Archive | June 2022

The Spielberg Jewish Film Archive – For a Jew its Home

The Spielberg Jewish Film Archive – For a Jew its Home

Hebrew University of Jerusalem


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Polska demokracja wyznaniowa

Polska demokracja wyznaniowa

Andrzej Koraszewski


Sporów na temat tego, czy Polska jest już państwem wyznaniowym, było wiele, teraz ukazała się  książka prawnika, który bada, w jakim stopniu polski system polityczny ma charakter państwa wyznaniowego i jak ten stopień wzrastał na przestrzeni ostatnich trzech dekad oraz jak jest zakorzeniony w historii ostatnich stuleci.

Mirosław Woroniecki w wydanej właśnie książce Katolicyzm jako ideologia totalitarnej władzy pokazuje jak silnie Kościół katolicki wpływa dziś na system prawny, na scenę polityczną, na główne dziedziny życia, takie jak ustawodawstwo, oświata, ochrona zdrowia, ale również na środki masowego przekazu i na gospodarkę. Często pisze się o klerykalizacji polskiego życia politycznego i społecznego, ale Woroniecki pokazuje, że to określenie jest zdecydowanie nazbyt słabe, że polska demokracja, w której widzimy tak silny sojusz polityki z Kościołem, coraz bardziej zmienia nasz kraj w państwo wyznaniowe.

Jak czytamy we wstępie:

Specyficzny model państwa wyznaniowego został ostatecznie domknięty wraz z nastaniem rządów tzw. Zjednoczonej Prawicy w 2015 r. poprzez zawarcie faktycznego sojuszu politycznego partii Prawo i Sprawiedliwość z Kościołem katolickim. Dzisiaj, gdy obowiązujące prawo państwowe, życie prywatne i aktywność obywateli podporządkowano fantazjom religijnym, widzimy wyraźnie jak poważne zagrożenie dla wolności osobistej i praw człowieka stanowi zawarty sojusz.

W definicjach państwa wyznaniowego centralnym i nieodłącznym elementem jest ustanowienie religii państwowej. Polska konstytucja teoretycznie gwarantuje swobodę wyznania i rozdział Kościoła od państwa, jednak analiza polskiego systemu prawnego nie pozostawia wątpliwości, że te sformułowania konstytucyjne są tylko dekoracją, której nikt nie traktuje poważnie.

Instytucje religijne związane z Kościołem katolickim są wyraźnie uprzywilejowane w stosunkach cywilno-prawnych, podatkowych, ubezpieczeniowych itp. Religia katolicka jest uwzględniana w prawodawstwie dotyczącym małżeństw, rodziny, oświaty  wychowania, czy medycyny.

Duchowni biorą udział w uroczystościach państwowych, a czasem takie uroczystości mają miejsce na terenie instytucji religijnych Kościoła katolickiego, symbole religijne są wszechobecne w państwowych instytucjach, w szkołach, w spółkach skarbu państwa takich jak Poczta Polska i inne.

Wystarczy pobieżnie zapoznać się z obowiązującym w Polsce systemem prawnym, by stwierdzić, że  uprzywilejowuje on Kościół katolicki jako instytucję wyznaniową w każdej sferze, w tym przede wszystkim poprzez stworzenie instytucjonalnego dostępu do władzy i współdecydowania w podejmowaniu decyzji politycznych w szerokim katalogu spraw niejednokrotnie przekraczającym konstytucyjne określenie „współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”, o którym mowa jest w art. 25 ust. 3 Konstytucji RP. 

Klerykalizacja kraju dokonywała się sukcesywnie od chwili załamania się systemu komunistycznego. Ograniczenie prawa do aborcji i wprowadzenie religii do szkół państwowych wywołało debatę i konflikty, ale już zapisy o poszanowaniu wartości chrześcijańskich w ustawach medialnych poruszały  tylko środowiska zawodowe (podobnie jak formalne przyzwolenie na stosowanie tzw. klauzuli sumienia w medycynie, co oznaczało ograniczanie dostępu do nowoczesnej medycyny na podstawie przekonań religijnych lekarza).

Na wyznaniowy charakter państwa wskazuje analiza orzecznictwa sądów powszechnych. Na wszystkich szczeblach, włącznie z wyrokami Sądu Najwyższego, widzimy niczym nieuzasadnione uwzględnianie wewnętrznych przepisów Kościoła katolickiego, jak również inne formy uprzywilejowanej pozycji Kościoła w sporach prawnych. 

Autor przypomina, że praktycznie w całej klasie politycznej widzimy silne przekonanie, że warunkiem politycznego sukcesu są bliskie związki z Kościołem, a próby kwestionowania pozycji Kościoła skazują każdą partię polityczna na przegraną. Te postawy mają swoje korzenie w polskiej historii dlatego też Mirosław Woroniecki próbuje spojrzeć na dzisiejszą klerykalizację polskiej polityki w jej kontekście historycznym, zaczynając od okresu Kontrreformacji.         

