Archive | September 2020

Hundred Thousand Dance at Dirshu Siyum |סיומי הש”ס – דרשו – מאה אלף איש מתאחדים בריקודים לכבוד התורה

Hundred Thousand Dance at Dirshu Siyum |סיומי הש”ס – דרשו – מאה אלף איש מתאחדים בריקודים לכבוד התורה


shiezoli


מאה אלף איש מתאחדים בריקודים לכבוד התורה

קליפ יחודי היוצא במיוחד ערב חג השבועות זמן קבלת התורה של מחרוזת ריקודי מזל טוב מיד עם סיום הש”ס במעמדי סיומי הש”ס העולמיים של דרשו שהתקיימו בישראל, לונדון, מנצסטר, פריז, וארה”ב

המחרוזת בוצעה בכל סיומי הש”ס של דרשו שהשתתפו בהם כאמור למעלה ממאה אלף איש, בקליפ משתתפים כל הזמרים שליוו את מעמדי הסיום ברחבי תבל, וניתן לראות את העוצמה וההתרגשות של הציבור בכל אחד ממעמדי הסיום.

קרדיטים:

ביצוע: הזמרים מוטי שטיינמץ, זנוויל וינברגר, אהרלה סמט, אייזיק האניג, אלי הרצליך, שלמה כהן, ישראל אדלר,

תזמורת: המנגנים בניצוחו של מוישי רוט
קולות: מלכות בניצוחו של פנחס ביכלר
מקהלת הילדים: חסידימלך

כשבארה”ב הצטרפו גם מקהלת שירה
מקהלת הילדים אידיש נחת ותזמורת פריילך
והכל בניצוחו של המנצח האגדי ר’ משה מונה רוזנבלום

הפקה טכנית:
ישראל: מיכאל כפלין
אירופה: פליישמן & פלס
ארה”ב: ארי פרנקל
ניהול צלמים: מוטי רבינוביץ
הפקה מוזיקלית: שלום וגשל VMP הפקות.

מיקס: חיים גוטסמן
עריכת וידיאו: הרשיס
מולטימדיה: ויזואל לייב
במאי צילום ארה”ב: יענקי טייטלבוים
יח”צ: ישראל ברגר

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Kościelny indeks ślubnych pieśni zakazanych: Cohen, Beatlesi, Rubik. W pełni się solidaryzuję

Kościelny indeks ślubnych pieśni zakazanych: Cohen, Beatlesi, Rubik. W pełni się solidaryzuję

Krzysztof Varga


Piotr Rubik (Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta)

Zakładam się o sto lat odpustu, że wielu w osłupienie wprawiło pojawienie się na liście zapisu na “Ave Maria” Jana Sebastiana Bacha

Hierarchowie diecezji płockiej ułożyli krótką, acz treściwą listę piosenek, jakich nie winszują sobie na nabożeństwach ślubnych udzielanych w podległych im kościołach. Informacja ta wywołała pewne poruszenie, a nawet rytualną podnietę, że oto Kościół znów coś cenzuruje, gdyż na liście znalazły się tak niewinne utwory jak „Serce matki” Mieczysława Fogga czy „Niech mówią, że to nie jest miłość” Piotra Rubika. Może zdziwić na tej czarnej liście religijna przecież w wyrazie, znana wszystkim „Hallelujah” Leonarda Cohena, ale mnie nie dziwi, bo Cohen nie dość, że śpiewa, iż „miłość to nie zwycięski marsz”, to na dodatek wyraża pretensje do Boga, że ten nie przepada za muzyką. Trudno wymagać od płockich duchownych, aby wsłuchiwali się w pretensje Cohena do Boga, kościół to nie jest miejsce, żeby w ogóle z Bogiem się wadzić, szczególnie o muzykę.

