Archive | July 2021

Denazyfikacja Bliskiego Wschodu wymaga ponownej denzyfikacji Niemiec

Zrzut z ekranu z konta Twittera przewodniczącego UN Watch Hillela Neuera, który pyta Ministra Spraw Zagranicznych Niemiec, Heiko Maasa dlaczego rok po roku Niemcy na forum ONZ potępiają naród żydowski więcej razy niż wszystkie inne narody świata razem wzięte?


Denazyfikacja Bliskiego Wschodu wymaga ponownej denzyfikacji Niemiec


Mark Pickles
Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


Jak wielokrotnie pisałem (również w poprzednim artykule na moim blogu),  nazizm i islamizm były sprzymierzone od czasu powstania Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie w 1928 roku oraz pierwszych nieoficjalnych przekładów  Mein Kampf i Protokołów Mędrców Syjonu na arabski.

W 1930 roku, oficjalne arabskie tłumaczenia  Mein Kampf  były rozprowadzane za zgodą Hitlera, choć z modyfikacjami mającymi zamaskować pogardę Hitlera dla arabskiej rasy.

Po wojnie przywódca Bractwa Muzułmańskiego, islamski teolog i filozof, Sajjid Kutb napisał własną wersję „Mein Kampf” pod tytułem: Nasza walka z Żydami (pierwsze wydanie w roku 1950), która jest islamizacją nazizmu, a jej główne tezy odnajdujemy dziś w Karcie Hamasu. W 1964 roku Sajjid Kutb opublikował Kamienie milowe  (1964): książkę zawierającą filozofię i mapę drogową dla Państwa Islamskiego. Do końca ubiegłego wieku i na początku obecnego tysiąclecia) Bractwo Muzułmańskie (i Hitler) odzyskało popularność na całym świecie, także w Niemczech, ale przede wszystkim w krajach islamskich. Mein Kampf  jest nieustającym bestsellerem w Turcji, Bangladeszu, na terytoriach AP, w Jordanii, w Pakistanie itd.

Niewiele możemy zrobić na Zachodzie, by zdenazyfikować islamizm. Muszą to zrobić muzułmańscy myśliciele i przywódcy. Za każdym ruchem politycznym i rewolucyjnym w historii stoi filozofia, nieodmiennie zainicjonowana przez jakiegoś konkretnego człowieka. Możemy tylko mieć nadzieję, że islam wyłoni odważnych przywódców,   którzy wyprowadzą islam spod wpływu Kutba (odciągną społeczeństwo od idei islamskiego państwa) i przejdą do nowego, zdrowego paradygmatu. Być może dzięki Porozumieniom Abrahamowym będziemy świadkami malejącego wpływu Bractwa Muzułmańskiego i Kutba w niektórych państwach Zatoki Perskiej (pomimo politycznej dominacji BM w Katarze). Mam nadzieję, że islam może wyłonić nową filozofię, która wypchnie  wpływy dominującej w świecie arabskim od czasów II wojny światowej filozofii Kutba.

Jednocześnie konieczne jest, aby więcej ludzi na Zachodzie zaczęło dostrzegać i kwestionować filozoficzne źródła ludobójczego antysemityzmu nadal płynące z Niemiec.

Podczas gdy nie możemy mieć zbyt wysokich oczekiwań wobec ludzi, którzy od dzieciństwa mieli prane mózgi przez islamistyczne reżimy, w których ludobójczy antysemityzm/antyizraelizm jest nadal państwową ideologią polityczną, niemieccy obywatele żyją w wolnym kraju, a ich filozofia jest ich wyborem.

Najwyższy czas, aby ponownie zdenazyfikować Niemcy. Nadszedł również czas, aby zakwestionować  polityczne zaangażowanie Niemiec w tzw. rozwiązanie w postaci dwóch państw, podczas gdy popierane przez Niemcy arabskie organizacje i reżimy są otwarcie zaangażowane w unicestwienie Izraela i nie są w najmniejszym stopniu zainteresowane takim rozwiązaniem. Nadszedł czas, aby zapytać, dlaczego Niemcy są na arenie międzynarodowej największym donatorem dla palestynizmu (to jest dla organizacji opartych na filozofii ostatecznego rozwiązania kwestii izraelskiej pod hasłem „wolna Palestyna” – A.K.).

