Archive | March 2021

Was a Pagan couple buried in ancient Bnei Brak some 1,800 years ago?

Was a Pagan couple buried in ancient Bnei Brak some 1,800 years ago?

ROSSELLA TERCATIN


Two stone sarcophagi were uncovered at Ramat Gan Safari Park.

Ancient sarcophagi found at the Ramat Gan Safari Park. / (photo credit: YOLI SCHWARTZ/IAA)

Two stone sarcophagi dating back to the second or third century CE were uncovered at the Ramat Gan Safari Park during construction works to expand its wildlife hospital, the Israel Antiquities Authority announced on Thursday.

“We arrived at the Ramat Gan Safari Park as a result of vicissitudes that began some 25 years ago, when the park decided to build a parking lot,” Uzi Rothstein from the IAA Theft Prevention Unit commented. “The contractor cleared two stone structures and transported them to a farther area without having any idea of what he was dealing with.”

The sarcophagi were left untouched for years, covered in vegetation and dirt, until work on the new complex began, and the new contractor realized that those stones might actually be much more significant than previously thought. He alerted the safari park staff, who then got in touch with Rothstein and his colleague, Alon Klein.

The artifacts were made when the Romans ruled over the land of Israel. According to the archaeologists, the decorations featured on them were very common in Pagan burials: symbolic discs – to protect and accompany the soul on its journey to the afterlife – and floral garlands.

Because of the similarity between the sarcophagi, the experts said they may have belonged to husband and wife couple. Moreover, whoever was buried in them must have been wealthy.

While the provenance of the artifacts is unknown, the safari park is located near the area where the ancient city of Bnei Brak once stood. The city is mentioned in the Passover Haggadah as the setting of perhaps the most famous seder in Jewish history.

“It happened once [on Pesach] that Rabbi Eliezer, Rabbi Yehoshua, Rabbi Elazar ben Azariah, Rabbi Akiva and Rabbi Tarfon were reclining in Bnei Brak and were telling the story of the exodus from Egypt that whole night,” reads the text (translation Sefaria.org).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Symon Petlura zapłacił życiem za lojalność wobec Polski i marzenie o niepodległej Ukrainie

Symon Petlura (1879-1926) w mundurze naczelnego atamana wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej na zdjęciu z 1919 r. (Fot. Wikimedia Commons)

Symon Petlura zapłacił życiem za lojalność wobec Polski i marzenie o niepodległej Ukrainie

Paweł Smoleński


Petlura postawił na sojusz z Polską, bo podobnie jak Piłsudski uważał, że najważniejsze jest rozbicie lub choć osłabienie Imperium Rosyjskiego. Wierzył, że dzięki temu ocali rdzeń państwowości ukraińskiej nad Dnieprem, ze stolicą w Kijowie. 100 lat temu zawarty został sojusz polsko-ukraiński.

Paweł Smoleński: Gdyby nakręcić rzetelny film o 1920 r., ta scena mogłaby być jego finałem. Marszałek Józef Piłsudski stoi przed żołnierzami chwilę wcześniej sojuszniczej armii ukraińskiej, internowanymi na mocy polsko-sowieckiego traktatu pokojowego zawartego w Rydze, i mówi: „Ja was, panowie, bardzo przepraszam”. To Polska porzuciła wtedy Ukrainę i jej marzenia o niepodległości, a to, niezależnie od okoliczności, można nazwać zdradą. Czy ataman Symon Petlura, głównodowodzący ukraińskiego wojska i symbol nadziei na samostanowienie, mógł przyjąć takie przeprosiny?

Prof. Jan Jacek Bruski*: Pokój ryski rzeczywiście wywołał rozgoryczenie wśród Ukraińców. Porównywali go później do rozejmu w Andruszowie z 1667 r., który podzielił tereny Ukrainy między Polskę i Rosję. Przeciwko układowi z bolszewikami protestowali też niektórzy Polacy, np. znany publicysta, działacz PPS Tadeusz Hołówko, który pisał: Opuściliśmy, zdradziliśmy Petlurę w Rydze. Sam Petlura rozumiał chyba jednak motywy polskiego partnera i trudną sytuację, w jakiej znalazł się Piłsudski. Obaj mężowie stanu mieli ze sobą dobry kontakt i wzajemnie sobie ufali. Widać to było od czasu ich pierwszego spotkania w grudniu 1919 r. Audiencja naczelnego atamana w Belwederze, rozpoczęta o wpół do dziewiątej wieczorem, trwała do piątej nad ranem, a rozmówcy zrobili na sobie duże wrażenie. Mimo różnicy wieku (polski przywódca był o 12 lat starszy) Petlurę i Piłsudskiego wiele zresztą łączyło: obaj byli działaczami socjalistycznymi, którzy – mówiąc obrazowo – wysiedli z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość.

Zgadzali się też, że największym zagrożeniem tej niepodległości jest i dla Polaków, i dla Ukraińców odradzający się imperializm rosyjski, nieważne, czy w „białym”, czy „czerwonym” wydaniu.

Traktat ryski tego nie zmienił. Należy też pamiętać, że zawarcie pokoju z bolszewikami nie oznaczało całkowitego wycofania poparcia dla petlurowców. Polska udzieliła jesienią 1920 r. gościny ponad 40 tys. cywilnych i wojskowych uchodźców z Ukrainy. Armia Petlury znalazła schronienie w polskich obozach dla internowanych, a w Tarnowie funkcjonowały dłuższy czas ukraiński rząd i parlament na uchodźstwie. Piłsudski w miarę możliwości, które niestety szybko się kurczyły, roztaczał parasol ochronny nad ukraińskimi emigrantami.

