Archive | December 2020

Elizabeth Taylor’s Personal Menorahs Being Displayed for Hanukkah Before Auction

Elizabeth Taylor’s Personal Menorahs Being Displayed for Hanukkah Before Auction

Shiryn Ghermezian


The late Elizabeth Taylor. Photo: Wikimedia Commons.

Two menorahs owned by the late fashion icon and actress Elizabeth Taylor will be on display for Hanukkah at a gallery in New York and then auctioned in January.

The menorahs will be showcased at the J Greenstein Gallery in New York throughout the holiday season along with a menorah exhibition.

They were purchased at Taylor’s estate sale and will be up from auction by J. Greenstein & Co., a boutique auction house that deals exclusively with antique Jewish ritual objects and art.

The taller sterling silver menorah is estimated to be valued between $7,000-$9,000 and was given to Taylor by her head of security, who brought it back from Israel for her as a gift.

The shorter silver metal Godinger menorah, together with a cobalt leaded glass Star of David, is estimated at between $15,000 – $20,000.

The “Cleopatra” star converted to Judaism in 1959 before marrying singer Eddie Fisher.

Photo: J Greenstein & Co.

Jonathan Greenstein, founder and president of J. Greenstein & Co., said that along with Taylor’s menorahs, the upcoming auction will feature items representing “over a hundred years of Jewish heritage, from 1700s Eastern Europe to Hollywood in the middle of the 20th century,” including a passport that belonged to Revisionist Zionist leader Ze’ev Jabotinsky and a letter signed by physicist Albert Einstein.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bułgaria to jedyny kraj, w którym w czasie wojny zwiększyła się liczba Żydów

Car Bułgarii Borys III podczas wizyty w Niemczech w 1943 r., z lewej Adolf Hitler (Fot. domena publiczna)


Bułgaria to jedyny kraj, w którym w czasie wojny zwiększyła się liczba Żydów

Andrzej Krawczyk


Komunistyczne władze Bułgarii podkreślały, że była ona jedynym krajem w Europie, w którym pod koniec wojny mieszkało więcej Żydów niż przed nią.

.

Choć Bułgaria ma wspaniałą historię z czasów wczesnego średniowiecza, przez 500 lat była turecką prowincją. Niepodległość odzyskała w 1878 r. w konsekwencji przegranej przez Turcję wojny z Rosją. Swoje postulowane granice odbudowała (z wyjątkiem Macedonii i Tracji Egejskiej) kilka lat przed I wojną światową, wchodząc jednocześnie w konflikt z sąsiadami: Serbią, Rumunią, Grecją i Turcją. Podczas Wielkiej Wojny była sojusznikiem Niemiec i Austro-Węgier, a więc w systemie wersalskim znalazła się w obozie państw przegranych i napiętnowanych. Spowodowało to silny rewanżyzm i marzenie o odtworzeniu (a tak naprawdę utworzeniu) Wielkiej Bułgarii. Można mówić o podobieństwie z sytuacją w Republice Weimarskiej, toteż nie dziwią związki Bułgarii z Niemcami.

Demokracja załamała się w Bułgarii w czerwcu 1923 r., kiedy obalony został rząd agrarystów (fenomenem kraju była bardzo silna partia chłopska) przez organizację wzorującą się na państwie włoskim Mussoliniego. W 1935 r. władzę przejął car Borys III, zawiesił funkcjonowanie konstytucji, modernizował administrację, jednocześnie nadając państwu konserwatywny i autokratyczny charakter.

W marcu 1941 r. Bułgaria przystąpiła do bloku państw Osi, wzięła udział w inwazji na Jugosławię i Grecję, za co dostała terytoria obu tych państw, do których zgłaszała pretensje. Wojska niemieckie, szczególnie marynarka wojenna, utworzyły w Bułgarii bazy do ataku na ZSRR, ale car odmówił wypowiedzenia Sowietom wojny, powołując się na silne prorosyjskie sympatie społeczeństwa. Bez zastrzeżeń natomiast wypowiedział w grudniu 1941 r. wojnę USA i Wielkiej Brytanii.

Po śladach Hitlera

Pod koniec lat 30. mieszkało w Bułgarii ok. 48 tys. Żydów sefardyjskich (0,8 proc. ludności). Ich udział w życiu ekonomicznym kraju nie był znaczący, a antysemityzm nie miał w Bułgarii tradycji. Do pierwszych antyżydowskich demonstracji w Sofii, połączonych z wybijaniem szyb w żydowskich sklepach i warsztatach, doszło dopiero 19 września 1939 r. w reakcji na niemiecki atak na Polskę. Inicjatorem była organizacja kombatantów z czasów I wojny światowej Ratnicy (uczestnicy wojny). Jej twórca, prof. prawa Petar Gabrovski głosił hasła wyrugowania Żydów z życia publicznego.

W lutym 1940 r. Gabrovski został ministrem spraw wewnętrznych. Z inicjatywy cara, szefa rządu i Gabrovskiego podjęto prace nad antysemickim ustawodawstwem. Ostateczna wersja tej legislacji weszła w życie 21 stycznia 1941 r. pod nazwą ustawy o ochronie narodu. III Rzesza uznała Bułgarię za część „nowego ładu europejskiego”.

