Archive | June 2022

Memoir by Auschwitz Survivor, TikTok Sensation #2 on NYT Best Sellers List

Memoir by Auschwitz Survivor, TikTok Sensation #2 on NYT Best Sellers List

Shiryn Ghermezian


Lily Ebert and her grandson Dov Forman. Photo: Matti Zoman/Wikimedia Commons.

A memoir co-authored by Auschwitz-Birkenau concentration camp survivor Lily Ebert and her great-grandson is number two this week on The New York Times best sellers list for paperback non-fiction.

“Lily’s Promise: Holding On to Hope Through Auschwitz and Beyond―A Story for All Generations” was published in the United States by HarperOne on May 10, a year after it was released in the United Kingdom. The date of the book’s US publication holds particular significance, as exactly 89 years prior, on May 10, 1933, Nazi supporters publicly burned roughly 25,000 Jewish books in Berlin.

Ebert, 98, became a TikTok star last year after she began making videos to educate the public about the Holocaust. Her account, which her 18-year-old grandson Dov Forman helps run, currently has 1.9 million followers.

In her memoir, which includes a foreword by Prince Charles, Ebert chronicles her joyous childhood in Bonyhád, Hungary; the death of her mother and two youngest siblings upon their arrival at Auschwitz; and her determination to keep herself and her two surviving sisters alive. Following the Holocaust, Ebert started her life anew, first in Israel and then in London, where she currently lives.

The book’s title refers to the promise Ebert made to herself to fight and stay alive while being held as a prisoner at Auschwitz.

“Though Lily saw and experienced inhumanity at its lowest ebb, her reaction was not one of bitterness or cynicism, but of hope and compassion,” Ephraim Mirvis, the chief rabbi of the UK and the Commonwealth, said in his praise of Ebert and her book. “Lily has dedicated her life to sharing her astonishing story so that the world would never again descend into such depths. Yet ‘Lily’s Promise’ is only half of the battle. It falls to us to heed her words and internalize and learn from them. This book calls every reader to action. Lily’s message of hope over despair is more necessary today than it has ever been.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Piekło kobiet w Ravensbrück. Oprawcy nie mieli sobie nic do zarzucenia

Tak wyglądała selekcja więźniarek w byłym niemieckim nazistowskim obozie w Ravensbrück (fot. Bundesarchiv/Wikimedia Commons/CC BY-SA 2.0 de) ((fot. Bundesarchiv/Wikimedia Commons/CC BY-SA 2.0 de))


Piekło kobiet w Ravensbrück. Oprawcy nie mieli sobie nic do zarzucenia

Paweł Smoleński


W obozie w Ravensbrück zebrała się szczególna grupa bandytów – kobiet i mężczyzn, wykształconych lekarzy i prostaków bez szkół – którzy uważali, że w imię bajdurzenia o niemieckiej rasie panów mogą robić z więźniarkami, co im się podoba.

.

To historia, przy której umierają wszystkie słowa, bo nie ma sposobu, by opisać, czym była ona naprawdę. Nikt nie da jej rady, nawet kobiety – bezpośrednie świadkinie piszące wspomnienia i zeznające w różnych trybunałach – ponieważ potworność, horror, bezduszność i łajdactwo tego, co działo się w Ravensbrück, wykracza poza możliwości jakiejkolwiek relacji.

A przecież trzeba o tym pisać, niekoniecznie w imię życzeniowego sloganu, że „nigdy więcej”, bowiem niestety zbrodnia zawsze i wszędzie znakomicie czuje się wśród ludzi, co widzieliśmy w Srebrenicy i w serbskich obozach koncentracyjnych, w Rwandzie, a teraz w Buczy, Mariupolu i rosyjskich obozach filtracyjnych.