Jak to się stało, że po rewolucji lutowej, obaleniu caratu, Ukraina, kompletnie zrusyfikowana prowincja imperium Romanowów, co widać po rezultatach wcześniejszych wyborów do Dumy, nagle odżywa? Pojawia się polityczny naród ukraiński, wybucha ruch niepodległościowy?

– Dla zewnętrznych obserwatorów był to niespodziewany fenomen. Leon Wasilewski, druh Piłsudskiego i wybitny znawca spraw narodowościowych, pisał w 1911 r., że Ukraińcy na terenie Imperium Rosyjskiego są ciągle jeszcze materiałem etnograficznym, a nie narodem. Rozwój ruchu ukraińskiego nad Dnieprem (inaczej było w Galicji) napotykał liczne przeszkody. Struktura ukraińskiego społeczeństwa była bardzo spłaszczona. Brakowało ziemiaństwa i burżuazji, a chłopstwo sprawami narodowymi mało się interesowało – choć ewidentnie miało świadomość odrębności od nielubianych „kacapów”, Rosjan. Odrodzenie narodowe inicjowała niewielka grupa inteligencji. Jeden z mecenasów ruchu ukraińskiego, Jewhen Czykałenko, przytacza w swoich wspomnieniach taką anegdotę. Gdy w 1903 r. w Połtawie odsłaniano pomnik pisarza Iwana Kotlarewskiego, w uroczystościach wzięła udział cała ukraińska elita.

Działacze zajęli raptem dwa wagony w pociągu relacji Kijów – Połtawa. Wystarczyłaby – żartowali podróżni – katastrofa kolejowa, a byłoby po ukraińskim ruchu narodowym.

W tej opowieści jest wiele przesady, lecz coś było na rzeczy.

Naddnieprzańscy narodowcy, poza grupką mało znaczących radykałów, nie mieli wizji niepodległej Ukrainy. Chodziło im o uzyskanie drobnych koncesji, które i tak były trudno osiągalne, gdyż carskie władze negowały odrębność narodową Ukraińców. Traktowały ich jako część wielkiego, „trójjedynego” (złożonego z Wielkorusów, Białorusów i Małorusów) narodu rosyjskiego. Cała druga połowa XIX w. to czas represji wobec rozwijającego się ruchu ukraińskiego. Aż do rewolucji 1905 r. obowiązywać miał zakaz druku w języku ukraińskim, który sprowadzono do roli lokalnego dialektu. Rugowana była też sama nazwa „Ukraina”. Gdy wybuchła I wojna światowa, większość ukraińskich działaczy opowiedziała się za spełnieniem patriotycznego obowiązku wobec państwa rosyjskiego. Liczyli, że lojalność przyniesie wreszcie oczekiwane ustępstwa.

Naczelnik państwa Józef Piłsudski i naczelny ataman wojsk ukraińskich Symon Petlura wśród oficerów obu armii w Stanisławowie w sierpniu 1920 r. Fot. domena publiczna

Co, jak wiemy, się nie spełniło.

– Władze imperium ani myślały ustąpić. Ukraińcy zrozumieli, że ich nadzieje są płonne, gdy po wybuchu wojny znów rozkręciły się antyukraińskie represje – zarówno nad Dnieprem, jak i na terenie okupowanej przez Rosjan Galicji Wschodniej. Pojęli, że nie mogą wiązać nadziei z wojną, trzeba po prostu ją przetrwać, nie tracąc zbyt wiele.

Dopiero rewolucja lutowa wszystko postawiła na głowie.

Najpierw klęski wojenne, a później upadek carskiego reżimu osłabiły władzę centralną w Rosji, w całym imperium zaczęły budzić się uśpione ruchy narodowe i lokalne separatyzmy.

W marcu 1917 r. powstała w Kijowie Ukraińska Centralna Rada – organ, który był początkowo raczej klubem dyskusyjnym niż realnym ośrodkiem władzy. Nieoczekiwanie jednak zaczął zdobywać autorytet i aspirować do roli prowincjonalnego parlamentu, partnera rosyjskiego Rządu Tymczasowego. Bardzo ważne było wsparcie, jakiego Radzie udzieliły zjazdy ukraińskich delegatów chłopskich i żołnierskich. Do próby sił pomiędzy Kijowem a Piotrogrodem doszło w czerwcu 1917 r. Centralna Rada ogłosiła wówczas swój I Uniwersał, w którym zapowiadała autonomię Ukrainy i utworzenie lokalnego ukraińskiego rządu. Wybuchł pierwszy poważny kryzys, z którym zmierzyć się musieli demokraci, którzy doszli do władzy nad Newą. Ostatecznie wypracowano kompromis, który był jednak, obiektywnie rzecz biorąc, sukcesem Ukraińców.

Kim w tym politycznym rozgardiaszu był Symon Petlura?