Gabrovski starał się deportować Żydów, którzy uciekli do Bułgarii z Niemiec, Austrii, Czech, Słowacji, a po wrześniu 1939 r. także z Polski. Znalazł ich w sumie kilkuset. W 1941 r. wysłał do Niemiec na staż komisarza ds. żydowskich Alexandra Beleva, aby zapoznał się z procedurami eliminacji Żydów z życia publicznego, ograniczania ich przemieszczania się i deportowania z kraju. W połowie 1942 r. Niemcy, realizując plany „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, zażądali od sojusznika wydania im Żydów, Bułgarzy mieli „odstawić ich do granicy” ich terytoriów.

Prosto do Treblinki

W styczniu 1943 r. Adolf Eichmann wysłał do Sofii jednego ze swych „specjalistów” od deportacji Żydów, SS-Hauptsturmführera Theodora Danneckera, który wcześniej organizował wywózki z Francji. W ciągu miesiąca wspólnie z Belevem opracował on plan deportacji. Na mocy porozumienia zawartego 22 lutego 1943 r. bułgarskie władze godziły się na wywiezienie z przyłączonych ziem Macedonii i Tracji 20 tys. Żydów, którym nie przyznano obywatelstwa bułgarskiego. Wywózki Żydów z Macedonii miały się zacząć 4 marca 1943 r., a z Tracji 11 marca. Pociągi mieli dostarczyć Niemcy, lecz zespół Eichmanna, o czym Bułgarzy nie wiedzieli, musiał najpierw zapewnić „wolne miejsce” dla tych transportów w Treblince.

4 marca deportacje zaczęły się od Tracji Egejskiej (okupowanych terenów Grecji), gdzie zewidencjonowanych było 4273 Żydów. Bułgarska policja przewoziła zatrzymanych do miejscowości Lom nad Dunajem na północnym zachodzie kraju. Tylko niewielu udało się uciec albo zostać na miejscu, ponieważ mieli włoskie lub hiszpańskie paszporty. W Lom między 20 a 22 marca załadowano na barki 4058 osób, później z okolic Wiednia pociągami przewieziono ich do Treblinki, gdzie zostali zamordowani. Deportacja z Macedonii rozpoczęła się tydzień później. Tamtejszych Żydów zwieziono do nieczynnej fabryki papierosów w Skopje, a po dwóch tygodniach 7215 osób przetransportowano do Treblinki. W większości wypadków policjanci bułgarscy odwozili transporty na granicę serbską, gdzie na stacji Lapovo pociągi przejmowali esesmani. Do Treblinki dotarło w sumie pięć 60-wagonowych transportów. W jednym przypadku bułgarska eskorta policyjna została zmieniona dopiero w Katowicach.

Ponieważ władze bułgarskie nie doszacowały liczby Żydów na przyłączonych terenach, gdzie zamiast 20 tys. było ich niecałe 12 tys., Niemcy zażądali, aby „brakujące do realizacji umowy” 8 tys. wywieźć ze „starej” Bułgarii, czyli spośród obywateli tego kraju. Te deportacje miały się rozpocząć 10 marca 1943 r. o trzeciej nad ranem.

Nikt was nie skrzywdzi

Plany nazistów i bułgarskiej administracji zostały jednak pokrzyżowane. Żydzi bułgarscy byli dobrze zasymilowani i mieli dużo znajomych, a poza Sofią mieszkało ich niewielu. Zatrzymania żydowskich obywateli przez policję i przeszukiwania ich mieszkań wzbudziły protesty. Bułgarzy organizowali dla nich pomoc i demonstracje na ulicach.

Rozkazy rozpoczęcia wysiedleń lokalnym władzom i policji wydano 9 marca i wieść o tym natychmiast rozeszła się po kraju. Z apelem do premiera Bogdana Filova o wstrzymanie deportacji wystąpili prezes związku literatów i związku lekarzy. Proboszczowie w ciągu jednego dnia wydali dziesiątki fałszywych świadectw chrztu dla Żydów ze swoich parafii. Wiceprzewodniczący parlamentu Dimitar Peshev (polityk o poglądach bliskich faszyzmowi), choć głosował za antysemicką ustawą o ochronie narodu, zaalarmowany przez delegację z jego rodzinnego miasta Kiustendił zebrał podpisy 42 posłów pod listem protestacyjnym do premiera. Cyryl, metropolita Kościoła bułgarskiego z Płowdiw, wysłał do Filova telegram z żądaniem zaprzestania deportacji. Następnego dnia rano stanął na czele demonstrantów naprzeciw kordonu policji i nie dopuścił do zatrzymania mniej więcej 0,5 tys. Żydów. Miał do nich mówić: „Moje drogie dzieci, nie pozwolę, by stała się wam krzywda. Położę się na torach i nie pozwolę odjechać pociągom”. Kiedy policja przyzwoliła zatrzymanym Żydom opuścić szkolne podwórko, gdzie ich zwożono, zaproponował im schronienie w swojej rezydencji i jej ogrodach.

