Archive | February 2021

The Jewish Nation: Proof That the Impossible Is Possible

The Jewish Nation: Proof That the Impossible Is Possible

Pini Dunner


Moses Breaking the Tables of the Law (1659), by Rembrandt. Photo: Wikimedia Commons.

William L. Rowe (1931–2015) was a distinguished professor of philosophy at Purdue University, who specialized in the philosophy of religion. Although he discovered and embraced evangelical Christianity as a teenager, in later years he evolved into an avid atheist, basing his transformation on what is known as the ‘evidential argument from evil.‘ This position is grounded in the existence of seemingly pointless evil, such as violent or painful death caused by natural phenomenon — prompting the question: why would a loving God allow such evils to exist? Surely, if God is all-powerful and benevolent, there would be no pointless suffering?

In his anthology, God and the Problem of Evil, Rowe actually narrowed down his position to this: “An omniscient, wholly good being would prevent the occurrence of any intense suffering it could, unless it could not do so without thereby losing some greater good or permitting some evil equally bad or worse.”

Various theologians, particularly from the group known as “skeptical theists,” reject the evidentiary evil argument based on strong counter arguments, and even Rowe was ready to acknowledge the power of their reasoning, although he was never persuaded out of his atheism. But his struggles with God-belief on the basis of our human concept of an omnipotent, omniscient God echo a profound theological debate that has raged throughout the history of religious faith, widely known as the ‘omnipotence paradox.’

If God is all-powerful — which is undoubtedly the central belief of mainstream monotheism — can He create something that would confound His own power? Or, as J. L. Cowan put it (Canadian Journal of Philosophy, Vol. III, No. 3, March 1974): “(1) Either God can create a stone which He cannot lift, or He cannot create a stone which He cannot lift. (2) If God can create a stone which He cannot lift, then He is not omnipotent (since He cannot lift the stone in question). (3) If God cannot create a stone which He cannot lift, then He is not omnipotent (since He cannot create the stone in question). (4) Therefore, God is not omnipotent.”

In another instance of this paradox, the 13th century Roman Catholic philosopher, Thomas Aquinas (1225-1274), deliberated whether or not God could create a triangle in which the angles didn’t add up to 180 degrees. Another problem he grappled with was this: can God create a flat circle where π = 3? Such a shape could not possibly exist on a flat surface, only on a curved surface, and warping space to create such a circle would be the same as placing the object on a curved surface. Which proves that God’s powers are limited by the laws of mathematics — in which case He cannot be omnipotent.

Before revealing why none of these questions should undermine our faith in God, let me turn to the source of our Jewish faith existence and belief system, the Ten Commandments, as found in Parshat Yitro (and again in Va’etchanan), which begin with (Ex. 20:2): “I am the Lord your God, who brought you out of the land of Egypt, out of the house of bondage.”

What follows on from this is a series of do’s and do-not’s, the majority of which reflect the basic rules of any just society —don’t murder, don’t steal, don’t behave immorally — and as Rabbi Adin Steinsaltz (1937-2020) observes, “in part, at least, similar ideas are already found in the older law codes of Babylon and Egypt, India and China.”

Putting this aside for a moment, it is the first commandment that is most puzzling. Throughout the history of Torah commentary, the great commentators have wrestled with two questions that arise from this opening verse of the Torah’s most profound text. Firstly, why is it presented as a statement about God, not a commandment to believe in God? Second, why does God describe Himself as the ‘One who took you out of Egypt’? Why not simply instruct His chosen people to believe in Him, period?

The great Spanish commentator, Don Isaac Abarbanel (1437-1508), controversially suggests that this first “commandment” is not a commandment at all, rather it is an opening preamble, setting the stage for what follows, and indeed for all the mitzvot of the Torah. Without belief in God, and the power that He holds to do anything He desires — such as miraculously extricate an entire nation from persecution and slavery with the accompaniment of supernatural wonders — justice and morality are empty ideals, essentially self-serving vessels and an exercise in collective vanity.

Can God prevent murder, theft and immorality from ever happening? Of course. That is exactly what the opening verse of the Ten Commandments teaches us. But does God actually prevent murder, theft and immorality from ever happening? No, he doesn’t. He hands that power over to us.

