Archive | October 2020

Trwający problem antysemityzmu w Niemczech

Trwający problem antysemityzmu w Niemczech

Judith Bergman


Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Antysemityzm narasta w Niemczech i mimo problematycznych dowodów i wadliwych statystyk minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer, nadal twierdzi, że praktycznie cały antysemityzm pochodzi ze strony skrajnej prawicy. Na zdjęciu: antyizraelscy protestujący biorą udział w dorocznym marszu w Dzień Al-Kuds, 1 czerwca 2019, Berlin (Zdjęcie: Omer Messinger/Getty Images)

Według niedawno opublikowanego rządowego raportu, “Politycznie motywowane przestępstwa w 2019 r.”, niemal wszystkie antysemickie przestępstwa popełnione w Niemczech w 2019 roku były popełnione przez prawicowych ekstremistów. W tym raporcie podzielono “politycznie motywowane przestępstwa” na przestępstwa prawego skrzydła, przestępstwa lewego skrzydła, przestępstwa motywowane religijną ideologią i nieprzypisane przestępstwa.

Według tego raportu antysemickie przestępstwa wzrosły o 13% w 2019 roku w stosunku do 2018, z 2032 antysemickimi przestępstwami popełnionymi w 2019 roku, najwyższą liczbą w Niemczech od 2001 roku. Według raportu, 93,4% tych przestępstw popełnili prawicowi ekstremiści.

“Największym zagrożeniem jest nadal zagrożenie z prawicy – powiedział minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer po opublikowaniu raportu. – Musimy pozostawać czujni i zatrzymać to. To jest rząd wielkości, który napawa nas niepokojem, wielkim niepokojem”.

Nowy raport niemieckiego rządu jest całkowicie sprzeczny z dużymi raportami Unii Europejskiej: w listopadzie 2018 roku Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej (FRA) opublikowała raport, “Antysemityzm – przegląd danych dostępnych w Unii Europejskiej 2007–2017”, w którym cytowano Europejską Komisję Przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI) z 2017 roku:

“Głównymi sprawcami antysemickich incydentów są ‘islamiści’ i zradykalizowani młodzi muzułmanie, włącznie z dziećmi w wieku szkolnym, jak również neonaziści i sympatycy skrajnej prawicy, w niektórych wypadkach skrajnie lewicowe grupy”.

Niemcy były wśród badanych krajów.

W innym dużym badaniu przeprowadzonym przez FRA i opublikowanym w grudniu 2018 roku, “Drugi sondaż dyskryminacji i przestępstw nienawiści przeciwko Żydom w UE”, stwierdzono, że:

“W sprawie najpoważniejszych incydentów antysemickiego nękania przeciętnie w 12 badanych państwach członkowskich najczęściej wymienianymi kategoriami sprawców byli: ‘ktoś inny, kogo nie mogę określić’ (31%); ‘ktoś o ekstremistycznych poglądach muzułmańskich’ (30%); ‘ktoś o lewicowych poglądach politycznych’ (21%); ‘kolega ze szkoły/pracy’ (16%); ‘nastolatek lub grupa nastolatków’ (15%); ‘znajomy lub przyjaciel’ (15%); ‘ktoś o prawicowych poglądach politycznych’ (13%)”.

Niemcy były wśród badanych 12 państw członkowskich.

W 2017 roku ministerstwo spraw wewnętrznych Niemic opublikowało raport Niezależnej Grupy Ekspertów ds. Antysemityzmu – grupy założonej we wrześniu 2009 roku na podstawie decyzji niemieckiego Bundestagu – o antysemityzmie w Niemczech. Według tego raportu:

“[W] badaniu przeprowadzonym dla [Niezależnej Grupy Ekspertów ds. Antysemityzmu] w 2016 roku wśród Żydów w Niemczech… ‘muzułmańska osoba/grupa’ jest wymieniana najczęściej [w incydentach] dotyczących… słownych obelg/nękania, fizycznego ataku… następnie ‘nieznana mi osoba’… i dopiero potem w równych liczbach skrajnie lewicowe i skrajnie prawicowe osoby/grupy. Dla tej różnicy między klasyfikacją zanotowanych przestępstw w PMK… [dorocznym raporcie o politycznie motywowanych przestępstwach] a postrzeganiem osób tym dotkniętych, nie ma obecnie przekonującego wyjaśnienia”.