– Pochodził z Połtawy, z ubogiej, wielodzietnej rodziny mieszczańskiej, ale o kozackich tradycjach. Jego ojciec był dorożkarzem, później dorobił się niewielkiej firmy przewozowej. Chłopcy z jego społecznej półki – tą samą drogą poszedł niewiele odeń starszy Iosif Dżugaszwili w Tyflisie – mieli jedną drogę rozwoju: studia w seminarium duchownym. Petlura związał się na nich z ukraińskim ruchem narodowym, za co wyrzucono go z uczelni. Działał w Rewolucyjnej Partii Ukraińskiej, która przekształciła się później w partię socjaldemokratyczną, ideowo podobną do polskiej PPS.

Tak samo nieufnej wobec rosyjskich socjaldemokratów, skupionej – jak PPS – na postulatach narodowych.

– Jeszcze przed wojną Petlura był znany w kołach socjalistycznych głównie jako publicysta, redaktor kilku ukraińskich czasopism. Pierwszoplanową postacią stał się dopiero po rewolucji lutowej. Działał wówczas wśród żołnierzy ukraińskich stacjonujących na Białorusi i został przez nich oddelegowany na zjazd wojskowy (ten, który poparł Centralną Radę) do Kijowa. Wkrótce stanął na czele Ukraińskiego Generalnego Komitetu Wojskowego, a później objął sekretariat (ministerstwo) spraw wojskowych w nowo powstałym rządzie ukraińskim. Powołanie do życia tego resortu było głównym przedmiotem sporu pomiędzy Radą a piotrogrodzkim Rządem Tymczasowym. Rosyjscy lewicowcy na czele z Aleksandrem Kiereńskim nie godzili się na tworzenie przez Ukrainę własnych struktur wojskowych.

Petlura nie miał żadnego przygotowania wojskowego. Był przede wszystkim zdolnym dziennikarzem, wkrótce ujawnić się miał jednak jego samorodny talent dowódczy. Jako jeden z nielicznych przedstawicieli lewicowych elit ukraińskich rozumiał konieczność tworzenia własnych sił zbrojnych. Wołodymyr Wynnyczenko, towarzysz i konkurent Petlury, ówczesny premier ukraińskiego rządu, uważał, że armia nie jest potrzebna, wystarczą ochotnicze milicje, a demokraci i rewolucjoniści ukraińscy szybko dogadają się z rosyjskimi. Do czasu bolszewickiego przewrotu jesienią 1917 r. znaczna część naddnieprzańskich działaczy narodowych uważała, że wystarczy im rozbudowana autonomia lub jakiś rodzaj ukraińsko-rosyjskiej federacji. Prof. Mychajło Hruszewski, przewodniczący Centralnej Rady, formułował ideę Stanów Zjednoczonych Europy Wschodniej. Bolszewicy przekreślili te oczekiwania.

Federaliści i autonomiści ukraińscy zostali zmuszeni, by myśleć o niepodległości, ale nie wszyscy zrozumieli, że niepodległości trzeba bronić. Petlura znakomicie to wyczuł.

Dzięki jego energii proklamowana nad Dnieprem Ukraińska Republika Ludowa (URL) uzyskała szanse na przetrwanie, a próby bolszewickich przewrotów w Kijowie zostały stłumione.

Po raz kolejny Petlura odegrał kluczową rolę rok później. W 1918 r. sytuacja nad Dnieprem zmieniała się jak w kalejdoskopie. Centralna Rada uzyskała pomoc w walce z bolszewikami ze strony mocarstw centralnych – Niemiec i Austro-Węgier – z którymi podpisała układ pokojowy w Brześciu Litewskim. Ukraińscy socjaliści byli jednak dla tych państw partnerem niezbyt wygodnym. W efekcie w kwietniu 1918 r. Niemcy wsparli monarchiczny przewrót w Kijowie, który wyniósł do władzy byłego carskiego generała, potomka znakomitej kozackiej rodziny, Pawła Skoropadskiego. Petlura, frankofil, który przeciwny był wiązaniu się z Berlinem i Wiedniem, znajdował się w tym czasie na politycznym marginesie. Powrócił do głównego nurtu jesienią, kiedy jako naczelny ataman wojsk ukraińskich i członek nowo powołanego Dyrektoriatu stanął na czele powstania przeciw Skoropadskiemu. Nad Dnieprem odnowiono wówczas URL, a Petlura stać się miał wkrótce jej niekwestionowanym przywódcą.

Propagandowy plakat bolszewicki z napisem: ‘Skorumpowany Petlura sprzedał Ukrainę polskim panom!’ Fot. BE&W, Wikimedia Commons

Pozycja odnowionej Ukraińskiej Republiki Ludowej była od początku trudna. Młodziutkie państwo musiało wojować z bolszewikami, a później również z białą armią gen. Antona Denikina. Aż do lata 1919 r. trwał ukraińsko-polski konflikt w Galicji Wschodniej, zakończony ukraińską porażką. Dlaczego Petlura na sojusznika wybrał akurat Polskę?

– Ukraińcy znaleźli się pod koniec 1919 r. w sytuacji podbramkowej. Terytorium kontrolowane przez władze URL skurczyło się wtedy do zachodnich skrawków Wołynia i Podola. Armia straciła zdolność bojową, nie tyle wskutek porażek na froncie, ile morderczej epidemii tyfusu. Ukraińcy galicyjscy nie chcieli porozumienia z Polską – Ukraińska Armia Halicka, walcząca dotąd ramię w ramię z Petlurą przeciwko „czerwonym”, przeszła w konsekwencji na stronę Denikina, wroga URL. Naczelny ataman odrzucał układy zarówno z nim, jak i z bolszewikami. Pozostawała więc tylko Polska.