Szokujące wybory młodych

Choć o tym, czy Bóg przepada za muzyką, czy nie znosi jej szczerze, można toczyć niekończące się dialektyczne i teologiczne spory, ale mija się to z celem. Ja akurat stoję na niewzruszonym stanowisku, że Bóg za muzyką wręcz szaleje. Ale zakładam się o sto lat odpustu, że wielu w osłupienie wprawiło pojawienie się na liście zapisu na „Ave Maria” Jana Sebastiana Bacha, pieśni zdawałoby się wymarzonej na ślubne wzmożenie. Otóż i w tym wypadku płocka kuria ma zupełną rację, jest tam przecież znana każdemu niemowlęciu fraza „Teraz i w godzinę śmierci naszej”, niestosowna, jak mi się zdaje, akurat na ślub. Stoi na liście także „All you need is love” Beatlesów. Wychwalająca to fundamentalne dla wiary chrześcijańskiej uczucie piosenka też jest nie do końca pobożną, z katolickim ślubem nijak się ona nie rymuje. Na marginesie – gdybym usłyszał na własnym ślubie „All you need is love”, natychmiast pierzchnąłbym sprzed ołtarza, bo organicznie nie trawię tej melasy beatlesowskiej. Z poczciwiną Foggiem sprawa jeszcze bardziej jasna – „Serce matki” to song o tym, że świat jest zły, pełen obłudy, fałszu, sztucznych łez (o sztucznych łzach na ślubie słuchać?!) i że „miłości szczerej nie ma”, a jedyne prawdziwe uczucie pochodzi od matki, jeno ona nasz ból zrozumie. Słuchać w rozrzewnieniu na ślubie, że nie istnieje prawdziwa miłość, a jedynie fałszywa, udawana, jakoś niełacno. Szokujące zdaje mi się jedynie to, że młodzi ludzie mogli zamawiać na ślub Mieczysława Fogga. Czyżby napór rodziny, nacisk dziadków państwa młodych?

Test na niedojrzałość

Co do pamiętnego, a może już nawet zapomnianego Piotra Rubika, swego czasu króla kiczu i tandety, to pieśń jego opowiada o tym, że wszyscy wokół dwojga zakochanych uważają ich za ciężkich frajerów, którzy uwierzyli w zwykły fantazmat, bajer i ściemę, bo tak naprawdę ich uczucie to ułuda na granicy niedorozwoju umysłowego. Bohaterowie tego przerażającego produktu (ze słynnym klaskaniem!) powinni mieć absolutny zakaz zawierania małżeństw, bo potem trzeba się natrudzić przy załatwianiu kościelnego unieważnienia małżeństwa, motywując to klauzulą niedojrzałości psychicznej małżonków do życia w tym sakramencie. Zawsze załatwianie rozwodu kościelnego było zejściem do emocjonalnych i biurokratycznych piekieł, choć akurat ostatnio w tej kwestii bardzo się poprawiło, sądy papieskie rozwiązują małżeństwa kościelne na potęgę. Może nie w Płocku, ale w reszcie kraju, szczególnie w Krakowie, księża masowo i od ręki dają drugie śluby kościelne rozwodnikom, rzecz kiedyś nie do pomyślenia.

Doprawdy, trudno mieć pretensje do płockiej diecezji, że zakazała puszczania tych utworów przy udzielaniu sakramentu małżeństwa. Osobiście w pełni solidaryzuję się z diecezją płocką jak z żadną inną ostatnio, w żadnej innej sprawie. To raczej nowożeńcy domagający się na kościelnych uroczystościach tych przebojów o klęskach miłości, względnie o frajerskim zakochaniu, musieli mieć fundamentalny problem ze zrozumieniem tekstów. Najwidoczniej młode pary, zaczadzone egzaltacją, żądały owych piosenek, przekonane, że pasują one nastrojem i wymową do najważniejszej w ich życiu uroczystości, nie zdając sobie sprawy z ich wymowy. Od dawna mówimy o tym, że Polacy nic nie czytają, a jak czytają, to i tak nic nie rozumieją, najwidoczniej nic nie rozumieją także z tekstów, które słyszą w piosenkach. Jak widać, wtórny analfabetyzm postępuje w szaleńczym tempie, głównie wśród nowożeńców. Heroiczna postawa diecezji płockiej zasługuje na najwyższe uznanie, ale niestety ogólnej sytuacji w Polsce nie uratuje.

Ze swej strony postulowałbym w takim razie zamiast zupełnie nie do zniesienia „Marsza weselnego” Mendelssohna na uroczystość zaślubin wybrać raczej „Marsz żałobny” tegoż kompozytora – nastrój wzniosły i adekwatny do ślubu, bo nawet radosny, w porównaniu z „Marszem żałobnym” Chopina wręcz frywolny, a powiedziałbym że muzycznie lepszy od jego (Mendelssohna) upiornego, by nie rzec obrzydliwego weselnego evergreenu.