Woroniecki o tym nie pisze, ale warto przypomnieć, że Reformacja była przede wszystkim rewolucją ekonomiczną i społeczną. Porzucenie pracy niewolniczej i przejście w rolnictwie na czynsze tworzyło nową klasę średnią niezależnych rolników i rzemieślników, reformacja radykalnie zmieniała również oświatę. (Kiedy dwieście lat temu Mickiewicz marzył, żeby jego księgi trafiły pod strzechy w zaborach rosyjskim i austriackim był jeden piśmienny chłop na powiat, a w tym samym czasie w Szwecji nie można było dostać ślubu nie umiejąc pisać i czytać). Dla teologów kościołów zreformowanych powszechna umiejętność czytania i pisania była konieczna do samodzielnego czytania Biblii, w życiu społecznym zmieniało to jakość polityki i przyspieszenie innowacji najpierw w rolnictwie i handlu, a potem w rzemiośle i w powoli rozwijającym się przemyśle.

Kontrreformacja oznaczała unowocześnienie systemu politycznego opartego na szlachcie folwarcznej i podporządkowanie systemu szkolnego potrzebom Kościoła. Polska tożsamość narodowa rozwijała się w coraz silniejszym zespoleniu z wiarą katolicką. Krótki rozdział o Kontrreformacji zostawia mnie osobiście z niedosytem, bo Autor koncentruje się na przyczynach zwycięstwa, nie docierając do analizy skutków trwania feudalnego systemu politycznego, w którym ekonomia oparta jest na pracy przymusowej, system moralny na pochwale życia na kradzionym chlebie i pogardzie, przebranej w kazaniach w troskę o maluczkich, dla których jedyną szansą przetrwania jest cwaniactwo. Katolicka religia wspierała powszechną nieuczciwość wszystkich wobec wszystkich, niechęć do nauki i brak wiary w to, że własną pracą można coś zmienić. (Wpływ tamtych czasów na dzisiejszą mentalność naszego społeczeństwa jest przemożny i wymagałby osobnej książki.)   

Mirosław Woroniecki przechodzi w kolejnym rozdziale do Kościoła katolickiego w Polsce u progu niepodległości i w okresie międzywojennym. Jesteśmy już po czystce innowierców i zredukowaniu ich wpływów do zera. Społeczeństwo mamy katolickie do szpiku kości, z ludową obrzędowością, romantyczną inteligencją i anorektycznym pozytywizmem. Autor pokazuje jak bardzo Kościół katolicki odległy był od nurtów niepodległościowych. (Ponownie brakuje mi tu analizy powiązań między najwyższą hierarchią kościelną a ziemiaństwem, jak również wykorzystania niższego kleru pochodzenia chłopskiego dla zwalczania dążeń do reform społecznych). Niepodległość przyszła wbrew Kościołowi, ale Kościół wtedy (podobnie jak w naszych czasach), podjął natychmiast próbę jej zawłaszczenia i kształtowania patriotyzmu narodowo-katolickiego. Autor przypomina natychmiastowy wzrost znaczenia klerykalnej prawicy. Patriotyzm suwerennego społeczeństwa jest zastępowany przez faszyzujący nacjonalizm pobożnej ksenofobii, wzywającej do nienawiści i mesjańskiego prozelityzmu.

Polski spór między lewicą i prawicą toczył się w społeczeństwie gruntownie niedorozwiniętym i mam wrażenie, że Autor trochę niepotrzebnie idealizuje polską międzywojenną lewicę i nie docenia  kapitalizmu, czyli gospodarki opartej na prywatnej własności, przedsiębiorczości i innowacyjności. Woroniecki kieruje swoją uwagę na odrażające postawy i działania Kościoła katolickiego, takie jak zwalczanie emancypacyjnych dążeń mniejszości narodowych, i na zakleszczenie sceny politycznej, na której narodowo-katolicka prawica ustawicznie blokowała wszelkie reformy społeczne i gospodarcze, paraliżując równocześnie procesy ustawodawcze. Po przewrocie majowym, jak pisze:

Sytuacja rządzących była o tyle skomplikowana, że wobec wykorzystywania religii dla realizacji swoich celów politycznych przez endeckie i inne nacjonalistyczne ugrupowania i uczynienia z niej ideologii narodowej, sanacja musiała zaakceptować jej kształt i zawartość treściową, co oznaczało także akceptację dla pozycji [religii katolickiej] w państwie jako ideologii panującej. Faktyczne przyjęcie katolicyzmu z całym dobrodziejstwem inwentarza utrudniało jednakże starania o zachowanie dystansu od jej totalizmu, antysemityzmu i wręcz faszystowskich inklinacji.

Takie spojrzenie mogłoby sugerować, że obóz sanacyjny był zmuszony do tej akceptacji, tymczasem, podobnie jak dziś w szeregach opozycji, w obozie sanacji postawy i poglądy były mieszane, a walka o władzę nie oznaczała diametralnej różnicy postaw wobec Kościoła w skłóconych obozach.          

Woroniecki przypomina, że znaczna część polskiej inteligencji w okresie międzywojennym i to nawet wśród tych, którzy byli wierzącymi katolikami, dostrzegała roszczeniowe postawy duchowieństwa i szkodliwy wpływ konkordatu na państwo polskie, ale apele wzywające do zerwania konkordatu nie miały żadnych szans powodzenia.

Przeskok do transformacji po roku 1989 jest moim zdaniem zbyt wielki, gdyż okres stalinizmu, a potem „małej stabilizacji” jest dla analizy dzisiejszych sukcesów obozu narodowo-katolickiego niesłychanie istotny. Okres komunistycznej industrializacji, budowania przemysłu opartego na państwowej pańszczyźnie, ułatwiał późniejszą prezentację katolickiej myśli narodowej jako ruchu wolnościowego. W połączeniu z Papieżem-Polakiem mieliśmy eksplozję nadziei na wielki cud nad Wisłą. Pojawiła się kolejna okazja do zostania Chrystusem narodów, który zrechrystianizuje Europę i odda bogu co się da.