God’s omnipotence is not compromised by the existence of evil, whether by human hands or as a result of natural phenomena. He deliberately created a world in which the natural order is an overriding power — except in exceptional circumstances, such as the formation of His chosen people, who are expected to be ambassadors of God-belief in a world where God-denial is not just possible, but a prevailing reality.

As to the omnipotence paradox, it is not a paradox at all. The seminal French philosopher, René Descartes (1596-1650), dismisses the whole idea that an omnipotent being is ever incapable of doing anything, even if the act in question makes no sense to us because it is profoundly illogical. Simply put, God can make contradictions true if He wants to, and could therefore create a stone too heavy for Him to lift — and still lift it.

Don’t ask me how this works, as I haven’t the faintest idea. But the Jewish nation is certainly proof that the impossible is possible, and our existence flies in the face of any questions regarding God’s omnipotence. As the Swiss philosopher Jean Jacques Rousseau (1712-1778) observed, in wonder: “The Jews provide us with an astonishing spectacle… Athens, Sparta, Rome have perished and no longer have children left on earth; Zion, destroyed, has not lost its children… Any man whosoever he is, must acknowledge this as a unique marvel, the causes of which, divine or human, certainly deserve the study and admiration of the sages.”


The author is a rabbi in Beverly Hills.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Psalms 104 sung in ancient Hebrew | ברכי נפשי את ה’ – תהלים קד

Psalms 104 sung in ancient Hebrew

Yamma Ensemble – יאמה – يمة


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Wyobrażam sobie, jak rozkładasz przede mną nogi


Wyobrażam sobie, jak rozkładasz przede mną nogi

ZUZANNA HORNOWICZ


SWOJE OPOWIADANIA DAŁ PRZETŁUMACZYĆ TYLKO DWÓM MĘŻCZYZNOM. PIERWSZYM BYŁ JEGO SYN, Z KTÓRYM NIE MIAŁ KONTAKTU PRZEZ WIELE LAT. DRUGIM ‒ SAUL BELLOW, KTÓRY NA ANGIELSKI PRZEŁOŻYŁ GIMPLA GŁUPKA. TŁUMACZENIE WYSZŁO TAK DOBRZE, ŻE SINGER PRZESTRASZYŁ SIĘ, ŻE TALENT TŁUMACZA PRZYĆMI JEGO WŁASNY. PONIEKĄD MIAŁ RACJĘ. W 1976 ROKU BELLOW ZOSTAŁ LAUREATEM LITERACKIEJ NAGRODY NOBLA. NA SWOJĄ WŁASNĄ SINGER MUSIAŁ POCZEKAĆ JESZCZE DWA LATA. NIGDY BY JEJ NIE ZDOBYŁ, GDYBY NIE ZRĘCZNE I PRZYSTĘPNE DLA NIEŻYDOWSKIEGO CZYTELNIKA TŁUMACZENIA NA ANGIELSKI, KTÓRE, OPRÓCZ DWÓCH WYMIENIONYCH WCZEŚNIEJ PRZYPADKÓW, PRZYGOTOWYWANE BYŁY WYŁĄCZNIE PRZEZ KOBIETY. ONE Z REGUŁY BYŁY BARDZO MŁODE, A ON BARDZO LUBIŁ PRAWIĆ IM NIEWYBREDNE KOMPLEMENTY.

Czterdzieści osiem

Ojciec Asafa Galaya powtarzał mu, że opowiadań Izaaka Baszewisa Singera nie warto czytać. Z piszących w jidysz wartościowy jest tylko poeta Abraham Suckerwer, a jeśli już uprze się na któregoś z Singerów, to niech przynajmniej będzie to Izrael Joszua. To nie była odosobniona opinia. Wielu żydowskich intelektualistów tak właśnie, nieco po macoszemu, traktowało młodszego z braci Singerów. Sam Izaak przez wiele lat miał kompleks brata, który jako pierwszy rozpoczął literacką karierę. Na przekór ojcu Asaf zaczął jednak czytać opowiadania Izaaka Baszewisa, najpierw po hebrajsku, w swoim ojczystym języku, a potem po angielsku. Zauważył, że każda książka przetłumaczona jest przez kogoś innego. Doliczył się czterdziestu ośmiu nazwisk. Wszystkie należały do kobiet. Pomyślał, że może kryć się za tym jakaś historia. W 2014 roku, razem z Shaulem Betserem, nakręcił film The Muses of Isaac Bashevis Singer. Tytułowe muzy to właśnie tłumaczki.