Jeszcze 9 marca o godz. 17.30 Peshev wymusił na Gabrovskim wstrzymanie wywózki z okręgu Kiustendił, a następnego dnia po dziesiątkach interwencji w rządzie i u cara (w tym głównego rabina Bułgarii mającego dobre kontakty z sekretarzem monarchy) na żądanie Borysa III deportacja ze „starej” Bułgarii została odwołana, a policja zwolniła Żydów.

Metropolita Kościoła bułgarskiego Cyryl Fot. domena publiczna

Akt protestu

1 kwietnia 1943 r. Borys III spotkał się z Hitlerem na wcześniej zaplanowanych konsultacjach w Salzburgu. Rozzłoszczony Führer czynił mu wyrzuty, że porozumienia w sprawie deportacji Żydów nie zostały w pełni zrealizowane, a są oni III Rzeszy potrzebni „do pracy”. Car próbował „zmiękczać” niemieckie żądania, przekonując, że bułgarscy Żydzi sefardyjscy nie są „tak szkodliwi” jak askenazyjscy z Niemiec i Europy Środkowej. Zobowiązał się, że skoncentruje Żydów bułgarskich w kilku głównych miastach w specjalnie kontrolowanych dzielnicach (można je porównać z gettami) oraz utworzy żydowskie „bataliony pracy”, które będą budowały strategicznie ważną dla Wehrmachtu linię kolejową z Grecji przez Bułgarię i Macedonię do Europy Środkowej.

We współpracy z Danneckerem opracowali plan minimum, czyli skoncentrowanie Żydów w obozach pracy. Przedstawili go Borysowi III 20 maja 1943 r., a miał być wprowadzony natychmiast.

Następnego dnia ok. 25 tys. sofijskich Żydów dostało polecenie spakowania bagaży podręcznych i opuszczenia miasta w ciągu trzech dni. Mieli się przenieść do punktów zbornych na prowincji. Jednak tuż przed upływem terminu tysiące Żydów zaczęło się zbierać przed główną synagogą Sofii. W akcie protestu 24 maja postanowili przemaszerować pod pałac carski. Borys III tego dnia, jak twierdzą jego krytycy, „tchórzliwie” wyjechał na polowanie.

Policja rozpędziła demonstrantów w ciągu kilkudziesięciu minut, ale wyłapywanie Żydów i ich wywożenie z Sofii zajęło jej ok. 10 dni.

Dlaczego car się ugiął?

Przez kolejne dwa miesiące sytuacja Żydów bułgarskich pozostawała nierozstrzygnięta: większość musiała opuścić domy i przebywała w punktach zbornych, ale nie byli wywożeni na tereny kontrolowane przez Niemców, czyli na zagładę. W tym czasie intensywnie naciskano na cara, szczególnie metropolici: sofijski Stefan i płowdiwski Cyryl. Nie do przecenienia także, choć trudno ją precyzyjnie wymierzyć, była akcja nuncjusza papieskiego w Stambule, arcybiskupa Angela Roncallego, późniejszego Jana XXIII. W latach 1931-35 Roncalli był nuncjuszem w Sofii i nawiązał serdeczne stosunki z carem, chrzcząc m.in. w 1937 r. jego syna Simeona.

W 1943 r. w liście przekonywał cara, że moralne pryncypia i godność państwa nie pozwalają na prześladowanie Żydów. List nuncjusza zapewne wpłynął na Borysa III, choć z pewnością ważna była też sytuacja na froncie – było już po Stalingradzie. Po dwóch miesiącach car zdecydował o zwolnieniu Żydów z obozów. Zwrócono im także mieszkania i nieruchomości.

W sierpniu 1943 r., niedługo po kolejnym spotkaniu z Hitlerem w Wilczym Szańcu, car Borys III zmarł. Jego następcą został sześcioletni Simeon (premier w latach 2001-05), w którego imieniu rządziła rada regencyjna. We wrześniu 1944 r. władzę w Bułgarii na bagnetach Armii Czerwonej przejęli komuniści, a dwa lata później rodzina carska udała się na emigrację.

Dyskusja wciąż trwa

W latach 80. władze komunistyczne, by poprawić wizerunek kraju w świecie, chętnie przypominały o ratowaniu Żydów. Podkreślały, że Bułgaria była w Europie jedynym krajem, gdzie pod koniec wojny mieszkało więcej Żydów niż przed nią (50 tys., a w 1939 r. – 48 tys.).

Z czasem współistniały dwa nurty spojrzenia na Holocaust w Bułgarii: jeden wyrażał uznanie i wdzięczność za uratowanie 50 tys. istnień ludzkich; drugi przypominał, że jednak wysłano na śmierć 11,5 tys. Żydów z Macedonii i Tracji. Dyskutowano, czy car Borys był antysemitą. Jedni przypominali, że pierwotnie zgodził się na wywózki Żydów, drudzy podkreślali, że ostatecznie miał odwagę powiedzieć Hitlerowi „nie” i odmówić zgody na deportacje. Oczywiście nie można porównywać realiów wasalnej, ale suwerennej Bułgarii z okupacyjnym reżimem Polski, Litwy, Białorusi czy Ukrainy.