W czerwcu 2019 roku krajowa służba wywiadowcza Niemiec, Bundesamt für Verfassungsschutz (BfV), opublikowała raport o “Antysemityzmie w islamizmie“, którego celem było “podniesienie świadomości o islamistycznym antysemityzmie”. W raporcie czytamy:

“Rejestr tych wydarzeń pokazuje, że antysemickie incydenty na tle islamistycznym nie są rzadkie w Niemczech. Tylko w okresie od stycznia do grudnia 2017 roku zanotowano 100 incydentów, od antysyjonistycznych kazań do antysemickich graffiti, do słownych i fizycznych ataków na poszczególnych ludzi. Prawodpodobnie jest to tylko przysłowiowy ‘szczyt góry lodowej'”.

Którym sondażom należy wierzyć? Czy cały islamistyczny antysemityzm po prostu zniknął z dnia na dzień?

Raczej nie. Natomiast niemieckie statystyki w sprawie antysemityzmu od dawna są przedmiotem krytyki. “Die Welt” pisała w maju 2019 roku:

“Większość wypadków [antysemityzmu] w Berlinie przypisuje się prawicowym ekstremistom – bez dowodów… Od długiego czasu eksperci krytykowali przypisywanie większości spraw skrajnie prawicowym sprawcom… i zwracano zbyt małą uwagę na inne grupy sprawców, takie jak ludzie z islamistycznych i muzułmańskich kręgów”.

Według artykułu z maja 2019 roku w niemiecko-żydowskiej “Jüdische Allgemeine”:

“W sondażu Żydów w Niemczech, którzy byli ofiarami antysemickich czynów, 62 procent [ofiar] obelg i 81 procent [ofiar] fizycznych ataków identyfikowało muzułmanów jako podejrzanych sprawców. Niemniej okrzyki ‘Sieg Heil’ na antysemickiej demonstracji Al-Kuds w Berlinie w 2014 roku zostały zarejestrowane w policyjnych statystykach jako politycznie motywowane przestępstwo z skrajnie prawicową motywacją”.

Gazeta cytowała także Felixa Kleina, komisarza rządu federalnego ds. żydowskiego życia w Niemczech oraz walki z antysemityzmem:

“Od żydowskich społeczności dowiaduję się, że subiektywne postrzeganie zagrożenia, jakie stanowi muzułmański antysemityzm, jest większe niż to widać w statystykach przestępstw”.

Wspomniana powyżej Niezależna Grupa Ekspertów ds. Antysemityzmu także krytykowała niemieckie statystyki w swoim raporcie z 2017 roku, “Antysemityzm w Niemczech – obecny rozwój sytuacji”:

“Na policji stare pojęcie ekstremizmu nadal działa jako wskazówka, co utrudnia identyfikację przestępstw motywowanych uprzedzeniami, które wychodzą poza ‘klasyczny wzór skrajnie prawicowego przestępstwa’. Szczególnie dotyczy to przypisywania ‘prawicowemu’ [skrzydłu] wszystkiego, co nawiązuje do Narodowego Socjalizmu. To nie uwzględnia faktu, że podczas gdy nazistowskie symbole są ogólnie antyżydowskie, są one także ogólnie szkalujące… [i] używane przez sprawców, którzy nie są politycznie na prawym skrzydle. Ksenofobiczne i antysemickie przestępstwa są w zasadzie zawsze przypisywane… prawicy, kiedy nie ma dalszych szczegółów (np. są tylko słowa ‘Żydzi won’) i nie są znani sprawcy. To może tworzyć…wypaczony obraz motywacji przestępstw oraz grup sprawców”.

Niemniej, mimo problematycznych dowodów i wadliwych statystyk minister spraw wewnętrznych, Horst Seehofer, nadal twierdzi, że praktycznie cały antysemityzm pochodzi ze strony skrajnej prawicy. Dlaczego?