Podjęty wybór wpisywał się w priorytety Petlury, który uważał za najważniejsze ocalenie rdzenia państwowości ukraińskiej nad Dnieprem, ze stolicą w Kijowie. Kwestia przynależności terytoriów peryferyjnych – zachodniej części Wołynia, Chełmszczyzny, Podlasia czy nawet Galicji – była dla niego ważna, lecz nie decydująca. Decyzja o sojuszu z Polską Piłsudskiego była racjonalna, choć bolesna ze względu na konieczność ustępstw terytorialnych.

Naczelny ataman i naczelnik państwa mieli podobny cel – rozbicie, a w każdym razie poważne osłabienie rosyjskiego imperium. Dlatego jesienią 1919 r. naturalne było, iż Petlura zwrócił się właśnie o polską pomoc.

W grudniowej deklaracji URL zrzekła się na korzyść Polski zachodniej części Wołynia i Galicji Wschodniej. Pod polską osłoną, w tajemnicy przed politycznymi przeciwnikami Piłsudskiego, Ukraińcy mogli przystąpić do odbudowy armii. Rozpoczęły się przygotowania do wspólnej polsko-ukraińskiej akcji przeciwko bolszewikom. Negocjacje polityczne zakończyły się w nocy z 21 na 22 kwietnia 1920 r. podpisaniem sojuszu Piłsudski – Petlura, zwanego też umową warszawską. Dwa dni później zawarto konwencję wojskową.

Strony porozumienia nie były równoprawne.

– Tak, to prawda. Ale obie czerpały wymierne korzyści. Dla Ukraińców był to ostatni moment, by podjąć na nowo walkę o niepodległość. Krótko mówiąc – Ukraina grała o wszystko. Jeśli chodzi o stronę polską, to liczyła ona na wsparcie armii URL, a bardziej jeszcze – uaktywnienie się na tyłach bolszewików ukraińskiej partyzantki i przychylność miejscowej ludności w czasie pochodu na Kijów. Ważny był też aspekt polityczny – Piłsudskiemu zależało na tym, by wyprawa kijowska nie była postrzegana w Londynie czy w Paryżu jako polska imperialistyczna awantura. Marszałek traktował petlurowską Ukrainę jako realnego sojusznika i partnera, choć oczywiście w jego optyce to Polska miała być czynnikiem wiodącym. Powstanie silnego, niepodległego państwa ukraińskiego było dla polskiego przywódcy w dłuższej perspektywie warunkiem koniecznym osłabienia Rosji i stworzenia konstelacji politycznej na wschodzie Europy, która trzymałaby w szachu Moskwę.

Wojnę z bolszewikami kończy traktat ryski, który rozwiewa marzenia o niepodległości Ukrainy. Petlura mieszka w Tarnowie, a następnie w Warszawie, a kiedy Piłsudski w 1923 r. traci resztki politycznego wpływu, musi szukać szczęścia na emigracji w Paryżu. Pożyje jeszcze niespełna trzy lata, zamordowany w zamachu.

– Do dziś sprawę tę otacza tajemnica. Znamy, oczywiście, sprawcę zabójstwa. Nie usiłował on nawet uciekać, a jego nazwisko trafiło na czołówki gazet na całym świecie. To Szolem Szwarcbard (Samuel Schwarzbard), naturalizowany we Francji żydowski emigrant. Petlura zginął z jego ręki na paryskiej ulicy, w środku dnia, wracając z restauracji w Dzielnicy Łacińskiej. Dokonawszy zbrodni, Szwarcbard oddał się w ręce policji. Od początku głosił, że zabójstwo jest zemstą za urządzane przez armię URL w 1919 r. pogromy, w których zginęła cała jego rodzina. Bardzo szybko proces zamachowca stać się miał sądem nad jego ofiarą i ukraińskimi aspiracjami niepodległościowymi. Petlurze zarzucono antysemityzm i patronowanie represjom wobec ludności żydowskiej. W obronie zabójcy wystąpił cały szereg znanych osobistości, a we francuskiej prasie rozwinęła się antyukraińska kampania propagandowa. Można było odnieść wrażenie, że opinia publiczna nad Sekwaną chce zrehabilitować się za niedawną przecież sprawę Dreyfusa. Nikt nie zwrócił uwagi, że materiał dowodowy dotyczący domniemanej odpowiedzialności naczelnego atamana za pogromy cichaczem podrzucali adwokatowi Szwarcbarda Sowieci. Równocześnie odrzucono przekonujące świadectwa, że Petlura sprzeciwiał się pogromom i karał (a przynajmniej usiłował karać) ich sprawców. W efekcie w październiku 1927 r. ława przysięgłych uniewinniła mordercę.

Nie mamy do końca pewności, jakie były kulisy zamachu. Czy rzeczywiście stał za nim samotny mściciel, czy był to umiejętnie uknuty spisek?

Wiele przesłanek wskazuje, że w grę wchodziła raczej druga wersja i że odpowiedzialność za zbrodnię ponoszą sowieckie służby specjalne. Prawdopodobnie wykorzystały one Szwarcbarda jako nieświadome narzędzie – zabójca mścił się za prawdziwe krzywdy, ale był osobą zmanipulowaną. Dodajmy, że w tym samym mniej więcej czasie planowano podobny zamach na Simona Mdiwaniego, jednego z przywódców emigracji gruzińskiej. W ostatniej chwili odwołano jednak wydane już rozkazy.