„Początkowo myślałem o nim jako o zabawnym dziadku, ale im lepiej go poznawałem, tym wyraźniej zaczął wyłaniać się jego inny, bardziej skomplikowany portret. Był to Singer, który tłumacząc, dopuszczał się zdrady na języku jidysz” ‒ mówi Galay. Jego film jest właśnie o zdradzie ‒ zarówno fizycznej, jak i intelektualnej. Jest też jednak o zachowaniu, które dzisiaj (miejmy nadzieję) skazałoby go na publiczną infamię i hasztag #metoo. Wtedy jednak uchodziło za kokieterię i nieodłączny element obcowania z geniuszem. Ot, taki nieco sprośny flircik, który do niczego złego nie prowadził, ale uświadamiał kobiecie, że nieistotna jest jej praca czy kariera naukowa, bo tak naprawdę jest przede wszystkim obiektem seksualnym. I może się co najwyżej zaczerwienić.

Mnóstwo dziewczyn, które to robiły

Tłumaczki trafiały do Singera dość przypadkowo. Decydowały raczej względy towarzyskie niż rzeczywiste kompetencje, zresztą część z nich w momencie podjęcia pracy nie miała jeszcze nawet ukończonych studiów.

Gdy Dvora Telushkin po jednym ze spotkań autorskich z Singerem zaoferowała, że odwiezie go do domu, on, znany ze swojego skąpstwa (żywił się w taniej kafeterii, nigdy nie płacił za posiłki swoich znajomych), zapewne ucieszył się, że nie musi zamawiać taksówki. Oprócz tego przecież pragnął towarzystwa młodych kobiet, inteligentnych rozmów, delikatnego flirtu, a zachwyt czytelniczek zawsze mu schlebiał. Po niezobowiązującej pogawędce po prostu zaproponował Dvorze, żeby przetłumaczyła z nim któreś z jego opowiadań.

Swoich tłumaczeń nie zlecał, tłumaczyło się razem z nim. Była to często ciągnąca się godzinami praca. Nie tolerował przerw, skupienie musiało być pełne. „Będziemy to szlifować tak długo, aż będzie się błyszczeć”, mawiał. Spotykał się z tłumaczkami u siebie lub u nich w domu. On miał przed sobą manuskrypt w jidysz i swoją dość niezgrabną angielszczyzną dyktował tekst tłumaczce. Przekazywał główną myśl i razem szukali słów, które po angielsku najlepiej oddadzą sens oryginału. Kiedy ustalili, która wersja zdania jest najlepsza, tłumaczka zapisywała ją na maszynie.

Eve Fridman twierdzi, że Singer dał jej tę pracę, bo była niższa od niego, „a zatem odpowiedniego wzrostu”. Spotykali się regularnie co sobotę w jej mieszkaniu. Imponowała mu. Komplementował ją, twierdził, że są tak dobrze dobrani pod względem intelektualnym, że stworzyliby świetną parę także w łóżku. Powiedziała mu „zapomnij”. Przed kamerą, już jako starsza pani, tłumaczy: „Byłam ładna i młoda, dlaczego miałabym sypiać ze starym facetem? Ale było mnóstwo dziewczyn, które to robiły”. Biografka Singera, Janet Hadda, też twierdzi, że słyszała mnóstwo historii o jego romansach z tłumaczkami.