Dla tych, którzy nie znają historii tego pojęcia, „denazyfikacja” była terminem używanym przez anglojęzycznych aliantów po II wojnie światowej, aby wyleczyć Niemców i Austriaków (w tym dzieci), z trwającego dekadę nazistowskiego prania mózgów. W szczególności Brytyjczycy wzięli na siebie odpowiedzialność za denazyfikację Niemców, jednocześnie odbudowując niemieckie centrum przemysłowe – Zagłębie Ruhry.  Ten krótki film nakręcony w 1946 roku przez Departament Wojny USA został nakręcony częściowo po to, by wyjaśnić Brytyjczykom, dlaczego tak dużo brytyjskiego czasu i środków poświęca się na pomoc Niemcom. Stany Zjednoczone, pod przewodnictwem generała Douglasa MacArthura, przeprowadziły podobny proces cywilizowania Japończyków, którym wyprano mózgi kultem cesarza i wiarą, że są boską rasą, której przeznaczeniem jest rządzenie światem.

Ten film z 1946 roku wyjaśnia proces denazyfikacji, który był zasadniczo procesem rechrystianizacji, przekonując Niemców (nie tylko sędziów, nauczycieli i duchowieństwo), do zastąpienia swojego Führera nie innym człowiekiem lub inną ideologią polityczną, ale Bogiem. (Przypis tłumacza: Jak się wydaje Autor trochę myli demokrację z Bogiem, bardzo trudno w dokumentach o denazyfikacji doszukać się instrukcji rechrystianizacji  – A.K.) Z drugiej strony sowieccy socjaliści z łatwością przekonali Niemców Wschodnich do zastąpienia Hitlera Stalinem, co chętnie zrobili. Niemieckie dzieci na wschodzie zostały zmuszone do nauki rosyjskiego i wyprano im mózgi nową formą socjalizmu, opartą na filozofii marksistowsko-leninowskiej, w tym na „ateizmie naukowym”.

Powojenne Niemcy, jeśli się nad tym zastanowić, to największy polityczny eksperyment na świecie. Widzimy, jak bardzo ważna jest filozofia, gdy porównamy różnice w zachowaniu Niemców Zachodnich i Niemców Wschodnich od lat 50. Do lat 90. XX wieku. Niemcy Wschodnie nadal indoktrynowały młodzież do totalitaryzmu. Kościół luterański w Niemczech Wschodnich był lojalny wobec partii ( Sozialistische Einheitspartei Deutschlands, utworzonej w 1946 r.) i dlatego pozwolono mu pozostać jawnie antysemickim. Zjednoczenie Niemiec zbiegło się z odrodzeniem luterańskiego antysemityzmu, jak pokazywała w swoim artykule niemiecka protestancka  teolożka, dr Petra Heldt. Nakłoniono Niemców z NRD do wzajemnego szpiegowania i donosicielstwa, aby zapewnić powszechną lojalność wobec socjalistycznego państwa. Nie było polityki kadrowej opartej na kwalifikacjach, ale nagrody i kary za lojalność lub brak lojalności wobec Partii. Podobny układ widzimy dzisiaj w wielu krajach arabskich oraz w Iranie i Turcji.

Podczas gdy Brytyjczycy zmusili sędziów Niemiec Zachodnich do złożenia przysięgi tylko Bogu, na wschodzie nie było niezawisłości sędziowskiej, której sędziowie służyli Stalinowi. O wszelkich antystalinowskich poglądach nieodmiennie informowali sąsiedzi lub koledzy w pracy, którzy odnaleźli sens życia w dołączeniu do Stasi lub byli „tylko” donosicielami. Sędziowie wymierzali kary śmierci osobom usiłującym, a nawet planującym ucieczkę do okupowanych przez aliantów Niemiec.

Jednak ruch ludzi nie odbywał się wyłącznie ze wschodu na zachód. Na przykład ojciec Angeli Merkel, luterański pastor, postanowił przenieść się z rodziną (i 3-miesięczną Angelą) na wschód w 1954 roku. Wydaje się, że niektórzy luteranie byli tak samo zafascynowani Stalinem jak Hitlerem, być może postrzegając Stalina jako naturalnego następcę Hitlera. W końcu sam Marcin Luter był prawdopodobnie pierwszym ludobójczym antysemitą w historii filozofii niemieckiej. Hitler z pewnością znalazł u Lutra teologiczne uzasadnienie eksterminacji Żydów, pokazując niektóre z najbardziej zajadłych antysemickich tekstów Lutra w oszklonej gablocie, aby znali je wszyscy uczestnicy zgromadzeń jego sympatyków w Norymberdze.