Skryte marzenia o indeksie dzieł zakazanych

Niektórzy obłudnie się oburzają na te zakazy, ale kto z was, czytelniczki i czytelnicy, nie pragnąłby stworzyć indeksu książek zakazanych, kto z was, słuchaczki i słuchacze, napisać indeksu piosenek zakazanych, wreszcie kto z was, kinomanki i kinomani, nie marzy skrycie o indeksie filmów zakazanych?

Watykański „Index librorum prohibitorum” to prawdziwy kanon arcydzieł, to lista wszechdziejowych bestsellerów, każdy ambitny pisarz czy naukowiec marzyłby o tym, żeby się na nim znaleźć, nie każdy miał to szczęście, ale mnogość wielkich umysłów się załapała, trochę szkoda, że ów „Index” formalnie został zniesiony. Kłopot prawdziwy na tym oczywiście polega, że im się bardziej zakazuje, tym znany ze swej niezłomnej niepokorności lud polski usilniej do zakazanej pieśni lgnie i usta jego wraz z gardzielą do śpiewu się aż rwą.

Ja bardziej niż ksiąg zakazanych boję się książek i piosenek nakazanych. Póki zakazują, czynią rzecz pociągającą, kiedy jednak zaczyna się książki nakazywać, gdy śpiewać te, a nie inne pieśni przykazuje – rzecz robi się poważna. Jak zbadano, lektury obowiązkowe zabijają czytelnictwo, pieśni nakazane – zniechęcają do śpiewu, obrazy nachalnie przed oczy pchane – od wielkiej sztuki malarskiej odepchnąć mogą na zawsze, bo skoro Matejko wielkim malarzem był, to człowiek do końca życia na żadne płótno nie chce spojrzeć. Jak go Kossakami karmi się jak gęś tuczną, to na widok konia, osobliwie z ułanem na wierzchu, torsji dostaje natychmiast i zarówno konie, ułani, jak i całe malarstwo batalistyczne, patriotyczne i hipiczne odrzucać go będzie aż do chwili, gdy nad jego trumną wybrzmią dźwięki „Marsza żałobnego” Chopina.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


German Chancellor Angela Merkel: ‘Many Jews do not feel safe in our country’

German Chancellor Angela Merkel: ‘Many Jews do not feel safe in our country’

kp, ipj/rc (AFP, epd, KNA)


Speaking at the 70th anniversary of the Central Council of Jews in Germany, Chancellor Angela Merkel said that anti-Semitism in Germany “never disappeared.”

Delivering a keynote address in a ceremony commemorating the 70th anniversary of the Central Council of Jews in Germany, Chancellor Angela Merkel on Tuesday said that many German Jews still do not feel safe and that anti-Semitism in Germany “never disappeared.”

“Many Jews do not feel safe, do not feel respected in our country. This is one part of today’s reality and it is one that causes me grave concern,” Merkel said at the ceremony in Berlin. 

The chancellor called it a “shame” that racism and anti-Semitism “never disappeared” in Germany, stressing that more recently such worldviews seem to be “more visible and without restriction.”

Rise in anti-Semitic conspiracy theories

Merkel cited the increased prevalence of conspiracy theories and hate speech targeting Jewish citizens on social media

“That is something we must never accept in silence,” she said to applause. 

Merkel recalled the deadly attack last year on a synagogue in the German city of Halle as an example of “how quickly words can become deeds.”

“Group related hostility against people is something we must fight,” the chancellor said.

She added that the rule of law was an important tool to be used to this end, citing measures the German government took to fight anti-Semitism over the past year, including the establishment of a new cabinet committee focused on this issue. 

“Anti-Semitism is an attack on people, humanity, against being a human being, because its directed against the dignity of individual people,” she said. 

Nazi ideas have ‘not disappeared’

Speaking ahead of Merkel, Council President Josef Schuster also denounced the increasing prominence of anti-Semitic sentiment, including an increase in conspiracy theories and crimes targeting Jews. 

Anti-Jewish conspiracy theories, akin to the Middle Ages, have resurfaced during the current coronavirus pandemic, Schuster said. 

“The Nazis’ ideas have still not disappeared,” he said. 