Wzrost antysemityzmu do najwyższych poziomów od niemal dwudziestu lat podnosi także inną kwestię: Niemcy mają jedne z najostrzejszych w Europie praw w sprawie mowy nienawiści. W październiku 2017 roku Niemcy przyjęły nowe prawo cenzorskie, prawo NetzDG. Jest to drakoński środek, który wymaga od platform mediów społecznościowych, takich jak Facebook, Twitter i YouTube, by cenzorowały swoich użytkowników dla państwa niemieckiego. Firmy mediów społecznościowych są zobowiązane do usuwania lub blokowania “kryminalnych wykroczeń”, takich jak zniesławienie, oszczerstwo, szkalowanie lub podżeganie w ciągu 24 godzin od otrzymania zażalenia od użytkownika. W bardziej skomplikowanych wypadkach firmy te mają siedem dni. Jeśli tego nie zrobią, niemiecki rząd może nałożyć na nie grzywnę w wysokości do 50 milionów euro. To prawo posłużyło jako inspiracja dla niedawno uchwalonego we Francji prawa Avia.

Ponadto niemieckie służby porządku publicznego przeprowadziły co najmniej pięć “Dni Działania przeciwko zamieszczaniu nienawiści” nakierowanych na rozprawę z internetową “mową nienawiści”.

Mimo wszystkich tych kroków poziom przestępstw antysemickich jest w Niemczech najwyższy od dwudziestu lat. Sama ta wiadomość powinna wywołać w Niemczech niepokój, że prawa o mowie nienawiści, takie jak NetzDG, choć poważnie ograniczają wolność słowa, nie działają. Powinno to także zaniepokoić inne kraje UE, takie jak Francja, które uważają Niemcy z przykład do naśladowania.

To jednak nie dzieje się. W styczniu Niemcy ogłosiły nową rozprawę z wolnością słowa, pozornie do walki z antysemityzmem, jak wcześniej informował Gatestone. W marcu europejska komisja przeciwko rasizmowi i nietolerancji – organ Rady Europy monitorujący prawa człowieka – opublikowała raport, w którym stwierdziła, że Niemcy, mimo swoich represyjnych praw, nadal nie robią wystarczająco dużo w sprawie mowy nienawiści oraz że:

“… wymagane jest działanie w kilku dziedzinach, by skutecznie zapobiec i zwalczać mowę nienawiści. Dotyczy to podnoszenia świadomości, zapobiegania i odpierania mowy, wsparcia dla ofiar, samoregulacji, użycia władz regulacyjnych i, jako ostateczność, śledztwo kryminalne i kara”.

Niemcy wydają się niezdolne do zmiany kursu. Tymczasem antysemityzm nieustannie rośnie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UN makes mockery of its Human Rights Council

UN makes mockery of its Human Rights Council

JPOST EDITORIAL


“It’s logically absurd and morally obscene that the UN is about to elect to its top human rights body a regime that herded 1 million Uighurs into camps.”

Overview of the Human Rights Council one day after the U.S. announced their withdraw at the United Nations in Geneva, / (photo credit: DENIS BALIBOUSE/REUTERS)

The shameful charade of the Geneva-based United Nations Human Rights Council is continuing. Tomorrow, the UN is scheduled to hold elections for the 47-state membership of the UNHRC and the list of countries running for a place on the body supposedly dedicated to fighting human rights abuses includes some states better known as abusers than defenders of freedom and justice. Among those likely to be elected are China, Cuba, Russia, Saudi Arabia and Pakistan.

This makes a mockery of the whole purpose of the UNHRC.

UN Watch, an NGO dedicated to monitoring the work of the United Nations and promoting human rights, distributed material ahead of the vote and has pointed out the absurdities. It also held a webinar with human rights dissidents persecuted by these very regimes to call on governments everywhere to oppose the election of the states with a record of abuse.
“Electing these dictatorships as UN judges on human rights is like making a gang of arsonists into the fire brigade,” said Hillel Neuer, the executive director of UN Watch.

Disconcertingly, despite the valiant efforts of UN Watch and other groups dedicated to fighting human rights abuses, the report shows how Cuba and Russia, which are the only candidates in their respective regional groups, are almost certain to be elected.

In the Asian regional group, where there are five candidates vying for four spots, the election of China, Pakistan and Saudi Arabia is almost assured, according to Neuer.

“It’s logically absurd and morally obscene that the UN is about to elect to its top human rights body a regime that herded 1 million Uighurs into camps, arrested, crushed and disappeared those who tried to sound the alarm about the coronavirus, and suffocated freedom in Hong Kong,” said Neuer.