Czy sama Angela Merkel podziela ludobójcze antysemickie poglądy? Oczywiście nie wprost. Można to jedynie oceniać po działaniach jej rządu i poparciu dla palestynizmu. Hillel Neuer pyta: Dlaczego @HeikoMass?

Chociaż od początku lat 90. zjednoczone Niemcy znajdują się w światowej czołówce w dziedzinie rozwoju nauki i technologii, moim zdaniem niewiele jest rzeczy, z których Niemcy mogą być dumne. Jak  pisałem w innym miejscu, Niemcy chcą wprowadzić świat w Industrie 4.0  i stworzyć człowieka przyszłości.

Ale Niemcy znów są antysemickim, mrocznym sercem Europy. Nie tylko społeczeństwo, nawet rząd niemiecki nie wydaje się próbować naprawić tego, co zrobili naziści i co kontynuowały władze NRD. Dlatego ważne jest pytanie Hillela Neuera „Dlaczego panie HeikoMass” i skierowanie tego pytania również do Angeli Merkel?

Oczywiście nie widzimy już swastyk, defilad i nazistowskich salutów w niemieckim życiu politycznym, kanclerz Merkel nie należy do Stasi, (chociaż podejrzewam, że Boris Johnson miał prawo  zapytać ją, czy była…). Oczywiście rząd niemiecki nie nawołuje dziś do ludobójstwa Żydów. I chociaż ostentacyjnie potępia odrodzenie się antysemityzmu w dzisiejszych Niemczech, daleki jest od prób naprawienia wyrządzonych krzywd. Niemcy przodują w Europie w przekazywaniu pałeczki ludobójczego antysemityzmu islamistom, poprzez palestynizm, lub to, co brytyjska dziennikarka Melanie Phillips nazywa  pogrobowym nazistowskim frontem przeciwko Żydom. Artykuł Melanie Phillips omawia głównie palestynizm w Wielkiej Brytanii (o którym ja również często pisałem). Ale przynajmniej w Wielkiej Brytanii istnieje silna polityczna opozycja wobec palestynizmu, odkąd Jeremy Corbyn wprowadził go do brytyjskiego głównego nurtu politycznego. Podczas ostatnich wyborów powszechnych w grudniu 2019 r. Partia Pracy poniosła największą porażkę od 1935 r., a tradycyjni wyborcy Partii Pracy, oddając głos na inne partie, często jako powód wskazywali na antysemityzm Corbyna.

 Dziś Berlin jest ponownie antysemicką stolicą Europy, a Niemcy są największym europejskim sponsorem arabskich grup antyizraelskich i oszukańczych grup „praw człowieka”, które są zaangażowane w działania zmierzające do wymazania Izraela z mapy świata. Ogromne fundusze płyną z Niemiec do antyizraelskich grup (niektóre z nich są otwarcie dżihadystyczne), są to pieniądze od rządu, od niemieckich organizacji pozarządowych i od niemieckich kościołów . Innymi słowy, Niemcy zlecają „ostateczne rozwiązanie” ugrupowaniom islamistycznym w Ziemi Świętej, które otwarcie deklarują zamiar ludobójstwa Żydów.

Niemcy nie są jedynym krajem europejskim, w którym od 2000 roku (i po Drugiej Intifadzie) obserwuje się odrodzenie antysemityzmu i antyizraelizmu. Według prezydenta Macrona, Francja jest dziś bardziej antysemicka niż kiedykolwiek od czasu II wojny światowej, jednak biorąc pod uwagę fakt, że Niemcy są jeszcze gorsze od Francji, a Niemcy są najpotężniejszym i najbogatszym narodem w Europie, oczywiste jest, że jeśli nie zlikwidujemy chronicznej choroby antysemityzmu w Niemczech, zniszczy to Europę. Islamiści dobrze o tym wiedzą, a prezydent Macron zaczął to sobie uświadamiać. Islamiści wiedzą, że antysemityzm to miękkie moralne podbrzusze Zachodu.