The Central Council of Jews in Germany was formed in Frankfurt in 1950, initially to represent Jewish survivors of the Holocaust who were considering exile or moving to newly-founded Israel. The council represented some 15,000 Jews located in the post-war American, French, British and Soviet occupation zones as well as exiles contemplating returns to Germany. 

Some 26,000 Jews lived in 50 communities in then-West Germany and 500 Jews in five communities in the eastern GDR under Soviet rule. 

Schuster called the council’s founders as “pioneers.”

“Where did people get the courage and optimism to start all over again?” he said. 

Its founders deserved respect for their role planting the seed for Jewish life in Germany, Schuster said, saying that they were moved to show “great trust” in Germany because they felt tied to the country.

The council now represents Jewish communities across Germany, comprising about 100,000 persons — religious and secular.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nearly 20 percent of Millennials, Gen Z in NY believe Jews caused the Holocaust: Survey

Nearly 20 percent of Millennials, Gen Z in NY believe Jews caused the Holocaust: Survey

Elizabeth Rosner


The Museum of Jewish Heritage in 36 Battery Place, New York, / NY.Gregory P. Mango

Nearly 20 percent of Millennials and Gen Z in New York believe the Jews caused the Holocaust, according to a new survey released on Wednesday.

The findings come from the first ever 50-state survey on the Holocaust knowledge of American Millennials and Gen Z, which was conducted by the Conference on Jewish Material Claims Against Germany.

For instance, although there were more than 40,000 camps and ghettos during World War II, 58 percent of respondents in New York cannot name a single one.

Additionally, 60 percent of respondents in New York do not know that six million Jews were killed during the Holocaust.

“The results are both shocking and saddening and they underscore why we must act now while Holocaust survivors are still with us to voice their stories,” said Gideon Taylor, President of the Conference on Jewish Material Claim Against Germany.

A total of 34 percent of respondents in New York believe the Holocaust happened but the number of Jews who died has been greatly exaggerated or believe the Holocaust is a myth and did not happen or are unsure.

A shocking 28 percent of respondents in New York believe it is acceptable to hold neo-Nazi views, while 62 percent have never visited a Holocaust museum in the United States.

At least 65 percent of respondents in New York believe Holocaust education should be compulsory in school, and 79 percent say it is important to keep teaching about the Holocaust, in part, so that it does not happen again.

“We need to understand why we aren’t doing better in educating a younger generation about the Holocaust and the lessons of the past. This needs to serve as a wake-up call to us all, and as a road map of where government officials need to act,” Taylor


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Moskwa odporna na rozum, ale wrażliwa na siłę

Trzy do dwóch – i konflikt gotowy. Moskwa odporna na rozum, ale wrażliwa na siłę

Paweł Smoleński


Winston Churchill, Harry Truman i Józef Stalin w Poczdamie, lipiec 1945 r. (Fot. domena publiczna)

Dla początku zimnej wojny większe znaczenie miał plan Marshalla niż zdobycie przez Moskwę broni nuklearnej. Finansowa pomoc Stanów Zjednoczonych dla podnoszącej się z wojennych gruzów Europy Zachodniej określiła na lata ramy jej funkcjonowania – mówi prof. Włodzimierz Borodziej.

.

Mija 75 lat od konferencji w Poczdamie (trwała od 17 lipca do 2 sierpnia 1945 r.), podczas której ostatecznie usankcjonowany został porządek po II wojnie światowej. Po raz ostatni spotkała się tam i w miarę zgodnie debatowała Wielka Trójka: przywódca ZSRR Józef Stalin, brytyjski premier Winston Churchill i prezydent Stanów Zjednoczonych Harry Truman (zastąpił zmarłego 12 kwietnia 1945 r. Franklina D. Roosevelta).

Po Poczdamie drogi antyhitlerowskich sojuszników szybko zaczęły się rozchodzić. Wkrótce stosunki między Stanami Zjednoczonymi i krajami Zachodu oraz Związkiem Sowieckim i państwami, w których zaprowadził podległą sobie władzę, stały się tak napięte, że zyskały miano zimnej wojny. Miała ona różne fazy i momenty, gdy świat stawał na krawędzi nuklearnego konfliktu.

W trzech kolejnych wywiadach o zimnej wojnie opowiada jeden z najwybitniejszych polskich badaczy dziejów najnowszych prof. dr hab. Włodzimierz Borodziej z Uniwersytetu Warszawskiego. Poniżej pierwsza część o początku zimnej wojny.