He also noted that Saudi Arabia carried out a record 184 executions in 2019; Russia has a record of assassinating and attempting to assassinate dissenters including journalists and politicians; while Cuba is a police state.

A report by Amnesty International on Pakistan showed that last year the government continued to crack down on freedom of expression, arrest and “disappear” dissidents, fail to protect women and children (including child brides) and used its “blasphemy laws” to prosecute (i.e. persecute) religious minorities, including Christians.

Neuer called on the European Union’s High Commissioner, Josep Borrell, and EU member states to lead the move against the automatic election of proven human rights abusers to the council.

The United States, under President Donald Trump, pulled out from the body in June 2018 and Israel withdrew after being subjected to ongoing systematic bullying by the council.

Israel is subjected to a special agenda at the UNHRC called Agenda Item 7 – “The human rights situation in Palestine and other occupied Arab territories.” This is the only country-specific standing agenda item which ensures that Israel, and only Israel, is singled out for condemnation at every sitting. Syria can massacre its own citizens, Iran can foster terrorism and persecute human rights defenders, China and Russia can suppress protests and basic human rights, but only Israel will be subject to a mandatory review and condemnation. This does nothing to foster peace. On the contrary, it is used as a weapon by the Palestinians.

The UNHRC is part of a continuing farce. The record of its predecessor, the Commission for Human Rights, was so poor that it was disbanded. The current council, formed in 2006, is no better.

Today, UNHRC spends more time reviewing and condemning Israel than it does looking at the actions of totalitarian regimes such as North Korea.

The composition of the UNHRC serves to emphasize that much of the world is still not free. Even worse, it is these non-democratic countries that are judging the rest of the world via an official United Nations body. It’s time this sham came to an end. For the United Nations Human Rights Council to be worthy of its name, its membership must reflect those countries who believe in and abide by human rights. The UN Human Rights Council has lost all credibility and cannot perform the task for which it was created. It must either be reformed or disbanded. In its current form, the UNHRC is guaranteed to ignore gross human rights abuses among its own members.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


6-in-10 Arab News Poll

More Than 6-in-10 Arab News Poll Respondents Think Gal Gadot a Good Choice to Play Cleopatra

i24 News


Gal Gadot. Photo: Wikimedia Commons.

 – Gal Gadot’s casting as ancient Egyptian queen Cleopatra created a Twitter storm last week, but the announcement left a surprising population largely unmoved.

More than 70 percent of respondents to an Arab News Twitter poll said they had “no problem” with the idea of Gadot – an Israeli star, who was the third-highest paid actress in Hollywood in 2020 – playing the role.

Many of the Twitterati complained bitterly that it was an affront to select an Israeli actress to play the Egyptian queen, who famously had a torrid marriage with Roman general and politician Mark Antony.

However, the idea that Cleopatra was an Arab was quickly debunked, she was in fact of Greek descent – and a clear majority – 61 percent of respondents – said “Yes” to the question: “Do you think Israeli actress Gal Gadot is suitable for the rule of Cleopatra.”

A further 12 percent said to wait and see before deciding, while 27 percent firmly answered,”No.”

The news site’s editors seemed caught out by the results of the poll, headlining the article, “Shockingly, most Arab News readers in favor of Israeli actress Gal Gadot as Cleopatra,” according to The Jerusalem Post.

While some on Twitter debated ancient geopolitics, others turned to more present-day commentary, arguing that the casting and timing of the movie were announced in the wake of the Abraham Accords between Israel and the two Gulf neighbors United Arab Emirates and Bahrain.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czy państwa arabskie rzeczywiście popierają Palestyńczyków?

Czy państwa arabskie rzeczywiście popierają Palestyńczyków?

Mordechai Kedar
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Izraelscy żołnierze biegną w pobliżu sceny incydentu w Ramallah, 29 maja, 2020. Zdjęcie: REUTERS/Mohamad Torokman.

W Izraelu i w większości zachodniego świata myślimy na ogół, że świat arabski jest zjednoczony w poparciu dla Palestyńczyków – że chce rozwiązać palestyński problem przez danie im państwa, i że wszyscy Arabowie i muzułmanie kochają Palestyńczyków i nienawidzą Izraela. To jest uproszczony i niepełny pogląd. Choć prawdą jest, że wielu, może nawet większość Arabów i muzułmanów nienawidzi Izraela, jest bardzo wielu, którzy równie mocno nienawidzą Palestyńczyków.