Opisu zbrodni dokonanych w Ravensbrück podjęła się Marta Grzywacz w książce „Blizny”. Powie ktoś, że to pophistoria, ma działać na emocje, zaś książka nie opowiada nic ponad to, co już dawno wiadomo. Nie znoszę takich argumentów. „Blizny” są tym rodzajem reportażu historycznego, który daje czytelnikowi opowieść całościową, złożenie w jednym miejscu tak wielu relacji, statystyk, nazwisk i dokumentów sprawia, że otwiera się przed nami unikalna szansa, by spojrzeć na obóz Ravensbrück najszerzej, jak się da. Lecz niekoniecznie od tej wiedzy będziemy mądrzejsi, choć z pewnością nas przerazi. Po to również pisze się takie książki.

Polski najliczniejszą grupą Ravensbrück

Grzywacz opowiada historię obozu najprościej jak można, linearnie, zgodnie z upływem kolejnych miesięcy i lat. Zaczyna w 1940 r., gdy z Lubelszczyzny trafia do Ravensbrück pierwszy polski transport kobiet skazanych na śmierć za udział w podziemiu albo za cokolwiek innego, albo – bo tak się Niemcom podobało. Zakładają pasiaki, jesienią i zimą noszą drewniane chodaki, do obozowych łachów przyszywają trójkąty informujące o narodowości i rodzaju przestępstwa popełnionego wobec III Rzeszy; może być nim narodowość, orientacja seksualna, polityka, wreszcie – zasada odpowiedzialności zbiorowej, którą najlepiej egzekwować na niewinnych. Polski są najliczniejszą grupą pośród wielonarodowej zbiorowości; Ravensbrück to piekielna wieża Babel, gdzie zabijane są Żydówki, Ukrainki, Rosjanki, Romki, Francuzki, Dunki, Norweżki, Czeszki. W końcu masowy mord to najważniejszy cel archipelagu hitlerowskich lagrów. Ważniejszy bodaj niż zysk z niewolniczej pracy.

Lecz przed Ravensbrück postanowiono również inne zadanie. Gdy w Pradze w 1942 r. cichociemni postrzelili wielkorządcę Protektoratu Czech i Moraw Reinharda Heydricha, a SS-mańskim lekarzom nie udało się go uratować (zmarł w wyniku powikłań), postanowiono w obozie sprawdzać skuteczność lekarstw na zakażenia i choroby pojawiające się w wyniku ran. Tak wykluł się termin „króliki”. Nazywano nim te kobiety, które poddano bezwzględnym eksperymentom pseudomedycznym, podobno w imię przyszłych korzyści terapeutycznych i naukowych, czyli – dla dobra człowieka.

Człowiek jest zły

W Ravensbrück zebrała się szczególna grupa bandytów – kobiet i mężczyzn, wykształconych lekarzy i prostaków bez szkół – których nazizm uwodził bajdurzeniem o niemieckiej rasie panów i jej władzy nad światem. Mogli robić z więźniarkami wszystko. Bicie, dręczenie głodem, wielogodzinna nadludzka harówka, uwięzienie w bunkrze, komora gazowa, kula w tył głowy nie wyróżniały Ravensbrück spośród innych niemieckich „koncentraków”. Ale nikomu niepotrzebne operacje, celowe zakażanie celowo zranionych nóg, łamanie i wycinanie kości, mięśni oraz ścięgien, traktowanie niesprawdzonymi medykamentami – już tak.

Obóz i realizowane w nim zadania, którym patronowali najwyżsi funkcjonariusze państwa Hitlera, dowodzi głębokiej mądrości słów Marka Edelmana:

„Na tym polega to nieszczęście, że człowiek jest zły. (…) Prawda jest taka, że dziesięć przykazań wprowadzono do moralności ludzkiej przymusem”.

Niewielkie pocieszenie, że o zbrodniach popełnionych w Ravensbrück alianci wiedzieli jeszcze podczas wojny, a ich pośrednich i bezpośrednich sprawców wpisali na listy przestępców. Zbrodni nie da się ukryć, lecz niekoniecznie na ujawnionych zbrodniarzy spada kara, nie mówiąc o tym, że pełnej odpłaty być nie może, gdyż w oczach cywilizowanego świata byłaby to barbarzyńska zemsta.