Do zabójstwa Petlury doszło w znaczącym momencie, zaledwie dwa tygodnie po przewrocie majowym Piłsudskiego. W paryskich kołach politycznych powtarzano pogłoskę, iż Marszałek pozostaje w kontakcie z Petlurą, który szykuje się do wyjazdu do Warszawy, żeby odnowić sojusz ukraińsko-polski. Czy przywódca URL naprawdę miał taki plan, trudno powiedzieć. To, że dawni sojusznicy utrzymywali ze sobą kontakt, było jednak faktem. Do Paryża jeździł już wcześniej emisariusz Piłsudskiego, wspominany Tadeusz Hołówko. Przekazane przezeń środki umożliwiły aktywizację działań emigracji ukraińskiej. Już od jesieni 1925 r. zaczął dzięki nim wychodzić w stolicy Francji tygodnik „Tryzub” redagowany faktycznie przez Petlurę. W Polsce panowała dość powszechna opinia, że zabójstwo naczelnego atamana musiało zostać zaplanowane na Kremlu. Ukraiński dziennik „Diło” napisał wprost, iż Petlura zapłacił życiem za powrót Piłsudskiego do władzy w Warszawie.

Józef Piłsudski i Symon Petlura (salutują z okien wagonu) w Winnicy podczas wyprawy kijowskiej w maju 1920 r. Fot. BE&W, Wikimedia Commons

Czyli ataman Symon Petlura dotrzymał słowa danego Piłsudskiemu w 1919 r., że będzie sojusznikiem Polski i polskiego przywódcy aż po grób.

– Nie, to nie tak. Naczelny ataman nie ślubował wierności Polsce ani Piłsudskiemu. Nie był polskim wasalem, ale partnerem, sojusznikiem – reprezentującym słabszą w danym momencie, ale suwerenną państwowość ukraińską. Zachowanie lojalności wobec Polski było jego wyborem, za który zapłacił wysoką cenę. Notabene plany Sowietów – jeśli to oni rzeczywiście stali za paryskim zamachem – się nie powiodły. Chociaż Petlura zginął, do uaktywnienia współpracy Polski z ukraińskimi emigrantami rzeczywiście doszło.

Rząd petlurowski na wygnaniu był odtąd wspierany finansowo przez Warszawę, a kilkudziesięciu ukraińskich wojskowych służyło w polskiej armii jako oficerowie kontraktowi.

Ukraińcy stali się filarem zorganizowanego pod polską egidą ruchu prometejskiego – swoistej antysowieckiej międzynarodówki, która łączyła również emigracyjnych działaczy z Gruzji, Azerbejdżanu, Turkiestanu, górali kaukaskich, Tatarów krymskich i nadwołżańskich oraz przedstawicieli tzw. Wolnych Kozaków. Zamordowany naczelny ataman był jedną z ikon tego ruchu, miał też wielu polskich admiratorów. Pamięć o nim i o polsko-ukraińskim sojuszu 1920 r. kultywowała m.in. paryska „Kultura”. Jerzy Giedroyc wystąpił w obronie Petlury, gdy francuska telewizja nadała program przedstawiający go jako antysemitę i „pogromczyka”, a w rocznicę jego śmierci na jego grobie pojawiały się regularnie świeże kwiaty od Redaktora.


Jan Jacek Bruski – dr hab., profesor w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor m.in.: „Petlurowcy. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej na wychodźstwie, 1919-1924”, Kraków 2000; „Hołodomor 1932-1933. Wielki Głód na Ukrainie w dokumentach polskiej dyplomacji i wywiadu”, Warszawa 2008. Razem z prof. Władysławem Werstiukiem stoi na czele polsko-ukraińskiej komisji historyków badającej wzajemne stosunki w latach 1917-21. Z inicjatywy komisji, utworzonej przez Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i Akademię Kijowsko-Mohylańską, przygotowany został tom „Sojusz Piłsudski-Petlura. Dokumenty i materiały”. Pojawi się w księgarniach w kwietniu, w setną rocznicę podpisania polsko-ukraińskiego układu sojuszniczego.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Blinken: US stands with Israel, ICC lacks jurisdiction to hold investigation

Blinken: US stands with Israel, ICC lacks jurisdiction to hold investigation

OMRI NAHMIAS


The US “will continue to uphold our strong commitment to Israel and its security, including by opposing actions that seek to target Israel unfairly.”

International criminal court / (photo credit: REUTERS)

WASHINGTON – US Secretary of State Antony Blinken expressed the US’s opposition to the prosecutor of the International Criminal Court’s (ICC) decision to open a full war crimes probe against Israel and the Hamas terrorist group in the Gaza Strip on Wednesday night.

“The United States firmly opposes and is deeply disappointed by this decision. The ICC has no jurisdiction over this matter,” Blinken said in a statement issued early Thursday morning. “Israel is not a party to the ICC and has not consented to the Court’s jurisdiction, and we have serious concerns about the ICC’s attempts to exercise its jurisdiction over Israeli personnel.”

Blinken also stressed that the Palestinians don’t qualify as a sovereign state and therefore cannot participate in the ICC.

The secretary of state stressed that the US remains “deeply committed to ensuring justice and accountability for international atrocity crimes” and recognizes “the role that international tribunals such as the ICC can play—within their respective mandates—in the pursuit of those important objectives.”