Nic dziwnego, że wszelkie ostrzeżenia przed kolizją katolickiej demokracji z demokracją bez dodatkowych przymiotników traktowane były przez polityków wierzących i niewierzących jako działalność wywrotowa.          

Nic dziwnego, że proboszcz wskoczył w buty lokalnego sekretarza PZPR, a społeczna nauka Kościoła zajęła miejsce obowiązującego wcześniej marksizmu-leninizmu.   

Woroniecki pokazuje, że partie polityczne, które sądzą, że mogą zdobyć władzę, unikają kwestii światopoglądowych w swoich programach (nawet jeśli ich politycy okazjonalnie krytykują Kościół). Niezależnie od opcji politycznej, każdy rząd dawał kolejne koncesje Kościołowi katolickiemu, więc fakt dotarcia do Zjednoczonej Prawicy nie powinien być żadnym  zaskoczeniem. 

W efekcie zupełnej bierności społeczeństwa, także i tej części, która nie podziela aprobaty dla procesu budowy państwa wyznaniowego na bazie doktryny religijnej, musiało dojść do przejęcia władzy przez partię populistyczną, odwołującą się do  idei narodowych i wyznaniowych silnych obecnie w polskim katolicyzmie.       

Czy jest jednak jakaś rokująca nadzieję strategia wkroczenia na drogę do świeckiego państwa?

Widzimy silny opór przeciwko ograniczaniu praw, widzimy narastającą krytykę ukrywania przez hierarchię kościelną przestępczych działań duchownych, jednak sama idea świeckiego państwa jest rzadko przedmiotem debat i taka debata nie wykracza poza wąskie środowiska. Woroniecki jest tu sceptyczny i nie kryje, że otwarte i radykalne żądanie odsunięcia Kościoła od sfery publicznej może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Nie wiąże również nadmiernych nadziei z procesem laicyzacji. Aczkolwiek obserwujemy silny nurt odchodzenia od Kościoła w młodym pokoleniu, elektorat opowiadający się za religijnym tradycjonalizmem pozostaje nadal bardzo silny. Na pytanie „dokąd zmierzamy” Autor odpowiada w zakończeniu, że nie widać  na horyzoncie szans na przeprowadzenie zmian legislacyjnych przywracających chociażby częściowo zasady, jakimi powinno kierować się państwo świeckie. Obecnie żadna siła polityczna na polskiej scenie nie dostrzega destrukcyjnego oddziaływania katolicyzmu. W efekcie, jak czytamy w ostatnim akapicie, będziemy zmierzać do ostrego konfliktu społecznego. Zawężające się obszary wolności i dalsze podporządkowanie władzy państwowej Kościołowi będzie negatywnie wpływać na rozwój kraju.

Nie wiem, jak dalece ten pesymizm jest uzasadniony. Czasem zmiany postaw społecznych nabierają gwałtownego przyspieszenia, chociaż nigdy nie daje się tego przewidywać.                 

Katolicyzm jest religią wolno myślicieli, czyli ludzi myślących tak wolno, że wszelki ruch okazuje się ustawicznym staniem w korkach, bunt jest dziś widoczny gołym okiem, ale koncepcji jego zagospodarowania jeszcze nie widać. Nadal modlimy się o deszcz.

A książkę Mirosława Woronieckiego warto przeczytać.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UN continues to show bias against Israel – editorial

UN continues to show bias against Israel – editorial

JPOST EDITORIAL


Mauritania, Pakistan, Somalia and Qatar all have laws to kill homosexuals and all have seats on the UN Human Rights Council.

Ambassador Gilad Erdan tears up a UNHRC report at the UNGA. / (photo credit: ISRAEL MISSION TO THE UN)

Unsurprisingly, the United Nations Human Rights Council showed on Tuesday that it continues to be the one-sided biased organization that we have long known it to be. It is blinded by a hatred for Israel, and instead of standing up for the values upon which this international institution was founded, it prefers to give credence to terrorists and forces that actively work to undermine democracy and freedom.

This time, it was the UN’s initial report by its highly contentious Commission of Inquiry led by Navanethem Pillay, the former UN high commissioner for human rights. In the report, Pillay and her two colleagues concluded that Israel is largely to blame for its conflict with the Palestinians.

“The commission notes the strength of prima facie credible evidence available that convincingly indicates that Israel has no intention of ending the occupation, has a clear policy of reassuring the complete control over the occupied Palestinian Territory and is acting to alter the demography through the maintenance of a repressive environment for Palestinians and a favorable environment for Israeli settlers,” the report said.

Israel slammed the report and said it was “nothing more than a waste of money and effort of the United Nations’ systems” and “part and parcel of the witch hunt being carried out by the Human Rights Council against Israel.”

UN Watch executive director Hillel Neuer also criticized the document, highlighting how it turns a blind eye to Palestinian terrorism.