Dostrzec Ravensbrück przed zbudowaniem

W przypadku Ravensbrück niespójność dziesięciorga przykazań z ludzką naturą widać również po wojnie. Do obozu wchodzi Armia Czerwona, jest z nimi również garść polskich kościuszkowców. Koszmar pasiaków niby zniknął, ale natychmiast zaczyna się kolejny: sołdaci domagają się nagrody za wyzwolenie obozu. Polki nie przyznają się do tego, ale Francuzki mówią otwarcie: czerwonoarmiści gwałcą kobiety, w tym wymizerowane, stojące na krawędzi życia więźniarki. Rosyjskim wojakom zostało to do dzisiaj, co widać w Ukrainie.

Później Norymberga. Przed alianckimi sądami staje kilkudziesięciu oprawców z Ravensbrück. Niektórzy spotkają się ze stryczkiem, wielu zostaje skazanych na wieloletnie więzienie (na ogół wychodzą po kilku latach), a część uniewinniona. Grzywacz stawia tezę – jest ona jak najbardziej do obrony – że sędziów tak bardzo przytłoczył rozmiar i zasięg nazistowskich zbrodni, że ponad 90 tys. ofiar obozu, okaleczone „króliki”, zadawane im ból i cierpienie stały się jednym z wielu fragmentów hitlerowskiego puzzla.

Nie należy też liczyć na skruchę i pokutę. Jedna ze zbrodniarek w lekarskim kitlu, skazana na 20 lat, wyszła po pięciu, a potem odzyskała uprawnienia do uprawiania zawodu jako pediatra. Gdy o skandalu zwiedziała się prasa i zbrodniarce groziło usunięcie z zawodu, poszła do sądu po – jak sądziła – należną jej sprawiedliwość.

Przegrała proces, lecz wielu nazistowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za medyczne eksperymenty do końca życia cieszyło się szacunkiem sąsiadów i pacjentów, bo w końcu byli fachowymi lekarzami.

Sami sobie też nie mieli nic do zarzucenia. Nawrócenie grzesznika to zjawisko, które w przyrodzie raczej nie istnieje.

Powtórzę – Marta Grzywacz dała nam książkę, którą czytamy nie dla rozrywki, lecz po to, by nie zapomnieć. To cecha wnikliwych reportaży historycznych. Wiedziałeś o Ravensbrück, i co z tego? Dowiedz się jeszcze raz, a może zaczniesz dostrzegać obozy koncentracyjne przyszłości, zanim je jeszcze zbudowano. 

Marta Grzywacz, 'Blizny. Prawdziwa historia >królików z Ravensbrück'” width=”100%”><span style=Marta Grzywacz, ‘Blizny. Prawdziwa historia >królików z Ravensbrück’ W.A.B.


Marta Grzywacz – „Blizny. Prawdziwa historia »królików« z Ravensbrück” W.A.B.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Is Putin Committing Genocide in Ukraine?

Is Putin Committing Genocide in Ukraine?

ALEXANDER J. MOTYL


After three months, the historical record is now clear

.

Tetiana Ustymenko weeps over the grave of her son, buried in the garden of her house in Bucha, northwest of Kyiv, on April 6, 2022RONALDO SCHEMIDT/AFP VIA GETTY IMAGES

Ukraine’s military intelligence service recently released a disturbing transcript of an intercepted telephone conversation between a 20-year-old Russian solider, Konstantin Solovyov, and his 41-year-old mother, Tatiana.

After exchanging a few pleasantries, Konstantin tells his mother how Russian secret service (FSB) agents go about torturing Ukrainian prisoners. “Do you know what a little rose is?” he asks. “No,” she replies. “One can make 21 roses on a man’s body,” he explains, referencing the Russian practice of giving one’s beloved 21 roses. “20 digits and the member. Sorry.”

“Aha.”

“Have you seen how a little rose unfurls, opens up?”

“Yes,” she says.

“The skin and flesh are sliced off along the bones,” Konstantin explains. “And then all the fingers and toes. The same is also done [down] there. That’s called 21 roses on a man’s body. Do you know what other tortures I saw later?”

“Why do you say you took part …? After all, the FSB agent was there.”

“Well, we captured the prisoners and brought them …”

“Well.”