***

Paweł Smoleński: Już pod koniec II wojny światowej były oznaki, że koalicji antyhitlerowskiej nie uda się utrzymać.

Prof. Włodzimierz Borodziej: A jednak do maja 1945 r. najważniejszym zadaniem było – jak mówiono – dobicie nazistowskiej bestii i Japonii na Dalekim Wschodzie. Państwa koalicji mają po prostu wspólny interes, więc konflikty są głęboko skrywane.

Czasami koniec każdej wojny skutkuje najkrwawszymi walkami w jej historii. Wiadomo było, że Niemcy będą się bronić do ostatniego naboju. To, co dzieje się w czasie oblężenia Budapesztu, zdobywania Wiednia, przekraczania Odry przez Armię Czerwoną, należy do jednych z najcięższych walk od 1939 r. w Europie. Straty Sowietów były ogromne, ale pamiętajmy, że Amerykanie ledwie wywinęli się od klęski w Ardenach, choć mieli dużo łatwiej, bo przed nimi Niemcy tak zajadle się nie bronili. Lecz i tak Armia Czerwona jest pierwsza w Berlinie. Dla Sowietów Daleki Wschód nie jest aż tak strategicznie ważny. Moskwa wchodzi do wojny z Japonią w jej ostatnim miesiącu, zajmuje ogromne tereny będące pod japońską okupacją i jakoś przyczynia się do ostatecznego zwycięstwa.

Potem zaczyna się kontynuacja dzielenia łupów. Jej prawdziwym początkiem jest Jałta, w Polsce mająca bardzo złą opinię. Tymczasem historia jest dosyć skomplikowana, gdyż to, co tam wymyślono, nie było najgorsze dla wschodniej i środkowej Europy. Postanowienia Jałty zostały złamane przez Sowietów niemal natychmiast.

Stalin już chciał zagarnąć Polskę (i nie tylko) oraz przesunąć ją geograficznie na zachód. Ale też jak najszybciej zainstalować w Warszawie władze komunistyczne. Amerykanie i Brytyjczycy byli sceptyczni wobec aż takiej zmiany granic, lecz nie szło im wyłącznie o politykę, bali się milionów migrantów i przesiedleńców do zachodnich stref okupacyjnych, wędrujących po Europie, których akurat oni, a nie Niemcy lub Sowieci, musieliby wyżywić, dać im pracę i dach nad głową. Tymczasem ludność nie chciała ich przyjmować, bo oznaczało to kolejne gęby do i tak pustego garnka.

Bez wątpienia ważniejszym problemem dyskutowanym w Jałcie była Polska w nowych granicach.

– Winston Churchill, wbrew temu, co się sądzi w Polsce, walczył jak lew, by uzyskać dla nas jakąś formę demokracji, być może ograniczoną w sprawach polityki zagranicznej, co dekady później nazwano „finlandyzacją”, lecz suwerenną w sprawach wewnętrznych, gospodarczych. Silne elementy gospodarki planowej nie były w ówczesnej Europie niczym oryginalnym. Innymi słowy – nowa Polska, dla której Wielka Brytania przystąpiła do wojny w 1939 r., ocali coś z Polski przedwojennej.

Gdy czyta się postanowienia jałtańskie, wyglądają one tak, jakby Churchill wygrał pojedynek dyplomatyczny ze Stalinem. Jest w nich zapowiedź wolnych wyborów, w których wezmą udział przedstawiciele niekomunistycznego podziemia i politycy z emigracji – to tak zwana litera Jałty. Ale też jest duch Jałty, który symbolizuje moskiewski pokazowy proces szesnastu przywódców Polski podziemnej. To pokazuje, co naprawdę Stalin myśli o Jałcie.

Konferencja w Poczdamie ma zaklepać przesunięcie granic Polski na zachód. W Jałcie Polska jest absolutnie kluczowa, w Poczdamie już mało ważna.

Manifestanci w Niemieckiej Republice Demokratycznej protestują w 1952 r. przeciwko Europejskiemu Programowi Odbudowy (planowi Marshalla). Napis na transparencie głosi, że prowadzi on do bezrobocia Fot. East News

W Europie trwa ogromna zawierucha między lewicą i prawicą, co niekoniecznie trzeba wpasować w konflikt między USA a Sowietami. Czy np. wojna domowa w Grecji miała wpływ na zainstalowanie zimnowojennego porządku?