Deputy Minister, Alvin Botes delivers a National Statement at the Annual High Level Panel on Human Rights Mainstreaming under the theme “Thirty years of implementation of the Convention on the Rights of the Child: challenges and opportunities”, at the UNHRC, Geneva. (credit: FLICKR)

“The report turns a blind eye to Palestinian terrorism and embraces the Hamas narrative that Israel is the root cause of all conflict,” he said. “This is exactly what we expected from Navi Pillay, who actively lobbies governments to ‘sanction apartheid Israel’ and to condemn Israel for the very conflict that she is meant to investigate.”

As an example, Neuer counted the number of times Israel and Hamas appeared in the report. Israel was mentioned 157 times, Hamas just three and Islamic Jihad and Iran not even once.

What the United Nations fails to realize is that reports like these do not help solve the conflict between Israel and the Palestinians. They encourage it. The Palestinians – and specifically terrorist groups like Hamas and Islamic Jihad – receive a feeling from reports like these that their crimes can go unpunishable and that there is no reason for them to stop attacking innocent civilians.

The US State Department recognized this, calling the report out and saying the “Commission of Inquiry in its current form is a continuation of a longstanding pattern of unfairly singling out Israel.”

“As we have stated repeatedly, we firmly oppose the open-ended and vaguely defined nature of the UN Human Rights Council’s Commission of Inquiry on the situation in Israel, the West Bank, and Gaza, which represents a one-sided, biased approach that does nothing to advance the prospects for peace,” State Department spokesman Ned Price said.

The hypocrisy of the Human Rights Council never ceases to amaze. Mauritania, Pakistan, Somalia and Qatar all have laws to kill homosexuals and all have seats on the UN Human Rights Council. China, not exactly a country known for its upstanding record on human rights, also sits on the council.

Can we really expect anything fair and objective to come out of such a body?

Sadly, we know the answer. But the UN needs to know what the consequences are for its actions. Reports like the one drafted by Pillay ensure one thing – the perpetuation of conflict and war. The fact is, on the same day that the report came out, Israel announced it was increasing the number of Palestinians from the Gaza Strip who are allowed into Israel daily to work.

Such a move shows what Israel is after – finding a way to coexist with its neighbors, even those who fire rockets at it. The UN is after something completely different – weakening the only Jewish state in the world and emboldening its enemies and detractors.

Anyone who cares about advancing peace in the Middle East and stopping violence must openly stand with Israel and call out this commission for what it is – a facade of human rights and a biased entity that needs to be shut down.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


CNN Anchor Jake Tapper Says He Gave Ukrainian President Zelensky Matzah for Passover

CNN Anchor Jake Tapper Says He Gave Ukrainian President Zelensky Matzah for Passover

Shiryn Ghermezian


CNN’s Jake Tapper interviewing Ukrainian President Vloydymyr Zelensky in April. Photo: Screenshot.

CNN anchor Jake Tapper said that before his in-person interview with Ukrainian President Volodymyr Zelensky during Passover, he gave the Jewish world leader a box of matzah.

“I don’t think he’s particularly observant, but Zelensky’s Jewish. When I came for the interview I gave him a box of matzah. And he said ‘thanks,’” Tapper, who is also Jewish, said during his guest appearance Monday on “The Late Show With Stephen Colbert.”

Tapper — CNN’s chief Washington correspondent and the co-anchor on “State of the Union with Jake Tapper and Dana Bash” and “The Lead with Jake Tapper” — was in Ukraine for two weeks in April for an exclusive interview with Zelensky. He also spoke to Colbert about spending Passover in the Eastern European country, saying, “It was the first time I had not had a seder in my entire life. I had a one-man seder. The local Orthodox rabbi – believe it or not, there is a local Orthodox rabbi – gave me a little seder in a box.

He then joked about Orthodox rabbis, “There’s one everywhere. When they land on Mars there’s gonna be a Lubavitcher rabbi [saying] “Welcome!”

During their interview in April at the residential palace in Kyiv, Tapper talked to Zelensky about Ukraine’s ongoing war with Russia, and also asked the president if he had a message for Ukrainian Jews and “the message of freedom” as they celebrate Passover.

“I believe the way we fight for freedom is the most important message,” Zelensky replied. “Because you can send a lot of messages with words and they come from different people. But when it comes to action, only a few act on their words, and today I believe Ukrainian people show by their actions that they are fighting and protecting freedom.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Młodzi Izraelczycy jadą do Polski [CZERWIEC 2013]

Młodzi Izraelczycy jadą do Polski [CZERWIEC 2013]

Marta Duch-Dyngosz


Marta Duch-Dyngosz

Redaktorka miesięcznika „Znak”, socjolożka, absolwentka MISH UJ. Przez rok studiowała na rzymskim uniwersytecie La Sapienza. Stypendystka Fulbrighta, laureatka grantu badawczego Narodowego Centrum Nauki. Napisała rozprawę doktorską Upamiętnianie społeczności żydowskich w byłych sztetlach we współczesnej Polsce. »Przepracowywanie pamięci« czy »nadużywanie pamięci«? Na przykładzie wybranych miejscowości w Galicji.


Odwiedzając polskie miejscowości, coraz częściej słyszy się o młodych Izraelczykach, pukających do drzwi ludzi mogących pamiętać ich rodziny, opowiedzieć, gdzie żyły, gdzie pracowały przed wojną. Wiele wtedy zależy od reakcji tych, którzy owe drzwi otworzą.