“And while we waited for the heads of the torture chambers, we beat them and broke their legs so they wouldn’t run away.”

The mother is unfazed, so Konstantin goes on to describe another form of torture. “They stick a pipe up his ass and then slide barbed wire inside. They pull out the pipe, while the barbed wire stays inside. Then they slowly pull out the wire.” Mom’s response? “A fuck-up.” After a bit of chit chat, Tatiana reveals her true self: “If I were there, I’d also get a kick out of it. You and I are alike.”

If this were an isolated instance of cruelty, one could dismiss it as the shared psychosis of two profoundly disturbed individuals. But there is a large body of evidence of similar wanton torture of Ukrainian civilians by Russian soldiers. Killing, rape, and looting have also assumed systemic forms. And, significantly, the mothers and wives of the perpetrators are in many cases fully aware of what their husbands, brothers, and sons are doing—indeed, they often appear to wholeheartedly approve, because “you and I are alike.” As one scholar who studied Russian responses to the massacre at Bucha—a town north of Kyiv, where several hundred Ukrainians were executed and dumped into mass graves—points out, “at least half of the discussion of Bucha by Telegram users I charted exhorted the Russian army to be more violent in its approach in Ukraine. A total of 144 users—again, almost half of the total—filled the discussion with racially motivated or violence inducing content.”

The case for calling what is happening in Ukraine not merely “war” or even “murder” but “genocide” rests on these and many other facts of the intentional destruction of Ukrainians as Ukrainians. Article II of the 1948 Convention on the Prevention and Punishment of the Crime of Genocide defines genocide in the following manner:

In the present Convention, genocide means any of the following acts committed with intent to destroy, in whole or in part, a national, ethnical, racial or religious group, as such:

a. Killing members of the group;

b. Causing serious bodily or mental harm to members of the group;

c. Deliberately inflicting on the group conditions of life calculated to bring about its physical destruction in whole or in part;

d. Imposing measures intended to prevent births within the group;

e. Forcibly transferring children of the group to another group.

Clearly, Ukrainians are a national group that the Russian regime is attempting to destroy by means of the actions identified under a, b, c, and e. Does the Russian regime intend to destroy Ukrainians as Ukrainians? More specifically, since “case law has associated intent with the existence of a State or organizational plan or policy,” does the Russian regime have such a plan or policy?

The answer is yes: The intent is there and the policy exists. For starters, Russian shelling and killing of Ukrainian civilians is clearly intentional and not the mere byproduct of military maneuvers. So, too, is the ethnic cleansing—the forced deportations of 1.3 million Ukrainians, including 223,000 children, to Russia’s hinterlands. There is also no military rationale for the wholesale devastation of Mariupol and Kharkiv. Both cities, and scores of other settlements, have been destroyed because they were inhabited by Ukrainians. And since Vladimir Putin determines all Russian policy, there can be no doubt that the decision to kill Ukrainians as Ukrainians is his.

Putin’s genocidal policy toward Ukrainians has a clearly expressed ideological and political underpinning. The Russian leader has repeatedly stated that he believes Ukraine is an historical aberration and that Ukrainians do not exist and have no right to exist. Dmitry Medvedev, former president and prime minister, has also gone on record saying that “Ukrainianism is a fake. It never was and is not.” It’s a small step from the view that Ukrainians don’t exist to the view that they shouldn’t exist.

One of the regime’s key propagandists, Petr Akopov, repeated Putin’s anti-Ukrainian claims on Feb. 24, the day the invasion of Ukraine began. “Ukraine as anti-Russia will no longer exist,” he intoned. Akopov expected Ukraine to fall quickly and therefore avoided recommending physical annihilation. That dishonor fell to another influential Russian propagandist, Timofey Sergeytsev, who published in early April what the historian Timothy Snyder has called “Russia’s genocide handbook.” In Putin’s Russia, opinions expressed by leading propagandists may be assumed to bear the president’s imprimatur.