– Jeśli już, to po stronie Zachodu, a nie Wschodu. Bo np. Rumuńska Partia Komunistyczna istniała tylko na papierze, a i tak z decydującą pomocą Moskwy i Armii Czerwonej przejęła władzę.

Na Zachodzie partie komunistyczne w wyniku demokratycznych wyborów uzyskiwały imponujące wyniki. W Danii dostają trzy razy więcej głosów niż zwykle. We Francji osiągają najlepszy wynik w swojej historii. Wchodzą do rządu w Belgii. Wyjątkiem jest Finlandia, już „zfinlandyzowana”, ale to skutek wojny zimowej z ZSRR. Amerykański Departament Stanu jest zaniepokojony. Wiąże europejski zwrot na lewo z destabilizacją, która ułatwi ewentualną ofensywę na Zachód Armii Czerwonej, wyzwolicielki od kapitalizmu. Stworzy podglebie społeczne przeciwne wszystkim okropnościom lat 30. Stąd bierze się interwencja USA w wybory włoskie w 1948 r. Amerykanie robią wszystko, by komunistom uniemożliwić zdobycie statusu najbardziej popularnej i wspieranej partii w tym kraju.

Za ojca zimnej wojny, zwłaszcza w bloku sowieckim, uznawało się prezydenta USA Harry’ego Trumana. Czy taka opinia broni się dzisiaj?

– Jego poprzednik Franklin D. Roosevelt jakoś ufał Wujowi Joe i uważał Stalina za polityka, z którym można robić interesy. Zresztą – nawet Churchill, choć znacznie rzadziej, myślał, że Moskwa może być partnerem. Tymczasem Truman jest postrzegany jako prezydent bez złudzeń i bardzo szybko po objęciu władzy powiedział, że ma dość dopieszczania Sowietów, dość ustępstw wobec nich. Uważał, że Zachód musi się powojennie zredefiniować, łącznie z tym, żeby inaczej ustawić opinię publiczną. Oczywiście nie przez cenzurę, lecz w krajach demokratycznych istnieją sposoby i mechanizmy, dzięki którym w ciągu kilku miesięcy największego sojusznika można pokazać jako największego wroga. W amerykańskiej popkulturze, w Hollywood, w popularnych książkach beletrystycznych, nagle okazuje się, iż Związek Sowiecki może miał znaczący wkład w zwycięstwo nad Hitlerem, ale jednocześnie za żelazną kurtyną dzieją się rzeczy straszne, nieakceptowalne dla społeczeństw demokratycznych.

W tym sensie Truman jest ojcem chrzestnym zimnej wojny. A jej konkrety prezentuje sekretarz stanu USA, gen. George Marshall, który w 1947 r. przedstawia na Uniwersytecie Harvarda plan gospodarczej pomocy dla Europy. Oraz George Kennan, dyplomata i sowietolog, autor doktryny powstrzymywania. Prezentuje ją w tzw. długim telegramie w lutym 1946 r., kiedy pisze m.in., że polityka Moskwy jest odporna na logikę rozumu, ale ogromnie wrażliwa na logikę siły. A pokonać komunistów da się bez jej użycia, demonstrując wyższość systemu na każdym innym polu.

Od lewej: Gen. George Marshall (1888-1959), sekretarz stanu i obrony USA, 5 czerwca 1947 r. na Uniwersytecie Harvarda powiedział, że należy zrobić wszystko, by odbudować Europę po wojnie, bo od tego zależy utrzymanie politycznej równowagi i pokoju; George Kennan (1904-2005), sowietolog, ambasador USA w Moskwie, autor doktryny powstrzymywania Fot. domena publiczna

Za politykę wobec Sowietów wzięła się grupa profesjonalistów rozumiejących, że USA to mocarstwo światowe, a Moskwa zagraża jego esencjonalnym interesom.

– Funkcjonuje taki apokryf (nie znam potwierdzenia na piśmie), jak to pewien dyplomata sowiecki wyznał amerykańskiemu koledze off the record, że w radzieckim MSZ tak naprawdę boją się dwóch ludzi: Kennana i Charlesa Bohlena (m.in. tłumacza Roosevelta w Jałcie). Ponieważ obaj nie tylko świetnie znają Rosję i ZSRR i rozumieją związek między historią przed 1917 r. a aktualną polityką Moskwy, ale też dokładnie wiedzą, czym się różnili carscy władcy Kremla od Biura Politycznego.