Literackie porno

„Śmiałam się we właściwych miejscach i to było tyle”, mówi Evelyn Torton Beck, kiedy wspomina pierwsze spotkanie z Singerem, podczas którego przeczytał jej swoje opowiadanie Przyjaciel Kafki. Została zatrudniona jako jego tłumaczka, równocześnie pracując nad swoim doktoratem (o Kafce właśnie). Nie przystawiał się do niej. Evelyn sądzi, że to dlatego, że miała już wtedy męża i dzieci, których zresztą przedstawiła Singerowi ‒ flirt byłby nie na miejscu. W dniu, w którym zaproponował jej przetłumaczenie jednego ze swoich opowiadań, czuła się, jakby poprosił ją o rękę. Traktowała to jak olbrzymie wyróżnienie.

„Wiele z tych kobiet narzekało, że płacił bardzo mało, a czasami zdarzało się, że wręcz zapominał zapłacić”, mówi reżyser filmu. „Niektóre jednak mają wspaniałe wspomnienia i uważają, że spotkanie z Singerem odmieniło całe ich życie. Ostatnia z jego tłumaczek miała początkowo zostać prawniczką, a teraz pisze i wykłada creative writing na Uniwersytecie w Miami”. Asaf Galay ma na myśli Dubę Leibell, która w jego filmie określiła Singera mianem „bardzo napalonego starszego pana”. Z uwagi na to, że występuje przed kamerą, stwierdziła, że bardziej dosadne sformułowanie mogłoby być nie na miejscu. Zaczęła pracować dla Singera, kiedy ten, razem z żoną Almą, zamieszkał w Miami. To było już pod koniec jego życia. Na samym początku powiedział jej, że wyobraża sobie, jak rozkłada przed nim nogi. Nie zrobiła nic, po prostu udawała, że nie słyszała tej uwagi wypowiedzianej z silnym jidyszowym akcentem, który sama świetnie imituje. Singera kręciły pornograficzne historyjki, więc w końcu zaczęła mu je opowiadać. Z reguły sam był ich bohaterem i co chwilę strofował Dubę, że źle buduje akcję, że wcale nie są ciekawe. Nie wydarzyło się nic więcej, Singer był już w bardzo podeszłym wieku, nie miał nawet siły wyjść z domu. Duba uważa, że nauczył ją, jak być pisarką. Mówiąc o jego wulgarnych uwagach, śmieje się.

Inny rozdział ‒ żona

„Mam do czynienia z wieloma pisarzami i żaden z nich nie jest tak utalentowany jak Isaak, a wszyscy są równie nieznośni”. Ta opinia redaktorki „New Yorkera” miała przekonać Almę Haimann, żonę Singera, do tego, że jednak warto trwać przy mężu i znosić jego chimeryczne nastroje, po cichu usuwając się na drugi plan, kiedy on pracuje. Od początku kochała go bezgranicznie i była skora do poświęceń. Na największe z nich musiała zdecydować się już na samym początku.

Spotkała Singera w jednym z kurortów w górach Catskills, gdzie obydwoje spędzali wakacje. Zaczął się właśnie jego trzeci rok w Stanach po emigracji z Polski, do wybuchu drugiej wojny światowej pozostały dwa lata. Ona wypoczywała z mężem i dwójką dzieci, siedmioletnią Ingą i pięcioletnim Klausem. Przez kilkanaście kolejnych miesięcy kochankowie spotykali się mniej lub bardziej po kryjomu, aż w końcu Alma dostała rozwód i w lutym 1940 roku została żoną Singera.

Jej dzieci zostały z ojcem. Czy dla Almy to był dramat? W filmie Galaya wypowiada się jej siostrzenica, która twierdzi, że Alma nigdy nie rozważała zabrania dzieci ze sobą, nie chciała mieć z nimi kontaktu. Być może miała dosyć nieudanego małżeństwa i wszystkiego, co ze sobą niosło, a może wiedziała, że Izaak nie zniósłby typowego rodzinnego życia? „Nie nęciła go perspektywa posiadania «flejtuchowatej żony i kupy bachorów»” ‒ pisze w biografii noblisty Agata Tuszyńska. W każdym razie Alma dość ochoczo w swoich listach deklarowała, że odda Izaakowi wszystko, „duszę i ciało”, a perspektywa pozostawienia rodziny wcale jej nie przerażała. Zdawała się mówić z pozycji całkowicie mu podległej. „Nie mam wielkiej urody ani wielkiego intelektu. Być może jedynie moja miłość do ciebie jest tym, co czyni mnie wyjątkową w tłumie innych kobiet”, pisała i jednocześnie pytała, czy Izaak gotowy jest porzucić dla niej swoje liczne romanse.