W 1973 r. Yad Vashem uhonorował Dymitra Pesheva tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata (w 2000 r. jego popiersie stanęło w westybulu Pałacu Europy w Strasburgu), a w 2002 r. pośmiertnie patriarchę Cyryla. W 2003 r. Kongres USA wyraził wdzięczność Bułgarom za uratowanie swoich Żydów. W Yad Vashem zawisła też tablica poświęcona Borysowi III, ale wobec kontrowersji i sporów po pewnym czasie została usunięta. W 1998 r. w Bułgarskim Lesie w Izraelu Żydowski Fundusz Narodowy z inicjatywy ziomkostw Żydów bułgarskich postawił carowi pomnik. Wskutek kampanii innych organizacji żydowskich, uznających Borysa za antysemitę, który wydał Żydów z terenów przyłączonych do Bułgarii na śmierć, a wywózki wstrzymał dopiero pod presją opinii publicznej i zagranicy, pomnik zdemontowano.

W 2008 r. prezydent Bułgarii Georgi Pyrvanov podczas wizyty w Izraelu powiedział, że Bułgaria uznaje swą odpowiedzialność za los Żydów, których wydała Niemcom. Z drugiej strony przypominano o zasługach Cerkwi bułgarskiej i nawet zgłoszono propozycję przyznania jej Pokojowej Nagrody Nobla. Dwa lata temu z okazji 75. rocznicy zablokowania deportacji prezydent Światowego Kongresu Żydów Ronald Lauder podziękował „nieżydowskim Bułgarom” za uratowanie swoich żydowskich rodaków.

Na podkreślenie niewątpliwie zasługuje to, że w czasie znieczulenia i powszechnej zbrodni Bułgarzy zachowali się przyzwoicie wobec swoich sąsiadów. Dyskusja o postawie władz Bułgarii wobec Żydów wciąż jednak trwa i nigdy się nie zakończy: bo jak wyważyć zasługę ocalenia 50 tys. ludzi z jednoczesną zgodą na wywiezienie na śmierć 11 tys. innych osób? Dylemat przekraczający możliwości ludzkiego rozumu!


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Declining Credibility of Palestinian Objections to the IHRA Definition of Antisemitism

The Declining Credibility of Palestinian Objections to the IHRA Definition of Antisemitism

Ben Cohen / JNS.org


A BDS protest in front of Carnegie Hall. Photo: Liberate Art.

A group of Palestinian and Arab intellectuals, 122 in all, endorsed a statement last week published by The Guardian newspaper that attacked the International Holocaust Remembrance Alliance’s definition of antisemitism. These intellectuals were concerned because the definition continues to be adopted by hundreds of governments, local authorities, and civic associations in the United States and across the world as an effective instrument for countering the hatred of Jews.

As is often the case with statements such as these, what wasn’t said was as telling to the critical reader as what did make the text.

It’s not that these Arab intellectuals endorse antisemitism. They declare early on that “no expression of hatred for Jews as Jews should be tolerated anywhere in the world.” They recognize, too, that antisemitism “manifests itself in sweeping generalizations and stereotypes about Jews, regarding power and money in particular, along with conspiracy theories and Holocaust denial.”

Yet despite featuring the names of some of the Arab world’s most respected academics, writers, and filmmakers (arch-foes of Israel all), the statement on the IHRA definition at no point acknowledges that antisemitism as a social and religious phenomenon is deeply embedded within the Arab civilizations that these intellectuals represent. Instead, antisemitism is depicted as someone else’s problem, primarily Europe’s.

It is hard to take seriously the expressed commitment to fighting antisemitism in this statement in the face of such blatant airbrushing of Middle Eastern history. For millennia, Jews occupied a precarious place in Arab and Islamic societies, occasionally experiencing more benign rulers, but frequently serving as the targets of official discrimination and popular violence. That history, importantly, includes the Holocaust, as witnessed through the destruction of Jewish communities in German-occupied North Africa; the anti-Jewish riots in Baghdad, Cairo, and other cities; and the broader ideological affinities between the Nazis and Arab nationalists, many of whom would come to power and expel their Jewish populations in Iraq, Syria, Libya, Egypt, and other countries in the coming decades.

None of this is apparently relevant to these intellectuals, who see their role as nourishing the national mythologies of the Arab world — specifically, that antisemitism is not an Arab problem and, relatedly, that the problem of antisemitism has been imposed upon the Arabs as a result of European and American backing for Zionism, and the consequent “ethnic cleansing” of the Palestinians during Israel’s War of Independence in 1948.

It is this last claim that gets to the heart of the objection these intellectuals have towards the IHRA definition. Recognizing that antisemitism is a dynamic phenomenon, the definition includes as examples both classic tropes about Jews and more modern ones that revolve around Israel and Zionism. Asserting that Jews as a nation have no right to self-determination and depicting the State of Israel as a racist original sin against the Palestinians are, under the terms of the definition, indubitably antisemitic.

Not surprisingly, this grouping of intellectuals is infuriated that the very positions they promote — that Israel is a racist undertaking, that Jews are an invented nation, that Israeli policies towards the Palestinians are a reincarnation of the Nazi persecution of the Jews — are defined as antisemitic, and therefore as morally and politically tainted, by a growing segment of international opinion. But instead of honestly reviewing these positions in the light of historical changes — something that intellectuals are supposed to do — they have simply doubled down on the discredited anti-Zionist campaign that was waged by Arab regimes and the Arab League before Israel even came into existence.