Przyjazdy młodych Izraelczyków do miejsc pamięci Zagłady w Polsce mają swoją historię. Zmieniał się kontekst polityczny i społeczny, a wraz z nim program wyjazdów, sposób przygotowania uczniów i przewodników, ich popularność i dostępność. Jest to jednak wciąż temat trudny. W Izraelu wielu pyta: czy młodzi ludzie są w stanie udźwignąć traumę Birkenau, Treblinki, Bełżca, dlaczego trzeba jechać do miejsc, gdzie Zagłada miała miejsce, czy nie wystarczy pójść do Muzeum Pamięci o Holokauście w Yad Vashem w Jerozolimie? Młodzież odreagowująca w hotelach i autobusach trudne momenty wyjazdów jest tematem izraelskich programów satyrycznych.

W Polsce grupy młodych Izraelczyków nie mają dobrej opinii. Najczęściej pojawiającymi się zarzutami są takie, że są wrogo nastawieni do Polaków, ochroniarze grup używają siły nawet wobec przechodzących w pobliżu staruszków, a młodzież izraelska patrzy na nasz kraj jak na wielki cmentarz, nie rozumiejąc, jak można tutaj mieszkać.

Zmienia się wiele, choć nie każdy daje się tym zmianom unieść. Inna niż jeszcze kilka lat temu jest pamięć o Zagładzie i o przedwojennych społecznościach żydowskich zarówno w Izraelu, jak i w Polsce. Zmiana rzuca się w oczy najbardziej na kartach rządowych dokumentów. Ale jak prezentowana w nich pamięć narodowa jest przez obywateli interpretowana, reprodukowana lub odrzucana? Mówienie o jednej pamięci narodowej jest zawsze mylące. Tym bardziej gdy coraz chętniej spogląda się w przeszłość przez los konkretnych jednostek czy rodzin – wytycza genealogie, odwiedza miejsca urodzenia, digitalizuje wspomnienia – tworzy się własne narracje przeszłości.

Podobnie jest z przyjazdami młodych Izraelczyków do Polski. Z jednej strony, funkcjonują one w instytucjonalnych ramach. W zależności od ram zmienia się np. ich nazwa. I mamy: delegacje izraelskich organizacji młodzieżowych, delegacje Sił Obronnych Izraela z programu Świadkowie w mundurze, wyjazdy edukacyjne bądź podróże młodzieży szkolnej ze szkół religijnych i świeckich dofinansowane przez izraelskie Ministerstwo Edukacji. Organizowane się też podróże, podczas których młodzież odwiedza miejsce urodzenia przodków któregoś ucznia z klasy (np. grupy z kibucu religijnego Tirat Cwi z północy Izraela bądź grupy wyjeżdżające z inicjatywy Instytutu Shalom Hartmana w Jerozolimie). Z drugiej strony, to, czego młodzi doświadczają w czasie takiego wyjazdu i co z niego zapamiętują, zależy od wielu czynników – indywidualnych i społecznych – przekazów rodzinnych, wiedzy, motywów, wydarzeń i rozmów w czasie podróży.

Trzeba też zaznaczyć, że Polacy zaczęli krytycznie podchodzić do swojej przeszłości. W wielu miejscowościach zaczęto poznawać historię i kulturę społeczności żydowskich, które niegdyś je zamieszkiwały. Nie zawsze przebiega to bez problemów i nieporozumień. Ale powstają przestrzenie, gdzie młodzi Izraelczycy i Polacy mogą się spotkać. Jest ich zaskakująco dużo.

Dlaczego przyjazdy młodzieży izraelskiej do Polski są ważne? Skąd wokół nich tyle kontrowersji? Jak młodzi Izraelczycy patrzą na Polskę i Polaków? Co można zmienić?

Skrwawione ziemie w kolorach

Protezy pamięci nie zawsze działają. Nie w przypadku trudnej przeszłości. Nie wystarczy zdjęcie byłego obozu Auschwitz-Birkenau. Dla wielu osób ważne jest, aby tam być. Tym bardziej jeśli ktoś bliski bądź ktoś z grupy, do której się przynależy, został tam zamordowany. Polacy powinni tę potrzebę dobrze rozumieć, jako że sami namiętnie podążają śladami cierpienia we własnej historii. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau jest zresztą miejscem często przez Polaków odwiedzanym z tego powodu.

Podobnie jest z przestrzeniami dawnych miasteczek żydowskich, gdzie jeszcze kilka dekad temu mieszkali przodkowie wielu Izraelczyków. Niektórzy z nich chcą tam pojechać, zobaczyć, w którym mieszkali domu, gdzie pracowali, chodzili na spacery. Takich punktów na mapie, gdzie najwyraźniej widać społeczne konsekwencje Zagłady (demograficzne, materialne, kulturowe), jest dużo nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie, Białorusi, Litwie, Łotwie czy na Węgrzech.

Byłe obozy Zagłady znajdują się dzisiaj na terytorium Polski. Nie są „pomiędzy” dwoma skrawkami ziemi. Są „w ramach” określonej przestrzeni. Zrozumienie tego faktu jest istotne dla pamięci o Zagładzie, która wydarzyła się w konkretnym kontekście – z każdym z jego wymiarów: historycznym, politycznym, społecznym, kulturowym, ale, co ważne, również uniwersalnym (o którym przekonująco pisał amerykański socjolog Jeffrey C. Alexander). Dzisiaj takie miejsca – byłe obozy Zagłady, masowe groby lub miejsca egzekucji, znajdują się wewnątrz szerszego kadru. Za ogrodzeniem byłego obozu będzie czasami przejeżdżać chłopiec na rowerze, a przez Rynek małego miasteczka, gdzie wielu Żydów zamordowano w czasie likwidacji getta kilkadziesiąt lat temu, będą przechodzili jego dzisiejsi mieszkańcy. Paradoksalnie, dzięki temu Zagłada i jej konsekwencje stają się bardziej namacalne – tragiczne wydarzenia mają miejsce w przestrzeni, która ma swoją historię, również tu i teraz.

