Archive | June 2022

Szlama Ber Winer: Piszę już pewnie do Pana ostatni list… Relacja uciekiniera z obozu zagłady


Szlama Ber Winer: Piszę już pewnie do Pana ostatni list… Relacja uciekiniera z obozu zagłady

Anna Majchrowska


W styczniu 1942 r. z ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem uciekł Szlama Ber Winer. Udało mu się dotrzeć do getta warszawskiego, gdzie trafił pod opiekę członków grupy Oneg Szabat: Hersza i Blumy Wasserów. Bluma w lutym 1942 r. spisała szczegółową relację Szlamy dotyczącą masowej zagłady w samochodach-komorach gazowych Chełmna. Na podstawie tych zeznań powstał raport Oneg Szabat „Wypadki chełmińskie” z dnia 25 marca 1942, który dwa miesiące później trafił do rządu polskiego w Londynie.

Szlama3.jpgSzlama Ber Winer / Archiwum ŻIH

„Zostałem sam, osamotniony na świecie jak kołek”

Szlama Ber Winer urodził się w 1911 r. w Izbicy Kujawskiej, stamtąd też 5 stycznia 1942 r. został przez Niemców wywieziony do Chełmna. We wsi nazwanej przez Niemców Kulmhof am Ner i w położonym kilka kilometrów dalej Lesie Rzuchowskim został utworzony pierwszy stacjonarny ośrodek zagłady ludności żydowskiej. Obóz działał od 7 grudnia 1941 r. do 7 kwietnia 1943 r. oraz między czerwcem i lipcem 1944 r. Liczba ofiar obozu w Chełmnie jest nieznana, ale najprawdopodobniej zginęło tam około 200 tys. osób, głównie Żydów, ale też Polaków, Romów i jeńców radzieckich. [1]

W Chełmnie mordowano ludzi na masową skalę przy pomocy samochodowych gazów spalinowych. Przywiezionych do obozu nakłaniano do rozebrania się, a później pędzono do samochodów, z których nie mogli już uciec. Samochodami zawożono ich na polanę w Lesie Rzuchowskim, gdzie kierowano rurę wydechową auta do wnętrza samochodu tak, by po 15–20 minutach znajdujący się we wnętrzu samochodu ludzie się udusili. W ten sposób zginęli również najbliżsi Szlamy Bera Winera. W relacji spisanej po przybyciu do getta warszawskiego, wspomina:

Podczas obiadu doszła mnie smutna wiadomość, że moi kochani rodzice i mój brat leżą już w grobie. O pierwszej byliśmy znów przy robocie. Starałem się podejść bliżej do zmarłych, by po raz ostatni przyjrzeć się moim najbliższym. Oberwałem przy tym zmarzłą grudą ziemi od dobrodusznego Niemca z fajką, a „Bykowiec” do mnie strzelił. Nie wiem, czy nie chciał trafić, czy też nie udało mu się, dość, że ocalałem. Nie zważając na ból, pracowałem bardzo szybko, aby zapomnieć choć na chwilę o straszliwej stracie. Zostałem sam, osamotniony na świecie jak kołek. Z mojej rodziny, która liczyła sześćdziesiąt osób, jestem jedynym żyjącym. [2]

Szlama miał szansę uciec z obozu dlatego, że po przywiezieniu do Chełmna przydzielono go do komanda leśnego (Waldkommando), które zajmowało się chowaniem zwłok zamordowanych Żydów. Przetrzymywano ich w piwnicy dawnego pałacu, a po kilku dniach pełnienia funkcji grabarzy wiedzieli już, że także ich czeka śmierć i jedyną szansą na przeżycie jest ucieczka. W związku z tym 19 stycznia 1942 roku Szlama zdecydował się uciec — podczas transportu wyskoczył przez małe okienko w ciężarówce. Jak pisał później, jego celem nie było jedynie ratowanie własnego życia — chciał powiadomić świat o tym, co się dzieje w Chełmnie. Przez cały czas wzywałem Boga i rodziców, by mi pomogli ocalić naród żydowski. [3]