Centrally, they want to establish as an uncontested fact — in exactly the way that the Holocaust or the Cambodian genocide or the Transatlantic slave trade are uncontested facts — the Palestinian claim that Israel’s creation was a nakba (“catastrophe”). “As it currently exists, (my emphasis) the state of Israel is based on uprooting the vast majority of the natives — what Palestinians and Arabs refer to as the nakba — and on subjugating those natives who still live on the territory of historical Palestine as either second-class citizens or people under occupation, denying them their right to self-determination,” the statement reads.

Those states and bodies that have endorsed the IHRA definition understand this argument very differently. They do not see it as an objective statement of fact, but as a highly politicized account of the origins, nature, and policies of the Jewish state. They do not accept as uncontested the claim that Israel, in the process of establishing its independence, deliberately expelled 750,000 Palestinian Arabs, or that Israel is solely responsible for the perpetuation of the refugee question almost 80 years on. Indeed, partly because of the IHRA definition’s spread, a growing number of opinion-shapers are beginning to understand that the anti-Zionist explanation for the plight of the Palestinians is itself built upon an antisemitic caricature of the Zionist undertaking.

Coincidentally, a dramatic sense of how this process is unfolding was on display at the United Nations — the citadel of global anti-Zionism — in the same week that the IHRA statement was published. The General Assembly passed five routine anti-Israel resolutions that essentially renewed the operations of the Division for Palestinian Rights — a dedicated department of UN employees who service the various anti-Israel committees, conferences, and propaganda campaigns that operate under the General Assembly’s aegis.

Up until very recently, such resolutions would pass by a predictably large majority, as the governments of democracies and autocracies alike colluded in perpetuating a massive anti-Zionist propaganda apparatus that has existed within the United Nations for more than 40 years. But in the last decade, the number of member states abstaining on or opposing these very same resolutions has increased dramatically. In 2011, a total of 114 states voted in favor of the resolutions. In 2020, that number sank to 82, with 78 UN member states openly opposing, abstaining on, or not reporting for the vote on the resolutions.

As the strategic significance of the Palestinian issue has receded over the last few years, the use of the nakba as a narrative to undermine both the Jewish claim to national self-determination and the fight against antisemitism in its anti-Zionist guise is becoming less and less effective. In time, perhaps, some Arab intellectuals will realize that this development was, above all, a stroke of good fortune for the Palestinians, helping to liberate them from their damaging shibboleths toward a life of peace and looking forward.


Ben Cohen is a New York City-based journalist and author who writes a weekly column on Jewish and international affairs for JNS.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After Antisemitic Outrages, Austrian City of Graz Unveils Plan to Combat Jew-Hatred

After Antisemitic Outrages, Austrian City of Graz Unveils Plan to Combat Jew-Hatred

Algemeiner Staff


The synagogue in the Austrian city of Graz. Photo: Wikimedia Commons.

The southern Austrian city of Graz has unveiled a plan to combat antisemitism in the wake of two alarming incidents targeting Jews last summer.

On Aug. 19, the synagogue in Graz was daubed with the slogan “Free Palestine,” following which Jewish community President Elie Rosen warned of a rise in “left-wing and anti-Israel antisemitism.”

Two days later, Rosen was himself attacked by an assailant wielding a wooden club. Rosen managed to escape the attacker unhurt.

Announcing the “Together Against Antisemitism” initiative at the Graz synagogue on Friday, Rosen was joined by the Austrian government’s EU minister, Karoline Edtstadler.

Two days later, Rosen was himself attacked by an assailant wielding a wooden club. Rosen managed to escape the attacker unhurt.

Announcing the “Together Against Antisemitism” initiative at the Graz synagogue on Friday, Rosen was joined by the Austrian government’s EU minister, Karoline Edtstadler.

Edtstadler described the initiative as a “struggle for society as a whole.”

“We have to remain vigilant, sensitize people and carry everyone with us,” she emphasized.

Rosen explained that the antisemitism initiative was built on educational efforts to make schoolchildren more aware of the culture and history of Jews in the Styrian region of Austria, at the same time training teachers to counter antisemitism in the classroom.

Among the characters younger visitors to the synagogue will meet is the “Grazer Golem,” described as a “comic-book hero.”

Earlier this week, the Austrian Council of Ministers passed a “Law to Safeguard Austrian-Jewish Cultural Heritage,” more than doubling the government’s financial support for the Jewish community.

Austrian broadcaster ORF reported that the Jewish community’s budget would be increased from 1.3 to 4 million euros for “the protection of Jewish institutions, the promotion of inter-religious dialogue and the preservation of Jewish cultural heritage.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Sowieckie wywózki z Kresów dotknęły nie tylko Polaków

Polacy zesłani do miejscowości Airtau w Kazachstanie tuż przed wstąpieniem w 1942 r. do armii Andersa (Fot. ze zbiorów Muzeum Wojska w Białymstoku)


Sowieckie wywózki z Kresów dotknęły nie tylko Polaków

Jerzy Kochanowski


Cechą pamięci zbiorowej jest podkreślanie własnych krzywd i wypieranie popełnionych przez siebie. W Jedwabnem taką pamięciową odtrutką jest mural pokazujący sowieckie wywózki w latach 1939-41 jako doświadczenie wyłącznie polskie. Tymczasem wśród deportowanych byli przedstawiciele mniejszości.