Nie porzucił, a Alma wkrótce stała się jedną z tych żon, które przymykają oko. Ponoć po prostu wychodziła z domu, kiedy do Singera przychodziła przyjaciółka. Nie zostawiła go jednak aż do śmierci. Dorota Bromberg, szwedzka wydawczyni Singera, twierdzi, że Alma była zupełnie innym rozdziałem jego życia i nie ma wątpliwości, że „na swój sposób” ją kochał. Opiekunka Singera, z którą w Miami rozmawiała Tuszyńska, twierdzi, że po śmierci męża Alma nie płakała. Zresztą w ogóle była chłodna. Kiedy otrzymała wiadomość o śmierci swojej córki, po odłożeniu słuchawki telefonu przebrała się w kostium kąpielowy i poszła na basen.

Alma przetłumaczyła jedno opowiadanie męża. Przede wszystkim jednak była przy nim po to, żeby w odpowiednich momentach przynieść szklankę wody, zapalić lampkę do pisania, tak, jak widać to na archiwalnych nagraniach wykorzystanych w Muzach.

Zdrada kobiety

W jednym z telewizyjnych wywiadów Singer mówi, że w przyszłości nawet religijni ludzie będą inaczej postrzegali instytucję małżeństwa. Sam miał dużą zdolność unikania zobowiązań.

Kiedy w 1935 roku wyjeżdżał z Polski, dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że już nigdy nie wróci. Swoją partnerkę (nigdy nie wzięli ślubu) i ich sześcioletniego syna zostawił w Warszawie. Obiecał, że sprowadzi ich do Ameryki. Nie traktował jednak tej obietnicy poważnie, a ona, Runia, niezachwianie w nią wierzyła. Wyjechała z synem do Moskwy, potem do Palestyny. Cały czas czekała.

Izaak czasem pisał listy. Tuszyńska wspomina słowa ich wspólnej znajomej, która zasugerowała, że skoro wreszcie zaczął zarabiać pieniądze za swoje opowiadania dla nowojorskiego „Forwertsu”, mógłby wybrać się w podróż do Izraela i zobaczyć syna. „Nie mogę, przecież musiałbym mu kupić prezent”, miał powiedzieć. W końcu spotkali się w 1955 roku, dwadzieścia lat po tym, kiedy widzieli się po raz ostatni.

Młody Singer od zawsze miał opinię kobieciarza, na pewno nie monogamisty. Sypiał między innymi ze swoją kuzynką Esterą. Tuszyńska w biografii pisarza twierdzi, że tak jak jego literaccy bohaterowie byli ścigani przez zazdrosne i odrzucone kobiety, tak samo kochanki nie dawały spokoju Singerowi. Sam pisarz mówił, że nie wie, co jest fikcją, a co jego własnym życiem, wszystko mu się miesza.

Niektórzy uważali, że w opiniach o jego miłosnych podbojach sporo jest celowo przez niego podsycanej przesady, ale wielu było zwyczajnie zniesmaczonych ‒ czy to tym, co Singer rzeczywiście robił, czy tym, o czym opowiadał i pisał. Mordechaj Canin, pisarz i wieloletni przewodniczący Stowarzyszenia Pisarzy i Dziennikarzy Piszących w Jidysz w Izraelu, o Singerze powiedział: „Przede wszystkim on jest chory na seks”. Nie lubił go, twierdził, że pisze tanie opowiastki pod publikę, którą przyciąga między innymi tak niewyrafinowanymi środkami jak erotyzm.