Hasło „Wolna Palestyna” jest łatwa do sprzedania Europejczykom, a zwłaszcza Niemcom. Tuvia Tenenbom, amerykańsko-izraelsko-niemiecki pisarz i dziennikarz, który pracował jako dziennikarz w kilku częściach świata, w tym w Niemczech, uważa, że jednym z powodów współczesnego niemieckiego palestynizmu jest psychologiczna potrzeba Niemców przynajmniej częściowego usprawiedliwiania tego, co ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie zrobili Żydom podczas II wojny światowej. Książka Tuvii Tenenboma Spałem w pokoju Hitlera to „dziennik podróży” po całych Niemczech, pokazujący obraz wszystkich warstw społecznych. Tuvia Tenenbom pokazuje, że antysemityzm w Niemczech jest dziś na podobnym poziomie, jak w okresie nazistowskim. W prezentacji książki Tenenboma wydawca pisze, że ten wielki reportaż pokazuje „kraj i kontynent, który zrodził Holokaust i który zmierza w kierunku wsparcia kolejnego Holokaustu organizowanego przez innych”.

Obecnie popularne stało się wśród dziennikarzy i polityków w całej Europie porównywanie Izraelczyków do nazistów. Profesor Richard Landes podaje  liczne przykłady na swoim blogu. W sondażu z 2004 roku 51% ankietowanych Niemców utożsamiało Izraelczyków z nazistami.

Izraelczycy należą do najlepszych i najbardziej moralnych ludzi na świecie. I pomimo codziennych ludobójczych ataków terrorystów, według brytyjskiego eksperta ds. spraw wojskowych, pułkownika Richarda Kempa, izraelskie wojsko jest  „najbardziej moralną armią na świecie”.

Niemcy, z których tak wielu utożsamia dziś Żydów z nazistami – mają najgorszą tradycję moralną we współczesnej historii Europy. Dziś demonizują Żydów, tak jak robili to w latach 30. XX wieku. Ta pokusa intelektualna, jakkolwiek perwersyjna i naciągana, jest dla wielu młodych Niemców nieodparta. Jeśli potrafisz przekonać siebie, że Żydzi byli tak samo źli jak naziści, to w jakiś sposób twoi niemieccy dziadkowie są usprawiedliwieni i możesz znaleźć sens życia w popieraniu palestynizmu.

Sugeruję zatem, że musimy pilnie przekonać Niemców do zmiany kierunku, aby po raz kolejny nie poprowadziły kontynentu europejskiego do piekła. Musimy zawstydzić Niemcy i przestać pozwalać im chować się za kurtyną palestyńskiego udawania, że chcą pokoju. Musimy przekonać Niemców do ponownej denazyfikacji.

Manifestacja w Berlinie 14 maja 2021r.Manifestacja w Berlinie 14 maja 2021r.


Mark Pickles – Brytyjski autor zajmujący się głównie dziennikarstwem naukowym, ale również muzyk i artysta. Studiował religioznawstwo, filozofię i kosmologię.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Poland Escalates Fight With Europe Over the Rule of Law

Poland Escalates Fight With Europe Over the Rule of Law

Steven Erlanger and Monika Pronczuk


Hungary and Poland are fighting with Brussels over values and rule of law. So, after a fashion, is Germany.

Flags for Poland and the European Union on display before a ceremony last summer in Warsaw.Credit…Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta, via Reuters

BRUSSELS — Poland has escalated a six-year struggle with the European Union over the rule of law after the country’s constitutional court ruled it did not have to comply with an order from the bloc’s supreme court over its oversight of judges.

The decision by the Polish court on Wednesday followed an order by the top E.U. court, the European Court of Justice, to suspend a disciplinary “chamber” that critics say has been used by the ruling Law and Justice party to intimidate judges not to its liking. Poland’s top court said that the European court, which is based in Luxembourg, did not have the power to impose such orders under Poland’s Constitution.

On Thursday, the European Court of Justice said that the system of overseeing and disciplining judges in Poland, set up by the ruling party, was not compatible with E.U. law and that its impartiality and independence from political interference cannot be guaranteed.

If Poland does not comply with the E.U. ruling, the European Commission, the bloc’s executive, can ask the court to impose daily fines. The Commission considers Poland’s actions to be a violation of the treaties that bind the bloc together and that guarantee an independent judiciary.

Poland’s government has argued that the disciplinary chamber, which was set up in 2018, was necessary to purge a corrupt system that includes Communist-era holdovers.

The Supreme Court in Warsaw.Credit…Kacper Pempel/Reuters

The head of Poland’s parliamentary commission for justice, Marek Ast, criticized the European court’s ruling, saying that the organization of justice systems should be the responsibility of E.U. member states. “The standards that E.C.J. is drawing from the E.U. treaties are not in line with Poland’s Constitution,” he said, referring to the court.

Zbigniew Ziobro, Poland’s justice minister, told reporters that the court’s decision was a political one that segregated states “into better and worse ones.”