To jest w ogóle problem miejsc dotkniętych ludobójstwem – w jaki sposób uszanować pamięć o ofiarach, ale jednocześnie, banalnie mówiąc, żyć dalej. Przykładem tego problemu może być obszar byłego getta w Krakowie, gdzie wiele jego budynków stoi do dziś i jest zamieszkanych.

Izraelczycy często z osłupieniem przyjmują wiadomość o współczesnym życiu żydowskim w Polsce. Edyta Gawron, adiunkt z Instytutu Judaistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w rozmowie ze „Znakiem” mówi o zmianie stosunku Izraelczyków do tej obecności: „Był to temat przemilczany. Założeniem tych przyjazdów do Polski było pokazanie, że tutaj jest miejsce śmierci. Miejscem życia jest Izrael. Miało to swoje uzasadnienie polityczne. Włączenie do programu chociażby wspólnej wizyty w synagodze z polską społecznością żydowską w Krakowie, Warszawie, czy we Wrocławiu jest bardzo istotne. Wielu Izraelczyków jest zaskoczonych, że są takie miejsca jak Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie. Stąd biorą się wysiłki, by pokazać, że Polska ma społeczność żydowską – niewielką, ale funkcjonującą mimo wszelkich przeciwieństw”.

Trzeba też wziąć pod uwagę to, że Polacy zwykle mają negatywne zdanie o grupach młodych Izraelczyków. Po pierwsze, są to przeważnie grupy zamknięte, nad których bezpieczeństwem czuwają ochroniarze. Po drugie, są one bardzo liczne – głośne, żywiołowe, kulturowo bliższe tradycji śródziemnomorskiej niż polskiej. Trzecim powodem mogą być doświadczenia niektórych osób, które z nimi współpracowały – właścicieli hoteli czy firm przewozowych. Dla pełniejszego obrazu, należałoby wziąć również pod uwagę niechętne postawy wobec Żydów – wciąż niestety obecne w polskim społeczeństwie.

Ważne jest, by zrozumieć, skąd potrzeba przyjazdów młodych Izraelczyków do Polski. Trzeba też uszanować pamięć żydowską o byłych obozach Zagłady, co nie zawsze do tej pory spotykało się ze zrozumieniem Polaków, czego przykładem mogą być konflikty o pamięć w Auschwitz-Birkenau .

Zapasy pamięci

W Polsce często dyskutujemy o naszej historii – komu i gdzie stawiać pomniki, o czym i w jaki sposób pisać w podręcznikach, jakie wartości uznać za wspólne i promować w społeczeństwie. Izraelczycy również zmagają się z pamięcią. Wyjazdy młodzieży są jak lustro odbijające przemiany mówienia o trudnym dziedzictwie Zagłady w Izraelu. Wielu autorów, m.in. historycy: Tom Segev w książce Siódmy milion. Izrael – piętno Zagłady i Yael Zerubavel w Recovered Roots. Collective Memory and the Making of Israeli National Tradition (Odzyskane korzenie. Pamięć zbiorowa i konstruowanie izraelskiej tradycji narodowej) przekonują, że pamięć o Zagładzie, z różnych powodów przez wiele lat przemilczana, ma obecnie miejsce w pierwszym rzędzie narodowej narracji Izraela.

W 1979 r. do izraelskich szkół wprowadzono nauczanie o Holokauście. W 1988 r. Ministerstwo Edukacji rozpoczęło program podróży młodzieży do Polski. Są to wyjazdy nieobowiązkowe. Mimo to niektórzy badacze wskazują je jako jedne z najważniejszych narzędzi formujących izraelską tożsamość narodową. Przekonany jest o tym socjolog z Uniwersytetu Ben Guriona Jackie Feldman, który napisał książkę Above the Death Pits, Beneath the Flag. Youth Voyages to Poland and the Performance of Israeli National Identity (Nad dołami śmierci, pod narodową flagą. Podróże młodzieży do Polski i odgrywanie izraelskiej tożsamości narodowej). Interpretuje wyjazdy w kategoriach rite de passage, będących podstawowym składnikiem izraelskiej religii obywatelskiej. Nazywa je pielgrzymkami, które pełnią trzy funkcje: integracyjną, legitymizującą oraz mobilizującą. Na poparcie tej tezy często przywołuje się fakt, że rok po podróży do Polski młodzi ludzie odbywają obowiązkową służbę wojskową.