28 września 1939 r. Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisali w Moskwie układ o „granicach i przyjaźni” pieczętujący podział polskiego łupu i gwarantujący „swobodną reorganizację” zdobytych terytoriów. Przesunięcia ludności były jednym z jej podstawowych elementów. Niemcy sięgali przy tym po argumentację rasistowsko-etniczną, natomiast Sowieci po kwestie klasowe.

O ile też pierwsi musieli dopiero wypracować procedury, o tyle w ZSRR masowe przesiedlenia od dawna były sposobem karania społeczeństwa. Mieszkający na radzieckiej Ukrainie i Białorusi Polacy doświadczyli tego w latach 30. tak boleśnie, że rosyjski historyk Nikołaj Iwanow określił ich jako „pierwszy naród ukarany”.

Zniszczyć elity

Wysiedlenia z Kresów lub Podlasia nie miały na celu – jak np. w Wielkopolsce czy Łódzkiem – wymiany grup etnicznych. Uderzenie było skierowane w przedstawicieli „starego porządku”, na których miejsce przychodzili nie tyle osadnicy, co nowa kadra urzędnicza. Drugim czynnikiem była eliminacja podziemia zbrojnego. Nic też dziwnego, że w pierwszej kolejności wyznaczono do wysiedlenia osadników wojskowych, policjantów i leśników.

Pierwszą deportację przeprowadzono w nocy z 9 na 10 lutego 1940 r., wywożąc, przede wszystkim na Daleką Północ i Syberię, ok. 140 tys. osób. 2 marca 1940 r. władze ZSRR podjęły decyzję o deportowaniu zarówno rodzin wcześniej wysiedlonych, aresztowanych oraz jeńców wojennych, przetrzymywanych m.in. w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, jak i uchodźców z terenów zajętych przez Niemców, tzw. bieżeńców.

Pierwszych (61 tys.) wywieziono 13 kwietnia 1940 r., przede wszystkim do Kazachstanu. Z drugimi czekano na zakończenie oficjalnej akcji wymiany ludności z Niemcami i dopiero 28-29 czerwca deportowano ok. 80 tys. osób. Ostatnia akcja, w maju-czerwcu 1941 r., objęła zarówno Kresy, jak i obszary przyłączone do ZSRR w 1940 r. – od Estonii po Mołdawię. Deportowano blisko 90 tys. osób, w tym 34-44 tys. obywateli polskich skierowanych na Syberię i do Kazachstanu.

Z zaskoczenia

Wśród ok. 320 tys. wysiedlonych ze wschodu II RP Polacy stanowili blisko 60 proc., ok. 25 proc. Żydzi, prawie 8 proc. Ukraińcy i blisko 7 proc. Białorusini. Z racji zróżnicowania społecznego i narodowościowego deportowanych oraz miejsca, dokąd zostali wywiezieni (Syberię dzieliły od Kazachstanu tysiące kilometrów, ale też odmienne warunki klimatyczne, etniczne, kulturowe), znalezienie dla nich wspólnego mianownika doświadczeń jest trudne.

Na pamięci zbiorowej zwłaszcza dwóch pierwszych deportacji, z lutego i kwietnia 1940 r., obejmujących przede wszystkim Polaków, odcisnęła się napięta na Kresach sytuacja narodowościowa. We wspomnieniach wysiedlonych stały element stanowią miejscowi Żydzi, Ukraińcy czy Białorusini, najpierw informujący władze o „podejrzanych” Polakach, a potem pomagający w ich usunięciu. To powszechne współuczestnictwo białoruskich czy ukraińskich chłopów miało etniczne, ale też czysto pragmatyczne wytłumaczenie. W odróżnieniu od wysiedleń np. z Kraju Warty, składających się z licznych i rozproszonych w czasie akcji, na Kresach deportacje były przeprowadzane najczęściej jednego dnia, co wymagało mobilizacji olbrzymich sił, w tym miejscowej ludności. Udzielała ona takiej pomocy nie bez satysfakcji, choć przypadki ratowania zagrożonych wywózką sąsiadów również nie były rzadkie.

Mimo że deportacje wymagały długich przygotowań, to zwłaszcza pierwsza, z lutego 1940 r., była całkowitym zaskoczeniem. Chociaż instrukcje nakazywały przeprowadzanie wysiedleń w sposób „humanitarny”, określały limity 500 kg bagażu na rodzinę i 2 godz. na spakowanie się, to wiele zależało od dobrej lub złej woli funkcjonariusza NKWD.

Niejednokrotnie deportowanym dawano na spakowanie się jedynie kwadrans, pozwalając zabrać najwyżej 15 kg na osobę.

Na takie postępowanie wpływ miało to, że część pozostawionego majątku od razu była rozkradana przez wysiedlających lub sąsiadów.