Mapa ewentualnych konfliktów, także poza podzieloną Europą, jest rozległa. Ale też działa wiara w silną presję, np. Związek Radziecki wycofuje swoje oddziały z bałtyckiego Bornholmu i północnego Iranu. Czyli świat nie wygląda tak, jak Stalin opowiadał jugosłowiańskiemu komuniście Milovanowi Dżilasowi, że tam, gdzie stoi stopa sowieckiego żołnierza, natychmiast powstaje państwo po radziecku socjalistyczne. Do tego dochodzi podział Austrii i Niemiec, który pokazuje, że jakaś forma współpracy nieeuropejskich mocarstw jest w Europie jednak możliwa.

Ale rozważane są również inne opcje. Nie należy do nich marsz sowieckiej armii dalej na Zachód, gdyż wojna z mocarstwem nuklearnym, jego potężną flotą, lotnictwem i całkiem porządnym wojskiem lądowym jest niemożliwa. Chodzi raczej o to, by otwartymi i ukrytymi technikami propagandowymi przekonać Zachód, iż sowiecki socjalizm jest lepszy od kapitalizmu. Rosjanie próbują zaszczepić tam myśl, że tylko w socjalizmie możliwy jest prawdziwy awans społeczny, kobiety uzyskają pełnię praw, zniknie bieda, wykluczenie, bezrobocie i groźba wielkich kryzysów gospodarczych.

I nagle w tzw. obozie socjalistycznym dochodzi do awantury. Dyktator Jugosławii Josip Broz Tito stawia się Stalinowi, co pokazuje, że ten znakomity komunizm wcale nie jest jednorodny.

– Starcie dużego Stalina z małym Stalinem, czyli Tito, to trochę osobna historia. Nie sądzę, żeby było to zdarzenie jakoś decydujące, ale pęknięcie w bloku wschodnim (za 10 lat dojdzie Albania) pokazywało, że są możliwe jakieś oboczności. Amerykanie patrzą na to z satysfakcją, zwłaszcza że do kłótni doszło bez ich pomocy, bo przecież nikt nie przypuszcza, że Tito słucha się ambasadora USA. Rozmiękczenie bloku od wewnątrz to dla Waszyngtonu optymalne rozwiązanie, co powróci w 1956 r. przy ocenie Władysława Gomułki: niech w Polsce będzie socjalizm, ale niech szefem partii będzie narodowy komunista. Niemniej konflikt rozgrywa się na peryferiach. Jugosławia w niewielkim stopniu graniczyła z powstającym NATO. Albania i Jugosławia to kraje nieporównywalne w strategicznym znaczeniu z Polską czy Niemiecką Republiką Demokratyczną.

Plakat propagandowy z 1947 r. ukazujący flagi państw, które korzystają z dobrodziejstw planu Marshalla Fot. domena publiczna

Plan Marshalla to ogromne pieniądze.

– Raczej duże niż ogromne, amerykańska pomoc dla zachodniej Europy jest trochę mitologizowana. Gospodarki Zachodu i tak by się odbudowywały, tylko wolniej. Badania zużycia prądu w Niemczech zachodnich pokazują, że zanim zaczynają napływać środki z planu Marshalla, konsumpcja elektryczności szybko wzrasta, czyli przemysł znowu zaczyna produkować.

Najwięcej pieniędzy otrzymuje Wielka Brytania, potem Francja, Włochy, a na czwartym miejscu są Niemcy (40 proc. kwoty, która trafia do Zjednoczonego Królestwa, i o połowę mniej, niż otrzymała Francja). Łącznie dostają ok. 9 mld dolarów. Z grubsza 10 ówczesnych centów to dzisiejszy dolar, czyli plan Marshalla dla czterech największych państw europejskich to 90 mld dzisiejszych dolarów. To ma znaczenie ekonomiczne, ale przede wszystkim psychologiczne, że Amerykanie są z Europą. Oraz polityczne, że wymogiem planu Marshalla nie była bilateralna pomoc dla poszczególnych krajów, ale dla Europy w tym sensie, iż państwa muszą wypracować wspólną listę potrzeb. To punkt wyjściowy dzisiejszej Unii Europejskiej, czyli zmuszenie Europejczyków do współpracy, bo inaczej pomocy nie będzie.