Ich nienawiść do Izraela wydaje się być związana z sukcesem Izraela, z jego trwaniem mimo wojen, terroru, bojkotów i nieustannej wrogości. Wynika z faktu, że państwo żydowskie istnieje, mimo że judaizm, zdaniem muzułmanów, został zastąpiony przez islam, „prawdziwą religię”. Tę nienawiść pogłębiają inne wielkie rozbieżności: Izrael jest demokracją, podczas gdy Arabowie i muzułmanie żyją w dyktaturach; Izrael jest bogaty, podczas gdy wielu Arabów i muzułmanów jest biednych; Izrael jest rajem w porównaniu do niektórych krajów arabskich. Krótko mówiąc, nie znoszą Izraela, ponieważ odniósł sukcesy w dziedzinach, w których oni ponieśli porażkę.

Dlaczego jednak mieliby nienawidzić palestyńskich Arabów? W końcu, arabska narracja powiada, że ukradziono ziemie palestyńskich Arabów i zmuszono ich, by zostali uchodźcami. Z pewnością zasługują na bezwarunkowe poparcie, czyż nie?

Odpowiedź na to pytanie jest złożona. Wynika z bliskowschodniej kultury, której ani Izraelczycy, ani większość ludzi Zachodu w pełni nie rozumie lub nie uznaje.

W arabskiej kulturze honoru i hańby jedna z najgorszych rzeczy, jakich można doświadczyć, to dać się oszukać, nabrać lub wykorzystać. Kiedy ktoś próbuje oszukać – a tym bardziej, jeśli tej osobie udaje się to – w ofierze wzbiera szaleńczy gniew, nawet jeśli osobą oszukującą jest jej kuzyn. Wezwie swojego brata, by zemścić się na kuzynie, zgodnie z arabskim porzekadłem: „Mój brat i ja przeciwko mojemu kuzynowi – i mój brat, mój kuzyn i ja przeciwko obcemu”.

W sprawie palestyńskich Arabów pierwszą rzeczą, którą trzeba podkreślić, jest to, że wielu w ogóle nie pochodzi od palestyńskich Arabów. Są imigrantami, którzy przybyli do Ziemi Izraela z całego świata arabskiego w czasach Mandatu Brytyjskiego, by znaleźć zatrudnienie w miastach i farmach zbudowanych przez Żydów. Ci imigranci nadal noszą nazwiska takie jak Hourani (z Houranu w południowej Syrii), Tzurani (z Tyre w południowym Libanie), Zrakawi (z Mazraka w Jordanii), Masri (Egipcjanin), Hidżazi (z prowincji Hidżaz na Półwyspie Arabskim), Mughrabi (z Maghrebu) i wiele innych nazwisk, które wskazują na ich prawdziwe geograficzne pochodzenie. Dlaczego, pytają inni Arabowie, mają oni być traktowani w sposób uprzywilejowany w stosunku do tych, którzy pozostali w krajach swojego pochodzenia?

Zaczynając od końca izraelskiej wojny o niepodległość z 1948 roku polityka w świecie arabskim koncentrowała się na Izraelu i na “problemie palestyńskim”, którego rozwiązanie miano osiągnąć przez zlikwidowanie Izraela. Dla osiągnięcia sukcesu w tej misji arabscy “uchodźcy” byli trzymani w obozach z wyraźnymi instrukcjami Ligi Arabskiej, że muszą tam być trzymani i nie mają być zaabsorbowani przez kraje arabskie.

Oenzetowski organ, UNRWA, zapewniał, że zaopatrywano ich w darmową żywność, edukację i opiekę medyczną – to jest, narody świata płaciły rachunek, podczas gdy arabscy sąsiedzi tych wiecznych “uchodźców” musieli w pocie czoła pracować, by dostarczyć swoim rodzinom żywności, edukacji i opieki medycznej. “Uchodźcy”, którzy dostawali darmowe produkty żywnościowe, takie jak ryż, mąkę, cukier i oliwę na użytek swoich rodzin, często sprzedawali część z tego swoim nie uchodźczym sąsiadom i zgarniali pokaźny zysk.