W podobnych kategoriach przedstawiają wyjazdy badacze z Uniwersytetu Ariel – Dan Soen i Nitza Davidovitch. Ich badania sfinansowało izraelskie Ministerstwo Edukacji. Miały za zadanie ocenę wyjazdów młodzieży do Polski po 20 latach istnienia programu rządowego. Niektóre wyniki i wnioski przedstawiono w czterech rozdziałach książki The Holocaust Ethos in the 21st Century. Dilemmas and Challenges (Etos Holokaustu w XXI w. Dylematy i wyzwania). Soen i Davidovitch badali wpływ wyjazdów na opinie uczestników m.in. o ich tożsamości indywidualnej i zbiorowej, istotności pamięci o Zagładzie, historii i kulturze diaspory, o współczesnej Polsce. Narzędziem badawczym był kwestionariusz rozdawany przed i po wizycie w Polsce. Wniosek z tych badań płynie jeden – wyjazdy wzmacniają pamięć zbiorową i przywiązanie do państwa Izrael., Gdy przyjrzeć się metodologii i temu, jak były interpretowane uzyskane dane, wnioskowanie o wpływie wyjazdów na opinie młodych ludzi w Izraelu jest dyskusyjne, mimo niewątpliwej potrzeby robienia takich badań. Poza tym nie jest dużym zaskoczeniem konstatacja, że podróże dofinansowane przez rząd jako jeden z elementów edukacji nieformalnej pełnią funkcję formacyjną i wzmacniającą tożsamość narodową młodych ludzi. Nie tylko w Izraelu edukacja jest podstawowym narzędziem państwa, by kształtować tożsamość obywateli. Innym zupełnie problemem jest, czy narodowa edukacja jest w ogóle potrzebna.

Niebywale ważne i trudne w debacie o wyjazdach młodzieży jest to, w jaki sposób mówić o Zagładzie. Czy podkreślać jej uniwersalne znaczenie, kłaść nacisk na jej partykularyzm, czy łączyć te dwa podejścia? Kto może mówić o Zagładzie – ci, którzy ocaleli, drugie, trzecie pokolenie świadków? W jaki sposób budować narrację o Zagładzie – jak opowiadać o powstaniu w getcie, by nie dezawuować śmierci bez broni w ręku? Pytań tego typu jest o wiele więcej. Mierzy się z nimi również historiografia Holokaustu.

Stereotypy Polaków

Często wypowiadanym pytaniem jest to, czy trzeba jechać do miejsc pamięci w Polsce. Wątpliwości budzą duże koszty, na które nie wszyscy mogą sobie pozwolić, a także narażanie młodych ludzi na traumę, której nie będą w stanie udźwignąć. Czasami pada też radykalny argument: Izraelczycy korzystający z polskiej bazy noclegowej i usług transportowych umożliwiają Polakom wzbogacenie się na Zagładzie. Niedawno przypomniała o tej tezie izraelska pisarka Zahava Englard w zamieszczonym on-line artykule The Death Camp Debate (Debata o obozach śmierci) i wywołała lawinę protestów ze względu na swoje skrajne stanowisko. Artykuł ten poruszył czułą strunę – stosunku Izraelczyków do Żydów z diaspory, m.in. do polskich społeczności żydowskich. W jednym z komentarzy Jonathan Ornstein, dyrektor Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie zauważył, że odradzanie się kultury żydowskiej w Polsce jest czymś niezwykle inspirującym, co powinno być wspierane i nagłaśniane w żydowskiej wspólnocie. Englard odpowiada mu, że nigdy jej noga nie postanie w Polsce, bo jednym miejscem dla Żydów jest Izrael. „TO jest nasz dom. To jest nasze państwo. NIE POLSKA” (pisownia oryginalna).

W jaki sposób Izraelczycy postrzegają Polskę i Polaków? Nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Społeczeństwo izraelskie jest kulturowo zróżnicowane, czego odzwierciedleniem jest skład Knesetu. Każdy z elementów składających się na kulturową mozaikę Izraela charakteryzuje się inną wiedzą o Polsce i Polakach i odmiennym do nich stosunkiem. Tak samo każdy będzie miał inny stosunek i wiedzę o Zagładzie. W Izraelu Polska i Holokaust są ze sobą splecione.

Najprawdopodobniej najbardziej osobisty stosunek do tego splotu mają polscy Żydzi, którzy wyemigrowali do Izraela. Ich pamięć zależy od wielu czynników – od tego, kiedy z Polski wyjechali, w jakich okolicznościach, z jakimi doświadczeniami, z którymi grupami się utożsamiali itd. Jednak mimo różnic grupy wypracowują wspólne interpretacje przeszłości – tym bardziej jeśli jej członków spaja traumatyczne doświadczenie bycia świadkiem Zagłady. A to, co pamiętają, to najczęściej obojętność sąsiadów, a nieraz ich satysfakcja na widok losu Żydów. Pamiętają też swoje uczucie osamotnienia i lęku, nawet w przypadku gdy ktoś udzielał im pomocy. Pamięć tych bolesnych doświadczeń przekazują pokoleniom, które nigdy w Polsce nie były i niewiele o niej wiedzą. Etgar Keret w filmie dokumentalnym W poszukiwaniu utraconych lat mówi: „Moi rodzice są z Polski, ale odkąd byłem dzieckiem, bardzo uważali, żeby nie przekazać mi nic polskiego, tzn. żebym nie nosił polskiego nazwiska”. Z drugiej strony wielu wspomina to, co przyjemne – zapachy, krajobrazy, tradycje.