Jeszcze tego samego dnia trafił do rabina w Grabowie: Służąca (rabin jest wdowcem), o napuchniętych od płaczu oczach, przyniosła mi miskę z wodą. Zacząłem myć ręce. Rana prawej ręki odezwała się bólem. Gdy wieść rozeszła się po mieście, tłumy Żydów przyszły do rabina i ja im opowiadałem ze szczegółami o okrutnych zdarzeniach. Wszyscy płakali. Jadłem chleb z masłem, popijając herbatą, i odmówiłem modlitwę dziękczynną. [4]

„i ja z pewnością też pójdę tam, dokąd poszli moi Rodzice, i w taki sam sposób”

Po dłuższej wędrówce dotarł do getta w Warszawie, gdzie otoczył go opieką sekretarz Oneg Szabat Hersz Wasser (pracownik Centralnej Komisji Uchodźców) i jego żona Bluma, która spisała w lutym 1942 roku szczegółową relację Szlamy dotyczącą masowej zagłady w samochodach-komorach gazowych Chełmna. W dokumentach Szlamek występuje pod fałszywym nazwiskiem Jakub Grojnowski.

_en_List.jpgList Szlamy Bera Winera informujący o obozie zagłady w Bełżcu.  / Archiwum Ringelbluma

W obawie przed policją Oneg Szabat wysłało go do Zamościa, gdzie przebywała jego krewna Fela Bajlerowa. Na początku kwietnia pisał do Hersza Wassera w pełnym aluzji liście, że na Lubelszczyźnie dokonuje się to samo, czego doświadczył w Chełmnie:

Od kuzyna z Lublina otrzymałem ukłony i od rodziny z Izbicy Lubelskiej również otrzymałem ukłony itd. Piszą mi, że cała rodzina znalazła się na cmentarzu, w taki sam sposób jak w Chełmnie. Proszę sobie przedstawić moją rozpacz, już nie mam siły do płaczu. Piszę już pewnie do Pana ostatni list i ja z pewnością też pójdę tam, dokąd poszli moi Rodzice, i w taki sam sposób. (…) Cmentarz jest w Bełżcu. Jest to ta sama śmierć co w Chełmnie. [5]

Po likwidacji zamojskiego getta 11 lub 12 kwietnia sam również trafił do obozu zagłady w Bełżcu. 24 kwietnia Abram Bajler, bratanek Szlamka, wysłał do Blumy i Hersza Wasserów list, w którym poinformował o śmierci matki i wujka Szlamka. [6]

Informacje Szlamy docierają na Zachód

Na podstawie relacji Szlamy Bera Winera (ale również innych źródeł, m.in. relacji Uszera Taube) grupa Oneg Szabat opracowała raport „Wypadki chełmińskie” z dnia 25 marca 1942 r. informujący o masowej zagładzie Żydów, który jeszcze w marcu został przekazany przedstawicielom AK.

_en_ARG_I_1117_2_raport.jpgRaport “Wypadki chełmińskie” / Archiwum Ringelbluma

Jak podkreślają Maria Ferenc Piotrowska i Franciszek Zakrzewski we wstępie do 22. tomu pełnej edycji Archiwum Ringelbluma Prasa getta warszawskiego: wiadomości z nasłuchu radiowego, wiadomości o ośrodku zagłady w Chełmnie docierają do Londynu na początku czerwca 1942 r. Pochodzą z listu kierownictwa Bundu z 11 maja 1942 r. dostarczonego tam przez Svena Norrmana, przedstawiciele szwedzkiej firmy w Warszawie. Część informacji Bund zapożyczył właśnie z raportu Oneg Szabat „Wypadki chełmińskie” i w tym sensie grupa Ringelbluma była pierwotnym źródłem części informacji przesłanych przez Bund w maju do Londynu. [8]

Relacja Szlamy Bera Winera i raport Oneg Szabat „Wypadki chełmińskie” zostały ukryte w pierwszej części Archiwum Ringelbluma. Hersz Wasser odnalazł je w ruinach getta warszawskiego 18 września 1946 r.


Przypisy:

[1] Przemysław Nowicki, Obóz zagłady w Chełmnie nad Nerem, https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/c/469-chelmno-nad-nerem/116-miejsca-martyrologii/139763-oboz-z….