The evidence of genocidal intent and policy is thus overwhelming. Before Sergeytsev’s damning article appeared, the genocide scholar Alexander Hinton had asked: “Has Russia carried out genocidal acts?” His answer: “Russia has targeted and killed civilians and reportedly forcibly deported hundreds of thousands of Ukrainians, including children, to Russia … Russia has also created ‘harsh conditions of life’ in parts of Ukraine … Russia seeks to seize and Russify Donbas and other parts of eastern Ukraine, where, if Putin is taken at his word, an ‘imaginary’ Ukrainian identity will be erased.”

“There is a significant risk that Russia will commit genocide in Ukraine,” Hinton wrote on April 4. “It is possible that a genocide has already begun.”

Nearly two months after Hinton’s tentative claim, we can confidently assert that the risk has become a fact. Russia is committing genocide in Ukraine.

Either Russia destroys Ukraine and defeats an irredeemably Russophobic world—if necessary with atomic weapons—or else it’s the end of Russia.

Official and semi-official propagandists have played a central role in what critics of Putin’s regime call the “zombification” of Russians. Television hosts Vladimir Solovyov and Olga Skabeyeva, the RT television network chief Margarita Simonyan, Foreign Ministry spokeswoman Maria Zakharova, and presidential spokesman Dmitri Peskov have relentlessly spread lies, dehumanized Ukrainians, and thereby influenced an audience that still largely gets its news from state-managed television.

Russian publishers have also contributed to the demonization and dehumanization of Ukrainians. “Since 2009,” according to one study, “Russia has seen an explosion of books in the fantasy genre focused on the topic of a war with Ukraine, as well as purportedly ‘historical’ literature and general nonfiction titles discussing the ‘collapse of the Ukraine project’ and mocking the independence of the ‘nonexistent’ Ukrainian people and the ‘artificial’ nature of the Ukrainian language.”

Is there something inherent in Russian culture that promotes such cruelty and violence? Most Ukrainians believe the answer is yes. In their view, Russian culture and its most ardent promoters are both the products and legitimizers of an historically aggressive, violent, imperialistic, and bloodthirsty state. As the historian Ewa Thompson has persuasively argued, Russia is the bearer of an imperial culture that has denied agency and humanity to the non-Russian peoples subjugated by Russian tyrants since Ivan the Terrible. Matthew Omolesky of the Royal Anthropological Institute is even more direct: “If the poison of Russian chauvinism can eat its way so deeply into the brains of such sensitive writers as Pushkin, Bulgakov, Solzhenitsyn, and Brodsky, if it can cause them to write ‘eulogies of butchery’ and make poetry an ‘ally of executioners’ … then imagine what it can do to the brains of less sophisticated, or more cynical, members of the Russian nation. “

Ukrainians have drawn the logical conclusion from this state of affairs. They are determined, at both the official and societal levels, to “decolonize” an independent Ukrainian culture and integrate it into both Europe and the wider world, and to remove all vestiges of Russian imperialism. Street names are being changed, monuments are being dismantled, and textbooks are being rewritten. The Russian language is also being abandoned in favor of Ukrainian—not as a governmental decree being imposed on a reluctant public, but as the grassroots legislative expression of the public itself. President Volodymyr Zelensky is playing no small role in this process with his heroic defense of Ukraine, its people, history, and culture.

As a formerly pro-Russian Ukrainian politician has put it, “After what Russia has done, we no longer have a common past. We only have different futures.” 


Alexander J. Motyl is a professor of political science at Rutgers University-Newark.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bibi, PiS, Kafka i pustelnik

Bibi, PiS, Kafka i pustelnik

Andrzej Koraszewski


Benjamin N. (Źródło: Wikipedia)

Pustelnik to niżej podpisany, lat 82, dla którego czytany w wieku lat 17 Proces Franza Kafki był jedną z tych pozycji, które wpływają na resztę życia i na wrażliwość obserwatora będącego gościem w rzeczywistości.
.
Dlaczego proces Benjamina Netanjahu każe mi wracać myślami do powieści pisanej w 1914 roku, która ukazała się już po śmierci autora i wbrew jego woli?
.