Młodzi Izraelczycy, spotykając się ze swoimi rówieśnikami z Polski, mają szansę uaktualnić przekazane kulturowo skrypty. Edyta Gawron uczestniczyła wiele razy w tych spotkaniach. W rozmowie dla „Znaku” mówi: „Izraelczycy są zaskoczeni polską gościnnością. Wiele grup przyjeżdża do Polski w poczuciu zagrożenia, że coś złego może ich tutaj spotkać. Zaskakuje ich, że Polska jest nowoczesnym krajem. A młodzi ludzie, których spotykają, są często otwarci i służą pomocą”.

Przestrzenie spotkania

Spotkania młodzieży izraelskiej z polskimi równolatkami są jedną ze zmian wprowadzonych do programów wyjazdów pod auspicjami ministerstwa. Młodzież uczy się nie tylko o Zagładzie, ale poznaje dziedzictwo przedwojennych Żydów polskich, również w kontekście kultury i historii Polaków. Przynajmniej takie są założenia.

W Izraelu coraz popularniejsze jest poszukiwanie korzeni własnej rodziny. W każdej klasie znajdą się dwie, trzy osoby, których rodziny pochodzą z Polski. Są grupy np. z kibucu religijnego Tirat Cwi z północy Izraela bądź wyjeżdżające z inicjatywy Instytutu Shalom Hartmana w Jerozolimie, które oczami tych kilku osób próbują spojrzeć na przeszłość. To one zbierają informacje o miejscach, z których wywodzą się ich rodziny i to one opowiadają o nich klasie. W trakcie podróży do Polski zatrzymują się w tym konkretnym miejscu. Edyta Gawron opowiada o plusach takiego podejścia: „Nie jest to wtedy anonimowe miejsce, gdzie miał miejsce Holokaust. Jest to miejsce, w którym rodzina ich kolegi czy koleżanki mieszkała nawet przez kilka wieków. Poprzez poznanie historii jednej rodziny czy gminy staje się to wówczas bardziej namacalne. Często ci młodzi ludzie symbolicznie przecierają szlaki, przełamują swoiste tabu i lęk. Zdarza się, że później cała ich rodzina decyduje się na podobną podróż i odkrywanie wielopokoleniowych związków z Polską”. Odwiedzając polskie miejscowości, coraz częściej słyszy się o młodych Izraelczykach, którzy pukają do drzwi ludzi mogących pamiętać ich rodziny, opowiedzieć, gdzie żyły, jakie miały zwyczaje, jak zostały przez mieszkańców zapamiętane. Wiele wtedy zależy od reakcji tych, którzy owe drzwi otworzą – czy będą obawiać się niewygodnych tematów związanych z trudną przeszłością, czy też wyjdą im naprzeciw.

Wiele zmieniło się też po polskiej stronie. W szkołach mówi się o Zagładzie i o przedwojennych społecznościach żydowskich. Często nauczyciele z mniejszych i większych miejscowości angażują się w inicjatywy upamiętniające dawnych sąsiadów. Więcej jest partnerów do potencjalnych spotkań z młodymi Izraelczykami. Polska i Izrael mają podpisaną umowę o współpracy kulturalnej, naukowej i oświatowej. W jej ramach realizowany jest m.in. projekt Zachować pamięć. Historia i kultura dwóch narodów, o którego założeniach opowiada więcej Alex Dancyg w wywiadzie w tym numerze „Znaku”. Dyrektor Muzeum Walki i Męczeństwa Treblinka, Edward Kopówka, opowiada o realizowanym tam programie Jesteśmy razem. Jednym z punktów jest udział młodzieży izraelskiej i polskiej w ceremonii upamiętniającej ofiary Treblinki. W ubiegłym roku w uroczystości po raz pierwszy brała udział młodzież z Białorusi. Tego typu inicjatyw jest coraz więcej. Edyta Gawron, opisując efekty tych spotkań, zauważa: „Dla tych młodych ludzi jest to otwarcie oczu. Gdy stworzy się im możliwość spotkania i rozmowy, okazuje się, że nie są dla siebie kompletnie abstrakcyjnymi istotami, a te wszystkie mgliste stereotypy upadają jak wielkie mity. Ci młodzi ludzie słuchają tej samej muzyki, mają podobne zainteresowania, czasami noszą takie same ubrania i jest to dla nich znak, że są tacy sami”.

Na zakończenie warto przypomnieć, że to, jak młodzi ludzie patrzą na świat, zależy w dużym stopniu od tych, którzy im go pokazują. Michał Sobelman we wstępie do książki Honor Bóg Ojczyzna pod redakcją Marii Janion pisze: „Jakoś naiwnie wydaje mi się, iż gdyby polscy nauczyciele dużo więcej mówili o Jedwabnem, Kielcach i dlaczego tak niewielu Żydów myślało np. o ucieczce z warszawskiego getta, a mniej o ciągłej pomocy udzielanej Żydom, można by łatwiej zrozumieć stereotypy znajdujące się po stronie żydowskiej. I odwrotnie, gdyby tak izraelscy pedagodzy poświęcali więcej czasu na problematykę Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, na warunki panujące w okupowanej Polsce, mówili o polskim podziemiu i polskich więźniach Oświęcimia, o powstaniu warszawskim – to pewnie izraelscy uczniowie bardziej by zrozumieli tę przysłowiową »polską wrażliwość«. A gdyby tak jeszcze w szkołach w obu krajach mówiono o wspólnych losach i wspólnej walce o wolność, jak na przykład podczas insurekcji kościuszkowskiej – to byłoby po prostu wspaniale”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com