“Moreover, the United States believes a peaceful, secure and more prosperous future for the people of the Middle East depends on building bridges and creating new avenues for dialogue and exchange, not unilateral judicial actions that exacerbate tensions and undercut efforts to advance a negotiated two-state solution,” added Blinken. “We will continue to uphold our strong commitment to Israel and its security, including by opposing actions that seek to target Israel unfairly.”

The US “firmly opposes and [is] disappointed by the ICC prosecutor’s announcement of an investigation into the Palestinian situation,” said Ned Price, the State Department’s spokesperson.

Speaking at the department’s press briefing, Price said that the US “will continue to uphold our strong commitment to Israel and its security, including by opposing actions that seek to target Israel unfairly.”
“The ICC has no jurisdiction over this matter,” he continued. “Israel is not a party to the ICC, and it has not consented to the court’s jurisdiction. We have serious concerns about the ICC’s attempts to exercise its jurisdiction over Israeli personnel.”

He went on to say that the Palestinians do not qualify as a sovereign state, and therefore are not qualified to obtain membership at the ICC.
“The United States has always taken the position that the court’s jurisdiction should be reserved for countries that consent to it or that are referred by the UN Security Council,” Price added. “As we made clear when the Palestinians purported to join the Rome statute in 2015, we do not believe that Palestinians qualify as a sovereign state, and therefore are not qualified to obtain membership, as a state or to participate as a state in international organizations, and that includes, in the ICC.”


Jerusalem Post Staff contributed to this report.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


US outraged over Iran role in Yemen; ICC to probe alleged Israeli war-crimes

US outraged over Iran role in Yemen; ICC to probe alleged Israeli war-crimes

TV7 Israel News


1) In the face of a looming investigation by the International Criminal Court, or ICC, into alleged war-crimes which the Palestinians claim were committed by Israel; hundreds of Israeli citizens may be subject to arrests while visiting Europe, or elsewhere.

2) Israel intends to establish a “special security arrangement” with its Gulf Arab partners in light of mutual concerns regarding Iran.

3) Washington voices outrage over Tehran’s evident role in fanning the flames of conflict in Yemen.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Pokolenie oszukanych, którzy popierają BDS

Pokolenie oszukanych, którzy popierają BDS

Richard Kemp
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Raz jeszcze zbliżamy się do odmętów dorocznego światowego Tygodnia Nienawiści do Żydów. Jego organizatorzy dobrze wiedzą, że nie mogą nazywać tej imprezy jej prawdziwą nazwą. Nazwali zatem swój festiwal nienawiści “Tygodniem Apartheidu w Izraelu”, ale prawdziwe znaczenie i cel tego są zupełnie oczywiste. Od jego wczesnego jątrzenia w Toronto w 2005 roku Tydzień Nienawiści do Żydów narzucono światu, zakażając uniwersytety od Ameryki do Australii i od Afryki Południowej do Irlandii Północnej.

Tydzień Nienawiści do Żydów organizowany na kampusach co roku o tej porze jest okrętem flagowym rasistowskiego ruchu Bojkot, Dywestycje i Sankcje (BDS), którego celem jest przekonanie studentów do jego złowrogiej krucjaty. W pierwszej linii BDS są organizacje Students for Justice in Palestine oraz Jewish Voice for Peace w USA, a w Wielkiej Brytanii Palestine Solidarity Campaign (PSC) i War on Want. Członkinie “Demokratycznego Plutonu”, Ilhan Omar i Rashida Tlaib, należą do głównych cheerleaderek w Ameryce. W Wielkiej Brytanii skompromitowany były przewodniczący Labour Party, Jeremy Corbyn, jest zażartym orędownikiem BDS, jak również wielu z jego partii, włącznie z członkami parlamentu.

BDS rozgłasza, że działa na rzecz “wolności, sprawiedliwości i równości” dla narodu palestyńskiego. Mniej otwarcie mówią o swoim pragnieniu wymazania państwa żydowskiego, bo obawiają się o utratę poparcia ze strony tych osób i organizacji, które autentycznie chcą polepszyć życie Palestyńczyków, ale nie chcą likwidować całego kraju i jego żydowskich obywateli.

Urodzony w Katarze Omar Barghouti, jeden z założycieli BDS, wielokrotnie odrzucał rozwiązanie w postaci dwóch państw i zamiast tego opowiadał się za jednym państwem: “Stanowczo, jak najbardziej stanowczo sprzeciwiamy się żydowskiemu państwu w jakiejkolwiek części Palestyny”. Mówi wyraźnie, że jego definicja “Palestyny” obejmuje całość państwa Izrael.

Kolega Barghoutiego, absolwent Harvardu, pisarz i aktywista, Ahmed Moor zgadza się: “BDS istotnie oznacza koniec państwa żydowskiego”. Po drugiej stronie Atlantyku w zeszłym tygodniu notoryczny orędownik BDS, profesor David Miller z Bristol University żądał “położenia kresu” “syjonizmowi jako funkcjonującej ideologii”. Syjonizm jest poparciem dla istnienia i rozwoju państwa Izrael. Słowa Millera są więc ledwo ukrytym kodem na zakończenie istnienia powszechnie uznanego, demokratycznego państwa członkowskiego ONZ. Jego jadowite słowa wzmocnił w tym tygodniu inny zwolennik BDS i były poseł z ramienia Labour, Chris Williamson, cytując terrorystkę, porywaczkę samolotów, Leilę Khaled.