In another battle over the rule of law, the Commission said on Thursday that it was starting separate legal proceedings against Poland and Hungary over alleged violations of the rights of L.G.B.T.Q. people. The Commission acted in response to Hungary’s recent law banning the depiction or promotion of homosexuality to those under 18 and to Poland’s so-called L.G.B.T.-ideology free zones.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Biden to Host Iraq’s Prime Minister at White House on July 26

Biden to Host Iraq’s Prime Minister at White House on July 26

Reuters and Algemeiner Staff


Iraqi Prime Minister Mustafa al-Kadhimi speaks to locals in Tarmiyah, Iraq July 20, 2020. Photo: Khalid Mohammed/Pool via REUTERS/File Photo

US President Joe Biden will host Iraqi Prime Minister Mustafa al-Kadhimi at the White House on July 26, the White House said on Friday.

The visit will highlight the strategic partnership between the two countries and advance bilateral cooperation under a 2008 agreement that governed the withdrawal of US troops from Iraq, White House Press Secretary Jen Psaki said.

Psaki listed areas of shared interest such as energy and health and said Biden looked forward to strengthening cooperation with Iraq on “security issues to include joint efforts to ensure the enduring defeat” of the Islamic State militant group.

Psaki made no reference to Iran, which exercises influence in neighboring Iraq through its close relations with the Baghdad government and by backing Shi’ite militia forces that mount attacks on military facilities hosting US forces.

A senior Iranian Revolutionary Guard commander urged Iraqi Shi’ite militias to step up attacks on US targets during a meeting in Baghdad last week, three militia sources and two Iraqi security sources familiar with the gathering said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ateny, Sparta i nora królika


Ateny, Sparta i nora królika

Andrzej Koraszewski


Mowa Peryklesa przypominana jest już coraz rzadziej, wygląda na to, że rosną szeregi chętnych, żeby zastąpić amerykańską Deklarację Niepodległości jakimś Projektem 1619.

Jutro 245 rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości, rocznica odrodzenia ateńskiej demokracji w jej najlepszej jak dotąd postaci. Sparta nie złożyła broni. Przeciwnie, zniszczenie demokracji nieustannie śni jej się po nocach i nie ustaje w swoich wysiłkach, żeby przybliżyć jej koniec. Amerykańskiej demokracji prawdopodobnie bardziej zagraża dziś dekadencja i wewnętrzne rozbicie niż wrogowie zewnętrzni. Zawsze niedoskonała, więc wielu kusi doskonałość totalitarnej utopii. Wyraźny i jednoznaczny okrzyk „Śmierć Ameryce” rozbrzmiewa najgłośniej w Teheranie, w Pekinie i w Moskwie mówią to samo, ale innymi słowami. Europa nigdy nie wybaczyła Ameryce, że ateńska idea zwyciężyła za oceanem, odbierając nam zaszczyt bycia ojczyzną wolności. Przypomnijmy najpierw fragment mowy Peryklesa:

Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większości obywateli, a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent osobisty, jakim się wyróżnia; nikomu też, kto jest zdolny służyć ojczyźnie, ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności. W życiu prywatnym nie wglądamy z podejrzliwą ciekawością w zachowanie się naszych współobywateli, nie odnosimy się z niechęcią do sąsiada, jeśli się zajmuje tym, co mu sprawia przyjemność, i nie rzucamy w jego stronę owych pogardliwych spojrzeń, które wprawdzie nie wyrządzają szkody, ale ranią. Kierując się wyrozumiałością w życiu prywatnym, szanujemy prawa w życiu publicznym; jesteśmy posłuszni każdoczesnej władzy i prawom, zwłaszcza tym nie pisanym, które bronią pokrzywdzonych i których przekroczenie przynosi powszechną hańbę.

Dwa i pół tysiąca lat temu powstała idea, którą wkrótce na długo złożono do grobu. Demos łatwo ulega kłamstwom demagogów. Dziś demagodzy mają gęby pełne słowa demokracja, ale robią wszystko, żeby zniszczyć jej zabezpieczenia. Prezydent Adams miał rację, mówiąc, że demokracja nigdy nie trwa długo, że szybko marnieje, mordując sama siebie. Amerykański dziennikarz i prawnik z Bostonu, Jeff Jacoby przypomina inne słowa Johna Adamsa, który pisał do żony, że czwarty lipca będzie już zawsze obchodzony hucznie i z radością. Zabawne, bo Adams do głębi urażony wyborczą porażką, wyjechał chyłkiem z Waszyngtonu przed inauguracją Thomasa Jeffersona, informując tym gestem, że obok demagogów, którzy świadomie niszczą demokrację, mogą ją również podgryzać personalne ambicje, często silniejsze niż wierność zasadom.        