Mieszkańcy obozów dla uchodźców nie płacą podatków miejskich. To wyłączenie spod podatków doprowadziło do tego, że znacząca liczba uchodźców wynajmuje swoje domy i zyskuje olbrzymie sumy w porównaniu do tych, którzy wynajmują mieszkania w pobliskich miastach. Innymi słowy, świat subsydiuje podatki uchodźców, a uchodźcy nabijają własne kieszenie.

W Libanie zbudowano kilka obozów uchodźców w pobliżu Bejrutu, ale zostały wcielone do rozrastającego się miasta i zamieniły się w wytworne dzielnice z imponującymi wielopiętrowymi budynkami apartamentowymi. Ktoś odniósł zyski z tej zmiany i nie był to człowiek z ulicy. Więc człowiek z ulicy miał wszystkie powody, by czuć się oszukany.

Palestyńskie obozy “uchodźców” w Libanie dostały się w ręce zbrojnych organizacji, od OWP do ISIS, w tym także Hamas, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny i salafickie organizacje dżihadystyczne. Te grupy brutalnie traktowały otaczających ich libańskich obywateli i w 1975 roku wywołały wojnę domową, która trwała przez 14 lat, powodując rozlew krwi i zniszczenia. Z powodu wojny setki tysięcy Libańczyków musiało opuścić swoje wsie i żyć w straszliwym cierpieniu w obozach namiotowych w całym kraju. Wielu szukało schronienia w palestyńskich obozach “uchodźców”, ale libańscy uchodźcy otrzymywali mniej niż 10% tego, co dostawali palestyńscy Arabowie. To wywołało wiele zawiści i nienawiści.

W 1970 roku w Jordanii palestyńskie organizacje terrorystyczne pod przewodnictwem Jasera Arafata próbowały przejąć kraj przez założenie własnych, autonomicznych regionów na północy, wyposażonych we wszystko, włącznie z blokadami drogowymi i zbrojnymi palestyńskimi Arabami, którzy rzucili wyzwanie monarchii. We wrześniu 1970 roku, który jest znany jako “Czarny Wrzesień”, król Hussein uznał, że ma dość i pokaże, kto jest szefem w Jordanii. Wojna, którą ogłosił przeciwko nim, kosztowała życie tysięcy ludzi po obu stronach.

Tymczasem w Izraelu 20% obywateli mieszkających w ramach granic sprzed 1967 roku jest “palestyńskimi” Arabami, którzy nie organizują rebelii ani nie walczą z państwem. Innymi słowy, “Palestyńczycy” żyjący w Izraelu cieszą się życiem w jedynej demokracji na Bliskim Wschodzie, podczas gdy kraje arabskie poświęcają krew swoich żołnierzy, by wyzwolić „Palestynę”. Niejeden arabski żołnierz musiał narażać swoje życie na rzecz tej bezsensownej sprawy.

Jeszcze gorsze jest to, co wie każdy Arab: palestyńscy Arabowie sprzedawali ziemię Żydom przez co najmniej stulecie, niesłychanie wzbogacając się na tych transakcjach, a potem zawodząc rozpaczliwie przed swoimi arabskimi braćmi, by przyszli i wyzwolili „Palestynę” od „syjonistycznej okupacji”.

Przez lata palestyńscy Arabowie otrzymywali miliardy euro i dolarów od narodów świata, tak że roczny dochód na głowę w Autonomii Palestyńskiej jest kilkakrotnie wyższy niż egipskiego, sudańskiego lub algierskiego człowieka z ulicy. Ich życie jest wielokrotnie lepsze od życia Arabów w Syrii, Iraku, Libii i Jemenie, z pewnością w okresie ostatnich siedmiu lat.

Na poziomie politycznym Palestyńczykom udało się wzbudzić nienawiść wielu ich arabskich braci. W 1990 roku Arafat poparł iracką inwazję Saddama Husajna na Kuwejt. W odwecie Kuwejt po wyzwoleniu spod irackiej okupacji wydalił około 400 tysięcy Palestyńczyków, z których większość żyła tam od dziesięcioleci, zostawiając ich z dnia na dzień bez środków do życia. To doprowadziło do kryzysu ekonomicznego dla ich rodzin na Zachodnim Brzegu [Judei i Samarii, jak ten teren był znany w historii do 1950 r. przyp. tłum.] i w Gazie, które otrzymywały regularne przekazy pieniędzy od krewnych w Kuwejcie.