Mimo że BDS twierdzi, że jest ruchem niestosującym przemocy, grupy uznane za organizacje terrorystyczne – takiej jak Hamas, Palestyński Islamski Dżihad i Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – są reprezentowane w Narodowym Komitecie BDS. Barghouti mówi: “Nie wstydzimy się tego, że mamy zbrojny ruch oporu w dodatku do pokojowego oporu przez całe nasze istnienie”. On i jego poplecznicy odmawiają potępienia terroryzmu.

Dyskutowałem o tym wszystkim ze studentami niosącymi plakaty BDS i wykrzykującymi slogany podczas Tygodnia Nienawiści do Żydów na różnych kampusach, włącznie z New York University i University of Bristol, gdzie byłem na zaproszenie Realize Israel i Pinsker Centre, dwóch wyróżniających się bastionów walki przeciwko nienawiści do Żydów. Wszyscy uczestnicy protestów, jakich spotkałem, zaprzeczali, że chcą zniszczenia Izraela lub że popierają przemoc. Młodzi i podatni na wpływy mężczyźni i kobiety, którzy głównie skupiają się na swoich studiach, zostali nabrani przez podżegaczy Barghoutiego i sądzą, że demonstrują w poparciu dla rozwiązania w postaci dwóch państw, które ma zostać osiągnięte pokojowymi metodami.

Prawdę o globalnym ruchu BDS rozumie bardzo niewielu, a jest ona jeszcze bardziej mroczna niż jakiekolwiek publicznie deklarowane lub prywatnie szeptane romantyczne idee o zmianie politycznej. Raport izraelskiego Knesetu z 2015 roku pokazał, że BDS nie ma żadnego wpływu na gospodarkę kraju i nie oczekuje się, że wywrze taki wpływ w przyszłości. Eksport Izraela do Unii Europejskiej, gdzie BDS jest najsilniejszy, niemal podwoił się od momentu założenia BDS 10 lat wcześniej. Przez 16 lat BDS nie wpłynął na Izrael, nie osiągnął żadnego ze swoich celów. Mimo niekończących się starań o bojkotowanie, wycofywanie inwestycji i nakładanie sankcji na państwo żydowskie, osiągnęli zerowy rezultat w ekonomii, polityce lub kulturze Izraela.

Ta wyraźna i bezdyskusyjna rzeczywistość wskazuje na ich autentyczny, ale niewypowiedziany cel. Przywódcy BDS w żadnym razie nie są głupi. Wiedzą z doświadczenia, że nie potrafili i nigdy nie potrafią wykończyć żydowskiego państwa ekonomicznie i że są niezdolni do postawienia wyzwania izraelskiej potędze militarnej. Zamiast tego ich kampania poświęcona jest ściganiu Żydów wszędzie, gdzie ich znajdą, karaniu Żydów na całym świecie za istnienie żydowskiego państwa i podważanie poparcia dla Izraela wśród Żydów i nie-Żydów. Najsilniejszymi zwolennikami Izraela poza krajem są członkowie Diaspory. Zmniejszenie tego poparcia i nakłonienie Żydów, by oczerniali Izrael, jest celem ruchu BDS.

Ruch BDS, rozmaici antyizraelscy propagandyści, z powodzeniem zwrócili wielu Żydów przeciwko Izraelowi, a niektórzy nawet dołączyli do BDS. To rośnie z roku na rok. Przykładem jest Jewish Voice for Peace, prowadzący swoje ataki z USA; i w Wielkiej Brytanii Jewish Voices for Labour, wśród założycieli którego była awangarda BDS, Palestine Solidarity Campaign (PSC).

BDS mówi swoim zwolennikom, że jest “ogólnie włączającym, antyrasistowskim ruchem praw człowieka, który z zasady sprzeciwia się wszystkim postaciom dyskryminacji, włącznie z antysemityzmem i islamofobią”. To jest kłamstwo. Dowody na jego prawdziwą naturę można znaleźć w klasycznym antysemityzmie, który przenika tak wiele jego działań, włącznie z wezwaniami do zabijania Żydów, atakowaniem żydowskiej religii, wybieraniem ludzi na cel ataków dlatego, że są Żydami i propagowania krwawych oszczerstw, negacji Holocaustu i aprobaty dla Holocaustu. Wszystko to jest wszechstronnie udokumentowane w raporcie CAMERA z maja 2020 r. (Campaign for Accuracy in Middle East Reporting and Analysis). W 2017 roku dossier z Jewish Human Rights Watch w Wielkiej Brytanii pokazało, że niemal 50% szkockich zwolenników PSC otwarcie dzieliło się antysemickimi materiałami na kontach mediów społecznościowych.

Poza udaną rekrutacją naiwnych Żydów, ruchowi BDS udało się rozpalić i podtrzymywać aktywny antysemityzm na campusach. AMCHA, amerykańska organizacja nonprofit, która dokumentuje, bada i zwalcza antysemityzm na uczelniach i uniwersytetach, pisze: “Szkoły, które promują BDS i inne rodzaje antysyjonistycznej retoryki… mają trzy do ośmiu razy więcej incydentów napaści na żydowskich studentów” włącznie z napaściami fizycznymi, dławieniem wolności słowa i niszczeniem własności.