Jeff Jacoby robi zabawną woltę, przypomina, że czwarty lipca jest również rocznicą innego wydarzenia. Również czwartego lipca, prawie sto lat później, w 1862 roku, uczony matematyk w towarzystwie pastora wraz z trzema dziewuszkami, z których najmłodsza miała osiem lat, a najstarsza 13, wybrali się łódką z Oxfordu w górę Tamizy. Kilka kilometrów od Oxfordu zatrzymali się na herbatę, a ponieważ dziewczynki były serdecznie znudzone poważną dyskusją panów, Charles L. Dodgson zaczął je zabawiać zmyśloną opowieścią. Jak wspominał później, szukając rozpaczliwie pomysłu na nową fabułę, wysłał bohaterkę swojej narracji prosto w króliczą norę, nie mając najmniejszego pojęcia, co będzie dalej.

My wiemy, że w norce, w której zniknął biały królik w kamizelce, który chwilę wcześniej gorączkowo spoglądał na zegarek i wyrażał obawy, że może się spóźnić, Alicja zobaczyła niebieską gąsienicę  palącą wodną fajkę, uśmiechniętego kota i Czerwoną Królową. Wtedy jednak, 4 lipca 1862 roku nikt, włącznie z autorem, nie miał zielonego pojęcia co będzie dalej. Dziesięcioletnia Alicja Liddell była jednak tak zauroczona, że wymusiła na uczonym matematyku, żeby napisał dla niej przygody Alicji.         

Odmówić nie było można więc Dodgson w wolnych chwilach realizował zamówienie Alicji i w lutym następnego roku miał gotowy pierwszy szkic pod tytułem Podziemne przygody Alicji. Kiedy pokazał go swojemu przyjacielowi, ten przeczytał opowieść swoim dzieciom, a dzieci oszalały i ich entuzjastyczne recenzje skłoniły matematyka do rozbudowania opowieści, która w rok później ukazała się z ilustracjami jednego z najlepszych ówczesnych angielskich rysowników, Johna Tenniela. Tytuł został zmieniony na Alicję w krainie czarów, a autor podpisał się skromnie jako Lewis Carroll.       

Pierwszy nakład w wysokości dwóch tysięcy egzemplarzy zniknął w okamgnieniu i okazało się, że książka urzekała niemal w równym stopniu dzieci i dorosłych. Dzieci urzekał cudowny absurd i wartkość narracji, dorosłych pokrętna logika, ukryte znaczenia, odwołania do filozofów z czytelną kpiną i głębia obserwacji różnych ludzkich przywar. W gronie zachwyconych czytelników znalazła się królowa Wiktoria, która wysłała do autora list z prośbą, aby zechciał jej przesłać swoją kolejną książkę, jak tylko zostanie wydrukowana. Oczywiście autor z przyjemnością to zrobił i przesłał jej w dwa lata później swoją pracę pod tytułem An Elementary Treatise on Determinants (Książka, na którą królowa czekała ukazała się dopiero w 1871 roku i miała tytuł Po drugiej stronie lustra).         

Jeff Jacoby, uciekając od nazbyt ponurych refleksji z okazji zbliżającej się rocznicy pisze, że skok Alicji w otchłań króliczej norki wydaje się najlepszą rzeczą, jaka mogła się wydarzyć 4 lipca, dodając szybko, że najlepszą, jeśli nie liczyć tego drugiego związanego z tą datą wydarzenia.   

Patrząc z dalekiej Polski obiecuję sobie solennie, że jutro zamiast lektury wstępniaków w amerykańskich gazetach, wrócę do lektury Alicji w krainie czarów. Nonsens. Triumfalistyczne wrzaski miłośników Sparty będą dobiegać ze wszystkich stron świata. Więc może jednak. Czy jeszcze cokolwiek pamiętam?

Alicja była już tak zrozpaczona, że o pomoc poprosiłaby teraz każdego. Kiedy więc Królik zbliżył się do miejsca, w którym siedziała, dziewczynka odezwała się nieśmiało i cichutko: — Przepraszam Pana uprzejmie… — Słysząc to, Królik upuścił na ziemię białe skórzane rękawiczki i wachlarz i rzucił się do ucieczki, by już po chwili zniknąć w ciemnościach. Alicja podniosła rękawiczki i wachlarz, a że w korytarzu było bardzo gorąco, zaczęła się nim wachlować.