[2] Pełna edycja Archiwum Ringelbluma, tom 23, Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć, opr. Ewa Wiatr, Barbara Engelking, Alina Skibińska, s. 107.

[3] Ibidem, s. 110.

[4] Ibidem, s.111.

[5] Pełna edycja Archiwum Ringelbluma, tom 1, Listy o Zagładzie, opr. Ruta Sakowska, s. 130–131.

[6] Ibidem, s. 134.

[7] Ibidem, s 113.

[8] Maria Ferenc Piotrowska, Franciszek Zakrzewski, Wstęp do: Pełna edycja Archiwum Ringelbluma, t. 22, Prasa z getta warszawskiego: wiadomości z nasłuchu radiowego, s. XXXVIII.


Publikacja jest częścią Programu Oneg Szabat powołanego przez Żydowski Instytut Historyczny im. E. Ringelbluma i Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny w Polsce. Program ma na celu upowszechnienie wiedzy o Podziemnym Archiwum Getta Warszawy, udostępnienie zachowanych w nim dokumentów oraz upamiętnienie członków grupy Oneg Szabat.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli study shows olive trees were domesticated in Jordan Valley 7,000 years ago

Israeli study shows olive trees were domesticated in Jordan Valley 7,000 years ago

JUDITH SUDILOVSKY


Domestication may indicate initial steps in developing a socioeconomic hierarchy supported by administrative system.

.
Buildings and rounded siloes at the village of Tel Tsaf. / (photo credit: YOSEF GARFINKEL)

Olive trees carry a deep, historical significance in this part of the world, and a recent Israeli study has found some of the earliest evidence for the domestication of the trees from 7,000 years ago.

Analyzing remnants of charcoal from the Chalcolithic site of Tel Tsaf in the Jordan Valley, researchers from Tel Aviv University and the Hebrew University of Jerusalem determined they came from olive trees. Since olive trees did not grow naturally in the Jordan Valley, this means the inhabitants of the site must have planted the trees intentionally about 7,000 years ago, said the researchers.

The discovery and its importance

“Wood was the ‘plastic’ of the ancient world,” a statement from lead researcher Dr. Dafna Langgut of the Jacob M. Alkow Department of Archaeology and Ancient Near Eastern Cultures and the Steinhardt Museum of Natural History at Tel Aviv University explained.

“It was used for construction, for making tools and furniture, and as a source of energy. That’s why identifying tree remnants found at archaeological sites, such as charcoal from hearths, is a key to understanding what kinds of trees grew in the natural environment at the time, and when humans began to cultivate fruit trees.”

Even when burned down to charcoal, trees can be identified by their anatomic structure, she added. As head of the Laboratory of Archaeobotany and Ancient Environments, she specializes in such microscopic identification of plant remains.

7,000 years-old hearth remains at the village of Tel Tsaf. (credit: YOSEF GARFINKEL)

The recent study consisted of analyzing charcoal remnants found in the archaeological excavation of Tel Tsaf directed by Prof. Yosef Garfinkel of the Institute of Archaeology at the Hebrew University. The findings were published in the journal Scientific Reports from the publishers of Nature.

Tel Tsaf was a large prehistoric village in the middle Jordan Valley south of Beit She’an, inhabited between 7,200 and 6,700 years ago, noted Garfinkel in the press statement. His excavation revealed large houses with courtyards, each with several granaries for storing crops.

“Storage capacities were up to 20 times greater than any single family’s calorie consumption, so clearly these were caches for storing great wealth. The wealth of the village was manifested in the production of elaborate pottery painted with remarkable skill. In addition, we found articles brought from afar: pottery of the Ubaid culture from Mesopotamia, obsidian from Anatolia, a copper awl from the Caucasus, and more,” he said.

In her lab, Langgut identified the charcoal from Tel Tsaf as belonging to olive and fig trees. Though olive trees grow in the wild in the Land of Israel, they are not native to the Jordan Valley, she said in the statement. So the discovery of olive tree remains in the charcoal indicates that someone brought the trees there intentionally and had enough knowledge about the plant to take it out of its natural habitat and plant it somewhere else, she said.

“In archaeobotany, this is considered indisputable proof of domestication,” she said.