Dzisiaj Hamas i Palestyński Islamski Dżihad mają wsparcie Iranu, kraju uważanego za wrogi przez wielu Arabów, którzy pamiętają, że porywanie samolotów i wynikający z tego szantaż zostały wynalezione przez palestyńskich Arabów. To oni porwali samolot El Al do Algieru w 1968 roku, 52 lata temu, rozpoczynając epokę kłopotów z podróżami, jakie nadal musi znosić cały świat.

Mimo porozumienia Taif z 1989 roku, które zakończyło wojnę domową w Libanie i miało doprowadzić do rozbrojenia i rozwiązania wszystkich libańskich milicji, Syria pozwoliła Hezbollahowi zatrzymać broń i bez ograniczeń rozbudowywać swoją siłę militarną. Powtarzaną wymówką było to, że ta broń jest przeznaczona do “wyzwolenia Palestyny” i nie zostanie skierowana przeciw Libańczykom. Dla każdego, z choćby odrobiną rozumu, było jasne, że opowieść o Palestynie jest tylko listkiem figowym przykrywającym przykrą prawdę, że ta broń będzie skierowana na syryjskich i libańskich wrogów Hezbollahu. „Palestyna” była po prostu pretekstem do przejęcia Libanu przez szyitów.

Najgorsze ze wszystkiego jest palestyńskie żądanie, by państwa arabskie do czasu rozwiązania konfliktu palestyńskiego powstrzymały się przed wszystkimi kontaktami z Izraelem. Państwa te, przyglądając się, jak niekończące się spory między OWP i Hamasem rujnują wszystkie szanse postępu w rozmowach z Izraelem, straciły wiarę, że uda się osiągnąć wewnętrzne, palestyńskie pojednanie.

Podsumowując sytuację: świat arabski – ta jego część, która widzi Izrael jako jedyną nadzieję w rozprawie z Iranem – nie akceptuje tego, że jej przyszłość musi zależeć od wewnętrznej walki między OWP i Hamasem. Nie zapominajmy również, że Egipt i Jordania podpisały umowy pokojowe z Izraelem, wyszły poza krąg wojny o “wyzwolenie Palestyny” i porzuciły palestyńskich “braci” arabskich, zostawiając ich, by sami radzili sobie ze swoimi problemami.

Znaczna część świata arabskiego i muzułmańskiego jest przekonana, że “Palestyńczycy” w rzeczywistości nie chcą własnego państwa. W końcu, jeśli powstanie państwo, świat zatrzyma nieustanny strumień pieniędzy. Nie będzie więcej “uchodźców” i palestyńscy Arabowie będą musieli pracować tak, jak wszyscy inni. Jak mogą, skoro uzależnili się od darów, które przychodziły bez żadnych warunków?

Można powiedzieć z pewnością, że 70 lat po stworzeniu “problemu palestyńskiego” świat arabski zrozumiał, że żadne rozwiązanie nie zadowoli tych, którzy “uchodźczość” zamienili w zawód. „Problem palestyński” stał się emocjonalnym i finansowym przekrętem, który wyłącznie służy wzbogacaniu skorumpowanych przywódców w Ramallah i Gazie.


Dr. Mordechai Kedar – Wykładowca na wydziale arabistyki w Bar-Ilan University. Przez 25 lat pracował w wywiadzie wojskowym, zajmując się, arabskimi mediami i organizacjami islamistycznymi. Jest częstym gościem w mediach arabskich jak i komentatorem spraw arabskich w mediach izraelskich.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Combatting antisemitism: Why the world needs to adopt the IHRA definition

Combatting antisemitism: Why the world needs to adopt the IHRA definition

IRA FORMAN


The virus that is antisemitism has mutated into a particular form where antisemitism is employed in discourse around Israel.

Emmanuel Macron looks at a grave defaced with a swastika during a visit to the Jewish cemetery in Quatzenheim on February 19. / (photo credit: FREDERICK FLORIN/POOL/VIA REUTERS)

Antisemitism is a complex, shape-shifting phenomenon. There are no easy solutions, no silver bullets that can counter all of today’s manifestations of antisemitism. However, the International Holocaust Alliance’s (IHRA) working definition of antisemitism is one critical tool that should be employed against some types of this persistent evil.