Wszystko, czego potrzebował

Ale erotyczne podboje Singera, a przynajmniej spora ich część, nie były wymysłem. Jedną z jego długoletnich kochanek w Ameryce była Doba Gerber, sekretarka i korektorka. Singera poznała w podobny sposób, co inne tłumaczki ‒ zafascynowana jego pisarstwem poprosiła o spotkanie, na które chętnie się zgodził. Kiedy w wywiadzie z nią, przeprowadzonym w 1996 roku dla fundacji Spielberga (USC Shoah Foundation), prowadząca rozmowę pyta, czy ktokolwiek wiedział o ich romansie, Doba uśmiecha się szeroko. Cały czas żyje wspomnieniem tamtych czasów, sprawia wrażenie, jakby Singer był wielką miłością jej życia, którą zostawiła, wyjeżdżając do Izraela. Nigdy jej tego nie wybaczył. „Połowa Ameryki wiedziała o tym, że kogoś ma” ‒ mówi Doba jakby z dumą. Wiedziała też Alma, bo Izaak spędzał z kochanką dużo czasu ‒ dwa, może trzy dni w tygodniu, często także soboty i święta. Według biografki Singera, Janet Haddy, Doba była pierwowzorem postaci Maszy z Wrogów. „Z jej pełnych ust zwisał papieros. Z jej twarzy biła siła tych, którzy przeżyli niebezpieczeństwo” ‒ to opis Maszy z opowiadania, w którym główna bohaterka posiada magiczne siły pozwalające jej zatrzymać miesiączkowanie. Prawdziwa Doba, mocno już podstarzała, w trakcie wywiadu bez skrępowania wyciąga papierosa i zapalniczkę. Bierze go do ust, jakby wykonywała najnaturalniejszą czynność na świecie. Zza kamery słychać uprzejme, ale nie znoszące sprzeciwu pytanie: czy może pani poczekać, aż skończy się taśma? Doba zwierza się, że wciąż tęskni za Izaakiem. Na starych zdjęciach stoi obok niego, też z papierosem w dłoni.

Doba/Masza miała być uosobieniem dzikiej, wyzwolonej, bezpruderyjnej kochanki, ale nie mogła dać Singerowi wszystkiego, czego potrzebował. Nie mógł znaleźć takiej, która odpowiadałaby wszystkim jego pragnieniom naraz, więc rozdzielał je między kilka różnych kobiet. W ten sposób miał wszystko to, czego chciał. O żonie mówił: „Alba jest wspaniałą kobietą, ale za bardzo praktyczną. Każdego ranka po przebudzeniu informuje mnie, o ile wzrosła cena białego sera w porównaniu z poprzednimi latami”. Po seks chodził więc do innej, a po fascynującą intelektualnie rozmowę do kolejnej.

Zdrada języka

„Uwierzcie mi, wcale nie potrzebował pomocy. Doskonale radził sobie z tłumaczeniem sam”, mówi (przytoczona w biografii Isaac B. Singer: A Life) Dorothea Strauss, tłumaczka, która zaczęła współpracować z Singerem w latach sześćdziesiątych. „Miał to, co w muzyce nazywamy słuchem absolutnym. (…) Jedyną rzeczą, którą czasami robiłam, było umieszczenie czasownika we właściwym miejscu”. To Dorothea powiedziała kiedyś w wywiadzie, że nie zna jidysz. Singer wściekł się i zagroził, że jej nazwisko już nigdy nie pojawi się w druku. Ale Dorothea nie powiedziała nic, co nie byłoby prawdą. Singer miał swoją wizję tłumaczenia, angielski znał na tyle dobrze, że nie szukał tłumacza-słownika. Potrzebował kogoś z dobrym wyczuciem stylu i słuchem językowym, kto nakierowałby go na właściwe w danym momencie słowo, podpowiedział odpowiedni szyk zdania. Zresztą Dorothea ze swoją nieznajomością jidysz nie była wyjątkiem. Większość kobiet, które przekładały prace Singera na angielski, nie znała jidysz lub miała jedynie jego bierną znajomość. Może gdyby znały język, wcale by ich nie zatrudnił? W końcu mówił, że nowojorskie kobiety, które znają jidysz, są „zbyt stare i nie w moim guście. Seks i jidysz nie zawsze idą w parze”. A jak wiemy, o seksie Singer marzył, nawet jeśli miał on się dziać tylko w jego wyobraźni.