BASED ON THEIR findings, the researchers suggested in their study that the Middle Chalcolithic Tel Tsaf site provides the earliest charred olive wood remains in the Central and Lower Jordan Valley.

In the paper they noted that archaeological and botanical evidence suggest that olive cultivation began in northern Israel along the Carmel coast and in the Galilee toward the end of the eighth millennium, during the Early Chalcolithic period, probably drawing on naturally occurring wild olive species. A few centuries later, according to their findings, at the beginning of the Middle Chalcolithic period around 7000 BCE, the settlers of Tel Tsaf were engaged in full-fledged olive cultivation, said the researchers in their report.

“To accomplish this geographical shift, a transfer of both knowledge and genetic olive material from northern Israel to the Central Jordan Valley must have occurred,” they wrote.

In addition to olive tree remnants, Langgut’s analysis identified many remnants of young fig branches. Fig trees did grow naturally in the Jordan Valley but were of little value for firewood or as raw material for tools or furniture, so there was no reason for people to gather large quantities of branches and bring them to the village, she said.

“Apparently, these fig branches resulted from pruning, a method still used today to increase the yield of fruit trees,” she said.Because of the evidence of exceptional wealth of the settlement exposed in Garfinkel’s excavations, the researchers were not surprised to discover that the inhabitants might have been among the first in the world to intentionally grow olive and fig groves, since growing fruit is an indication of luxury, according to the press statement.Langgut noted that domestication of fruit trees is a process that takes many years. It would therefore logically be used by wealthier societies rather than those struggling to survive and need crops that provide a relatively quick source of food.

“Trees give fruit only three to four years after being planted,” she added. “Since groves of fruit trees require a substantial initial investment, and then live on for a long time, they have great economic and social significance in terms of owning land and bequeathing it to future generations – procedures suggesting the beginnings of a complex society.”

Langgut suggested that the residents of Tel Tsaf might have traded in products derived from the fruit trees such as olives, olive oil and dried figs, all of which have a long shelf life and might have enabled long-distance trade that led to the accumulation of material wealth.

Rectangular room at Chalcolithic Tel Tsaf. (credit: YOSEF GARFINKEL)

Evidence of the earliest stamps was also found at the site, possibly even indicating a system of taxation and administrative procedures, she noted.

“These may have even been initial steps in turning the locals into a society with a socioeconomic hierarchy supported by an administrative system,” Langgut said. “As a whole, the findings indicate wealth and early steps toward the formation of a complex multilevel society, with the class of farmers supplemented by classes of clerks and merchants.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Documentary About Holocaust Survivor and Hollywood Filmmaker Premieres at Tribeca Film Festival

Documentary About Holocaust Survivor and Hollywood Filmmaker Premieres at Tribeca Film Festival

Shiryn Ghermezian


Jack Garfein in the trailer for “The Wild One.” Photo: YouTube screenshot.

A documentary about the life of Jack Garfein — a Holocaust survivor, Broadway and film director, and Actors Studio co-founder — had its world premiere on Saturday at the Tribeca Film Festival in New York City.

“The Wild One” is narrated by Willem Dafoe and a teaser trailer for the film was released last week.

The documentary traces Garfein’s life from his upbringing in Czechoslovakia, his family fleeing Nazi persecution, his experience surviving Auschwitz and other concentration camps, and his face-to-face encounter with Nazi SS physician Josef Mengele, who performed medical experiments on Jewish inmates and prisoners. The film also explores his arrival in New York in 1946 at the age of 16, his partnership with Hollywood icon Lee Strasberg, marriage to actress Carroll Baker, and friendship with Marilyn Monroe.

Garfein directed controversial films, particularly “The Strange One” (1957) and “Something Wild” (1961), which addressed themes of violence, power, and racism in post-war America.

Paris-based filmmaker Tessa Louise-Salomé — the documentary’s director, co-producer and co-screenwriter — said in a statement that when watching Garfein’s films, she was “immediately seduced by the darkness and complexity of his characters, by the modernity of his directing style, by his sheer audacity as a filmmaker.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


What is Swedish Midsummer


What is Swedish Midsummer

[ 2022-06-24/25 ]
webmaster




In mid-June, school is out and nature has burst into life. It seems like the sun never sets. In fact, in the north of Sweden it doesn’t, and in the south only for an hour or two. This calls for celebration! Friends and family gather for the most typically Swedish tradition of all: Midsummer.

