran have reportedly helped spread the disease in the Arab world, placing pressure on Hezbollah in Lebanon, Brig. Gen. (ret.) Yossi Kuperwasser, former head of the research division in the IDF Military Intelligence Directorate, told the Investigative Project on Terrorism (IPT).

“Hezbollah is under pressure both because of the virus and because of its links to Iran,” he said. “Iranians continue to be active in Lebanon. Hezbollah operates in close proximity with Iranians in Syria, and in other places. The whole episode reflects badly on Hezbollah. It has led to accusations [in Lebanon] against it.”

Although Hezbollah is using its extensive civilian and military infrastructure to battle the spread of coronavirus, the program has a definitive sectarian nature, since the efforts are mainly underway in Shiite areas of Lebanon.

Meanwhile, Lebanon’s massive economic troubles, which predate the virus, have only grown more acute with the pandemic. Some in Lebanon, like former Lebanese Prime Minister Fouad Siniora, blame Hezbollah and its resistance to assistance from international financial institutions, for ensuring that there is no way out of those troubles.

According to a report in March in the Arab Weekly newspaper, Siniora said Lebanon is “sick and requires a stronger medicine than just ointments.” He added that the Lebanese are paying the price of “Hezbollah’s hegemony over the state and its refraining from implementing reforms pledged by the state,” the report said.

It also cited former Lebanese MP Fares Saeed as stating, “Hezbollah is the political decision-maker in the country and, while fighting in Syria, Iraq, and Yemen, it is trying to establish an economic-political system that matches its regional function by overthrowing the Lebanese financial system and removing the country from the international community in the interest of a resistance economy … that is to say, importing goods through illegal channels and relations with Iran and China, in addition to severing all relations with Washington and the international legitimacy.”

Lebanon’s economy was on the brink of collapse before the pandemic struck, and is in even worse shape now.

“Due to Hezbollah’s closeness to Iran, Lebanon suffers,” Kuperwasser said. At the end of March, Lebanon expressed interest in an IMF emergency loan. Hezbollah appeared to change its tune somewhat regarding the acceptance of aid, but the organization’s chief, Hassan Nasrallah, conditioned any agreement against any terms that “would make the country explode.” Lebanon’s interest mirrors Iran’s own unusual request for a $5 billion IMF loan to battle the coronavirus.

“Banks do not like connections with terror elements. This is one of the reasons why the IMF is not assisting Iran,” said Kuperwasser. “The banking systems in Iran and Lebanon are both contaminated with terror activities. Hence, the terrorism of Hezbollah, which is recognized by some of the international system, makes it difficult for Lebanon to uphold a banking system that is respectable and acceptable to the international community.”

US sanctions against several Lebanese banks accused of having with ties to Hezbollah have also exerted pressure over recent years. Now, Hezbollah has stepped up a campaign “to place its allies at the heart of Lebanon’s banking system as the US seeks to disrupt the armed group’s financial networks,” the UAE’s The National newspaper reported. Hezbollah is trying to install allies into Lebanon’s monetary authorities “to help the movement circumvent intensified US sanctions,” the report said.

The report, citing unnamed Arab financiers, warned that the outcome of such efforts in Lebanon could extend Hezbollah’s reach into the nerve center “of Lebanon’s banking sector — once the most important in the region — and could hamper any chance the country has of emerging from the worst financial crisis in its modern history.”

In addition, the role the Lebanese Armed Forces (LAF) play vis-à-vis Hezbollah continues to be a source of contention. Some observers point to increased collaboration between the two sides, such as joint patrols along the Lebanese-Israeli border. Others view the LAF as a potential counter-balance to Hezbollah. In 2018, the IPT reported that Hezbollah and the LAF are increasingly cooperating with one another, with Hezbollah personnel sometimes wearing LAF uniforms during joint patrols.

Since 2010, the United States has invested more than $1.82 billion in security assistance to the LAF. But the LAF’s unwillingness or inability to actively counter Hezbollah in any way has raised deep questions about the LAF’s role, and fueled controversy over ongoing American assistance to it.

Despite all the strain, Hezbollah does not appear to have given up on its regional armed activities. It still has about 2,300 operatives in Syria.

Reports of routine Israeli strikes against threatening activity in Syria during the coronavirus outbreak seem to indicate that “there has been no substantial change in the scope of Hezbollah’s activities in the area,” Kuperwasser said. “The Iranians continue in their efforts to bring in weapons. Some reach Hezbollah, and some go to Syria. This activity continues.”

Hezbollah also continues to face its regular challenges — Israel’s close intelligence coverage of the region, and rapid, precise Israeli strike capabilities — on top of the added coronavirus pressure.

None of that, however, has stopped Hezbollah’s military consolidation efforts in Syria. The organization has invested resources in northern Syria, and in building an armed infrastructure in the Syrian Golan Heights, near the Israeli border, Kuperwasser said. It is also maintaining its weapons smuggling routes linking Syria to Lebanon.

Evidence of this activity surfaced in recent days, when the IDF released surveillance video showing the Syrian army actively cooperating with Hezbollah in the south of the country.

“Even during the coronavirus period, the new commander of the Syrian army’s 1st Division, Lua’a Ali Ahmad Asa’ad, continues to help and allow the Hezbollah terror group establish a front on the Golan Heights,” the IDF stated.

The video footage showed Asa’ad meeting with Hezbollah’s commander of its south Syria region, Hajj Hashem.

Last year, the IDF named Hashem as the man in charge of Hezbollah’s “Golan file,” a program to build an attack base for striking Israeli civilians and soldiers from Syria.

Recent reports indicate that the shadow war between Israel and the Shi’ite axis in Syria remains active despite the virus.

“Hezbollah’s activities on this level do not appear to have been eroded,” Kuperwasser said.


Yaakov Lappin is a military and strategic affairs correspondent. He also conducts research and analysis for defense think tanks, and is the military correspondent for JNS. His book, The Virtual Caliphate, explores the online jihadist presence.

A version of this article was originally published by The Investigative Project on Terrorism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com