Czym była doktryna powstrzymywania?

– Została opracowana w sztabie planowania Departamentu Stanu USA, a komuniści ją zmitologizowali. W gruncie rzeczy to pomysł bardzo prosty. Stany Zjednoczone ponoszą odpowiedzialność za świat, ale mają ograniczone możliwości. Muszą interweniować tam, gdzie mogą i gdzie ich interesy są zagrożone.

W 1947 r. na świecie istnieje kilka makroregionów ekonomicznych: cztery umownie przynależne do świata Zachodu, piąty to blok sowiecki. Gdyby te proporcje zostały zakłócone i byłoby trzy do dwóch, spowodowałoby to naruszenie równowagi strategicznej.

Do tego dochodzi mierzenie zamiarów według sił. Dlatego nigdy nie było amerykańskiej interwencji w Chinach, bo to kraj za duży, oraz w Czechosłowacji po przewrocie komunistycznym w 1948 r., gdyż nie miała dla USA większego znaczenia; a niech Sowieci podporządkują sobie kolejny kraj w Europie Środkowej.

Przemówienie, w którym prezydent Truman zaprezentował doktrynę powstrzymywania, było krótkie i przekonujące. Mówił o wychodzeniu Europejczyków z nędzy powojennej. W praktyce wyglądało to różnie. Pierwsze transze pomocy otrzymują Turcja i Grecja, i jest to wsparcie wojskowe.

Napis na dziale samobieżnym wiszącym na dźwigu brzmi: Milionowa tona pomocy dla Francji, dla wspólnej obrony. Działo przypłynęło 9 maja 1952 r. ze Stanów Zjednoczonych w ramach planu Marshalla do portu w Cherbourgu Fot. East News

W Europie to zadziałało. Gdzie indziej bywało różnie, czego przykładem są komunistyczne Chiny, ale też Malaje, czyli dzisiejsza Malejzja,  gdzie antybrytyjskie komunistyczne powstanie upadło bez udziału USA, ale tylko dlatego, że Moskwa odmówiła pomocy. Zimnowojenny porządek zapanował na całym świecie.

– Lecz inaczej wygląda to z perspektywy Jugosławii, która odgrywa poważną rolę w tzw. ruchu państw niezaangażowanych, a inaczej z Waszyngtonu czy Moskwy. Chiny, które w owym czasie mogłyby włączyć się do światowej rozgrywki, z własnej woli usunęły się na bok.

Mamy też świat arabski, rozdarty konfliktami i sprzecznościami, a bogaty w tanią na razie ropę naftową. Egipt rości sobie pretensje do przywództwa, co niekoniecznie jest akceptowane przez inne państwa. Arabowie ponoszą wspólną klęskę w wojnie z Izraelem w 1967 r. Dopiero w latach 70. wchodzą do wielkiej polityki w wyniku kryzysu naftowego.

W globalnej polityce nie liczy się Afryka, mimo procesów dekolonizacyjnych. Zaś Ameryka Łacińska to kontynent wyłączony z polityki światowej poprzez dominację USA. Gdy jeszcze podczas II wojny światowej mocarstwa rozmawiają, jak ma wyglądać Organizacja Narodów Zjednoczonych, Moskwa nalega, by sowiecka Ukraina i Białoruś miały osobne reprezentacje. Inni protestują, bo wiadomo, że to jakaś fikcja, ale bodaj brytyjski dyplomata trzeźwo pyta, czym różnią się Ukraina i Białoruś od krajów Ameryki Południowej. One również mają krajowe organy władzy, ministrów spraw zagranicznych, stolice i herb, ale Waszyngton może tam wszystko. Miało tak pozostać przez długie lata.

Co dla pierwszego etapu zimnej wojny miało większe znaczenie: plan Marshalla i doktryna powstrzymywania czy zdobycie przez Moskwę broni nuklearnej?

– Zdecydowanie plan Marshalla, który określi nowe ramy funkcjonowania Zachodu. To, że ZSRR dorobił się broni masowego rażenia, było tylko uzupełnieniem istniejącej już układanki, stworzeniem balansu siły, dzięki któremu zimna wojna nigdy nie przekształciła się w skali świata w gorącą.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com