The country’s main thoroughfares, on the other hand, are packed. Queues of cars stretch away into the distance, and at the end of the road, family and friends wait among silver birches in full, shimmering bloom.

Maypoles and dancing

Midsummer is an occasion of large gatherings − and to be honest, many Swedes take advantage of it to fulfil their social obligations so that they can enjoy the rest of their holiday in peace. In many cases, whole families gather to celebrate this traditional high-point of the summer.

Swedes like the world to be well-ordered, so Midsummer Eve is always a Friday between 19 and 25 June. People often begin the day by picking flowers and making wreaths to place on the maypole, which is a key component in the celebrations.

The maypole is raised in an open spot and traditional ring-dances ensue, to the delight of the children and some of the adults. Teenagers tend to stay out of it and wait for the evening’s more riotous entertainment.


Herring and boiled new potatoes

A typical Midsummer menu features different kinds of pickled herring, boiled new potatoes with fresh dill, soured cream and chives. This is often followed by a grilled dish of some kind, such as spare rib or salmon, and for dessert the first strawberries of summer, with cream.

The traditional accompaniment is a cold beer and schnapps, preferably spiced. Every time the glasses are refilled, singing breaks out anew. Swedes like drinking songs, and the racier the better.

Midsummer is an occasion invested with a certain nostalgia. Deep inside, Swedes are all agreed on what it should look like and how it should proceed. So after dinner, many people still want to go out dancing, just like in the old days. Preferably on an outdoor dance floor beside a lake as the evening mist settles and the sound of the orchestra echoes back from the rocky hills on the opposite shore.

Mysterious Midsummer

On their way home, girls and young women are supposed to pick seven different species of flowers and lay them under their pillows. At night, their future husbands appear to them in a dream.

Legend has it that the night before Midsummer’s Day is a magical time for love. It still is, in a way. During this night many a relationship is put to the test. Under the influence of alcohol, the truth will out, which can lead both to marriage and to divorce.

Like Whitsun, Midsummer is a popular time of year for weddings and christening ceremonies. Despite their poor showing as churchgoers, Swedes still like to wed in a country church with a flower-bedecked, arched entrance and beautiful hymns.

Swedish Midsummer – the origins

In agrarian times, Midsummer celebrations in Sweden were held to welcome summertime and the season of fertility. In some areas people dressed up as ‘green men’, clad in ferns. They also decorated their houses and farm tools with foliage, and raised tall, leafy maypoles to dance around, probably as early as the 1500s. Midsummer was primarily an occasion for young people, but it was also celebrated in the industrial communities of central Sweden, where all mill employees were given a feast of pickled herring, beer and schnapps. It was not until the 1900s, however, that this became the most Swedish of all traditional festivities.

Ever since the 6th century AD, Midsummer bonfires have been lit around Europe. In Sweden, they were mainly found in the southern part of the country. Young people also liked to visit holy springs, where they drank the healing water and amused themselves with games and dancing. These visits were a reminder of how John the Baptist baptised Christ in the River Jordan.

Midsummer Night is the lightest of the year and was long considered a magical night, as it was the best time for telling people’s futures. Girls ate salted porridge so that their future husbands might bring water to them in their dreams, to quench their thirst. You could also discover treasures, for example by studying how moonbeams fell.

Also that night, it was said, water was turned into wine and ferns into flowers. Many plants acquired healing powers on that one night of the year.


[ When you will read about this Swedish tradition of Midsommar, your webmaster will already sit down and celebrate the “midsommarafton” meal with friends. ]


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


“Choroba” przywrócona przez Putina

(Zdjęcie: Mikhail Metzel/Sputnik/AFP via Getty Images)


“Choroba” przywrócona przez Putina

Amir Taheri


Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


“Nie jestem Rosjaninem!” Takie jest przesłanie na nowej koszulce, która podobno sprzedaje się jak ciepłe bułeczki w Kazaniu, stolicy autonomicznej Republiki Tatarstanu. Inna wersja, z hasłem “Nie jestem Rosjaninem, kochaj mnie!” ma się dobrze w Ufie, stolicy Baszkortostanu [Baszkirii], kolejnej autonomicznej republiki Federacji Rosyjskiej.