Do tajgi i kopalni

Deportowani byli odstawiani na najbliższą większą stację kolejową, gdzie zestawiano transport, przepisowo składający się z 55 wagonów. Na odjazd czekał zazwyczaj dwa-trzy dni. Przepisy określające dopuszczalną liczbę osób na wagon, normy wyżywienia i opiekę sanitarną pozostawały na papierze. Warunki podróży to w większości przekazów jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć wysiedlonych: głód, brud, zabijający w zimie mróz, a w lecie upał.

Jednak liczba zgonów podczas drogi była mniejsza, niż wynikałoby to z pamiętników. Według stosunkowo wiarygodnych radzieckich danych średnie straty nie przekraczały 1 proc. składu transportu (najczęściej małe dzieci i osoby starsze). Na rozmiar strat wpływ miała też struktura deportacji. W lutym 1940 r. wywieziono głównie mieszkańców wsi przyzwyczajonych do surowych warunków, często nieźle zaopatrzonych w odzież czy żywność. Podczas drugiej deportacji zdecydowaną większość stanowiły kobiety, dzieci i osoby starsze. Natomiast w czerwcu 1940 r. wśród bieżeńców przeważali dorośli mieszkańcy miast, w dużej mierze inteligenci.

Deportowani byli celowo rozpraszani, znaleźli się w 21 republikach autonomicznych, krajach i obwodach. Wywiezieni w lutym 1940 r., przeznaczeni głównie do prac leśnych i w kopalniach, skierowani zostali na Daleką Północ (autonomiczna republika Komi, obwód archangielski), na zachodnią i wschodnią Syberię. Zesłańcy z kwietnia 1940 r. pojechali głównie do północnego Kazachstanu. Najwięcej bieżeńców (czerwiec 1940 r.) znalazło się na północy (Komi) i na zachodniej Syberii. Ostatnia fala deportowanych (maj-czerwiec 1941 r.) została skierowana zarówno na Syberię, jak i do Kazachstanu.

Obywatele ostatniego sortu

Po dotarciu koleją do stacji węzłowych zesłańców rozdzielano do miejsc osiedlenia, odległych nieraz o wiele dni drogi ciężarówkami, transportem konnym, nieraz statkami. Na miejscu konwojenci przekazywali ich miejscowej jednostce NKWD, która wspólnie z lokalną administracją miała rozlokować przybyszów. I w tym przypadku przepisy pozostawały na papierze. Często zesłańcy sami musieli zbudować (lub wykopać) schronienie, brakowało żywności, odzieży, obuwia, opieki medycznej. Wynikało to nie tyle z niechęci czy zaniedbań administracji, co z niedoborów trapiących całe państwo i ścisłej centralizacji uniemożliwiającej podejmowanie niestandardowych decyzji. Ale często dramatyczna sytuacja deportowanych spowodowana była traktowaniem ich jako obywateli ostatniej kategorii.

Przeznaczonych do prac leśnych lokowano najczęściej w tzw. osiedlach specjalnych poddanych rygorystycznej kontroli NKWD. Zesłańców kwaterowano zazwyczaj w prymitywnych barakach mieszczących nieraz kilkanaście rodzin. Lepsze warunki mieli zesłani w kwietniu 1940, którym teoretycznie przysługiwała duża część uprawnień „wolnych” obywateli ZSRR. Nie byli izolowani na strzeżonych osiedlach, lecz mieszkali razem z miejscową ludnością. Ale były to przede wszystkim kobiety i dzieci, osoby starsze, w niemałej części, jako członkowie dawnej elity, nienawykłe do trudnych warunków pracy i bytu.

Jak przeżyć

Deportowani uczyli się strategii przetrwania – jak unikać pracy i ją markować, najkorzystniej obliczać jej normy, kraść. Poznawali miejscowe stosunki i zależności, co ułatwiało zdobycie lepszej pracy, mieszkania, większych przydziałów.

Często musieli pokonać bariery kulturowe i językowe, trudniejsze w republikach azjatyckich, a łatwiejsze na Syberii, gdzie np. nawyki żywieniowe lub sanitarne były zbliżone do polskich.

Nierzadko wiązali się z miejscowymi kobietami lub mężczyznami.

W przetrwaniu pomagało utrzymywanie dawnych przyzwyczajeń i zachowań, np. praktyk religijnych. Z drugiej strony często odgradzało to od miejscowej ludności i stanowiło źródło nieporozumień. Przenoszono też na Syberię czy do Kazachstanu dawne uprzedzenia i konflikty – polsko-ukraińsko-żydowskie.

Wspólnym doświadczeniem deportowanych był głód. Niewielkie przydziały żywności przysługiwały wyłącznie pracującym, a zarobki nie pozwalały na zakup drogiej żywności na wolnym rynku. W lepszej sytuacji byli ci, którzy przywieźli trochę dobytku, wymieniając go, zwłaszcza odzież, na żywność. Pod względem aprowizacyjnym lepiej przystosowywali się osadnicy wojskowi, przyzwyczajeni do trudnych warunków i starający się o kawałek ziemi pod uprawę. Dawne klasy wyższe wstrzymywały się przed takimi krokami, nie tylko z powodu braku umiejętności, ale również licząc na uwolnienie dzięki decyzjom politycznym. Z drugiej strony inteligenci, lepiej władający językiem rosyjskim, łatwiej rozgryzali system radziecki, znajdując w nim luki i wykorzystując je.