BDS udało się także pogorszyć życie palestyńskich Arabów, tych właśnie ludzi, którym, jak fałszywie twierdzą, pomagają. To obejmuje wspieranie i wzmacnianie kierownictwa Autonomii Palestyńskiej (AP) i Hamasu, czyli ludzi, którzy od dziesięcioleci używają własną ludność jako pionki przeciwko Izraelowi – ich dobrostan i dobrobyt, a często także ich życie poświęcone zostało na ołtarzu nienawiści do państwa żydowskiego. Ci przywódcy systematycznie sprzeniewierzają olbrzymie fundusze wysyłane przez społeczność międzynarodową na pomoc ludności palestyńskiej, by sami wzbogacać się, używać ich do zbrojnych ataków na Izrael, do mordowania Żydów i wychowywania palestyńskich dzieci, by nienawidziły państwa żydowskiego. W tym miesiącu brytyjska gazeta “Jewish News” ujawniła, że 145 milionów dolarów z pieniędzy brytyjskich podatników wydano na podżeganie w palestyńskich szkołach tylko od 2016 roku.

Raz za razem palestyńscy przywódcy odrzucali wszystkie oferty pokoju, woląc biedę dla swojej ludności, przemoc i niekończący się konflikt niż jakąkolwiek propozycję dzielenia terytorium z Żydami. Mimo wszystkiego, co mówi po angielsku negacjonista Holocaustu, prezydent AP, Mahmoud Abbas (obecnie wchodzący w 17 rok sprawowania czteroletniej kadencji prezydenckiej), jego polityka pozostaje taka sama jak zadeklarowana postawa przywódców BDS: rozwiązanie w postaci jednego państwa i likwidacja Izraela.

Obnosząc się ze swoim ulubionym sloganem podczas Tygodnia Apartheidu w Izraelu, ruch BDS na każdym kroku piętnuje Izrael jako “państwo apartheidu”. Istnieje powód ich całkowitej porażki: żaden rząd ani międzynarodowa instytucja im nie wierzy. Wręcz przeciwnie, wiedzą, że to Autonomia Palestyńska i Hamas praktykują apartheid. Używając słów, w których słychać złowrogie echo Trzeciej Rzeszy, Abbas powiedział podczas przemówienia w Egipcie: “W ostatecznym rozwiązaniu nie zobaczymy ani jednego Izraelczyka – cywila lub żołnierza – na naszych ziemiach”. Miał na myśli Żydów. Izraelscy Arabowie byliby mile widziani.

Na terytorium kontrolowanym przez AP od 2010 roku karą za sprzedaż ziemi Żydom jest śmierć. Chociaż było wiele pozasądowych morderstw tych, którzy przekroczyli ten zakaz, żaden sąd nie wydał wyroku śmierci. Kilku Palestyńczyków otrzymało jednak surowe kary. Na przykład w 2018 roku sąd w Ramallah skazał Palestyńczyka ze wschodniej Jerozolimy na dożywocie w więzieniu z ciężkimi robotami za próbę sprzedaży nieruchomości Żydom.

Tymczasem, poza 1,8 milionami Arabów izraelskich (około 20% populacji), którzy wszyscy mają równe obywatelstwo i prawa w Izraelu, tysiące palestyńskich Arabów podróżuje do pracy w Izraelu. To jest coś, co ruch BDS na wszelkie sposoby próbował powstrzymać. Na przykład, setki palestyńskich Arabów straciło pracę, a ich rodziny zostały pozbawione dochodów w 2015 roku, kiedy protest BDS przeciwko SodaStream zmusiło fabrykę do przeniesienia się z Judei na Negew. Nie zadowoliwszy się tym, BDS Barghoutiego nadal protestował przeciwko nowej fabryce SodaStream, która zatrudnia ponad 300 beduińskich Arabów.

Większość nieszczęsnych studentów w Wielkiej Brytanii, Ameryce i innych krajach, którzy naiwnie popierają BDS, nie ma pojęcia o tym wszystkim. Zdradzili ich przede wszystkim ich profesorowie uniwersyteccy, których zadaniem jest kierowanie nimi i wpływanie na nich dla czynienia dobra, nie zaś omamiania ich tak szkodliwą narracją.

Sekretarz Stanu Antony Blinken mówi, że on i prezydent Biden są “zdecydowanie przeciwni” BDS, ponieważ “niesprawiedliwie i niewłaściwie koncentruje się tylko na Izraelu i tworzy podwójne standardy”. Innymi słowy jest to ruch antysemicki. Administracja USA powinna podjąć plany poprzedniego sekretarza stanu, Pompeo, by odciąć rządowe finansowanie organizacjom, które angażują się w BDS lub w inny sposób popierają ten ruch, takie jak Amnesty International, Oxfam i Human Rights Watch.

Rząd brytyjski i rządy europejskie powinny uczynić podobnie, a także wszystkie kraje, w których rozpanoszył się BDS. Nie powinno być żadnych wątpliwości że ten jadowity ruch z jego Tygodniami Nienawiści do Żydów i innymi trującymi akcjami nie jest po to, by zrealizować prawomocne zmiany polityczne ani pomóc Palestyńczykom, jak to oszukańczo twierdzą, ale by wykorzystać konflikt izraelsko-palestyński jako pretekst do terroryzowania zastraszania, nękania i wypędzania Żydów przy każdej okazji.


Richard Kemp: Były dowódca sił brytyjskich w Afganistanie, pracował w Joint Intelligence Committee oraz COBR. Po przejściu na emeryturę napisał książkę o wojnie w Afganistanie Attack State Red, która stała się bestsellerem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com