Powodów jest wiele. Przez długi czas wybitni znawcy zarabiający na życie informowaniem mnie, co mam myśleć, obiecywali, że ówczesny izraelski premier Benjamin Netanjahu trafi za kratki. Z sobie tylko znanych powodów nazywali go „Bibi”, nie wiadomo czy dlatego, że chcieli dać do zrozumienia, że z każdym są po imieniu, czy dla dodania sobie animuszu. Od lat zapewniali, że tylko immunitet chroni tego „Bibi” przed kratkami, a teraz z jakiegoś powodu zamilkli.

Ostatnie podniecenie procesem Benjamina N. odnotowano w styczniu 2022, kiedy to światowa prasa z BBC i NYT na czele „informowała” nas, że Bibi gotów byłby pójść na ugodę z prokuraturą. Informowano o pogłoskach, jakoby ktoś zbliżony powiedział do kogoś, że Bibi byłby gotów, gdyby, dając do zrozumienia, że chyba, ale jeszcze nie wiadomo, chociaż on nadal. Wyglądało to zdumiewająco bełkotliwe, ale jak nas już w tytule informował  Dawid Warszawski. „wyrok na byłego premiera może wstrząsnąć nową koalicją”, czyli wicie rozumicie, taka ugoda jest bardzo potrzebna, tylko on nadal twierdzi uparcie, że jest niewinny.      

Wyczuwało się w tych „doniesieniach” jakieś gorączkowe pragnienie, żebyśmy my, odbiorcy tej medialnej strawy dali wiarę, że to oskarżony jest inicjatorem tej hecy i że to prokuratura i sąd muszą rozważyć, czy się łaskawie na to zgodzą.

W niespełna sześć  miesięcy później naczelny „Jerusalem Post”, Yaakov Katz pisał, że w sprawie procesu Netanjahu nie ma dobrego rozwiązania, ponieważ ogromna część izraelskiego społeczeństwa straci wiarę w system sprawiedliwości niezależnie od wyroku. W tej sytuacji znany i ważny dziennikarz wzywa prezydenta, żeby czym prędzej uniewinnił oskarżonego, uwalniając tym samym sąd od konieczności orzekania o winie i pozwalając każdemu pozostać przy swojej opinii o Netanjahu i odciągając uwagę od nadmiernego przyglądania się wymiarowi, dla dobra reputacji wymiaru.

Sprytne – pomyślałem, jako że dalej ten autor „informował”, że „To, co dzieje się w Sądzie Okręgowym w Jerozolimie i proces byłego premiera Benjamina Netanjahu, może stać się Jom Kippur izraelskiego wymiaru sprawiedliwości. Biorąc pod uwagę miniony tydzień, prawdopodobieństwo, że to się wydarzy, może być naprawdę wysokie”.

Skąd jednak u licha ma wnikliwy obserwator mediów krajowych i zagranicznych nad Wisłą wiedzieć, co się w Okręgowym Sądzie w Jerozolimie dzieje, kiedy niegdyś tak podnieceni procesem Benjamina N. dziennikarze nabrali wody w usta i milczą jak zaklęci? (Zastanawiałem się również, czy chodzi mu o wojnę Jom Kipur, czy o sądny dzień?)

Z dokładniejszych przekazów wynika, że obrona przedstawiła dowody, że w tzw. sprawie 4000, czyli oskarżenia byłego premiera o umożliwienie korzystnych transakcji dla medialnego konglomeratu w zamian za korzystne publikacje, koronny świadek nie mówił prawdy. Okazuje się, że spotkania, na którym były współpracownik premiera miał otrzymać polecenie załatwienia sprawy, nie było i być nie mogło, ponieważ świadek we wskazanym tego dnia czasie przebywał w innym miejscu.

(A na tym świadectwie opierała się cała sprawa, jako, że żadną miarą nie daje się udowodnić, że koncern coś otrzymał, ani że cokolwiek dostarczył.)

Zdaniem wielu piszących skoncentrowano się na tej właśnie sprawie, gdyż ze wszystkich zarzutów przeciw byłemu izraelskiemu premierowi, ta podobno była najlepiej udokumentowana.