Kto wie, może lepiej zanurzyć się w cudowne opary absurdu mądrego matematyka, niż spędzać godziny na studiowaniu głębokich słów mieszkańców świata, którzy uciekają od rzeczywistości, uparcie walczą z wszelką logiką, patrzą z podziwem na spartańskie sprawności dzieci w Gazie i podziwiają szeregi walczących o wolność bojowników Huti, którzy przecież nie mogą być terrorystami. 

Bojownicy Huti demonstrują swoje głębokie przywiązanie do wolności i demokracji.


Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Challenges to Gaza Ceasefire Are Arising Quickly

Challenges to Gaza Ceasefire Are Arising Quickly

Yaakov Lappin


Building equipment, sent by Egypt for Palestinians, arrives in the southern Gaza Strip, June 4, 2021. REUTERS/Ibraheem Abu Mustafa

Since seizing power in a violent coup in Gaza in 2007, Hamas has fought four major armed conflicts with Israel, and many smaller ones.

The frequency of these conflicts and the amount of time it took for Israeli deterrence to erode between the rounds of fighting indicate consistent challenges to Israel’s attempts to contain Hamas in Gaza and keep the Gazan arena relatively stable.

This stands in stark contrast to the Lebanese arena, which has remained largely stable since the 2006 Second Lebanon War (though it presents its own growing challenges to long-term containment approaches).

There is no alternative ruling regime in sight for Gaza, and the Israeli defense establishment views any notion of a near-term Palestinian Authority ruling presence in the Strip as unrealistic.

Israel is determined not to return to ruling over some two million hostile Gazans and being responsible for their daily needs, so the default approach of containing Hamas without toppling it is the option Israel has turned to since 2007. This was also true of the 11-day conflict that erupted in May, dubbed by Israel Operation Guardian of the Walls.

In recent years, Gaza has swung like a pendulum between escalations and attempts to reach longer-term mediated understandings between Israel and Hamas.

Intermediaries such as Egypt, the UN, and others have attempted to help negotiate more stable understandings, but so far, all such efforts have failed.

Even now, Israeli defense sources warn that another escalation could be imminent, so soon after the guns went quiet in May. The head of Hamas’s political bureau in Gaza, Yahya Sinwar, is messaging Israel that his patience is running out due to failed mediated talks over post-conflict arrangements. Israeli PM Naftali Bennet has vowed a new zero-tolerance approach to the kinds of “pressure tactics” Hamas used in the past to get Israel to agree to its demands, such as arson, explosive balloons, and rocket fire.

Ultimately, Hamas’s actions after the latest clash appear to suggest that it will always prioritize its radical ideological and political objectives over pragmatic considerations whenever those two factors come into conflict.

While Hamas is open to temporarily exploring tactical breaks to give Gazan civilians breathing room and its own military wing an opportunity to rearm and “build back better,” if it identifies an opportunity to promote its long-term radical ideological objectives or improve its political situation, that will take precedence over pragmatic realpolitik.

When Hamas fired seven rockets at Jerusalem and southern Israel on May 10, it did so because it spotted a golden opportunity to outmaneuver its rival, the Fatah-run Palestinian Authority, and market itself as the authentic defender of Jerusalem and the Al-Aqsa Mosque. But it also did so because its force build-up program had reached new milestones, and Hamas’s diverse arsenal of rockets made its leadership confident and prepared to take risks.

All the risks Hamas took in recent weeks were designed to serve a wider strategic objective: the eventual takeover by Hamas of the West Bank. This goal is driven by Hamas’s ideological determination to surround Israel with rocket bases and terror squads from two sides and stamp out competition from non-Islamist Palestinian rivals in the process.

Prior to the May conflict, the IDF’s Southern Command had been pursuing a strategic triangle made up of three key goals: boosting Israel’s readiness for war, waging a campaign to disrupt Hamas’s force build-up, and launching an ongoing humanitarian-economic improvement effort in Gaza.

The goal of preventing Hamas rearmament has grown significantly more important for Israel following the May conflict. This is based on the understanding that a well-armed Hamas is an overconfident Hamas, one that is prepared to take new kinds of risks.