Przesłanie, które chcą przekazać twórcy i użytkownicy T-shirtów, jest takie, że wojna Władimira Putina może mieć poparcie większości rosyjskiej, ale nie powinna prowadzić do powszechnej niechęci do “innych narodów” w szerokiej federacji.

To samo przesłanie jest przekazywane za pośrednictwem mediów społecznościowych i przez rosnącą liczbę etnicznych rosyjskich obywateli federacji, którzy obecnie szukają schronienia, przynajmniej tymczasowo, w Turcji, Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nikt nie wie, jak dla Putina może się skończyć ukraińska przygoda. Ale bez względu na to, jak się to skończy, może wpłynąć na delikatny, by nie powiedzieć kruchy, modus vivendi wykuty po upadku imperium sowieckiego wśród “narodów” federacji.

Wyraźne zwycięstwo mogłoby ponownie rozpalić tlące się prochy rosyjskiego nacjonalizmu lub “wielkoruskiego szowinizmu”, jak to określił Lenin. Sam Putin wielokrotnie ostrzegał przed powrotem tego “potwora”, przedstawiając nacjonalizm jako “chorobę”.

Według Putina upadek ZSRR zepchnął kraj “na skraj wojny domowej”, z czym prezydent Borys Jelcyn zdołał uporać się poprzez szereg kompromisów z “narodami”, które pozostały w nowo powstałej federacji.

Porażka, a nawet remis na Ukrainie może również rozpalić płomienie rosyjskiego odwetu, ponownie naruszając harmonię wielonarodowej federacji.

Ale co mamy na myśli, kiedy mówimy o “narodach” w Federacji Rosyjskiej?

Oficjalna literatura rosyjska przedstawia mylący obraz. Z jednej strony mówi o 120 “grupach etnicznych” i 100 różnych językach. Z drugiej strony stwierdza, że Rosjanie stanowią 77 proc. całej populacji.

Jednak liczba 120 grup etnicznych to relikt z czasów, gdy Józef Stalin był komisarzem ludowym ds. narodowości, poszukującym “narodów” i “etniczności” w każdym zakątku imperium, a czasami wymyślając je. Celem było podtrzymanie tezy, że w kraju o takiej różnorodności narodowej i etnicznej tylko solidarność klasowa i dyktatura proletariatu mogą łączyć obywateli.

Liczby pokazujące etnicznych Rosjan jako 77-procentową większość mogą być mylące, ponieważ opierają się na ankietach, w których ludzie są proszeni o podanie swojego “pierwszego języka”. Tak więc liczba ta obejmuje miliony nieetnicznych Rosjan, którzy przyjęli rosyjski jako swój podstawowy język.

Rusyfikacja poddanych nierosyjskich rozpoczęła się w carskich czasach i nasiliła się w czasach sowieckich. Nikt nie kwestionował rosyjskości Gogola, Anny Achmatowej czy Mandelsztama, a co dopiero Nikity Chruszczowa czy Anastasa Mikojana.

Wraz ze zniknięciem dyktatury proletariatu jako ideologicznego spoiwa Jelcyn, a potem Putin, spojrzeli na język i kulturę rosyjską, aby przeciwstawić się wielkoruskiemu szowinizmowi, sprzedawanemu przez ludzi takich jak Żyrinowski, i służyć jako spoiwo do utrzymania razem postsowieckiego imperium.

Pod koniec ery sowieckiej Aleksander Sołżenicyn, wielki pisarz, ale także wielki rosyjski szowinista, doradził przyszłym władzom w Moskwie, by porzuciły mniejszości narodowe i etniczne, aby nowa czysta Rosja mogła wznowić swoją boską misję wolną od azjatyckich obciążeń.

Napisał: “Jeśli nie udało nam się ich zrusyfikować przez 200 lat, nigdy tego nie zrobimy”.

Najbardziej znany przeciwnik Putina, Aleksiej Nawalny, uderza w podobny ton, podkreślając europejską tożsamość Rosji.