Certain forms of Jew-hatred have existed for thousands of years. But in the aftermath of the Holocaust it became more problematic to directly voice hatred toward “Jews” and “Judaism.” Thus, the virus that is antisemitism has mutated into a particular form where antisemitism is employed in discourse around Israel, targeting Israel as an alternative for Jews or by employing classic antisemitic tropes and substituting the word “Israel” for the word “Jew.” The need to recognize this mutation becomes obvious when a German court rules that firebombing a synagogue is not antisemitic but merely a protest against Israel.

However, one of the main difficulties in fighting this Israel-centric antisemitism is how to distinguish legitimate criticism of Israel – criticism of the type that is employed against other countries – from the bigotry that is disguised as mere objective analysis. The IHRA definition, if not distorted by ideological lenses, is an effective means to educate governments and civil society of the significant problem of Israel-related Jew-hatred and as a resource to educate about the differences between antisemitic hate speech and sincere criticism of the State of Israel, whether you agree with it or not.

The IHRA working definition of antisemitism was formally adopted by the IHRA in 2016 as a means of identifying all forms of antisemitism. The IHRA is an intergovernmental organization founded in 1998 and today it includes 34 nations, including the United States and most of its democratic allies.

The working definition consists of just two sentences: “Antisemitism is a certain perception of Jews, which may be expressed as hatred toward Jews. Rhetorical and physical manifestations of antisemitism are directed toward Jewish or non-Jewish individuals and/or their property, toward Jewish community institutions and religious facilities.”

Most importantly, accompanying the definition are 11 examples that the IHRA asserts may serve as illustrations of antisemitism. They include denying the Holocaust, accusing Jewish citizens of being more loyal to Israel, denying the Jewish people their right to self-determination, applying a double standard toward Israel, and drawing comparisons of Israeli policy to that of the Nazis. It is these examples that are central to the IHRA working definition’s efficacy, as well as drawing undeserved criticism.

The IHRA definition along with its examples is a nuanced document. It makes clear that “criticism of Israel similar to that leveled against any other country cannot be regarded by itself as antisemitism.” Moreover, it states that its examples “could, taking into account the overall context,” be antisemitic. It strengthens one of civil society’s most powerful weapons against bigotry: the ability to call out and shame individuals who are engaging in hate speech or acts of hate.

THE WORKING definition is not a legally binding definition. It does not criminalize any behavior that is not already illegal. It does not support government censorship. It does not say that all criticism of Israel is antisemitic. It does not draw exact bright lines between what can be called out and what is honest criticism.

Unfortunately, in a polarized society, the IHRA definition has been misread and misinterpreted. Some on the political Left claim the working definition defines all criticism of Israel as antisemitic, ignoring IHRA’s explicit disclaimer to the contrary. There are those who complain that it is just a means for governments to annul First Amendment rights and censor speech of Palestinian activists, despite IHRA’s declaration that it is not legally binding.

On the political Right there are voices that claim to support the IHRA definition when by all appearances they have not even read the document. They use the 11 examples but fail to acknowledge that in any given incident, context must be considered before leveling charges of antisemitism. They make claims for the scope of the document that are not supportable by the text.

In the face of rising antisemitism, the European Parliament and the European Council have recommended EU states adopt the IHRA definition. Nearly 30 countries, primarily European democracies, have adopted the working definition as one means to counter rising antisemitism. German and Austrian prosecutors use it for education and training purposes. Others use it to help classify and collect hate crime/incident data.

The US State Department was a leader in employing the IHRA tool in identifying antisemitism overseas. It is time for us to catch up with our European allies by advocating that Congress, state legislatures and local governments, including judicial and law enforcement institutions, also adopt the IHRA working definition as a domestic, educational tool. Judicious use of the IHRA working definition of antisemitism is an essential means for pushing back against one form of today’s virulent, antisemitism

The writer is the former US special envoy for monitoring and combating antisemitism. He is currently the visiting professor of contemporary antisemitism at Georgetown University and senior fellow at Georgetown’s Center for Jewish Civilization. He also serves as senior adviser for combating antisemitism at Human Rights First and as a senior fellow at the Moment Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com