Past attempts to create long-term stability were based on the idea of enabling Gaza to develop its economy and society — something Israel views as aligned with its own security interests, so long as it does not boost Hamas’s military wing in the process.

Yet these efforts have largely failed to lead to stability, as have efforts at securing the release of Israeli MIAs and civilians held by Hamas via a prisoner swap deal.

The question of whether a formula for a long-term arrangement is simply too elusive to be reached remains open. Events since 2007 strongly suggest that the answer is in the affirmative.

In fact, the May escalation casts into doubt the notion that Hamas’s top priority has been to improve Gaza’s economic and civilian-humanitarian situation at all.

Sinwar is prepared to advance Gaza’s civilian-economic interests only when doing so does not interfere with Hamas’s ideological objective of setting up and expanding an Islamist armed fortress.

Sinwar and the commander of Hamas’s military wing, Muhammad Deif, seem all too eager to integrate their Gazan army into the Iranian “ring of fire” club of proxies with which the Islamic Republic is patiently trying to surround Israel.

Hamas did not hesitate to risk war last month to promote its ideological maneuverings over the interests of the Gazan people, dragging them into another conflict and causing them much suffering.

When examining Hamas’s so-called identity crisis, a question that often presents itself is how the Islamist terror movement views itself. Is it as a civilian-political regime, a terror army, a national-pragmatic movement, or a fundamentalist radical Islamist force?

The latest events seem to push toward the conclusion that Hamas sees itself first and foremost as a revolutionary Islamist force. Its top priority is to use its control of Gaza to build an army, and then to expand its control to the West Bank by toppling or taking over the Palestinian Authority.

In the past, Hamas’s efforts to reach understandings with Israel were challenged by Palestinian Islamic Jihad, raising the question of whether Hamas could one day become an “enforcer of calm” despite its destructive ideology. Such ideas lack much supporting evidence following Operation Guardian of the Walls.

The high cost in blood and treasure of a full ground offensive into Gaza to fundamentally alter this troubling strategic reality has deterred successive Israeli governments from ordering this option.

This also means the idea of a clear victory has stopped being relevant when it comes to Israel’s military dealings with Hamas.

Israel is fighting a non-state military organization that is sufficiently decentralized to be able to fire rockets until the last day of a conflict, no matter how effective IAF strikes and Israeli intelligence may be.

Yet it may be premature to write off a clear victory in the future.

As part of its ongoing arms race with terror armies, the IDF is working on a new technological capability that involves intercepting rockets at their ascent stage — thereby eliminating, in most cases, warning sirens in Israeli cities — and using a large network of missiles and sensors to fire on all enemy launchers within 15 seconds of their attack on Israel.

If successful, such a technological leap forward could theoretically remove the only major weapon left in the hands of Hamas at this time, which is its diverse rocket arsenal, built with Iranian know-how, funding, and training.

In the more short-term future, however, the clouds of conflict with Hamas are once again looming.

Israel is not prepared to go back to the previous reality that took hold after the 2014 Gaza war. During those years, enough cement and metal to build 20 Burj Khalifa-sized skyscrapers entered Gaza for the purpose of reconstruction, but ended up underground in the form of the “Metro” combat tunnel system.

Israel’s insistence on changing the rules of the game is placing Hamas in a corner. Israel is insisting that new inspection capabilities be installed in Gaza by those who wish to help it recover. That would mean Hamas can no longer receive metal pipes for sewage and use them to build rocket engines, or take resources intended for schools and hospitals and divert them to its military wing. It also means Gaza’s economy cannot receive large-scale investment programs until Hamas releases two Israeli civilian captives and the remains of two MIA soldiers (although hundreds of trucks carrying humanitarian aid and basic goods continue to cross into Gaza every day).

At the end of the day, Israel’s interest clearly lies in conflict avoidance, but the dynamics on the ground do not suggest that long-term stability is on the horizon for Gaza at this time.

If Israel allows cement to pour into Gaza freely, new combat tunnels will be under construction in no time. If it prevents the entry of the cement, Hamas will likely escalate the security situation.

These daily post-conflict dilemmas are the reality Israeli decision makers must face as they seek to identify and pursue the “least-worst” options when it comes to the grim affairs of a Hamas-ruled Gaza.


Yaakov Lappin is a Research Associate at the Begin-Sadat Center for Strategic Studies and a military and strategic affairs correspondent. He conducts research and analysis for defense think tanks and is the military correspondent for JNS. His book The Virtual Caliphate explores the online jihadist presence.

A version of this article was originally published by The BESA Center.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com