PRENUMERATA
Jidyszyści byli na niego wściekli, że dopuszcza się zdrady na języku. Słowa, które miały złożone, niosące ze sobą istotny przekaz kulturowy znaczenie, zamieniał na proste angielskie odpowiedniki. Pozbawiał swoje opowiadania specyficznego kolorytu, zalecał się do anglojęzycznego czytelnika, ułatwiał mu zadanie. „Jego pragnienie, żeby zaskarbić sobie nieżydowskich czytelników, sprawiło, że w tłumaczeniach pojawiają się znaczne przeinaczenia”, mówi Bilha Rubinstein, tłumaczka Singera na hebrajski. Singer zastrzegał, że wszystkie tłumaczenia na inne języki miały być wykonywane na podstawie wersji angielskiej. Kiedy jego tłumaczka na francuski zaoferowała, że nauczy się jidysz, stanowczo zaprotestował. Tekst angielski uważał za lepszą wersję i taka miała iść w świat. Bilha Rubinstein ma żal do Singera za odarcie literatury z ważnej warstwy kulturowej i dlatego przygotowuje teraz inne hebrajskie tłumaczenia, prosto z jidysz.

„Ludzie, którzy znają literaturę jidysz, tak jak mój ojciec, oskarżają Singera, że jidysz był dla niego tylko narzędziem, nie robił nic, żeby temu językowi pomóc”, mówi reżyser The Muses…. Sam uważa, że metoda pracy, jaką obrał Singer, jest najlepszą z możliwych i każdy pisarz powinien ją stosować. „Choć mam nadzieję, że teraz tłumacze, którzy przekładają z jidysz, będą znali jidysz”, dodaje, śmiejąc się.

Wydaje się bronić Singera, bagatelizując jego komentarze o współpracujących z nim kobietach: „Część uzna, że to, jak traktował swoje tłumaczki, było niedopuszczalne, ale część, tak jak ja, będzie traktować te relacje metaforycznie. Skupiam się na intymności, nie uważam, że seks wchodził w grę, Singer był już za stary”, mówi. Intymność, fantazję, pasję uważa za elementy niezbędne w tworzeniu dobrego przekładu. Sam proces porównuje do aktu miłosnego. „Teraz nie wkładamy miłości do tłumaczenia. Wrzucamy tekst do przeglądarki, która wypluwa nam gotową wersję w jakimkolwiek języku”. Singer na pewno robił to z miłością.

Tłumaczenia i dziewczynki

Po wyjeździe z Polski bał się, że nic nie osiągnie. Powiedział wtedy: „Chcę napisać jedną wartościową książkę, jeżeli ją napiszę, będę mógł spać spokojnie. A jeżeli będzie dobra, ktoś ją na pewno przeczyta. I przetłumaczy”. Wyjeżdżając do Ameryki, miał ze sobą tylko jedną powieść ‒ Szatana w Goraju. Nie był z niej zadowolony, choć jak na ironię wielu krytyków uznało ją potem za jedno z najznamienitszych dzieł Singera. Kiedy umierał w 1991 roku, miał w swoim dorobku dziesiątki powieści i opowiadań, był symbolem literatury jidysz. Gdyby nie tłumaczenia, prawdopodobnie nigdy by nim nie został.

Na starość mówił, że kiedyś marzył o haremie kobiet, teraz marzy jedynie o haremie tłumaczek. Jego fantazje erotyczne przerodziły się zatem w fantazje literackie.