Nie znamy rzeczywistych strat deportowanych, ale są one niższe od liczb do dziś pokutujących w pamięci zbiorowej (300, a nawet 900 tys.!). Można przyjąć, że do połowy 1941 r. zmarło z powodu chorób, głodu czy zimna ok. 15 tys. osób. Nie mniej ofiar odnotowano już po podpisaniu latem 1941 r. układu między polskim rządem emigracyjnym w Londynie a władzami radzieckimi, przewidującego amnestię dla polskich obywateli „pozbawionych swobody na terytorium ZSRR”.

Dotyczyło to deportowanych, osadzonych w więzieniach i obozach, jeńców wojennych czy przymusowo skierowanych do pracy w głąb ZSRR. Do końca września 1941 r. zwolnionych zostało ok. 265 tys. osób, z których wiele ruszyło na południe kraju, gdzie, jak sądziły, łatwiej będzie przeżyć i gdzie formowała się polska armia. Nie wszyscy przetrwali wielotygodniową podróż, na południu trudniej było może o szkorbut, ale łatwiej o śmiertelną malarię, zaś wojna radykalnie pogorszyła aprowizację i warunki pracy w całym ZSRR. W rezultacie tylko w Uzbekistanie, Kirgistanie i Kazachstanie zmarło do 1943 r. ok. 11,5 tys. obywateli polskich.

Ratunek od komunistów

Pomoc polskich instytucji była ograniczona, co skazywało cywilów na własną przemyślność bądź liczenie na wojskowy garnuszek. Jednak fatalne warunki nie omijały także organizowanej w Buzułuku polskiej armii, a brak zaopatrzenia był jednym z powodów ewakuacji w 1942 r. ok. 78 tys. żołnierzy i towarzyszących im 38 tys. cywilów do Iranu. Narastający konflikt między rządem emigracyjnym a Moskwą odbił się na pozostałych w ZSRR obywatelach polskich, powszechnie zmuszanych w ramach tzw. paszportyzacji do przyjęcia radzieckich dokumentów.

Paradoksalnie sytuacja poprawiła się po zerwaniu w kwietniu 1943 r. stosunków między rządem emigracyjnym a Moskwą, kiedy sekowane dotąd delegatury londyńskiej ambasady zastąpiły struktury Związku Patriotów Polskich. Pomijając polityczne konteksty, należy przyznać, że jego działania poprawiły los polskich obywateli. Formowane przez ZPP jednostki wojskowe do wiosny 1944 r. skupiły ok. 40 tys. żołnierzy, mężczyzn i kobiet uwolnionych z kołchozów, kopalń czy pracy przy wyrębie. Olbrzymie znaczenie miała działalność ZPP mająca na celu przetrwanie i powrót do kraju: zakładano kuchnie, domy opieki, sierocińce, biblioteki, szkoły.

Jak wrócić do Polski?

Nieraz też łatwiej było przetrwać, niż wrócić. Dla większości możliwy był powrót do Polski, ale już nie na ziemię ojców. Dopiero 6 lipca 1945 r. zawarto polsko-radziecką umowę umożliwiającą Polakom i Żydom – o ile byli obywatelami polskimi przed 17 września 1939 r. – repatriację. Utrudniały ją jednak problemy z wykazaniem obywatelstwa, niechęć biurokracji, rozproszenie na olbrzymich obszarach ZSRR i trudności komunikacyjne.

Pierwszy transport wyruszył z Kijowa 29 stycznia 1946 r. i do końca kwietnia 1949 r., kiedy akcję uznano za zakończoną, oficjalnie opuściło ZSRR ok. 268 tys. Polaków i Żydów. Nie wiemy, ile osób wyjechało samodzielnie (tylko w 1945 r. blisko 22 tys.), ile zaś pozostało. Pamiętajmy też, że w latach 1944-45 z Kresów i Polski w obecnych granicach wywieziono do ZSRR kilkadziesiąt tysięcy osób. Część zwolniono szybko, inni – jeżeli przeżyli – powrócili podczas tzw. drugiej repatriacji z lat 1955-59.

Różne były wygnańcze doświadczenia, odmienna była też pamięć o nich. Mieszkający w Polsce ponad 40 lat musieli ją głęboko ukrywać. Dla tych, którzy w 1942 r. wyszli z armią Andersa i w dużej części pozostali na emigracji, stała się ona miejscem podwójnego wygnania, z ziem rodzinnych i ojczystego kraju. Obie sytuacje były pożywką dla uproszczeń, mitów i stereotypów, że jeszcze dziś nierzadkie są głosy o „milionach” zesłańców, zazwyczaj wyłącznie polskich. Tymczasem wspomnienia wywiezionego z Kresów Żyda mogły być krańcowo różne. Mimo że także głodował i pracował, to pobyt na Syberii czy w Kazachstanie dawał mu więcej szans na przetrwanie niż pod okupacją niemiecką. Większość ocalonych z Zagłady przeżyła właśnie w ZSRR. O ile też czci się żołnierzy spod Monte Cassino, o tyle ci, którzy nie zdążyli do Andersa i walczyli pod Lenino czy Kołobrzegiem, są kombatantami gorszego sortu. Piszący na nowo historię powinni o tym pamiętać.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com