Jelcynowi udało się uspokoić napięcia etniczne, zawierając szereg traktatów z największymi “autonomicznymi” republikami. Były trzy rodzaje traktatów.

Najważniejszym był traktat z Tatarstanem z 1994 roku, który nadał tej śródlądowej republice status bliski niepodległości. Na jego mocy rząd w Kazaniu ma prawo kształtować własne stosunki zagraniczne, ustanowić własny bank narodowy i ustalać własne zasady obywatelstwa. To ostatnie posłużyło ówczesnemu prezydentowi Mintimirowi Szaimiewowi do pozbawienia obywatelstwa swojej republiki dużej liczby nieetnicznych Tatarów.

Podobne traktaty, choć z bardziej ograniczonym transferem władzy z Moskwy, zostały podpisane z Baszkortostanem, drugą co do wielkości republiką federacji z większością muzułmańską, po Tatarstanie i Sacha-Jakucją na Dalekim Wschodzie. Podobny traktat podpisany z Czeczenią pod rządami Jelcyna został przez Putina unieważniony, rozpoczynając wojnę, która trwała ponad dekadę.

Drugi rodzaj traktatu, unikający kwestii politycznych i koncentrujący się na “współpracy gospodarczej”, został zaproponowany kilku obwodom (prowincjom), m.in. nadbałtyckiej enklawie Kaliningradu, Orenburga, Swierdłowska i Kraju Krasnojarskiego.

Trzeci typ traktatu, podpisany z Osetią Północną i Kabardo-Bałkarią, koncentrował się prawie wyłącznie na kwestiach bezpieczeństwa militarnego.

Wszystkie te traktaty od jakiegoś czasu znajdują się pod presją.

W Tatarstanie pod rządami prezydenta Rustama Minichanowa w dyskursie politycznym pojawiają się postulaty lepszego podziału bogactw federacji i większej niezależności fiskalnej. Ogromne koszty wojny na Ukrainie z pewnością spotęgują te żądania.

Gdzie indziej, na przykład w Dagestanie i Inguszetii, nie można dłużej uciszać żądań zwiększenia roli lokalnych kultur, religii i języków.

Recepta Putina na język i kulturę rosyjską jako gwaranta jedności w federacji jest również kwestionowana na nowo anektowanym Krymie, przynajmniej przez Tatarów, a w Osetii Południowej przez narody irańskie.

Chociaż nie-Rosjanie stanowią nieproporcjonalny procent sił walczących w Donbasie, wątpliwe jest, aby w przypadku przegranej wojny na Ukrainie mniejszości narodowe w federacji chciały pozostać przy przegranym.

Czy aneksja Donbasu nie stworzyłaby nowego źródła napięć etnicznych i językowych w federacji?

Rosja stoi w obliczu innego potencjalnego źródła napięć etnicznych z powodu obecności od trzech do czterech milionów chińskich i miliona północnokoreańskich “robotników kontraktowych”, zwłaszcza na Syberii i Dalekim Wschodzie, których obecność jest kluczowa gospodarczo, ale politycznie niepopularna wśród rdzennych grup etnicznych.

Kurcząca się demograficznie Rosja, w której oczekuje się, że spadek liczby ludności przyspieszy z powodu powojennej recesji i trwałych skutków sankcji, jest strategicznym wyzwaniem, którego Putin, mimo jego przechwałek, nie może ignorować.

Jeśli naziści rozpoczęli wojny, aby zdobyć “przestrzeń życiową” (lebensraum) dla rosnącej populacji, Putin najechał Gruzję, a teraz Ukrainę w poszukiwaniu prawdziwych lub wyimaginowanych krewnych, aby wzmocnić pozycję Rosji jako większościowego narodu w federacji.

A to może podsycić płomienie etnicznego i narodowego szowinizmu wśród 23 procent, którzy stanowią mniejszości w federacji.

Putin zrobiłby mądrzej, gdyby skupił się na swojej strategii wykorzystania kultury rosyjskiej i postsowieckiego boomu gospodarczego jako środka wzmacniającego spójność federacji. Rozpoczynając przygodę, która nie daje żadnych wyraźnych korzyści, mógł obudzić nacjonalizm i mini-nacjonalizmy, które sam nazwał “chorobą”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com