W ostatnim wywiadzie odpowiedział tylko na jedno pytanie. W zasadzie był umierający, nie wiedział, co się wokół niego dzieje, a dziennikarka, która przyjechała z nim porozmawiać (aż z Zurychu), przyszła do domu Almy i Izaaka bez zapowiedzi. Zażenowana niezręcznością sytuacji, chciała wyjść. Singer w przebłysku świadomości ucieszył się jednak zainteresowaniem z jej strony i ta zdołała mu zadać jedno pytanie: jaka jest największa przyjemność w życiu? „Dziewczynka”, odpowiedział, i było to podobno jego ostatnie świadomie wypowiedziane słowo.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Did Qumran Jews use Torah scrolls 2,000 years ago? Plot thickens – study

Did Qumran Jews use Torah scrolls 2,000 years ago? Plot thickens – study

ROSSELLA TERCATIN


A facsimile of the Isaiah Scroll, one of the Dead Sea Scrolls, is displayed inside the Shrine of the Book at the Israel Museum in Jerusalem September 26, 2011. Developed in partnership with Google, the Israel Museum on Monday launched its Dead Sea Scrolls Digital Project, allowing users to explore t
(photo credit: BAZ RATNER/REUTERS)

“The length of a scroll of the Law should not exceed the circumference, nor should the circumference exceed the length. What is a suitable length?” celebrated Jewish scholar Moses Maimonides wrote in his Mishne Torah in 1180 CE, before detailing all the characteristics that a scroll should feature to be considered fit to use for ritual objects.

Indeed, scrolls have been an essential part of Jewish life for millennia, as the discovery of the Dead Sea Scrolls, carrying some of the most fundamental Jewish texts, testified.

According to research by Eshbal Ratzon from Ariel University and Nachum Dershowitz from Hebrew University, the method used to estimate the length of missing ancient scrolls by scholars all over the world might lead to gross mistakes and should be reevaluated. The study was recently published in the journal PLOS ONE.

The findings might have far reaching implications in several fields, including Egyptology and the study of the classics.

As explained in the paper, for over a century, experts have employed a mathematical model which required estimating the outer circumference and thickness of the material and then calculating the length of the missing remainder with a specific formula utilizing patterns of damaged areas.

Ratzon, a Dead Sea Scroll researcher, and Dershowitz, a computer scientist, met while working at the project Scripta Qumranica Electronica, devoted to digitizing the entire corpus of the 25,000 fragments unearthed in the Qumran caves by the Dead Sea in the 1940s and 1950s.

“The traditional mathematical model used to approximate the length of the missing part of the scroll would treat a scroll as a combination of concentric circles,” she explained.

At the beginning, the researchers attempted to build a new model that would consider scrolls as spirals – which they effectively are – hoping to produce more accurate results. Ultimately their endeavor did not completely succeed although they were able to improve the math.

“We told ourselves that even though the model we had developed was theoretically better, we would verify how well both methods worked in reality,” she said. “We decided to test them on scrolls relatively intact and to see what would happen.”

Ratzon and Dershowitz applied the method to calculate the length of scrolls that were found relatively well preserved, including the Community Rule scroll, detailing the way of life of the community living in Qumran 2,000 years ago, and the Great Psalms Scroll.

The scrolls were chosen also by virtue of the fact that they presented the recurring patterns of damage necessary to apply the methods.

In the first case, the duo measured a margin of error between 1,800% and 250%, in the second between 40% and 250% – in spite of the fact that the Great Psalms Scroll probably presents the best conditions to measure the distance between damaged points, since a worm had eaten into the scroll in a straight line leaving very regular holes, as Ratzon pointed out.

While the scholar explained that it is difficult to foresee how their findings are going to influence the study of scrolls in the future, she said that the repercussions might be significant.

“For example, we do not know when Jews started to use Torah scrolls as we know them today, meaning with the Five Books of Moses copied on the same scroll,” Ratzon explained. “While no such scroll was found in Qumran, some experts believe that scrolls unearthed there featuring only parts of the biblical text might have actually contained the whole Torah. Our study could force us to reconsider assumptions about this topic – even though it is important to notice that the margin of errors that emerged can go in both directions: the full scrolls could have been much longer or much shorter than previously assumed.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel is prepared for war, IDF Chief says

Israel is prepared for war, IDF Chief says

TV7 Israel News


1) The IDF Chief of General Staff affirms: Israel is well prepared for an all-out war.

2) The Islamic Republic of Iran warns that the window of opportunity to salvage the 2015 nuclear agreement – is not unlimited in time

3) The United States condemns the Iranian-backed Houthis in response to a cross-border terror attack against a civilian airport in Saudi Arabia.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com