Dla polskiego obserwatora procesów sądowych najbardziej zbliżona była afera Rywina, o której w Wikipedii czytamy:

11 lipca (2002) Lew Rywin spotkał się z prezes Agory Wandą Rapaczyńską w kawiarni hotelu Bristol i dostał od niej notatkę z informacjami o oczekiwaniach Agory względem nowelizacji ustawy medialnej. Do ponownego spotkania między nimi doszło 15 lipca. Powołując się na rozmowę z Leszkiem Millerem, deklarował, że ustawa medialna wejdzie w życie w kształcie proponowanym przez Agorę jeśli:

    1. Agora przekaże 17,5 miliona dolarów (przy ówczesnym kursie dolara chodziło o 60 milionów złotych) na konto Heritage Films. Pieniądze te miały trafić do SLD.

    1. Gazeta Wyborcza przestanie krytykować premiera i SLD.

  1. Po przejęciu przez Agorę Polsatu, Lew Rywin zostanie zatrudniony w tej stacji. Jak ustaliła komisja śledcza, między innymi w celu pilnowania interesów SLD.

Lew Rywin został po dwóch latach skazany na karę więzienia i grzywnę, premiera Millera prokuratura nie próbowała oskarżać. Zainteresowanie światowych mediów było umiarkowane, zbliżone do zerowego.

Ciekawa jest również sprawa znacznie bliższa w czasie, (którą ostatnio widziałem w wielu miejscach w mediach społecznościowych, ale sprawa chyba nie podnieciła specjalnie mediów głównego nurtu).

Zbigniew Hołys opublikował 29 maja 22 następujący post na swojej stronie Facebooka:

W dzień później strona internetowa money.pl opublikowała doniesienie informujące, że Spółki Skarbu Państwa wydały w ubiegłym roku na reklamę w prasie drukowanej 1,23 miliarda złotych, a wszystkie te pieniądze szły do „przyjaznych” mediów.

Jak wyliczył w oparciu o monitoring firmy Kantar Media profesor Tadeusz Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego, na przestrzeni lat 2016-2020 Spółki Skarbu Państwa wydały na reklamę w mediach łącznie 5,8 miliarda złotych.

Domyślam się, że izraelska prokuratura byłaby nad wyraz szczęśliwa mając w ręku tego rodzaju dowody złego zarządzania funduszami publicznymi, czy jak w przypadku afery Rywina, bezpośrednich działań korupcyjnych.

Amerykański profesor prawa Alan Dershowitz od lat wypowiadał się w sprawie oskarżeń wobec Benjamina Netanjahu twierdząc uparcie, że wyglądają na wykorzystywanie wymiaru sprawiedliwości w walce politycznej, że prezentowane przez prokuraturę dowody są zdumiewająco słabe, że wszyscy politycy zabiegają o pozytywne artykuły w mediach, a z przedstawianych przez prokuraturę oskarżeń nie wynika, żeby Netanjahu w jakikolwiek sposób wykraczał poza to, co gdzieindziej uznawane jest za całkowicie legalne działania.

Stoimy zatem przed pytaniem, czy proces Benjamina N. przypomina proces Józefa K. i czy zarabiający na życie informowaniem o tym, co powinniśmy myśleć przekonywali nas o winie oskarżonego z głębokiego przekonania, że powinien być winny? Podobnie jak oni miałem tylko dostęp do przecieków z prokuratury, oświadczeń na konferencjach prasowych i  zdumiewających zdarzeń na sali sądowej. Gniewne reakcje wywoływał sceptycyzm wobec wyroków prasowych i propozycja wstrzymania się z opinią do czasu, kiedy sąd ogłosi swój ostateczny werdykt.

W sumie sprawa jest ciekawa i w pewien sposób zgoła zabawna. Teoretycznie uczciwi ludzie widząc, że mogli być w błędzie, po absurdalnym zgoła podnieceniu tym procesem w odległym, maleńkim kraju, zdecydowali że w obliczu możliwości, iż mogli się mylić, doszli do wniosku, że milczenie jest złotem.

Patrząc na świat z mojej dobrzyńskiej pustelni mam dziwne wrażenie, że może nie zawsze jest złotem, a czasem może nawet brzydko pachnieć.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com